Kurt patrzył przez otwartą bramę na wnętrze magazynu. Tuzin zbrojnych trzymał szyk naprzeciw napierającego tłumu, włócznie raz po raz wysuwały się spomiędzy tarcz, kusznicy strzelali ponad ich ramionami, a mimo to przeciwnicy wdzierający się przez wyrwę po przeciwnej stronie budynku powoli połykali kolejne metry przestrzeni. Przeciwników było po prostu zbyt wielu.
Ergo chciał uciekać. To akurat Kurt rozumiał. Sum miał w sobie dwa otwory więcej, niż powinien, ledwo trzymał się życia i nawet Sigmar musiał się ostatnio sporo napracować, żeby go przy nim utrzymać. Rozsądnie byłoby więc znaleźć inną drogę.
Niemniej strażnik magazynu poprosił ich o pomoc. To też miało sens. Jeśli obrońcy magazynu padną, przejście zostanie stracone, a tłum ruszy dalej. Można było wziąć tarcze, można było strzelać, można było spróbować zatkać wyrwę. Za dużo możliwości. Kurt odruchowo spojrzał na Hieronima. I wtedy wszystko stało się proste.
– Kurt, zarżnij ich wszystkich! -Mały znieruchomiał na krótką chwilę.
Przez ostatnie godziny Hieronim tłumaczył mu wolę Sigmara na różne sposoby. Czasem wymagało to przemyślenia. Czasem trzeba było zrozumieć, dlaczego jeden człowiek uciekł, drugi zginął, a trzeci przeżył dwa bełty. Kurt robił, co mógł, ale boskie zamiary bywały skomplikowane. Tym razem Sigmar wyraził się wyjątkowo jasno.
Na twarzy Kurta pojawiło się coś, czego pozostali nie widzieli na niej od dłuższego czasu - szeroki uśmiech.
– Dobrze. - Ruszył.
Po drodze zgarnął jedną z tarcz stojących w kącie, wsuwając przedramię w pasy bez zatrzymywania się dłużej, niż było to konieczne. Przez ostatnie godziny nauczył się wprawdzie pytać Hieronima, czego chce Sigmar, ale nie oznaczało to jeszcze, że zapomniał wszystkiego, czego sam nauczył się o pozostawaniu przy życiu. Jeżeli ktoś zostawiał przed walką porządną tarczę, należało ją wziąć.
Nie zamierzał jednak ustawiać się grzecznie na końcu szeregu. Hieronim nie powiedział "stań z nimi". Powiedział "zarżnij ich wszystkich". Kurt opuścił tarczę przed siebie i ruszył w stronę wyrwy, początkowo ciężkim krokiem, a po kilku następnych już biegiem. Chciał wykorzystać własny ciężar i rozpęd, żeby wbić się w pierwszych napierających przeciwników tarczą, odepchnąć ich od obrońców i zrobić sobie miejsce do pracy. Dopiero wtedy zamierzał puścić w ruch broń.
Przez pół miasta słuchał o znakach, łasce, grzechu, przysięgach i boskich zamiarach. Starał się nadążać, choć Sigmar najwyraźniej lubił komplikować proste sprawy. Teraz wreszcie Młotodzierżca przemówił do niego językiem, który Kurt rozumiał bez żadnego tłumaczenia. Najwyraźniej liturgia miała właśnie swoją część praktyczną.