Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I

[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sprzysiężenie czerwonej księgi
44 Posty 7 Uczestników 603 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • WiredW Niedostępny
    WiredW Niedostępny
    Wired
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
    #28

    text alternatywny
    Rorimak Brandybuck

    - Milo zna się na chodzeniu po lesie nie gorzej ode mnie, stąd pasuje do takiej podróżu, nie rozumiem skąd to rozstawianie Tuków, niech sami decydują - odparł stary Rori akcentując słowo rozstawianie, widząc że Tuków chciała przydzielać jak pionki

    WiredW 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    2
    • PaniczP Niedostępny
      PaniczP Niedostępny
      Panicz
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Panicz
      #29

      Milo Makary Tuk

      text alternatywny

      Lobelia, ach chorąża Kompanii, Lobelia!

      Przygody przygodami, a bohaterowie bohaterami, ale trzeba było prawdziwej odwagi, by wyrwać się poza protokół i rozporządzać planami wobec towarzystwa z taką swadą, gdy obok czuwał gospodarz i opiekun całego przedsięwzięcia. Milo nie miał wątpliwości, że gdyby na jedną ze swych wycieczek do Dzikich Krajów zebrał ich tu sam Gandalf, rezolutna hobbitka wyłożyłaby mu jak krowie na rowie, gdzie się myli, o czym zapomniał i co można zrobić lepiej. Pomijając oczywiście, że nie omieszkałaby spróbować wybić mu z głowy wciągania porządnych (małych) ludzi w niebezpieczne, czarodziejskie fanaberie.

      Bilbo uśmiechał się i marszczył na przemian, zbity z pantałyku przez damę, która nie dała się zawinąć w przygodę nieswoim przepisem. Właściwie to zdawała się w ogóle niechętna samej koncepcji tej dziwacznej aktywności, przygód, ale Los pchał ich na szlak czy tego chcieli, czy nie chcieli.

      Milo chciał. On był za, całkowicie i w zupełności. Wolałby pewnie ruszyć pieszo, czując, że z Rorimakiem, Esme czy Paddym mógłby odbyć niczego sobie wędrówkę, pokazując im to i owo po drodze, bez obawy, że oprychają go i obejdą z daleka.

      Ale też nie sposób było odmówić Lobelii słuszności w sprawnym zarządzaniu operacją. Jeśli mieli bawić się w pozory, miała słuszność, że jadąc na Tukową Skarpę nie powinni się rozdzielać w podróży.

      – Kuzynko. – Milo skłonił głowę i uśmiechnął się do Lobelii całą swą starokawalerską uprzejmością.
      – Kuzynie. – Tym razem skinął Rorimakowi w balansie między koleżeńskim luzem a poprawnością okazji.

      – Wierzę, że jesteśmy w tej sytuacji, gdzie słuszność może mieć dwoje, bo prawda i spryt brzmią w waszych słowach. Żeby jednak nie okopywać się bez potrzeby, obaczmy może zatem najpierw, co z wozem? – Tuk zagrał na czas. Liczył, że Drogo dostanie pomoc, której mu trzeba, ale też nie obraziłby się, gdyby wozu akurat nie było i konieczna była pielgrzymka. – Wtedy rozsądzimy, kto może jechać, a komu przyjdzie droga piesza? Jeśli przyjdzie nam nie znaleźć dla siebie miejsca na utartym szlaku, zawsze mamy bezpieczną wymówkę by z niego zejść... W polowaniu na króliki. Niejeden przecież hobbit, spóźniony choćby i na obiad - wiem, wiem, wiem jak to brzmi - tłumaczył tak wszelkie wypadki i nieobecności.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      3
      • RewikR Online
        RewikR Online
        Rewik
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
        #30

        Esmeralda zużywa punkt nadziei!
        Prymula Brandybuck zużywa punkt nadziei!
        Prymula Brandybuck: uzdrawianie (PT 12) - | 8 | 4, 5, 5, text alternatywny, text alternatywny | - nadzwyczajny sukces!
        rana będzie doskwierać przez 7 dni

        text alternatywny

        Bilbo wielce przejął się wypadkiem oraz stanem kuzyna i dołożył wszelkich starań, by zapewnić im wszystkiego co potrzeba do opieki nad Drogo Bagginsem, a także później podczas dalszych dywagacji, gdy emocje już nieco opadły. Czując się może nieco winnym wypadkowi, zgadzał się praktycznie na wszystko, w tym także na pytania o zobowiązania Rorimaka.

        Nadszedł w końcu i czas, gdy senność zmorzyła ich wszystkich. Gospodarz pościelił im wygodnie w jednym z licznych pokojów gościnnych Bag End. Była to noc przed wyruszeniem w drogę, a te bywały niespokojne, wreszcie jednak posnęli wszyscy, a nad ranem obudził ich zapach świeżo pieczonego chleba i suto zastawione śniadanie.

        centered paragraph

        Drużyna zarówno chciała, jak i musiała podążyć dwiema ścieżkami. Esmeralda Tuk, Paladin Tuk Drugi, Rorimak Brandybuck oraz Milo Makary Tuk wyruszyli, tak jak Bilbo sugerował - drogą wiodącą na północ od Bag End, do przysiółka Za Pagórkiem. Większość tamtejszych domów była pobudowana na powierzchni. Widok wędrujących na północ hobbitów nie był tu niezwykły. Mieszkańcy słynęli tu z wycieczek na grzybobranie, polowanie albo łowienia ryb gdzieś w zaciszu na brzegu, albo w zacumowanej łodce.

        Ich droga skręcała potem na zachód i przez kilka mil wiodła na przełaj przez pola. Towarzyszyły im wesołe przyśpiewki, ciepłe promienie słońca oraz trele ptaków. Minęli sioło, przecięli pola i... o zgrozo! Lobelia miała rację! Woda wezbrała na wskutek wczorajszej ulewy, a płycizna wskazana przez Bilbo, wcale już taką łatwą do przebycia się nie zdawała! Sójki siedzące na drzewie po przeciwnej stronie rzeki przyglądały im się badawczo i jakby trochę prześmiewczo? Ale przecież nie mogli teraz zawrócić i przyznać Lobelii rację!

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • RewikR Online
          RewikR Online
          Rewik
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
          #31

          text alternatywny

          Lobelia Bracegirdle: przekonywanie (PT 12, test trudny) - | 8 | 2 | - porażka!

          Ranek był słoneczny, lecz rześki. Jeszcze przed drugim śniadaniem, Lobelia udała się do swojego ojca, który przebywał gdzieś między Hobbitonem, a Nad Wodą. Celem tej przedwczesnej podróży było uzyskanie wozu do transportu Drogo oraz wiarygodna wymówka - na wypadek gdyby ktoś pytał w jakim celu to taka gromadka, w taką stronę się udaje. Niestety wóz o którym myślała był załadowany towarami, które miały nazajutrz wyruszyć dalej, w stronę Yale i nikomu nie było w smak go teraz rozładowywać. Ojciec Lobelii zgodził się udostępnić wóz, tylko w ostateczności, wskazując jej kilka miejsc, gdzie mogłaby najpierw spróbować pożyczyć wolne wozy. Na szczęście przez okno dojrzała wtedy kolaskę, którą przybyli do Bag End Prymula, Rorimak i Drogo.

          text alternatywny

          Kolaska wesoło podskakiwała co rusz na nierównościach drogi z Bag End do Hobbitonu. Przekroczyli kamienny most, mijali kolejne nory hobbitów. Rzecz jasna, podobnie jak w samym Bagshot Row, nie były to szkaradne, brudne, wilgotne nory, rojące się od robaków i cuchnące błotem, ani też nie były to suche, nagie, piaszczyste nory bez stołka, na którym by można usiąść, i bez dobrze zaopatrzonej spiżarni; były to nory hobbitów, a to znaczy: nory z wygodami... i nory z oczami.

          Lobelia Bracegirdle: zagadki (PT 12) - | 1 | 2, 4, 6 | - wielki sukces!
          Prymula Brandybuck: zagadki (PT 13) - | 3, 3 | 4, 5, 6 | - wielki sukces!
          Drogo Baggins: zagadki (PT 13) - | 1 | 3, 4, 6 | - wielki sukces!

          Uprzejmie obserwowani i pozdrawiani i zagadywani jechali nad brzegiem Wody, aż do szarego stawu, którego obecność znaczyła, że dotarli do miejscowości o nazwie "Nad Wodą".

          Pierwszym budynkiem miejscowości uznawało się gospodę Pod Zielonym Smokiem, popularne miejsce spotkań mieszkańców całej okolicy, lecz tym razem musieli z trudem odmówić sobie miodu i piwa, czy innych frykasów. Miejscowość opuścili Aleją Południową i jak dotąd żadne z nich nie dało po sobie poznać, że ich powód podróży do Tukowej Skarpy, nie był celem jedynym i samym w sobie.

          Tutaj okolica stała się bardziej otwarta i mogli nieco się rozluźnić tym bardziej im dalej zagłębiali się w Kraj Tuków. Gościniec Wschodni stanowiła szeroka jabłoniowa aleja. Krajobraz znaczyły liczne gospodarstwa, gdzie ten i ów kuzyn Tuk sieje pszenicę i jęczmień na chleb i piwo, dogląda pasieki, w której pracowite pszczoły wytwarzają miód, albo poluje na drobną zwierzynę dla skór i mięsa.

          Drogo zaproponował Prymuli oraz Lobelii i sam zapalił fajkowe ziele i zatracając się w tej czynności i rozmowach jechali tak czas jakiś. Nie ujechali jednak dość daleko na tyle, by podróż zdążyła się znudzić, kiedy po lewej stronie drogi, niedaleko niewielkiego stawu dostrzegli, a później usłyszeli ambaras. Jedno z dzieci Noakesów wykrzykiwało coś i odpędzało niewidocznego napastnika. Młody Noakes biegał pośród uli, bijąc z początku w powietrze kijem. Potem zaś odpędzając się już samymi rękoma i biegając w popłochu!

          – Zostawcie je, wy paskudy! AAAaa!! Pomocy!
          text alternatywny

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          3
          • GladinG Online
            GladinG Online
            Gladin
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #32
            Lobelia Bracegirdle
            Lobelia Bracegirdle – Zatrzymaj się Odo. Myślę, że to dobry moment, aby skorzystać z twojej propozycji, Drogo.

            Lobelia miała na myśli ziele, którym częstował ich kuzyn. Wcześniej uprzejmie odmówiła. Podróż do tej pory toczyła się przerywana a to komentarzem (od czasu do czasu z nutą braceigrdlowej uszczypliwości) na temat mijanych nor czy osób, a to obserwacjami natury, czy też wymianą grzeczności.

            Wstrzymała się też od komentarza na temat powierzania powożenia kolaski dwudziestoczteroletniemu Odovacerowi Bolgerowi. A także to, że akurat jej wujeczny bratanek służył za woźnicę u Prymuli.

            Zapewne to efekt tego, że się szalenie dużo kręcił wokół bratanicy Makarego, Rosamundy. Miała jedynie nadzieję, że chłopakowi ktoś wybije zadawanie się z Tukami, kiedy przecież są rodziny mniej... kontrowersyjne. Ale różnie mogło być, bo sam Odo miał wszak babkę Tukównę, rodzoną siostrę matki Prymuli.

            – Prymulo, może również i ty zapalisz i pójdziemy zobaczyć, co ten Noakes nawyrabiał? Ty nie, Odo, jesteś jeszcze za młody.

            W myślach zacierała już ręce na to, jakąż to nowinę uda jej się zdobyć i jakiż to przykład złego wychowania będzie miała okazję obnażyć.

            Chwyciła za swoją parasolkę, która miała stanowić - obok dymu z fajkowego ziela - jej osłonę przed natrętnymi owadami, w razie potrzeby.


            Sesja Karak Varn

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            4
            • MarrrtM Niedostępny
              MarrrtM Niedostępny
              Marrrt
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
              #33

              Prymula Brandybuck
              |-text alternatywny

              Było jej odrobinę przykro, że ani Paddy, ani Milo nie pojechali z nimi do ich rodzinnego Tukonu. Panowie najwyraźniej uznali, że ciekawiej będzie podróżować po bezdrożach bez obu hobbitek i rannego Drogo. Co ponownie rozbudziło wznieconą wczoraj w prymulkowej duszy iskrę… ciekawości. Swoją drogą nie mogła sobie odmówić wrażenia, że Lobelia w jakiś taki Bracegirdlowy sposób dawała się lubić. Nawet jeśli ciepła w jej spojrzeniu było tyle ile czarodziejach przewidywalności.
              - Czy myślisz Lobelio, że spróbują… włamać się do Domu Mathom? - spytała tonem pozornie bezbarwnym, ale dla kogoś tak spostrzegawczego jak Lobelia, czytelnie pełnym sprzecznych uczuć od obawy po rozdrażnienie.

              ***

              Mimo licznych prób, z klasą i niewątpliwym taktem wyszli zwycięsko ze wszystkich napotkanych prób zagajenia przez mieszkańców Nadwodzia. Nawet Lobelii nie dało się zarzucić grubiaństwa o jakie ją chyba niesłusznie jednak posądzano. Zanosiło się więc na całkiem spokojną i zaskakującą przyjemną przejażdżkę gdy nagle dało się słyszeć wołanie o pomoc i… bzyczenie?

              - Dziękuję bardzo. Drogo. Lobelio. Zapalcie sobie śmiało. Dla mnie to nieco zbyt wczesna pora. - Nie dodała już uprzejmie, że jej osobiście dym fajkowy przeszkadzał nieco. Choć nie aż tak jakby byli w norce. Jednak w powożonej przez Odo kolasce było przyjemnie i przewiewnie. I gdy Drogo i wychodząca z kolaski Lobelia zapalili swoje fajki uznała, że to był dobry pomysł i z pewnością narzeczonemu na zdrowie dobrze zrobi.

              - Jestem z tobą Lobelio - powiedziała Prymulka wysiadając pośpiesznie z kolaski - Drogo, upewnij się, że Odo zostanie z Tobą.

              - Ależ Prymko! - zaprotestował pan Baggins - To może być niebezpieczne jeśli Noakes rozdrażnił pszczoły.

              - Może o tym nie wiesz kochany. Ale w wieku Esme zwano mnie Zaklinaczką Pszczół.
              Nie było to kłamstwo. Choć tylko raz zdarzyło się, że ją tak nazwano, przez starą piosenkę, której ją babcia nauczyła. Prawdą też było, że Prymula nigdy pszczół się nie bała i lubiła te stworzenia. Zaraz więc przypomniała sobie słowa, które po chwili złotoustym głosem Prymuli popłynęły po ogrodzie.

              Urocza panna młoda,
              gdy ślubny włoży tren,
              swym pszczółkom wieść niech poda!
              Inaczej, pierzchną hen!

              Odlecą hen pierzchną jak sen,
              w świat pomkną w rojnej czeredzie!
              ale kto kłamstwem nie zwodzi pszczół,
              to pszczoła go nie zwiedzie!

              O chrzcinach czy pogrzebie,
              wieść smutną czy wesołą,
              z za mórz przybyłą do ciebie,
              wyjawić musisz pszczołom!

              Przez wrota do stodoły
              wlatywać pozwól im zawsze,
              bo tak ciekawe są pszczoły,
              jak człek, a może ciekawsze!

              Pod drzewem zły przytułek,
              gdy grom się zacznie jawić!
              Gdzie krążą roje pszczółek,
              nikogo nie nienawidź!

              Bo one wnet odlecą het
              i nigdy już nie wrócą.
              Lecz kto nie smuci nigdy pszczół,
              pszczółki go nie zasmucą...

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              5
              • Pan ElfP Online
                Pan ElfP Online
                Pan Elf
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Pan Elf
                #34

                Esmeralda Tuk

                text alternatywny

                text alternatywny

                Zaklasnęła w dłonie, gdy kolejnego dnia stanęli wreszcie na progu domu kuzyna Bagginsa. Otóż to był ten dzień! Dzień, w którym ona - Esmeralda Tuk - wyrusza na swoją pierwszą przygodę! A czy aby na pewno? Może zaczęła się już wcześniej, gdy razem z Paddim przekroczyli próg własnego domu? A może jeszcze dawniej, w chwili, gdy w ich ręce trafił list z zaproszeniem od Bilba? A może…

                - Ależ piękna pogoda, nie sądzisz, braciszku? - rzuciła radośnie i z entuzjazmem zaczerpnęła powietrza.
                Zastukała kilka razy tukowym kijem o próg - na szczęście, zgodnie z tradycją przejętą po babuni Rosalii - po czym postawiła bosą, hobbicią stopę na trawie przed drzwiami, przepuszczając resztę niewielkiej kompanii. Chciała mieć pewność, że wszyscy są równie wesoło nastawieni na zbliżającą się wędrówkę. A gdyby dostrzegła choć ułamek niepewności, zwątpienia czy niezadowolenia? Cóż, tukowy kostur pozostawał cały czas pod ręką.

                - Milo, Milo, Milo! - zawołała entuzjastycznie, gdy maszerowali drogą wiodącą na północ od Bag End.
                W dłoniach trzymała kilka grzybów, których właściwości były jej zupełnie nieznane. Gdyby okazały się trujące, a ona głodna, pewnie już bolałby ją brzuch. Na szczęście śniadanie u Bilba było nader obfite, a i drugie śniadanie spakowane na drogę w niczym mu nie ustępowało.
                - Jadalne? Jak sądzisz? Ten nie wygląda zbyt apetycznie, ale za to ten - oj, ten to niezły okaz, przyznaj!

                Entuzjazm i szeroki uśmiech nieco jednak zrzedły Esmeraldzie, gdy dotarli do miejsca, w którym mieli przekroczyć Wodę. Na widok wezbranej rzeki po jej plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz, a w głowie pojawił się obraz drwiąco uśmiechniętej Lobelii, pyszniącej się niczym paw, dumnej z tego, że to ona miała rację. Dreszcz ten miał chyba więcej wspólnego z wyobrażeniem niż z samą wodą.

                - Bohaterowie wielkich przygód zawsze napotykają na swej drodze przeciwności losu! - oznajmiła po dłuższej chwili, podpierając się pod boki i przytakując sama sobie z nad wyraz poważną miną.
                - Nie inaczej jest i z nami! Paddie, spakowałeś może linę? Gdybyśmy ją mieli, moglibyśmy się przewiązać, a jeden z końców przywiązać do drzewa. Wtedy bezpiecznie przekroczylibyśmy Wodę tam, gdzie płycizna jest największa!

                A co, jeśli nurt porwie któregoś z nich? Albo ktoś się poślizgnie? Wtedy wszyscy polecą jego śladem i będą musieli wrócić na brzeg - przemoczeni i wcale nie o krok bliżej celu. Zamyśliła się jeszcze przez chwilę.

                - O! Albo możemy wybrać ochotnika - tu wskazała na samą siebie, oczywiście, po czym kontynowała - i jego przewiązać liną, a reszta będzie mocno trzymać! Ochotnik przedrze się na drugi brzeg i przywiąże linę do tamtego drzewa!
                Wskazała końcem tukowego kostura drzewo, na którym siedziały sójki, przyglądające im się badawczo.
                - Wtedy reszta bezpiecznie przejdzie jego śladem!

                Plan był iście wspaniały! Tylko czy któryś z tych zaradnych hobbitów pomyślał, by zabrać ze sobą linę?

                text alternatywny

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                2
                • PaniczP Niedostępny
                  PaniczP Niedostępny
                  Panicz
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #35

                  Milo Makary Tuk

                  text alternatywny

                  Wątpliwości, którędy mu droga miotały Milem przez całą noc. Ułożony na wygodnym, świeżym posłaniu obracał się z jednej na drugą i co i raz przerzucał poduszkę z ciepłej strony na zimną, aż obie zrobiły się równie ciepłe. Podciągał kołdrę to wyżej, to niżej, a słysząc sapania i pochrapywania kuzynostwa zamierał, niepewny czy aby jego niepokoje nikogo nie wybudzą. Myślał nawet, czy aby nie wstać i nie rozchodzić myśli w ogrodzie, ale obawa, że po ciemku narobi rabanu i pobudzi gości wygrała.

                  Rano, gdy było im ruszać, Milo miał nietęgą minę, rozdarty między podróżą kolaską do Tukonu, gdzie mógłby usłużyć krewnym jako gospodarz, a ujmującą wycieczką przez wodę. Zaproszony na wóz przez Lobelię wybąkał przeproszenie i uśmiechnął się rozkładając ręce, zapewniając, że bardzo chciałby im towarzyszyć, ale w drugiej obranej drodze jego umiejętności przydadzą się bardziej.

                  – Ma się rozumieć, nie chodzi o mnie, ale o wspomożenie naszej grupy – zapewnił Tuk. – Znam tamte ścieżki, więc zadbam, żeby ta wycieczka była dla nas możliwie najbezpieczniejsza.

                  Kiedy Kompania rozdzieliła się już i Milo mógł dreptać po trakcie z podobnymi mu łazikami, zaraz nabrał wigoru i lekkości w krokach. Tak było do czasu aż dotarli nad wodę, gdzie wyszło na Lobeliowe. Rzeka faktycznie wezbrała i panna Bracegirdle miała rację, że trzeba było szukać innego kursu.

                  Esmeralda - błogosławiona werwa młodości! - szybko pokazała, że przygodę ma we krwi i przeszkody są do pokonywania, a nie po to by je omijać. Milo spojrzał jednak na sunący żywo nurt rzeczki i zamyślił się.

                  – Spróbujmy może wybadać głębokości, dopóki będzie to bezpiecznym - zasugerował, podwijając wysoko spodnie i brodząc przy brzegu, by pokazać o co mu chodzi. – Póki będzie można bezpiecznie przystanąć, wbijmy tam kij czy kołek do oparcia przy przekraczaniu wody.

                  – Woda zmyje je pewnikiem - żachnął się Paladin. - To musiałoby być mocne drewno... I dobrze wbite.

                  –To prawda - przyznał otwarcie Makary. - Myślałem, że może skorzystamy ze słupków, które są w tym płocie na skraju pola... Nie naruszymy całej konstrukcji, więc nikt nie ucierpi. Zresztą, stary Brody i tak nie trzyma już tu zwierząt... Kiedy wrócimy wystrugam mu nawet nowe, żeby miał przyzwoity parkanik...

                  - Ale tam dalej... Będzie głęboko - zafrasowała się Esme.

                  – Dlatego masz rację, że lina się przyda - przyznał Milo. - Ale mając i linę i mogąc oprzeć każdy krok o wbity pachołek, będzie nam na pewno łatwiej. Ja też mogę iść na spróbowanie... I tak już się zamoczyłem.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  4
                  • MarrrtM Niedostępny
                    MarrrtM Niedostępny
                    Marrrt
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
                    #36

                    Prymula Brandybuck
                    text alternatywny

                    Słowa popłynęły słodko i miękko poprzez niwy i ogródki. Prymula miała bardzo ładny głos. Już on sam był niczym plaster miodu, do którego pszczoły lgnęły równie łacno co inni hobbici. A gdy dodało się do tego śpiewną i łagodną kantylenę w rytm której hobbitka ułożyła obłaskawiające słowa piosenki, to nie było tu miejsca na jakąkolwiek porażkę. Wisienką na tym wdzięcznym torcie aż proszącym się o jakiś dyskretny pląs, był Drogo, który z kolaski włączył się w pieśń całkiem przyjemnym basem. Tak wzruszająco dobrze dobrana para skruszyła by serce każdego hobbita i każdej choćby i najbardziej oburzonej na głupie zabawy młokosów pszczoły. Prymula widząc więc kilka owadów, które złaknione jej atencji poleciały ku niej jak gąski do swej pasterki, uśmiechnęła się i przeszła do następnej zwrotki wyciągając swoją zgrabną rączkę by ugościć udobruchane pszczółki.

                    Ale to nie były pszczółki.

                    Gdy Prymula spostrzegła swój błąd było już za późno. Trzy duże szerszenie obleciały ją gniewnie wywijając żądłami. Hobbitka krzyknęła przerażona, a kierowany rycerskością Drogo postanowił popędzić jej na pomoc. Zapomniawszy jednak o swojej usztywnionej kostce zahaczył nią próg kolaski i… od razu poleciałby jak długi na nos gdyby nie dzielny Odo. Dzielny acz nie dość tęgi by utrzymać Droga przez co obaj hobbici runęli w pokrzywy i ich krzyk dołączył do prymulkowych pisków niosących się teraz poprzez niwy i ogrójce.

                    Sytuacją mogła uratować już wyłącznie Lobelia.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    3
                    • RewikR Online
                      RewikR Online
                      Rewik
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
                      #37

                      text alternatywny

                      Zadanie złożone : opór 3, dostępnych 5 testów
                      Ochocza Esmeralda Tuk zużywa nadzieję (+2k6)
                      Esmeralda Tuk: inspiracja (PT 11) - | 6, 8 | 1, 3, 4, 6 | - wielki sukces! opór spada o 1!
                      (runę wydano na niespodziankę)

                      Szum wody, może nie tak gwałtowny jak szum wodospadu, lecz zauważalny sprawiał, że musieli mówić głośniej niż zazwyczaj. Woda była głęboka i z całą pewnością mogły czyhać w niej miejsca, gdzie sięgałaby wyżej nosa! Początkowe zafrasowane miny Esmeralda szybko swym pogodnym nastawieniem przemieniła w rozpromienione lica na myśl o czekającej ich przygodzie. Hobbici zaczęli rozprawiać o możliwych rozwiązaniach i dość szybko rozdzielili między sobą zadania.

                      Milo zabrał się za zbieranie odpowiednich palików, które mogliby wykorzystać podczas przeprawy, Rorimak oraz Paladin ruszyli w poszukiwaniu łódki, bo przecież musiała być przy rzece jakaś łódka, wszak hobbici - wędkarze często tu przychodzą. Ruszyli najpierw w dół rzeki, ale po jakimś czasie bezowocnych poszukiwań zawrócili i poszli w górę, w myśl zasady, że lepiej znaleźć łódkę tam i wiosłować z nurtem niż odwrotnie.

                      Zapytacie pewnie czym to zajmowała się w tym czasie Esmeralda, przecież nie stała nieruchomo w miejscu... Nic bardziej mylnego!
                      – Milo! – szeptała krzykiem – Milo! Jest tam jeszcze?

                      Milo z uśmiechem zezował gdzieś ponad jej czoło.
                      – Tak Esme, jeszcze tam jest. Długo nie wracają, nie sądzisz? Paladin i Rorimak.

                      Esmeralda była zbyt przejęta by kiwnąć głową.

                      Zadanie złożone : opór 2
                      Milo Makary Tuk: rzemiosło (PT 13) - | runa | 5 | - sukces! (opór spada o 1)

                      Konstrukcja hobbita Milo, zaczęła już nabierać kształtu, wprawdzie działo się to kosztem starego ogrodzenia szanowanego Brody'ego, ale te miał zamiar naprawić później. Ważne było to, że nurt rzeki zdobiły już pierwsze oparcia dla przyszłych podróżnych. Wystarczyłaby już tylko lina. Łódka też sprawę by załatwiła, ale lepsza byłaby lina. Przecież szkoda byłoby jego pracy.

                      – Milo! Milo! Spójrz! – głos Esmeraldy znów wyrwał go z zamyślenia – Siedzi mi na ramieniu, prawda?

                      – Tak Esme, siedzi. Spróbuj może ją nakarmić. To chyba sójka. Z tego co wiem... jedzą różne rzeczy. Mam nadzieję, że nic im się nie przytrafiło...

                      – Oj! To byłoby straszne! Może chodźmy ich poszukać? We trójkę? – ostatnie pytanie było skierowane do jej nowego naramiennego przyjaciela.

                      text alternatywny

                      – Grrrrchh… khrrrr… grrruuuh…

                      Paladin i Rorimak zrobili sobie przerwę i coś podjedli. Potem ruszyli dalej na przełaj przez zarośla, podmokłe tereny i drobne odnogi i starorzecza. Czasem gdy wymagał tego teren, rozdzielali się, żeby szybciej przeszukać brzeg. Trzeba było przyznać, że ich krewniak Bilbo, rzeczywiście wybrał najdogodniejsze miejsce do przeprawy, tutaj Woda była jeszcze bardziej wartka. Dopiero dalej na północ, dużo dalej na północ, Woda tworzyła rozległe rozlewisko i przemieniała się w Bagnisko, ale to było już niedaleko Świerkowego Dworu, a oni byli ledwie ledwie za Pagórkiem.

                      Zadanie złożone : opór 1
                      Rorimak Brandybuck: rekonesans (PT 13) - | 3 | - | - porażka!
                      Paladin Tuk II: rekonesans (PT 14) - | text alternatywny | 5, text alternatywny | - porażka!

                      – Khrrr… gHrrr… RRRrrrch…

                      Wędrówka po tych terenach była mecząca, nie rzadko stopy ślizgały im się na mokrych, obłoconych kamieniach, zaś cała okolica oraz odgłosy, które czasem słyszeli w oddali ożywiły w Rorimaku wspomnienia o potworze zza Zielonego Muru. Nie wiedział o nim zbyt wiele, lecz zdecydowanie zbyt często rozmawiało się o nim ostatnio w Bucklandzie. Dlatego też ciężko było cokolwiek o nim wiedzieć. Co opowieść to inne rewelacje. Na szczęście byli wiele staj dalej. Odgłosy te, które słyszeli tutaj to były zapewne porykiwania jeleni daleko w Błędnym Lesie, nierzadko ptactwa, czy słyszalne wszędzie rechoty żab i ropuch. Może trochę wyolbrzymione przez ich wyobraźnię. Znów zrobili sobie - krótką przecież - przerwę.

                      – Grrr… chRR… KRhraaa!

                      Tylko ten jeden odgłos, czasem słyszalny lepiej, czasem gorzej, ale jakby narastający i nie do rozpoznania. Ruszyli dalej.

                      – GRRRrraUgh! khrrRrch… rrrGH!”

                      W dodatku zdawał się być tym bliżej im dalej wędrowali w górę rzeki.

                      – Coś jakby dzik, ale taki mało dziki. Ale też nie warchlak... - Paladin najwyraźniej też to słyszał.

                      – To chyba stamtąd. – Rorimak rozchylił zarośla. Jego oczom ukazała się łódka, bezpiecznie zadokowana na brzegu i przywiązana długą liną do drzewa. Z jej wnętrza zaś dobiegało chrapanie Starego Brody'ego.

                      – Khrrr… chrrrap… khrrrr…

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      3
                      • RewikR Online
                        RewikR Online
                        Rewik
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #38

                        text alternatywny

                        Zadanie złożone : opór 3, dostępne 3 testy
                        Drogo Baggins zużywa nadzieję (pomaga w śpiewaniu)!
                        Prymula Brandybuck: pieśni (PT 14) - | c9bb223d-514f-4708-ba1b-b3059d9c9029-image.png | 1, 1, 2 | - porażka!

                        Zadanie złożone: opór 3
                        Bystrooka Lobelia Bracegirdle zużywa nadzieję (+2k6)!
                        Lobelia Bracegirdle: przenikliwość (PT 12) - | 1, text alternatywny | 1, 3, 5, 6 | - wielki sukces!
                        (opór zmniejsza się o 2)

                        Griffo Noakes był przerażony wszędobylskim bzyczeniem. Biegał w kółko, a to pacając się po karku, a to wymachując ramionami w bezładzie. Nie mógł być jednak bardziej przerażony niż owadzi napastnicy na widok, podążającej w ich stronę, owianą dymem postać z siejącą postrach parasolką. Lobelia szybko zorientowała się w sytuacji i poznała wroga, z którym przyszło jej się mierzyć. Wiedziała też, że tak rozwścieczone szerszenie, nie dadzą łatwo za wygraną.
                        – Wskakuj do wody młodzieńcze, ale już! Tylko nie potop się tam! – Gdyby głos potrafił pchnąć kogoś od razu do pobliskiego stawu, to z pewnością byłby to jej głos.

                        Zadanie złożone: opór 1
                        Lobelia Bracegirdle zużywa nadzieję!
                        Lobelia Bracegirdle: wiedza (PT 12) - | 4 | 2, 3, 5 | - sukces!
                        Zadanie złożone powiodło się!

                        Ukontentowana, widząc, jak młody Griffo mknie do stawu, postanowiła zając się pszczołami. Osłaniając się fajkowym dymem, powkładała ramki na miejsce i zasłaniała otwarty ul, z którego to najpewniej ten nicpoń, pod nieobecność Noakesa chciał wyjeść cały miód! Chwile potem dobiegła do niej już Prymulka i razem upewniły się, że ani chłopcu, ani pszczołom nie stanie się już więcej krzywda. Wszak pszczoły potrafiły obronić się same, o ile ul nie był otwarty, a wylotki dostatecznie małe.

                        Chłopiec był użądlony w dwóch miejscach, ale wyglądało na to, że bardziej teraz doskwierało mu zimno z przemoczenia. Okazało się, że mieszka, zaraz obok dziadków, gdzie też Odo powiódł kolaskę w pierwszej kolejności. Na miejscu stary Noakes podziękował im serdecznie za ratunek wnuka, wręczając dzbanuszki miodu, a zaraz potem zebrał się w drogę by poszukać gniazda intruzów.

                        Zyskujecie pożyteczny przedmiot: dzbanki miodu (uprzejmość)!

                        text alternatywny

                        Dalsza droga wiodła stale prosto przez Gościniec Wschodni, aż do Rozstajów. W prawdzie rozważali podróż prosto do Tukowej Skarpy, lecz ostatecznie stanęło na tym, że to w Postoju Wędrownika zdecydują co dalej. Gospoda ta znajdowała się w samym środku Rozstajów. Spodziewali się, że dotrą na miejsce szybciej od reszty i nie mylili się, mimo że gdy to nastało, dzień nawet dla nich już się kończył.

                        Rozstaje nie miały jednak zamiaru jeszcze się kłaść. Większość stołów przed gospodą Postój Wędrownika była wciąż zajęta. Pogoda wszak dopisała, zmrok z każdym dniem wiosny zapadał coraz dłużej, a nie było niczego przyjemniejszego niż wieczór w piwiarni pod otwartym niebem.

                        Większość gości stanowili hobbici, radośnie gaworzący ze sobą, ale dało się dostrzec też grupę krasnoludów. Popijali ciemne piwo i grali w młynka, którego nauczyli się zapewne od jakiegoś Tuka. Gdyby naostrzyć uszy, dałoby się usłyszeć tu niejedną historię. Tutaj także nie obyło się bez uprzejmych zagadywań i pytań o cel ich podróży i zdrowie Drogo. Na szczęście to już mieli przećwiczone. Niestety znalezienie miejsca na noc zakrawało już o większy wyczyn. Wszystkie łóżka w Postoju Wędrownika były już zajęte przez dużą grupę kupców fajkowego ziela, zmierzających do Longbottom.

                        Tutejszy ruch nie był wcale aż taki dziwny. Rozstaje - nazwa ta była podwójnie akuratna, wszak przecinały się tu szlaki, ale też schodzili się i rozchodzili hobbici z całej Zachodniej Ćwiartki, by wymienić zarówno towary, jak i najnowsze wieści. Przy większości domów stoją tu szopy, które w każdej chwili posłużyć mogą za skład albo stragan, gdy trzeba sprzedać coś podróżującym Gościńcem Wschodnim. Ruch był więc tu częsty i pożądany, nie zmieniało to jednak naglącej sprawy - nie mieli gdzie przenocować tej nocy, a drugiej grupy, jak nie było widać, tak wciąż nie było widać.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        2
                        • GreKG Online
                          GreKG Online
                          GreK
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #39

                          text alternatywny!

                          Paladin Tuk Drugi.

                          Paladin zatrzymał się tak gwałtownie, że niemal wpadł na Rorimaka.

                          — Słyszysz?! — wyszeptał, choć szept w jego wykonaniu był tylko odrobinę cichszym mówieniem. — To nie jeleń. Jeleń nie robi „ghrrraugh”. Jeleń robi… no… bardziej godnie.

                          Znów rozległo się:

                          — GRRRrraUgh! khrrRrch…

                          Paladin skulił ramiona.

                          — Mówiłem, że to coś między dzikiem a niedzikiem. Takie… pół na pół. Może dzik, który się zastanawia nad swoim życiem.

                          Kiedy Rorimak rozchylił zarośla, Paddi instynktownie cofnął się o pół kroku.

                          — Jak wyskoczy, to ja mówię, że my tylko przechodzimy. Bardzo przechodzimy. I że...

                          Jeszcze jedno:

                          — Khrrr… chrrrap… khrrrr…

                          Paladin zmrużył oczy.
                          — To… to chrapie.

                          Zrobił ostrożny krok naprzód, jakby spodziewał się, że łódka zaraz go ugryzie. Spojrzał do środka. Zobaczył Starego Brody’ego. Zobaczył jego brodę. Zobaczył, że źródłem potwora zza Zielonego Muru jest hobbit, który śpi jak rozwścieczony borsuk.

                          Przez chwilę milczał.

                          — To on? — zapytał z niedowierzaniem. — To całe „RRRghraugh” to… śpiący hobbit?

                          Wyprostował się powoli, z miną kogoś, kto właśnie został obrażony przez rzeczywistość.

                          — Ja się pytam, czy to jest w ogóle dozwolone, żeby tak chrapać w przestrzeni publicznej. — Pokręcił głową. — Hobbit śpi, a pół Bucklandu myśli, że potwór wyszedł zza muru.

                          Nachylił się bliżej łódki i przyjrzał linie przywiązanej do drzewa.

                          — A ja już rozważałem, czy wspinać się na drzewo.

                          Kolejne potężne:

                          — Khrrrrrr…

                          Paladin podskoczył mimo wszystko.

                          — No dobrze! — sapnął. — To nie dzik. Nie potwór. Nie nawet niedzik. To Brody.

                          Odetchnął głęboko, po czym dodał z urazą:

                          — Ale przyznam, że gdyby tak chrapał bliżej Tukowej Skarpy, to byśmy go wybrali na oficjalne ostrzeżenie przeciwko lisom.

                          Spojrzał na Rorimaka, poprawiając kamizelkę.

                          — Widzisz? Mówiłem, że nie wszystko, co brzmi strasznie, jest straszne. Czasem to tylko ktoś, kto zjadł za dużo kolacji i położył się w łódce.

                          Paladin zamarł z ręką uniesioną w pół gestu, gdy z łódki znów wyrwało się:

                          — Khrrr… chrrrap… khrrrr…

                          Spojrzał na Rorimaka.
                          Spojrzał na łódkę.
                          Spojrzał na linę.

                          A potem bardzo powoli, bardzo uroczyście wskazał na tę ostatnią.

                          — No i masz — szepnął. — Lina.

                          Podszedł bliżej, zginając się w pół jak ktoś, kto chce być mniejszy niż jest. Co chwilę zerkał na śpiącego hobbitа.

                          — To jest zwykła lina — mruczał pod nosem. — Lina jak lina. Nikogo nie budzi. Liny są z natury ciche. Ja też potrafię być cichy. Czasami...

                          Kolejne potężne chrapnięcie sprawiło, że Paddi podskoczył i niemal przywarł do drzewa.

                          — On oddycha jak kuźnia w Michel Delving — syknął. — Jakby miech połknął.

                          Nachylił się znów do Rorimaka.

                          — Opcje są trzy. — Uniósł trzy palce, po czym jeden zaraz opuścił. — Dwie i pół.

                          Ściszył głos jeszcze bardziej.

                          — Pierwsza: bierzemy linę. Cichutko. Delikatnie. Jakby sama postanowiła się odwiązać. — Zrobił palcami ruch, który miał oznaczać subtelność, ale wyglądał raczej jak nerwowe skubanie. — Tylko że wtedy łódka… — spojrzał na wodę — …może odpłynąć. A wtedy Brody się obudzi, a jak się obudzi i nie ma łódki, to zacznie robić „RRRRAUGH” już świadomie.

                          Zamyślił się.

                          — Druga: budzimy go. Uprzejmie. Bardzo uprzejmie. Mówimy, że potrzebujemy łódki. Oficjalnie. — Skrzywił się. — Tylko że wtedy trzeba mu powiedzieć po co. A my… — zawahał się — …my mamy różne powody. I nie wszystkie są do opowiadania przy pierwszym śniadaniu.

                          Westchnął ciężko.

                          — No i jest jeszcze płot.

                          Spojrzał w dal, jakby gdzieś między drzewami czaiło się sumienie.

                          — On jeszcze nie wie. Ale się dowie. Płoty mają to do siebie, że ktoś zawsze wie, czy były całe.

                          Podrapał się po karku.

                          — Jak go obudzimy, to możemy powiedzieć: „Brody, drogi Brody, twój płot wyglądał na zmęczony i sam się położył”. — Zamyślił się chwilę. — Tylko że to brzmi jak coś, w co ja bym nie uwierzył. A ja jestem bardzo wyrozumiały.

                          Znów zerknął na linę.

                          Kolejne:

                          — KHrrrrrRRR…

                          Paladin znów drgnął.

                          — Dobrze — zdecydował nagle, choć w jego tonie było więcej nerwów niż pewności. — Ja podejdę do liny. Ty patrz na niego. Jak przestanie chrapać, to mnie kopnij. Tylko nie za mocno. Mam wrażliwe kostki. Wszyscy mamy dziś jakieś kostki.

                          Zrobił dwa ostrożne kroki w stronę drzewa, po czym zatrzymał się jeszcze raz.

                          — Rorimaku… — wyszeptał. — Jak mnie złapie, mów, że przyszedłem sprawdzić jakość węzła. Z troski. Ja wyglądam na kogoś, kto troszczy się o węzły.

                          I z miną hobbita, który sam nie wie, czy jest bohaterem, czy właśnie popełnia największą głupotę dnia, wyciągnął rękę w stronę liny.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          4
                          • Pan ElfP Online
                            Pan ElfP Online
                            Pan Elf
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #40

                            Esmeralda Tuk

                            text alternatywny

                            text alternatywny

                            - Wiesz co, drogi kuzynie Milo? - zagaiła w pewnym momencie Esmeralda. - Masz rację, długo ich nie ma.

                            W jej głosie nie było jednak ani krzty zafrasowania - zupełnie jakby wcale nie przejmowała się ich losem. Nic bardziej mylnego.

                            - Skoro jest tam Paladin, to na pewno nic im strasznego nie grozi. Poradzą sobie! - dodała tonem pełnym pokrzepienia i posłała hobbitowi promienny uśmiech.

                            - Poczekajmy tu na nich. Pogoda taka ładna, a i ty prawie już skończyłeś z tymi palikami! No, chodź tutaj, klapnij obok i może wrzucimy coś na ząb? Przyznam, że zgłodniałam!

                            Jak wymyśliła, tak też uczyniła. Przysiadła na miękkiej, zielonej trawie i zaczęła przeszukiwać swój tobołek. Wyjęła kawałek placka od Bilba, trochę suszonych owoców i kilka innych rozmaitości, które przezornie zabrała na drogę.

                            - O, a gdybyś był tak miły i rozpalił małe ognisko, moglibyśmy zagotować wodę na herbatę! W sam raz, by przywitać Paladina i Rorimaka, gdy wrócą!

                            A sójka? Najwyraźniej musiała upodobać sobie Esmeraldę, bo wciąż siedziała na jej ramieniu, przekrzywiając łepek i badawczo przyglądając się wszystkiemu, co młoda hobbitka czyniła. Ona - to jest sójka - również doczekała się kilku przysmaków: paru jagód zebranych po drodze oraz kilku ziaren starannie zdrapanych z bochenka chleba, który Esmeralda zabrała jeszcze z domu.

                            text alternatywny

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            2
                            • GladinG Online
                              GladinG Online
                              Gladin
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #41
                              Lobelia Bracegirdle
                              Lobelia Bracegirdle – To załatwiliśmy sprawę śpiewająco, czyż nie? - zwróciła się do narzeczonych Lobelia, spoglądając swym bystrym okiem.

                              – Dziękuję za ziele, wielce się przydało - tym razem słowa podziękowania skierowała do samego Drogo.

                              text alternatywny

                              – Zaskoczona jestem - podczas dalszej podróży Lobelia postanowiła podzielić się ze współpasażerami swoimi przemyśleniami - że taka już aktywność owadów wiosną. Miód? W takich ilościach? Toż jeszcze nie czas. Takie anomalie nie zwiastują nic dobrego. Ależ miło ze strony Noaeksów. Dali mi tyle miodu! To pewnie jeszcze z zeszłorocznych zapasów!

                              Miody podróżowały bezpiecznie w koszyczku wraz z panną Bracegirdle i stanowiły teraz jej niekwestionowaną własność. Jakby nie było, sama jedna rozprawiła się z niebezpieczeństwem i zagrożeniem. Nawet okazała się na tyle wielkoduszna, że nie skomentowała pomocy udzielonej jej przez pozostałych. No cóż. Nie wszyscy mogą być tak bystrzy, jak ona.

                              justified paragraph

                              – Nie dotarli jeszcze - skomentowała zastany stan rzeczy. - Mówiłam im, że rzeka pewnie wezbrana. Ale czy ktokolwiek z nich pomyślał, aby wziąć to pod uwagę i zabezpieczyć się w przydatne rzeczy przed wyruszeniem od Bilbo? A on sam, czy o tym pomyślał? Namówił ich na wyprawę nie bacząc na zdrowy rozsądek!

                              – O tej porze powinniśmy być już w Tukowej Skarpie - zatupała zdenerwowana Lobelia na wieść, że nie ma miejsc noclegowych w Rozstajach. - Wszystko winna tego smarkacza Griffo. Ojciec winien mu wygarbować skórę!

                              – Siadajmy na razie i posłuchajmy, co się dzieje. Może uda nam się usłyszeć coś ciekawego, co nasunie nam rozwiązanie.


                              Sesja Karak Varn

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              3
                              • WiredW Wired

                                text alternatywny
                                Rorimak Brandybuck

                                - Milo zna się na chodzeniu po lesie nie gorzej ode mnie, stąd pasuje do takiej podróżu, nie rozumiem skąd to rozstawianie Tuków, niech sami decydują - odparł stary Rori akcentując słowo rozstawianie, widząc że Tuków chciała przydzielać jak pionki

                                WiredW Niedostępny
                                WiredW Niedostępny
                                Wired
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #42
                                Ten post został usunięty!
                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • WiredW Niedostępny
                                  WiredW Niedostępny
                                  Wired
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #43

                                  text alternatywny
                                  Rorimak Brandybuck

                                  Rorimak w milczeniu przytakiwał Paladinowi, a gdy tylko rozchylił zarośla uśmiechnął się od ucha do ucha.

                                  - Dzik, jak dzik... - rzekł rozbawiony cicho, ale widać było po bananie na twarzy że podoba mu się ta zmiana, widać Milo się na dzikach średnio zna, ciekawe co robi w takim razie po lasach gdy tak często wychodzi. Rorimak był znanym myśliwym, zaś Makary, hm...

                                  - Idź idź, jak coś powiemy że dowiązujemy co by nie odpłynął z tą łódką - zapewnił go gdy tamten chciał podkraść się pod linę
                                  - A płot, cóż, widocznie dzik rozwalił - powiedział mrugając okiem

                                  Poszło łatwiej niż się mu wydawało się, myślałby kto, że stary Brody popił ostro, bo spał jak zabity, ale alkoholu żadnego nie wyczuwał. Wrócili prędko z liną, mogli się nią obwiązać, z palikami do oparcia już na pewno nurt ich nie porwie, tylko butów żal...

                                  No nic, pora na przeprawę!

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  2
                                  • MarrrtM Niedostępny
                                    MarrrtM Niedostępny
                                    Marrrt
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #44

                                    Prymula Brandybuck
                                    text alternatywny

                                    Lobelia jednak wciąż była Lobelią i Prymulka, której Fortuna oszczędziła ukąszeń przez szerszenie, siedziała teraz wygodnie w kolasce trzymając Droga pod ramię i z grzecznym uśmiechem na twarzy przysłuchiwała się miodowym rozważaniom panny Bracegirdle.
                                    - Rzeczywiście Lobelio - przytaknęła rozbawiona aneksją dzbanów - Zasłużyłaś na ten podarek bez wątpienia. A wiosna… Hmmm… Plastry miodu wydawały się pełne, a owady… pszczoły pracowite, a szerszenie… wściekłe.

                                    Wzdrygnęła się na wspomnienie atakujących ją insektów. Bardziej niż ona jednak ucierpiał Drogo, którego pod wpływem nagłej potrzeby ścisnęła mocniej za ramię.
                                    - Ale przyznać trzeba, że łąki kwieciem pokryte gęsto i nie dziwota, że pszczołom praca się w łapkach paliła. Szerszeni zaś tłumaczyć nie trzeba. Z resztą i rady na nie większej nie ma. Trzeba się pogodzić, że istnieją nieprzyjemne stworzenia co w swej naturze mają zgryźliwość i miodowe łakomstwo.
                                    Uśmiechnęła się uprzejmie, a Drogo zachichotał.

                                    ***

                                    Gwar był w Rozstajach niesłychany wręcz. Prymula być nie była nim jakoś bardzo zaskoczona, gdyż podobny widywano w Newbury przy Północnym Trakcie w Bucklandzie. Ale w Bucklebury, czy Crickhollow coś takiego zdarzało się co najwyżej podczas Festynów.
                                    - Ależ to nie wina tego chłopca Lobelio. Pecha mamy, ot co. Oby nie towarzyszył on też naszym żądnym rzecznych przygód przyjaciołom. Z resztą Rory jest z nimi. Nie pozwoli by dopuścili się jakiejś bzdury ani nie przyzwoli nieszczęściu ich spotkać. Jestem tego pewna.

                                    Obrzuciła wzrokiem tłum hobbitów przeplatany pojedynczymi krasnoludami. Lubiła pogawędzić niemniej niż inni hobbici, ale ostrzenie uszu nie było jej ulubionym zajęciem. Nawet jeśli rzeczywiście nie mieli niczego lepszego na oku aktualnie. Chyba żeby…

                                    Ilość pytań, powitań i pozdrowień była wprost proporcjonalna do tłumu, ale nie przesadnie nachalna. Radzili sobie z nią zupełnie dobrze. I być może można było to wykorzystać. Pozwoliła Lobelii czas jakiś na jej plotkarskie przyjemnostki, po czym wstała.

                                    - Poczekajcie proszę. Odo… potowarzysz mi.

                                    Ruszyli we dwoje z młodym Bolgerem w kierunku gospody i szynkwasu wymieniając zdawkowe pozdrowienia z postronnymi hobbitami, póki nie zwróciła na nich uwagi większa grupka hobbitów i hobbitek, w której prym wiódł kojarzony nieco przez Prymulę rosły Chubb.

                                    - Powitać pani dziedziczko Prymulo! - ozwał się - Jak się miewa Buckland?

                                    Prymula uśmiechnęła się i skinęła uprzejmie głową.

                                    - Dziękuję Panie Chubb - odparła słabym głosem - Miewa? Ach Buckland… tak…
                                    Po czym omdlewając osunęła się na ziemię.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    3
                                    Odpowiedz
                                    • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                    Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                    • Najpierw najstarsze
                                    • Najpierw najnowsze
                                    • Najwięcej głosów


                                    • Zaloguj się

                                    • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                    • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                    Powered by NodeBB Contributors
                                    • Pierwszy post
                                      Ostatni post
                                    0
                                    • Kategorie
                                    • Ostatnie
                                    • Tagi
                                    • Popularne
                                    • Świat
                                    • Użytkownicy
                                    • Grupy