[image: MG-Awatar100.jpg]
Szarzyzna
Krzysztof
Nie wiedział co bardziej dodawało mu skrzydeł w biegu przez miasteczko. Był już prawie na rynku gdy usłyszał syreny radiowozów. Złapał zadyszkę ale biegł dalej. Nadjechał samochód, Krzysiek automatycznie schował się za rogiem zanim do niego dotarło, że to tylko duży fiat, nie opel z zombiakami. W zaułku śmierdziało z kubłów na śmieci.
Musiał mieć oczy dookoła głowy: zombiaki, cyganie, dresiarze, policja - żadnych z nich nie chciał spotkać na swojej drodze. W sumie to nikogo nie chciał spotkać.
I żeby jego matka nie czekała w otwartym oknie - to byłoby najgorsze. Pobiegł dalej, modląc się do św. Judy Tadeusza, bo sprawa była naprawdę beznadziejna.
Nauczyciel wuefu mógłby być z niego dumny. Dobiegł do domu, nie wykaszlał płuc ani pikawa z nerwów mu nie stanęła. Nikt go nie zaczepił. Oraz co najważniejsze, jego mama nie stała w oknie - w dużym pokoju paliło się światło, ale okno było zasłonięte. Jest dobrze. Do tego Marek był w swojej piwnicy, bo tam też paliło się światło.
Alicja
Krótka piłka, pobiegła jeszcze na górę spakować rzeczy. zbiegła, tylnym wejściem wyszła i poszła do taty pogadać. Powiedzieć mu cześć oraz to że idzie na nockę do koleżanki z klasy. Tata zgodził się bez żadnego oporu. Widziała, że jest zmęczony. Nie, Jarka nie ma w domu, tylne drzwi zostawię otwarte, te z przodu zamknę za klucz, trzeba jeszcze tylko założyć łańcuch.
Paulina, Alicja
- Zaczekajcie jeszcze - Paulina przed domem skręciła i trawnikiem ruszyła w stronę krzaków. Gdzieś tam przecież musiały tam być te okulary ściągnięte jednemu z wrogów. Było ciemno, ale wystarczyła chwila skupienia i dziewczyna ot tak wsadziła rękę w krzak, który był dla niej ciemną liściastą kulą. Trafiła bezbłędnie. Ciemne szkła, jasne oprawki, sportowe, tandetne.
Odprowadziły Kasię i Magdę. Nikt ich nie zaatakował ani nie zaczepił. Jakby nagle te "problemy" zniknęły. Po prostu kolejne spokojne upadające miasteczko z którego każdy marzy żeby wyjechać. Gdyby nie...
Gdyby nie policyjne syreny. Z Mikołaja jest świnia, przecież policja wie kim ona jest. Rano Alicja rozmawiała z policją w szkole, mieli jej dane. I jej brat też nie był nieznany. Cholera!
Niepokojone przez nikogo Paulina z Alicją bezproblemowo dotarł do domu tej pierwszej.
Alicja przypomniała sobie, że w kieszeni spodni nadal ma to zdjęcie z polaroida.
Mikołaj
Krzysiek zwiał, dziewczyny też sobie poszły. Stał w kuchni czekając na ojca Alicji. Ten nadal nie wszedł do domu. Minęła minuta od pójścia dziewczyn, gdy w końcu usłyszał nadjeżdżającą policję. Czyli jednak nie zignorowali. I mieli adres, psiarnia jednak nie jest taka głupia, potrafią interweniować, a nie tylko stać na wylotówce.
Tata Alicji wszedł do środka, dopiero po chwili zauważył stojącego spokojnie Mikołaja. Syreny były coraz głośniejsze. Tata Alicji wyglądał... normalnie. Nie wyglądał na porywacza, gwałciciela, innego zwyrola ani innego Jechowego. Z pewnością nie był też Niemcem.
- A ty jesteś...?
- Mikołaj, kolega Alicji z klasy.
Policyjne syreny ucichły, po chwili ktoś zadzwonił do drzwi. Jest różnica, pomyślał chłopak, zombiaki chcieli wyważyć drzwi, smerfy wiedzą do czego służy dzwonek.
- Policja! Proszę otworzyć!
Pan Filipowicz spojrzał ciężko na Mikołaja i kluczem otworzył drzwi.
Mikołaj widział tych policjantów chyba po raz pierwszy. Ich twarze nic mu nie mówiły, żaden z nich nie był tym komendantem co był w szkole. Twarze policjantów wyrażały zdenerwowanie oraz zmęczenie. Mówiły wprost: co tu się, wojskowy wzmacniacz przekazu, dzieje?
- Sierżant Węgrowski, Policja, dostaliśmy telefoniczne zawiadomienie o próbie porwania. Który z was to - zajrzał do zeszytu trzymanego przez drugiego policjanta - Mikołaj Pogorzelski?
- To ja dzwoniłem - Nie było sensu tego ukrywać.
- A pan? - policjant spytał się ojca Alicji.
- Jan Filipowicz, mieszkam tutaj.
- Sprawdzimy, w zgłoszeniu zamiast adresu było podane dom Alicji Filipowicz, na szczęście udało nam się skojarzyć nazwisko. Jest Alicja Filipowicz?
- Nie ma, przed kilkoma minutami wyszła do swojej koleżanki, za moją zgodą.
Tata Alicji nadal był spokojny, być może musiał to sobie ,według Mikołaja, poukładać w głowie. Widział zmęczenie na jego twarzy. Wzięli go z zaskoczenia. Policjant kontynuował:
- Dobrze, poprosimy o wylegitymowanie się. Poproszę Pana o dowód, ty - palcem wskazał na chłopaka - daj legitymację lub kartę rowerową, jeżeli nie masz to muszę ciebie zabrać na posterunek. Dopiero stamtąd zadzwonię do twoich rodziców i tam będę przesłuchiwał. Z tego co nam przekazałeś, to była tylko próba porwania, nie porwanie. Równie dobrze możemy to zrobić tutaj. Dokumenty proszę.
Z zewnątrz dobiegł go jeszcze teatralnie głośny głos sąsiadki:
- Nareszcie zabiorą się za tego chuligana!
Tata Alicji z zażenowaniem spojrzał na Mikołaja:
- Co Jarek tym razem zmalował?
EDIT:
Dodany fragment o znalezieniu okularów.