Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje WoD
  3. Rozgrywka
  4. Przysługa
Przysługa
WiredW
Wired jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Leszek DyskietkaL
Leszek Dyskietka jako
Dr Brendan Collins, Malkavian
ArchiwumXA
ArchiwumX jako
Amanda Keen, Toreador
NanatarN
Nanatar jako
Vigo Bleinert, Malkavian
Lord MelkorL
Lord Melkor jako
Jonas, Gangrel
AikoA
Aiko jako
Lara West, Brujah

Przysługa

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
24 Posty 6 Uczestników 965 Wyświetlenia 1 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • WiredW Niedostępny
    WiredW Niedostępny
    Wired jako Mistrz Gry
    napisał ostatnio edytowany przez Wired
    #8

    Stary pickup niejedno przeżył, a w rękach Lary czekało go długie życie i konanie w męczarniach, bo znana była z tego, że nie odpuszczała mechanicznym stworzeniom, a i nie jednemu dała drugie życie.
    Wrzucili rower Vigo na pakę i zbierali się by ruszyć do Amandy. Toeradorka była znana z swojego wykształcenia, jeszcze za życia studiowała na uniwersytecie Chicago, oraz współpracowała często z miejscowym Instytutem Sztuki. Kontakty te nadal podtrzymywała, więc zapewne miała dostęp do archiwów uczelni, tylko że czy one coś mogły powiedzieć na temat osób opisanych w kopertach? Sieć uczelniana była pomocna w wielu sprawach, ale zwykle natury twardej, gorzej z ludźmi a tym bardziej spokrewnionymi co zmieniają często swoje tożsamości.

    Usiedli w samochodzie, pogoda była paskudna, ściana wody lała się na szybę.
    Wszyscy wpatrywali się w Amandę, czekając aż powie którędy lub dokąd. Większość z nich kojarzyła ją albo siedzącą na uczelni, albo w Elizjum, ale chyba nie zamierzali wchodzić do uniwersytetu o tej porze?

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • ArchiwumXA Niedostępny
      ArchiwumXA Niedostępny
      ArchiwumX jako Amanda Keen, Toreador
      napisał ostatnio edytowany przez ArchiwumX
      #9

      Gdy wsiedli do samochodu Amanda wyjęła ze swojej torebki smartfona, uruchomiła aplikację nawigacyjną i wybrała opcję (...)Dom(...) i tryb samochodowy. Zobaczywszy niebieski punkcik sygnalizujący blok stojący w dzielnicy sąsiadującej od północy z kampusem Uniwersytetu Chicagowskiego, który torreadorka mieszka i trasę w podobnym kolorze łącząca ten punkt z punktem ich obecnego położenia pokazała Larze - Chcesz w trybie głosowym?

      A następnie rozejrzała się po towarzyszach i zapytała - Nie sądzicie, że ta sprawa wygląda podejrzanie? To jest przecież zadanie, które Książę zleca swoim zaufanym. - dopowiedziała z naciskiem.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • Lord MelkorL Niedostępny
        Lord MelkorL Niedostępny
        Lord Melkor jako Jonas, Gangrel
        napisał ostatnio edytowany przez
        #10

        -Dokładnie, to samo pomyślałem - Jonas skinął głową, przechylając głowę nienaturalnie na bok i taksując pozostalych spojrzenien.

        • Może Książe chce zwalić na kogoś winę, gdy sprawy pójdą nie tak? Albo to jakaś prowokacja? No bo w sumie nie wiemy kim są ci goście?
        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • Leszek DyskietkaL Niedostępny
          Leszek DyskietkaL Niedostępny
          Leszek Dyskietka jako Dr Brendan Collins, Malkavian
          napisał ostatnio edytowany przez
          #11

          Brendan trzymał głowę opartą o zimną szybę, w bezruchu tak całkowitym, że klatka piersiowa przestała nawet udawać oddech. Szeroko otwartymi, podkrążonymi fioletem oczami obserwował wyścig kropel deszczu na szkle. Dwie z nich, większe od reszty, pędziły w dół, pożerając po drodze mniejsze cząsteczki wody, aż w końcu zderzyły się na dole i spłynęły w ciemność uszczelki. System zawsze dążył do ujednolicenia. Do uproszczenia struktury.

          – Podejrzane? – parsknął. – Podejrzane byłoby, gdyby rzucił do tego gardła kogoś ważnego.
          Nie odsunął twarzy od szyby, mówiąc to samym kroplom.
          – Przecież wy nic nie rozumiecie. Myślicie, że „zaufany" to znaczy ktoś bliski? Ktoś ważny? Nie. Zaufany to jest ten, o którym wiesz, że jak go rzucisz psom na pożarcie, to nie zacznie krzyczeć za wcześnie. Ten, którego strata nie zostawi dziury w budżecie. Rzeźnik też nie sprawdza na początku nowej maczety na najlepszym udźcu, tylko bierze ochłap. Gnaty, skórę, tłuszcz... Cokolwiek. Sprawdza, czy ostrze idzie gładko, zanim weźmie się za resztę. I my jesteśmy tym ochłapem, Amando. Nasza rola... my już tam jesteśmy wpisani, na samym dole, o, takimi wielkimi literami. Po co pytać, czy nas wystawili? Jasne, że nas wystawili. Pytajcie raczej, ile razy ten nóż ma w nas uderzyć, zanim uznają, że się stępił.

          Gwałtownie wyrwał się z bezruchu. Długa, przeraźliwie chuda ręka wystrzeliła do przodu, zgięta w łokciu pod ostrym kątem. Zawisła w przestrzeni między przednimi fotelami, skierowana otwartą dłonią ku dokumentom. Kredowobiałe palce zaczęły miarowo, sucho stukać o siebie w powietrzu - kciuk uderzał o palec wskazujący i środkowy w rwanym, mechanicznym rytmie, niczym kleszcze owada, który na coś czeka. W szoferce, ponad szumem ulewy, słychać było tylko ten cichy, kostny trzask stawów.
          – Pokażcie te dokumenty. Papier trzyma wszystko. Zgięcia, pośpiech, czyjś pot, strach, cokolwiek. Wszystko zostaje na krawędziach, jak się dobrze przyjrzeć. Telefonów nie chcę. Dokumenty chcę.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          🖤
          1
          • NanatarN Niedostępny
            NanatarN Niedostępny
            Nanatar jako Vigo Bleinert, Malkavian
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #12

            Ściśnięty na tylnym siedzeniu między Jonasem i Brendanem z niecierpliwością czekał chwili kiedy wydostanie się z tej ciasnej sceny. Jonas woniał zwierzyną, a Collins machorką, panie pachniały na przednich siedzeniach.
            Powiercił się, głowę w prawo przechylił i pozazdrościł. Pozazdrościł doktorowi szyby zimnej, kropel zazdrościł przelewających się wprost tamtego twarzy, się w niego zaklinał, jego zmysłami chciał odczuwać, i już po słowach kilku kiedy ów papier do rąk wziął zapadł się niemal Bleinert w zachwyt.

            Nikt tak nie potrafił międlic papierzyska jak Collins, paluchami wytrenowanymi przez dekady miętoszenia papierosów. Spoglądał z pożądliwością Vigo jak ów martwymi opuszkami zgięcia pociera, jak lekko do nozdrzy podnosi, niby o centymetrów kilka.

            W udawaniu już przyzwyczajony wypuścił powietrze, tym samym napięcie ze smyczy spuszczając.

            -Tylko proszę bynajmniej listu nie palić. Może stać się kartą. - głośniej niż zamierzał się odezwał i z większą pewnością. - Dużo jest prawdy w tym co Collins mówi, co nie zmienia faktu, że się trzeba sprawą zająć, a nie roztrząsać dlaczego. Na to przyjdzie czas. - miasto rozmywało się za szybami pickupa, a się Bleinert niecierpliwił. - Potrzebujemy warunków, przestrzeni, sceny większej. - Niby w swobodzie pozostając, a znów się wiercił tym razem drugą stroną zainteresowany, tą od Gangrela - Niech i będzie, że wystawka. To by musiało znaczyć, że i goście wystawieni. No nie wiem. Skupmy się na zadaniu. Nie jesteśmy też byle jaką maczetą, tylko wyjątkową.

            Jak jego tresowano tak i on tresował towarzyszy. Motywację budując, ale na koniec usta wykrzywił. Się znów zapadł między mężczyzn.

            -Daleko jeszcze? - widział, na smarcie, że nie, ale tak jakoś potwierdzenia potrzebował.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • ArchiwumXA Niedostępny
              ArchiwumXA Niedostępny
              ArchiwumX jako Amanda Keen, Toreador
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #13

              - Jeśli oni też są wystawieni to też nie powinni być jacyś potężni... - odrzekła Amanda na sugestię Jonasa - Może to cienkokrwiści? Pod względem dyscyplin są strasznie słabi, ale co niektórzy zaletę, która przy podróżach lotniczych jest bezcenna. Tak się składa, że prawdziwe życie chyba nie do końca ich opuściło, dzięki temu nie dość bez problemu przejdą przez wykrywacze Drugiej Inkwizycji to mogą bez żadnych ceregieli pić, jeść, a nawet się kochać... - tu torreadorka rozejrzała się po obecnych - Wielu, z nas, młodych oddałaby się wszystko, żeby tak móc!
              Gdy już wyjaśniła swój tok myślenia ponownie zwróciła się do Jonasa - Wykonanie zadania rzecz ważna, ale w razie możliwości trzeba się pilnować, z której strony zamierzają nas kopnąć w dupę.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • AikoA Niedostępny
                AikoA Niedostępny
                Aiko jako Lara West, Brujah
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Aiko
                #14

                Lara prowadziła auto w ciszy, próbując odtworzyć trasę do lokum Amandy. Jej palce odruchowo bębiły w kierownicę. Jeszcze kilka lat temu woziła szefa gangu, a teraz to…

                Niewyraźny pomruk wyrwał się jej z ust gdy przysłuchiwała się pozostałym. Nie chciała się wdawać w te filozoficzne gatki, od tego na tylnej kanapie biała dwa świry uzupełnione przez różyczkę obok. Ubaw po pachy. Zjechała w kolejną przecznicę patrząc jak światła odbijają się w mokrej masce. Coś zrobiła nie tak w swoim nieżyciu. Nie wiedziała kiedy był ten błąd ale był to cholernie poważny błąd.

                -Ja tam tylko myślę jak tu ich jeszcze tej nocy zarąbać, bo jak się nie uda to jutro część ekipy będzie musiała się nimi zająć, a reszta tą, pożal się boże, delegacją.

                Na dłuższej prostej zerknęła na swoją koterię.

                -Bo jak nawalimy to nieważne czy to ustawka czy inna pułapka, szeryf nas ponabija na pale i wystawi na słonko.

                "When I am an old woman I shall wear purple..."

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • ArchiwumXA Niedostępny
                  ArchiwumXA Niedostępny
                  ArchiwumX jako Amanda Keen, Toreador
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez ArchiwumX
                  #15

                  Gdy samochód Lary podjechał na parking w blokowisku, gdzie mieszkała Amanda, zaprowadziła ona swoją koterię przez schludną alejkę do jegdnego z bloków. Następnie, po krótkim spacerze przez parter do windy, aby pojechać nią na ósme ostatnie piętro i tam do ostatnich drzwi na korytarzu na południe, gdzie mieściło się jej lokum. W przedsionku zdjęła swoją kurtkę i zmieniła buty wyjściowe na mule, a następnie gestem wskazała, żeby uczyniła podobnie. Po tej ceremonii przeprowadziła ich przez korytarzyk, na którego ścianach były zawieszone fotografie w ucharakteryzowane obrazów z badań cząstek elementarnych czy obserwacji radioastrologicznych. Idąc nim ominęli łazienkę, sypialnię i kuchnię, aby wejść do salonu, który służył u Amandy także za gabinet do pracy. Tu z kolei dobór obrazów był inny, bo były tu zdjęcia z pod mikroskopu czy zdjęcia samych urządzeń naukowych oraz pojazdów biorących ekspedycje.

                  Gdy już dotarli na miejsce Amanda przyprowadziła wszystkich do stołu stojącego w centrum salonu i zdjęła tkaninę leżącą na nim, pod którym okazały się wieka. Torreadorka po porządnym złożeniu takniny i odłożeniu jej na bok otworzyła wieka, a wtedy oczom zebranych ukazał się ekran stołu elektronicznego. Gospodyni uruchomiła urządzenie, założyła katalog (...)Wycieczka CD(...) i ustawiła go jako domyślny punkt zapisu nowych dokumentów. Poczyniwszy te przygotowania weszła do oprogamowania z geodanymi i wybrała (...)Lotnisko O'Hare(...), a następnie na otwartej mapce zaznaczyła sklep Herric's Grocers w piątej strefie przylotów i parking w strefie H22. Uczyniwszy to połączyła te kropki w najlepszą trasą i przedłużyła ją w kierunku wyjazdu z lotniska.
                  Skończywszy te czynności Amanda podzieliła okno w ekranie na części i zwróciła się do pozostałych - Brendan, zrób to samo dla KS. Lara ty z kolei otwórz mapę miasta, zastanów się, gdzie najlepiej przechować naszych podopiecznych i wyznacz trasy łączące to miejsce z lotniskiem i KS. Vigo zgłosiłeś się do zbadania tych papierów dyscyplinami nadwrażliwości... to jest najlepsza pora, żeby się tym zająć. Zapisz wszystko co wyczujesz, możesz skorzystać z tamtego laptopa. - tu wskazała na biurko, na którym leżał sprzęt komputerowy. I na koniec zwróciła się do Jonasa wręczając mu swoją komórkę - Weż ją i zrób fotki kontaktów jakie są zapisane na tych telefonach co dostaliśmy od Damiena. Przy okazji sprawdź czy nie ma tam, jakiś innych rzeczy... no wiesz SMSy i takie tam.

                  Gdy zadania zostały rozdane Amanda dopowiedziała - A ja w międzyczasie spróbuję uściślić skąd nasi gości mogą przylecieć. - i następnie zajęła się swoim fragmentem okna i otworzyła na nim rozkład lotów na lotnkisku O'Hare.
                  Po wejściu na ową listę zaczęła nakładać filtry. Najpierw orzuciła loty, po wyjściu z których nie dało się dojść w tempie nie wzbudzającym podejrzeń w region sklepu Herric's Grocers przed 22:00, następnie biorąc pod uwagę, że przybysze udawać, że czekają na międzylądowanie ograniczyła loty międzynarodowe do długości cyklu lotów krajowych i na koniec wybrała loty z Azji. Mając ostateczną listę lotów otworzyła mapę wspomaniengo kontynentu i zaznaczyła na lotniska żródłowe, a następnie biorąc pod uwagę, że przybysze mogą być dziennymi krwiopijcami oznaczyła regiony, z którego dojeżdżają do nich pasażerowie.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • NanatarN Niedostępny
                    NanatarN Niedostępny
                    Nanatar jako Vigo Bleinert, Malkavian
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Nanatar
                    #16

                    Cieszył się Vigo na większą scenę, ciekawość go zżerała na salony Amandy, gotyk mu się marzył, a dostał wąskie korytarzyki, butki po japońsku na wycieraczce, zamiast kubistów, lub chociaż niemiłosierny Kainie plakacistów, ściany pstrzyły, bo nie zdobiły, podkręcane zdjęcia z jakiś laboratoriów.

                    Kiedy gospodyni złożyła z pietyzmem obrus skrywający interface przeszedł go prawdziwy dreszcz. Wyobraził sobie jak składa w kostkę jego bokserki przed wejściem do skrzynki. Przez chwilę chciał uciec. Strzepnął tylko palcami odstraszając złe duchy.

                    Zaraz jednak torreadorka pozytywnie go zaskoczyła organizując pracę, co oszczędziło mu przemowy. Prawda nie miał pojęcia co ją skłoniło, by przekazywać mu do sprawdzenia listy, oddał wszystko spalcowania i zwąchania Collinsowi: telefony i kluczyki do auta dołączone do pakietu, razem z listem i notką, foty zrobił swoim smartem. Nie miał pojęcia o co chodzi z trasą do KS, toteż nie potrafił wyręczyć Brendana obarczonego na ową chwilę przedmiotami otrzymanymi od szeryfa. Przysiad się z kolei do Lary i pomógł wyszukiwać odpowiednią kryjówkę.

                    Usta zmiął, użył swojego smarta założył konspekt na ekranie. Podpinając do głównego.

                    Cel:
                    Odebrać i ukryć dwoje spokrewnionych.
                    Wiemy, że spokrewnieni wylądują: na O'Hare, nie ma sensu sprawdzać innych lotnisk. Drobna Azjatka z ciemnymi długimi włosami i zaniedbany łysy brodaty pan rasy kaukaskiej. Mamy spotkać się z nimi przy sklepie Herrick's Grocers w terminalu piątym. (Na parkingu w strefie H22), o godzinie 22.00.
                    Kolejnego wieczoru o 21.00 odstawiamy delegacje.
                    Amanda ustala dossier.
                    Kryjówka - Lara zapewne już ogarnęła, Bleinert pokrywa koszty.
                    Auta i droga przejazdu - Lara ogarnie z Amandą później.
                    Ślady na papierach - czekamy na wnioski Brendana. Dorzucam mu kluczyki do auta przekazane wraz z listem i na samym początku telefony, bo jeszcze nie zmacane przez innych.
                    Problem - jacyś rozrabiacy - zając się. Jonas, Lara i Vigo.
                    Może trzeba zakupić drony rozpoznawcze. Amanda ma tu moje finanse do dyspozycji. [to nie znaczy, że ma dostęp do kont]

                    -Lara, a ty kojarzysz tych typów w listy szeryfa. Bo coś powiedziałaś w aucie i ja myślę, że reszcie umknęło. Trzeba się tymi typami z listy zająć dziś. Na jednego mamy namiar. Nie ma chyba na co czekać. Mam w piwnicy mały arsenał, może się przydać.
                    -Co my tam mamy? - kontynuował - Noah Grawel, jakiś watażka od lotniska. Trzeba znaleźć jego słabości. Zaszantażować, powinno wystarczyć moim zdaniem. Amanda znajdziesz coś, albo ktoś. Mamy podpowiedź Felicity Miller. Szefowa do samolotów. Drugi cwel to Charlews Dawson: zadymiarz ma do dyspozycji zbirów. Może być przy Szachrajni . [To nasz pierwszy ce]; unieszkodliwić, zamurować, było bez zadymy to nie powinniśmy go zabijać, ale kto wie co los przyniesie. Na koniec Dżyngis, mamy namiar (Gold Coast 126 e Cedar Street), ale ostrzeżenie, że ostra ochrona. Może trzeba go złapać gdzieś w drodze. Wybaczcie, że się rozgadałem, ale powinniśmy się ruszyć. Biuro ogarniemy w drodze. Chyba, że Keen potrzebujesz tych zasobów, to możemy do ciebie przyjechać, jak ogarniemy pierwsze sprawy.

                    Wstał wreszcie. Chciałby się jak kot przeciągnąć, ale pokracznie wyszło.

                    -To jak to widzicie? - znów powalił się na sofę.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • AikoA Niedostępny
                      AikoA Niedostępny
                      Aiko jako Lara West, Brujah
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Aiko
                      #17

                      Nie cierpiała okolicy tego typu. Zbyt czysto… parszywie czysto. Zbyt dobrze znałą takie miejscówki z czasów pracy dla gangu. Z jednej strony zbyt łatwo tu dostrzec ślady krwi, a z drugiej za tymi sterylnymi, niepozornymi oknami kryją się zbrodnie gorsze niż w jej mordowni. Gdy szli do właściwego bloku jej oczy przesuwały się po elewacjach szukając nielegalnych burdeli.

                      W domu Amandy było tylko gorzej. Zrzuciła w wejściu ubrudzone smarem trapery i rzuciła na nie skórzaną kurtkę. Przeciągnęła się starając się rozruszać zastałe mięśnie i w samych skarpetkach weszła w głąb mieszkania różyczki. Zjadłaby coś... Jej język przesunął się po wargach… a dłoń zacisnęła się na scyzoryku w kieszeni spodni. Pogadają trochę i będzie musiała zapolować.

                      Gdy Amanda szpanowała swoim sprzętem wzrok brujaszki przesunął się po wiszących na ścianach obrazkach. Co złego jest w gołych ludziach? Lub jakichś tam pejzażach… Jej ojciec też miał sporo obrazów… pewnie kilka, na które połasiłoby się niejedno muzeum. Ciekawe co tam u tego starego pryka. Głos toreadorki wyrwał ją z zamyślenia.

                      -Tia.. -Podeszła do stołu i cały czas z jedna ręką bawiącą się scyzorykiem, zaczęła przeglądać trasy i lokale.

                      Gdy oczy wędrowały po dobrze jej znanych mapach, to myśli przegrzebywały głowę po kątem starych znajomych. Czy nazwiska z kartek obiły się jej o uszy. Z zamyślenia oderwał ja dopiero głos Vigo.

                      -Ta… ruszmy się. -Jej wzrok oderwał się od ekranu -Jestem głodna.

                      "When I am an old woman I shall wear purple..."

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      3
                      • Leszek DyskietkaL Niedostępny
                        Leszek DyskietkaL Niedostępny
                        Leszek Dyskietka jako Dr Brendan Collins, Malkavian
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Leszek Dyskietka
                        #18

                        Światło cyfrowego stołu rozlało się po salonie Amandy i zmieniło go w prosektoryjny monitor, wypolerowany do zimnego połysku. Brendan cofnął się o pół kroku gwałtownie szarpanym ruchem, w cień między regałem a framugą. Usiadł na skraju wskazanego krzesła, bokiem do blatu. Na ścianie zatrzymały go zdjęcia spod mikroskopu: kolonie, preparaty, komórki w fioletowym barwniku.
                        Amanda wskazała mu laptopa na biurku. Jego wzrok trafił na obiektyw nad ekranem, a obok niego paliła się zielona dioda. Zatrzymał się na niej o sekundę za długo. Dłoń uniosła się nad klawiaturę, zawisła o centymetr od klawiszy i wróciła do kieszeni.

                        – Lara chyba ma już na stole trasy – powiedział matowym, suchym głosem. – Z Vigo wybierze kryjówkę, więc dopisanie reszty zajmie im mniej czasu niż mnie. Ja biorę papiery od Damiena. Tracą wartość z każdą godziną.

                        Dwie Motorole leżały na skraju blatu tam, gdzie je zostawił. Chwycił pierwszą przez naciągnięty na dłoń rękaw, obrócił raz w palcach, pochylił nad zawiasem klapki do jednego płytkiego wdechu i odłożył. Z drugą zrobił to samo, szybciej. Przesunął obie w stronę Jonasa.
                        – Słyszałeś Różyczkę.
                        Wsunął między wargi suchego papierosa i rozejrzał się po salonie. Popielniczki nie było. Z kieszeni wyciągnął Zippo, kciuk trącił kółko, krzesiwo sypnęło iskrą i płomień zdążył ledwie drgnąć, zanim zatrzasnął wieczko. Papieros został w ustach, a filtr zaczął wędrować od jednego kącika do drugiego. Za jego plecami ekran stołu mrugnął, odświeżając jakąś trasę, i mięsień w szczęce Brendana drgnął raz i znieruchomiał. Lara mruczała o głodzie, Vigo o arsenale w piwnicy. Zmierzył ich wzrokiem, wypuścił z płuc martwe powietrze i wrócił do papierów.

                        Dossier rozłożył na kolanie. Na kartkach znalazł dopisek o spaleniu po lekturze i przytrzymał przy nim kciuk dłużej, niż wymagało czytanie. List leżał na wierzchu. Przeczytał go raz, powoli, od „Moi niezawodni krewni" do inicjałów.
                        – Papier zachowuje ślady pośpiechu – mruknął do kartki głosem zawieszonym w próżni. – Nacisk dłoni też. Zobaczymy, ile jeszcze potrafi powiedzieć.
                        Długie palce, z wyraźnie zarysowanymi pod skórą ścięgnami, zaczęły badać ostre zgięcia, jedno po drugim, próbując rozpoznać, które powstały jednym ruchem, które były poprawiane i w którym miejscu kartka leżała pod czyjąś dłonią zbyt długo. Przysunął do twarzy róg koperty, potem kluczyki i pozostałe fanty, i wciągnął powietrze nosem. Pod fastfoodowym tłuszczem z Tooleya próbował oddzielić ślady Damiena od wszystkiego, co znalazło się na kopercie wcześniej: obcy zapach, włókno materiału, drobinę brudu. Próbował policzyć warstwy: ile rąk, ile razy, w jakiej kolejności.

                        Oczy w tym czasie przesuwały się po odręcznych notatkach Damiena, linijka po linijce. Śledził nacisk pióra i nachylenie liter, miejsca, w których linia gęstniała albo rwała się, skreślenia, dopiski dorzucone szybciej niż reszta tekstu. Przerzucił kartkę z dossier.
                        – Dawson. Akta mówią, że usłyszał o delegacji i dał tąpnięcie: wyśle komponenty, żeby nas obserwowały. Komponenty mają okablowanie, a okablowanie ma jeden zacisk, jedną osobę, która odbiera rozkaz i rozdaje go dalej. Tego zacisku szukam, gdzieś w Szachrajni. Remont daje mi powód, żeby się tam pojawić. Przy tylu obcych twarzach jeszcze jeden facet z teczką jest szumem w tle.
                        Filtr papierosa przesunął się do drugiego kącika ust.
                        – Spróbuję zostać z nim sam na sam, choć lista i tak już istnieje, a my wisimy na niej gdzieś w środku. Klika minut wystarczy, żeby odczytać, co wie o gościach, i wpisać tam coś innego: lot opóźniony, lądowanie na Midway, przylot wczoraj i odjazd. Jego komponenty pojadą tam, gdzie je skierują, i będą pilnować pustego terminalu. Dawson dostanie meldunki, które do ni…
                        Zawiesił głos. W ciszy trzasnął mu staw palca.
                        – …czego nie prowadzą. Jeśli się uda, nikt z jego ludzi nie zapamięta rozmowy ze mną.

                        Pochylił głowę w stronę Lary.
                        – Zjedz przed wyjściem. Głodna głowa wybiera najbliższy cel.
                        Wyprostował się i przesunął kciukiem po rogu kartki.
                        – Książę prosi o stłumienie ognia. Bez trupów, bez dymu, bez wybitej szyby. Zaczynam od adresu i planu budynku. Amando, masz coś o Szachrajni w remoncie?

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        🖤
                        1
                        • ArchiwumXA Niedostępny
                          ArchiwumXA Niedostępny
                          ArchiwumX jako Amanda Keen, Toreador
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #19

                          Gdy Amanda usłyszała o Szachrajni dała znak Brendanowi, aby pokazał jej na chwilę list, w którym mowa o tym budynku. Gdy zorientowała się o co chodzi wróciła do swojego miejsca przy stole i po zminimalizowaniu dotychczasowego okna otworzyła ponownie bazę z geodanymi, aby poszukać lokalu. W razie braku pozycji była gotowa wyszukać informacje o remontach w regionie Rogers Park. Po zdobyciu potrzebnych adresów planowała pobrać informacje z publicznych rejestrów Departamentu Budownictwa, rejestru hipotek itp. oraz uzupełnić je o wyniki szybkiego wyszukiwania w internecie.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • NanatarN Niedostępny
                            NanatarN Niedostępny
                            Nanatar jako Vigo Bleinert, Malkavian
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Nanatar
                            #20

                            Pozycja na podłodze obok Lary nie była tak wygodna jak sofa, którą opuścił, ale zapewniała dobre towarzystwo. Kobieta obok jego ramienia emanowała energią, która i jemu się udzielała, spijał ją jak rasowy wampir. Miał z tego miejsca tez dobry punkt obserwacyjny na miętoszącego Collinsa. Słuchał go uchem jednym, uwagę skupiając na wcześniej podjętych decyzjach. Wynajął drugie auto, hotel i zarezerwował czas trzody na jutro. Zaczął nanosić nowe dane na mapę wycieczki, kiedy czułe ucho zarejestrowało zaklęte w enigmę słowa Brendana.

                            Siedział skupiony i słuchał licząc, że ktoś mu wytłumaczy, nie chciał na głupca, czy ignoranta wychodzić.

                            I znów na jedzeniu się skończyło, to mu przypomniało o głodzie. Nim się jednak ruszył obwieścił swoje.

                            -Mamy wynajęte drugie auto. Pokój w Hotelu Grande. W garażu podziemnym lotniska wsiądziemy na dwa auta i pojedziemy w stronę hotelu. Hotel Grande jest wprawdzie budynkiem międzywojennym, ale posiada duże piwnice, nie do końca zagospodarowane. To idealne miejsce by schować tam wampiry z klasą. Mało kto wie, ale piwnice te mają wejścia do kanałów pod miastem. - zawiesił - Tam nie pojedziemy z delegacją, tam pojedzie moja trzoda. Po drodze do hotelu jest długi tunel drogowy, w tunelu jest kilka wejść do kanałów burzowych. Bez obaw, nie będziemy brnąc w gównie. Tamtędy dostaniemy się na posesję przy Lower Hill 123. To były budynek ambasady Republiki Federalnej, obecnie przeznaczony do rozbiórki. Budynek pochodzi z okresy zimnej wojny i posiada schron atomowy, oraz drogę ewakuacyjną. O tych rzeczach wie może jakiś stary Niemiec na wakacjach w Turcji, ja i kilku nerdów. Tam właśnie ukryjemy naszą delegację. - wstał i rozłożył ręce - Trzeba będzie jeszcze dograć jak rozlokujemy trzodę i spokrewnionych w autach, ale na tą chwilę to chyba dobry plan.

                            Jakby mu się humor poprawił. A gdyby się jeszcze udało kogoś wyssać na gorącą głowę.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            1
                            • Lord MelkorL Niedostępny
                              Lord MelkorL Niedostępny
                              Lord Melkor jako Jonas, Gangrel
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Lord Melkor
                              #21

                              Jonas rozgłądał się po mieszkaniu Amandy. Taka tematyka naukowo-astronomiczna nie była do końca w jego stylu, ale wyglądałą ciekawie. Natomiast stół i jego możliwości - to robiło większe wrażenie. Naukowiec który został spokrewniony - to chyba nie byłe częste przypadki. Zdjął swojej adidasy i usiadł tak żeby mieć widok na okno, na wypadek gdyby pojawiła się w nim jego sowa, którą wiedzona mentalną więzią famulusa miała podąząć za samochodem, natomiast w razie gdyby się zgubiła miała wrócić do schronienia. Zawsze czuł się pewniej, mając koło siebie dodatkową parę oczu, szczególnie jej.

                              Próbował przypomnieć sobie coś więcej na temat tej trójki wskazanej w liście od Księcia, niestety bezkutecznie. Dlatego też w milczeniu słuchał planów reszty. Słowa Vigo brzmiały bardzo racjonalnie jak na przedstawiciela Klanu uważanego za skaźonego szlaleństwem. Brendana jakoś mniej darzył sympatią - nie lubił jak wydawał mu obcesowe polecenia tym swoim zimnym tonem. Zbył milczeniem słowa Doktora ale zgodnie z prośbą Lary zajął się studiowaniem zawartości telefonów. Były one bardziej skomplikowane, niż te które pamiętał przez przeistoczeniem, na szczeście od czasu do czasu sam używał "komórki", dbając żeby na stałe nie była ona podłączona do sieci ani żeby nie było w niej karty SIM. Dotarły do niego plotki o łowcach i ich metodach.

                              Kiedy Vigo przedstawił swój plan ukrycia gości Księcia, przekrzywił głowę na bok i uśmiechnał się do niego spod orlego nosa:

                              • Dobry pomysł żeby ich ukryć w nieoczywistym miejscu...jeśli oczywiście będą chcieli współpracować.. najlepiej byłoby się jakoś dowiedzieć kto do nas przyjeżdza. Amando, może jacyś członkowie twojego Klanu byliby skłonii poplotkować?

                              Następnie sporzał na Larę, która wydawała się niespokojna.

                              • No tak, jak jesteście głodni powinniście się napić się, zanim udamy się do tej Szachrajni. Mam nadzieję, że uda nam się rozwiązać sprawę bez przemocy ale nie wiemy co się wydarzy. Tylko uważajmy żeby nie narobić bałaganu, co nie? - Nie chciał się wgłębiać w szczegóły żywienia swoich towarzyszy. On sam od dawna unikał picia z ludzi, ale oni z tego co wiedział, nie. Miał tylko nadzieję, że nikogo przy tym zanadto nie krzywdzą.
                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • NanatarN Niedostępny
                                NanatarN Niedostępny
                                Nanatar jako Vigo Bleinert, Malkavian
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #22

                                Odbijało się w uszach Bleinertowi coś o bałaganie, był innego zdania, w bałaganie czuł się swobodnie, wypić coś dobrego to inna sprawa. Napiłby się chętnie, myślał o piciu, nie próbował tego ukrywać pod innymi słowami, wyzbył się już podobnej naiwności.

                                Stał zawieszony pośrodku salonu. Nie mógł się doczekać pozyskanych przez Amandę informacji, się niecierpliwił się, rozłożył ręce w nieco mesjańskiej pozie, zamachał paluszkami i jakby coś do niego dotarło.

                                -Czekaj Collins, mówisz, że ten Dawson sieje ferment, że z kimś się spotkał i wynajął, hakerów, drony, żeby nas śledziły? I że w tej Szachrajni jest ktoś kogo ty zmanipulujesz, wmawiając, że nasi delegaci wylądują gdzie indziej? Czy, że ktoś już to zrobił? Będziemy cię tam osłaniać. Jest jeszcze ta pani od przylotów, z departamentu, Felicity Miller. Zależna od Grewala. Może ją trzeba znaleźć. Tak czy inaczej trzeba się ruszyć.

                                Czekając researchingu Toreadroki zaglądnął do sanitarki. Sprawdził rewolwer. Przemył twarz, prędko przeszukał szafki, wyszedł z sanitarki z buteleczką Yves Saint Laurent Black Opium (N° 250), spostrzegł zdziwienie w oczach Keen.

                                -Lubię. - pochwalił i odniósł, miał ochotę spróbować na sobie, ale w głowie tkwiła potrzeba zachowania anonimowości.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • Leszek DyskietkaL Niedostępny
                                  Leszek DyskietkaL Niedostępny
                                  Leszek Dyskietka jako Dr Brendan Collins, Malkavian
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #23

                                  Brendan milczał. Kciuk przesuwał po krawędzi teczki, raz, potem drugi, aż paznokieć zatrzymał się na zagięciu kartonu. Nie podnosił głowy. Wargi poruszyły się bezgłośnie, szczęka napięła się i puściła. Odpowiedź układał z osobnych słów, obracał każde w myślach i odkładał te, które nie wytrzymywały ciężaru. Okablowanie odpadło pierwsze, zacisk zaraz za nim, a jedno z nich zostawiło w ustach posmak popiołu. Kiedy uniósł wzrok, palce na teczce znieruchomiały.

                                  Wstał w dwóch rzutach, najpierw kolana, potem kręgosłup, i ruszył za Vigo, trzymając cztery kroki dystansu. Na ścianach wisiały tory cząstek, srebrne spirale na czerni, każda rozwidlona w miejscu, gdzie coś zostało rozbite. Minął trzy kadry bez jednego spojrzenia. Czwarty miał pętlę, która prawie się domykała i za każdym razem o włos mijała własny początek. Brendan przeszedł pod nią i dalej.

                                  Drzwi łazienki stały uchylone. Przez szparę przebił się suchy trzask bębenka obracanego pod palcem, potem drugi, i szum odkręcanego kranu. Zatrzymał się przy framudze, w pasie światła, i przyłożył dłoń płasko do chłodnego tynku. Po chwili zdjął ją i wszedł bokiem, z dala od klamki.

                                  W łazience pachniało mokrą porcelaną i szarym mydłem, a pod spodem oliwą do broni, ciężką, z cierpkim metalicznym tłem. Vigo stał pochylony nad umywalką, woda skapywała mu z twarzy na kołnierz. Brendan szukał w lustrze jego oczu.

                                  – Okablowanie, o którym mówiłem w salonie – zaczął i zdanie pękło mu w środku. Następne słowo zjawiło się w złym rodzaju, potem w złym języku, potem w kawałkach: zacisk, przekładnia, kleszcze. Wyjął papieros z ust i przytrzymał go między palcami. Grdyka poszła w dół i w górę, dociskając rozsypane głoski do dna gardła. Zostało mu jedno słowo, Dawson, i od niego zaczął.
                                  – Dawson ma ludzi. Dostają polecenia od jednej osoby i przekazują je dalej, a ta osoba nie widzi, co dzieje się potem. Dostarcza… – urwał, zacisnął szczękę i poprawił się wolniej, wymawiając każdą sylabę osobno. – Odbiera. Odbiera polecenia i rozdaje je. Z papierów Damiena nie wyczytałem niczego o hakerach ani dronach. To był obraz, Bleinert.

                                  Spojrzał na wodę ściekającą do odpływu.
                                  – Nikt jeszcze niczego nie zmienił w głowach jego ludzi. Spróbuję to zrobić ja, jeśli zdążę dotrzeć do tego, kto odbiera.
                                  Vigo w tym czasie przesuwał flakony na półce szafki nad umywalką, szkło o szkło, jeden, potem drugi. Dolna szuflada zasunęła się z cichym stuknięciem. Brendan zniżył głos do rejestru, w którym rozmawia się z kimś na skraju kozetki, i próbował złapać rytm jego płytkich oddechów. Cofnął się o pół kroku, bliżej drzwi.
                                  – Szachrajnia... Ty przeczytasz ten budynek. Rozkład pomieszczeń. Ślepe ściany. Zobaczysz to, czego nie ma w papierach.
                                  Wyciągnął przed siebie otwartą dłoń, palce rozstawione i nieruchome.
                                  – Mam protokół. Przetestowany. Mogę pójść sam. Sam przejdę. Ale we dwóch... we dwóch będzie lepiej. Wejdziemy jako zespół inspekcji budowlanej. Będziemy sprawdzać stan techniczny budynku. Potrzebujemy dwóch kasków i dwóch kamizelek odblaskowych. Teczkę mam. Ty załatwisz kaski i kamizelki przed wyjściem.
                                  Wciągnął powietrze nosem.
                                  – Tylko my dwaj, Vigo. Ty patrzysz w sufit. Tablica w ręku. Ludzie omijają tych, którzy wyglądają na zajętych. Mnie wystarczy kilka minut. Więcej ludzi... nie. Większa grupa to błąd. Tłum rodzi pytania. Tłum zostawia ślady.

                                  Odwrócił się i zniknął w korytarzu, zostawiając Vigo przy otwartej szafce. Dystans pokonał szybciej niż w tamtą stronę, z ramionami przy ciele. W salonie zatrzymał się za krzesłem Amandy, tak by światło stołu padło mu na ramię i zostawiło twarz w cieniu.
                                  – I jak? – zapytał.

                                  Wrócił na skraj swojego krzesła, sięgnął pod nie po teczkę i oparł ją o kolano. Rozłożył dossier na stronie z nazwiskiem Dawsona. Kciuk trafił na zagięcie, które badał już wcześniej, palce poszły do następnego, ostrzejszego, i do tego, które ktoś prostował kilka razy z rzędu. Przyłożył kartkę do nosa i próbował zaciągnąć się nią głęboko, do dna płuc.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  🖤
                                  1
                                  • NanatarN Niedostępny
                                    NanatarN Niedostępny
                                    Nanatar jako Vigo Bleinert, Malkavian
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #24

                                    Bleinert był próżny niemal tak jak Toreadore, szaleństwo objawia się wszak w różny sposób, a on pragnął atencji, karmił się nią na równi z vitae, czym więcej jej miał, tym więcej pragnął. Się uczył kontrolować, ale to było jak z alkoholizmem, jak już poszedł pierwszy kieliszek, uzależniony pławił się w nałogu. Niemniej nie wpadał Vigo w emfazę, z zaciekawieniem i uwagą śledził ruchy i tropy, którymi podążał Collins.

                                    Propozycja wydawała się interesująca, ruszyć się, działać, pragnął tego. Bał się tylko porzucić kontakt z koterią.

                                    -Zgoda, wejdziemy razem. Tylko trzeba zorganizować ruchy reszty, by nie trwonili czasu. Nie wiem: skrzynki, ziemię? Przesadzam? Jak Amanda wyłapie tego lotnika i jego wtykę to może tam Jonas z Laurą powęszy. Mogą też nas ubezpieczać z auta.

                                    Chciał coś dodać, ale uznał, że zbędne. Kto co widział i wiedział, wystarczało.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0

                                    Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                    Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                    Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                    Zarejestruj się Zaloguj się
                                    Odpowiedz
                                    • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                    Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                    • Najpierw najstarsze
                                    • Najpierw najnowsze
                                    • Najwięcej głosów


                                    • Zaloguj się

                                    • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                    • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                    Powered by NodeBB Contributors
                                    • Pierwszy post
                                      Ostatni post
                                    0
                                    • Kategorie
                                    • Ostatnie
                                    • Tagi
                                    • Popularne
                                    • Świat
                                    • Użytkownicy
                                    • Grupy
                                    • Strona startowa