Przejdź do treści

Rozgrywka

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem rozgrywka-d20@forum.rolltelling.pl

  • Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka

    pathfinder 2e golarion
    22
    2 Głosy
    22 Posty
    373 Wyświetlenia
    MekowM
    Zaira potraktowała poważnie wiadomość od Zakareth. Na szczęście nie zdążyła jeszcze niczego spróbować, choć niewiele brakowało. Elfka nie miała pojęcia co krasnoludy chciały zyskać zabijając ich, wszak mieli przy sobie niewiele więcej niż wartość zatrutego jedzenia, chyba. Wiedziała natomiast, że w pierwszej kolejności należało ostrzec pozostałych, ale siedzieli oni po drugiej stronie stołu, więc niebezpiecznie było to zrobić werbalnie. Niestety nie mieli też wspólnego doświadczenia z truciznami, do którego mogłaby się odnieść. Wysunęła i nawet wyprostowała nogę pod stołem, ale nie dosięgnęła siedzącej na przeciwko niej Jaithe. Na szczęście Zakareth odwróciła uwagę jednego z krasnoludów dzięki czemu elfka dyskretnie wysunęła się do przodu, siadając na samej krawędzi swojego krzesła. Jej stopa dosięgnęła kolan Jaithy, a mając jej uwagę, Zaira zaczęła znacząco mrugać prawym okiem - którego nie widział żaden z krasnoludów, jednak wiadomość sprowadzała się do ogólnego ostrzeżenia, niczego nie wyjaśniając. Zanim Zaira wymyśliła jak przekazać konkretną informacje, Auldegrund albo zorientował się że coś wiedzą albo stracił cierpliwość... No i się zaczęło.
  • 'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2

    86
    4 Głosy
    86 Posty
    2k Wyświetlenia
    PaniczP
    Powołanie Hazara na powrót w rejestr żywych podniosło w górnikach nadwątlonego ducha. Kopacze nie kwapili się do wojowania z zębatą, mackowatą paszczą na kulasach, ale zostali na polu walki. Chwała im za to. Szwar i Mavir byli w pobliżu pryncypała, gotowi wesprzeć obolałego druha, gdyby członki wysiadły, a pozostali – trochę markując działania – osłaniali tyły lub "eskortowali" jeńca, którego przejęli. Nie oni jedni wzięli kierunek na schody, bo w międzyczasie strategiczną pozycję na górze zajął już doktor Quolleb, a (niedoszli) szabrownicy, których wyratowała Saskia znikali już w ciemności. Jeden, który zmitrężył, słaby na duchu bardziej niż ciele, zwłóczył z tyłu i byłby już schrupany, gdyby Saskia znów nie wydarła się na otiaka, skupiając na sobie uwagę. Dziewczyna wydarła się piskliwie – a wiedziała co robi! - a potem pognała ku płomieniom, które ciągle biły w górę, rozchodząc się nawet nieco po płynącej na boki plamie. Pomysł na ogniową zasłonę był dobry i bestia zdecydowała się na łatwiejszy cel. Łatwiejszy, ale nie łatwy, bo nikt tu nie był łatwą ofiarą. Hazar miotał przez płomienie świetlistym młotem, Marius flankował z drugiej wodnistymi pociskami, a jednoznacznym i tradycyjnym ogniem waliła jeszcze z innej strony Morwen. Strzelali Varlund, Bolo i Grebo. Z kuszy celował Eutalo i niesiony sukcesem poprzedniego trafienia działał Seweryn. Każdy, kto mógł działał, by dołożyć swój krwawy odważnik na szali przeprawy z Pożeraczem. Może to ogólny rejwach, może szalejący ogień, a na pewno i zatrważająca, szarżująca szybkość otiaka, ale większość ataków tym razem chybiała, albo odbijała się niegroźnie od brudnej, zgrubiałej skóry potwora. Bolvar i Seweryn coś uszczknęli z potworowego życia, a pocisk Morweny przypalił mu jedną z macek, ale reszta nie miała szczęścia. Trzeba było otwartej ścieżki na strzał, pewności w oku i stałości przez cały ruch. Tego, jak i odwagi, nie brakowało Randalowi, więc ciśnięty przez paladyna oszczep przyniósł nagrodę w postaci rozoranego guza na otiakową paszczą. Piękne trafienie, ale przyniosło rycerzowi więcej uwagi niż się spodziewał. Pożeracz wziął go na cel, zaszarżował i natarł jak lawina. Bronson, widząc walący na niego kilkusetkilogramowy kadłub, szybko sięgnął po ekspresowe modlitwy, które znał każdy błędny rycerz. Chyba pomogły, bo druzgocące uderzenia macek ominęły ciało, a zębiska stwora zacisnęły się na pawęży jak imadło. Mimo tego, sam impet uderzenia rozpędzonej bestii grzmotnął Randalem jakby wichura strąciła go z dachu, wbijając w przygięte do ziemi kolana ból, jakiego wojownik dawno nie poczuł. Rycerz trzymał tarczę mocno. Tak mocno, że zatopiony w niej zębiskami otiak pomachał nie tylko nią, ale i jej właścicielem, jakby trzepotał wachlarzem. Uchwyt w końcu puścił, jednak rycerz był już poważnie wyłomotany i obolały. Kto wie, co byłoby dalej, gdyby w sukurs nie przyszła mu zwolniona wcześniej przez Seweryna zbroja. Dwie pozostałe też rwały się do boju, ale jedna została z tyłu, a jeszcze kolejna, dalej spięta z kamienną ławą, trzepotała po posadzce jak karaś w trawie. Na miejscu była ta jedna. Była i pokazała, ile mocy jest w żelaznym cielsku. Proste, mechaniczne uderzenia zadudniły na cielsku połykacza, rozbijając skorupę brudu i chityny. Pozbawione techniki, ale zabójczo szybkie ciosy spadały na stwora serią, grzmocąc go jak bokserski worek. Zbroja nie musiała oddychać, ani stopować, ale podlegała fizyce jak wszyscy. Atak został wstrzymany, gdy otiak kopnął w pancerz swą słoniową nogą, posyłając go bezwładnie w tył. Na moment, ale moment, którego pożeracz potrzebował, by naszykować zabójczą kontrę. Krew, guzy i siniaki były podstawowym obrazem sceny, ale poza nimi działo się coś jeszcze. Gdy otiak okładał ofiary, a te odwijały się na niego, Lara wybrała za cel ratowanie. Jęczący, wyjący już niemal ranny za wagonikiem, musiał zostać celem numer jeden. Lekarka z westchnieniem odrzuciła arkebuz na bok i sięgnęła po medyczną torbę, zabierając się do tamowania krwotoku u postrzelonego przez Eutalo szabrownika. Kalb, niegdyś obiecujący stelmach, teraz głównie opoj i bandziorek, a w tej konkretnie chwili ranny w wielkiej potrzebie, miał farta, że trafił na uzdolnioną medyczkę. Lekarski geniusz doktor Quatermain marnował się na co dzień, gdy zatapiała się w manuskryptach, ale gdy miał okazję zabłysnąć, błyszczał gwiezdnie. Zdawało się to mało prawdopodobne, ale chwil parę i Kalb był w stanie, podpierany przez kobietę, podnieść się i oparty o wagonik, stanąć na własnych nogach. Nie tylko zadawanie śmierci, ale i jej odwracanie sumowało się do sukcesów drużyny. Spoiler Porządek inicjatywy: Jest kolejna runda, opisuję przy postaciach, co zrobiły poprzedniej, tj. tej opisywanej w powyższym poście. Seweryn - 19 (strzelił w tej rundzie, trafił w Otiaka za 5; teraz kolejna runda) Hazar - 19 (uderzył Eldritch Blastem w tej rundzie, ale pudło) Bolvar - 17 (strzela, trafia w Otiaka za Lara - 16 (leczy rannego, 20, krytyczny sukces) Górnicy Hazara (zbiorowo) - 16 (Szwar i Mavir przy Hazarze; reszta po bokach) Grebo - 15 (strzał, pudło) Eutalo - 11 (strzał, pudło) Marius - 11 (Eldritch Blast, pudło) Saskia - 11 (prowokuje Otiaka i bieg za płomienie) Zbroja #3 - 11 (rusza do Otiaka) Przybysze (grupka z przodu) - 9 (dwóch szabruje złoto, jeden uleczony przez Larę) Ballo - 10 (zbliża się osłaniać Hazara) Złota zbroja - 9 (chce walczyć, ale nadal nieuwolniona - powoli ciągnie się po ziemi) Dr Quolleb - 6 (na tarasie) Varlund – 4 (atakuje i pudło) Randal - 3 (trafia oszczepem za 5) Morwen - 3 (trafia ognistym pociskiem za Otiak #2 - 3 (celem jest Randal - dostaje za 12) Przybysze (grupka z tyłu) - 2 (uciekają; zostaje jeden chłopak) Skoczna zbroja z ławą - 2 [uderza i mocno trafia Otiaka] [image: 6381191-ac673816-8359-11f1-a00a-5a9009d57bc5]
  • [Path 2ed] Runa cienie

    pathfinder 2 golarion
    73
    1 Głosy
    73 Posty
    2k Wyświetlenia
    R
    Woda była przyjemna tak jak lubiła i na pewno pozwalała na długą relaksującą kąpiel jednak wszystkie miały co innego na myśli i zamierzały podnieść temperaturę jeszcze bardziej. -Wedle życzenia. - Odpowiedziała po ucałowaniu małżonki po czym zajęła miejsce obok fechmistrzyni. Pewnie ujęła pierś dłonią masując ją przez chwilę po czym przystąpiła do całowania i pieszczot spoglądając do góry by widzieć twarz Grimm, trzeba było jej wynagrodzić cierpliwość wykazaną w czasie podróży. Drugą wolną dłonią powoli zaczęła głaskać Eleril po plecach od karku aż do końca pleców.
  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami

    Przeniesiony
    20
    2
    4 Głosy
    20 Posty
    652 Wyświetlenia
    SindarinS
    Goblinka zmierzyła zbrojnokutego spojrzeniem, które miało być harde, ale szybko odwróciła wzrok od wpatrującej się w nią nieruchomej twarzy. Sposób w jaki Żelo wypowiedział tą groźbę sprawił, że nawet stojący obok lykan lekko zadrżał. - A chuj z wami - skrzeknęła pod nosem bandytka - Szefowa się z wami rozmówi, to zmienicie zdanie. Dała znak Hurkesowi i już miała zeskoczyć ze stołu, gdy do wnętrza karczmy wpadł ledwo mieszczący się w dwuskrzydłowych wrotach Varok. Wiele rzeczy wydarzyło się jednocześnie: Syrrix rzuciła swoim drinkiem w podłogę, dobywając miecza, goblinka wydała z siebie już wcześniej tłumiony okrzyk przestrachu, a gnollka Reilru, wykazując się najlepszym refleksem, wzskazała na alkowę Alestaira i szczeknęła donośnie: - On był z nimi!
  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór

    pathfinder 18+ golarion
    156
    2 Głosy
    156 Posty
    1k Wyświetlenia
    AbishaiA
    Gnom przetasował talię kart ignorując śpiącą obok piękność. Znał zagrożenia związane z jej bliskością i ignorował pokusy. Bądź co bądź nie interesował się nawiązywaniem trwałych realcji z innymi. Szaleństwo i misja które go prowadziły przez całe dorosłe życie nie pozostawiały miejsca na takie sentymentalne drobnostki. Poza tym… [image: pare455.jpg] … wyciągnięta karta przedstawiała rycerza w złotej zbroi. Paladyn. Oznaczała mężne stawanie przeciw przeciwnościom. Oznaczała też upór w trzymaniu się kursu. Bajarz jednak nie widział żadnych przeciwności, żadnych skał na swoim kursie. Zamierzał oznajmić co prawda kapłanowi swoje zamiary, ale nie potrzebował jego zgody i nie dbał o nią. Wszak nie był częścią jego kleru i nie był mu podległy. A co więcej nie był mu potrzebny. Do rozbudowy świątyni byli potrzebni rzemieślnicy, do rozbudowy kultu wyznawcy… Baltizar nie był żadnym z nich. I mając nawyk nie rzucania się w oczy władzom, nie był również użyteczny w intrygach Viktorach związanych z miejscowymi szychami. Póki co miał wolną rękę i zamierzał z tego korzystać. A teraz… przyglądał się karcie z nutką irytacji w spojrzeniu. Paladyn oznaczał też uparciucha. A gnom ostatnio poznał wiele upartych osób. Ba… “sypiał” z jedną z nich. Ciężko więc było ocenić, którą z nich oznaczała ta karta. [image: TYulii.png] Kapłan i “Bard” Wychodząc z pokoju kapłan natknął się na zbliżającego się do niego gnoma wraz z jego “ptasim” pomocnikiem. - Witam jego ekscelencję o tak wczesnej porze. Chciałbym pogratulować założenia świątyni. Bardzo… widowiskowe to było. A i oznajmić, że opuszczam miasto na kilka nocy. Bądź co bądź zadanie, póki co, wykonane. Nie będę też z pewnością pilnie potrzebny. - Bajarz zaczął mówić po ukłonieniu się. - Teraz bowiem sprawy wymagają kaznodziei bardziej niż mówcy. A i nie ma dla mnie miejsca pośród szlachetnie urodzonych, toteż tam nie będę żadną pomocą. - Witaj, Baltizarze. Powinienem wiedzieć czym będziesz się zajmował? Czy to prywatna wycieczka? - W zasadzie prywatna…- potwierdził gnom lekko potakując głową.- Zajmę się… tę no… jak to zwą… eeech… uczonym grzebaniem w ziemi w poszukiwaniu zapomnianych ruin. - zaśmiał się głośno. - Nic szczególnie intratnego. Pogrzebię w poszukiwaniu ruin osady gnomów. Spodziewam się dziur w ziemi i pajęczyn zamiast skarbów. Mój lud nie słynie z gruzowisk atrakcyjnych dla awanturników. - Hmmm… rozumiem - kiwnął Viktor głową - Powiesz gdzie precyzyjnie i ile spodziewasz się być nieobecny? Chciałbym mieć opcję ruszenia ci na pomoc, w razie niespodziewanych problemów. - Kilka dni najwyżej. - wzruszył ramionami gnom wyciągając z plecaka mapę.- To niedaleko od miasta. Bardziej wycieczka na rozruszanie kości i zabicie nudy, niż prawdziwa wyprawa. I zabieram ze sobą najemników, więc nie musisz się martwić o moje bezpieczeństwo, tym bardziej że dla twojej misji moja egzystencja nie ma znaczenia. Rozłożył mapę i pośród kilkunastu czerwonych kropek wskazał tę najbliższą miastu.- O tu się udaję. Viktor przyjrzał się i kiwnął głową. - Nawet jeśli teraz nie jesteś mi konieczny, to w przyszłości możesz okazać się kluczowy, albo – zwyczajnie – wygodny. Jeśli byś pozwolił to zadośćuczynił bym mojej paranoi i dał ci awaryjną możliwość wezwania pomocy. Odpowiada ci to? - Znajdę sposób by cię powiadomić.- odparł gnom składając mapę i dodał ponuro. - Jeśliby mi się coś stało, to… całe miasto jest pewnie zagrożone. Bo wszak… komu by zależało na wystawienie sił wystarczających by zagrozić doświadczonej grupie awanturników i… córce naszego gospodarza. Bo i ona się może wybrać. A skoro już o paranoi mówimy…- Podrapał po karku.- Nie wiem czy ci twoja kochanka wspominała, ale… przywódczyni os w tym mieście groziła tobie… w zasadzie ostrzegała, byś uważał by nie wchodzić im w drogę. Nie wiem ile może tak naprawdę. Jej przybytek jest po prostu grotą lubieżników. Niemniej może mieć ukryte żądła. I ze wszystkich świątyń w mieście, na nią miej największe baczenie.- po czym uśmiechnął się.- Niemniej wspomniała też, że ogólnie nowy kult w mieście jej nie przeszkadza, dopóki trzyma się swojego poletka. - Hmmm… to jest… zaskakująco pożyteczna informacja. Tak to właśnie ujęła? “Niech nie wchodzi mi w drogę, to nie będzie problemów”? - Bardziej dyplomatycznie i aluzyjnie, ale… - zadumał się gnom. - … taki był ukryty sens jej słów. Typowe dla os zachowanie. Po czym machnął ręką. - Nie przejmowałbym się tym na razie. Do jej świątyni biedacy nie przychodzą, a ci są tobie wasza ekscelencjo najbardziej potrzebni. Oddani fanatyczni i lojalni. Nie mający nic do stracenia, a wiele do zyskania. W końcu obaj wiemy, że bardziej cię interesuje brylowanie wśród szlachty, więc im szybciej uda się zyskać paru akolitów spośród nich, którzy zajmą się świątynią za nas, tym lepiej. - Pamiętaj, Baltizarze, że nie założyłem piwnicznej sekty a i doktryny obu wiar się nakładają miejscami… Konflikt interesów na pewno będzie miał miejsce, prędzej czy później. Ale ten punkt już jest na mojej liście. - Wątpię by kult prawników miał jakieś punkty zapalne z kultem mściwych lubieżników, ale… teologia nigdy mnie nie fascynowała. - wzruszył ramionami gnom. - Odwet, Baltizarze. Ale oszczędzę ci niuansów. Cóż, to chyba wyczerpuje aktualny temat. Mamy coś jeszcze do omówienia? - Nic. - machnął ręką Bajarz. - Nawet sprawa tej osy to marginalna kwestia. Wątpię, by wypłynęła przy obecnej naszej sytuacji. Nie jesteśmy jeszcze ani znaczący ani groźni dla nikogo. - Mam o nas nieco wyższe mniemanie, ale rozumiem argument. No to dziękuję ci, Baltizarze, za tę rozmowę i za uprzedzenie. Widzimy się za kilka dni. Gnom skłonił się w odpowiedzi. [image: TYulii.png] Rozmowa z przyszłym “teściem” Załatwiwszy najpilniejsze sprawy, Baltizar ruszył przez karczmę w poszukiwaniu jej właściciela. Musiał rozmówić z Otto w imieniu jego córki. Nawet jeśli ta cała sytuacja, wprawiała go w niesmak, to coś był winny przyjaciółce. Co poradzić, że jakimś cudem stał się aktorem, we własnej komedyi. Karczmarz przeglądał jakąś książkę kiedy podszedł do niego gnom. Otto zerknął na gościa i uśmiechnął się. - Witaj, Baltizarze. W czym mogę pomóc? - Wybieram się w podróż. Niezbyt daleko. Dwa dni od miasta. Piwonia chciałaby się wybrać ze mną. Toteż przychodzę w niej imieniu.- gnoma kusiło dodać coś o czystych intencjach i ochroniarzach w roli przyzwoitek, ale powstrzymał się od tego żartu. Otto wciągnął ostro powietrze na tą prośbę. Odłożył książkę na bok i spojrzał na gnoma. - Baltizarze… nie jestem pewny czy wiesz o co mnie pytasz. Nie wiesz czym ryzykuje wypuszczając ją z moich oczu. Opowieść o moim królestwie jest stara, więc pewnie nie jest ci znana. Czy wiesz ile potomstwa posiadałem? Nie… oczywiście, że nie możesz wiedzieć. Siedmiu synów, pięć córek, trójka potomstwa dla których nie miałbyś nazwy. Pozostały mi cztery córki. Rozumiesz mnie? Cztery… straciłem pozostałe odkąd zaginęła moja żona… czy jesteś sobie w stanie wyobrazić co będę musiał jej powiedzieć kiedy się znowu spotkamy? Że pierwszym uczuciem jakim ją obdaruje po tysiącleciach rozłąki będzie cierpienie? Gnom przez chwilę milczał. Po czym rzekł powoli.- Rozumiem też, że wybywam ledwie parę mil od miasta. Rzut kamieniem od niego. Że wyruszam z doświadczoną i liczną ochroną, która już sprawdziła się podczas poprzedniej misji. A i tak pewnie twoja córka jest potężniejsza od nich i ode mnie razem wziętych. Nie wiem, jakie istoty mogłyby zagrozić jej życiu tak blisko Evercrest, ale wątpię by były to wilki czy niedźwiedzie, któryś się nawet nie spodziewam zobaczyć. - Możesz ubierać to w logikę i prawdy świata jak tylko chcesz, ale prosisz ojca, który stracił dużo, aby zaryzykował więcej. - Otto odetchnął - Masz oczywiście rację, jest bardzo niewiele rzeczy w promieniu setek mil, które by jej zagroziło. Pozwól, że dam ci jednak ostrzeżenie. Tak na motywację, abyś zapewnił jej bezpieczeństwo. Jakiekolwiek cierpienie twoja dusza znosi od tej istoty spoza kreacji. Cokolwiek Azazel i jego podobni poczynają ze swymi ofiarami. Będziesz tego łaknął jeżeli coś jej stanie. Rozumiemy się? - Zawsze możesz odmówić. - odparł Bajarz spokojnie. - Ostatecznie nie mogę ciebie zmusić do niczego. I przyjmę twoją decyzję, jakakolwiek będzie. Podrapał się po brodzie. - Dziwi mnie tylko, że zaryzykowałeś jej egzystencją wysyłając ją po swoją córkę… w misji zapewnie znacznie niebezpieczniejszej, niż biwak na świeżym powietrzu dwa dni od domu. A boisz się, że coś może jej się stać u przedmurzy miasta. - Wysłałem ją do domeny Desny. Pani Szczęścia to bliska znajoma i wiedziałem, że nic Piwonii nie grozi. - odparł Otto - Nie odmówię, bo wiem, że to nie twoja prośba tylko jej. A wyrodnym ojcem nie będę. Chcę tylko, żebyśmy się rozumieli, że jesteś odpowiedzialny za jej bezpieczeństwo. - Oczywiście. I dlatego mam grupkę sprawdzonych ochroniarzy. I jeśli kogoś ze swoich podwładnych dorzucisz, nie będę się sprzeciwiał dodatkowej pomocy.- zgodził się z nim gnom.- Co prawda, sama wyprawa jest tylko bardziej przygotowaniem pod przyszłe ekspedycje i nie planuję niczego szalonego, to niemniej wszystko mam zaplanowane także pod kątem bezpieczeństwa. - Możesz zabrać Brandelena z wami. Maluchowi przyda się trochę ruchu. - odparł Otto - Reszta Dworu jest mi potrzebna. - Dobrze… przekażę twoje słowa Piwonii, chyba że wolisz osobiście uszczęśliwić córkę?- zapytał na koniec Bajarz. - Ty jej przekaż, będzie szczęśliwsza. - karczmarz się uśmiechnął - Tylko teraz.. proszę uważaj na nią. Nie zdzierżę kolejnej straty. - Oczywiście.- odparł gnom, skłonił się i wyszedł kierując się z powrotem do sypialni. [image: TYulii.png] Rozmowa z “kochanką”. W sypialni gnoma Piwonia przeglądała się w lustrze. Miast swojego typowego odzienia miała na sobie podróżną szatę maga, chociaż mniej ograniczającą jej ruch. Jej skóra była również trochę bardziej zielona niż pamiętał. - Hmmm… czyli już wiesz?- zapytał retorycznie Baltizar składając dziwny odcień na karb innych częstych dla niego, przywidzeń. - Znam tatę, ale i tak chętnie usłyszę werdykt. - blondynka spojrzała na gnoma z uśmiechem i obróciła się kilka razy - I jak wyglądam? - Poważnie… i uroczo zarazem. - przyznał gnom oceniając jej szatę. - Do twarzy ci w tym stroju. A co do werdyktu, to… będziesz musiała powiadomić Brandelena że idzie z nami i ma pilnować twoje ślicznej pupci. - Oh? Zabieramy szkraba ze sobą? Świetnie, przyda mu się zapoznać ze śmiertelnikami. Na razie ma dość typowo… fey podejście do nich. - Mhmm…i dam znać ochronie żeby traktowali cię jak damę. - dodał Bajarz. - Aczkolwiek bliźniacy… są deczko… jakby to… sama wiesz. Troszkę nieokrzesani i rubaszni. I bardzo romantyczni. - Ci dwaj z krwią smoków w sobie? Są uroczy na swój sposób. I bez przesady z tą "damą". Jestem zwykłą poszukiwaczką przygód. - pokazała mu psotnie język. - Nie. Jesteś gościem na mojej wyprawie. Więc będziesz traktowana z właściwą rewerencją. Poza tym… - podrapał się po brodzie.- … nie szukamy przygód, tylko ruin wioski gnomów. Spodziewam się na wpół zasypanych norek, resztek mebli, może jakichś tekstów… na pewno nie zagrożeń. Właściwie to będzie nudno. - Ty tam będziesz, więc nie będzie aż tak nudno. - dziewczyna się uśmiechnęła - No ale dobrze… tylko nie rób ze mnie jakiejś bezbronnej pannicy. - Wolałbym żebyś była bezbronna i wszyscy ci nadskakiwali.- westchnął Baltizar dywagując głośno. - Bo cię tu wszyscy znają i jeśli byś pokazała coś więcej to… mielibyśmy świadków i plotka o magicznej córce Otta dotarłaby do miasta lotem jaskółki. I zaczęłyby się pytania… ten wścibski mag co tu przychodzi regularnie węszyć, zamiast zajmować prawdziwymi problemami, znów zacząłby szukać prawdy o tobie i twojej rodzinie. - A co sądzisz, żeby zrobili z tą wiedzą? - dziewczyna się uśmiechnęła- Dobrze, dobrze. Będę nudna i grzeczna. - zieleń z jej skóry zniknęła. - Nawet nie wiesz jakie głupstwa mogą zrobić przekonani o słuszności swoich przekonań dobrzy bohaterowie. - westchnął gnom i uśmiechnął ciepło. - Napaść może by i nie mogli, ale namieszać nam… bardzo. Poza tym, naprawdę nie sądzę byś miała okazję się tam wykazać. Co nas tam może napaść, wilki? Niedźwiedź? - Nawet to było trochę ekscytujące… ale dobrze, pozwolę abyś mnie bronił przed misiem. - Jestem pewien, że na swojej samotnej wyprawie miałaś więcej ekscytacji niż ja na wyprawie, którą opisałem w moim niedawnym dziele. - odparł Baltizar drapiąc się po brodzie. Potarł czoło dodając. - Iii… hmm… jeśli wyprawa będzie nudna i nic ważnego nie będzie mnie trzymało w mieście, to zorganizuję sobie wyprawę do mojej wieży i też zabiorę cię ze sobą. I tam… coś intrygującego wymyślę dla ciebie. Co ty na to? - Stoi. - dziewczyna się uśmiechnęła ciepło - To kiedy ruszamy? - Dziś. Jak tylko… zbiorą się moi najemnicy.- odparł Bajarz.- Nie wiem ile czasu będą potrzebowali na przygotowania. Ale zważywszy, że ruszamy jeno rzut kamieniem od miasta, to nie powinni potrzebować zbyt wiele czasu. Kiwnęła głową i ucałowała gnoma w czoło. - Spakuję malca… i zabiorę coś palnego dla niego do jedzenia. Gnom tylko skinął w odpowiedzi. [image: TYulii.png] Negocjacje przed wyprawą. Baltizar oczywiście wynajął tych samych bohaterów co ostatnio. W końcu po co zmieniać to co działało. Zapłacił im tą samą standardową stawkę w siedzibie gildii i teraz czekał na ich przybycie, co by wyjaśnić im naturę misji. Ostatecznie w gildii zostawił jedynie enigmatyczną informację na temat eskorty podczas wyprawy. Dlatego teraz szykował się na wyjaśnienie szczegółów i sytuacji, którą to obecność Piwonii pewnie skomplikuje. Bądź co bądź dziewczyna potrafiła rozpraszać uwagę płci przeciwnej samą swoją obecnością. Dwóch wojowników północy pochłaniało właśnie kolejny kawał mięsa kiedy zobaczyli gnoma. Skinęli mu głową, ale nie oderwali się od posiłu. Elfi mag i ludzki alchemik skłonili się swemu pracodawcy delikatnie. - Dobrego dnia, panie Harpeness. Więc dokąd się wybieramy? - Tak. W sumie niedaleko. - gnom sięgnął do plecaka i wyjął z niego mapę. Wskazał jeden z wielu czerwonych punktów na mapie. Ten najbliższy miasta.- O tu. Inarion zerknął na mapę i kiwnął głową. - Faktycznie. Jakieś powiązania z tym nowym kościołem, czy prywatna sprawa? - Kościołem? A nie… - machnął ręką Baltizar.- To całkowicie prywatna sprawa. Wręcz “rodzinna”. Każda kropka na mapie w teorii jest opuszczoną osadą gnomów. Ruszamy do najbliższej, by sprawdzić, czy rzeczywiście są tam jakieś pozostałości po moim ludzie. Trochę kopania może, na pewno trochę obozowania. Taka relaksująca wycieczka. Nie przewiduję niczego groźniejszego niż zabłąkany niedźwiedź. Barbarzyńcy westchnęli. - Szkoda. Ciągle szukamy odpowiedniego daru dla tej pięknej pani, co z nami podróżowała. Ofun poklepał wojowników północy po plecach. - Łatwe pieniądze chłopcy. Więc kiedy ruszamy? - Dziś jak tylko będziecie gotowi. Pięknej pani… jakiej pięknej… aaaa… mówicie o Kaylie?- zapytał gnom drapiąc się po pobródku. - No w sumie jest śliczna zapewne. Nie mnie oceniać urodę dużych kobiet. Nie ta rasa co ja… nie ten rozmiar.- Machnął ręką. - A co do pięknych pań. Tym razem nie ruszam sam. Córka mojego gospodarza, wyrusza z nami na tą wycieczkę. Zapewne o niej słyszeliście… ma Piwonia na imię i ponoć jak reszta córek Otto jest dobrze znana w mieście. Jako że nasza wyprawa będzie właściwie spacerkiem przez las, zdecydowałem się ją zabrać ze sobą. I jako że jej ojciec jest bardzo bardzo BARDZO opiekuńczy… jej bezpieczeństwo na tej wyprawie to priorytet. Nie ma jej spaść włos z głowy. I trzeba ją traktować z szacunkiem. Inaczej, Otto zrobi mi z tyłko jesień czasów starożytnych, a potem… nie zadowoli się moją zgubą. Wszyscy pokiwali głowami. - Znamy panienkę Piwonię. - odparł Inarion - Jakiś powód, że z nami idzie, czy po prostu po znajomości? - Nudzi się tutaj troszeczkę. A wyprawa jest w zasadzie wycieczką. Połazimy po dziczy. Trochę pokopiemy. Może znajdziemy jakieś skorupy garnków, albo inne pozostałości ekscytujące uczonych. Gnomy słyną z wyrobu biżuterii, ale nie słyną z jej gromadzenia. To domena krasnoludów bardziej. - wyjaśnił Baltizar. - Tych drugich sporo tutaj. - zauważyła elf - Załadujemy wóz i chyba możemy ruszać. - No to ruszamy po obiedzie? Z pełnymi brzuchami i pozytywnym nastawieniem… powinniśmy pod wieczór dotrzeć tu. - wskazał palcem gnom. - Wedle mojej mapy jest tam wioska w której możemy zatrzymać się na noc, nim rankiem ruszymy dalej do celu. Plan został omówiony, cel wyznaczony. Pozostało więc słowa przekuć w czyn i wyruszyć w podróż. Wyprawa pewnie będzie nudna i pozbawiona niespodzianek. Ale Bajarz zawsze cenił nudę i przewidywalność. Niespodzianki ze strony fatum, wedle niego, były zdecydowanie zbyt często przeceniane. Takie historie lepiej się opowiada niż przeżywa.