Przejdź do treści

Rozgrywka

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem rozgrywka-fantasy@forum.rolltelling.pl

2 Tematy 44 Posty
  • 4 Głosy
    44 Posty
    602 Wyświetlenia
    MarrrtM
    Prymula Brandybuck [image: 082EXNM.png] Lobelia jednak wciąż była Lobelią i Prymulka, której Fortuna oszczędziła ukąszeń przez szerszenie, siedziała teraz wygodnie w kolasce trzymając Droga pod ramię i z grzecznym uśmiechem na twarzy przysłuchiwała się miodowym rozważaniom panny Bracegirdle. - Rzeczywiście Lobelio - przytaknęła rozbawiona aneksją dzbanów - Zasłużyłaś na ten podarek bez wątpienia. A wiosna… Hmmm… Plastry miodu wydawały się pełne, a owady… pszczoły pracowite, a szerszenie… wściekłe. Wzdrygnęła się na wspomnienie atakujących ją insektów. Bardziej niż ona jednak ucierpiał Drogo, którego pod wpływem nagłej potrzeby ścisnęła mocniej za ramię. - Ale przyznać trzeba, że łąki kwieciem pokryte gęsto i nie dziwota, że pszczołom praca się w łapkach paliła. Szerszeni zaś tłumaczyć nie trzeba. Z resztą i rady na nie większej nie ma. Trzeba się pogodzić, że istnieją nieprzyjemne stworzenia co w swej naturze mają zgryźliwość i miodowe łakomstwo. Uśmiechnęła się uprzejmie, a Drogo zachichotał. *** Gwar był w Rozstajach niesłychany wręcz. Prymula być nie była nim jakoś bardzo zaskoczona, gdyż podobny widywano w Newbury przy Północnym Trakcie w Bucklandzie. Ale w Bucklebury, czy Crickhollow coś takiego zdarzało się co najwyżej podczas Festynów. - Ależ to nie wina tego chłopca Lobelio. Pecha mamy, ot co. Oby nie towarzyszył on też naszym żądnym rzecznych przygód przyjaciołom. Z resztą Rory jest z nimi. Nie pozwoli by dopuścili się jakiejś bzdury ani nie przyzwoli nieszczęściu ich spotkać. Jestem tego pewna. Obrzuciła wzrokiem tłum hobbitów przeplatany pojedynczymi krasnoludami. Lubiła pogawędzić niemniej niż inni hobbici, ale ostrzenie uszu nie było jej ulubionym zajęciem. Nawet jeśli rzeczywiście nie mieli niczego lepszego na oku aktualnie. Chyba żeby… Ilość pytań, powitań i pozdrowień była wprost proporcjonalna do tłumu, ale nie przesadnie nachalna. Radzili sobie z nią zupełnie dobrze. I być może można było to wykorzystać. Pozwoliła Lobelii czas jakiś na jej plotkarskie przyjemnostki, po czym wstała. - Poczekajcie proszę. Odo… potowarzysz mi. Ruszyli we dwoje z młodym Bolgerem w kierunku gospody i szynkwasu wymieniając zdawkowe pozdrowienia z postronnymi hobbitami, póki nie zwróciła na nich uwagi większa grupka hobbitów i hobbitek, w której prym wiódł kojarzony nieco przez Prymulę rosły Chubb. - Powitać pani dziedziczko Prymulo! - ozwał się - Jak się miewa Buckland? Prymula uśmiechnęła się i skinęła uprzejmie głową. - Dziękuję Panie Chubb - odparła słabym głosem - Miewa? Ach Buckland… tak… Po czym omdlewając osunęła się na ziemię.
  • [Storytelling 18 +] Siedem oczu demona

    Przeniesiony
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    24 Wyświetlenia
    AbishaiA
    Plany. Tych Maruiken miała wiele. Niemniej odległe były od zamiarów z którymi wiele dni temu przybyła na ziemie Hachisuka. Wtedy była łowczynią szukającą zarobku w oczach obserwujących ją osób i kunoichi próbującą wyrwać swoją siostrę z łap potencjalnie wrogiego klanu w oczach wtajemniczonych. Teraz… teraz miotała się jak ryba złapana w sieć rybaka. Wraz z każdą zdobytą informacją dowiadywała się nie tylko o skomplikowanej sytuacji klanu, ale też i jej własnych powiązaniach z tymi ziemiami. O przeznaczeniu swoim o którym nie miała pojęcia. Wchodziła w sojusze tak egzotyczne, że wątpiła by pozostałe siostrzyczki uwierzyły w jej opowieści o tej misji. O ile… jeszcze je kiedyś zobaczy. Obecnie, wątpliwość i niepewność były jej siostrzyczkami. A nieufność matką. A potwory które jako łowczyni powinna zwalczać stały się jej podporą w tych trudnych czasach. Niemniej Mateczka nauczyła ją by korzystać z każdych dostępnych narzędzi. Leiko nie sądziła jednak że skorzysta z tych nauk knując przeciw własnym siostrzyczkom. W ramach przygotowań do swoich knowań udała się z Kano na zakupy. Łowczyni łatwo było polubić tego mężczyznę. Był powściągliwy w słowach i nie zadawał pytań. Prowadził Mizuki tam gdzie miała kaprys się udać i wiedział gdzie szukać tego co chciała kupić. I jeśli nawet zaskoczyło go jej pytanie o farbę do włosów, to nie pozwolił sobie na komentarz. Z pomocą ronina Mizuki załatwiła swoje zakupy szybko i bez problemów. Tym bardziej, że obecność tego ochroniarza skutecznie odstraszała uliczników, a i sprawiała że handlarze nie próbowali wykorzystać naiwności dziewczęcia na swoją korzyść. Z zakupionymi przez siebie przedmiotami Maruiken ostrożnie zbliżała się do papierowych drzwi do pokoju kochanka. Musiała być ostrożna, musiała być cicha, musiała być szybko. Co prawda Kogucik chwycił przynętę i przy kolacji zdarzało mu się wspomnieć słodką Kofumi, to jednak nie powinien się zorientować, że Leiko wróciła do gospody. A łatwo mogła na niego wpaść. Obecnie młodzian z trudem usiedział w miejscu podczas kolacji. I mógł wpaść na pomysł, by odwiedzić Mizuki, by dowiedzieć się coś więcej o nowej przyjaciółce. Musiała się więc spieszyć. Na szczęście ronin obiecał swojej kochance medytować w swoim pokoju w oczekiwaniu na nią. W jednej dłoni trzymając dwie tykwy służące za butelki, a w drugiej zgrabnie balansując włożonymi jedna w drugą miskami, w których zebrała rzeczy niezbędne jej do przemalowania tygrysa na biało, Leiko przystanęła cicho przed jego pokojem. Rozejrzała się po korytarzu pogrążonym w wieczornych ciemnościach. Nie dostrzegła żadnych ciekawskich oczu, których właścicielowi mogłoby się wydać podejrzanym, że Mizuki nachodzi ronina. Tego już nie mogłaby wytłumaczyć byle sprawunkami dla Sakusei… W gospodzie panowała taka cisza, że wydawało jej się, iż nawet najlżejsze zapukanie w shōji odbije się echem po korytarzu. A to było ostatnie, czego teraz chciała. Dlatego zamiast uprzejmie zapowiedzieć swoje wejście, po prostu wsunęła palce w krawędź drzwi i rozsunęła je powoli, niemal bezgłośnie. Jednocześnie zrzuciła z twarzy swoją niewinną maskę i wślizgnęła się do środka już jako Tsuki no Musume. Ronin rzeczywiście medytował, czekając na nią. Otworzył oczy, gdy weszła i uśmiechnął się. - Przemknęłaś niezauważona przez całą gospodę. Podziwiam twój talent. Ciepły uśmiech przemknął również przez usta łowczyni. - Może nawet któregoś razu zakradnę się do twojego pokoju, kiedy jeszcze będziesz spokojnie spał. Dopiero wtedy ośmielę się pomyśleć, że moim talentem choć odrobinę zbliżyłam się do twojego - stwierdziła cichym, ale wyraźnie żartobliwym tonem głosu. Po tych słowach zrobiła kilka miękkich kroków w głąb pokoju i pochyliła się, by ostrożnie odstawić na tatami miski oraz tykwy. - Jestem pewien że w wielu talentach mnie przewyższasz.- rzekł żartobliwie Kojiro, zsuwając swoje kimono z ramion i odsłaniając swoje ciało do pasa, by dać możliwość wykazać się jej. Kiedy Leiko już usiadła na tatami, zaczęła rozkładać przed sobą przyniesione przedmioty. Jedną miskę przyciągnęła bliżej i wzięła do rąk bambusowy pojemniczek. Uchylone wieczko odsłoniło biały proszek, który przesypała do naczynia. W pewnym momencie uniosła spojrzenie na ronina. Najpierw przesunęła wzrokiem po jego nagim torsie, a dopiero potem skupiła się na długich włosach spływających po plecach i ramionach. Nic nie powiedziała, ale sięgnęła po drugi pojemniczek i bez wahania dosypała więcej proszku do miski. Następnie kobieta odkorkowała jedną tykwę i przechyliła ją. - Jak poszły twoje poszukiwania przebrania dla Tatsu? Owocne? - zapytała, przyglądając się, jak mleczna ciecz powoli miesza się z oshiroi. - *Będzie bardzo ekscentryczny? - Nie aż tak…- odparł z uśmiechem Kojiro przymykając oczy.- *… wzorowałem się na Kirisu jeśli chodzi o zachowanie, ale… strój… nie potrafiłbym się ubrać tak ubrać. Niemniej będzie jednooki z opaską z jedwabiu i może malunkami na obliczu wzorowanym na kabuki? Może. - Czyżby… moja prośba o pomoc okazywała się nieco bardziej wymagająca niż wcześniej sądziłeś, mój drogi tygrysie? - Wprawdzie Maruiken droczyła się z nim wesoło, to przez cały czas jej oczy uważniej obserwowały maź, którą powoli rozrabiała pędzlem w misce. Oshiroi potrafiła przygotować bez większego trudu, o odpowiedniej konsystencji do malowania skóry. Ale włosy…? Tu już nie była taka pewna. W końcu przysunęła się bliżej do mężczyzny. Pochwyciła w dłoń jeden z kosmyków jego włosów i ostrożnie nałożyła na niego odrobinę białej pasty, przy okazji brudząc nią własne palce. - Obawiam się, że… trochę tak. - zaśmiał się cicho ronin.- Okazałem się nie dość śmiały w doborze strojów.- “Nie dość krzykliwy”... znaczyły jego słowa. Kogucik ubierał się bowiem tak, by przyciągać uwagę. Nie miał ani taktu, ani subtelności. - Być może trochę za mocno skupiasz się na krzykliwym stroju swojego łowcy, Kojiro-san - stwierdziła Leiko mruknięciem. Przez moment obracała kosmyk między palcami, uważnie śledząc, jak oshiroi rozkłada się na włosach, czy nie spływa, czy rzeczywiście może spełnić zadanie farby. - *W końcu najważniejsze jest, żeby nikt nie rozpoznał w tobie młodego lorda Sasaki, a to uzyskamy białymi włosami i przepaską. Samo kimono już nie powinno być takie ważne. Przecież nie chcemy, żebyś zbyt mocno przyciągał na siebie uwagę, ne? To już byłoby… kłopotliwe dla moich planów. - Chcesz powiedzieć, że zdołasz ukryć swoją urodę? To będzie dopiero trudne zadanie - odparł z uśmiechem ronin, sięgając palcami po kosmyk czarnych włosów łowczyni i bawiąc się nim, gdy ona przyglądała się swojemu dziełu. - Będę musiała, ne? Inaczej ktoś mógłby mnie rozpoznać - powiedziała łowczyni, a na jej ustach pojawił się uśmiech podszyty rozbawieniem. - Oczywiście idealnie będzie, jeśli będziemy mogli po prostu przyczaić się w uliczce i nikt nie będzie się nami interesował… Zadowolona z efektu, jaki oshiroi pozostawiło na kosmyku mężczyzny, tym razem wzięła w dłoń większe pasmo jego włosów. Zanurzyła płaski pędzel w białej mieszance, po czym już z większą pewnością zaczęła przemalowywać swojego tygrysa starannymi pociągnięciami. Gdy była tym zajęta palce mężczyzny powędrowały z pasemka jej ciemnych włosów na policzek. Nie robił niczego szczególnego. Ot, muskał opuszkami jej policzek i szyję. Pieścił delikatnie, niemal czule. Ot, zwykły dotyk palców. Przypominający jej jak przyjemnie niebezpieczny jest jej tygrys. Jak trudno będzie skupić się na misji, gdy zręczność w uwodzeniu Kojiro złączy się z bezczelną śmiałością Kirisu w “postaci” Tatsu. To była przyjemna cisza. Nie jedna z tych niezręcznych, krępujących, kiedy żadna ze stron nie ma już nic do powiedzenia. Ta była szczególna, naturalna i intymna, utkana w przestrzeni między kochankami, którzy czują się przy sobie bezpiecznie i swobodnie. Bo czasem nawet knowania musiały ustąpić miejsca takiemu najbardziej zwyczajnemu… spokojowi. Od czasu do czasu, pomiędzy kolejnymi pociągnięciami pędzla, Leiko pozwała się sobie skusić i przesuwała spojrzenie na twarz mężczyzny. Przyglądała mu się wtedy z figlarną podejrzliwością. Wszak dobrze wiedziała, że był przebiegły i wystarczyła chwila jej nieuwagi, żeby zaskoczył ją bezwstydnym, lecz rozkosznym dotykiem swych dłoni. Biel zakrywała coraz więcej naturalnej barwy włosów ronina, kiedy łowczyni w końcu zdecydowała się przerwać ich wspólne milczenie. - Zawsze nosiłeś tak długie włosy? Czy może jako młody lord wolałeś krótszą i wygodniejszą czuprynę? - dopytywała ze szczerym zainteresowaniem. - Iye. Gdy byłem jeszcze uczniem, to głowę miałem wygoloną jak mnich - zaśmiał się cicho Sasaki, nie przerywając pieszczot palców na jej szyi. - Mój nauczyciel twierdził, że po to, bym się skupił na nauce. Ja sądzę, że po prostu był złośliwy. Gdy skończyłem nauki, zacząłem zapuszczać włosy, przysięgając sobie, że nigdy ich nie zetnę. Złamałem tę przysięgę, bo jednak należało je przycinać od czasu do czasu. Niemniej pozostały już takie długie. - Jak zatem dobrze, że znaleźliśmy sposób na przemalowanie twoich włosów. Inaczej zostałoby nam tylko ścięcie tej twojej zachwycającej grzywy… - zagroziła Leiko z łagodnym uśmiechem. Na moment przerwała swoje zajęcie i przechyliła głowę ku roninowi, żeby wtulić się w dotyk jego dłoni. Uroczy obrazek. Gdyby tylko nie jej oczy, w których zamigotały psotne iskierki, kiedy wypowiadała kolejne słowa - A tej z pewnością nie oddałbyś bez walki, ne? Zaśmiała się prawie bezgłośnie. Potem zaś obróciła się i sięgnęła ku przyniesionym przez siebie przedmiotom, żeby wyciągnąć spomiędzy nich grzebień. - Z pewnością…- potwierdził mężczyzna, obserwując jej działania. - … mogłabyś stracić odzienie w tej walce. - Kojiro-san… Naprawdę wystarczy zaledwie moje nagie ciało, abyś złamał przysięgę? - zapytała łowczyni poważnym tonem, choć zdradzał ją delikatny uśmiech igrający na wargach. Tego jednak ronin nie miał okazji zobaczyć, bowiem przesunęła się, żeby tym razem znaleźć się tuż za jego plecami. Tam, z pomocą grzebienia zaczęła rozczesywać i rozdzielać jego włosy na pasma, żeby ułatwić sobie ich malowanie i nie pominąć nawet kosmyka. - Oczywiście że nie…- oburzył się teatralnie ronin, acz potem dodał poddając się pieszczocie palców Leiko. - aczkolwiek twoja naga postać byłaby… dobrym początkiem negocjacji, ne? Maruiken pokręciła lekko głową, rozbawiona jego bezczelnością. - Zadziwiające, że przy całej swojej przebiegłości żaden z doradców daimyo nie pomyślał, aby wysłać za tobą w pogoń jakąś wyjątkowo zachwycającą kunoichi… - zastanawiała się, kontynuując swoje zajęcie, dzięki któremu włosy ronina stawały się coraz bardziej białe, tak samo zresztą jak i jej dłonie. - *A może wysłali? Tylko biedna nie miała żadnych szans z twoim urokiem? - Tak się rzeczywiście stało… mniej więcej. - nie widziała jego twarzy, ale ton głosu był bardziej melancholijny niż radosny. Łowczyni uniosła brwi w reakcji na jego enigmatyczne słowa. Ale czy naprawdę była na tyle ciekawa tej historii, aby słuchać o kolejnej kobiecie, która miała okazję zakosztować talentów jej kochanka…? Niekoniecznie. - To dość niesprawiedliwe, mój tygrysie… - zamruczała i jednocześnie płynnym ruchem sięgnęła do skroni Kojiro, zagarniając tamtejsze kosmyki ku sobie. Po drodze palcami musnęła jego uszy, niby to przypadkiem, jednak subtelna pieszczota tego gestu zdradzała, że Leiko bardzo dobrze wiedziała co robi. - Jak dotąd za mną klan posyłał jedynie mężczyzn, którym z natury najbliżej było do demonów. Gdzie jest mój urokliwy shinobi? - Klan nie ma własnych shinobi. Musi płacić najemnym za ich usługi. - wyjaśnił ronin w zamyśleniu, a następnie dodał.- I mylisz wrogów, moja droga. To nie klan wysyła swych łowców za tobą, tylko mnisi. Jestem pewien, że choć Dasate-sama wie o polowaniu na twoją śliczną główkę, to on sam nie wydaje rozkazów. A mnisi zapewne cenią bardziej lojalność niż talent, skoro posyłają za tobą tych, których wierności są pewni. Swoje kreatury. - Gomen nasai, ale linia między rozkazami klanu a samych mnichów jest w moich oczach tak cienka, że nieraz się zaciera. Przecież spotkałam daimyo i nie sprawiał wrażenia ani głuchego, ani ślepego, ani szalonego, zatem nie ma powodu, aby nie wiedział o tym, co się dzieje na jego ziemiach, ne? - Pierwszy raz od dłuższego czasu, właściwie odkąd wróciła do pokoju ronina, iskierki w złocistych oczach Leiko zostały zastąpione przez ponury cień. - Ale to by oznaczało, że wiedział również o planach mnichów wobec jego żony. Jakiż mężczyzna pozwoliłby na coś takiego…? - Nie ten którego znałem przed wojną. To pewne.- przyznał ponuro ronin.- Przyznaję, że nie pojmuję przyczyn wielu decyzji daimyo i jego ignorowania działań mnichów. Zachowują się jakby tereny klanu należały do nich. - Pamiętam, że opowiadałeś mi o tym, jak to z jego młodszym bratem sialiście… postrach - to słowo sprawiło, że jedna brew łowczyni drgnęła delikatnie ku górze, tak samo zresztą jak i jeden z kącików jej warg - wśród kobiecych serc w Miyaushiro. Ale czy wtedy też dobrze znałeś daimyo? Dawno temu, w spokojniejszych czasach przed mnichami i wojną? - Był podobny do swojego brata.- Kojiro zanurzył się we wspomnieniach, podczas gdy Leiko farbowała jego włosy.- Tylko nieco poważniejszy. I coraz bardziej przytłoczony kolejnymi obowiązkami. A potem małżeństwem. - Nie mam wątpliwości, że rola daimyo nie jest łatwa i nie polega tylko na korzystaniu z wygód zamku. Ale… naprawdę również małżeństwo było dla niego trudne? - zdziwiła się nieco Leiko, zajęta ostrożnym rozczesywaniem pasma włosów ronina. Zęby grzebienia pomagały jej przeciągnąć biel na te kosmyki, którym udało się umknąć jej spojrzeniu podczas malowania. - Wprawdzie tylko raz spotkałam jego żonę, jednak nie sprawiała wrażenia kobiety ani okrutnej, ani odpychającej… - Małżeństwa bywają trudne, gdy są powiązane z polityką.- odparł z uśmiechem ronin.- Sama żona nie była kłopotem. Zresztą miałaś okazję przekonać się jaka jest z natury. Natomiast cały protokół dworski, rozliczne spotkania, rozmowy z teściami. Polityczne rozgrywki… to zajmuje dużo czasu i wymaga dużo powagi. Jest… różnica pomiędzy byciem tylko mężem łagodnej i miłej żony, a bycie głową rodu. Olbrzymia i przytłaczająca czasem różnica. - Hai. Wyobrażam sobie, że samo bycie głową rodu potrafi być trudne, a co dopiero głową całego klanu jak Hachisuka. A przecież na pewno wielu mu zazdrości takiej pozycji… - stwierdziła kobieta z westchnieniem, które Kojiro mógł uznać za jej reakcję na te słowa. A jednak było spowodowane czasochłonnością jej zajęcia, na które właściwie sama siebie skazała. Ze szmerem kimona podniosła się z tatami, po czym nadal uzbrojona w pędzel, zaczęła niespiesznie obchodzić mężczyznę, przyglądając się jego włosom z każdej strony, niczym artystka oceniająca swe dzieło. - Wiesz, tygrysie… gdyby wszystko inaczej się ułożyło, to sam w końcu zostałbyś panem swego rodu. Twoją katanę pokryłaby gruba warstwa kurzu, bo większość czasu pochłonęłyby ci intrygi, obowiązki i dworskie układy. I oczywiście nawet nie miałbyś wiele do powiedzenia w kwestii żony. Po prostu zostałaby ci podsunięta ta najbardziej odpowiednia, ne? - figlarnym szeptem snuła przed nim taką wizję. Zatrzymała się, bo dostrzegła kilka ciemnych smug wydobywających się pomiędzy bielą jego włosów. Starannie je zamalowała, kontynuując - Byłeś gotów na takie życie? - Nie bardzo - odparł z uśmiechem Sasaki.- Starałem się więc wykorzystać każdą chwilę jaka była mi dana przez Kami. - Ciekawe, jak wielu daimyo mogłoby ci pozazdrościć tej tygrysiej wolności… choć może niekoniecznie tego malowania włosów - zamruczała łowczyni, wsuwając palce we włosy swojego kochanka. Pieszczotliwie przeczesała nimi białe pasma, od ich nasady po same końce, i tym ruchem rozdzielała je na kosmyki, aby grzywa Tatsu nie przypominała posklejanych strąków. - Najlepiej byłoby, gdybyś je związał i upiął wysoko, żeby nie ubrudziły ci całych pleców i ramion. Albo przynajmniej załóż białe kimono, żeby oshiroi nie było na nim tak widoczne, dobrze? - Obawiam się że tradycyjnie ułożona fryzura nie pasuje do burzliwej natury Tatsu.- zażartował ronin i zadecydował. - Włosy więc będą luźno opadać na ramiona. - Jesteś bardzo oddany swej wizji łowcy, ne? - bardziej stwierdziła niż zapytała łowczyni i pędzlem jeszcze raz musnęła kilka ciemnych kosmyków, które zbyt wyraźnie wymykały się spod bieli. Potem wykonała kilka miękkich kroków, aż stanęła tuż przed roninem. Pochyliła się ku niemu i ujęła go dłonią za podbródek, żeby ruchem na pograniczu czułości i stanowczości skierować jego twarz to w lewo, to w prawo. W milczeniu, kusząc go swoją bliskością, oceniała efekty swojej pracy. Czy rzeczywiście był to na tyle dobry pomysł, aby Kojiro mógł zaryzykować wyjście poza tej progi gospody? - Mmm… czy w takim razie Tatsu-san maluje też swoje brwi na biało? - szepnęła Leiko, teraz skupiając spojrzenie na jego oczach i ich okolicach. Próbowała sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał w przepasce. Czy rozpoznałaby go? Czy rozpoznałby go któryś z dawnych towarzyszy lub któraś z kochanek? - Wątpię… Tatsu jest za leniwy na to - odparł z uśmiechem ronin, cierpliwie znosząc działania łowczyni. - Hai. To skończyłam, Możesz zobaczyć - powiedziała krótko kobieta. Wyprostowała się, a następnie odsunęła od niego i przysiadła tym razem kawałek dalej, przy swoich rzeczach. Wyciągnęła spomiędzy nich niewielkie lusterko wykonane z wypolerowanego brązu, po czym podsunęła je roninowi, żeby mógł obejrzeć jej dzieło. Sama w tym czasie zajęła się wyciąganiem korka z drugiej tykwy i po chwili już wlewała wodę do drugiej, pustej miski. Wtedy zagarnęła wysoko rękawy kimona, odsłaniając gładkie przedramiona, i zaczęła obmywać dłonie pobielone od oshiroi. - Wygląda dobrze.- ocenił mężczyzna przyglądając się swojej twarzy i uśmiechnął się pytając.- A jak tobie się podoba? Wszak Tatsu musi używać swojej urody i bezczelnej elokwencji by kraść niewieście serduszka. - Niewieście serduszka…? - powtórzyła Leiko powoli, szczególną uwagę poświęcając temu, że jej tygrys mówił o więcej niż jednym "serduszku". Zerknęła na niego spod wachlarzy swych rzęs, a kiedy znów się odezwała, to w jej głosie brzmiała zarówno żartobliwa nuta, jak i ta odrobinę podejrzliwa wobec jego zamiarów - Czyżbym niemądrze wypuszczała na miasto straszliwego drapieżnika, przed którym żadna kobieta nie zdoła uciec? - To możliwe… Tatsu jest…- zamyślił się ronin.- Nie jest mną. Jest jak Kirisu… a ten nie przepuszcza żadnej, ne?- Kogucik nie jest też tak pociągający jak Kojiro. Czyżby rzeczywiście wypuszczała na miasto bestię, łączącą bezczelność Kogucika z kuszącą naturą Tygrysa? Nie pojawił się na twarzy Leiko grymas spowodowany jego słowami, nawet brwi nie drgnęły w wyrazie niezadowolenia. A jednak… coś się zmieniło. Jej spojrzenie zatrzymało się na nim dłużej, ale tym razem było inne niż zwykle, kiedy spoglądała na swego tygrysa. Cięższe, kalkulujące, jak gdyby pierwszy raz widziała go w takim świetle. Ale czy naprawdę powinna się dziwić? Przecież poznała już trochę jego naturę,więc wiedziała, że jest wielbicielem kobiecych ciał, a nie tylko jej jednego. - Skoro Kirisu-kun jest dla ciebie tak dużą inspiracją, to powinieneś również pamiętać o jednej z jego najważniejszych cech - oznajmiła łowczyni, opuszczając z powrotem wzrok na miskę, w której teraz starała się domyć wnętrza swych dłoni. - Kiedy jestem obok niego, to poświęca mi uwagę całym sobą. I wtedy nie jest zainteresowany innymi niewieścimi serduszkami. Czy Tatsu też będzie potrafił być tak oddany, czy jednak będę musiała sama czuwać w uliczkach? - Myślę, że taka śliczna i sprytna geisha owinie sobie Tatsu wokół małego paluszka, ne? Przecież Tatsu nie jest zbyt bystry. I łatwo go wodzić za nos, ne? - stwierdził żartobliwie mężczyzna, wodząc palcami po policzku pochylonej nad miską kobiety. - Oczywiście, jeśli będzie sprawiał wrażenie… użytecznego - skwitowała Leiko z zaczepną nutą, obracając dłonie i przyglądając im się z każdej strony. Zaowocowało to tym, że znów zanurzyła je w już mlecznobiałej wodzie, aby zmyć z nich ostatnie ślady oshiroi. - Ostatniej nocy jedna z kunoichi późno wróciła do posiadłości, w której spotykają się z Umarim. Liczę na to, że i dzisiaj na nią trafimy. Pomyślałam, że najlepszą porą będzie spotkanie przy bramie do Świata Wierzb i Kwiatów, krótko przed północą. - Podniosła głowę, a z nią także i dłonie, które zaczęła wycierać w czystą ściereczkę. - Czy Tatsu-san zdąży się przygotować? - Tak. Myśle że będę gotów.- rzekł z uśmiechem ronin i spoważniał.- Musisz… musimy uważać. Umari dba o swoją skórę. Nigdy nie jest sam. Zawsze ktoś czai się gotowy pozbyć się każdego zagrożenia dla jego życia. - Wątpię, abyśmy mieli go spotkać o tak późnej porze. Widziałam go tam w ciągu dnia, a zatem nie potrzebuje on zasłony nocnych ciemności, żeby spotykać się z tymi kunoichi. Zapewne nie jest to żaden sekret - powiedziała kobieta ze spokojem, bynajmniej jednak nie ignorując ostrzeżeń swojego tygrysa. Sama przecież miała różne obawy i niepokojące ją pytania. - Ale… czy to nie jest dość osobliwe, że ktoś taki jak doradca samego daimyo zadaje sobie trud przychodzenia na te wizyty? Czy ktoś tak ważny nie powinien wzywać innych do siebie? - Cóż… wiesz dobrze jaka natura jest tego zakątka miasta.- przypomniał jej ronin z uśmiechem. Po czym dodał ponuro.- A Umari ma ponoć bardzo ekscentryczne gusta, których nie da się łatwo zaspokoić. Nawet będąc doradcą daimyo. - Zdecydowanie wolę, aby się okazało, że jest to miejsce jego schadzek i po prostu ulubił sobie igranie z ogniem kunoichi. To byłoby lepsze niż kolejny mroczny rytuał w podziemiach… albo jakieś gniazdo, w którym mnisi hodują te swoje bestie… - powiedziała Leiko, jednak w jej głosie pobrzmiewała sugestia, że wcale nie pokładała wiele nadziei w tak banalne wytłumaczenie spotkań doradcy z jej siostrzyczkami. Podkreśliła to cichym westchnieniem, kiedy porządkowała przyniesione przez siebie przedmioty. - Wydaje mi się, że wiesz coś więcej o tym spotkaniu, ne?- zapytał Kojiro, przyglądając się łowczyni w zamyśleniu. - Jeśli wszystko dzisiaj pójdzie po mojej myśli, to oboje dowiemy się więcej o tajemnicach ukrytych za murami tamtej posiadłości, mój drogi tygrysie - oznajmiła kobieta wymijająco i zamiast dopowiedzieć cokolwiek więcej, wyciągnęła do niego rękę i krańcem wilgotnej ściereczki delikatnie starła białą smużkę z jego skroni. Uśmiechnęła się przy tym miękko, tym bardziej urokliwie starając się zwrócić jego myśli ku przyjemniejszym ścieżkom. Potem poprawiła rękawy swego kimona i z wdziękiem podniosła się z tatami. MUZYKA Wkrótce nowe wcielenie Leiko przemierzało ulice Shimody. Jej krok był trochę nerwowy, bo przebranie które przygotowała nie było tak idealne jak maska Mizuki. Nie mogła wszak użyć swoich mocy, by zmienić twarz. Kojiro mógłby coś podejrzewać, gdyby jej przebranie było zbyt idealne. Nie był to jednak problem. Mateczka wyszkoliła ją bardzo dobrze. Nadnaturalne sztuczki choć użyteczne nie były jedyną opcją w jej arsenale. Tatsu czekał przy bramie, tak jak się umówili. Białe włosy, przepaska, jaskrawe kimono. Czekał cierpliwie nie przypominając postawą Kojiro. [image: Tasu0967.jpg] I niestety… przyciągał uwagę. Co prawda nie samurajów klanu czy ninja… acz równie wścibskich i niestrudzonych osób. Uwagę dwójki bogato ubranych, młodych i atrakcyjnych japonek w wieku Mizuki. I pewnych swojego czaru. Osaczyły jej ronina i subtelnie prezentując swoje wdzięki wykorzystywały wszystkie sztuczki uwodzenia znane łowczyni. Hamując uśmieszek ronin starał się “odpierać” ich figlarne zaczepki nie wychodząc z roli Tatsu. Bronił się dzielnie, ale osaczony przez te uparte i pewne swojej urody “wilczyce” wiedział że przegrana jest kwestią czasu.