[image: MG-Awatar100.jpg]
Szarzyzna
Sokołów Śląski, przed godziną 20, oblężony dom Alicji
Parter
Na parterze zapanowało zamieszanie, Mikołaj, Paulina i Kasia z zapałem i chaotycznie chcieli zablokować drzwi i się uzbroić. Przesunąć meble, spalić co się da. Mikołaj z kuchennym nożem wpadł na pomysł na przerobienie wolnostojącego wieszaka na dzidę bojową.
Magda nadal stała na środku pokoju, nie jarząc co się dookoła niej dzieje.
Piętro
Strach. Krzysztof poznał jak wygląda i jakie to odczucie. Szczanie przed okna. Mechanicznie, nie jarząc co się dookoła niego dzieje, skończył i schował interes. Zapiął rozporek. Poczuł jak ktoś łapie go za ramię i ciągnie w tył. Nie opierał się.
Na zewnątrz
Przeciwnicy próbowali wyważyć drzwi, z rozpędu walą w nie swoimi własnymi ciałami. Normalny człowiek zaraz by odpadł z bólu. Ale nie oni.
- Co to za hałasy?!
Parter
Alicja pociągnęła Krzyśka na dół, nie opierał się. Dziewczyna zdziwiła się, jakim sposobem chłopak bez problemu trafia stopami w stopnie schodów, w ogóle nie patrząc dokąd idzie. Na dole przy schodach stał już stół z kuchni, szafka na buty za chwilę miała znaleźć się pod drzwiami, do których ktoś się tak gwałtownie dobijał, że aż żyrandole się lekko kołysały.
Po chwili to ucichło.
- Hej, kto tam jest?! - dziewczyna usłyszała głos kobiety, lekko zachrypnięty. Znała go. Jedna z sąsiadek, wścibska baba. Po chwili usłyszała jeszcze krzyki sąsiada.
A walenie do drzwi ustało. W przypływie intuicji wbiegła do pokoju. Przez okno widziała, jak zombiaki odchodzą, niemalże odbiegają!
- Oni odchodzą! - wydarła się, skupiając na sobie uwagę innych.
Faktycznie, przestali walić, i teraz wszyscy przytomni w środku stali przy oknie, obserwując ucieczkę przeciwnika. Widzieli, jak tamci przeskakuję przez ogrodzenie (przy tych sztywnych ruchach można było mieć nadzieję, że się przy tym wywalą, ale o dziwo nie mieli z tym żadnego problemu). Kilka – kilkanaście sekund później (Mikołaj otworzył i wyjrzał przez okno) usłyszeli dźwięk odpalanego samochodu gdzieś z tyłu posesji (Alicja wiedziała, że tyłu też biegnie droga stanowiąca dojazd do kilku garaży, wyboista i częściowo wysypana żużlem).
Zombie uciekły. Krzyki Mikołaja spowodowały zbiegowisko sąsiadów, a zombie wolały uciec. To nie był bezmyślny przeciwnik.
Natomiast na zewnątrz zbiegowisko, kilku dorosłych plus trochę dzieciarni, stało przy płocie i głośno komentowało:
- Przez tę ruderę zbiegli, dawno powinni ją wyburzyć!
- Patrz na te flaszki, to ci chuliganie!
- O właśnie Panie Mietku, to ten Jarek i jego koledzy! Ja proszę pana nie wiem jak to jest! Ojciec porządny, córka porządna, tylko syn wyrodny… - nawijała sąsiadka.
Wychodziło na to, że sąsiedzi nie widzieli szczegółów, a tym bardziej nie słyszeli samochodu. I mieli winnego całego zamieszania – brata Alicji.
W filmach wszystko było takie proste. Zombie zawsze parli do przodu i zawsze chcieli ciebie zeżreć. Ewentualnie „tylko” wyżreć twój mózg. Ci w Hollywood mieli fajnie. A w rzeczywistości… Pytanie czy zombie wrócą. Czy i kiedy zaatakują ponownie, czy odpuszczą?
W środku domu przy zgaszonych światłach było ciemno (podobnie jak na zewnątrz, niebo na zachodzie było jeszcze szarawe). Krzysztof i Magda nadal byli osłupiali, nie za bardzo kontaktowali. Kaśka wchodziła na obroty, Mikołaj jakby z ulgą zaciągał się papierosem. Alicja miała przemeblowany parter. Dochodziła godzina 20.