Pierwsze uczucie po założeniu maski było okrepne, ale była na nie o wiele lepiej przygotowana niż Walter. Dlatego nie spanikowała, gdy macki zaczęły wypijać się w jej twarz. Gdy maska dopasowała się do twarzy, dziewczyna spojrzała w lustro na swój rudy i piegowaty wizerunek z lekkim rozczarowaniem. Jednak po chwili zalała ją fala zrozumienia i wiedzy, której nigdy nie spodziewała się posiąść. Wszystko stało się jasne i oczywiste.
Violet niczym w transie otworzyła szufladę biurka w poszukiwaniu czegoś do pisania. Nie pytając Madame o zgodę, wzięła plik zapisanych jednostronnie kartek i rozłożyła je na podłodze. Zaczęła w szalonym tempie pokrywać je obliczeniami oraz szkicami, mamrocząc pod nosem: śnieg... same gąsienice nie będą wystarczające... A może pług?... trzeba odpowiednio dobrać moment obrotowy... koła muszą być szersze... To przecież oczywiste, że w pierwotnym projekcie znajdował się błąd... Rychło doprowadziłby on do zakopania się wehikułu.
Przełożyła z irytacją kartkę z dywanu, na którym trudno było jej pisać, na parkiet.
-Bardzo ładny dywan - rzuciła mimochodem - tkacze z Shirazu doprawdy wspaniale wykonali swą pracę. W przeciwieństwie do tego holenderskiego malarza - wskazała na obraz - tutaj w trzeciej warstwie akwamaryna jest rozmieszana bez należytej dokładności. Nie mam pojęcia, jak można tak zaburzyć estetykę ubiegłegowiecznego biurka, łącząc orzech z elementami dębowymi, które nie współgrają z jego pierwotną formą. Przyprawia mnie to o irytację.
Po zakończeniu pracy, zgarnęła kartki z powrotem w plik, otrzepała spódnicę i wyręczyła notatki Walterowi.
-Ten projekt w mojej opinii pozwoli nam zbudować pojazd pozbawiony wad pierwotnego projektu - podsumowała. - Mam nadzieję, że obejmiesz umysłem wprowadzone przeze mnie modyfikacje. W przeciwnym wypadku lepiej, abyś spróbował uzyskać odpowiedź nim zdejmę maskę z mego lica. Czy życzą sobie Państwo pomocy w rozwiązaniu jeszcze jakiegoś problemu? A może jakieś pytanie spędza Państwu sen z powiek? To niebywała okazja, żeby poznać odpowiedź, zanim... zapomnę- dodała, przechodząc wzrokiem po zdumionych towarzyszach.
W tym momencie pierwszy raz zwątpiła, czy powinni zdradzać taką tajemnicę pułkownikowi. Nadzwyczajna aparycja to nic takiego, może co najwyżej doprowadzić parę kobiet do szaleństwa i obsesji. Ale niczym nieograniczona wiedza? Przecież w niewłaściwych rękach mogłaby doprowadzić do straszliwych wynalazków.
-Masz rację, Eleonoro, nie wiem, ile powinniśmy zdradzić pułkownikowi. Nie jesteśmy przecież pewne jego intencji. Gdybyśmy powiedziały mu o wszystkim, być może zapragnąłby posiąść maskę, której możliwości są olbrzymie. Niewłaściwe użycie tej potęgi mogłoby prowadzić do zaiste przerażających skutków.

