Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje D20
  3. Rozgrywka
  4. Jakub zwany Puchatym
Stubramie
Janusz PodziemiJ
Janusz Podziemi jako
Bezimienny Król
Mistrz Gry
Dust MephitD
Dust Mephit jako
Jakub „Puchaty”
AgapeA
Agape jako
Pluskwa
NabuchodonozorN
Nabuchodonozor jako
Ystyriaeth
Leszek DyskietkaL
Leszek Dyskietka jako
Notturno-09-REM

Jakub zwany Puchatym

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
soloretrospekcja
5 Posty 2 Uczestników 46 Wyświetlenia 1 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Janusz PodziemiJ Niedostępny
    Janusz PodziemiJ Niedostępny
    Janusz Podziemi jako Bezimienny Król
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Janusz Podziemi
    #1

    Sześć tygodni temu obudziłeś się pod zachodnią bramą miasta. Byłeś ranny i nie pamiętałeś niczego sprzed tamtego dnia. Znalazł cię Trzewik, niziołek z Bractwa Ostiariuszy, które opiekuje się przybyszami. To on nazwał cię Puchatym, bo tego samego dnia pod bramą ktoś widział bestię podobną do niedźwiedzia, która przegoniła rabusiów napadających na kupców. Kiedy odzyskałeś siły, Trzewik zauważył, że twoje ręce pamiętają coś, czego ty nie pamiętasz, i załatwił ci pracę u kowala.

    Od tamtej pory jesteś czeladnikiem w kuźni mistrza Teriona.

    79b8f4c3-6bee-467f-878b-c86ef2464a1c-image.jpeg

    Kuźnia stoi w Miechach, dzielnicy kowali, płatnerzy i wynalazców, która wspina się po stoku ku Czarnym Urwiskom. Urwiska to wysoka ściana skalna nad miastem, podziurawiona setkami otworów. To wejścia do katakumb, w których Stubramie od tysięcy lat chowa zmarłych. Z ulicy wyglądają jak okna domu, w którym nikt nie zapala światła.

    Główna ulica Miechów nie jest ulicą, tylko schodami. Setki kamiennych stopni pną się pod górę między warsztatami, a z boku, w wyżłobionym rowku, spływa strużka wody z kanatów, podziemnych kanałów, które nawadniają miasto. Kowale czerpią z niej do hartowania, kłócąc się o każdy kubeł.

    Domy po obu stronach schodów rosną jeden na drugim. Dół to kamień, starszy niż miasto, wyżej drewno, blacha i rury, a z każdego piętra zwisają łańcuchy, koła zębate i bloki, na których wciąga się ciężary. Przed warsztatami stoją stojaki pełne grotów i drzewców, skrzynie złomu, beczki z węglem. Nad drzwiami jednego z nich wisi czaszka byka. Terion przechodzi pod nią codziennie i nigdy na nią nie patrzy.

    Tłum na schodach jest taki, jakiego nie zobaczysz nigdzie indziej. Ork w skórzanym fartuchu wnosi na ramieniu wiązkę żelaznych prętów. Ktoś z łuskowatą jaszczurczą głową pcha pod górę wózek z przenośnym piecem. Diabelstwo o czerwonej skórze i z ogonem zamiata stopnie. Kenku, człowiek-ptak z dziobem zamiast ust, przebiera w skrzynce gwoździe i śrubki, po jednej sztuce do każdej przegródki. Pod ścianą stara kobieta w szerokim kapeluszu, z nosem długim jak dziób, ogląda pod światło koło zębate i targuje się o nie z handlarzem złomu.

    Najbliżej waszej kuźni siedzi olbrzymi żelazny człowiek, trzy razy wyższy od ciebie, pordzewiały i nieruchomy. Nikt nie wie, kto go zbudował ani ile ma lat. Gnomka w goglach i z jedną dłonią ze stali, której wszyscy tu schodzą z drogi, grzebie mu w piersi, a brodaty krasnolud trzyma jej latarnię. Robią to od miesięcy. Olbrzym jeszcze ani razu się nie poruszył.

    Na tych schodach są cztery kuźnie obok siebie. Żadna nie ma przedniej ściany, więc paleniska są otwarte na ulicę, a przechodnie idą przez gorące powietze.

    Mistrz Terion jest minotaurem. Ma byczą głowę z rogami i ciało jak beczka, a sierść na karku zawsze przyprószoną sadzą. Jest tak wysoki, że rogami rysuje belki stropu. Mimo to mówi cicho i spokojnie, a młota prawie nie wypuszcza z ręki. Ma zwyczaj, który zauważyłeś pierwszego dnia: przygląda się ludziom tak, jak ogląda kawałek żelaza przed kuciem, jakby sprawdzał, do czego się nadają. Wieczorami schodzi do piwnicy przez klapę w podłodze za paleniskiem. Zabiera ze sobą drzewce do broni, „do naprawy”, a wraca z pustymi rękami.

    Galatea, którą wszyscy nazywają Świerszczem, jest uczennicą w tej kuźni od trzech lat. Jest odmieńcem, istotą, która potrafi zmieniać wygląd twarzy. W kuźni nosi twarz wysokiej, złotowłosej piękności. Tylko dłonie ma pokryte oparzeniami, bo wciąż źle trzyma szczypce. Mówi bez przerwy i z wielką pewnością siebie, a prawie zawsze się myli. Przez sześć tygodni dowiedziałeś się od niej, że stal hartuje się w mleku i że dziura w bruku za rogiem prowadzi do skarbca dawnego króla. Kiedy ktoś ją poprawia, jej twarz na chwilę zaczyna się zmieniać, sama z siebie, a rozmowa schodzi na inny temat.

    Twoja praca jest prosta: dmuchać miechem, nosić węgiel, trzymać, gdzie każą, i kuć to, co mistrz ci powierzy. Co tydzień Terion wypłaca ci zapłatę i jedną monetę odkłada do skrzynki pod ławą.

    — Pogłówne — mówi. — To podatek, który płacą w tym mieście ci, którzy nie są obywatelami. Co kwartał, przez siedem lat. Jak zapłacisz wszystko bez jednej zaległości, zostaniesz obywatelem. — Raz dodał, patrząc na monety: — Albo jak przeżyjesz jedną wojnę w obronie miasta. To szybsza droga.

    I parsknął, jakby to był żart.

    Na drzwiach kuźni wisi tabliczka cechu kowali. Każdy cech w Stubramiu pilnuje swojego kawałka murów miejskich. Kowale mają odcinek przy zachodniej bramie, tej samej, pod którą cię znaleziono. Na tabliczce kredą wpisano, kto i której nocy pełni wartę. Twoje imię stoi przy nocy, która przypada za trzy dni.

    Na stojaku w głębi warsztatu leży zamówienie, o którym mistrz mówi z szacunkiem: głownia miecza bez rękojeści, owinięta w płótno. Na płótnie jest woskowa pieczęć z dwiema twarzami. To znak Zakonu Janusowego, złotych paladynów, którzy pilnują w mieście portali. Starsi rycerze Zakonu naprawdę mają dwie twarze, jedną z przodu, drugą z tyłu głowy. Terion wykuł tę głownię dziesięć dni temu. Nikt poza nim nie może jej dotykać.

    Dziś rano ulicą przechodzi patrol Zakonu. Ostatni z czterech rycerzy ma na potylicy drugą, brodatą twarz, która powoli ogląda kuźnie.

    — Patrzył na mnie? — pyta Terion, nie podnosząc głowy.

    — Patrzył — mówi Galatea.

    — Którą twarzą?

    — Tą z tyłu.

    — To dobrze. Tamta jest głupsza.

    Przed południem ogień w palenisku nagle bucha, choć nikt nie ruszył miecha. Terion marszczy brwi. Ulicą idzie gość. Wokół niego wieje wiatr, chociaż na ulicy powietrze stoi.

    To Magister. Czarodziej z Almutałatu. Almutałat to trzy wieże, siedziba cechu magów zwanych Trzykrotnymi. Doskonalą się w trzech sztukach: alchemii, magii i sferologii.

    Magister ma bladoniebieską skórę i włosy, które cały czas falują, jakby stał na wichurze. W prawej dłoni niesie szklaną kulę, w której kręci się mała burzowa chmura. Na palcu nosi trzy obrączki, ale tylko jedna z nich ma kamień.

    — Magistrze — mówi Terion.

    — Mistrzu. — Magister wchodzi do środka, a płomień w palenisku pochyla się w jego stronę. — Przyszedłem przygotować ostrze Zakonu do zaklęcia.

    Galatea od razu staje przy stojaku i uśmiecha się do niego promiennie.

    — Stal jest gotowa, magistrze. Mistrz hartował ją w mleku, jak w Hyrkanii…

    — W wodzie z odrobiną soli — przerywa Magister. — Widać to po kolorze. W mleku nikt nie hartuje, jeśli nie chce mieć pękniętego miecza.

    Twarz Galatei zaczyna się zmieniać. Oczy jej jaśnieją, rysy łagodnieją.

    — Przestań — mówi magister ostro. — Nie znoszę tego. Wybierz sobie jedną twarz i przy niej zostań.

    Galatea cofa się pod ścianę.

    Magister odwija płótno. Przez środek głowni biegną dwa wąskie, głębokie rowki, zwane zbroczami. W zwykłym mieczu są płytkie i służą do odciążenia ostrza. Te są zbyt głębokie. Magister przesuwa palec tuż nad nimi, nie dotykając stali.

    — Dobrze. Rowki są równe. Później trzeba będzie je wypełnić magicznym składnikiem. — Odwraca się do Teriona. — Skoro o tym mowa: karawana przyszła?

    — Nie.

    — Miała wejść zachodnią bramą półtora miesiąca temu.

    — Weszła — mówi Terion. — Ale bez skrzyni, na którą czekamy. Kupców napadnięto pod samą bramą. Któryś z rabusiów uszedł z życiem. Zabrał skrzynię.

    Magister śmieje się krótko i bez wesołości.

    — Cudownie. Zakon zapłacił z góry, a przełęcz w górach zamknie się za miesiąc i do wiosny nie przyjedzie żadna karawana. Ten miecz ma ostrzegać rycerza przed każdym zagrożeniem, żeby nikt nie zaskoczył go przy portalu. Do tego potrzebuję dwóch języków z jednego zwierzęcia, które ma dwie głowy. Zwierzęta, o których mówię, żyją tylko w Zamurzu, w dzikich krainach daleko za miastem. Nazywa się je psami śmierci.

    Galatea pochyla się do ciebie i szepcze, już zapomniawszy o urazie:

    — Słyszałeś? Napad pod zachodnią bramą. To tam, gdzie była ta bestia, co przegoniła rabusiów. Tego samego dnia, kiedy cię znaleźli.

    Patrzy na twoje ręce i brodę dłużej, niż wypada.

    Magister kładzie głownię z powrotem na płótnie.

    — Dzisiaj przygotuję w stali miejsce na zaklęcie. Jeśli tego nie zrobię teraz, metal zapomni kształt, zanim zdobędziemy składnik. Potrzebuję kogoś, kto będzie trzymał ostrze w ogniu, dopóki nie skończę mówić. Mistrzu?

    Terion opiera młot o kowadło.

    — Kuję dla Zakonu, bo płaci. Czarować dla niego nie będę.

    Magister wzdycha i spogląda na Galateę.

    — Ona też nie. Ten miecz nie może widzieć twarzy, która się zmienia.

    Potem patrzy na ciebie wyczekująco.

    — Ty, nowy.

    Terion nie protestuje. Kiwa ci głową.

    Magister unosi szklaną kulę. Głownia podnosi się z płótna, jakby nic nie ważyła, przelatuje nad kowadłem i opada w najgorętszy żar paleniska. Magister wskazuje długie szczypce wiszące na ścianie.

    — Chwyć ostrze szczypcami i trzymaj dokładnie tam, gdzie leży. Nie ruszaj się. Jeśli drgniesz, rowki pękną i cała robota pójdzie na marne. Patrz na stal, nie na mnie. I nie słuchaj słów, które wypowiadam.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • Dust MephitD Niedostępny
      Dust MephitD Niedostępny
      Dust Mephit jako Jakub „Puchaty”
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Dust Mephit
      #2

      Jakub posłusznie chwyta za szczypce. Nic nie mówi. Choć praca wydaje się prosta, chce wykonać ją jak najlepiej. Łapie szczypcami za ostrze i trzyma dokładnie w takiej pozycji jak mu przykazano. Zapach i ciepło unoszące się z paleniska działają na niego uspokajająco. W mieście zawsze czuje się przytłoczony- za dużo się tam dzieje i nie da się zebrać myśli. W kuźni jednak wszystko wydaje się bardziej znajome- swojskie wręcz, wszystko ma tu swój rytm- każdy dźwięk, zapach czy nawet iskra. Trzewik wiedział, co robi kiedy go tu przyprowadził.

      Kiedy Magister zaczyna swoją inkantację, Puchaty pogrąża się w myślach. Wspomnienia spod zachodniej bramy wracają. Jego ręce są w nich jednak inne, pełne brązowej sierści. Przypominają bardziej łapy. Nie, całe ciało jest inne. Czuje się w nim jednak pewniej- jakby sama krew ojców chroniła go przed zgubą. "Zbyt wielu" przypomina sobie to, o czym myślał, zanim stracił przytomność. Wataha bandytów kąsa go, niczym rój os. Bezbronni są jednak bezpieczni. "Jakub! Zostaw to! Nie mamy czasu! Biegiem do bramy!" Słyszy nieopodal zdesperowany kobiecy głos. W tej samej chwili, coś ciężkiego uderza go w tył głowy. Zgiełk walki cichnie i robi się ciemno.

      Świadomość w końcu wraca. Jakiś zapach dobiega jego nozdrzy, a Jakub próbuje go sobie przypomnieć. Ser? Czyjaś drobna dłoń potrząsa nim delikanie.

      • Nieźle cię poturbowali.

      Zagaduje do niego nieznajomy głos. Jakub otwiera oczy i widzi nad sobą pochylonego Trzewika. Instynktownie łapie się za szyję. Coś mu ukradli. Coś dla niego ważnego. Nie pamięta jednak co. Niczego nie pamięta. Przeszywa go ból- z każdej strony. Najbardziej jednak boli go głowa. Jego włosy i broda pozlepiane są od zaschniętej krwi. Niziołek patrzy na niego tak jakby patrzył na zagubione dziecko.

      • Chodź Puchaty. Zabiorę cię w bezpieczniejsze miejsce. Przyda ci się odpoczynek.

      Mówi spokojnie niziołek, pomagając Jakubowi wstać.

      • Z... za-brali.

      Udaje się z trudem wydukać Jakubowi.

      Puchaty wraca myślami do pracy. W głowie zaczyna mu się jednak kłębić pytanie, które chciałby zadać Magistrowi. Skrzynia ze składnikiem wciąż musi gdzieś być, a wraz z nią to, co mu zabrano. Może przecież pomóc ją odnaleźć. Mimo to, czeka aż czarodziej z Almutałat skończy. Tak, jak żołnież czeka, aż wyższy stopniem udzieli mu głosu.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • Janusz PodziemiJ Niedostępny
        Janusz PodziemiJ Niedostępny
        Janusz Podziemi jako Bezimienny Król
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Janusz Podziemi
        #3

        4b5fecaf-d041-417b-b759-019bead7bc21-image.jpeg

        CON ST DC 12 = 10+5 -> sukces!

        Magister staje po drugiej stronie paleniska. Kazał ci patrzeć na stal, ale kątem oka i tak go widzisz. Jest wysoki i chudy. Ma wąską, zapadniętą twarz, z której nie da się wyczytać wieku. W blasku żaru jego bladoniebieska skóra wydaje się szara jak popiół. Długie siwe włosy unoszą się nad nim, choć w kuźni nie ma przeciągu. Nosi kilka warstw szat w kolorach fioletu i szarości, haftowanych złotą nicią przy wysokim kołnierzu i rękawach. Brzegi szat są postrzępione i podarte w pasy, jakby wiatr, który go otacza, szarpał je od lat. Kiedy czarodziej się porusza, strzępy falują razem z włosami.

        Na piersi wisi mu złoty medalion z gwiazdą. U pasa, na łańcuszkach, pobrzękują mosiężne tuby na zwoje, sakiewki i flakony. Między nimi kołysze się mała kula zrobiona z mosiężnych obręczy, jedna wewnątrz drugiej, jakby model nieba. Wysokie buty ma zdarte, szare od pyłu z ulic Miechów.

        Wyciąga lewą dłoń nad żar. Palce ma długie i kościste. W prawej unosi szklaną kulę, a burza w jej wnętrzu zaczyna krążyć szybciej. Potem zaczyna mówić.

        Inkantacja trwa dłużej, niż się spodziewałeś. Słowa Magistra nie przypominają żadnego języka, który słyszałeś na schodach Miechów. Nawet jeśli ich nie słuchasz, docierają do ciebie jako dźwięk: krótkie i twarde, jakby ktoś stukał młotkiem w cienką blachę. Przy każdym z nich wiatr wokół czarodzieja przybiera na sile, a płomień kładzie się płasko na węglach i obejmuje głownię z obu stron.

        Żar wchodzi w szczypce. Najpierw czujesz go w dłoniach, potem w przedramionach, wreszcie w barkach. Pot spływa ci po brwiach. Stal zmienia kolor z wiśniowej czerwieni w pomarańcz, a potem w jasną żółć. Ostrze nie drga.

        W zbroczach pojawia się światło. Jest bladsze niż żar wokół, niebieskawe jak niebo tuż przed burzą. Przepływa rowkami od nasady do sztychu i z powrotem, raz, drugi, trzeci, jakby czegoś szukało. Przez moment masz wrażenie, że to nie ty patrzysz na stal, tylko ona na ciebie.

        Magister milknie. Wiatr opada, a płomień prostuje się i znowu jest zwykłym ogniem.

        Czarodziej unosi szklaną kulę. Głownia sama wysuwa się ze szczypiec, podnosi nad palenisko i wisi w powietrzu, sycząc i stygnąc. Światło w rowkach gaśnie. Zostają po nim dwie linie, ciemniejsze niż reszta stali. Puste.

        Magister pochyla się nad nimi, potem przenosi wzrok na twoje dłonie.

        — Nie drgnąłeś. — Brzmi to jak stwierdzenie, nie pochwała. — I nie słuchałeś. Widziałem po oczach. Byłeś gdzie indziej. — Po chwili dodaje: — Tak trzeba.

        Terion odkłada młot i przygląda ci się tak, jak przygląda się żelazu przed kuciem. Nic nie mówi.

        Galatea stoi pod ścianą. Wciąż ma tę samą złotowłosą twarz.

        Głownia opada na płótno. Magister owija ją starannie, pieczęcią z dwiema twarzami do góry.

        — Mistrzu. Jeśli usłyszysz cokolwiek o tej skrzyni, daj znać. Bez niej tracimy tu tylko czas. Almutułat zapłaci.

        Zbiera się do wyjścia. Na progu wiatr znów podnosi mu włosy, a płomień w palenisku pochyla się za nim jak pies za panem. Magister zatrzymuje się i spogląda przez ramię.

        — Stoisz, jakbyś chciał o coś zapytać, nowy. Pytaj teraz. W Almutałacie nie przyjmą cię wyżej niż w sieni, a tam nikt ci nie odpowie.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • Dust MephitD Niedostępny
          Dust MephitD Niedostępny
          Dust Mephit jako Jakub „Puchaty”
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Dust Mephit
          #4

          Jakub skinął głową w podziękowaniu. Nad paleniskiem, ręce miał suche od gorąca. Teraz zdawało mu się jednak, że strasznie się pocą. Trudno było mu stwierdzić, czy to od trzymania szczypiec, czy też osoba samego magistra wywoływała w nim jakiś rodzaj przestrachu, podobnego do tego, który można spotkać u zwierząt, w kontakcie z ogniem. Słyszał wcześniej co prawda o magii. Teraz jednak, za sprawą czarodzieja, zadziały się rzeczy, których nie potrafił zrozumieć. Unosząca się w powietrzu głownia, była jedną z nich.

          Osmolone dłonie złożył między klatką piersiową a brzuchem.

          • Panie... Magistrze...

          Wybąknął Puchary.

          • Mnie też tego dnia okradziono. Pomógłbym chętnie z tą skrzynką i może przy okazji swoją zgubę znalazł. Nie godzi się tak napadać na ludzi na drodze. Popytać mogę. Może u kupców? Pewno będą mieli co do powiedzenia. Tylko musiałbym wiedzieć gdzie szukać. Jak trzeba, to bić się też potrafię i łajdakom skórę złoić.

          Jakub zrobił krótką pauzę. Rzadko zdarzało mu się mówić tyle na raz. Zastanawiał się nad reakcją czarodzieja i nad tym, czy nie zapędza się za bardzo.

          • Jak więcej chętnych by się znalazło - kontynuował - to tym większa szansa że szajkę rozbijemy. A i przekaz będzie też dla reszty, że rabowanie towaru Almutałatu źle się dla każdego kończy.
          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • Janusz PodziemiJ Niedostępny
            Janusz PodziemiJ Niedostępny
            Janusz Podziemi jako Bezimienny Król
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Janusz Podziemi
            #5

            Magister słucha do końca. Nie przerywa ci ani razu, choć wiatr wokół niego szarpie strzępy szat, jakby się niecierpliwił. Przy słowach „tego dnia” unosi wzrok. Kiedy kończysz, patrzy na twoje osmolone dłonie, potem na twarz. Dłużej, niż patrzył na stal.

            — Tego samego dnia — mówi powoli. Nie pyta o nic. Odkłada to sobie gdzieś, jak monetę do sakiewki. — Trzeba przyznać, że Trzewik zbiera spod bram różne rzeczy.

            Dopiero potem wraca do tego, co powiedziałeś.

            — Przekaz dla reszty — powtarza. Kącik ust mu drga. — Podoba mi się. Szkoda, że nikt go jeszcze nie wysłał.

            Obraca szklaną kulę w palcach. Burza w środku zwalnia.

            — Kupców raczej nie znajdziesz. Najpewniej wyjechali, zanim zaczęło im się w tym mieście podobać, ale możesz popytać w karawanseraju przy bramie zachodniej. Wiem za to dwie rzeczy. Od sześciu tygodni nikt nie przyniósł do żadnego pasera skrzyni z pieczęcią Almutałatu. I nikt nie wniósł jej przez bramę do miasta. Pytałem. — Unosi brew. — Skoro nikt jej nie sprzedał, rabusie wciąż ją mają. A skoro nie weszli bramą, to weszli inaczej. Albo wcale.

            Podchodzi krok bliżej. Płomień w palenisku wychyla się za nim.

            — Pieczęć Almutałatu nie jest ze zwykłego wosku. Kto ją złamie albo zdrapie, nosi ją potem na dłoniach. Czarne ślady, które nie schodzą przy myciu. — Spogląda na twoje ręce, czarne od węgla, i parska. — Nie takie jak twoje. Twoje zmyjesz. A jeśli znajdziesz skrzynię, nie otwieraj jej. Za każdą wiadomość o skrzyni Almutałat płaci. Za samą skrzynię zapłaci tyle, że twój mistrz przestanie odkładać ci na pogłówne.

            Wychodzi na schody, a wiatr idzie razem z nim. Po chwili powietrze w kuźni znowu stoi.

            722e706f-8d5e-45b1-b781-4837d2a15346-image.jpeg

            Terion podchodzi do drzwi. Musi się przy tym schylić, bo rogi zahaczają o belkę. Staje w progu pod światło. Jest ogromny, szerszy w barkach niż drzwi kuźni. Brązowa sierść jest na łbie i karku gęsta i skołtuniona, szara od sadzy, a niżej, na ramionach, starta prawie do skóry od lat noszenia ciężarów. Rogi zawijają się do przodu, jasne i gładkie jak stara kość. Prawy jest ukruszony, a przez jego koniec biegnie cienkie pęknięcie. Nosi skórzany fartuch, tak przepalony iskrami, że więcej na nim łat niż skóry. Przedramiona ma owinięte grubymi skórzanymi mankietami, od łokci po nadgarstki. U pasa, na żelaznym kółku, wiszą przecinaki i małe szczypce. Nie stoi na stopach, tylko na kopytach, i nawet one są czarne od węglowego pyłu.

            Stuka paznokciem w tabliczkę cechu, w twoje imię wypisane kredą.

            — Za trzy dni stoisz na murze przy zachodniej bramie. Stamtąd widać, którędy wchodzi się do miasta, a którędy nie powinno. Będziesz mógł się rozejrzeć.

            Wraca do kowadła i bierze młot. Rozmowa jest dla niego skończona.

            Galatea odrywa się od ściany i staje przy tobie, bliżej, niż trzeba.

            — Słyszałeś? „Weszli inaczej” — szepcze. — Mówiłam ci o dziurze w bruku za rogiem. Nikt mi nie wierzy.

            Twarz zaczyna jej się zmieniać, ale po chwili wraca do złotowłosej.

            — Po robocie mogę ci pokazać. Jeśli chcesz.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0

            Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

            Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

            Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

            Zarejestruj się Zaloguj się
            Odpowiedz
            • Odpowiedz, zakładając nowy temat
            Zaloguj się, aby odpowiedzieć
            • Najpierw najstarsze
            • Najpierw najnowsze
            • Najwięcej głosów


            • Zaloguj się

            • Nie masz konta? Zarejestruj się

            • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
            Powered by NodeBB Contributors
            • Pierwszy post
              Ostatni post
            0
            • Kategorie
            • Ostatnie
            • Tagi
            • Popularne
            • Świat
            • Użytkownicy
            • Grupy
            • Strona startowa