Dla mnie git 
Leszek Dyskietka
Posty
-
[D&D 5E 2014] Witajcie w Stubramiu -
PrzysługaZ opisu postaci widzę, że Collins może być ciekawym partnerem do dyskusji. Mój Jonas jest bardziej społeczny niż przeciętny Gangrel. Jonasa może zaciekawić czy słyszał coś o Golcondzie?
Collins nigdy o tym nie słyszał, ale jeszcze z poprzedniego życia zna takie koncepty psychologiczne jak chociażby integracja cienia u Junga, kongruencja u Rogersa, samorealizacja Maslowa - i że zasadniczo to są różne określenia na znalezienie sposobu, by gorsze Ja i lepsze Ja nauczyły się razem funkcjonować w głowie.
Jakby mu Jonas to zaczął tłumaczyć jako metafizyczne coś to Brendan by stwierdził, że to jest nieweryfikowalne wprost, ale już sama wiara w dany konstrukt potrafi go ugruntować w rzeczywistości niezależnie od tego czy jest prawdziwy czy nie, bo sam kult i tak zaspokaja konkretne potrzeby wyznawców i to akurat zbadać się da.
Bardziej niż samym zagadnieniem bardziej interesuje go Golconda jest dla Jonasa i ewentualnie innych członków koterii.
-
[Przysługa] Dramatis personæPali bez przerwy. Odpala jednego papierosa od drugiego, a wokół niego gęstnieje ciężki, kościelny zaduch. Tytoń zmieszany z tanim kadzidłem i starymi perfumami. Czujesz go, zanim w ogóle wyjdzie z cienia. Pod tą pierwszą, gryzącą warstwą kryje się jednak coś gorszego, wyczuwalnego tylko z bliska. Stęchła nuta wilgoci. Zapach piwnicy, krypt i ubrań od lat gnijących w zamkniętej szafie.
Mówi wolno, składnie. Monotonnym tonem akademickiego wykładu. Przed Przemianą zajmował się środowiskową psychologią społeczną - i nigdy z niej nie wyszedł. Patrzy na innych jak na obiekty badawcze. Żywych i umarłych bez mrugnięcia okiem szufladkuje dehumanizującymi terminami inżynieryjnymi. Czasem, kompletnie od niechcenia, wspomina o jakiejś „rzeźni". Rzuca to w pół zdania i idzie dalej.
W stresie ta chłodna fasada pęka. Zdania tracą ciągłość. Słowa twardnieją, robią się rwane, mechaniczne, niemożliwe do rozszyfrowania. Potrafi zamilknąć w pół słowa na pełne kilka sekund, z wzrokiem utkwionym w próżni. Zastyga. Jakby nasłuchiwał czegoś, czego nikt poza nim nie słyszy, albo czekał na komendę, której nikt nie wydał.
Ma chorobliwą fiksację na punkcie kamer i telefonów. Na widok wyciągniętej komórki cały sztywnieje, jakby przez ciało przeszedł mu prąd. Zaczyna wtedy cicho, natarczywie żądać, by schować urządzenie. W koterii krąży historia o tym, jak na jednym ze skrzyżowań wspiął się na latarnię i gołymi rękami zerwał miejską kamerę, przekonany, że obiektyw śledzi każdy jego krok. Oficjalnie nikt tego nie widział. Wszędzie targa ze sobą starą, sfatygowaną teczkę nabitą luźnymi kartkami. W świecie cyfrowych baz danych on - były naukowiec - uparcie tkwi przy papierze.
Lgnie do koterii z desperacją, jaką rzadko widuje się u wampira. Wystarczy cień napięcia między członkami grupy, a on wchodzi między nich. Zagaduje, zmienia temat, staje pomiędzy, byle tylko zdusić kłótnię w zarodku. Szuka poklasku u Spokrewnionych, zwłaszcza tych z klanu Brujah, którzy wciąż bawią się w akademickie debaty. Przynosi im swoje grube, zapisane drobnym maczkiem notesy, wciska analizy zachowań tłumu i teorie psychologii środowiskowej. Ci zbywają go zwykle kpiącym parsknięciem albo zostawiają samego na środku sali, patrząc na niego jak na nieszkodliwego, zaciętego wariata.
Znika na całe noce. Wraca roztrzęsiony, zamknięty w sobie. Pytania zbywa kłamstwem, dziwnym i niezrozumiałym. A czasem po prostu milczy głęboko i lodowato.

-
Powitania, pożegnania i powrotyA bo ja nieśmiały chłopak jestem DZIEŃ DOBRY