Przejdź do treści

Rozgrywka

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem rozgrywka-inne@forum.rolltelling.pl

  • [A masks a new generation game ]Maski: Czas dumy i uprzedzenia

    135
    2 Głosy
    135 Posty
    4k Wyświetlenia
    GurenG
    O Diagnozach z duchem Pana Murphiego Duch Murphy’ego rozdziawił usta zanim uśmiechnął się szeroko. Eddie mółg odnieść wrażenie, że światło żarówki nabrało cieplejszego koloru. -Do innego świata? Takiego z magią, smokami i mieczem? Po chwili wróciło do normy, a duch zaczął wymachiwać rękami: -Ale jak działa przepływ czasu? Tam mija dzień, a ile tutaj? Coś trzeba zrobić, żeby przejść? Czy jak w Narni, że się po przejściu człowiek restartuje do wieku z chwili wyjścia? A bogowie to nie są mutanty, któym przypisano boskość? O drugich tożsamościach Joan uniosła ramiona nad głową: -Jakie “kochana”? Próbuję zrozumieć czemu gadasz jakbyś był w wieku mojego taty. Co ja gadam, gadasz mniej współcześnie niż wujasy z kapeli. Ale co do tożsamości to przerabiam to od miesięcy z Deanem… -A jak jest z Ari? -zapytał duch. Widząc wyraz twarzy córki odwrócił się gwałtownie w stronę syna- No bez jaj! Też nie wie?! Z wszystkich osób bym stawiał… -Jestem za utrzymaniem tajemnicy do grobu- oświadczył Mephisto klepnął w ramię Sewer Rata- dla dobra wszystkich i zasad. I dla solidarności ze Strzygą Dojechanie dziadka Dallena i ważne pytania Dallen Senior dłuższy czas się przyglądał niebieskowłosemu jakby pierwszy raz go zobaczył w życiu. Przez dłuższy moment rozglądał się na boki jakby się nad czymś zastanawiał zanim ostatecznie oświadczył: -Eddulan, czemuś się tak uparli na jakąś zakazaną miłość. Jest mały, pierzasty, zachowuje się jak pyszałek, a jest patologicznym kłamcą. Ludzi za to czaruje tak, że myślą, że jest niewiadomo jaki mądry i oświecony. Ja nim gardzę! Ale że ludzie nabierają się na takie czarujące słówka szyj, to owija sobie ich wokół palca. Gada tym swoim pseudo włoskim i już kobiety mu jedzą z ręki. Je dziwaczne jedzenie, a ludzie jaka to jest otwartość umysłu. Rozbił się pod restauracją na której byłem na randce, a potem zżarł rybkę z akwarium. I nawet nie przeprosił. Łże jak pies o tym swoim trudnym dzieciństwie, żeby naciągać ludzi na wyższe datki. Jaki 11-latek by przeżył sam na ulicy? Nikt nie byłby taki wesolutki po takich traumach. A i jeszcze wszyscy jaki biedny był. JA musiałem sprostać wysokim oczekiwaniom rodziców i jakoś nie jołczę?! Jesteście naiwni z tym romantyzowaniem gangsterskiego życia. Ta wasza drużyna próbuje zadrzeć z Czerwoną Rękawicą, a ten cały “Szefunio” o którym gada Hawkman to mogę wam powiedzieć, że jest jeszcze gorszą siłą. Czarownik, który robił dla Nazistów? Władający piorunami, który mówi w wymarłych językach ze spojrzeniem jak zimowe niebo? Czy macie siłę zadzierać nie z jednym, a z dwoma magicznymi mafiozami?! - przycisnął dłoń do piersi, żeby usiąść na krześle. Po dłuższej chiwli próby zapanowania nad oddechem spytała: -Czy opowiadałem wam jak zacząłem chorować na serce? Ważne pytanie dla Deana Dean dłuższy czas milczał zanim westchnął: -Wyjdę na kretyna, ale przez parę miesięcy starałem się jeść nie dotykać jedzenia całą dłonią, ale nie… Jedzenie jest za żywą materią. Co innego jeśli za długo potrzymam tak widelec. A słyszałaś o Zasadzie Równowartej wymiany- przerobisz tylko tyle materii ile jej masz? Jak się utwardzę to wszystko trzyma się w jednym miejscu, ale nie mam tej gwarancji z czymś sypkim jak piasek, woda czy nie wiem... Czy jeśli zgubię po drodzę ileśtam materiału, to czy nie stracę organu, albo kawałka palca? Pod mieszkaniem Diany Mark Baptise czekał na schodach przyklejony do ściany, żeby nieuzauważony przyglądać się korytarzowi. -Diana? Pssst… Teraz stara zaczęła śpiewać. Pod drzwiami mieszkania Skyler stała opierając się o białej lasce starsza kobieta we wzorzystej sukni i turban jakie Strzyga mogła zobaczyć w dokumentach o Afryce. W drugiej ręce kołysała kadzidłem paachnącym mieszanką pieczywa czosnkowego, cynamonu i ziół. - Donne-nous, Donne-nous de la force pour traverser l'obscurité jusqu'à la lumière! Nagle odwróciła głowę w stronę gdzie się ukrywali. Nosiła ciemne okulary -Podejdziecie tutaj? Wszyscy czworo? Okolica Nataniela Pracownicy w ciemnogranatowych kombinezonach (wysocy, umięśnieni i w ciemnych okularach) skierowali głowy w stronę Nataniela i panią Abbott. Mówili jeden przez drugich: -Po mieście latają potwory. Domowi pupile mogłyby zostać przez nie pożarte. -Zarząd dzielnicy przenosi je w bezpieczne miejsce do czasu aż rozwiążą problem z bestiami. Chyba zależy pani na ich bezpieczeństwie. -Nie możemy się dłużej przyjaźnić! Kocham cię!- zawołała papuga z furgonetki. -A papudze co grozi w mieszkaniu?- wytknęła pani Abbott
  • XIII - Martwa godzina

    52
    1
    1 Głosy
    52 Posty
    946 Wyświetlenia
    CavallinoC
    Vivienne spojrzała na Alejandro z wyraźnym zaskoczeniem, kiedy ścisnął jej ramię. Przez moment miała ochotę zaprotestować, że przecież nie ma pojęcia, czy FBI rzeczywiście podsłuchuje telefon Granta, ale widok jego skupionej twarzy powstrzymał ją przed komentarzem. Odprowadziła go wzrokiem, kiedy ruszył w stronę balkonu, przez chwilę ważąc jego słowa i zastanawiając się czy mężczyzna ma rację z tymi podsłuchami i czy powinna dzwonić do Becki. Nie była przecież agentem XIII – i tak była tutaj na doczepkę. Westchnęła, wyjęła telefon z kieszeni płaszcza i wybrała numer. – Hej, tu Viv. Coś dziwnego się właśnie wydarzyło… Wyszli z budynku na mroźne, zimowe powietrze, które bezlitośnie wdarło się w poły płaszcza Vivienne. Ciaśniej się nim owinęła i naciągnęła czapkę na głowę zanim skierowali się powoli do miejsca gdzie zostawili auto. Przez chwilę szli w milczeniu. W końcu Viv powtórzyła pytanie na które nie dostała odpowiedzi w atrium: – Uwierzyłeś w tę historię z Lionelem Grantem? Że to niebezpieczny ćpun i wariat? Trochę dziwne, że FBI podsłuchiwałoby telefon zwykłego wariata… Swoją drogą dlaczego się nie pojawił? Myślisz, że wiedział o FBI i ich pojawienie go spłoszyło?
  • [Smoczy Jeźdźcy] Magnum Opus

    121
    1 Głosy
    121 Posty
    3k Wyświetlenia
    GurenG
    O Alchemii rozmowa -Coś gorszego niż próba przedłużenia młodości i życia?- spytała Cynthia. Ostatecznie szepnęła swojemu mężowi do ucha- Takie, że wolisz opowiadać kiedy dzieci nie ma w pobliżu? Kwestia Smoków Ruggiero-Berenger westchnęła równie ciężko. -Rozumiem, że zbyt wiele razy próbowałeś uniknąć losu, aby go ignorowac. Jak i twoja matka nie zamierza zrezygnować. Nigdy nie wiadomo kto naprwdę wróci z Wyspy, może tobie akurat się uda.
  • Miasto, Mgła, Machina

    86
    1 Głosy
    86 Posty
    2k Wyświetlenia
    slann22S
    Rozmowa z uroczą szwagierką Hitomi Uśmiechnęła się i powiedziała łagodnym głosem. - Dlatego powinnaś udać się do prasy. Ja tak zrobiłam z moją siostrą i wszyscy wiedzieli jakim ona jest potworem. Pamiętaj, kobieca Solidarność jest najważniejsza.- W ciemności - Szłam za naszą przyszłość szwagierką, gdzie zobaczyłam że gdzieś idzie za księciem i mam nadzieję ich Przyłapać! - Powiedziała jej siostra wyrywając się i i wskazałabym ciemny opustoszały boczny korytarz.
  • 21 dni Kwarantanny

    75
    3
    4 Głosy
    75 Posty
    2k Wyświetlenia
    MilobM
    Maksymilian „Maks” Kruk [image: 1782306220432-token_1.png] Herbata Zielińskiego była za słodka i parzyła w palce, ale nic w ostatnich dniach nie smakowało lepiej. Maks słuchał, jak gospodarz wykłada im swój plan – sklep, zapasy, przeczekać najgorsze – i z każdym zdaniem zgadzał się bardziej. Proste, logiczne, bez fajerwerków. Wyglądało na to, że Zieliński też nie potrzebował trzeciego papierosa, żeby zacząć planować. Przed snem postawili z Wiktorią wieżę z garnków pod drzwiami. Wyszła krzywa, ale stała. Maks oparł obok łom, sprawdził jeszcze raz telefon – wiadomość do matki dalej wisiała na „wysyłaniu” – i poszedł pomóc przy materacu. Sebastianowi przypadł przedpokój, co skwitował tekstem o korynckiej ladacznicy, a Maks, ku własnemu zaskoczeniu, parsknął śmiechem. Robił się z niego jakiś wesołek. Zasnął, jak tylko przyłożył głowę do materaca. W wojsku uczą tego szybciej niż strzelania. Raz obudził go szelest – Owczarek zbierał poduszkę i wymykał się z kuchni. Maks uchylił jedno oko, zarejestrował, że nic się nie pali, i zasnął z powrotem. Obudził go dźwięk. Znał go. Mył szyby w Mordorze, przy samym Okęciu, a samoloty schodziły tam do lądowania tak nisko, że czasem czuł, jak drży lina. Tylko że ten dźwięk był nie w tej tonacji. Silniki nie szumiały – wyły. Za nisko. Za blisko. Za szybko. Usiadł na materacu, zanim zdążył pomyśleć. Szyby w kuchni zadrżały. Potem przez szpary w roletach wlało się światło – krwawopomarańczowe, jasne jak w południe. Ciało zareagowało samo. Przetoczył się z materaca pod parapet i zakrył głowę ramionami. — Od okien! — ryknął w stronę pokoju. Jego krzyk utonął w huku. Blok jęknął jak stary statek. Podłoga przez sekundę falowała, a szyby zabrzęczały w ramach – ale wytrzymały. Na szkoleniu powtarzali to do znudzenia: przy wybuchu najczęściej zabija szkło. Leżał jeszcze chwilę, licząc oddechy, aż na zewnątrz rozwyły się alarmy samochodowe. Najpierw jeden, potem dziesięć, potem chyba wszystkie na Służewcu. Dopiero wtedy wstał i podciągnął roletę na kilka centymetrów. Kawałek dalej, między blokami, płonął samolot. Duży, pasażerski, przełamany jak zapałka. Nad wrakiem iskrzyły zerwane linie wysokiego napięcia, a ogień lizał ściany najbliższych budynków. Maks patrzył na to i przez długą chwilę nie potrafił myśleć o niczym innym niż o tym, ilu ludzi było w środku. Potem odruchowo sięgnął po telefon. Naładowany do pełna. Wiadomość do matki: „Dostarczono”. Odpowiedzi brak. O czwartej rano to jeszcze nic nie znaczyło. Powtarzał to sobie, wciągając spodnie i sznurując buty. W progu dużego pokoju omal nie wpadł na Owczarka. Ratownik stał bez ruchu i patrzył. Maks podążył za jego wzrokiem – Wiktoria w pośpiechu się przebierała – i od razu odwrócił głowę. Owczarek nie odwrócił. Patrzył o sekundę za długo, zanim w końcu ruszył na balkon. Maks zanotował to sobie. Nic nie powiedział. Na balkonie zrobiło się tłoczno, więc został w drzwiach. Lornetki nie potrzebował, żeby zrozumieć, co widzi. Z bocznych uliczek wyłaniały się sylwetki – powolne, nieskładne, sunące w stronę ognia jak ćmy do lampy. Jedna rzuciła się na policjanta. Potem rozległy się strzały. Krótka broń, pojedyncze, nerwowe. Za mało. Z balkonu doleciało go słowo „szwendacze” – Zieliński najwyraźniej miał już na to nazwę. Sebastian się skrzywił, ale Maks uznał, że słowo pasuje. Wolałby, żeby nie pasowało. Wójcik stwierdziła, że jest gorzej, niż myślała, i Maks pomyślał, że to chyba najbardziej optymistyczne zdanie, jakie usłyszy dzisiaj. — Na to wygląda — odezwał się, kiedy Wiktoria zapytała, czy każdy zarażony reaguje na hałas. — Idą na dźwięk. Może i na światło. Czyli na ulicy żadnych latarek i żadnego gadania. Spojrzał na Sebastiana. — A z tą bezpieczną okolicą bym nie przesadzał. Alarmy wyją na całym Służewcu. Jeśli ich ciągnie hałas, to mają teraz z czego wybierać. — Zamyślił się na moment. — Ale jest i dobra strona. Przy tym jazgocie nikt nie usłyszy, jak otwieramy Żabkę. — Wiktoria ma rację — dodał, kiedy wspomniała o sklepie. — Za godzinę zrobi się jasno i pół Służewca wpadnie na ten sam pomysł. Teraz policja i… one są zajęte samolotem. Lepszej chwili nie będzie. — Na uwagę o filmach wzruszył ramionami. — Ja tam wiedzę mam z poligonu. Filmy najwyżej ją potwierdzają. Kątem oka zobaczył, jak Wiktoria odkłada adidasy Zielińskiego, bierze swoje eleganckie buty i bez ceregieli odłamuje w nich obcasy. — Pierwsza rozsądna rzecz, jaką ktoś tu dziś zrobił — mruknął z uznaniem. — Porządne buty i tak ci załatwię. Obiecałem. Poszedł do przedpokoju, podniósł łom spod drzwi i zważył go w dłoni. — Klucz uniwersalny — przyznał Sebastianowi. — Tylko że otwiera nie tylko drzwi. — Potem zwrócił się do wszystkich: — Idziemy w trzy, cztery osoby, nie więcej. Wchodzimy, bierzemy, wychodzimy. Dziesięć minut, nie dłużej. Najpierw woda, potem konserwy, baterie, plastry i coś przeciwbólowego. Zapalniczki. Papierosy. — Zerknął na Sebastiana. — Nie patrz tak, to inwestycja. I skarpety, jeśli będą. — Ostatnie zdanie skierował do Wiktorii. — A na ladzie zostawimy kasę. Póki pieniądze mają jakąś wartość, niech mają. Powiódł wzrokiem po pozostałych. — Ktoś musi zostać przy drzwiach i otworzyć nam bez pytań, jak wrócimy. Najlepiej ktoś z lornetką na balkonie, żeby widział, czy coś za nami nie idzie. Wiktoria zbierała już reklamówki i wypytywała Zielińskiego oraz Sebastiana tonem, jakim pewnie prowadziła rozmowy kwalifikacyjne. Nie musiał pytać, czy idzie. — Idziesz za mną — powiedział tylko. — Jak powiem „stój”, stoisz. Jak powiem „wracamy”, wracamy. Na dyskusje będzie czas potem. Ukląkł przy drzwiach i zaczął rozbierać wieżę z garnków, pokrywka po pokrywce, tak cicho, jak się dało. Jedna brzęknęła i wszyscy na moment zamarli, ale alarmy na zewnątrz zagłuszyły ją bez trudu. Za drzwiami wór ze smrodami, który wystawiła Wiktoria, wciąż trzymał wartę. — Wychodzimy za dwie minuty — rzucił przez ramię. — Kto idzie, niech zakłada buty.
  • [Horror] Gruzy przeszłości

    horror własny stranger things nastolatkowie
    144
    9 Głosy
    144 Posty
    5k Wyświetlenia
    CaiC
    [image: MP100.png] Mikołaj Pogorzelski Ósemka raziła zmrużone oczy czerwienią załączonego radiobudzika. „Fakty w RMF FM” - zabrzmiał znajomy dżingiel. Prezenter zaatakował uszy nieskazitelną dykcją głębokiego głosu, dzieląc się wiadomościami z kraju i ze świata. AWS, SLD, wybory tuż za rogiem. Tragiczna śmierć Diany, przygotowania do pogrzebu. Wyjątkowo ciepły wrzesień, chyba nie w Sokołowie. Nie odkleił się od poduszki. Przywarł mocniej, jakby wgniatanie pierza miało sforsować bramy krainy snów. Najgorszy moment, jak przegapiony finał filmu. Kruk nie rozwalił Top Dollara. Batman nie zrzucił Jokera z wieży. Tak i on nie wygarnął serią w czarnoksiężnika z krainy KKK. Nie zadziałało. Zmienił plany. Z kuchni napływał smakowity zapach szynki z patelni. Przetoczył się przez krawędź wersalki. Wymacał stopami kapcie. — Ajem barbie girl — zanucił za trzeszczącym głośniczkiem, tekst męczonego w koło hiciora. Zawlókł do łazienki. Niechętnie rozpoczął nowy dzień. Co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro. Niestety, właśnie nadeszło. Zerkając na plan, wrzucał do opróżnionego plecaka zestaw potrzebnych szpargałów. Dwa niemieckie z rana na „miły” początek. „Themen neu” odziedziczył po bracie. Nawet w dobrym stanie, mało gryzmołów, nałożona okładeczka, część ćwiczeń rozwiązana ołówkiem. Biologia, dajcie żyć. Religia, polski i matma. Zszedł do piwnicy. Potrzebne szpargały obejmowały również coś wytrzymałego i twardego. Wahał się między toporkiem, używanym najczęściej do ciosania pniaka choinki pod statyw, ojcowskim bagnetem i składaną łopatką piechoty. Wybrał ostatnią, po złożeniu pod 90 mogła robić za kilof lub otwieracz czaszek, a gdyby kto pytał, przecież, że po szkole szedł pomóc na działce, groby przed świętami odchwaścić, czy koledze skarbów w ziemi szukać, obojętnie. Stwierdził, że jak dożyje starości, nie omieszka tradycjnie rzucać młodym pokoleniom, że gówno wiedzą o życiu. Gdy do szkoły chodził, dzień w dzień składał oklep cyganom i przebijał przez zastępy zombie. Dotarł bez przeszkód. Orzeźwiającej, chłodnej siąpaniny do nich nie zaliczał. Nie zabrał parsola, parasole były dla staruchów. Kaptur, nieprzemakalne buty i uwielbienie dla jesieni, nocy i deszczu, nadawały światu barw. Ciemnych, czyli najlepszych. W szkole unikał kontaktu z namaszczonymi. Z dystansu pokątnie upewnił się, czy wszyscy dotarli? Magda się nie pojawiła. Wczorajszy ideał, by skruszyć twarde serca policmajstrów. Jak każdy ideał równie nieuchwytny. Co jeśli mieli córki w podobnym wieku? Może dla nich zamieniali gumowe pały i kajdanki w różyk? Przysiadali na herbatkowych spotkaniach, wciskając się w przymaławe krzesła, mając misia za sąsiada. A nikt nie krzywdzi księżniczek tatusiów, w sposób bezpośredni, czy tam hipotetyczny. W try miga zrobiliby taką obławę, że każdy sokołowski ortalion przebrałby się w gajer. Reakcja, której metal-satanista mógł tylko pozazdrościć, choćby nie wiadomo jak mizernie wyglądał i z ilu ran broczył. Wozy transmisyjne olał. Nie był osobą mogącą z łatwością poruszyć opinię publiczną. Zaobserwował, że nikt inny również się nie kwapił. Może powinien rozdziawić im paszcze i napchać Mentosami, to by weszli w tryb „Freshmaker" i wreszcie coś ugrali. Sen wciąż za nim chodził. Tak realistyczny, że chciałby złapać Daniela za fraki i wytrząsnąć, w której piwnicy trzyma automat z Jugosławi? Znając typa, mógłby. I granaty, granaty też musiały być od niego. Powstrzymywał się, by nie patrzeć na Skorupskiego nachalnie, wnikliwie i podejrzliwie, jakby chciał zajrzeć w jego duszę. Bez powodzenia.
  • Kroczący we Wichrze

    6
    0 Głosy
    6 Posty
    141 Wyświetlenia
    SznycloveS
    Wprowadzony do poczekalni przez ochroniarza Miles rozejrzał się z zaciekawieniem po pomieszczeniu, ściągając uprzednio kapelusz dla zachowania kultury osobistej. Mężczyzna nieszczególnie miał okazję podziwiać, czy nawet przebywać w budynkach federalnych, miał więc doskonałą okazję chłonąć całą ich wyższość i powagę. Uśmiechnął się pod nosem i kiwnął sam do siebie z uznaniem, doceniając symetrykę układu drzwi z poszczególnymi meblami i dekoracjami. Zerknął jeszcze z przyzwyczajenia na sufit, który to za sprawą ornamentacji potrafił być najbardziej zaskakującym elementem architektury wnętrz, ale fotografowi pozostawił jedynie gorzkie poczucie rozczarowania. Być może jednak funkcjonalność i surowość była tym, czego powinien się spodziewać w podobnym miejscu. Zbliżył się do grupki osób czekających przy tych samych drzwiach, które wcześniej wskazał mu jeden z niezwykle poważnych ochroniarzy. Tak się akurat złożyło, że Miles zdążył dołączyć do grupy indywiduów akurat w momencie wymiany krótkich uprzejmości. -Miles Carson, fotoreporter z Arkham w Massachusetts, miło państwa poznać. Zakładam że czekamy na to samo spotkanie? - przedstawił się kulturalnie z wyraźną ekscytacją i pozytywną energią wyczuwalną w głosie, być może nieco kontrastującą z aurą otoczenia. Mężczyzna około trzydziestki o dość łagodnej urodzie, którego z łatwością można by ocenić na co najmniej pięć lat młodszego. Twarz starannie ogolona i gładka, średniej długości proste, brązowe włosy elegancko zaczesane do tyłu i utrwalone pomadą ze wsparciem noszonego jeszcze kapelusza. Miał na sobie długi, ciemnobrązowy, wełniany płaszcz za kolana, garniturowe spodnie oraz skórzane, garniturowe buty. Był to ten najdroższy zestaw odzieży, jaki Miles zdołał wygrzebać ze swojej szafy, wykorzystywany przede wszystkim na wszelkie biznesowe spotkania wyższej wagi. Nawet jeśli wielu mogłoby określić jego wizerunek jako dość typowy i przeciętny, nie można było oprzeć się przekonaniu, że w sposobie bycia mężczyzny było coś interesującego i przyciągającego. Wymienił pewne, ciepłe i przyjacielskie spojrzenie wraz z energicznym uściskiem dłoni z każdą osobą, Zatrzymał swoją uwagę na ułamek sekundy przy Alice, przyglądając się jej twarzy uważnie i intensywnie nad czymś myśląc. Nie był w stanie stwierdzić dlaczego, ale twarz tej kobiety wydawała mu się bardzo znajoma. -Przepraszam, czy my się przypadkiem nie znamy? - zapytał z zaciekawieniem, ale odpowiedź musiała zapewne poczekać na odpowiedni moment, bowiem właśnie w tym momencie postanowiono zaprosić wszystkich do środka… Miles nie do końca wiedział czego mógł spodziewać się po samym spotkaniu, choć wszelkie dotychczasowe znaki mogły dawać już pewne sugestie. Czy można było jednak w pełni przygotować się do spotkań na poziomie federalnym, nie będąc w zasadzie nikim w jakikolwiek sposób powiązanym z rządowym światem? Rozmowy w różnych grupach społecznych i na różnych szczeblach miały swoje specyficzne zasady i panujący klimat. W tym przypadku najbardziej odczuwalną cechą, z jaką spotkał się Carson, była wszechobecna śmiertelna powaga i drętwość. Mężczyzna odnosił wrażenie, że wszelkie jego interpersonalne umiejętności w tym momencie zderzyłyby się z bardzo grubym i twardym murem, a nawet mogłyby niebezpiecznie zrykoszetować z powrotem w jego stronę. W szczególności, kiedy jeden z ich rozmówców wypinał dumnie pierś z co najmniej tuzinem imponujących odznaczeń. Fotoreporterowi nie pozostało nic innego, jak tylko zaakceptować zasady panującej tutaj społecznej gry i się do nich dostosować. Miał mimo wszystko na uwadze swoje prywatne cele i nie zamierzał zawieść zaufania szanownego grona pracodawców. Wysłuchał z uwagą informacji przedstawionych im przez wysoko postawionych mężczyzn, po czym wraz z zebranymi tutaj członkami nowej ekspedycji dołączył się do rzetelnego przeglądania przygotowanych odgórnie materiałów dowodowych. Trudno było nie zgodzić się z panią profesor w kwestiach “czystego spojrzenia na sprawę” w momencie, kiedy pewne sugestie i hipotezy zostały wstępnie przez komisję przedstawione. Miles jednak nie należał do grona akademickich wyjadaczy i nie byłby w stanie naukowo podejść do wytknięcia wszelkich nieścisłości z zebranych informacji tak jak to zrobiła profesor Alice. Było mu raczej bliżej do spojrzenia na sprawę z perspektywy przeciętnego zjadacza chleba o pospolitym intelekcie, ale dość konkretnym fachu. -Dziękuję. - rzucił spokojnie odbierając przekazywane mu zdjęcia z wyprawy, na których zawiesił oko nieco dłużej z nieukrywanym zainteresowaniem. -Fachowa robota, mogę państwa zapytać kto był autorem? - zwrócił się bezpośrednio do komisji analizując fotografie dość dokładnie pod kątem technicznym niż artystycznym. Jakość nie budziła wątpliwości, choć Carson był przekonany, że byłby w stanie uchwycić miejsce katastrofy czy konstrukcję z lepszego, lepiej oddającego powagę sytuacji, kąta. Przyłożył dłoń do brody i pomasował ją w zamyśleniu, przekazując zdjęcia dalej i odbierając następnie telegramy i dokumenty, z których treścią dokładnie się zapoznał. Same dokumenty nie budziły w nim jakichkolwiek wątpliwości, sprawiały wrażenie dość typowego dla podobnej wyprawy raportu. Inaczej sprawa miała się natomiast co do samych telegramów, z których dało się wyłapać pewną nieścisłość w formułowaniu komunikatów. Gdyby tylko dać się ponieść wyobraźni, można by wysnuć z ich treści dość mroczną konkluzję, zapewne jednak odpowiedź była o wiele prostsza niż ta, którą mógłby podsuwać nazbyt fantazjujący umysł. -Pozwolę sobie jeszcze zwrócić państwa uwagę na zdjęcie konstrukcji. Zdjęcia mają to do siebie, że mogą w dość zmyślny sposób fałszować rzeczywisty obraz. Nie wchodząc w techniczne sprawy, otóż ta konstrukcja prawdopodobnie jest większa niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Mało tego, prawdopodobnie rozciąga się dalej pod lodem, a może i nawet pod ziemią, co by zresztą potwierdzały wzmianki o “dolnym poziomie”. Myślę że spokojnie można założyć, że to raptem niewielka część większej struktury ukrytej pod warstwą lodu. Niestety i dla mnie wygląda dość obco, nie przypomina znanych mi kultur, ani nie potrafię ocenić jej pierwotnej funkcji. - przedstawił spokojnie Miles, wodząc palcem po zdjęciu odkrytej konstrukcji, starając się zobrazować jej potencjalny ogrom. -Co zaś tyczyłoby się telegramów… Prawdę mówiąc, treść ostatniego telegramu ma zgoła inny charakter. Nie ma tu już mowy o sprzęcie czy o niedysponowanych członkach, wręcz jasno napisano że nie oczekują dalszych instrukcji. Proszę wybaczyć śmiałość mojego pytania, ale czy mają państwo pewność, że mieszkańcy Barrow nie podchodzą agresywnie do tej ekspedycji? Możliwe że ostatnia wiadomość została wysłana przez inną osobę, stąd jej odmienny charakter, natomiast dobrze by było wiedzieć z jakim powitaniem i odbiorem możemy zetknąć się na miejscu. Sami państwo rozumieją, to kwestia też i naszego bezpieczeństwa, a sam szanowny tutaj… - zerknął ukradkiem na jedną z plakietek z imieniem ustawioną przy dość groźnym mężczyźnie - …pan pułkownik Hargrove, zapewne znalazłby odpowiednie wojskowe określenie na zachowanie wśród podwładnych podobne do tego, jakie przedstawiono w ostatnim zdaniu ostatniego telegramu. Dezercja. Obecność wojskowego absolutnie nie była na tym spotkaniu przypadkowa, a Miles z pełnią swojego wścibskiego charakteru wolał się upewnić z jakim nastawieniem przywitają ich lokalni mieszkańcy, nim zdarzy mu się węszyć tam gdzie nie trzeba.
  • [Monster of Week] Kraina zmierzchu

    157
    1 Głosy
    157 Posty
    5k Wyświetlenia
    BrilchanB
    Śruba wiedział że czytanie tych artykułów na feminotece kiedyś się przyda! // - O to! TO! Szefowa ma rację drogie Panie chętnie bym go dla was sparaliżował ale to nie chodzi o moją męską szowinistyczną satysfakcję i pragnienie przemocy tu chodzi o WASZĄ satysfakcję proszę powiedzieć czego pragniecie jako zadośćuczynienie a ja to na tym dziadzie wymuszę bo przynosi wstyd facetom. Wolałbym go nie zabijać ani nie robić permanentnej krzywdy bo to ciężej ukryć przed policja... - Powiedział następnie spojrzal na faceta jakby był gównem które przylepiło się do drogiego buta sportowego ... - Ale dam się przekonać jeżeli NAPRAWDĘ tego pragniecie - dokończył złowróżbnie. Zupełnie do niczego nie pasujące rozważania teololo Sebixa! Spojrzał się na modlącego Adama jak na wariata // - Czemu akurat katolicyzm? Skoro wiemy że istnieją potwory i wampiry czy inne monstra to może rodzimowierstwo, byłoby lepsze ? Chociaż to raczej zabawa w archeologię i poezje bo Mieszko Zdrajca wybił swoich w zamian za państwo choć wielkiego wyboru to on nie miał... Hindusów szanuje ale jakoś nie przemawia do mnie ich menażeria kiedyś byłem wierzącym katolikiem ale jak stałem się, młodocianym łobuzem zaczęło się rozjeżdżać z moimi doświadczeniami życiowymi większość kiboli jest prawicowych więc udawałem - Wzruszył ramionami. // - Zastanawiam się czy mimo wszystko nie zacząć modlić się do Mykosz jak do Magna Mother może do jakiegoś bóstwa wojowników albo starogreckich a może warto stworzyć własnych ? Mógłbyś się modlić do ducha wielkiego wilka ziomuś ? - Podpowiedział Adamowi. W sumie to sytuacja, nie pasowała na dyskusje teologiczne ale może dzięki temu wyglądał na jeszcze większego wariata ?
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]

    sercetajgi zew cthulhu
    149
    2
    3 Głosy
    149 Posty
    6k Wyświetlenia
    AgnesA
    Violet miała wrażenie, że Jokohama zmieniła się diametralnie odkąd odwiedzili madame. Prawda jednak była całkiem inna - to Violet, korzystając z maski, postrzegała świat zupełnie inaczej. To co wcześniej wydawało skomplikowane i niezrozumiałe, jakby wpadło na swoje miejsce w układance. Ignorowała przebąkiwania Eleonory i Waltera, że powinna zwrócić własność madame. Zresztą problem nieco łagodził fakt, że inżynier przekonał madame do dołączenia do ekspedycji. Korzystając z maski, zanim ktoś stanowczo każe ją oddać, Violet wyruszyła na poszukiwania części do pojazdu. Szyldy i nazwy ulic dzięki artefaktowi nie miały już przed nią tajemnic. Poza tym niewątpliwie dopisywało jej szczęście. Udało jej się znaleźć opuszczony magazyn, a w nim części potrzebne do zbudowania pojazdu, którym planowali przemierzać tajgę. Z pomocą pałkarzy spakowali je na statek, gdzie będą mieli dość czasu, by rozpocząć pracę nad budową wehikułu. Cóż, to chyba całkiem dobre zastosowanie maski w porównaniu z tym, jak mogłaby jej użyć nie stroniąca od alkoholu i flirtu właścicielka, a już tym bardziej w porównaniu z tym, do czego mógłby chcieć jej użyć Tanaka - Violet wzdrygnęła się na samą myśl. A jednak coś nie dawało jej spokoju. Wiedziała, że Eleonora i Walter nie pochwalają tego, że zabrała maskę. Prędzej czy później przypomną madame to, co przyćmił nadmiar trunków. Niepokoiło ją też smutne spojrzenie Johna. Była niemal pewna, że on również potepiłby jej czyn, dlatego bała się opowiedzieć mu, co wydarzyło się na bankiecie. Mimo to przyglądał się jej z uwagą, jakby przejrzał jej tajemnicę. Violet czuła nieprzyjemny ucisk w żołądku na myśl, że domyśla się, co zrobiła. Jakby bała się, że... go rozczaruje?
  • Miasto, Mgła, Machina (Mistborn Era 2/Fae)

    2
    1 Głosy
    2 Posty
    115 Wyświetlenia
    GurenG
    Przy stole Newmanów Stacey Newman westchnęła w duchu. Jej rodzina była taka... chaotycznie prostoduszna. W sumie czego powinna się spodziewać? Bogactwo Newmanów było całkiem świeże i nieoczekiwane, za mało czasu, żeby starsze pokolenie przyswoiło sobie klasę szlachty. Dziewczynie jednak trudno było nie czuć żalu, że nie rozumieją na równi z nią potrzeby wysiłku, żeby wypaść na człowieka z klasą... Dziadek Matthew mógł być nestorem rodu, ale też największym tępakiem ze zgromadzonym- za dumny żeby zauważyć własne ograniczenie, za duże przeświadczenie o własnym sprycie. Ale ilu Skaa nawet jakby znalazł w sobie Allomacę pomyślałby jakby się na tym wzbogacić? Tak Dziadek Mathew miał na tyle buty, żeby wykorzystać zdolności do wzbogacenia się jako Poszukiwacz - wyczuwał, która działka kryła metale. Stacey najbardziej ceniła w nim tę ambicję, bawet podzielała jego plany w zdobycie tytułu szlacheckiego. Chociaż tylko bogowie wiedzieli na ile wystarczył jej własny spryt, a na ile na swoje szczęście była Uspokajaczką, żeby urabiać durnego zgreda. I ukryć jak bardzo nim gardziła. Jak dzisiaj może jednak by tak trochę pobudzić u starego debila -Ale Dziadziu, jeślibym została za szybko wdową po Landelu Hastingsu jeszcze by zepsuło planowanie mariażu dla reszty rodzeństwa. Stare rody lubią vendetę, a Terrisanie wszędzie szukają duchowych znaków i zabobonów. Przy takim połączeniu jeszcze rodzice Hastinga zrobią nam na złość złą reklamę. Spuściła oczy, żeby wydać się smutniejszą i bardziej przejętą. To wystarczy czy jeszcze dotknąć uczuć starego dziada, żeby wzbudzić w nim większą sympatię dla Stacey? Propozycja (nie)przyzwoitki Uspokajaczka przymknęła oczy, żeby ukryć irytację. Jej rodzina była prostoduszna i chaotyczna. Stephanie miała wręcz subtelność młotka, przebieranie się za chłopaka było wielce w jej stylu. -Wybieram się tylko na spotkanie z Miriam. Będziesz się tylko z nami nudziła, a ja i tak będę w przyzwoitym towarzystwie. Bardzo. Spróbowała dotknąć w zdrowy rozsądek siostry, żeby odwlec ją od tego durnego pomysłu. Tylko brakowało, żeby smarkula zepsuła jej randkę z Artemem Wanre. Może i nie miał tytułu, ale miał klasę, inteligencję i był całkiem przystojny jako aktor. Bardzo przyjemne towarzystwo, które wzbudzało zazdrość otoczenia. ||4d6+ Allomacja (bez palenia)= (4,3,3,5)+3=(0+0+0+1)+3=1+3=4 Great||