Przejdź do treści
  • красота требует жертв

    Rozgrywka owod wampir mroczne wieki the night walkers 18+
    45
    1
    1 Głosy
    45 Posty
    381 Wyświetlenia
    GreKG
    [image: UiUdZHN.png] Michaił zesztywniał. Coś drgnęło mu pod okiem. — Z ciekawości? — powtórzył powoli, jakby smakował słowo i od razu chciał je wypluć. — Z ciekawości to ja ci zaraz brzuch rozpruję, dziewucho, żeby sprawdzić, co tam tak mądrze w środku gada. Pół kroku do stołu. Pochylił się nad nim gwałtowniej, niż zamierzał. W oczach pociemniało. Z gniewu? W nozdrza uderzył mu zapach mięsa, samogona i wilgotnego kamienia. — Ty myślisz, że to zabawa? — wychrypiał. — Że ja tu siedzę dla ciekawości? Dłoń sama zacisnęła mu się na brzegu stołu. Twardo. Jeszcze chwila i zawoła Dragosa. Kazać ją znowu przypiąć do ściany. Do żelaza. Tam było prościej. Człowiek wiedział, gdzie stoi. Już nawet nabrał powietrza. I zawahał się. Bo patrzyła. Nie jak skazaniec. Nie jak ktoś złamany. Ostrożnie. Jakby naprawdę czegoś szukała pod jego skórą. Jakby nie pytała dla kpiny. Durak. Powinien skończyć tę rozmowę. Zawołać strażników. Oddać ją z powrotem pod łańcuchy i mieć święty spokój. A jednak... coś go uwierało. Ta ciekawość. Durna. Nie na miejscu. Jak gwóźdź wbity pod paznokieć. Michaił osunął się ciężko z powrotem na zydel. Potarł twarz dłonią. — Oślepiony… — mruknął. Parsknął krótko. — Ty gadasz jak ktoś, kto nigdy głodu nie widział. Nigdy zimą drewna nie liczył. Nigdy nie patrzył, jak dziecko ci słabnie, bo nie ma czym pieca napalić. Spojrzał na nią spode łba. — Człowiek nie słucha dlatego, że chce. Człowiek słucha, bo świat go wcześniej nauczył, co się dzieje z tymi, co nie słuchają. Znów zerknął ku drzwiom. Jedno słowo. Dragos wszedłby i przykuł ją do ściany. Powinien to zrobić. A mimo to dalej siedział.
  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór

    Rozgrywka pathfinder 18+ golarion
    154
    2 Głosy
    154 Posty
    463 Wyświetlenia
    ArveeA
    [image: tc2n2wnr] !(https://tinyurl.com/tc2n2wnr)[image: tc2n2wnr] . - Moment proszę… - Viktor nie mógł przerwać pracy. Kilku oddechów potrzebował aby domknąć ją na tyle, aby Fisuś mógł zapakować. Kapłan zmówił krótką inkantację, przywołując zaklęcie co wypłukało z niego zmęczenie i dopiero wtedy odwrócił się do Lilii. - Dzień dobry, Słońce. Sprecyzować byś mogła co znaczy “tata stara się nie dawać alkoholu”? Bo brzmi jakby była w trakcie aktywnych prób spicia się z samego rana? Kaylie przekręciła się pod kołdrą i przeciągnęła wysuwając spod niej nagie ciało. - Już pić? Do śniadania? Czy na kacu i chce dobić go? - zapytała rozglądając się za ubraniem. Lilia westchnęła. - Wygląda jakby miała zamiar zapić się pod stół. Tata jej mówi, aby poczekała do czasu, aż przekaże wam to co chce przekazać. - rudzielec wzruszył ramionami - Dawno nie widziałam jej w takim stanie, nie wiem co się stało. - Może niech tu przyjdzie? - Kaylie zapytała Khala zakładając bieliznę - To przynajmniej kontrolowane środowisko. - Dobry pomysł - przytaknął Viktor wstając od biurka. - Dziękujemy ci za troskę. Jeśli Filia powtórzy to w przyszłości to będę wdzięczny za natychmiastowe wieści. [image: TYulii.png] Na dole Filia odbywała gorliwą dysputę z Otto. Karczmarz stał z założonymi rękami patrząc z politowaniem na komendant straży. - Filio mówiłem ci już, alkohol nie jest rozwiązaniem. Będziesz później tylko żałować… - Och, odpuść sobie. Już żałuję. Karczmarz jedynie pokręcił głową i spojrzał w kierunku schodów. - Widzisz. Tak jak mówiłem, już są. - Otto wyszedł zza szynku i dopadł do Viktora - Jest naprawdę w podłym nastroju, namów ją aby odpuściła alkohol. - Zobaczymy - przytaknął Viktor, ze zmartwieniem w oczach - Hej, Filio… Chodźmy może na górę. Porozmawiamy w pokoju Kay, co ty na to? Komendant zerknęła na niego. Otworzyła i zamknęła usta jakby próbowała coś powiedzieć, ale tylko zawiesiła głowę i ruszyła za Viktorem. Zatrzymał się na piętrze. - Kay jest w swoim pokoju. Jeśli byś preferowała to opcją jest też porozmawiać u mnie. Propozycję podkreślił krokiem w tył, dając jej swobodne przejście, niezależnie co wolała. - … wszystko mi jedno… - mruknęła Filia i chyba po prostu czekała, aby Viktor ją poprowadził. Viktor przyjrzał się jej uważniej, wyszukując oznak czy aby na pewno miała na myśli to co mówiła… Kiwnął głową i zabrał ją do pokoju Kaylie. [image: TYulii.png] Galtianka zobaczyła Viktora i Filię wchodzących do jej pokoju. Komendant wyglądała jakby ledwo trzymała wszystko w kupie. Kaylie podeszła do Filii i położyła jej dłoń na ramieniu oraz objąwszy zaczęła prowadzić na łóżko z dostawionym stolikiem, na jakim stało śniadanie. - Croissant i czekolada wciąż ciepłe. Pyszne. - powiedziała przysuwając talerzyk z pachnącą słodką bułeczką. Filia spojrzała na rogalik i ugryzła kawałek. -... Dzięki… Viktor szykuj się na rozprawę. Przyspieszyli wszystko. Za dwa dni na się odbyć. - komendant wyrzuciła z siebie informacje jakby chciała mieć to za sobą. - Czekolada też znamienita. - Kaylie powiedziała podając szklankę z gorącym napojem - Zdążymy pogadać. Filia upiła odrobinę czekolady i oparła głowę na ramieniu Galtianki. Kaylie zauważyła łzy formujące się w oczach komendant. Kaylie delikatnie gładziła włosy kobiety i pozwalała jej radować się śniadaniem w milczeniu. - Jestem tak gotowy jak ta zabawa na to zasługuje. Teraz moja uwaga jest skupiona na tej drugiej sprawie. Tej co cię w taki stan wprowadziła. Chciałabyś nam o niej opowiedzieć? - DAVION OPUSZCZA EVERCREST! - Filia rozryczała się w ramię Kaylie. Starała się coś z siebie jeszcze wydobyć, ale słowa były szybko przerywane szlochem. Kaylie pozwalała Filii szlochać i po prostu ją przytulała, pozwalając się ukrywać w swoim torsie, jednocześnie rzucając spojrzenie na Khala próbując dać mu do zrozumienia, że jemu oddaje pałeczkę, a on… czekał chwilę. Analizował. Usiadł obok i położył dłoń na ramieniu Filii aby… może nie “dodać otuchy”, bo to nie było realne w takim stanie… ale by wiedziała, że jest przy niej. Jak Kaylie dawał jej płakać. W takim stanie dopytywanie się “dlaczego?”, “ale na zawsze?”, czy “kiedy?” nie miało sensu. - Jesteś wśród przyjaciół, Filio… - zapewniał tylko cicho. Kilka minut minęło zanim komendant się uspokoiła. - Wez… wezwali go do Absalomu… jakaś ważna sprawa… Ale nie wiemy kiedy wróci… za miesiąc mieliśmy brać ślub… - Filia wydała z siebie kolejny szloch. - Jak to wyglądało? - zapytał Viktor chwilę później - Dostał list? Posłaniec werbalnie przekazał wiadomość? Wiemy dlaczego jest wzywany? - List, zapieczętowany, prosto z Banku w Absalom… Nie było specyfików… przynajmniej nie, że ja je widziałam… chyba go awansują… - I jak on na to zareagował? - Płakał, klął, starał się skontaktować z przełożonymi… - delikatny, ciepły uśmiech się pojawił na ustach komendant - Wszystko, aby móc to legalne przesunąć. Nie dało rady… I macie pewność, że to prawdziwe wezwanie? - Kaylie zapytała łagodnie wciąż tuląc komendant. - Sprawdzaliśmy… pięć, sześć razy. Wszystko się zgadza. - Filia westchnęła - Cieszę się dla niego, ale… czemu teraz? - Absalom jest o tysiąc mil stąd… - głośno myślał Viktor, szukając już rozwiązań - Czterdzieści mil dziennie wierzchem daje… dwadzieścia pięć dni. Kiedy precyzyjnie macie mieć ślub? - Dwudziestego Sarenith… w przesilenie. - zatem ślub komendant miałby się odbyć w przeciągu trzydziestu dni. - Czy Davion potrafi sięgać po błogosławieństwa czwartego kręgu? - Wiatr w plecy? - Filia podała kolokwialną nazwę błogosławieństwa, o którym myślał Viktor - Rozważaliśmy to… Ostatecznie… to tylko data… ważne, aby wrócił cały i zdrowy… po… poczekam… Viktor zmrużył brwi w konsternacji. - To… Mam wątpliwości czy rozumiem sytuację. Bardzo wyraźnie widzę, że idea odłożenia ślubu sprawia wam pewien dyskomfort emocjonalny. Pomyślny Wiatr nie nadaje podróży nadzwyczajnego ryzyka… wyjaśnisz mi dlaczego odrzuciliście tę opcję? - Ponieważ bierzesz jedynie pod uwagę drogę do i z. Nie wiemy ile czasu on jeszcze będzie musiał tam spędzić. Wywierać na niego presję… że jeżeli się pośpieszy to zdąży, w czasie kiedy musi się skupić nad… czymkolwiek co oni będą od niego chcieli… tak będzie lepiej. Po prostu… wybierzemy inną datę… Viktor kiwnął głową, rozumiejąc logikę. - Ta data… ma dla was wyjątkowe znaczenie? -... -asz pierwszy pocałunek… Viktor znów kiwnął kilka razy głową. - Więc to jest rzeczywiście ważna data. Hmmm… - zastanowił się dłużej aż w końcu pstryknął palcami. - Ah… - przyklęknął naprzeciw Filii, z iskrami w oczach. - Rozumiem czemu nie chcecie tego wezwania zignorować. Rozumiem, że te pięć dni to dużo za mało. Ale jeśli twój braciszek wyczarował by mu dwa pełne tygodnie, z możliwością poinformowania o rozwoju wydarzeń… Spróbowalibyście z pierwotnym terminem? Filia zamrugała kilka razy. - Lepiej wytłumacz mi wszystko zanim się zgodzę… - nutka nadziei pojawiła się w jej głosie. - Słyszałaś o koniu i zębach, hmmm? Wymyśliłem to dosłownie pięć sekund temu. Nie mam jeszcze dopracowanych niuansów, ale dam radę to zorganizować. Będziesz musiała mi chwilowo zaufać ale zacznij od potwierdzenia, że dwa tygodnie uznacie za wystarczający zapas… - Powinno wystarczyć... - uznała Filia - Możesz chociaż dać jakąś podpowiedź? - Kilka opcji, które jednostkowo nie muszą się udać, ale jako komplet któryś na pewno przyniesie owoce. Ale zacznijmy od wyeliminowania najprostszej opcji… Fern na pewno byłby zdolny przeteleportować Daviona do Absalomu. Dlaczego nie jest on opcją? Filia się zastanowiła. - Ponieważ jest wieszczem a nie przywoływaczem? Nie zakładaliśmy, że to zaklęcie znajduje się w jego repertuarze. - Masz na myśli, że paranoik nie opanowałby najlepszej magicznej ewakuacji? Heh… zaczniemy od niego. Jeśli się nie uda to mam trzy inne pomysły. Kay… Ty masz z nim nić porozumienia. Na pewno lepszą niż ja… wzięłabyś na siebie zapytanie go o to? Oferuję standardową rynkową zapłatę za takie zaklęcie. - Lepiej powiedz co oferujesz jej za tą przysługę. - komendant mrugnęła do Galtianki. - Ty nie cwaniakuj, bo jak takimi transakcjonistami mamy być, to ty mi się nie wypłacisz za to co ci tu zaraz wyczaruję - zaśmiał się do Filii i spojrzał na Kaylie pytająco. Kaylie uśmiechnęła się. - Dobrze, zapytam. - zgodziła się bez narzekania. - Dziękuję, Kruszyno. Jak byś była uprzejma to po śniadaniu, byś mogła? Mam przeczucie, że to byłoby zbyt łatwe i muszę to wiedzieć w miarę szybko. - Postaram się. - obiecała. - Tylko o to proszę - Viktor zadowolony usiadł na krześle i wziął pierwszy kęs swojego śniadania. - Więc potencjalny-awans, mówisz. Za to też się należą potencjalne-gratulacje. I to w banku? Nie wiedziałem, że Davion ma jakieś powiązania… - Nie finansowe, jeżeli o tym myślisz. Świątynie Abadara często też pełnią rolę banku czy innego urzędu. Bank w Absalom to główna świątynia Boga Miast. - Ma sens… - przytaknął Viktor przegryzając kolejny kęs - To jakaś ich traditio, że wzywają z tysiąca mil, nie tłumacząc powodów? - Nie… ale Davion stamtąd pochodzi, jego bezpośredni przełożony tam urzęduje… pewnie o to chodzi. - Nie z Kyonin? - zapytała Kaylie z jakimś zawodem. - Oryginalnie tak, ale przeniósł się do Absalom i tam spędził większość życia. - Filia zaczęła tłumaczyć - Przybył do Evercrest kiedy królestwo zaczęło się rozrastać jakieś piętnaście lat temu. - Ale czemu opuścił Kyonin? - pytała dalej. - Ciekawość świata, nuda, zrządzenie losu. - komendant wzruszyła ramionami - Podejrzewam, że sądzisz, że nikt nie chciałby opuścić królestwa elfów? - Na pewno ja chciałam tam zamieszkać... ale rozumiem, że to niemożliwe, nawet mając pokrewieństwo krwi stamtąd... - westchnęła. - Wiesz, że to ma więcej wspólnego z ich chęcią izolacji, niż twoim… nie-elfostwem? - Gdybym była elfia to łatwo by mi było do nich dołączyć... - posmutniała wyraźnie - Zawsze to na moją niekorzyść działało… Filia spojrzała na Galtiankę. - Sądzę, że za wysoko ich cenisz. Jeżeli naprawdę cenisz sobie wolność jaką szczyci się Galt. Elfy Kyonin są dość… zatwardziałe w swoich przekonaniach i drogach. - Wychowano mnie w przeświadczeniu, że elfy są po prostu lepsze. - szepnęła. - Bez urazy… brzmi trochę jak fetyszowanie ich. W sensie, takie wielbienie kultury, z którą pewnie miało się niewielki kontakt? Mogłabyś się poważnie zawieść, gdybyś zobaczyła Kyonin, zarówno dobre i złe części. Galtianka nie odpowiedziała już na to wybierając milczenie. - Nawet nie wiesz jak… - przytaknął Viktor Filii o fetyszyzowanie elfów, kończąc powoli śniadanie. Kaylie spojrzała bez słowa na swojego kochanka jedynie mogąc besztać go wzrokiem, ale on zdawał się nie dostrzegać nagany. Ani trochę... co wyraźnie irytowało Galtiankę. Filia podeszła do Viktora i go uściskała. - Dziękuję… - wróciła do Kaylie, którą również przytuliła - I tobie. Naprawdę dziękuję.