Przejdź do treści

Rozgrywka

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem rozgrywka-inne@forum.rolltelling.pl

  • Miasto, Mgła, Machina

    63
    1 Głosy
    63 Posty
    782 Wyświetlenia
    slann22S
    Rozmowa z siostrą i posterunkowym - Ale ja nie znam żadnych przewodników, to było kilka lat temu opuszczaliśmy kraj i byłem wtedy dzieciakiem… Bardzo mi przykro że nie mogę pomóc… - Spuścił wzrok zarumieniony, a Stephanie Przewróciła oczami i powiedziała. *- Ona cię podrywa i to nachalnie! Gdybym była donosicielką co bym komuś o tym powiedziała, ale nie skarżę na swoich! * Starsza Konstabl i pies - To rzeczywiście może być problem, Chociaż podejrzewam że ta dziewczyna ci pomoże… Mogę też poprosić naszego znajomego, abym miał na ciebie… Nie powiem oko bo to byłoby chyba trochę obraźliwe wobec niego.- Powiedziała Marasi Poranek Vinona cała i zaczęła przyglądać się Światłu padającemu przez okno, a potem Powiedziała - U nas światło zabija… Przepala ci skórę, i nawet Jak uciekniesz to możesz chorować… Metal pod stopami jest wtedy tak gorący, że ciało odchodzi od kości… Tu jest strasznie dziwnie!!- Śniadanie Vinona Popatrzyła na Stacey zaskoczona i powiedziała. - Ona w każdej jedzenie przypomina taką notatkę… Głównie jemy brązową pastę, albo szarą, Jak ktoś masz częściej to dostaje czerwoną lub czarną, a już najlepsza jest zielona pasta!- - Może ona rzeczywiście przebywała w jakimś przytułku… - powiedziała cicho Kate Newman. *- Ja oczywiście też się udam do tego księcia, w końcu to będzie mój pierwszy bal!- * Powiedziała Stephanie szczerząc się przebiegle. - Oh to miły córeczko, jeszcze wreszcie masz jakieś Kubicy zainteresowania!- powiedziała jej matka, a Stephanie Prychnęła. - A co jest nie kobiecego We wspieraniu postępu na wszystkich możliwych szczeblach życia?- Po poranku Miriam uśmiechnęła się i powiedziała. - To dobrze, że się w nim nie przejmujesz, osobiście Zawsze uważałam że jego jedyną zaletą, tak zwaną zaletą, było nazwisko… Ja z bratem wybieram się Na ten bal u jakiegoś dziwnego księcia, pewnie z południa kotliny… - Wtedy do salonu weszła Kobieta po czterdziestce, ich nowa i znakomita kucharka. *- Cześć! Czy chciałby panienki spróbować moich nowych pasztecików? Z głuszca! A tak w ogóle to jestem Izumi Curtis, wasza nowa kucharka…- * Powiedziała potrząsając dłonią Miriam i Stacey
  • [Horror] Gruzy przeszłości

    horror własny stranger things nastolatkowie
    107
    9 Głosy
    107 Posty
    3k Wyświetlenia
    CaiC
    [image: MP100.png] Mikołaj Pogorzelski — Może być przypadkiem — Mikołaj się odniósł do słów koleżanki. — Jeżeli nie panują nad tym co wygrzebali. — Słyszeliście o Ahnenerbe? — zagaił, chcąc urozmaicić monotonną drogę pośród wąskich uliczek ściśniętych pnącymi się ścianami kamienic. W towarzystwie pogrążonych w myślach, zasępionych twarzy. — Oddziały pod wodzą Himmlera. Od parapsychologii. Okultystycznego gówna. Się kojarzą, nie? Nie czekał na potwierdzenie. Pewnie, że się kojarzyły. Ślepiec by nie dostrzegł. Oddawał się układaniu intelektualnych klocków. Nie miał kompletu w zestawie, to i krąg ze Stonehenge chwiał się niedomknięty. Widać lubił snuć teorie. Zabijały czas, stymulowały mózg. — W czasie wojny, przewaga za wszelką cenę — rozkminiał, idąc za wątkiem. — Znaczy znaleziona za późno. Teraz po zbóju. Osobista potęga, chyba że wskrzeszenie trzeciej rzeszy i zombie Adiego. Minęli chawirę Pauliny, pobłądzili jeszcze aż ukazał się kolejny ropny pryszcz na mapie Sokołowa. Gniazda patologii rozprzestrzeniały się szybciej niż trąd. Nie zazdrościł Alicji rodzeństwa. Doceniał, że żyjąc w tym bagnie, nie dała się wciągnąć i nie łoi z nimi na schodach. Twarz Pogorzelskiego stężała na widok zapijaczonych ryjów. Przeczuwał zakończenie. Doświadczenie podszeptywało. Po tym jak zaczęli wyrzucać z siebie mądrości, pewność ścisnęła go wokół przepony. Był jak lustro. Prezentowaną agresję kumulował i odbijał zogniskowaną w miejsca, które bolały. Tętno podskoczyło. Oddech przyspieszył. Rozszerzone źrenice przeskakiwały po źródłach zagrożenia. Stojąc w rozkroku bezwiednie balansował na lekko ugiętych nogach. Butelka, tulipan, rzut. Czterej, więksi. Nachlani, gorsza reakcja, równowaga. Mózg radził uciekaj, serce kusiło walcz - czas oczyścić "Gotham". Kątem pola widzenia złapał Poganina. Blondas się zawziął jak Gandalf na moście z Balrogiem. Wbił chorągiew, ogłaszając zajmowany grunt swoim królestwem. Paulina zasłoniła koleżanki i nawet cieszył się, że ma przeciwko sobie dresów, a nie wściekłą osę. Gotową żądlić i wydrapywać oczy, wszystko by chronić rój i królową. Z dwóch opcji jedna została wykopana jak “Sokół” Sokołów z szans na IV ligę. Nie ustępowali. Chłopak wsunął palce w kastet. Ustawił się przed Krzychem. Miał większe szanse na przytankowanie, tak sądził. Dając magowi ze szkoły w "Gacie Starej", więcej czasu na ułożenie zboczonego zaklęcia. Uniósł gardę. Wypuścił powietrze, oczyszczając umysł z rozpraszaczy. Instynkt. Pamięć mięśniowa wyuczonych odruchów. Rozluźnił się. Sprężysta szybkości kobry. Czekać na atak. Lepiej wyglądało na psiarni. Obrona własna. Spłakane prawilne dresy pierwsze leciały się rozpruć. Uwaga na cep prawą. Zawsze zaczynają cepem. Szykował się na zejście w dół pod ramię i kontrę lewym hakiem w odsłoniętą wątrobę. Podanego z naprężonego w skręcie tułowia ostro jak kebab z “Alibaby”.
  • [Monster of Week] Kraina zmierzchu

    111
    1 Głosy
    111 Posty
    2k Wyświetlenia
    BrilchanB
    // - Aha, rozumiem młoda Panienko a pamiętacie może numer do cioci? Czy muszę zadzwonić do znajomego policjanta żeby podał mi numer do laboratorium ? Mój znajomy policjant jest trochę zajęty opiekuję się dziś jego synkiem, bo jest na randce ale to sytuacja wyjątkowa...- Sebastian starał się być miły dla diablątka.
  • 21 dni Kwarantanny

    41
    3
    4 Głosy
    41 Posty
    757 Wyświetlenia
    GaranilG
    Maksymilian Maksymilian zdążył zejść na dół, akurat w momencie, w którym widział, jak Wiktoria, Michał, oraz dwóch sanitariuszy rozmawiają o czymś, a następnie kierują się w kierunku wind i schodów. I zaczepił go ochroniarz. -Hej, nie masz plakietki?- Zapytał, pokazując mu swoją, dyndającą na smyczy, na jego szyi. Zielona, plastikowa przepustla. -Idź lepiej do tych od Hazmatu i niech cię zbadają i ci dadzą. Ludzie dostają pierdolca na punkcie tego. A jak nie masz, to już w ogóle. Jak jesteś zdrowy, to dadzą ci tę zieloną. Niby nikt nie mówił, że to obowiązkowe, ale nie wiadomo co ludziom do głowy strzeli. Na razie jest paranoja gorsza niż z kaszlem-19. Michał i Wiktoria Czas nikogo nie rozpieszczał. Zwłaszcza w takim miejscu i w takich warunkach. Dwóch postawnych sanitariuszy z zielonymi przepustkami dołączyło do Michała i Wiktoria zaraz po tym, jak Dr. Wójcik odeszła do swoich zajęć, jakiekolwiek by one nie były. Stanęli przed trudnym orzechem do zgryzienia - dwóch potencjalnie zarażonych, którzy umknęli "obławie" i nie stawili się na badanie. Owszem - na podstawie słów epiodemiolożki, nie można było zagwarantować, że oświadczenie "budynek jest bezpieczny" otworzy im jakiekolwiek drzwi, ale odsunięcie potencjalnego wybuchu zarazy, czy to w czasie, czy w ogóle zapobiegnięcie takiemu, brzmiało jak niezgorszy plan. Tak więc na początek ruszyli na 15-ste piętro, aby wpaść do działu księgowości. Zmiana w nastawieniu i zachowaniu ludzi w ciągu zaledwie dwóch dni destabilizacji dotychczasowego porządku, była trudna do zignorowania. Pełne pracy i życia korytarze korporacyjnego molocha, tętniły złowrogą ciszą, miast hałasu. Sygnały telefonów, charakterystyczne kliknięcia klawiatur i zszywaczy, uderzenia pieczątek, biurowy szum przetykany rozmowami - wszystko to zniknęło. Większość drzwi była otwarta, ale biura były w większości puste. Większa część ludzi zgromadziła się na parterze, lub znalazła sobie jakieś spokojne miejsca ukryte przed ludzkim wzrokiem. I to właśnie stanowiło największy problem. Na korytarzach w większości krzątali się raczej spece z działu technicznego, którzy nadal pilnowali sprawności działania budynku. Kierownik techników trzymał swoich ludzi krótko, ale też stał za nimi murem, więc oni odwdzięczali się dokładnie tym samym. Ochoniarze, oraz technicy - dwie najbardziej zgrane ekipy tego biurowego piekła. Dopiero po chwili błądzenia po cichych korytarzach, złapali ludzką aktywność, w jednym z głównych biur. Konkretnie w dziale archiwalnym księgowości. Było tam sporo miejsca, oraz całe sterty dokumentów, które były przechowywane w celach archiwalnych, zgodnie z ustawami typu "Przechowuj dokumenty przez lat X". Na bieżąco sporo dokumentów podlegało digitalizacji, a następnie przeniesieniu do archiwum cyfrowego, a same dokumenty można było wówczas zniszczyć. Tu właśnie znaleźli grupę pracowników biurowych, która to miejsce obrała sobie na kwaterę. I co ciekawe - wszyscy mieli zielone przepustki. [image: 1785950362567-archiwum.png] Regały zostały zsunięte, aby zrobić miejsce na prowizoryczne posłania. Panował swoisty łado-nieład, porządek przetrwalniczy, zgodnie z którym wszystko co zbędne - odsunięto, w myśl zasady "będziemy się martwić później". -A wy tu czego?! - padło głośne pytanie. Jeden z pracowników wystąpił do przodu. najwyraźniej będąc swoistym rzecznikiem całej grupy księgowych. -Nic nie mamy, niczego nie chcemy, na badaniach już byliśmy, mamy zielone bilety. Może byście nam już dali spokój, co?- Bardziej stwierdził, niż zapytał. Najwidoczniej rozpoznał sanitariuszy Dr. Wójcik. W powietrzu zapadła niezręczna cisza.
  • The Walking Dead – Zielona Wyspa

    6
    4 Głosy
    6 Posty
    119 Wyświetlenia
    MarikaM
    Słowa śliskiego Troya Parkera, pełne wzniosłych frazesów o utraconym człowieczeństwie, unosiły się nad polaną niczym dym z dogasającego ogniska, by równie szybko rozwiać się na luizjańskim wietrze. Karen Holloway praktycznie go nie słuchała. Siedziała na dachu starego kampera, wygodnie zapadnięta w brezentowe, składane krzesełko turystyczne, trzeszczące cicho przy każdym jej ruchu. Pogrążonym w żałobie obozowiczom mogła przypominać łypiącą spode łba, zrzędliwą, grubokościstą ciotkę z prowincji. Jej szczotkowate, siwiejące włosy targał wiatr, zaklejone okulary o grubych szkłach odbijały leniwe promienie zachodzącego słońca, a zmechacony, rozpinany sweter o staromodnym fasonie pamiętał znacznie lepsze czasy. Biła od niej nieporadna staroświeckość. Jedynie klasyczny karabin z zamkiem dźwigniowym i celownikiem optycznym, spoczywający pewnie na jej udach, brutalnie burzył to wyobrażenie. Zignorowała rwący ból kolan i pulsowanie w śródstopiu, jednocześnie odcinając się od dramatu rozgrywającego się poniżej. Jej kciuk odruchowo spoczywał tuż przy kurku. Przez butelkowe soczewki z chłodnym profesjonalizmem lustrowała ścianę sosnowego lasu. Kiedy uniosła broń i spojrzała przez lunetę biegową, w jej ruchach nie było nawet śladu starczej ociężałości. Cechowała je wyłącznie płynna, wyćwiczona ekonomia. Powiększenie ustawione na najniższą wartość pozwalało kontrolować szerokie pole widzenia. Karen była gotowa w ułamku sekundy wychwycić każdy nienaturalny kształt kryjący się w leśnej gęstwinie. Z dołu dobiegł płacz małej Ruth — tej samej, za którą Lily oddała życie. Karen drgnęła. Jej szczęka zacisnęła się mocno, a knykcie pobielały na kolbie karabinu. Przez ułamek sekundy przed oczami przemknęła jej twarz innej dziewczynki i tamten obóz na bagnach, który opuściła zaledwie na kilka feralnych godzin... Nigdy więcej. Modlitwy, łzy ani poczucie obowiązku nie powstrzymają szwendaczy. Tym bardziej ludzi znacznie od nich gorszych. Potrafi to zrobić tylko precyzyjny strzał. Nie zamierzała schodzić na dół ani udawać, że wierzy w rzewne słowa o Bogu mającym Lily w swojej opiece. Od dawna jej jedyną religią były żelazne procedury, czysta balistyka i właściwie zabezpieczony perymetr. Dlatego musiała pozostać na posterunku. Kiedy Troy kończył przemowę, wiatr nagle przybrał na sile. Ciśnienie spadło, potęgując duszność, o której wcześniej wspominała Hannah. Karen zmrużyła oczy. Nadciągający huragan mógł okazać się niezwykle uciążliwy, lecz w jej umyśle stanowił zaledwie kolejną zmienną na niekończącym się polu walki, z którą należało sobie po prostu poradzić. Powoli przesunęła lunetę wzdłuż pni drzew, po raz kolejny upewniając się, że strefa pozostaje czysta. Będzie tkwić na tym dachu w milczeniu, niczym czujny pies pasterski, z góry szczerzący kły na ciemność. Dopóki trzymała palec blisko spustu, jej kruche stado miało szansę doczekać kolejnego poranka.
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]

    sercetajgi zew cthulhu
    122
    2
    3 Głosy
    122 Posty
    3k Wyświetlenia
    CyganC
    Walter siedział na łóżku zagubiony w myślach podczas gdy jego towarzyszka tłumaczyła symbole. Zastanawiał się jak Johnowi idą poszukiwania i czy Renowi nic się nie stało. Mógł sprawiać wrażenie trochę chłodnego, ale bardzo polubił prawnika. Przez chwilę też myślał nad sprawdzeniem czy nie pójść do profesora Chance, żeby sprawdzić co u niego, ale w końcu to dorosły mężczyzna, a Walter zasłużył na relaksujący wieczór po koszmarnej podróży statkiem. Kwestia pierwszych dwóch rzędów wydaje się oczywista. - powiedział dalej siedząc na łóżku. Logiczne brzmi, że maska pozwala zyskać umiejętności jakich nam brakuje. Zapewne teatralnych, skoro na samym końcu jest zapisany symbol teatru. Można byłoby założyć, że jest to jakaś legenda, którą maska zyskała podczas jej używania. Wiecie jak coś w stylu, że każdy występ w niej był praktycznie idealny, ale tu pojawia się trzeci rząd. - powiedział po czym wstał i ruszył w stronę maski. - Jeśli przyjmiemy moją teorię z początku, trzeci rząd oznacza zapłacenia za niezwykłe możliwości jakąś ofiarą np. z kozy. Wydaje się to dość logiczne. Kapłani wypożyczają maskę i zyskują obfite dary za rzekome zesłanie talentu, a aktora przepełnia pewność siebie dzięki czemu odgrywa wspaniały spektakl. typowy "cud". - Walter zamachał palcami okazując jaką ściemą jest religia i bóstwa. Jednak można też przyjąć, że maska naprawdę działa i obdarowuje użytkownika zdolnościami. W co wątpię, ale można ją przetestować, jeśli Madame pozwoli. spojrzał na antropolożkę z lekkim uśmieszkiem. Tylko czy któraś z was słyszała o bóstwie podobnym do tej maski lub chociaż jak zazwyczaj wygląda ofiara z krwi? Nie sądzę, że zwyczajnie upuszcza się krew na maskę. Może jest jakiś rytuał lub zapisuję się umiejętność jaką chce się dostać na masce? - Mówiąc to przyglądał się masce w poszukiwaniu jakiejkolwiek wskazówki. - Co powiecie na mały eksperyment? Ja mogę zostać ochotnikiem. - spojrzał na kobiety zatrzymując się na Madame, bo to do niej należała decyzja.
  • [Smoczy Jeźdźcy] Magnum Opus

    94
    1 Głosy
    94 Posty
    1k Wyświetlenia
    slann22S
    Irys pokiwała głową, a potem westchnęła. - Nie lubię zabijać niewinnych ludzi, więc Zgoda postaram się opuścić to miejsce. Jednak posłuchajcie mnie. Jest takie miejsce zwane Martwą Górą, postarajcie się tam udać…. Jest tam pewien sekret, Który musicie zbadać. Ale potem proszę cię, wróć do domu i nie mieszaj się w te sprawy.- I pół Smocza dziewczyna wbiegła w niezgłębione mroki podziemi tego zamku… Farasz zapytała Cynthię. - Wyjaśnisz mi, co się właściwie teraz wydarzyło?- Gdy Cynthia I reszta jej towarzyszy w końcu Wrócili na górę, zobaczyli że jest już po walce Jej mąż podbiegł do niej i uścisnął ją mocno, i zważając na to, że cała jej sukienka jest w Strzelcach i do tego przemoczona krwią ich przeciwników. *- U nas wszyscy cali… - powiedział i wskazał na pozostałych. Theodor tłumaczy coś Natanielowi pokazując swój rapier, Gloria obejmowała siebie samą nadal w szoku po bitwie, a Rufus trzymał jej dłoń na ramieniu. Dzieci jedziec siedziały zbite w grupę obok Ametyst. A Astio stało pod ścianą i Pasowało się przed siebie martwym wzrokiem
  • [A masks a new generation game ]Maski: Czas dumy i uprzedzenia

    94
    2 Głosy
    94 Posty
    2k Wyświetlenia
    BrilchanB
    U Akermanów Dashing Cobalt się nieco zawiesił, zbierając dłuższą chwilę myśli po użyciu mocy SpeedThinking do której nie nawykł //- SPEEDY NIE! Niedobry kotek! Szczurki to przyjaciele nie przekąski! obwąchaj i poliż ale jak kolegów i koleżanki nie jedzonko - Młody Speedster spróbował trenować gepparda na szybko w warunkach polowych. **-//Ja się piszę na SideQuesety chcę żeby SwearRat miał pupilów ** - Oznajmił zdecydowanym tonem.
  • Miasto, Mgła, Machina (Mistborn Era 2/Fae)

    2
    1 Głosy
    2 Posty
    75 Wyświetlenia
    GurenG
    Przy stole Newmanów Stacey Newman westchnęła w duchu. Jej rodzina była taka... chaotycznie prostoduszna. W sumie czego powinna się spodziewać? Bogactwo Newmanów było całkiem świeże i nieoczekiwane, za mało czasu, żeby starsze pokolenie przyswoiło sobie klasę szlachty. Dziewczynie jednak trudno było nie czuć żalu, że nie rozumieją na równi z nią potrzeby wysiłku, żeby wypaść na człowieka z klasą... Dziadek Matthew mógł być nestorem rodu, ale też największym tępakiem ze zgromadzonym- za dumny żeby zauważyć własne ograniczenie, za duże przeświadczenie o własnym sprycie. Ale ilu Skaa nawet jakby znalazł w sobie Allomacę pomyślałby jakby się na tym wzbogacić? Tak Dziadek Mathew miał na tyle buty, żeby wykorzystać zdolności do wzbogacenia się jako Poszukiwacz - wyczuwał, która działka kryła metale. Stacey najbardziej ceniła w nim tę ambicję, bawet podzielała jego plany w zdobycie tytułu szlacheckiego. Chociaż tylko bogowie wiedzieli na ile wystarczył jej własny spryt, a na ile na swoje szczęście była Uspokajaczką, żeby urabiać durnego zgreda. I ukryć jak bardzo nim gardziła. Jak dzisiaj może jednak by tak trochę pobudzić u starego debila -Ale Dziadziu, jeślibym została za szybko wdową po Landelu Hastingsu jeszcze by zepsuło planowanie mariażu dla reszty rodzeństwa. Stare rody lubią vendetę, a Terrisanie wszędzie szukają duchowych znaków i zabobonów. Przy takim połączeniu jeszcze rodzice Hastinga zrobią nam na złość złą reklamę. Spuściła oczy, żeby wydać się smutniejszą i bardziej przejętą. To wystarczy czy jeszcze dotknąć uczuć starego dziada, żeby wzbudzić w nim większą sympatię dla Stacey? Propozycja (nie)przyzwoitki Uspokajaczka przymknęła oczy, żeby ukryć irytację. Jej rodzina była prostoduszna i chaotyczna. Stephanie miała wręcz subtelność młotka, przebieranie się za chłopaka było wielce w jej stylu. -Wybieram się tylko na spotkanie z Miriam. Będziesz się tylko z nami nudziła, a ja i tak będę w przyzwoitym towarzystwie. Bardzo. Spróbowała dotknąć w zdrowy rozsądek siostry, żeby odwlec ją od tego durnego pomysłu. Tylko brakowało, żeby smarkula zepsuła jej randkę z Artemem Wanre. Może i nie miał tytułu, ale miał klasę, inteligencję i był całkiem przystojny jako aktor. Bardzo przyjemne towarzystwo, które wzbudzało zazdrość otoczenia. ||4d6+ Allomacja (bez palenia)= (4,3,3,5)+3=(0+0+0+1)+3=1+3=4 Great||