[image: MP100.png]
[image: 1776761829032-krzysiek-komeda-100.jpg]
Mikołaj Pogorzelski & Krzysztof Komeda
Krzysiek odprowadził Paulinę i resztę dziewczyn wzrokiem a potem spojrzał na Mikołaja.
— Ty naprawdę wierzysz, że ona…
Urwał w połowie, widząc jak kolega ociera dłonią krew w nosa. Wyglądał jakby sam za chwilę miał zemdleć.
— Ej, co ci jest? — spytał niepewnie — Tylko nie mów, że tobie też zaraz odetnie prąd.
Pogorzelski się zawahał. Bał się odwrócić, bał się odsłonić włosy opadające na twarz. Dręczony uporczywą myślą, że powodem porwania mogło być przecież przejawienie tendencji. Byli w niebezpieczeństwie. Miejscem niezwykłych dzieci jest cela w laboratorium. Łoża z pasami, strzykawki i węże. Węże pod skórą. Wolał udawać, że nic się nie wydarzyło. Żałował wypowiedzianych słów. Miał nadzieję, że szybko ulecą z pełnych emocji głów. Chciałby wierzyć, że wszystko to nic ponad.
— Halucynacje — przekonywał do kłamstwa również siebie. — Nic, nic, sorry, wszystko gra.
Poruszał się jak samochód, któremu zblokowano kierownice. Cegłą przygnieciono pedał gazu. W kierunku przepaści. Na autopilocie, aż zniknął w budynku szkoły.
Krzysiek został sam na szkolnym placu. Klapnął na ławce, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała Paulina. Powiedzieć, że dzień zaczął się dziwnie to nic nie powiedzieć. Najpierw nieszczęsny rozpruty habit siostry Faustyny, potem apel dyrektorki, zaginiona Asia, mdlejąca Paulina i Mikołaj gadający od rzeczy. Ta puszczona krew z nosa to nie mógł być przypadek. Tak jak to, że Paulina lewitowała. Nie mógł temu zaprzeczyć, był świadkiem cudu. Albo opętania, nie potrafił rozstrzygnąć. Zresztą, czy to ważne? Jedna z jego koleżanek właśnie zaginęła. Jeszcze rok temu pewnie by poszedł na plebanię zamówić u księdza proboszcza intencję, ale z każdym dniem miał coraz mniej pewności czy Bóg faktycznie słucha modlitw. Nabierał za to przekonania, że wszystko co dobre i złe na tym świecie dzieje się w woli człowieka. Jeśli ktoś skrzywdził Asię, to z pewnością nie diabeł. I jeśli ktoś ją uratuje, to z pewnością nie Jezus.
Wstał z ławki i z tą myślą ruszył w kierunku szkoły.