Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. Starbase ECHO-1

Starbase ECHO-1

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
3 Posty 2 Uczestników 33 Wyświetlenia 1 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • AbishaiA Niedostępny
    AbishaiA Niedostępny
    Abishai
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #1

    Minęły miesiące na stacji ECHO-1. Ekipa zdążyła się już zadomowić i przejść przez bóle porodowe które ukształtowały jej skład i role jakie poszczególni członkowie pełnili w bazie. Ekipa zdołała się już zadomowić i przyzwyczaić do klaustrofobicznej natury swojego domu.
    Badania też posuwały się do przodu. Elena mapowała prądy morskie i sporządziła mapy akwenów a Vika katalogowała miejscowe formy życia zapisując ich kody “genetyczne” w bazie danych. Mikhail zaś starał się zlokalizować i wycenić miejscowe złoża na podstawie próbek gleby. Były to wielce powierzchowne badania planety, ale i konieczne. W zasadzie od takich działań zaczynano zawsze eksplorację planety. Od ogółu przechodzono do szczegółów. Niestety to, że były konieczne, nie czyniło tych czynności ekscytującymi.
    Niemniej ekscytacji załoga stacji miała pod dostatkiem. Nie dość że jeden duży statek rozbił się na jej powierzchni, to jeszcze odkryli kolejny wrak na jednym z księżyców planety.
    Mieli więc co robić.

    text alternatywny

    Szczelina. Długa na pięć metrów, szeroka w najszerszym miejscu na 2,5 metra. Przecinała miejsce które Elena z Janosem oczyściła ogniem. Był to problem dla Eleny. Nie można było budować nowej bazy czy też nawet anteny komunikacyjnej na dziurze prowadzącej w głąb skały.
    Elena z Janosem mieli więc nowy problem konstrukcyjny do rozwiązania. Bez oceny jak głęboka jest szczelina nie można było zabrać się za jej zatykanie. Oznaczało to, że Mikhail miał zadanie do wykonania. Ocena tej sytuacji wymagała wszak jego ekspertyzy.
    I dlatego prędzej czy później, będzie musiał tam polecieć i na miejscu rozwiązać tej problem. Może i mało go obchodziła sama placówka, to jednak ulepszenie systemu komunikacyjnego na Elpis było w jego interesie. Uczyniłoby jego wyprawy na powierzchnię planety deczko bezpieczniejszymi.

    text alternatywny

    Stacja ECHO-1, Pokład 2, Lab/MedLab

    Janos z dumą zaprezentował swoje rozwiązanie problemu Mikhaila. Przyrząd wyglądający jak nieporęczny pistolet lub doskórny dozownik leków.

    text alternatywny

    Tyle że duży i ciężki. Bardzo niewygodny w dłoni.
    -To poręczny taran ciśnieniowy. Przykładasz go do przeszkody i naciskasz spust. I przeszkoda powinna być usunięta. Na pewno poradzi sobie z kratkami wentylacyjnymi. I standardowymi drzwiami. Na grodzie awaryjne… cóż… tego nie sforsujesz ani tym, ani ręcznymi palnikami. Jeśli tam dalej są grodzie, to niestety nic na to nie poradzimy. Są zaprojektowane, by wytrzymać eksplozje mogące zniszczyć pomieszczenie.- wyjaśniał Janos, podczas gdy Mikhail przyglądał się nowej zabawce. - Ładunków w nim jest na cztery strzały i… nie używaj tego jako broni. Po pierwsze jest nieskuteczny w tej roli, a po drugie możesz zwichnąć sobie nadgarstek.-
    -A i nie był testowany. Nie jest też zbudowany, tylko wydrukowany. I choć wybraliśmy najprostszy darmowy schemat, to jest szansa że wydruk z replikatora zepsuje się po którymś strzale. Dokładność wydruku jest poniżej wymaganego minimum.- dodał Benjamin.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • DhratlachD Niedostępny
      DhratlachD Niedostępny
      Dhratlach
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #2

      Stacja ECHO-1, Pokład 2, Lab/MedLab

      • Czyli… - zaczął z namysłem Mikhail przyglądając się trzymanemu w dłoni ręcznemu urządzeniu w formie pistoletowej do forsowania przeszkód w innych sytuacjach otwieralnych.
      • …to ustrojstwo to taki ręczny taran? Są jakieś zagrożenia o których powinienem wiedzieć? - Nic poza tym co powiedziałem. Używaj zgodnie z zaleceniami, to nie powinno być problemu.- odparł Janos drapiąc się po brodzie.
      • A co by się stało jakby przyłożyć do człowieka… albo robota? -
      • No na pewno by go odrzuciło.- odparł Janos i wzruszył ramionami. - Ale skoro taki twardziel jesteś i znawca sztuk walki to powinieneś od razu zauważyć, że nie da się tego zrobić w walce na bliski dystans przeciw człowiekowi, a robot najwyżej się przewróci. -
      • Mam parę lekcji za sobą. - wzruszył ramionami Ivanovich nie wchodząc w szczegóły swojego szkolenia. Były w Dossier… i były znaczące. - Ot, moja ciekawość, choć bardziej liczyłem na coś… ciekawszego. Jak stoimy z poszukiwaniem kombinezonu?
      • Jest kilka modeli. Żaden tani. - odparł Benjamin.- Od firmy nic nie dostaniemy, bo stacja ma komplet kombinezonów.
      • Zdaję sobie z tego sprawę.- mruknął geolog - Żydzą na nas… ale nie ma co odkrywać naszych kart. Wyślij mi kosztorysy i zalecenia.
      • Mogę ci wysłać zestaw linków do modeli i ceny.- wzruszył ramionami Benjamin.- Nie mam zielonego pojęcia jednak po co w ogóle nam nowy kombinezon. Nie mam żadnych zaleceń.-
      • W kwestii zaleceń polegam na Janosie, on jedyny z nas ma pojęcie o akcjach ratunkowych, a nie ufam… tym kombinezonom co mamy. Są okrutnie kruche, a i zbiornik tlenu niewielki. Jednostka z kolei zapowiada się na sporą. Co tu dużo mówić? - zapytał inżynier górnictwa.
      • Że nie kupimy nic sensownego?- odparł Janos drapiąc się po karku.- Te cywilne są ogólnie… niezadowalające.
      • Mwaaaah… - Mikhail przeczesał w niezadowoleniu dłonią włosy - …sucza krew… cóż, widać zostaje działać z tym co mamy, a to oznacza, że muszę być po dziesięciokrotność ostrożniejszy co odbije się na szybkości eksploracji. Dobra, ale przynajmniej bardziej pojemny zbiornik tlenu da się znaleźć?
      • Pojemny… oznacza większy i cięższy.- przypomniał mu Janos.
        Pietroszenko wypuścił powietrze nosem.
      • Zapomniałem… - przyznał - Mamy tylko cywilne dostępne. Dobra, działamy z tym co mamy. Innej drogi nie ma.
      • Kiedy tylko znajdziesz czas.- dodał Janos z uśmiechem.

      We wnętrzu obcego statku

      Nowy sprzęt, stara sytuacja. Wystartowali statkiem w podobnym składzie i wylądowali na księżycu powtarzając schemat działania z poprzedniej misji. Po co naprawiać to co działało?
      Krótka wędrówka do włazu statku, procedura otwierania, procedura zamykania. Odpompowywanie, wpompowywanie atmosfery. Dość szybko stało się to nawykiem, zamiast przygodą. Niemniej… od teraz, dalsze działania zależały od decyzji inżyniera i tu… zaczynała się jego przygoda.
      Cóż, Mikhail wiedział, gdzie się udać. Do kraty prowadzącej na korytarz. Przywiązany liną do włazu. Nie było innej opcji, jak przemieszczać się z liną. Nie miał zamiaru się zgubić, a tylko pustka wiedziała co go tam mogło czekać.
      Podążał w ciszy i ciemnościach rozświetlonych światłem latarki przy kombinezonie. Była to monotonna wędrówka, jak ostatnio. Niemniej tym razem wiedział, gdzie iść i… w końcu dotarł do kraty.
      Nie myśląc długo postanowił sprawdzić działanie urządzenia. Przyłożył centralnie i… nacisnął spust. Urządzenie wydało z siebie głośne “puff” i fala ciśnienia wyrwała kratkę rzucając ją gdzieś w dół. Droga była otwarta.
      “No proszę, a jednak działa….”
      Obejrzał dokładnie miejsce po kratce, a dokładniej po mocowaniach szukając ostrych krawędzi. Bezpieczny zawsze ubezpieczony… czy jak to tam mówili.
      W pobliżu mocowań kratki było widać ostre wyszczerbienia, ale pomiędzy nimi, była gładka powierzchnia.
      “Dobra, wrócę z młotkiem.”
      Z tą myślą i wiedzą, że zaostrzenia były niewielkie zaczął schodzić na dół korytarza.
      Powoli zsunął się w dół. Na szczęście kratka była wysoko, a więc blisko sufitu, który akurat był podłogą. Korytarz był w miarę szeroki, choć bez przesady. Dwie osoby mogły przejść w nim bok siebie. Był też pusty i prowadził do pary drzwi. Jednych po jednej, a drugich po przeciwnej stronie.
      Cóż, bez punktu odniesienia nie miało znaczenia w którą stronę się udać, więc udał się w lewą dobywając łomu. Pora była otworzyć drzwi. Jak nie te… to tamte.
      Ruszył powoli w kierunku drzwi, krok za krokiem sprawdzając napięcie liny. Póki co była luźna, więc spokojnie mógł sobie pozwolić na wędrówkę. Drzwi oczywiście znajdowały się powyżej niego, więc nie mógł dosięgnąć mechanizmu otwierającego je… zakładając że jeszcze działał.
      Na co nie liczył. Liczył jednak na stary dobry łom i podważanie. Zresztą, innej opcji nie miał i jakoś nie widział by ustrojstwo Janosa mogłoby sobie poradzić z tą przeszkodą.
      Drzwi wyglądały na takie, które dałoby… na pewno dałoby się wcisnąć łom w szczelinę pomiędzy nimi. Co Mikhail zrobił. Stara szkoła. Nie było w niej większej filozofii.
      Drzwi opierały się jego działaniom. Wymagało to siły i cierpliwości… i zwiększonego zużycia tlenu. Niemniej po chwili zdołał nieco rozchylić je i otworzyć. Po drugiej stronie drzwi pierwsze co dostrzegł to pozbawiony głowy zasuszone ludzkie ciało… a nie… głowa tu była, rozrzucona po korytarzu w kilkunastu kawałkach.
      Mikhail przyjrzał się bliżej scenie starając się zrozumieć co się stało z głową tego człowieka. Nie wyglądało to jak typowe obrażenia z braku tlenu? Jakieś śladu wymiany ognia? Tego nie wiedział, ale miał zamiar się dowiedzieć… ale tylko pobieżnie. Miał wrak do przebadania i szkoda było marnować czas na coś co nie miało większego znaczenia. Udokumentować? Tak, ale nie poświęcać na to zbytniej ilości ograniczonego czasowo tlenu.
      Wchodząc do środka, latarka kombinezonu rzuciła więcej “światła” na tą tajemnicę. Trup był uzbrojony w jakiś rodzaj śrutówki. Broń o tej prostej konstrukcji leżała niedaleko zwłok. Po przeciwnej zaś stronie leżał ruchomy automat strażniczy wyposażony w ciężki karabin maszynowy. I… jednak z jego kontrolek… nadal migała… nawet jeśli słabo.
      Co nie było dobrym znakiem. Zostało mu ocenić uszkodzenia automatu i ewentualnie potraktować go ołowiem… dla pewności. Śrutówka byłaby do tego znakomitym rozwiązaniem, a martwy? Członek załogi, czy ktoś z zewnątrz… to było dobre pytanie. Nie mniej, sam automat dawał szansę na ocenienie wieku wraku.
      Trudno było ocenić same zwłoki, mocno zmurszałe i pokryte pyłem. Robot miał uszkodzone kończyny i pewnie nie mógłby się poruszyć, ale sama broń nie wyglądała na uszkodzoną. Pytanie tylko… czy się zbliżyć do broni?
      Nie było co ryzykować. Pustka wiedziała w jakim trybie był automat, ale i tak jedno było pewne. Cud, że miał zasilanie. Chwycił więc śrutówkę i sprawdził czy jest nabita.
      Zanim zdążył ocenić zawartość komory z nabojami… głośne pikanie od strony maszyny sprawiło, że zerknął odruchowo w tamtą stronę. Karabin drgnął celując w niego, a kontrolka już nie migała, tylko świeciła mocno.
      Pikanie… i pierwszy rzut kątem oka na maszynę było jedynym co potrzebował by zacząć biec w kierunku wyjścia. Domyślnie trzymając się strony ściany pod którą leżał robot. Z nadzieją, że wyjdzie cało z opresji wydawało się to mu jedyną logiczną opcją. Jakby nie patrzeć, był limit obrotu broni w unieruchomionym automacie.
      Za sobą usłyszał charakterystyczny dźwięk odblokowania zamka i świst kul lecących w jego stronę. Poczuł ból i na ekranie hełmu pojawiły się alarmujące informacje o rozszczelnieniu kombinezonu, toksyczności atmosfery etc. Odruchowo zbagatelizował je. Rany które zgłaszał kombinezon były jedynie draśnięciami… bolesnymi ale niegroźnymi. Powietrze choć z definicji “toksyczne” nie było obecnie groźne dla niego. Wypadł z pośpiechem z pomieszczenia i skrył się za ścianą. Słysząc jak maszyna przechodzi z trybu wyszukiwania celu na czuwanie, a potem uśpienie mógł spokojnie przyjrzeć się rano. Jedno draśnięcie na barku, jedno na łydce. Kombinezon rozerwany, trochę czerwieni… ale więcej krwi nie wypływało z “ran”.
      Sięgnął do torby pasowej i wydobył “łatki”, które natychmiast zaaplikował na kombinezon. Miał więcej szczęścia niż rozumu… musiał przyznać i z tą myślą, i grymasem draśnięcia, wziął się za otwieranie drugich drzwi. Ot, chciał sprawdzić na ile draśnięcia były draśnięciami, a jeśli okazałoby się inaczej… zawsze mógł się ewakuować.
      Maszyna na razie się uspokoiła, więc nie musiał się martwić o bezpośredni atak z jej strony. Przynajmniej na razie. Łatki wystarczyły by część czerwonych alarmów zniknęła z wizjera hełmu, a reszta przeszła w stan żółty… ostrzeżenie o rozszczelnieniu.
      Co było mniej lub bardziej pocieszającą myślą i z nią Mikhail wziął się za otwieranie drugich drzwi. Skoro już tu był?
      Oznaczało to długą drogę w drugą stronę, ale przynajmniej na razie nie musiał się mierzyć z robotem strażniczym. Niemniej gdy dotarł na miejsce… zatrzymał się w osłupieniu. Te drzwi zostały przerobione. Ktoś umieścił w nich dziwny obiekt, zapewne mechanicznej natury. Owalny obiekt z dziwną szczeliną, który to Mikhail widział pierwszy raz w swoim życiu.
      Uniósł brew. To zdecydowanie wyglądało… “staro”. Na tyle staro, że nigdy czegoś takiego nie widział w swoim życiu, a nie pochodził z jakiegoś wysoce zaawansowanego technologicznie systemu… Co oznaczało jedną rzecz. Ten statek mógł być starszy niż im się wszystkim zdawało. Niemniej, nie wiedząc z czym ma do czynienia, zdecydował się na drogę powrotną. Te urządzenie mogło być wszystkim i wolał nie ryzykować.
      Wdrapania się po linie na górę i wpełźnięcie do wąskiego kanału wentylacyjnego okazało się męczące i kłopotliwe. Nieco bolesne przy jego obrażeniach. Zużył przy tym więcej czasu i tlenu niż się spodziewał. Należało więc wziąć to pod uwagę przy kolejnych wyprawach.
      Niemniej w końcu dotarł na tyle blisko wejścia że…
      [I]- To automatycznie wygenerowany sygnał.-[/I] słyszał głos Benjamina.- [I]Powtarzany co pięć minut. Odezwij się, a zostanę powiadomiony przez odbiornik tej częstotliwości.[/I]
      [i]- Tu Mikhail. [/i]- zakomunikował -[i]Coś mnie ominęło?[/i]
      [I]- Nie nic. Czekamy i liczymy czas. I nudzimy się.[/I]- odparł Benjamin.
      [i]- Cóż, zeszło mi jednocześnie dłużej i krócej niż bym chciał.[/i] - odpowiedział geolog - [i]Ale to jak się stąd ewakuuję.[i]
      [I]-Ciarka czuwa przy wyjściu. Na razie żadnych problemów z naszej strony.[/I]- przyznał informatyk.
      [i]- Chociaż jedna dobra wiadomość.[/i] - zauważył Ivanovich w rozbawieniu.
      [I]- Nic ciekawego więc nie znalazłeś w tej kupie złomu?[/I]- zapytał Benji.
      [i]- Znalazłem… dobra, można przepompowywać. Jestem na miejscu. [/i]
      [I]- Dam znać Janosowi.[/I]- rzekł Benjamin.

      |--|*

      Byli z Janosem w drodze powrotnej do promu, kiedy Mikhail zapytał.
      [i]- To… jak się naprawia kombinezony?[/i]
      [I]- Z pomocą replikatora… jeśli się da.[/I]- odparł Janos przyglądając się kątem oka na łatki.- [I]Rozerwały się na ostrych krawędziach?Takie coś da się chyba zalepić.[/I]
      [i]- Bardzo ostre krawędzie… takie… wysokiego kalibru. Nie znam się na automatach strażniczych. [/i]- odpowiedział inżynier.
      [I]- Automaty strażnicze? Cholibka… to może być problem.[/I]- przyznał Janos w zamyśleniu. - [I]Jeśli są automaty.[/I]
      Nie dokończył, bo doszli do promu i wpierw wsiedli do środka. Po wyrównaniu ciśnienia w Dedalu Janos zdjął hełm.

      • To ktoś je tam zostawił. I być może inne pułapki. Solidny akumulator ustawiony w tryb uśpienia może zapewnić energię na dziesiątki a czasem i setki lat.- przyznał.
      • To by tłumaczyło. - powiedział po zdjęciu hełmu Ivanovich - I tak miałem więcej szczęścia niż rozumu.
      • Są budowane by być samowystarczalne.- przyznał Janos drapiąc się po karku.- I upierdliwe, bo amunicji penetrującej pancerz nie mamy.
      • No cóż, to będę musiał jakoś przejść przez to ustrojstwo na drugich drzwiach. - stwierdził ze wzruszeniem ramion Mikhail - Nie wiem co tam się wydarzyło, ale mam złe przeczucie.
      • Jakie ustrojstwo?- zapytał Janos zasiadając za sterami statku Dedala.
      • Mechaniczne… coś. Owalne, ze szczeliną. Zresztą, daj chwilę… prześlę ci. - geolog zaczął przewijać nagranie, by uchwycić zdjęcie dziwnego obiektu, który następnie przesłał sierżantowi.
      • Nie mam pojęcia co to jest.- przyznał Janos.
      • Witam w klubie. - powiedział z uśmiechem Mikhail.

      Stacja ECHO-1, Pokład 2, Lab/MedLab

      • A więc…- zaczęła doktor Hojo, podczas gdy Vika pełniąca rolę sanitariuszki przylepiała plastry gojące na rany Mikhaila.- … żadnych poważnych obrażeń. Poziom tlenu we krwi prawidłowy. Miałeś szczęście. Zalepianie uszkodzeń kombinezonu plastrami to nie jest standardowa procedura. Bardziej… coś z podręcznika dla desperatów.
      • Nadal legitne w mojej książce. - odpowiedział ze wzruszeniem ramion geolog - Desperackie rozwiązania na desperackie czasy. Od tego są, więc co będę wybrzydzał? Mądrość naszych przodków, że tak powiem.
      • Znając historię nawyków żywieniowych naszych przodków, nie pokładam wiary w “mądrość naszych przodków”.- odparła sceptycznie Hojo, przyjrzała się pobliskiemu monitorowi.- Wszystkie wskaźniki biometryczne w normie. Niemniej zrób sobie jeden dzień przerwy, tak na wszelki wypadek.
      • Obiecuję, że nie będę pracować fizycznie. - odpowiedział Mikhail. I tak miał dość papierkowej roboty która tylko się nakładała z każdą wizytą na planecie, a że Hojo nic nie wspomniała o alkoholu…
      • Ok. I uważajcie tam na siebie. - odparła Hojo.- Nie jesteście opancerzonymi cyborgami wojsk… A przynajmniej ty nie jesteś.
      • Jestem tylko jednym człowiekiem…. - odparł Ivanovich.
      • Nie. Nie jesteś człowiekiem.- odparła z przekąsem Hojo. -Twój profil genetyczny jest mocno zanieczyszczony modyfikacjami.
      • Prawdopodobnie pozostałości po moich przodkach. - wzruszył ramionami geolog - Uśpione geny, czy jak to mówią. U nas całkiem popularne. Ostatecznie Partia decyduje.
      • Nie wciskaj mi kitu… umiem rozpoznać genetyczne modyfikacje w profilu DNA .- odparła ironicznie Hojo. - Poza tym jestem tu lekarką. Mam dostęp do twoich danych medycznych. Dobrze wiem co ci zmienono.
      • Zaraz… te drobne zmiany to… aż taki szum? - Mikhail się wyraźnie zdziwił - Widziałem bardziej zmienionych ludzi. Na własne oczy i na papierze.
        Kobieta pokręciła głową.- To że zmiany w twoim DNA są niezauważalne nie oznacza, że nie są potężną ingerencją w kod.
      • Zatem jest coś czego nie wiem…? Wtajemnicz mnie.
      • To proste… im więcej twój kod genetyczny różni się od standardu tym mniej niestabilny się staje. Bo jest mniej ludzki. Usunięcie choroby genetycznej, poprawienie niektórych parametrów takich jak tolerancja na laktozę nie jest problemem. Zmiana koloru źrenic czy stopnia pigmentacji… ok, jeszcze ujdzie. Wychodzenie z możliwościami poza ludzkie granice… - wzruszyła ramionami Hojo.- To tu już zaczyna się rosyjska ruletka. I nie ma znaczenia czy te zmiany są widoczne gołym okiem. I jeśli dasz za kontrprzykład Vikę to… nie trafiłeś. Tak rozległe modyfikacje ciała nie są organiczne. Gdyby były, Vika musiałaby wstrzykiwać sobie codziennie mnóstwo stabilizatorów do krwi.
      • Nadal nie widzę jak moje modyfikacje genetyczne zanieczyszczają, aż w taki sposób kod. No, ale ja się nie znam.
      • Wytłumaczę ci po inżyniersku… żeby zmienić dna trzeba dosłownie rozerwać chromosomy, wstawić nowe sekwencje i złożyć dna z powrotem. Robi się to z pomocą odpowiednio zmodyfikowanych agresywnych wirusów. - odparła spokojnie Hojo.- I pomijając to, że osłabia to znacząco telomery będące stabilizatorami twojego kodu, obce geny mogą kolidować z resztą DNA co czasem powoduje efekty uboczne… dodatkowe mutacje. I nie, nie są to dodatkowe supermoce… tylko agresywne odmiany raka.- podrapała się po karku. - Owszem szansa na to jest mała obecnie. I są robione testy przed aplikacją nowych sekwencji w chromosomy. Ale im więcej obcych genów tym większa szansa na “wypadek przy pracy”.
      • Hmmm… - zamyślił się geolog - …na szczęście nie przewiduję następnych mutacji.
      • Nawet jeślibyś przewidywał, to nie mamy wyposażenia na taką operację ani odpowiedniego personelu. Taka procedura wymaga specjalisty. - wzruszyła ramionami Hojo. - To wszystko z mojej strony. Jest pan wolny.
      • Dziękuję. - odpowiedział Mikhail - Jakby coś się działo, dam znać.

      Kantyna

      Mikhail wątpił by ktokolwiek wiedział czym było mechaniczne ustrojstwo… ale jedyną osobą która mogła coś wiedzieć była Yaris. Jej kulturalna niechęć do technologii była dość wymowna, więc istniał cień szans, by coś wiedziała. Nie pokładał w tej nadzieji jakiejś większej nadziei. Jeśli nie ona? Został tylko SAM…

      • Co tam, Yaris? - zapytał zbliżając się do barku - Nie uwierzysz, ale mam dzisiaj wolne, a nasza Doktor nic nie wspominała o alkoholu… oczywiście, że pomyślałem o Tobie...
      • Tak. To masz szczęście. Albo pecha, zważywszy że nikt nas tu nie nadzoruje dopóki raporty im się podobają.- odparła Yaris.- To co podać. Mamy do wyboru bimber i… bimber.
      • Ostatnim razem, był dobry bimber, więc bimber. - odpowiedział z uśmiechem Mikhail - Opowiesz mi o swoim świecie?
      • Nie jestem za dobra… w opowiadaniu o nim. I poznałam ją tylko poprzez spojrzenie mojej kasty.- odparła wymijająco kobieta.
      • Rozumiem… - odpowiedział geolog sięgając do torby i wyjmując z niej przenośny komputer na którym wyświatlało się dziwne ustrojstwo ze statku - …a widziałaś w swoim życiu takie coś?
      • Tak. To zamek.- odparła Yaris przyglądając się grafice. - Popularna rzecz u nas.
        Mikhail zamrugał. Raz, dwa…
      • Dla mnie to coś nowego… - powiedział lekko zakłopotany, bo taki był. Sposób w jaki Yaris przedstawiła “zamek” zbił go z tropu. Czy on też powinien wiedzieć co to “zamek”? - …czym jest… zamek?
        Nie wiedział, ale ona wiedziała i tylko to się liczyło. Gdzieś w tyle głowy starał się łączyć kropki, ale odkrycie “zameka” skutecznie go zdezorientowało. Nie był w stanie usadowić jego obecności nigdzie. Na żadnej lekcji technologicznej, żadnej historycznej. Nigdzie. “Zamek” był… niewiadomą. Utraconą częścią powszechnej wiedzy… która przynajmniej istniała na świecie Yaris.
      • Takim mechanizmem… z metalową sztabką blokującą drzwi. Trzeba do niego klucza, metalowego przedmiotu odpowiednio ukształtowanego. I on otworzy zamek i drzwi. - Yaris zaczęła wyjaśniać choć nie było jej łatwo. Możliwe że obiekt o którym mówiła, był dla niej tak powszechny że nigdy nie przyszło jej się zastanawiać jak dokładnie on działa.
      • Czyli… to mechaniczna blokada? - mężczyzna podrapał się po brodzie i dodał ciszej w namyśle - Hmmm… ale czy łom tu się sprawdzi?
      • No… nie wiem… nie jestem specjalistką.- przyznała Yaris przyglądając się zamkowi.- Chyba nie?
      • Znasz się lepiej ode mnie. - odpowiedział z łagodnym uśmiechem Mikhail wiedząc już czego szukać. - Teraz potrzebuje się zastanowić jak otworzyć ten zamek.
      • Można przewiercić. Chyba. Złodzieje… włamywacze ponoć tak właśnie robią.- podpowiedziała niepewnie Yaris. - A przynajmniej tak słyszałam.
      • Zawsze trop. - Geolog wyraźnie się zastanowił nad czymś - Coś czuje, że dzisiaj czeka mnie trochę pracy… albo zlecę szukanie danych i nad “ranem” sprawdzę...
        Westchnął i uśmiechnął się szeroko.
      • Yaris, jesteś nieocenioną pomocą. Teraz wiem czego szukać, dziękuję.
      • Nie ma za co.- odparła kobieta z uśmiechem. - W końcu jestem częścią tej drużyny.
      • To co? Napijesz się ze mną? - zapytał z uśmiechem.
      • Jestem w pracy.- odparła żartobliwie, ale nalała alkoholu do dwóch kieliszków.
      • Co będziemy sobie żałować. - odpowiedział inżynier - Za zamek.
      • Za to co jest za nim. Nie ma zamyka się bezwartościowych rzeczy. - zasugerowała Yaris.
      • Wypijmy za to. - odpowiedział - Za to czego nie widać, a co czeka.

      Stacja ECHO-1, Pokład 3, Komunikacja i kontrola lotów kosmicznych

      • Więc. Oto on.- Informatyk stuknął palcem w ekran na którym wyświetlał się szereg parametrów. - Skafander kosmiczny do użytku w miejscach o wysokich poziomie radiacji.
      • Bojowe są za drogie i wymagają zezwoleń. - tłumaczył. - Więc cywilne do pracy w ciężkich warunkach są następnym oczywistym wyborem.-
        Ten kombinezon służył co prawda do pracy przy wydobyciu i usuwaniu materiałów bardzo radioaktywnych, niemniej wkładki usztywniające z stopów metali o wysokiej gęstości sprawiały, że był odporny na ostrzał, odporny na rozerwania i miał dwa obiegi powietrza. Jeden główny drugi awaryjny. Niestety miał też dwie wady. Był ciężki i ograniczał nieco ruchy i… o ile obecne skafandry dzięki użyciu “inteligentnego” materiału dostosowywały się do każdej sylwetki, o tyle w tym przypadku takiej możliwości nie było. Oznaczało to, że trzeba było zamówić kombinezony pod konkretne wymiary kogoś z załogi stacji. A że specjalistyczny skafander był dość drogi, to stać ich było tylko na jeden (góra dwa jeśli Mikhailowi udałoby się jakoś wyciągnąć z obiegu zainwestowane w akcje pieniądze) egzemplarz.
      • To może być to czego szukamy… - zauważył geolog - …blyat, kosztowne to jest.
      • Jak wszystkie sprzęty specjalistyczne. - odparł Benjamin wzruszając ramionami.- Te skafandry, które my mamy, też tanie nie są. Inteligentny materiał to nie jest coś co można znaleźć w każdym systemie gwiezdnym.
      • Tak czy inaczej, całe ryzyko na mnie, więc raczej więcej niż jeden nam nie potrzeba. - wzruszył bezradnie ramionami Mikhail. Nie był skory sprzedawać swoich udziałów, które mogły przynieść zysk, a w które ciągle inwestował - Nie mniej, to konieczny sprzęt jest. Jedno przejście jest całkowicie zniszczone i nie nadaje się dla tego co mamy teraz.
      • Mhmm… więc… pozostaje pytanie… pod kogo ten kombinezon? - zapytał dla formalności informatyk bo odpowiedź nasuwała się sama.
      • Mamy innego kandydata, niż mnie? - zapytał Ivanovich.
      • Ok… to wypełnij formularz i podeślij mi go. Złożę zamówienie.- odparł Benji.- Skafander przyleci z następnym transportem.
      • Nie żeby nam się śpieszyło. - wzruszył ramionami geolog - Mamy czas, dużo czasu. Ile to jeszcze? Będzie z kilka lat? Swoją drogą, Benjamin, co skłoniło Ciebie do wzięcia tej fuchy? - Hmm… kasa. Głównie kasa. - odparł wymijająco informatyk.
      • Hah… znam to. - odpowiedział Mikhail.
      • Nikt nie siedzi na takim zadupiu dla idei.- odparł ze śmiechem Benjamin.
      • Co prawda to prawda… - przyznał z uśmiechem geolog.

      I’ve seen it all, all of it, and I am still here
      I’ve felt everything, and I am still standing tall

      Sonda sesyjna

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • AbishaiA Niedostępny
        AbishaiA Niedostępny
        Abishai
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #3

        Czas mijał, postępy powoli się pojawiały.
        Posunęli się dość daleko w badaniach. Zamówiony został nowy skafander który miał ułatwić przyszłą penetrację statku. Niestety ów towar miał przylecieć wraz z następnym transportem zapasów. Więc Mikhail musiał na niego poczekać. Zresztą czekanie ostatnio stało się częstym gościem u niego. Choć rana, wedle oceny inżyniera (oraz Eleny i Janosa), była niegroźna to Hojo uziemiła Pietroszenko na stacji do czasu jej zagojenia. I powiadomiła o tym SAMa wykorzystując swoje uprawnienia do zablokowania mężczyźnie korzystania ze środków transportu i skafandrów.
        Cóż, Sharp miał rację mówiąc, że Irene traktuje swoją robotę bardzo poważnie. Zdecydowanie za poważnie jak na gust inżyniera i paru innych osób na stacji. Z drugiej strony lepiej mieć kompetentną lekarkę na stacji, nawet jeśli jest ona zbyt oddana swojemu powołaniu. Niż medyka traktującego swoją robotę jako jako dodatkową okazję do zarobku.
        Tak więc Mikhail siedział na stacji czekając na koniec rekonwalescencji. Badanie wraku zostało zawieszone. A Elena z Janosem i Viką skupili się na planecie często tam wyruszając w związku ze swoimi badaniami i w związku zabezpieczeniem miejsca budowy bazy. Spieszyli się z powodu tego co prognozował SAM. Drastycznej zmiany pogody. Nadchodził bowiem czas monsunów na Elpis. Trwających nieustających przez kilka tygodni deszczy i silnych wiatrów. Na planecie, wedle informacji przekazanych przez SAMa, rzadko zdarzały się huragany i trąby powietrzne. Niemniej kilkutygodniowe okresy nieustających deszczy zdarzały się co kilka… kilkanaście miesięcy.
        Niemniej Mikhail nie musiał się tym martwić. Jego zajęcia obejmowały tylko obowiązki na stacji. No i rozgryzienie owego “zamka” o którym wspomniała Yaris. Co prawda kobieta zasugerowała sposób rozwiązania problemu, jednakże nawet nie była pewna co do skuteczności owej metody.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        Odpowiedz
        • Odpowiedz, zakładając nowy temat
        Zaloguj się, aby odpowiedzieć
        • Najpierw najstarsze
        • Najpierw najnowsze
        • Najwięcej głosów


        • Zaloguj się

        • Nie masz konta? Zarejestruj się

        • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
        Powered by NodeBB Contributors
        • Pierwszy post
          Ostatni post
        0
        • Kategorie
        • Ostatnie
        • Tagi
        • Popularne
        • Świat
        • Użytkownicy
        • Grupy