Maksymilian
Sebastian poprowadził Maksa do palarni, a następnie zamknął za nimi drzwi. Tym razem była to palarnia na parterze.
[image: 1779645955410-9061c6f4-fe7e-4527-8d24-b39d0b5823e2-image.jpeg]
-parszywa sytuacja. Śmierdzi czymś grubszym na kilometr. Wolę palarnię na 25 piętrze. Na parterze ogląda często zagląda w różne miejsca. Im wyżej siedzisz, tym mniejsze ryzyko, że ktoś się zainteresuje tym, ile czasu spędzasz na fajce. Dodatkowo z góry widać więcej. Wiedziałem o tym że będą problemy jakieś 10 minut przed zamknięciem budynku, ale i tak nie zdążyłbym wyjść. Po prostu to nie jest normalne że w naszym kierunku jadzie 6 radiowozów i 2 suki na raz. Ale nie sądzę, żebyśmy mieli tutaj kogokolwiek chorego, a jeżeli już, to raczej nie przenosi się przez wentylację. Stawiam na to gówno z Niemiec. A do Niemiec oczywiście przypłynęło z Hamburgeryki, razem z tym pieprzonym Mercosurem.- Stwierdził Sebastian. Zapalił papierosa i zaciągnął się dymem. Zerknął na spód paczki.
-Eh, 25,50 za paczkę LD czerwonych. Świat oszalał. Obym był fałszywym prorokiem, ale wygląda jakby godziny grania w zombie-survivale miały wreszcie zaowocować. - Stwierdził cynicznie. Zabrzmiał jak rasowy defetysta, który widząc zapaloną świeczkę, przed oczyma ma pożar trawiący pół Warszawy.
-Pamiętaj, nikomu tu nie można ufać. Nie wiadomo kto jest bardziej zakłamany. Korpoludki, ochroniarze, policjanci, urzędnicy czy politycy. Zakład o paczkę fajek, że w ciągu 3 dni sytuacja jeszcze się pogorszy. Przyjmujesz? - Zapytał.
Wiktoria, Karol, Michał
Biuro działu technicznego budynku znajdowało się blisko serca budynku - szybów wind, oraz arterii wentylacyjnych. Samo biuro sprawiało wrażenie wyrwanego z innego świata. Biurka zawalone papierami, ale nie bezeensownymi górami typowych białych kartek i blankiecików. Nie - tu były róznego rodzaju plany budynku, jego poszczególnych pięter, pomieszczeń, części budynku, części technicznych, wyposażenia, oprzyrządowania. W biurze znajdowało się kilka ekspresów do kawy, a puste kubki które "za chwilę miałem umyć" układano w cholerne piramidy i wymyslne konstrukcje, które utrzymywała w kupie fizyka. Regały pod ścianami były wypełnione najróżniejszymi częsciami mechanicznymi i komponentami do napraw. To było miejsce gdzie siedzieli lokalni MacGyverzy budynku. Jeżeli coś się gdzieś zepsuło, ale nie było powiązane z komputerami - to to była rola technicznych. Zepsute krzesło, ułamana noga stołu, niedziałający ekspres do kawy, niedziałająca klimatyzacja, dziura w ścianie, skrzypiące drzwi, złamany klucz w drzwiach, zacięta winda - to tylko kilka rzeczy, za które ci ludzie byli odpowiedzialni.
[image: 1779653037913-content2.png]
-Borkowski kazał sprawdzić, czy wszystko działa jak należy. - Usłyszeli, jak podstarzały technik, najpewniej szef działu, wydaje polecenia młodszym kolegom, wśród tego bałaganu.
[image: 1779653371990-token_1-3.png]
Wrońska kojarzyła Kazimierza Wójcika. Człowiek o krok od emerytury, mający bardzo sztywny kodeks moralny, stawiający na 1 miejscu bezpieczeństwo i szczerość, a na ostatnim papierologię. Z tego też powodu Wójcik trafiał do HRu średnio raz na kwartał lub nawet częściej. Raz nawet próbowali go zwolnić i musieli go potem zatrudnić z 30% podwyżką, bo nikt inny nie dawał rady na tym stanowisku, a budynek zaczął się bez niego sypać. On też pierwszy zauważył trójkę gości.
-Pani Wrońska? Nech zgadnę, Bartek znowu opowiedział jakiś dowcip niewłaściwej osobie i przyszła go pani usłyszeć osobiście? czy może tym razem to ja będę miał jakiś problem?- Zapytał rzeczowo i upił łyk kawy z kubka.
-Napijecie się kawy?- Zapytał, zupełnie jakby 24-godzinna kwarantanna była niczym więcej jak zwykłą środą.