@Gordian rzut na kondycję wszedł 
Agnes
Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
Posty
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze -
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Ketharian Violet nadal nie wie, gdzie jest Syberia, więc dużo by jej nie dało pytanie, gdzie najpierw płyniemy XD
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]Violet była zaskoczona, jak zimna może być noc w San Francisco. W duchu była wdzięczna Walterowi za radę dotycząca ciepłych ubrań. Połowę z nich włożyła już na siebie. O ileż zimnej musiało być na śnieżnej Syberii. Ciekawe, czy są tam lodowce? Takie myśli chodziły jej po głowie, gdy bezskutecznie próbowała zasnąć pomiędzy skrzyniami czekającymi w porcie na załadunek. Każde choćby najmniejsze skrzypnięcie wyrywało ją z płytkiej drzemki i przyprawiało o szybsze bicie serca. Zaczęła tęsknić za własnym ciepłym łóżkiem, wątpiąc, czy faktycznie ta przygoda była dla niej. Jednak powrót do domu po ucieczce nie wchodził w grę, dlatego z rana zaspana, z podkrążonymi oczami i zdeterminowaną miną stawiła się na miejsce spotkania. Pod pachą kurczowo ściskała torbę i tajemnicze ukradzione ze sklepu narzędzie. Ucieszyła się, dostrzegając znajome twarze i od razu podeszła w pobliże mężczyzn, których poznała na wykładzie profesora.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@cygan Przemknęło mi wcześniej przez myśl, że jeśli nikt tego Violet nie powie wprost, to może nie wpaść nawet na wzięcie ciepłych ubrań.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]12 marca, obrzeża San Francisco
Po powrocie do domu Violet wysypała zawartość słoika z oszczędnościami. Nie było tego wiele, ale z pewnością starczy chociaż na drobne zakupy na drogę. Przypomniała sobie radę Waltera, że należy zabrać ciepłe odzienie. A poza tym... nie była pewna, co należy wziąć w taką wyprawę. Ale to nie może być przecież takie trudne... Postanowiła rozejrzeć się po sklepach i nabyć parę wyglądających na przydatne rzeczy. A jeśli już mowa o sklepach... w jej głowie zakiełkowała nowa myśl.
13 marca, obrzeża San Francisco
Na dzień przed umówionym spotkaniem w porcie, jak co dzień, przypadał jej dyżur w rodzinnym sklepie. Tym razem postanowiła spędzić czas pożytecznej niż na bezowocnym oczekiwaniu na niepojawiających się klientów. Pozornie bez celu przechadzała się po lokalu, uważnie rozglądając się po półkach. Przedstawiała produkty - tym razem nie po to, by lepiej się prezentowały. Co jakiś czas niepostrzeżenie zanosiła wybrane przedmioty do zakątka na zapleczu w pobliżu tylnych drzwi, gdzie ukryła również niewielką torbę podróżną z rzeczami osobistymi. W napięciu odliczała godziny do zamknięcia sklepu. Ojciec zwykł czynić to osobiście, a mimo swoich planów, nie chciała zostawiać jedynego źródła utrzymania rodziców bez opieki na dłużej niż to konieczne. Być może właśnie dziś ostatni raz przestąpię próg tego sklepu i będę stąpać po bruku San Francisco. Kto wie, czy jeszcze tu wrócę. I czy jeszcze kiedykolwiek ujrzę rodzinę. Z zaskoczeniem odkryła, że po jej policzku spływa samotna łza. Z zamyślenia wyrwały ją znajome kroki dochodzące ze schodów prowadzących z mieszkania do sklepu. Wcześniej niż zazwyczaj. Może ojciec świadomy trudnej sytuacji finansowej nie liczył już na zjawienie się kolejnych klientów. Nie było czasu na rozważania. Violet chwyciła torbę z rzeczami osobistymi i drugą zawierającą przygotowane wcześniej produkty, które zamierzała pożyczyć ze sklepowych półek. Niestety zbyt obciążona tkanina rozerwała się z trzaskiem i w rękach Violet zostało tylko dziwne narzędzie, którego nazwy nawet nie znała. Bez namysłu chwyciła je pod pachę i wybiegła, zostawiając za plecami dom, całe dotychczasowe życie i oczekiwania rodziców. Poczuła się wreszcie wolna.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]Violet zmierzyła wzrokiem nowoprzybyłego. Czemu ktoś znający się na tak zaawansowanych technologiach chciał wyruszyć w niepewną wyprawę na poszukiwanie mitycznego stwora? Cóż, w tych czasach odpowiedź była jedna - kryzys. Niemniej pewnie jego obecność mogła okazać się przydatna. Za pewne znał się na tylko na filmach, a nawet jeśli... Violet pochyliła się w stronę mężczyzn i konspiracyjnie spróbowała ściszyć głos do szeptu, na ile pozwalała jej ekscytacja:
-Skoro pan się zna na kinie, Panie Murdock, to mógłby pan hipotecznie, jeśli oczywiście misja by się powiodła, uwiecznić tego yeti czy tam saskasza? - Violet spojrzała pytająco na Johna, próbując powtórzyć nazwę, a następnie utkwiła swoje bystre spojrzenie w Walterze.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarzeW ramach przedstawiania się. RPGuję tak z dekadę, chociaż w ostatnich latach gram chyba więcej w LARPy niż w RPGi. W pisanego RPGa gram pierwszy raz w życiu za zachętą @gordian (i mnie wciągnęło). Nie wiem, na ile mam ulubione systemy... lubię Witchera, Brindlewoodbay, Veasen, czaję się na Świat Dysku. Przede wszystkim po prostu lubię zabawę odgrywaniem postaci, budowaniem fabuły, gdzie mechanika czy system jest na dalszym planie.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]John był najwyraźniej tak pochłonięty rozmową, że zignorował pytanie dziewczyny. Wnikliwie przyglądał się rozmówcom i uważnie wsłuchiwał w ich słowa. Tak właśnie wyobrażała sobie myśliwego przyczajonego na zwierzynę. Zabawne, jak takie nawyki są głęboko zakorzenione w ludziach.
Violet również sprobowała nadążyć za rozmową. Zdawało się, że każdy z zainteresowanych skupiał się na czym innym. Profesor podążał za ideą, nauką, kto inny dopytywał o pieniądze, reszta chyba jeszcze nie do końca była przekonana, co do wiarygodności naukowca. Dziewczyna przyjrzała im się tak, jak czasami oceniała klientów i zwątpiła... Każdy z nich miał w wyprawie jakiś wyższy interes. A ona? Chciała po prostu uciec, wyrwać się z murów sklepiku na przedmieściach i spod czujnego oka rodziców... ku przygodzie.
Przełknęła ślinę i uniosła lekko rękę przytłoczona pewnością siebie kobiety, która odezwała się przed nią.
-Przepraszam... Czy CV i list motywacyjny są konieczne? Nie mam takiej wiedzy i doświadczenia jak moi przedmówcy. Znam się trochę na ludziach, ciut na pieniądzach, jestem spostrzegawcza i żądna przygód. Jeśli to wystarczy... jestem chętna.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]Violet nie miała najmniejszej ochoty opuszczać lokalu, gdyby sytuacja zaczęła robić się ciekawa. Spokój w głosie Johna rozwiał jej szczątkowe obawy. Oparła się z powrotem na krześle, ignorując obecność nowoprzybyłych i wróciła do przerwanej rozmowy.
Chwilę później jej uwagę przykuło przycichnięcie muzyki. Gdy spojrzała w stronę sceny, dostrzegła ekscentrycznego mężczyznę, za pewne profesora. Cóż, najwyraźniej ludzie nauki nie troszczyli się zbytnio o tak prozaiczne kwestie, jak wygląd. Jak choćby ten naukowiec, który w zeszłej dekadzie dostał Nobla. Jego zdjęcie zapadło jej w pamięć - wyglądał, jakby wcale nie bywał u fryzjera.
Gdy Chance zaczął mówić, dziewczyna poczuła się jak kiedyś, gdy sklep odwiedził jakiś Europejczyk. Mówił do niej nieprzerwanie przez dobre parę minut, energicznie gestykulując rękami, zanim zorientował się, że sprzedawczyni nie rozumie ani słowa. Kolejne 10 minut zajęło im porozumienie się na migi, zanim zrozumiała, że nieznajomy pyta o drogę do dworca, z którego zdążył już odjechać jego pociąg. Chance niby mówił po angielsku, ale w jego ustach brzmiał on jak zupełnie inny język pełen nieznanych, skomplikowanych słów, których Violet nie umiałaby nawet powtórzyć. Na szczęście potokowi słów towarzyszyły ilustracje, które pomagały jej nadążyć za tematem.
Violet wstrzymała oddech, gdy profesor podszedł z kłem do Johna. Sama ledwo powstrzymała się przed dotknięciem przedmiotu. Zamiast tego utkwiła jednak czujne spojrzenie w traperze, próbując wyczytać z jego twarzy, czy faktycznie nigdy nie spotkał stworzenia posiadającego takie uzębienie.
Violet nie do końca rozumiała uwagi ludzi, których ton wskazywał na to, że drwili z profesora. Wiadomo, że smokami tylko straszy niegrzeczne dzieci, ale Atlantydę sama chętnie by odwiedziła. Ostatecznie z przydługiego wywodu podekscytowanego Chance'a zapadło jej w pamięć słowo "przygoda". To była prawdziwa szansa, żeby wyrwać się z życia zaplanowanego przez jej rodziców i poznać prawdziwy świat.
-Gdzie właściwie jest Syberia? - Violet spytała szeptem, by nikt poza Johnem jej nie usłyszał - Czy to daleko od pańskiej Alaski? Gdzieś na biegunie południowym?
@ketharian -
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Ketharian Wyobraziłam sobie tę scenę i naprawdę trudno mi udawać normalnego, poważnego człowieka w komunikacji publicznej

-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]Z początku John wydawał się chłodny i niedostępny jak ziemie, z których pochodził. Jednak ku zaskoczeniu Violet jej potok słów przełamał rychło lody i John rozgadał się na dobre. Metoda ta zwykle działała w przypadku klientów, którzy ujęci szczerością i otwartością Violet, nieraz zwierzali jej się z problemów czy dzielili plotkami. Dziewczyna uprzejmym zainteresowaniem wysłuchiwała wtedy historii o przedziurawionych butach, kolejnych amantach zaszczyconych uwagą panny Rose (wymieniała ich szybciej niż pary butów) czy też wybrykach syna Andersonów. A w ostatnich czasach, póki kloyenci jeszcze się pojawiali, także o wszechobecnych narastających problemach finansowych. Momentami miała już po dziurki w nosie wszystkich tych historii. Natomiast opowieść trapera śledziła z największą uwagą godną wspomnianego wcześniej filmu gangsterskiego. Z zapartym tchem podążała za opowieściami o czynnościach i zdarzeniach, które sądząc po tonie Johna, były jego chlebem powszednim.
Gdy mężczyzna przerwał na chwilę opowieść i skinął parokrotnie głową, Violet przez chwilę zastanowiała się, gdzie właściwie się znajduje. Podążyła za wzrokiem rozmówcy i dostrzegła nowoprzybyłych mężczyzn. Po jej plecach przebiegły ciarki. Poczuła ulgę, że nie jest tu sama. Mimo że znała Johna zaledwie od kilku chwil, jego obecność dodała jej otuchy.
- A ci czego tu mogą szukać? - spytała ściszonym głosem, pochylając się nad blatem w stronę Johna. - Nie wyglądają na miłośników wiedzy... - Dodała, lustrując kątem oka ich niegrzeszące inteligencją twarze.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]Violet zmierzyła wzrokiem mężczyznę. Ktoś, kto na co dzień miał na wyciągnięcie ręki dziką, nieokiełznaną naturę, zachwycał się technologią kina... i ilością Chińczyków w mieście. Niebywałe. Gdyby ona miała okazję przeżyć to, co ten naznaczony srogą zimą i wiatrami człowiek, niewątpliwie opowiadałaby o tym bez ustanku. Chociaż... prawdę mówiąc, i teraz usta jej się nie zamykały.
- "Światła wielkiego miasta" to jeszcze nic. Niech Pan sobie wyobrazi, że teraz rejestrować można nie tylko obraz, ale również dźwięk. "Mały Cezar" to dopiero film! To jest przyszłość kina. Dużo ciekawszy od zwykłego życia miasta z nieco głupimi żartami. Pościgi, strzelaniny... - zrobiła pauzę. - Ale cóż to jest wobec życia wśród wspaniałej, dzikiej natury, jakie Pan wiódł? To dopiero ciekawe. Łosie, niedźwiedzie polarne, zaprzęgi ciągnięte przez psy... Co niezwykłego jest w Chińczykach? Ale za to Indianie, to musi być fascynująca społeczność. Jacy oni są?
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]Violet puściła mimo uszu ostatnią uwagę Johna. Zbyt była zafascynowana jego osobą. Był jak człowiek z innego świata dostępnego dla niej tylko w marzeniach, gdy przed snem wyobrażała sobie piękne zaśnieżone lasy i ich mieszkańców. Cisnęło jej się do ust tyle pytań, które chciałaby zadać temu tajemniczemu podróżnikowi.
-
Oh - rozdziawiła usta zaskoczona odpowiedzią mężczyzny. Szybko jednak je zamknęła, przypominając sobie napomnienia matki, że w życiu nie znajdzie męża, jeśli będzie się tak zachowywać. Chociaż... w tej sytuacji nie miało to chyba znaczenia. Nie ma co się przejmować, co pomyśli o niej nieznajomy w podeszłym wieku, którego już pewnie nigdy więcej nie spotka.
-
Czyli pan jest z daleka! - zmierzyła Johna od stóp do głów zaciekawionym wzrokiem. - To fascynujące! Oh, jak ja bym chciała wybrać się w taką podróż, zamiast siedzieć całymi dniami za sklepową ladą... Oczywiście jestem wdzięczna za wszystko, czego nauczyli mnie rodzice i że mogę pracować u nich, i tylko trochę niecierpliwią się, że nie mam jeszcze... Nieważne - zreflektowała się, że nie wypada mówić aż tyle nowopoznanemu mężczyźnie. - A może... skoro i tak czekamy... opowie pan coś o Alasce - zmieniła temat. - Jak tam jest? Jaka niesamowita przygoda pana tam spotkała?
-
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]Violet wpadła do pomieszczenia, trzaskając drzwiami. Już myślała, że się spóźni, ale wykład jeszcze się nie zaczął. Jakiś muzyk grał w najlepsze na scenie.
Poczuła na sobie spojrzenia kilku osób przyciągnięte przez hałas, który wywołała. Nerwowo rozprostowała sukienkę, próbując zakryć plamę, którą zrobiła przy porządkach w magazynie. Uczesana była równie niedbale. Z jej wysoko upiętego koka wymykały się niesworne kosmyki rudawych włosów, sprawiając, że nie wyglądała nawet na jej 20 lat.
Zawstydzona ruszyła ze wzrokiem wbitym w podłogę w stronę jednego ze stolików, przy którym siedział już mężczyzna.
- Czy można? - spytała i usiadła obok, nie czekając na odpowiedź. - Pan wygląda na takiego doświadczonego, znaczy... nie że starego, tylko jakby pan dużo przeszedł i zwiedził. Nie jak ktoś stąd. Pan też na ten wykład o egzotycznych zwierzętach? Gdzie moje maniery... Violet się nazywam - powiedziała, wyciągając rękę w stronę Johna. @ketharian
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]San Francisco, 1932
Violet Shane już chyba poraz setny przesuwała produkty na półkach tak, by wywołać iluzoryczne wrażenie, że jest ich choć trochę więcej. W ciągu ostatnich dwóch tygodni upadły już dwa sklepy w najbliższej okolicy, a ten sklep dzieliło naprawdę niewiele od podzielenia ich losu. Rodzice rwali sobie włosy z głów, próbując uratować interes, a Violet została skazana na dwunastogodzinne zmiany za ladą, bo pozostałych pracowników zmuszeni byli zwolnić. Przez długie godziny Violet odprowadzała wzrokiem przygarbionych pod ciężarem problemów sąsiadów mijających ich sklep. Z rzadka ktoś zaglądał do środka, ale gdy tylko zobaczył ceny, wychodził pospiesznie.
Violet zrezygnowana usiadła, zarzucając nogi na ladę i bezmyślnie chwyciła jedną ze sprzedawanych gazet. Otworzyła ją na chybił trafił na stronie o jakimś wykładzie dotyczącym... yeti. Jako dziecko interesowała się nieco zwierzętami z odległych krajów takimi jak żyrafy, pingwiny czy jednorożce. Cóż... wszystko będzie lepsze niż bezsensowne tkwienie w tym dogorywającym sklepiku. Znajdzie jakąś wymówkę, żeby wyrwać się w sobotę i posłuchać historii o świecie, którego pewnie nigdy nie będzie jej dane zobaczyć.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarzeJestem i ja
Przedstawiam Violet Shane, młodą dziewczynę, która wychowała się, pomagając rodzicom w prowadzeniu lokalnego sklepu. A od czasu do czasu ukrywając się w magazynie, by swoich obowiązków uniknąć. Czas pomiędzy klientami spędzała na przeglądaniu gazet i losowych książek, skąd czerpie swoją nikłą wiedzę o wielkim świecie. A raczej naiwne wyobrażenie o nim. Dołączenie do wyprawy traktuje jako przygodę, okazję do zarobienia nieco, a także przejaw buntu wobec rodziców i ich (potwornie nudnemu) planowi na jej życie. Zresztą rodzinny biznes i tak ledwo przędzie, więc pora wziąć sprawy w swoje ręce.