Przejdź do treści

Rozgrywka

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem rozgrywka-inne@forum.rolltelling.pl

  • XIII - Martwa godzina

    36
    1
    1 Głosy
    36 Posty
    522 Wyświetlenia
    CavallinoC
    Nie odzywała się wiele kiedy przeszukiwali gabinet O'Hary. Wyciągnęła na chwilę swoje wahadełko, ale szybko je schowała, zdając sobie sprawę że nie zda się ono tutaj na wiele. Z bocznej kieszeni torebki wyciągnęła wysłużoną talię kart tarota. Usiadła na wolnym kawałku podłogi i całkowicie skupiła się na rozkładzie, notując w maleńkim notesiku rozłożenie kart. W milczeniu wpatrywała się w karty jakby próbowała je zmusić do powiedzenia jej gdzie jest O'Hara. Drogę powrotną spędziła na tylnej kanapie samochodu, przeglądając znalezione przez nią akta zaginionych osób. Część z tych szczegółów już znała w bardziej oględnej formie, ale teraz wszystko zaczynało się układać w spójną całość. Siedziała przy stole, podpierając głowę dłonią. Okulary spoczywały obok talerza na którym leżał ledwie tknięty kawałek pizzy. Głos Becki docierał do niej jak przez warstwę waty. Jej zmęczone spojrzenie raz po raz podnosiło się znad najnowszego rozkładu do karty tarota znalezionej w mieszkaniu O'Hary. Przez chwilę przyglądała się rozłożonym na stole kartom. Cały rozkład pozostawiał ją z dziwnym poczuciem, że jest na właściwym tropie, ale wciąż nie dostrzega czegoś istotnego. Karty zdawały się zachęcać ją do zaufania intuicji, a jednocześnie ostrzegały przed pochopnym łączeniem faktów. Nie znajdzie odpowiedzi, szukając na siłę wzorców – musi przyjrzeć się temu, co zostawił po sobie O’Hara, i porozmawiać z kimś, kto może wiedzieć więcej. Myślami wróciła do nazwiska: Lionel Grant. Może właśnie od niego powinni zacząć? Nie była pewna, czy rozkład rzeczywiście wskazał jej kierunek, czy jedynie pomógł uporządkować to, co już przeczuwała. Nie potrafiła jednak zignorować Kapłanki, która po raz kolejny pojawiła się na jej drodze. Zamieszała herbatę łyżeczką i spytała: – Dlaczego na mapie oznaczone jest tylko siedem zaginięć? Widziałam w aktach O'Hary, że nie miał zbyt wiele informacji na temat zaginięcia Granta, ale co z pozostałymi? Jesteśmy w stanie je dodać? I czy powinniśmy na tej mapie uwzględnić też miejsce w którym kamery zarejestrowały O'Harę wychodzącego z samochodu? – pytała, wymachując łyżeczką w stronę tablicy i rozchlapując odrobinę herbaty wokoło. – Myślę, że dobrze by było z nim porozmawiać… mam na myśli Granta. O'Hara chciał się z nim spotkać przed zaginięciem – może dowiemy się od niego czegoś jeszcze? Sama chciałabym wrócić jutro do mieszkania O'Hary. Ta notatka – powiedziała wskazując na ciągi znaków poprzedzone literą. – Ma coś wspólnego z tym księgozbiorem w mieszkaniu O'Hary. Nie mogę przestać o nim myśleć. A teraz, widząc te oznaczenia również tutaj, trudno mi uwierzyć, że to przypadek. Ziewnęła szeroko. – Ale jutro. Muszę wrócić do domu i nakarmić kota. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że zaczęła planować dalsze działania, jakby była jedną z nich. A przecież nie była agentką XIII, jedynie osobą, która znała O’Harę i miała kilka informacji. Może po prostu była zbyt zmęczona by pamiętać o tym drobnym szczególe. Zresztą, zdążyła się już przyzwyczaić do nieprzychylnych spojrzeń.
  • Miasto, Mgła, Machina

    81
    1 Głosy
    81 Posty
    2k Wyświetlenia
    GurenG
    Rozmowa z Hitomi Stacey postarała się uśmiechnąć- Tak, możesz mieć rację Jeśli znajdzie się coś na ukaranie tej nadętej konstabl to już wina tej konstabl. Stacey Newman na pewno nie była pierwszą, której pinda podłożyła świnię nie bacząc na problemy jakie zrobi innym. Krajobraz po spotkaniu z księciem Uspokajaczka uznała, że trzeba się chwycić wszelkiej możliwości na spędzenie miło tego wieczoru- jak pozbycie się jej siostry gdzieś na bok. -Och proszę bardzo, ale nie mówiłam, że będzie się nudzić? Stacey jeszcze wpadnie na durny pomysł, że maniery są zbędne, więc miejcie na nią oko Shan. W ogrodzie Stacey uśmiechnęła się nader złośliwie: -Ach, czyli dlaego mówiliście, że nie interesuje cię mój Stryj Shan? Jesteś z tych kochających inaczej. Nie rozumiem czemu można iść tak wbrew parom natury, to takie bezprodukcyjne. Czy Stryj wie? Odepchnęła Ciemną od Arthura -Bez bałamucenia mi tu uczciwych mężczyzn. Co to za chamskie obmacywanie jak w burdelu? Teraz to możecie sobie gadać, że jesteście z tych normalnych...
  • [Smoczy Jeźdźcy] Magnum Opus

    114
    1 Głosy
    114 Posty
    3k Wyświetlenia
    slann22S
    O alchemii rozmowa Enzo zastanowił się przez moment i powiedział. -Mój ojciec zawsze wierzył że sednem A chemii Są rzeczy które wybuchają i nalewki, aczkolwiek Arya Była mistrzynią w robieniu odkażających maści, także takich przydatnych gdy się bardzo długo siedzi w siodle…- Powinność smoczego jeźdźca Nataniel westchnął ciężko I zaczął wyjaśniać. - Ja i tak dawno temu powinienem to zrobić, ale za bardzo się bałam… Przesmyk braci zginęło próbując zostać jeźdźcami, ale… To nie chodzi o wyłączasz, po prostu mój zginął zdradzony przez moich rodaków… Słyszałem co sobie dawałaś na temat Adriana, i uważam że potrzebne jest przeciwwaga dla takich jak on. Jeśli przeżyję, przyjmiesz mnie w swoim skrzydle?-
  • [Horror] Gruzy przeszłości

    horror własny stranger things nastolatkowie
    136
    9 Głosy
    136 Posty
    5k Wyświetlenia
    Arthur FleckA
    [image: 1776761829032-krzysiek-komeda-100.jpg] Krzysztof Komeda Krzysztof Komeda do końca życia miał pamiętać wtorek, drugi września, tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku. Tamtego dnia pierwszy raz użył mocy i pierwszy raz zobaczył, jak wygląda prawdziwe zło. Tamtego dnia poczuł też coś, czego jeszcze nie rozumiał. A nawet jeśli rozumiał, to bał się to nazwać i schował tak głęboko w sobie, że nawet stara, ślepa babka Maciejakowej przepowiadająca niemowlakom przyszłość nie byłaby w stanie odgadnąć jego myśli. Biegł przez Sokołów, pot lał mu się z czoła a on dalej wmawiał sobie, że ucieka przed ojcem Alicji, przed policją i porywaczami w ortalionie. Mrok, który zobaczył w oczach łysego, pokazał mu bezsens ludzkiego życia. Ale chwilę później na parterze u Filipowiczów, poczuł siłę potężniejszą od wszystkiego czego doświadczył tego dnia. Potężniejsza niż mięsień w czaszce przesuwający przedmioty i mroczne, nazistowskie czary ożywiające trupy. To było jak rozbłysk, jak Wielki Wybuch który z nicości wyrzucił w kosmos gwiazdy, planety i całą resztę. Coś się w Krzyśku Komedzie nieodwracalnie zmieniło. I nigdy nie był tak przerażony, nawet gdy spojrzał w oczy Złu. *** Marek Koza zasnął w fotelu Mistrza Gry gdzieś pod koniec pierwszej strony kasety „Fear of the Dark”, Iron Maiden. Usiadł tylko na chwilę, żeby przemyśleć, co zrobić z drużyną, która od trzech sesji łaziła po kanałach i nie umiała znaleźć wyjścia, a potem Bruce Dickinson zaczął śpiewać o strachu przed ciemnością i powieki same mu się zamknęły. Między palcami dopalał się Extra Mocny. Obudziło go uczucie, że nie jest sam w piwnicy. Otworzył oczy i wtedy go zobaczył. Krzysiek stał przed nim, niczym młody Antychryst z filmu "Omen" i gapił na niego jak na nieboszczyka w otwartej trumnie. Marek zerwał się z fotela. — Kurwa! Pojebało cię młody?! W zawał mnie chcesz wpędzić? — Sorry— wydukał Krzysiek. — Drzwi były otwarte. Marek skiepował niedopałek w popielniczce i zaklął jeszcze raz. Dopiero wtedy przyjrzał się sąsiadowi porządnie. — Co się stało, Krzychu? Chłopak klapnął na skrzynkę po piwie. Przez długi czas milczał a potem zebrał w sobie i opowiedział mu wszystko. Zaczął od dresów pod domem Alicji, a skończył na oczach, które wyglądały jak dwie zatrute studnie bez dna. — Wszyscy coś robili — powiedział na koniec i wbił wzrok w czubki swoich butów. — Dziewczyny ciągały meble pod drzwi, Mikołaj wstawił wodę na wrzątek a ja stałem na górze jak niedorozwój i lałem przez okno. — Trafiłeś? — Co? — Pytam czy naszczałeś im na te durne łyse pały. — Nie pamiętam. — Kurwa, szkoda. Należało im się za porwanie tej małej. — Ale ja nie o tym Marek. Myślałem, że mam moc a okazało się, że dalej jestem zwykłym frajerem. Po co mi ten mięsień w mózgu, jak ja w życiu się z nikim nie biłem! Boję się własnej matki a dresiarzom schodzę grzecznie z drogi. Marek zapalił kolejnego szluga. Przez chwilę nic nie mówił, zaciągnął się tylko mocno i wydmuchał dym prosto w twarz młodszego kolegi. Potem klapnął z powrotem w swoim fotelu, w którym poprowadził dziesiątki epickich kampanii. — Kojarzysz Ignacego Trzewiczka? — zapytał. — Trzewiczka? Z Jarzębinowej? Tego co miał operację stulejki? Marek przewrócił oczami. — Nie tego głupolu. Ignacy Trzewiczek to najlepszy Mistrz Gry w Polsce. Na tym ostatnim konwencie w Choroszczy udało mi się dostać do jego sesji Warhammera. Takich rzutów na postać nie miałem nigdy w życiu. Same dziesiątki, jedna po drugiej. Gdybym takie numery skreślił w kolekturze, siedziałbym teraz na Florydzie, a nie w tej piwnicy. Myślałem, że w tak epickimi współczynnikami będę wymiatał przy stole, ale wystarczyło że wyrzuciłem krytyczną porażkę i mój paladyn na widok Krwiopuszcza zesrał się w płytowej zbroi. Przez pół sesji nikt nie chciał z nim jeździć w jednym wozie. Trzewiczek się cieszył i mnie chwalił bo on lubi takie brudne, realistyczne jesienne gawędy, ale mi do śmiechu nie było. A wiesz jak skończyła się sesja? Krzysiek pokręcił głową. — Wygraliśmy. Każdy dołożył swoje i demon rozsypał się w kupkę popiołu. Na koniec jeszcze zdążyłem napluć mu w ryj. Ja, ten, co na początku sesji obsrał zbroję. — Ale to nie jest gra. Ja nie mogę podziękować i wstać od stołu. Marek pokiwał głową i wypuścił dym z płuc. — Przecież wiem. Próbuję ci tylko powiedziedzieć, że nie musisz być kozakiem młody. Masz prawo do porażek. Najważniejsze, by przed wyruszeniem w drogę zebrać drużynę. Sam bym nigdy mnie ubił tego demona i nie zmazał swojej hańby, ale razem, wspólnymi siłami nam się udało. Tak to działa. I w życiu i w RPG. Ty dzisiaj stałeś jak słup soli, ale ktoś inny cię z tego wyciągnął, tak? Krzysiek nie odpowiedział. Uszy zrobiły mu się czerwone aż po same końce, a Marek nagle zrozumiał, że trafił w coś, w co wcale nie celował. — Czego mi nie mówisz? — Nie rozumiem. — Przecież widzę, że coś ukrywasz młody. Krzysiek podciągnął rękaw i zerknął na zegarek. — Muszę lecieć, bo matka mnie zabije. Krzysiek zerwał się ze skrzynki, ale Marek nawet nie drgnął. Patrzył, jak młody biegnie do drzwi i łapie za klamkę. Jednak zamiast wyjść chłopak nagle zamarł w bezruchu i stał tak przez dłuższą chwilę, odwrócony plecami. — Marek? — No? — Mam pytanie. Ale tak teoretycznie. — Dawaj. — Co byś zrobił, jakby ci się spodobała najfajniejsza dziewczyna w liceum? — Ja? Nic. Nie jestem aż taki głupi. Od tych najfajniejszych trzeba trzymać się z daleka, dzieciaku. Zawsze. To pierwsza zasada przeżycia w szkole, ważniejsza niż ściąganie u Józefiaka. — Nawet jak jest miła? — Zwłaszcza jak jest miła. Krzysiek odwrócił się do niego przez ramię. Marek pierwszy raz tego wieczoru nie potrafił odczytać jego miny. — Czytałeś wogóle „Carrie”? Przecież ci dawałem. — Czytałem. — To przeczytaj jeszcze raz. Lepszej instrukcji na życie w liceum nikt nie napisał. Najpierw wszyscy są dla ciebie mili, ktoś cię zaprasza na bal, stawiają cię na scenie i biją brawo. A potem dostajesz na łeb wiadro świńskiej krwi. Krzysiek nic nie odpowiedział. Kiwnął tylko głową i wyszedł. Marek posiedział jeszcze chwilę, a potem wstał i odwrócił kasetę na drugą stronę.
  • 21 dni Kwarantanny

    67
    3
    4 Głosy
    67 Posty
    2k Wyświetlenia
    GaranilG
    Maksymilian wsunął latarkę pod pachę, zwalniając sobie obie dłonie, i chwycił oburącz za stalowy łom. Wsunął płaską, zakrzywioną końcówkę narzędzia w ciasną szczelinę między uchem kłódki a masywnym skoblem. Zaprał się ciężkim butem o metalową framugę drzwi, wziął krótki wdech i przeniósł cały ciężar swojego ciała na ramię dźwigni. Mechanizm stawił początkowo twardy opór, a w ciemnym, dudniącym echem korytarzu rozległ się nieprzyjemny, narastający zgrzyt naprężanego metalu. Kruk zacisnął zęby, poprawił chwyt i naparł z całej siły, wkładając w to ruch całego tułowia. Z głośnym, suchym trzaskiem pękającego jarzma, kłódka ustępuje, a drzwi stanęły otworem — Droga wolna — rzucił szeptem, wsuwając łom z powrotem za pas i wyciągając latarkę. — Trzymajcie się blisko ścian i patrzcie pod nogi. Od teraz pełna cisza. Powoli, ostrożnie, weszli na teren parkingu, spodziewając się kłopotów. Ale o dziwo, wydawało się, że kłopotów, tak dla odmiany, nie ma. [image: 1791744299513-fe27c9a2-3aff-4fd9-8988-db084a3785db-image.jpeg] Przed nimi rozpościerał się, kiepsko, bo kiepsko, ale oświetlony podziemny parking Darpolu. Spora część miejsc była pusta. Oświetlenie stanowiły blade świetlówki, które skupiały się głównie wzdłóż "dróg". Miejsca parkingowe były słabo oświetlone. Samochody były w różnym rozstrzale, od rozklekotanego Tico, przez Passerati z legendarnym 1.9 TDI pod maską, na najnowszych luksusowych limach od Mercedesa i BWM kończąc. Budka ochrony stała pusta, a w niej kluczyki. Samotne. Proszące, by ktoś chwycił breloczek i... powiedzmy, redystrybuował prawo własności samochodu na samego siebie. -Nie podoba mi się. Idzie zbyt prosto. - mruknął Zieliński. Jak to paranoik. Przemykali przez parking, kryjąc się w cieniu, nie pewni, czy, i jakie kłody rzuci im pod nogi los dzisiejszego wieczoru. Wreszcie dotarli do bramy wjazdowej. W tym momencie dogoniła ich Wójcik. -Zamknęłam drzwi. Nikt mnie nie śledził. - mruknęła. Informatyk odmruknął coś niezrozumiałego w odpowiedzi i wyciągnął tablet. Przez chwilę monitorował system kamer, a następnie sprawdził godzinę. -Objazd zrobili o 22. Jest 22:30. Mamy półtorej godziny, żeby się zmyć. Przy głównym wejściu stoją dwie suky i trzy radiowozy, więc pewnie koło 12-15 policjantów. Wygląda na to, że nie są zbyt czujni. - mruknął. Teraz, albo nigdy. Michał wyciągnął pilot do bramy i nacisnął przycisk. Brama powoli i na szczęście cicho, otworzyła się, ukazując wolność. Kilka chwil później cała gromada zobaczyła nocne niebo usiane gwiazdami i światła lamp ulicznych. Świeże powietrze jeszcze nigdy nie smakowało tak, jak tego wieczoru. Powiew wiatru na twarzy orzeźwiał i kusił... Gdzieś w oddali wyły syreny. -Zmywajmy się stąd. Moje mieszkanie jest na Służewcu, na Gotarda.- Powiedział Zieliński. Paranoik poprowadził ich - cóż, chodnikiem, biorąc pod uwagę niezbyt dopasowane do biegu czy przełaju buty Wrońskiej. Już 2 minuty później w panice kryli się za pobliskim przystankiem autobusowym, kiedy przed ulicę na sygnale przejechały 2 radiowozy, 1 wóz straży pożarnej i karetka. Wycie syren to wzmagało się, to odpuszczało. Kolejne minuty marszu na Służewiec dawały im wgląd w to, w jak wielkim chaosie pogrążona jest Warszawa. Gdzieś w oddali dymiło się i błyskały płomienie w jakimś budynku ogarniętym pożarem. Przynajmniej 2 razy nie zdążyli się schować, ale radiowóz na sygnale jedynie ich minął, olewając kompletnie grupę szwędającą się po nocy mimo godziny policyjnej. Mieli ważniejsze sprawy niż szóstka spacerowiczów. Bez większych problemów, dotarli do starego bloku mieszkalnego, na równie starym osiedlu. Prawdziwa spuścizna PRLu. Dopiero kiedy wszyscy weszli do środka, do mieszkania na 4 piętrze, a Zielinski zasunął za sobą trzy zamki antywłamaniowe, łańcuch, oraz mosiężny skobel, odetchnął z ulgą i wyglądało na to, że się przynajmniej odrobinę odprężył. W mieszkaniu była łazienka, kuchnia, przedpokój, oraz trzy małe pokoje. Nie było tego dużo, ani specjalnie przestronne, ale przynajmniej własne, oraz w miarę bezpieczne. -Rozgośćcie się. Nie miałem kiedy posprzątać, bo byłem w pracy. - zażartował gospodarz. [image: 1791748733131-474c7e9f-7a02-4359-9c48-7813e8792ae0-image.jpeg] Poza faktem, że czuć było lekką stęchliznę, a pudełko po kebabie na stole w salonie zaczęło już śmierdzieć, było tu dość przytulnie. No może z wyjątkiem map, notatek i wycinków prasowych na ścianie. Maski przeciwgazowej na regale z książkami. Było też wiele innych elementów nie pasujących do typowego mieszkania, ale stare blokowisko miało ogromną przewagę nad nowoczesnym apartamentem - brak zaawansowanej elektroniki i możliwości zdalnego odcięcia. Pozostało im położyć się spać. I być może zjeść wcześniej jakąś konserwę. Zielinski miał trochę zapasów, ale były obliczone na jedną osobę. Tak czy siak, wszystkie problemy musiały poczekać do rana.
  • [Monster of Week] Kraina zmierzchu

    145
    1 Głosy
    145 Posty
    4k Wyświetlenia
    slann22S
    W restauracji - Aha!- powiedziała Kltka. Mariusz popatrzył na Konrada, najpierw jej oczy, potem trochę niżej i poczerwienia u cały i znowu położył głowę na stoliku. - Ale to tylko brzoskwinie! A tak w ogóle, to czytałem tą książkę od Sebastiana i teraz mi głupio bo chyba kiedyś pobiłem kogoś autystycznego. To było tak, Obok mojego mieszkania było kilku takich muskularnych ludzi I zapytali mnie czy mam problem, A akurat to było po wyjątkowo ciężkim dniu w pracy przez Janusza, Więc zrobiło mi się miło że Wiki tak szybko się do mnie odzywają, i przytuliłem Jednego z nich, czego największego i on był pewnie autystyczny, bo tacy ludzie nie lubią gdy się ich przytula, i się zdenerwował i chyba połamałem mu ręce, ale potem zaniosłem kwiaty do szpitala stopka I takiego przyjaciela nadal są na mnie źli, i Schodzą mi z drogi. Możecie podać mi gorącej czekolady.- Klitka Przyglądała się Mariuszowi jak egzotycznemu stworzeniu. Bronies Facet popatrzył zmęczony wzrokiem na Sebastiana, a potem powiedział. - Ja lubię Fluttershy. Zawsze chciałem być weterynarzem, ale nie lubiłem patrzeć na cierpiące zwierzęta.- Sebastian zagarnął pudełko LEGO Ice Miners, Starego zestawu Lego ogólnie tak wydobywających lód. Honorata czaruje Honoracie udało się rzucić zaklęcie, Jednak wtedy nagle miała wizję tej samej rośliny, to za wcześnie i rzuciła się na zwierzę ale tym razem roślina także ją wyczuła i zapragnęła ją odnaleźć. Jednakże cała trójka została unieruchomiona, więc przynajmniej jeden problem został rozwiązany.
  • [A masks a new generation game ]Maski: Czas dumy i uprzedzenia

    126
    2 Głosy
    126 Posty
    4k Wyświetlenia
    slann22S
    Poważne Taco - Nie martw się, zajmę się tą samą stałą ołtarzykiem!- Spotkanie ze specem od komputerów. Diana popatrzyła Nataniela, i wyschnęła tylko ciężko kręcąc z głową. - Czy ty kiedykolwiek rozmawiałeś z osobą przed trzydziestką?- Potem podeszła do Joan i powiedziała. - Przepraszam że się nie odzywaliśmy, ale było jakoś dziwnie z zasięgiem, a musieliśmy ratować krakena krakenie.-
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]

    sercetajgi zew cthulhu
    147
    2
    3 Głosy
    147 Posty
    5k Wyświetlenia
    KaworuK
    Eleonora z chęcią tłumaczyła dziennik razem z Renem, będąc świadomą jego znaczenia i wartości. Nie wiedziała, co myśleć o tym, co tłumaczyła, ale odkąd poznała na własne oczy moc Maski Madame… była w stanie uwierzyć, że yeti, którego szukali, był w istocie czymś więcej niż tylko yetim. Jakie okultystyczne moce mógł on skrywać? Nikt tego nie wie… W międzyczasie uczyła się dosyć intensywnie rosyjskiego, rozumiejąc, że jest to umiejętność, której nie posiada, a która się jej bardzo przyda. Nawet poczyniła pewne znaczące postępy w nauce owego języka, ale wiedziała też, że cała masa nauki i wysiłku jeszcze przed nią. Zrobiła ledwie jeden krok, a miała przed sobą całą długą podróż. Poświęcając cały wolny czas najpierw na tłumaczenie, a potem na rosyjski, nie miała zbyt wiele innych rzeczy do roboty. Zakupiła ciepłe ubranie, będąc świadomą, jak wielki ziąb panuje na północy Rosji, ale obawiała się, że wyprawa będzie obfitować w wydarzenia, których nie będzie w stanie przewidzieć i uprzedzić. Póki co jednak poświęcała swoje wolne chwile na naukę języka, uznając, że nie ma co się martwić na zapas, jeśli zrobi co tylko może, by się odpowiednio przygotować na wszelkie możliwe niespodzianki.
  • Miasto, Mgła, Machina (Mistborn Era 2/Fae)

    2
    1 Głosy
    2 Posty
    107 Wyświetlenia
    GurenG
    Przy stole Newmanów Stacey Newman westchnęła w duchu. Jej rodzina była taka... chaotycznie prostoduszna. W sumie czego powinna się spodziewać? Bogactwo Newmanów było całkiem świeże i nieoczekiwane, za mało czasu, żeby starsze pokolenie przyswoiło sobie klasę szlachty. Dziewczynie jednak trudno było nie czuć żalu, że nie rozumieją na równi z nią potrzeby wysiłku, żeby wypaść na człowieka z klasą... Dziadek Matthew mógł być nestorem rodu, ale też największym tępakiem ze zgromadzonym- za dumny żeby zauważyć własne ograniczenie, za duże przeświadczenie o własnym sprycie. Ale ilu Skaa nawet jakby znalazł w sobie Allomacę pomyślałby jakby się na tym wzbogacić? Tak Dziadek Mathew miał na tyle buty, żeby wykorzystać zdolności do wzbogacenia się jako Poszukiwacz - wyczuwał, która działka kryła metale. Stacey najbardziej ceniła w nim tę ambicję, bawet podzielała jego plany w zdobycie tytułu szlacheckiego. Chociaż tylko bogowie wiedzieli na ile wystarczył jej własny spryt, a na ile na swoje szczęście była Uspokajaczką, żeby urabiać durnego zgreda. I ukryć jak bardzo nim gardziła. Jak dzisiaj może jednak by tak trochę pobudzić u starego debila -Ale Dziadziu, jeślibym została za szybko wdową po Landelu Hastingsu jeszcze by zepsuło planowanie mariażu dla reszty rodzeństwa. Stare rody lubią vendetę, a Terrisanie wszędzie szukają duchowych znaków i zabobonów. Przy takim połączeniu jeszcze rodzice Hastinga zrobią nam na złość złą reklamę. Spuściła oczy, żeby wydać się smutniejszą i bardziej przejętą. To wystarczy czy jeszcze dotknąć uczuć starego dziada, żeby wzbudzić w nim większą sympatię dla Stacey? Propozycja (nie)przyzwoitki Uspokajaczka przymknęła oczy, żeby ukryć irytację. Jej rodzina była prostoduszna i chaotyczna. Stephanie miała wręcz subtelność młotka, przebieranie się za chłopaka było wielce w jej stylu. -Wybieram się tylko na spotkanie z Miriam. Będziesz się tylko z nami nudziła, a ja i tak będę w przyzwoitym towarzystwie. Bardzo. Spróbowała dotknąć w zdrowy rozsądek siostry, żeby odwlec ją od tego durnego pomysłu. Tylko brakowało, żeby smarkula zepsuła jej randkę z Artemem Wanre. Może i nie miał tytułu, ale miał klasę, inteligencję i był całkiem przystojny jako aktor. Bardzo przyjemne towarzystwo, które wzbudzało zazdrość otoczenia. ||4d6+ Allomacja (bez palenia)= (4,3,3,5)+3=(0+0+0+1)+3=1+3=4 Great||