Przejdź do treści

Podsumowanie zbiórki na forum

W najbliższym czasie forum będzie miało przerwę nie dłuższą niż 30 minut bez ekranu o przerwie technicznej - dostawca usług ma pracować nad infrastrukturą.

  • Rekrutacje do sesji RPG.

    45 1k
    45 Tematy
    1k Posty
    ZellZ
    Przemyślałam sprawę co do daty startu i zrozumiałam, że nie będę gotowa w tym roku jeszcze. By wszystko spiąć przerzucam przyszłą rekrutację do Night Walkers na wakacje 2027. Nie chcę nawalić i wejść bez dokładnego przygotowania w ten projekt.
  • Sesje RPG wszystkich edycji systemu Warhammer oraz osadzone w jego uniwersum.

    20 2k
    20 Tematy
    2k Posty
    Pipboy79P
    Tura 52 - 2521.05.05; fst; południe Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; piekarnia Alberta Czas: 2521.05.05; Festag; południe Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0) Duivel i Thiemo - O bogowie, chudy! - Albert aż podskoczyl gdy elf niespodziewanie zdjął kaptur i zdradził swoje nieludzkie pochodzenie. Ale wydawało się, że to chwilowe zaskoczenie. Skoro Duivel zachowywał się spokojnie no i przyprowadził go znajomy piekarza, to w końcu się uspokoił i mogli wrócić do rozmowy o sytuacji w mieście. A ta była dla gospodarza mętna. Chociaż z racji tego, że był na miejscu to i tak był w niej lepiej zorientowany niż dwójka przybyszy. - No tak, pochowalimy się. Strach wychodzić na ulicę. Nie wiadomo na kogo się trafi. Teraz wojsko tu rządzi. Na każdego krzyczą i wyganiają. Czasem jak kogoś złapią to trzepią. Mówią, że szpiegów, sabotażystów i zdrajców szukają. Zwłaszcza jak ktoś młody i z bronią. To od razu jest podejrzany. I nasi też im pomagają. Mówią, że pomagają wojsku szukać buntowników i rabusiów. Ja tam nie wiem. Od jednych i drugich można pałą w brzuch dostać. Dlatego wolę siedzieć w domu. Moi sąsiedzi także. - Pokręcił głową i widać było, że obawia się tej całej ruchawki. Liczył zapewne, że pozostając w domu, zmniejszy ryzyko spotkania przykrych konsekwencji. - Najgorsze, że przejęli magazyny zboża. Mówią, że tylko dla wojska, że to zasób wojenny. A bez zboża nie ma mąki. A bez mąki nie ma co piec w piekarni. Bez piekarni nie ma chleba. A bez chleba jest głód i bieda. I to nie tylko w mojej piekarni tak jest. Mnie to już mąki zostało tylko na własne potrzeby. Trochę się wymieniam z sąsiadami za mleko, wino albo ser. Ale dla ludzi już nie piekę. Nie mam z czego. - Znów popadł w przygnębienie, jakby już widział swój marny koniec. Urwał kawałek chleba, zamoczył w rozwodnionym winie i zaczął przeżuwać. Nagle jakby sobie o czymś przypomniał. - Ale nie wszyscy piekarze tak mają! Słyszałem, że Hempe działa w najlepsze. Mówią, że zapłacił za licencję i dlatego może kupować zboże w magazynie. Teraz jak nigdzie nie ma nigdzie chleba to cała okolica u niego kupuje. A on podniósł ceny aby odzyskać tą licencję. Podobno jak któregoś piekarza stać to myśli aby też wykupić tą licencję. Bo jak podniosą ceny chleba to i tak sobie w końcu odbiją. Też może bym kupił ale mnie nie stać. - Na chwilę się ożywił gdy opowiedział o tej branżowej ciekawostce z magazynem zboża. Zdawał się, żałować, że nie stać go na wykup licencji na to zboże. - Biednemu to wiatr zawsze w oczy. Niedługo na wodę ze studni nałożą podatek. - Thiemo westchnął współczująco. - Te magazyny zbożowe i piekarnia Hempe jest bliżej niż Żelazna. Do Żelaznej to pewnie byśma się spóźnili na obiad. Chyba, że te Hochlandczyki to tak marne kucharze, że kuraka nawet nie potrafią zrobić. - Uśmiechnął się krzywo jakby sam był w rozterce gdzie dalej iść. - Na Żelaznej to uważaj. - Albert odezwał się ponownie. - To bliżej centrum miasta. A ruchawka najbardziej jest właśnie tam. Ci najemnicy zatrzymali się na Marktplatz. I tam się to wszystko zaczęło. Podobno splądorwali magazyny Osipowa. A tam byli ci uchodźcy z Kisleva. I nasi ze wschodu też. Białe gołębice ich przyprowadziły i w ratuszu prosiły o miejsce. I im przydzielono właśnie u Osipowa, bo ostatnio puste stały. I nawet ich ci barbarzyńcy splądrowali. Biada, nam biada. Tylko się modlić do bogów o zmiłowanie. - Piekarz ostrzegł kolegę, że odwiedziny u brata mogą być dość ryzykowne. Thiemo potraktował to poważnie i pokiwał głową. - No tak. Żelazna jest bliżej Makrplatz. Dobrze, że mówisz przyjacielu. - Teraz to i milicjant zmarkotniał gdy zdał sobie sprawę, że jego brat może mieszkać w bardziej niebezpiecznej okolicy, niż tu, przy samym pograniczu miasta. - A wojsko to ja chudy nie wiem. Nie znam się. I nie chcę ich znać. Mam nadzieję, że nie przypomną sobie o małej, nędznej piekarni Alberta. A jeszcze czarostwo jakieś?! O bogowie uchowajcie! Zwierzoludzi nie, nie widziałem. Przeca oni po lasach się kłębią jak robactwo. Tego jeszcze brakowało aby u nas po ulicy biegały te dzikusy. Ale na szczęście oni nie umieją zdobywać murów to raczej tu nie mają jak wejść. - Na myśl o magii i kopytnych aż się przeżegnał do dobrych bogów. I wydawało się, że jednak nic takiego nie zauważył ani nie słyszał. W końcu powstał aby odprowadzić gości znów do tylnych drzwi. Nie był w stanie odpowiedzieć na wszystkie ich pytania. Ewidentnie nie znał się na wojsku i nie umiał rozpoznać kto tu walczy i z kim. Obawiał się ich, o siebie, swoją rodzinę i piekarnię. O władzach miasta nie miał zbyt dobrego mniemania. Spora część wojska jakie zwykle stacjnowało w mieście i okolicy, wyszło na wezwanie hrabiego jaki szykował się na wojnę. Ci to zostali to widać mieli spory problem aby opanować tą ruchawkę w mieście. Był zdania, epicentrum walk jest w centrum, w pobliżu Markplatz i ratusza. I dlatego tam od paru dni nie chodził. I większość sąsiadów z jakimi miał kontakt, postępowała tak samo. Więc dość słabo się orientował co tam się dzieje. W końcu Duivel ze starym milicjantem znów znaleźli się we dwóch na opuszczonej ulicy. - Po mojemu to mogli oskubać i wypatrszyć te kuraki. Jak teraz wrócimy to i tak będziemy czekać aż się ugotują. - Starszy mężczyzna podrapał się po swojej siwej szczecinie na ogorzałym policzku. Wedle wyczucia czasu elfa, to wyglądało to podobnie. - Na Żelazną to byśmy szli tyle co teraz tutaj. To znaczy normalnie byśmy tyle szli. Teraz to nie wiem. Do tych magazynów zbożowych jest z połowa tego. Do Hempe też bo on blisko magazynów mieszka. - Aby czymś zająć ręce i myśli, zaczął sypać bagienne ziele na kawałek bibuły. I widać było, że ma w tym wprawę. Nie był jednak pewien co dalej powinni robić. Wracać do bramy, iść na Żelazną. Tam mieszkał jego brat i w pobliżu były magazyn Osipowa. Ale też było bliżej ogniska walk więc ryzyko rosło. Magazyny zbożowe i piekarnia Hempe, wydawały się być bliżej i przynajmniej Albert nie opisywał ich tak niebezpiecznie. Z drugiej strony jednak nie wychodził z domu więc też bazował na plotkach od sąsiadów. No i musieli jeszcze spakować bochen chleba jakim ich obdarował na pożegnanie. [image: n2TPz7W.jpeg] link: https://i.imgur.com/n2TPz7W.jpeg Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; zajazd “Czerwone koło” Czas: 2521.05.05; Festag; południe Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0) Stefan i Wieslelowie Stefan podczas rozmowy ze strażnikami, nie dostrzegł w ich zachowaniu nic nadzwyczajnego. Najpierw jak zauważyli trójkę, nadchodzących zbrojnych to zrobili się czujni. Co świadczyło, że mają zdrowo rozwinięty instynkt samozachowawczy. Z początku rozmowy wyglądali na podejrzliwych i zachowywali rezerwę do trójki rozmówców. A gdy ci nie zdradzali agresywnych zachowań to nieco się uspokoili. Ich zachowanie wydawało się więc Ostlandczykowi naturalne a i do ich słów nie miał się czego przyczepić. Nie nosili żadnych herbów ani barw ale to w milicji i lekkiej piechocie było powszechne. Gdyby mieli łuki zamiast halabard to nawet by się wpasowywali w bandę Kolesnikowa. I pewnie większości lekkozbrojnych z ich regimentu. Nie nosili czarno-białych barw Ostlandu ani wizerunku byczego łba. Ale na to zwykle mogli sobie pozwolić rycerze, zawodowi oficerowie, szlachta i oddziały na żołdzie miast i hrabiów. Więc to, że ci dwaj nie mieli żadnych barw tylko zwykłe przeszywalnice to jeszcze niczego nie dowodziło. - Von Below? - Ten co miał więcej do powiedzenia spojrzał na kolegę. Ten przez chwilę przeszukiwał pamięć ale w końcu pokręcił głową. - Służyłeś w Stirlandzie? Kawał drogi stąd. A nie masz stirlandzkieg akcentu, gadasz jak tutejszy. - Zaciekawił się ten drugi. - Nie słyszałem o tym von Below. Ani tutaj ani po drodze. - Przyznał ten pierwszy. - To jesteś weteran? I chcesz się zaciągnąć? No to możesz pogadać z sierżantem. - Wydawało się, że uwierzyli słowom Stefana. I jego rozmówca lekko skinął głową w stronę w półotwartej bramy zajazdu. Zanim jednak Jeager mógł odpowiedzieć to do rozmowy wtrąciło się przybycie grupki zbrojnych. Było ich kilku, szli raźnym tempem od centrum miasta. A w środku szedł jakiś nieszczęśnik. Dwaj strażnicy dali znać trójce przybyszy aby ustąpili im drogi. A sami też czekali i patrzyli z ciekawością co się dzieje. A przybysze pozdrowili ich obu, sami też dostali podobne skinienie głowy. Na trójkę przybyszy ledwo spojrzeli i bez wahania przeszli przez bramę. - Sierżancie! Mamy jednego! - Zawołał jeden z nich. Cała grupka zatrzymała się między bramą a frontek karczmy i chwilowo przykuła uwagę tych paru osób co było widać z zewnątrz. Wydawało się, że eskorta jeńca obserwuje kogoś kto nadchodzi. I rzeczywiście po chwili w pole widzenia wszedł jakiś zbrojny z brodą. Szarfa przez pierś wskazywała na dziesiętnika albo sierżanta. - Co my tu mamy? - Podoficer w hełmie stanął przy jeńcu i wpatrywał się w niego intensywnie. Ten był wyraźnie przestraszony i nie wiedział gdzie wzrok podziać. A gdy mijał bramę to dało się zauważyć krwawe zacieki z ust i nosa, jakby w twarz dostał. Ubranie też miał sponiewierane. - Szabrownik i prowokator. Rabował karczmę i organizował wiec na jakim podburzał ludność. - Wyrecytował sierżantowi dowódca patrolu. To ożywiło schwytanego jeńca. - To nieprawda! Ja tylko… - Tyle zdążył powiedzieć nim pięść sierżanta brutalnie zdzieliła go w twarz, że aż się zatoczył. - Milcz psie! Kto ci dał prawo głosu! Masz odpowiadać tylko na pytania! - wrzasnął na niego i zaraz uderzył go ponownie. Tym razem w brzuch. - Masz za spiskowanie! - A gdy mężczyzna się zgiął w pół, jeszcze raz uderzył go w głowę. - A to za szabrowanie! - Wysyczał z wściekłością gdy jeniec upadł na ziemię. - Zabrać to ścierwo na kwatery. Niech oficerowie go przesłuchają. Ale nie przejmuj się nędzniku. Wszyscy wiemy jak skończysz. - Uspokoił się na tyle aby wysyczeć ze złością do powalonego jeńca. Zaś żołierze z patrolu złapali za ramiona i powlekli w stronę głównego budynku kakrczmy. Sierżant jeszcze chwilę za nimi patrzył gdy w jego stronę krzyknął jeden ze strażników przy bramie. - Sierżancie! Można prosić!? - Gdy podoficer to usłyszał odwrocił się w ich stronę. Po czym żwawym krokiem wyszedł przed bramę. - Co jest? - zapytał krótko i bez ceregieli. Obaj strażnicy wyprostowali się i widać było, że albo czują przed nim respekt albo się go obawiają. - Ci trzej właśnie przyszli. Mówią, że chcieliby się zaciągnąć. - Ten w musztardowym kubraku, wskazał na Stefana i jego towarzyszy. Sierżant obrzucił ich uważnym spojrzeniem a i oni teraz mogli mu się przyjrzeć z bliska. [image: S95jOSc.jpeg] link: https://i.imgur.com/S95jOSc.jpeg - Nowi rekruci? Chcecie się zaciągnąć do Siege Stern? My nie przyjmujemy byle kogo. Skąd jesteście i co umiecie? Gdzie wcześniej służyliście? - Podoficer nie bawił się w dyplomację tylko od razu chciał wiedzieć z kim ma do czynienia. Nieco teraz złagodniał ale wciąż promieniował tą złością i agresją jaką przed chwilą zaserwował schwytanemu jeńcowi. Mecha 52 Pogadanki Stefana ze strażnikami przy bramie (OGŁ + Przekonywanie) Stefan OGŁ 35 Przekonywanie II +10 Ranga 2 -25 (razem 35+10-25=20) Strażnik OGŁ 35 Ranga 2 -25 (razem 35-25=10) Czytanie emocji strażników: 50+20-10=60; rzut: https://orokos.com/roll/1078432 87; 60-87=-27 > ma.por = nic konkretnego nie może wyczytać Oszukiwanie strażników: 50+20-10=60; rzut: https://orokos.com/roll/1078433 34; 60-34=26 > ma.suk = raczej nie mają większych zastrzeżeń do historyjki Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; zakład balwierski Czas: 2521.05.05; Festag; południe Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0) Tobias i Beth - O! Ile tego jest! I salcesnoy są i ozory… Kiełbasy… Dobrze, że tu trafiliśmy! - Beth myszkowała po skelepie tak samo jak przed chwilą ta dwójka jaka uznała ich wyższość i postanowiła się ulotnić. Właściwie trójka. Ta trzecia to chyba była dziewczyna albo jakiś młody chłopak. W ciemnej czapce i w biegu, trudno było poznać. Ale i tak cała trójka dała dyla, nie mając ochoty na konfrontację z dwójką łuczników. Teraz więc oni przejęli władzę nad sklepem i mogli przekonać się co jeszcze zostało. To był sklep mięsny i rzeźniczy. Było więc i surowe mięso i gotowe produkty. Te surowe zaczynało już być śliskie i zalatywał ostrzegawczy zapaszek. Chociaż pewnie większość mieszkańców miasta i wsi i tak by to wrzuciła do gara aby się nie zmarnowało. Zapeklowane mięso trzymało się lepiej. Tak samo jak podroby. Ale też był już dobry moment aby je zjeść. Jeszcze dzień, dwa, trzy i zacznie się tu masowy rozkład i smród. Najtrwalesze były weki z mięsem. Takie słoiki często podróżni kupowali na drogę bo się trudno psuły. Jeszcze trochę ich zostało. To właśnie spowodowało dylemat u czarnowłosej. - Te kiełbasy i salcesony lepsze niż te słoiki. Trzeba zjeść zanim się nie zmarnują. Ale te słoiki są trwalsze. A nie wiadomo co z tego zostanie jak tu wrócimy z resztą. - Rzeczywiście na dwie osoby to mogli się nieźle obłowić w różne rodzaje mięsa i podrobów. Jeśli jednak by liczyć aby coś wziąć dla całego oddziału to się już robiło skromniej. Chociaż i tak byłoby to znacznie obfitszy łup niż ten kurak czy dwa, jakie ustrzelili na podwórku przy bramie. Tak czy siak, mieli co nieść a ta radość ze zdobyczy sprawiła, że towarzyszka Tobiasa, zwróciła uwagę na zakład balwierski dopiero gdy jej go wskazał. - O. Światło? To ktoś tam jest? - Teraz to i ją to zdziwiło. Co prawda był środek dnia ale jednak większość okiennic była pozamykana albo wyłamana. Więc w środku bez światła musiało być dość mroczno. A rzadko widywali aby gdzieś przez szczeliny prześwitywało światło. Na górnych piętrach to jeszcze bywały odsłonięte okna ale na poziomie gruntu regułą było, że okiennice były zamkniętę. Tak samo jak drzwi, chyba, że tak jak w tym mięsnym sklepie, ktoś je wyłamał i splądrował wnętrze. - To blisko. Możemy zobaczyć. - Czarnowłosa Hochlandka, wydawała się zaciekawiona tym światłem. Podeszli te dwie, trzy kamienice jakie ich dzieliły od sklepu mięsnego. Niebiesko-białe-czerwone skośne pasy, mówiły, że to zakład balwierza. Zresztą przez wybite szyby widać było krzesła dla klientów i stoły gdzie wciąż było widać grzebienie, szczotki, nożyczki, pomady do ochrony i strojenia włosów. Tylko, że panował niezły kipisz. Nie widać było żadnego lustra ale to był drogi towar na jaki trudno było sobie pozwolić zwykłemu mieszczaninowi. Więc nic dziwnego, że ktoś się na nie połasił. Wyglądałoby to wszystko jak kolejny splądrowany sklep czy warsztat jaki minęli odkąd zanurzyli się w miasto. Ale przez otwarte drzwi wejściowe, w wewnętrznej ścianie, widać było kolejne. Też otwarte. Pewnie prowadziły gdzieś na zaplecze zakładu. Tam właśnie musiały płonąć te świece albo lampy. - O! Zobacz jaka ładna szczotka do włosów! Nigdy nie miałam takiej. Myślisz, że srebrna? - Nagle Beth przez rozbite okno dostrzegła coś interesującego. Przy jednym z krzeseł, wśród chaosu bibelotów na podłodze, leżała zagubiona szczota. Jasna, nieco błyszcząca barwa i ozdobna rączka sugerowały, że faktycznie może być ze srebra. Czyli bardzo wątpliwe aby taką zwykłą dziewczynę było na nią stać. Nic dziwnego, że wpadła jej w oko. Ale jak tak przez chwilę postali przed frontem kamienicy, to okazało się, że nie są tu sami. Tam na zapleczu musiał ktoś być. Słychać było ciche, równomierne kroki i jakieś ciche brzdąkanie. W pewnym momencie mignęła im tam jakaś kobieca sylwetka jaka niosła coś w dłoniach. Ale chyba ich nie zauważyła. Beth cicho sapnęła. I wpatrywała się to w stronę zaplecza to na tą szczotkę co ją tak kusiła. Hochlandka wyglądała jakby się wahała czy zaryzykować skok po tą szczątkę czy nie. Zanim się zdecydowała, znów pojawiła się ta kobieta. Tym razem jednak szła śmiało z zaplecza w ich stronę. Przeszła przez rozbebeszony zakład i wyszła na zewnątrz. Okazało się, że to jakaś młoda dziewczyna o przyzwoitej jak na mieszczkę sukni codziennej i zakasanych rękawach. Stanęła przed nimi i uśmiechnęła się sympatycznie do obojga. [image: K6uzNmt.jpeg] link: https://i.imgur.com/K6uzNmt.jpeg - Witam przyjaciele. Moja pani zaprasza was w gościnę i poczęstunek. Jest bardzo rada, że dotarliście tu bezpiecznie. - Dziewczyna wskazała gestem na wnętrze zakładu z jakiego właśnie wyszła. Miała nieco mokrych plam na koszuli i spódnicy jakby robiła pranie czy coś takiego. Zlatywał od niej przyjemny aromat kosmetyków, pary i zapachowych świec. Nie widać było aby miała jakąś broń i gdy skończyła ich zapraszać skromnie złożyła dłonie na podołku i czekała na reakcję gości. Beth wydawała się zaskoczona tym wszystkim i w końcu spojrzała na towarzysza co on na to wszystko powie. Poza tą jedną dziewczyną, cała reszta ulicy nadal wydawała się być pusta, cicha i bezludna. Odkąd wyszli z bramy to pewnie minęła z połowa czasu na te skubanie i gotowanie kuraków.
  • Sesje systemów rodziny D20, to jest wszystkich edycji D&D, Pathfindera, D20 Modern i podobnych.

    16 863
    16 Tematy
    863 Posty
    LubeszL
    Królowa śniegu pewnie ma swoich pionków
  • Sesje RPG systemów Świata Mroku, wszystkich edycji, w tym Chronicles of Darkness.

    14 363
    14 Tematy
    363 Posty
    ZellZ
    Kiedy pierwsza wściekłość zeszła z Michaiła począł on zauważać niepokojące oznaki na twarzy kobiety. Oznaki rozbawienia całą sytuacją. - Luby... - westchnęła głęboko, a jej usta przyozdobił niepasujący do sytuacji rozanielony uśmiech, jak wspomnienia ją zalały - A na chuj mam ci to powiedzieć? I tak naprawdę... Czemu? Czemu miałabym cokolwiek mówić takiemu idiocie, co w gównie szuka złota, jakie leży obok?
  • Sesje systemów nie posiadających własnych kategorii rozgrywające się w realiach fantasy.

    8 634
    8 Tematy
    634 Posty
    WiredW
    Również dzięki za grę fajnie było poznać nowy system i popatrzeć na zmagania hobbitów
  • Dział na sesje systemów nie posiadających własnych kategorii rozgrywające się w światach przyszłości lub uniwersach doń nawiązujących, miejsce na Cyberpunk, Gwiezdne Wojny, światy postapokaliptyczne czy science fiction.

    12 1k
    12 Tematy
    1k Posty
    Davy KneeD
    juz sie biore za pisanie... mam pytanie czy dobrze rozumiem scene na statku: widze w kamerze korytarz, prowadzacy do lodowek, w srodku pomieszczenia nie ma lodowek, ze wzgledu na RODO. Drzwi do lodowek sa otwarte (wlaczyly alarm), nie wiem kto jest w srodku / kto je otworzyl, ale widze, ze korytarzem do drzwi lodowek z byc moze bronia skrada sie William ? czy tak @ketharian ?
  • Sesje w pozostałych wydawanych systemach oraz autorskich.

    18 1k
    18 Tematy
    1k Posty
    slann22S
    Rozmowa z XVI Białowłosa dziewczyna Spuściła głowę i powiedziała. - Zdarzało mi się twarz jedzenie które nie było przeznaczone dla mnie, chociaż wiedziałam, że może czekać mnie za to straszliwa kara. Jednak w waszym domu więc spróbuję waszego jedzenia, chyba, że mi pozwolicie… Przysięgam!!- Rozmowa z posterunkowym Gilbrath Westchnął ciężko i zaczął wyjaśniać - To nie jest tak… To my wszyscy jesteśmy częścią Jedności… I w ciągu ostatnich tysiąleci zbieraliśmy doświadczenie bo gdy wrócimy do Jedności, nasze doświadczenie stanie się częścią doświadczenia Jedności.- Stephanie Prychnęła pogardliwie i powiedziała. -Ja tutaj cię pilnuję, i podsłuchuje tego glinę…I nie będę mogła przepraszać, bo to co mówiłem to prawda! Pewnie zaraz powie, że skoro wszyscy Jesteśmy jednością, to wszystko jest wspólne i powiedzieć swoją majątek należy do niego i do jego przyjaciół… Mówiłam ci, że sekciarz, i naciągacz… I kosmita! Jak z tej książki co wyszły potwory z asteroidy, która Się rozbiła! - Bycie starszej Konstabl. Marasi Westchnęła ciężko i powiedziała. - On jest Kandra, chyba Słyszałaś o niej w książkach religijnych i historycznych…. Nieważne Zresztą- Pies zrobił bardzo smutną minęło i powiedział to Stacey. - To nie jest Vin, ale coś ją z nią łączy… Bardzo bym cię prosił, abyś zaopiekowała się nią, także w imieniu Harmoni. - dotknął łapą dziewczyny i popatrzył na nią błaganie
  • Miejsce dyskusji o RPG i systemach wszelakich.

    22 340
    22 Tematy
    340 Posty
    MarikaM
    @Gladin napisał: (które krasnoludy mają w końcu znowu wysokie od 4ed warhammera). Krasnoludy odzyskały wysoką Zręczność w WFRP4e, ponieważ do zestawu Cech dodano Zwinność. W WFRP2e Zręczność zawierała w sobie zwinność, dlatego miały tylko standardową (ale za to dostały zdolność Krasnoludzki Fach). @Gladin napisał: Zdecydowałem się też na buty (boots) zamiast butów pancernych (sollerets) gdyż w 1/2 ed nie było mowy, aby nosili takie pancerne butki a do tego trafienie w stopy zdarza się dość rzadko. W WFRP2e jest wspomniane, że krasnoludy lubią nosić i wyrabiają najlepsze buty podkute. Niemniej sollerets to metalowe trzewiki. Więc to co innego. Choć raczej wynika z uproszczonego opancerzenia w tych systemach, aniżeli preferencji rasowych. W krasnoludzkiej armii nawet jednostki zasięgowe są bardzo grubo opancerzone.
  • Informacje o konwentach, zlotach i innych wydarzeniach.

    22 62
    22 Tematy
    62 Posty
    AdministratorA
    [image: 1784977083343-8f0cfe08-277a-448e-a592-2f3bd3f593e0-image-resized.jpeg]-| Rolltelling chciałby zaprosić na XIII edycję Festiwalu Fantastyki Opolcon, który odbędzie się w dniach 11-13 września 2026 r. w Opolu w Zespole Szkół Elektrycznych i Zespole Szkół Ekonomicznych przy ul. Kościuszki oraz w Publicznym Liceum Ogólnokształcącym nr 8 przy ul. Ozimskiej. Festiwal Fantastyki Opolcon to jeden z największych darmowych ogólnopolskich festiwali miłośników fantastyki, który jest organizowany przez Opolski Klub Fantastyki Fenix od 2013 r. W trakcie trzech dni festiwalu będzie można wziąć udział w prelekcjach tematycznych, spotkaniach autorskich, turniejach, konkursach i warsztatach. Nie zabraknie również gier planszowych i retro konsol, a także fantastycznych wystawców, u których będzie można zakupić ciekawe gadżety i produkty handmade. W sobotę (12.09) odbędzie się najważniejszy punkt programu, Konkurs Cosplay, podczas którego uczestnicy będą prezentować na scenie własnoręcznie wykonane stroje postaci ze świata popkultury. Zachęcam do śledzenia wydarzenia na Facebooku: https://fb.me/e/1WjmDnJA0I
  • Sprawy forum, techniczne, społeczne, jego organizacji oraz przyszłości.

    19 496
    19 Tematy
    496 Posty
    KynikosK
    @Gladin: Tak, użycie Entera rozwiązało problem, chociaż formatowanie w tym Markdownie to nadal katorga. Ale dzięki wielkie za pomoc, teraz już wiem jak robić. :) Dla przyszłych pokoleń: [image: xS1s5QX.png]
  • Luźne rozmowy na tematy wszelakie.

    15 302
    15 Tematy
    302 Posty
    GladinG
    Podobno tak, ale nie czytałem, to nie wiem
  • Miejsce na dzieła naszych użytkowników, czy to literackie, graficzne czy nawet muzykę i film. Zapraszamy do dzielenia się.

    11 144
    11 Tematy
    144 Posty
    MikeM
    Nie, za krótkie rozdziały by dać pojedynczo.
  • Oficjalny kanał Discord forum Rolltelling.

Patronat

Tryb hardkora

Ostatnie posty

  • juz sie biore za pisanie... mam pytanie czy dobrze rozumiem scene na statku: widze w kamerze korytarz, prowadzacy do lodowek, w srodku pomieszczenia nie ma lodowek, ze wzgledu na RODO. Drzwi do lodowek sa otwarte (wlaczyly alarm), nie wiem kto jest w srodku / kto je otworzyl, ale widze, ze korytarzem do drzwi lodowek z byc moze bronia skrada sie William ? czy tak @ketharian ?

    czytaj więcej

  • Tura 52 - 2521.05.05; fst; południe

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; piekarnia Alberta
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)

    Duivel i Thiemo

    - O bogowie, chudy! - Albert aż podskoczyl gdy elf niespodziewanie zdjął kaptur i zdradził swoje nieludzkie pochodzenie. Ale wydawało się, że to chwilowe zaskoczenie. Skoro Duivel zachowywał się spokojnie no i przyprowadził go znajomy piekarza, to w końcu się uspokoił i mogli wrócić do rozmowy o sytuacji w mieście. A ta była dla gospodarza mętna. Chociaż z racji tego, że był na miejscu to i tak był w niej lepiej zorientowany niż dwójka przybyszy.
    - No tak, pochowalimy się. Strach wychodzić na ulicę. Nie wiadomo na kogo się trafi. Teraz wojsko tu rządzi. Na każdego krzyczą i wyganiają. Czasem jak kogoś złapią to trzepią. Mówią, że szpiegów, sabotażystów i zdrajców szukają. Zwłaszcza jak ktoś młody i z bronią. To od razu jest podejrzany. I nasi też im pomagają. Mówią, że pomagają wojsku szukać buntowników i rabusiów. Ja tam nie wiem. Od jednych i drugich można pałą w brzuch dostać. Dlatego wolę siedzieć w domu. Moi sąsiedzi także. - Pokręcił głową i widać było, że obawia się tej całej ruchawki. Liczył zapewne, że pozostając w domu, zmniejszy ryzyko spotkania przykrych konsekwencji.
    - Najgorsze, że przejęli magazyny zboża. Mówią, że tylko dla wojska, że to zasób wojenny. A bez zboża nie ma mąki. A bez mąki nie ma co piec w piekarni. Bez piekarni nie ma chleba. A bez chleba jest głód i bieda. I to nie tylko w mojej piekarni tak jest. Mnie to już mąki zostało tylko na własne potrzeby. Trochę się wymieniam z sąsiadami za mleko, wino albo ser. Ale dla ludzi już nie piekę. Nie mam z czego. - Znów popadł w przygnębienie, jakby już widział swój marny koniec. Urwał kawałek chleba, zamoczył w rozwodnionym winie i zaczął przeżuwać. Nagle jakby sobie o czymś przypomniał.
    - Ale nie wszyscy piekarze tak mają! Słyszałem, że Hempe działa w najlepsze. Mówią, że zapłacił za licencję i dlatego może kupować zboże w magazynie. Teraz jak nigdzie nie ma nigdzie chleba to cała okolica u niego kupuje. A on podniósł ceny aby odzyskać tą licencję. Podobno jak któregoś piekarza stać to myśli aby też wykupić tą licencję. Bo jak podniosą ceny chleba to i tak sobie w końcu odbiją. Też może bym kupił ale mnie nie stać. - Na chwilę się ożywił gdy opowiedział o tej branżowej ciekawostce z magazynem zboża. Zdawał się, żałować, że nie stać go na wykup licencji na to zboże.
    - Biednemu to wiatr zawsze w oczy. Niedługo na wodę ze studni nałożą podatek. - Thiemo westchnął współczująco. - Te magazyny zbożowe i piekarnia Hempe jest bliżej niż Żelazna. Do Żelaznej to pewnie byśma się spóźnili na obiad. Chyba, że te Hochlandczyki to tak marne kucharze, że kuraka nawet nie potrafią zrobić. - Uśmiechnął się krzywo jakby sam był w rozterce gdzie dalej iść.
    - Na Żelaznej to uważaj. - Albert odezwał się ponownie. - To bliżej centrum miasta. A ruchawka najbardziej jest właśnie tam. Ci najemnicy zatrzymali się na Marktplatz. I tam się to wszystko zaczęło. Podobno splądorwali magazyny Osipowa. A tam byli ci uchodźcy z Kisleva. I nasi ze wschodu też. Białe gołębice ich przyprowadziły i w ratuszu prosiły o miejsce. I im przydzielono właśnie u Osipowa, bo ostatnio puste stały. I nawet ich ci barbarzyńcy splądrowali. Biada, nam biada. Tylko się modlić do bogów o zmiłowanie. - Piekarz ostrzegł kolegę, że odwiedziny u brata mogą być dość ryzykowne. Thiemo potraktował to poważnie i pokiwał głową.
    - No tak. Żelazna jest bliżej Makrplatz. Dobrze, że mówisz przyjacielu. - Teraz to i milicjant zmarkotniał gdy zdał sobie sprawę, że jego brat może mieszkać w bardziej niebezpiecznej okolicy, niż tu, przy samym pograniczu miasta.
    - A wojsko to ja chudy nie wiem. Nie znam się. I nie chcę ich znać. Mam nadzieję, że nie przypomną sobie o małej, nędznej piekarni Alberta. A jeszcze czarostwo jakieś?! O bogowie uchowajcie! Zwierzoludzi nie, nie widziałem. Przeca oni po lasach się kłębią jak robactwo. Tego jeszcze brakowało aby u nas po ulicy biegały te dzikusy. Ale na szczęście oni nie umieją zdobywać murów to raczej tu nie mają jak wejść. - Na myśl o magii i kopytnych aż się przeżegnał do dobrych bogów. I wydawało się, że jednak nic takiego nie zauważył ani nie słyszał. W końcu powstał aby odprowadzić gości znów do tylnych drzwi. Nie był w stanie odpowiedzieć na wszystkie ich pytania. Ewidentnie nie znał się na wojsku i nie umiał rozpoznać kto tu walczy i z kim. Obawiał się ich, o siebie, swoją rodzinę i piekarnię. O władzach miasta nie miał zbyt dobrego mniemania. Spora część wojska jakie zwykle stacjnowało w mieście i okolicy, wyszło na wezwanie hrabiego jaki szykował się na wojnę. Ci to zostali to widać mieli spory problem aby opanować tą ruchawkę w mieście. Był zdania, epicentrum walk jest w centrum, w pobliżu Markplatz i ratusza. I dlatego tam od paru dni nie chodził. I większość sąsiadów z jakimi miał kontakt, postępowała tak samo. Więc dość słabo się orientował co tam się dzieje. W końcu Duivel ze starym milicjantem znów znaleźli się we dwóch na opuszczonej ulicy.
    - Po mojemu to mogli oskubać i wypatrszyć te kuraki. Jak teraz wrócimy to i tak będziemy czekać aż się ugotują. - Starszy mężczyzna podrapał się po swojej siwej szczecinie na ogorzałym policzku. Wedle wyczucia czasu elfa, to wyglądało to podobnie. - Na Żelazną to byśmy szli tyle co teraz tutaj. To znaczy normalnie byśmy tyle szli. Teraz to nie wiem. Do tych magazynów zbożowych jest z połowa tego. Do Hempe też bo on blisko magazynów mieszka. - Aby czymś zająć ręce i myśli, zaczął sypać bagienne ziele na kawałek bibuły. I widać było, że ma w tym wprawę. Nie był jednak pewien co dalej powinni robić. Wracać do bramy, iść na Żelazną. Tam mieszkał jego brat i w pobliżu były magazyn Osipowa. Ale też było bliżej ogniska walk więc ryzyko rosło. Magazyny zbożowe i piekarnia Hempe, wydawały się być bliżej i przynajmniej Albert nie opisywał ich tak niebezpiecznie. Z drugiej strony jednak nie wychodził z domu więc też bazował na plotkach od sąsiadów. No i musieli jeszcze spakować bochen chleba jakim ich obdarował na pożegnanie.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/n2TPz7W.jpeg

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; zajazd “Czerwone koło”
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)

    Stefan i Wieslelowie

    Stefan podczas rozmowy ze strażnikami, nie dostrzegł w ich zachowaniu nic nadzwyczajnego. Najpierw jak zauważyli trójkę, nadchodzących zbrojnych to zrobili się czujni. Co świadczyło, że mają zdrowo rozwinięty instynkt samozachowawczy. Z początku rozmowy wyglądali na podejrzliwych i zachowywali rezerwę do trójki rozmówców. A gdy ci nie zdradzali agresywnych zachowań to nieco się uspokoili. Ich zachowanie wydawało się więc Ostlandczykowi naturalne a i do ich słów nie miał się czego przyczepić. Nie nosili żadnych herbów ani barw ale to w milicji i lekkiej piechocie było powszechne. Gdyby mieli łuki zamiast halabard to nawet by się wpasowywali w bandę Kolesnikowa. I pewnie większości lekkozbrojnych z ich regimentu. Nie nosili czarno-białych barw Ostlandu ani wizerunku byczego łba. Ale na to zwykle mogli sobie pozwolić rycerze, zawodowi oficerowie, szlachta i oddziały na żołdzie miast i hrabiów. Więc to, że ci dwaj nie mieli żadnych barw tylko zwykłe przeszywalnice to jeszcze niczego nie dowodziło.
    - Von Below? - Ten co miał więcej do powiedzenia spojrzał na kolegę. Ten przez chwilę przeszukiwał pamięć ale w końcu pokręcił głową.
    - Służyłeś w Stirlandzie? Kawał drogi stąd. A nie masz stirlandzkieg akcentu, gadasz jak tutejszy. - Zaciekawił się ten drugi.
    - Nie słyszałem o tym von Below. Ani tutaj ani po drodze. - Przyznał ten pierwszy. - To jesteś weteran? I chcesz się zaciągnąć? No to możesz pogadać z sierżantem. - Wydawało się, że uwierzyli słowom Stefana. I jego rozmówca lekko skinął głową w stronę w półotwartej bramy zajazdu. Zanim jednak Jeager mógł odpowiedzieć to do rozmowy wtrąciło się przybycie grupki zbrojnych. Było ich kilku, szli raźnym tempem od centrum miasta. A w środku szedł jakiś nieszczęśnik. Dwaj strażnicy dali znać trójce przybyszy aby ustąpili im drogi. A sami też czekali i patrzyli z ciekawością co się dzieje. A przybysze pozdrowili ich obu, sami też dostali podobne skinienie głowy. Na trójkę przybyszy ledwo spojrzeli i bez wahania przeszli przez bramę.
    - Sierżancie! Mamy jednego! - Zawołał jeden z nich. Cała grupka zatrzymała się między bramą a frontek karczmy i chwilowo przykuła uwagę tych paru osób co było widać z zewnątrz. Wydawało się, że eskorta jeńca obserwuje kogoś kto nadchodzi. I rzeczywiście po chwili w pole widzenia wszedł jakiś zbrojny z brodą. Szarfa przez pierś wskazywała na dziesiętnika albo sierżanta.
    - Co my tu mamy? - Podoficer w hełmie stanął przy jeńcu i wpatrywał się w niego intensywnie. Ten był wyraźnie przestraszony i nie wiedział gdzie wzrok podziać. A gdy mijał bramę to dało się zauważyć krwawe zacieki z ust i nosa, jakby w twarz dostał. Ubranie też miał sponiewierane.
    - Szabrownik i prowokator. Rabował karczmę i organizował wiec na jakim podburzał ludność. - Wyrecytował sierżantowi dowódca patrolu. To ożywiło schwytanego jeńca.
    - To nieprawda! Ja tylko… - Tyle zdążył powiedzieć nim pięść sierżanta brutalnie zdzieliła go w twarz, że aż się zatoczył.
    - Milcz psie! Kto ci dał prawo głosu! Masz odpowiadać tylko na pytania! - wrzasnął na niego i zaraz uderzył go ponownie. Tym razem w brzuch. - Masz za spiskowanie! - A gdy mężczyzna się zgiął w pół, jeszcze raz uderzył go w głowę. - A to za szabrowanie! - Wysyczał z wściekłością gdy jeniec upadł na ziemię. - Zabrać to ścierwo na kwatery. Niech oficerowie go przesłuchają. Ale nie przejmuj się nędzniku. Wszyscy wiemy jak skończysz. - Uspokoił się na tyle aby wysyczeć ze złością do powalonego jeńca. Zaś żołierze z patrolu złapali za ramiona i powlekli w stronę głównego budynku kakrczmy. Sierżant jeszcze chwilę za nimi patrzył gdy w jego stronę krzyknął jeden ze strażników przy bramie.
    - Sierżancie! Można prosić!? - Gdy podoficer to usłyszał odwrocił się w ich stronę. Po czym żwawym krokiem wyszedł przed bramę.
    - Co jest? - zapytał krótko i bez ceregieli. Obaj strażnicy wyprostowali się i widać było, że albo czują przed nim respekt albo się go obawiają.
    - Ci trzej właśnie przyszli. Mówią, że chcieliby się zaciągnąć. - Ten w musztardowym kubraku, wskazał na Stefana i jego towarzyszy. Sierżant obrzucił ich uważnym spojrzeniem a i oni teraz mogli mu się przyjrzeć z bliska.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/S95jOSc.jpeg

    - Nowi rekruci? Chcecie się zaciągnąć do Siege Stern? My nie przyjmujemy byle kogo. Skąd jesteście i co umiecie? Gdzie wcześniej służyliście? - Podoficer nie bawił się w dyplomację tylko od razu chciał wiedzieć z kim ma do czynienia. Nieco teraz złagodniał ale wciąż promieniował tą złością i agresją jaką przed chwilą zaserwował schwytanemu jeńcowi.

    Mecha 52

    Pogadanki Stefana ze strażnikami przy bramie (OGŁ + Przekonywanie)

    Stefan OGŁ 35
    Przekonywanie II +10
    Ranga 2 -25 (razem 35+10-25=20)
    Strażnik OGŁ 35
    Ranga 2 -25 (razem 35-25=10)

    Czytanie emocji strażników: 50+20-10=60; rzut: https://orokos.com/roll/1078432 87; 60-87=-27 > ma.por = nic konkretnego nie może wyczytać

    Oszukiwanie strażników: 50+20-10=60; rzut: https://orokos.com/roll/1078433 34; 60-34=26 > ma.suk = raczej nie mają większych zastrzeżeń do historyjki

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; zakład balwierski
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)

    Tobias i Beth

    - O! Ile tego jest! I salcesnoy są i ozory… Kiełbasy… Dobrze, że tu trafiliśmy! - Beth myszkowała po skelepie tak samo jak przed chwilą ta dwójka jaka uznała ich wyższość i postanowiła się ulotnić. Właściwie trójka. Ta trzecia to chyba była dziewczyna albo jakiś młody chłopak. W ciemnej czapce i w biegu, trudno było poznać. Ale i tak cała trójka dała dyla, nie mając ochoty na konfrontację z dwójką łuczników. Teraz więc oni przejęli władzę nad sklepem i mogli przekonać się co jeszcze zostało. To był sklep mięsny i rzeźniczy. Było więc i surowe mięso i gotowe produkty. Te surowe zaczynało już być śliskie i zalatywał ostrzegawczy zapaszek. Chociaż pewnie większość mieszkańców miasta i wsi i tak by to wrzuciła do gara aby się nie zmarnowało. Zapeklowane mięso trzymało się lepiej. Tak samo jak podroby. Ale też był już dobry moment aby je zjeść. Jeszcze dzień, dwa, trzy i zacznie się tu masowy rozkład i smród. Najtrwalesze były weki z mięsem. Takie słoiki często podróżni kupowali na drogę bo się trudno psuły. Jeszcze trochę ich zostało. To właśnie spowodowało dylemat u czarnowłosej.
    - Te kiełbasy i salcesony lepsze niż te słoiki. Trzeba zjeść zanim się nie zmarnują. Ale te słoiki są trwalsze. A nie wiadomo co z tego zostanie jak tu wrócimy z resztą. - Rzeczywiście na dwie osoby to mogli się nieźle obłowić w różne rodzaje mięsa i podrobów. Jeśli jednak by liczyć aby coś wziąć dla całego oddziału to się już robiło skromniej. Chociaż i tak byłoby to znacznie obfitszy łup niż ten kurak czy dwa, jakie ustrzelili na podwórku przy bramie. Tak czy siak, mieli co nieść a ta radość ze zdobyczy sprawiła, że towarzyszka Tobiasa, zwróciła uwagę na zakład balwierski dopiero gdy jej go wskazał.
    - O. Światło? To ktoś tam jest? - Teraz to i ją to zdziwiło. Co prawda był środek dnia ale jednak większość okiennic była pozamykana albo wyłamana. Więc w środku bez światła musiało być dość mroczno. A rzadko widywali aby gdzieś przez szczeliny prześwitywało światło. Na górnych piętrach to jeszcze bywały odsłonięte okna ale na poziomie gruntu regułą było, że okiennice były zamkniętę. Tak samo jak drzwi, chyba, że tak jak w tym mięsnym sklepie, ktoś je wyłamał i splądrował wnętrze.
    - To blisko. Możemy zobaczyć. - Czarnowłosa Hochlandka, wydawała się zaciekawiona tym światłem. Podeszli te dwie, trzy kamienice jakie ich dzieliły od sklepu mięsnego. Niebiesko-białe-czerwone skośne pasy, mówiły, że to zakład balwierza. Zresztą przez wybite szyby widać było krzesła dla klientów i stoły gdzie wciąż było widać grzebienie, szczotki, nożyczki, pomady do ochrony i strojenia włosów. Tylko, że panował niezły kipisz. Nie widać było żadnego lustra ale to był drogi towar na jaki trudno było sobie pozwolić zwykłemu mieszczaninowi. Więc nic dziwnego, że ktoś się na nie połasił. Wyglądałoby to wszystko jak kolejny splądrowany sklep czy warsztat jaki minęli odkąd zanurzyli się w miasto. Ale przez otwarte drzwi wejściowe, w wewnętrznej ścianie, widać było kolejne. Też otwarte. Pewnie prowadziły gdzieś na zaplecze zakładu. Tam właśnie musiały płonąć te świece albo lampy.
    - O! Zobacz jaka ładna szczotka do włosów! Nigdy nie miałam takiej. Myślisz, że srebrna? - Nagle Beth przez rozbite okno dostrzegła coś interesującego. Przy jednym z krzeseł, wśród chaosu bibelotów na podłodze, leżała zagubiona szczota. Jasna, nieco błyszcząca barwa i ozdobna rączka sugerowały, że faktycznie może być ze srebra. Czyli bardzo wątpliwe aby taką zwykłą dziewczynę było na nią stać. Nic dziwnego, że wpadła jej w oko.
    Ale jak tak przez chwilę postali przed frontem kamienicy, to okazało się, że nie są tu sami. Tam na zapleczu musiał ktoś być. Słychać było ciche, równomierne kroki i jakieś ciche brzdąkanie. W pewnym momencie mignęła im tam jakaś kobieca sylwetka jaka niosła coś w dłoniach. Ale chyba ich nie zauważyła. Beth cicho sapnęła. I wpatrywała się to w stronę zaplecza to na tą szczotkę co ją tak kusiła. Hochlandka wyglądała jakby się wahała czy zaryzykować skok po tą szczątkę czy nie. Zanim się zdecydowała, znów pojawiła się ta kobieta. Tym razem jednak szła śmiało z zaplecza w ich stronę. Przeszła przez rozbebeszony zakład i wyszła na zewnątrz. Okazało się, że to jakaś młoda dziewczyna o przyzwoitej jak na mieszczkę sukni codziennej i zakasanych rękawach. Stanęła przed nimi i uśmiechnęła się sympatycznie do obojga.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/K6uzNmt.jpeg

    - Witam przyjaciele. Moja pani zaprasza was w gościnę i poczęstunek. Jest bardzo rada, że dotarliście tu bezpiecznie. - Dziewczyna wskazała gestem na wnętrze zakładu z jakiego właśnie wyszła. Miała nieco mokrych plam na koszuli i spódnicy jakby robiła pranie czy coś takiego. Zlatywał od niej przyjemny aromat kosmetyków, pary i zapachowych świec. Nie widać było aby miała jakąś broń i gdy skończyła ich zapraszać skromnie złożyła dłonie na podołku i czekała na reakcję gości. Beth wydawała się zaskoczona tym wszystkim i w końcu spojrzała na towarzysza co on na to wszystko powie. Poza tą jedną dziewczyną, cała reszta ulicy nadal wydawała się być pusta, cicha i bezludna. Odkąd wyszli z bramy to pewnie minęła z połowa czasu na te skubanie i gotowanie kuraków.

    czytaj więcej

  • Joshua stał z tyłu, starając się zająć jak najmniej przestrzeni i za wszelką cenę nie zwracać na siebie uwagi. Gdy szli pustymi, klaustrofobicznymi korytarzami, a jedynym dźwiękiem był rytmiczny stukot magnetycznych butów, jego myśli krążyły niczym wygłodniałe sępy wokół jednej, powracającej w kółko kwestii: Co ja tu, do ciężkiej cholery, robię?!
    ​Przecież nie pisał się na abordaż wojskowego tendera. Nie było o tym słowa w jego kontrakcie inżynieryjnym. Odtwarzał w głowie scenę z ambulatorium: kapitan podający mu pistolet, dociskający twardą, zimną kolbę prosto do piersi Joshuy, to lodowate, kpiące spojrzenie i słowa, by odebrał mu dowództwo, skoro uważa, że Hannigan naraża załogę.

    Złośliwy, cyniczny dupek – pomyślał, czując ukłucie gorącej nienawiści. Kapitan ewidentnie chciał się na nim odegrać za to, że Joshua odważył się podważyć jego decyzję przy tym pajacu z ratunkowej kapsuły. I teraz, ku własnemu przerażeniu, znalazł się na pierwszej linii tego szaleństwa. Miał też żal do innych. Miał żal do Crowe'a, do Siergieja, do każdego, kto stał wtedy w ambulatorium i po prostu patrzył w milczeniu, jak Joshua zamiera przed wymierzoną w niego rękojeścią. Nikt go nie wsparł. Nikt nie powiedział Hanniganowi, że to samobójstwo wchodzić na ten wrak. Banda tchórzy i lojalnych do porzygu korposzczurów. Ale w głębi duszy wiedział, że tam właśnie kończyła się jego własna odwaga – na cichej, bezsilnej wściekłości. Przynajmniej wziął ze sobą swój własny pistolet ze skrytki. Jego ciężar w kieszeni skafandra był jedyną rzeczą, która powstrzymywała go przed całkowitym obłędem.

    ​Teraz jednak, stojąc za plecami Crowe'a i wpatrując się w tę nienaturalną, czarną strukturę przypominającą skamieniałą żywicę, pistolet wydawał się absurdalnie nieprzydatny.
    ​Usłyszał, jak Elias próbuje zachować profesjonalizm, proponując procedurę skażenia przemysłowego. Joshua instynktownie wyciągnął dłoń w grubym skafandrze, by poklepać ramię doktora i poprzeć ten jedyny logiczny plan. Wtedy to zobaczył...

    ​Kątem oka wychwycił coś, co zburzyło resztki jego i tak kruchej stabilności. Kształt w szybie wentylacyjnym. Zbyt duży, zbyt płynny, odcinający się połyskliwą czernią od cienia kratownicy. Jego dłoń zatrzymała się w połowie ruchu i cofnęła z prędkością uderzenia bicza. Zrobił bezwiedny krok w tył. Serce, to przeklęte, schorowane serce, natychmiast wrzuciło najwyższy bieg. Krew uderzyła mu do głowy, a w uszach zagrzmiał potężny szum, zagłuszając nawet głosy w interkomie. Zrobiło mu się lodowato zimno. Zanim zdążył wykrztusić ostrzeżenie, rozległ się potworny zgrzyt dartego metalu. Kratownica runęła w dół z hukiem, który uderzył prosto w hełm Eliasa. Doktor zachwiał się, opadając na kolano w deszczu sypiących się odłamków.
    A zaraz za kratą, prosto w snopy światła ich latarek, spadła ta potworna, wielka masa.

    ​Wtedy pękł.

    ​Oddech uwiązł Joshui w gardle, a klatkę piersiową przeszył ostry, piekący ból – znajomy, ale tym razem potężniejszy niż kiedykolwiek. Złapał się oburącz za napierśnik skafandra, dławiąc się zapętlonym powietrzem z recyrkulatorów. Przed oczami zatańczyły mu czarne mroczki. Instynkt przetrwania krzyczał, by odwrócić się i uciekać, biec na oślep przez puste ładownie, z powrotem do Kardashiana, z dala od tego gówna. Cofnął się o kolejny, chwiejny krok, potykając się o własne buty. Z jego ust wyrwał się krótki, paniczny jęk, doskonale słyszalny dla całej załogi przez otwarty kanał komunikacyjny.
    ​Wszyscy musieli to zobaczyć – inżyniera, który nagle łamie się wpół, dławi i wycofuje w absolutnym przerażeniu. Balansował na samej krawędzi. Wystarczyło, by postawił jeszcze jeden krok w tył, a rzuciłby się do szaleńczej, zaraźliwej ucieczki.

    ​Ale z jakiegoś powodu, mimo bólu rozrywającego klatkę piersiową, jego nogi odmówiły posłuszeństwa. Zamarł, oparty plecami o zimną ścianę korytarza, dysząc ciężko z wybałuszonymi oczami, wpatrzony w czerń poruszającą się teraz na podłodze, tuż przed ogłuszonym Crowe'em. Z trudem, potężnym wysiłkiem woli, stłumił chęć krzyku. Żył, ale to był koniec – systematycznie kruszący się mur jego odwagi właśnie runął z hukiem, przygniatając pod sobą resztki racjonalnego myślenia.

    ​Wszystko dookoła wydawało się dziać w zwolnionym tempie, przytłumione przez głośne, nierówne dudnienie jego własnego serca. Joshua mrugał gwałtownie, próbując odzyskać ostrość widzenia, gdy jego mózg powoli rejestrował kolejny, absurdalny wręcz szczegół.

    ​Jego dłonie.

    ​Trzęsły się tak mocno, że stawy zbielały z wysiłku, zaciskając się na zimnym, polimerowym chwycie. Trzymał przed sobą pistolet. Lufa była skierowana w sufit, prosto w ciemną, ziejącą wyrwę po kratownicy wentylacyjnej, z której przed sekundą wypadła ta potworna masa.
    ​Nie miał zielonego pojęcia, kiedy wyciągnął broń z kieszeni skafandra. Zrobił to instynktownie, całkowicie poza świadomością, jakby to jakiś pierwotny instynkt przejął kontrolę nad jego ciałem, by ratować go przed tym, czego jego własny umysł nie potrafił już znieść. Półświadomy, z szeroko otwartymi w szoku oczami i zablokowanym oddechem, stał przykuty do ściany, gotów nacisnąć spust przy najmniejszym ruchu w czerni nad ich głowami.

    czytaj więcej

  • Szefie, wezwałeś jestem.
    Testy:
    Interface 7, test 5, inteligencja 9, (program 10/6, na niewidzialności 12).
    bazy danych: bazy danych 6 + test 18 + Inteligencja 9
    Pozwoliłem sobie na dość karkołomna figurę, ale przy teście na bazy danych 33 Brazil nie mogła się oprzeć pokusie. Zamiarem było, by zlecenie aigo przekierować na kogoś w pobliżu H10, ale nadarzająca się okazja popchnęła mnie dalej. Szukając hakerzy/fixerzy Manuela powinni trafić na płatność z jego kont.
    @ketharian jeśli to przegięcie daj znać: edytuję.

    Okazja czyni złodzieja, a tym jest Brazil.

    Dialogi konsultowane z Morem.

    Na forsowanie fortec magistratu przygotowała się Brazil na tip-top, po dwa programy na ciche wejście i dwa na ofensywne. Jeden wyjebany ukrywający i drugi kryjący ślady.

    czytaj więcej

Ostatnio zarejestrowani

Online

11

Online

138

Użytkownicy

238

Tematy

9.5k

Posty