Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. CyberCore

CyberCore

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
16 Posty 1 Uczestników 40 Wyświetlenia
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • BoomyB Niedostępny
    BoomyB Niedostępny
    Boomy
    napisał ostatnio edytowany przez Boomy
    #1

    Pierwsza część sagi Cyber Core. Sesja była solówką między mną a użytkownikiem Deadpool na Lastinn.info. Początkowo mieliśmy dodatkowego towarzysza, ale szybko przestał się pojawiać.

    Oryginalna sesja rozegrałą się między 10-04-2013 a 22-05-2013, 19:55

    ```@Cyberchan/b/===group
    ```23:54 A6: Mistrzostwa jpn są już jutro?
    ```23:55 Ogre: Aye~!
    ```23:58 Yoki: Znudzony czekaniem?
    ```23:58 A6: Kinda.
    ```23:59 Ogre: Yoki~ Jak wyniki?
    ```00:00 Yoki: Trochę już ich jest.
    ```00:00 Pi: Yoki!
    ```00:01 Yoki: Ale są zastrzeżone.
    ```00:03 Ogre: Czyli nic nie potwierdzisz, eeh?
    ```00:04 Yoki: Ani nie zaprzeczę.
    ```00:11 A6: To prawda, że Sleep rzuca mięsem na scene?
    ```00:13 Yoki: Jakby za mało mieli konfliktów.
    ```00:13 Ogre: Może sami się rozpadną~! Tyle roboty mniej.
    ```00:13 Pi: Jeżeli sami się rozpadniemy, to po co marnujesz na nas całe życie?
    ```00:23 Ogre: ._
    

    =Subject closed: off-topic, saging.=

    CYBERCORE

    Layer 01: Fail line

    Czerwonowłosa kobieta przyglądała się zamkniętym drzwiom z skrzywionym uśmiechem. Za oknem deszcz wybijał żałobny wręcz rytm. Niby nie działo się nicy specjalnego, jednak coś się jej nie podobało. Może zaczynał się okres? Przecież to nie tak, aby miała większe zmartwienia od kiedy przeniosła się do działu organizacyjnego. Mniej roboty w laboratorium, mniej kreacji i mniej obowiązków.
    Z drugiej strony teraz musiała działać równo z zegarkiem.
    Rzuciła swoim ciałem w bok, wprawiając krzesło w ruch. Obróciło się ono grzecznie w stronę kamery. Kopnęła lekko listwę, włączając urządzenie. Stream rozpoczął się automatycznie.
    Błękitne oczy, rude włosy, gładka skóra, biała koszula i kremowy płaszcz. Taki obraz postaci ujrzeli zgromadzeni w holu olbrzymiego wieżowca uczestnicy dwudziestego pierwszego turnieju battlecore japan. Część z nich od dawna już tu siedziała, czekając aż olbrzymi ekran w końcu się rozświetli. Teraz wydali z siebie odrobinę ulgi i zadowolenia w pojedynczym westchnieniu.
    -Gratuluję zgromadzonym przejścia tury kwalifikacyjnej. Prawidłowy turniej rozpocznie się już jutro. Nazywam się Ruby Wei i będę waszą informatorką oraz jednym z sędziów na przyszłych pojedynkach. - stream miał charakter niezwykle oficjalny, co wydawać się mogło dosyć męczące dla co po niektórych. - Na czas zawodów, każdemu z was na podstawie numeru kwalifikacyjnego przeznaczono lokum w wieżowcu. Zarazem na wyższych piętrach znajdują się siłownie i sale gimnastyczne oraz kilka ośrodków rekreacyjnych. W okolicach budynku znajdują się również cztery areny, dostęp do nich jest jednak zabroniony. Zarazem na terenie turnieju zabrania się wszczynania bójek oraz spożywania alkoholu. Nie jesteście jednak zobowiązani do korzystania z budynku i oczekuje się od was wyłącznie pojawienia się na arenie na czas rozpoczęcia meczy w których uczestniczycie. - Twarz prezenterki nagle zniknęła aby ustąpić miejsca tabeli przedstawiającej pary ponumerowanych imion i nazwisk, oraz w niektórych przypadkach pseudonimów.
    -Oto rozkład jutrzejszych pojedynków. - zakomunikowała Ruby o oczywistym.
    Wszyscy zgromadzeni skierowali wzrok na tabele poszukując swojego imienia.
    Czarnowłosa dziewczyna o jasnej cerze była chyba najbliżej ekranu z wszystkich obecnych. Szybko lustrowała każde kolejne imię, aż w końcu znalazła.

    Arena I

    NR.13 "Katyusha" vs NR.6 "Nail Bang"

    Walka z mistrzem na powitanie. Nie brzmiało to jak największy wynik szczęścia. Z drugiej strony nie pamiętała aby jej oponent prezentował jakiekolwiek zdolności. Wręcz przeciwnie, ośmieszył się jeszcze przed otwarciem kwalifikacji.

    Oparty o jedną z kolumn chłopak miał całkiem dobry widok na ekran. Widać było masa nie rozumiała, że w kinie należy zakupić miejsca w ostatnich rzędach. Jego dzikie spojrzenie nie potrzebowało dużej ilości czasu na znalezienie własnego miana.

    Arena III

    NR.45 "Gustaw" vs NR.17 "C0P-C4T"

    Numeryczny zapis. Już w pierwszej turze miał zmierzyć się z stuprocentowym tworem mechaniki. Androidzi nie dostawali zwykłych imion aby nikt ich nie pomylił z faktycznym człowiekiem. I dobrze. Pytanie czy maszyna zdolna do nauki i rozwoju jest w stanie rozwinąć się ponad umiejętności człowieka?

    Nieco pozbawiony emocji wzrok z przeciwnego końca sali również wpatrywał się w wyniki losowania. Czy ktokolwiek stanie mu na przeszkodzie aby dowieść, o wyższości sztuki nowożytniej ponad pojedyncze mistrzostwa?

    Arena VI

    NR.51 "Bái lóng" vs NR.1 "Kuro Butt"

    "Kuro Butt". Seed i jeden z pełnoprawnych mistrzów biorących udział w turnieju. Czy perfekcjonista karate jest jakimkolwiek zagrożeniem dla nieograniczonej zdolności adaptacji? Nadchodziła świetna okazja aby się o tym przekonać.

    -Tablice znajdują się również na stronie turnieju. W pokojach znajdują się jednostki PC. Życzymy powodzenia w jutrzejszych rozgrywkach. -
    Głos Ruby zakończył wprowadzenie.

    Stało się. Wszyscy byli zgromadzeni w jednym miejscu i wkrótce mieli zacząć walkę między sobą o tytuł mistrzowski. W tym momencie nikt nie był jeszcze w stanie wytypować pewnego zwycięzcy. Wielu ruszyło do wind aby rozlokować się w swoich pokojach, inni migiem ruszyli na miasto odreagować, mimo nieznośnej pogody. Cóż, tak właśnie wygląda cisza przed burzą. No, może nie do końca. Uderzenia deszczu o stalową powierzchnię były niezwykle nieznośne.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • BoomyB Niedostępny
      BoomyB Niedostępny
      Boomy
      napisał ostatnio edytowany przez
      #2

      Nikita uniosła brew widząc jaki ma numer i z kim bedzie miała przyjemnosć potańcować.
      -Twaju mać Zakaz picia? - Skrzywiła się nieco, po chwili jednak skarciła się w myślach. “Moge bez tego życ przecież”. Co ciekawe ktoś musiał jej dać tą ksywę z czasów służby w Whitelight, bo nie pamietała żeby tak się wpisywała do listy chętnych.
      Jej przeciwnikiem będzie jakiś... ktoś? Nie kojarzyła osobnika w ogóle, choć te imię obiło się jej o uszy. Z jednej z wielu kieszeni wyciągnęła komunikator, po czym włożyła go sobie do ucha.
      -Łącz z Raul. - rzuciła bez namiętnie, nadal patrząc w ekran.
      -Cześc młoda co tam? - Odezwał się głos w słuchawce.
      -Nail Bang... znajdź coś o nim, bo za cholere nie kojarze gościa. -rzekła.
      -Nail Bang? Hah... to ten co w ryja dostał od Kuro i się wyłączył. -rzucił wesoło Raul. - Masz farta dziewczyno. - dorzucił.

      Nikita westchnęła i przetarła nos. - Moj drug Chce wiedzieć co on walczy a nie od kogo po pysku dostał. - Z tymi słowami zaczęła powoli opuszczać pomieszczenie przepychając sie przez tłum.
      -Czekaj moment... nie rozdwoje się. - rzekł, a po drugiej stronie było słychać jakieś tłuczenie się garków.
      -Nie ważne, zaraz będę u ciebie. Przygotuj mi coś dobrego da? - Uśmiechnęła sie delikatnie.
      -Da da... - powiedział pospiesznie i się rozłączył. Kravchenko opuściła budynek, i spojrzała w górę. Lało chyba od rana, skrzywiła się nieco i zarzuciła swój kapturek na głowę.

      Nie było daleko, ale to chyba z czystego lenistwa ponownie siadła na swój jakże skormny motocykl. Przyłożyła palec do czytnika a ten odpalił, kopniakiem chowając nóżkę, wystartowała w stronę baru.
      Widać zła pogoda dobrze oddziałuje na biznes. Bar Raula mieścił się może w nie najlepszej restauracji ale był popularny za dobrą atmosferę. Dzisiaj jego popularność wzrosła również dzięki byciu dobrym schronieniem przed deszczem.

      Godzina: 19:23

      W tle grał blues, w powietrzu unosiły się opary dymu z cygar a tło zapełniały nie tylko osobistości ale również hałas wielu rozmów.
      Raul siedział właśnie polewając...herbatę jakiemuś jegomościowi o prostej twarzy, ubranemu w kimono.
      Nie wydawał się on Nikicie znajomy, ale jego ubiór świadczył o jednym.

      Gdy dziewczyna zbliżała się do lady słyszała wiele dziwnych podszeptów, i w pewnym momencie zdała sobie sprawę co jest ich źródłem.

      Niemal dwumetrowa postać siedziała w rogu knajpy ubrana w biały pancerz z czarnymi elementami włókien sztucznych, w pełnym komplecie łącznie z hełmem. Uroku dodawała jej nawet samurajska katana niezwykłych rozmiarów oparta między nogami.
      Tego typu dziwaków nie spotyka się na co dzień. Jego wygląd sugerował bycie androidem ale ciężko było stwierdzić, kto i po co stworzyłby tak ogromną maszynę. No i androidy nie piją, a ten właśnie sączył piwo z butelki przez słomkę.

      Pewnym krokiem wstąpiła do środka, sciagając przemoczony płaszcz i wieszając go na krześle przy którym miała zamiar usiąść.
      -Hej Raul... - Przywitała przyjaciela, kątem oka spoglądając na dziwnego osobnika z kataną. Może jakiś kontraktor, albo ochroniarz po fajrancie? Z zamyśleń wytrąciło kobietę burczenie w brzuchu.
      Włoch skończył nalewać herbatę, i machnął do Nikity. - Sekunda! - po tych słowach zniknął za barem. Kravchenko podparła się ręką o podbródek i rytmicznie stukała palcami o blat. Im bardziej się niecierpliwiła tym stukanie było szybsze.
      -Również znasz Raula? - zaciekawił się gość siedzący niedaleko, popijając powoli herbatę. - Ten człowiek robi sobie więcej przyjaciół niż konsumentów. Zaskakująca osobowość.
      -Da - Mruknęła tylko wypatrując swojego posiłku. Po chwili Salieri przyniósł spaghetti. Porcję przynajmniej dla dwóch rosłych chłopa. Do tego prawie litrowy kufel piwa.
      -Smakowego Nikki. - Rzekł uśmiechnięty, stawiając przed nią jedzenie. Na jej bladej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech.
      -Nigdy się nie mogę nadziwić ile możesz wsunąć. - Zarechotał podpierając się o biodra.
      -Poznaj mego znajomego Jokyoku. - Wskazał dłonią na osobnika w kimono.
      -Cześć. - Rzekła nie odwracając wzroku od jedzenia. Nie minęła chwila, a już zaczęła zasuwać widelcem, co jakiś czas popijająć pokarm złocistym plynem.
      -Wybacz Nikki ale mam zapierdol dzisiaj więc lece na razie. - Puścił oczko, kobiecie, po czym poszedł zając się resztą swoich spraw.
      -Czekaj! Sprawdziłeś tego Naila? - Zapytała na chwilę odrywając się od jedzenia.
      -Ta... jakiś tam mistrzu... zeszłoroczny chyba? - Pogładził się po brodzie. - Będę miał więcej czasu to poszperam, ciao! - pomachał Nikicie.
      Ta zaś wzruszyła ramionami i kontynuowała pochłanianie makaronu.

      Jokyoku spojrzał na Rosjankę nieco zaciekawiony.
      -Nail? Czy to nie odnosi się do Nail Banga? - spytał. - Współczuję. Masz niezwykłe ryzyko odpaść w pierwszej rundzie. - stwierdził uśmiechając się jakby do siebie samego.
      -Znasz go? - Ożywiła się pytając z pełnymi ustami. Niewiele myśląc wzieła swój talerz i kufel, po czym przysiadła się do jegomościa.
      -Możesz mi o nim powiedzieć nieco więcej? - Po tym kolejnym pytaniu, znów wsuwała jedzonko.

      -Japonia jest druga na liście krajów popularyzujących sztuki walki, tuż pod Koreą. Nail Bang jest obecnie właścicielem najpopularniejszego dojo i mistrzem ninjutsu. W poprzednim roku pojawił się na turnieju po raz pierwszy, jego HP nigdy nie spadło poniżej 70. - Jokyoku zdawał się posiadać niezwykle bogatą wiedzę. Przynajmniej na temat sztuk walki. - Dostał się również na mistrzostwa świata, gdzie zdobył trzecie miejsce. Będzie na nich również w tym roku, nawet gdyby przegrał tutaj, ma już dość punktów w rankingu. - Spokojnie powziął kolejny łyk po czym podsumował. - Nie sądzę aby jego pierwsza przegrana była przypadkiem.

      -Bluać - Zaklęła w rodowitym języku, intensywnie się nad czymś zastanawiając.
      -Zaraz... a skąd wiesz że ja biorę w tym udział? - Uniosła brew wciagając makaron.

      -Nr.7 Jokyoku Jinn. - przedstawił się wesołym tonem młodzieniec. - Kojarzę cię z tłumu, a skoro pytasz o Banga, to całość mi się układa. "Katrjusia", zgadza się? - rosyjski nowego kolegi był dość słaby.

      Słysząc jego wymowę Kravchenko prawię się zakrztusiła makaronem, jednak szybko popiła browarem.
      -Owszem... ale jak już do zwracaj się do mnie Nikita... - Nikki opróżniła talerz, po czym rozsiadła się wygodniej.
      -Mówiłeś coś o tym że to nie był przypadek. Jego przegrana. Podejrzewasz podłożenie się da? - Przemówiła, przecierając usta serwetką.

      -Wracając...nie wiadomo co planuje Bang, ale możliwe, że wpadł tutaj tylko dla zabawy i szybko sobie pójdzie. Choć i tak bym go nie lekceważył. - doradził Jokyoku. - Wiesz kto jeszcze jest ciekawy? - wskazał palcem na białego olbrzyma -Kilka miesięcy temu ten facet próbował zamachu na Blue Devila. Jestem tego pewien, cały CyberChan o tym gadał. - zaśmiał się chłopak. - Zapowiada się na coś naprawdę interesującego. Choć czemu teraz ty mi czegoś nie opowiesz?

      -Próbował? - Zerknęła na obiekt rozmowy. - Wygląda groźnie, a o tym Blue Devilu też słyszałam co nieco. - Dopiła kufel, i machnęła do Raula. - Raul Moj drug Jeszcze jedno! - Po tych słowach zwróciłą się do rozmówcy. - A co mam ci opowiedzieć? Nie jestem ciekawą osobą... - Wzruszyła ramionami.

      -Nie wiesz jak działa obieg informacji? - zapytał nieco zawiedzionym tonem Jokyoku - Opowiedz mi o sobie i swoim stylu, albo postaw kolejkę. - zaproponował.

      -Raul! Przynieś tu litr... - Rzuciła jeszcze przez ramię, zerkając na Jokyoku łobuzerskim uśmiechem. Włoch po chwili przyniósł flaszkę, i piwo które wcześniej chciała.

      -Nie pozwalamy sobie za dużo tavarish? - Rzucił wesoło jak zwykle Włoch.

      -Nie jesteś moją matką... a nawet jeśli i tak bym to miała gdzieś. - Pokazała mu język. Po czym zwróciłą się do osobnika w kimono.

      - Systiema i Combat sambo. Ta... to są moje style. - W połowie zdania zaczęła rozlewać po kieliszkach wodę ognistą.

      - Oh...to mi dużo nie mówi. - westchnął zawiedziony Japończyk. Używanie nieznanych sztuk miało te drobne cechy zaskakiwania rozmówców. - Cóż, twoje zdrowie. - stwierdził łapiąc za kieliszek z lekkim uśmiechem. - Życz mi szczęścia Raul.

      - Hohoo, nie wiesz na co się porywasz! - Rzucił zza lady uśmiechając się szeroko.
      Nikita także uniosła kieliszek i czy chciał czy nie chciał stuknęła się nim z Japończykiem.
      - Zdrovie - Przechyliła go wlewając płyn prosto do gardła. Jak na Rosjankę przystało, nawet się nie skrzywiła. - Ja powiedziałam swoje style, może ty się podzielisz?

      - Hah! Toć ci powiedziałem o Bangu, i nawet dorzuciłem ciekawostkę. - odparł Jokyoku, z lekkim skrzywieniem przełykając alkohol. Po chwili napełnił obydwa kieliszki. - Nie sądzisz, że jestem dość uczciwy.

      - Ludzie są uczciwi kiedy im to tylko jest na rękę... - Przewróciła oczami, opróżniając jednym ruchem kieliszek. - Ale co mnie tam... skoro mówisz że ten Nail to jest jakiś kozak, to raczej się nie spotkamy na arenie. - Wzruszyła ramionami, nalewając sobie wódki do kieliszka, miała już polać Jokyoku, jednak ten jeszcze swojego nie opróżnił.
      - No raz! Raz! - pośpieszała go, z lekkim uśmiechem.

      - Ahaha - zaśmiał się głupio, jak gdyby próbując zakryć swój brak wprawy w piciu i dokończył swój kieliszek, stawiając go na ladzie. - Dobrze myślisz. Widzisz, wolałbym, aby wygrał z Bangiem ktoś słabszy od niego, ale lepiej przygotowany od przeciwnika, niż samemu na niego wpaść. - stwierdził Jokyoku - Takoż...mogę ci załatwić listę jego driveów, za odpowiednią cenę oczywiście...Zupełnie jak kiedyś, nie, Raul? - rzucił z uśmiechem. - Wiedza zawsze się dobrze sprzedaje.

      - Wiedza to siła... - Rzekł zza lady polerując jakąś szklankę - Ale Nikki po co masz płacić jak możesz przecież zapytać ma... - W ostatnim momencie Raul uniknął lecącego w jego stronę kieliszka. Włoch po uniku tylko wystawił oczy z ukrycia. Nikita spojrzała na niego zabójczo.

      - Nie wspominaj o niej przy mnie! - Warknęła, podnosząc się z krzesła, ale szybko się uspokoiła. - Zapłacę za ten kieliszek... i za informacje... - Spojrzała na Japończyka. - O jakiej cenie mówimy?

      Jokyoku spokojnie podniósł się spod lady upewniając się, że nie ma burdy. Właściwie wszyscy teraz się im przyglądali. Japończyk upił swojej wódki czekając aż zainteresowanie ich osobami spłynie. Następnie podsunął swój kieliszek w stronę Nikity i zaczął wlewać do niego trunek.
      - Cóż. - położył jej rękę na ramieniu. - Jeżeli wpadniesz do mnie możemy to przedyskutować. - stwierdził uśmiechając się. Jego rumiana twarz wskazywała, że trzy kieliszki to już dość dużo.

      - Zgaduje że w pokoju nr.7... Kiedy? - Mruknęła gładząc się po brodzie. - I zabierz rękę, dobrze? - Spojrzała jeszcze na Jokyoku, a z jej oczu o srebrnych tęczówkach nie dało się wyczytać żadnych intencji.

      - Mmmhmmm. - przytaknął z uśmiechem Jokyoku zabierając dłoń, po czym wstał i niestabilnym krokiem opuścił bar.
      Raul westchnął wycierając ladę. - Jakbyś odmówiła, podałby ci adres konta bankowego. Teraz liczy na bóg wie co. - poinformował ją, a gdzieś z ulicy dało się usłyszeć głośne "YEAH!" w dziwnie znajomym głosie.
      - Huh... gdyby chociaż był w moim typie. - Podparła się o blat stołu. - Najwyżej go połamię zanim się spotkamy na zawodach. - Westchnęła głośno, i przechyliła kieliszek. Te parę kolejek nawet je nie rozgrzało. - Jakąś godzinę przed walką wpadnę do niego... z pasem cnoty na dupie... Zarechotała dziwacznie Nikita, po czym wstała łapiąc za butelkę. - Biorę to do domu... - Wskazała palcem na niedopitą flaszkę, jakby nie chciała żeby były jakieś wątpliwości. Ale jeszcze przed wyjściem podeszła do lady i zapłaciła za wszystko co była winna. - Ciao Bella... - Rzuciła do przyjaciela, machając mu na odchodne.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • BoomyB Niedostępny
        BoomyB Niedostępny
        Boomy
        napisał ostatnio edytowany przez
        #3

        19:50

        Gustaw poruszał się wieżowcu oglądając go dokładnie i zapoznając się z swoją nową lokacją. Jego głowę trapiło również znalezienie tego, z kim miał się jutro zmierzyć.
        Lokacja zdawała się faktycznie interesująca. Miała aż dwie siłownie, sporą saunę, kino a nawet piętro socjalizacyjne z stołem bilardowym i dwoma torami do kręgli.

        Właśnie tam znalazł postać lekko odrzucającą z ubioru choć specyficzną. Zielone kable zamiast włosów sugerowały całkiem spory stopień mechaniczności, a napis na lewym policzku drobnymi literami wyglądał jak numer seryjny "C0P-C4T".
        Niech go cholera weźmie, jeżeli to nie android, na jakiego go rzucają.
        Był ubrany w ciuchy z spandeksu nadające się może do ćwiczeń ale na pewno nie do przesiadywania w miejscu publicznym, wpatrywał się w deszcz pustym wzrokiem mechanicznych oczu, czy raczej "soczewek kamer odbiorczych obrazu rzeczywistego".
        Z zastanowienia wyrwał Gustawa nieznany osobnik, który położył mu rękę na barku. Gdy tylko spojrzał za siebie ujrzał typowego młodego Japończyka, od którego zajeżdżało Alkoholem.
        Gustaw bardzo nie lubił, kiedy ktoś mu kładł rękę na barku. Ten teoretycznie przyjacielski gest zbyt często łączył się z przykładaniem lufy do potylicy. Cóż, w sumie to jego wina, że tylko tak dało się go w miare skutecznie uspokoić. Jednak smród alkoholu wskazywał na to, że przeciwnik nie posiada przy sobie broni, co najwyżej jakąś butelke. Wiele nie myśląc, Gustaw gwałtownym ruchem pozbył się jego ręki z swojego barku a następnie wyprowadził cios łokciem przed jego nosem. Nie miał trafić. Ten jeszcze nie.
        O dziwo jednak trafił. Po ściągnięciu ręki z barku, nieznajomy pochylił się w przód wpadając na łokieć, po czym odlatując na podłogę z drobną stróżką krwi ściekającą z nosa.
        - Wszczynanie walk poza areną nie jest dozwolone... - stwierdził podnosząc się ostrożnie po ścianie.

        Stanął wpatrując się w Gustawa lekko lecz wyraźnie przestraszony. - ...nie bij mnie, ok? - prośba ta była prosta choć zarazem niezmiernie dziwaczna...
        Czy ten frajer sam władował się wprost pod łokieć? Cóż, nie świadczyło to o nim za dobrze. Może to i lepiej?
        - Czy ja wszczynam jakąś walke? - zapytał z szerokim uśmiechem na twarzy. W oczach Gustawa widać było małe, płonące ogniki.
        - Jeszcze niczego nie wszczynam. Jeszcze. - dodał po chwili, uśmiechając się przy tym sadystycznie.
        - Głównie dlatego, że potrzebuje informacji.
        - Oh..w sumie racja, to ja się potknąłem. Hahaha. - zaśmiał się mężczyzna - W takim razie nic między nami nie było. Jestem Jokyouku, co powiesz na wspólne sake? - zaproponował po czym uśmiechnął się szeroko. - Wiem o wielu rzeczach.
        - A ja o wielu rzeczach chce się dowiedzieć. - odparł Gustaw, tymi słowami potwierdzając. Nie spodziewał się, że osoba której szukał sama wpadnie na niego. Dosłownie.
        - Aye, aye, do pokoju numer siedem proszę. - Japończyk obrócił się spokojnie i ruszył do windy, aby zaprowadzić chłopaka do swojego pokoju.
        Był identyczny jak wszystkie pozostałe, jakiś salon z komputerem i telewizorem, toaleta, minimalnych rozmiarów sypialnia. Jedyne co go wyróżniało to mnóstwo różnych butelek i dzbanów w pokoju. Nie było ich może aż tak wiele, ale nieład w jakim były rozstawione sprawiał wrażenie przepełnienia.
        Jokyoku złapał za jeden z dzbanów i otworzył go aby zanurzyć w nim małą, porcelanową miskę. Drugą, pustą, podał Gustawowi aby sam mógł sobie dogodzić. - W czym mogę ci pomóc, nowy przyjacielu?
        Gustaw chwycił miseczke i obracał nią w dłoniach, nie chcąc pić alkoholu. Pamiętał, co się działo, kiedy przesadził. Informator póki co był potulny, więc szkoda byłoby go poturbować tylko z powodu procentów.
        - C0P-C4T. Co o niej wiesz? - zapytał, przechylając przy tym lekko głowe.
        - O "tym" wiem nie za wiele. To android, tyle jest raczej oczywiste. Te mechaniczne istoty nie mają potrzeb, więc najpewniej ktoś go tu wysłał. - stwierdził, po czym zrobił sobie przerwę aby popić nieco sake. - Ciężko powiedzieć jak jest zaprogramowany, ale podejrzewałbym, że jest tu wysłany przez jednego z sponsorów...Hmm...Mógłbym w sumie poszukać czegoś na temat jego serii, jeżeli cię stać na mój czas...no chyba, że chcesz tylko jakąś drobną radę.
        - Drobna rada mnie zadowoli. - cóż, Gustaw nie miał ochoty czekać. Jego natura mu na to nie pozwalała. Tym bardziej, jesli za to czekanie miałby płacić! Zresztą, gdy rozmówca tylko wspomniał o gotówce, jego dłoń zacisnęła się nieco, tworząc ryse na miseczce.
        Jokyoku wyglądał na nieco zawiedzionego. - Wiesz, za informacje płaci się informacją. To niezwykle tani proces handlowy. - zachęcił, tłumacząc swoje intencje. - Cóż...Numery seryjne androidów z reguły mają jakieś znaczenie. Szybko odkryłem, że twój przeciwnik też jest niezłym żartem. Możesz chcieć się nad tym zastanowić...aby uniknąć kilku przykrych niespodzianek.
        - Informacja za informacje? Zależy, czego oczekujesz. - Gustaw spojrzał na rozmówce a jego ręka przestała obracać miseczke. Wzrok człowieka wyraźnie wskazywał na to, że następne słowa zostaną dokładnie przeanalizowane. Gdzie w wypadku Gustawa oznaczało to tylko, czy rozmówcy należy wpierdolić czy jeszcze nie.
        - Mam na myśli wymianę równej wartości. Tak jak dolar jest wart dolara... - Jokyoku uśmiechał się, zanurzając miskę w dzbanie. - Tak informacja o stylu walki, warta jest informacji o stylu walki...a wiedza o pochodzeniu, informację o pochodzeniu. Całkiem logiczne. - stwierdził biorąc łyk z miseczki. Nagle jednak o czymś sobie przypomniał. - Ahaha, może trochę za bardzo to objaśniłem, nie chciałem cię urazić...nie mam głowy do picia, to wszystko. - jego twarz wyglądała dosyć błagalnie, jak gdyby spodziewał się wpierdolu. - Tak długo jak ty opowiesz mi o sobie, ja mogę załatwić ci wiedzę o nim. I będziesz miał co robić podczas mojego szperania po internecie.
        Miseczka pękła pod wpływem siły. Gustaw postanowił ją nadzwyczajniej w świecie zgnieść. Delikatna porcelana, albo raczej proszek jaki z niej został, został strzepnięty na ziemie przy okazji wstawania.
        - Nie podoba mi się to, jak się zachowujesz. - stwierdził a jego twarz zmarszczyła się w wyraźnie niezadowolonym grymasie.
        - Myślisz, że jesteś taki sprytny, skurwysynie? - zapytał i wyprowadził proste kopnięcie wycelowane w jego klatke piersiową, normalnie używane do zwiększenia dystansu, tutaj jednak miało powalić informatora na ziemie.
        Nieco zarumieniona od alkoholu twarz Jokyoku przechyliła się w bok, a noga spotkała się z miseczką trzymaną w dłoni przez Japończyka. To naczynie również pękło, ale wydaje się, że w jakiś sposób siła uderzenia była w nie przeniesiona.
        - Nie do końca rozumiem co cię uraża. Chcesz przewagi przeciw androidowi, prawda? Ja ci ją zapewnię, a sam będę miał przewagę przeciw tobie. Oraz ewentualnie ktoś, kto dokona takiego handlu przeciw tobie. - wyjaśnił nie ukrywając niczego Jokyoku - Nie potrafię wymyślić uczciwszego układu. Zwłaszcza, że zawieram go z nieznajomym. - Z jakiegoś powodu Gustaw nie został tym razem nazwany "nowym przyjacielem."
        Mężczyzna syknął, cofając nogę. Następnie kopnięciem wzbił stół w powietrze, by przez niego wyprowadzić silne kopnięcie wycelowane w klatke piersiową informatora, która powinna być “gdzieś tam”.
        Stół poszybował w górę, dało się słyszeć tylko jakiś drobny pisk Japończyka, który zdał sobie sprawę co nadchodzi. Mebel uderzył w Jokyoku posyłając go na ziemię, w dodatku lekko popękał.
        Nie było jednak żadnego agresywnego odzewu. Spod stołu wyszła dłoń, która dużą wagę przybrała do prezentowania swojego środkowego palca.
        - Ja do niczego nie zmuszam, idź w cholerę. - zaproponował Japończyk nieco agresywnie.
        Gustaw przybrał pozycje bojową, gotowy, żeby jeszcze bardziej zaognić sytuacje. Dopiero po chwili do jego umysłu dotarło, że to co robi nie miało zbyt dużego sensu.
        - Nie myśl, że znalazłeś idiote. I potraktuj to jako ostrzeżenie, suko. - rzucił. Widać było, że nie do końca zrozumiał na czym polega na ten interes. Następnie opuścił pomieszczenie.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • BoomyB Niedostępny
          BoomyB Niedostępny
          Boomy
          napisał ostatnio edytowany przez Boomy
          #4

          22 Marca 2221r
          11:05

          Chopper Kravchenko zajechał pod wieżowiec, a sama Nikita lekko “wczorajsza”, kopnęła nóżkę i ściągnęła kask. Omiotła spojrzeniem budowlę i spojrzała na holograficzny zegarek.

          - W pół do... - Mruknęła pod nosem. Troszkę za długo spała, gdyż miała tylko pół godziny na wyciągnięcie informacji o Bangu. Zsiadła z maszyny i pośpiesznym krokiem skierowała się do pokoju numer 7. Zadzwoniła dzwonkiem od drzwi i czekała aż ktoś je otworzy.

          - Hai...Możecie pracować bez szefa. Hai, urokliwy. - Z pokoju dochodziły zdania wymieniane z jakiejś rozmowy. Słychać jednak było tylko Jokyoku. Gdy Japończyk otworzył drzwi okazało się, że rozmawia przez telefon. Oraz, że ma na nosie wielki plaster. - Zostawiam to w waszych rękach. - rozłączył się po czym wrócił do pokoju, zostawiając otwarte drzwi - Wejdź, wejdź.Pokój był identyczne jak wszystkie pozostałe w tym budynku. Różnił się tylko mnóstwem "zakazanego" alkoholu w postaci dzbanów sake oraz połamanym stołem pod jedną z ścian.

          Nikita uniosła brew rozglądając się po pokoju,

          - Pokojówki tu nie zaglądają Da? - Rzekła przechodząc przez próg. Od razu znalazła sobie jakieś wolne krzesełko, na którym klapnęła rozmasowujac skronie.

          - Do rzeczy... ile chcesz za informacje? - Jej ton był znudzony, lub mozę nawet zmęczony.

          Jokyoku wzruszył ramionami rozsiadając się wygodnie na krześle.

          - Myślałem, że chcesz się odpłacić przyjemnością, kochana. - przypomniał jej podnosząc z ziemi gliniane buteleczki sake. - Napijesz się? Przed walką dobrze ci zrobi.

          Kravchenko zerkała to na Japończyka, to na sake. Skrzywiła się jednak i machnęła dłonią.

          - Na przyjemność trzeba sobie zasłużyć... - Jej wargi drgnęły delikatnie, formując tajemniczy usmiech.

          - Oczywiście. - zgodził się chłopak i wstał na moment. Wyjął z jednej z szaf plik dokumentów i rzucił je Nikicie. - W sklepie zazwyczaj najpierw płaci kupujący, ale dla takiej łobuzerki mogę zrobić wyjątek. - stwierdził pewien siebie.

          - Harasho! - Uśmiechnęła się szeroko, i złapała za dokumenty. Jokyoku mógł zauważyć, ze jej oczęta niewiarygodnie szybko wyszukiwały potrzebne jej informacje.

          ```Rasa: Człowiek 100%
          ```Data urodzenia: 1 Stycznia
          ```Miejsce urodzenia: Prefektura Mie
          ```Wzrost: 192Cm
          ```Waga: 105Kg
          ```Typ krwi: B
          ```Sztuka walki: Ninjutsu.
          ```Typ Drive: Bang znany jest z częstego używania sztuczek do oszustw mających w celu zdezorientować oponentów. Przyjmuje się, że posiada co najwyżej jeden Guard Drive oraz wiele Ultility driveów, ich liczbę szacuje się na osiem, wliczając hologramy czy zasłony dymne.
          ```Cel w turnieju: Nieznany, na podstawie jego własny deklaracji nie zależy mu na wygranie, domniema się, że szybko podda któryś z pojedynków. Jego faktyczny cel wydaje się być prosty, choć jest ciężki do określenia.
          

          Pozostała część dokumentów od Jokyoku wydawała się być biografią Naila, w dodatku niezwykle obszerną. Japończyk albo dużo wiedział albo wiedział gdzie szukać.

          - Huh... ninjutsu? - Mruknęła kobieta gładząc się po policzku. - No dobrze więc... teraz nagroda. - Nikita podniosła się i stanowczym krokiem zbliżyła się do Jokyoku. Przyparła go do ściany, po czym namiętnie pocałowała w usta. Jednocześnie jej ręką zaczęła zjeżdżać niżej, aż zatrzymała się na jego kroczu. Zaczęła także pieścić tamto miejsce... gdy nagle jej małe paluszki zacisnęły się jak imadło.

          - Nie oszukałbyś mnie da? - Zapytała uśmiechając się słodko. Miała go teraz dosłownie w garści, a każdy facet w takiej sytuacji robi się bardziej szczery. Pewności nigdy za wiele, a jak bedzie coś próbował Kravchenko, błykawicznie go wykastruje.

          Jokyoku na pewno nie byłby dobrym graczem w pokera. Z jego twarzy łatwo dało się wyczytać sporą ilość strachu. Chłopak niemrawo kiwnął głową.

          - Spokojnie, to pełne autentyki. Ja nigdy nie kłamię, najwyżej czegoś nie mówię. Mam dużo źródeł danych, jego kartotek jest pełna choć nie znalazłem dokładnych opisów driveów. - przekonywał Nikitę błagalnie.

          Kravchenko zwolniła żelazny uścisk, po trzym powierzbiła Jokyoku po włosach.

          - Dobry chłopiec... - Odstąpiła od niego i przeszła się po pokoju. Od niechcenia, postawiła jakieś przwrócone krzesło. Podniosła mała buteleczkę sake i pociągnęła parę łyków.

          - Spasiba i na zdrovie - Po tych słowach znów się napiła. Musiała nieco przystopować z tym piciem, bo rzeczywiście zaczyna utrzymywać sterotyp ruskich.

          Jokyoku uśmiechnął się chłonąc z wrażeń jakie zapewniła mu Nikita. Japończyk niezwykle łatwo zaczynał się bać ale z wielką wprawą wracał do stanu wyjściowego po zniknęciu zagrożenia.

          Rosjanka łatwo odczuła, że pity przez niego alkohol jest strasznie słaby, rozcięczony bądź celowo wykonany tak, aby nie dało się nim tak łatwo spić. Wyjaśniałoby to co robi on u faceta, który u Raula spił się po kilku kieliszkach.

          - Czuję, że to będzie interesująca znajomość. Ale nie chcę cię krzywdzić, na pewno jesteś gotowa na swoją walkę?
          - Jak to jankesi mówią? - Nikita podrapała się po policzku. - I was born ready... - Uśmiechnęła się łobuzersko i odwróciła na pięcie. - Nie daj się zabić jakimś pokojówką da? - Rosjanka ponownie się uśmiechnęła, po czym opuściła pomieszczenie. Skierowała się prosto na miejsce gdzie miała stoczyć pojedynek z Nail Bangiem. Zaraz czy to nie o nim zielonowłosy mówił jako "pedofil"? Wybornie! Jeżeli ploty są prawdziwe, ma teraz motywację i powód by połamać mu parę kości. Ale przed tym jeszcze łyczek z piersióweczki...

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • BoomyB Niedostępny
            BoomyB Niedostępny
            Boomy
            napisał ostatnio edytowany przez Boomy
            #5

            22Marca 2221r
            11:35 - Arena

            Arena była ogromnym owalnym budynkiem zbudowanym z metalu o podłodze i ścianach wyłożonymi materacami. Tak jakby miało to czemuś pomóc.
            Cała technologia była schowana pod podłogą, zabezpieczając ją przed zniszczeniami. Widownia zaś znajdowała się na górze, za wzmacnianym nano-szkełm. Tego typu konstrukcja pomieszczenia pozwalała aby w walkach miało miejsce praktycznie wszystko. Nie zdarzył się jeszcze przypadek aby ktoś z widzów bądź jakiś z sprzętów ucierpiał podczas jednego z pojedynków.
            Nagle głośniki odezwały się głosem Ruby, znanej zebranym z wczorajszego dnia organizatorkom.
            - Witam wszystkich na walce otwierającej prawowitą pierwszą turę turnieju. Z powodu nieobecności gościa-niespodzianki będę pełnić rolę komentatora. W tym momencie na arenie zmierzy się "Katyusha"
            Wielkie metalowe drzwi przy południowym końcu sali otworzyła się, pokazując drobną dziewczynę i pozornie niewinną dziewczynę, jaką była Nikita. Widzowie przyglądali jej się uważnie, jednak z powodu szkła nie była w stanie nic usłyszeć.
            - Oraz Bang Nail.
            Tym razem to północne drzwi z zgrzytem rozeszły się na boki.

            Pojawił się w nich przystojny Japończyk o ostrej twarzy, bliźnie na twarzy oraz dziwnym, zielonym ubraniu odsłaniającym jego ciężko zdobyty kaloryfer zamiast brzucha. Spoglądał na Nikitę z szczerym spojrzeniem. Po prawił swój szal i podniósł ręce. Tym razem jednak piski były niezwykle silne, walący byli w stanie dosłyszeć część z zapału jaki mieli w sobie widzowie.
            Albo mamuśka nie rzuciła zbyt dużo w reklamę swojej córeczki albo Bang był dużo bardziej kochany.
            - Walka rozpocznie się na dźwięk klaksonu za dwie minuty. Przez ten czas zawodnicy proszeni są o pozostanie na pozycjach startowych oraz ewentualną wymianę zdań w kwestii grzecznościowej. - komunikat jasno określił zasady startu po czym zapadła ciężka cisza.

            11:35 - Wejście do bloku.

            Gustawa tego dnia czekało coś lekko nieprzewidzianego.
            Gy tylko wyszedł z budynku dla walczących spotkał się z przepiękną pogodą, miłym zapachu powietrza oraz nieznajomą osóbką.

            Była to kiwająca się w tureckim sadzie kobieta o szalonym uśmiechu, ostrym spojrzeniu, długich, związanych włosach oraz papierosem w ustach.
            Na jej ramieniu znajdował się tatuaż bez specjalnie oczywistego znaczenia. Ubrana była dość skąpo
            w koszulę bez rękawków oraz krótkie spodenki. Spodenki do których pasa przyczepiona była kolba z pistoletem.
            Wstała i podskoczyła kilka razy w miejscu, stukając glanami o podłogę.
            - Myślałam, że się kurwa nie doczekam. - skomentowała patrząc na Gustawa, po czym odwróciła głowę w bok i kiwnęła lekko. Zza budynku wyjechał czarny, luksusowy samochód i zatrzymał się przed wejściem do budynku. - Pan jedzie ze mną.

            Nikita stojąc przed Nail’em rozejrzała się po widowni, próbując wyłapać jakąś znajomą twarz. Podniosłoby to nieco na duchu Rosjankę, która mimo że tego nie widać, troszkę się stresowała. W końcu mówimy tutaj o mistrzu. Kravchenko, przybrała swoją pozycję bojową z Systemy, bacznie obserwując Banga. Combat HUD podkreślił go jako zagrożenie, i nie wypuścił ze swojego deltoidowego czerwonego oznacznika.
            - Baa babaaa baa baabaa BANG - Podśpiewywała pod nosem, niemal przewwiercając na wylot oponenta ostrym jak bagnet spojrzeniem.

            Ku zdziwieniu Rosjanki na widowni nie było nawet Raula. Co najwyżej może się posiłkować obecnością Jokyoku wachlującego się z znudzeniem w oczach.
            - Hahaha! - Bang zaśmiał się stojąc dumnie. - Cóż za godna podziwu determinacja. Zapowiada się na interesującą walkę, ale czy mi podołasz? - mężczyzna uśmiechnął się gdy nagle zadzwonił klakson. - Chodź! - krzyknął i klasnął głośno, a obok niego wyrosły dwa hologramy.

            Pyszałek? Świetnie, nie ma nic zabawniejszego nic oglądanie połamanego przeciwnika który był tak pewny siebie. Bacznie obserwowała hologramy, a jej noga tylko przesunęła się nieco w bok. Nie miała zamiaru atakować pierwsza. W planie miała kontrę na nadchodzący atak. Jeżeli pięścią, kobieta pozwoli by pięść przeszła tuż obok jej niewinnej jakby się mogło wydawac twarzy. Jeżeli kopnięcie, Katyusha złapie nogę, i zakręci się razem z nim dookoła siebie, po czym łupnie o glebę. Ładnie to wyglądało w zamyśle, ale czy to wyjdzie czas pokaże.

            Coś było nie tak - Bang zachowywał się jak idiota. Zaczął iść do przodu prezentując mnóstwo pewności siebie, a jego hologramy slalomem majtały się wokół niego, przez co nawet pomimo zdawałoby się oszukanego HUDu, Nikita nie miała problemu stwierdzić gdzie on jest.
            W końcu zaczął biec, Wykonał ślizg starając się przejść obok Katyushy na którą rzuciły się hologramy. Dziewczyna wykonała kopnięciem, które z mechaniczną siłą wystrzeliło Banga z powrotem na jego koniec areny. Byłoby nieco mocniejsze a może by i w ścianę rąbnął.
            Hologramy natomiast starały się ją znokautować niczym para bokserów, z tym małym problemem, że nie były tworami fizycznymi.

            - Przejrzałaś przez mój podstęp! - krzyknął Bang podnosząc się z ziemi. - Jesteś prawdziwym diabłem! Zmierzę się z tobą z całą siłą mojego oddania! - krzyknął dumnie.

            - Kończ pierdolić ninponie... - Fuknęła Nikita, chowając lewą rękę za plecami, a prawą miała przed twarzą. Ustawiona ten sposób postąpiła parę zdecydowanych kroków w stronę Naila. Wyraz jej twarzy był chłodny, pozbawiony emocji. Niczym żołnierz który wykonuje rozkaz, i ani mu się śni go kwestionować, lub nie wykonać wcale.
            - Gniew powinno się tłamsić w sercu, aby rozpalił oddanie do walki! - krzyknął belfersko Nail. Plan Nikity był prosty, może nawet zbyt banalny. Dziewczyna chciała kopnąć stojącego nieruchomo Banga, dojrzał on lecącą nóżkę i pozbawił dziewczynę równowagi kontr kopnięciem o niespodziewanej sile. Następnie pragnął uderzyć dziewczynę w twarz, nim ta jeszcze spadnie na ziemię, ale zdziwił się gdy jego dłoń natknęła się na energetyczne ostrze, które rozbiło się na kontakt z jego dłonią, ale również sparaliżowało ją jak i całą rękę.
            Teraz to Nikita zlekceważyła przeciwnika, co przypłaciła teraz pozycją. Tutaj nie miała zbytniego pola do popisu, więc miała zamiar zmienić to szybko. Teraz będzie nieco ostrożniejsza, gdyż takie małe błędy mogą kosztować ją wygraną. Może obie podeszwy jej glanów nieco ostudzą zapał przeciwnika?
            Dziewczyna przywarła nieco do podłoża, po czym odbiła się nogami unosząc je w górę, aby rękoma odrzucić się od ziemi. Szybki i mocny lot butów poleciał na twarz Banga, który zasłonił się gardą, ale mimo to zrobił dwa kroki w tył z powodu siły uderzenia.
            - Cóż za pełen pasji przeciwnik!

            Nikita prychnęła, strzelajac karkiem. Gęba się nie zamykała Nailowi, więc ktoś musiałbyć tak uprzejmy aby ją zatrzasnąć z hukiem. Kravchenko zgłosiła się na ochotnika do tego zadania. Pochyliła się na ugiętych nogach i wystrzeliła skokiem w jego stronę.

            Bang spojrzał na dziewczynę, widząc, że ta już skacze w jego stronę. Ruszył więc w przód chcąc przyblokować ją samodzielnie. Jego reakcje były jednak zaskakująco szybkie. Gdy Nikita chciała uderzyć go pięścią w twarz, Uderzył swoim nadgarstkiem o jej, rozpraszając siłę kinetyczną tego ciosu, po czym skierował ku dziewczynie własną pięść. Spotkał się wtedy z drugą dłonią Nikity która obładowana była wysokim ładunkiem magnetycznym, gdy zetknęła się z pięścią Naila, energia wybuchła biorąc za efekt obydwu, odrzucając ich od siebie o spory kawałek.

            Odrzucona w tył przekoziołkowałą kawałek po arenie, aż w końcu wylądowała na stopach, i tak jeszcze kilka centymetrów ślizgając się do tyłu. Spojrzała po sobie i otrzepała się jakby z nieistniejącego kurzu. Dmuchnęła jeszcze pod nosem, by pogonić grzywkę na miejsce. Jej piąstki zacisnęły się, z cichym chrupnięciem. Przyjęła postawę combat sambo, i kiwnięciem glową zachęciła Banga do ataku. Miałą nadzieję że da sie sprowokować, wtedy ma dla niego niespodziankę

            Bang spostrzegł to zaproszenie, kiwną głową na znak akceptacji po czym ruszył na dziewczynę.

            W porównaniu z jego pierwszym biegiem był potwornie szybki, dziewczyna nadążała tylko dzięki pomocy HUDu. Uderzył dziewczynę silną pięścią, którą ta zdołała zablokować, choć nie obeszło się bez małego syknięcia z bólu. Szybko rzuciła się na Banga zakładając nożyce wokół jego pasa. O dziwo ten genialny plan nie zadziałał! Gdy tylko nogi splotły się na mistrzu ninjutsu, ten rzucił się w przód i przygniótł dziewczynę do ziemi. Spoglądając z góry na jej twarz uśmiechnął się zawadiacko.

            - Złaź ZARAZA - Warknęła agresywnie.

            Nikita wzięła głęboki wdech i z całej siły uderzyła Banga w uszy otwartymi dłońmi. Mężczyzna zacisnął oczy w momencie uderzenia, ale chyba nic mu się nie stało, gdyż szybko podniósł głowę i uderzył nią w czoło Nikity.

            Twardy zawodnik z niego, ten ruch zwykle wyłączał na krótki moment przeciwnika. Trzeba spróbować bardziej brutalnych metod.

            Niki zamachnęła się i uderzyła Naila dłonią w nos. Mężczyzna szybko wstał i wykonał potrójny odskok. Trzymał się za nos z którego leciała krew. - Cóż za potwór! Cóż za siła! - krzyczał z całej siły.

            - Ahh!? To ja mam komentować na bieżąco!? - odezwał się nagle głos w głośnikach. Głos Ruby. - Ahh, już na wizji? Ekhm. Jak widać Bang otrzymuje ciężkie obrażenia, co jest niezwykle zaskakujące jak na wojownika słynącego z takiej potęgi. Czyżby Katyusha była nową, wschodzącą gwiazdą w walkach?...Złamany nos to ciężkie obrażenia, prawda? - Dziewczyna zdecydowanie nie wiedziała na czym polegają walki. - Cóż za szkoda, że nie możemy słyszeć dialogów jakie zachodzą między tą dwójką.

            Bang rozejrzał się po widowni. - To oni mnie nie słyszą? - burknął sam do siebie.

            - Potwór?! Twaju mać Ty jeszcze potworów nie widziałeś błaźnie. - Wyszczerzyła zęby rozeźlona kobieta, a jej pięści zacisnęły się gdy stanęła w rozkroku. Kravchenko zaczęła złorzeczyć po rosyjsku, lecz dla Bang’a był to tylko niezrozumiały bełkot. Puściła się biegiem w jego stronę w wiadomym raczej celu.

            Bang wyglądał na zawiedzionego, bądź zażenowanego swoim odkryciem. Nie przyjął nawet pozycji bojowej. Nikita po chwili znalazła się przed nim i uniosła nogę wysoko, ciesząc wszystkich fanów majteczek na widowni. Jej noga opadła z wielką siłą na głowę Naila, który pod jej wpływem wykonał naprawdę elegancki ukłon.

            - STOP! - krzyknął łapiąc się za głowę i odskakując kawałek. Zaczął masować głowę strasznie skrzywiony. - Ładne maj...znaczy, wybacz te wszystkie wyzwiska. Robiłem scenę, bo myślałem, że nas słyszą. - wyjaśnił się Bang. - Walka między nami i tak nie ma sensu, więc...wybacz. Po prostu. - facet uniósł wysoko lewą dłoń, zaś prawą położył na sercu. Na ścianach pojawiła się holograficzny zegarek odliczający pięć sekund. - Pokibicuj mi na finałach, nie chcę walczyć z słabszymi.

            Słysząc zalążek słowa “majtki” Nikita zarumieniła się nieco. Jednak słowa jakie później wypowiedział Nail, przypieczętowały jego los w tej walce.

            - Nie jestem... słaba... - Mruknęła, ale Bang mógł usłyszeć te słowa bez problemu.

            Z krzykiem złości ponownie ruszyła na mistrza.

            - Cóż za niespodziewane rozwiązanie, Bang planuje się poddać. - odezwała się komentatorka, która w końcu spostrzegła coś, co rozumie.

            Nikicie się to jednak nie podobało. Rzuciła się biegiem na Naila i z wyskoku spróbowała uderzyć w jego splot słoneczny. Mężczyzna zwyczajnie obrócił się w bok, po czym kopnął ją w plecy posyłając na ziemię. Nikita miała wrażenie, że coś jej tam pękło.

            - Kurwa mać - Zaklęła w ojczystym języku, gdy szurała brodą o podłodze areny. Odruchowo chwyciła się za plecy i usiłowała wstać.

            - Chciałeś mnie po prostu ośmieszyc?! Zrobić sobie ze mnie jaja?! - Syczała, idąc w jego stronę. Ból stawał się nieznośny, co wykreślało wiele zagrań z jej wachlarza ruchów. Nieco przygarbiona zblizała się coraz bardziej do Nail’a.

            - Nie ciebie, lecz siebie. Byłaś tu przypadkiem. Przepraszam. - powtórzył znowu Bang, krzyżując ręce na piersi. Katyusha z zaciśniętymi zębami zaczęła wykonywać lewy sierpowy, lecz nim jej dłoń doszła do oponenta, upadła na ziemię i zmieniła zagranie na podcięcie. Bang grzecznie padł na ziemię, nie reagując przez cały ten czas.

            - Ekhm...Cóż się dzieje? Czemu Bang nie jest w stanie wykonać żadnego ruchu? - zapytała nagle zdziwiona Ruby.

            O co mu chodzi? Czy ta walka miała być ustawiona? Nikita znalazła się tutaj przypadkiem? Miała tylko nadzieję, że jej matka nie maczała w tym palców, a to zresztą byłoby do niej podobne.

            - Poddajesz się? - zapytała, gdy już przestała się denerwować.

            Japończyk przewrócił się na plecy i patrząc z dołu uśmiechnął się do Nikity. - Tak.

            Kobieta kiwnęła głową na znak że przyjmuje fakt że sie poddaje. Ona sama zaś klapnęła na tyłek, rozmasowując plecy. - Moja pierwsza walka była farsą... karwasz twarz - westchnęła zawiedziona. Może nawet lepiej że nie było Raula na widowni, ani dzieciaków z sierocińca.

            Uśmiech Naila lekko zrzedł gdy Nikita usiadła. Zdecydowanie wolał patrząc na nią z góry, zwłaszcza, gdy nosiła sukienkę.

            - Farsą, ale w słusznym celu. - powiedział, podnosząc się, aby znów stanąć w pozie deklaracyjnej. - Jakbyś trafiła na mojego ucznia, walcz z nim szczerze.

            Spojrzała na niego “spodełba”.

            - Z tobą też walczyłam szczerze! - Fuknęła urażona odwracając wzrok. - Kto niby jest tym twoim uczniem? - zapytała od niechcenia.

            - Hahaha, nazywa się Tanu. - Bang kiwnął głową w stronę publiczności.

            Wskazał chłopaka o miłym uśmiechu, w brązowej bluzie i śmiesznej czapeczce najpewniej nabytej na jakimś konwencie. Był niski i wyglądał przygłupio, ale miał w sobie coś chytrego.

            - Jest dosyć nieśmiały. Może ta walka doda mu nieco motywacji? Heh. - Bang uśmiechnął się do siebie, gdy drzwi do wyjścia z areny zostały otwarte.

            NIkita powiodła wzrokiem po widowni. Ten cały Tanu jest na pewno groźniejszy niż wygląda, a gdy Bang nieco przypiłował skrzydła Kravchenko, ta nie miała pewności jakim może być przeciwnikiem jego uczeń. Z małym problemem podniosła się i ostatni raz ostro spojrzała na Nail’a.

            - Mam nadzieję że jeszcze będę miała szansę cię spotkać... - Zaczęła powoli opuszczać arenę, po czym dorzuciła pod nosem. - Poza areną. -

            12:42

            Gdy tylko Nikita opuściła arenę, zaproszono ją do pokoju medycznego. Wykazano wyłącznie, że będzie miała parę siniaków i powinna nic nie dźwigać przez parę godzin. Kopniak od Naila trafił ją prosto w kręgosłup, gdyby nie była cyborgiem pewnie skończyłoby się to pełnym paraliżem.
            Bo tej rutynie miała cały dzień dla siebie...lub kogoś.
            Gdy tylko wyszła z budynku, zobaczyła przed nim Jokyoku trzymającego butelkę wina.

            - Czy może chciałabyś się udać ze mną w jedno miejsce? - spytał Japończyk z uśmiechem.

            Wtedy w kieszeni Rosjanki zawirował telefon. Przyszła nowa wiadomość.
            !Raul
            Tytuł: Twoja Matka potrzebuje pomocy.

            Katyusha, od niechenia wyciągnęła telefon z kieszeni, dostała wiadomość od Raula, jednak treść ją nieco zaniepokoiła.
            - Mama? - Jej oczy otworzyły się szerzej, jednak po chwili jakby sobie coś przypomniała. To przez nią tutaj się znalazła, niby dlaczgo teraz miała jej pomagać?! Jednak to co ją niepokoiło było to że to Raul ją o tym poinformował.

            - Bardzo bym chciała Joko... ale muszę gdzieś być, bo ktoś nie potrafi zadbać o swoje dupsko... - Od czasu do czasu stekając z bólu doszła do swego choppera. Usadowiła się na nim i ponownie jęknęła.
            - Dzwoń Raul... - mruknęła do telefonu.

            - Ja właśnie w tej sprawie. Muszę odwiedzić kogoś w szpitalu. - uśmiechnął się Japończyk podchodząc do Nikity. - Nie polecałbym jazdy w tym stanie, a na piechotę marsz będzie przyjemny.

            Gdy dziewczyna spojrzała do telefonu, stan jej matki uległ wyjaśnieniu. Wiadomość głosiła
            "Twoja matka została zaatakowana w Shibuya. Leży w szpitalu. Powinnaś ją odwiedzić...chociaż raz."

            Kątem oka spojrzała na Japończyka.
            - Może masz rację... - Rzekła, po czym doczytała szczegóły. Albo miała doczynienia z cyborgiem z przyszłości, albo to była jakaś podpucha. Nikita była świadoma, że Aurora jest maszyną do zabijania. Jednak, dlaczego jej współczuła? Pewnych nawyków jednak nie można się pozbyć. Jaka by nie była matka to matka.
            - Chodźmy więc... i oby mi choppera nie zajebali, jeszcze nie spłacony. - wzruszyła ramionami zsiadając z maszyny, towarzyszyło temu ciche syknięcie z bólu.

            Droga zajęła dłuższą chwilę, dwójka musiała nawet przebijać się przez metro.
            Sam szpital był ogromnym, bogatym budynkiem. Matka Nikity oczywiście znajdowała się na wyższym piętrze w pokoju dla vipów pod opieką medyczną.
            Gdy w końcu doczłapali na miejsce ledwo żywa Niki otworzyła drzwi, aby zobaczy...olbrzymie plecy.
            Słysząc otwarcie drzwi, mężczyzna odwrócił się.

            Był to masywny człowiek z mnóstwem blizn, o niebieskich włosach i ostrej brodzie. Miał pełne agresji spojrzenie które dawało mu diabelskiego oblicza. Emanowała z niego duma, był jej pełen
            do stopnia w którym koszulę nosił tylko zarzuconą na ramiona.
            Nikita poznała go natychmiastowo. Był to Blue Devil, trzykrotny mistrz świata i obecnie człowiek uznany za najpotężniejszego nie-cyborga na ziemi.
            Uśmiechnął się on lekko. - A więc Red...nie, Katyusha, jednak przyszła. - uśmiechnął się. - Może nie jest tak zła, jak myślisz, co, Aurora? - wstał z miejsca kierując się w stronę dziewczyny. - W takim razie ja przeproszę. - Minął ją, po czym zatrzymał się. Coś w atmosferze się zmieniło, HUD nagle podświetlił Devila, który uniósł zaciśniętą dłoń, gdy tylko dojrzał Jokyoku stojącego za rosjanką.
            - Szt- - Wydukała nie wiedząc co się dzieje, niemal odruchowo zeszła z drogi Blue Devil’a, z samego respektu do jego osoby, lub moze nawet strachu.
            - Mamo co się tutaj dzieje!? - Rzekła zdezorientowana.
            Wszystko zdawało się dziać w jednym momencie.

            Białowłosa matka Nikity o imieniu Aurora podniosła się w swoim łóżku spoglądając na dwójkę przerażona, krzyknęła tylko karnym głosem - BLUE! - mimo to jej idealnie gładka twarz zdawała się nie posiadać żadnych emocji gdy ogromna pięść, porównywalna rozmiarami do cegły uderzyła Jokyoku prosto w twarz i tak ostatnio złamaną przez Gustawa.

            Mężczyzna poleciał na ścianę za nim, z jego nosa poszła krew, a wszędzie dookoła wzniósł się kurz.

            Podłogę zaczęła zalewać czerwień.

            Blue Devil uśmiechnął się, szczerząc przy tym zęby jak warczące zwierze. Opamiętał się jednak i zaczął podążać w stronę wyjścia z szpitala.

            Napięcie spadło. Czerwień na ziemi pochodziła z butelki wina, którą targał tu Japończyk. Jego twarz i tak była cała czerwona. Migiem znalazło się przy nim dwóch lekarzy którzy zaczęli zbierać go z miejsca.

            - Co... dlaczego on... - Wskazała palcem za wychodzącym olbrzymem. Spojrzała także na Jokyoku którego losem średni się przejeła. - Najpierw dostaję wiadomość że leżysz w szpitalu, teraz takie cyrki?! O co tutaj chodzi?! - Pytała oziemble, zbliżając się do Aurory. Gdy tak przy niej stała, przysunęła sobie krzesło, by na nim usiąść. Widok matki w łożu szpitalnym jakimś cudem odrobinę ją udobruchał.

            - Co się stało? Kto ci to zrobił? - Rzekła już spokojniej, ale dodała po chwili - Nie żeby mnie to obchodziło - uniżyła nieco głowę, starając się nie utrzymywać kontaktu wzrokowego z Aurorą.
            Z wpół otwartymi ustami Aurora starała się pojąć sytuację. W końcu postanowiła się odezwać.
            - Kotku...co tu robił ten facet? - spytała mając na myśli zabranego przez lekarzy Jokyoku. - Czy ty wiesz kim on w ogóle jest?
            - Tak, to przecież Jokyoku. A kim jest... - Nikita zastanowiła się na chwilię, po chwili jednak uświadomiła sobie że nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie.
            - Kim on jest? - Zapytała w końcu.

            Aurora położyła córce rękę na ramieniu. - To jeden z informatorów Yakuzy. To niebezpieczni ludzie, co ty znowu wyczyniasz? - w słodycz ostatniego zdania wkradło się trochę agresji. - Reprezentujesz sobą nas wszystkich. Nie powinnaś kręcić się wokół takich ludzi.
            - Ale... ja... - Nikita nie wiedziała co ma myśleć, co dopiero powiedzieć. Na jej twarzy pojawił się grymas złości.
            - Nie powiedział kim jest... skąd ja miałam to wiedzieć?! - Odparła Nikita, kładąc dłoń na dłoni Aurory.
            - On miał coś wspólnego z tym że tu jesteś?! - Poderwała się do pionu, przewracając krzesło.

            - Nie, to moja wina. - odpowiedziała szybko Aurora, jakby nie chcąc w ogóle na ten temat dyskutować. - Mam nadzieję, że nie brałaś u niego żadnych długów? Nie wyzyskiwałaś nic? - spytała dość niepewna siebie. - ...Jedna gilotyna już wystarczy... - szepnęła do siebie Aurora.

            - Tylko informacje na temat Nail Bang’a z którym zresztą juz walczyłam. Popełniłam błąd? - Rzekła zdając sobie coraz bardziej sprawę, że mogła wdepnąć w duże guano.
            - Jaka gilotyna?! Dlaczego mi nie mówisz wszystkiego? Najpierw to że muszę walczyć w tym debilstwie, a teraz to! - Machnęła pięścią w powietrzu.

            - Skoro tu przyszedł to czegoś chciał... - stwierdziła Aurora spoglądając na swoje dłonie. - Czy to źle, dowiemy się pewnie później. Staraj się z nim zbytnio nie zadawać. - poprosiła. - Mówię ci o wszystkim, o czy musisz wiedzieć. Masz wygrać w tym turnieju, dla swojej mamusi i zasranego sierocińca. - uśmiechnęła się lekko.

            - Tch... jesteś taka sama jak zawsze. A ja głupia się o ciebie... ugh! - Kopnęła krzesło za nią, które wesoło roztrzaskało się na ścianie. Miała ochotę ją teraz rozwalić, trzasnąć w ten ryj z siłą ciężarówki. Ale coś ją przed tym powstrzymywało.
            - Dlaczego ja tutaj w ogóle przyszłam?! Cokolwiek ci się stało, dobrze ci tak. A osoba która ci to zrobiła zasługuje na medal! - Wrzasnęła Nikita.

            Aurora uśmiechała się, ale w tym uśmiechu było coś w rodzaju rozpaczy bądź politowania. Nie wyglądała jak zwykle. - Możliwe. - skomentowała. - Powodzenia w następnej walce, Kotku.

            Kravchenko pokręciła głowę prychnięciem, po czy opusciła salę o mało nie wyłamując drzwi. Rzadko kiedy była tak wkurwiona, żałowała że się tutaj w ogóle pojawiła.
            Raczej pośpiesznie schodziła po schodkach do wyjscia, aż natknęła się na Jokyoku. Widząc go usmiechnęła się słodko, lecz czym była bliżej tym jej uśmiech stawał się mniej promienisty. Jej prawa ręką zawibrowała dziwacznie, po czym uderzyła pięścią w ścianę robiąc w niej dziurę, o włos mijając głowę Jokyoku.
            - Informatorze Yakuzy... trzymaj się ode mnie zdala jeżeli ci życie miłe. - Rzekła oschle, dokładnie wpatrując się mu w oczy.
            W holu zrobiło się małe poruszenie, nieco przestraszeni ludzie zaczęli odsuwać się od uroczej parki, a zwłaszcza Nikity.
            Jokyoku zaś uśmiechał się, bawiąc się swoimi bandażami.

            - I co, kochanie? Powiedziała ci? - rzucił nie przejmując się zbytnio stanem Rosjanki. - Ile zapłaciła za to, aby Bang cię wypromował?
            Rosjanka zrobiła zdziwioną minę. Wszystko teraz ułożyło się w spójną całość, dlaczego taki ktoś jak Bang miałby przegrać z amatorem.

            - Bydle!. - Katyusha, miała zamiar chwycić go za twarz, i przerzucić za siebie o podłogę. Była tak rozgniewana że była w stanie zabić informatora, robiąc sobie DUŻO problemów.

            Jokyoku uśmiechnął się gdy tylko Nikita go złapała. Nagle coś ją przeszyło.
            Niskiej siły paralizator.
            Dziewczyna poczuła ostry ból, nie była zbytnio w stanie się ruszyć.

            - Opanuj się. Mówiłem, że nie kłamię, ale również, że nie mówię wszystkiego. - Jokyoku był niesłychanie spokojny. Nie przypominał tego przestraszonego chłopaczka z ostatniego wieczoru. - Ale nie potrafię trzymać zbyt wiele sekretów przed tak słodką twarzą. Mogę ci wszystko wyjaśnić...no ale musisz właśnie ochłonąć.

            Japończyk nieco nie doceniał Nikity, dziewczyna czuła jak systemy wracają do normy. Następny ruch na pewno się powiedzie.
            Nikita podniosła się na proste nogi, strzeliła karkiem w charakterystyczny dla siebie sposób.

            - Inaczej... ja pytam... ty odpowiadasz. Każda niezadowalajaca mnie odpowieć bedzei równoznaczna z urwaniem ci czegoś. Uwierz mi jest wiele rzeczy jakie mogę ci powyrywać - By dodać sobie wiarygodności, jej ręcę zawibrowały delikatnie, a jej twarz miała wypaczony z człowieczeństwa wyraz.
            - Pytanie numer jeden... Czy Yakuza ma coś wspólnego z moją matką? - Jeden niewłaściwy ruch ze strony japończyka zakończy się uderzeniem w mostek.

            Jokyoku rozglądał się na boki wciąż uśmiechnięty. Być może nie pierwszy raz był w takiej sytuacji, bycie mafiozem to nie prosta praca. - I tak myślałem o przejściu na cyborga. - zażartował lekko dla rozluźnienia sytuacji. - Yakuza ma duży dług względem twojej mamy. Trochę liczyłem, że ty wyrównasz sytuację. Jesteśmy jak samuraje, spłacamy długi lojalnie, a ten się strasznie wlecze. - Jokyoku pomasował się po podbródku. - Mam nadzieję, że nie zadasz mi zbyt dużo pytań. Za niektóre odpowiedzi i tak ktoś mi łeb urwie.

            - Jaki dług i za co? - Zapytała ponownie zastygając w bezruchu, jedynymi oznakami że żyje było to że jej ręce wibrowały.

            - Trochę sprzętu, trochę informacji o 3C, a nawet miała kiedyś romans z Oyabun. - wyliczył spokojnie Jokyoku. - No, koniec końców nie pasowali do siebie. Spokojnie, nie jesteś spokrewniona z Yakuzą. Aczkolwiek mogłabyś. - uśmiechnął się Japończyk. - Ale oświadczę się innym razem.

            Jej matka miała machloje z mafią? Jak mogła się zniżyć do tego?! Nikita niczym tak nie gardzi jak zorganizowaną przestępczością. Kiepski żart całkowicie zignorowała.
            - Dobrze ci idzie... Co się stało mojej matce i czy Yakuza ma z tym coś wspólnego? - Jej wyraz twarzy, ani ton głosu nie zmieniły się od początku “przesłuchania”

            Jokyoku milczał przez chwilę. Najwidoczniej nie chciał zbytnio odpowiadać na to pytanie.
            - Cóż...Mamy sporo wspólnego. Shateigashira ocalił jej życie, w innym wypadku umarłaby dzisiaj o 11:20 w Shibyua. - wyznał w końcu. - Co do tego co ją napadało...nie mam pojęcia. Myślę, że mogło to być jakieś genetycznie modyfikowane stworzenie...albo jakiś cyborg na zlecenie właściciela 3C...Shateigashira powinien wiedzieć...mogę cię z nim umówić. - zaczął próbować wkupić się w łaskę. Widać nawet jego wiedza nie była perfekcyjna.
            - Nic mi nie mówi to nazwisko... ale nie chce żebyś mnie umawiał z kimkolwiek, Chce wiedzieć gdzie jest. - Przechyliła głowę, nieco bardziej upodabniajac się do maszyny niż człowieka.

            - Właśnie w tym problem, że nie mam pojęcia. Jestem zaledwie Shingiinem. Mam w posiadaniu numer telefony do Saiko-komon, i nic więcej. - wyznał Jokyoku niezbyt pewny siebie.

            - Zadzwoń do niego... teraz. - Z tymi słowami, położyła mu dłoń na ramieniu.

            Ostrożną dłonią wyjął telefon, wcisnął kilka guzików i zaczął czekać na odpowiedź.
            - Chcesz sama z nim rozmawiać? - spytał.

            Bez ceregieli wzięła od niego telefon, nadal trzymajac dłoń na jego barku, przyłożyła do ucha komórkę.
            - Mam przyjemnośc rozmawiać z Saito-komon? -
            Po chwili usłyszała głośny wydech. Następnie ktoś odpowiedział.
            - Halo? Joky? - spytał niezbyt przejęty głos.
            - Joky jest zajęty Mudak. Miałabym prośbę o spotkanie się z... - Nikita zerknęła na Jokyoku.
            - Ja mu tam? -

            - Shateigashira - podpowiedział Japończyk.

            - Shatee-iga...shira, tak chciałabym się spotkać - Wymowa tego słowa sprawiła mały problem Rosjance.
            Telefon przez chwilę milczał. - Jak się nazyawsz? - wpadło końcu pytanie.
            - Nikita Kravchenko. - Odparła niemal od razu, choć to mogło być głupie posunięcie mówić mafiozą swe imie i nazwisko.
            - Słuchaj, Nikito. Możemy respektować twoją matkę, ale nawet ona niedługo będzie bez znaczenia w świecie. A my nie dbamy o figury historyczne ani ich rodziny. Nie masz nawet tyle wartości, aby spotkać się z Shateigashirą. Nie potrafisz nawet wymówić tej godności. - po płynności wymowy łatwo było stwierdzić, że rozmówcą był japończyk niezwykle wprawiony w dyskusjach. - Dlaczego sądzisz, że jest inaczej? Popisz się jakoś. Jak faktycznie wygrasz ten turniej, to mogę ci załatwić nawet kolację i seks z Oyabun. To w końcu dla ciebie jak drugi ojciec.

            Telefon stał się masą proszku, gdy kobieta zacisnęłą go z niebywałą siłą.
            - Nie chce cię więcej widzieć, a jeżeli już to się nie znamy. - Odstąpiła od niego, nawet się nieoglądając za siebie. Miała dużo do przemyślenia, ale dzisiaj starczy jej już wrażeń. O mało nie zabiła informatora yakuzy, pytając sobie problemów. Ale nic tak dzisiaj ją nie zaskoczyło jak fakt że jej matka ma powiązania z mafią. Co jak co, ale tego się po niej nie spodziewała.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • BoomyB Niedostępny
              BoomyB Niedostępny
              Boomy
              napisał ostatnio edytowany przez Boomy
              #6

              Nikita miała niemały mętlik w głowie przez ostatnie wydarzenia. Tylko co zrobić by nie myśleć o złych rzeczach? Upić się, ale miałą się powstrzymywać od nadużywania alkoholu. Jeszcze wyrobi sobie uzależnienie z tego powodu. Pierwsze co zrobiła to wróciła pod wieżowiec CyberCore, by odebrać swoją machinę.

              Na miejscu spotkała ją raczej upierdliwa niespodzianka. Jakiś idiota zastawił jej karmazynową bestyjkę, tandetną osobówką.

              - Czy właściciel tego chujstwa może przestawić swój wóż? - Powiedziała dosć głośno i wyraźnie, jednak nikt jej nie odpowiedział. Kravchenko założyle ręcę pod piersiami i tupiąc nogą nadal wyczekiwała właściciela pojazdu.

              Kolejne sekundy i brak odzewu. “Pałka się przegła” i to w obie strony...

              Noga rosjanki zawibrowała, po czym wykopem posłała samochód, kilkanaście metrów w przód. Gdy ten koziołkował wesoło, Nikita siadła na motor, już przystawiała kciuk do czytnika, by odpalić silnik Lecz nagle olbrzymi cień zaczął padać na Nikitę, nieco odcinając jej kontakt od słońca. Gdy tylko obejrzała się za siebie z jakimś dziwnym przeczuciem, dojrzała samego Blue Devila w jego pełnej, dwumetrowej okazałości.

              Spoglądał on na nią analitycznie z lekko uniesioną brwią.

              - ...Przepraszam?

              Nikita nie zdołała wykrztusić nawet słowa, tylko patrzyła tępo na olbrzyma. Czy to był jego samochód?! Katyusha już wyobrażała sobie swoj nagrobek. “Tutaj leży ta co kopnęła autko Blue Devila”.

              - T..t..tak? - wydukała ledwo.

              Mężczyzna podrapał się w głowę, po czym spojrzał na czerwone auto wykopane przez dziewczynę.

              - Ktoś zastawił wejście do wieżowca samochodem, pomożesz mi go przestawić? - poprosił jak gdyby nigdy nic.

              Nikki zgłupiała całkowicie... Dlaczego on potrzebował pomocy w czymkolwiek? Ale nie śmiała mu odmówić.

              - Da z przyjemnośćią! - Zasalutowała instynktownie, po kilku sekundach uświadomiła sobie co robi. Opuściła dłoń, po czym zsiadła z choppera. Skoro poprosił ją o pomoc sam Blue Devil pokaże na co ją stać! A co!

              Kobieta zbliżyła się do pojazdu, po czym obie jej ręcę zawibrowały, gotowe do mocarnego pchnięcia. Obie piąstki uderzyły w pojazd, skłądając go jak akordeon, tuż przed tym jak poleciał w cholerę. Po tym akcie stanęła dumnie patrząc na Blue Devila. “Pochwal chociaż...” rzekła w duchu.

              Devil przyglądał jej się nieco zainteresowany. Gdy tylko zobaczył auto odlatujące w siną dal, w kształcie i tak niezdatnym do użycia, uderzył się otwartą dłonią w twarz.

              - Miałem na myśli "przestawić" nie "posłać w cholerę". - westchnął z wyraźnym zawodem w głosie. - Ale jakoś to rozwiązaliśmy, prawda? Heh, aż mnie zastanawia jak się tam znalazł.

              Zmieszanie rosjanki osiągnęło apogeum.

              - yyy... Blue Devil... - Rzekła niepewnie, wyszukując szybko honoryfikatora. - Sama! - Dorzucila szybko, po czym bawiąc się włosami przemówiała ponownie.

              - Kto się znalazł? - mówiac te słowa zamrugała kilkakrotnie.

              - Samochód, w przejściu. - sprecyzował uśmiechając się lekko. - Zaskakujące, aby ktoś tak zaparkował, nieprawdaż?

              Nie istnieje słowo by opisać jak skołowana, zmieszana w tym momencie jest Nikita.

              - Może... dlatego że, jest blisko wejścia? - Wypaliła głupio.

              Mężczyzna ponownie westchnął ciężko - Chodź tu na moment. - poprosił aby zacząć powolnymi krokami zbliżać się do Nikity.

              Nikita odruchowo przyjęła postawę bojową, mimo tego że mógłby ją zmiażdżyć na miejscu. W tej chwili była po prostu przerażona.

              Devil uniósł swoją olbrzymią dłoń i położył ją na głowie Rosjanki aby następnie...zacząć ją głaskać.

              Przykucną lekko aby spojrzeć jej w twarz.

              - Być silnym to jedno, ale umieć używać swojej siły, to coś innego. - powiedział z uśmiechem. - Wszystko trzeba mieć pod kontrolą. Nie powinienem cię zbytnio pouczać w mojej sytuacji, ale... - sięgnął wolną ręką do kieszeni, po czym wcisnął jej kartkę. - Pod tym adresem znajdziesz kogoś, od kogo możesz się sporo nauczyć. - W końcu podniósł się, zabierając swoją dłoń, gdy nagle para usłyszała krzyk zza pleców.

              - GDZIE JEST MOJE AUTO DO CHOLERY!?

              Niebieskowłosy odpowiedział na to gromkim śmiechem, po czym wyminął Nikitę jak gdyby nigdy nic. - Olej tego rzęcha, Onijin. Postawię ci obiad.

              Nim dziewczyna była zdolna zdać sobie sprawę z tego co zaszło, dwójki już nie było.

              Tyle wrażeń na jeden wieczór, to zdecydowanie za dużo nawet dla niej. Blue Devil zniknął prawie tak szybko jak się pojawił, zostawiając po sobie jedynie kartkę. Nikita rozwinęła papier, by przeczytać jego treść.

              “Ikebukuro alley, 23A, dragon dojo”

              - Shto? - Mruknęła zdumiona Kravchenko. Nie słyszała wczesniej o takim dojo. Albo moze słyszała, tylko całkowicie olała jego istnienie. Ale skoro polecił je sam Blue Devil, to musiała się tam zjawić. Jednym susem, dopadła swego karmazynowego rumaka i przyłożyła kciuk do czytnika, by zainicjować zapłon. Motocykl zawarczał przyjemnie, a gdy Nikita kopnęła nóżkę, bestia wystartowała, nie bardzo przejmując się przepisami o ograniczeniu prędkości w terenie zabudowanym. GPS wbudowany w maszynę, od razu wskazał gdzie i jak ma się udać do dojo podanego przez niebieskowłosego olbrzyma.

              14:50

              Droga między Tokio a Ikebukuro nie była najkrótszą, choć nic specjalnie nie utrudniało podróży. Przejażdżka taki kawałek pozwalała łatwo zrelaksować się i zapomnieć o problemach.

              Znalezienie adresu 23A zabrało dziewczynie dłuższy moment. Koniec końców, okazało się, że dojo miało stać za diabelnie ukrytą alejką na wyższych piętrach dzielnicy.

              Miało bo nie było konkretnie ukończone.

              Tym co zastała Nikita był stary budynek z wielką dziurą w dachu przy którym biegało mnóstwo różnych osobników przebranych za ninja, pod dyrygencją jedynego w swojej osobie Nail Banga. Chłopak nie próżnował skoro zaledwie kilka godzin po walce pracował na budowie, czy może raczej przy remoncie.

              Na widok Nikity przetarł pot z czoła i krzyknął.

              - W czym mogę panience pomóc!?

              Ze wszystkich osób jakie mogła spotkać...

              - Bang? - uniosła brwi zaskoczona, nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć, pokazała mistrzowi japonii kartkę, po czym dodała.

              - Blue Devil polecił to miejsce bym... - Dziewczyna zastanowiła się na moment i zacytowała z uniesionym palcem wskazującym, niczym jakiś profesor.

              - “Pod tym adresem spotkała kogoś kto cię może mnie wiele nauczyć”, a więc... jestem. - Wzruszyła ramionami, rozglądając się dookoła.

              Bang zamyślił się przez moment nad kartką. W końcu powstrzymując się od komentarza zgniótł ją i wyrzucił na ziemię. - Tam. - wskazał palcem na drabinę idącą na dach. - Jest młotek i gwoździe. Popracuj trochę a zobaczę, co da się zrobić. - stwierdził, po czym wrócił do rozpracowanego tłumu.

              Rosjanka mogła łatwo dostrzec Tanu uporczywie starającego się wbić gwoździe w deski, nie wychodziło mu to jednak zbyt dobrze. Jej pomoc może się faktycznie przydać...o ile zainteresuje się tą farsą.

              Powieka dziewczyny drgnęła nieznacznie. “Co on sobie myśli?!”, pomyślała. Jednak Nail Bang był mistrzem, a ci miewają różne sposoby na trening. Cóż... jeżeli ma by “silniejsza”, nie zaszkodzi pomóc nieco. Wspięła się po drabinie, nie zauważając nawet kilku mężczyzn którzy perfidnie zaglądneli jej pod spódniczkę, sam Bang pewnie nie odpuścił sobie widoku. Na miejscu Nikita zbliżyła się do Tanu.

              - Zdrastvuj widzę że masz mały problem... - Uśmiechnęła się uroczo, wciskając palcem gwóźdź w deskę, jakby to był tylko przycisk.

              Tanu spojrzał na Nikitę nieco zaskoczony jej siłą. Być może chciał coś powiedzieć, ostatecznie jednak tylko fuknął pod nosem jak obrażony zwierzak i wrócił do pracowania nad swoimi nieszczęsnymi gwoździami.

              Nikita przewróciła oczami, chciała pomóc, a odpowiedziano jej fuknięciem.

              - Twajuuu... Nail? Jak mogę jeszcze pomagać, prócz przebywania przy twym uczniu? - Rozłożyła ręcę patrząc z góry na Bang’a. Nie znala się kompletnie na budowlance, więc nie miała pojęcia od czego zacząć. Potrzebowała dokładniejszych instrukcji.

              Bang miał się odezwać, gdy nagle deska przybita gwoździem przez nikitę pękła i spadła komuś na łeb. Wtedy pokręcił przecząco głową.

              - Zejdźcie lepiej na tyły dojo i zróbcie wszystkim herbaty. - poprosił z zawodem wypisanym na twarzy.

              Tanu spojrzał na Nikitę jak spłoszone zwierzę.

              - Tch... - Wydała z siebie tylko, po czym zeskoczyła nie kwapiąc się nawet o użycie drabiny. Tak jak poinstruował Nail, Nikita poszła do świątyni. Przy czym bluzgała okrutnie pod nosem w ojczystym języku. Mimowolnie wyciągnięła z jednej z wielu kieszonek piersiówkę i pociągnęła parę łyków.

              Gdy rosjanka dostałą się na tyły dojo nieco się zmieszała. Było tam stoisko z delikatną porcelaną oraz herbata w...liściach.

              Po chwili z dachu zeskoczył Tanu, lądując niezwykle płynnie i podbiegając do stoiska. Złapał jakiś moździeż i rzucił go dziewczynie, aby następnie gdzieś odbiec chwytając po drodze wiaderko.

              - Mamy rok 2221 a oni piją herbatę w liściach?! - Rzuciła z szeroko otwartymi oczyma. Chcąc nie chcąc zbliżyła się do jednego ze stoisk. Wzięła listek i ułozyła go w moździerzu. Gdy Nikita zabrala się za ugniatanie, moździerz pękł.

              - Bluać! - Zaklęla spanikowana, próbując coś zrobić z naczyniem. Niestety pierwsza próba naprawienia przedmiotu spełzła na niczym, gdyż rozsypał się na kawałki. Krachenko ostrożnie rozejrzała się dookoła, czy aby nikt tego nie zauważył. Kawałki porcelany, strzepnęła na podłogę, potem paroma szurnięciami buta, zamiotła odłamki pod stół. Tylko teraz pojawił się problem skąd wziąć następny. Los jednak był dość łaskawy dla rosjanki, gdyż kolejne naczynie było nieopodal. Sięgnęła po nie niezwłocznie, po czym ponownie zabrała się za robotę. Szło jej to mozolnie i niezbyt udanie, co potwierdzała rosnąca pulsująca żyłka na jej czole.

              Tanu wrócił dopiero po dłuższej chwili. Miał z sobą nie tylko wiadro wody ale również nacięty z praktycznie każdej strony pieniek. Ów pieniek wypchał podpałką, aby zapalić go i postawić na nim metalowe wiadro z wodą.

              Zaraz po tym przyjrzał się dziewczynie analitycznie, jak i jej gniecione z herbaty.

              Bez zwłoki czy słowa złapał kolejny moździerz i zaczął przeszukiwać porcelanowe naczynia. Ostatecznie w jego naczyniu znalazła się nie herbata tylko imbir i limonka, w dodatku polał to miodem, aby zacząć ugniatać.

              Jakoś nie pokrywało się to z wiedzą Nikity z filmów o Japończykach, z drugiej strony nie aby miała czas upewnić się na internecie na czym polega robienie herbaty z nagich liści.

              Nie dość że traci tutaj czas to jeszcze robi z siebie idiotkę... Gdyby nie fakt, że Blue Devil polecił to miejsce już dawno by stąd wybyła. Westchnęła ciężko, po czym odłożyła moździerz. Następnię klapnęła na podłodze po turecku, podpierając głowę rękoma. Beznamiętnym wzrokiem wpatrywała się w to co robi Tanu, chłopak się na tym znał więc zostawiła to jemu.

              - Ninpony.. - burknęła bardzo cicho, przewracając oczkami.

              - Wstań. - mruknął Tanu pochłonięty swoim zajęciem. W końcu ubitą ładnie mieszankę wrzucił do wiadra i stanął obok patrząc się na nie, jak gdyby miało to pomóc w doprowadzeniu wody do wrzenia.

              - Nie rozkazuj mi dzieciaku... - mruknęła unosząc lekko brwi. Nie miała zamiaru się podnosić i robić tej cholernej herbaty.

              Po chwili coś zaczęło gilgotać Rosjankę. Gdy obniżyła głowę, dostrzegła bandę mrówek rozpoczynającą wspinaczkę po jej nodze.

              - Za późno. - skomentował chłopak. Na pewno nie był zbyt towarzyskim partnerem.

              “When you are on fire. stop, drop and roll” takie hasło przeszło przez myśl rosjanki, po czym padła na plecy i zaczeła się tarzać. Wyglądała idiotycznie, poza tym nie przyniosło to zbytniego efektu. - Zlazic ubludki! - Pisnęła, otrzepując się z mrówek. Do pionu postawiła się “sprężynką”. Musiała zdjąc swój płaszczyk, gdyż mrówki oblazły go kompletnie. Rzuciła czerwonym kapturkiem o glebę, po czym zaczęła po nim deptać. Niby zatwardniały żołnierz, a robaki działały na nią jak na każdą kobietę.

              - Dlaczego od razu nie powiedziałeś?! - warknęła na niego, nadal strzepując pojedyńcze owady.

              - Powiedziałem. - stwierdził beznamiętnie chłopak i niespodziewanie złapał Nikitę za nadgarstek, po czym zaczął ciągnąc ją za sobą.

              Zaprowadził ją do małej drewnianej budki, otworzył jej drzwi i wepchnął tam Katyushę, aby zamknąć za nią drzwi.

              Była to łaźnia. Co prawda milejby było gdyby Tanu opisywał o co mu chodzi, ale przynajmniej dziewczyna mogła pozbyć się wszelkich owadów.

              Po chwili przez okienko u góry budynku wpadło...kimono.

              Podejrzliwym wzrokiem rozejrzała się po łaźni jakby spodziewała się tutaj ukrytych kamer. Jej poszukiwania zakończyło uczucie łaskotek w okolicach dekoltu. Pośpiesznie się rozebrała “do rosołu” i wskoczyła do wanny, która szybko zapełniła się ciepłą wodą. Rosjanka mogła się odprężyć... po takim dniu co dzisiaj miała, to była najprzyjemniesza rzecz, zdecydowanie. Nawet się nie zorientowała jak przesiedziała tam prawie godzinę. Dokładnie wypucowana, odświeżona i pachnąca, założyła kimono i opuściła łaźnię. Jej archaiczny strój moczył się właśnie w jakiejś wannience pozostawione tam z zamysłem “Zabiorę później”.

              Zgiełku na zewnątrz już nie było. Dach był naprawiony a większość ninja-budowlańców zdawała się nieobecna.

              Na schodach do Dojo siedział Tanu wraz z Nailem, w spokoju rozkoszowali się herbatą. Dopiero po chwili dostrzegli Nikitę i uśmiechnęli się do niej.

              Nikita nie widząc wielu opcji zbliżyła się do nich, krzyzując ręcę pod piersiami.

              - A co wam tak wesoło? - Uśmiechnęła się krzywo.

              - Skończyliśmy pracę, mamy prawo być zadowoleni. - stwierdził Nail przyglądając się Rosjance. - Przypomnij mi, po co konkretnie przysłał cię tutaj Blue? Ah, i napij się herbaty - kiwnięciem głowy Bang wskazał gliniany kubek obok schodów.

              - Nie pamiętam dokładnie jego słów, ale wspominał coś o kontrolowaniu swej siły. Albo może zwiększeniu jej? - Podrapała się po głowie, siadając obok dwójki. Wzięła gliniane naczynie, i wzięła z niego mały łyczek. - Hmm... całkiem niezła. - Stwierdziła do siebie, po czym wzięła kolejny łyk.

              - Tanu, skocz po mantrę. - poprosił chłopaka mistrz po czym spojrzał znowu na rosjankę. - Gdyby Blue chciał dodać ci sił posłałby cię do Kuro albo nauczył samemu. Z tego co opowiadał mi Tanu to nasz większy problem z kontrolowaniem mocy niż jej wyzwalaniem. - uśmiechnął się w lekko ponury sposób Nail. - Samokontrola to jedyne czego zawsze brakowało diabłu. Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale Blue, Black and Brown, to trójka pierwszych marine z prywatnego korpusu whitelight. Są to pseudonimy dla mnie, Blue Devil i Kuro Butta. Nasza trójka jest sporo winna twojej matce. - Bang nagle ocknął się z rozmyślań. - Nie jestem w stanie dokładnie stwierdzić jak ci pomóc, ale będę mógł podarować ci pewną starą metodę medytacji. - oznajmił w końcu.

              Nikita otworzyła szeroko swe srebrne oczęta.

              - Pracowaliście dla mojej matki?! - wypaliła zdumiona. - Sama pracowałam w Whitelight, jakim cudem was tam nie widziałam? - Dodała popijając herbatę.

              - Whitelight jest dużo starsze niż myślisz, korporacje nie rodzą się w swoich rozmiarach. - skomentował Bang. - W praktyce nasza trójka mogła równie dobrze rozpaść się przed twoim pojawieniem. Od dawna jesteśmy na emeryturze. - zaśmiał się Nail.

              Rosjanka, ponownie uniosła brew.

              - To ciekawe... tacy honorowi, tacy sławni, a ex najemnicy którzy pewnie nie raz musieli zabrać komuś życie... za pieniądze. - Westchnęła Kravchenko. - Ale sama taka byłam, więc nie mam prawa osądzać ciebie lub innych. - Rzecząc to posmutniała nieco wpatrując się w gliniany kubek.

              Bang pokręcił przecząco głową.

              - Pieniądze to czynnik, fakt, ale nigdy nie powód. Zdolność miarkowanie własnej siły płynie właśnie z powodu. Pieniądze są potrzebne aby żyć, nie znaczy to jednak, że to dla nich się walczy. - coś mogło trapić mistrza, który w tym momencie tłumaczył się z czegoś.

              Nie mniej po chwili przybiegł Tanu z zapieczętowanym zwojem, który wcisnął Rosjance w dłonie.

              Dziewczyna, a raczej kobieta zbliżająca się do terminu “w kwiecie wieku”, odstawiła gliniane naczynie na bok, następnię ostrożnie zdjęła pieczęć i zaczęła zapoznawać się z treścią zwoju.

              Był to opis postaw i mantr, z których można układać medytacyjne sekwencje. Jak się okazuje, siedzenie po turecku i powtarzanie "Omm" jest w rzeczywistości uznanym sposobem rozwoju. Pytanie o ile skutecznym?

              - W wolnym czasie spróbuj tego. Przede wszystkim musisz zdać sobie sprawę z czym i po co walczysz, wtedy będziesz miała pewność kogo i kiedy atakować...Może przestaniesz wyżywać się na glinianych moździerzach i gwoździach do spróchniałych desek. - objaśnił Bang.

              - To byl wypadek! Nie chciałam stłuc tego.. tej rzeczy - Rzuciła nieco urażona, po czym ponownie przejrzała zwój. To co tam było brzmiało niezwykle kretyńsko, ale może dlatego jest skuteczne? Co prawda ostatnio nieco przesadzała z wyżywaniem się na rzeczach martwych. Może to było spowodowane, faktem że przegrała z Bangiem, lub też tym że jej matka ma powiązania z Yakuzą... dośc bliskie jeżeli wierzyć słową Mudaka z którym rozmawiała przez telefon.

              - W każdym razie, dziękuję za poświęcony czas. - Z tymi słowami podniosła się i ukłoniła w stronę Naila.

              - Nie ma za co. - uśmiechnął się Nail. - Polecam się na przyszłość i jeszcze raz przepraszam za walkę. - dorzucił po czym poklepał po plecach Tanu, który złożył prosty ukłon w stronę Nikity.

              Katyusha mimowolnie się usmiechnęła, następnie odwróciła na pięcie, kierując się do łaźni po swoje ciuszki. Były nadal mokre ale to nie był dla niej żaden problem, zabrała je po prostu. Ponownie mijając Banga i Tanu rzekła.

              - Kimono oddam, znaczy wyślę do was jak wrócę do domu. - Usmiechnęła się nadwyraz słodko i postąpiła w stronę swej szkarłatnej bestyjki. Mokre, zwinięte ciuchy wsadziła do bagażnika pod siedzeniem. Nikita rozsiadła się na motocyklu kopiąc nóżkę i zapalając silnik. Chopper zawarczał radośnie gdy kilka razy przekręciła manetkę. Ostatni raz zerknęła na dwójkę japończyków, po czym wystartowała stając dębą na tylnim kole.

              19:10

              Chopper rosjanki zajechał pod budynek w którym miała swój apartament. Spoglądała na niego, przez kilka sekund.

              - Podjadę do Raula... - Mruknęła do siebie, a motocykl zawrócił prawie w miejscu z piskiem opon. Ruch był dość mały, więc nie stała w korkach, a nawet starała się przestrzegać jako tako przepisów. Minęła dobra chwila zanim znalazła się na miejscu. Zaparkowała pojazd, przed wejściem, gdzie jest holograficzny napis “Rezerwacja, Mudak”. Zsiadła z maszyny i postąpiła przez wejście.

              W środku był oczywiście Raul, ale oprócz niego również dzieciaki z sierocińca. Jak się okazuje, bar został zamknięty wcześniej...Włoch postanowił zrobić małe święto z okazji pierwszej wygranej Nikity nieświadom tego, że była ona farsą.

              - NIkita sensei! Wygrałaś! Wygrałaś! - Krzyczały radośnie dzieciaki, obskakiwując ją z każdych stron. Uśmiech rosjanki był nieco niemrawy, ale cieszyłą się z tego że są tu jej podopieczni. Jak tylko powitała się z dzieciakami, zbliżyła się do Raula.

              - * Moj drug* pozwól na moment... - Kiwnęła głową w stronę zaplecza. Włoch odłożył jakąś pucowaną szklankę i podążył za kobietą.

              - Co jest Nikki? Ładnie ci w kim- - Nie dokończył gdy Kravchenko weszła mu w słowo.

              - Wiedziałeś że Jokykoyu jest informatorem Yakuzy? - Założyła ręcę pod piersiami, patrząc na niego złowrogo.

              - Yyy... nie? Skąd ja to niby miałbym wiedzieć? Gość nie wygląda... - Uniósł ręce wzbraniająco.

              - Raul... - Rzekła Nikita, opierając dłonie na ramionach przyjaciela. - Ukrywasz coś przede mną? Wiesz że nie znoszę być trzymana w nieświadomości. Yakuza ci groziła? Żądają haraczu? Niewiem... zdemolowali knajpę?! - Zatroskany wyraz twarzy Nikki, zapewniał w tym jak bardzo martwi się o Raula.

              - Posłuchaj Nikita, popadasz w jakąś paranoję. - Upsokajał włoch delikatnie ściągając, jej dłonie ze swych ramion.

              - Martwię się o ciebie tupoi, a mam wrażenie że nie mówisz mi wszystkiego. - Oparła dłonie na biodrach, odwracając na chwilę wzrok. Raul przetarł skronie wzdychając głośno.

              - Dziewczyno jesteś przemęczona, albo jakiś grzybków się najadłaś... odpocznij nieco i potem przyjedź dobra? Dzieciaki i tak dobrze się tu bawią. -

              Rosjanka przygryzła wargę.

              - Może masz rację, dużo się wydarzyło dzisiaj. Muszę odpocząć... - Z tymi słowami odwróciła się na pięcie i opuściła zaplecze knajpy.

              19:47

              Pożegnała sie z dziećmi, które były zawiedzione faktem że nie zostanie z nimi dłużej. Serce sie Nikicie krajało, ale dla własnego dobra musiała odpocząć od wszystkiego. Czym prędzej wsiadła na motocykl i skierowała się prosto do domu. Zaparkowała pojazd na parkingu, a wysięgnik wysunął się ze ściany wciągając motocykl do środka “przechowalni” pojazdów. Nikita znalazła sie w windzie, która zajechała na ostatnie piętro gdzie znajdował się jej apartament. Przekroczyła próg mieszkania, w biegu sciagając z siebie łaszki, pozostawając w samej bieliźnie. Trzeba wspominać że Nikita stanika nie nosi? Miast niego nosi tank-top.

              Pierwszy przystanek lodówka! Kravchenko wyciagnęła sześciopak piwa i rozsiadła się na kanapie odpalając Streamo wizję.

              - Dobry wieczór państwu. - Rzekł prezenter siedzący za biurkiem w garniturze i nieco przekrzywionym tupeciku. -[i] Dzisiaj w studio gościmy...

              Prezenter nie dokończył gdyż Nikita przełączyła kanał, na inny.

              Na ekranie było widać reportera, który na chodniku przed wieżowcem pytał oglądających walkę widzów którzy opuszcali widownie.

              - Co pan sądzi o odbytej walce? - Zapytał reporter, nieco sędziwego staruszka.

              - Ta Katyusha to naprawde ładne dziewcze, do tego taka waleczna. Gdybym był nieco młodszy pewnie zaprosiłbym ją na kawę! Zarechotał ukazując braki w uzębieniu. Reporter tylko pokiwał głową z politowaniem, po czym zaczął pytać innych widzów o zdanie. Padały odpowiedzi.

              - Ustawiona walka jak nic... Nail tak o się poddał, kpina jakaś.

              - To było niesamowite! Posłała jednym kopniakiem Banga na prawie koniec areny! -

              - Bang wreszcie trafił na godnego przeciwnika. -

              - Dawała radę ale bez szału... -

              - Mając taką dzianą mamusię, każdy może wygrywać. -

              - Kocham ją! A jej majteczki mmm... -

              - Nail Bang nie poddał by się tak po prostu, coś było nie tak...

              - Hah! Mój ulubiony moment był wtedy gdy ta sovietka oberwała z buta w plecy od Naila, szorując brodą po arenie...

              Nikita sama nie wiedziała co myśleć o tych wypowiedziach. Jednak czuła niemałą irytację faktem że walka była ustawiona. Juz miałą rzucić pilotem w ekran, gdy nagle przypomniała sobie o zwoju, który niby miał jej pomóc kontrolować się.
              - To głupie... - Mruknęła pod nosem i tak zabierając się za medytację. Przesunęła stolik i usiadła po turecku na środku salonu, postępując zgodnie z instrukcjami na zwoju. Niektóre z technik naprawdę ją uspokoiły... zasnęła na podłodze w środku pokoju.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • BoomyB Niedostępny
                BoomyB Niedostępny
                Boomy
                napisał ostatnio edytowany przez
                #7

                #!.^?.*$@%
                00:∞
                ????

                Ciemność ogarnęła ją, gdy powieki Nikity zamykały się. Spokojny, odległy rytm zaczął wybijać się gdzieś w oddali. Jej trybiki i wszczepy zaczęły budzić nieprzyjemne uczucie, jakgdyby spowalniały kobietę, dodawały jej wagi w jakiejś głębokiej ciemności.
                Nicość, czerń, zero, to określenia jednej i tej samej rzeczy. Zera jednak przerywała inna cyfra. Cyfra nieskończoności. Czy nicość jest częścią wieczności? Wieczność jest na pewno częścią nieskończoności.
                Dziwne i obce na swój sposób stwierdzenia zaczęły pojawiać się w myślach Rosjanki.
                Biel zaczęła pojawiać się w ciemności. Przeplatając ją jak elementy szachownicy.
                W tym miejscu nie było kierunku. Drogi w przód czy w tył, na wschód czy zachód.
                Nie mogła też odczuć równowagi. Co było podłogą a co sufitem? Stoi czy leży?
                Gdzie jest?
                Z kim jest...?

                Czarne skrzydła poruszające się bezdźwięcznie.
                Goła czaszka opatrzona w rogi, z pustymi oczodołami i szerokim uśmiechem.
                Czarny garnitur z krawatem i stylowe spodnie.
                Piękne buty, których kolor pasował do garnituru.
                Oraz kosa, którą ledwo potrafił udźwignąć swoim chudym ciałem.
                Wyłonił się on, albo po prostu pozwolił się spostrzec. Kim był?
                Kim?
                Gargulec.
                Był gargulcem, prawda? Skąd tylko o tym wiedziała?

                Witam.

                Powiedział, a nie było słychać jego głosu, jak gdyby był on częścią nicości, choć rozległo się echo, które powędrowało w nieskończoność.

                - Shto za czort... - Wydukała przestraszona, oglądając kreaturę. Czuła się jakoś, ociężale. Jak gdyby wszelkie wczepy i zammienniki dodały jej niepotrzebnej wagi. Zaczęła się cofać w tył, powolnie i nie spuszczając z oka maszkary nawet na moment, jednak każdy krok był niepewny i chwiejny, aż potknęła się o coś i wywróciła się jednak nie upadła tylko z powrotem wylądowała w pionie, ale i tak nie przestała się cofać, teraz to już pełzła, a przynajmniej tak myślała.

                Postać stała spokojnie w miejscu, przygarbiona i zapatrzona w własne buty. Rosjanka zaczęła odnosić wrażenie, że gdzie się nie oddali, to i tak nic się nie zmienia. Ilość wolnej przestrzeni przytłaczała ją.

                - Hmm? - mruknął tylko spokojnie gargulec, a dźwięk ten był wyłącznie echem.

                Z jakiegoś powodu system Nikity w ogóle nie identyfikował jego obecności.

                Jednak wiedziała, że tam jest, i jak się nazywa.

                Oddech rosjanki od razu przyspieszył, odruchowo chciała wprawić swe mięśnie w drgania, by pomogło to w ucieczce. Ale dokąd ona miała uciekać!?

                - Czego chcesz...Gargulcu... - Nazwała istotę instynktownie, a jej ruchy stawały się coraz wolniejsze.

                Stworzenie przekręciło głowę. Milczało przez chwilę po czym odezwało się.

                - Chcę... - Zamilkł.

                - ZOSTAW MNIE! - Wrzasnęła przerażona Nikita, machając rękoma i nogami jakby to miało w czymś pomóc.

                - Czemu? - w przestrzeni rozeszło się pytanie. Kreatura obróciła się w miejscu do góry nogi. Tak po prostu. - Czemu się boisz? Jaki masz powód? - Puste ślipia wpatrywały się w rosjankę.

                Nikita nie odpowiedziała, tylko zaczęła machać rekoma jakby chciała odpłynąć, lub odlecieć jak najdalej od kreatury. Było to jednak conajmniej daremne.

                - Nie wiem... - Z jej srebrnych ocząt zaczęły sączyć się łzy. Nie przestawała wierzgać ani na chwilę.

                Gargulec przytaknął czemuś.

                - Właśnie. Właśnie dlatego nie jesteś w stanie nic zrobić. - stwierdził - Nie mając powodu nie masz celu. Dokąd chcesz uciec, jeżeli nie masz po co uciec, Nikito? - głos stworzenia wydawał się niezwykle spokojny. Przyjemny wręcz, mimo jego koszmarnego, groteskowego wyglądu.

                - Obudź się... obudź się głupia suko... - Zaczęła się szczypać po rękach, nie wierząc w to co się dzieje dookoła. Sprawiała sobie tylko ból. Chlipiąc głośno, rozejrzała się wokół... czerń, albo biel.? Nawet tego już nie wiedziała. Jej ciśnienie nie zmalało ani trochę. - Dlaczego mi to robisz... - Wyszeptała ledwo, zapłakana rosjanka.

                Gargulec nagle pojawił się przed nią. Spoglądał prosto w oczy, swoją pustą czaszką o przedziwnym kształcie.

                - Kim jesteś, Nikito? - spytał. - Kto cię krzywdzi? Jak? Jesteś przyczyną, czy powodem? Czynnikiem czy efektem? Hmm...? - echo słów Gargulca rozbrzmiewało w bezkresie. - Co robisz w konspekcie...?

                Wizja zaczęła powoli gasnąć, zapadać w mrok jak gdyby źródło światła zanikało, im bardziej pragnęła stąd uciec, tym mniej z otaczającej ją przestrzeni widziała.

                - Ja...ja... - wycedziła ledwo, patrząc w puste oczodoły. Nie chciała patrzyć na oblicze potwora, ale nie mogła przestać. Dlaczego? Jej piąstki zacisnęły się, po czym wzięła zamach. Powolny i to bardzo, jednak z dzikim wrzaskiem chciała roztrzaskać czaszkę gargulca.

                Gdy tylko w jej myśli pojawiło się postanowienie uderzenie stworzenia, wizja stała się tak widoczna, jak na samym początku jej posiedzenia. Gdy jej dłoń zetknęła się z czaszką, nic się nie stało. Nie uwolniła się żadna energia kinetyczna. To tak, jakby przyłożyła rękę do zimnej ściany.

                - Czemu robisz rzeczy bez powodu....jednak znajdujesz się tutaj? - pytał wciąż zafascynowany Gargulec. - ....Nikita...Nikita...Ni...Ki...Ta.... - imię Rosjanki zaczęło wędrować po całym pomieszczeniu echem. To Gargulec je wyszeptywał. Wiedziała o tym, jakby było to oczywiste, choć nawet nie otwierał ust.

                Kravhcenko cofnęła dłoń, zaczęła cała drżeć. Łzy nie przestawały płynąć, nigdy wczesniej nie była tak przestraszona, tak bezsilna. Istota jednak zadała poważne pytanie, na które nie znała odpowiedzi.

                - Szukam... cały czas szukam powodu...- Skryła twarz w dłoniach zanosząc się płaczem.

                Mówiąc w prost zaczęła beczeć, niczym dziecko które obtarło sobie kolano. Jednak ten płacz przypominał wrzask gniewu i bezsilności. Uniosła głowę ponownie wbijając wzrok w oblicze gargulca.

                - Czym... jesteś?! - Warknęła przez łzy.

                Nie odpowiedział.

                Tą odpowiedź Nikita odczuła. W sobie, znalazła wniosek. "On jest Gargulecm". To było wszystko co mogła sobie uświadomić. Ta odpowiedź wydawała się zbyt pusta w treść. Jednak pełna, ukończona. Jak gdyby nie było w niej nic więcej.

                Płacz rosjanki zdawał się być jedyną obecną tutaj rzeczą.

                Przez długi, długi czas kreatura po prostu stała przed Nikitą, przygarbiona, przyglądając się jej płaczu.

                - ...Dlaczego...? - powiedziała w końcu. - ...Z jakiego powodu szukasz powodu...? - rozbrzmiało następne pytanie. - Nie miałaś chyba powodu aby znaleźć się tutaj, jednak się znalazłaś, prawda? - stwierdził. - Hmm...jeżeli pomogę ci znaleźć powód...przestaniesz płakać...?

                - Pomóż mi... - Wypaliła ni stąd ni zowąd uwieszając się na kreaturze, jakby przestała przerażać ją aparycja gargulca. Pociągała raz co raz nosem jak dziecko.

                Stworzenie nie ruszyło się z miejsca. Zamiast tego, zaczęło nucić.

                Prostą i uspakajającą melodię. Zaskakująco, nie była ona echem. Była to melodia która wychodziła z jego ust. Echo jednak również się pojawiło.

                - Czym jest to, czego tak naprawdę szukasz? Cel? Przyszłość? A może wiedza? - zapytało. - Czego brak cię zgubił? W czym znajduje się się twoja siła, której nie możesz uwolnić...?

                - Zgubił? Czego brak mnie zgubił... - Nikita uniosła głowę, ale kreatura zdawała się jakaś wyższa niż przedtem. Coś był nie tak, Nikita spojrzała po swoich dłoniach, były małe. Miała już nie płakać, lecz łzy ponownie napłynęły do jej oczu. Nawet się nie zroientowała jak powróciła do swej postaci sprzed wielu lat.

                - Mama...MAMAA - znów zaczęła beczeć, już jako mała dziewczynka. Rzeczy które się wyprawiały w tym miejscu wykraczały daleko poza granice zdrowego rozsądku. Płacząc przecierała oczka swymi małymi rączkami.

                Chcesz uratować to dziecko? Nic dziwnego.

                ...O...Jin...

                Dofinansuję, bez obaw. Sprzedaj mi swoją firmę.

                Co jest ważniejsze?

                Pomogłabyś mojej firmie robiąc w PMC a nie na własną rękę.

                Masz wygrać w tym turnieju, dla swojej mamusi....

                - Czy robisz to czego pragniesz, czy to, co musisz? - zapadło kolejne pytanie. - Co jest ważniejsze? Bezpieczeństwo innych czy zdobycie własnej świadomości?

                Mała Nikita nagle przestała płakać i przemówiła swym już dorosłym głosem.

                - Robie to czego pragnę i muszę to robić, i poprzez zapewnianie beżpieczeństwa innym, zdobywam własną świadomość. - Odpowiedziała hardo, patrząc na gargulca spodełba

                - Na pewno jesteś w stanie ich bronić? Kto obroni ciebie. - Spytał Gargulec odpływając w bok.

                Dziewczyna zobaczyła sylwetkę w cieniu, nie była to męska sylwetka, silna, wielka...ale bez żadnych cech.

                Mogę ci wszystko wyjaśnić...

                nawet miała kiedyś romans z Oyabun

                Nie masz nawet tyle wartości

                Ponoć Aurora rzuciła swoją córką przez ścianę podczas kłótni.

                Słyszałem, że ojcem Katyushy był wojskowy. Może i my mamy szanse u nadzianych?

                - Kto będzie bronił ciebie, gdy zostaniesz bezsilna...?

                - A kiedy stanę się bezsilna gargulcu? - Wzruszyła ramionami. - Wystarczy do tego nie dopuścić... ale masz rację... kto obroni mnie? Tego nie wiem... i ty też nie. - Wskazała palcem na kreaturę.

                Stwór przytaknął kiwnięciem głowy.

                - Nie mam powodu, aby wiedzieć. Choć ta wiedza jest w konspekcie. Więc jest i w tobie. - stwierdził. - Bezilność przejawia się wtedy, gdy nie jesteś w stanie stwierdzić, o co walczysz i dlaczego. Motyw jest wszystkim, co rodzi determinację. - poinformował dziewczynę.

                - Moja matka chce zmieść z powierzchni ziemi sierociniec, chyba że wygram w tym durnym turnieju. Czy to nie jest odpowiednia motywacja? Choćby to był zwykły szantaż. Te dzieci nikomu nic nie zrobiły, dlaczego miałyby cierpieć z powodu czyiś chorych ambicji? - Stwierdziła Nikita podpierając dłonie na biodrach. Kątem oka spojrzała na tajemniczą sylwetkę która przed chwilą się zjawiła, co więcej była nie do zidentyfikowania.

                - Już mnie złamałeś, jeśli to był twój cel... gratuluje... - Dorzuciła z pogardą.

                - ...hm... - Gargulec przyglądał się swoim butom w zadumie. W zastanowieniu. - Co ma do tego...przypadkowy sierociniec?...Jaki jest w tym powód...?

                ...gdy ludzie zobaczą, jak chociażby BYLI pracownicy są tak dobrzy?

                Czaszka nachyliła się pod nieprawdopodobnym kontem. - Czy spostrzegasz własne otoczenie? Kwestionuj powierzchowność.

                Dlaczego mi nie mówisz wszystkiego?

                Nikita odkąd pamiętała musiała walczyć... od małej walczyła o to by matka poświęcała jej więcej czasu, jako nastolatka już zaczęła się szkolić na żołnierza... albo raczej morderczyni. Gdy wstąpiła w wiek dorosłośći walka była jedynym co znała. A ż w końcu wychodowała w sobie coś na kształt “Radości z bitew”. Sama siebie oszukiwała do tej pory że zbędna walka jest głupia, ogólnie zbędną. Jednak ta adrenalina, widok wroga zakrwawionego u swych stóp, sprawiał że czuła iż żyła.

                - Moje otoczenie... - Rozejrzała się dookoła. - Moje otoczenie jest jakie jest... a co do kwestionowania. Uczono mnie by tego nie robić. - Nikita nim się spostrzegła była już nastolatką, odzianą w standardowy mundur Whitelight.

                - Skoro nie mogę kwestionować... skąd mam wiedzieć co jest dobre a co złe? - Zapytała bardziej siebie niż gargulca.

                - Właśnie złamałaś tą naukę. - spostrzegł Gargulec. - zakwestionowałaś ją. Skoro już raz miało to miejsce...po co przestawać? - zapytał.

                Jestem Raul, witamy w kantynie wojskowej.

                Jako Marines, waszym zadaniem jest robić to, co wam każą. Oto nowe zlecenia. Pochodzą z Włoch...

                Ja tu tylko wydaję jedzenie. Powiedz, słyszałem, że odmawiasz pracy dla przestępców?

                - Czy na pewno nigdy niczego nie kwestionowałaś? - zastanowiła się kreatura. - To nie tak, że nauka jest czymś więcej niż słowem. Ma jednak swój powód. Nie zawsze z pozytywnym skutkiem, nieprawdaż?

                - Samo kwestionowanie... kwestionowania jest kwestionowaniem... - Stwierdziła i jakby to dziwne nie brzmiało trochę było w tym racji.

                - Pomogleś mi coś zrozumieć gargulcu... - Spojrzała na monstrum z delikatnym uśmieszkiem. - Podziękowałabym ale mało przez ciebie nie postradałam rozumu. Powiedz mi jeszcze. Jaki jest cel twojego istnienia? - Zapytała na koniec, nie zauważając nawet jak ma na sobie pancerz służbowy Red Hood.

                - Mój cel...? Ah, tak. - postać była zdziwiona, że stała się celem dyskusji. - Szukam początku bądź końca konspektu. Miejsca, gdzie dodatnie i ujemne nieskończoności łączą się, lub w ogóle nie stykają. Szukałbym tylko końca, ale nawet nie wiem, czy nie chodzę w kółko. Początek też będzie satysfakcjonujący. - stwierdził w końcu Gargulec. - Czuję, że koniec się zbliża.

                - Jaka jest twoja definicja końca? Świadomość życia w nicości? Koniec świadomości? Czy może piekło lub jakieś inne bajeczki? - Zapytała ponownie, czując że czas spędzony w takim jakże miłym towarzystiwie dobiega końca.

                - Hmm...koniec jest w sumarium. W sumie. tam, gdzie wszystkie nieskończoności zostaną dodane do siebie. Ale to będzie...liczba zero, nieprawdaż? - spostrzegł Gargulec. - Ale zero było też początkiem, a może nic się nigdy nie zaczęło od zera? Hmm...widok początku też by mnie usatysfakcjonował. Ciężej go rozpracować niż koniec. - Gargulec znowu pojawił się przed Nikitą. Tak blisko, jak tylko mógł. - Nie chcę aby koniec był nicością. Tak jak wszystkie arkany i ciebie poproszę. Postaraj się, aby zachować entropię. Aby w nicości coś było.

                Za dużo mądrych słów na żołdacki mózg Nikity, jednak jakby nigdy nic poklepała po ramieniu groteskową istotę.

                - Staram się jak mogę... - Odwróciła się plecami do Gargulca i rzekła ma pożegnanie. - Bywaj i niedozobaczenia. - Nikita postanowiła się obudzić właśnie w tym momencie... jakoś.

                Zlana potem rosjanka, przebudziła się nagle.

                - To był sen... tylko sen... - Przetarła twarz, nadal trochę roztrzęsiona. Od razu rzucił się jej w oczy roztrzaskany stolik. To pewnie Kravchenko go rozwaliła przez sen. Mrucząc coś pod nosem, zaczęła sprzątać salonik, ze wszelkich odłamków i tym podobnym. Zaraz po ogarnięciu mieszkania złapała za telefon.

                “Dwie wiadomości” ukazywał napis na wyświetlaczu. Paroma przesunięciami palców po ekranie przeczytała treści.

                Wiadomość pierwsza.

                
                Yo Bella! Jutro o 18:00 masz walkę z androidem,
                
                zwie się kotokopia czy jakoś tak. Jako że Cię nie było na miejscu,
                
                Przeczytałem kto ci się wylosował. :3
                
                Daj z siebie wszystko i poślij blaszaka na złom!
                
                Twój ulubiony Włoch, Raul 
                

                Kobieta pokręciła głową z dezaprobatą, następnie przeczytała kolejną wiadomość.

                
                Witam Pani Kravchenko.
                
                Mój klient jest zainteresowany Pani usługami w sprawie ochrony.
                
                Jeszcze dzisiaj wieczorem zjawi się w hotelu “Monaco”.
                
                Jako że to jest dość ważna i sławna osobistość, nie chcemy by był niepokojony lub co gorsza zagrożony przez wścibskich reporterów, lub kogoś znacznie gorszego.
                
                Klient specjalnie poprosił o Panią, gdyż reputacja Red Hood stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Jeżeli jest Pani zainteresowana, proszę zjawić się w hotelu o 16:00. Wtedy porozmawiamy o szczegółach.
                
                Z poważaniem, Henry Townsend. 
                

                No proszę, kolejne zlecenie? Pewno jakiś celebryta lub polityk boi się o własne bogate dupsko. Ale jeśc i pić trzeba, zwłaszcza że trzeba też opłacić mieszkanie, a forsy ostatno się zrobiło niebezpiecznie mało. Czas było się nieco odświeżyć, ale najpierw... kieliszek! Z szafki na przeciwko lodówki wyciągnęła napoczetą już wódkę. Nalała sobie do kieliszka, ręcę jej się nadal trzęsły jakby miała delirium. Na raz wciagnęła wodę ognistą do przełyku, po czym odkaszlnęła głośno. Czas na prysznic...

                Po dokładnym obmyciu się, zawinęła się w ręcznik i wróciła do salonu. Siadając na kanapie, złapała za telefon i odpisała na wiadomość krótko: “Będę tam”. Pieniądz nie śmierdzi, a jak dobrze pójdzie to może będzie tam po prostu stała. No nic, trza było się przygotować.

                Postąpiła parę kroków w stronę szafy z ubraniami, rozsunęła je delikatnie ukazując panel. Przyłożyła do niego dłoń. Coś zgrzytnęło, zapiszczało, znowu zgrzytnęło, po czym tył szafy otworzył się ukazując kolejne pomieszczenie. Nikita trzymałą tam swój mały arsenał, który nabyła już dawno temu, a takżę pancerz służbowy Red hood.

                Cóż może w detalach brakowało koloru czerwonego, ale spełniał swoją funkcję wyśmienicie. Zwłaszcza że to ma być lekkie zlecenie...chyba. Ale do wzięcia była jeszcze jedna dośc istotna rzecz, bo przecież w razie czego Nikita nie będzie przecież rzucać kamieniami.

                Ubrana w pancerz, pistolet w kaburze, kilka zapasowych magazynków, i czerwony skórzany płaszcz. Sprawidziła jeszcze broń, po czym biorąc legitymację na wypadek potrzeby tłumaczenia się służbą porządkowym. Gotowa już w pełni postąpiła w stronę garażu, by zasiąść na czerwonej bestyjce. Jeszcze jeden szczegół został... okulary przeciwsłoneczne. Może takiego słońca nie było, ale każdy miał potrzebę raz na jakiś czas wyglądać kozacko...

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • BoomyB Niedostępny
                  BoomyB Niedostępny
                  Boomy
                  napisał ostatnio edytowany przez Boomy
                  #8

                  23 Marca 2221 roku
                  16:00 - hotel Monaco

                  Znalezienie hotelu nie było specjalnie trudne. Był on jednym z bardziej obleganych. Zwłaszcza teraz podczas turnieju.
                  Nikita nie raz nie dwa cieszyła się z swoich okularów. Jej codzienne ubranie ściągnęłoby na nią niewiarygodnie dużo uwagi. W wszechobecnym tłumie ludzie zdawali się czcić uczestników turnieju.

                  Pokój znajdował się na jednym z wyższych pięter, brakowało tu cały czas jakiegoś motywu clitche, o ukrytych pomieszczeniach, dachach czy opustoszałych ulicach. Nie mniej nikt nie powiedział, że ponad naturalny klimat jest konieczny. Praca to praca.
                  Gdy zapukała do drzwi kamera pokojowa przyjrzała jej się przez moment, po czym z kliknięciem same się otworzyły.

                  W środku przy oknie siedział przystojny mężczyzna palący papierosa. Był to typowy Ikeman, ulizane włosy, czarne okulary, szeroka klata, ładny garnitur i okulary przeciwsłoneczne na nosie nawet w środku budynku.

                  • Witam panią Nikitę. - uśmiechnął się wesoło, a drzwi automatycznie zamknęły się za Rosjanką. - Proszę gdzieś usiąść. Podać coś do picia? - jego głos mogła już gdzieś słyszeć. Był on tak typowym japońskim głosem, że kojarzył się z wszystkim. Był też płynny, jak u kogoś kto wiecznie prowadzi dyskusje. Typowy menager jak się patrzy.

                  Nikita spoczęła na jednym z krzeseł, ściagnęła okulary i schowała je do kieszeni wewnętrznej płaszcza.

                  - W czym rzecz? - Zapytała krótko, z zimnym wyrazem twarzy i bardzo porfesjonalnym tonem.

                  - Ah, a więc Red Hood to faktycznie Katyusha. To może być odrobinę nieporęczne. - stwierdził Japończyk o dziwnie angielskim imieniu i nazwisku. - Cóż. Potrzebuję bodyguarda dla mojego przełożonego. Podejrzewa on, że jest szpiegowany a nie może sobie dopuścić na odniesienie ran dopóki nie załatwi pewnej sprawy. Problem polega na tym, że panienka chyba też nie? Na pewno szuka pani takiej pracy? - spytał z czymś w rodzaju zrozumienia w głosie, po czym głęboko zaciągnął się petem.

                  - Niech Pan mówi jaśniej... - Mruknęła omiatając pomieszczenie wzrokiem, po czym znów jej spojrzenie spoczęło na menagerze. - Kogo mam chronić, jaki szpieg? I o jakim wynagrodzeniu mowa... - Jej ton nie zmienił się ani trochę. - Jakby nie chciała przyjąć tej pracy, to bym się tutaj nie zjawiła. - Kończąc zdanie założyła nogę na nogę, a ręce skrzyżowała pod piersiami.

                  - Oh...można i tak. - przytaknął Henry po czym spojrzał w stronę drzwi na balkon. - Wejdź, to przecież profesjonalistka.

                  Te otworzyły się i wyszła z nich wysoka, umięśniona postać. Miała czarną skórę, afro na głowie i...zdziwienie na twarzy.

                  \ - CO? Nie mogę wystawiać na ryzyko innego zawodnika! - krzyknął zdziwiony a Niki szybko skojarzyła go. To był Kuro Butt.

                  Thomas podrapał się po twarzy po czym szybko zaczął wyjaśniać.

                  - Cóż, sama tu przyszła. Wierzę, że z imion to się znacie. Otóż na pana Kuro chyba ktoś czyha, jednakże nie może on sobie pozwolić na zostanie rannym przed końcem turnieju. W końcu chce w nim wygrać.

                  Na ustach Nikity, pojawił się mimowolny uśmiech.

                  - Twaju Kogo może się bać wielki Kuro Butt? Ale zlecenie to zlecenie, jestem profesjonalistką, więc zaopiekuję się panem Zmu... ekhem... Kuro. - Zaśmiała się gardłowo, przysłaniając usta dłonią.

                  - Nie bierz mnie źle, nie boję się niczego. - powiedział swoim twardym, choć spokojnym głosem Kuro, który nieco się uspokoił z zdziwienia. - Oprócz nieznanego. Ktoś mnie śledził przez kilka ostatnich dni. Wygrana w tym turnieju jest dla mnie naprawdę istotna, nie jestem cyborgiem, jak ktoś mi połamie ręce odpadam z całych zawodów. - spostrzegł mężczyzna całkiem słusznie. Henry przerwał mu jednak klaśnięciem w dłonie.

                  - Oferujemy dwa tysiące jenów za dzień. Masz zawsze być w pobliżu i odbierać moje telefony. Nie bierzemy odpowiedzialności za rany, oraz pozwalamy ci iść na przerwę na godzinę przed twoimi walkami. Stoi?

                  - Trzy tysiące... - Wypalila od razu, a z jej twarzy zmyło się rozbawienie. Ochraniać Kuro Butta, przed kimś, a potem na arenie go skopać lub być przez niego skopanym. O ironio...

                  - Zgoda. - jednym słowem przytaknął Butt, a Henry natychmiastowo sięgnął do kieszeni po zdjęcie i rzucił nim na stół.

                  - Jeżeli zobaczysz tego Androida to nie spuszczaj go z oczu. To właśnie on plątał się za naszym mistrzem. - zaśmiał się Japończyk zaciągając petem.

                  - Jest możliwość, że będę musiała go załatwić... to chyba nie jest problem? - zapytała Nikki oglądając zdjęcie. Od razu skojarzyła delikwenta, to on był wtedy w knajpie Raula.

                  - Wykluczcie to że jest androidem. Widziałam go w barze jak pił piwo. Czyli jak go ujrzę, obserwować tylko? - Nadal upewniała się Rosjanka, by było wszystko jasne. - Mało tego krążą plotki że próbował zabić Blue Devila, więc zagrożenie jest większe niż mi się wydawało. - Po tych słowach rzuciła zdjęcie na blat stołu.

                  - W takim razie...egzoszkielet? - zdziwił się Kuro spoglądając na Henriego. - Yakuza?

                  - Prędzej BMA. - stwierdził zastanawiając się przez moment. - Wolałbym abyś nikogo nie atakowała, póki ktoś sam nie zachowa się agresywnie. Nie będę załatwiał dla ciebie obrony prawnej, więc to co komu zrobisz to twoja sprawa, byleby Kuro był bezpieczny.

                  - Zrozumiałam. - Odparła Nikita wstając od stołu, podeszła do okna wyglądając przez nie. Przemówiła ponownie stojąc plecami. - Będę potrzebowała rozkładu, planów, wizyt i tym podobnych, dni Pana Kuro. Czy to jest problem? -

                  - Będzie. - stwierdził Kuro masując się po brodzie. - Ponieważ żadnego nie mam. Przedwczoraj sprzedałem swoje Dojo i sprowadziłem sprzęt treningowy tutaj, do hotelu. Nie zamierzam nigdzie wychodzić oprócz na czas walk. Moja dzisiejsza jest o 18:00 na arenie D. - wyjaśnił mężczyzna. - Dzisiaj nie będziesz więc zbyt potrzebna, bo niedługo wychodzę. Choć noc mogłabyś spędzić tutaj w salonie, jeżeli nie masz nic przeciw? - spytał z zastanowieniem. Może lepiej było nająć androida, który nie musi spać?

                  - Mam Pana pilnować, więc udam się z panem, ten ktoś może wykorzystać fakt że nie ma przy panu ochroniarza. Jeszcze jedno pytanie. - Odwróciła się w stronę dwójki. - Zatrudnił pan jescze jakiś ochroniarzy? Nie chce mieć jakiś niespodzianek. - Mówiąc to poprawiła kołnierz płaszcza.

                  - Nie. Wyłącznie ciebie, nie jestem najbogatszy. - przyznał ponuro Kuro.

                  Henry zaś podniósł się z miejsca. - Wyślę umowę przez sieć, a na razie muszę się zabierać. Powodzenia. - wyrzucił papieros przed okno i ruszył do wyjścia z pomieszczenia.

                  Kravchenko wzięła w rękę krzesło, i przeniosła je tuż obok drzwi, po czym usiadła na nim z wyprostowanymi nogami, zakładając jedną nogę, na drugą. Z kieszeni wyciągnęła telefon i zaczęła coś przeglądać.
                  - Hmm... przeoczyłam coś, ja też mam walkę dzisiaj, więc na pewno zabiorę się z Panem.- Oznajmiła nie odrywając oczu od wyświetlacza. To może być nawet korzystne, będzie miała klienta cały czas na oku, no poza czasem gdy będzie właśnie walczył na arenie, tam mu nie pomoże.

                  Nikita nie narzekała. Kuro zajmował się sobą, nie wychodził jej zbytnio w drogę, mogła oglądać telewizję z swojej pozycji a nic złego się nie stało. Przynajmniej na dzisiaj.
                  Gdy zegar wybił godzinę wpół do osiemnastej, Butt postanowił zwinąć biznes i udać się na arenę. Ich obydwu czekała teraz walka. Zwyczajnie życzył dziewczynie powodzenia i udał się na walkę.

                  22. Marca. 2221
                  18:00 - Arena B

                  Wielkie metalowe drzwi otworzyły się, wpuszczając do środka przebraną Nikitę. Dziewczynie nie pozwolono nosić pancerza podczas walki co wcale jej nie zdziwiło. Gdy tylko pojawiła się w przejściu powitał ją komentator.
                  - Po lewej stronie areny walkę rozpocznie Katyushaaa! - który ją nieco zaskoczył. Nie była to Ruby lecz...Blue Devil. Najpewniej to on był owym gościem niespodzianką który nie wyrobił się na jej pierwszą walkę.
                  Rosjanka rozejrzała się po widowni. Była zdecydowanie liczniejsza niż ostatnio. Pośród znajomych zobaczyła Naila, Tanu oraz Raula...siedzącego obok Jokyoku. Włoch przyglądał się Nikicie po czym spojrzał na Japończyka i przesiadł się.
                  Gdy tylko wstał dziewczyna spostrzegła też coś niespodziewanego.
                  Faceta z zdjęcia które pokazał jej Henry. Ten nie-android był może na widowni, ale z jakiegoś powodu postanowił obejrzeć walkę Nikity a nie pojedynek Kuro, którego ponoć szpiegował.
                  - Po prawej zaś stronie, przed nami Android serii C0P-C4T, jest to czwarty model tajemniczej serii o której 3C nie chce wyjawiać szczegółów. Czy przejdzie test jakim jest pojedynek z Rosjanką?

                  C0P-C4T był androidem o szczupłej budowie z dużą ilością kabli udającą włosy, delikatną syntetyczną skórą i najprawdopodobniej nieistniejącym module emulacji uczuć. Jego twarz był tempa wręcz pusta. Można było porównać go co najwyżej do zaspanego nastolatka o poranku.
                  Odzienie androida było bardzo limitowane i stanowiło raczej element estetyczny. Zapewne prawnie nie pozwoliliby wystawić do walki androida bez odzienia.
                  - Z doświadczenia wiem, że walka przeciwko mechanicznym kreaturą jest zawsze trudniejsza. Mimo to ludzie posiadają ogromny potencjał, którego brakuje robotom o ściśle określonym poziomie. Czy ten właśnie android będzie w stanie uczyć się na błędach? A może Nikita posiada asa w rękawie przeciw elektrycznym stworzeniom? Przekonamy się już za dziesięć sekund, gdy rozpocznie się pojedynek. Zawodnicy mają czas na przyjęcie pozycji i przywitanie siebie nawzajem!

                  Blue Devil jako komentator?! To dopiero miała motywację by wgnieść blaszaka w podłogę. Widownie obejrzała powierzchownie, zauważyłą parę znajomych twarzy, ale nie mogła sie teraz rozkojarzać. Zwłaszcza że na widowni był ten pseudo zabójca. Może chce się najpierw pozbyć Nikity a potem Kuro? Tego nie wiedziała.

                  Teraz trzeba było się zając “kopiokotem”, jak go nazwał Raul. Jeżeli jego imię ma jakieś znaczenie to zapewne kopiuje styl przeciwnika, albo same jego ruchy.

                  Przybrała postawę systiemy, która wyglądała jak... jakby po prostu stała wpatrując się w przeciwnika. Czekałą na ruch androida, by upewnić się w swej teorii.

                  Ten zaś wpatrywał się w nią tępo, zdecydowanie pozbawiony jakiejkolwiek postawy bojowej.

                  - Identyfikacja stylu: -1 nie wykryto, identyfikacja zagrożenia: 0, nieobecne, poziom agresji: 0, neutralność. - wymruczał do siebie, czy to z powodu oprogramowania czy też dla prowokacji. - Rasa: niespodziewana. Proces identyfikacji rasowej: Guten Tag, Cześć, Bonjour, Privet... - maszyna wymieniała przywitania w różnych językach, najpewniej czekając na jej reakcję.

                  Nie atakuje? To nie. Nikita zacznie ten taniec.

                  Powolnym krokiem, ba! Spacerkiem zaczęła zbliżać się do androida. W planie miała przyłożenie mu frontowym kopniakiem. Zagranie z wielu sztuk walki, ale Rosjanka chciała dowiedzieć się co wystarczy blaszakowi by określić styl przeciwnika.

                  Robot nie był jednak aż tak analityczny. W pewnym momencie wyskoczył w przód chcąc uderzyć pięścią w Nikitę. Dziewczyna cały czas go obserwowała a jej pomocniczy wszczep łatwo wykrył nagłą aktywność obiektu w obszarze wzroku.

                  Dziewczyna zrobiła odruchowy krok w bok, o włos omijając pięść przeciwnika i dostając małą lukę w czasie na reakcję.

                  Dziewczyna wykonała obrót pochylając się lekko, aby uderzyć łokciem w podbródek robota. Ten oberwał ostro tracąc równowagę i lądując krok przed Nikitą, na plecach. Nic mu się jednak nie obiło w środku. Ciężko będzie zranić takiego przeciwnika fizycznie.

                  - Czy państwo to widzieli? Niesłychane opanowanie z strony Nikity i szybki start pojedynku. - skomentował Blue Devil.

                  Komentarz niebieskowłosego olbrzyma dodał nieco animuszu kobiecie. Jako że leży postanowiła skrócić męki blaszaka, o ile odczuwał coś takiego. Heelhammer prosto na głowę...

                  Dziewczyna postąpiła w przód i podniosła nogę. Robot był jednak szybki, przeturlał się w bok gdy tylko noga zaczęła zmierzać w stronę ziemi, po czym odskoczył na równe nogi, odzyskując równowagę w odległości kroku od Rosjanki.

                  - Percepcja mechanicznych tworów niczym nie ustępuje cybernetycznym wojownikom! - nowy komentator był dużo bardziej aktywny od Ruby.

                  Napompowana słowami Blue Devila, przystąpiła do kolejnego zagrania. Nawet ją nie zdziwiło że wszyscy wiedzą że jest cyborgiem. Jak to się potocznie mówi miała na to conajmniej “wyjebane”.

                  Ledwo Niki wyskoczyła, Android był już w wybranej przez siebie pozycji...Do ataku dolnego! Zupełnie się przeliczył oczekując uderzenia naziemnego, był jednak szybszy co pozwoliło mu na odskoczenie od upadającej na niego pięści.

                  Reagował odpowiednio, jak na maszynę przystało, ale może nożyce założone na szyję coś dadzą? Do tego Katyusha postara się złapać jego rękę, by ją po porstu wyłamać z mechanicznego stawu.

                  Coś musiało się pogmatwać w obliczeniach androida. Tym razem jego reakcja była dużo za wolna. Chciał się rzucić na Nikitę, i gdy ledwo postąpił w przód ta leciała już na niego, z drobnego wyskoku założyła mu na szyję nożyce, zrzucając go ciężko na ziemię.

                  - I oto po długiej wymianie pierwsze porządne uderzenie! - krzyknął z entuzjazmem Blue Devil.

                  Miała go tam gdzie chciała. Choć jego twarz prawie ocierała się o okolice “ecchi” wszystko szło zgodnie z planem. Jeżeli stawy androida postawią większy opór niż tych organicznych odpowiedników, użyje odrobinę swej cybernetycznej przewagi.

                  Maszyna chciała coś zrobić, jednak nie dostała na to czasu. Nikita szybko pochwyciła jej ramię, a jej dłonie zawibrowały od siły wszczepów. Jednym ruchem przestawiła rękę w dość nienaturalną pozycję, gdzieś na bok wyleciała śrubka z ramienia oraz dało się słyszeć metaliczny trzask.

                  Niestety twarz mechanizmu tego nie wyrażała. Jego oprogramowanie dawało niezwykle mało satysfakcji z walki.

                  - Czy państwo widzą tą siłę!? - spytał publiczność komentator, zaskoczony efektywnością ataku dziewczyny. - Cyborg czy Android, jedna cholera! Widzimy genialny pokaz walki!

                  Bajka... ta walka wydawała się zbyt prosta. Dość prostolinijny, jednak o potężnej sile obliczeniowej umysł, który nie ma zdolności abstrakcyjnego myślenia, nie nadążał za Rosjanką. Skoro połamała już rękę, nadszedł czas na twarz.

                  Nikita uniosła rękę, i rzuciła nią prosto w twarz Androida. Metaliczny brzęk rozbiegł się po sali wraz z tumanami kurzu które wzniosło uderzenie. Coś odpadło z łączeń głowy z szyją. Kto wie, kilka takich i może nawet wybije na niej jakieś emocje.

                  - ...Aiki data...near complition. - wyjąkał system robota półszeptem, cokolwiek miało to znaczyć. Wydawało się, że czas się zatrzymał, gdy cała sala stała w zadumie przyglądając się temu co miało teraz miejsce. Wszyscy byli pod wrażeniem jak Homo ex Machina dostaje po twarzy od jakiejś drobnej Rosjanki.

                  - Aiki THAT!... - Warknęła Nikita podnosząc się szybko. Miała zamiar to zakończyć...

                  Kolejna pięść wylądowała na twarzy androida, wybijając z niego kolejne punkty zdrowia. Ciężko było mówić o jakiejkolwiek szansie na przegraną. Mimo to mechanizmy nie znają pojęcia błędu, jego wystąpienie w końcu doprowadza je do pełnej zguby.

                  - Discharge - syknął android i nagle jego ciało zaczęło elektryzować wszystko w otoczeniu, łącznie z siedzącą na nim Nikitą, która nie była w pełni człowiekiem, ból był okropny a metalowe elementy wzmocnień i sztucznych żyłek tylko wzmagały jego efekt, robiąc za idealne przewodniki.

                  - Panie i panowie, czyżby ruch zwrotny!? Android otrzymywał okropny wycisk ale to co widzimy teraz przekracza nasze wyobrażenia!

                  - Rażati Sabaka! - Warknęła Nikita, szykując Ki Blade, z zamiarem wbicia go prosto w jego syntetyczną gębę.

                  Cybernetyczne ostrze wyrosło z nadgarstka dziewczyny, która zaciskając zęby wbiła je w twarz Androida. Powstało ogromne spięcie z dwóch różnych źródeł wyładowania, co doprowadziło do iskry, awarii i eksplozji na twarzy mechanicznego tworu.

                  Zrobiło się gorąco, jednak nagle wyładowanie przestało przechodzić przez ciało Rosjanki. Otworzyła ona przymknięte już z bólu oczy aby zobaczyć, że trzyma dłoń na głowie androida bez skóry. Była to ładnie wyprofilowana czaszka z jakiegoś wyspecjalizowanego rodzaju metalu. Nie wyglądała na tytaniczną, choć żelazną też nie.

                  Cały tłum westchnął wręcz jednocześnie, a przynajmniej tak odczuła to Nikita gdy rzuciła wzrokiem po zebranych.

                  - I oto mamy zwycięzcę w oszałamiającym pojedynku między Katyushą za androidem C0P-C4T! Cóż za brutalny i wybuchowy finisz! - Zakrzyknął z entuzjazmem Blue, a drzwi po obu stronach areny otworzyły się.

                  Grupa ludzi w białych strojach wbiegła na arenę aby zabrać androida do naprawy, jeden z nich położył rękę na ramieniu Nikity aby zapytać.

                  - Panienka potrzebuje pomocy lekarskiej?

                  - NIe dotykaj mnie... - Burknęła Nikita szarpnięciem barku zrzucając dłoń medyka. Uniosła głowę na Blue Devila by wyczytać z jego wyrazu twarzy jakąkolwiek pochwałę. Postawiła sie do pionu i uniosła piąstkę w zwycięskim geście. Czyżby całe te walki zaczęły jej się podobać?

                  Jak było planowane, blaszak został wbity w ziemie, prawie dosłownie. Po walce Nikita postąpiła do szatni, przebierając się z powrotem w pancerz i skórzany płaszcz. Priorytetem było odnalezienie Kuro, i od eskortowanie go do hotelu. Nie zapominała także o tym dziwaku w białym egzoszkielecie, bez przerwy go wypatrywała, spodziewając się ataku z jego strony w każdej chwili.

                  Gliniane naczynie z herbatą przewróciło się, zalewając ekran wmontowany w stół.
                  Mężczyzna trzęsącą się ręką uderzył w przycisk, ekran przełączył się rozpoczynając połączenie wychodzące. Po krótkim pstryknięciu pojawiła się na nim postać Ruby.
                  - Kogo nie-....O...Jin.
                  - To żałosne...tak po prostu...bezwartościowy.
                  - Nie przewidzieliśmy zdolności cyborga...
                  Oczy mężczyzny zwęził się. Cyborg? Cyborg? CYBORG?
                  Zaśmiał się głośno sięgając pod stół. Wyjął spod niego papier i zaczął wycierać stół z szerokim uśmiechem na ustach. - Cyborg...to nic nie zmienia...wadliwa fuzja...heh...

                  18:55

                  Dziewczyna zobaczyła Kuro gdy tylko wyszła z areny. Stał on na ścieżce prowadzącej do bloku dla zawodników i dyskutował z...Jokyoku.
                  Nie zdążyła jednak nawet ich podsłuchać. Gdy tylko Japończyk ją spostrzegł, szybkim krokiem odszedł zostawiając "zmurzyna" samemu sobie.
                  - I jak poszło, Nikito? - spytał z uśmiechem Kuro.
                  - Poszło lepiej niż mogłam przewidzieć. - Odparła nie drgając na milimetr. Stała obok Kuro, z splecionymi dłońmi za plecami, w deilkatnym rozkroku, tak jakby ktoś wydał jej rozkaz “spocznij”.

                  - Jeżeli mogę wiedzieć, co chciał od Pana ten japończyk? -

                  - Jokyoku? - mężczyzna zdziwił się, że Nikita o to zapytała. - Dyskutował ze mną o pewnych sprawach ale mówił, abym tego z panią nie przedyskutowywał...Wy jesteście jakimś skłóconym małżeństwem czy co? - zaśmiał się Butt.

                  Pomimo niewzruszonej postawy, brew Nikki drgnęła delikatnie.

                  - Zalecam trzymanie się od niego z daleka. Zadaje się z dość niebezpieczną organizacją. Nalegam by Pan wziął sobie do serca mą jakże skromną radę. - Po tych słowach rozejrzałą się dookoła. - Mało tego widziałam naszego “gościa”, był na widowni gdy walczyłam. Zachowajmy ostrożność. - Powiedziała z pełną powagą.

                  - Wiem kim on jest. - odparł Kuro bez większego wahania. Widać był dość szczerym osobnikiem. - I właśnie o tym ze mną dyskutował. Sugerował, że pani zatrudnienie nie jest najlepszym pomysłem. Teraz jest dwóch graczy, których ktoś może zaatakować jednocześnie. W praktyce narażamy samych siebie, nie sądzisz? - zastanowił się Kuro.

                  Rosjanka przekręciła nieco głowę, zerkając ciekawie na Kuro swymi srebrnymi oczkami.

                  - Nonsens... - po tej krótkiej wypowiedzi, zaczęła się powoli przechadzać w przód. - Jeżeli nie użyją więcej jak jednej osoby nie mamy się czego obawiać. Ale jeżeli chce Pan zerwać kontrakt to nie będę się sprzeciwiać. - Wzruszyła ramionami, ponownie odwracając się do Kuro.

                  Ten jednak przecząco pokiwał głową.

                  - Jestem pewien przekonania, że we dwoje i tak jesteśmy bezpieczniejsi niż sami. Jokyoku jest specyficznym osobnikiem, ufam jego wiedzy ale na pewno nie jego domysłom. Czysta logika. - Kuro podrapał się po podbródku z zastanowieniem. - Musimy tu siedzieć do dwudziestej pierwszej, więc może zajmiemy się czymś przy okazji? Słyszałem, że mają bilard i restaurację w bloku.

                  - Nie wchodzi to w mój zakres zawodowy, ale nie odmówię. - Uśmiechnęła się delikatnie. Ten cały Kuro to jednak miły gość, pierwszy raz jej się zdarzyło by klient coś takiego zaproponował.
                  - Proszę... - Wskazała dłonią na drzwi jak jakaś pokojówka.

                  Nikita spędziła dosyć przyjemny wieczór. Nie mogła jednak wypatrzeć śladu wojownika w egzoszkielecie. Najzwyczajniej zniknął zaraz po walce. Było to nieco niepokojące.
                  O 21 dwójka dowiedziała się, z kim będą walczyć.
                  Kuro dostał wręcz darmową wygraną...choć szkoda było jego przeciwnika. Mistrz karate miał walczyć z...Tanu. Jego walkę wyznaczono na godzinę 15:00
                  O 17:20 miała walczyć Nikita. Jej przeciwnik też okazał się osobą jej znajomą...zawodnik numer siedem, Jokyoku Sake.
                  Tej pijawki chyba nie da się pozbyć...

                  23.Marzec.2221
                  11:00
                  Hotel Monaco - Mieszkanie mistrza Kuro.

                  Nikita leniwie otworzyła oczy. Może balowanie nie było najlepszym pomysłem, skoro planowała spędzić noc śpiąc na krześle w wzmocnionym pancerzu pod drzwiami hotelowymi.
                  Byłoby lepiej gdyby nie nagła pobudka.
                  Gdy Rosjanka chciała przetrzeć oczy, drzwi nagle otworzyły się, coś na nią wpadło, odepchnęło na kanapę na środku pokoju i wylądowało kilka kroków od niej.
                  Od ich zderzenia aż zagrzmiło w pokoju. Po sekundzie otworzyły się drzwi do sąsiedniego pokoju, z których wyjrzał Kuro.

                  Wszystkich wzrok spoczął na osobie która znalazła się w pokoju.
                  Przyczyną zamieszania był blondyn w niebieskim stroju, łączącym styl europejski i tradycyjny japoński, ostatni szczyt mody. Postać była całkiem wysoka i miała z sobą...katanę.
                  Obejrzała się po pokoju, dojrzała poduszkę obok siebie i pacnęła ją w głowę.
                  - Z...ZOSTAW CHUU! - krzyknął Kuro wchodząc w postawę bojową, chcąc za wszelką cenę bronić poduszki-maskotki.
                  Chłopak zaś pacnął się w czoło i wykonał pokłon w stronę murzyna.
                  - Proszę...PROSZĘ ZROBIĆ ZE MNIE SMOKA!
                  - ...Co...? - zapadła niezręczna cisza.

                  Niemal odrazu postawiła się do pionu sprężynką i wyszarpnęła pistolet z kabury. Czerwona kropka na czole blondyna drgała delikatnie, gdy pewnym chwytem NIkita celowała do niego.

                  To co powiedział potem, było conajmniej niedorzeczne.

                  - Shto Panie Kuro, zna go pan?! - Zapytałą nie odrywając oczu od przybysza.

                  - Za cholerę nie mam pojęcia kim on jest. - stwierdził Butt kręcąc głową, nieco ogłupiały. Blondyn zaś klęczał z głową do ziemi, powtarzając "proszę" jak obłąkany. - Że co on chciał do cholery?

                  - Chce być smokiem... pewnie efekt uboczny kosmicznego pyłu. - Wydedukowała Nikita, sądząc że osobnik musi być czymś odurzony. Widząc że zagrożenie jako tako zniknęło, jej broń ponownie spoczęła w kaburze. - Mam go wyrzucić? - Zapytała rozkładając ręce.

                  - Chcę dołączyć do smoków! Również pragnę zniszczyć Yakuzę! Błagam! - jęczał chłopak, a Kuro niepewny siebie drapał się w tył głowy. - Cóż...jak my tego nie zrobimy, to i tak zaraz wpadnie służba zobaczyć co to za hałas. - stwierdził niepewny siebie. - Jakie jest twoje zdanie?

                  Jej zdanie? To ona ma swoje zdanie? Ta robota staje sie coraz ciekawsza...

                  - Kazdy kto chce zniszczyćYakuze to dobry człowiek, ale radzę zachować ostrożność. To może być jakiś tani podstęp. - Nikita zbliżyła się do dziwnego osobnika, i przyklękła przed nim.

                  - Jak ci na imię? I o jakich smokach mówisz? - Zapytała.

                  - Meer...Meer Blue... - wyjęczał chłopak w sumie z ledwością.

                  - Właściwie wiem o czym mówi. - spostrzegł Kuro. - Od jakiegoś czasu panuje mit o grupie zwanej smokami...którzy polują na zorganizowane mafie, więc głównie Yakuzę i niszczą jej plany. Ale...nie mam z nimi powiązania. Ba, nie mam specjalnie nic przeciw yakuzie...chociaż gardzę ich metodami.

                  Na ten komentarz oczy Meera zawęziły się, jak gdyby chłopak doznał szoku.

                  Smoki? Dlaczego Katyusha dopiero teraz dowiedziała się o takiej organizacji? Gdyby wiedziała wcześniej, pewnie sama już dawno zasiliła by ich szeregi.

                  - Meer, możesz mi powiedzieć więcej o Smokach? - zadała kolejne pytanie, tym razem położyła dłoń na jego ramieniu z ciepłym uśmiechem.

                  - To łowcy bezprawia... - wyjąkał chłopak. - Widziałem ich raz w akcji. Ta postura...Jestem pewien, że widziałem Pana. - stwierdził podnosząc w końcu wzrok z ziemi. Katyusha doznała małego szoku.

                  Chłopak miał niesamowicie podobne do niej rysy twarzy. Co prawda był blondynem, więc szybko ochłonęła.

                  Chłopak usiadł na ziemi.

                  - Yakuza zniszczyła moją rodzinę. Od tamtej pory chcę ich zlikwidować...gdy tylko dowiedziałem się o smokach, zacząłem ich szukać. Moje wszystkie wnioski zaprowadziły mnie tutaj.

                  Kuro przeczesał ręką włosy dość zmieszany po czym zamknął drzwi, orientując się, że pewnie słychać ich na całym piętrze.

                  - To może ja zrobię herbaty...? - zaproponował.

                  Nikita podniosła się i skinęła głową do Kuro. Ona sama zaś podeszła do kanapy i rozsiadła się na niej. Zastanawiało ją jednak dlaczego ten Meer jest taki podobny do niej...

                  - Opowiedz mi o swojej rodzinie. - Powiedziała zakładając nogę na nogę. - I wstań przedewszystkim... - Dodała nieco rozbawiona.

                  Chłopak kiwnął przytakująco głową, po czym podniósł się, ogarnął włosy i poprawił strój. W ten sposób wyglądał nawet dość przystojnie. Widać klęczenie odejmowało mu nieco ogłady.

                  - Nie jest to temat na który pragnę dyskutować. Mój ojciec jest...kimś kogo nienawidzę. Do głębi. A matki prawie nie znałem. - stwierdził pokrótce chłopak. - Jestem pewien, że ten stan rzeczy zawdzięczam Yakuzie. To ona rujnuje ludzi, zresztą, sam to widziałem.

                  - Skąd zatem pomysł że tutaj mógłbyś znaleść smoki? - Zapytała podpierając podbródek pięścią.

                  Chłopak sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyjął parę dokumentów którym rzucił na stół.

                  Były to niewyraźne zdjęcia robione po zmroku oraz liczne zapiski.

                  - Obserwuję ich od dawna. Z moich badań wynika, że lider jest masywną postacią o niezłomnej postawie i szybkiej reakcji. Świetnie pokrywa się to z stylem pana Kuro...do tego ich uzbrojenie i organizacja wskazuje, że mogli przejść karierę wojskową. Znów, czy mistrz Butt nie jest ex-marine?

                  Na stole pojawiły się trzy metalowe szklanki z herbatą.

                  W końcu ktoś kto pije z normalnych naczyń.

                  Butt zamyślił się na chwilę.

                  - Faktycznie brzmi podobnie...ale zapewniam, że nie mam z tym żadnych powiązań. Chyba brakuje ci nieco mantry.

                  Kiedy usłyszałą słowo mantra, jej serce zatrzymało się na milisekundę. Jednak nie dała po sobie poznać zaniepokojenia. Wzięła w dłoń dokumenty i zaczęła je uważnie przeglądać.

                  - Hmm... z twego opisu wynika że przywódca tej organizacji musi być... - Przerwała na moment, zastanawiając się nad czymś. - Nie to nie może być on... - Dodała z lekkim rozbawieniem w głosie. Westchnęła głośno, po czym jednak zapytała Kuro.

                  - Przypuszcza Pan ze to mógł być Blue Devil? Znaliście się ponoć, może miał jakieś zatargi z Yakuzą, poza tym sama widziałam jak jednym ciosem posłał na ścianę Jokyoku. Bez ostrzeżenia, ani niczego. - Stwierdziła, spoglądając z nad kartek na murzyna.

                  Blondyn przejął się domysłami Nikity, ale gdy tylko padło miano "Blue Devil", jego zapał nieco zwiądł. Kruo zasłonił na moment usta w zadumie.

                  - ...Nie...to raczej nie on. Blue jest może ex-mairne ale pozostał lojalny 3C. Cholera wie co i po co on robi, ale nie jest kimś kto zadedykowałby swoje życie polowaniu na przestępców. - stwierdził mężczyzna. - Zresztą, gdyby chciał pewnie od razu zacząłby szukać ich lidera, zamiast przeprowadzać pojedyncze akcje antyterrorystyczne.

                  - To możę Nail? - Wypaliła ni stąd ni zowąd. Trzeba było wykluczyć wszystkie możliwości. W sumie pasowałoby to Banga, całe te gadanie o honorze i tak dalej, całkiem w jego stylu.

                  - Bang? - zaśmiał się Kuro. - Może ma niezłomną postawę i silną posturę, ale to jeden z największych tępaków jakich znam...

                  - Przygłupi...niepozorny... - zamyślił się Meer...Po czym nagle zacisnął dłoń na katanie i wybiegł równie szybko jak wpadł do pomieszczenia. Nie zabrał nawet swoich dokumentów.

                  - Oy, A mantra!? - krzyknął za nim zdziwiony Kuro. -...Herbatę byś chociaż dopił... - zaproponował nieco zawiedziony zmarnowanym wysiłkiem.

                  - Panie Kuro, chciałabym podążyć za nim ale nie mogę być w dwoch miejscach na raz. - Podniosła się szybko, zapinając płaszcz.

                  - Wiem że to dziwna prośba ale pójdzie Pan ze mną? - Zapytała z powagą.

                  Kuro zastanowił się chwilkę, po czym wypił odrobinę herbaty.

                  - Nie mam zamiaru nigdzie dzisiaj iść, zwłaszcza do Ikebukuro. Co prawda sprzedałem Bangowi swoje stare dojo...ale jakoś boję się podróżować w obecnej chwili. Masz jednak moje pozwolenie aby wyjść. To interesujący dzieciak, jakoś sobie sam poradzę. Jestem w końcu mistrzem karate. - uśmiechnął się Butt dodając otuchy Nikicie czy też raczej sobie.

                  - Prosze zachować czujność... - Ukłoniła się tak jak to robią japończycy, po czym biegiem podążyła za blondynem. Gdy już opuściła hotel nie mogła nigdzie dojrzeć Meera, ale wiedziała dokąd zmierza, więc pośpiesznie wsiadła na swój motocykl.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • BoomyB Niedostępny
                    BoomyB Niedostępny
                    Boomy
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #9

                    13:22

                    Droga na Ikebukuro trwała aż dwie godziny. Dziewczyna nie mogła znaleźć Meera, więc udała się na dojo Naila.

                    Zastała tam pustkę i spokój. Budynek wyglądał tak pięknie, że aż błyszczał. Ninja-budowlańcy musieli świetnie się spisać przy jego remoncie.

                    Ptaszki śpiewały, słoneczko świeciło a Tanu grabił liście.

                    Dziwacznego chłopaka nigdzie nie było widać.

                    Spóźniła się? A może przybyła za wcześnie? Kopnęła nóżkę stawiając motocykl, zsiadął z niego i podeszła do Tanu.

                    - Cześć...umm... nie widziałeś może takiego blondyna, niebieski strój. Europejczyk zapewne.- Mówiąc to gestykulowała dokładnie o co jej chodzi.

                    Zajęło to chwilę nim Tanu zdał sobie sprawę z obecności Nikity, która wymachiwała przed nim rękoma.

                    Słuchając jej energicznie zaprzeczył ruchami głowy, jednocześnie machając przy tym grabiami, co skończyło się rozrzuceniem liści na wszystkie strony. Chłopak zwiesił na moment głowę zawiedziony tą niezdarnością.

                    - Ahh...był...niedawno. - przypomniał sobie i poprawił swoją odpowiedź.

                    Nikita przewróciła oczami, i podeszła stanowczo do Tanu. Oparła delikatnie obie dłonie na jego barkach.

                    - Wiesz może czego chciał? I gdzie sie udał teraz? - zapytała ponownie.

                    Chłopak odepchnął od siebie Nikitę jakby ta chciała go pogryźć i zasłonił się grabiami.

                    - Szukać mistrza. - odpowiedział krótko.

                    - Spakojno mudak - Uspokoiła go choć niewiadomym było czy Tanu zrozumiał co powiedziała. - Wiesz gdzie jest Nail? - Nadal pytała.

                    - Miał...biznes załatwiać... - stwierdził Tanu tuląc do siebie grabie, po czym zaczął się zastanawiać gdzie on mógł być. - Po co ci...Nail? - spytał.

                    Kravchenko westchnęła tak głośno, ze miało się wrażenie jak ubywa z niej energia życiowa.

                    - Muszę z nim porozmawiać, osobiście, powiedz mi proszę. - Rzekła, z nieco zmarnowanym wyrazem twarzy.

                    Chłopak zlustrował ją wzrokiem, wyglądał na speszonego i diabeł go wie co się działo w jego głowie.

                    - Nie. - zaprotestował w końcu. - Idź w cholerę...Nail jest moim nauczycielem, szukaj innego mistrza! On...on ma już dojo pod opiekę. - zbuntował się chłopak.

                    Na jej delikatnej twarzu znów pojawił się ten wyraz, wypaczony ze współczucia czy jakichkolwiek uczuć. Nie chciała go zabijać, ale chciała go mocno nastraszyć.

                    - Słuchaj Sabaka mam ciekawesze rzeczy do robienia niż użeranie się z jakimś gówniarzem. - powiedziała nader spokojnie, podniosła pięść po czym dodała:

                    - Gdzie...jest... NAIL!? - Ostatnie słowo krzyknęła mu w twarz.

                    Chłopak cofnął się krok w tył, zaciskając ręce na grabiach. Był jednak niezłomny.

                    - Wszczynanie walk poza turniejem jest karane dyskwalifikacją. - upomniał dziewczynę, jakby miała to być jego magiczna tarcza przed nią.

                    - Ciekawe jak o tym komukowilek powiesz kiedy wyrwę ci język... - Balonik zwany cierpliwością Nikity napęczniał już do rozmiarów w którym najmniejszy kontakt z nim spowoduje pęknięcie. - Ostatnia szansa młody... gdzie on jest? -

                    Chłopak zrzucił wzrok na bok.

                    - D...dlaczego? Jaki masz powód? - pytanie to dziwnie zabrzmiało w jej głowie przypominając słowa Gargulca. Chłopak zacisnął oczy w których zaczęły pojawiać się łzy.

                    - Po prostu zostaw mnie w spokoju! Idź w cholerę! Nic więcej nie niszcz... - ostatnia wypowiedź miała pewien błagalny charakter.

                    Balonik nie pękł, tylko uleciało z niego powietrze. Otworzyła szerzej oczy, zdając sobie sprawę z tego co właśnie robi. Groziła dziecku. Czy to nie one właśnie sprawiały że świat nie jest bardziej kolorowy? Przez nią Tanu zaczął płakać, a towarzyszyło temu uczucie, gdy dostaje się bagnetem pod żebra.

                    - Przepraszam... - Spusćiła wzrok i odwróciła się w stronę swego pojazdu, przyspieszonym krokiem. Zasiadła na maszynie, ale nie zapaliła silnika, oparła tylko głowę na kierownicy, karcąc się w duchu za to co zrobiła, albo chciała zrobić.

                    Zapadła chwila ciszy. Cierpliwość i spokój odpłaciły się jednak Nikicie, która po chwili usłyszała odpowiedź, wypowiedzianą szeptem.

                    - Miał się spotkać z jakimś reporterem. - jęknął tanu po czym rzucił grabie i pobiegł gdzieś w głąb dojo.

                    Kobieta ozywiła się nagle gdy usłyszała słowa Tanu. Już miała mu podziękować, jednak ten wydarł już dawno.

                    - Zadowolona jesteś?! - Burknęła pod nosem do siebie. Odpaliła zapłon, następnie skierowała się do jedynego miejsca gdzie jest reporter, jedyny jej znany. Obślizgły i zielony...

                    15:34

                    Fortuna sprzyja kobietom.

                    Nikita zatrzymała swój pojazd przy wieżowcu po dwóch, długich godzinach jazdy. Gdy tylko wstała dostrzegła...Onijina stojącego przed wejściem paląc papierosa. No tak, w budynku był zakaz palenia.

                    Facet chodził na lewo i prawo, widział Nikitę ale nie zwrócił na nią więcej uwagi. W końcu nawet jej nie znał.

                    - Przepraszam? Widział Pan może Nail Banga? - Zapytała wprost zsiadając z choppera.

                    - Jadalnia. - odrzucił odpowiedzią równie przejęty dyskusją co kobieta.

                    - Spasiba - Wyminęła go nawet na niego nie spoglądając. Chwilkę zajęło jej dotarcie do jadalni gdyż, panował tutaj niemały ruch. Od czasu do czasu jakis napaleniec pytał o autograf, lub czy może sobie zrobić z nią zdjęcie. Nie była jednak dobra dla swych fanów, ignorowała ich lub stanowczo odmawiała jakiejkolwiek interakcji. W końcu minęła próg jadalnie gdzie miałby się znajdować Nail.

                    W końcu w tłumie wypatrzyła szukaną przez siebie ofiarę.

                    Nail Bang siedział w jednym z kątów jadalni zajadając frytki z kurczakiem i dyskutując z Meerem jak gdyby nigdy nic. Chłopak szybko spostrzegł dziewczynę i zaczął machać do niej, wołając rozradowany.

                    - NIKI! Tutaj!

                    Odetchnęła z ulgą widząc że te dziwne poszukiwania się zakończyły. Zanim jednak dołączyła do nich zamówiła sobie coś do jedzenia. Jak zwykle nie była to mała porcja. Z tacką pełną żarcia zasiadła obok nich.

                    - Ciężko cię złapać Nail... - wypaliła, wbijając słomkę w litrowy kubek Coli.

                    - Ninja może być nigdzie, ale nie potrafi być wszędzie. - wyrzucił żartobliwą mądrością Bang, uśmiechając się lekko znad talerza.

                    - Miałaś rację. To Bang jest mistrzem smoków. - poinformował ją natychmiastowo Meer jak gdyby siedział tu tylko po to, aby się jej pochwalić.

                    - Chcę dołączyć... - odparła jakby nigdy nic, zajadając hamburgera który ledwo się jej mieścił w rękach. Miała nadzieje że się zgodzi, w sumie dlaczego miałby jej odmówić?

                    - W ogóle wiecie na co się piszecie? - spytał Nail - Zwalczamy przestępców, ale nie jesteśmy wcale od nich lepsi. Nie różnimy się metodyką, przy takich działaniach powód jest nieistotny. Yakuza najpewniej też ma swój cel w tym co robi, problem w tym, że tworzy zbyt wiele krzywdy. Niezbyt nam się to podoba....więc walczymy. Prawo nie może, to my to robimy.

                    - I to mi się właśnie podoba najbardziej... nie zważacie na środki lub jakieś inne legalne gówno. - Stwierdziła twardo, popijając Colę. - Jeżeli mogę pomóc zmieść tych oprychów, to będę bardziej niż szczęśliwa. - Dodała, a frytki z jej talerza znikały dość szybko.

                    - W takim razie nie widzę problemu - uśmiechnął się Bang, jak gdyby chciał aby jego białe zęby robiły za znak aprobaty. Z tym, że były w nich kawałki kurczaka. - Całe moje dojo to tak naprawdę smoki. Z powodu turnieju staramy się nie być zbyt aktywnymi...coś jest nie tak z tym przedstawieniem, więc obecnie jesteśmy na nim skupieni. Wprowadzę was kiedyś jak przyjdziecie po informacje.

                    - Też to zauważyłam... - Rzekła upraprana na buzi od sosu i keczupu. Jednak nie zważając na to zajadała dalej. Z damy to sobie mało miała.

                    - Nie możemy zacząć od zaraz? Co wiemy? - Zapytała sięgając po frytki.

                    - Że jesteśmy w zatłoczonej jadalni. - odpowiedział Bang zajadając się frytkami. Meer zaś popijał kolę przez słomkę, aż w końcu się odezwał? - Czyja teraz walka? - spytał.

                    Bang spojrzał na niego jakby zapomniał o czymś istotnym, a jak na zawołanie, zadzwonił telefon Nikity.

                    Pośpiesznie wytarła ręce w ściereczki, po czym odebrała telefon.

                    - Halo? - padło z słuchawki znajomym głosem - Tu Henry. Butt właśnie skończył walkę, jest w pokoju medycznym na drugim piętrze wieżowca. Przypilnuj aby nic mu się nie stało póki nie wydobrzeje. - polecił Townsend i natychmiastowo się rozłączył. Widać miał inne nastawienie do pracownicy niż przyjazny Kuro.

                    - Rozumiem. - Rzekła neutralnym tonem, po czym rozłączyła się. - Kurwa mać - Łupnęła dłonmi o blat podnosząc się. - Panowie wybaczą... - Skinęła głową do Naila i Meera, po czym skierowała się w stronę pokoju medycznego. Uprzednio dokładnie wytarła twarz i ręce, z wszelkich zabrudzeń. Nie lubiła gdy ktoś jej przerywa posiłek, staje się wtedy jakaś taka... bardziej nerwowa niż zwykle.

                    Po drodze zobaczyła Blue Devila, który opuszczał pokój Kuro. Nie zobaczył on Nikity idąc w przeciwnym kierunku.

                    Gdy oderwała wzrok od jego pleców zobaczyła przez otwarte drzwi Butta leżącego na łóżku. Miał lewą rękę w gipsie i bandaż na torsie. Jego twarz była blada a sam tępo wpatrywał się w sufit.

                    Nie dowierzała w to co widziała. Tanu go tak załatwił?

                    - Jeżeli czegoś pan potrzebuje proszę powiedzieć. - Rzekła ponuro, stając tuż obok jego łóżka.’

                    - ...Nie... - wysapał ciężko Kuro. Po chwili jednak zmienił zdanie. - Albo nie, zamknij drzwi. Bardzo proszę.

                    Nikita bez słowa sprzeciwu zrobiła to o co poprosił, po czym usłużnie wróciła na miejsce.

                    Zapadła długa cisza. Jakiś monitor obok Kuro pikał rytmicznie a mężczyzna leżał ciężko dysząc. Coś było z nim nie tak, jednak ten stan nie dotyczył Kravchenko. Jej zakres pracy był ściśle ustalony. Nie można jej było odmówić minimalnego podobieństwa do matki w tym zakresie.

                    Coś ciężkiego było w powietrzu, jak gdyby jakaś niewybaczalna zbrodnia nie chciała zniknąć.

                    Gdy oczy Nikity zawędrowały po podłodze, zobaczyły na niej pukiel niebieskich włosów o blond zakończeniu. Czyżby Devil je tu zostawił po swojej wizycie?

                    Po jakiś dwudziestu minutach w tej ciężkiej atmosferze nastąpił niespodziewany przełom.

                    Drzwi otworzyły się nagle. Stał w nich Nail Bang.

                    - TY SKURWYSYNIE! - ryknął wbiegając do pomieszczenia. W jego oczach był czysty gniew, pewna nieopisana furia którą dało się odczuć, jak gdyby powodowała wibracje wszędzie w okolicy.

                    Kuro spojrzał na niego przerażony. Chciał coś odrzec jednak nie był w stanie.

                    Nikita zerwała się odruchowo. Tak była wyćwiczona. Jej zleceniodawca był w zagrożeniu. Z drugiej strony, to sam Nail.

                    - TO DOPIERO DZIECKO.

                    - Ani kroku dalej Bang! - Położyła dłoń na kaburze, gotowa zrobić w najgorszym wypadku uzytek z pistoletu. MIstrz nie mistrz, dostanie kulkę i bedzie miał kuku. Jednak wolała tego nie robić, gdyż Nail był przywódcą organizacji do której chciała dołączyć.

                    - Uspokuj się proszę, nie rób czegoś co możesz potem żałować! - Wystawiła dłoń w uspokajającym geście. MIała nadzieje, żę Bang się nieco uspokoi, choć wcale nie wyglądał by zamierzał.

                    - NICZEGO NIE BĘDĘ ŻAŁOWAŁ. Ty zasrany morderco! DLACZEGO!? - krzyczał Nail bez opanowania. Migiem przy sali znalazł się mały tłum lekarzy i strażników, nikt jednak nie chciał nawet przekroczyć progu. Wielu uciekało na sam widok tego, co się dzieje.

                    - Nie chciałem... - wyszeptał Kuro zasłaniając ręką twarz.

                    - GÓWNO PRAWDA! DALEJ LIŻESZ DUPE SKURWYSYNOM Z YAKUZY! - wrzeszczał bliski granicy Nail.

                    - Co... jak... co... - Nikita była zdumiona, zdziwiona i niebiosa wiedzą co jeszcze. Nie co przestraszonym wzrokiem spojrzała na Kuro.

                    - Kogo.. zabiłeś... - Przełknęła ciężko ślinę. Odpowiedź chyba znała, ale tak bardzo chciała się mylić.

                    - Nie chciałem...naprawdę nie chciałem... - jęczał Kuro płacząc. - Prosiłem aby się poddał...mówiłem mu, że nie mogę przegrać...nie w tym turnieju...

                    Cierpliwość Banga była coraz bliższa zenitu.

                    - Nikita...odsuń się... - Wysyczał przez zęby, niezwykle agresywnie.

                    - Zabiłeś dziecko...- Brew Nikity zaczęła dziwnie drgać. - Zabiłeś... dziecko... - powtórzyła ponownie cała się trzesąc. Bez chwili namysłu, chwyciła Kuro za afro i miotnęła nim o podłogę.

                    - MUDAK SABAKA, JEBLEĆ CIE KURWA - Wrzeszczała Nikita, teraz już nie mniej wkurwiona od Naila.

                    Nail podniósł za głowę rannego Kuro i zacisnął rękę na jego twarzy unosząc go ponad ziemię.

                    Aura jego nienawiści była niemal widzialna. Butt przyglądał mu się z obłąkaniem w oczach, widział co się święci gdy odczuwał ten piekielny ból....

                    W pewnym momencie czaszka Kuro pękła zalewając posoką wszystko dookoła. Bang najzwyczajniej zgniótł jego głowę w ręce. Część gapiów zaczęła wymiotować, ci którzy ten widok przetrzymali uciekali gdzie pieprz rośnie.

                    W drzwiach pojawiła się jednak jeszcze jedna osoba, która splunęła na ziemię przerywając głośne sapanie Naila.

                    - Nawet cię tam nie było, gdy chłopak walczył. Smakował obiad? - był to Blue Devil.

                    Nikita widząc jak łeb Kuro pękł, od razu przypomniała jak to było na polu bitwy, takie widoki wcale jej nie ruszały. Jednak wszystko działo się tak szybko. Kravchenko postapiła parę kroków w tył, aż napotkała na ścianę. Tępo patrzyła się, na Naila i Blue Devila. To będzie horror.

                    - ..Co ty możesz wiedzieć... - wysyczał Nail spoglądając za siebie. - Nie jesteś lepszy! Meer był u mnie skurwysynie. Jakoś nie wspominał za dobrze twojej miłości. - syknął na Devila.

                    Ten jednak tylko przecząco pokiwał głową.

                    - I co z tego? - zaśmiał się. - Wszyscy zawiedliśmy jako rodzice. Ja jednak nie zrzucam swojej winy na innych. Kto tu jest mordercą?

                    - ZAMKNIJ RYJ!

                    Nikita nadal patrzyła z tym samym wyrazem twarzy na dwójkę ex-marines. Jej w połowie otwarte usta chciały coś powiedzieć, ale nie była w stanie wydusić z siebie słowa.

                    - I dlatego właśnie się rozpadliśmy. Nie jesteś lepszy od ścierwa. - skomentował Devil odwracając się. Nie był to jednak koniec dyskusji.

                    - JĄ TEŻ ZOSTAWISZ!? - wrzasnął wskazując palcem na Nikitę. - Robisz dzieciaki na prawo i lewo a potem co? Farbujesz włosy aby nawet nie być do nich podobnym!

                    Blue odwrócił się i spojrzał na Nikitę. Miał coś zwierzęcego w oczach. Zacisnął zęby, prychnął i odszedł, jak gdyby obawiając się tego, w co może się przerodzić ta dyskusja.

                    Zapadła chwila ciszy.

                    - Shto... jak.. - Złapała się za głowę, wypuszczając tyłko z ust półsłówka lub jakiś niezrozumiały bełkot. Osunęła się na podłogę, patrząc pytająco na Naila. Niech coś powie... cokolwiek...

                    Powiedział.

                    - Kurwa.

                    I po chwili wylądował dupskiem w plamie krwi po Kuro. Był równie roztrzęsiony co Nikita, może ewentualnie bardziej wprawiony w przetrzymywaniu tych sytuacji. - Tanu...on chyba chciał się wycofać...czemu nikt z nim tego nie przedyskutował...czemu ja tego nie zrobiłem? - zapytał sam siebie nieco rozpaczliwie.

                    - Nie... nie możliwe... Ojca zabiła neurocholera, tak mi mówiła... - Bąknęła pod nosem kiwając się w przód i tył. Kolejne słowa Naila uświadomiły coś Nikicie. Tanu bał się walki, dlatego się wtedy rozpłakał. Może specjalnie chciał wszcząć bójkę by zostać zdyskwalifikowanym!?

                    - Boshe... moj boshe - Zacisnęła mocniej palce na głowie, powstrzymując się od płaczu.

                    W tej nieskończonej niemal rozpaczy, pojawiło się jednak zakłócenie. Wpadło one jak kamień w kałużę.

                    Było ono pod postacią czwórki policjantów w ciężkich egzoszkieletach z bronią automatyczną w dłoniach. Wycelowali w dwójkę bacznie się rozglądając.

                    Bang odpowiedział im bezsilnym spojrzeniem.
                    Znała procedurę aż za dobrze, jeden fałszywy ruch i są podziurawieni. Uniosła tylko ręce, nie chcąc narażać Naila na zbędne niebespieczeństwo.

                    22:30 A6: Czuję się jak gówno.
                    22:31 Ogre: Przynajmniej nic się jej nie stało. Wróć. Na pewno coś jej się stało.
                    22:31 A6: Red...
                    22:33 AR: Nawet nie myśl się do niej zbliżać.
                    22:35 A6: Nie zrobię tego znowu...
                    22:36 Ogre: nikt cię nie będzie słuchać.
                    
                    8:36 Anonymous: Co teraz będzie?
                    8:36 Anonymous 2: Masz na myśli newsy?
                    8:37 Anonymous: To jakieś brednie, prawda?
                    8:38 Anonymous 3: Moja córka potrzebuje implantów aby żyć...
                    8:39 Anonymous 2: Zaraz, to wszystko znaczy, że nie dostanę już protezy nóg?
                    8:40 Anonymous: Wszystko przez jedną sukę...
                    8:41 Anonymous 3: To wszystko wina Katyushy?
                    8:41 Anonymous 2: A kto wywołał skandal? O co mogło chodzić 3C?
                    

                    24.Marzec.2221
                    8:32
                    Więzienie - Cela 4, skrzydło D.

                    Nikita siedziała w samotnej celi, mając równie wielkiego kaca moralnego co wczoraj.
                    Nie mieli jeszcze pewności czy ma tu zostać na dożywocie...jakkolwiek świadkowie mówili, że ona również zaatakowała Kuro, zrzucając go z łóżka.
                    Przynajmniej byli na tyle mili, aby dać jej telewizor w celi.
                    Przełączyła kanał.

                    ~*~

                    A teraz w -VectorNews-> specjalny komunikat od tajemniczego właściciela Cyber Core Corporation, który postanowił wyłonić się z cienia.

                    Ekran ukazał japończyka o prostej twarzy i zwięzłych oczach. Nieco podobnego do Onijina. Nawet zanadto...zaraz.
                    - Nazywam się Okamijin. Wszyscy powinniście być zaznajomieni z moją korporacją Cyber Core która już od lat dominuje ponad dziewiędździesiąt procent wartości rynku robotyki. W związku z ostatnimi wydarzeniami i skandalami postanowiłem ostatecznie wycofać z rynku wszelkie materiały cybernetyczne. Powtarzam: Nie będzie już możliwości zakupienia elementów dla cyborgów od Cyber Core. Zarazem nasze patenty nie są na sprzedaż

                    Nie będzie części CyberCore? Zamknięcie patentów? To znaczy, że...nie będzie cyborgów w ogóle.

                    - Nasza korporacja w całości przekierowywuje się na plan produkcji i ulepszeń technologii androidów. Są to stworzenia dużo idealniejsze od ludzi którzy nie wiedzą do czego wykorzystać swoją drugą szansę. Turniej japonii miał być ostatnim momentem w którym nad tym rozważam... i uważam te rozważania za zakończone.

                    Brak Cyborgów i rosnąca ilość Androidów...to tak jakby oddać im przewodnictwo nad ludźmi, którzy pozostaną bezsilni.

                    ~*~

                    Z rozważań skupienia Nikitę wybudził dźwięk otwieranych drzwi.
                    W wejściu do jej celi stała Aurora - jej matka.
                    - Zawiodłaś mnie. - wyszeptała.
                    - Przyszłaś się pastwić? - Mruknęła tylko nie drgając ani o centymetr, siedziała ze zwieszoną głową patrząc w podłogę.

                    Aurora obejrzała się na telewizor.

                    - Miałaś wygrać. Teraz nikt mu nie dowiedzie, że jest w błędzie. Andoridzi za przywódców...czy to koniec dla ludzkości? - zapytała siebie samą, wzdychając lekko. - ...Jesteś wolna. Wpłaciłam kaucję. Ale nie chcę cię więcej widzieć.

                    - Dlaczego mnie okłamałaś? Dlaczego mi nie powiedziałaś, że Blue jest moim ojcem? - Uniosła nieco głowę by spojrzeć na matkę.

                    - To tym się przejmujesz w takim momencie? - spojrzała na Nikitę ostro. - Blue devil...to bezwartościowy morderca i pedofil...gdybyś go znała, i tak nie chciałabyś go za ojca.

                    - Harashooo - Uśmiechnęła sie dziwacznie. - Matka tyranka, ojciec pedofil który nie chce mnie znać... kolorowo. - Jej głowa ponownie opadła nieco. - Zniszczyłaś sierociniec? - Zapytała zrezygnowana.

                    - To była tylko motywacja. - wyjaśniła Aurora. - Od początku gówno mnie obchodził. - wyjaśniła odwracając się. - Powodzenia w życiu.

                    Były to jej ostatnie słowa.

                    Kobieta opuściła celę zostawiając za sobą otwarte drzwi.

                    Kravchenko uniosła się powoli i opuściła celę. Wydano jej rzeczy, po czy, wysłano do bramki, która jest wyjściem z więzienia. Ale się porobiło... teraz cały biznes cybernetyki poszedł w diabły, o co będą obwiniać oczywiście nią samą. Posnuła się prosto do domu, unikając kontaku z ludźmi. Nie miała pojęcia czy może coś zrobić... cokolwiek. Zaczęła się zastanawiać czy lepiej by nie było zgnić w więzieniu. Po bardzo długim spacerze dotarła do domu, gdy przekroczyła próg, rzuciła w kąt swój płaszcz, a sama padła twarzą na kanapę. Było jej źle, i to bardzo chciała skulić się w kącie i płakać. Jednak od tego pomysły odwiodła ją mantra. Uniosła się ledwo i na czworaka doczołgała sie do zwiniętego papieru. Rozwinęła ją i postapiła zgodnie z instrukcjami. Procedura była taka sama, ponownie zapadła w sen.

                    Gdy otworzyła oczy była już w znanym jej świecie, jednak już jej tak nie przerażał, był jej całkowicie obojętny, rozejrzała się tylko wokół szukając jedynego lokatora tego miejsca.

                    I znalazła go.

                    Gargulec klęczał oglądając własną kosę w głębokiej zadumie.

                    - Hmm...to ciekawe... - mruczał do siebie, w końcu spostrzegł Nikitę i przemówił do niej echem. - Witaj znów Arkano! Powiedz...nie znasz może robota o kociej duszy? - zapytał podnosząc się. - Pierwszy raz mechaniczna istota wpłynęła do konspektu. To...zastanawiające...

                    - Znam... załatwiłam go na arenie. - Ton jej głosu przypominał sposób mówienia gargulca. Wydawało się że Nikita czuje się jakby ktoś wyssał z niej energię życiową. - Gargulcu... co robić jeżeli nie widzi się żadnych możliwości? - zapytała.

                    - Zwalczaj ogień ogniem. Skutek przyczyną. - zaproponował Gargulec. Coś było w tej opcji. Czy śmierć Okamijina nie oznaczałaby powrotu 3C do normalności? Aurora mogłaby przejąć własność nad korporacją...ale...czy na pewno więcej śmierci w czymś pomoże? - Są też inne drogi, ale musisz mi powiedzieć, co przynosi tą rozpacz?

                    - Jestem najprawdopodobniej najbardziej znienawidzoną osobą w kraju, matka się mnie wyrzekła, a ojciec zrobił to jeszcze wszcześniej. - Rzekła zmęczona psychicznie. - Zaraz po urodzeniu byłam skazana na śmierć, jednak matka powszczepiała we mnie ten złom. Gdyby nie technologia byłabym martwa. Czy nie zaprzeczam losowi? - Po tych słowach rozważała opcję zamordowania Okamijina, może chociaż tyle mogłaby zrobić? Ale to może także przynieść efekt odwrotny.

                    - Hmm... - Gargulec nagle pojawił się przed Nikitą, trzymając swoją olbrzymią kosę w dłoniach. Spoglądał jej głęboko w oczy. - ...Ile byś dała, za możliwość naprawy własnych błędów? Twoje sumarium...zmierza w stronę pustki. - stwierdził uśmiechając się pokracznie. - Czy przyjęłabyś za drugą szansę...wieczność w konspekcie?

                    - Nie - Odparła krótko, patrząc mu porsto w oczy. - To los gorszy niż śmierć mi się wydaje, współczuje ci ze musisz tutaj być. - rzekła szczerze.

                    - Ale czego dokonałem... - uśmiechnął się szkielet. - Wzbogaciłem wiedzę całego świata, rozwinąłem ludzkość...ocaliłem świat przed pierwotnymi skutkami drugiej wojny światowej... - wymieniał Gargulec bez najmniejszego żalu w głosie. - W konspekcie...możesz cofnąć czas. Tyle raz ile chcesz, póki nie umrzesz. Wystarczy powiązać z nim swoją duszę. Kto wie, może byłabyś w stanie się stąd wymknąć. To prawie nieskończona ilość szans. - przekonywał Nikitę Gargulec. - W innym wypadku...musisz po prostu żyć. Zawsze możesz wyjechać na wieś i zacząć spokojny żywot pasąc krowy.

                    - Cofnąć czas?! - zapytała a jej brwi uniosły sie wyżej. - W zamian za to mam żyć w tej nieskończoności? Mów jaśniej... - Dodała zrezygnowana.

                    - Mówię tak jasno jak się da. - stwierdził Gargulec.- Możesz cofnąć czas, ile razy zechcesz. Ale jeżeli zginiesz, obudzisz się jako Gargulec.

                    - Dobrze... cofnij czas... kiedy ide do pokoju medycznego... - wypaliła sama nie wierząc w to co mówi.

                    - Prawdziwa inteligencja to nie widza lecz wyobraźnia. Jesteś w stanie wyobrazić sobie koniec, w którym coś jest? - spytał Gargulec podnosząc kosę. - Wróć, jeżeli będziesz potrzebowała pomocy. - powiedział opuszczając ostrze.
                    Nikita poczuła, jak gdyby przeszył ją piorun.

                    Mówi się, że ludzie nie powinni żyć przeszłością. Skoro jednak można do niej wrócić, czy to powiedzenie nie traci na znaczeniu?
                    Na pewno nie było to uczciwe zagranie względem jakiegokolwiek innego człowieka który również popełnił w swoim życiu błąd...z drugiej strony, skoro Nikita mogła to zrobić to dlaczego nikt inny nie podjął próby?
                    Mantrę otrzymała od Naila...mały, niewinny pergamin z instrukcjami co do medytacji, identyczny dla każdego. Dlaczego więc miała być na tyle wyjątkowa, aby dostać od Gargulca szansę na powrót?
                    Cena wydawała się jednak być olbrzymia.

                    Gargulec na pewno był istotą mityczną, ale również wydawał się na swój sposób tragiczny. Przesiadywał przez wieki w nieskończoności, czekając na jej koniec i z wielkim zdziwieniem witając wszystkich swoich, najpewniej rzadkich gości.
                    Skąd się jednak wziął? Czy miał jakieś cele? Na pewno był człowiekiem, tego Nikita była teraz pewna.
                    Oraz tego, że kiedyś do niego dołączy.
                    Żywot jaki prowadziła był niebezpieczny, choć miała możliwość cofania się w czasie, mogła w praktyce żyć nieskończenie długo...brzmiało to jednak jak wybór między więzieniem w pętli czasowej a klatką złożoną z niczego jak i wszystkiego. Obie opcje były równie koszmarne im dłużej się je analizowało.

                    Póki to jednak nastąpi, Nikita powinna być w stanie odnieść sukces...
                    Powinna.

                    23.Marzec.2221
                    15:41

                    Nikita, pełna irytacji szła korytarzem do pokoju medycznego aby przypilnować Kuro.
                    Z jakiegoś jednak powodu poczuła się źle.
                    Upadła na kolana osłabiona po czym zwróciła swój obiad na podłogę. Co się działo?
                    No tak, Kuro zginął, aresztowano Ją, matka ją porzuciła a świat idzie w cholerę przez decyzję jakiegoś właściciela mega-korporacji. A wszystko to...
                    …Jutro.
                    Przypomniała sobie czemu i po co tutaj jest. Podróż w czasie na pewno nie okazała się przyjemna, ale działała. To było najważniejsze.

                    Lekko zamulona podniosła się z ziemi, powoli wracając do siebie. Wyjrzała za róg i zobaczyła znany jej korytarz.
                    Blue Devil wyszedł z drzwi do pokoju medycznego i zaczął kierować się w głąb kompleksu. Nie spostrzegł Nikit. Zostawił za sobą otwarte drzwi.
                    Było około 15:40. Za około dwadzieścia minut Nail Bang wpadnie do pokoju medycznego z zamiarem zabicia Kuro Butta. Nie później jak wpół do szesnastej pojawi się policja.
                    Pytanie: Co teraz?

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • BoomyB Niedostępny
                      BoomyB Niedostępny
                      Boomy
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #10

                      Czy jedna istota może decydować o czymś takim jak czas? Może. Nikita postanowiła wykorzystać tą okazję, by naprawić błąd. Poprzednim razem pozwoliła pochłonąć się emocjom, więc nie pohamowała się, i zrobiła coś co miało tragiczne konsekwencje. Wpadła do pomieszczenia od razu mówiąc w ruchu.

                      - Jak poszła walka? - Uniosła obie brwi, stając obok łóżka Kuro. Od czasu do czasu kątem oka patrzyła na drzwi spodziewając się niedługo kogoś.

                      Kuro spojrzał na dziewczynę niepewnie po czym nieco błagalnie odpowiedział bez pewności siebie.

                      - ...Wygrałem...

                      - A przeciwnik? - Zapytała od razu przechadzając się po pokoju.

                      Mężczyzna zacisnął zęby i zasłonił ręką twarz, chcąc ukryć drzwi.

                      - Nie...nie chciałem aby umierał...Ja...Ja nie chciałem... - zaczął powtarzać szeptem nie wiadomo czy to do siebie, czy do Nikity. Jego głos był załamany, jak zapewne i jego zdrowie psychiczne. Jak na ex-marine zachowywał się niesamowicie emocjonalnie.

                      - Oh... nie chciałeś... przystawił ci lufę do głowy?! - Rzuciła gniewnie, jednak nadal sie mocno powstrzymując, przed zrobieniem tego samego.

                      - Obejrzyj nagranie jeżeli nie widziałaś! - krzyknął zapłakany. - Muszę wygrać...muszę. Mówiłem mu aby się poddał! Nie chciałem...ja nie chciałem...

                      - Obejrzę na pewno. - Pokiwała głową, jakby sobie przytakując. - Dlaczego ta wygrana jest dla ciebie tak ważna, że gotów jesteś zabić? Przepraszam... przez przypadek zabić? - Oparła dłonie na biodrach.

                      - Ja nie chciałem... - powtórzył. - Charlotte...ja nie chciałem... - jego jęki były coraz trudniejsze do zrozumienia.

                      Wyglądało że naprawde żałował czego zrobił, a to wypowiedziane przez niego imię rzuciło nieco światła na sprawę. Tak przynajmniej przypuszczała Nikita.

                      - Yakuza cię szantażuje, prawda? Przetrzymywują kogoś ci bliskiego? - Nachyliła się do Kuro, opierając dłonie na barierce łóżka.

                      Nie odpowiedział. Albo nie był w stanie. Zapłakany starał się coś powiedzieć ale przypominał bardziej dziecko które spadło z roweru.

                      - Przepraszam. - przez otwarte drzwi weszła pielęgniarka, zainteresowana obecną sceną. - Jeżeli nie jest pani członkiem rodziny, to jest pani proszona o opuszczenie pokoju. Pan Kuro nie wygląda na osobę zdolną do rozmowy.

                      - Zrozumiałam, i mam nadzieję że dokończymy tą rozmowę. - Rzekła sucho po czym wyszła z pokoju. NIedługo powinien zjawić się Bang, więc zaczeka na niego przed drzwiami. Musi spróbować przemówić mu do rozsądku, kto inny jak nie on może poprowadzić Smoki? A z więzienia będzie to raczej nie możliwe...

                      Dziewczyna nie musiała czekać aż tak długo. Po zaledwie kilkunastu minutach na schodach pojawił się Nail. Był zły, zły do granic. Już drugi raz widziała go w tym stanie i nie było to ani trochę mniej straszne niż poprzednio. Był co najmniej w furii.

                      - Nail! zaczekaj proszę! Wysłuchaj mnie chociaż na chwilę. - NIemal krzyknęła podbiegając do niego. Wystawiła dwie dłonie w uspokajajacym geście, ale tez była gotowa się bronić, gdyby furia całkowicie przeżarła go na wylot.

                      - PEWNIE. MOŻESZ GADAĆ ILE CI SIĘ PODOBA, MAM PODZIELNĄ UWAGĘ. - wrzasnął jak gdyby to Nikita była względem niego agresywna. Najzwyczajniej w świecie przeszedł obok niej aby z trzaskiem rozsunąć drzwi. Ledwo po chwili stał w progu spoglądając na Kuro.

                      To było do przewidzenia. Ale nie zamierzała sie poddawać.

                      - Nail posłuchaj mnie! - Wrzasnęła za nim, od razu podążając w jego stronę. - Jeżeli zrobisz coś głupiego, i pójdziesz siedzieć, kto poprowadzi smoki?! - Próbowała przemówić mu do rozumu.

                      - O czym ty...? - retorycznie i półszeptem spytał samego siebie wchodząc do pomieszczenia medycznego - KURO TY SKURWYSYNIE JAK MOGŁEŚ!?- wrzasnął na całe piętro, podnosząc za czarnoskórego z łóżka.

                      - Drgnij a rozjebie ci łeb! - Wycelowała w jego potylice. Nie prośbą to groźbą, ale naprawde nie chciałą go zabijać, co najwyzej postrzeli w rękę. - Rozumiem co mozesz teraz czuć, ale ochłoń zanim cokolwiek zrobisz! - Już nie mówiła, tylko wrzeszczała.

                      Nail zastygł z uniesioną ręką. Spojrzał za siebie i bez zdziwienia spostrzegł spory pistolet Nikity.

                      - NICZEGO NIE BĘDĘ ŻAŁOWAŁ! WIESZ CO ON ZROBIŁ? CZY TY WIESZ CO ON ZROBIŁ!? - Bang nagle zaczął wrzeszczeń na Nikitę a nie na Kuro. Nie było w tym nic dziwnego. Tylko ona stała teraz między nim a zemstą.

                      - Wiem doskonale... aż za dobrze wiem co zrobił... i takze DOBRZE wiem co się stanie gdy go teraz zabijesz. Ochłoń kurwa! - Wywarczała niemal przez zaciśnięte zęby. - Kara go nie ominie, ale nie teraz... - Dodała nieco ciszej, choć i tak wątpiła czy Kuro by tego nie usłyszał.

                      - TEŻ WIEM. ZGINIE. ŚWIETNIE. - Nagle drgnął. Nikita wypaliła z pistoletu. Nail ryknął głośno i agresywnie.

                      Jak się okazało Bang nie tracił na inteligencji nawet w tej sytuacji. Zasłonił się przed Nikitą...za pomocą Kuro. Nagle okazuje się, że dziewczyna celuje w czarnoskórego. W dodatku zaczęli się zbierać gapie.

                      Kuro nie był jednak ranny. Czyżby trafiła? Spojrzała na podłogę.

                      Pociski były dość silne. Musiały trafić w rękę, bowiem dwa palce Banga znajdowały się na podłodze.

                      - DO TYŁU! - Wrzasnęła na gapiów, ani na moment nie spuszczając z oka Banga. Czerwony punkcik teraz znajdował się na jego czole Naila. - Wygląda na to że się myliłam co do ciebie... - Odparła, nieco przygnębionym tonem. - Puść Kuro... - To nie była prośba, tylko rozkaz. Już wiedziała co robić, ale dlaczego czuła się z tym tak źle?

                      - POCAŁUJ MNIE W DUPE - wrzasnął w odpowiedzi Nail unosząc Kuro. - DLACZEGO MILCZYSZ SKURWYSYNIE!? ZNOWU TO SAMO!? JAK MOGŁEŚ ZABIĆ DZIECKO!? ZAWSZE, ZAWSZE WIDZISZ TYLKO JEDNO ROZWIĄZANIE SKURWYSYNIE. DOŚĆ ŁASKI. - wrzeszczał na niego z furią, co sprawiało, że gapie byli nawet bardziej potulni niż powinni, z więcej jak chęcią odsuwając się od wejścia, a w większości nawet idąc w diabły.

                      Była to dramatyczna scena, zwłaszcza dla Nikity która musiała zobaczyć ją po raz drugi, choć w nieco zmienionej wersji.

                      Nail krwawił, ona nie miała sposobności uratować ich obu a Kuro...a Kuro się odezwał...

                      - Z...zabij....ZABIJ MNIE! - Łzy napłynęły z jego oczu gdy spojrzał na Naila. - PODDAJE SIĘ, ZABIJ MNIE!

                      Lata treningów i strzelania w różnych warunkach. Niemal zawsze dziesiątki na tarczy strzelniczej, a teraz nagle jej dłoń zaczęła drżeć.

                      - Błagam Nail nie rób tego... - Zacisnęła mocniej dłonie na broni, ciężko przełykając ślinę. Jej czoło zaczął zalewać pot, a grzywka przyklejać. Jednak nadal dokładnie widziała ich obu. Dlaczego nie chce słuchać? Nikita nie wiedząc o dalszych konsekwencjach, już pewnie dawno wywaliła mózg Kuro na ścianę. Ale tu nie chodziło tylko o nią, a o cały świat. Będzie musiała strzelić.

                      Napięcie było niewiarygodnie wysokie.

                      Pięść Naila powędrowała w stronę Kuro, zaś pistolet Nikity uniósł się celując w jego twarz.

                      Dosłownie moment dzielił ich obu od ponownej katastrofy.

                      - Chcesz mu dać tą satysfakcję?

                      Nikita strzeliła. Bang zatrzymał się. Światło w pokoju zgasło.

                      To był Blue Devil.

                      Stał on za Nikitą, trzymając jej ręce jak i broń uniesione w stronę sufitu, na którym znajdowała się przestrzelona lampa.

                      - Większą karą będzie dla niego żyć niż umrzeć w tym momencie. Czy nie tego chcesz? - spytał niebieskowłosy. Rozległ się dźwięk uderzenia. Z HUDu Nikity zniknęła sylwetka Banga. Nie był już wykrywany jako zagrożenie.

                      Po chwili włączyło się oświetlenie dodatkowe, pod postacią mały lamp wbudowanych w listwy przy podłodze.

                      Kuro leżał skulony na ziemię, a Bang stał wpatrując się w niego z skrzywionym wyrazem twarzy.

                      - Coś w tym jest...

                      No akurat tego się nie spodziewała. Jej “Tatko” postanowił wpaść i załagodzić sytuację. Kto by pomyślał.

                      - Cześć Papa - Rzekła ozięmble odwracając się w stronę niebieskowłosego, patrząc mu prosto w oczy. Spodziewała się dostać po gębię, być oplutą. Ale na pewno nie tego że nagle obudzą się w nim Ojcowskie uczucia. O ile miał jakiekolwiek.

                      Blue spojrzał na dziewczynę podnosząc brew z zdziwienia. Jednym ruchem wyrwał z jej ręki pistolet.

                      - Twoja walka zaczyna się...o której? - spytał jak gdyby miał zamiar ją spławić, po czym podniósł wzrok. - Kuro to śmieć. Zostaw go jak jest. W zasadzie nie jesteś lepszy od niego.

                      - Zamknij mordę.- syknął Bang i z wielką siłą kopnął w czarnoskórego mistrza, który zaczął zwijać się z bólu. Po czym bezceremonialnie wylazł z pomieszczenia.

                      - Widze że nadal masz mnie dupie... co ja sobie myślałam? - Puknęła się w czoło pięścią.

                      - Jestem wpadką? Guma pękła? Czy może z gwałtu? - Zaczęła wymieniać, nadal patrząc na Blue. - Ale wiedz że mimo wszystko cię podziwiam. Ciekawe dlaczego? - Ostatnie pytanie było jakby do niej samej. Jakby nigdy nic wystawiła dłoń, by Ojciec oddał jej pistolet.

                      Blue Devil nie należał do osób prawdomównych. Unosząc brwi myślał jak się zachować, po czym zaprezentował swoje zdolności aktorskie. Przyłożył rękę do twarzy Nikity i spojrzał jej w oczy.

                      - Gdy wysłałem cię do Dojo Naila...czy dostałaś od niego jakieś...grzybki...? - Drugą ręką wcisnął przycisk pistoletu, magazynek wypadł na podłogę. - Zresztą, nie ważne, muszę się stąd zabierać. - stwierdził oddając Nikicie pistolet i wychodząc z pomieszczenia. - Innym razem.

                      - Innym razem? - Uniosła brew, podnosząc magazynek z podłogi i wciskając go tam gdzie być powinien. Dlaczego tak kłamie? Boi się czegoś? Ale to by nie miało sensu... Blue Devil i obawy w jednym zdaniu wyglądają nienaturalnie. Odwróciła głowę do kulącego się z bólu Kuro i rzekła, profesjonalnym tonem.

                      - Rozumiem że nasza współpraca się skończyła? Czy nadal chce Pan korzystać z moich usług? - Po tym wszystkim co się przed chwilą wydarzyło, to zdanie brzmiało conajmniej dziwinie. Czekając na jakąkolwiek odpowiedź, włożyła pistolet do kabury i rzekła do pierwszego z gapiów jak rzucił się jej w oczy. - Wezwij lekarz.. -. Gapiem nie okazał się pierwszy lepszy cywil a policjant. Na jego widok od razu w jej dłoni pojawiła się legitymacja. Nawet nie sięgała za pazuchę, po prostu wyskoczyła z rękawa. Wystawiła ją przed twarz policjanta, ze słowami.

                      - To jest mój klient i sytuacja chyba się uspokoiła... - Uśmiechnęła się bezradnie.

                      Cóż, było lepiej niż poprzednio. Nikt w nikogo nie celował.

                      Policjant spojrzał na jednego z dwóch towarzyszących mu kolegów i kiwnął na jednego, a ten posłusznie udał się po lekarza.

                      Kuro podniósł się z ziemi. Nie płakał już, choć wciąż wyglądał na załamanego.

                      - I tak będziemy potrzebować sprawozdania. Wezwano nas z powodu zamieszek. Proszę usiąść i opowiedzieć o czym zaszło.

                      - Daaaa - Westchnęła przeciągle. - Więc w skrócie ale z istotnymi szczegółami... -
                      Kravchenko dokładnie opowiedziała co zaszło. Bang bliski eksplozji chciał pomścić, swego ucznia Tanu który zginął z ręki Kuro Butta, podczas walki. Nikita robiła co mogła by odgonić go od tego pomysłu, ale był zbyt uparty. Padły strzały, wtedy wkroczył Blue Devil i załagodził sytuację. To ci dopiero, morderca i najsliniejszy człowiek na ziemi, z zadatkami na agresora, załagodził sytuację. Gliniarz wszystko sobie zapisał, po czym puścił Nikitę wolno. Niedługo była jej walka, musiała dokończyć obiad zanim się zacznie. Mimowolny uśmiech na jej twarzy, spowodowany był faktem że to ten miły Joko jest przeciwnikiem. Oby nie chciał się poddać...

                      17:20

                      Po dłuższej, relaksacyjnej przerwie przyszedł czas na rozładowanie napięcia.
                      Czyżby?
                      W czasie gdy drzwi zaczęły podnosić się do góry, Nikita zdała sobie sprawę z tego, że nic nie wie o swoim nowym przeciwniku. A przynajmniej o tym, aby potrafił jakkolwiek walczyć. Powoli weszła na Arenę, patrząc w oczy stojącego już na niej Jokyoku.
                      - Oraz Katyusha, niszczycielka Androidów i ex-marine! - Głos komentatora był znów inny. Dopiero po chwili doszło do niej z kogo słucha. Był to Onijin.
                      - Ta oto dwójka, dla państwa przyjemności stoczy pojedynek. Kto jednak zwycięży? Interesujące pytanie!

                      Kravchenko spojrzała na widownię. Raul i dzieciaki. Jedyni jej znajomi których poznała. Poza tym nie było tu nikogo, nawet Meera.
                      Cóż, za dziesięć sekund zaczynają.

                      Nikita paroma zgrabynmi ruchami zdjęła czerwoną pelerynkę z kapturem i złożyła ją elegancko, po czym odłożyła, jej archaiczną część ubioru tuż obok wejścia. Zrobiła szpagat, wyginając się kilka razy. To był pierwszy raz gdy się rozgrzewała przed walką. Z pogardą zerkała, na Jokyoku, gdy się wyginała, a syntetyczne stawy strzelały złowrogo. Tego to by było nawet miło zabić “przez przypadek”, ale coś jej mówiło że jest znacznie niebezpieczniejszy niż wyglądał. Zaraz się przekona...
                      Jokyoku poprawił nieco swoje kimono i niepewnie ułożył nogi na arenie, w lekko zachwianej postawie.

                      - Nikito...powinniśmy porozmawiać. - poinformował dziewczynę. - Nie wiem czy wiesz...ale nie wolno ci wygrać tego turnieju...

                      Ułożył swoje ręce, jak gdyby coś w nich trzymał. Nie ruszał się jednak, nawet gdy zadzwonił dzwon. Łatwo było spostrzec, że preferował dyskusję.

                      - Nie wolno? Muszę... - Podeszła do niego, nader spokojnie wypełniona agresją po brzegi.

                      Joky lekko się kiwał, jak gdyby oczekując ataku, nie wiadomo jednak z której strony.

                      - Problem w tym, że musisz...ale przegrać. - stwierdził chłopak. - Możesz o tym nie wiedzieć...ale ten turniej musi wygrać człowiek. W żadnym wypadku android...

                      - Czy ja ci kurwa wyglądam na androida? - Uniosła brew, buzując ze wściekłości.

                      - A czy jesteś w pełni człowiekiem. - zapytał. - Ani ty ani twoja matka nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale jesteście ryzykiem dla czegoś...czegoś co się dzieje w tle tego turnieju. - Tak jak się deklarował już wcześniej, nie wydawał się kłamać, ale wyraźnie unikał tego, o czym nie mógł mówić. - Tanu Brow, Kuro Butt, Jokyoku Sake, Gustaw, Nail Bang...To lista wszystkich których zwycięstwo wchodzi w grę.

                      - Mogę skreślić jedno nazwisko. - Uśmiechnęła sie demonicznie, szykując się do “tackle”, jednak nic po jej postawie na to nie wskazywało.

                      Nikita rzuciła się w przód, tylko po to aby trafić na zamknięte drzwi do wyjścia z areny.

                      Jokyoku był niezwykle płynny w ruchach, zszedł jej z drogi półobrotem po czym kopnięciem dobił ją do drzwi. Nie sprawiło to jej jednak zbyt wiele bólu.

                      Japończyk nie stanowił fizycznego zagrożenia ale tutaj nie chodziło o zdrowie ciała, tylko ilość punktów.

                      Pewnie zdawał sobie z tego sprawę, ale każdy cios padający na Nikki, tylko ją rozjuszał. Co dziwne ani na chwilę nie traciła opanowania. Po prostu całą złość ładowała w ciosy.

                      Nie bawiło ją coś takiego jak “wyzwanie”, każdego przeciwnika chciała załatwić jak najszybciej i jak najskuteczniej. Tak ją uczono.

                      Nikita miała dla niego niespodziankę.

                      Chłopak przygotowywał się do drugiego uderzenia, gdy dziewczyna postanowiła zrobić fikołek w tył. Nie odszedł nawet z trasy jej butów, z racji że dostrzegł jej majtki. Zarumienił się dostając butem w twarz który zrzucił go do siadu, a Nikitę ustawił tuż przed nim.

                      - Jednym z zaskakująco istotnych elementów w sportach walki jest odpowiedni ubiór. Jak widać Katyusha nie ma o tym pojęcia. Równie zaskakująco, nikt na to nie narzeka. - komentarz był niezwykle trafny biorąc pod uwagę spore poruszenie gimbazy znajdującej się na widowni.

                      Oraz Raula który zasłonił oczy kilku dzieciakom.

                      Może rzeczywiście nie zdawała sobie z tego sprawy, albo nie posiadała wstydu. Albo jeszcze była możliwość że specjalnie wykorzystywała ten aspekt. Tego jednak nie wiadomo. Chciała go już wykończyć.

                      Obróciła się jednym nagłym ruchem kierując zaciśniętą pięść w stronę siedzącego na ziemi Jokyego .

                      Ku jej zaskoczeniu nie było to jednak aż tak skuteczne. Japończyk migiem przeturlał się w bok, po czym, gdy tylko spostrzegł Katyushę w pozbawionej balansu pozycji, podciął jej nogę z krzykiem.

                      - Bind Drive!

                      Dziewczyna wylądowała na kolanach i poczuła ból w kostce. Drobny paraliż, który utrudniał jej wstanie.

                      Przykucnęła chwytając się za kostkę. Zrobiła minę jakby ten atak był znacznie gorszy niż wyglądał. To było nic innego jak farsa, liczyła teraz na to że Joko wykorzysta sytuację i zbliży się do niej.

                      Jokyoku faktycznie nie miał zamiaru marnować tej drobnej przewagi. Podniósł się na ziemię i podbiegł do Nikity. Zdołał kopnąć ją w kolano, gdy ta w tym samym czasie podniosła się z pięścią w jego splot słoneczny.

                      Oba uderzenia trafiły, różniły się jednak w znacznym stopniu siłą.

                      Japończyk zatoczył się kilka kroków w tył, a nieco krwi wyszło z jego ust.

                      - I na tak właśnie wygląda dystans między człowiekiem a maszyną. Wygląda na to, że Jokyoku nie ma najmniejszej szansy z swoim przeciwnikiem. Ile takich uderzeń byłby w stanie wytrzymać?

                      - Poddaj się, bo naprawdę zrobię ci krzywdę... - Syknęła Nikki, podnosząc się delikatnie. Paraliż kostki był nieco uciążliwy, utrudniał wyprowadzanie kopnięć. Ale miała jeszcze w arsenale swe piątki, które mimo niegroźnych rozmiarów były całkiem zabójcze. To nie był koniec dla Jokyoku, jeszcze nie...

                      Dziewczyna wsyskoczyła, wybijając się z zdrowej nogi, zaskakując Jokyego szybką pięścią w głowę. Chłopak zgjął się, niemal wywrócił, ale w jakiś wyćwiczony sposób udało mu się wrócić do pionu.

                      Nikita poczuła jak paraliż przechodzi w odrętwienie i zanika.

                      Zaraz padnie! Czuła to po prostu. Śmieć yakuzy pożałuje że trafiła mu się Nikita jako przeciwnik. Następne zagranie, było jednym z tych cieższych do opanowania, ale było jedno z najbardziej efektywnych i widowiskowych w combat sambo.

                      Nikita przygotowała się na finish, lekko zgięła nogi go wyskoku, była gotowa gdy...dostała z liścia z ogromnym trzaskiem i nieco się zachwiała, gdy tylko spojrzała na Jokyego ten na nią spadł!

                      Rosjanka została przygnieciona do ziemi przez Japończyka, który następnie wykonał przewrót w przód i wstał na równe nogi.

                      - Kurwa... - syknął cicho do siebie, lecz była w stanie to usłyszeć.

                      Zauważyła przez ten atak coś osobliwego. Jokyoku śmierdział alkoholem. Był pijany.

                      Pomimo że giśc jest pijany, stawia całkiem zaciekły opór. Pewnie musiał wychylić jeden kieliszek przed walką, albo małe piwo. Ale czy Nikita nie kojarzyła czegoś? Przynajmniej z paru starych jak świat filmów. Przez ten krótki moment jak leżała dotarło to do niej. Jokyoku jest użytkownikiem “pijanego stylu”. Trzeba więc wziąc na to poprawki. Postawiła się do pionu sprężynką, po czym postanowiła się odegrać.

                      Jokyoku zaczął biec przygarbiony w stronę Nikity, lekko się kiwając z każdym krokiem, co nieco utrudniało przewidzenie jego ruchów.

                      Na szczęście miała swój wszczep. Szybkim obrotem zebrała sporą siłę kinetyczną i wsadziła ją w gardło Japończyka, który zdążył jej jednocześnie trzasnąć liścia. Tym razem słabszego.

                      Ta sztuka walki nie wydawała się mieć jakąkolwiek wartość.

                      Japończyk odleciał na ziemię dwa kroki od Nikity i wylądował na ziemi. Zaczął kasłać i się dusić.

                      - Zawodnik Jokyoku nie wykazuje zdolności do walki, na podstawie regulamin, Katyusha proszona jest o uniesienie ręki jeżeli ma zamiar przyjąć stan swojego żałosnego przeciwnika jako orzeczenie jej zwycięstwa. W przeciwnym wypadku jej obowiązkiem jest czekać aż Jokyoku odzyska panowanie nad sobą. Medycy czekają już przy wejściu do areny. - zakomunikował szybko Onijin.

                      Dobić? Czy zostawić? Nie zastanawiała się dlugo. Uniosła dloń.
                      - Wykurwiaj mi z oczu. - Rzekła oschle, po czym przeszla dosłownie po nim w stronę swojego płaszczyka. Gość może i był całkiem uzdolniony ale był tyłko ludzikiem na usługach Yakuzy. Poza areną lepiej żeby nie wchodził jej w drogę.

                      Zaraz po walce, na powrót ubrała się w strój służbowy i chcąc nie chcąc, udała sie do Kuro, wyjaśnić sprawę jej zatrudnienia. Jeżeli nadal chce korzystać z jej usług, zostanie. Jeżeli nie wróci jakby nigdy nic do domu porządnie wypocząć. I się napić...

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • BoomyB Niedostępny
                        BoomyB Niedostępny
                        Boomy
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #11

                        17:45

                        Gdy Nikita wyszła z ciężkim westchnięciem z budynku, zawibrował jej telefon.
                        Otworzyła go pełna zastanowienia, aby w środku znaleźć wiadomość od Henriego.

                        "Spotkajmy się jutro w Anticque Cafe, podyskutujemy o pracy."
                        

                        Cóż, więc jednak dzisiaj nie musiała się tym martwić. Choć na swój sposób wolała już to mieć z głowy. Jakby nie spojrzeć to był ciężki dzień.

                        Odeszła na parking, jednak nieco uśmiechu zeszło z jej twarzy.
                        Obok jej motocykla stał drugi, niemal identyczny. A między nimi był facet, który oglądał sobie felgi jej pojazdu jak gdyby nigdy nic.

                        Był nieco wysoki. Miał absurdalnie śmieszny wąsik, kozią bródkę, markowe okulary za dobre $300 oraz średniej długości włosy i zapinaną koszulę w "abstrakcyjne" wzorki.
                        Gdy tylko spostrzegł dziewczynę, pokłonił się jej z szerokim jak diabli uśmiechem.
                        - Ciao bella~ - przywitał się po...włosku.
                        Ilu włochów może być w Japonii? I to jeszcze w tym samym mieście.
                        Cóż, ten ani trochę nie przypominał Raula, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
                        Wyjął z kieszeni notes z długopisem kierując je w stronę dziewczyny.
                        - O autograf można prosić?

                        Zawsze coś... zawsze. Nikita zmierzyła osobnika od stóp do czubka głowy. Westchnęła głośno, i wzięła notesik wraz z długopisem. Podpisała się... ale rosyjskimi literami. Swoją drogą trochę to dziwne ile włochów jest w tym mieście. I kazdy ma coś z nią wspólnego. Kąten oka spojrzała na motocykl osobnika.

                        - Świetna maszyna. - Stwierdziła krótko zasiadając na własnym pojeździe

                        Z uśmiechem Włoch zabrał zdobyty autograf i płynnym obrotem przeszedł przed motocykl...Nikity. Oparł się o maskę, uniemożliwiając dziewczynie odjazd bez przejeżdżania go.

                        - No ba, ten sam model co twój. Lubię szybkie wózki. - stwierdził wesoło. - Nazywam się Borchia Circca~. Fascynują mnie twoje sukcesy na ringu.

                        - Doprawdy? Co rozumiesz przez “fascynują”? Nie wierze że przyszedłeś tu tylko po autograf. - Mówiąc to oparła łokcie na kierownicy, a ręką podparła podbródek.

                        Mężczyzna otworzył usta, po czym je zamknął. Zaczął kręcić wąsa zastanawiając się nad czymś.

                        - Tak się składa, że... - zaciął się lekko. - Moja siostra mieć kawiarnia w Shibuya. - wydukał kalecząc język. - Kawki...? Chcę porozmawiać o pani i androidzie, co pani skrzywdziła.

                        - Nie możemy rozmawiać tutaj? - Uniosła brew, w charakterystyczny dla siebie sposób tracąc cierpliwość. - Zresztą co masz do tej kupy złomu? Maszyna... nic szczególnego - Dodała przewracając oczami.

                        - Szybko padła. - stwierdził. - O ile się nie mylę...w pewnym momencie mówiła coś "synchronizacja Aiki"... - przypomniał dziewczynie Włoch, poprawiając okulary.

                        - Tak mówił... - odparła bez przekonania.

                        - ...i było widać jakieś tego efekty...? - dopytał.

                        - Wybuchła mu głowa, jeżeli o to ci chodzi. - Z tymi słowami jej usta skrzywiły się w lekko demoniczny uśmiech. Jednak nadal nie wiedziała do czego zmierza.

                        - ...Nic...? - zapytał zawiedziony włoch. - Zupełnie nic specjalnego na jego temat, w ogóle? - zdziwił się. - To...niesens...bezsens... - pokręcił głową.

                        - Naprawdę nic się nie stało... - Odparła wzruszając ramionami, choć fakt że jakimś cudem znalazł się w konspekcie celowo pominęła.

                        - Cóż to brzmi nudno. Aiki...to technika perfekcyjnego przewidywania posunięć przeciwnika. Zainteresowała mnie ta idea androida, który przeprowadza analizę mentalną. Cóż...i tak dziękuję za uwagę. - pochylił się grzecznie z uśmiechem, po czym położył na motocyklu Nikity kartkę z numerem.

                        - Co mam niby z tym zrobić? - Uniosła brew, machając kartką w stronę włocha. Wiedziałą dobrze żę to jego numer, tylko w jakim celu go pozostawił było raczej niewiadomą w jej oczach.

                        - Gdyby pani jednak chciała kiedyś wyjść na kawę. - wyjaśnił zasiadając na swojej bestii. - Ja się będę na dziś żegnał. - stwierdził odpalając maszynę.

                        - Bynajmniej piccina - Uśmiechnęła się łobuzersko, a jej bestyjka także zawarczała. To był długi i popieprzony dzień, chciała porządnie wypocząć. Jutro ma spotkanie z tym całym Henrym w sprawie pracy. Ciekawe co dla niej przyszykował.
                        - Bywaj Borchia.- Skinęła głową i wystartowała z piskiem opon, aż przednie koło poderwało się do góry.

                        24.Marzec.2221
                        Gdzieś w Japonii.

                        ¤!.%&."#!%
                        00:∞
                        Konspekt

                        Dziewczyna była pozbawiona wszelkiej orientacji.
                        Zapadła w sen, jednak znajdowała się tutaj. W konspekcie.
                        Unosiła się w mgle, jednak czuła się ciężko. Nie mogła się ruszyć ani nic powiedzieć.
                        Właściwie spała. Nie miała więc powodu.

                        Zobaczyła przed sobą mały barek. Odwrócony plecami barman polerował jakiś metalowy przedmiot. Przy ladzie leżał pijany Japończyk. Kogoś jej przypominał.
                        Pojawił się przy nim cień czyjejś sylwetki. Była to postać niesamowicie nieszczególna. Przynajmniej w tej, pozbawionej jakichkolwiek cech wersji.
                        - Nie wyglądasz najweselej. - zaczepiła Japończyka.
                        - To ty do mnie pisałeś...? - spytał. - Czego chciałeś?
                        Sylwetka wzruszyła ramionami. - Zobaczyć jak się masz.
                        - Już wiesz?
                        - Propo wiedzy...ponoć twoja jest wielka. Kiedykolwiek myślałeś o zastosowaniu jej...zamiast popadania w alkoholizm?
                        - Picie jest łatwiejsze. Zwłaszcza, że nie mam do tego głowy. I wtedy przynajmniej nie czuje, gdy ktoś chce mi wpierdolić.
                        Postać położyła rękę na ramieniu Japończyka.
                        - Jeżeli do mnie dołączysz, mógłbym ci pomóc z tymi ludźmi. Mógłbym ci pomóc z twoim małym marzeniem, którym dzieliłeś się na CyberChan.
                        Japończyk spojrzał na niego zaintrygowany, po czym obrócił się w stronę Nikity.
                        - ...Interesujące...Z tego co wiem, jesteś wpływowy... - przyjrzał się trzymanej przez siebie w rękach butelce, po czym upuścił ją na ziemię. - To nie tak, że mam jakieś lepsze opcje. Jak cię zwą?
                        - Oyabun.
                        Scena powoli rozwiała się, a Nikita zaczęła rozumieć czemu się tu znajduje. Powód był prosty: coś chciało, aby tą scenę zobaczyła.
                        Barman odwrócił się. Jak się okazało był to Gargulec, który polerował swoją kosę.
                        - Najpierw android...teraz zwykli ludzie. Intrygujące. - stwierdził.
                        Po chwili Nikita obudziła się.

                        24.Marzec.2221
                        Gdzieś pod Tokyo.

                        Dziwaczne sny, do tego równie dziwacznie realne. Nikita otworzyła powoli oczy, przecierając je ręką jak jakieś dziecko co musi iść do szkoły a chętnie by pospało. Kątem oka spojrzała na zegarek, stojący obok łóżka. Miała jeszcze sporo czasu...

                        Po wykonaniu swych porannych rutyn, ubrała się służbowo. Townsend pewnie chciał porozmawiać o zakończeniu współpracy, albo ma coś innego dla niej. Tak czy siak, skoro chciał się spotkać, to Katyusha pojawi się na miejscu.

                        Parę chwil później była już w drodze, jednak sen który się jej przyśnił był dla niej powodem do wielu rozmyślań.

                        Jazda do kafejki zajęła dziewczynie dobre półtorej godziny. Okazało się, że Kawiarnia znajduje się w Shibuya.

                        Był to ogromny budynek. Biurowiec. Sama kafejka znajdowała się na jego najwyższych piętrach.

                        Nieco zastanawiającym było kto wpadł na pomysł stawiania kafejki w biurowcu ale miało to swój urok.

                        Antyczna kafejka faktycznie wyglądała antycznie w typowym japońskim stylu. Do tego znajdowała się na tyle wysoko, że miasto wyglądało jak seria linii z światła. Niezwykle przyjemne miejsce.

                        Nikita przeszła się po sali szukając wzrokiem Henriego gdy w tle pogrywała jakaś muzyka z 20 wieku. O dziwo zespołu o tej samej nazwie co kafejka.

                        Henry siedział w samym rogu kafejki, przy oknie. Paląc papierosa oczywiście.

                        Co było ciekawe znów miał na sobie okulary. Światłowstręt?

                        Uśmiechnął się na widok Nikity.

                        Całkiem przyjemne miejsce, choć nieco brakowało mu uroku knajpy w stylu Raula, ale Nikita na pewno jeszcze odwiedzi to miejsce. Jej oczęta o srebrnych tęczówkach wyszukały Henry’ego, pewnym krokiem zbliżyła się do niego i usiadła na przeciw stolika.

                        - O czym chciał pan rozmawiać? - wypaliła prosto z mostu, splatając palce przed twarzą, by stworzyć sobie oparcie dla podbródka.

                        - O pracy oczywiście. - powiedział natychmiastowo. - Kuro wypisuje się z turnieju, więc pani kontrakt zostaje zakończony. - poinformował ją. - Jednakże, wyczytałem, że przez najbliższe dwa dni jest pani wolna. Z braku przeciwników przechodzisz walkowerem do finału, który będzie miał miejsce dopiero dwudziestego szóstego. Co powiesz na jednorazowe zlecenie?

                        - Za ile, co, jak i kogo? - Odparła, a z tej wypowiedzi można było odczuć nieco chłodu i hardości. Jak na profesjonalistkę przystało zresztą.

                        - Pewien istotny świadek koronny pojawi się dzisiaj w naszym lotnisku tokijskim. Potrzebuję kogoś kto może go eskortować do stacji policyjnej. Nie chcemy zwracać uwagi, więc wolę wynająć jedną najemnicę niż armię policjantów. Płacę dziesięć tysięcy. - spora suma, bez dwóch zdań.

                        - Kto to jest? - Zapytała jakby przez przekonania przeglądając menu. Nie jest już marine, więc jak może to pyta o wszystkie szczegóły.

                        - Pewien Koreańczyk. Ma dowody przeciwko pewnej zorganizowanej działalności przestępczej o sporym zasięgu działania...więcej nie mogę wyjawić. - stwierdził w końcu Henry, po czym zaciągnął się papierosem.

                        - Doprawdy? W takim razie poproszę o szczególy zlecenia. Skąd dokąd mam eskortować klienta. Godzina i adresy. - Rzekła nie odrywając wzroku od karty napitków.

                        - Dzisiaj...albo raczej jutro. O pierwszej rano z lotniska w Tokyo do bazy policyjnej w Ikebukuro. Powinny być to około dwie godziny drogi.

                        - Jakiś transport? - Dopytała unosząc wzrok z kartek w menu.

                        Mężczyzna przytaknął. - Ustawimy całkiem szybki samochód przed lotniskiem. No i policja zawsze będzie w pobliżu. W razie gdyby cokolwiek się nie udało, proszę do mnie dzwonić.- po tych słowach rzucił na stół klucz.

                        Zanim jeszcze klucz opadł na blat, Nikita pochwyciła go w powietrzu.

                        - Dobrze zatem, będę dzwonić w razie czego. - Wstała z krzesła i ukłoniła się delikatnie.

                        Miała już odejść jednak coś się jej przypomniało. NIe szkodziło zapytać.

                        - Czy Kuro Butt posiada krewną o imieniu Charlotte? - Ton tej wypowiedzi był bardzo poważny.

                        Townsend poprawił okulary spoglądając na Nikitę.

                        - Kuro nie jest już moim klientem, a nie dyskutuję spraw nieznajomych. Polityka pracy. - wyjasnił.

                        W odpowiedzi prychnęła tylko, i odwróciła się w stronę wyjścia. Miała jeszcze sporo czasu do zlecenia, więc postanowiła wybrać się do sierocińca, by się z dzieciakami zobaczyć. Albo nawet poćwiczyć z nimi nieco. Gdy opuściła budynek, spojrzała jeszcze w górę dokładnie oglądając budowlę. “Ciekawe ile kasy na to poszło?” Zapytała się w duchu, ale długo się na tym zastanawiać nie zamierzała. Wzruszyła tylko ramionami i zasiadła na swym chopperze.

                        Umiejętnie unikając korków, czerwona bestyjka Nikki dotarła na miejsce. Dzieciaki w sali gimnastycznej już same zaczęły się rozgrzewać. Kilka z nich miało kimono, a parę tylko dresy i lżejsze ubrania.

                        - Harasho Kochani. - Klasnęła raz w dłonie usmiechnięta, zdjęła płaszcz i połozyła go na rozkładanym krześle. - Teraz rozciągamy się! - Powiedziała uniesionym głosem. Dzieci zaczęły marudzić coś pod nosami.

                        - Sensei? Kiedy nas nauczysz tych sztuczek jak rozwaliłaś tego androida? - Zapytała dziewczynka, podskakując z nogi na nogę.

                        - Na wszystko przyjdzie pora. Nie da się od razu wszystkiego nauczyć. - Oznajmiła Kravchenko zbliżając się do dziecka, puknęła ją delikatnie palcem w nos.

                        NIestety w tej grupie znajdowali się tez nieco “trudniejsi” młodzieńcy.

                        - A co nam da to rozciąganie? Naucz nas jak łamać kości! - Rzekł hardo chłopak w wieku około 17 lat.

                        Katyusha położyła powoli dłoń na czole, po czym zjechała nią aż do podbródka.

                        - Uczę was Systiemy, ta sztuka walki polega na bronieniu się przed agresorem. Szybko unieszkodliwić, by dać wam czas na ucieczkę, lub coś podobnego. - Wytłumaczyła.

                        - Ucieczka jest taka jakby... lamerska? - Rzekł Satoshi, tak mu było na imię.

                        - Nie ma nic... “Lamerskiego” w uciekaniu. Jeżeli zauważysz że nie masz innego wyjścia, musisz to zrobić by się ratować. NIe chcę z was zrobić jakiś kombatantów, abyście chodzili i szukali bójek. - Po tej wypowiedzi założyła dłonie pod piersiami.

                        - Ja się niczego nie boję. Uciekać też nie mam zamiaru! - Młodzian uderzył pięścią w otwartą dłoń.

                        - Błąd. Tylko maszyny i idioci się nie boją. Nie ma w tym nic haniebnego. - Powiedziała stanowczo, po czym westchnęła głośno. - Jesteście jeszcze młodzi, musicie się jeszcze wiele nauczyć. - dodała po chwili.

                        - Ja już wystarczająco się nauczyłem! Sensei wyzywam cie na pojedynek! - Wskazał palcem na NIkitę.

                        - Satoshi zgłupiałeś?! - Pociągnął go za rękaw rówieśnik. Rosjanka uniosła tylko brew, po czym powoli wystąpiła na środek.

                        - Davaj - Kiwnęła na niego głową. Młodzienieć nie czekał długo, od razu rzucił się do ataku. Zaciśniętą pieścią zamachnął się na Katyushę, a ta tylko uchyliła troszkę głowę. Nie zraził się tym ani trochę ponownie spróbował, efekt ten sam. Machał pięściami, kopał, usiłował złapać Kravchenko, ale ta tak zgrabnie wszystkeigo unikała że wyglądało to jakby tańczyła.

                        - Cholera... - Wycedził zdyszany, i zanim spróbował cokolwiek zrobić, Nikita dopadła do niego i jednym chwytem posłała na matę, podcinając dodatkowo nogę. Następnie przyparła go do podłogi i zaczęła brutalnie... łaskotać.
                        - A nie mówiłam? - Rzekła uśmiechnięta od ucha do ucha, gdy Satoshi piał szaleńczo, beskutecznie próbując się oswobodzić z żelaznego uścisku Rosjanki. Trenowałą z dzieciakami jeszcze przez półtorej godziny, było przy tym sporo śmiechu, obtartych łokci i kolan, a takze najważniejsze postępów.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • BoomyB Niedostępny
                          BoomyB Niedostępny
                          Boomy
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #12

                          25.Marzec.2221
                          01:00
                          Lotnisko Tokijskie.

                          Nikita odstawiła motocykl na parkingu i ruszyła do budynku.
                          Rozglądając się na boki była w stanie dojrzeć gdzieniegdzie pojedyncze postaci, przyczajone w głębokim cieniu. Policja faktycznie była blisko, na pewno będzie w stanie jej pomóc nawet bez sygnału. O ile będzie się trzymać na widoku.
                          Powoli weszła do olbrzymiego i pustego lotniska które było dzisiaj nieczynne. Dla bezpieczeństwa postanowiono usunąć wszelki tłum.
                          Gdy wyszła na pas startowy zobaczyła tam jeden samolot pasażerski, dość nowy model. W transport świadka wrzucono olbrzymie pieniądze.
                          Zbliżyła się do drzwi i spoglądała na nie w momencie ciszy. W końcu jednak otworzyły się.

                          Wyszedł z nich europejczyk w garniturze z okularami na twarzy. Miał kozią bródkę i ostrze spojrzenie. W świetle lamp pasa startowego był dość dobrze widoczny. Równie dobrze co Nikita.
                          - Proszę o legitymację. - powiedział zaciskając niepewnie rękę na swojej broni.

                          Z rękawa płaszcza wyskoczyła legitymacja Nikity.

                          - A pan kim jest? - Rzekła, a raczej zapytała podejrzliwym tonem.

                          Mężczyzna przyglądał się z uwagą legitymacji, po czym schował pistolet do garnituru.

                          - Ah...Bob...Bob Belivier. - przedstawił się. - Jestem bardzo wdzięczny za pani chęć pomocy.- po tych słowach wykonał ukłon, jak najbardziej niepoprawny. Widać był pełen przekonania, że w Japonii powinien zachowywać się jak japończyk.

                          - Pan jest klientem? Mówiono mi że bedzie to koreańczyk. - Odparła nieco zdumiona, przyglądając się osobnikowi z zaciekawieniem. Takim “ciekawym zaciekawieniem”...

                          - Obiecuję, że wyjaśnię wszystko gdy już będziemy bezpieczni. I najmocniej przepraszam. - poprawił nieco garnitur unikając wzroku dziewczyny. - Prosiłem pana Henriego aby był...dyskretny na mój temat. Proszę nie sugerować się tym co mógł mówić. Nie wiem nawet jak panią zatrudnił, jeżeli było to miejsce publiczne to nawet mnie nie dziwi, jeżeli przesadził pod jakimś względem. - z tymi słowami zszedł z schodów i stanął obok Nikity. - Czy jest coś konkretnego, co chce pani wiedzieć koniecznie teraz? Chcę być w ruchu jak najszybciej ale na samym lotnisku chyba jesteśmy w miarę zabezpieczeni. - nie był jednak pewien swoich słów, rozglądając się gorączkowo podczas wypowiedzi.

                          Widząc jak unika kontaktu wzrokowego, Nikita uśmiechnęła się nieznacznie. Ale nie był to teraz czas na cokolwiek innego poza zleceniem.

                          - Kto pana ściga, musze wiedzieć czego mogę się spodziewać. I czy mogą w jakiś sposób pana szantażować. - Rzekła z pełną powagą.

                          - Sam nie wiem kto mnie ściga i w tym cały problem. - wyjaśnił Bob. - Materiały które posiadam wskazują na powiązania pewnej firmy z Yakuzą...myślę, że to oni są za mną. - stwierdził wsadzając ręce do kieszeni.

                          W tym momencie HUD Nikity wskazał jakiś nagły ruch. Dziewczyna natychmiast przesunęła się naprzeciw Boba.

                          Kula odbiła się od jej pancerza.

                          - Do budynku szybko! - Wrzasnęła odrzucając płaszcz na bok i sięgając po pistolet. Pewnie jakiś snajper, który ma ich tutaj jak na talerzu. W biegu lustrowała okolicę wzrokiem, zoomując w podejrzanych miejscach. A dokładnie po miejscach w których ona sama by ustawiła pozycję snajperską. To podstawa, by wstawić się na miejscu zamachowca i próbować przewidzieć kolejne posunięcie.

                          Bob przytaknął kiwnięciem głowy i ruszył biegiem przed siebie. Najemniczka razem z nim.

                          Kilka strzałów miało miejsce podczas ich biegu, były do tego niesamowicie szybkie. Na pewno nie pochodziły z broni snajperskiej. Były to pociski niezdolne do penetracji metalu używanego w pancerzach czy wszczepach. Kravchenko bez problemu zakrywała przed nimi Boba.

                          Dwójka bez większych trudności dostała się do budynku.

                          I wtedy światło zgasło.

                          Znajdowali się w pełnej ciemności a Rosjanka gorączkowo starała się zarejestrować gdzie może znajdować się przeciwnik.

                          - Zaraza - Zaklęła. Wygląda na to że ktoś dobrze się przygotował, tylko amunicję źle dobrał. W tych ciemnościach nic nie było widać, czy też słychać. Miała już sięgnąć po latarkę, lecz szybko wybiła sobie ten pomysł z głowy. Zanim odnalazłaby zamachowca, ten już dawno by znalazł ich. Oparła się o ścianę, i szła wzdłuż niej szukając jakiegoś przełącznika. Choć i pewnie to było daremne, bo możliwym było że ktoś się zajął głównym przełącznikiem.

                          - No i gdzie ci gliniarze?! Kurwa... zbyt pięknie by to się wydawało. - Wyszeptała do Boba. - Musimy znaleźć drugie wyjście. Gdzie jest ten przygotowany wóz? - zapytała Believera, trzymając się blisko niego

                          - Przed głównym wejściem. Ale drzwi są automatyczne. - odparł Bob ponownie ściskając pistolet w dłoni. - Będziemy musieli je przestrzelić, ale wtedy damy sygnał o tym gdzie jesteśmy. Bez zasilania nie ma innej opcji... - Nagle mężczyzna dostał olśnienia - Skrzynka kontrolna od zasilania jest na zewnętrznej stronie lotniska w budce gdzieś przy pasie startowym. - rzucił szybko odwracając się w stronę drzwi. Wtedy wydał się dźwięk strzału. Z przestrzelonym ramieniem Bob opadł na podłogę. Krwawił.

                          Hud Nikity natychmiastowo zarejestrował przeciwnika gdy tylko go dojrzała.

                          Był to Ninja w czarnym kostiumie, dość niskiego wzrostu. Miał białe włosy i kocie uszy. Bardzo wyraźnie mutant. Do tego kobieta.

                          W jednej ręce miała katanę a w drugiej lekki karabin. Jej ubranie było czarne i typowo wojskowe. Dobrze wiedziała w co się pakuje.

                          Nie miała zamiaru rozmawiać z tym czymś. Od razu wypaliła kilka strzałów w stronę kocicy, Przewrotem znalazła się przy Bobie, by zasłonić go przed kolejnym ostrzałem. Sama też pociągała za spust, by oddać kontrolowane strzały.

                          Stworzenie okazało się dość zwinne aby...blokować strzały mieczem. W pewnym momencie starała się wrócić w cień, ale strzały Nikity szybko poinformowały ją, że przeciw tej technologii nic nie poradzi. HUD był sporym asem Rosjanki w tym momencie.

                          Zdając sobie sprawę z tego, że jej strzały są bezskuteczne, kobieta wyrzuciła karabin i łapiąc swój miecz w obie ręce ruszyła biegiem na parę.

                          Wyglądało na to że Nikita znajduje się w jakimś anime, i to bardzo dobrym na to wychodzi, bo takie sztuczki jak odbijanie pocisków kataną widziała tylko w streamowizji.

                          - Bob... ile czasu wytrzymasz? - Rzekła wyciągając z pokrowca przy łydce długi nóż bojowy.

                          Pistolet schowała gdyż strzelanie do tego mutanta jest stratą naboi. Chwyciła nóż tak że ostrze ułożone było równolegle z jej przegubem, a sama Rosjanka ugięła nieco nogi, przygotowana na atak.

                          Kocica precyzyjnym ruchem uderzyła w Nikitę, która przyjęła ostrze na nóż. Zwarcie nie trwało nawet sekundy. Przeciwnik natychmiastowo opadł na podłogę i zwinnym ruchem podciął rosjankę, sprowadzając ją do parteru.

                          Widząc to Bob zaczął czołgać się z dala od dwójki.

                          Zwinna jak kot... ale tego mogła się akurat po niej spodziewać. Postawiła się do pionu sprężynką, obróciła wokół siebie wyprowadzając kopnięcie z obrotu. Każdy jej ruch był wspomagany.

                          Gdy Nikita stanęła na ziemi Kocicy nie było już przy niej.

                          Z kataną uniesioną do góry znajdowała się naprzeciw Boba, który w ostatniej chwili zdążył wydać strzał w swojego morderce.

                          Kot, nie zadziwiając specjalnie nikogo, zwinnie odskoczył na bok.

                          Sytuacja wróciła do punktu wyjściowego.

                          Katyusha ruszyła do dzikiego biegu, tak stąpała że pojawiały się delikatne pęknięcia w podłożu. Musiała załatwić mutanta zanim zrobi krzywdę Believerowi

                          Kobieta chciała zasłonić się kataną, ale była nieco zbyt wolna. Na jej szczęście Nikita tylko zadrapała jej gardło, ledwo sięgając do niego swoim ostrzem. Jakkolwiek zaraz po tym pojawiła się jej pięść, która odrzuciła kocicę o krok w tył.

                          Centymetr głebiej i byłoby po sprawie, ale zabójca nie jest byle kim. Nikita nie wiedziała jak długo potrwa ta walka, musiała się troszkę oszczędzać. Priorytetem było rozbroić kocicę.

                          Nikita wyskoczyła w przód kopiąc kolanem w żebro swojego przeciwnika, co okazało się skuteczne. Gdy tylko Rosjanka ruszyła ręką z ostrzem, dziewczyna uwolniła lewą dłoń od swojej katany i wysunęła ją w przód...w efekcie nabijając ją na ostrze Nikity. Po chwili zaciskała już swoją dłonią dłoń Rosjanki.

                          Nie zamierzała patrzyć się co robi, od razu przeszła do działania. Chwyciła wolną ręką rękojeść katany, zaciskając palce najmocniej jak mogła z zamiarem połamania palców, po czym odchyliła głowę do tyłu w wiadomym celu.

                          W jednej chwili rozległy się trzy dźwięki. Głośne chrupnięcie łamanych palców, uderzenie katany o ziemię, oraz krótki wrzask Nikity.

                          Gdy tylko odchyliła głowę chcąc wpakować nieco siły w swój atak, jej przeciwnik rzucił się w przód, wgryzając się w jej szyję. Jak się okazało była prawdziwą kocicą nawet w uzębieniu.

                          Stróżka krwi zaczęła spływać po szyi Rosjanki...

                          Naprawdę miałą do czynienia ze zwierzęciem. Nie mogła jej teraz odepchnąć bo odleciała by z kawałkiem szyi w zębach. Musi to skończyć teraz.

                          Kravczenko uwolniła obie dłonie puszczając nóż i prawą rękę kocicy.

                          Jej pięści zacisnęły się a nano-technologiczne szczepy załadowały do pełnego potencjału.

                          Natychmiastowo ruszyła dłońmi w stronę głowy przeciwnika.

                          Kobieta chciała się wyrwać i zrobiła to - razem z drobnym kawałkiem z szyi Kravczenko. Po chwili jednak obie dłonie Rosjanki uderzyły w jej głowę, miażdżąc jej czaszkę i mordując ją brutalnie na miejscu.

                          Gdy tylko jej ciało opadło Nikita trzymała się już za szyję. Oddychała ciężko, dusiła się a gdyby nie fakt, że w dużej mierze była mechaniczna, już dawno byłaby martwa.

                          Jej wzrok zaczął gasnąć a ostatnim co zobaczyła była banda osobników w garniturach przestrzeliwujących drzwi automatyczne i wchodzących do środka..

                          25.Marzec.2221
                          Godzina nieznana.
                          Gdzieś w Tokyo.

                          Dziewczyna obudziła się czując ogromny ból. Była w małym, białym pomieszczeniu. Miała na nadgarstkach kajdanki a na szyi jakąś obrożę. Miała sporo szczęścia, że ktoś z jakiegoś powodu podreperował ją.
                          Zastanawiała się zamroczona o swojej lokalizacji, gdy po kilkunastu minutach otworzyły się drzwi. Jacyś faceci w garniturach złapali ją pod ramiona i zaczęli prowadzić przez długi korytarz, a nawet kilka. Nie była w stanie powiedzieć co się dzieje, czuła się lekko odurzona.

                          W końcu po bliżej niesprecyzowanej długością chwili, puszczono ją pozwalając upaść na ziemię.
                          Zamroczona podniosła wzrok.

                          Dopiero w tym momencie doszło, do niej, że faktycznie coś jest nie tak.
                          Może faktycznie była odurzona? Czemu jest przed jednym z szefów Yakuzy?
                          ...I co to za bydle...oraz dziwaczny pies...?
                          Desperacko rozejrzała się po pokoju, który wyglądał jak tradycyjne japońskie dojo bardziej niż cokolwiek innego. Przy jednej z ścian dostrzegła Henriego...
                          Który z uśmiechem poprawił okulary.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • BoomyB Niedostępny
                            BoomyB Niedostępny
                            Boomy
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #13

                            - Shtoo? - Wydukała ledwo, rozglądając się dookoła. No i się doigrała, Yakuza teraz ją miała, a ten skurwiel Townsend pewnie to wszystko zaaranżował.

                            Chciała go zabić, ale kajdany mocno to utrudniały, w dodatku nafaszerowali ją jakimś syfem.

                            - Dlaczego jeszcze żyje? Mudak - zapytała posępnie.

                            - Bo chciałem z tobą porozmawiać. - uśmiechną się Shategashira. - Jesteś dla nas niezwykle ciekawą personą. - zabrzmiało to jak gdyby ją chwalił.

                            Napił się odrobiny sake z swojego talerzyka po czym pochylił się aby spojrzeć Nikicie w oczy.

                            - Zresztą...twoja śmierć nic nam nie da, więc po co ma mieć miejsce? Wszystko musi mieć swój powód. - zabrzmiało to dziwnie podobnie do Gargulca.

                            Bestia za jego plecami ryknęła, wierzgając się w klatce.

                            - Mów więc przychlaście. - Splunęła na podłogę, nawet nie patrząc mu w oczy. Jej wzrok zaś przykuła dziwaczna kreatura w klatce. Wyglądało jak Goryl, ale szczegółów dojrzeć nie mogła ze swojego miejsca.

                            - Auuć. - zadziwił się, mężczyzna. - Masz charakterek, prawie jak twoja matka. Choć w sumie nawet Aurora była milsza, gdy uratowałem jej skórę przed tym kociakiem. - mówiąc to spojrzał na klatkę za sobą, wciąż uśmiechnięty.

                            - Powiedz mi, dlaczego tak nas nienawidzisz? Jaki masz w tym powód? Aby przewracać nasze plany bez pytania, i rzucać się na nas bez zastanowienia? - zapytał.

                            - Niszczycie ludziom życia, czerpiecie zysk z cudzych tragedii. A niektórzy z was mają z tego jakąś chorą satysfakcję. Powinniście zdechnąć! - Wyszczerzyła kły jak jakieś rozjuszone zwierze. Jednak szybko się uspokoiła. - Gardze wami. - Dorzuciła.

                            Shategashira przetarł podbródek z zainteresowaniem.

                            - Naprawdę? Wymień mi przykład. - poprosił.

                            W tym samym czasie dziewczyna zaczęła odczuwać gilgotki. Po chwili stwierdziła, że coś liże ją po stopie.

                            - Mam ci wymienić ludzi których skrzywdziliście?! Żebyście mogli ich wyszukać i dokończyć? Pierdol się. - Rzuciła zgryźliwie, buzując ze wściekłości. Chyba ta chemia co jej zapodali zaczęła puszczać. Mimowolnie odwróciła wzrok na swoją stopę, by dojrzeć co powoduje te łaskotki.

                            Dojrzała tam zwierze.

                            Nieco przestraszone jej krzykami stworzenie, futrem przypominające tygrysa, twarzą psa oraz z wężem zamiast ogona.

                            - Chcę abyś wymieniła mi jedno nazwisko. Jedną osobę którą skrzywdziliśmy w ciągu ostatnich...dwudziestu lat chociażby. Tyle ma nasz obecny Oyabun w swojej karierze. - poprosił mężczyzna. - Nie dlatego, że chcemy kogoś wykończyć. Tylko dlatego, że nikogo takiego nawet nie kojarzę...w ogóle.

                            Stworzonko było na swój sposób słodkie, ale jeszcze troche czasu i zamieni się pewnie w krwiożerczą bestię na usługach Yakuzy.

                            - Meer Blue. - Burknęła, a wzrokiem mało nie pożarła rozmówcy. Fakt że jest jej bratem celowo pominęła. Choć nie było by dziwnym jak by to wiedzieli.

                            - Która godzina? - spytał spoglądając na Henriego.

                            - Powinno lecieć. - odburknął tamten wyciągając z kieszeni pilot. Włączył telewizor na ścianie, nie do końca widoczny z powodu klatki oraz Shategashiry zajmujących pole widzenia Rosjanki.

                            Dzisiaj w -VectorNews> zajmiemy się tajemniczą sprawą śmierci młodego chłopaka, zawodnika turnieju Japonii o numerze 27, zwanego Meer Blue.

                            Po analizie materiałów dowodowych i nagrań z kamer, specjaliści doszli do wniosku, że chłopak został zabity poprzez Blue Devila w akcie samoobrony. Chłopak zaatakował go z ukrytym w rękawie ostrzem.

                            Mimo jasności sprawy, mistrz świata wciąż nie został odnaleziony.

                            Townsend wzruszył ramionami.

                            - Meer był starszy od ciebie. Blue Devil dokonał na nim gwałtu w nie znanych nam okolicznościach. Zepsuło mu to mocno psychikę, popadł w manię na punkcie swojego ojca. Jednak Devil porzucił go, z czasem nawet poczynając sobie córkę. Chciał naszej pomocy aby zabić was o b u. Nie otrzymał jej, więc doszedł do wniosku, że w jakiś sposób wpłynęliśmy na zachowania waszego ojca.

                            Shategashira napił się jeszcze odrobiny sake gdy Henry tłumaczył sytuację dotyczącą chłopca.

                            - Znając tylko powierzchownie sytuację, nie powinnaś się sugerować nią jako motywacją.

                            Jej jedyny brat... nie żyje. Zabity przez jej Ojca. Zacisnęła zęby z głośnym zgrzytem. W końcu pękła i zaczęła wrzeszczać ile jej płuca na to pozwalały. Szarpała za łańcuchy jak potraktowane prądem zwierze. łzy samoistnie napłynęły jej do oczu.

                            Zaczęła klnąc pod nosem w ojczystym języku. Jednak zaraz po tym napadzie furii, opadła ponownie, kompletnie bezradna. Nie wiedziała co zrobić.

                            - ...Moje...wyrazy współczucia. - wyjąkał Shategashira nie do końca pewny co ma zrobić, głaszcząc przerażoną Nikitą, dziecięcą mantikorę.

                            - Swoją drogą... - podjął Henry. - Planowaliśmy porwać ciebie oraz Shishigami Banga. Powiedzieliśmy smokom, że Bob to Oyabun. Liczyliśmy, że zjawi się przywódca ale przyszła tylko jego uczennica. I trochę nie udało się przerwać wam w porę... - uśmiechnął się, a ostre spojrzenie Shategashiry ugasiło jego zapały. - Wyjdź. - poinstruował krótko.

                            NIkita wytrzeliła w stronę Henry’ego z zamiarem wbicia go w ścianę. To bydle nie zasługiwało na nic innego.

                            Jej szał był ogromny i niekontrolowany.

                            Niestety wbiła się wyłącznie w paralizator.

                            Wiła się z bólu, gdy Henry pochylił się i szepnął.

                            - Twój brat umarł, gdy zajmowałaś się ochroną murzyna przed Nailem. To nie był zły wybór. - zauważył po czym schował ręce do kieszeni i odszedł.

                            Prąd przeszył jej ciało, a NIkita znalazła się na podłodze. Pierwszy raz w życiu była tak bezradna. Uniosła tylko głowę na Townsenda.

                            - Zabiję cię. - Warknęła, po czym usiłowała zerwać kajdany, tłukąc nimi o podłogę.

                            Nie chciały jednak spaść. Shategashira przyglądał się zaś dziewczynie nieco niepewny siebie.

                            W jego oczach wyglądała jak bezpański pies z wścieklizną.

                            - I znów...Zachował się jak skurwysyn, ale nic nie było jego winą. Dlaczego chcesz go zamordować? - spytał spokojnym, choć zawiedzionym tonem.

                            - Bez powodu... - Odwarknęła, próbując się podnieść do przysiadu. Gdy w końcu klapnęła na tyłek. Ponurym wzrokiem spojrzała na Shategashira. - Co teraz ze mną będzie? - Ton tej wypowiedzi, wydawał się obojętny

                            - Cóż...planowałem ci wszystko wyjaśnić i przeprosić za niedomówienia...ale ty sama wydajesz się niedomówieniem. - niezwykle szczerze wyraził się Shategashira. - Najpewniej wyślemy cię do szpitala psychiatrycznego, aby mieć pewność, że Aurora nie może cię uratować. Aczkolwiek decyzja zależy od Oyabuna.

                            - Masz tupet. Sami macie najebane we łbach a mnie do szpitala chcecie wysłać? - Prychnęła, choć może miał trochę racji. Ale to pewnie przez te dragi którymi ją naszprycowano.

                            - ...Właśnie to ci tłumaczyłem...to ty masz problem z stereotypami i morderczymi skłonnościami. - nieco zgłupiały, mężczyzna drapał się po głowie. - ...Masz coś konkretnego do powiedzenia czy...mam cię odesłać do celi...? - już sam nie wiedział co z nią zrobić.

                            - Jebleć cie mudak - Odburknęła tylko, odwracając wzrok. Nic nie mogła zrobić w tej sytuacji.

                            Mężczyzna westchnął i pstryknął palcami.

                            Po chwili pojawiła się dwójka mężczyzn, która zabrała Nikitę i odprowadziła ją do jej celi.

                            A sama cela nie była zbyt zajmującym miejscem.

                            Rosjanka źle się czuła i miała w sobie mnóstwo myśli. Nie była nawet w stanie zasnąć.

                            W pewnym momencie leżenia na łóżku zobaczyła coś na suficie.

                            ...Było to odbicie Gargulca...

                            - Ktoś tu wygląda na załamanego. - odezwał się stwór w jej głowie, spoglądając na nią z sufitu.

                            - A jak mam się czuć? Pewnie nawet nie jesteś prawdziwy. A wszystko to mój wymysł. Chciałeś czegoś? - Rzekła wycieńczona.

                            - Gdyby to wszystko były zwidy, to właśnie siedzisz w swoim pokoju przechodząc w myślach alternatywny plan wydarzeń swojego życia od dnia w którym Kuro został zabity. To nie brzmi prawdopodobnie. - przypomniał jej Gargulec nieco zasmucony jej stanem. - [i]Chciałem zapytać, czy znasz kobietę-kota. Kolejna postać pojawiła się konspekcie, której obecności nie rozumiem.

                            - Własnymi rękoma ją dzisiaj zabiłam. Uczennice Naila. Teraz on będzie chciał zabić mnie, a ja będę musiała się bronić. O ile jeszcze zobaczę światło dnia. Mówiła coś? - Jej ton nie zmienił się ani trochę od początku rozmowy.

                            - Tak. - odparł Gargulec. - Że w końcu zrozumiała o co chodziło w jej życiu...co wydawało mi się bezsensowne...choć jednocześnie niezmiernie podobne do pozostałych przypadków. - stwierdził Gargulec. - Powiedz mi, czy wiesz co oznacza termin "arkana"? - zapytał.

                            - Nie. - Odparła bardzo krótko, patrząc nieobecnym wzrokiem na czaszkę Gargulca.

                            - Aha... powiedz czy ma mi za złe że ją zabiłam? Musi mieć, co ja gadam... - Uśmiechnęła się niemrawo na krótki moment.

                            - Wręcz przeciwnie. Wyglądała na spełnioną. - odparł Gargulec. - "Arkana" to termin kart tarota. Opisują one różne typy osób. Tak się składa, że osoby które podejmą się kontraktu z konspektem zazwyczaj posiadają jakieś cechy które łatwo przypisać arkanom. - Stworzenie zrobiło krótką przerwę w wypowiedzi, po czym podjęło ponownie.

                            - Wydaje mi się, że jesteś...śmiercią. Wszyscy, w których coś zniszczysz, pojawiają się w konspekcie. I wynoszą z tej wizyty jakieś wnioski. - wyjaśnił Gargulec. - Jesteś chyba pierwszym człowiekiem w historii świata który ma prawo zabijać. Bylebyś nie robiła tego bez powodu.

                            - O, teraz jestem śmiercią? Kostuchą? Mogę zabijać ludzi? To brzmi conajmniej niedorzecznie. - Obróciła się na łóżku w stronę ściany, coś na niej skubiąc paznokciami.

                            - Powody są... i wykorzystam to prawo. Skoro tak mówisz to tak musi być. - Westchnęła głośno. - Właściwie to co tutaj robisz? Myślałam że nie możesz opuścić konspektu. -

                            - I nie opuściłem. Jesteś jego częścią, zapomniałaś? - przypomiał jej Gargulec. - Chciałem tylko zobaczyć co się dzieje. Nieskończoność jest definicją nudy. - definicją nudy do której kiedyś dołączy.

                            Nagle drzwi do celi otworzyły się. Stał w nich...Jokyoku.

                            Nikita na dźwięk otwieranych drzwi odwróciła się powoli w ich stronę. Na jej twarzy pojawił się grymas, ale było jej już wszytko jedno.

                            - Jeżeli przylazłeś po to co myślę to zapomnij. - Mruknęła podpierając się pod rękę.’

                            - A co myślisz? Bo o ile się nie mylę, to sama nie wiesz...tak samo jak ja. - stwierdził Japończyk podnosząc wzrok na sufit. Gargulec pomachał mu.

                            - Też byłeś w konspekcie? Znaczy, nie powinno mnie to dziwić. - Podciągnęła się do góry by usiąść. - Skoro ja nie wiem i ty nie wiesz. To kto ma wiedzieć? - Spojrzała ku górze na ich wspólnego znajomego.

                            Gargulec również wzruszył ramionami. - Do wróżki mi daleko. - mruknął do Nikity.

                            Jokyoku oparł się o ścianę i spojrzał na Rosjankę.

                            - Wiesz w ogóle, co się dzieje...od kiedy turniej się zaczął?

                            - Nie jestem pewna. Ale chodzi o coś grubego. Może z tego wyniknąć gówno na skalę globalną. Muszę wygrać turniej, ale chyba nie będzie mi to dane. - Podkuliła kolana by oprzeć na nich czoło.

                            - Czy ty w ogóle mnie słuchałaś? - spytał. - Mówiłem ci, jeżeli wygrasz finał będzie negatywny. Zresztą i tak będzie. Z odejściem Kuro, ostatnia osoba w turnieju to również cyborg. - mężczyzna westchnął. - Wytłumaczyć ci?

                            - Wytłumacz - Odparła, unosząc nieco wzrok na Japończyka. - Kto jest tym cyborgiem? - Dopytała.

                            Wzruszył ramionami.

                            - Sam nie wiem. No ale od początku....

                            Jakieś dwadzieścia lat temu, Yakuzę przejął nowy Oyabun, Włoch. Był on Arkaną. Konkretniej Hermitem. Był w stanie zobaczyć kto ma potencjał wejść do konspektu. Zebrał ekipę wliczając mnie i Raula, aby zabezpieczyć yakuzę w wypadku potyczki z innymi arkanami. Problem w tym, że nie był typowym Oyabunem.

                            Nasz obecny lider jest neutralny ale i heroiczny, przez ostatnie dwadzieścia lat wszystkie akcje Yakuzy były nakierowane przeciw korporacjom oraz innym ugrupowaniom terrorystycznym. Jestem pewien, że już nie raz ktoś próbował ci to powiedzieć. - Wyjaśnienia Jokyoku nadawały sprawie nieco innego światła. - Naszym obecnym celem jest CyberCore Corporation. Organizacja która urosła w wpływy zdecydowanie zbyt dużo. Chcą usunąć cyborgów z rynku, ludzie zostaną zmuszeni do poddawania się niepewnym mutacjom bądź życia pod patronatem androidów. Z pomocą Aurory dobiliśmy targu, mieliśmy dopilnować aby ktoś kto nie jest robotem wygrał najbliższy turniej, dla pokazania wyższości czystej rasy. Problem w tym, że "czyści" uczestnicy już odpadli. Nadążasz?

                            - Kurwaa... - Tylko tyle zdołała z siebie wydusić, bo głębszym wdechu dodała.

                            - Dlaczego matka mi tego po protu nie powiedziała?! I CO MA Z TYM WSPÓLNEGO RAUL?! - Wrzasnęła na koniec podnosząc się.

                            - Raul to arkana, koło fortuny. - objaśnił szybko. - Potrafi powiedzieć kto posiada wpływ na dany bieg wydarzeń. Bez obaw, nie ma z nami aktywnej współpracy. Choć to przez niego walczę o to, aby Oyabun dał ci szansę. - wyjaśnił Jokyoku. - Stwierdził, że możesz wpłynąć na naszą misję w znaczny sposób. - zapadła krótka cisza. Japończyk zbierał myśli.

                            -Aurora nie rozumiała, że cyborg to w połowie android, ufała w świetność swojej pracy. Czyli w ciebie.

                            - Wierzyła że zrobiony przez nią cyborg uratuje świat? Ale nie wierzy w swoją córkę... - Nawet nie dopowiedziała że mówiła o tej samej osobie.

                            - A więc co teraz? - Zapytała całkiem zdezorientowana.

                            - Planujemy frontalny atak na HQ 3C. Brat właściciela, Onijin, jest po naszej stronie. O ile pozbędziemy się obecnego szefa to będziemy w stanie uratować sytuację. W końcu jesteśmy mafią, prawda? - zaśmiał się Jokyoku. - Jutro spotkasz się z Oyabunem, o ile wyrazisz chęci powinien ci pozwolić do nas dołączyć. Nawet jeżeli na tylko jedną akcję.

                            Teraz gdy już wszystko wiedziała, nie widziała innego wyjścia, jak przyłączyć się do Yakuzy. Tych których tak nienawidziła, i to bez podstaw.

                            - Zgadzam się... jeżeli to ma wszystko naprawić... - Rzekła jakby nieco ożywiona.

                            Do pokoju wbiegła nagle Mantikora z wczoraj, rozglądając się dookoła. Jokyoku uśmiechnął się.
                            - W takim razie do jutra. - powiedział wychodząc z pokoju i zamykając drzwi na klucz.

                            Dzień i noc były długie. Zwłaszcza jeżeli nie miała nic do roboty oprócz kompanii cichego Gargulca, zmutowanego zwierzęcia i pizzy którą przynieśli jej na kolację.
                            W końcu jednak Nikita doczekała się następnego ranka.

                            26.Marzec.2221
                            Godzina nieznana
                            Kwatery Yakuzy gdzieś w Tokyo.

                            Drzwi otworzyły się po długim czasie bezczynności. Parka osobników w garniturach wyprowadziłą z pokoju Nikitę i zabrała ją długimi korytarzami do winy, którą pojechała aż na ostatnie piętro.

                            Było tu dużo cieplej niż w piwnicy która stanowiła więzienie.
                            W pomieszczeniu znajdował się okrągły stół i mnóstwo osób: Jokyoku, Henry, Shategashira, Onijin, Panowie i panie w garniturach, jedna dziewczyna bez. Jakaś rosjanka z blizną na twarzy oraz...Bocchia?

                            Jej wzrok omiótł każdego obecnego w pokoju. Spodziewała się znaleść kilka znajomych twarzy. Nie spodziewała się jednak kto okaże się bossem. Na jej twarzy nie pojawił się nawet rumieniec zawstydzenia, gdy paradowała w bieliźnie i tank topie.

                            - Robi się coraz ciekawiej... - Mruknęła przewracając oczami.

                            Oyabun wzruszył nieco ramionami.

                            - Trochę więcej pasji, można prosić? Joky chwalił twoją zmianę zdania, czy to prawda? - spytał wpatrując się w dziewczynę.

                            - Da to prawda. - Rzekła z tak udawaną pasją w głosie że aż bolało. Sama jakoś do końca nie była przekonana do współpracy z Yakuzą. Ale zgodziła się, bo innej możliwości na ten moment nie widziała. Zawsze, o ile dożyje, może cofnąć czas i powziąć środki zapobiegawcze. Teraz jednak chciała zobaczyć co z tego wyniknie.

                            - kharakteristika kobita z ciebie. - odezwała się Rosjanka z blizną, opierając się o stół. - Może idź w D'yavoly I zostaw pracę dorosłym?

                            Była całkiem wysoka, miała blond włosy i nosiła czerwoną suknię. Jej oczy były definicją zmęczenia. Stała tuż obok Oyabuna, co oznaczało, że musi być Wakagashirą. Jego bodyguardem.

                            - Dorosłym? A ile masz lat siostro? 50? - Odgryzła się rodaczce, która nie była pewnie śwadoma wieku Nikity, lub sama była cyborgiem i rzeczywisćie tyle mogła mieć lat.

                            - Myślałam że będziemy rozmawiać o współpracy. - Przeniosła wzrok na Oyabuna.

                            Na komentarz Nikity Wakagashira zacisnęła zęby na swoim cygarze. Oyabun pokręcił tylko głową lekko zawiedziony.

                            - I właśnie o to cię pytamy: Jesteś z nami? Chcesz nam pomóc czy wpadłaś tylko się podrażnić, bo nie masz co robić? - jego brew uniosła się lekko. - Wyglądasz jakbyś tu była bo możesz, albo bo taka jest twoja praca. W moim mniemaniu stereotyp bohatera idącego ratować świat wymaga nieco więcej dedykacji. Choć sam nie wiem czego oczekiwałem.

                            Shategashira zaśmiał się.

                            - Przynajmniej rozmawia z tobą jak z człowiekiem. Na moje strata czasu.

                            Z ust Wakagashiry wyszła spora chmurka dymu. - Spętajmy ją, dajmy przelecieć Jokyemu aby się uspokoił i sprzedajmy na czarnym rynku. Będzie problem z głowy.

                            - Przecież powiedziałam że się zgadzam i chcę wam pomóc da? - Odparła spokojnie ignorując całkowicie slowa bdyguarda Oyabuna. Choć raz przez jej myśl przeszło jak wbija tej suce cygaro w oczodół.

                            Oyabun wzruszył raminami. - Saiko-kommon. Przedstaw sytuację. - poprosił.

                            Henry przeciągnął się po czym sięgnął do kieszeni po swój magiczny pilot i włączył prezentację holograficzną, która zaczęła unosić się nad stołem.

                            - Budynek HQ CyberCore składa się z dwóch ogromnych, 100 piętrowych wieżowców połączonych mostami na piętrze 25 oraz 85. Nasz cel powinien znajdować się w okolicach 95 piętra. Mamy pewność, że Okamijin mieszka gdzieś właśnie w HQ. Nie wiemy jednak w którym wieżowcu. Lewa wieża należy do Whitelight gdy prawa jest budynkiem 3C, ale wcale o niczym to nie świadczy. - Henry wcisnął przycisk, obraz zmienił się.

                            Pokazywał teraz mężczyznę, przypominającego Onijina. Miał zwężone oczy oraz jasne włosy. Nosił biało-czarne kimono. Miał coś niesłychanie zdradzieckiego w swoim wyglądzie.

                            - Okamijin. Idealista przekonany o tym, że wszelkie zło wywodzi się od ludzi. W jego mniemaniu Androidy to istoty idealne. Stworzone przez ludzi ale lepsze od nich, pozbawione cech negatywnych. Pragnie zbudować świat w którym ludzie będą pod kontrolą aniołów idealnych. Nasz cel to znaleźć go i zabić. W ten sposób historia skończy się raz i na zawsze. - kolejne kliknięcie, i kolejna zmiana slajdu.

                            - Copycat. Najnowszy android opracowany przez CyberCore. Miał być istotą idealną zdolną do nauki wszystkiego o ludziach. Okazało się to prawdą, ale niezwykle ekstremalną. Wczorajsze pożary w Tokyo zostały wzniecone właśnie przez niego. Zaczął swój mały spacer eksterminacyjny, gdy my rozmawiamy najpewniej chadza po metropolii przejmując kontrolę nad kolejnymi androidami i podpalając kolejne budynki. Jego obecność okazała się małym szokiem, jakkolwiek stanowi dla nas czynnik mogący robić za kartę przetargową. - Henry rozejrzał się po sali, spojrzał na wszystkich i w końcu jego wzrok spoczął na Nikicie. - Jakieś pytania, czym mam przychodzić do planu działania? - spytał.

                            - Czy z tą akcją ma coś wspólnego Aurora Kravchenko? - Zapytała o dość istotny dla niej szczegół. Nie chciała by na nią wpaść, i co gorsza zmierzyć się z nią. - Wiemy jaki opór może nas napotkać? Cyborgi, Androidy, lub inne prototypy które jeszcze światła dziennego nie ujrzały. - dodała, z profesjonalnym chłodem w wypowiedzi.

                            - Aurora jest po naszej stronie. - odpowiedział Oyabun. - W końcu jest cyborgiem.

                            - Na razie nie mam pytań, odnośnie akcji. - Rzekła krótko, wpatrując się w slajdy. Zastanawiającym było że ten android jeszcze funkcjonował, choć pewnie poskładali go zaraz po walce. Ale jego zachowanie było kuriozalne. Czyżby wpływ na to miał fakt że znalazł się w konspekcie?

                            - Wiesz że pewien ptaszek powiedział mi że Copycat był w konspekcie? - Powiedziała prosto do Oyabuna.

                            Oyabun poprawił okulary. - Wcześniej tego nie słyszałem. Masz na myśli Einsteina? - spytał zaciekawiony. - Może to puścić nieco światła na tą sprawę. Zachowanie Copycata jest poza naszą zdolnością pojmowania.

                            - Tak, Albert na bieżąco mówi mi o nowych gościach. Ponoć każdy kogo zabiję tam się zjawia. - Wzruszyła ramionami, sama nie do końca pojmując swojej roli w tym wszystkim.

                            Oyabun przytaknął. - Tak, widzę, że jesteś kostuchą. Mimo to nie pomyślałbym, że twoja umiejętność jest na tyle ciekawa. No cóż, Saiko-kommon, przejdź do planu.

                            Henry przytaknął, po czym wrócił do slajdu z budynkiem 3C. - Nasz plan składa się z dwóch części, które będą miały miejsce jednocześnie. Gruba A uda się do budynku 3C aby znaleźć i zabić Okamijina, gdy grupa B uda się w pościg za Copycatem w celu unieszkodliwienia go. Zanim przejdę do dalszej części planu, chcę wiedzieć, gdzie uda się Nikita?

                            - Jakieś preferencje? - spytał Oyabun. - Weź pod uwagę, że Copycat ma dane na twój temat, istnieje spora szansa, że nie będziesz w stanie go nawet zranić.

                            - Niech twoi ludzie się wykażą i załatwią blaszaka. Pójdę z grupą A. - Stwierdziła, krótko wzruszając ramionami.

                            Saiko rozłożył ręce na stole w sposób podobny do Wakagashiry. - W takim razie zaczniemy o godzinie 23. Nikita Kravchenko uda się wraz z jednym z Kyodai na 63 piętro wierzy Whitelight, aby przekazać Aurorze płytę z kodami do zabezpieczeń. Dzięki temu będą w stanie wyłączyć system zabezpieczeń, wliczając stację androidów. W budynku zostanie nieco nieświadomej obsługi i może paru strażników ale zagrożenie z strony robotów zniknie. Wtedy reszta grupy rozpocznie Atak w tym samym momencie zacznie wspinać się na szczyt obu wież. Zadaniem Nikity od tego momentu będzie zniszczenie środkowego mostu łączącego budynki, po czym samodzielnie zacznie pościg na szczyt jednego z wieżowców. Jakieś pytania z strony grupy A?

                            - Naprawde schlebia mi że tak we mnie wierzycie, ale naprawde mam sama podążyć za celem? - Rozłożyła ręce patrząc po wszystkich. - Wiemy chociaż czy sam cel jest w stanie się bronić? Nie chce żeby okazało się nagle że jest cyborgiem, lub jakimś mutantem. - Stwierdziła unosząc brew.

                            - Jak już wspomniałem, większość grupy A wyruszy po dostarczeniu przez ciebie płyty w ręce Aurory. - powtórzył się Henry. - Jesteś pierwszą linią uderzeniową, ale pod tobą będzie cała fala. Natura Okamijina jest nam jednak nieznana. Ledwo poznaliśmy jego lokację.

                            - Będę potrzebowała pancerza Vanguard mk VI, dwulufowej strzelby samopowtarzalnej Hydra z pociskami “Nanosabot”. Pistoletu maszynowego Cobra 34C, oraz Falcona caliber 50.cal.- Wyliczyła po kolei potrzebny jej sprzęt. - Mam nadzieję że to nie przekracza budżetu akcji? - Uniosła brew na Oyabuna, z lekkim usmiechem.

                            Shategashira o mało nie wybuchnął śmiechem a Oyabun uniósł brew w zdziwieniu.

                            - Przepraszam? - najwidoczniej nikt nie był w stanie pojąć dlaczego Nikita nagle się rządzi jak jednostka specjalna.

                            Nikita westchnęła głośno. - Mam tam się udać w gaciach? I walczyć wyzwiskami? - Widać było po niej ze była nieco oburzona reakcją, choć nie była w pozycji do żądań.

                            - Proszę? - Dodała rozkładając bezradnie ręce.

                            Oyabun podrapał się po głowie.

                            - Oddamy ci twój pancerz, to oczywiste. Ale ekwipunku specjalistycznego nie dostaniesz. Mamy nieco pistoletów na zbyciu. - bardzo wyraźnie widać było, że dziewczyna nie robiła wcale za nic specjalnego. W sumie jakby na to nie spojrzeć, pewnie dbali wyłącznie o to aby pomogła im rozpracować Copycata lub donieść płytę do Aurory. Potem była zbędna.

                            Aby wnieść nieco światła w ten dzień, Jokyoku pstryknął palcami, a dwójka panów w garniturach położyła skrzynię przed Nikitą.

                            - My nic nie mamy, ale Aurora wysłała nam małą paczkę do ciebie. - uśmiechnął się.

                            W środku znajdowała się...

                            Mechaniczna kosa przypominająca wyrzutnię rakiet. Ciężkie i skomplikowane ustrojstwo które ciężko było w ogóle zrozumieć a co dopiero rozpracować. Oyabun wzruszył ramionami nie do końca wiedząc czy ma coś do dodania.

                            NIkita zrobiła minę jakby rozpakowała prezent pod choinką. Powoli zbilżyła się do broni i położyła na niej swoje rączki. Od razu zaczęła coś przy niej gmerać, sprawdzać rygiel, wypinać i wpinać magazynek. Odsunęła się nieco w tył robiąc kilka machnięć w powietrzu.

                            - Twajjuu - Wycedziła zachwycona, z powrotem składając kosę do postaci karabinu.

                            Nie odrywając oczu od broni zapytała jeszcze. - Kto wchodzi w skład Grupy A? -

                            - W grupie A znajdą się: Nikita Kravchenko, Kai Katakawa której oddział będzie w grupie drugiego uderzenia pod kierownictwem Boba Beliviera. Zarazem znajdzie się tam Shategashira. Ogółem mówiąc, szturmujemy ilością. Wszyscy specjalistyczni członkowie Yakuzy zajmą się neutralizacją Copycata i jego małej armii androidów, w czym wesprą ich smoki przysłane przez BMA. Jakieś pytania?

                            - Nieeee... - Uśmiechnęła się upiornie wyobrażając sobie co może wskurać z tą nową zabawką. Wyglądało na to że Nikita nie mogła się już doczekać szturmu, odezwały się w niej dość pierwotne i dobrze znane jej instynkty, może nawet zwierzęce. W końcu jest córką Blue Devila, więc nie dziwne że odziedziczyła trochę jego cech.

                            Kolekcja kilkunastu czarnych, stylowych samochodów zaparkowała naprzeciwko ogromnego budynku.
                            Wychodzić z nich zaczęli ludzi w czarnych garniturach, swoją stereotypowością wychodząc poza wszelkie normy.
                            Zsynchronizowano zegarki oraz sprawdzono poprawność komunikatorów doczepionych do uszu.

                            Parę cięższych wdechów, kontrola broni i można było ruszać.
                            Noc była ciężka, na niebie wisiał księżyc w pełni a gdzieś w oddali widać było wieżę Tokijską dookoła której szalały płomienie. Obie akcje powinny się właśnie rozpoczynać.

                            Wysoka kobieta o dzikim spojrzeniu i znudzonym wyrazie twarzy spojrzała analitycznie na Nikitę.
                            - Gotowa? - burknęła pytająco przyglądając się olbrzymiej budowli która była ich celem. Zapowiadało się nad wyraz ciekawie.

                            - Gotowa mam na drugie... - Uśmiechnęła się drapieżnie. Choć zapytana pewnie by zaprzeczyła ale brakowało jej ferwowu otwartych konfliktów. Sprawdziła zapięcia w pancerzu, kosę, oraz swego Falcona w kaburze przy udzie.

                            - Mów mi Kai. - rzuciła ruszając przed siebie. Wszyscy przypatrywali się dziewczynom zmierzającym w stronę budowli.

                            Plan był dosyć prosty. Ciężko powiedzieć o tym aby powodował jakiś większy stres.

                            Dziewczyny szybko doszły do drzwi i weszły do holu.

                            Przywitał ich android siedzący za biórkiem. Recepcjonistka.

                            - W jakiej sprawie? - zapytała spoglądając na dwójkę. Z jej rękawa wystrzelił mały monitor holograficzny z kalendarzem.

                            - Chcę się zobaczyć a Aurorą Kravchenko. - Zapytała, przybierając całkowicie kamienny wyraz twarzy.

                            - Czy posiada pani kartę rejestracji wizyty?

                            - Oczywiście! Mam ją tutaj! - Uśmiechnęła się ciepło, wyszarpując z kabury falcona. Zanim procesory i inne ustrojstwo u androida zdążyły ocenić sytuację, głową była już w kawałkach.

                            Potem strzały padały kolejno w kamery, pamiętała ich ułożenie bardzo dobrze, w końcu często tu bywała.

                            - Idziemy dalej... - Burknęła kierując się w stronę wytycznej, jej wyraz twarzy był wypaczony z wszelkich emocji.

                            Kai wpatrywała się temu z wielkim zdziwieniem na twarzy oraz uśmiechem porównywalnym z bananem.

                            - Ja pier***e. Nawet mnie na dole tak nie swędzi jak ciebie do spustu ciągnie. - skomentowała bez grosza etykiety. Z drugiej strony, czego można się spodziewać po dziewczynie będącej częścią Yakuzy? Niektórych chyba jednak trzeba oceniać po wyglądzie.

                            Kobieta sięgnęła do słuchawki i włączyła sygnał. - Bob, zbieraj chłopaków. Młoda rozjebała akcje na dzień dobry, widać ma inny styl od móżdżka. Boss rush baybe. - Po tych słowach spojrzała pytająco na Nikitę, oczekując od niej konkretniejszej informacji. - Dalej w sensie, na szczyt?

                            - Da. I nie jestem młoda... 30stka mi stuknęła... - Wzruszyła ramionami, uśmiechając się łobuzersko. Jako że akcja poszła nieco inaczej jak była zaplanowana, nie mogła się jakoś powstrzymać od rozwalenia głowy tej maszynce. No może ją troszkę poniosło...

                            - Chyba nie muszę ci mówić ale walimy do wszystkiego co nas spróbuje zatrzymać. - Rzekła przez ramię do Kai, kierując się w stronę celu.

                            - Sponio mocher. Schody czy winda? - spytała wyjmując z kabury pistolety. W tle rozbrzmiał ostry pisk. Niezbyt subtelny dźwięk alarmowy.

                            - Schody. Winde można łatwo zatrzymać. Poza tym mała przebieżka ci nie zaszkodzi. - Stwierdziła Nikita, chwytając pistolet w dwie dłonie, zacząłe truchtem wchodzić po schodach.

                            Kobieca ekipa ruszyła w przód. Za ich plecami do budynku wskoczyła gruba Mafiozów pod przewodnictwem Boba, zaopatrzona w dość drogi sprzęt bojowy. Wszyscy ruszyli w stronę przeciwnych wież.

                            Ledwo jednak dziewczyny dostały się na pierwsze piętro a zaczęły na nich naskakiwać kolejne jednostki androidów.

                            Nikt nie dbał o szczegóły ich wyglądu. Mieli być możliwie skuteczni. Wyglądali jak banda przerośniętych szkieletów. Z ich pleców wyrastały pochwy, z których zaczęli wyciągać różnego rodzaju ostrza. Co po niektórzy nosili w rękach broń palną. Nie było ich w tym momencie więcej jak pięciu, ale nowi nadchodzili. Na dziewczyny czekała ciężka przeprawa przez 24 piętra, aby mogły wysadzić most.

                            - Time for fun, baybe.

                            - Zhnes idiet - Mruknęła Nikita, chowając Falcona a wyciągnęła zza pleców kosę, którą rozłożyła. Od razu wycelowała w pierwszą paskudę i wypaliła. Głowa pokracznego androida rozpierprzyła się jak balon, a Nikitę aż cofnęło w tył gdy wystrzeliła.

                            - To ci zabawka! - Wyszczerzyła się Kai, łupiąc na przemian z pistoletów, odsyłając androidy tam gdzie... tam gdzie idą wsyzstkie maszyny po śmierci. Gdziekolwiek to jest.

                            Kilku z nich zaczęło się zbliżać z obnażonymi ostrzami. Walka w zwarciu to jedna z ulubionych dziedzin, Kravchenko. Kosa rozłożyła się, na spotkanie z pierwszym przeciwnikiem. Android zablokował, ale kosa przeszła przez jego wykałaczkę jak przez masło, jego samego też rozpłatując na dwoje. Kolejni przeciwnicy się pojawiali, a dwie dziewczyny “tańcowały” miedzy nimi sprawnie ich eliminując. Kai zaczęła nawet strzelać w dwa przeciwne kierunki, z szerokim uśmiechem na twarzy, co przeciwnik się do niej zbliżył dostawał z kopa w gębę albo kulę miedzy oczy z przyłożenia. Nikita zaś wywijała kosą z taką prędkością że ciężko było za nią nadążyć. W powietrzu zaczęły latać mechaniczne kończyny i łuski, gdy sporadycznie wypaliła z kosy.

                            - To chyba wszyscy... - Rzuciła Nikita nieco zsapana. Kai zaś miała się całkiem dobrze i wycelowała do Nikki. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, Kobieta wypaliła. Lecz jej celem był android który podnosił się za Nikitą. - Trza mieć oczy w dupie siostro. - Wystawiła język, zmieniając magazynki. Katyusha się tylko uśmiechnęła, po czym kiwnęła głową że czas ruszać dalej.

                            Kolejne piętro, i kolejne maszyny do mielenia. Pytaniem było kto kogo zmieli...

                            Zanim jeszcze androidy zorientowały się o obecności kobiet na tym piętrze, już jeden miał dwie dziury w głowach, tak samo jak jego koleżka obok. Nikita już była przy nich, gdy złapała jednego za twarz, lub raczej to co powinno nią być i wsmarowała ją w ścianie, robiąc na niej pokaźną bruzdę. Nie puściła go jeszcze... co to to nie! Cisnęła nim w inne maszyny, a zaraz po tym Kosa poszła w ruch, czasami wyglądała jak wiatrak który rozszarpywał każdego adwersarza na kawałki. Kyodai z Yakuzy też pokazywałą co potrafi, jej pociski były bardzo celne. Nikicie nie raz kula świsnęła nad głową lub tuż obok niej, ale Kai dobrze wiedziałą co robi, a co ważniejsze była w tym po prostu zajebista.

                            - Zmęczona? - Rzuciła Nikki, gdy kopniakiem w brodę posłała androida w sufit.

                            - W życiu! Za to ty sapiesz jak pedofil w sklepie dziecięcym. - Zarechotała. Zbliżała się następna przechadzka po schodach. Nikita już zapomniała jakie to przyjemne uczucie, miażdżyć przeciwnika, nie ukazując mu grama litości. W końcu była Śmiercią, kostuchą. Po prostu spełniała swoje obowiązki.

                            A miała ich całkiem sporo. Przeprawa przez kolejne piętra zdawała się być niemożliwa. No ale...w końcu musi im się kiedyś skończyć bydło do walki.’

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • BoomyB Niedostępny
                              BoomyB Niedostępny
                              Boomy
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #14

                              W tym samym czasie, wierza Tokijska

                              Dysząc ciężko dwójka dziewczyn wbiegła na 25 piętro. Kai oparła się o ścianę i zrobiła kilka wdechów. - Jasna cholera. Mogłam zajebać Bobowi manierka z wódką. - jęknęła zmęczona. - Wstawiamy klasyczne C4 czy będziesz próbować tym magicznym kijem? - spytała pokazując na kosę dziewczyny.

                              - Nie lubisz eksplozji? Przyzwyczaisz się. - Uśmiechnęła się diabelnie Nikita. - Podłóż ładunki... proszę. - Dodała na koniec, żeby nie było że jej rozkazuje.

                              - Prosić to ty mnie możesz co najwyżej o pocałunek w dupe. - rzuciła z uśmiechem Kai kierując się w stronę mostu. Drzwi rozsunęły się otwierając przed nią drogę.

                              Dziewczyna szybko przeklęła po czym może nie aż tak szybko odskoczyła w bok. Nim HUD Nikity zorientował się o co chodzi, oberwała czymś ciężkim i uderzyła w najbliższą ścianę.

                              Biały android o fioletowych włosach i czerwonych oczach wpatrywał się to w jedną to w drugą z dziewczyn, wisząc zawieszony na czymś co wyglądało jak część olbrzymiego robota, choć pewnie było tylko jakąś wariacją egzoszkieletu.

                              - Intruzi. Destrukcja: rozpocząć. - mruknął android kiwając się w powietrzu.

                              - Mała dziwka. Rozjebać. rozpocząć. - Warknęła Nikkita, zbierając się z podłogi. Nie zamierzała pozostać dłużna. Wycelowała z kosy prosto w łeb androida, przesunęła rygiel i wypaliła.

                              Android oparł się na swojej lewej dłoni, stając właściwie w pionie i prawą wystawiając prosto na trajektorię pocisku...który wybuchł w dłoni pozostawiając po sobie tylko dymek. Siła była zbyt mała aby uszkodzić materiał tego egzoszkieletu.

                              Również pociski Kai, która zmuszona była strzelać w lewą rękę androida wyłącznie odbijały się w wszystkie strony.

                              Maszyna zerwała się i ruszyła w stronę Nikity, która zwinnym ruchem przetoczyła się na bok.

                              Mechaniczna dłoń uderzyła w ścianę, robiąc w niej dziurę i pokazując nocne miasto.

                              O mały włos. Ale takie wielkie bydlęta mają to do siebie że są raczej wolne. Trzeba odrąbać tą rączkę. Może być problematyczna. Nikita ryknęła robiąc wymach ostrzem, celując w łapę. Miała nadzieję że ostrze jest jakieś wspomagane, ale w razie czego też zaakcelerowała szybkość jak i siłę cięcia.

                              Z mocnym wymachem wbiła się w dłoń która jeszcze nie opuściła lokacji w której wcześniej stała ściana.

                              Kosa trzasnęła płynnie wbijając się w egzoszkielet...może nie do połowy, ale był to jakiś kawałek. Android spojrzał na Nikitę twarzą bez wyrazu, po czym machnął dłonią odsyłając dziewczynę w stronę ściany z sporą siłą.

                              W ostatnim momencie złapała ją Kai, choć dwójka i tak uderzyła o ścianę. Przynajmniej cała siła nie wyładowała się tylko na jednej z nich.

                              Kravchenko kaszlnęła głośno od uderzenia, ale od razu obejrzała się w tył. - Nie musiałaś, ale dzięki -

                              - Ty też nie, ale ssiesz w walce. - odpowiedziałą od razu Kyodai, odpychając Nikitę. Gdy ta już stała na prostych nogach, próbowała znaleść jakiś słaby punkt u androida. Ból był dokuczliwy, ale do zniesienia. Natarła prosto na przeciwnika wyskakując w powietrze.

                              \ - Ty tępa! - wrzasnęła Kai, jednak nie dokończyła celując prosto w Androida.

                              Przeciwnik dwójki wyprostował dłoń i moment przed tym, gdy Nikita zrozumiała, że czas obić się od sufitu, została weń wbita gorylą łapą egzoszkieletu.

                              W tym czasie kilka kul poszybowało w stronę androida, łatwo przedziurawiając kobiecą figurę maszyny.

                              Mogła się tego spodziewać... teraz była wciskana w sufit jak jakiś komar. Musiała się wydostać i to szybko. Użyła całej swej siły by odepchnąć rękę, własnymi rękoma i nogami.

                              Kravchenko zaakcelerowała swoją siłę, robiąc wgniecenie w suficie od którego się odepchnęła, po czym szybko zsunęła aby zeskoczyć na ziemię, gdy android zacisnął dłoń aby weń uderzyć z pełną siłą.

                              Gruz poszybował na ziemię gdy dziewczyna zakręciła kosą w rękach i ponownie wbiła się w dłoń androida - tym razem prawą. Powstało na niej podobne wgniecenie.

                              Kai nie chciała darować sobie z okazji, gdy tylko skończyła przeładowywać posłała kolejne kule w właścicielkę egzoszkieletu, która postanowiła zasłonić się drugą ręką. Lewą.

                              Był to jakiegoś rodzaju błąd skryptu. Niezrównoważona postać wylądowała twarzą na podłodze, zasłonięta dwoma rękoma z przodu.

                              Takiej okazji nie można zaprzepaścić. Nikita obiegła szybko androida, ale nie zbliżała się w zasięg łap. Po prostu wycelowała z kosy w odsłonięty punkt.

                              Android podniósł się na ziemię, unosząc się w górę na rękach. Dało to Nikicie moment na wystrzał. Wystrzał który oderwał kawałek boku maszyny. Kiwając się z migającymi oczyma, ustawiła się do pionu.

                              Kai również chciała dodać swojego, jednakże nie zdołała, ponownie spotykając się z dłonią egzoszkieletu.

                              Maszyna w dalszym ciągu skupiała się na Nikicie, identyfikując ją jako większe zagrożenie.

                              - Kurwa... twarda jest! - Sapnęła głośno wyczekując na ataku.

                              - U facetów widziałam twardsze rzeczy - odrzuciła żartem Kai zaciskając zęby.

                              W bezpośrednim starciu fizycznym, raczej ma małe szansę. A mogła sobie dorobić parę dodatkowych wszczepów. Ale pewnie ucierpiała by na tym jej aparycja. Jednak to nie był czas na takie rozmyślania. Jej bardziej “ludzka” część była znacznie mniej wytrzymała niż ogromne łapska. To będzie właśnie chciała chlasnąć kosą.

                              Pytaniem było kiedy się taka okazja nadarzy.

                              Android chciał ruszyć w stronę Nikity, nagle jednak zahuśtał się wisząc na swoich rękach w miejscu i zaczął rozglądać się między dziewczynami a drogą na most.

                              W końcu to jego bronił, więc po co ma się narażać?

                              Przeciwnik nie był może ludzki, ale wykazywał jakiś stopień inteligencji.

                              Cwane kurewstwo. Nikicie przyszedł do głowy dziwny pomysł. Warto było tego spróbować...

                              - To zdanie jest fałszem. - wypaliła ni stąd ni zowąd do androida. - Odpowiedź? - Dodała, po czym obserwowała reakcję maszyny.

                              Android rozglądał się wciąż między dziewczynami ignorując Nikitę.

                              - Co ty kombinujesz? I jak chcesz odpowiedzi na twierdzenie? - rzuciła do niej zdziwiona Kai, nie ściągając pistoletów z androida.

                              - Heh... warto było spróbować. - Wzruszyła ramionami patrząc rozbrajająco na Kai. Dziwne zagranie nie wskurało zupełnie nic. Trzeba było jednak fizycznie podejść do sprawy. Jak zwykle zresztą... Nikita wykonała obrót kosą, łapiąc ją tak jakby chciała ścinać zboże.

                              Dziewczyna rzuciła się na androida, którego systemy nie działały do końca poprawnie z powodu dziury w boku. Nie oznaczało to jednak, że będzie stał bezczynnie. Uniósł łapsko wysoko i upuścił je z całej siły na biegnącą Nikitę, która w ostatnim momencie zasłoniła się kosą zapierając się nogami o ziemię.

                              Wszystkie szczepy Nikity przeszły w tryb pełnej mocy. Siła w jej rękach zaczęła napierać, powoli przeważając nad mocą androida. Kosa zaczęła strzelać, jak gdyby coś w środku nie mogło znieść napięcia wywoływanego przez dwa kolosy.

                              W końcu Nikita wyskoczyła, zostawiając pęknięcia w miejscu gdzie wcześniej były jej nogi. Android stracił równowagę i wyleciał w górę. W rękach Rosjanki kosa zatoczyła pełne koło, po czym pionem ruszyła w dół rozcinając na pół tors mechanicznego tworu.

                              Dziewczyna obróciła się, odbiła od przeciętego truchła i wyskoczyła w tył lądując z powrotem na ziemi, dysząc ciężko i obserwując jak maszyna wylatuje przez dziurę w ścianie.

                              Kai padła rozkraczona na ziemię.

                              - Nie mogłaś tak od razu? - burknęła do Nikity.

                              - Nie chciało mi się... - Odparła, z uśmiechem ulgi, padając na kolano. To naprawdę dało jej wycisk. Wspierając się na kosie powiedziała do Kai. - Wysadźmy ten most w pizdu... - Jej oddech nadal się nie uspokoił. W zasadzie to sama nie wierzyła że jest do tego zdolna... Matka świetnie się spisała.

                              Kai przytaknęła chowając pistolety i zdejmując plecak. Wyjęła z niego ładunki i wbiegła na most, aby szybko je podpiąć i, ładnie mówiąc, spierdolić.

                              Nie nastawiała ich specjalnie długo, nie chcąc marnować czasu. Ledwo dobiegła do Nikity aby ją uścisnąć i za dwójką dało się usłyszeć wielką eksplozję.

                              Dziewczyna z mafii chyba chciała po prostu poczuć się cool.

                              Zamiast mostu została spora dziura. Ukazująca widok na płonącą wieżę tokijską.

                              Spora ilość mężczyzn w garniturach oraz różnej płci osobników w strojach ninja z pełnym zapałem tańcowała wokół hordy mechanicznych istot. Armia androidów zebranych przez Copycata była ogromna. Szczęśliwie dla nich nie były to jednostki bojowe, tylko losowe androidy zebrane z ulicy.

                              Czuli się jak podczas zagłady zombie. Problem w tym, że ich zombie nie były wcale takie tępe i potrafiły kogoś zabić.

                              \ - Dobrze się bawisz kochanie? - spytał Henry opierając się o plecy Rosjanki. Kobieta z blizną była jednak dużo bardziej zainteresowana strzelaniem w stronę hordy robotów niż dyskutowaniem z zalotnikiem. A każdy jej strzał trafiał między oczy. - Zamknij mordę i zapal mi cygaro.

                              Walka ta nie była jednak aż tak istotna. Znaczenie miał tylko pojedynek nad nimi. Pojedynek między Oyabunem Yakuzy i jedynym androidem, który wydawał się mieć duszę.

                              - Yoki. Miło cię zniszczyć. - ukłonił się człowiek maszynie która jednak stała bez słowa.

                              Cóż, nie miał czasu na pogawędki. Przynajmniej jeżeli nie chciał śmierci jego towarzyszy.

                              Yoki wybił się w przód z gardą bokserską. Wyrzucił jedną piąchę. Spudłował. Drugą. Trafił w twarz. Trzecią. Podrzucił lekko przeciwnika uderzeniem w żebra. Czwartą. Android złapał go za rękę.

                              - Aanaliza zakończona, śmieciu. - mruknął android uśmiechając się.

                              - Ψ <Psi> - mruknął Oyabun i niczym duch wyślizgnął się z zaciśniętej dłoni robota, wywołując zdziwienie na jego twarzy pozbawionej możliwości obliczenia tego, co właśnie miało miejsce.

                              Mimo to robot wciąż stał niewzruszony.

                              Yoki ponownie ruszył przed siebie z gardą bokserską. Przed uderzeniem zmienił jednak postawę i wykonał kopnięcie w stylu take-won-do.

                              Uderzenie to odsunęło Copycata w bok.

                              - Ile znasz sztuk walki, człeku? - spytała maszyna.

                              - Sporo. - zaśmiał się mafiozo ruszając w przód. Tym razem postawił na kolanko w stylu Mhuay-thay. Pięść w twarz posłała go na krawędź tokijskiej wieży.

                              - Moja baza danych też nie jest pusta. - ostrzegł go robot.

                              Kai zawiesiła się na ramieniu Nikity.

                              - To co, krótka przerwa i zapieprzamy na 65 do mamusi? - spytała.

                              Nikita poklepała ją po plecach.

                              - Tak... odpocznijmy nieco... - Uśmiechnęła się, po czym posnuła się wraz z Kai pod ścianę, o którą oparła się plecami i zsunęła do przysiadu. - Trochę przegięłam... - Mruknęła Nikita, spoglądając na swoje ręce.

                              Kyodai uśmiechnęła się szeroko wciskając twarz Nikity w swoje piersi. - Przynajmniej pokazałaś, że masz większe jaja od wszystkich facetów w tej grupie. - zaśmiała się.

                              Nagle coś zaszumiało i przez komunikatory nadeszła wiadomość od Boba.

                              - Słyszeliśmy wybuch, czy udało wam się zniszczyć pierwszy most? - spytał mafiozo.

                              Cholera... ma większe piersi od Nikity. Zazdroszczenie przerwał Nikicie komunikat od Believera.

                              - Da, a u ciebie przystoj... ekhem Bob? - Rzekła przytykając palec do komunikatora przy uchu.

                              - Wspinamy się w górę. Wróg przyjął skupienie na tym wieżowcu, zakładamy, że to tutaj znajduje się Okamijin. Ku naszemu zaskoczeniu dostaliśmy nieplanowane wsparcie. - odpowiedział Bob. - Trójka diabłów wspiera naszą sprawę. Powtarzam, trójka diabłów nam pomaga.

                              Oczy Katyushy otworzyły się szeroko, że niemal wypadły z orbit. Zerknęła na Kai.

                              - Wyłapałaś to? -

                              - Ta, no i? - spytała.

                              - Nie wiesz kim oni są?! - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Zresztą nie ważne. Jak oni się zjawili to jestem trochę spokojniejsza. Możemy powoli ruszać. - Podniosła się ciężko i złożyła kosę, za to w jej dłoni spoczął Falcon. Wyciagnęła dłon do Kai, by dźwignąć ja w górę.

                              - Bandą przepoconych staruszków z zużytymi siurkami. - stwierdziła chcąc wbić głowę Kravchenko głębiej w swoje poduszki. Niestety dziewczyna jej uciekła. - Ale przynajmniej Boba nam nie zastrzelą, skoro ma bydło za którym może się schować. - dodała łapiąc Niki za dłoń i podnosząc się.

                              - “Bandą przepoconych staruszków?” Powtórz im to.. - Zaśmiała się gardłowo Nikki, kierując się w stronę schodów.

                              - Bandą przepoconych dziadów. - powtórzyła posłusznie biegnąc za Nikitą.

                              Dziewczyny ku swojemu zdziwieniu spędziły kilkanaście pięter i kilkaset stopni plotkując i dysząc z zmęczenia. Nic więcej.

                              Żadnych groźnych androidów ani małych lalek w egzoszkieletach.

                              Wszystko wyjaśniło się im dopiero na sześćdziesiątym piątym piętrze.

                              Dwójka zatrzymała się momentalnie wpatrując się przed siebie. Potem na siebie. Następnie wszędzie gdzie się nie wpatrywali, po czym znów przed siebie.

                              Piętro było pełne oleju, szczątków androidów różnego rodzaju i ogólnego rozpierdolu. Wydawałoby się, że na samym złomie z podłogi można wzbogacić się dość aby zacząć potężną działalność firmową na rynku utylizacji odpadów.

                              A w centrum tego wszystkiego stała Aurora.

                              Biała, dumna, o świetnej posturze z rapierem w dłoni i odrobiną krwi spływającą z czoła.

                              - Cześć kochanie. - mruknęła pokazowym wymachem zrzucając krew z ostrza.

                              - E..y.. - Wydała z siebie tylko pojedyńcze litery rozglądając się dookoła zdumiona. Wiedziała że jest wprawioną w boju kobietą, ale czegoś takiego się nie spodziewała.

                              - Wszystko w porządku mamo? Krwawisz. - Zapytała podchodząc do niej.

                              - Nacięłam się aby sprawdzić, czy nie śnię. - odpowiedziała Aurora z głupim uśmiechem na twarzy, kopiąc jedną z części pod nogami. - Czy ty nie miałaś mi czegoś donieść? - spytała.

                              - Ta dzika sucz to twoja matka? - zapytała Kai opierając ręce na biodrach z podziwem obserwując wysypisko.

                              - Kai! - Niemal krzyknęła, na Kyodai po czym dodała szeptem. - Nie obrażaj jej. Może się źle skończyć. - Od razu do pamięci wbił się jej obraz w którym poszybowała ciśnięta przez ścianę.

                              - Tak oto dysk... - Wyciągnęła z kieszonki jakieś połamane kawałki plastiku.

                              - O kurwa... - Spojrzała na przedmiot, z miną dziecka które coś spartoliło.

                              Gdy Kyodai spoglądała błagalnie na Aurorę, ta z skrzywionym wyrazem twarzy uniosła rękę w górę. Strach przeszył obie dziewczyny, gdy nagle to Nikita dostała po twarzy liściem.

                              - Wyrażaj się. - poprosiła ją matka. - Z tego co kojarzę najpierw miałaś go zanieść, potem robić firewerki. - dodała patrząc na płytę. - Jaki jest dalszy plan?

                              - Eee.. ten no...jakoś tak wyszło... - rzekła niemrawo, stukając palcami wskazującymi jeden o drugi. Zaraz po tym wyprostowała się i rozmasowując policzek przemówiła.

                              - Plan się nie zmienił, idziemy po Ok..on..Owa... - Poplątał się jej język z nerwów. - Cel główny! - Dorzuciła szybko z wyciągniętą przed siebie dłonią, palcem wskazując górę.

                              Aurora spojrzała na dziewczyny z ukosa. - No cóż...to chodźmy. - stwierdziła obracając się na pięcie.

                              - Niezły z ciebie skurwysyn...Homo ex machina, tch. - wysyczał Yoki, stojąc nieco pochylonym na wieży tokijskiej. Copycat przyglądał mu się z uśmiechem. Czuł się wygranym.

                              - Po co to wszystko? - spytał go Yoki. - Tak z ciekawości.

                              Copycat wzruszył ramionami.- Nie pojmujecie nawet zasad świata. Wiecznie przekonani, że wszystko musi mieć swój powód bądź zgubieni między szukaniem celu a przyznaniem się do jego braku...Ze mną jest inaczej. - wyszczerzył się android. - Nie mam powodu. Tak po prostu, pozabijam. - zadeklarował.

                              Oyabun poprawił okulary. Nie podobała mu się ta postawa Copycata. - Ψ. - mruknął ruszając w przód.

                              Zdziwiony android nie zareagował. Wpatrywał się tylko jak niematerialny twór podąża w jego stronę i przechodzi przez jego ciało.

                              Ψ

                              Padło ponownie, tym razem zza pleców Copycata. Nim zorientował się o co chodzi, ręka yokiego trzymała go już za plecy. Obydwoje zaczęli spadać z wieży tokijskiej w stronę ziemi w zastraszającym tempie.

                              - Ψ. - mruknął ponownie Yoki, dematerializując się.

                              - Jeb się. - skomentował Android.

                              - Hej. Twoja matka to niezbyt towarzyska, co? - zapytała szeptem Kai wspinając się po schodach za Nikitą. Dwójka była prawie na szycie.

                              - Czy ja wiem? - Skomentowała Nikita, trzymając się poręczy. - Możesz z nią podyskutować o wszystkim, ale pewnie by ci się mózg spalił. Wiem po sobie. - Uśmiechnęła się mimowolnie, nadal pokonując te przeklęte stopnie. Coś wewnątrz niej było rad, że jej matka jest cała i zdrowa. Zresztą, niczego innego nie można oczekiwać od szefowej Whitelight.

                              - To ci ciekawostka. - mruknęła w odpowiedzi Kai.

                              Nagle odpalił się komunikator. Bob znów przemówił.

                              - Cel kieruje się drugim mostem. Powtarzam, cel ucieka drugim mostem.

                              Aurora natychmiastowo wyskoczyła z schodów na piętro i ruszyła do rozsuwanych drzwi. Dziewczyny też nie marnowały czasu, były tuż za nią.

                              Przejście otworzyło się ukazując na moście Okamijina oraz oddział mafijny za jego plecami.

                              \ - Kurwa. - mruknął mężczyzna, choć wciąż się uśmiechał mimo swojej sytuacji.

                              Mają go! NIe ma już dokąd uciec to bydle! Nikita wystąpiła na przód, od razu mierząc w niego z Falcona.

                              - Pozdrów Alberta ode mnie. - Już miała go kropnąć, jednak dała mu szansę się wypowiedzieć. - Ostatnie słowa? -

                              - Nie zabijaj? - uśmiechnął się Okamijin. - Jesteście dość ekstremalni w swojej perswazji. Mam nic nie robić z cyborgami? Nie ma problemu! Mogliście poprosić. - stwierdził mężczyzna spoglądając błagalnie na Nikitę.

                              - I tak zrobiłbyś co chciał. Ale pozwól że cię o coś zapytam. Jaką arkaną jesteś? - Laserowy celownik nie schodził z twarzy Okamijina.

                              - Wieżą. - odparł jednym słowem.

                              Była to arkana nienawidzona w tarocie. Zazwyczaj oznaczała klęskę, destrukcję.
                              - Zburzę wieżę. - Wyraz twarzy Nikity znów przybrał nieprzyjemną barwę. Wypaczona z ludzkości zabójczyni, która ma cel i zrobi wszytko by go zrobić. Pociągnięła za spust...

                              Pocisk przebił się przez czaszkę Okamijina, rozlewając jego mózg po podłodze. Wszyscy zgromadzeni uśmiechnęli się.
                              Nagle zagrzmiał piorun. Zaczęło padać.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • BoomyB Niedostępny
                                BoomyB Niedostępny
                                Boomy
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #15

                                25. Marzec.2221
                                23:58
                                Fail line

                                - To by było na tyle? - spytała Kai rozciągając się z zadowoleniem. - Opijamy dzisiaj czy jutro?
                                - To jeszcze nie koniec. - przerwał jej głos Blue Devila, który zaczął nadchodzić z drugiego końca mostu. Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni, a Aurora splunęła gdzieś w bok. - Przyszedłem tutaj pozbyć się swojej przeszłości. - oznajmił. - Nikita! Walcz ze mną. - krzyknął agresywnym tonem.

                                Wszyscy zaczęli spoglądać na innych, starając się zrozumieć o co chodzi.
                                - Oy, to jakaś brednia, prawda? Chyba nie chcesz z nią naprawdę...walczyć? - spytała Kai, pozbawiona pewności siebie gdy owy "stary dziad" faktycznie stanął naprzeciw niej. Blue Devil spojrzał na nią ostro, wręcz groźnie. Nieco speszył tym dziewczynę. - Cóż...wybacz, Nikki ale...nie znam cię zbytnio więc, nie będę mieszać...w twoje sprawy... - stwierdziła odsuwając się niepewnie.
                                - Ekhem! - "zakaszlnął" głośno Bob, zbierając uwagę swoich mafiozów. - Okamijin jest martwy. Misja zakończona sukcesem, wracamy do bazy. - podyktował drużynie i bez głębszego zastanowienia odwrócił się w stronę schodów.
                                Kuro przyglądał się przez moment dwójce. Nie powiedział jednak nic, po prostu udał się za Bobem. Po co w końcu miał się mieszać? I to jeszcze przeciw Devilowi...
                                - Skurwysynu! - Wrzasnął Bang, sprawiając, że Kuro jednak zatrzymał się, niepewny tego co ma robić. - Więc tylko po to tu przylazłeś!? Jak bardzo bezwartościowy jesteś!? - krzycząc to udeżył pięśćmi o siebie, powodując wibracje rękawic. Jego specjalnej broni.
                                Po chwili jednak zmienił zdanie.
                                - Właściwie nie mam prawa się z tobą wykłócać. - stwierdził w końcu. - Zemścij się chociaż za moją uczennicę. Nikita nie jest lepsza od Kuro.
                                Po tych słowach nawet Bang odwrócił się i skierował do wyjścia, zabierając z sobą Kuro.

                                Nikita pozbawiona pełnej orientacji względem sytuacji zaczęła rozglądać się nerwowo.
                                Ojciec chciał z nią...walczyć? Bić się? Dlaczego? Po co?
                                Odwróciła się za siebie aby spojrzeć na Aurorę. Matka uśmiechnęła się. - Nikita to moja kreacja. Może w końcu będzie w stanie spełnić twoje niedorzeczne marzenie. - powiedziała patrząc w oczy Blue Devila. Zaraz po tym odwróciła się i udała za Kai.
                                No tak, nie mogła liczyć nawet na własną matkę. Koniec końców gdy była potrzebna zawsze odwracała się plecami.
                                Automatyczne drzwi po obu stronach mostu zamknęły się.

                                \ - Po co? - Mruknęła Nikita, spoglądając na ojca. Po pierwsze bała się z nim walczyć, po drugie to w końcu jej ojciec. - W sumie... oboje jesteśmy zwierzętami. Możemy to tak załatwić, jeżeli tego chcesz. Trochę swoich cech jednak zawdzięczam tobie, Papa - Obnażyła zęby w grymasie złości, tak podobnym do Blue Devila, że mogło mu się wydawać jakby patrzył w lustro.

                                [/i]Jesteś doprawdy niezłomna. Aż nie mogę uwierzyć jak zareagowałaś na wiadomość o śmierci Meera.[/i]

                                Głos Gargulca w jej głowie pojawił się znikąd.

                                Blue Devil wyszczerzył zęby unosząc gardę. - Dobrze, że nie masz specjalnie pytań. - ucieszył się. - CHODŹ!

                                Nikita nie zamierzała odmawiać, ruszyła do biegu by wyprowadzić obrotowe kopnięcie z wyskoku. Bała się niesamowicie, ale jeżeli go tutaj nie stłucze, niczego się od niego nie dowie.

                                “Porozmawiamy później Albercie” dorzuciła w myślach.

                                Wyleciała w powietrze z porządną siłą kinetyczną wspierającą jej ruch. Zakręciła się i uderzyła przeciwnika prosto w głowę. Blue Devil obrócił twarz jak gdyby właśnie dostał solidnego liścia. Uśmiechnął się lekko i z dużym zamachem uderzył Nikitę w brzuch, odsyłając ją w tył dobre kilkanaście metrów.

                                - Niezbyt dobrze, ale nie najgorzej.- pochwalił ją Devil.

                                Mimo ogromnego bólu jaki odczuła Nikita coś ją w znacznym stopniu zaskoczyło. Uderzenie przypominało to, jakie otrzymać mogła od dowolnego kulturysty. Brakowało w nim tej niezrozumiałej potęgi jaką obdarzony był Devil. Tej, za pomocą której robił dziury w ścianach i wygrywał finały pojedynczymi uderzeniami.

                                Wzięła kilka głębszych wdechów i wydechów, nie odrywając wzroku od Ojca.

                                - Nie dajesz z siebie wszystkiego... NIE LEKCEWAŻ MNIE! - Warknęła jak rozjuszone zwierze, ponownie napierając na Blue.

                                Doskoczyła do niego w mgnieniu oka. Obróciła się zbierając siłę i celując łokciem perfekcyjnie w szyję ojca. Jej ręka została złapana.

                                Chciała się wybronić szybkim kopnięciem! Jednakże ledwo podniosła jedną nogę a w drugą już uderzył ogromny but błękitnego diabła.

                                - W żadnym wypadku. - zauważył Devil unosząc ręce w górę i zaciskając dłonie razem. - Biorę to śmiertelnie poważnie, kostucho.

                                Dziwne zbiegi okoliczności. Każdy kogo zna jest arkaną. Leżąc na glebie, unisła nogi z zamiarem kopnięcia obunóż pięści Ojca by odrzucić go w tył. Akceleracja w tym momencie będzie pomocna.

                                Nikita szybko się uniosła. Jej wszczepy zareagował natychmiastowo, gdy wybiła nogi w stronę upadających dłoni Blue Devila, co uniosło je szybko w górę, dając drobny moment Nikicie mimo że jej przeciwnik nie wyglądał na specjalnie przejętego. No poza tym, że musiał uwolnić dłonie.

                                Kravchenko wylądowała na nogach, aby posłać w swojego przeciwnika podbródkową piąstkę.

                                Zamiar ten niestety spotkał się z kolanem w twarz, które znów wysłało ją w tył.

                                Czasami lepiej się cofnąć.

                                ostrzegł ją Gargulec.

                                Niech to szlag, a już go prawie miała. Ale czego innego spodziewać się po Bluea Devilu? Odskoczyła w tył, przecierając ręką podbródek.

                                - Też jesteś arkaną? Diabłem jak mniemam? - Syknęła bardziej jak zapytała Nikita, zaciskając pieści, w pozycji Sambo.

                                - Błąd. Jestem Siłą. - poprawił ją Blue - Twoja matka była Diabłem.

                                I to ona wybrała trójkę pierwszych pracowników w firmie która rozrosła się do prywatnej wojskowej armii najemniczej...

                                - Co ona w tobie widziała... i na odwrót... - Splunęła na podłogę, przeskakując małymi kroczkami na boki.

                                Devil wzruszył ramionami. - Widać więcej od ciebie, przynajmniej nie odwracała się plecami.

                                Zęby Nikity zgrzytnęły. - Przynajmniej mnie nie zostawiła. Mogła po prostu pozwolić mi zdechnąć, ale tego nie zrobiła. Do pięt jej nie dorastasz! - Odkrzyknęła.

                                - Jesteś moim prezentem dla Aurory. Nawet nie wypada, abym się tobą zajmował. - uśmiechnął się Devil, cofając lewą nogę w tył. - Ta diablica złożyła pewną obietnicę, a ja chcę jej dopełnienia. Dzisiaj.

                                To aż takie zimne bydle, dlaczego Nikita myślała że spojrzy na nią jak na córkę? Z takimi rozmawia się tylko w jeden sposób. - Dawaj bydlaku. - Kiwnęła na niego głową, czekając na jego atak.

                                W jej krzyku było pełno determinacji, ale nie w jej reakcji.

                                Ledwo zorientowała się, że Blue Devil wyskoczył w przód a jego pięść już znalazła się na jej twarzy, ponownie odpychając ją w tył.

                                Ojciec splunął na nią wyraźnie zniesmaczony, po czym wyprostował się z wściekłym spojrzeniem.

                                Podniosła się ociężale, a zej nosa zaczęła kapać niebieskawa ciecz. Przetarła nos i spojrzała na swoją rękę. Dawno nie widziała swojej krwi, no nie licząc spotkania z “Nekozabójcą”. Ta walka zaczęła obierać zły obrót. Jak tak dalej pójdzie zamieni się w niebieską papkę na tym cholernym dachu, którą szybko zmyje deszcz. Spojrzała spodełba na Ojca, po czym szybkim krokiem zaczęła do niego zbliżać.

                                Niebieskowłosy powolnymi krokami zbliżał się do dziewczyny. Gdy ty podniosła dla zmyłki rękę, jego oczy zaostrzyły się. Nie skupił się jednak na Nikicie do tego stopnia aby nie spostrzec, że to druga ręka ma w niego uderzyć. Złapał ją, obrócił córkę zakładając jej rękę za plecami i wykopał ją w przód kilka kroków.

                                - Czy jesteś w ogóle warta mojej nadziei?

                                - O czym ty pierdolisz?! - Warknęła od razu ustawiając się do niego przodem.

                                - Heh, o niczym. - stwierdził uśmiechając się diabelnie. - Z tobą nie ma o czym pierdolić. Tym zajmowaliśmy się z Meerem. - skomentował, po czym zaczął stawiać ciężkie kroki w stronę dziewczyny.

                                Dziewczyna zmrużyła brwi, i przygryzła wargę ze złości. Podobnie zaczęła stąpać w stronę ojca.

                                - Heh, groźnie to tylko wyglądasz.- skomentował Blue, gdy Nikita nagle wybiła się w powietrze i z pięknym saltem wbiła but w jego twarz nim mężczyzna zdążył unieść dłonie, co spowodowało, że mimowolnie przeniósł swój wzrok na podłogę.

                                Nie miała zamiaru na tym poprzestać, z wrzaskiem złości wykonała kolejny cios.

                                Na wzór wcześniejszych planów Blue Devila, uderzyła Ojca złączonymi dłońmi. Trafiła prosto w tył głowy posyłając go na klęczki. Syknięcie staruszka było niezwykle satysfakcjonujące.

                                Zdobywała przewagę! Tylko na jak długo? Nie było czasu o tym rozmyślać. Trzeba było pokazać Papie, na co stać jego córkę.

                                Nikita rzuciła się w obrót. Czuła, że w końcu coś robi. Kolejne kopnięcie miało być efektywne. Niestety nie było.

                                Gdy tylko jej noga wyprostowała się, to samo stało się z ręka Devila. Ostatecznie dłonią złapał nogę dziewczyny, aby następnie z główki wytrącić ją z równowagi.

                                Niki zręcznie utrzymała balans raując się przed upadkiem, lądując na nogach w niepewnej postawie.

                                Było blisko, jednak to za mało by zniechęcić Katyushę. Wyskoczyła by odbić się od jego gęby, oboma buciorami.

                                O dziwo to dosyć bezsensowne zagranie poskutkowało. To nie tak aby do tej pory miała jakieś okazje na większe strategizowanie, więc może wystarczyło tłuc w gwóźdź aż się wbije?

                                Jej uderzenie było dosyć silne, powodując, że Blue ugryzł się w język.

                                Czy on daje jej fory? Czy mozę naprawdę Nikita zaczęła mu dorównywać? Tego nie mogła być pewna. Wiedziała zaś że musi mu pokazać kto jest silniejszy. Zacisnęła pięści, by zadać kolejne uderzenia.

                                - Dość tego. - wrzasnął Blue uderzając bokiem w Nikite niczym taran. Dziewczyna poczuła ostry ból i odleciała dobre dwa kroki w tył, padając na ziemi.

                                Blue wyprostował się, wypluwając odrobinę krwi na podłogę i uśmiechając się podle.

                                Kravchenko syknęła, łapiąc się za bok. To nie był zdrowy pomysł by się wylegiwać, gdy ta bestia nadal stoi. Podniosła się niezdarnie dysząc ciężko.

                                - Ty naprawde chcesz mnie zabić... - Stwierdziła oczywiste. - Dlaczego? - Zapytała, choć nie spodziewała się usłyszeć odpowiedzi.

                                - Dlaczego ludzie walczą? - odpowiedział pytaniem Blue.

                                - By przetrwać, by się bronić, by walczyć za to co słuszne. Choć zdarzają się dewianci którzy czerpią z tego radość. - Odpowiedziała mu nader spokojnie, nadal trzymając się za bok.

                                - Błąd. Gówno wiesz. - stwierdził Ojciec spluwając na ziemię. - Walczymy po to aby umrzeć. Po to was stworzyłem. Meer nie był jednak w stanie dopiąć swego nawet z dostarczoną mu motywacją. Zastanawiam się, czy ty będziesz warta cokolwiek więcej? - zapytał Devil uśmiechając się.

                                To może taraz zgodzisz się porozmawiać?

                                Gargulec zadał pytanie prosto do umysłu Nikity.

                                Arkana może umrzeć wyłącznie z ręki innej arkany.

                                “Doprawdy? Pierwsze słyszę.” Odpowiedziała Albertowi, po czym zwróciła się do Ojca.

                                - To debilne. Walczyć żeby umrzeć. Powieś się i masz problem z głowy. - Rzekła oschle.

                                - Są pewne różnice między śmiercią z własnej ręki a śmiercią w walce, nie sądzisz? - uśmiechnął się Devil.

                                Cóż, to nie tak, że o coś pytałaś.

                                “Zasada o nie zadawaniu pytań, jakoś zbyt się we mnie zakorzeniła” Rzekła w duchu do Gargulca. “Nie znam zasad konspektu więc o co ja mogę pytać?” Zadała pytanie Einsteinowi.

                                - Nadal głupota. Dlaczego chcesz odrzucić własne życie, tylko po to by móc powalczyć? - Zadała pytanie prostując się nieco.

                                - Nikito. Starzeję się. Nie mam zamiaru następnej nocy obudzić się w konspekcie. - wyjaśnił zaciskając pięści. - Dlatego mam zamiar wyciąć wszystkie arkany póki nie trafi się ktoś, kto stanie ponad mną. - jego twarz znów zaczęła przybierać tego maniakalnego, zwierzęcego zarysu.

                                - Gargulec mi powiedział, że jak umrę to zostanę tam na zawsze. To dobry powód by raczej nie umierać, nie sądzisz? Ale nie chcę cię zabijać Papa. Gdybym chciała już dawno byś miał dziurę w głowie. - Rzuciła chłodno Nikita, przybierając postawę sambo. Nikitę jakby nagle coś oświeciło, a jej zaskoczony wyraz twarzy tylko to potwierdził.

                                - Tych chcesz żebym cię zabiła? - Upewniła się, obawiając się jego odpowiedzi.

                                - Bo ja wiem. - mruknął rzucając się przód z zaciśniętą pięścią.

                                Nikita zacisnęła zęby pochylając się. Pięść Devila świsnęła gdzieś koło jej ucha, gdy ta wyciągnęła ręce akcelerując swoją siłę wszczepami.

                                Z negatywnym skutkiem.

                                Mimo iż celowała w olbrzymi tors ojca, jedna ręka spudłowała a druga nie zdołała go nawet znacznie odepchnąć!

                                Niech to, dlaczego tak się stało? Musiała się od niego odsunąć i to jak najszybciej.

                                Natychmiastowo rzuciła się w bok o włos unikając kolejnej z pięści ojca.

                                Zaciskając zęby wstała gotowa na kolejną próbę.

                                Gdyby miała na to czas pewnie by odetchnęła z ulgą, że uniknęła młota jakim jest pięść Devila. To też była całkiem dobra okazja na kontr atak.

                                Zacisnęła dłoń szybko wypuszczając wzmocniony cios pod żebra przeciwnika. Blue aż drgnął od siły ciosu, lecz nim dosięgnęła go druga dłoń, dziewczyna spotkała się z równie silnym uderzeniem od strony ojca. Tylko tyle, że ona dostała w twarz, co wyrwało jeden z jej zębów, posyłając go koziołkując po podłodze.

                                Gdyby była zwykłym człowiekiem pewnie dawno by już nie żyła. Czyżby Blue naprawde był “tylko” istotą ludzką? Czy może dzięki temu ze jest Arkaną siły, czerpie z tego swoją monstrualną siłę? Zębem się nie przejęła wcale, tylko szczęką jakoś dziwnie zaczęła się jej poruszać. Postanowiła złapać Devila za włosy i przyrżnąć jej czołem w jego czoło.

                                Nie do końca ufała w powodzenie swojego planu, ale jednak okazał się on iść dość płynnie.

                                Chwyciła ojca za włosy, wzięła głęboki zamach, uderzyła...i zorientowała się, że czoło nie jest jej najlepszą bronią. Co prawda dała radę rozbić mu czoło, a to coś prawda?

                                Ojciec zacisnął zęby zirytowany bólem i chwycił ją ręką za tors.

                                Zareagowałą od razu chwytając go za tą rękę z zamiarem rzucenia nim o glebę za siebe, akcelerując swoją siłę.

                                Blue skrzywił brwi gdy odczuł narastający ból powodowany uściskiem Nikity. Uśmiechnął się podle po czym mruknął. - Psi.

                                Ręka zacisnęła się na torsie Nikity sprawiając, że drobna dziewczyna poczuła jak większość jej wnętrzności bierze udział w grupowym przytulaniu. Zacisnęła zęby z bólu gdy Ojciec uniósł ją lekko nad ziemię i cisnął z dala od siebie, zrzucając dziewczyną o podłogę.

                                Nikita wbiła się bokiem w twardą nawierzchnię, tworząc w niej pęknięcia i zostawiając za sobą podłużny ślad jak gdyby przetoczyła się przez warstwę piasku.

                                Postawiła się do klęczek łapiąc się za usta które chciały wypuścić ostatni posiłek nie tą drogą co należy.

                                To było bolesne.

                                Co to do cholery było?! Jakieś czary? Nikita zaczęła podejrzewać, zę jej się to śni. Ale ból był tak realny, że od razu odrzuciła tą opcję. Przełykając to co tak bardzo chciało się z niej wydostać wysapała.

                                - Co...jak ty? - Wysapała ledwo, dźwigając się do góry. Nadal odrobinę kręciło się jej w głowie.

                                - Jestem siłą. - powtórzył Devil stąpając spokojnie w stronę Nikity. - Czy coś ci się stało, córeczko? Walcz.

                                Kravchenko dzwignęła się do pionu. “Albert, możesz mi coś powiedzieć na temat Arkany Siła?” Zapytała Gargulca, stając w pozycji bojowej.

                                - Wszystko w porządku Tatku, dzięki że pytasz.- Rzekła ozięmble do Blue, gdy dziewczyna zaczęła także iść w jego stronę.

                                To był pierwszy raz gdy użył swojej właściwości. Jest oczywiście silny, ale takie ataki męczą go szybko.

                                Objaśnienia Einsteina nie były zbyt pomocne, Nikita nie mogła jednak zbyt wiele na to poradzić.

                                Ruszyła przed siebie i szybko kucnęła, mijając o włos pięść ojca, aby następnie wykonać obrót i uderzyć go kopnięciem w nogę.

                                Bez efektu.

                                Przewrócenie tej góry mięcha nie jest jednak aż takie proste.

                                “A kiedy ja dostanę swoją? Przydała by się” Przemknęło przez myśl Dziewczynie. Może i atak nie był skuteczny, ale ustawił ją w całkiem dogodnej pozycji do spróbowania czegoś, nowego i całkiem widowiskowego. Ale przecież nie o to chodziło...chyba.

                                Zebrała siłę w nogach i wyskoczyła w górę, prostując pięść wycelowaną w podbródek Blue Devila.

                                Mężczyzna, przygotowujący się do młota, nie zdążył wykonać uniku i choć w ostatnim momencie starał się złapać ręką Nikitę, stracił równowagę lądując na dupsku z głośnym łupnięciem.

                                Z odrobiną pogardy w wyrazie twarzy, starł z podbródka krew dając dziewczynie nieco satysfakcji.

                                - Przez 33 lata brakowało mi ojca, a teraz gdy okazało się że żyje i jesteś nim ty, chcesz abym cię zgładziła. - Rzekła ponuro Katyusha. - Dlaczego mnie to spotyka? - Zapytała przestrzeń. Wyglądało to tak jakby pozwoliła Blue się pozbierać.

                                - Powiedz mi... za kogo mnie masz? - Zapytała szczerze.

                                Ojciec Nikity uśmiechnął się, podnosząc swój tyłek z ziemi.

                                - Za moją śmierć. W którą włożyłem tyle inwestycji. No ale zobacz jak idealną kostuchą się okazałaś. - wzruszył ramionami akcentując swoją pogardę. - Wszędzie gdzie idziesz ktoś kończy martwy. Nawet dostając szansę od Einsteina nie wpadłaś na pomysł aby uratować tamtego bachora Naila. Nic wielkiego nie zdziałałaś, tylko błądząc bez celu dopuściłaś się do wielu błędów i łaskawie ktoś pozwolił ci odpokutować podczas finału...I co się okazało? Gdy tylko zrobiłaś swoje wszyscy się odwrócili i poszli w swoją stronę! Hahahaha! - Blue wybuch diabelskim śmiechem który rozbrzmiał donośnie na całym moście. Nawet głośne trzaskanie deszczu nie umywało się do dźwięczności jaką miał w sobie ten mężczyzna.

                                To co powiedział Devil bolało, a co gorsza było prawdą. Jest Hipokrtyką i ogarem który tylko czeka by puścić ją ze smyczy. Nie wykorzystywała okazji, aby zmienić bieg wydarzeń. Westchnęła głośno i sięgnęła za plecy po kosę.

                                - A więc patrz jak twoja inwestycja cię zabija. Przez chwilę naprawdę myślałam że udajesz. Ale jesteś jeszcze gorszy odemnie. Ja wykonuje tylko rozkazy, nie posiadam własnej woli. Gubię się gdy nikt nie wskazuje mi drogi. Jestem Śmiercią, a więc... śmierć nie ma przyjaciół. Nikt nie będzie po mnie płakał, nikt za mną nie zatęskni. - Kosa rozłożyła się, błysnęło światło odbijane na gładkim ostrzu, a twarz Nikity spowił cień.

                                - Pozwól że spełnię twoje życzenie. - Rzekła bez emocji biorąc zamach bronią, celując szpicem broni prosto w serce Ojca.

                                Jeden ostry ruch. Jeden zamach i ostrze wylądowało w boku wielkiej postaci jaką był Blue Devil.

                                Krew ściekała po jego podbródku gdy uśmiechnął się, chwytając Nikitę za twarz.

                                - Tak. Taka jest prawda. Jesteś tutaj tylko po to aby siać zniszczenie i przyprowadzić koniec. Podążasz za konkretną linią do konkretnego końca. Ale czy jesteś w stanie wykonać swoje zadanie gdy zostaniesz zdana na własną rękę? - jego uśmiech zwiotczał. Twarz stała się poważna. Szepnął jeszcze jedno słowo. - Psi.

                                - Żegnaj ojcze. - Rzekła ponuro o łapiąc za falcona, i strzelając kilkakrotnie w tors Devila.

                                Kule przeszyły ciało Devila. Kule wyleciały gdzieś przez jego plecy, a krwawiąca postać uśmiechnęła się, spadając na kolana.

                                Nie puścił jednak głowy swojej córki. Jego zacisk był coraz silniejszy, oczy dziewczyny zaczęły niekontrolowanie zezować, gdy wylewały się z nich łzy wywołane bólem.

                                -Może umrzemy razem? To chyba lepsze od konspektu, co? - mruknął Devil, z którego ust toczyła się krew.

                                Śmierć nie może umrzeć! To przesżło przez myśł Nikity, gdy puściła kosę i wyszarpnęła swój nóż usiłując odrąbać rękę Ojca. Liczyły się nanosekundy, nie oszczędzała wszczepów.

                                - Dlaczego!? - Wrzasnął Ojciec.

                                Nóż głęboko wbity w jego ramię sprawił, że zaczął ustępować w uścisku. Podniósł do góry swoją ociekającą posoką twarz, z której uciekały wszelkie barwy. - Dlaczego tak kurczowo trzymasz się życia!? Jesteś jak wszyscy inni ludzie! Bezwartościową, egoistyczną zgubioną jednostką której jedynym pragnienie jest sianie zniszczenia....limitujesz samą siebie mówiąc o prawie, ale w praktyce pragniesz tylko je łamać. Dlaczego odrzucasz tą...tą miłość z mojej strony!? - wrzasnął Blue, po czym wziął głęboki wydech i splunął krwią. - Co sprawia, że czujesz się specjalna!? Jeden obłąkaniec wewnątrz nieskończonej mgły!?

                                - Shto - Wydukała z niedowierzaniem, jednak zatapiała nóż coraz głębiej. - Może gdybyś... nauczył mnie tych wartości... nie była bym tym... czym jestem teraz... - Pociągnęła ostrze mocno, by uwolnić się z uścisku.

                                - Ja nie wybrałam takiego życia... ono wybrało mnie. - Dodała z trudem.

                                - I jesteś w stanie je strawić nawet w najcięższej rzeczywistości, jaką mogłem ci zaprezentować. - uśmiechnął się szczerze Blue, jak gdyby nie czół żadnego bólu. - Już sam nie wiem kto jest w błędzie. Żyj długo, kostucho. - mruknął, a Nikita mrugnęła niepewna znaczenia tych słów.

                                Biało-czarna mgła rozwiała się z scenerii gdy wysoko-kalibrowy pocisk przebił powietrze niczym tafla szkła, podążając prosto w stronę czaszki Okamijina, przebijając ją na wylot.

                                Z pustym wzrokiem, choć szerokim i szczerym uśmiechem szef CyberCorp upadł na ziemię, a pod jego głową zaczęła rozlewać się kałuża krwi.

                                Głośne pacnięcie rozległo się gdy ręka Kai wylądowała na ramieniu Nikity. Klepnięcie było pełne szczerej gratulacji od uśmiechniętej panienki z mafii. - Good job, baybe. - mruknęła.

                                Aurora odetchnęła z ulgą. - Celem wieży zazwyczaj jest prezencja najgorszej katastrofy. Przynajmniej tego nam oszczędził. Aż odnoszę wrażenie, że to była strata czasu. - stwierdziła matula.

                                Nikita uśmiechnęła się zmęczona obniżając swoją napiętą dłoń i chowając pistolet do kabury.

                                Po drugiej stronie mostu stała banda mafiozów i trójka diabłów, czy też "starych przepoconych dziadów".

                                Blue uśmiechnął się przyjacielsko i klepnął w plecy zarówno Naila jak i Kuro, wybijając z nich stres przez co i ta dwójka się uśmiechnęła.

                                - Tu grupa A. Misja zakończona. Powtarzam, misja zakończona. - mruknął Bob, mówiąc jednak do komórki a nie komunikatora.

                                -Fail line- Over.
                                End of layer 1

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • BoomyB Niedostępny
                                  BoomyB Niedostępny
                                  Boomy
                                  napisał ostatnio edytowany przez
                                  #16

                                  Layer 01EX

                                  31.Grudzień.2221
                                  23:30

                                  "Szybciej, szybciej!" Dysząc ciężko Nikita biegła przed siebie, a każdy jej krok wgniatał śnieg w ziemię.
                                  Nie mogła sobie pozwolić, aby się spóźnić. Pakunek który z sobą targała był zbyt istotny.
                                  W końcu co to za impreza bez dobrej, wysokoprocentowej wódki?
                                  Była pewna, że te walone kitajce w najlepszym wypadku będą mieli z sobą tylko sake i piwo. Piwo jeszcze jakoś przejdzie, ale to wciąż za mało na dobrego sylwestra.
                                  W końcu przed jej oczyma zaczęła wyłaniać się sylwetka jakiejś postaci w oddali. Uśmiechnęła się biegnąc przed siebie, i machając dłonią.
                                  Postać również jej odmachała. W końcu dobiegła i zatrzymała się dysząc.
                                  - Yo, Nikki. - Przywitała się Kai z uśmiechem.
                                  Zatrzymała się skacząc i obracając się bokiem, by ślizgiem zatrzymać się tuż przed nią. Złapała jeszcze kilka oddechów, rzecząc.
                                  - Zdrastvuj - Potrząsnęła paczką. - Ciężko mi się upić, więc jedna jest dla mnie. - Wyszczerzyła się. Ubrana była w swój standardowy, archaiczny strój.
                                  Kai zaciągnęła się papierosem z uśmiechem.
                                  - Nie musiałaś aż tak biec, jeszcze mamy pół godziny. - zauważyła. - Trzymasz się jakoś?
                                  - Mam wyjście? Dzięki że pytasz. - Uśmiechnęła się szeroko, po czym zaczęła przeskakiwać z nogi na nogę. - Wszyscy już są? - Zapytała niecierpliwie.
                                  Dziewczyna zastanowiła się przed odpowiedzią.
                                  - Hmm...Bob to organizuje więc pewnie dekoruje kafejkę od rana, Devil przyszedł jakiś czas temu z Nailem. Joky wpadł jakąś godzinę temu i już był pijany...Oyabun dzwonił, że mu samolot z Włoch odwołali. Aurory też nie będzie, za dużo roboty. - zaczęła wymieniać, jednak szybko jej się to znudziło. - Jedna cholera, ważne, że wódka jest.
                                  - Mam nadzieję że od samej woni nie padniesz na twarz. - Zarechotała Nikita. Nieobecność matki wcale jej nie zdziwiła. Dlaczego miałaby tracić czas na zabawę, gdy może w tym momencie pracować? Oyabun zaś, wydawał się typem który lubi się zabawić, trochę szkoda że go nie będzie. - Masz poczęstować fajką? - Wypaliła ni stąd ni zowąd. Miała rzucić na dobre, ale jakoś tak wyszło...
                                  Kyodai wzruszyła ramionami po czym sięgnęła do kieszeni i wyjęła prawie ukończoną paczkę.
                                  - Bierzcie i palcie z tego wszyscy.
                                  Katyusha od razu wzięła papierosa w zęby, z kieszeni wyciągając metalową zapalniczkę. Model przypominał tą z przed dwóch wieków, gdy były na benzynę.
                                  - Jest zakaz palenia? Czy możemy wbijać? -
                                  - Myślę, że możemy. Henry i tak zawsze jara w środku. Wyszłam bo mi duszno. - wyjaśniła dziewczyna. - A skoro już gadamy o facetach, to którego wolisz? - spytała zarzucając Nikicie rękę przez szyję. - Joky czy Bob? - w jej oczach momentalnie pojawił się wścibski połysk.
                                  Nikita zaczęła bawić się włosami. - Wiesz... Joky jest na swój sposób słodki. Ale jak zobaczyłam pierwszy raz Boba to nie mogłam oderwać od niego wzroku. - Zaśmiała się nerwowo, gładząc sie po tyle głowy.
                                  - Tch...hahaha! - Kai wybuchła gromkim śmiechem gdy tylko usłyszała komentarz Nikki. - Poważnie!? Byłam pewna, że rzucisz czymś w stylu "wolę prawdziwych mężczyzn", byłam pewna, że lecisz na Devila! - wyznała Rosjance. - Jak cię tak bardzo Bob ciekawi, to ostatnio traktują go jak Kyodai. Tyle twojego. - ucieszona zaczęła gonić w stronę drzwi.
                                  - Devil to mój ojciec, jak można lecieć na ojca? W sumie dopóki nie wiedziałam... uh.. nie ważne! - Machnęła ręką, z zawstydzonym uśmiechem.
                                  Dziewczyny szybko dostały się do budynku i pojechały windą na szczyt.
                                  Faktycznie większość znajomych już był na miejscu z wyjątkiem Oyabuna, Aurory i Onijina. Choć niekoniecznie z tym trzecim aż tyle się zadawała mimo że był teraz współwłaścicielem CyberCorp zaraz obok jej matki.
                                  - Ohayoo - krzyknęła cała grupa unosząc miseczki z sake na toast. Większość co prawda zajęta była sobą nawzajem.
                                  - Ohayo. - Odmachała większości, szukając miejsca do usadowienia się, najlepiej blisko znanych jej twarzy.
                                  Kai szybko wyrwała Nikicie torbę z ręki po czym rozlała do kieliszków jedną z wódek, szczerząc się pod nosem. Gdy Rosjanka przyglądała się kobiecie która wyraźnie coś knuła, ta podbiegła do Boba, złapała go za nadgarstek i rzuciła go naprzeciw Nikity.
                                  - Uśmiech chłopie, Nikita ma cieczkę na Boba! - wrzasnęła głośno po czym podała parze kieliszki w tle śmiechów zebranych.
                                  - E.. y... to nie tak. - Uśmiechała się nerwowo spoglądając na wszystkich. Z zaciśniętymi zębami w uśmiechu, lecz nutką złości szepnęła do Kai. - Spasiba Mudak - Kompletnie nie wiedziała co zrobić, więc pociągnęła szybko z kieliszka. Ale ją załatwiła...
                                  Jokyoku zaśmiał się głośno w rogu sali. - Kai, przestań ludzi w huja robić. - poprosił gdy Bob nerwowo poprawiał krawat naprzeciw Nikity. - To pewnie tylko żarty, co? - uśmiechnął się elegancko pełen spokoju.
                                  Z ust Nikity wydobywały się dziwne pół słowa, jakby chciała coś powiedzieć, tylko w ostatnim momencie się powtrzymywała. - Eheh... to nie tak że, ym. Znaczy. - Kravchenko zaczęła rumienić się coraz bardziej. - M-mmoże kieliszka? - Rzekła szybko, uśmiechając się głupio.
                                  Duża siostra Kai pojawiła się jak na wołanie. Wyrwała kieliszek z ręki Nikity, uzupełniła go trunkiem, podała ogłupiałemu Bobowi a półpełną butelkę wcisnęła w rękę Niki.
                                  Zaraz po tym z szerokim uśmiechem sobie poszła. Wydawało się, że cała zbieranina powstrzymuje się od śmiechu.
                                  Nikita spojrzała po wszystkich, jej twarz niemal zaczęła zlewać się z kolorem jej płaszczyka. Poczęła nalewać trunek Bob’owi, aż szyjka zaczęła dziwnie dzwonić. Spowodowane to było drżeniem rączek Katyushy. - Zdrovie! - Wzruszyła ramionami, po czym zaczęła doić wódkę, prosto z butelki. Brała duże łyki jakby to była woda. Musiała się upić i to szybko...
                                  Bob napił się niepewny tego co ma robić. - Co ostatnio porabiasz? - spytał jak gdyby nigdy nic, aby czymś uspokoić ciszę. Był prostym człowiekiem postawionym w absurdalnej sytuacji. Co miał robić?
                                  Gdy odessała się od butelki, spojrzała na Boba. - Swoją firmą ochroniarską... jednoosobową. - Wzruszyła ramionami, nieco uspokoiona. - Zresztą, sam byłeś klientem! - Zaśmiała sie, przysłaniając usta dlonią.
                                  - Coś w tym jest. - spostrzegł po czym przeżegnał się.
                                  Ogromne łapska nagle poklepały obydwu po plecach. Uśmiechnięta twarz Blue Devila znalazła się między Nikitą a Bobem.
                                  - Jak dobrze słyszeć, że mój kwiatek w końcu się rozwija. - skomentował ojciec spoglądając to na pana, to na panią.
                                  - Oh, cześć Papa. - Nieco zaskoczona, nagłym pojawieniem się Ojca. Jej twarz nabrała nieco podejrzliwy grymas. - Co rozumiesz przez rozwija? - Uniosła brew, i tak wiedząc o co chodzi Blue.
                                  - Oooh, nic wielkiego. - skomentował z uśmiechem. - Jak ci się ostatnio powodzi, Bob?
                                  Mężczyzna uśmiechnął się co wyglądało dość sztucznie. Oczywiście, że nie był pewny siebie. Dyskutował z chodzącą apokalipsą. - Całkiem dobrze, mamy nawet nowe poszlaki Charlotte...
                                  Mało się nie udławiła kieliszkiem wódki, który wciągała jeden za drugim. Ktoś w sali musiał ją posądzić o alkoholizm.
                                  - Charlotte? - Uniosła brwi. - Kim ona jest? - Spojrzała to na Blue to na Boba.
                                  Blue wyraźnie również nieświadomy z uniesioną brwią zaczął przyglądać się Bobowi. - To za kim się uganiasz?
                                  Mężczyzna poprawił okulary, napił się wódki po czym odważył ponownie odezwać. - Jest to uczennica Kuro Butta...obiecaliśmy odnaleźć ją jeżeli wesprze nas podczas turnieju...ostatnio odkryliśmy, że jest powiązana z magiem... - zaczął się wyplątywać mając nadzieję, że wszyscy pojmą iż mówi o pracy.
                                  - Magiem?! Pff.. zresztą po gównach jakie widziałam nic nie powinno mnie już dziwić. - Wzruszyła ramionami, nakładając sobie przekąski na talerzyk. Dużo przekąsek. Z prawie wypchanymi ustami po brzegi zapytała.
                                  - Ghdzie jhest? Chęchtnie pomoghę - Przepiła pokarm kieliszkiem wódki. Czy ten trunek w ogóle na nią działa?
                                  - Najpewniej tam gdzie mag. Innymi słowy nie mamy pojęcia. - odpowiedział Bob obserwując Rosjankę. - Wedle naszych badań wynika, że to mag stworzył mantikorę.
                                  Wypowiedź to przerwał nagły gromki śmiech.
                                  Gdy grupa spojrzała co się dzieje, dojrzała Kai siedzącą naprzeciw Jokyoku i Banga. Dwójka w pełni rozbawiona zalewała kieliszek chłopaka za każdym razem gdy ten ledwo odchylił się od jego ust. Japończyk sobie nie szczędził.
                                  Oblizując palce, Nikki przemówiła.
                                  - Czyli nic nie wiecie. Bez urazy. - Puściła oczko Bob’owi, po czym mimowolnie spojrzała w stronę Jokyoku. Na ten widok parsknęła śmiechem.
                                  - Byłabyś nieco bardziej otwarta, Nikki. Jakieś większe plany, konkretniejsze wydarzenia? - spytał Blue krzyżując dłonie. - Czy tak nic, po prostu? Dołączasz do smoków i Yakuzy czy może masz zamiar spędzić całe życie w sierocińcu?
                                  - Zamknę w cholerę, swoją “firmę” i chyba dołączę się do naszych uroczych przyjaciół. Swoją drogą Tatku, zajrzał byś tam czasem, pokazał dzieciakom parę sztuczek. Poza tym, masz tam paru swoich fanów. - Wyszczerzyła się z rumieńcem, wskazującym na to że wódka, zaczyna działać... w końcu.
                                  W tym momencie hałas imprezy przerwał dźwięk alarmu. Wszyscy spojrzeli na zegarek, który wskazywał północ. To był ten moment na który czekali. Ruszyli razem do okien aby zobaczyć pierwsze firewerki i zacząć świętować nadejście roku dwa tysiące dwieście dwudziestego drugiego.

                                  00:00
                                  CyberCore Corporation
                                  Biuro główne

                                  - Myślałam, że drzwi są zamknięte a ty siedzisz w włoszech. - burknęła Aurora odwracając obrotowe krzesło sprzed panelu komputera.
                                  - Nie dość, że zamykasz przedemną drzwi to jeszcze chciałbyś mnie w drugiej części świata. - odburknął Oyabun podnosząc butelkę szampana. - Co powiesz na jednego?
                                  - Yoki...
                                  Mężczyzna uśmiechnął się po czym oparł o komputer i otworzył butelkę ręką, aby zaciągnąć się z gwinta.
                                  - Manier to ci ubyło. - skomentowała kobieta gdy podał jej butelkę.
                                  - Yakuza nauczyła mnie odrobiny wolności.
                                  Aurora uśmiechnęła się. - Jak myślisz, co nas czeka w nowym roku?
                                  - Oby coś dobrego. Najlepiej jakieś zmiany. Dużo zmian. W końcu jesteśmy poza linią błędu.

                                  00:00
                                  CyberCore Corporation
                                  Piwnice

                                  Gargulec spokojnie przechadzał się korytarzem, targając swoją kosę po ziemi. Zdecydowanie było to przyjemne uczucie po latach spędzonych w konspekcie. Nawet jeżeli nie mógł pokazywać swojej twarzy dzieciom, bo się go bały.
                                  Gdy tylko stanął naprzeciw olbrzymich metalowych drzwi z zastanowieniem zaczął szukać jakiejś klamki. - Hmm... - nie znalazł żadnej oczywiście. Szczęśliwie drzwi otworzyły się same, dzięki jakiejś dziewczynie która migiem zeszła na bok.
                                  - Ludzie to płochliwe stworzenia. - stwierdził przechodząc przez drzwi. Jakkolwiek jednak mężczyzna którego za nimi zobaczył nie wyglądał na równie rozweselonego.

                                  FIN

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • KetharianK Ketharian przeniósł ten temat z Rozgrywka dnia
                                  Odpowiedz
                                  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                  Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                  • Najpierw najstarsze
                                  • Najpierw najnowsze
                                  • Najwięcej głosów


                                  • Zaloguj się

                                  • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                  Powered by NodeBB Contributors
                                  • Pierwszy post
                                    Ostatni post
                                  0
                                  • Kategorie
                                  • Ostatnie
                                  • Tagi
                                  • Popularne
                                  • Świat
                                  • Użytkownicy
                                  • Grupy