Przejdź do treści

Rozgrywka

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem rozgrywka-inne@forum.rolltelling.pl

  • [Smoczy Jeźdźcy] Magnum Opus

    64
    1 Głosy
    64 Posty
    792 Wyświetlenia
    slann22S
    Koresz Pokiwała głową i powiedziała w języku migowym. - Wielu ludzi myśli, że byłoby w stanie dużo zyskać na tej wojnie, ale dysponuje wiedzą, która sprawia, że mam świadomość że moi rodacy na niej stracą… Jednak nie jestem pewna, czy to jedyny powód kradzieży tych klejnotów. Musisz pamiętać, że smocze klejnoty są bardzo cenne, a mam wrażenie że coś się dzieje w świecie czarowników, tych, którzy działają w waszych krajach bez sankcji świątyni -
  • Miasto, Mgła, Machina

    29
    1 Głosy
    29 Posty
    285 Wyświetlenia
    slann22S
    Gilbrath Zrobił wielkie oczy Stacey się do niego zwróciła. - Ten tego Jasności, ja jestem tutaj nowy, i to… Konstabl Colms jest tutaj Starsza stopniem! - Powiedział zdezorientowanym tonem, i panna Newman mogła stwierdzić, że posiada bardzo dziwny Akcent. Gdyby nie to, że nie nosi maski, to uznałaby, że musi być jednym z Malwishów… - To znaczy ona jest Podobna do Vin… Wygląda tak jak postać na posągu w parku! - Powiedziała jej siostra skrzyżowawszy ramiona na piersi i przeglądając się wrogo złotowłosemu. Marasi popatrzyła na Stacey z pełną powagą, Nachyliła się nad nią a potem powiedziała ściszonym głosem. - Dziewczyno, nie możesz sobie wybierać z którym z stróżów prawa rozmawiasz, Bo to ja jestem zwierzchniczką Gilbratha, i jego partnerką, a poza tym, ty nawet nie wiesz co się wpakowałaś… Posłuchaj mnie, nie wiem czy to jest naprawdę osoba, o której mówisz, ale możesz ściągnąć na siebie uwagę osób, z którymi niezbyt mądrze byłoby się zadawać, Jeśli na głos powiesz, że znalazłaś Vin… Zrób teraz jak ci każe czyli zabierz ją w jakieś bezpieczne miejsce… Jak wyjdziesz z posterunku zaraz wyślę za tobą Gilbratha, aby was popilnował, a ja postaram się skontaktować z kimś kto będzie wystawił potwierdzić tożsamość dziewczyny. - A potem powiedziała na cały głos, także wszyscy obecni na posterunku byli w to w stanie usłyszeć. - To, że pokłóciłaś się ze swoją dziewczyną, to nie oznacza, że ją zaaresztujemy… - Poprawiła kaptur na twarzy białe włosy, tak, że ta oparła głowę na ramieniu Marasi pochrapując.- Widzisz, już przeprosiła!-*
  • [Horror] Gruzy przeszłości

    horror własny stranger things nastolatkowie
    75
    9 Głosy
    75 Posty
    2k Wyświetlenia
    Arthur FleckA
    [image: MP100.png] [image: 1776761829032-krzysiek-komeda-100.jpg] Mikołaj Pogorzelski & Krzysztof Komeda Krzysiek odprowadził Paulinę i resztę dziewczyn wzrokiem a potem spojrzał na Mikołaja. — Ty naprawdę wierzysz, że ona… Urwał w połowie, widząc jak kolega ociera dłonią krew w nosa. Wyglądał jakby sam za chwilę miał zemdleć. — Ej, co ci jest? — spytał niepewnie — Tylko nie mów, że tobie też zaraz odetnie prąd. Pogorzelski się zawahał. Bał się odwrócić, bał się odsłonić włosy opadające na twarz. Dręczony uporczywą myślą, że powodem porwania mogło być przecież przejawienie tendencji. Byli w niebezpieczeństwie. Miejscem niezwykłych dzieci jest cela w laboratorium. Łoża z pasami, strzykawki i węże. Węże pod skórą. Wolał udawać, że nic się nie wydarzyło. Żałował wypowiedzianych słów. Miał nadzieję, że szybko ulecą z pełnych emocji głów. Chciałby wierzyć, że wszystko to nic ponad. — Halucynacje — przekonywał do kłamstwa również siebie. — Nic, nic, sorry, wszystko gra. Poruszał się jak samochód, któremu zblokowano kierownice. Cegłą przygnieciono pedał gazu. W kierunku przepaści. Na autopilocie, aż zniknął w budynku szkoły. Krzysiek został sam na szkolnym placu. Klapnął na ławce, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała Paulina. Powiedzieć, że dzień zaczął się dziwnie to nic nie powiedzieć. Najpierw nieszczęsny rozpruty habit siostry Faustyny, potem apel dyrektorki, zaginiona Asia, mdlejąca Paulina i Mikołaj gadający od rzeczy. Ta puszczona krew z nosa to nie mógł być przypadek. Tak jak to, że Paulina lewitowała. Nie mógł temu zaprzeczyć, był świadkiem cudu. Albo opętania, nie potrafił rozstrzygnąć. Zresztą, czy to ważne? Jedna z jego koleżanek właśnie zaginęła. Jeszcze rok temu pewnie by poszedł na plebanię zamówić u księdza proboszcza intencję, ale z każdym dniem miał coraz mniej pewności czy Bóg faktycznie słucha modlitw. Nabierał za to przekonania, że wszystko co dobre i złe na tym świecie dzieje się w woli człowieka. Jeśli ktoś skrzywdził Asię, to z pewnością nie diabeł. I jeśli ktoś ją uratuje, to z pewnością nie Jezus. Wstał z ławki i z tą myślą ruszył w kierunku szkoły.
  • 21 dni Kwarantanny

    18
    3
    4 Głosy
    18 Posty
    307 Wyświetlenia
    Arthur FleckA
    Michał czuł się jak duch włóczący się bez celu po szklanym więzieniu. Sieć - jego jedyne okno na świat - milczała. Z uporem maniaka co chwilę odświeżał X-a i Wykop i choć serwisy były zbieraniną foliarzy i antyszczepionkowców o dziwo tym razem nie znalazł żadnego punktu zaczepienia, żadnych faktów ani nawet niepotwierdzonych plotek. Dowiedział się jedynie, że Darpol to nie jedyny budynek w stolicy, który został objęty kwarantanną a służby medyczne zostały postawione w stan najwyższej gotowości. W końcu odpalił Facebooka i to był błąd, kurewski błąd. Ekran wyświetlił mu to, czego bał się najbardziej. Ola z noworodkiem i jej uśmiechnięty mąż, trzymający ją w objęciach. Zdjęcie uderzyło go prosto w splot słoneczny i przypomniało, że jest już tylko wrakiem, bez żadnego powodu by trzymać się na powierzchni. Na odwyku przekonywali go, że najgorsze już za nim. Że ma dopiero trzydzieści osiem lat i wystarczająco dużo czasu, żeby poskładać ten burdel do kupy. Że każdy dzień w trzeźwości to czysta karta. Ale Michał wiedział, że to tylko naiwne pieprzenie dla ludzi, którzy potrzebują tanich pocieszeń. Pod skórą czuł, że nie ma dla niego ratunku i nie czeka go już nic dobrego. Bo wszystko co dobre zdążył już przeżyć a potem to zniszczyć. W głowie usłyszał melodię która będzie mu towarzyszyć już chyba do końca jego dni. Ta dziewczyna, którą miałem Chciała w życiu tylko mnie Teraz z innym jest na stałe Każdy kocha tak jak chce Na chwiejnych nogach pomaszerował prosto do męskiego kibla. Odkręcił kran i przechlapał twarz zimną wodą gapiąc się w lustrze na swoje zmęczone odbicie. Mózg nałogowca zaczął podrzucać mu pomysły. Gdzie w tym biurowcu dyrektorzy trzymają koniak? Na którym piętrze znajdzie piersiówkę w szufladzie biurka? Gdzieś tu musiał być alkohol. Gdziekolwiek. O ile wszystko byłoby prostsze gdyby się po prostu znieczulił, przestał się przejmować i zastanawiać. Niech inni się martwią, on nic nie jest winien światu. Przestań kurwa, przestań. Trzeźwy Michał przebił się przez żałosne podszepty pijaka. Uniósł pięść gotowy wymierzyć cios prosto w taflę lustra, z której gapiła się na niego udręczona dusza, Tantal umierający z pragnienia, uwięziony w piekle trzeźwości. Powstrzymał się w ostatniej chwili. Przetarł papierem mokrą twarz i wrócił na korytarz. Odświeżył X, potem Wykop, potem znów X. Na Facebooka zabrakło mu odwagi. Po czternastej usłyszał komunikat z radiowęzła i zjechał windą na dół. Lobby wyglądało jak mrowisko. Policjanci w maskach i rękawiczkach rozdawali z palet foliówki z jakimś gównianym prowiantem, a korposzczury ustawiali się w coraz dłuższym ogonku. Michał zmarszczył czoło. Zbijanie się w stado na tak małej przestrzeni, kiedy w budynku mógł krążyć nieznany patogen to samobójstwo. Wystarczyło jedno kaszlnięcie w tej kolejce, żeby cała ta prewencja straciła sens. Nie zamierzał do nich dołączać. Ruszył korytarzem w drugą stronę. Stał tam podświetlony automat z przekąskami. Medyk wsadził dłoń do kieszeni kurtki, szukając drobnych. Wygrzebał pognieciony paragon i dwie pięciozłotówki. Wrzucił monetę w wąską szczelinę i wcisnął przycisk z numerem przypisanym do Snickersa. Skoro o alkoholu mógł na razie zapomnieć to chociaż nafaszeruje się cukrem. Sprężyna za szybą drgnęła. Przesunęła batonik do przodu, ten zsunął się z krawędzi, ale zamiast wpaść do podajnika, zaklinował się między szybą a metalową półką. -Co jest kurwa? Uderzył otwartą dłonią w pleksiglas, ale baton ani drgnał. Już miał chwycić automat oburącz i nim szarpnąć kiedy nagle obok niego pojawiła się Wiktoria Wrońska.
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]

    sercetajgi
    89
    2
    3 Głosy
    89 Posty
    2k Wyświetlenia
    GordianG
    JOHN I WALTER Riksze wiozące całą grupę do hotelu ruszają pośpiesznie ulicami Yokohamy. Żadne z was nie doświadczyło nigdy czegoś podobnego. Pojazd ciągnięty przez człowieka wydaje się być czymś pomiędzy taksówką a... wyjątkowo ponurym żartem. Siedząc na niewielkim siedzeniu, podczas gdy przed wami drobnym truchtem biegł ciągnący was mężczyzna, trudno było pozbyć się uczucia niezręczności. Sam i Rosa wyglądali tak, jakby właśnie zobaczyli kogoś, kto rozdeptał małemu dziecku zamek z piasku na plaży. Mruknęli coś o "nieludzkim kapitalizmie" i zdecydowali się iść na pieszo, rzucając gniewne spojrzenia na całą resztę. "Pałkarze" zdawali się jednak nie mieć podobnych rozterek... No ja pierdolę, że te żółtki samochodu na oczy nie widziały, to się domyślałem, ale że ludzi zamiast koni używają... - zarechotał Biggy, rozsiadając się tak, że jego rikszarz aż obejrzał się na niego z niepokojem. U nas z czarnuchami tak powinni zrobić. Przynajmniej do czegoś się przydadzą... Tylko jak cię wywali, to będzie twoja wina - mruknął Franny z pewnym niepokojem. Zamknij japę, Franny, i podziwiaj widoki! - odpowiedział mu beztrosko Biggy. A widoki rzeczywiście były warte uwagi. Im dalej od portu, Yokohama zaczęła coraz bardziej przypominać miejsce, które mogliście sobie wyobrażać, myśląc o Japonii. Nie dało się tego porównać z żadnym amerykańskim miastem. Ulice były wąskie, budynki dość niskie. Właściwie nie było tu budynków wielopiętrowych, o wieżowcach już nie wspominając. Ren opowiadał wam, że tutejsze budownictwo tak wygląda, ponieważ Japonia bardzo często doświadcza trzęsień ziemi. Nad waszymi głowami wisiały pionowe szyldy pokryte znakami, które wydawały się dla was być niczym skomplikowane wzory, jakieś dzieła sztuki. Co kilka przecznic pojawiały się niewielkie kapliczki, bramy torii albo kamienne posążki, zapewne jakichś bóstw, stojące zwyczajnie pomiędzy sklepami i warsztatami. Miasto pachniało inaczej. Nie był to smród benzyny i dymu z fabryk, do którego przywykliście w Kalifornii. Tutaj w powietrzu mieszały się zapachy ryb, gotowanego ryżu, węgla drzewnego, herbaty i czegoś słodkiego, czego żadne z was nie potrafiło nazwać. Co chwilę mijaliście uliczne stragany, na których sprzedawcy przygotowywali jedzenie na oczach klientów, nakładając je z wysokich garnków, z których buchała gęsta para. Gdzieś obok starsza kobieta sprzedawała wachlarze, a kilka metrów dalej mały chłopiec siedział na małym dywaniku na ziemi i naprawiał sandały ludziom, którzy podeszli. Wielu przechodniów odwracało głowy w waszym kierunku. Patrzyli zwłaszcza na Biggy'ego. Trudno było się dziwić - nawet w Ameryce był człowiekiem zwracającym uwagę, ale tutaj... musiał wyglądać zupełnie jak przybysz z innej planety. Zwróciliście uwagę też na to, że było tu niepokojąco dużo ludzi w mundurach. Pojawiali się właściwie wszędzie, niemal na każdej ulicy, idąc w kilkuosobowych grupach. Co prawda nie zachowywali się w żaden sposób agresywnie, ale ich obecność była stała i oczywista. Ludzie reagowali na nich dość odruchowo, bez słowa ustępując im z drogi i kłaniając się nisko. Minęliście również szkołę, do której właśnie szła prowadzona przez starszą kobietę grupka dzieci. Recytowali jakiś wierszyk, a kiedy obok nich pojawiła się grupka żołnierzy, wszyscy natychmiast zesztywnieli. Dla większości z was wyglądało to niewinnie, ale Walter, który był na froncie Wielkiej Wojny i widział już podobne obrazki, przeżył niespodziewane deja vu. W końcu zabudowa zaczęła się zmieniać. Coraz gęściej pojawiały się budynki w stylu zachodnim, z szerokimi oknami, ceglanymi elewacjami i szyldami w języku angielskim, niemieckim i francuskim. No, kurwa, wreszcie cywilizacja! - oznajmił Biggy z ulgą. Powiedział człowiek, który parę chwil temu próbował gwizdnąć ośmiornicę od ulicznego handlarza... - odpowiedział mu Franny. Bo wyglądała zajebiście! - zaśmiał się Biggy. Riksze zwolniły, a przed wami piętrzył się hotel. Dość wysoki jak na tutejsze standardy budynek z jasnej cegły i kamienia wyróżniał się z okolicznej zabudowy. Nad wejściem wisiał elegancki szyld z napisem zarówno po angielsku, jak i po japońsku (dzięki czemu każdy z obecnych zdobywa +k10 japońskiego). Przed drzwiami stał portier w eleganckim i idealnie skrojonym mundurze, który powitał was na wejściu po angielsku. Dzień dobry, mieli państwo rezerwację? - spytał, kłaniając się. Tak, tak... - odpowiedział profesor, grzebiąc w kieszeniach, aż w końcu wyjął z niej małą karteczkę i podał portierowi. Ten spojrzał na nią, kiwnął głową i uśmiechnął się. - Zapraszam - otworzył drzwi. Ja pierdolę... - wydyszał jakby z lekkim niedowierzaniem Biggy, stojąc nadal na środku ulicy. Co? - spytał Franny. Chyba pierwszy raz w życiu będę spał gdzieś, gdzie nie ma szczurów... Jeszcze nie widziałeś pokoju, więc nie ciesz się za szybko - odrzekł Red. Właśnie dlatego powiedziałem "chyba"... Franny prychnął pod nosem. Podobno w takich miejscach dają darmowe ręczniki. Jeśli będą też tutaj, to zabieram dwa... Tylko dwa? - spytał Biggy, z wyczuwalną pewną kpiną w głosie. Nie jestem zachłanny - odpowiedział spokojnie Franny. Przekroczyliście próg hotelu i niemal natychmiast poczuliście się nieswojo: wysoki sufit, polerowana drewniana podłoga, miękki dywan, mosiężne lampki, wiszące lustra, zapach palonej kawy i drogich cygar... Wszystko to wydawało się dla was, prostych ludzi z Kalifornii lub Alaski, czymś jeszcze bardziej egzotycznym, niż sama Japonia. Nawet Sam i Rosa, kiedy was dogonili, wydawali się być mniej pewni siebie, niż zwykle. I oto kolejny przejaw kultury kapitalizmu, lub raczej jej braku. Bogacze opływają w luksusy, popalając cygara, a biedni muszą ciągnąć riksze... - Rosa nie mogła się powstrzymać od komentarza. Razem z Samem i trochę zagubionym Natem stanęli na progu i stwierdzili, że nie spędzą nocy w takim miejscu. Ale to wszystko jest już opłacone! - zdenerwował się Chance. Trudno - odpowiedział stanowczo Sam. - To twój problem, jeśli wolisz wydawać pieniądze na wyzyskiwaczy klasy robotniczej. Ale my nie weźmiemy w tym udziału. Będziemy spać na ulicy lub w noclegowni, gdziekolwiek gdzie nie będziemy przez to wspierać wyzysku. I wyszli. Chance stał przez chwilę w miejscu, wpatrzony w drzwi, którymi trzasnął Sam, ale w końcu wzruszył ramionami. On jeden zresztą zdawał się nie być nijak speszony tym miejscem. Podszedł do recepcji i w kilka minut załatwił formalności. No dobrze, moi drodzy - powiedział wyraźnie ucieszony. - Pokoje są gotowe - odrzekł i przystąpił do rozdawania kluczy. - Wszystkie dwuosobowe. Panienki oczywiście razem, dam im klucze później. Panie Carter, proszę klucz, będzie pan z panem Watanabe, kiedy ten wróci. Pan Murdock... z panem... Frannym? A pan Red z panem Biggym. O nie, kurwa! - wysyczał Biggy. Co "nie"? - zdenerwował się Red. Bo będziesz chrapał! Ja nie chrapię! Jak to, kurwa, nie? Chrapiesz jak silnik tamtego statku! - wyglądali, jakby zaraz mieli się pobić. No dobrze, dobrze, to niech będzie pan Ticky z panem Biggym, a pan Red ze mną. Może być? - starał się uspokoić sytuację Chance. Ci tylko spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami. - Doskonale! No, to rozgośćcie się, odpocznijcie, umyjcie się i nie zapomnijcie o tym, że wieczorem idziemy na przyjęcie! No, a ponieważ udało mi się wynegocjować zwrot za tamtą trójkę - oznajmił z dumą - proponuję, żebyśmy spotkali się za godzinę lub dwie na lunchu. Tu, w hotelowej restauracji. Posiedzimy sobie, zagramy w karty, a wieczorem przyjęcie. A jutro... wrócimy do poszukiwania Nakamury - uśmiechnął się szeroko i odszedł w kierunku pokoju, najwidoczniej przekonany, że właśnie rozwiązał wszystkie problemy. REN Podczas gdy reszta grupy udała się do hotelu lub na zakupy, Ren postanowił na chwilę odłączyć się od pozostałych. W przeciwieństwie do większości towarzyszy nie czuł się tutaj zagubiony, wręcz przeciwnie - po raz pierwszy od lat czuł się jak w domu. Niemniej, Jokohama była nieco inna, niż ją zapamiętał. Z jednej strony pełna dźwięków i zapachów z dzieciństwa, z drugiej - bardziej zatłoczona i nerwowa. Na wielu budynkach wisiały flagi, na ulicach widział mnóstwo żołnierzy. Miasto żyło swoim rytmem, ale oprócz tego było w nim coś jeszcze. Coś nieco bardziej obcego. Najpierw jednak należało się zająć sprawami praktycznymi. Amerykańskie dolary były tutaj użyteczne tylko w określonych miejscach i określonych kręgach. A jeśli grupa miała spędzić w Japonii więcej niż kilka godzin, potrzebowała jenów. A skoro i tak musiał znaleźć kantor, być może przy okazji uda się dowiedzieć czegoś więcej. Profesor Chance najwyraźniej zamierzał szukać Kazuo Nakamury, pokazując jego fotografię przypadkowym przechodniom. Ren podejrzewał, że istnieją skuteczniejsze metody. Poprawił kołnierz płaszcza i ruszył w głąb miasta, pozostawiając za sobą hotel, grupę i ich coraz bardziej chaotyczną ekspedycję. Przed nim rozciągała się Jokohama — ogromna, głośna i pełna ludzi. A gdzieś pośród nich być może znajdował się pierwszy ślad prowadzący do człowieka, którego szukali.
  • [Monster of Week] Kraina zmierzchu

    86
    1 Głosy
    86 Posty
    1k Wyświetlenia
    slann22S
    Mariusza problemy miłosne Mariusz wpatrywał się przez chwilę w Honoratę, położył głowę na blacie, a potem powiedział. - Ja tylko chciałem zarabiać na życie liczeniem, spotkać kogoś miłego kogo sam sobie wybiorę, i jeść codziennie owoce… Czemu wszystko musi być takie trudne! - Potem nagle sobie o czymś przypomniał i popatrzył na Honoratę smutnymi oczami i powiedział. - Udało mi się dowiedzieć gdzie są moje dokumenty, razem ze wszystkimi zabrał je syn Janusza.-* Specjalna misja Adama - Ona jest szalona! - Zawołała Zuzanna I wtedy roztaczając wokół siebie wyładowania elektryczne roomba rzuciła się na wilkołaka. Teraz robimy Ruch specjalny na Tough 10+ Odkurzacz zostaje zniszczony 7-9 Odkurzacz zostaje zniszczony ale Adam otrzymuje dwa obrażenia. 6- Odkurzacz zostaje zniszczony ale Adam otrzymuje dwa obrażenia i wywołuje pożar w mieszkaniu. Magiczna randka Klitka się zaśmiała i potem powiedziała. - Och nie! Jesteś bardzo szarmanckim człowiekiem! Może nie jak rycerz, ale trochę jak Robin Hood! Tylko, że jak ja się upiję, to po prostu mogę na przykład wyjść na dach i zacząć śpiewać piosenkę Gdybym był bogaty! - Wizyta dzieci Nieco przed randką nastał dzień, w którym Dzieci miały nocować u drużyny dzielnych łowców potworów. Przywieziono je o wpół do siódmej, najpierw była to pastor Jane z Żoną. Pastorka uśmiechnęła się do drużyny, ale jej żona, na osobności powiedziała. - Domyślam się, czym się zajmujecie jeśli mojej córce spadnie włosy z głowy to… - Niedługo potem Antoni Mirosławski przyprowadził swojego synka Tomka, przywitał ze swoją koleżanką. Potem dziewczynka pokazała książkę którą przyniosła nazywającą się Sceny z Życia Smoków. - To jest taka książka o smokach, które jedzą zupę ogórkową, jeden z nich gra na saksofonie, I w tym saksofonie mieszkał łysy pies, fioletowy kot i nietoperze! -
  • [A masks a new generation game ]Maski: Czas dumy i uprzedzenia

    74
    2 Głosy
    74 Posty
    1k Wyświetlenia
    KaworuK
    Sewer Rat nie uznał za stosowne komentować zachowania dziadka Dallena - dosyć już mu o tym powiedziano i to, czy w potrafił wysłuchać innych czy też niie było wcale jego problemem. /- Hm... Mógłbym pan przestać się... Wygłupiać? - w jego głosie brzmiało wyraźne powątpiewanie - Nawet jeśli to, co mówi pan o Hawkmenie jest prawda - w co wątpię - to romans z mężczyzną czy inna Włoszka to żaden grzech. Boże, co to za mentalność z XIX wieku?! Cała masa ludzi ma romanse i nie ma o co się oburzać. Chryste, co to za problemy w ogóle?! - Tak, chodźmy do Ackermanów... - dodał. ROLL: 9 (3 + 6) Prove them wrong
  • Ten temat został usunięty!

    1
    0 Głosy
    1 Posty
    15 Wyświetlenia
  • Miasto, Mgła, Machina (Mistborn Era 2/Fae)

    2
    1 Głosy
    2 Posty
    50 Wyświetlenia
    GurenG
    Przy stole Newmanów Stacey Newman westchnęła w duchu. Jej rodzina była taka... chaotycznie prostoduszna. W sumie czego powinna się spodziewać? Bogactwo Newmanów było całkiem świeże i nieoczekiwane, za mało czasu, żeby starsze pokolenie przyswoiło sobie klasę szlachty. Dziewczynie jednak trudno było nie czuć żalu, że nie rozumieją na równi z nią potrzeby wysiłku, żeby wypaść na człowieka z klasą... Dziadek Matthew mógł być nestorem rodu, ale też największym tępakiem ze zgromadzonym- za dumny żeby zauważyć własne ograniczenie, za duże przeświadczenie o własnym sprycie. Ale ilu Skaa nawet jakby znalazł w sobie Allomacę pomyślałby jakby się na tym wzbogacić? Tak Dziadek Mathew miał na tyle buty, żeby wykorzystać zdolności do wzbogacenia się jako Poszukiwacz - wyczuwał, która działka kryła metale. Stacey najbardziej ceniła w nim tę ambicję, bawet podzielała jego plany w zdobycie tytułu szlacheckiego. Chociaż tylko bogowie wiedzieli na ile wystarczył jej własny spryt, a na ile na swoje szczęście była Uspokajaczką, żeby urabiać durnego zgreda. I ukryć jak bardzo nim gardziła. Jak dzisiaj może jednak by tak trochę pobudzić u starego debila -Ale Dziadziu, jeślibym została za szybko wdową po Landelu Hastingsu jeszcze by zepsuło planowanie mariażu dla reszty rodzeństwa. Stare rody lubią vendetę, a Terrisanie wszędzie szukają duchowych znaków i zabobonów. Przy takim połączeniu jeszcze rodzice Hastinga zrobią nam na złość złą reklamę. Spuściła oczy, żeby wydać się smutniejszą i bardziej przejętą. To wystarczy czy jeszcze dotknąć uczuć starego dziada, żeby wzbudzić w nim większą sympatię dla Stacey? Propozycja (nie)przyzwoitki Uspokajaczka przymknęła oczy, żeby ukryć irytację. Jej rodzina była prostoduszna i chaotyczna. Stephanie miała wręcz subtelność młotka, przebieranie się za chłopaka było wielce w jej stylu. -Wybieram się tylko na spotkanie z Miriam. Będziesz się tylko z nami nudziła, a ja i tak będę w przyzwoitym towarzystwie. Bardzo. Spróbowała dotknąć w zdrowy rozsądek siostry, żeby odwlec ją od tego durnego pomysłu. Tylko brakowało, żeby smarkula zepsuła jej randkę z Artemem Wanre. Może i nie miał tytułu, ale miał klasę, inteligencję i był całkiem przystojny jako aktor. Bardzo przyjemne towarzystwo, które wzbudzało zazdrość otoczenia. ||4d6+ Allomacja (bez palenia)= (4,3,3,5)+3=(0+0+0+1)+3=1+3=4 Great||