Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.
[image: wUO6NIM.jpeg]
Bleinert
Sadza przez chwilę patrzył na Hannigana bez słowa.
Nie przekonało go to do końca. Ale przynajmniej tym razem kapitan odpowiedział. Bez wykrętów. Bez zasłaniania się regulaminem.
Schował młotoko-klucz do plecaka.
— Dobra... na razie. Tylko już żadnych łgarstw. Blat', co tutaj tak jebie?
Dopiero wtedy rozejrzał się po pomieszczeniu.
Zrobił krok i pod podeszwą coś zachrzęściło. Spojrzał w dół.
Łuski.
Dużo łusek.
Dopiero teraz zauważył, że podłoga jest nimi zasypana. Między nimi leżały zwłoki w mundurach Weyland-Yutani. Część niemal całkowicie pochłonął już rozkład. W powietrzu wisiał ten sam ciężki, słodkawy odór, który poczuł wcześniej, tylko tutaj wydawał się jeszcze bardziej intensywny.
Sadza skrzywił się i odruchowo zasłonił nos przedramieniem.
— Ja pierdolę...
Uniósł wzrok.
W półmroku dostrzegł rozbite tuby, zaschniętą substancję na podłodze i ścianach, a dalej zarys instalacji, której wcześniej nie zauważył.
— Chodowali tu te chyorty?
Przeniósł wzrok na Chimika.
— Winda?
Przyjrzał się jej przez chwilę, po czym spojrzał na pozostałych.
— Działa?
Spojrzał za ramię. Stamtąd skąd przyszli.
— Zamknijmy za sobą gródź. Elias, ta twoja karta działa?
Odwrócił się raz jeszcze do Starego.
— Gdzie teraz?
W ustach Nikołajewicza zabrzmiało to pojednawczo.