Przejdź do treści

Sesje inne

Sesje w pozostałych wydawanych systemach oraz autorskich.

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem sesje-inne@forum.rolltelling.pl


  • 0 0
    0 Tematy
    0 Posty
    Brak nowych postów.
  • Maski: Czas dumy i uprzedzenia

    A masks a new generation game
    2 Tematy
    157 Posty
    GurenG
    O Diagnozach z duchem Pana Murphiego Duch Murphy’ego rozdziawił usta zanim uśmiechnął się szeroko. Eddie mółg odnieść wrażenie, że światło żarówki nabrało cieplejszego koloru. -Do innego świata? Takiego z magią, smokami i mieczem? Po chwili wróciło do normy, a duch zaczął wymachiwać rękami: -Ale jak działa przepływ czasu? Tam mija dzień, a ile tutaj? Coś trzeba zrobić, żeby przejść? Czy jak w Narni, że się po przejściu człowiek restartuje do wieku z chwili wyjścia? A bogowie to nie są mutanty, któym przypisano boskość? O drugich tożsamościach Joan uniosła ramiona nad głową: -Jakie “kochana”? Próbuję zrozumieć czemu gadasz jakbyś był w wieku mojego taty. Co ja gadam, gadasz mniej współcześnie niż wujasy z kapeli. Ale co do tożsamości to przerabiam to od miesięcy z Deanem… -A jak jest z Ari? -zapytał duch. Widząc wyraz twarzy córki odwrócił się gwałtownie w stronę syna- No bez jaj! Też nie wie?! Z wszystkich osób bym stawiał… -Jestem za utrzymaniem tajemnicy do grobu- oświadczył Mephisto klepnął w ramię Sewer Rata- dla dobra wszystkich i zasad. I dla solidarności ze Strzygą Dojechanie dziadka Dallena i ważne pytania Dallen Senior dłuższy czas się przyglądał niebieskowłosemu jakby pierwszy raz go zobaczył w życiu. Przez dłuższy moment rozglądał się na boki jakby się nad czymś zastanawiał zanim ostatecznie oświadczył: -Eddulan, czemuś się tak uparli na jakąś zakazaną miłość. Jest mały, pierzasty, zachowuje się jak pyszałek, a jest patologicznym kłamcą. Ludzi za to czaruje tak, że myślą, że jest niewiadomo jaki mądry i oświecony. Ja nim gardzę! Ale że ludzie nabierają się na takie czarujące słówka szyj, to owija sobie ich wokół palca. Gada tym swoim pseudo włoskim i już kobiety mu jedzą z ręki. Je dziwaczne jedzenie, a ludzie jaka to jest otwartość umysłu. Rozbił się pod restauracją na której byłem na randce, a potem zżarł rybkę z akwarium. I nawet nie przeprosił. Łże jak pies o tym swoim trudnym dzieciństwie, żeby naciągać ludzi na wyższe datki. Jaki 11-latek by przeżył sam na ulicy? Nikt nie byłby taki wesolutki po takich traumach. A i jeszcze wszyscy jaki biedny był. JA musiałem sprostać wysokim oczekiwaniom rodziców i jakoś nie jołczę?! Jesteście naiwni z tym romantyzowaniem gangsterskiego życia. Ta wasza drużyna próbuje zadrzeć z Czerwoną Rękawicą, a ten cały “Szefunio” o którym gada Hawkman to mogę wam powiedzieć, że jest jeszcze gorszą siłą. Czarownik, który robił dla Nazistów? Władający piorunami, który mówi w wymarłych językach ze spojrzeniem jak zimowe niebo? Czy macie siłę zadzierać nie z jednym, a z dwoma magicznymi mafiozami?! - przycisnął dłoń do piersi, żeby usiąść na krześle. Po dłuższej chiwli próby zapanowania nad oddechem spytała: -Czy opowiadałem wam jak zacząłem chorować na serce? Ważne pytanie dla Deana Dean dłuższy czas milczał zanim westchnął: -Wyjdę na kretyna, ale przez parę miesięcy starałem się jeść nie dotykać jedzenia całą dłonią, ale nie… Jedzenie jest za żywą materią. Co innego jeśli za długo potrzymam tak widelec. A słyszałaś o Zasadzie Równowartej wymiany- przerobisz tylko tyle materii ile jej masz? Jak się utwardzę to wszystko trzyma się w jednym miejscu, ale nie mam tej gwarancji z czymś sypkim jak piasek, woda czy nie wiem... Czy jeśli zgubię po drodzę ileśtam materiału, to czy nie stracę organu, albo kawałka palca? Pod mieszkaniem Diany Mark Baptise czekał na schodach przyklejony do ściany, żeby nieuzauważony przyglądać się korytarzowi. -Diana? Pssst… Teraz stara zaczęła śpiewać. Pod drzwiami mieszkania Skyler stała opierając się o białej lasce starsza kobieta we wzorzystej sukni i turban jakie Strzyga mogła zobaczyć w dokumentach o Afryce. W drugiej ręce kołysała kadzidłem paachnącym mieszanką pieczywa czosnkowego, cynamonu i ziół. - Donne-nous, Donne-nous de la force pour traverser l'obscurité jusqu'à la lumière! Nagle odwróciła głowę w stronę gdzie się ukrywali. Nosiła ciemne okulary -Podejdziecie tutaj? Wszyscy czworo? Okolica Nataniela Pracownicy w ciemnogranatowych kombinezonach (wysocy, umięśnieni i w ciemnych okularach) skierowali głowy w stronę Nataniela i panią Abbott. Mówili jeden przez drugich: -Po mieście latają potwory. Domowi pupile mogłyby zostać przez nie pożarte. -Zarząd dzielnicy przenosi je w bezpieczne miejsce do czasu aż rozwiążą problem z bestiami. Chyba zależy pani na ich bezpieczeństwie. -Nie możemy się dłużej przyjaźnić! Kocham cię!- zawołała papuga z furgonetki. -A papudze co grozi w mieszkaniu?- wytknęła pani Abbott
  • Kraina zmierzchu

    Monster of Week
    1 Tematy
    157 Posty
    BrilchanB
    Śruba wiedział że czytanie tych artykułów na feminotece kiedyś się przyda! // - O to! TO! Szefowa ma rację drogie Panie chętnie bym go dla was sparaliżował ale to nie chodzi o moją męską szowinistyczną satysfakcję i pragnienie przemocy tu chodzi o WASZĄ satysfakcję proszę powiedzieć czego pragniecie jako zadośćuczynienie a ja to na tym dziadzie wymuszę bo przynosi wstyd facetom. Wolałbym go nie zabijać ani nie robić permanentnej krzywdy bo to ciężej ukryć przed policja... - Powiedział następnie spojrzal na faceta jakby był gównem które przylepiło się do drogiego buta sportowego ... - Ale dam się przekonać jeżeli NAPRAWDĘ tego pragniecie - dokończył złowróżbnie. Zupełnie do niczego nie pasujące rozważania teololo Sebixa! Spojrzał się na modlącego Adama jak na wariata // - Czemu akurat katolicyzm? Skoro wiemy że istnieją potwory i wampiry czy inne monstra to może rodzimowierstwo, byłoby lepsze ? Chociaż to raczej zabawa w archeologię i poezje bo Mieszko Zdrajca wybił swoich w zamian za państwo choć wielkiego wyboru to on nie miał... Hindusów szanuje ale jakoś nie przemawia do mnie ich menażeria kiedyś byłem wierzącym katolikiem ale jak stałem się, młodocianym łobuzem zaczęło się rozjeżdżać z moimi doświadczeniami życiowymi większość kiboli jest prawicowych więc udawałem - Wzruszył ramionami. // - Zastanawiam się czy mimo wszystko nie zacząć modlić się do Mykosz jak do Magna Mother może do jakiegoś bóstwa wojowników albo starogreckich a może warto stworzyć własnych ? Mógłbyś się modlić do ducha wielkiego wilka ziomuś ? - Podpowiedział Adamowi. W sumie to sytuacja, nie pasowała na dyskusje teologiczne ale może dzięki temu wyglądał na jeszcze większego wariata ?
  • Magnum Opus

    Smoczy Jeźdźcy
    1 Tematy
    121 Posty
    GurenG
    O Alchemii rozmowa -Coś gorszego niż próba przedłużenia młodości i życia?- spytała Cynthia. Ostatecznie szepnęła swojemu mężowi do ucha- Takie, że wolisz opowiadać kiedy dzieci nie ma w pobliżu? Kwestia Smoków Ruggiero-Berenger westchnęła równie ciężko. -Rozumiem, że zbyt wiele razy próbowałeś uniknąć losu, aby go ignorowac. Jak i twoja matka nie zamierza zrezygnować. Nigdy nie wiadomo kto naprwdę wróci z Wyspy, może tobie akurat się uda.
  • Serce tajgi

    Zew Cthulhu
    2 Tematy
    458 Posty
    AgnesA
    Violet miała wrażenie, że Jokohama zmieniła się diametralnie odkąd odwiedzili madame. Prawda jednak była całkiem inna - to Violet, korzystając z maski, postrzegała świat zupełnie inaczej. To co wcześniej wydawało skomplikowane i niezrozumiałe, jakby wpadło na swoje miejsce w układance. Ignorowała przebąkiwania Eleonory i Waltera, że powinna zwrócić własność madame. Zresztą problem nieco łagodził fakt, że inżynier przekonał madame do dołączenia do ekspedycji. Korzystając z maski, zanim ktoś stanowczo każe ją oddać, Violet wyruszyła na poszukiwania części do pojazdu. Szyldy i nazwy ulic dzięki artefaktowi nie miały już przed nią tajemnic. Poza tym niewątpliwie dopisywało jej szczęście. Udało jej się znaleźć opuszczony magazyn, a w nim części potrzebne do zbudowania pojazdu, którym planowali przemierzać tajgę. Z pomocą pałkarzy spakowali je na statek, gdzie będą mieli dość czasu, by rozpocząć pracę nad budową wehikułu. Cóż, to chyba całkiem dobre zastosowanie maski w porównaniu z tym, jak mogłaby jej użyć nie stroniąca od alkoholu i flirtu właścicielka, a już tym bardziej w porównaniu z tym, do czego mógłby chcieć jej użyć Tanaka - Violet wzdrygnęła się na samą myśl. A jednak coś nie dawało jej spokoju. Wiedziała, że Eleonora i Walter nie pochwalają tego, że zabrała maskę. Prędzej czy później przypomną madame to, co przyćmił nadmiar trunków. Niepokoiło ją też smutne spojrzenie Johna. Była niemal pewna, że on również potepiłby jej czyn, dlatego bała się opowiedzieć mu, co wydarzyło się na bankiecie. Mimo to przyglądał się jej z uwagą, jakby przejrzał jej tajemnicę. Violet czuła nieprzyjemny ucisk w żołądku na myśl, że domyśla się, co zrobiła. Jakby bała się, że... go rozczaruje?
  • Gruzy przeszłości

    Małe dolnośląskie miasteczko w latach dziewięćdziesiątych. Stary hitlerowiec, porwanie, supermoce oraz zombie. Dla grupy nastolatków rok szkolny zaczął się inaczej niż zwykle - a wszystko przez nauczyciela historii...

    Autorski Horror
    2 Tematy
    716 Posty
    CaiC
    W końcu będzie musiał, przed niemieckim nie ucieknie
  • Miasto, Mgła, Machina

    Fae Mistborn
    3 Tematy
    88 Posty
    slann22S
    Rozmowa z uroczą szwagierką Hitomi Uśmiechnęła się i powiedziała łagodnym głosem. - Dlatego powinnaś udać się do prasy. Ja tak zrobiłam z moją siostrą i wszyscy wiedzieli jakim ona jest potworem. Pamiętaj, kobieca Solidarność jest najważniejsza.- W ciemności - Szłam za naszą przyszłość szwagierką, gdzie zobaczyłam że gdzieś idzie za księciem i mam nadzieję ich Przyłapać! - Powiedziała jej siostra wyrywając się i i wskazałabym ciemny opustoszały boczny korytarz.
  • 21 Dni

    Year Zero Engine Polska w Apokalipsie Zombie
    5 Tematy
    100 Posty
    MilobM
    Maksymilian „Maks” Kruk [image: 1782306220432-token_1.png] Herbata Zielińskiego była za słodka i parzyła w palce, ale nic w ostatnich dniach nie smakowało lepiej. Maks słuchał, jak gospodarz wykłada im swój plan – sklep, zapasy, przeczekać najgorsze – i z każdym zdaniem zgadzał się bardziej. Proste, logiczne, bez fajerwerków. Wyglądało na to, że Zieliński też nie potrzebował trzeciego papierosa, żeby zacząć planować. Przed snem postawili z Wiktorią wieżę z garnków pod drzwiami. Wyszła krzywa, ale stała. Maks oparł obok łom, sprawdził jeszcze raz telefon – wiadomość do matki dalej wisiała na „wysyłaniu” – i poszedł pomóc przy materacu. Sebastianowi przypadł przedpokój, co skwitował tekstem o korynckiej ladacznicy, a Maks, ku własnemu zaskoczeniu, parsknął śmiechem. Robił się z niego jakiś wesołek. Zasnął, jak tylko przyłożył głowę do materaca. W wojsku uczą tego szybciej niż strzelania. Raz obudził go szelest – Owczarek zbierał poduszkę i wymykał się z kuchni. Maks uchylił jedno oko, zarejestrował, że nic się nie pali, i zasnął z powrotem. Obudził go dźwięk. Znał go. Mył szyby w Mordorze, przy samym Okęciu, a samoloty schodziły tam do lądowania tak nisko, że czasem czuł, jak drży lina. Tylko że ten dźwięk był nie w tej tonacji. Silniki nie szumiały – wyły. Za nisko. Za blisko. Za szybko. Usiadł na materacu, zanim zdążył pomyśleć. Szyby w kuchni zadrżały. Potem przez szpary w roletach wlało się światło – krwawopomarańczowe, jasne jak w południe. Ciało zareagowało samo. Przetoczył się z materaca pod parapet i zakrył głowę ramionami. — Od okien! — ryknął w stronę pokoju. Jego krzyk utonął w huku. Blok jęknął jak stary statek. Podłoga przez sekundę falowała, a szyby zabrzęczały w ramach – ale wytrzymały. Na szkoleniu powtarzali to do znudzenia: przy wybuchu najczęściej zabija szkło. Leżał jeszcze chwilę, licząc oddechy, aż na zewnątrz rozwyły się alarmy samochodowe. Najpierw jeden, potem dziesięć, potem chyba wszystkie na Służewcu. Dopiero wtedy wstał i podciągnął roletę na kilka centymetrów. Kawałek dalej, między blokami, płonął samolot. Duży, pasażerski, przełamany jak zapałka. Nad wrakiem iskrzyły zerwane linie wysokiego napięcia, a ogień lizał ściany najbliższych budynków. Maks patrzył na to i przez długą chwilę nie potrafił myśleć o niczym innym niż o tym, ilu ludzi było w środku. Potem odruchowo sięgnął po telefon. Naładowany do pełna. Wiadomość do matki: „Dostarczono”. Odpowiedzi brak. O czwartej rano to jeszcze nic nie znaczyło. Powtarzał to sobie, wciągając spodnie i sznurując buty. W progu dużego pokoju omal nie wpadł na Owczarka. Ratownik stał bez ruchu i patrzył. Maks podążył za jego wzrokiem – Wiktoria w pośpiechu się przebierała – i od razu odwrócił głowę. Owczarek nie odwrócił. Patrzył o sekundę za długo, zanim w końcu ruszył na balkon. Maks zanotował to sobie. Nic nie powiedział. Na balkonie zrobiło się tłoczno, więc został w drzwiach. Lornetki nie potrzebował, żeby zrozumieć, co widzi. Z bocznych uliczek wyłaniały się sylwetki – powolne, nieskładne, sunące w stronę ognia jak ćmy do lampy. Jedna rzuciła się na policjanta. Potem rozległy się strzały. Krótka broń, pojedyncze, nerwowe. Za mało. Z balkonu doleciało go słowo „szwendacze” – Zieliński najwyraźniej miał już na to nazwę. Sebastian się skrzywił, ale Maks uznał, że słowo pasuje. Wolałby, żeby nie pasowało. Wójcik stwierdziła, że jest gorzej, niż myślała, i Maks pomyślał, że to chyba najbardziej optymistyczne zdanie, jakie usłyszy dzisiaj. — Na to wygląda — odezwał się, kiedy Wiktoria zapytała, czy każdy zarażony reaguje na hałas. — Idą na dźwięk. Może i na światło. Czyli na ulicy żadnych latarek i żadnego gadania. Spojrzał na Sebastiana. — A z tą bezpieczną okolicą bym nie przesadzał. Alarmy wyją na całym Służewcu. Jeśli ich ciągnie hałas, to mają teraz z czego wybierać. — Zamyślił się na moment. — Ale jest i dobra strona. Przy tym jazgocie nikt nie usłyszy, jak otwieramy Żabkę. — Wiktoria ma rację — dodał, kiedy wspomniała o sklepie. — Za godzinę zrobi się jasno i pół Służewca wpadnie na ten sam pomysł. Teraz policja i… one są zajęte samolotem. Lepszej chwili nie będzie. — Na uwagę o filmach wzruszył ramionami. — Ja tam wiedzę mam z poligonu. Filmy najwyżej ją potwierdzają. Kątem oka zobaczył, jak Wiktoria odkłada adidasy Zielińskiego, bierze swoje eleganckie buty i bez ceregieli odłamuje w nich obcasy. — Pierwsza rozsądna rzecz, jaką ktoś tu dziś zrobił — mruknął z uznaniem. — Porządne buty i tak ci załatwię. Obiecałem. Poszedł do przedpokoju, podniósł łom spod drzwi i zważył go w dłoni. — Klucz uniwersalny — przyznał Sebastianowi. — Tylko że otwiera nie tylko drzwi. — Potem zwrócił się do wszystkich: — Idziemy w trzy, cztery osoby, nie więcej. Wchodzimy, bierzemy, wychodzimy. Dziesięć minut, nie dłużej. Najpierw woda, potem konserwy, baterie, plastry i coś przeciwbólowego. Zapalniczki. Papierosy. — Zerknął na Sebastiana. — Nie patrz tak, to inwestycja. I skarpety, jeśli będą. — Ostatnie zdanie skierował do Wiktorii. — A na ladzie zostawimy kasę. Póki pieniądze mają jakąś wartość, niech mają. Powiódł wzrokiem po pozostałych. — Ktoś musi zostać przy drzwiach i otworzyć nam bez pytań, jak wrócimy. Najlepiej ktoś z lornetką na balkonie, żeby widział, czy coś za nami nie idzie. Wiktoria zbierała już reklamówki i wypytywała Zielińskiego oraz Sebastiana tonem, jakim pewnie prowadziła rozmowy kwalifikacyjne. Nie musiał pytać, czy idzie. — Idziesz za mną — powiedział tylko. — Jak powiem „stój”, stoisz. Jak powiem „wracamy”, wracamy. Na dyskusje będzie czas potem. Ukląkł przy drzwiach i zaczął rozbierać wieżę z garnków, pokrywka po pokrywce, tak cicho, jak się dało. Jedna brzęknęła i wszyscy na moment zamarli, ale alarmy na zewnątrz zagłuszyły ją bez trudu. Za drzwiami wór ze smrodami, który wystawiła Wiktoria, wciąż trzymał wartę. — Wychodzimy za dwie minuty — rzucił przez ramię. — Kto idzie, niech zakłada buty.
  • XIII - Martwa godzina

    Grupa agentów XIII-tki prowadzi śledztwo w sprawie zaginionych osób w Chicago

    autorski XIII
    3 Tematy
    232 Posty
    BardielB
    Postaram się jutro wrzucić mój post. Stety / niestety wolumen tekstu jest duży (mamy sporo graczy i wszyscy zaangażowani) i ciężko mi nadążyć za akcją / czytaniem / odnoszeniem się do wszystkiego na raz.
  • Kroczący we Wichrze

    Barrow, Alaska, zima 1935 roku. Pierwsza ekspedycja badająca tajemnicze ruiny na arktycznym pustkowiu przestała dawać znaki życia. Na północ rusza kolejna grupa specjalistów, by odnaleźć zaginionych i odkryć, co wydarzyło się pośród lodu, śniegu i polarnej nocy. Pozostaje tylko pytanie, czy zdołają wrócić z odpowiedziami, nie tracąc po drodze zdrowych zmysłów.

    Zew Cthulhu 7ed.
    3 Tematy
    28 Posty
    SznycloveS
    Jest i post ode mnie, dziekuję za cierpliwość!