Przejdź do treści

Rozgrywka

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem rozgrywka-inne@forum.rolltelling.pl

  • [Monster of Week] Kraina zmierzchu

    127
    1 Głosy
    127 Posty
    3k Wyświetlenia
    GurenG
    Rozmowa z fanatyczką Honorata pokazała Adamowi kciuki w górę. Wolała go nie wołać po imieniu- lepiej było nie pokazywać, że zna psa, który ugryzł człowieka, może i jej potencjalną sąsiadkę. Pociągnięto by ją jeszcze do odpowiedzialności jako potencjalnego właściciela. Ale musiała przyznać Klimajeście rację: *-Tak nic tak nie łączy ludzi jak wspólni wrogowie. Biedne psisko, oby nie złapało czegoś od tej złej kobiety! Zadzwoniłaś może po policję? *
  • [A masks a new generation game ]Maski: Czas dumy i uprzedzenia

    112
    2 Głosy
    112 Posty
    3k Wyświetlenia
    slann22S
    Poważne Taco Diana podrapała się po głowie i zaczęła wyjaśniać. - Mówiąc szczerze, to Eddiego nie jestem taka pewna, bo chyba oni zostali jakoś zmodyfikowani przypadkowo… I tak, to był Eryk, No właśnie największy problem jest taki że oni wszyscy ze sobą nie przepadają, co wszystko tylko utrudnia. A to mama Deana to w ogóle wie o wszystkim?! - Kultyści Diana nawet nie chciała rozmawiać tylko poszła do tego który posiadał boomboxa, aby wyrwać mu go z rąk i rozbić od najbliższą twardą powierzchnię. Spoiler Biere Infu
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]

    sercetajgi zew cthulhu
    139
    2
    3 Głosy
    139 Posty
    4k Wyświetlenia
    KetharianK
    Klub yakuzy Reed i jego kompani nie potrzebowali dodatkowej zachęty - słysząc zamierzenie złowrogie słowa trapera natychmiast wzięli nogi za pasy, w drodze do wyjścia strzelając na wszystkie strony oczami. Carter odczekał, aż wszyscy opuszczą lokal i dopiero wówczas przeciął ostrożnym krokiem zadymioną i pełną orientalnych dźwięków przestrzeń klubu w drodze do stolika zajmowanego przez Watanabe. Był świadomy niejednoznacznych spojrzeń innych siedzących przy stoliku mężczyzn, kiedy stanął obok krzesła Reba i z przepraszającą miną pochylił się ku uchu. - Profesor Chance bardzo się martwi pańską nieobecnością, Watanabe-san. @lubesz
  • Miasto, Mgła, Machina

    73
    1 Głosy
    73 Posty
    1k Wyświetlenia
    slann22S
    Rozmowa z starszą Konstabl Marasi westchnęła i powiedziała. *- To ty mnie zaatakowałaś, sugerując to że jestem wredną zołzą bo jestem nieszczęśliwa nie będąc taką jak ty…Nie wymagam od ciebie wiele więcej, ale mam wrażenie, że już jesteś zamieszana w sprawy wykraczające poza nasz świat… * Przyjęcie U Księcia - dziedziniec Arthus Poczerwieniał, a Miriam powiedziała. - Nie jestem pewna osoba ci chodzi, ale na zdrową serem dobra jest zdrowa dieta, a na dłonie taki maści które możesz kupić we Wiosce, No wiesz u Terisian… - - Ja tylko dbam o swoje zdrowie i to mnie tak bardzo jak powinienem.- - Powiedział Arthus. Rozmowa z Hitomi Dziewczyna o oczach kształtu migdałów Zaśmiała się perliście i powiedziała - Och to nie żart! Rozmawiałam już z twoim kuzynem, i nie odmówił, a jestem pewna że na wiele sposobów nasz związek byłby dla niego korzystny… A może by też działał terapeutyczny, to jest bardzo ważne bo inaczej skończę tak jak moja podła siostra…- Bliskie spotkanie Juliesowego stopnia… Pierwsza rzecz, która powinna wzbudzić niepokój u Stacey było To, że im bardziej usiłowała, uspokajać księcia, to tym bardziej czuła, że jej emocje wzbierają. Książę podbiegł do niej, odsunął wachlarz, a potem zawołał ze szczerą radością. - Stasiek! Wielce rada jest moja osoba widząc ciebie tutaj… Co żeś robisz w tym wielce prymitywnym a zacofanym kraju!- - Ale to nie żaden Stasiek, tylko Stacey Newman… - Powiedziała Miriam, a książę pokiwał głową ze zrozumieniem. - Tak więc teraz jesteś Stacey i jesteś Dziewczyną, Co mojej osobie przed twoimi oczyma stojącej jest to absolutnie obojętne… Jestem wielce tolerancyjny wobec osób pośledniejszego rodzaju! - - Ale, że jak teraz jest Dziewczyną… - powiedziała zdezorientowana Miriam… - Tak już teraz jest, i trzeba przyznać, że jest wielce ładna dziewczyną, aczkolwiek dawnego Stażka Moje te dwa oczy nadal w niej widzą… Jak każdy kto potrafi Paczeć - Kilku mężczyzn, to że wcześniej wrócili oczami za nią, teraz potakiwało księciu.
  • [Horror] Gruzy przeszłości

    horror własny stranger things nastolatkowie
    123
    9 Głosy
    123 Posty
    4k Wyświetlenia
    Pan ElfP
    [image: xtCeVz4.png] Alicja Filipowicz Niepotrzebnie tak długo patrzyła przez okno i próbowała coś zdziałać mocą, w którą wciąż trochę powątpiewała. Wyciągnięta ręka i skupienie nic nie wskórały. Istoty przypominające łysych mężczyzn poruszały się dalej do przodu, za cel obierając sobie jej przyjaciół. Ci na całe szczęście zdążyli wbiec do domu i zamknąć za sobą drzwi. Alicja czuła dziwne mrowienie. Coś się działo, coś próbowało zadziałać, ale nie miała nad tym żadnej kontroli. Nie panowała nad tym i kompletnie nie wiedziała, co właściwie robiła. Rano z kubkiem było niechcąco - teraz starała się coś zdziałać celowo i niestety nie działało. Rozbolała ją głowa i zrobiło jej się niedobrze. Chciała cofnąć się od okna, ale zamiast tego oparła się o parapet i zaczerpnęła powietrza. Musiała chwilę odsapnąć. Niedługo później do pokoju Alicji wpadł zaaferowany Krzysiek i nim w ogóle zdążyła jakoś zareagować, zapytać o plan czy dowiedzieć się czegokolwiek, dostrzegła w dole coś, czego miała już nigdy w życiu nie zapomnieć. Najczarniejsza ciemność, pełna pierwotnego zła, patrzyła prosto na nią, ziejąc z oczu jednego z mężczyzn, którego okulary odleciały gdzieś w bok, rzucone magiczną siłą. Zmroziło ją. Całe jej ciało zdrętwiało, niezdolne nawet wydać z siebie okrzyku przerażenia, który ugrzązł w gardle. Chciała uciekać, ale nie mogła. Chciała odwrócić wzrok, ale nie potrafiła. Czuła, że zapada się w tę głęboką ciemność, jak książkowa Alicja w króliczą norę. I być może przepadłaby całkowicie, gdyby nie Krzysiek, który szarpnął za jej ramię, co wyrwało ją z tego przedziwnego, hipnotycznego stanu. Potem rzeczy zadziały się szybko. Alicja, szarpnięta przez Krzyśka, postąpiła kilka kroków w tył. Nie zauważyła jednak leżącego na ziemi Polaroida, który upadł Krzyśkowi kilka chwil wcześniej. Potknęła się i poleciała w tył, zdziwiona tym, co widziała przed sobą. Jednocześnie, kiedy kopnęła lekko aparat, ten pstryknął zdjęcie. Błysnął flesz. I kiedy Alicja upadała boleśnie na tyłek, z Polaroida wychodziło zdjęcie, które na zawsze uwieczniło moment, w którym Krzysztof Komeda sikał przez okno jej pokoju. - Powaliło cię?! - rzuciła do niego, kiedy zbierała się z podłogi. Podniosła Polaroida ojca, a zdjęcie, które się wysunęło, wcisnęła w tylną kieszeń dżinsów. Dopiero później miała się dowiedzieć, co na nim było, bo jak już wstała, stała odwrócona tyłem do Krzyśka, a przodem do wyjścia z pokoju. - Spadamy na dół do reszty! Na dole trwało oblężenie twierdzy. Alicja tylko spojrzała z uniesioną brwią na Mikołaja, który siłował się z meblami. Nie było czasu zastanawiać się, jak to wszystko wytłumaczy ojcu, kiedy ten wróci. O ile jeszcze tu będzie… - Słuchajcie, nie wiem, czy barykadowanie drzwi coś pomoże. Równie dobrze mogą rozbić szybę i wejść oknem. Może zanim wpadną na ten genialny pomysł, to uciekniemy przez garaż mojego ojca?
  • 21 dni Kwarantanny

    58
    3
    4 Głosy
    58 Posty
    1k Wyświetlenia
    MilobM
    Maksymilian „Maks” Kruk [image: 1782306220432-token_1.png] Wspinaczka betonową klatką schodową była monotonną torturą. Maksymilian, przyzwyczajony do wielogodzinnego wiszenia w uprzęży i ciężkiej pracy na wysokościach, miał żelazną kondycję, ale pokonanie blisko ośmiuset stopni w dusznym, odciętym od wentylacji szybie potrafiło zmielić mięśnie. Powietrze gęstniało z każdym piętrem, śmierdząc kurzem, zaschniętym potem i tymi ohydnymi, rozmokłymi w wodzie niedopałkami, które zalegały w kątach. Maks szedł równym, wyuczonym tempem, oszczędzając siły, podczas gdy reszta grupy dosłownie rozpadała się na jego oczach – rzężący z braku tlenu medyk, wypluwający płuca palacz i HR-ówa, która w akcie desperacji pokonywała betonowe stopnie boso. Teraz, gdy wreszcie dotarli pod właściwe drzwi, Maks wykorzystał moment, w którym Wiktoria włączyła swój wyuczony, dyplomatyczny ton, by zrzucić z siebie zmęczenie i ostatecznie wyrównać oddech. Zignorował gładkie słowa płynące z jej ust i skupił się na tym, co umiał najlepiej – na chłodnej ocenie fizycznej przeszkody. Omiatał wzrokiem futrynę, analizując strukturę drzwi. Szukał słabych punktów, odsłoniętych zawiasów czy luzów w zamku, ale szybko ocenił, że sforsowanie tej puszki jego stalowym łomem bez zrobienia potwornego hałasu graniczyło z cudem. Drzwi były pancerne i osadzone wzorowo, istny bunkier w środku biurowca. Skoro wejście siłowe odpadało, musiał kontrolować jedyny słaby punkt tej konstrukcji. Bezszelestnie przysunął się do ściany, stając tuż z boku, na granicy pola widzenia Judasza. Płynnym, wyuczonym ruchem odpiął pałkę od pasa. Zważył ją w dłoni, gotowy w ułamku sekundy wsunąć płaską końcówkę w szczelinę i zablokować metalową zasuwkę, gdyby paranoiczny informatyk nagle postanowił uciąć negocjacje i zatrzasnąć im to okno na świat. Przez chwilę kalkulował nawet, pod jakim kątem musiałby wsunąć dłoń, by w razie odmowy chwycić faceta za ubranie i unieruchomić go przy wizjerze, ale otwór był na to zdecydowanie za mały. Chociaż może.... Maks nie odezwał się ani słowem. Zacisnął palce na rękojeści narzędzia, wtopił się w półmrok korytarza i z napiętymi mięśniami czekał na reakcję Zielińskiego. Pozwolił Wiktorii grać jej kartami, samemu pozostając w gotowości. W końcu to on tutaj będzię musiał odgrywać tego złego policjanta
  • [Smoczy Jeźdźcy] Magnum Opus

    104
    1 Głosy
    104 Posty
    2k Wyświetlenia
    slann22S
    Po bitwie Koresz kiwnęła głową i powiedziała Poprzez swojego towarzysza - To będzie na pewno niezwykłe wydarzenie, To był pierwszy jeździec z naszego królestwa I być może ostatni, a to wszystko może prowadzić do powrotu do dawnych relacji…- W łaźni Astio Przesłuchiwało się jejgo przyjaciółce i powiedziało. *- Może zrobię tak jak mówisz… Ale potem dopadnę wszystkich tych, którzy doprowadzili do jego śmierci… On był…- Zamilkło Na chwilę, i patrzyło się przed siebie dupczeniu, aGloria do jejgo i powiedziała kładą jejmu dłoń na ramieniu. - Dla mnie tak samo walka była Irys… Nie jestem pewna co się z nią stało, ale i tak tego, to dzieją stwierdził, spotka kara.- Noc i poranek Ty wyślij z łaźni dzieci jeszcze nie Spały, a Melisa rysowała… Potem cała trójka Poszła spać, wszystkie przyszły spać z rodzicami szopka Poranek był ponury, Dry przygotował wszystkim śniadanie, a w jego trakcie Melia podała Astio rysunek, na którym był Narysowany wysoki człowiek i nieco mniejsza osoba. - To jesteś ty i pan Temestenes… On jest taki duży, bo tu wszyscy byli bardzo Duzi a on był stąd. Teraz zawsze będzie z tobą! - Astio Uścisnęło rysunek i zaczęło płakać.
  • The Walking Dead – Zielona Wyspa

    6
    4 Głosy
    6 Posty
    168 Wyświetlenia
    MarikaM
    Słowa śliskiego Troya Parkera, pełne wzniosłych frazesów o utraconym człowieczeństwie, unosiły się nad polaną niczym dym z dogasającego ogniska, by równie szybko rozwiać się na luizjańskim wietrze. Karen Holloway praktycznie go nie słuchała. Siedziała na dachu starego kampera, wygodnie zapadnięta w brezentowe, składane krzesełko turystyczne, trzeszczące cicho przy każdym jej ruchu. Pogrążonym w żałobie obozowiczom mogła przypominać łypiącą spode łba, zrzędliwą, grubokościstą ciotkę z prowincji. Jej szczotkowate, siwiejące włosy targał wiatr, zaklejone okulary o grubych szkłach odbijały leniwe promienie zachodzącego słońca, a zmechacony, rozpinany sweter o staromodnym fasonie pamiętał znacznie lepsze czasy. Biła od niej nieporadna staroświeckość. Jedynie klasyczny karabin z zamkiem dźwigniowym i celownikiem optycznym, spoczywający pewnie na jej udach, brutalnie burzył to wyobrażenie. Zignorowała rwący ból kolan i pulsowanie w śródstopiu, jednocześnie odcinając się od dramatu rozgrywającego się poniżej. Jej kciuk odruchowo spoczywał tuż przy kurku. Przez butelkowe soczewki z chłodnym profesjonalizmem lustrowała ścianę sosnowego lasu. Kiedy uniosła broń i spojrzała przez lunetę biegową, w jej ruchach nie było nawet śladu starczej ociężałości. Cechowała je wyłącznie płynna, wyćwiczona ekonomia. Powiększenie ustawione na najniższą wartość pozwalało kontrolować szerokie pole widzenia. Karen była gotowa w ułamku sekundy wychwycić każdy nienaturalny kształt kryjący się w leśnej gęstwinie. Z dołu dobiegł płacz małej Ruth — tej samej, za którą Lily oddała życie. Karen drgnęła. Jej szczęka zacisnęła się mocno, a knykcie pobielały na kolbie karabinu. Przez ułamek sekundy przed oczami przemknęła jej twarz innej dziewczynki i tamten obóz na bagnach, który opuściła zaledwie na kilka feralnych godzin... Nigdy więcej. Modlitwy, łzy ani poczucie obowiązku nie powstrzymają szwendaczy. Tym bardziej ludzi znacznie od nich gorszych. Potrafi to zrobić tylko precyzyjny strzał. Nie zamierzała schodzić na dół ani udawać, że wierzy w rzewne słowa o Bogu mającym Lily w swojej opiece. Od dawna jej jedyną religią były żelazne procedury, czysta balistyka i właściwie zabezpieczony perymetr. Dlatego musiała pozostać na posterunku. Kiedy Troy kończył przemowę, wiatr nagle przybrał na sile. Ciśnienie spadło, potęgując duszność, o której wcześniej wspominała Hannah. Karen zmrużyła oczy. Nadciągający huragan mógł okazać się niezwykle uciążliwy, lecz w jej umyśle stanowił zaledwie kolejną zmienną na niekończącym się polu walki, z którą należało sobie po prostu poradzić. Powoli przesunęła lunetę wzdłuż pni drzew, po raz kolejny upewniając się, że strefa pozostaje czysta. Będzie tkwić na tym dachu w milczeniu, niczym czujny pies pasterski, z góry szczerzący kły na ciemność. Dopóki trzymała palec blisko spustu, jej kruche stado miało szansę doczekać kolejnego poranka.
  • Miasto, Mgła, Machina (Mistborn Era 2/Fae)

    2
    1 Głosy
    2 Posty
    93 Wyświetlenia
    GurenG
    Przy stole Newmanów Stacey Newman westchnęła w duchu. Jej rodzina była taka... chaotycznie prostoduszna. W sumie czego powinna się spodziewać? Bogactwo Newmanów było całkiem świeże i nieoczekiwane, za mało czasu, żeby starsze pokolenie przyswoiło sobie klasę szlachty. Dziewczynie jednak trudno było nie czuć żalu, że nie rozumieją na równi z nią potrzeby wysiłku, żeby wypaść na człowieka z klasą... Dziadek Matthew mógł być nestorem rodu, ale też największym tępakiem ze zgromadzonym- za dumny żeby zauważyć własne ograniczenie, za duże przeświadczenie o własnym sprycie. Ale ilu Skaa nawet jakby znalazł w sobie Allomacę pomyślałby jakby się na tym wzbogacić? Tak Dziadek Mathew miał na tyle buty, żeby wykorzystać zdolności do wzbogacenia się jako Poszukiwacz - wyczuwał, która działka kryła metale. Stacey najbardziej ceniła w nim tę ambicję, bawet podzielała jego plany w zdobycie tytułu szlacheckiego. Chociaż tylko bogowie wiedzieli na ile wystarczył jej własny spryt, a na ile na swoje szczęście była Uspokajaczką, żeby urabiać durnego zgreda. I ukryć jak bardzo nim gardziła. Jak dzisiaj może jednak by tak trochę pobudzić u starego debila -Ale Dziadziu, jeślibym została za szybko wdową po Landelu Hastingsu jeszcze by zepsuło planowanie mariażu dla reszty rodzeństwa. Stare rody lubią vendetę, a Terrisanie wszędzie szukają duchowych znaków i zabobonów. Przy takim połączeniu jeszcze rodzice Hastinga zrobią nam na złość złą reklamę. Spuściła oczy, żeby wydać się smutniejszą i bardziej przejętą. To wystarczy czy jeszcze dotknąć uczuć starego dziada, żeby wzbudzić w nim większą sympatię dla Stacey? Propozycja (nie)przyzwoitki Uspokajaczka przymknęła oczy, żeby ukryć irytację. Jej rodzina była prostoduszna i chaotyczna. Stephanie miała wręcz subtelność młotka, przebieranie się za chłopaka było wielce w jej stylu. -Wybieram się tylko na spotkanie z Miriam. Będziesz się tylko z nami nudziła, a ja i tak będę w przyzwoitym towarzystwie. Bardzo. Spróbowała dotknąć w zdrowy rozsądek siostry, żeby odwlec ją od tego durnego pomysłu. Tylko brakowało, żeby smarkula zepsuła jej randkę z Artemem Wanre. Może i nie miał tytułu, ale miał klasę, inteligencję i był całkiem przystojny jako aktor. Bardzo przyjemne towarzystwo, które wzbudzało zazdrość otoczenia. ||4d6+ Allomacja (bez palenia)= (4,3,3,5)+3=(0+0+0+1)+3=1+3=4 Great||