Oj, gry komputerowe, temat rzeka. Są takie gry, które grasz zaledwie raz, a potem do nich nie wracasz. A są też takie, które mają dziwną zdolność do przyciągania gracza raz po raz, który delektuje się graniem w tytuł ograny, doskonale znany i nadal sprawiający frajdę, a niekiedy i potrafiący czymś zaskoczyć po latach.
Factorio - Dobrze, bądźmy fer, jedna z nowszych gier w tym zestawieniu, która zapoczątkowała hype na gatunkiek gier typu "buduj fabrykę". Ogólnie celem gry jest zbudowanie fabryki masowo produkującej wąskie gardła i niedobory surowcowe, aby potem móc naprawiać ją kolejne 200 godzin, porzucić ją i zacząć od nowa. Ewentualnie można zakończyć grę (vanilla) poprzez wystrzelenie w kosmos rakiety, lub z dodatkiem Space Age, budować fabryki w innych miejscach, a potem ukończyć grę docierając na krawędź układu planetarnego.
Taa... a do tego setki przeróżnych modów, możliwość tworzenia bramek logicznych i ludzie tworzący w tej grze działające komputery, podczas gdy ja cieszę się jak uda mi się dobrze zbudować linię kolejową. Generalnie gra miała na tyle mocne przyciąganie, że aż, po kilku setkach gry w Factorio z karaibów, postanowiłem wreszcie je zakupić.
W spojlerze mem na temat. Generalnie 10/10.
Spoiler
[image: 1790753654726-46cc6ed8-53b7-485a-aaed-251d36df9bb2-image.jpeg]
Knight's & Merchant's - DAWAĆ ŻARCIE! DO SZTURMU! K&M to po prostu alternatywa dla Setlersów, która nie zdobyła głębszego uznania i która jest nastawiona na budowę i ekonomię, które są podstawą do tego, żeby w ogóle tworzyć wojsko i się bić. Wyobraźcie sobie frustrację 8, 10, 12, 15 - letniego mnie, kiedy czego bym nie robił, moja osada umiera z głodu po 2 godzinach rozgrywki, bo źle to ogarnąłem, albo co chwila czekam na materiał budowlany, bo jeden kamieniarz to ZAWSZE za mało.
Do tego zacny polski dubbing pochodzący ze złotej ery polskiego dubbingu, przyjemna dla oka grafika, która bardzo dobrze się zestarzała, społeczność gry która nadal żyje, a nawet powstanie KAM Remake - nakładki fanowskiej na grę, wymagającej co prawda dodatku chłopskiej rebelii (działa z wersją karaibską), która dodaje mnóstwo quality of life, możliwość przyspieszania czasu w grze, grę na multiplayer, grupowanie wiadomości, i tak dalej. Sztos, do którego wracam regularnie.
Baldur's Gate i Icewind Dale - obie gry stawiam na jednym miejscu. Baldur's oczywiście bardziej nastawiony na fabułę na Wybrzeżu Mieczy, a Icewind na radosne przeżynanie się przez wrogów w dolinie lodowego wichru. Moje pierwsze zetknięcie z DDkami, ogólnie pierwsze zetknięcie z RPGami w ogóle. I przerwsze próby oszustwa, bo do tych gier szukałem kodów w internecie, kiedy jeszcze był na korbkę.
Ostatnio grałem w Icewinda teamem dwuklasowanym z wojownika i wyobraźcie sobie mój zawód kiedy odkryem, że nie można dwuklasować z wojownika na barda.
Świetny klimat, świetna muzyka, niekiedy świetna frustracja bo trzeba wczytać grę. Nie zmienia to jednak faktu, że kula ognia rozwiązuje większość problemów, czyli klimat DDków zachowany!
Gothic (seria) - jestem głęboko oburzony, że nikt nie wspomniał o Gothicu i przygodach bezimiennego, z błędami, drewnianym serowaniem i grafiką, która paskudnie się zestarzała i którą nadal kocham.
Najlepszy erpeg w jaki kiedykolwiek grałem, wymagający myślenia (masz wpisy w dzienniku i sam sobie radź), kombinowania, i bez prowadzenia za rączkę. Nie mam pojęcia ile razy już w to grałem, ale wracam do gry co jakiś czas, tak go G1 jak i G2 z Nocą Kruka. G III nigdy nie przeszedłem do końca, bo Jest to świetna gra z otwartym światem i beznadziejny Gothic w kategorii własnej gry. O Arcanii nie rozmawiamy i udajemy, że się nie wydarzyła. O Gothic remake nie mam zdania, bo jeszcze nie grałem.
Bezcenny jest dla mnie osobiście klimat górniczej kolonii karnej i to jak wielką wolność mamy w samej grze, pomimo tego że teoretycznie jesteśmy "w więzieniu". Droga od 0 do bohatera, to jest to.
Anno (seria) - Czyń, jako ja czyniłem. Płyń i odkrywaj nowe ziemię, roku pańskiego 1602/1503/1701... Anno to jest seria w którą się grało, już w demo dostarczone przez CD action. I paradoks był taki, że demo było w istocie pełną wersją gry, po prostu pozbawioną scenariuszy fabularnych, ale z trybem gry ciągłej, a tryb gry ciągłej to właściwie wszystko czego ci trzeba.
Dostajesz statek, trochę młotków (pardąsik, narzędzi), drewna, żywności, masz przed sobą archipelag wysp i musisz zbudować kwitnącą osadę z niczego. Uwielbiam city buildery, po prostu mógłbym grać tylko w symulatory sołtysa, aż do znudzenia. Pierwsze anno miało bardzo koślawą mechanikę walki, oraz nie było wcale proste do nauki, ale dawało satysfakcję. Oprawa graficzna była nieco cukierkowa (a potem w 1701 jeszcze bardziej cukierkowa), ale to nie przeszkadzało. I to legendarne "Twoi ludzie głodują!".
Najbardziej nie lubiłem misji typu "tu masz miasto, które jest schrzanione, wyprowadź budżet spod kreski", a niestety w kampanii Anno 1503 było takich misji chyba ze 4.
They Are Billions - Chcesz RTS ale w apokalipsie zombie? prosz. To najlepszy opis tej gry. Poza tym świetne kawałki muzyczne i bardzo przyzwoity RTS, serio.
Jedyne co mnie wku....denerwuje, to fakt, że kampania jest świetna, system progresji w kampanii jest świetny, ale pomimo tego że "odblokowałeś" w drzewku daną technologię, musisz ją każdorazowo od nowa zbadać w każdej kolejnej misji. Poza tym, misje solo bohaterów też są nieco irytujące, a snajperzy są OP.
Chyba ser zagram ponownie.
I to na razie by było tyle.