Przysługa
-
PROLOG

Sprawa wydawała się poważna, mieliście umówione spotkanie z Szeryfem miasta Damienem, każdy z Was idąc na nie zrobił rachunek sumienia, zastanawiając się czy za coś nie oberwie, albo czy nie będzie za chwilę przesłuchiwany. Damien czekał na Was w niczym nie wyróżniającej się knajpce fast foodów U Tooley'a, gdzie z daleka widzieliście że nie jest spokojny jak zwykle. Noga wybijająca rytm muzyki, tym z Was którzy widzieli go częściej, zdradzała oznaki zdenerwowania. Był sam.
Gdy tylko się zebraliście uśmiechnął się i rzekł:
- Książę kazał bym Wam to przekazał, nic więcej, telefony w środku są shackowane, pozwolą Wam na jeden telefon do moich wybranych ludzi, nic więcej, zawartość koperty do zniszczenia po użyciu."Książę" - zabrzmiało Wam w uszach - ale zanim któryś z Was się odezwał Damien wyszedł i błyskawicznie zlał się z resztą nocy.
Za oknem padał deszcz, coraz mocniej krople wybijały tętno ulicy, coraz szybsze niczym w sobotnią imprezową noc. Wasze byłoby pewnie podobne gdyby nie fakt, że od dawna byliście martwi. Zostaliście bez możliwości zadania jakichkolwiek pytań. Niezjedzony hamburger stygł obok brązowej koperty. Człowiek za ladą widział konsternacje na Waszych twarzach i nie odważył się podejść zebrać zamówienie.
Przed Wami leżała duża koperta formatu A4. Ciężka samym swym istnieniem. Nikt z Was nie sądził że zgadzając się na spotkanie przyjął zlecenie od Księcia, ale czy ktokolwiek z Was wiedząc miałby odwagę odmówić?
A teraz? Ciężar rósł z każdą chwilą, nikt z Was nie miał wątpliwości że konsekwencje ewentualnego spierdolenia tej roboty zaważą na Waszym całym istnieniu.
Powoli zapoznawaliście się z zawartością przekazując sobie każdy dokument i czytając w zamyśleniu.
A było to list:
Oraz dossier potencjalnych troublemakerów o których zajęciu się wspominał jaśnie władający, odręczne notatki spisane przez Damiena zapewne w lokalu zanim przyszliście, znał on jednak miasto doskonale, jak i tych których musiał pilnować.

Wszystkie materiały były oznaczone notatką do spalenia po zapoznaniu się, dość kłopotliwa wzmianka, mogliście albo je zachować i narazić się zleceniodawcy, albo spalić i w razie problemów zostać sami z konsekwencjami swoich czynów. Warto było to przemyśleć. Poza dokumentami w kopercie były dwa przestarzałe telefony komórkowe z klapką firmy Motorola, wyłączone.
Spojrzeliście sobie w oczy. Co teraz? -
Lokal U Tooley'a, Wczesny Wieczór. Pochmurnie.
Udając się na spotkanie Vigo wprzódy był bardzo zaaferowany, ale egzaltacja prędko przeszła w melancholię, kiedy pedałował zużytym bicyklem miejskimi ulicami. Równie martwy jak on sam stary rower skrzypiał przy każdym naciśnięciu pedałów. Mogłoby się to wydawać udręką, ale w głowie Bleinerta układało się w symfonię ulicy razem z uderzeniem resorów kiedy koła najeżdżały na dziurę w drodze, z piskiem klaksonów na skrzyżowaniu bez świateł. Kiedy dotarł na miejsce czuł niemal rozczarowanie.
Vigo w opozycji do swego pojazdu był zadbanym mężczyzną, owego wieczoru ubrany był w jedwabną koszule koloru truskawek ze śmietaną, czarną skórzana marynarkę, miękkie grafitowe spodnie i sznurowane skurzane buty. Pachniał Boss Classic, choć zdecydowanie brakowało dodatku jego potu.Ku swojemu zaskoczeniu nie przybył jako ostatni, toteż trzeba było wymienić uprzejmości i zaczekać i to czekanie zdawało mu się wiecznością.
Udręka się skończyła i dostał cukierka, zjadł prędko, to znaczy przeczytał, kiedy i reszta się zapoznała przeczytał raz jeszcze i kolejny. Nie żeby nie dowierzał, ale starał się zapamiętać szczegóły, tak łatwo się rozpraszał i łatwo gubił wątek tak poważnych pism.
-Jeśli pozwolisz Lara - przerwał spokrewnionej - dajmy tym dobrym obywatelom zarobić, nie zachowujmy się jak gangsterzy. Zostańmy tu proszę was jeszcze chwilę. Mamy przecież całą wieczność. - mrugnął.Podszedł do kontuaru. Uśmiechem kupując Ann'e, kelnerkę, zamówił dwie sałatki, tosty, trzy kawy i karafkę wody. Zapłacił gotówką, zostawił napiwek. Dawno już nauczył się jak oszukiwać, że zjadł pół porcji. Na sałatkach i tostach było najłatwiej.
Chwilę później wypytywał Amandę jakie akcje powinien kupić. jakby była jasnowidzem, a on idiotą.
-Przecież wiesz, że mam fundusze, a Ty informacje - babrał sałatkę.Spojrzał w okno na Vigo odbitego, na vampira po drugiej stronie szyby. Tamten jadł sałatkę ten tylko udawał. Nie mógł dojść po chwili którym jest, zagubił się w odbiciach kolejnych. Poczuł wreszcie ściśnięty w ręku papier i wrócił, tak mu się przynajmniej wydawało, że wrócił. Znów list rozwinął. Nie musiał patrzeć treść znał na pamięć, wzrok zogniskował w przyszłości.
Uśmiechnął się ujmująco oceniając nastroje koterii.
-A znajdzie się miejsce w twojej furze West dla mojego składaka? To wciąż porządny rower, żal go zostawiać dla sępów.Prawda była taka, że nikomu nie chciało się kraść takiego złomu.
Bleinerta zaś ukuł prawdziwy głód.
-Dokąd jedziemy? -
Tak bardzo nie było jej po drodze z tym całym spotkaniem u Tooley'a. MIałą dziś pomóc Thomasowi ze starym Chavroletem 1500. Od poprzedniej nocy zacierała ręce na rozbebeszenie tego olbrzyma i sprawdzenie co tam mu dolega.

Ale była tuz za kierownicą swojego wysłużonego pickupa i patrzyła na światła Fast Foodu padające na mokrą ulicę. Co też przeskrobała… Dobra ostatnio może upolowała coś poza swoim rewirem, ale nieznacznie. Zresztą gostkowi się nic nie stało. Parę dni osłabienia i będzie znów jedzonko dla gospodarza. To nie mogło być to… Jej palce nerwowo zastukały w wysłużoną skórę na kierownicy. Jej wzrok spoczął na szeryfie. Chwyciła skórzaną kurtkę i nie zważając na nic wyszła na deszcz.
Stanęła naprzeciwko Damiena czekając.. Diabli jedni wiedzą na co. Jej dłonie powędrowały do kieszeni, a palce jednej z nich zaczęły się przesuwać po scyzoryku. Jej wzrok spoczął na stojącym na deszczu aucie. Starała się zająć myśli.Kiedy ostatnio robiła mu przegląd? Powinna sprawdzić zawieszenie, na cholera regularnie ma luzy na sworzniach. No i tą rdze trzeba by ogarnąć…
Jej widok przecięła znajoma sylwetka… więc wezwali cała koterię… To teraz sobie poczeka. Zerknęła niechętnie na szeryfa i znów przeniosłą wzrok na ulicę.
Patrząc na kopertę już chciała zaprotestować. Nie miała chęci ani czasu na fuchy od księcia, już nie mówiąc o radosnej wizji narażania swoich czterech liter.
- Nosz kurw… - Mruknęła, widząc jak Damien wychodzi z lokalu. Z trudem powstrzymała się by nie rzucić najbliższym stolikiem o bar. By jakkolwiek odreagować wyjęła z kieszeni nożyk. Rozcięła kopertę i przeleciała wzrokiem po zawartości potem przekazując ja pozostałym.Głos Bleinerta wyrwał ją z zamyślenia. Popatrzyła chwilę na świra, mając spore obawy co do “dobrych obywateli” w tym lokalu.
- Jak tam chcesz. - Mruknęła cicho i spojrzała na pozostałych. - Proponuję pogadać gdzie indziej. Jedziemy do mnie? Czy któreś z was chce pogospodarzyć?
Mówiąc to skinęła głową na swoje auto zaparkowane na ulicy. Zostawiła reszcie spakowanie fantów, chowając swój scyzoryk do kieszeni i czekając aż Bleinert skończy nawijać.
- Twoja bryka zmoknie, ale możesz ją wrzucić na pakę. - Skinęła na pozostałych i ruszyła w stronę auta.
-
Lokal U Tooley'a. Fluorescencyjne światło miga co kilka sekund, pół tonu za nisko.
Brendan wszedł, starając się przemknąć wzdłuż ściany bez najmniejszego dźwięku - płaski cień, który miał nadzieję zmieścić się w progu niezauważony. Ambicja ta rozbijała się jednak o prostą fizykę. Ciężka chmura, którą wlókł za sobą - mokra wełna zmieszana z ostrym tytoniem i sakralnym kadzidłem, gęsta na tyle, że wyprzedzała go o dobre dwa metry - wchodziła do lokalu dużo wcześniej niż on sam. Zatrzymał się przy framudze, przyklejony do niej plecami w bezruchu, choć woń i tak zdążyła już osiąść na obrusach.
Stał tak dłuższą chwilę, nieruchomy jak wyłączony z prądu automat, zanim jego oczy - szeroko otwarte - zaczęły rejestrować pomieszczenie warstwa po warstwie, obwiedzione fioletową sinicą, którą cień progu jeszcze pogłębiał.
Pierwsza warstwa była zawsze taka sama. Ubojnia-27, filia numer nieskończoność. Lada z fastfoodowym tłuszczem to dla niego stół rozbiorowy wytarty do połysku setkami dłoni tuczników, neony nad kasą - reflektory sekcyjne, których nikt nie miał odwagi nazwać po imieniu. Człowiek za ladą, Ann, patrząca w bok, żeby nie podejść i nie zebrać zamówienia - instynktowna trzoda, węsząca w powietrzu coś nie do końca ludzkiego i odsuwająca się o pół kroku dalej, niż wymagała tego uprzejmość.
Druga warstwa, ta która bolała bardziej, to sieć. Między stolikiem Damiena a resztą koterii rozciągała się cała plątanina błękitnych nici napięcia, drgających w powietrzu - i Brendan widział je równie realnie jak papierową kopertę leżącą na stole. Noga Szeryfa wybijająca rytm to była linia gruba, buczącą jak transformator tuż przed spaleniem bezpiecznika. Cienka nitka, drżąca, biegła od tej koperty do każdej twarzy przy stole, wibrując z częstotliwością, którą Collins już rozpoznawał bez potrzeby liczenia - strach przed rozkazem, którego nikt nie miał odwagi odrzucić. Słowo "Książę" zadźwięczało w jego uszach metalicznie, niczym przeciągnięcie tasaka po szynie rzeźniczej, i ten dźwięk osiadł mu na języku smakiem starego żelaza, długo zanim ktokolwiek zdążył go wypowiedzieć na głos.
Zapach niedopowiedzenia - tej wilgotnej woni, którą Brendan czuł zawsze, gdy ktoś wiedział więcej, niż mówił - unosił się nad kopertą gęstą mgiełką. Damien nosił go na sobie jak drugą skórę. Nic dziwnego. Człowiek, który nosi rozkazy Księcia, sam też jest tylko przewodem.
Telefony w kopercie, wyłączone, leżały jak dwa małe czarne organy zapakowane po sekcji. Brendan nie podszedł bliżej, niż musiał. Migawka paranoi - ukryty obiektyw w rogu sufitu, martwe oko kamery przemysłowej wpatrzone w salę - przewierciła mu czaszkę chirurgicznym bólem, jak zawsze, gdy czuł na sobie spojrzenie systemu. Zarejestrowane. Skatalogowane. Odłożone do akt.Sięgnął po papierosy odruchowo, zanim zdążył pomyśleć, że to robi. Kliknięcie zapalniczki. Pierwszy haust dymu, wypuszczony z siłą, jaką dają tylko płuca, które od dwudziestu siedmiu lat nie potrzebują już powietrza. Toksyczna zasłona między nim a resztą sali - mała kwarantanna, jedyna bariera, jaką znał, między sobą a wrzaskiem świata.
Przysunął się do stolika koterii z tą swoją kanciastą precyzją - każdy krok wykalkulowany i zatwierdzony przez coś, co siedziało tuż za jego karkiem, obserwując cierpliwie, czy operator sekcji wykona ruch zgodnie z procedurą.– Ktoś poza tym stolikiem wiedział o dzisiejszym spotkaniu wcześniej, niż powinien – powiedział, siadając. – I ta koperta miała więcej rąk na sobie, niż nam się mówi.
Wstał od stolika równie kanciasto, jak usiadł, otrzepując z rękawa popiół, którego tam nie było. Za oknem Lara szła już w stronę swojego pikapa, płosząc kałuże. Brendan podążył za nią, trzymając się o krok z tyłu i z boku, w bezpiecznym promieniu, w którym system nie zdążył jeszcze skatalogować, do kogo należy.
-
Jonas wszedł do lokalu ostrożnie, taksując otoczenie sokolim spojrzeniem. Jego wierna sowa latała w pobliżu na zewnątrz, czujna na zagrożenia i gotowa natychmiast go o nich zaalarmować. Jego napięte mięśnie nieco się rozluźniły, widząc w środku, oprócz samego Szeryfa, członków swojej Koterii jako jedynych Spokrewnionych. Na tyle na ile ich poznał, nie wydawali się tacy źli jak na pijących krew ludzi (w przeciwieństwie do niego) nieumarłych i mógł im zaufać...a przynajmniej taką miał nadzieję. Damien szybko zniknął, zostawiając wiadomość. Nie był to chyba dobry znak...
Sam list też mu się nie spodobał. Mieli bawić się w ochroniarzy jakiś obcych, o których nic nie wiedzieli. Czemu Książe sam nie mógł się nimi zająć? Zostaną pewnie wpląteni w gierki Księcia i innych starszych, którym nie ufał i którzy chyba zapomnieli już jak to było być ludźmi. Ale chyba nie mieli już wyboru.....
Poczciwy choć nieco ekscentryczny Bleinert poprawił mu nastrój swoim hojnym gestem. Uśmiechnął się więc nieco do niego, a potem do kelnerki, dokładając parę dolarów do napiwku. Czemu obsługa lokalu miała w jakikolwiek sposób cierpieć z powodu ich towarzystwa? Zdjął swoją sportową czapkę i udawał przez chwilę że pije kawę.
- Chętnie do ciebie wpadnę Lara. Zmieszczę się w twoim aucie?- odparł Brujaszce. Widział że jest już nieco podenerwowana więc nie było sensu się z nią wspierać. On sam zresztą nie lubił gości w swoim mieszkaniu na poddaszu.
Po drodze planował sobie przypomnieć co wiedział o osobnikach wskazanych we wiadomości od Księcia: Dawson, Grewal i Dżyngis?
- Chętnie do ciebie wpadnę Lara. Zmieszczę się w twoim aucie?- odparł Brujaszce. Widział że jest już nieco podenerwowana więc nie było sensu się z nią wspierać. On sam zresztą nie lubił gości w swoim mieszkaniu na poddaszu.
-
Amanda Keen dla zyskania czasu dla zastanowienia się nad sytuacją zajmowała się podanym jej posiłkiem. Gdy już skończyła okazało się, że towarzysze omówili co najważniejsze...
- Chyba najlepiej będzie jak pojedziemy do mnie. - i spojrzawszy na Bleinerta dopowiedziała - Jak sam zauważyłeś zajmuję się zdobywaniem informacji. A z tego co wynika z tego, - tu wskazała dłonią na otrzymane koperty - że pilnie będziemy potrzebowali dostępu do moich archiwów. -
Wyrwany słowami Amandy z transu w jaki wprowadził Vigo pustoszejący stolik, zrozumiał, że propozycja jest kierowana wprost i tylko do niego. Nie był tym bynajmniej zdziwiony, wiele mógł zaoferować Toreadorce, chociażby przejażdżkę na ramie bicykla co mogłoby być miłą grą wstępną do wspólnej degustacji. Nie zgadzały się tylko te archiwa. Wolałby nie przeglądać archiwów, a pić z jednej szyi.
Na wszelki wypadek skinął głową i podał kobiecie ramię kiedy opuszczali lokal. Drzwi otworzył, przepuścił. Od razu uderzył go zaklęty w aerozolu mżawki zapach spalonego tytoniu, zza chmury wyłoniła się sylwetka Brendana, który pruł w martwe płuco ile się dało nim wejdzie do samochodu Lary.
Bicykl wylądował na pace, przez chwilę myślał Vigo by z nim pojechać, ale przypomniał sobie o propozycji Amandy. Wcisnął się do wozu na końcu, prawie bo za nim jeszcze wsiadł Collins, a wraz z nim cały pióropusz machorki.
Odpuścił już sobie przejażdżkę z Keen na rowerze, uznał, że później pojadą.
-Jedziemy do Amandy - oświadczył - Będziemy oglądać archiwa.
Ktoś przytaknął i wtedy Bleinert zrozumiał co miała Keen na myśli. Pracę. Nie żeby był rozczarowany przywykł do nagłych zwrotów sytuacji. No i nie będzie musiał sam przeglądać tych nieszczęsnych archiwów. Ruszyli do lokum Toreadorki.
-
Stary pickup niejedno przeżył, a w rękach Lary czekało go długie życie i konanie w męczarniach, bo znana była z tego, że nie odpuszczała mechanicznym stworzeniom, a i nie jednemu dała drugie życie.
Wrzucili rower Vigo na pakę i zbierali się by ruszyć do Amandy. Toeradorka była znana z swojego wykształcenia, jeszcze za życia studiowała na uniwersytecie Chicago, oraz współpracowała często z miejscowym Instytutem Sztuki. Kontakty te nadal podtrzymywała, więc zapewne miała dostęp do archiwów uczelni, tylko że czy one coś mogły powiedzieć na temat osób opisanych w kopertach? Sieć uczelniana była pomocna w wielu sprawach, ale zwykle natury twardej, gorzej z ludźmi a tym bardziej spokrewnionymi co zmieniają często swoje tożsamości.Usiedli w samochodzie, pogoda była paskudna, ściana wody lała się na szybę.
Wszyscy wpatrywali się w Amandę, czekając aż powie którędy lub dokąd. Większość z nich kojarzyła ją albo siedzącą na uczelni, albo w Elizjum, ale chyba nie zamierzali wchodzić do uniwersytetu o tej porze? -
Gdy wsiedli do samochodu Amanda wyjęła ze swojej torebki smartfona, uruchomiła aplikację nawigacyjną i wybrała opcję (...)Dom(...) i tryb samochodowy. Zobaczywszy niebieski punkcik sygnalizujący blok stojący w dzielnicy sąsiadującej od północy z kampusem Uniwersytetu Chicagowskiego, który torreadorka mieszka i trasę w podobnym kolorze łącząca ten punkt z punktem ich obecnego położenia pokazała Larze - Chcesz w trybie głosowym?
A następnie rozejrzała się po towarzyszach i zapytała - Nie sądzicie, że ta sprawa wygląda podejrzanie? To jest przecież zadanie, które Książę zleca swoim zaufanym. - dopowiedziała z naciskiem.
-
-Dokładnie, to samo pomyślałem - Jonas skinął głową, przechylając głowę nienaturalnie na bok i taksując pozostalych spojrzenien.
- Może Książe chce zwalić na kogoś winę, gdy sprawy pójdą nie tak? Albo to jakaś prowokacja? No bo w sumie nie wiemy kim są ci goście?
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się