O jacy wszyscy koffani i troskliwi, myślałby kto
...
Dam wam czas się napieścić tą foczką do końca tygodnia ,a potem też chcę mieć jakiś japoński bohomaz, a co!
A, no i post wrzuciłam. 
Invader Zir
Posty
-
O trzech takich, co nie chcieli... -
O trzech takich, co nie chcieli...Właz zwisał na obruszonych zawiasach, odsłaniając ciasny kanał, niewiele szerszy od jej ramion. Idealnie. Wcisnęła się do środka, przymknęła za sobą pokrywę i włączyła latarkę, ustawiając ją na najniższą moc. Następnie rozpoczęła mozolną wspinaczkę pośród zakurzonych przewodów, rur i popękanej izolacji. Tunel zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Ogress przypomniała sobie, że podobne przejścia służyły niegdyś technikom do obsługi instalacji elektrycznych i wentylacyjnych, łącząc poszczególne kondygnacje kompleksu z pominięciem głównych korytarzy oraz posterunków ochrony. Rozwiązanie niemal idealne dla kogoś, kto zamierzał wydostać się z tego przeklętego miejsca bez robienia za dokładkę do czyjegoś obiadu. Przez mniej więcej pięć minut posuwała się naprzód bez przeszkód, aż światło latarki wyłowiło z ciemności coś, co początkowo wzięła za kolejny fragment żywicznych narośli.
Przy jednej z rur tkwiła cienka, czarna powłoka przypominająca wylinkę ogromnego owada. Jej kształt odpowiadał stworzeniom napotkanym wcześniej w bazie, ale rozmiary znacznie przewyższały wszystko, co dotąd zobaczyła. Pusty kokon pękł wzdłuż grzbietu, najwyraźniej wypuszczając na świat coś jeszcze większego. Co gorsza, wyglądał na stosunkowo świeży. Ogress przesunęła snop światła dalej. Jakieś piętnaście metrów przed nią tunel kończył się pionowym szybem z metalową drabinką, na której szczeblach dostrzegła głębokie, świeże ślady pazurów. Najwyraźniej przeszło tędy coś, czego zdecydowanie nie chciała spotkać w tak ciasnych warunkach. Po prawdzie, to w jakichkolwiek innych też nie.
Zanim zdążyła dokładniej przyjrzeć się znalezisku, gdzieś nad jej głową rozległ się głuchy huk, a zaraz po nim stłumione krzyki. Ludzkie głosy. Tego się nie spodziewała. Jeden z wrzasków rozpoznała niemal natychmiast. Riker. Drań żył, choć po tonie jego wrzasków można było wywnioskować, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Nie był też sam. Ogress znieruchomiała, próbując ustalić, skąd dokładnie dochodziły odgłosy paniki. Huk powtórzył się, tym razem głośniejszy, po czym rozległ się przenikliwy skrzek jednego z mutantów. Wyglądało na to, że piętro wyżej rozpętało się prawdziwe piekło.
-
O trzech takich, co nie chcieli...Gotowe, zszyłam i wlepiłam treść doca!
Teraz najważniejsze pytanie: Dlaczego mam fokę w awatarze?
-
O trzech takich, co nie chcieli...Jej plecak zniknął. Musiał zerwać się podczas upadku albo co gorsza polecieć gdzieś dalej w głąb systemu wentylacyjnego. Wraz z nim przepadło wszystko, co znajdowało się w środku. Pistolet wciąż tkwił w kaburze. Zawsze coś. Obmacała się jeszcze raz, tym razem dokładniej. Oparzenia, siniaki, otarcia, kilka pomniejszych cięć. Nic, od czego powinna umrzeć w ciągu najbliższych kilku minut. Nic, co uniemożliwiłoby jej wziąć dupę w troki.
Nad nią ciągnęła się sieć kanałów wentylacyjnych, przez które spadła. Niżej uszkodzony właz techniczny prowadził do jednego z głębszych poziomów kompleksu. Nie miała pojęcia, gdzie dokładnie się znajdowała. Riker tymczasem miał próbkę i sporą przewagę jeśli chodziło o dystans i… samopoczucie. Być może zdążył już dotrzeć na powierzchnię. Może właśnie teraz pysznił się tym, że jako jedyny przeżył wyprawę i nie będzie musiał z nikim dzielić wypłaty.
Na naprostowanie mu tego krzywego światopoglądu przyjdzie jeszcze czas. Najpierw musiała wydostać się z bazy. Potem znaleźć jakiś środek transportu. Potem odnaleźć Rikera. A na sam koniec dowiedzieć się, ile tak naprawdę wart był przedmiot, za który zostawił ją na śmierć.
Gdzieś w ciemności metal zaskrzypiał pod naciskiem pazurów. O’ zamarła w bezruchu. Po chwili odpowiedziało mu kolejne skrobanie, a potem następne. Nie jeden komplet pazurów. Kilka. Dźwięk niósł się po całym pieprzonym systemie szybów, odbijając się od ścian i rozgałęzień, aż ustalenie odległości zakrawało, przynajmniej dla niej, na niemożliwe.Rozległo się mokre, gardłowe klikanie. Tym razem bliżej, ale szczęśliwie nie bezpośrednio za jej posiniaczonymi plecami. Stanęła w gotowości i wyciągnęła pistolet opierając się o najbliższą ścianę. Po chwili przez skrzyżowanie kanałów kilka stóp nad nią przemknęła jedna z bestii. Przez pogiętą kratę dostrzegła jedynie fragment czarnej, pancernej kończyny, wygiętej pod kątem, którego natura raczej nie przewidywała, oraz zakrzywiony pazur szorujący po blasze. Stworzenie zatrzymało się. Ogress wstrzymała oddech. Próbowała zatrzymać także bicie serca, ale niewiele jej z tego wyszło. Z ciemności dobiegło mokre, przeciągłe węszenie, po czym… pokraka ruszyła dalej i zniknęła w bocznym odgałęzieniu. Niedługo później podreptała za nią druga, mniejsza i wyraźnie szybsza. Potem system stalowych, nadgryzionych rdzą żył ponownie oplotła cisza.
O’ nie była w ciemię bita i odczekała jeszcze chwilę, zanim zaczęła się poruszać. Powoli przesunęła się w stronę włazu technicznego znajdującego się pod nią. Śruby mocujące pokrywę dawno zostały wyrwane, a sam panel zwisał pod niewielkim kątem. Opuściła go o kilka centymetrów i nasłuchiwała. Nic. Dopiero wtedy zwiększyła szczelinę i spojrzała w dół.
-
O trzech takich, co nie chcieli...Hej, hej. Zir na pokładzie, przepraszam, że musieliście czekać!
