Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
tiggressT

tiggress

@tiggress
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
4
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • O trzech takich, co nie chcieli...
    tiggressT tiggress

    Moje już jest, już jest, nie krzyczeć proszę. No i cześć Zir, ładny awatar, hem, hem. 😛

    Komentarze

  • O trzech takich, co nie chcieli...
    tiggressT tiggress

    Człowiek przy pickupie wrzasnął coś i rzucił się w bok. Jeden z jego ludzi uniósł karabin. Drugi zastygł na ułamek sekundy, patrząc na coś, co kilka godzin wcześniej uznali za martwe, a co teraz stało za ich własnym kaemem. Wolf położył dłoń na spuście. Czuł za to bardzo dobrze ustawione pole ostrzału. Ale tylko przez moment, ponieważ to, co zostało z jego biologicznego mózgu, znowu odmówiło kooperacji. Zgrzyt w potylicy. Do tego jakieś trzaski i pyknięcia u podstawy czaszki. Niedobrze. Sylwetki rozszczepiły mu się przed oczami. Trzech ludzi stało się sześcioma, potem trzema, potem znowu sześcioma, jakby implant nie mógł dojść do porozumienia z mięsną patrzałką. Kontury przeskakiwały, znaczniki migotały bez sensu, a gdzieś na skraju pola widzenia pojawiło się ostrzeżenie o rozjechanej synchronizacji.

    To się, kurwa, nazywało wyczucie czasu. Wilk zacisnął zęby. Wtedy poczuł coś jeszcze – dziwne, obce naprężenie mięśni żuchwy, jakby i tam nie wszystko było już jego. Nieważne. Tamci mogli się mnożyć, znikać, zamieniać miejscami. Gardził nimi wszystkimi po równo. Przez krótką chwilę poczuł pokusę, żeby po prostu docisnąć spust i pozwolić maszynie zrobić resztę, nie korygować, nie myśleć, tylko oddać ster temu nowemu, metalowemu instynktowi, który coraz częściej podsuwał mu rozwiązania szybsze i brutalniejsze od tych, do których przywykł jako człowiek. Ale nie zrobił tego. Oparł karabin o ramię, poprawił chwyt i wrócił do tego, co znał: do drylu, do oddechu, do krótkich serii, które wpajano mu jeszcze wtedy, gdy był świeżakiem w okopach i dostawał do ręki taki złom, że połowę czasu spędzał na modlitwie, żeby broń nie rozpadła się przy pierwszym strzale.

    Ten kaem był od tamtych lumpów o klasę lepszy. Dobrze utrzymany, nasmarowany, czysty. Ktoś o niego dbał. Wilk aż prychnął pod nosem. No to szkoda. Pierwszy pożegnał się facet przy pickupie. Cyborg przesunął lufę, obrał cel i nacisnął spust. Krótka seria. Nie wachlarz ognia, nie bezmyślne prucie – trzy ciężkie uderzenia, jedno za drugim. Cel szarpnął się gwałtownie. Siła pocisków odchyliła go do tyłu, obróciła i cisnęła na bok samochodu. Osunął się po blasze, zostawiając za sobą ciemną smugę. Jednak Wilk już przeszedł do kolejnego petenta. Ten stał przy trupie zwiadowcy. Jeszcze próbowali zrozumieć, co właściwie się dzieje. Na próżno. Druga seria zabrzmiała krótko i głucho. Najemnik złożył się w pół, zrobił ostatni chwiejny krok i runął w piach. Łuski zaczęły dzwonić o metal przy butach cyborga i dźwięk ten przyniósł mu dziwne ukojenie. Rytm. Porządek. Jeszcze tylko jedna seria. Jeszcze tylko jeden cel. Żadnego chaosu, którego nie dało się opisać kątem, odległością i liczbą nabojów.

    Rozgrywka

  • O trzech takich, co nie chcieli...
    tiggressT tiggress

    Potem wszystko wróciło na miejsce. Wilk nie drgnął. Oddech miał równy, niemal zbyt równy. Karabinek spoczywał w dłoniach. Pięciu przeciwników zaczynało się rozchodzić po terenie dokładnie tak, jak liczył. Jeszcze niczego nie podejrzewali. Jeszcze byli przekonani, że po prostu przyszli zgarnąć jego truchło. Pustynia była szeroka, osłon niewiele, a każda dłuższa wymiana ognia z reguły działała na korzyść liczniejszej strony. Ale to on miał zamiar rozdać karty. Zadecydować, kiedy zacznie się walka. Leżał więc za grzbietem wydmy i patrzył, jak grupa powoli rozdziela się na pojedyncze cele. Na razie wystarczyło, żeby jeden z nich odszedł od reszty trochę za daleko. Odczekał jeszcze kilka uderzeń serca i zaczął przesuwać się wraz ze swoimi nowymi „kolegami”, obchodząc teren szerokim łukiem, zatrzymując się, kiedy któryś patrzył w jego stronę, zmieniając pozycję, gdy wiatr podrywał cienkie zasłony piachu.

    Implant radził sobie lepiej niż zdrowe oko. Wychwytywał sylwetki mimo ciemności, poprawiał kontrast. Wilk pozwolił mu robić swoje. Sam zajmował się resztą. Liczył ludzi. Broń. Odległości. Przybliżony czas potrzebny, żeby jeden mógł przyjść drugiemu z pomocą. Przez moment nawet rozważył przestrzelenie opon albo silnika któregoś z pojazdów. Uziemić ich. Odebrać możliwość odwrotu. Zmusić do reagowania. Tyle, że to pewnie zmusiłoby go do odsłonięcia ręki. Najpierw wolał sprawdzić, jak długo da się prowadzić tę grę, zanim pozostali w ogóle zorientują się, że zaczęli przegrywać.

    Najdalej odszedł ten, który obchodził teren od lewej. Niby zachowywał czujność, ale tylko tę rutynową. Sprawdzał martwe pola, zapuszczał żurawia między wydmy, czasem przystawał i nasłuchiwał. Nie bał się. Przecież nie miał powodu. Człowiek, którego miał znaleźć, był martwy. Wilk pozwolił mu odejść jeszcze kawałek. Potem ruszył za nim. Niestety, nowe ciało nadal miało własne pomysły jeśli chodziło o chodzenie. Przypominająca toster stopa czasem zapadała się głębiej, kolano poprawiało ustawienie odrobinę za późno, a sztuczne ramię reagowało z nienaturalnym, nieludzkim wyprzedzeniem. Mimo to z każdym kolejnym krokiem było lepiej. Nie tak jak w piwnicy. Gdyby wtedy był wypoczęty. Gdyby miał broń. Gdyby zauważył ich wcześniej. Gdyby, gdyby, gdyby. Gdyby babcia miała wąsy. Ale to rozdanie było inne. Pustynne parobki Steve’a stanowiły rozgrzewkę. Przystawkę przed właściwym daniem. Właśnie dlatego zabić pierwszego przyszło mu zadziwiająco łatwo…

    Rozgrywka

  • O trzech takich, co nie chcieli...
    tiggressT tiggress

    Przez kilka sekund Wilk w zasadzie tylko siedział i patrzał. Prawe oko widziało ciemne wnętrze maszyny tak, jak powinno: brud, stal, rdza, wszędobylskie przewody i słabe światło gdzieś głębiej w kadłubie. Lewego ślepia już nie było. W jego miejscu ktoś zamontował mu coś, co z biologiczną patrzałką wiele wspólnego nie miało – twardą, wpuszczoną w oczodół soczewkę, obwiedzioną metalem i rzucającą w mrok zimny, nienaturalnie jasny snop. Jak jebany reflektor. Obraz z niego nakładał się na ten z prawego oka. Krawędzie zaznaczały się bladymi liniami, źródła ciepła wykwitały na ścianach, pojawiały się odległości, kąty i dane, o które nie prosił i których nie umiał jeszcze wyłączyć. W tym momencie pamięć postanowiła dorzucić swoje trzy grosze. Znowu ta cholerna piwnica. Błyski z tuzina luf. Uderzenie pierwszego pocisku, drugiego, następnych. To absurdalne zdziwienie, kiedy noga odmówiła współpracy, zanim poczuł jakikolwiek ból. Twarze cyngli, którzy strzelał. Ściana podskakująca przed oczami. Krew. Za dużo krwi. Teraz połowy tamtych zwłok już nie było. Zastąpiła je stal, druty i protezy, które reagowały szybciej niż powinny. Coś zaczęło pienić mu się z tyłu głowy, coś pierwotnego i idiotycznego, co kazało mu wyrwać przewody, zerwać obejmy, wrzeszczeć, aż płuca rozpadną się do końca. Zacisnął szczękę i wgryzł się w język tak mocno, że poczuł krew. Prawdziwą. Ciepłą. Metaliczną, jak na ironię. Ból przeszył czaszkę i zrobił dokładnie to, czego potrzebował: zawęził świat. Jedna rzecz naraz. Panika mogła poczekać. Rozpacz mogła poczekać. Pytanie, ile z niego zostało, również mogło sobie grzecznie stanąć w kącie.

    Był żywy – albo dostatecznie blisko tego stanu – znajdował się w nieznanym miejscu i ktoś go właśnie nadjeżdżał. To były fakty. Fakty dawało się obrabiać. Zaczął więc robić to, co robił zawsze, gdy sytuacja stawała się kompletnie spierdolona: liczyć zasoby, wyjścia, zagrożenia i rzeczy, którymi można kogoś zabić. Paradoksalnie uspokoiło go dopiero to, że zaczął myśleć jak maszyna.

    Rozgrywka
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa