Przejdź do treści

Hydepark

Luźne rozmowy na tematy wszelakie.

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem hydepark@forum.rolltelling.pl

16 Tematy 327 Posty
  • Gry PC i Inne - Przeceny, darmoszki

    15
    0 Głosy
    15 Posty
    368 Wyświetlenia
    KrakovK
    Gratis, czyli uczciwie: do 9.08 - Moonlighter - Steam do 9.08 - Breathedge - Steam do 13.08 - We Were Here Together - Epic Games Store
  • Dominion of Darkness - mój symulator Mrocznego Władcy/Władczyni

    5
    2 Głosy
    5 Posty
    72 Wyświetlenia
    MikeM
    Ze sto lat nie byłem na larpie A nigdy nie byłem na takim co ludzie się przebierali. Wybrałbym się na coś takiego po edycji (poprawiałem literówki) Wracając przy okazji do gierki, miałem chwilę czasu na zabawę. Fajnie, że podjęte decyzje maja znaczenia dla rozgrywki i zakończenia. No i postacie, które możemy zwerbować są dość ciekawe. W sumie ciekawi mnie czy najpierw rozrysowałeś sobie drzewko decyzji na papierze czy coś w tym stylu?
  • Conan Bibliotekarz

    18
    3 Głosy
    18 Posty
    333 Wyświetlenia
    GladinG
    Czy ktoś czytał przygody Gotreka z serii z Maleneth i może się o nich wypowiedzieć? 4 pierwsze omnibusy, jeszcze z Felixem, mam przeczytane. Poziom tamtych czterech był... różny, częściej słabszy niż lepszy, ale nie odbiegający od czytadeł ze świata D&D. Nie są to książki warte polecenia, ale dla tych, którzy badają świat WH do przeczytania. Aczkolwiek po przeczytaniu tych 4 pierwszych omnibusów nie mam jakiegoś mocnego przekonania, czy chcę kupować kolejny.
  • Gry, które wciągnęły was bez reszty

    17
    4 Głosy
    17 Posty
    261 Wyświetlenia
    SznycloveS
    To może ja też podzielę się grami, które w jakiś sposób mnie fabularnie wciągnęły, przeorały psychicznie, zaciekawiły bądź po prostu wbiły się pozytywnie w pamięć i zostały w moich wspomnieniach na dłużej. Life is Strange - klimat tumblra z lat 2010s oraz pacific northwest wylewa się tam potężnie. Dodatkowo dla mnie jako osoby, która lubuje się w muzycznych klimatach indie, oprawa muzyczna tej gry była dla mnie niespodziewanym prezentem (Jose Gonzales, Syd Matters, Angus & Julia Stone, Alt J, Foals... no i później moja ulubiona Daughter z całym ost do serii Before the Storm). Fabularnie... jest w porządku. Jeden z ciekawszych plot twistów, postaci są całkiem interesujące, dużo storytellingu dzieje się w tle i w przedmiotach interaktwnych. Ogrywam teraz ponownie i ta gra to dla mnie trochę sentymentalny wehikuł czasu. Mafia: The City of Lost Heaven - stara gra z 2002 roku, do której regularnie wracam z dużym sentymentem (dla wybrednych, można odpalić wersję Remake z 2020, jest milsza dla oka i gameplayu). Fabuła opowiada historię taksówkarza Tommy'ego Angelo, który pod wpływem nieszczęśliwego zbiegu wydarzeń staje się członkiem jednej z mafijnej rodziny. Jak się z czasem okazuje, zasady panujące w rodzinie bywają dość okrutne, o czym się przekonujemy w kolejnych misjach. Oprawa muzyczna jest przepiękna, fabuła bardzo filmowa i szczerze - widziałbym ją na wielkim ekranie, gdyby ktoś się za to porządnie wziął. Polecam zagrać chociaż raz, również w dwójkę - serie są pewnym stopniu powiązane. Odradzam jednak Mafię 3, zawiodłem się na niej całkowicie. Baldurs Gate 3 - nie wiem nawet czy jest sens się więcej rozpisywać niż to, co mówiliście wyżej. Wolność opcji dialogowych i decyzji, charyzmatyczni towarzysze z bardzo dobrymi aktorami głosowymi, można przechodzić w co-op, wiele różnych zakończeń. Perełka dzisiejszych czasów, drzazga w oku chciwych korposów - oby więcej podobnie dopracowanych gier z sercem twórców, oby mniej chciwego developmentu nastawionego wyłącznie na zysk z półproduktów nazywanych "pełnymi grami". Divinity Original Sin 2 - w jedynkę nie grałem, dwójka oczywiście polecana. Wciągająca fabuła, mechaniki walki trzeba się nieco nauczyć (i czytać ataki, bo w grze istnieją dwa typy pancerza), ale jest bardzo wynagradzająca. Pamiętam jak z kolegą graliśmy w co-opie i wykorzystywaliśmy feature z umieraniem i wskrzeszaniem, dzięki czemu udało nam się utrzymać bossa w permanentnym zamrożeniu. Polecam serdecznie. Clair Obscur: Expedition 33 - jak pierwszy raz zobaczyłem tę grę na trailerach i gameplayach - wiedziałem że chcę w nią zagrać. Bardzo podobał mi się styl graficzny i połączenie turowych mechanik znanych z jrpg z aktywnym unikaniem/parowaniem. A potem... potem się okazało że to jeszcze ma potężną fabułę, ciekawych towarzyszy/NPC i niesamowitą muzykę. Muzyka dla mnie jest bardzo ważnym elementem gier i tutaj jestem zwyczajnie pełen podziwu nad kompozytorem Lorien Testard. To ile złączył w tej grze różnych muzycznych stylów... wow. Jako gracz kompletnie nie spodziewasz się, jaki banger zaraz wleci - zaskakuje za każdym razem (Monocco theme to był dla mnie chyba największy szok). Persona 5 Royal - zagrałem tylko w tę wersję więc o niej się wypowiem, ale część opinii będzie się aplikowała do pozostałych odsłon (głównie warstwa muzyczna). W necie śmieją się że Persony to tak naprawdę przede wszystkim albumy muzyczne i przy okazji bardzo dobre gry, z czym mogę się zgodzić. Muzyka w Personie to jej jeden z najmocniejszych elementów, tematy muzyczne zapadają w pamięć i zostają na długo. W trakcie grania ich pojawianie się również zaskakuje i (przynajmniej u mnie), maluje wielki uśmiech na twarzy. Nie grałem w choćby Persona 3 Reload czy Persona 4 Golden, ale znam chyba wszystkie utwory, bo są tak dobre. Wracając do 5... Wcielamy się w rolę ucznia japońskiego liceum z pewną skomplikowaną przeszłością, stopniowo poznajemy swoją grupę przyjaciół i cóż... żyjemy sobie jak zwykły nastolatek. Jest jednak druga część rozgrywki charakterystyczna dla serii, gdzie toczy się cała jrpgowa i w dużej mierze fabularna zabawa. Jesteśmy częścią grupy Phantom Thieves of Hearts, samozwańczą grupą nastolatków, incognito walczącą z niesprawiedliwością systemu i świata. Wolna wola i bunt przeciwko niesprawiedliwości to główne motywy tej serii. Nie chcę więcej opowiadać, karty są tu odkrywane stopniowo i zgrabnie spinają się w całość. Seria jest pełna energii, mechanicznie co chwile wprowadza jakieś nowe rozwiązania. Bawiłem się świetnie i pogram w inne części jak znajdę czas! Disco Elysium - och... ta gra mnie psychicznie przeorała. Jest jednocześnie nostalgicznie magiczna oraz obrzydliwie brudna. Nigdy w coś takiego nie grałem i szczerze mówiąc, to jest jedna z tych pozycji, które zostawiły mnie z poczuciem, że nigdy nie dostanę podobnej gry - takie to było unikalne doświadczenie. Bardzo dużo czytania, wymagany jest jakiś wyższy poziom angielskiego żeby czerpać z tej gry w pełni (albo używac regularnie słownika). Można też grać oczywiście po Polsku, ale ja jestem przeciwnikiem polskich wersji językowych do narracyjnie wymagających, zagranicznych gier, bo nie wierzę że przekład będzie dostatecznie dobry. Wracając do samej gry - poznawanie świata oczami detektywa-alkoholika z amnezją jest ciekawe o tyle, że zarówno postać jak i ja (gracz) nie wiemy o co chodzi. Odkrywamy wszystko razem z naszym bohaterem i możemy poczuć jego dezorientacje. Fenomenalne dialogi i postaci, mówiące do nas części naszej psychiki czy ciała i regularnie wchodzące w konflikty między sobą, próbując nam na różny sposób przedstawić jak odbieramy świat. Niesamowity był dla mnie koncept gabinetu myśli, gdzie możemy zinternalizować nowe myśli rzucone nam przez świat, poświęcając trochę czasu i otrzymując z tego tytułu jakieś benefity, kary, albo nic nie otrzymując (bo w końcu nie nad wszystkim trzeba się rozwodzić i nie wszystko trzeba przemyśleć). Gra z początku wydaje się brudna, może odrzucać, możemy czuć niechęć do bohatera i tego świata, ale taka jest rzeczywistość w Revachol. Jak przebrniemy przez początek, potem jest już o wiele przyjemniej, nie tak odrzucająco. No i z pozytywnych kwestii, można powiedzieć że to historia o nadziei, porzuceniu starego bólu i odnalezieniu nowej drogi. Oczywiście jeśli się na to naszemu oficerowi pozwoli. The Walking Dead - uwielbiam serie, przeczytałem komiksy i obejrzałem serial do samego końca (nie wszystkie serie poboczne oglądałem). Mam nostalgię do tej gry, głównie związane z kwestiami kiedy gra wychodziła w formie epizodów i całej otoczki czekania i budowania jakichś teorii. Pierwszy "sezon" ikoniczny i warto ograć, potem jest już różnie i moim zdaniem warto tylko, jeśli bardzo kogoś interesuje domknięcie historii niektórych bohaterów. Z czasem dosięgnęła mnie iluzja wyborów w grach Telltale i czar prysnął, niemniej polecam ograć chociaż ten pierwszy sezon. The Wolf Among Us - inna gra z wyborami od Telltale, moim zdaniem najlepsza jaką zrobili. Gra zdaje się czerpie z serii komiksów Fables, gdzie postaci ze znanych nam baśni i bajek przeniosły się do naszego świata i żyją wśród ludzi. Wcielamy się w rolę detektyka, Wielkiego Złego Wilka i zostajemy wrzuceni w rozwiązanie śledztwa morderstw. Zapowiedziany jest remake więc można poczekać aż wyjdzie. Klasycznie, istnieje iluzja wyborów znana nam z Telltale, ale postaci i gra jest bardzo klimatyczna. Dispatch - gierka to po prostu interaktywny serial z elementami dyspozytorni superbohaterów. Sama dyspozytornia spokojnie mogłaby być osobną grą i bardzo bym w taką zagrał. To co mnie urzekło w tej grze to muzyka, animacje, świetne postaci i bardzo naturalne, bystre dialogi. Fabuła jest po prostu dobra, choć z czasem widać pewne bolączki, gdzie decyzje nie mają sensu i otoczenie reaguje nieadekwatnie do tego, co się dzieje. Dla samych dialogów między postaciami, relacjami między nimi, muzyki, humoru i elementów dyspozytorni - naprawdę warto. Gra jest krótka, zajmie jakieś 10h, ale co się uśmiałem to moje. Polecam grać po angielsku, bo można zgubić żarty w tłumaczeniu. Pewnie byłoby coś więcej bo ograłem też inne gry, ale zakładam że Skyrim czy Morrowind jest tak powszechnie znane, że nie ma co się nad tym rozwodzić
  • Powitania, pożegnania i powroty

    190
    5 Głosy
    190 Posty
    4k Wyświetlenia
    GreKG
    @arylia , a część z nas jest po prostu egoistami i czeka na nowe miodne sesje. Witaj na pokładzie! Do popisania, mam nadzieję.
  • Podręczniki RPG i beletrystyka - promocje, okazje, darmoszki

    12
    0 Głosy
    12 Posty
    288 Wyświetlenia
    MikeM
    Podobno ciężko składniki dostać. Trzepią straszną kasę na wędzonym bazyliszku i smoczym ogonie.
  • Podziel się muzyką!

    11
    3 Głosy
    11 Posty
    241 Wyświetlenia
    KrakovK
    Bardzo mi ostatnio siadł motyw muzyczny z nowego He-Mana Eternia Return to Eternia A Job For He-Man
  • Polecane opowiadania fantastyczne

    5
    3 Głosy
    5 Posty
    96 Wyświetlenia
    JhnWJ
    @GreK Owszem, ale jesteś w sieci legalnie - stąd wrzuciłem linka, gdy komuś nie przeszkadza czytanie z takiego źródła.
  • Funny Stafik

    11
    0 Głosy
    11 Posty
    328 Wyświetlenia
    ZellZ
    [image: 1780083577348-image.png] Mood.
  • Niekochane klucze poszukują domu

    3
    2 Głosy
    3 Posty
    114 Wyświetlenia
    DeklineD
    O, brzmi ciekawie, jak jeszcze masz to poproszę
  • Co ciekawego byście polecili do obejrzenia?

    14
    3 Głosy
    14 Posty
    357 Wyświetlenia
    GreKG
    @Ketharian napisał w Co ciekawego byście polecili do obejrzenia?: W ostatnich latach coraz chętniej zresztą oglądam kino skandynawskie oraz hiszpańskie. Skandynawskie — tak. Hiszpańske — totalnie mi nie leżą. Scenariusz i pomysł fajny, ale gra aktorska... dla mnie zbyt blisko tureckich seriali. Nie znoszę.
  • Oceń poprzedni utwór

    4
    1 Głosy
    4 Posty
    124 Wyświetlenia
    DhratlachD
    W Kolei jeszcze nadzieja się tli! Dobrze u was?
  • Towarzystwo do grania (PC/Konsola)

    7
    0 Głosy
    7 Posty
    209 Wyświetlenia
    GreKG
    KingShot, królestwo #470. Mam rozwiniętą gildię cierpiącą na brak (nie bójmy się tego słowa) członków.
  • Cytaty, aforyzmy, sentencje

    5
    2 Głosy
    5 Posty
    134 Wyświetlenia
    GaranilG
    Każdy obieżysfer jest po trosze masochistą. I uzależnionym od środków medycznych ćpunem, już możesz szukać przygód dalej. ~ Kosa, "Przygody Entiriego Tom 1" by Ferris
  • Polecane gry "bez prądu"

    5
    2 Głosy
    5 Posty
    180 Wyświetlenia
    KrakovK
    [image: 1774178501100-w%C5%82adca_grakarciana.webp] Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia - gra karciana Prosta gra, w której zbieramy lewy, czyli coś jak tysiąc lub brydż. Twist polega na dwóch sprawach. Po pierwsze, jest to gra kooperacyjna. Po drugie, po każdym rozdaniu wybieramy swoje postacie z dostępnych. Postacie mają zaś różne warunki zwycięstwa. Frodo musi zgarniać pierścienie, Bilbo musi wziąć minimum 3 lewy, Pippin zawsze najmniej ze wszystkich itd. Jeśli wszystkim uda się spelnić warunki, to przechodzimy do kolejnego scenariusza. Tam czeka na nas trochę inny zestaw postaci i czasem dodatkowe warunki. Jeśli się nie uda - powtarzamy do skutku. Wszystko to w klimacie Śródziemia, a więc kolejne scenariusze odzwierciedlają kolejne etapy podróży bohaterów. Są też znane postacie i cytaty z książki, ale nie oszukujmy się, klimatu tu niewiele. A jednak jest to zaskakująco przyjemna gra, a zaliczanie kolejnych etapów daje sporo satysfakcji, bo nie zawsze przychodzi to łatwo. Podobnie jak przy brydżu trzeba współpracować, a jednocześnie dogadywać się bez słów.
  • Smutne nerdy czyli offtop o językach skryptowych

    6
    0 Głosy
    6 Posty
    98 Wyświetlenia
    JhnWJ
    Pozwoliłem sobie przenieść dyskusję, w zasadzie jeszcze na nowym silniku nie miałem okazji na taki cherry pick pojedynczych postów do nowego wątku, więc bezwzględnie Cię wykorzystałem. A teraz po kolei. @Wired napisał w Smutne nerdy czyli offtop o językach skryptowych: Skrypt nie funkcjonuje bez programu w ramach którego jest wykonywany, macro w excelu wykonuje funkcje programu excel ale samo ich nie tworzy, automatyzuje jedynie kolejność ich wykonania. Tak samo skrypt BASH w Linuxie, wywołuje elementy istniejące już na miejscu. Nie jesteś w stanie napisać działającego całkowicie niezależnie skryptu. Wedle Twej definicji wszystko jest skryptem. Dlaczego? Dowolny napisany przez Ciebie program dla dużego systemu operacyjnego jak Windows czy Linux nie może istnieć bez wspomnianego systemu operacyjnego, a nawet kilku rzeczy więcej. Określa się to jako minimalny runtime w skład którego wchodzą podstawowe biblioteki, syscalle oraz to, co OS robi z plikiem wykonywalnym. C++ definiuje nawet w standardzie implementację freestanding (którą głównie kojarzysz z mikrokontrolerów) oraz hosted. Aby Ci to uświadomić jak to wygląda w normalnym systemie operacyjnym, weźmy na przykład odpalenie typowego pliku wykonywalnego napisanego dajmy na to w C++, dajmy na to pod platformę Linux, czyli elf. System operacyjny czyta plik elf aby dowiedzieć się z czym ma kontakt, typowe użycie tego sprawdzenia, poza ładnym komunikatem, że odpalasz program na aarch64 pod x64 zamiast wywalenia się instrukcji, to jest załadowanie przez kernel handlera 32-bitowe w ramach wstecznej kompatybilności starszych programów. Następnie system operacyjny czytając plik wykonuje mapowania danych stałych na przestrzenie adresowe oczekiwane przez program. To tutaj właśnie system operacyjny ogarnia adresy dla stałych stringów w Twoim programie, ale nawet globalnych, niezainicjonowany, zmiennych. Ciekawostka dla nerdów, z tego powodu długość statycznych tablic na Windowsie jest ograniczona gdyż jego format który ludzie znają jako .exe wabi się PE (Portable Executable) i tam wszystkie indeksy są 16 i 32 bitowe System operacyjny ustawia również początkową wielkość stosu jaką otrzymasz. I.. Nie, jeszcze nie koniec. Następuje wczytanie bibliotek dynamicznych którym to zajmuje się, delegując pracę do ld, system operacyjny. W typowym Linuxie biblioteka standardowa jest częścią systemu operacyjnego (dla języka C++). Bez niej nic Ci nie będzie działać. Dopiero po tym następuje ustawienie rejestrów, adresów i wczytanie programu. Tak w skrócie. Dobrze, załóżmy, że nie używamy biblioteki standardowej ani innych zależności, nadpisujemy sobie start (przed main) lub używamy np. Rusta który statycznie linkuje takie rzeczy i dostarcza łatwo swoje biblioteki. W dalszym ciągu jesteś ograniczony do środowiska systemu operacyjnego, pomijając fakt, że de facto OS jest panem życia i śmierci procesu, to bez OSa będziesz ślepy i głuchy. Nie alokujesz pamięci bez wywołania mmap czy sbrk, nie napiszesz do systemu plików (więc też nie dobierzesz się do driverów bez IO aby pisać rzeczy samemu). Nie zrobisz nic. Mikronoktrolery to osoba kwestia... Powyższe jest tylko po to aby pokazać Ci, że twa definicja jest po prostu błędna, bo jest generyczna. @Wired napisał w Smutne nerdy czyli offtop o językach skryptowych: Program jest niezależny, programując definiujesz obiekty i ich relacje, to są nowe rzeczy, program do działania nie potrzebuje innego programu tak jak skrypt powłoki, czy macro excela. Wedle tej finalnej definicji, typowy program napisany w Javie nie jest programem. Bo popatrzmy, jak stwierdziłeś, program do działania nie potrzebuje innego programu. Pomijając na chwilę powyższe i odchodząc od tych nudnych, kompilowanych do kodu maszynowego językach, przejdźmy do wspomnianej Javy. Taki program kompilowany do tak zwanego kodu bajtowego - jest to pośredni sposób reprezentacji Twojego programu zawierający instrukcje co program ma robić, lecz nie nadający się do wykonania na procesorze. W tym miejscu przychodzi cały, osobny program w postaci której z implementacji wirtualnej maszyny javy (będę używał skrótu JVM). JVM ładuje Twój program (a tak naprawdę to zestaw plików .class robiąc na nich podobne operacje jakie robi OS, plus jeszcze dokładając pracę klasycznego linkera), alokuje dla niego pamięć, zarządza pamięcią oraz wykonuje... kod. Bajtkod nie jest ogarniany przez procesor, to JVM wiodąc 0xba wie, że jest to instrukcja invokedynamic czyli wywołanie metody po interface. Wszystko dzieje się w jej ramach. Dodatkowo to JVM musi dostarczyć JRE czyli tak jakby Twoją "bibliotekę standardową". Implementacja JRE jest ściśle powiązana z konkretną implementacją JVM gdyż inaczej pewnych rzeczy nie da się zrobić. Dobrym przykładem jest podstawa klasy stringa który musi sięgać do tego, jak w JVM są wyspecyfikowanie stringi (głównie kwestia const pool). Taka sama uwaga tyczy oczywiście platformy .NET znanej z C#. Oczywiście, istnieją sposoby skompilowania tych języków do formy natywnej (Graal dla Javy, AOT dla C#. Ale po pierwsze, nie są to baseline danych technologii, po drugie wypowiadałeś się o języku per se więc zakładam, że albo chodziło o typowy przypadek użycia albo nie rozgraniczałeś sposobu kompilacji. @Wired napisał w Smutne nerdy czyli offtop o językach skryptowych: I to główna różnica bez wchodzenia w głębszą analizę. Z czasem małe programy mające na celu automatyzację pewnych działań i proste czynności zaczęły być przez młodzież bez teorii ze szkoły nazywane skryptami, bo robiły to do czego kiedyś pisano skrypty, ale to nie zmienia definicji. Jak wskazałem wyżej, Twa definicja łapie jako Twoje pojęcie skryptu prawie... wszystko. I co zabawne: @Wired napisał w Smutne nerdy czyli offtop o językach skryptowych: Ogólnie chyba mylisz pojęcie języka interpretowanego z językiem skryptowym To właśnie Twa definicja, czyli zależność kodu od innego programu jest de facto definicją języka interpretowanego. Interpretacja może zachodzić również na etapie kodu pośredniego (przykład JVM) aczkolwiek zwykle takie ujęcie języków interpretowanych jest dość akademickie. Ale przejdźmy do kilku ciekawszych tez: @Wired napisał w Smutne nerdy czyli offtop o językach skryptowych: JS nie jest językiem skryptowym, i wspomniany node ładnie to udowadnia, bo możesz tworzyć w nim niezależne programy działające gdziekolwiek Pierwsza część, to jest coś, co mam nadzieję obaliliśmy, więc druga. Node to jest środowisko uruchomieniowe, język nie zadziała gdziekolwiek. Wymaga silnika, czy to na desktopie jak node czy wbudowanego w przeglądarkę. Notabene względem zachowania to node nie różni się niczym od basha. I to, i to jest osobnym programem @Wired napisał w Smutne nerdy czyli offtop o językach skryptowych: posiada też mnóstwo elementów nie istniejących w samej przeglądarce jak obiekty To była dodatkowa uwaga czy co? Bo istnienie dodatkowych rozszerzeń nie jest niczym niezwykłym, przeglądarki względem siebie różnią się dostępnymi funkcjonalnościami języka, a nawet dawniej, tempem z jakim implementowały nowe specyfikacje ecmascript (stąd miałeś początek transpilatorów JS do JS, wtedy nie chodziło o optymalizacje). wagi o obiektach nie rozumiem bo JS ma obiekty, jest językiem obiektowym, po prostu ma nietypowy ( i trochę głupi) model obiektowy @Wired napisał w Smutne nerdy czyli offtop o językach skryptowych: Ogólnie chyba mylisz pojęcie języka interpretowanego z językiem skryptowym, ale w sumie od dawna już JS jest kompilowany, więc co masz na myśli pewien nie jestem. Zakładam, że masz na myśli kompilację w trakcie uruchomienia (bo termin język kompilowany odnosi się JS -> inny target czyli nie ma mowy o case transpilacji np. TypeScript do JavaScript). To jest cecha środowiska w którym jest uruchamiany, mnij lub bardziej podążająca za specyfikacją. Tak zwany JIT czyli generowanie kodu maszynowego w trakcie interpretacji języka (lecz nie wcześniej, i nie dla całości kodu) to rzecz znana. Tylko to nie jest definicja języka kompilowanego, język kompilowany na początku generuje wynik do innej reprezentacji (na przy…ład Java kompiluje się do kodu bajtowego). Zresztą, wedle Twej definicji to python jest językiem kompilowanym, i wcale nie mam na myśli tutaj JITa który pojawił się niedawno eksperymentalnie. Od bardzo dawna podczas interpretacji cpython generuje wewnętrzny kod bajtowy (czyli kompiluje kod do innej reprezentacji) w celu przyśpieszenia wykonania już raz odwiedzonych plików, aby nie musieć wykonywać parsowania za każdym razem. I tak robi większość języków. Tak słowem zakończenia, tak ogólnie mówiąc, to język skryptowy to pomieszanie cechy fenomenologicznej czyli głównie bycia technologią interpretowaną (w najbardziej powszechnym sensie, nie akademickim) i behawioralnej czyli używania do prostych zadań, automatyzacji itd. I nie jest to cecha ekskluzywna, to jest język może być poważnym językiem do większych rzeczy ale też skryptowym. Tak żył przez lata perl, a potem python