Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I

[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sprzysiężenie czerwonej księgi
44 Posty 7 Uczestników 602 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • GladinG Niedostępny
    GladinG Niedostępny
    Gladin
    napisał ostatnio edytowany przez
    #9
    text alternatywny I te jego pieśni... skrzywiła się Lobelia, ale tylko w duchu, bo wszak dobre wychowanie wzięło górę.

    Zajęta ciastem i srebrnym łyżeczkami, do których miała słabość, po raz kolejny skreśliła Bilbo, jako potencjalnego kandydata na męża. Bag End nie było warte znoszenia głupawych przyśpiewek przez kolejne trzydzieści lat lubo więcej.

    Po co mu ta mapa? I skąd ten pomysł, by wejść w jej posiadanie. Powinna natychmiast wstać i sprzeciwić się temu, a następnie jak najszybciej napisać list do pani Slowfoot z ostrzeżeniem. Kto wie jednak, co wtedy wymyśliliby pozostali? Nie miałaby kontroli nad wydarzeniami. A przecież... gdyby tak skompromitować Bilbo, albo więcej, wykazać, że jest złodziejem (a słyszała plotki, że za takiego uchodzi), mogło sprawić, że Bag End szybciej przejdzie na ręce na przykład Othona...

    Czy zatem powinna wziąć udział, w tej pożałowania godnej i wątpliwej moralnie eskapadzie? Co będzie, gdy ktoś ją zobaczy w takim towarzystwie? Niziołki będą gadać.

    Początkowo chciała głośno oprotestować pomysł włóczenia się polami zasugerowany przez Bilbo, aby nie przekraczać mostu. Wszak, to dopiero będzie podejrzane, jeżeli ich grupa była widziana zmierzająca do Bilbo, a potem nie pokaże się w drodze powrotnej, ale ktoś dojrzy ich przemykających polami. Właściwie to początkowo chciała oprotestować wszystko. Aż nawet jej stopa nerwowo wybijała rytm o podłogę.

    Ale po przemyśleniu sprawy uznała, że unikanie innych będzie dla niej korzystne. Nie dostrzegą jej w niewłaściwym towarzystwie. Czekając, co takiego wymyślą zgromadzeni - bo przecież nie będzie im podpowiadać, jeszcze potraktują ją jako wspólniczkę - oglądała pomieszczenia. Mogła Bilbo przyznać, że starał się trzymać porządek. To dobrze. Nie chciałaby się kiedyś wprowadzić do zaniedbanej nory.

    Słuchała pomysłów i wcale jej się nie podobały. Wydawało jej się, by ominąć Hobbiton i nie iść Nad Wodą, musieliby polami iść aż do Świerkowego Dworu, gdzie był inny most. By przekroczyć rzekę inaczej, niż po moście, nawet nie przyszło jej do głowy! Ale to daleka droga. Co prawda nie aż TAK daleka, jak z jej Kamiennego Sioła tutaj. Gdy pomyślała o tym, że Bilbo zaprosił ją tutaj z TAK daleka tylko po to, aby... oczekiwać, że weźmie udział w kradzieży mapy...

    Tup, tup, tup....

    Dolała sobie herbaty z imbryczka.

    Ah, ciekawe, cóż te gorące głowy wymyślą. Ale łyżeczki ma ładne.


    Sesja Karak Varn

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    3
    • PaniczP Online
      PaniczP Online
      Panicz
      napisał ostatnio edytowany przez Panicz
      #10

      Milo Makary Tuk

      content.png

      Wieści, jak to coś niby rejestrowalnego, ale nienamacalnego, podlegającego fizyce, ale i niepodległego zupełnie, niby tygodniówka w gospodzie w piątkowy wieczór, albo kurz zaraz po uprzątnięciu salonu, rozchodziły się szalenie szybko. W Shire zaś – szybko w dwójnasób.

      Tak też do Milo, odludka z niewyboru, wieści o tym, że zaproszeni do Bilba byli inni Tukowie dotarły prędko. Zrachować łatwo, że i jego zaproszenie nie zostało w tajemnicy. Nie trzeba było lupy, by złowić, że ślady palców listonosza na pergaminie przebierały po nim wielokroć, plamiąc list ciekawością i chłonąc, co się da z wiadomości bez jej otwierania.

      Do zaglądania w korespondencję Almo by się nie posunął. Ta tama paść nie mogła, oparta na wzorowym wychowaniu, które wystawione było na próbę chorobliwej ciekawości. Ale że list od Bilba, że do Tuków i nie tylko... To już można było roznieść i zaraz pytlowanie na miedzy na Tukowej Skarpie, ale potem i przy studni w Białym Źródle, a pewnie i na jarmarku w Rozstajach dostało nowe paliwo.

      Milo niewiele sobie z tego robił. To, że ruszył po nocy, jak włamywacz, nie z tego płynęło. Nie miał w planach kryć się z podróżą, ani myszkować po polach. Po prostu...

      Niedługo już po tym jak wieść dostał, był spakowany, wyekwipowany, oprowiantowany i obładowany, a od czekania tylko noga chodziła na klepce, nie dając spokoju. Nie mitrężąc zatem, zaraz po kolacji (zakładając, że dziś podkurek będzie piknikiem pod gwiazdami), Milo zarzucił podróżną opończę i ruszył. W pozbawieniu się należnego odleżenia po posiłku był bardzo niehobbici, ale usłyszał kiedyś niby, że nic tak nie układa posiłku w środeczku jak spacer.

      Toteż ten zwyczaj niekiedy praktykował, dodając sobie kolejne kroki i tego razu, wyglądany przed nocą już nie przez ciekawskich sąsiadów, a śpiewające słowiki i kosy. Żeby zaś bardziej jeszcze być na bakier z obyczajem, poszedł na przełaj przez pola, oświetlając sobie drogę oliwnym lampionem.

      Taka podróż wymagała więcej ostrożności niż na szlaku, ale dawała szansę naniuchać się wschodzących woni wiosny i poczuć pod stopami przyjemną szorstkość wzruszonej gleby. Milo dbał jednak, by nikogo nie nastraszyć, ani nikomu nie zawadzić swoim rajdem przez wertepy, więc nad rankiem zszedł na miękkie ścieżki wśród pól, gdzie mógł przekąsić coś z chlebaka i ułożyć się na drzemkę.

      Na wieczór kolejnego dnia był w Hobbitonie, na Bag End, już u progu Bagginsowej gościny. Sforsowany i wygłodniały po marszu (mimo pochłonięcia poważnej porcji pudrowych pastylek prawie już pod samym ogrodem Bilba, nie wspominając o spożywanych wcześniej tak jak należy - w odpowiednich porcjach i porach - daniach po-, przed- i o-biadowych), zasiadł przed furtą i zapalił nabitą obifcie fajkę. Lubił palić przed jedzeniem (i po), a wiedział, że uczta tego wieczora będzie nieskromna, więc wyciągnął i skrzyżował nogi przed sobą, oparł się o deseczki i kurzył długo puszczając szare obłoczki.

      Dymił tak przez dłuższą chwilę, ale nie chcąc być pierwszym, który zapuka do drzwi (być zawczasu, gdy gospodarz jeszcze w gorączce gorszym jest niż spóźnienie), wślizgnął się do ogrodu i zaczął rozglądać się pośród roślin. Schylał się nad listkami i łodygami, łypiąc na nie z bliska i tykając z pieszczotą, pochłotnięty mikroświatem, który obrastał Pagórek.

      O bożym świecie przypomniał mu Bilbo, którego zaproszenie usłyszał gdzieś z boku. Gorący impuls poderwał go z kolan na równe nogi i Milo szybko powyklepywał wszystkie partie garderoby, sprawdzając czy wszystko jest na swoim miejscu i leży jak trzeba. Guziki były pozapinane, rękawy spięte w mankietach i szło tylko szybko otrzepać spodnie.

      Kapelusz wypłynął zza ściany zieleni, a za nim Milo, który jął pospiesznie zbliżać się ku gościom, zamiatając nakryciem głowy w dystynkcji przywitania.

      - Wybacz proszę, drogi Bilbo. – Milo uśmiechnął się przepraszająco – Wkroczyłem w twój ogród bez zapytania i pochłonął mnie całkowicie... Piękny, prawdziwie piękny!

      - Dziękuję, Milo. – Baggins skinął głową i gestem zaprosił bliżej, serdecznie ściskając dłoń. - Te rdesty są z nasion od ciebie. Jak sam widzisz – pięknie wzrosły!

      - O, są świetnie poprowadzone... Widzisz to, że dzielą glebę z buzdygankami, to świetne rozwiązanie...

      Bilbo roześmiał się, lekko błyskając zębami i klepnął Tuka po ramieniu, wciągjąc go w próg domu.

      - Chodź kuzynie, niech im się dobrze rośnie, ale i my musimy... A do tego trzeba się przecież pokrzepić!

      ***

      Milo z trudem wysłuchał zarysu przygody do końca. Z trudem, bo korciło go, by przerywać, dogadywać i dopytywać, ale tak jak w progu zdejmuje się kapelusz, tak i opowieści się nie przerywa. Każdy dojrzały hobbit to wiedział, więc kneblując się herbatnikami, Makary wyczekiwał na moment debaty.

      - A gdyby tak po prostu ruszyć do Tukowej Skarpy? ­- Milo przypił do młodego Paladina, dziękując mu gestem za podjęcie głosu po nim. - Część z nas będzie wracać w rodzinne strony – przeto chyba bez niczyich podejrzeń, a wszystkich w drodze mogę przyjąć w swoje progi...

      Milo rozejrzał się po zebranych, uśmiechając niepewnie i miarkując odbiór zaproszenia. Wszyscy pewnie słyszeli o jego zdziwaczeniu, ale gdyby zobaczyli kolekcje agatów i kwarców na żywo, na pewno spojrzeliby nań inaczej.

      ­- A ze Skarpy, można by ruszyć na południe, miedzami przez pola i trochę drogi nadłożyć... Ale teraz taka droga, to sama przyjemność w spacerze...

      Pauzując, chciał skruszyć sobie herbatnika na zamknięcie ust, ale postanowił pociągnąć jeszcze, jeśli by sama przyjemność spaceru przez pola nie skusiła każdego.

      ­- Jeśli tak pójdziemy, zapraszam popróbować mojej spiżarni. Z niej też dla psa, jeśli będzie trzeba, możemy wybrać kiełbas... Nie znam bestii, która by się im mogła oprzeć, więc wyjdzie jeszcze, że psiak będzie nam z ręki jadł i tylko patrzeć jak zamiast warczeć, będzie na nas ogonem machać...

      Herbatnik chrupnął między zębami, gdy Milo postawił kropkę, gdybając teraz, czy nie zbluźnił pomysłem poświęcenia kiełbas dla byle psiska. Czy po czymś takim który hobbit byłby skory jeszcze zjadać od niego mięsiwa i podroby? Albo w ogóle patrzeć na jego spiżarnię poważnie?

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      4
      • MarrrtM Niedostępny
        MarrrtM Niedostępny
        Marrrt
        napisał ostatnio edytowany przez Marrrt
        #11

        Prymula Brandybuck

        - Och… Uroczo! - skwitowała Prymula gdy na miejscu okazało się, że w istocie przybyli do Bag End jako ostatni. Nie było jednak w tym “uroczo” ani cienia sarkazmu, o nie. Bynajmniej. Pod tym słowem skrywało się przede wszystkim, okraszone miłym dla oka uśmiechem, pozdrowienie i uprzejma aprobata, dla pozostałych gości Bilba. Dwójki młodych Tuków, a także cóż-to-za-zamysł-by-pragnąć-jej-towarzystwa-przy-kameralnym-poczęstunku Lobelli, oraz wielkie-nieba! Milo Makarego.

        Rorimak uczynnie pomógł siostrze wysiąść z zaprzęgniętej w dwa bułane kucyki kolaski. Hobbitka skorzystała z jego ręki po czym ujęła pod ramię równie odświętnie ubranego Droga, który poprowadził parę ku drzwiom gdzie czekała reszta. Wspaniały, acz rozsądnie skromny kapelutek na jej starannie upiętej koafiurze musiał budzić uznanie i wyrażał szacunek dla gospodarza, dla którego siostra Panicza na Brandy Hallu, postanowiła ozdobić, uczcić i podziękować za zaproszenie i spotkanie.

        Każdemu z obecnych skinęła delikatnie głową na powitanie, wymawiając imię i komplementując a to imponującą parasolkę Lobelli, to spódnicę Tukówny. Dla Makarego miała słowo, że całe wieki nie był w Bucklandzie, a rada by go widzieć, bo dęby Starego Lasu coś ostatnio osowiały i ogrodnik Brandybucków nie wie czy to kornik, czy inna choroba, czy co innego. Paladinowi zaś miała rzec, że w Słupkach zatrzymał się zagraniczny kupiec z osobliwą galanterią ze wschodu, ale widok jego nieobutych stóp wzbudził tylko jej milczący, acz pełen aprobaty uśmiech.

        Gdy Bilbo powitał ich w progu, Drogo pożegnał Odo Bolgera, który przywiózł ich kolaską i miał się zatrzymać u swego przyjaciela w Hobbitonie.


        - Natychmiast przestańcie wszyscy! - Prymula nie wytrzymała w końcu tego co zaproponował im gospodarz, a także tego, że nikt nie zaprotestował, a przeciwnie Paladin i Milo jęli rozważać realizację tej “przygody”. Zaraz jednak zakryła usta po tym niestosownym wybuchu, tym bardziej, że wszystkiemu świadkiem była Lobelia, która słowa nie wyrzekła, a jedynie czujnie uchem i okiem strzygła co kto mówi i robi. Aż jej srebrna łyżeczka pomiędzy palcami tańczyła - Wybaczcie proszę. Bilbo, kochany… chyba nie mówisz poważnie. Z pewnością kryje się za tym drobne nieporozumienie. Poznaliśmy z Drogo Malwę. To przemiła starsza pani. Pojedziemy do niej, jeśli to dla ciebie ważne i poprosimy o tę mapę. To elfie lusterko, które ci z Drogo podarowaliśmy nada się na wymianę.

        Oddawanie prezentów, należy podkreślić, było w całkowicie dobrym tonie. Ba! Więcej! Jakaż była niespodzianka dla obdarowującego gdy jego prezent wracał do niego po latach od kompletnie niespodziewanego innego obdarowującego!

        - Zrobimy to zatem jak należy. Poprawnie jak porządni hobbici. Kto to widział, by słodka fortuno, po nocy z psami się szarpać jak jakiś obwoźny handlarz guzików by potem… - odetchnęła trzy razy głęboko i powoli tak jak doktór polecał w takich chwilach - w ł a m a ć się do kogoś.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        6
        • KetharianK Ketharian przeniósł ten temat z Rozgrywka dnia
        • Pan ElfP Online
          Pan ElfP Online
          Pan Elf
          napisał ostatnio edytowany przez Pan Elf
          #12

          Esmeralda Tuk

          text alternatywny

          text alternatywny

          A droga wiedzie w przód i w przód
          Choć zaczęła się tuż za progiem –
          I w dal przede mną mknie na wschód,
          A ja wciąż za nią – tak jak mogę…
          Skorymi stopy za nią w ślad –
          Aż w szerszą się rozpłynie drogę,
          Gdzie strumień licznych dróg już wpadł…
          A potem dokąd? – rzec nie mogę.

          Esmeralda podśpiewywała wesoło, maszerując dziarsko u boku swojego brata. Och, jakże była podekscytowana zbliżającym się spotkaniem z Bilbem Bagginsem! No i z pozostałymi hobbitami także, a jakże.
          Mieli być Brandybuckowie, których tak dawno nie widziała. Prymula wraz ze swoim przyszłym mężem, Drogem - ponoć obiecał jej wielkie weselicho pod samym Urodzinowym Drzewem! Ależ to będzie zabawa! Rorimak, brat Prymuli, również miał przybyć wraz z nimi, i to cieszyło Esmeraldę niezmiernie, bo na niego zawsze można było liczyć, gdy szło o przygody. A przynajmniej tak to czuła, dostrzegając w Rorimaku podobną sobie ciekawość świata.
          A skoro już o ciekawości świata i przygodowym duchu mowa, na miejscu miał być także Milo. Dziwak według wielu, lecz dla Esmeraldy hobbit co najmniej intrygujący - kompan do wspaniałej wyprawy jak znalazł.

          - Najbardziej dziwi mnie, że poczciwy Bilbo sprosił też Lobelię - zagaiła do brata, gdy maszerowali, a niebo na to wspomnienie jakoś dziwnie pociemniało. Choć może był to tylko zwykły przypadek. - No wiesz, nigdy nie wydawała się szczególnie skora do wielkich podróży i przygód. Dalej, dalej, braciszku! Przyspiesz trochę kroku!

          Popołudniowy deszcz wcale nie ostudził zapału Esmeraldy - być może działał wręcz przeciwnie. Podróżowanie w strugach wody miało dla młodej Tukówny szczególny, przygodowy urok. Zsunęła kaptur z głowy, odsłaniając gęstą grzywkę i dwa długie, grube warkocze jasnych jak słoma włosów, ciesząc się każdą kroplą, która spadała na jej pyzatą, uśmiechniętą buzię.

          Uśmiech nie zniknął z jej twarzy nawet wieczorem, gdy w końcu dotarli do Bag End. Witała się ochoczo i radośnie z każdym kolejnym hobbitem: z Milo, Prymulą, Drogem, Rorimakiem, a nawet dla Lobelii starczyło uprzejmości i promiennego uśmiechu.

          - Och, och! - Esme niemal podskakiwała z ekscytacji, gdy Bilbo opowiadał o przygodzie, jaką dla nich wszystkich zaplanował.
          Jej wyobraźnia szalała, i zupełnie nie miało znaczenia, że droga miała prowadzić jedynie do Michel Delving i z powrotem. Zamiast wspomnianych psów widziała w myślach wielkie, straszliwe bestie, czyhające tylko, by pożreć wścibskie hobbity - i było ich znacznie więcej niż jeden!
          Na wzmiankę o kamiennych trollach Esmeralda już oczami wyobraźni widziała, jak klepie takiego kijkiem po głowie, podczas gdy pozostałe hobbity uciekają w popłochu. Zachichotała cicho pod nosem. Och, jakaż wspaniała przygoda ich czekała!

          - Hm. Hm. Tak, Prymulo, masz w zupełności rację! Powinniśmy zrobić to jak należy - pokiwała głową, jakby przytakując hobbitce, lecz zaraz potem uśmiechnęła się w ten sposób, w jaki tylko Tukowie potrafią. - A skoro to na prośbę samego Bilba, nie wypada robić tego inaczej, niż on sam sugeruje! Chodźmy zatem za sugestią Milo. Tak po prostu, jak powiedział, do Tukowej Skarpy!

          Na koniec uśmiechnęła się promiennie, bawiąc się końcówką jednego ze swoich warkoczy.

          text alternatywny

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          3
          • RewikR Rewik

            text alternatywny

            Minęło już niemal sto lat, odkąd Bungo Baggins pojął za żonę pannę z rodziny Tuków i zabrał ją z ojczystych stron, by wspólnie zamieszkać wśród osób rozsądnych. Zbudował dla niej wtedy dom, który miał dorównać rodzinnej rezydencji Tuków. Korzystając z własnych, niemałych przecież środków i posagu Belladonny kupił solidny kawał ziemi w dzielnicy Pod Pagórkiem, to jest części Hobbitonu położonej najbliżej szczytu Pagórka, gdzie wydrążył pyszną norę — najwspanialszą w Shire, jeżeli nie liczyć Wielkich Smajalów i Brandy Hall w Bucklandzie. Jako że leży u samego końca Bagshot Row, nadał jej nazwę Bag End.

            Dzisiaj jedynym właścicielem posiadłości jest wspomniany już wcześniej nie jeden raz i nie dwa - Bilbo Baggins. To tutaj miała rozpocząć się ich przygoda. Przy zielonych drzwiach Bag End.

            text alternatywny


            Gwiazdy nad ich głowami lśniły tego wieczora wyjątkowo jasno, zupełnie jakby popołudniowa ulewa opłukała niebo do czysta. Przybyli o wyznaczonym czasie. Rozpoznawali się nawzajem bez trudu, byli wszak wszyscy w ten, czy inny sposób spokrewnieni.

            Jedno z was już-już miało zapukać do drzwi, gdy drzwi otworzyły się z impetem, odsłaniając główny hol rezydencji i stojącego w progu gospodarza.
            — Jesteście nareszcie, tak się cieszę! — Bilbo dziarsko uściskął najpierw najmłodszych, Esmeraldę Tuk, Paladina jako drugiego, a potem już bardziej dorosłych hobbitów serdecznymi uściskami dłoni. — Proszę, proszę, nie stójcie tak na pewno zgłodnieliście! Ha! Dobrze Was widzieć, bardzo dobrze...

            Nim zdołaliście odzyskać rezon, już siedzieliście w przytulnym saloniku Bag End, przy wesoło trzaskającym kominku, pociągając ze świeżo napełnionych kufli i sięgając po pyszne przekąski, gdzie rychło zeszło z was zdrożenie po przebytej drodze. Bilbo, który z błyskiem w oku usadził was przed chwilą na wygodnych, mięciutkich krzesłach i sofach, sam miejsca nie zajął. Usługiwał przy stole i słuchał z radością jak wam minęła podróż. Czekał niecierpliwie, aż zniknie zawartość pierwszych talerzy, nie pozwolił wam jednak strawić ich zawartości w spokoju. Jedną rękę ułożywszy za plecami, palce drugiej zaczepiwszy o dewizkę u kamizelki, wyprostował się na całą wysokość i zaczął przemowę.

            — Chcielibyście się, jak sądzę, dowiedzieć dlaczegóż zawezwałem was tu dzisiejszego wieczora. Cóż… — nachylił się konfidencjonalnie, a w jego roziskrzonych oczach tańczył poblask płomienia z kominka. Ręką, którą dotychczas trzymał za plecami, wskazał zamaszyście w stronę okna. — Pragnę zaprosić was wszystkich do udziału w malutkiej przygodzie! — Bilbo po tych słowach aż klasnął z ekscytacji i na wpół podszedł, na wpół podskoczył do pucharka ze swoim napitkiem, a piosenka chyba sama mu się ułożyła na języku.

            O, dokąd śpieszymy,
            I dokąd ruszamy?
            Gdzie nogi nas niosą,
            Gdzie rzeki poniosą?
            Oh, tra-la-la-lalli
            Za tamte pagórki!

            — Ha! ha! Już dobrze, bo ciekawość pewnie was pożera! Nie jest to może wyprawa na miarę tej, która była moim udziałem, ale gwarantuję, że spisując się chwacko, zaskarbicie sobie moją wdzięczność oraz miejsce w pamiętnikach! Ot zwykła wyprawa tam i z powrotem! Ale czy to nie tak zaczynają się najlepsze przygody? Posłuchajcie zatem... — Tu przerwał i dla wzmocnienia efektu pociągnął długi łyk wina z kryształowego pucharka. Zaczem kontynuował: — Wiem, co sobie myślicie: „Stary Bilbo znów uknuł z czarodziejem Gandalfem, jakby tu posłać młodych hobbitów w nieznane”. Zapewniam, to nic z tych rzeczy. Wybralibyście się po prostu do Michel Delving i z powrotem, przynosząc mi przy okazji drogą pamiątkę rodzinną, znajdującą się obecnie w Domu Mathom.

            Bilbo wziął się za nakładanie wam kolejnej porcji smakołyków, a robiąc to kontynuował:
            — Owa pamiątka, to mapa Shire, sporządzona osobiście przez Starego Tuka i pełna jego rozmaitych cennych uwag. Próbuję ją odzyskać już od jakiegoś czasu: wysłałem całe morze listów do kustoszki muzeum, pani Malwy Slowfoot, obiecując szczodre datki w zamian za zwrot tego drobiazgu. Niestety, zostały bez odpowiedzi. Postanowiłem przeto załatwić rzecz dyskretnie, nie informując ani kustoszki, ani jej małżonka. Koniec końców mówimy tu o własności mojego i waszego (w większości) pradziadka, której miejsce jest bez dwóch w rękach Tuków. Poza tym oddam ją po wszystkim. Pojawiła się jednak nieoczekiwana przeszkoda: Slowfootowie postawili na straży Domu Mathom paskudne psisko, bestię bystrą i zajadłą, która dobrze zna mój zapach i podnosi raban, ilekroć jestem w pobliżu. Do tego cóż to byłby za skandal, gdybyście pokazali się publicznie w kompanii Szalonego Bagginsa! Plotkom nie byłoby końca. Dlatego ruszycie beze mnie. Odwagi macie wszak na kopy - inaczej bym was tu dzisiaj nie prosił. Ufam, że świetnie załatwicie tę drobną, ale istotną kwestię. Co wy na to?

            — Jest jeszcze jedna sprawa, a tyczy się trasy Waszej podróży. Nie chcę byście szli przez Hobbiton i nad Wodę przez kamienny most. Tam aż roi się od wścibskich hobbitów, co to by tylko plotkami żyli, a psy Sandymana obudzą po zmroku nawet przemienionego w kamień trolla, jakby tylko pomyśleć o przekroczeniu mostu. Musimy zaplanować trasę, tak by nie wzbudzić podejrzeń. Na noc zostaniecie u mnie, mam tu dość pokoi gościnnych. O śniadanie się nie martwcie, a po śniadaniu ciii... — stary Baggins przyłożył palec do ust w geście ciszy — ...nikomu ani słowa, zgoda?

            text alternatywny

            text alternatywny

            RewikR Niedostępny
            RewikR Niedostępny
            Rewik
            napisał ostatnio edytowany przez Rewik
            #13

            text alternatywny

            text alternatywny

            Tego wieczora światło świec migotało w Bag End dłużej niźli zazwyczaj, a bywało że Bilbo na długie wieczory przepadał spisując swoje przygody w opasłym tomie. Z całą pewnością w niejednej norce już rozpowiadano o jego gościach i o tym co złego z tego wyniknie - tak jak wtedy, gdy zniknął i nagle Shire zaczęło odwiedzać podejrzanie dużo krasnoludów.

            Czas jakiś rozważali opcje różnorakie, lecz rozmowy dotyczyły, jak to zwykle bywa także innych tematów. Bilbo niejedno słowo zamienił z Paladinem - o tym jak to pies Malwy i Bingo Slowfoot uprzykrzył mu niegdyś życie, o tym jaka to przebiegła bestia, co by po zapachu wyczuła i pewnie nawet niewidzialnego! A zajadła jaka i głośna! Nawet imię mu Fajerwerk dali! Opowiedział im też o swoich planach spisania przygód, które spotkały go za sprawą czarodzieja Gandalfa, odpowiadając przy tym na niewypowiedziane pytanie Lobelii o przyczyny zainteresowania Bilbo mapą Starego Tuka. Z Milo rozmowa na chwilę skręciła ponownie do ogrodnictwa. Bilbo zachwalał ucznia, który przez blisko dwadzieścia lat urósł pod okiem Holmana Greenhanda i w zasadzie już teraz samodzielnie zajmował się ogrodem przy Bag End i to jego zamysł był, by rdesty obok buzdyganek posadzić... i że działeczkę tu kupił nieopodal - pod Bag Row 3... i że dom budować będzie. Zresztą w tej sprawie brat Lobelii miał do Hobbitonu zawitać. Takie i wiele innych tematów poruszanych było, lecz prym wiodły rozważania o czekającej ich przygodzie. Rozważania, które zostały jednak w pewnym momencie brutalnie przerwane przez przerażoną Prymulę Brandybuck.

            – Natychmiast przestańcie wszyscy!

            text alternatywny

            – Wybaczcie proszę. Bilbo, kochany… chyba nie mówisz poważnie. Z pewnością kryje się za tym drobne nieporozumienie. Poznaliśmy z Drogo Malwę. To przemiła starsza pani. Pojedziemy do niej, jeśli to dla ciebie ważne i poprosimy o tę mapę. To elfie lusterko, które ci z Drogo podarowaliśmy nada się na wymianę.

            Pewną dozę konsternacji Bilbo przykrył szczerym uśmiechem.
            – Ale oczywiście, oczywiście droga Prymulo... ja, musisz mi uwierzyć, że zrobiłem wszystko co w mojej mocy, by móc zajrzeć do tej mapy bez uciekania się do takich psikusów. Już prawie rok zabiegam, by choćby na czas jakiś móc ją zabrać, by sporządzić jej kopię. Spotkania, listy, podarunki nawet i propozycje wykupienia! A przecież mapę zwrócę, jak tylko będę mógł! Chodzi o wypożyczenie, nie kradzież oczywiście. Nic z tych rzeczy! Nigdy bym was o coś takiego nie prosił. Nie jest to też do końca włamanie... Dom Mathom, jak wiecie stoi otworem dla wszystkich gości. Ale oczywiście, jeśli powiodłoby wam się to z przyzwoleniem pani Slowfoot, tym lepiej, tym lepiej!

            Primula Brandybuck: przenikliwość (PT 12) - | 1 | 3, text alternatywny| - porażka!

            Nawet jeśli pierwsze wrażenie mogło Primulę zmylić co do dobrych intencji ich gospodarza, nie sposób było orzec, co tak na prawdę planował stary Baggins. Chyba bezpiecznie było zatem założyć, że nie mija się z prawdą. Ale... no nie wiadomo!

            – Lusterkiem jeszcze nie zdążyłem się nacieszyć – kontynuował gospodarz. – Z pewnością jednak znajdę i inne rzeczy, które mógłbym oddać w zamian. O wielu z nich Pani Slowfoot już słyszała. Z wami też chętnie podzielę się przedmiotami zdobytymi w podróży. Jeśli zechcecie, rzecz jasna, przyjąć je jako podziękowanie moje dla Was, za pomoc, o którą proszę.

            Lobelia Bracegirdle: szukanie (PT 12) - | 6, 1 | 2 | - porażka!

            Z jakiegoś powodu, Bilbo zerkał przy tym na Lobelię i srebrną zastawę. Hobbitka prawie nie odzywała się przez długa część spotkania, za to obserwowała i osądzała uważnie - a to porządek w izbie, a to serwowane potrawy, a to jeszcze coś innego, ale nie wpadł jej w oko praktycznie żaden przedmiot, który zgorszyłby porządną hobbitkę... może poza mieczem zawieszonym nad kominkiem.

            text alternatywny

            Dyskusja jeszcze trwała, Bilbo starał się ugłaskać różne obawy, które w naturalny sposób pojawiały się u jego gości, służył też radą. Pomysł by udać się do Tukowej Skarpy, jakby to był najzwyklejszy w świecie spacer uznał za niezgorszy, lecz zaproponował też inną ścieżkę, o której myślał nim wszyscy przybyli. Wiodła ona przez rzekę na północ od Hobbitonu. Przekroczyć Wodę mieliby w miejscowym wypłycenia i dalej ruszyć do Rozstajów. Tam spędzić noc, by wyruszyć już gościńcem do Michel Delving. Aktualnie więc na stole były dwie opcje, lecz decyzji jeszcze nie podjęto.

            text alternatywny

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            4
            • Pan ElfP Online
              Pan ElfP Online
              Pan Elf
              napisał ostatnio edytowany przez Pan Elf
              #14

              Esmeralda Tuk

              text alternatywny

              text alternatywny

              Młodziutka Tukówna siedziała przy stole i przysłuchiwała się dalszej rozmowie między pozostałymi hobbitami. Bardzo spodobał jej się pomysł Milo, by udać się do Tukowej Skarpy, a potem do Michel Delving, nadkładając nieco drogi. Tak było aż do chwili, gdy Bilbo wspomniał o przekraczaniu Wody. Jej oczy rozszerzyły się - i choć rzeka budziła w niej dreszcz niepokoju, duch przygody rychło zwyciężył. Już wyobraźnią dziarsko brodziła przez płycizny, prowadząc resztę hobbitów niczym niestrudzona przewodniczka.

              - Ojej! To naprawdę dobry pomysł, jeśli chcemy utrzymać naszą wyprawę w sekrecie przed wścibskimi oczami i uszami! Żaden hobbit nie pomyślałby, by ciekawsko wypatrywać innych hobbitów przekraczających Wodę!

              Esmeralda uśmiechnęła się radośnie, po czym sięgnęła po kilka kruchych herbatników. Nie było już wątpliwości, za którą opcją opowiadała się Tukówna. Spojrzała po zebranych - najpierw na brata, a potem na Lobelię - i wyobrażając sobie ją brodzącą przez Wodę, zachichotała mimowolnie.

              text alternatywny

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              2
              • RewikR Niedostępny
                RewikR Niedostępny
                Rewik
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
                #15

                text alternatywny

                Ich gospodarz radośnie podskoczył do pieca, gdzie piekł się kolejny kulinarny specjał, a zapach przyjemnie piescił ich nosy już od jakiegoś czasu.
                – Podoba mi się twój entuzjazm, kuzynko! – powiedział Bilbo do Esmeraldy, wyjmując zapiekane ziemniaczki z ziołami na pierzynce z boczniakami. Podszedł do stołu, uprzedzając że jeszcze bardzo gorące. Nie była to może słynna potrawka Boffinówny, ale pachniała równie pięknie i obiecująco. – Ha ha! Chyba widzę ten błysk w oku, który ponoć i ja miałem opuszczając Bag End.

                Primula Brandybuck zużywa 1 punkt nadziei!
                Primula Brandybuck: przenikliwość (PT 12) - | 1 | 3, text alternatywny, +3| - wielki sukces!

                Słowa o błysku w oku i wcześniejsze wrażenie ponownie skłoniło Primulę do uważnego słuchania starszego kuzyna, a kilka celnie zadanych pytań wreszcie sprawiło, że chyba dostrzegła pewną prawidłowość. Bilbo najwyraźniej wolałby żeby wcale nie szli najprostszą drogą! Wyglądało na to, że nie chciał by tak zwyczajnie przeszli przez most i by po prostu poszli i poprosili o mapę. Ale dlaczego? Może miał to być jakiś test? Do czego test? Tego nie mogła wiedzieć, nie... Ale byłoby chyba niegrzecznie powiedzieć to co sobie myślała, prawda? Będzie musiała to omówić z Drogo, w końcu to też Baggins!

                text alternatywny

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • PaniczP Online
                  PaniczP Online
                  Panicz
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Panicz
                  #16

                  Milo Makary Tuk

                  Emocje w Bag End buzowały, zasilane mocną herbatą z podlewanego co i rusz imbryka. Milo westchnął na słowa Prymulki aż nazbyt głośno, trafiony jej obruszeniem w sam splot pragnień i powinności. Skonfundowany wylewnością własnego wzdechu, zajrzał głęboko w kubek, nagle zaintrygowany herbatą, a gdy trzeba było dać jej już spokój, odstawił naczynie i ruszył z operacją poprawiania mankietów. Szacując, że wieczór pozwala, a w ten sposób będzie można wyłączyć się poza niepokoje na dłużej, zaczął podciągać rękawy zwijając je równiutko w prawdziwym pokazie geometrii.

                  Przygoda, jak zarysował ją Bilbo, była prawdziwie kusząca, ale Prymulka miała wiele racji (jeśli i nawet nie całą). Makary miewał różne zwariowane pomysły i serce załopotało mu jak kwiczoł, gdy tylko Baggins zaczął snuć swój szelmowski zamysł... Ale młoda Brandybuckówna mówiła szczerze i z serca, w tej przyzwoitości, na którą nie szło się krzywić jako na ciężki od kurzu przeżytek, ani na rozmiłowany w kontroli rygoryzm.

                  Milo podniósł z powrotem stygnącą herbatę i pociągnął łyk. Ciepło rozlało się po ciele, a nadzieja bijąca z pogodnej twarzy młodej Esme zalała nią i ducha, który wcześniej na chwilę przygasł, ściśnięty między przygodą a przyzwoitością. Tuk wiedział, że będzie dobrze. Że wyprawa ruszy, plan wypali, a nikt nikogo przy tym nie pokrzywdzi, bo to przecież było Shire (do kroćset!).

                  – Prymulka ma rację – wyraził poparcie Milo. – Przygoda, choć wiem, że słowo może niektórych mierzić jak owczy sweter... – A on drapie, wiem, ale który to przyjemniejszy, gdy chłód przychodzi? – Przygoda kusi. Ale w przygodzie nie możemy się zatracić, żeby nikt naszej wycieczce za dobrą sprawą nie zarzucił chuligańskich pobudek.

                  – I ja tego pragnę uniknąć – potwierdził Bilbo. – Sam wiesz, kuzynie, jak wielu dobrym sprawom szyki plączą nieporozumienia. I jak czasem trzeba im mimo przeć naprzód...

                  – Ano bywa trudno – zgodził się Tuk. – Ale nasza Kompania (część hobbicich brwi podniosła się do góry na takie mianowanie) podoła. I to wcale nie kosztem przygody, bo ruszyć przez Wodę... - Milo uśmiechnął się do Esme, tak uniesiony jej radością na nowe, jak i pewnie ona sama. - To prawdziwie pyszny dla niej początek.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  3
                  • GladinG Niedostępny
                    GladinG Niedostępny
                    Gladin
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                    #17
                    Lobelia Bracegirdle
                    text alternatywny - Radam widzieć drogi Bilbo - ozwała się wtem Lobelia wstając i zaczynając krążyć po pomieszczeniu - że mimo kawalerskiego stanu starasz się dbać o domostwo.

                    - Jak na mężczyznę, rzecz jasna - dodała szybko, jednocześnie lustrując wzrokiem półki i blaty.

                    - Ale winieneś zważyć na słowa Prymuli, narzeczonej kuzyna, przyszłej pani Baggins... Nie mówmy może o intencjach, bo tymi różne miejsca można brukować... - zamachała przy tym energicznie ręką.

                    - ...ale zważ, na jaki szwank reputację swych bliskich krewnych wystawiasz. Ludzie gotowiby pomyśleć, że zrobiłeś z nich... w-ł-a-m-y-w-a-c-z-y - zakończyła akcentując ostatnie słowo.

                    Wzrok przy tym padł jej na okładkę książki, której ktoś - Bilbo, niewątpliwie - nadał tytuł „Przygody dobrego goblina Czmycha”. Z tejże okładki wyzierał naszkicowany obrzydliwy stwór ujeżdżający dzika. Biedna Lobelia z trudem powstrzymała odrazę.

                    text alternatywny

                    Nie wiedziała, że Bilbo od wielu lat snuje nastolatkom bajki o stworach cudacznych, demoralizując młodzież. Która zbyt często nader rada tej demoralizacji była, jak to już z młodzieżą bywa. Ostawmy to. Faktem było, że Bilbo jął te opowiadania spisywać. A nawet planował, że kiedyś wyda tomik zdobiony przepięknie.

                    - Nie godzi się. Do tego przez rzekę? Rzeki są niebezpieczne. I mnie się widzi, że Prymula słusznie ich się obawia. Cieszy mnie, że w tym towarzystwie tak wiele rozsądnych głosów się znalazło.

                    Zatupała nogą obrzucając zebranych spojrzeniem.

                    - Cóż, jeżeli kustoszka po dobroci mapy dać nie chce, widać ma ku temu powód! A na taki powód pewnie trzeba byłoby sobie zapracować. Jestem święcie przekonana, że gdyby wszem i wobec szanowana i poważana hobbitka - czy hobbit, rzecz jasna - z prośbą podobną się zwróciła, problemu by nie miała. Dyplomacja drogi Bilbo, dyplomacja...

                    - Mogłaby to właśnie Prymula prosić o dostęp i wypożyczenie, pod pretekstem użycia tej mapy do sporządzenia jakowejś niespodzianki czy prezentu dla narzeczonego. A gdyby pani Slowfoot jej odmówiła, sama by się na niechęć szanownych obywateli naraziła, ot co!

                    Wykonawszy swą perorę, rozejrzała się po zgromadzonych.

                    - Zatem wytłumacz nam drogi Bilbo, jakiż to powód jest, by nas nie można było zobaczyć w Hobbittonie nie można, ale już w rozstajach i owszem? - podjęła na nowo, nie czekając, aż pozostali zdążą przegryźć cokolwiek właśnie jedli i zabrać głos.

                    - To wiadomo, cały Hobbiton gada, że się tu liczna gromada zgromadziła. A jakby tak wszyscy wyjechali i było słychać, że Michel Delving kradzież była... bo nikt nie nazwie tego wypożyczeniem, o tym zapomnijcie... to byle kiep powiąże te wydarzenia.

                    - Ale czy naprawdę sądzisz, że jeżeli nie zauważą nas wyjeżdżających przez Hobbiton, to się słowo nie rozniesie? A czy to jeszcze bardziej podejrzane nie będzie, jeżeli się okaże, że nie w Hobbitonie właśnie nas nie widziano? A to nie lepiej dla twej sprawy byłoby, aby właśnie przez Hobbiton gromko i widno przejechać, ale w stronę Żabiej Łąki skręcić?

                    - Tak to mi się widzi. Więc ja się pytam ciebie ponownie, dlaczego? Dlaczego nas obaczyć tam nie mogą, jeżeli gdzie indziej nas zobaczą? Równie dobrze, możemy się za krasnoludy przebrać. TAK! Dobrze słyszeliście! Za krasnoludy. Mało ich tu się kręci? - znowu potoczyła wzrokiem po zebranych.

                    - Albo czyż nie lepiej by było, gdybyśmy się rozeszli stąd różnymi drogami tak, by każdy nas widział? Zamiast niepotrzebną sensację wzbudzać? Sami to powiedzcie!

                    I zakończywszy całe to przemówienie siadła by czym prędzej nerwy zszargane zagryźć plackiem. I to wcale nie zszargane przemową, a tym... tym... szkaradztwem na okładce książki. Brrr...


                    Sesja Karak Varn

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    5
                    • RewikR Niedostępny
                      RewikR Niedostępny
                      Rewik
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
                      #18
                      Ten post został usunięty!
                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • WiredW Niedostępny
                        WiredW Niedostępny
                        Wired
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
                        #19

                        Rorimak Brandybuck był statecznym hobbitem koło 60tki, bratem Primuli i wkrótce dziedzicem Bucklandu.
                        Zajmował się głównie polowaniem na króliki, spacerami po lesie, strzelaniem z łuku i snuciem opowieści o tym jak odpoczywa. Daleko mu było do narywistych Tuków czy szalonego Bagginsa, chociaż dobrze pamiętał że Bilbo nie był taki zanim szary czarodziej nie namieszał mu w głowie.
                        Sam, jak na odpowiedzialnego przyszłego szwagra przystało gdy tamten zniknął zaopiekował się jako Bag Endem, solidnie wypalając zapasy zioła i racząc się codziennie winem. Bilbo do dziś miał mu to za złe, chociaż nie rozumiał do końca o co mu chodzi, lepiej że w rodzinie zostało niż miałyby je jakieś hobbity z Shire ukraść, a tak się przecież stało z niejedną rzeczą jak tylko stary Rory poszedł do lasu zapolować na królika pod potrawkę!

                        Nic wdzięczności!

                        Ale Rory nie chciał by jakaś zła kew między nimi była, szczególnie ze względu na Primulę, toteż jak dostał list to się spakował, i w butach - jak na bucklandczyka przystało - z plecakiem pełnym narzędzi, jedzenia i zioła do palenia, a przede wszystkim ze swoim łukiem. Wyruszył i, nie zapominając oczywiście o siostrze, przybył z nią do Bilba progów.

                        Zbieranina w jego domu była niemała, toteż przybywając ostatni musieli sporo nadrobić, a to w temacie poczęstunku, a to zioła zapalić, a to pogaworzyć i popytać przyjezdnych o wieści z ich krańców Shire.

                        W końcu Bilbo przeszedł do rzeczy, a rzecz ta co najmniej była dziwna. Wszak prosił ich o włamanie do muzeum!
                        Rory nie był pewien czy jego dług wobec Bilbo sięga tak daleko...

                        - Wodą czy nie wodą, rzekł senior, wydaje mi się że Bilbo nam całej historii nie mówi, skoro wiadomo że mapa Tuków, to wystarczy im infamią zagrozić. Czemu więc mamy ją ukradkiem pożyczać i oddawać, skoro nie ich?

                        - jak w ogóle ta mapa dostała się w posiadanie muzeum i kustoszki Malwy? - dopytywał.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        3
                        • RewikR Niedostępny
                          RewikR Niedostępny
                          Rewik
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
                          #20

                          text alternatywny

                          Bilbo słuchał reprymend Lobelii z lekko przygaszoną miną, ale też chyba czasem, gdy nie patrzyła, strojąc miny do reszty gości.
                          – Zwykłem działać pochopnie, dlatego też cieszę się, że możemy te sprawy wspólnie omówić. – Bilbo rozłożył przepraszająco dłonie z rozbrajającą szczerością. – Głos rozsądku, to coś czego nigdy zbyt wiele, droga Lobelio! Ale tak, tak... pytałaś o... już wiem! Wytłumaczenie, dlaczego mostu unikać należy, a Rozstaje uważam za bezpieczne - jest podwójne. Pierwsze, nie ma tam tylu plotkarzy i gawędziarzy co tutaj, w Hobbitonie i Nad Wodą – Hobbit począł ich wyliczać na dłoni, ale szybko zrezygnował, machając dłonią jakby muchę odpędzał – Twoofootowie, Greenhandowie... długo by wymieniać, a Rozstaje to przecież R o z s t a j e. Co dzień tam targi i kramów bez liku, podróżni często tamtędy chadzają, bo to Gościniec Wschodni, nawet krasnoludowie, to i nikt nie zwróci uwagi na grupę hobbitów. – Tutaj nagle ściszył głos – Ale jeśli to prawda, że już o nas te długie języki rozpowiadają, to ostrożności faktycznie nigdy za wiele.

                          Baggins, zaczął maszerować wzdłuż stołu, z dłońmi splecionymi za plecami.
                          – Może tak, może tak powinniśmy zrobić? Rozejść się każdy w swoje strony, albo po dwóch, trzech? Pomysł z przebraniem przedni! Znajdę nawet płaszcz, co to go od przyjaciół dostałem, podczas mojej wyprawy. Ha! Dwa nawet! Resztę uszyć by można chybcikiem. Drogo, bądź tak uprzejmy, tam nad kredensikiem, powinny tam być!

                          Drogo zastygł z buzią pełną ziemniaczków i z jeszcze niedojedzoną zawartością skoczył na taborecik, by sięgnąć nad kredensik, co to znajdował się nad nim.
                          – Mnie też pomysł przechodzenia przez rzekę się nie widzi, ale jeśli będzie trzeba, to dam radę. – zapewnił o swojej odwadze, sięgając po nudny, szary płaszcz wyszywany futrem. – Słyszałem, że Stary Tuk sam mapę do Domu Mathom oddał, zresztą Bilbo też kilka swoich skarbów, prawda? – odpowiedział Rory'emu.

                          I już, już ściągać miał! Już schodzić, a przechylił się! Złapał się czegoś, lecz na nic to się zdało! Już ratować się chciał i już na nogi lądować, a jednak bucnął niezdrowo, nogi układając nieostrożnie.
                          – Aaaaa! – Za kostkę się złapał – Ojojoj! – zakrzyknął – Nic mi nie jest! – dzielnie zapewnił, lecz noga jakby spuchła i koloru nabrała!

                          Drogo Baggins otrzymuje ranę!

                          text alternatywny

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          2
                          • GladinG Niedostępny
                            GladinG Niedostępny
                            Gladin
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #21
                            Lobelia Bracegirdle
                            Lobelia Bracegirdle Ten Bilbo! Musial przerobić norę! Kto to widział, by kredens nie sięgał sufitu!? I kto to widział, by ubrania trzymać na kredensie!?

                            Oczywiście, dziwactwa Bagginsa nie skończyły się dobrze. Chętnie dowiedziałaby się, co z nogą Drogo, ale ten był obecnie przez opieką Prymuli, więc pewnie i tak zaraz się dowie.

                            Gdyby ona, Lobelia, była panią Bag Endu, coś takiego nie miało prawa się stać!

                            Zatupała nerwowo nogą. Jeżeli pozwoli Bilbo dalej ciągnąć sprawę, szkód będzie więcej! Nie żeby jakoś specjalnie jej zależało na pozostałych gościach. Sami sobie ściągnęli to na głowy. Czy jak w przypadku Drogo - na nogi. Tak, jeżeli coś miałoby się im stać, to byli równie winni jak i Baggins.

                            Niestety, pozostanie w tym towarzystwie również jej groziło uszczerbkiem. I to zarówno na zdrowiu jak i na reputacji.

                            Zatem... co robić? Stłuczona czy skręcona, noga Drogo nie nadawała się, by mógł na niej ruszać samodzielnie. Trzeba go zatem zostawić. Oczywiście Prymula zostanie się nim opiekować. To już zmniejsza liczebność grupy, dobrze. Ale nadal jest ich zbyt dużo.

                            Lobelia czuła, że musi wziąć towarzystwo w karby i wyznaczyć im drogę. Inaczej zestarzeje się tutaj czekając, aż podejmą decyzję.

                            – Co za nieszczęście! - wykrzyknęła na głos. - Prymulo, moja droga, co z nim? Oh, z pewnością nie będzie mógł teraz nigdzie iść! Trzeba go będzie do domu odwieźć.

                            Odwieźć... no tak...


                            Sesja Karak Varn

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            4
                            • MarrrtM Niedostępny
                              MarrrtM Niedostępny
                              Marrrt
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #22

                              Prymula Brandybuck

                              - Słodka fortuno! - zawołała Prymula na widok upadającego lubego. Drogo był odważny i niejednokrotnie porywczość go ponosiła. Nie była więc specjalnie zaskoczona gdy rzucił się ku kredensowi. Niestety jednak niezgrabą też mu zdarzało się bywać. Choć… nie mogła odmówić sobie spostrzeżenia, że było to na swój Bagginsowy sposób, urocze - Drogo, miły nic Ci nie jest? Daj. Pokaż mówię. Przecież spójrz, że nie jest w porządku - delikatnie acz stanowczo odtrąciła opędzające się od pomocy dłonie Droga - Esme, kochanie, przyniesiesz coś na okład? Ach… na to się nie przygotowaliśmy. Czy masz może Bilbo w ogródku jakieś stosowne zioła? Doktór polecał mi zdaje się żywokost, ale ja kompletnie nie wiem jak wygląda! Ależ jest Milo! Kto by się lepiej znał niż Ty, mój drogi! Czy pomógłbyś proszę? - zwróciła się do hobbita w ten swój prymulowy dystyngowany, a jednocześnie w jakiś sposób osobisty sposób dzięki któremu rozmówcy Prymuli czuli wewnętrzną niechęć do uchybienia jej, czy odmówienia czegokolwiek - No ładnie Drogo. Zwichnięta jak nic. Usiądź proszę i nie wierć się.

                              - Całkowita racja Lobelio - Przyznała lekko zaskoczona rezolutnej hobbitce - Nie ma mowy o żadnych przełajach ani eskapadach. Wracamy do Brandy Hallu. I na moje oko Drogo tydzień co najmniej spędzi pod pierzyną. A myślę, że nie obejdzie się też bez wizyty u…

                              I w tym momencie Prymula urwała nieoczekiwanie. Tym bardziej nieoczekiwanie, że była hobbitką, która zawsze wiedziała co chce powiedzieć i nie zwykła plątać się w słowach ani szukać odpowiednich wyrażeń. Tym razem jednak język jakby uwiązł jej w gardle, a najmłodsza córka Gorbadoca zastygła na dobrych kilka sekund. W jej głowie bowiem urodziła się myśl. Taka zupełnie nie jakby jej myśl. Jakby czyjaś inna, ale przeciwnie bo jej własna. Bardzo własna i pełna prymulowatości, której nie mogłaby się wyrzec nawet gdyby bardzo chciała. A dobre hobbickie maniery sugerowały właśnie wyrzeczenie się tej myśli. Cóż jednak było począć. Myśl już się zalęgła i wygodnie rozsiadła w eleganckim saloniku prymulowego rozsądku.

                              - Paddi, kuzynie - zwróciła się do starszego z Tuków - Czy dobrze pamiętam, że na Tukowej Skarpie, które jest znacznie bliżej od Brandy Hallu mieszka doktor... ach... nie pomnę imienia... Rattlebee zdaje się?

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • GreKG Niedostępny
                                GreKG Niedostępny
                                GreK
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez GreK
                                #23

                                text alternatywny!

                                Paladin Tuk Drugi.

                                Paladin zareagował natychmiast — choć „natychmiast” w jego wydaniu oznaczało serię ruchów i myśli, które niekoniecznie układały się w logiczną kolejność.

                                Najpierw poderwał się z krzesła tak gwałtownie, że to krzesło cofnęło się o pół stopy, urażone.
                                — O-ho! — wyrwało mu się, gdy zobaczył Droga na podłodze, stołek przechylony pod nieodpowiednim kątem, a całą sytuację wyraźnie nie tam, gdzie powinna być.

                                Zrobił krok w przód, potem drugi… po czym zatrzymał się nagle.
                                — Mówiłem — mruknął, wskazując palcem stołek — stołki są zdradliwe. Zawsze były. Człowiek… to znaczy hobbit… wchodzi na nie z ufnością, a one tylko czekają.

                                Prymuli, która już klęczała przy Drogo, przyglądał się z rosnącym niepokojem, kręcąc głową w sposób drobny, nerwowy, jakby próbował roztrząsnąć myśl, która ugrzęzła mu za uchem. Gdy padły słowa o zwichniętej kostce, Paladin skrzywił się wyraźnie — jak ktoś, kto doskonale wie, jak bardzo kostki potrafią być nielojalne.

                                — Kostka… — powtórzył. — Wiedziałem. Zawsze mówię: kolana, kostki i buty — żadnemu nie można ufać.

                                Zaczął krążyć wokół sceny drobnym półkolem, ostrożnie stawiając bose stopy, żeby przypadkiem nie nadepnąć na czyjąś dłoń ani na sytuację, która i tak już była wystarczająco skomplikowana. Co chwilę pochylał się, jakby chciał pomóc, po czym prostował się znowu, bo właśnie przypomniało mu się coś bardzo ważnego.

                                — Nie ruszaj nim — rzucił nagle, po czym od razu dodał: — To znaczy… ruszaj, ale powoli. Albo wcale. Albo tylko tyle, ile trzeba.

                                Potarł dłonie o kamizelkę.
                                — Zwichnięcie to nie żarty. Raz widziałem, jak hobbit zwichnął kostkę i przez tydzień kulał, a przez drugi tydzień wszyscy mu o tym przypominali.

                                Pochylił się wreszcie bliżej, ostrożnie, z miną człowieka, który absolutnie nie chce zaszkodzić, ale czuje, że powinien coś zrobić.
                                — Drogo — powiedział łagodniej, niż można by się spodziewać. — Ty się nie przejmuj. Leż. Leż to masz opanowane bardzo dobrze.

                                Potem spojrzał na Prymulę, kiwając głową z uznaniem.
                                — Dobrze mówisz. Kostka. To ona wszystko psuje. — Zawahał się. — Trzeba ją potraktować stanowczo… ale delikatnie.

                                Zamilkł na moment, po czym dodał, jakby dochodząc do oczywistego wniosku:
                                — A stołek… stołek należy usunąć z pomieszczenia. Żeby nie kusił innych.

                                I zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, odsunął zdradliwy mebel pod ścianę, po czym wrócił na swoje miejsce przy Drogu, wyraźnie uspokojony, że przynajmniej jedno zagrożenie zostało właśnie opanowane. I to przez Paladina Tuka Drugiego.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                3
                                • GreKG Niedostępny
                                  GreKG Niedostępny
                                  GreK
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez GreK
                                  #24

                                  text alternatywny!

                                  Paladin Tuk Drugi.

                                  Paladin — a właściwie Paddi, bo w takich chwilach wszyscy mówili do niego miękcej — zatrzymał się w pół ruchu. Jeszcze przed chwilą poprawiał poduszkę pod nogą Droga, po czym nagle znieruchomiał, jakby dopiero teraz usłyszał, że ktoś zwrócił się wprost do niego.

                                  — Ja…? — mruknął, prostując się zbyt szybko. — To znaczy… pytasz mnie?

                                  Na moment wyraźnie się zakłopotał. Potarł kark, potem brodę, potem — zupełnie niepotrzebnie — sprawdził, czy kamizelka nadal jest zapięta. Spojrzał na Prymulę, potem na Droga, na Bilba, jakby odpowiedź mogła leżeć gdzieś na podłodze obok stołka.

                                  — Doktor… tak… — zaczął, przeciągając słowo, jakby chciał dać sobie czas na dogonienie własnych myśli. — Rattlebee. Rattlebee, oczywiście że Rattlebee.

                                  Kiwnął głową z rosnącym przekonaniem, choć nadal wyglądał, jakby sam siebie upewniał.
                                  — Mieszka na Tukowej Skarpie. Albo przy Skarpie. Znacznie bliżej niż Brandy Hall, to na pewno. Ma dom z tym… krzakiem przed wejściem. Zawsze za wysoki. Nigdy go nie przycina.

                                  Zamilkł na ułamek sekundy.
                                  — Albo przycina, tylko krzak się nie słucha. Tak czy inaczej — doktor jest porządny.

                                  Znów spojrzał na kostkę Droga i skrzywił się lekko.
                                  — Zwichnięcia zna. Bardzo dobrze zna. A i nie zadaje głupich pytań, tylko od razu mówi, co boli i jak długo będzie bolało, co jest uczciwe.

                                  Westchnął i rozłożył ręce, trochę bezradnie.
                                  — Przepraszam… w tym całym zamieszaniu… stołki, kostki, psy w wyobraźni… — machnął dłonią. — Tak. Dobrze pamiętasz. Rattlebee. I jeśli mamy iść po kogoś, do kogoś to właśnie do niego.

                                  Po czym dodał ciszej, z tym swoim tukowym zawstydzeniem:
                                  — Czasem człowiek… hobbit… musi najpierw posprzątać myśli, zanim przypomni sobie oczywiste rzeczy.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  3
                                  • PaniczP Online
                                    PaniczP Online
                                    Panicz
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Panicz
                                    #25

                                    Milo Makary Tuk

                                    Przygody, jak to przygody, nie działy się w cichości i szyte liniowym haftem. Zawsze było w nich trochę rabanu, ścieżki kluczyły, a bóle i wątpliwości bohaterów, gdy stali u chwili krytycznej były nieodzowne dla dobrej historii, jak deser po drugim.

                                    Znać było zatem, że moment stanął krytyczny, bo upadek Droga, huk, jęk, stęk i ogólne wzmożenie wpisywały się w pełny przygodowy rejestr. Oto śliski przypadek rozsupłał wątpliwości spojrzeń i pchnął hobbitów prawie, że już na szlak. Na razie do doktora, na razie na południe w znajome strony, ale czy nie to pierwsze pchnięcie na znajomy skraj gniazda otwiera drogę do lotu?

                                    Milo kiwnął Prymulce na potwierdzenie, że robi się i chwytając kapelusz z wieszaka (ale bez straty chwili, bo przecież zdrowie kuzyna) wyrwał pędem szukać roślinnych remediów. Długo nie trzeba było szukać, bo Bilbo prowadził swój ogródek bezbłędnie - arnika żółciła się już pierwszymi pąkami, a purpurowe dzwonki żywokostu dyndały na przydomowej grządce. Tuk odciął właściwe fragmenty roślin małym nożykiem (listownym, ale niezgorszym i w chwili takiej potrzeby) i zaraz walił do domku z powrotem, uszykować okłady.

                                    Na miejscu zgrabiał nieco w ruchach, jakby szybka przebieżka ujęła mu dechu, bo zdał sobie nagle sprawę, że o ile czytał jak przygotować odpowiednie lekarstwa i znał się na ziołach, tak ciągle była to tylko wiedza książkowa, której dotąd w życie nie wcielił. Miał wprawę w pichceniu przydatnych i przydatnych mniej dziwactw z własnego ogródka (i ogrodu Natury), ale tego akurat dotąd nie robił.

                                    - Za trudne przecież być nie może, pomyślał i uśmiechając się nerwowo, zagaił Bilba o bandaże i moździerz do roztarcia ziółek. - W najgorszym razie... Najwyżej nie pomoże.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    3
                                    • WiredW Niedostępny
                                      WiredW Niedostępny
                                      Wired
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
                                      #26

                                      text alternatywny
                                      Rorimak Brandybuck

                                      Zamieszanie jakie się zrobiło sprawiło że stary Rorik postanowił zapalić fajkę i odciąć się do zgiełku.
                                      - Wizyta u doktora to dobre wytłumaczenie naszej podróży - wtrącił
                                      - a przynajmniej dla części z nas

                                      - Dla mnie obojętne co jako grupa wybierzemy, osobiście byłbym za drogą na przełaj, przynajmniej ja i Milo możemy ją obrać i umówić gdzie się spotkamy z resztą

                                      - Bilbo, mój drogi, jak rozumiem moje zobowiązania wobec Ciebie, o których kiedyś żywo dyskutowaliśmy, różniąc się co do zasad gościnności i opieki nad Twoim domem gdy byłeś poza Shire, to po tej przysłudze będą spłacone z nawiązką i zamkniemy definitywnie ten temat? - zapytał gospodarza, nieco ciszej, gdy inni zajęci byli Drogo i jego kostką

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      2
                                      • GladinG Niedostępny
                                        GladinG Niedostępny
                                        Gladin
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                                        #27
                                        Lobelia Bracegirdle
                                        Lobelia Bracegirdle – Kto chce iść przez wodę, niechaj się zatem udaje przez wodę. Bronić przecież nie będę.

                                        – Po tym, jak dzisiaj padało, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby poziom wody był wysoki a przeprawa trudniejsza, niż nasz gospodarz sobie to zaplanował.

                                        – Ale ja z Prymulą zajmę się Drogo.

                                        – Późno już, dzisiaj jakoś musimy poradzić sobie samemu. Ale z rana ruszę do Hobbitonu zobaczyć, czy nie uda mi się znaleźć brata lub ojca, ich wóz jest duży. Mógłby nas zawieźć do doktora. Kto wie... może większą grupą będziemy mogli się zabrać. Niektórzy mogliby nawet schować się wśród materiałów budowlanych lub przebrać za robotników dla niepoznaki.

                                        – A gdyby kto chciał w rzeczy samej za krasnoluda się przebrać, to ma okazję swym kunsztem się popisać i przebranie zrobić.

                                        – A potem... wszyscy moglibyśmy się w Tukowej Skarpie spotkać. Ale Milo winien podróżować z nami - nie zgodziła się z Rorimakiem. - Co by to było, gdybyśmy do Tukowej Skarpy dotarli przed nim?

                                        – A skoroś skory do przeprawy na przełaj, to weźże ze sobą Esmeraldę, bo widać ciekawa niebezpieczeństw - rzekła wyrzucając z siebie „niebezpieczeństw”, jakby to trucizna była.

                                        – A i Paladin z wami iść może na wypadek, gdyby wasza grupa jednak pierwsza do Tukowej Skarry dotarała.

                                        – Zatem moi drodzy? Bilbo? Wskażesz nam posłania na noc? Zróbcie trochę miejsca, zamiast przeszkadzać. Widzicie przecież, że Prymula nie ma jak się narzeczonym zająć.


                                        Sesja Karak Varn

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        5
                                        • WiredW Niedostępny
                                          WiredW Niedostępny
                                          Wired
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
                                          #28

                                          text alternatywny
                                          Rorimak Brandybuck

                                          - Milo zna się na chodzeniu po lesie nie gorzej ode mnie, stąd pasuje do takiej podróżu, nie rozumiem skąd to rozstawianie Tuków, niech sami decydują - odparł stary Rori akcentując słowo rozstawianie, widząc że Tuków chciała przydzielać jak pionki

                                          WiredW 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          2
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy