Przysługa
-
Jonas rozgłądał się po mieszkaniu Amandy. Taka tematyka naukowo-astronomiczna nie była do końca w jego stylu, ale wyglądałą ciekawie. Natomiast stół i jego możliwości - to robiło większe wrażenie. Naukowiec który został spokrewniony - to chyba nie byłe częste przypadki. Zdjął swojej adidasy i usiadł tak żeby mieć widok na okno, na wypadek gdyby pojawiła się w nim jego sowa, którą wiedzona mentalną więzią famulusa miała podąząć za samochodem, natomiast w razie gdyby się zgubiła miała wrócić do schronienia. Zawsze czuł się pewniej, mając koło siebie dodatkową parę oczu, szczególnie jej.
Próbował przypomnieć sobie coś więcej na temat tej trójki wskazanej w liście od Księcia, niestety bezkutecznie. Dlatego też w milczeniu słuchał planów reszty. Słowa Vigo brzmiały bardzo racjonalnie jak na przedstawiciela Klanu uważanego za skaźonego szlaleństwem. Brendana jakoś mniej darzył sympatią - nie lubił jak wydawał mu obcesowe polecenia tym swoim zimnym tonem. Zbył milczeniem słowa Doktora ale zgodnie z prośbą Lary zajął się studiowaniem zawartości telefonów. Były one bardziej skomplikowane, niż te które pamiętał przez przeistoczeniem, na szczeście od czasu do czasu sam używał "komórki", dbając żeby na stałe nie była ona podłączona do sieci ani żeby nie było w niej karty SIM. Dotarły do niego plotki o łowcach i ich metodach.
Kiedy Vigo przedstawił swój plan ukrycia gości Księcia, przekrzywił głowę na bok i uśmiechnał się do niego spod orlego nosa:
- Dobry pomysł żeby ich ukryć w nieoczywistym miejscu...jeśli oczywiście będą chcieli współpracować.. najlepiej byłoby się jakoś dowiedzieć kto do nas przyjeżdza. Amando, może jacyś członkowie twojego Klanu byliby skłonii poplotkować?
Następnie sporzał na Larę, która wydawała się niespokojna.
- No tak, jak jesteście głodni powinniście się napić się, zanim udamy się do tej Szachrajni. Mam nadzieję, że uda nam się rozwiązać sprawę bez przemocy ale nie wiemy co się wydarzy. Tylko uważajmy żeby nie narobić bałaganu, co nie? - Nie chciał się wgłębiać w szczegóły żywienia swoich towarzyszy. On sam od dawna unikał picia z ludzi, ale oni z tego co wiedział, nie. Miał tylko nadzieję, że nikogo przy tym zanadto nie krzywdzą.
-
Odbijało się w uszach Bleinertowi coś o bałaganie, był innego zdania, w bałaganie czuł się swobodnie, wypić coś dobrego to inna sprawa. Napiłby się chętnie, myślał o piciu, nie próbował tego ukrywać pod innymi słowami, wyzbył się już podobnej naiwności.
Stał zawieszony pośrodku salonu. Nie mógł się doczekać pozyskanych przez Amandę informacji, się niecierpliwił się, rozłożył ręce w nieco mesjańskiej pozie, zamachał paluszkami i jakby coś do niego dotarło.
-Czekaj Collins, mówisz, że ten Dawson sieje ferment, że z kimś się spotkał i wynajął, hakerów, drony, żeby nas śledziły? I że w tej Szachrajni jest ktoś kogo ty zmanipulujesz, wmawiając, że nasi delegaci wylądują gdzie indziej? Czy, że ktoś już to zrobił? Będziemy cię tam osłaniać. Jest jeszcze ta pani od przylotów, z departamentu, Felicity Miller. Zależna od Grewala. Może ją trzeba znaleźć. Tak czy inaczej trzeba się ruszyć.
Czekając researchingu Toreadroki zaglądnął do sanitarki. Sprawdził rewolwer. Przemył twarz, prędko przeszukał szafki, wyszedł z sanitarki z buteleczką Yves Saint Laurent Black Opium (N° 250), spostrzegł zdziwienie w oczach Keen.
-Lubię. - pochwalił i odniósł, miał ochotę spróbować na sobie, ale w głowie tkwiła potrzeba zachowania anonimowości.
-
Brendan milczał. Kciuk przesuwał po krawędzi teczki, raz, potem drugi, aż paznokieć zatrzymał się na zagięciu kartonu. Nie podnosił głowy. Wargi poruszyły się bezgłośnie, szczęka napięła się i puściła. Odpowiedź układał z osobnych słów, obracał każde w myślach i odkładał te, które nie wytrzymywały ciężaru. Okablowanie odpadło pierwsze, zacisk zaraz za nim, a jedno z nich zostawiło w ustach posmak popiołu. Kiedy uniósł wzrok, palce na teczce znieruchomiały.
Wstał w dwóch rzutach, najpierw kolana, potem kręgosłup, i ruszył za Vigo, trzymając cztery kroki dystansu. Na ścianach wisiały tory cząstek, srebrne spirale na czerni, każda rozwidlona w miejscu, gdzie coś zostało rozbite. Minął trzy kadry bez jednego spojrzenia. Czwarty miał pętlę, która prawie się domykała i za każdym razem o włos mijała własny początek. Brendan przeszedł pod nią i dalej.
Drzwi łazienki stały uchylone. Przez szparę przebił się suchy trzask bębenka obracanego pod palcem, potem drugi, i szum odkręcanego kranu. Zatrzymał się przy framudze, w pasie światła, i przyłożył dłoń płasko do chłodnego tynku. Po chwili zdjął ją i wszedł bokiem, z dala od klamki.
W łazience pachniało mokrą porcelaną i szarym mydłem, a pod spodem oliwą do broni, ciężką, z cierpkim metalicznym tłem. Vigo stał pochylony nad umywalką, woda skapywała mu z twarzy na kołnierz. Brendan szukał w lustrze jego oczu.
– Okablowanie, o którym mówiłem w salonie – zaczął i zdanie pękło mu w środku. Następne słowo zjawiło się w złym rodzaju, potem w złym języku, potem w kawałkach: zacisk, przekładnia, kleszcze. Wyjął papieros z ust i przytrzymał go między palcami. Grdyka poszła w dół i w górę, dociskając rozsypane głoski do dna gardła. Zostało mu jedno słowo, Dawson, i od niego zaczął.
– Dawson ma ludzi. Dostają polecenia od jednej osoby i przekazują je dalej, a ta osoba nie widzi, co dzieje się potem. Dostarcza… – urwał, zacisnął szczękę i poprawił się wolniej, wymawiając każdą sylabę osobno. – Odbiera. Odbiera polecenia i rozdaje je. Z papierów Damiena nie wyczytałem niczego o hakerach ani dronach. To był obraz, Bleinert.Spojrzał na wodę ściekającą do odpływu.
– Nikt jeszcze niczego nie zmienił w głowach jego ludzi. Spróbuję to zrobić ja, jeśli zdążę dotrzeć do tego, kto odbiera.
Vigo w tym czasie przesuwał flakony na półce szafki nad umywalką, szkło o szkło, jeden, potem drugi. Dolna szuflada zasunęła się z cichym stuknięciem. Brendan zniżył głos do rejestru, w którym rozmawia się z kimś na skraju kozetki, i próbował złapać rytm jego płytkich oddechów. Cofnął się o pół kroku, bliżej drzwi.
– Szachrajnia... Ty przeczytasz ten budynek. Rozkład pomieszczeń. Ślepe ściany. Zobaczysz to, czego nie ma w papierach.
Wyciągnął przed siebie otwartą dłoń, palce rozstawione i nieruchome.
– Mam protokół. Przetestowany. Mogę pójść sam. Sam przejdę. Ale we dwóch... we dwóch będzie lepiej. Wejdziemy jako zespół inspekcji budowlanej. Będziemy sprawdzać stan techniczny budynku. Potrzebujemy dwóch kasków i dwóch kamizelek odblaskowych. Teczkę mam. Ty załatwisz kaski i kamizelki przed wyjściem.
Wciągnął powietrze nosem.
– Tylko my dwaj, Vigo. Ty patrzysz w sufit. Tablica w ręku. Ludzie omijają tych, którzy wyglądają na zajętych. Mnie wystarczy kilka minut. Więcej ludzi... nie. Większa grupa to błąd. Tłum rodzi pytania. Tłum zostawia ślady.Odwrócił się i zniknął w korytarzu, zostawiając Vigo przy otwartej szafce. Dystans pokonał szybciej niż w tamtą stronę, z ramionami przy ciele. W salonie zatrzymał się za krzesłem Amandy, tak by światło stołu padło mu na ramię i zostawiło twarz w cieniu.
– I jak? – zapytał.Wrócił na skraj swojego krzesła, sięgnął pod nie po teczkę i oparł ją o kolano. Rozłożył dossier na stronie z nazwiskiem Dawsona. Kciuk trafił na zagięcie, które badał już wcześniej, palce poszły do następnego, ostrzejszego, i do tego, które ktoś prostował kilka razy z rzędu. Przyłożył kartkę do nosa i próbował zaciągnąć się nią głęboko, do dna płuc.
-
Bleinert był próżny niemal tak jak Toreadore, szaleństwo objawia się wszak w różny sposób, a on pragnął atencji, karmił się nią na równi z vitae, czym więcej jej miał, tym więcej pragnął. Się uczył kontrolować, ale to było jak z alkoholizmem, jak już poszedł pierwszy kieliszek, uzależniony pławił się w nałogu. Niemniej nie wpadał Vigo w emfazę, z zaciekawieniem i uwagą śledził ruchy i tropy, którymi podążał Collins.
Propozycja wydawała się interesująca, ruszyć się, działać, pragnął tego. Bał się tylko porzucić kontakt z koterią.
-Zgoda, wejdziemy razem. Tylko trzeba zorganizować ruchy reszty, by nie trwonili czasu. Nie wiem: skrzynki, ziemię? Przesadzam? Jak Amanda wyłapie tego lotnika i jego wtykę to może tam Jonas z Laurą powęszy. Mogą też nas ubezpieczać z auta.
Chciał coś dodać, ale uznał, że zbędne. Kto co widział i wiedział, wystarczało.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się