Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje D20
  3. Rozgrywka
  4. 'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2
U bram raju
PaniczP
Panicz jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
BrilchanB
Brilchan jako
Marius Utopiec
MikeM
Mike jako
Randal Bronson
TomaszKT
TomaszK jako
Ballo Białe Serce
Pan ElfP
Pan Elf jako
Morwen
RewikR
Rewik jako
Seweryn Drachenwulf
eToE
eTo jako
Hazar Baraz-Felak

'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
68 Posty 8 Uczestników 1.5k Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Pan ElfP Niedostępny
    Pan ElfP Niedostępny
    Pan Elf jako Morwen
    napisał ostatnio edytowany przez Pan Elf
    #33

    Morwen

    text alternatywny

    Nici magicznej energii spłynęły po szczupłych palcach czarodziejki i w mgnieniu oka spowiły niewielki kawałek filcu spoczywający na jej otwartej dłoni. Morwen nakreśliła w powietrzu znak, ledwie dostrzegalny, subtelnym ruchem palców. W odpowiedzi nieopodal pojawił się wagonik pełen czegoś, co do złudzenia przypominało fajki.

    Drobna, prosta iluzja. Nic popisowego. Miała tylko jeden cel - odwrócić uwagę części mefitów i dać górnikom oraz reszcie choć chwilę na przegrupowanie i zebranie myśli.

    Zaklęcie pomniejszej iluzji nie było niczym szczególnym i Morwen doskonale o tym wiedziała. Wiedziała też, że użyte we właściwym momencie potrafi przynieść więcej niż najpotężniejsza kula ognia. Czy tak było i tym razem?

    Poniekąd. Czarodziejka przez krótką chwilę obserwowała grupkę mefitów, które skierowały się ku iluzorycznym fajkom. Taka drobnostka… a jednak z dziecięcych opowieści pamiętała, że te małe diabliki nie potrafią oprzeć się pokusie dymu. Nie mieli jednak wiele czasu. Mefity może nie należały do bystrych, ale nawet najgłupsze stworzenie w końcu przejrzałoby iluzję, gdy nie byłoby w stanie jej pochwycić.

    Morwen rozejrzała się wokół. Przez moment miała wrażenie, że wszyscy zastygli, jakby czekali, aż ktoś pierwszy podejmie decyzję. Dwie grupy mefitów. Pojedynczo byłyby niczym. Teraz jednak coś jej mówiło, że potyczki nie uda się uniknąć.

    Sięgnęła do kieszeni. Chwilę później na jej dłoni spoczęła niewielka garść piasku. Magiczne nici ponownie spłynęły po jej palcach, otulając drobinki fioletowym blaskiem, unosząc je delikatnie w powietrzu.

    - Koniec psot. Czas na sen.

    Morwen chuchnęła w otwartą dłoń, a pył uniósł się i popłynął ku stworzeniom zebranym przy wagoniku, niesiony miękką, pulsującą energią zaklęcia snu.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • RewikR Niedostępny
      RewikR Niedostępny
      Rewik jako Seweryn Drachenwulf
      napisał ostatnio edytowany przez Rewik
      #34

      https://i.imgur.com/z6I4e2t.png

      Seweryn Drachenwulf

      Z jednej strony, sprawdzić co by się stało, gdyby zwolnił pęta krępujące Slerotińskich Strażników pragnął, z drugiej jednak byłoby to ryzyko i niesubordynacja w zakresie, do którego nie został powołany. Ciekawość więc kusiła i wzrok jego co chwila przykuwała do tych przedziwnych metalowych bytów. Seweryn czasu na straty jednak nie poświęcił, przywarł plecami do boku biegnących po łuku schodów. Jakoś cudu dokonał, by zerkając na podrygującą zbroję i latających intruzów ustawiać przy tym lewarek i nałożyć bełt na "Kruszynkę". Jego dłonie doskonale operowały przy tej niewielkiej kuszy.

      Nie była to idealna kryjówka, ale skrywała go od grupy nie zajętej magiczną iluzją. Przynajmniej na ten moment. Odchylając się nad stopień, wyostrzając zmysły i łowiąc komendy, ustawił na celowniku jednego z Mephtiów po prawej stronie sali.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • TomaszKT Niedostępny
        TomaszKT Niedostępny
        TomaszK jako Ballo Białe Serce
        napisał ostatnio edytowany przez
        #35

        text alternatywny

        • Cip cip cip! Taś taś taś! - Ballo rzucał mefitom różne jadło posiłkując się workiem - Chodźcie kochane, wyglądacie na głodne. Ludzie niesmaczne, spróbujcie tego. - Cały czas był w gotowości by zasłonić magów i uczonych, ale głównie skupiał się na angażowaniu mefitów w karmienie.

        Jestem heroldem świata snów ze słów
        Niewinną zwidą w głębi waszych głów

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • eToE Niedostępny
          eToE Niedostępny
          eTo jako Hazar Baraz-Felak
          napisał ostatnio edytowany przez
          #36

          Hazar Baraz-Felak

          text alternatywny

          Sytuacja zaczynała się coraz mniej podobać Hazarowi. Szczególnie przez brak dostępu do przeciwników. Jakby nie było, lekki nie był więc podskakiwać za mocno nie mógł. Niby miał w zanadrzu inne zagrania niż machnięcie młotkiem… ale czy chciał się takimi możliwościami tak otwarcie chwalić? Chociaż przetrwanie stawało się bardziej istotnym pytaniem. Szczególnie przy przeciwnikach wybuchających przy śmierci biorąc jednocześnie pod uwagę swój własny stan po oberwaniu improwizowanym działem. Zdecydowanie lepiej zdawało się walczyć z latającymi i plującymi piekliszczami na odległość… Póki co krasnolud mimo wszystko postanowił zdać się na polecenia reszty drużyny wiedzącej z czym mają do czynienia.
          - To jak mocno wybuchają te mefity? Jak trzeba to mówcie kiedy zacząć lać albo co dalej… - dopytywał jaki był dalszy plan działania.
          Jego plan był zdecydowanie prosty. Podejść albo poczekać aż któryś mefit do niego podejdzie i przyłożyć młotkiem. Problem polegał tylko na tym, że stojąc nie tak daleko od ziemi miał nikłe szanse na uderzenie latającego przeciwnika… co w zasadzie zmuszało go do wykorzystania swoich innych talentów… Dlatego póki co zamierzał być przygotowany bardziej do obrony niż ataku. Przynajmniej dopóki reszta drużyny nie zdecyduje, że przyszedł czas na zdecydowanie brutalniejsze podejście do sprawy.

          "Drow to stan umysłu." - Almena? Kejsi2?
          "- You can't let them run around inside of dead people!

          • Why not? It's like recycling." - Dr. Who
          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • MikeM Niedostępny
            MikeM Niedostępny
            Mike jako Randal Bronson
            napisał ostatnio edytowany przez
            #37

            Nie każde spotkanie musiało się kończyć walką. Ale i tak często kończyło się walką. Na razie paladyn zachowywał czujność i gotowość do niepochamowanej przemocy. Jego pokojowa dusza radowała się, że być może uda się jej uniknąć. Praktyczny umysł zaś rzucał kamieniami i wyśmiewał się z duszy. Można chcieć dobrze, ale wyjdzie tak jak zawsze.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • PaniczP Niedostępny
              PaniczP Niedostępny
              Panicz jako Mistrz Gry
              napisał ostatnio edytowany przez Panicz
              #38

              Mephitis nazwę swą biorą od trujących wyziewów, które większość z ich gatunków nieustannie roznosi, ziejąc nimi gdzie popadnie dla własnej uciechy i na szkodę wszech istot. Stworzenia są to złośliwe i niecne, skore do szkodzenia i krzywdzenia, jeśli tylko je to zabawia. Choć dają się spętać magią i przymusić do służby, to stanowią sługi krnąbrne i mało pojętne w nauce. Płochliwe i choleryczne, nie radzą sobie wobec bardziej złożonych zadań, skore oszukać mistrza, jeśli tylko oszczędzi im to wysiłku.

              Bynajmniej jednak nie są całkiem głupie i to nie tylko w pojęciu zwierzęcego sprytu, którego im nie brak. Mają inteligencję przeciętną, przewyższającą niekiedy zacofane chłopstwo Keolandii, ale nie robią z niej właściwego użytku, co pośrednio może wypływać z ich zaburzonej percepcji czasu.
               
              Mephitis zdają się funkcjonować we wszelkości swych zachowań, ruchów i myśli w swoistym przyspieszeniu, rzadko zdolne skupić się na czymś na dłużej. Najpewniej jest to odbiciem ich krótkiego żywota, w którym za jedyny cel stawiają sobie doraźne zaspokajanie potrzeb, gromadząc przyjemności nim niewielka klepsydra ich czasu przesypie się dla nich.
               
              Mówią językami odpowiednimi dla sfery żywiołów, która je zrodziła, ale wszystkie rozumieją żywiołaczą lingua oeridea, jaką stanowi mowa prymordialna. Ich wokabularz jest ubogi, za to pełno w nim onomatopei i ogólnego hałasu.
               
              Czarodziejom, którzy chcą w służbie Sztuki eksperymentować na stworzeniach, które mają rozwinięte struktury umysły i przez to nadają się do praktyki ars fascinationis, mefity poleca się jako tani i plastyczny materiał prac. Ostrzega się jednak o ostrożności przy skupianiu ich w większej liczbie i nadmiernym zużyciu – przy śmierci eksplodują, co przy dużej kolonii może prowadzić do reakcji łańcuchowej. Zaleca się odpowiednie wzmocnienie konstrukcji, w których są przetrzymywane, by uniknąć ich uszkodzenia przy niekontrolowanych wybuchach

               
              Mistrz Zielonej Wieży, Sztuka Magiczna w Codziennej Praktyce. Rozwiązania i Porady (Przede Wszystkim) Utylitarne

              Zaklęcia szkoły uroków miały właśnie szybki test praktyczny. Morwen skupiła wiedźmi wzrok na aurach mefitów, chuchnęła, dmuchnęła i złoty pył spadł na skłębione skupisko dymiących stworków. Liczyła pewnie, że mgiełka otuli całą skrzydlatą rodzinę, ale ich stałe trzepotanie i wzloty z miejsca na miejsce dały czarowi odpór. Jeden tylko, ten rozpiany wcześniej w ostrzeżeniu wobec reszty, dał się pochwycić urokiem i opadł na ziemię jak liść strącony nagłym podmuchem.

              Zasnął, ale to nie wystraszyło pozostałych. Może gdyby zaklęcie położyło większą liczbę, reszta potworków zaczęłaby zmykać. Teraz jednak, skonfrontowane z drużyną poprzez coś więcej niż okruszki od Ballo, poirytowały się i zaczęły gniewnie bzyczeć.

              Górnicy zerkali niepewnie w stronę dymiących, świszczących diabelstw i widać było, że nie czytali Mistrza Zielonej Wieży, bo czuli wobec stworów pokaźny respekt. Z pierwszej łapanki jednak tu nie przyszli, co najdobitniej chciał pokazać Szwar.

              Zwykle małomówny, ale pierwszy do mordobicia, uznawał, że w obawie i niepewności należy ostro skonfrontować się z jej źródłem. Metoda co do zasady warta uwagi, ale wymagająca elastycznego stosowania. Tym razem chłop nie oglądał się na niuanse i podpunkty i pognał z rykiem naprzód, przeskakując przez ławkę, wymijając Mariusa i biorąc dziki zamach kilofem na zlatującego do okruszków mefita.

              Trafił mocno, waląc latacza po gargulcowym nosie aż świst poszedł, a w ślad za tym wrząca jucha i wściekły jazgot potworka. Hazar krzyknął coś z tyłu poirytowany zachowaniem narwańca, ale nie mógł już nic zaradzić. Rąbnięty mefit wciągnął powietrze jakby miał zaraz dmuchać świeczki i dmuchnął faktycznie, ale dymiącą falą żrącego popiołu, jakby wysypywał na głowy rozgrzane węgla z głębi kominka.

              Szwar jęknął i zakrył twarz, a powietrze przeszedł charakterystyczny swąd palonej skóry. Górnik przyjął na siebie większość parującego wyziewu mefita, ale zionięcie – jak na tak liche stworzenie – rozniosło się dużo dalej gorącym stożkiem, który sięgnął aż po stojących wyraźnie dalej Morwen, Larę i Eutalo. Opar owionął też Mariusa i Ballo – ten pierwszy poczuł gryzienie w nozdrzach i pieczenie oczu, które odruchowo zacisnął, co sił. Mnich zasłonił twarz potężną łapą i nawet nie poczuł bólu, a jedynie lekko parzące mrowienie, jak przy wyławianiu czegoś na szybko z wrzątku.

              Morwen, Lara i Eutalo mieli dość przestrzeni, by osłonić ślepia, więc jedynymi, którzy krzywili się i przecierali oczy byli Marius i Szwar, choć prawdziwy ból dotknął tylko krewkiego górnika.

              Randal przetarł skrawione czoło i rozejrzał się po sytuacji. Widział parzący podmuch mefita, widział jak Mavir biegnie w stronę kompanii, a Ballo próbuje udobruchać mefity rzucając im jedzenie. Z początku były głodne i ciekawskie, ale teraz zjeżyły się na drużynę, choć mnich – tak pewnie przez swoją potężną sylwetkę, jak i rzuconą stworkom jałmużnę – wypracował sobie neutralny status i był przez nie omijany.

              Zamiast tego dwa rzuciły się na Szwara, machając pazurami jak rozeźlone koty. Jeden zdawał się w tym śmiesznie nieporadny i chyba niewiele zrobił przykulonemu górnikowi, ale drugi dziabnął go już poważnie aż pawiment zalał się krwią. Randal nie palił się do rozbijania diablich stworków, choć może to i byłoby po paladyńsku, ale do roboty zmusiła konieczność. Rycerz wyskoczył naprzód, by odegnać żywiołaki od oślepionego górnika i ciął tego, który już wcześniej oberwał, rozdzierając mu kawał skrzydła. Rana nie była śmiertelna, ani nawet dość mocna, by przygwoździć wijącego się lotnika.

              Spojrzenie w tył pokazało, że chyba trzeba będzie bić mocniej, bo mefity rozzuchwaliły się i dwa podleciały bliżej wyjścia. Jeden był w zasadzie obok Braga, ale zwolnił w ostatniej chwili przed atakiem i górnik zdążył odskoczyć. Drugi zaczaił się na doktora Quolleba, który nie potrzebował większej zachęty i podjął kierunek ewakuacyjny. Eutalo spróbował strzelić w natręta, który przegonił historyka, ale chybił o spory dystans.

              Swojej szansy nie zmarnował za to Seweryn, który ze swoją misterną kuszynką, reagował na wydarzenia, jakby każde kolejne prowadziło do pułapki, którą zawczasu nastawił. Mefici atak na dotkora sporo kosztował żywiołaka, bo posłany precyzyjnie pocisk trafił prosto w środek jego skrzaciego ciałka, zraszając płytki dymiącą juchą. Stwór zajazgotał i chyba stracił serce do psot.

              Ten, który zamachnął się na Brago też chyba stracił rezon, bo górnik odwinął mu się potężnie, waląc kilofem, jakby rozbijał skałę. Mefit nie dał się rozbić na szczapy, ale przeorana łapa musiała naprawdę go boleć, bo trafiony zagwizdał wściekle aż z uszu poszła mu para. Wulbar biegł już kompanowi na pomoc, gotów poprawić z drugiej strony, a Elbir cofał się niepewnie, wodząc wzrokiem za Hazarem i czekając, co zdecyduje krasnolud.

              Mefity, które dotąd były rozleciane w dalekich zakątkach hali, teraz zlatywały bliżej wydarzeń, ale przestrzeń była ogromna, więc nawet na nietoperzych skrzydłach nie dało się dolecieć z jednego końca na drugi tak raz-dwa. Lara miała strzelbę w pogotowiu i mogła swym bystrym okiem złowić diabliki w locie niczym kaczki, ale to nie zgrywało się z jej podejściem do sięgania po oręż. Nie lubiła zabijać, a już absolutnie wystrzegała się tego, gdy nie było całkiem pewności, czy aby wróg na pewno jest wrogiem i na ile może być zabójczy...

              Przy rozumnych istotach, które nie wykazały w pierwszych odruchach jednoznacznej agresji, doktor Quatermain miała skrępowane ręce. Nie chciała na razie sięgać ani po kule, ani po bułat, licząc że mefity może uda się odstraszyć, albo przegonić. Zastanawiała się, czy aby najlepszego efektu, by usadzić lataczy na tyłkach nie zrobi niesiony echem strzał z jej fuzji... Z drugiej strony wiedziała, że usłyszą go wszyscy, którzy (jeszcze) żyli na Ścieżce, a tego rozgłosu nie chciała.

              – Häipykää täältä! – krzyknęła w końcu, przekonana, że może stwory znają starosuelski, skoro znalazły się w ruinach imperium. – Lähde nyt ja elä tai jää ja kuole!

              Jej wezwanie, by chochliki wyniosły się gdzie pieprz rośnie i postawiona im groźba pewnikiem zadziałałyby świetnie, gdyby tylko mefity cokolwiek tu zrozumiały. Suelski był im jednak kompletnie obcy, więc wokalizacje Lary znaczyły dla nich tyle samo, co charknięcia i warknięcia pozostałych.

              Marius słyszał, że potworki nic z tego nie rozumieją i ogólnie zdają się zupełnie skonfundowane, niepewne kim są ludzie, których napotkali i własnej roli w tym miejscu. Gwizdy, świsty, piski, jazgoty, plumkania i wizgi to była przedziwna kakofonia, bliska wyjącemu w mroźny dzień wichrowi, który wpada w zakamarek zagrać na czym popadnie.

              Wiatr niczego jednak nie mówił, nawet jeśli zawodził i tylko zdawało się, że niesie prawdziwe słowa, tak jak ślimacza muszla szumiała morsko, ale nie niosła odgłosów morza.

              Ale... Czy... Czy na pewno? Marius znów miał wrażenie, że słyszy coś w parujących gwizdach mefitów... Coś jakby wyseplenione, syczące i świszczące słowa... Słowa języka, który znał.

              - Tak! – Ucieszył się kapłan, kiedy udało mu się w końcu skoncentrować na tyle, by z nieustannej, meficiej kakofonii wyłuskać dźwięki, które przypominały słowa. Tak, to były słowa. Nie miał teraz już wątpliwości. Mefity syczały swoim dymnym, powietrznym dialektem, ale część dźwięków dawała się zidentyfikować.

              Język prymordialny, albo mowa żywiołów... Mało kto spośród śmiertelników władał językiem, który niósł się szeroko przez Plany, ale burzliwa historia Utopca dała mu ten przywilej.

              - Wróg... Uciekać?! Pyszne! Pluć-pluć ich! Duży! Rura bić, rura!

              Marius wytężał uszy i słuchał, nie zawsze składając kawałki w sens, ale z każdą chwilą radząc sobie w tym coraz lepiej. Sprawy nie ułatwiało, że co jeden mefit, to inny komunikat, a specyfika wokalna czyniła głos każdego stworka absolutnie unikalnym...

              Ale jeśli on w miarę je rozumiał, to może i one zrozumiałyby jego wodnisty, szumiący morsko prymordialny?

              spoiler

              Kolejność zdarzeń:
              Grosz (górnik) – 21 (rusza bliżej wyjścia)
              Mefit Dymu #6 – 20 (pieje; komunikuje się z resztą po swojemu; zostaje uśpiony)
              Morwen – 19 (usypia mefita #6)
              Szwar (górnik) – 19 – atakuje Mefita #5; najpierw lekko ranny w ataku, później ciężej (jest bliski upadku)
              Hazar – 19 (defensywa)
              Mefit Dymu #5 – raniony poważnie przez Szwara i Randala, ale nie na skraju śmierci
              Mavir (górnik) – 18 (biegnie bliżej reszty)
              Randal – 17 (trafia mocno mefita #5)
              Mefit Dymu #10 – 17 (pudło w Szwara)
              Ballo – 16 (karmi mefity)
              Mefit Dymu #1 – 16 (atak na Brago – pudło; Brago odpowiada mocnym atakiem)
              Mefit Dymu #8 – 12 (atak na dr. Quolleba – pudło)
              Eutalo – 12 (pudło)
              Seweryn – 11 (trafienie krytyczne – mocne uderzenie w mefita #8, który jednak nie jest jeszcze półmartwy)
              Mefit Dymu #9 – 11 (ruch w stronę skupiska ludzi)
              Doktor Quolleb – 8 (kierunek: wyjście)
              Brago (górnik) – 7 (atakuje mefita #1 i mocno trafia)
              Lara – 5 (próbuje odstraszyć mefity w starosuelskim)
              Wulbar (górnik) – 5 (rusza pomóc Brago)
              Mefit Dymu #2 – 4 (rusza bliżej)
              Mefit Dymu #3 – 4 (rusza bliżej)
              Mefit Dymu #7 – 4 (rusza bliżej)
              Elbir (górnik) – 3 (defensywa)
              Marius - 2 (?)

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              2
              • BrilchanB Online
                BrilchanB Online
                Brilchan jako Marius Utopiec
                napisał ostatnio edytowany przez Brilchan
                #39

                Piekący ból z oparów dymnych wyrwały go z zaskoczenia jakie poczuł na słowa Mistrza

                //- Musimy je złapać, wygonić na zewnątrz, albo zabić! Nie można pozwolić żeby rozlazły się po Ścieżce! Uruchomią rzeczy które nie powinny być uruchomione wydaje mi się że dam radę się z nimi dogadać ich język jest podobny do mowy istot wody której uczyli mnie we świątyni... - Na swoją modłę spróbował przekazać im informacje od Mistrza ukrytą w kłamstwie.

                // - Zastanówcie się, czy możemy je wypuścić?! Bo mogą stanowić zagrożenie dla ludzi, ale może lepsze to niż próbować walczyć ? Nie tchórze ale nie chce powtórki sytuacji z Świętej Pamięci Panem Migdałem! - Krzyknął do towarzyszy we wspólnym.

                Następnie spróbował przemówić do mefitów w Primodialnym. Jego mowa miała chlupoczący akcent, starał się używać prostych słów, miał nadzieje być tłumaczem dla sprytniejszych członków drużyny w negocjacjach z potworkami.

                //- Wy Przestać! My lepiej nie walczyć, bo rany mogą być! Układ zamiast walka ? - Zaoferował.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • PaniczP Niedostępny
                  PaniczP Niedostępny
                  Panicz jako Mistrz Gry
                  napisał ostatnio edytowany przez Panicz
                  #40

                  Rozpętująca się zawierucha wzmagała się podlana dymem i adrenaliną, gotowa przejść w totalny chaos, gdy padną wszelkie wątpliwości, a gniew stłumi pozostałe odczucia. Awantura miała zapach popiołu i grała wysokimi, piskliwymi nutami mefitów, które w swym kakofonicznym wzmożeniu przebijały wszystkich i nadawały scenie własny ton. Ton świszcząco-szczebiotliwie-szumiący.

                  Nikt nie spodziewał się, że w wysokie nuty wpłynie dudniący, chlupiący nieskładnie sylabami głos Mariusa. Utopiec... Ciężko było to określić, bo powiedzieć, że wydarł się nie pasowało do bulgotliwych dźwięków, które wypadły z jego ust w imitacji bądź to mowy, bądź odgłosów nurkowania. Marius wybił się jednak na chwilę ponad ogólny gwar, co kosztowało go stracony dech i pokaźne rumieńce. Zagulgotał coś bardzo głośno, jakby dmuchał w rurę, a dziwaczność dźwięku stawiało go gdzieś między naśladowaniem mowy, a naśladowaniem natury.

                  Gulgot zaskoczył wszystkich, ale najmocniej chyba same mefity, które jakby stężały w locie, zmieniając coś nieznacznie w sposobie, w jakim wymachiwały skrzydełkami. Teraz wisiały w powietrzu nieco inaczej, bardziej... Nasłuchująco?

                  Grosz, który obrał już kierunek wyjściowy, jak i niektórzy inni członkowie drużyny, których ciała były już w ruchu, zwolnili kroku. Marius wybulgotał swoje, a dla wzmocnienia efektu, kapnął na koniec kroplą magii, wyczarowując spod ziemi wielgachną mackę, która zaczęła pełzać wśród metalowych resztek.

                  Mefity zdawały się zwolnić trzepot jeszcze bardziej. Chochlicze, złośliwe i trzpiotowate pyski stworków zmieniły się. Oczy żywiołaków rozszerzyły się ponad zwyczajowe szparki, a uszy stanęły wysoko w pionie.

                  – Czego chcecie? – zaświszczał jeden z potworków. Ten, który wcześniej zionął na Szwara i pechowców stojących za nim. – Czemu tu jesteśmy?

                  Dla słuchaczy wokół sytuacja była niezrozumiała, a słowa mefita już zupełnie. Dla nikogo zresztą poza Mariusem słowami nie były, a tylko kolejnymi gwizdami dzikiego stworzenia.

                  Odmianę w postawie mefitów dostrzegli jednak wszyscy i czy wiązali to z bulgotaniem Mariusa, wyczarowaną spod ziemi macką, czy po prostu pierwszą przelaną krwią, zrozumieli, że sytuację można jeszcze odwrócić.

                  – Czego chcecie?

                  – Bulgoczesz wodniku, ale nie służymy tobie!

                  – Czemu nas wezwaliście?

                  – Skąd... Skąd my-wy tu-tutaj?

                  – Niech was przewieje na wszystkie strony, smrodliwcy!

                  Marius skupił uwagę na dźwiękach wysyłanych przez mefity, teraz bezbłędnie już odgadując każdą nutę ich słów. Przebijały się jeden przez drugiego, ale ich wzmożenie ewidentnie zelżało. Wodziły wzrokiem to za Utopcem, to za ślizgającą się na marmurze macką, która nadała wezwaniu kapłana dodatkowej powagi. Nie mogły przestać dogadywać i świszczeć, ale było jasne, że na ile mogą, skupiają uwagę na tym, co będą mogły zaraz usłyszeć.


                  Marius - używa Grasp of the Deep.

                  Komunikacja z mefitami:
                  Perswazja --> 15 i 20 na kości (advantage za użycie 'dodatkowego straszaka'; krytyczny sukces).
                  20 = sukces -> mefity (chwilowo) wstrzymują ataki/kontrataki, zarzucają Mariusa pytaniami i chcą wysłuchać, co ma do powiedzenia.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • BrilchanB Online
                    BrilchanB Online
                    Brilchan jako Marius Utopiec
                    napisał ostatnio edytowany przez Brilchan
                    #41

                    Marius wykonał gest uniesienia dwóch rąk w geście pokojowym zabulgotał do Mefitów

                    //- My was nie wezwać, ci co was wezwać dawno tu nie być, ja zapytać się magików jak was odesłać. Powiedział następnie przeszedł na wspólny aby zwrócić się do reszty obecnych:

                    // - Mogę się z nimi dogadać, nie atakujcie one nie chcą tu być. Nie atakujcie na razie proszę... Pani Morweno czy może Pani ich odesłać ? Mogę tłumaczyć wasze słowa, ale proszę o proste komunikaty, bo język wody i innych żywiołów który nauczyłem się w świątyni nie nadaję się na uczone dysputy. - Powiadomił resztę. Utopiec przetłumaczył również to co mu stworzenia odpowiedziały na jego wezwanie o rozmowę.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • eToE Niedostępny
                      eToE Niedostępny
                      eTo jako Hazar Baraz-Felak
                      napisał ostatnio edytowany przez eTo
                      #42

                      Hazar Baraz-Felak

                      text alternatywny

                      Hazar zaczynał planować swoje bardziej agresywne poczynania poprzez niespodziewane opuszczenie młota aby odłożyć go obok swojej stopy kiedy sytuacja zaczęła się zmieniać na lepsze. Krasnolud nie puścił więc swojej broni, lecz nadad miał ją obniżoną.
                      - Szwar jego mać! - warknął zdecydowanie agresywnie, lecz nie krzyknął aby spróbować nie pogorszyć sytuacji - Rusz sie jeszcze raz bez pozwolenia to ci poza rękami nogi z dupy powyrywam przy samej szyi… i to powoli, żeby bardziej bolało. - kontynuował niemalże warcząc co ujawniało jego niezadowolenie z poczynań kolegi po górniczym fachu. - Tego tłumaczyć chyba nie potrzeba… - zakończył zdecydowanie spokojniej powracając jednocześnie do bardziej defensywnej postawy. Zamierzał jednak być gotowy do ataku na odległość ujawniając część swoich możliwości jakimi chwalił się bardzo rzadko i niechętnie. Jeśli jednak sytuacja wymknęła by się ponownie spod kontroli zamierzał odłożyć młot i zaatakować mefita biorącego na cel doktora Quolleba.

                      "Drow to stan umysłu." - Almena? Kejsi2?
                      "- You can't let them run around inside of dead people!

                      • Why not? It's like recycling." - Dr. Who
                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      2
                      • Pan ElfP Niedostępny
                        Pan ElfP Niedostępny
                        Pan Elf jako Morwen
                        napisał ostatnio edytowany przez Pan Elf
                        #43

                        Morwen

                        text alternatywny

                        Morwen z niezadowoleniem przyjęła efekt swojego zaklęcia, obserwując, jak tylko jeden z mefitów oddaje się w słodkie objęcia Morfeusza. Cóż, magia bywała kapryśna - nawet w rękach tak uzdolnionej czarodziejki. Przynajmniej w jej własnym mniemaniu.

                        Zrobiła, co mogła w tej chwili, bez uciekania się do przemocy. Pozostało jej więc taktycznie się wycofać i odnaleźć swoją nową, ulubioną żywą tarczę. Dopiero wtedy zwróciła uwagę, że Ballo dokarmia mefity - i być może właśnie ta chwila ciekawości, a także zachowany dystans, uchroniły ją przed poparzeniem od mefitowego popiołu.

                        Gdy znalazła się w pobliżu mnicha, ustawiła się za nim tak, by w razie potrzeby osłonił ją przed ewentualnym atakiem. Sama zaś przechyliła lekko głowę i z wyraźnym zainteresowaniem przysłuchiwała się wymianie dźwięków między Mariusem a mefitami. Z początku uznała to za żart - albo osobliwą próbę odwrócenia ich uwagi - lecz szybko zorientowała się, że kapłan rzeczywiście próbuje się z nimi porozumieć. Zanotowała tę umiejętność gdzieś w pamięci, przyglądając się przy tym pełzającej macce z nieukrywanym obrzydzeniem.

                        - Odesłać? - powtórzyła, gdy chłopak zwrócił się w jej stronę. Wychyliła się nieco zza potężnej sylwetki mnicha i odgarnęła z twarzy kosmyk czarnych włosów, przez moment ważąc słowa. - To dość złożony rytuał magiczny, który sugerujesz. Wymaga czasu, przygotowania… i odpowiednich komponentów. Nie wspominając już o samym opanowaniu zaklęcia.

                        Wzruszyła lekko ramionami, jakby sprawa była oczywista.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        1
                        • MikeM Niedostępny
                          MikeM Niedostępny
                          Mike jako Randal Bronson
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #44
                          • Może im coś obiecajmy, w tych ruinach można znaleźć różne rzeczy, może będzie cos czym da się ich odesłać - zaproponował Randal.
                            Jeśli dało się sprawę załatwić bez rozlewu krwi, warto było spróbować. Rzecz jasna, jeśli nie będzie to oznaczało kosztu w zdrowiu i życiu powierzonych mu od opiekę ludzi.
                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • PaniczP Niedostępny
                            PaniczP Niedostępny
                            Panicz jako Mistrz Gry
                            napisał ostatnio edytowany przez Panicz
                            #45

                            – Kakofonia też może być harmonią, jeśli tylko potrafi się słuchać – pomyślał Ballo na widok Mariusa bulgoczącego do szczebioczących diablików. Myśl może i zapachniała mu tanią, kadzidlaną egzaltacją, ale jakby się przed tym nie bronić, tutaj się sprawdzała.

                            Utopiec wydawał z siebie śmieszne, a to parskające, a to syczące, a to znów bulgoczące dźwięki, a potem zaraz przechodził na swój wyraźnie akcentowany keolandzki, w którym zdawał szybko sprawę, co usłyszał od mefitów. Marius miał talent do języków, więc i nie dziwne, że często paplał szybko, dużo i bywało, że nie w porę. Nadrabiał lingwistyczną pojętnością i charyzmą.

                            – Jeszcze przed chwilą lataliśmy nad chmurami Ss'aiveth, a teraz jesteśmy tutaj! Co to? Co to znaczy? - wyśpiewał jeden z chochlików.

                            – Tak! Jasno-jasno, jasność niebios, a zaraz ciemno-ciemność i potem trach! Trach!

                            – Jak nie wy nas wezwaliście, to kto? - zasyczał trzeci, ten, który wcześniej zionął smolistym dechem.

                            Marius spojrzał po kompanach i błyskawicznie zreferował im co usłyszał. Zaraz zaś zwrócił się z powrotem do mefitów.

                            – Nie wiem, kto was tu wezwał... To starożytne miejsce... Bardzo stare. Pełne magii. – Kapłan zastanowił się nad doborem dalszych słów. – My weszli-weszli-my tu... Weszliśmy tu dopiero co. Nie wiemy więcej... My nie wiedzieć...

                            Magik czuł, że plącze się w językowych zawijasach, ale im dłużej mówił, tym bardziej zaczynał rozumieć, co powinien zmienić i poprawić. Jego prymordialny nabierał harmonii.

                            – Czemu nas atakowali? - zapytał ten, którego pierwszego dopadł Szwar.
                            – Takie coś boli! - zajęczał drugi, który nadlatywał od lewej. – Poobijało nas to! To nie żadna zabawa!
                            – Nie igrajcie z nami, bo popamiętacie! - zasyczał jeszcze inny, który dotąd zajęty był okruszkami od Ballo.

                            Marius ponownie rozejrzał się po towarzyszach, zdając im sprawę z przebiegu rozmowy. I oni nie palili się do krwawej rozprawy z mefitami – czy byli bardziej krewcy w usposobieniu, jak grożący Szwarowi za niesubordynację Hazar (oj, górnik aż skulił się w sobie na tę naganę!), czy pokojowi jak Ballo czy Lara.

                            Morwen jasno dała znać, że nie pomoże z odesłaniem mefitów, zasłaniając się czasem i komponentami. Po prawdzie, nie znała odpowiednich zaklęć i nie wiedziała nawet, od czego by tu zacząć, ale jeśli by nawet znalazła się w odpowiednim miejscu mocy, wątpiła, czy potrafiłaby odesłać mefity tam, gdzie potrzeba. Teleportacja zwykle wymagała przynajmniej częściowej znajomości czy choćby pojęcia o miejscu, do którego chcemy się przedrzeć, a pochodzenie mefitów...

                            Czarownica zgadywała, że są z któregoś Planu Żywiołów, zapewne Powietrznego, choć pasowałby i Ognisty. Ale na temat tego, jak owe przestrzenie wyglądają miała tylko mętne pojęcie, oparte w dużej mierze na ilustracjach z ksiąg, które czytała jeszcze jako dziewczynka.

                            – Spróbuję... Spróbujemy... Spróbujmy się do-dogadać? - Marius zagulgotał się w próbach przejścia do sedna. – Nie my was wezwaliśmy, nie wiemy jak was odesłać, ani skąd jesteście. Nie chcemy was atakować. Tamten... Przestraszył się, wystraszył. Przepraszamy.

                            - Głupiec!
                            – Kłamca!
                            – Xornowy chwost z niego!

                            Mefity były poirytowane i syczały wściekle, złe, że nie dostają od razu czego chciały. Nie słynęły z cierpliwości, ale siła drużyny trzymała je w ryzach.

                            – Możecie... Możecie nas puścić do nieba! - Zaszumiał jeden, który zdał się Mariusowi najspokojnieszy w przemowie. – Pokażcie nam niebo, my znajdziemy drogę!
                            – Tak, dajcie nam niebo!
                            – Dajcie nam lecieć, dajcie latać!
                            – Nie da się tu oddychać! Gdzie Ss'aiveth, gdzie Arssath? Gdzie Ssatlis?

                            Randal wyczekiwał z bronią w pogotowiu, ale i wielką nadzieją, że szykuje ją na marne. Seweryn kuszę też miał już naszykowaną, niepewny w którą stronę pójdą negocjacje Utopca.

                            – Chce-chcecie wyjść na niebo... To znaczy: na zewnątrz? - Marius miał problem z rozróżnieniem słów, które w języku żywiołów brzmiały całkiem podobnie. – Co... Co jeśli was puścimy?

                            – Zróbcie to! Zróbcie! - ucieszył się ten stateczny.
                            – Tak, tak! - zagwizdał wesoło inny. - Wolność, wolność!
                            - Dymić w chmury! - zadźwięczał ten, który miał wcześniej chrapkę na doktora Quolleba. - Chcemy dymić!

                            Marius przełknął ślinę i pokiwał mefitom głową w uniwersalnym geście zrozumienia. Następnie przeszedł na keolandzki.

                            – Nie wiem, skąd tutaj są, ale nie wygląda na to, żeby były tu od dawna... Coś je tu wezwało, albo wessało. Chcą się uwolnić. Powiedziałem, że nie możemy ich odesłać. – Kapłan kiwnął na Morwen, żeby potwierdzić, że przyjął do wiadomości jej słowa. – Chcą wydostać się na zewnątrz. Możliwe, że pod niebem po prostu odlecą... Zachowują się jak zwierzak, który wpadnie w sidła i chce po prostu się uwolnić.

                            – Co tam mówisz? Co mówisz? - zaaferowały się mefity.
                            – Puśćcie nas, albo was spopielimy!
                            – Mów do nas, mów bulgotku!

                            Marius patrzył po złośliwych pyskach stworów i wewnętrznie dumał. Czy dało się je tu utrzymać? Albo namówić na coś innego? Intuicja podpowiadała mu, że może być trudno, choć dokarmianie przez Ballo pokazywało, że mefity są podatne na wszelkie przekupstwa.

                            Istniała duża szansa, że żywiołaki rzucą się do ucieczki, jeśli walka potrwa dłuższą chwilę i będzie kosztować życie któregoś z nich, ale z czystej złośliwości nie odmówią sobie przedtem obkadzenia każdego palącymi wyziewami.

                            Najbezpieczniej po prostu byłoby wskazać im drogę na zewnątrz i pomóc im się wydostać, bo pod kopułami Ścieżki zdawały się zagubione jak ptak w kościelnych murach. Czy jednak mefity nie dostaną na zewnątrz zupełnego pierdolca i nie spopielą wioski najeźdźców? Znaczy się – Czarnych Wrót...

                            Marius wątpił w tak skrajny bieg wypadków, ale nie wykluczał, że stworki narobią w okolicy sporego bałaganu. Teraz chciały tylko wolności, ale potem będą szukały żarcia...

                            – Może mistrz Weld będzie potrafił je odesłać? – włączył się Hazar, który zaczynał się niecierpliwić.

                            Morwen musiała wewnętrznie przyznać, że Weld pewnie nie miałby większych problemów z wysłaniem mefitów na rodzimy plan, ale darzyła czarodzieja głęboką nieufnością. Obstawiała, że równie dobrze, co odesłać, mógł mefity zdezintegrować (cóż, to też rozwiązałoby problem...), albo co gorsza, pochwycić do jakichś swoich paskudnych wiwisekcji.

                            – To co, to co? Jak będzie?
                            – Puścicie nas, albo pożałujecie!
                            – Nieba! Dajcie nam nieba!

                            Dźwięczenie mefitów i trzepot ich skrzydeł niósł się po hali w narastającej niecierpliwości. Tylko Marius mógł odczytać jej słowa, ale napięcie udzielało się wszystkim. Nawet górnikom, którzy rozumieli jedynie prosty, codzienny keolandzki, w którym wyrastali.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            1
                            • BrilchanB Online
                              BrilchanB Online
                              Brilchan jako Marius Utopiec
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #46

                              // - Tak między Bogami a prawdą to ja bym ich wypuścił na zewnątrz pewno coś nabroją ale jeżeli przegną to i tak nas za nimi poślą ale wolę nie ryzykować życia bez potrzeby starcza źeśmy Pana Migdała utracili a i mnie po tym, locie i spotkaniu z drzewem nie spieszy się do bohaterowanie... Nie będę się jednak kłócił z całą Hanzą co zadecydujecie to im powiem i zrobię tak jak większość postanowi jeno widzi mi się że większość co wojaczki już zasmakowała też się jakoś nie pali do walki. - Dodał od siebie Utopiec.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • TomaszKT Niedostępny
                                TomaszKT Niedostępny
                                TomaszK jako Ballo Białe Serce
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #47

                                //- Możemy pokazać im drogę do nieba - powiedział dotąd milczący Ballo - to oszczędzi walki wszystkim. To nie jest naturalne miejsce dla ich rodzaju. A na zewnątrz tyle drobiazgu niewiele zaszkodzi, bo czymże są wobec nieboskłonu? Boję się jednak, że jeżeli jakiś mag ich przyzwał, to do czegoś przykuł ich niewidzialne łańcuchy. Inaczej już dawno udałoby im się wydostać. Może ich spytać? Albo jeszcze lepiej - zaproponować im wspólną przygodę. My wychodzimy na zewnątrz po misji. Mogą iść z nami jako zwiadowcy. Zapewniamy jedzenie... - jakby na podkreślenie tego mnich nadal rzucał co głodniejszym mefitom kąski. Zawsze był zdania, że wspólne jedzenie nawet wrogów umie zbliżyć do siebie.

                                Jestem heroldem świata snów ze słów
                                Niewinną zwidą w głębi waszych głów

                                TomaszKT 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • TomaszKT TomaszK

                                  //- Możemy pokazać im drogę do nieba - powiedział dotąd milczący Ballo - to oszczędzi walki wszystkim. To nie jest naturalne miejsce dla ich rodzaju. A na zewnątrz tyle drobiazgu niewiele zaszkodzi, bo czymże są wobec nieboskłonu? Boję się jednak, że jeżeli jakiś mag ich przyzwał, to do czegoś przykuł ich niewidzialne łańcuchy. Inaczej już dawno udałoby im się wydostać. Może ich spytać? Albo jeszcze lepiej - zaproponować im wspólną przygodę. My wychodzimy na zewnątrz po misji. Mogą iść z nami jako zwiadowcy. Zapewniamy jedzenie... - jakby na podkreślenie tego mnich nadal rzucał co głodniejszym mefitom kąski. Zawsze był zdania, że wspólne jedzenie nawet wrogów umie zbliżyć do siebie.

                                  TomaszKT Niedostępny
                                  TomaszKT Niedostępny
                                  TomaszK jako Ballo Białe Serce
                                  napisał ostatnio edytowany przez
                                  #48

                                  napisał w 'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2:

                                  //- Możemy pokazać im drogę do nieba - powiedział dotąd milczący Ballo - to oszczędzi walki wszystkim. To nie jest naturalne miejsce dla ich rodzaju. A na zewnątrz tyle drobiazgu niewiele zaszkodzi, bo czymże są wobec nieboskłonu? Boję się jednak, że jeżeli jakiś mag ich przyzwał, to do czegoś przykuł ich niewidzialne łańcuchy. Inaczej już dawno udałoby im się wydostać. Może ich spytać? Albo jeszcze lepiej - zaproponować im wspólną przygodę. My wychodzimy na zewnątrz po misji. Mogą iść z nami jako zwiadowcy. Zapewniamy jedzenie... - jakby na podkreślenie tego mnich nadal rzucał co głodniejszym mefitom kąski. Zawsze był zdania, że wspólne jedzenie nawet wrogów umie zbliżyć do siebie.

                                  Jestem heroldem świata snów ze słów
                                  Niewinną zwidą w głębi waszych głów

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • RewikR Niedostępny
                                    RewikR Niedostępny
                                    Rewik jako Seweryn Drachenwulf
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #49

                                    – Nnna zewnątrz, ważnym spodobać się to nie mo-oże. – Seweryn znów spoglądał na unieruchomionych strażników – Zaproponujcie zszycie ran, mógłbym zaraa...dzić im i czas zyskać do namysłu - powiedział do Utopca.

                                    Była to chyba jedyna w swoim rodzaju okazja, by opatrzeć istotę pozaplanarną. Nawet jeśli obawiał się tego, nie mógł odmówić sobie takiego doświadczenia.

                                    – Zbroje w towa...towarzystwie ich niespokojne się zdają... Być może byłyby nam sprzymierzeńcem.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • PaniczP Niedostępny
                                      PaniczP Niedostępny
                                      Panicz jako Mistrz Gry
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #50

                                      Niewielka zmiana perspektywy niekiedy wystarczała, by znaleźć sens w bezsensie i porządek w przypadku. Muzykę w szumie morza, historię życia w zmarszczkach na skórze i głęboką świadomość w zwierzęcym miotaniu. Im dłużej przybysze z powierzchni przyglądali się mefitom, tym bardziej było to dla nich jasne.

                                      Latające stworki wprawdzie rozumiał tylko Marius, ale przy jego tłumaczeniach, oczy wyostrzyły spojrzenia, a mózgi zmieniły systemy klasyfikacji. Te same ruchy i miotania, te same świsty i piski, które wcześniej były chaosem i gniewem, furią do okiełznania i rozedrganiem przed wybuchem, teraz obrastały w nowe znaczenia. Każdy oczywiście interpretował je po swojemu – może celnie, a może nie – ale świadomość rozumu za diablikowymi oczami wiele zmieniała. Ludzie chcieli widzieć sens w ruchach, które obserwowali i szukali dowodów głębi we wszystkich niejasnych gestach.

                                      Nie znaczyło to jeszcze, że każdy patrzył na mefity z sympatią czy nawet nadzieją porozumienia. Niemniej, nikt już nie patrzył na ich ruchy jak na przypadkowe drgania czy dzikie instynkty, dopowiadając sobie z każdej obserwacji to, czego prosta translacja Mariusa nie dostarczała.

                                      Ballo dokarmiał stworki, spoglądając na nie z niezgłębioną miną, ale ciepłem w oczach i otwartą postawą. Morwen, która wyglądała zza niego nie paliła się do walki. Może nie czuła się pewnie po uśpieniu zaklęciem ledwie jednego z czeredy stworów, a może na swój sposób współczuła istotom, które stały się igraszką pierwotnej magii i wpadły wbrew woli w obcy sobie świat bez wyjścia.

                                      Hazar nie współczuł potworkom. Patrzył na nie bardziej z irytacją, niż zaciekawieniem, widząc w nich szkodniki, które stawały na drodze spokojnej eksploracji. Krasnolud nie bał się walki, ale czuł odpowiedzialność za swoich ludzi. Marnotrawić ich żywoty w walce ze skrzydlatymi wyziewami byłoby po prostu głupim, a w to, że wszyscy wyjdą z awantury bez szwanku Hazar po prostu nie wierzył.

                                      – Możemy was uleczyć... Pokazać-pokazać wam, że mamy czyste intencje! – Utopiec zreferował mefitom słowa Seweryna na tyle, na ile potrafił. – Możemy sobie pomóc... Być przyjaciele!

                                      Stworki podgwizdały odpowiedź wielogłosem.

                                      – Jak leczyć? Kto uleczy? Pokaż!
                                      – Dajcie wyjść, to uwierzymy!
                                      – Pomożemy sobie jak nas puścicie!

                                      Marius zaszumiał im coś w odpowiedzi, pokazując na Seweryna. To on miał opatrzyć rannych, przynosząc mefitom gałązkę oliwną. Chochliki gwizdały coś długo między sobą, nie dając kapłanowi szansy, by doszumiał się między nie swoją gwarą. Doktor Quolleb, który wcześniej był już prawie na tarasie ponad schodami, teraz cofnął się bliżej drużyny, gdzie obok doktor Quatermain z jej nieodzowną fuzją poczuł się nieco bezpieczniejszy.

                                      – Można spróbować namówić je, by udały się do mistrza Wedryka – zasugerował historyk. – On już zrobi z nimi porządek, a może i skorzysta na takich cudakach... Tylko czy dopilnujemy, żeby nie uciekły po drodze?

                                      Słowa mężczyzny sugerujące wciągnięcie mefitów w pułapkę były dla przedmiotów rozmowy zupełnie niezrozumiałe, więc atmosfera wrogości powoli topniała. Jeden z tych ranionych, trafiony wcześniej przez Szwara i Randala, podleciał niepewnie bliżej Seweryna, który zaczął bardzo powoli wydobywać swoją apteczkę. Drachenwulf uśmiechał się zachęcająco (choć w jego wypadku to niekoniecznie zdawało egzamin u każdego) i metodycznymi ruchami rozwijał bandaże, pokazując zainteresowanemu pacjentowi, że płótno jest na kuku.

                                      – Wstrzymałbym się przed słaniem ich na powierzchnię – ostrzegł Randal. – Rozlecą się po okolicy, podpalą coś, puszczą z dymem. Lepiej je tu zatrzymać, niż ryzykować życiem postronnych. To nie oznacza jeszcze walki, może uda się nam dogadać... Ale jeśli nie – nie dam im stąd wylecieć.

                                      Marius potwierdził, że rozumie słowa paladyna i widzi w nich sens, ale co przekazał mefitom wiedział tylko on.

                                      ~ Zabić, wypuścić – zdecyduj jak chcesz. – Zaszumiało mu w głowie gdzieś z największych głębin. – Byle szybko, byle ten plankton nie rozpłynął się po komnatach...

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      1
                                      • eToE Niedostępny
                                        eToE Niedostępny
                                        eTo jako Hazar Baraz-Felak
                                        napisał ostatnio edytowany przez
                                        #51

                                        - Skoro Wedryk tak nam zazdrościł wejścia na ścieżkę, to może jednak podeślijmy mu te mefity? Jeśli by potrafił je odesłać, to dobrze. Jeśli nie, to miałby mały posmak eksplorowania ścieżki i niech z nimi zrobi co chce. Na powierzchni może być z nimi łatwiej się uporać, jeden po drugim, żeby nie walczyć ze wszystkimi na raz... - Zasugerował krasnolud.
                                        - Tylko wypadałoby dać Werdykowi znać, że coś takiego wysyłamy w jego stronę...

                                        "Drow to stan umysłu." - Almena? Kejsi2?
                                        "- You can't let them run around inside of dead people!

                                        • Why not? It's like recycling." - Dr. Who
                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • RewikR Niedostępny
                                          RewikR Niedostępny
                                          Rewik jako Seweryn Drachenwulf
                                          napisał ostatnio edytowany przez Rewik
                                          #52

                                          Seweryn upewnił się, że jego sztylet jest w zasięgu ręki i łatwy do dobycia. Wzrokiem złapał też Randala, co by chyba zapytać o asystę - asystę w skróceniu mefita o głowę rzecz jasna, gdyby ten zaczął być groźnym dla cyrulika.

                                          Diablik pokracznie zbliżył się, wadząc rozciętym błonistym skrzydłem o kamienną posadzkę. Miał też nos miał rozorany, dzięki Szwarowi.
                                          – Dajcie to doktor Larze, może się jej przydać ze Szwarem – powiedział do jednego z górników, wręczając pakunek. Uwaga jego jednak była całkowicie pochłonięta w obserwacji jego najdziwniejszego jak dotąd pacjenta. A było to osiągnięcie, oj było. Nim zbliżył się bardziej, ponownie pokazał bandaże przedziwnej istocie i nici i igłę, pokazując co zrobić zamierza ze skrzydłem jego i nosem.

                                          Serce mu mocno biło. Wiedzieć czego spodziewać się po takim stworzeniu nie mógł. Intrygowało go co mogło sprawiać, że istoty te rzekomo wybuchały po śmierci. Przez chwilę próbował zlokalizować organ za to odpowiedzialny, co mogło być istotne, gdyby sprawy się skrewiły. Nie folgując jednak zbyt długo wziął się za wyznaczone zadanie. Z początku pacjent zdawał się całkowicie obcy, z czasem jednak Seweryn zaczął dostrzegać podobieństwa. Ostatecznie zawsze chodziło o to samo. Powstrzymać przed wypływaniem tego co wypływać nie powinno, a wyjąć to na co w środku miejsca nie przewidziano. Upewnił się, że ktoś znajduje się w odległości ciosu od pacjenta i zaczął... jak miał nadzieję dając czas na wymyślenie jakiegoś sensownego rowiązania tej przelotnej znajomości.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          1

                                          Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.

                                          Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.

                                          With your input, this post could be even better 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa