Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite

Mecenasi

Prywatna

Osoby sponsorujące utrzymanie fotum.

Posty


  • AI w ilustratorskiej służbie MG
    PiołunP Piołun

    @Kynikos, nie wiem za bardzo, jak kontynuować tę dyskusję, ponieważ nie widzę sprzeczności, o której piszesz. Termin „idealizm” trudno mi wpasować w tok mojej wypowiedzi. Gdybym już musiał sięgać po pojęcia z półki filozoficznej, powiedziałbym raczej, że skłaniam się ku pewnej formie "pesymizmu antropologicznego", przynajmniej w odniesieniu do ludzi zarządzających wielkimi korporacjami. Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie przedstawiam się jako „sceptyk, który zna zasady rządzące światem”. Próbuję jedynie wyrazić swój punkt widzenia i sam określiłem go przecież jako „intuicyjne przeświadczenie” 🙂

    @Kynikos napisał:

    Edycja: Pozwolę też sobie dopisać kolejne sprostowanie: stwierdzenie "niezależnie od kosztów”, a następnie wyjaśnienie, że wszystko zależy od relacji potencjalnych zysków do kosztów, są ze sobą sprzeczne. To nie działanie niezależne od kosztów, tylko całkiem dosłownie kalkulacja kosztów i zysków lub jak kto woli bilans zysków i strat.

    Traktowanie kar finansowych za naruszanie prawa jako zwykłej pozycji w bilansie jest z gruntu dla mnie działaniem nieetycznym, zwłaszcza jeśli firma świadomie uznaje, że bardziej opłaca jej się złamać przepisy i zapłacić karę, niż zrezygnować z określonej praktyki. Pisząc „niezależnie od kosztów”, nie miałem jednak na myśli wyłącznie kosztów finansowych, lecz także koszty ponoszone przez innych w znaczeniu „dopnę swego, nieważne jakim lub czyim kosztem”. Wydawało mi się, że wyraziłem to dość jasno, ale być może rzeczywiście nieprecyzyjnie. Muszę przyznać, że dyskusja jest nawet interesująca, ale dalsze brnięcie w nią zaczyna chyba robić spam w tym temacie. Jeżeli chcesz ją kontynuować, możemy spokojnie wymienić się wiadomościami prywatnymi, choć mam wrażenie, że obaj zdążyliśmy już dość jasno przedstawić swoje stanowiska. Ja przynajmniej nie mam nic do dodania.

    Odchodząc o tematu i wracając do innego. @ketharian, Twój Łowca wygląda zacnie w obu odsłonach. Wierzę, że jako postacie z 1500 PD możemy sobie pozwolić na lepszy kołczan i odrobinę słonecznej pogody. Osobiście jestem przekonany, że taki łowca spokojnie mógłby sobie gdzieś hasać po Imperium, zwłaszcza jeśli ma do tego niezłe statystyki Ogłady. Mroczność świata mrocznością świata, ale przecież w Warhammerze nie istnieje żadna wyraźna granica między fantasy a dark fantasy, która pozwalałaby jednoznacznie stwierdzić, że ta wizja odstaje od konwencji. Dodam tylko, że moja postać również będzie miała nieco pogodniejszy awatar. Podzielę się nawet wizerunkiem mojego maga Kolegium Światła. Wygląda mniej więcej tak:

    text alternatywny

    Dyskusje RPG

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    Egon wyciągnął chustę podarowaną przez van Hansen.

    – Spójrzcie, to jest wdzięczność milady Froyi – rzekł, mając nadzieję, że chusta zrobi jeszcze większe wrażenie.. – Milady zaprosiła nas do swego dworu, aby wynagrodzić nas potem.
    - Medyka? Na barce? A kogo stać na medyka? - Wagner zdziwił się, takim pomysłem. Ale jednak na tym nie poprzestał. - Ale jakieś bandaże to się znajdą. Zobaczę jak ich się da poskładać. No rzeczywiście nieźle was te orki pocięły. - Szyper podszedł do tej najbardziej poranionej trójki jaka siedziała lub leżała na belach materiału albo skrzynkach. Posłał jednego z marynarzy pod pokład.
    - I lady Froya zaprosiła was do siebie? Wszystkich? Cóż za wspaniała i życzliwa kobieta. Potrafi okazać wdzięczność. - Mytniczka przygryzła wargi i pokiwała głową ze zrozumieniem. Ale miała minę jakby się zaraz miała rozpłakać ze złości i żalu na wdzięczność lady van Hansen jaka ją ominęła.
    - Ja tam wolę jak mi kobiety okazują wdzięczność w inny sposób. Na kolanach albo na czworakach. Pode mną też może być, łaskawy i wyrozumiały he he jestem. - Silny mruknął poufale do Egona. I widocznie słowa zaaferowanej celnik całkiem inaczej mu się skojarzyły. Buurgund trzepnęła go ostrzegawczo w ramię aby się pohamował.
    - Wieczorem będziesz miał okazję z nią się tak pobawić. Sam mówiłeś. - Przypomniała mu co niedawno mówił w szalupie.
    - Dobra, dobra. - Łysy machnął niedbale ręką, jakby na razie sprośne żarty mu wystarczały.
    - Nasza Martin robiła co mogła i nawet zdjęła parę gobasów. Ale to daleko jak na łuk było, wysoko trzeba było strzelać aby któregoś trafić. - Gezackt był w podobnej sytuacji jak Jutta i nie mógł się osobistymi sukcesami pochwalić to chociaż wskazał na szczupłą łuczniczkę ze swojej bandy jaka strzelała do zielonoskórych.
    - Starał się. No i musiałam uważać aby nie trafić którejś z nich albo was. Nie widziałam, że to szlachcianki. - Blondynka wywołana do odpowiedzi, przyznała rację hersztowi chyba zdawała sobie sprawę, że jej udział w pokonaniu zagrożenia był dość niewielki.
    - Już! Już mam! - Przybiegł ten marynarz posłany przez szypra i pomachał rolkami jakiegoś płótnia. Nie były to gotowe bandaże ale można je było z tego zaimprowizować.
    - Ale Astrid to nie godzi się tak publicznie obnażać. Przecież to szlachcianka. Jutta pomogłabyś mi się nią zająć? - Burgund chytrze podeszła i szypra i celniczkę. Rzeczywiście wśród poważnie rannych blondynka z północy była jedyną kobietą i aby ją opatrzyć pewnie by trzeba zdjąć chociaż górę jej sukni. Marynarzy i najemników to na chwilę skonsternowało ale brunetka nie wahała się ani chwili.
    - Oczywiście! Zrobię co tylko się da aby pomóc tak dzielnej kobiecie co stawała razem z mężami! - Zapewniła gorliwie i szybko złapała jedną rolę od Wagnera.
    - Egon? Możesz wziąć Astrid i zanieść do jej kajuty? - Łotrzyca poprosiła kolegę naturalnym tonem ale z błyskiem złośliwej satysfakcji w oku. Bo zapowiadało się, że będą mieli w kajucie taki skład jaki planowali niedawno w łodzi. A Jutta wydawała się jeszcze bardziej przejęta i chętna do współpracy niż początkowo wyglądało.
    - Ładna ta chustka. To od tej szlachcianki? No tak, słyszałem, że one lubią takie rzeczy. Zwykłe dziewczyny też takie mają no ale nie takie drogie. Ale, żeby szlachcianka komuś nie ze szlachty dała… - Gezackt przyjrzał się kawałkowi jedwabiowi w sękatej łapie gladiatora i był pod wrażeniem. Chustki nosiły i zwykłe mieszczki ale lniane a nie jedwabne no i nie tak starannie obszyte koronką i raczej bez inicjałów.
    - Ja znam szlachcianki co dają nie tylko chustki. Ale z każdej strony i nie marudzą, że je głowa boli. - Zaśmiał sie chrapliwie łysy mięśniak i spojrzał porozumiewawczo na Egona i Burgund co stali najbliżej. Ale na tyle cicho, że reszta chyba nie usłyszała.
    - No ładna. Moja pani też ma podobną. Ma ich kilka. Ale nie widziałam aby komuś dawała. - Annika też zainteresowała się chustką Froyi. Przesunęła po niej palcami i wywołała jeszcze większość wesołość u silnego bo właśnie jej pani znana była w kulcie z dawania ale nie chustek. Burgund znów go spiorunowała wzrokiem aby się pohamował.
    - A ja słyszałem, że w dawaniu najlepsze są Bretonki! - Zarechotał Szybki, chociaż raczej nie słyszał tej szeptanej rozmowy. To wywołał falę dzikiego śmiechu u prawie wszystkich, zwłaszcza u Silnego. Łotrzyca przewróciła oczami ale też się uśmiechnęła.
    - Na dawanie od naszej Bretonki to będzie trzeba poczekać do powrotu. A teraz chodżcie zająć się Juttą. Też przecież potrafi dawać i to nie chustki. - Skinęła na Egona, żeby ruszyć do Astrid i Jutty. Mytniczka stała przy Norsmence i troskliwie dopytywała się gdzie ją najbardziej boli.

    Egon stwierdził, że jeśli szło o opatrzenie ran, to więcej już zdziałać nie mogli. Felczera ani jakiegokolwiek mistrza wprawnego w medycynę zaiste na statku uświadczyć nie mogli, a płótna, które posłużą do zatamowania krwawienia musiały wystarczyć. Niewiele też było tego czasu na leczenie dla ferajny, która, bądź co bądź, zebrała całkiem niezły łomot od zielonoskórych. Wydawało się, że z tego wszystkiego jeno on, Rune i Silny wyszli w miarę w jednym kawałku. Sprawiło to, że przepełniła go duma, bowiem prawdziwi czciciele Pana Krwi dali sobie radę w bitce.

    Jedynie gdyby jakoś udało się wyłuskać zielonoskórych z lasów i przekabacić ich na swoją sprawę… No. Ale czas na knowania zostawił na później.

    Puściwszy uwagi Silnego pomimo ucha (wdawać się w gadaninę nie chciał, coś zepsuć mógłby jeszcze), rzekł:

    – Chodźże, Astrid. Całaś poobijana przez te zielone bestie – Egon użyczył ramię dziewczynie i podniósł ją, po czym począł zmierzać do kajuty.

    Łysy kamrat poklepał go na pożegnanie po plecach i na razie darował sobie sprośne uwagi. Gladiator zaś podszedł do blondwłosej córki jarla. Musiał się nachylić aby mogła objąć jego szyję. A potem dostosować się do jej kuśtykania. Przed nimi szły Jutta z Burgund. Mytniczka otworzyła drzwi do burtowej nadbudówki a łotrzyca do kajuty. Tutaj Egon był po raz pierwszy. Okazało się, że portowy zbir miał rację i to była klitka. Składana na ścianę prycza na jakiej musiał ostrożnie położyć Astrid. Parę prostych wieszaków na ścianie i prosta szafa w kącie. Składany na ścianę stolik i mały stołek. Sufit był tak nisko, że taki rosły mąż jak on to prawie o niego zawadzał głową. Kobiety były niższe no i nie tak masywne, to im było lżej. Ale we czwórkę to i tak zrobiło się trochę ciasno. Burgund weszła ostatnia i uśmiechnęła się gdy zasunęła skobel w drzwiach aby nikt im nie przeszkadzał.
    - To będę ci musiała zdjąć tą suknię Astrid. - Zelnik powiedziała przepraszająco i życzliwie do siedzącej na pryczy Norsmenki.
    - No to zdejmuj. - Blondynka nie robiła przeszkód. Więc Jutta usiadła przy jej boku i zaczeła majstrować przy tych wszystkich sznurkach i zapięciach. Burgund usiadła u drugiego boku Astrid i zaczęla jej pomagać. Po chwili obie wysunęły ramiona skald z sukni i ta nieco się skrzywiła z bólu i wstrzymała oddech. Pojawiła się biała koszula na jakiej wyraźnie widać było dwa krwawe zacieki, tam gdzie orcze ostrza przebiły się przez jej skórznię. Koleżanki ją też zdjęły i pokazał się nagi, kształtny tors Norsmenki. Jutta zaczęła przemywać rany szmatką a łotrzyca cięła płótno aby przygotować opatrunki.
    - Byłaś bardzo dzielna Astrid. Ustałaś razem ze swoimi przyjaciółmi. Widziałam. Jak Lars oberwał i wrócił do łodzi to już się bałam, że was te orki ogarnął. Bo tak dużo ich było. No a ty mu pomogłaś dojść do łodzi. Już się bałam, że najwyżej waszej dwójce się uda do nas wrócić. Ale potem jak Egon się uporał ze swoimi trzema to pomyślałam, że może nie będzie tak źle. - Jutta dalej była przejęta ale chciała zaznaczyć, że nawet jeśli nie widziała wszystkich detali walki, to całkiem uważnie ją obserwowała i trzymała kciuki. - I kto by pomyślał, że to była lady Froya i lady Fanriel. Ja je parę razy widziałam w porcie albo na mszy. Ale oczywiście nigdy z nimi nie rozmawiałam. Oj szkoda, że z wami nie popłynęłam. I jeszcze was milady zaprosiła do siebie. - mówiła szybko ale zdołała przemyć rany i teraz bandażowała zraniony bark pieśniarki sag a łotrzyca mniejszą, na jej boku. Astrid przyjmowała te zabiegi z godnością a to, że miała biust na widoku, wcale zdawało jej się nie przeszkadzać.

    Zdawało się, że plan wymyślony przez Egona i Burgund toczył się swoim własnym torem. Było dobrze, ale wszak jeszcze nie wszystko dopełniło się tak, jak miało. Egon w drodze pod pokład zastanawiał się, jak to rozegrać? Ostatecznie jednak postanowił ryzykować po odpowiednio pieczołowitym wydupczeniu Jutty, stare porzekadło zasłyszane ongiś na szlakach Middenheim bowiem mówiło, że zaspokojona kobieta będzie bardziej spolegliwa, niż gdyby chuć nadal ją trapiła. Być może wizja wkupienia się w łaski milady mogła przekabacić Juttę? Cóż, zdawało się, że w przypadku Astrid tak już się stało.

    – Ja i lady Froya van Hansen przyjaciółmi jesteśmy – rzekł Egon w przestrzeń, to do Jutty, to do Astrid wreszcie. – Chusta to jej znak. Wszak jednak pomagasz nam, Jutto, te rany zadane przez zielone diabły zaiste okrutne! Rzeknij no, widzę, że coś nieco znasz się na tym medykowaniu albo i opatrywaniu ran, toś tak jakby pomagała i samej milady. Astrid także dała odpór przeciwnikowi. Dobrze, że nam pomagasz.

    Zagaił wstępnie, licząc, że w prowadzeniu rozmowy pomoże mu Astrid tudzież Burgund.
    - Znasz lady Froyę? - Mytniczka aż odwróciła ku niemu swoją kasztanową głowę, tak ją zdziwiło oświadczenie gladiatora. W końcu milady była jedną z najbardziej rozpoznawalnych rodów w ich mieście. A gladiator na szlacica nie wyglądał. Raczej na zwykłego żołnierza czy najemnika.
    - Egon poznał lady van Honsen zeszłej zimy. Zresztą sam ci może to opowiedzieć. - Burgund rzekła to jakby chodziło o jakąś rutynową błachostkę. Sama właściwie już skończyła zakładać opatrunek blondynce i zaczęła głaskać jej odkrytą pierś.
    - Ja ją dopiero poznałam. Ale wiele o niej słyszałam wcześniej. Bardzo chciałam ją poznać. Cieszę się, że mogłam walczyć u jej boku. I, że poznam ją jeszcze lepiej po powrocie. Może uda mi się ją dołączyć do sagi o nas i naszych przygodach? A teraz to też widziałam, że milady rozmawiała najwięcej z Egonem. Chyba widziałaś to z burty? - Astrid na wpół leżała w poprzek pryczy. Dotyk rudowłosej wcale jej nie przeszkadzał. A sama zaczęła głaskać udo mytniczki.
    - No tak. Widziałam. Po walce. Jak z wami rozmawiają. Tylko wtedy nie wiedziałam kto to jest bo nie było tak dokładnie widać. - Brunetka pokiwała głową, że sporo z tamtej niedawnej sceny mogła obserwować nawet jeśli nie słyszała o czym rozmawiają. - I pewnie, że ja bardzo chętnie pomogę przyjaciołom milady. Teraz też bym popłynęła razem z wami. Ale no bogowie! No ja nie wiedziałam, że to one walczą z tymi goblinami! A tak a brzegu to już trochę poza moją jurysdykcją! Ale dla milady i jej przyjaciół to bym poszła! - Celniczka znów wydawała się, żałować, że przed akcją o włos się rozminęła ze swoim przeznaczeniem do zostania przyjaciółką milady.
    - Ja nie chcę nic mówić. Ale ja też się nieco znam z lady Fanriel. - Burgund tak samo jak przed chwilą kolega, teraz wspomniała imię nastepnej szlachcianki. I Jutta zareagowała podobnie zaskoczonym spojrzeniem.
    - Znasz lady Fanriel? - Na co łotrzyca pokiwała głową i leniwym uśmieszkiem. Już całkiem bezwstydnie zaczęła się bawić piersią koleżanki.
    - Poznałam ją w teatrze. Na pewnym przedstawieniu jakie tam ostatnio się odbywało. Widziałam, że bardzo jej się podobało. Ale się wcale nie dziwię. Wspaniali i bardzo utalentowani aktorzy tam występowali. Też mi się bardzo podobało. Aż nie wiem czy bardziej wolałabym je oglądać czy występować. Nawet chwilę zdarzyło mi się porozmawiać z lady Fanriel no ale wiecie. Nie chciałam jej się narzucać a w końcu ona poszła z kim innym. Zresztą Egon też tam był. - Łotrzyca mówiła z lekkością zawodowej plotkary jaka mówi co dziś rano widziała na targu. Chociaż sprytnie opisała wieczór w teatrze z zeszłego tygodnia. Na tyle enigmatycznie, że brzmiało jak jakieś nobliwe przyjęcie dla elity tego miasta. I znów udało jej się wplątać kolegę, że wyglądało jakby miał tam swoje znajomości. I rzeczywiście Jutta znów obdarzyło go wyczekującym spojrzeniem. A Burgund zaczęła rozpinać górę swojej sukni.
    – Znam lady Froyę van Hansen z czasów, kiedy wespół, we trójkę ubiliśmy trolla z pewną dziewką z północy – Egon ciągnął, pewien, że zabicie trolla zeszłej zimy pewnikiem stawi go w dobrym świetle.

    Tu zrobił na chwilę pauzę, pozwoliwszy Burgund wyrzec, co jeszcze miała co do rzeczy.

    – Jeśli rada byś do nas dołączyć do milady, to przecie okazja się jeszcze nadarzy – rzekł Egon z krzywym uśmiechem, dotykając ramię Jutty. – A i interes ubić na tym będziesz mogła znaczny, bo każdy, kto jest towarzyszem milady prosperuje… Widzisz? Ten topór, prawdziwe dzieło sztuki, żem dostał od niej samej. Ciekawa to rzecz, milady dała mi topór i topór powrócił, żeby ją ochronić… Mmm.

    Wojownik zamilkł raz jeszcze, sam nieco zdumiony, jak sprawy się ułożyły.

    – Mogłabyś do nas dołączyć podczas podróży do dworku – rzekł wreszcie. – Rzekniemy, żeś doglądała mnie i Astrid, boś widzę, że niby z ciebie mytnik, to palce masz wprawne – zaśmiał się. – Co rzekniesz? Może los ciebie ominął jeno raz, ale już drugi raz ty musisz zdecydować.

    I tym razem zamilkł po raz trzeci, pozwoliwszy Burgund i Astrid odegrać swoje role.
    Celnik rzeczywiście z ciekawością przyjrzała się toporowi jakim wojownik niedawno rąbał orki. Wciąż widać było ich juchę tu i tam. Brunetka była na tyle zaaferowana tym pokazem i jego słowami, że jak znów odwróciła się ku koleżankom to Burgund już zdążyła zsunąć górę swojej sukni. I jej pełny, jędrny biust od razu wpadał i kusił oko.
    - Burgund co ty robisz? - Mimo wszystko trochę to musiało zaskoczyć szatynkę. Chociaż nie wyglądała na speszoną. W końcu ostatniej nocy zintegrowali się nawzajem całkiem mocno.
    - To stary norsmeński sposób. Jeśli nadobna niewiasa jest w negliżu i czule dba o rannych wojowników to jest im przyjemniej i szybciej wracają do zdrowia. - Astrid bez wahania odpowiedziała za rudowłosą. I tak naturalnym tonem jakby to była prawda. Czy była to Egon nie wiedział, wcześniej tego od nikogo ze swoich norsmeńskich kamratów nie słyszał. Ale widział jak łotrzyca znów nie dała pukać okazji dwa razy.
    - Mnie bardzo ale to bardzo zależy aby Astrid jak najszybciej wróciła do zdrowia. - rzekła i płynnie stanęła na podłodze. Z kocią gracją pokonała ostatnie zapięcia sukni i ta zsunęła się po jej zgrabnych nogach do jej stóp. Została już tylko w pończochach i bieliźnie. Co prawda nie jedwabnych jakie używały szlachcianki ale jak na mieszczkę to całkiem ładne. I dobrze podkreślały jej sylwetkę tancerki. Blondynka pokiwała głową z aprobatą i spojrzała na celniczkę wyczekująco.
    - Nie no… Ja też chcę aby Astrid jak najszybciej wróciła do zdrowia. Tylko wcześniej nie słyszałam o takiej tradycji. - Szatynka uśmiechnęła się i zaczęła rozpinać swoją górę. Na co obie kultystki uśmiechnęły się a łotrzyca puściła koledze psotne oczko. - Ojej i naprawdę byście mnie przedstawili milady? Jak wrócimy do miasta? - Jutta podniosła głowę aby po kolei spojrzeć na każde z ich trójki. Już zaczynało widać jej odkrywający się dekolt. A rudzielec minęła kolegę i uklękła przy jakimś worku i zaczęła czegoś w nim szukać. Więc chwilowo Egon widział głównie jej pochylone, nagie plecy. - Ja też zawsze chciałam ją poznać ale nigdy nie miałam okazji. Zresztą Fanriel też. To elfka a wiecie jakie one są. Piękne ale zwykle zadzierają nosa. W ogóle nie zwracają uwagi na zwykłych ludzi. - mówiła z przejęciem ale wstała aby łatwiej zdjąć kurtę. Powiesiła ją na wolnym haku i szybko zaczęła zdejmować koszulę.
    - Mam koleżankę co zna je obie. Służyła im obu i bardzo sobie chwaliła. Mówiła, że obie są bardzo wymagające ale ona lubi wyzwania. - Głos łotrzycy był nieco przytłumiony gdy wciąż przeszukiwała worek. I pod pozorem powagi dało się wyczuć nutkę ironii. W końcu wczoraj wieczorem Łasica sama zachwalała swoje spotkanie z dwiema blondynkami o jakich teraz rozmawiali.
    - Ja też lubię wyzwania. I szanuję je obie. - Jutta przytaknęła i znów okazała się gorliwością we współpracy. Co wywołało rozbawione parsknięcie łotrzycy ale wciąż klęczała przy swojej torbie. Mytniczka zaś zdołała się roznegliżować od pasa w górę. Widać było jej nagi biust. Nie tak bujny jak u Burgund ale całkiem kształtny i apetyczny.
    - No i właśnie jak działa ta norsmeńska metoda to zapytaj Egona. Egon powiedz. Czy teraz jest przyjemniej wracać do zdrowia. - Astrid nadal leżała w poprzek pryczy, opierając się o ścianę ale widząc, że sytuacja zaczyna zmierzać we właściwą stronę to uśmiechała się z zadowoleniem. Jutta z ciekawości też spojrzała na wojownika jak on się zachowa wobec tej norsmeńskiej tradycji.

    Egon, kiedy usłyszał o “starej norsmeńskiej tradycji” omal nie parsknął głośno, jednak w ostatniej chwili zmitygował się, próbując przyjąć jakieś pozory powagi. Oczywiście, to wszystko naturalnie był jakiś wybieg Burgund, bowiem sam będąc w Norsce przez jakiś czas i widząc drużyny wracających wojów z dziczy nigdy nie uświadczył dziewcząt rozbierających się przed okrwawionymi i sinymi od zadanych ran Norsmenami. Niemniej, postanowił brnąć w to, co zaczęła.

    – Stara baba, co żem spotkał na północy tak gadała – zełgał wojownik. – Zasłyszałem raz, że guślarka pochodziła z Thorshafn i jeśli jeno wierzyć słowom Norsmenów, to miała w sobie krew olbrzymów. Czy to prawda była, zweryfikować nie sposób! Babka opowiadała, że fluidy, które zapewnia ciało dziewki uleczą każdego woja, byleby była blisko i była przychylna wojowi. Każda może, ale najlepsze są te, co nie są starsze niż dwadzieścia wiosen.

    Tu zamilkł, skubając swoją siwą brodę i próbując przezwyciężyć przemożne pragnienie ryknięcia śmiechem.

    – U Norsmenów to kobiety mają moc leczenia, chłop takich rzeczy dokazać nie umie – ciągnął. – Choćby był i najlepszy guślarz, to i tak pośledniejszy będzie od kobiety, co te same nauki pobierała. Stara gadała, że jak dziewka poświęcona bogom odda się wojownikowi, to w jeden dzień rany zasklepią z powodu życiodajnych soków! Tak nam to stara baba tłumaczyła.
    - No właśnie, tak to u nas jest. - Astrid mimo ran, aż się rozpromieniła, że Egon tak płynnie przejął pałeczkę tej bajery. Nawet Burgund na chwilę podniosła swoją rudą głowę aby posłać mu rozbawione spojrzenie i kciuk w górę na znak aprobaty. Jutta musiała rozdzielić swoją uwagę na ich oboje więc przez chwilę im się na przemian przypatrywała.
    - Takie zwyczaje macie w Norsce? To ty byłeś w Norce Egon? - Chciała się dowiedzieć. Czy uwierzyła im czy nie, to i tak wydawała się zaciekawiona taką legendą.
    - Oj Jutta, Chyba chcesz pomóc Astrid dojść do zdrowia co? - Łotrzyca szybko poszła w sukurs pozostałej dwójce kultystów i zadarła głowę aby posłać mytniczce proszące spojrzenie.
    - Nie, no pewnie. Jak roznegliżowanie aż tak działa… Nawet by mi to do głowy nie przyszło. - Celnik roześmiała się z rozbawienia po czym spojrzała na swój dół. - Ale to trochę zajmie. - Uprzedziła. Wciąż miała na sobie wysokie buty, obcisłe spodnie i pas z bronią. Więc rzeczywiście mogło jej to parę chwil zająć zanim się tego pozbędzie. Na początek zaczęła rozpinać pas a ucieszona Astrid zacisnęła pięść w geście triumfu, że szatynka znów wykazała się pełna dobrej woli do współpracy i integracji.
    - Ale to kobiety Norsmenów tak leczą? A to nie Astrid powinna leczyć mnie? Albo nas? - Jutta na chwilę zmrużyła brwi gdy odpięła pas i powiesiła go na kołku. Spojrzała bystro na kolegę i koleżanki.
    - Jak mi pomożesz zdjąć spódnicę to ci mogę dać lekarstwo z samego źródełka. - Córka jarla poklepała się po podołku. Widocznie samej było jej zbyt trudno się rozbierać zsukni. Albo wolała poczekać aż ktoś jej pomoże. Mytniczka spojrzała na nią rozpinając spodnie. Usiadła obok niej i schyliła się aby zacząć się mocować ze ściąganiem wysokich butów.
    - Bardzo chętnie. Ale poczekaj aż się rozbiorę. - Pokiwała głową na znak zgody po czym zajęła się butami. Burgund zaś w końcu wstała. I zaczęła przypinać do bioder zabawkę jaka pozwalała jej odgrywać mężczyznę. Podeszła do kolegi i pokazała mu worek w jakim grzebała.
    - To mam sprzęt do negocjacji z Juttą. - Zaśmiała się cicho, korzystając z tego, że celnik siłowała się ze swoimi butami. - A ty się nie rozbierasz? W tej kolczudze to wiele nie zdziałasz. - Wskazała wzrokiem na metalowy pancerz jaki wciąż miał na sobie.

    Egon zaczął się rozbierać ze swej kolczugi, sam w zasadzie nieco ciekaw, ile ran zarobił podczas starcia. Kiedy zdejmował kolejne elementy pancerza, jego myśli to przechodziły przez ostatnie zdarzenia, jednak co rusz nie mógł się nadziwić nowemu wynalazkowi Burgund. Rozebrawszy się, obnażył swoje mięśnie i z ciekawością przypatrzył się fallusowi, który Burgund przyniosła. Co jak co, ale nie spodziewał się, że uliczna cwaniara będzie wnosić takie rzeczy na pokład.

    – Za mało tam chłopów macie, co tego potrzebujecie? – parsknął.

    Obracał w dłoniach kawał drąga doczepiony do paski.

    – Dobra… To co, zaczynamy to leczenie? – zapytał z błyskiem w oku.

    - Oj Egon, no co ty… - Łotrzyca aż przekrzywiła głowę jakby powiedział coś niestosownego. - Jak portowa dziewczyna z ferajny jedzie do stolicy to przecież nie może wyglądać jak jakaś tandetna wieśniara ze wsi. - Mruknęła z nieco przesadnie udawaną urazą. Ale w oczkach miała figlarne błyski. I na sylwetkę już rozebranego kolegi i na dwie koleżanki obok. Jutta wreszcie uporała się i z butami, i spodniami, i bielizną. I wreszcie była ubrana stosownie do leczenia rannych wedle “starej, norsmeńskiej tradycji”.
    - O, ty też oberwałeś? - Teraz mytniczka zauważyła parę świeżych cięć na ramieniu wojownika. Podeszła do niego bliżej i pogłaskała go czule po nagim torsie. Na rozgrzane od walki i emocji ciało jej kobiecy dotyk rzeczywiście wydawał się być przyjemnie kojący i pobudzający jednocześnie.
    - Ja tu się zajmę a ciebie to Astrid bardziej potrzebuje. - Burgund szybko wtrąciła się ale tak stanęła aby kolega choć trochę ją zasłaniał od nowej koleżanki. Ta zaśmiała się i spojrzała jeszcze z zaciekawieniem na gotowe berło Egona ale rzeczywiście odwróciła się do nich tyłem. Z ich perspektywy nakryła swoim ciałem norsmeńską szlachciankę i widzieli jak zaczynają się całować. Łotrzyca też pozwoliła sobie chwilę to oglądać po czym trąciła kamrata w ramię.
    - No to jak ci mówiłam. Jak się jedzie do stolicy to nie może być, żeby się ferajna musiała za ciebie wstydzić. - To mówiąc pokazała otwarty worek w jakim do tej pory grzebała. I widać w nim było pełno klamotów jakie ona i jej koleżanki lubiły sobie urozmaicać zabawy. Jakieś pęta, skórzane kajdany, kneble i liny. Zupełnie jakby zgarnęła ze sobą przenośny zestaw i chciała się nim teraz koledze pochwalić. - Zobacz na to. - Sięgnęła po jakiś słoik. Wyglądało, że w środku jest coś w stylu rybiego pęcherza wypełnionego czymś mlecznym. - To nasienie zwierzoludzi. Z Łasicą zebrałyśmy po tamtym pikniku w lesie. Mówią, że to wzmaga potencję i mężom i kobietom. Ale wiadomo, łatwo się psuje. Ale lady Soria nam pomogła. Zrobiła jakąś sztuczkę i powiedziała, że póki pęcherz nie będzie otwarty to będzie świeże jak prosto od koziołka. - Zaśmiała się wesoło tłumacząc co takiego jest w tym słoiku. - I to też wzięłam. W sumie nie wiem po co. Ale pomyślałam, że może się przydać. Najwyżej przywiozę z powrotem i tyle. - Z pewnym zakłopotaniem pokazała na dwie czy trzy strzykwy jakich używali do zasiewania. Tylko te były złożone a więc puste. - Jaja mam w drugim słoiku. - Wskazała gdzieś w głąb worka. - No i mam jeszcze to. Sama lady Soria mi to dała. - Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i wyjęła małą buteleczkę. Właściwie fiolkę. W niej był jakiś przezroczysty, lekko różowy płyn. Trochę gęstszy niż woda. - To jej esencja. Można dolać do wina albo jedzenia. To libido skacze, że hej. I jej i jemu. A jak by wypić całe o tak jak jest to podobno nie do opisania. Tak mówiła. Ja jeszcze tego nie próbowałam. - Powiedziała co jest w tej małej fiolce. Po czym zerknęła na sytuację na pryczy. Mytnik zdążyła zejść z pocałunkami do brzucha Norsmenki i właśnie zbliżała się do jego strategicznego miejsca. - Myślę, że dla Jutty to nie potrzebne. Ale kto wie kto się trafi po drodze? Może nie wszyscy będą dla nas tak mili jak ona? - Pomachała fiolką i wrzuciła z powrotem do worka. - Na pejcze i baciki to raczej tu nie mamy miejsca. Może wieczorem w “Łabędziu”. Ale jakbyś coś potrzebował z reszty to bierz. - Niczym dobra kamratka, zachęciła kolegę aby się częstował tym ekwipunkiem jaki zabrała na wypad do stolicy.

    Egon otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Burgund, wierna swemu Mrocznemu Patronowi, naprawdę wniosła na pokład nie jeden, nie dwa, a zdawało się, cały arsenał pejczów, ćwieków, sznurów i innych jeszcze narzędzi. Przez parę oddechów Egon, na podobieństwo dziecka, szperał w skrzyni, odnajdując w niej rzeźbione fascinusy. Zdało się, że ten, co je rzeźbił wykazał się wyobraźnią zaiste godną demonów, bowiem każdy z rzeźbionych drągów miał fikuśne wzorki, inne zaś posiadały wybrzuszenia w odpowiednich miejscach czy też pręgi, które miały wzmóc przyjemność używającej ich niewiasty. Jeszcze inne były zszyte i złączone skórą po dwa, zapewne po to, by wejść w oba otwory kobiety.

    – Dziś walczyłem toporem, ale teraz to będzie moja nowa broń – wyciągnął z wnętrza potężny, hebanowy drąg, który u swego zwieńczenia był prawie tak gruby, jak pięść Egona. – Ejże, Jutta, nie zabieraj Astrid całej do siebie, ja też chcę pomedykować.

    I z krótkim śmiechem zrobił odpowiedni gest, zbliżając się do Astrid i Jutty.

    – Astrid, rokraczże nogi, trza mi najpierw obejrzeć – zaśmiał się jeszcze.

    Dwie koleżanki jakie się sobą tak namiętnie zajęły, przez chwilę zapomniały o stojącej obok dwójce. Zaś Burgund energicznie pokiwała głową i uśmiechnęła się. Widać było, że ucieszyła się gdy kolega wśród zabranych przez nią zabawek znalazł coś dla siebie. Wtedy odłożyła worek na podłogę i przyglądała się jak dwie koleżanki spojrzały na niego. Też nie miały mu za złe, że do nich dołączył.
    - No skoro to dla zdrowia Astrid to pewnie. - Jutta nie oponowała. Odsunęła się od gościnnych ud norsmeńskiej skald aby zrobić miejsce dla Egona. I obserwowała z ciekawością co się teraz stanie. Norsmenka także czekała w gotowości, posyłając mu prowokująco, lubieżne spojrzenie. Już nie wydawała się taka obolała jak na początku, gdy ostrożnie ją kładł na tej pryczy.
    - I to jest prawdziwy mężczyzna. I wojownik i kochanek. - Mruknęła z aprobatą, wcale nie speszona jak bardzo fizycznie nad nią górował. Burgund stanęła obok pryczy aby lepiej widzieć co się teraz będzie działo.

    Egon, czasem spoglądając za siebie - na Burgund i na Juttę, bo ciekaw był, czego też Burgund dokaże z Juttą - począł delikatnie pieścić Astrid w miejscu, gdzie według starej baby z Norsci miały wypływać lecznicze soki. Upewniwszy się, że Astrid, rozgrzana już wcześniej przez Juttę, będzie odpowiednio spolegliwa, toteż wpychał i wyciągał palce w samą Astrid, rad usłyszeć z jej strony jęki.

    Urabiając odpowiednio dziewkę z Norsci, gladiator spojrzał za siebie: miał bowiem nadzieję, że Burgund podprowadzi odpowiednio rudowłosą mytniczkę. Egon miał bowiem jej wkrótce zaproponować, aby dołączyła do nich, na pozór jako rzecz związaną z interesem na rzece, z czasem jednak Egon chciał wykorzystać mytniczkę jako odpowiednie wsparcie na rzece i Morzu Szponów do łowienia brańców.

    Zostawiwszy rzecz na razie Burgund, Egon jął się próbowania kobiecego ciała: wziął wielki drąg i delikatnie wpychał go w kobiecość Astrid.

    – Dawajże, Astrid – mruknął. – Stare legendy prawią o wojach, co przepili, przewalczyli i przejedli najtęższe olbrzymy. Weźmiesz w siebie to? To też godne olbrzyma, obaczmy, czy żeś godna śpiewania sagi o ciebie! Ha-haha!
    Na razie to wyglądało, że wszystkie trzy koleżanki są ciekawe zamiarów kolegi. A gdy już się zorientowały to jeszcze bardziej. Gladiator miał dwie smukłe, nagie sąsiadki po każdej ze swoich stron. Od strony drzwi stała celnik a od szafy Burgund. Z zafascynowaniem obserwowały jak Astrid sobie poradzi z drągiem takich rozmiarów jaki ofiarował brodacz. Córa północy najpierw jakby zdębiała gdy zobaczyła to co jej naszykował. Ale szybko przygryzła wargę i zachęcająco machnęła dłonią aby kontynuował.
    - No to chodź. Pokażę ci co potrafi prawdziwa Norsmenka. - Wyjęczała jakby znów wlało się w nią pożądanie tak sprawnie zaczęte przez mytniczkę. Potem przygryzła wargi i cicho jęczeć, jakby była zbyt dumna aby krzyczeć czy zdradzać jakieś obawy. Dwie koleżanki nadal to obserwowały.
    - Lady Fabienne pewnie by dała radę takiej sztuce. - Mruknęła towarzysko łotrzyca.
    - Jak jakaś wyperfumowana Bretonka da temu radę to ja tym bardziej! - Astrid zaperzyła się jakby potraktowała to jak wyzwanie. I machnęła głową na Egona aby zaczął śmielej dokazywać. A ten aż widział jak na jej płaskim brzuchu przesuwa się wybrzuszenie do tej zabawki jaką w nią wsuwał.
    - Jutta pozwól na chwilę. - Burgund wezwała słowem i gestem celniczkę. Ta podeszła ciekawa czego chce ale też nie chciała tracić widowiska na pryczy. Więc nie spodziewała się jak ruda szybko obróciła ją i popchnęła na tą pryczę. Szatynka sapnęła cicho z zaskoczenia i starała się tak zaprzeć dłońmi aby nie uderzyć Norsmenki. W końcu wylądowała z nią twarzą w twarz. - Miałaś pomóc Astrid wrócić do zdrowia. - Przypomniała jej Burgund.
    - A no tak. - Jutta uśmiechnęła się ale nie była przeciwna. Znów zaczęła całować usta dziewczyny z północy. Ale odwróciła się nagle do tyłu. - Co robisz? - zapytała patrząc na dziewczynę z ferajny.
    - Pomagam ci się przygotować na twoją kolej. - Burgund zaśmiała się i wskazała wzrokiem na zabawkę jaka już mocno była w trzewiach Astrid. I w tym momencie sama władowała się we wnętrze mytniczki. Z początku ostrożnie ale klaskający rytm bioder o pośladki przyspieszał co wskazywało, że zabawa szybko nabierała tempa.

    Egon tymczasem bez ceregieli testował Astrid. Choć on sam wybrał Pana Krwi jako swojego patrona, nigdy nie mógł oprzeć się pokusie, aby przetestować, ile może wytrzymać kobiece ciało. Bicze i kajdany leżały bezpiecznie w sakwie Burgund, jednak fascinus, który Egon wydobył, zdawał się działać w dwójnasób albo i dwójnasób, sugerując się jękami i posapywaniami Astrid. Koniec końców zamierzał posiąść trzy z dziewek, a jeśli by los mu krotochwili przysporzył, gotów był wetrzeć w swe berło nasienie zwierzoludzi, a może i nawet wypić, jeśli by to coś miało pomóc.

    Póki co jednak, rytmicznie zabawiał się przyrodzeniem Astrid, miarkując, jak głęboko wchodził czarny, długi i gruby pal, który przywodził na myśl chwosty zwierzoludzi, długie, pokryte żyłami i czarne, jak to u przeklętych odmieńców. W międzyczasie macał lubieżnie pośladki Norsmenki, próbując, czy i drugi naturalny otwór dziewczyny był tak spolegliwy, jak pierwszy.

    – Co, myślisz, że jeden weźmiesz w siebie, to robota skończona? – prychnął, rozbawiony, macając swe nabrzmiałe krocze. – Jeśliś zaprawdę godna sagi, weźmiesz mnie i to długie, ha, ha, ha – mroczny śmiech Egona wbił się w rytm mokrych plaśnięć. – Co rzekniesz, Astrid? Dziś poznam ciebie na nowo!

    Egon myślał, że koniec końców posiądzie ze trzy na raz - choć sam miał zaledwie jedno przyrodzenie, ramiona miał dwa i jeśli przyszło by co do czego, musiał dać odpór trzem dziewkom, z takim samym uporem, jaki dał zielonoskórej hordzie.
    Astrid wyglądała jakby przyjmowanie w siebie gościa tych rozmiarów, było dla niej sporym wyzwaniem. Oddychała coraz ciężej i widać było jak pot błyszczy na jej skroniach. Blond kosmyki co jakiś czas spadały jej na twarz ale je odruchowo odgarniała. Nagie piersi falowały jej w rytmie nadawanym przez oba ciała. Nawet Jutta na chwilę przerwała zabawę aby przyjrzeć się tym miłosnym zmaganiom. Burgund która stała ramię w ramię, ze swoim kamratem, miała wgląd w sytuację podobny do niego. I chociaż nie przerywała zbawy z gościnym wnętrzem mytniczki to zerkała co się dzieje między udami Norsmenki.
    - Myślisz, że taki drobiazg mnie zmoże? Jestem Astrid Stemmenstend. Dawaj co tam masz! - Próbowała nadrabiać pewnością siebie i własną dumą. Ale dało się wyczuć, że wcale nie jest jej łatwo. Pozwoliła jednak aby Egon się w niej ugościł także z tej drugiej strony. Te wzajemne zmagania wywołały szepty podziwu u dwóch sąsiadek.
    - No dobra. To zobaczymy co są warte dziewczyny z północy. - Burgund nagle trzepnęła nagi tyłek celnik i wyszła z niej. Przepchnęła się obok niej, spychając ją na boczny tor. I władowała się stając okrakiem nad leżącą skald. I przypiętą zabaweczką, jaka wciąż błyszczała wilgocią po wnętrzu Jutty, władowała się w usta Norsmenki. Widać było, że też była ciekawa jakie są możliwości blondwłosej kochanki. Naga urzędniczka z ratusza jako jedyny widz, usiadła tuż obok ich trójki i chłonęła to widowisko.
    - Ale pięknie razem wyglądacie. - Sapnęła z zachwytu zerkając po kolei na każdego uczestnika tego trójkąta.
    – Aaa… Może być i to… – Egon z uznaniem pokiwał parę razy swoją brodatą głową, uznając umiejętności Norsmenki. – Wcale nieźle, wcale… Brałem dziewki z Delberz, co nie podołały temu tu – klepnał wielki drąg, który nadal był w połowie Astrid.

    Egon uczynił przywołujący gest. W międzyczasie wyciągnął z torby Burgund jeszcze jeden fascinus, nieco mniejszy, ale wyrzeźbiony w jakieś dziwne wzory i wyżłobienia.

    – A czemu jeno Astrid ma zbierać to najlepsze? – zapytał. – Dalej no, ustawcie się. Pierwsza, druga, trzecia, wespół. Wezmę Juttę pośrodku, ty Burgund i Jutta będziecie po bokach. Dalejże… Co, myślicie, że mi się nie uda? – gladiator zaśmiał się złośliwie. – No, dalej! Trza tego medykowania użyć, jeśli prawdą było to, co babka w Norsce opowiadała.
    - W tym Delberz to pewnie są jakieś same wieśniary. - Wysapała nieco już zdyszana Burgund. Pieczołowicie penetrowała swoją zabawką usta i gardło Norsmenki, że aż widać było na zewnątrz jak jej tam wszystko pracuje. A z ust i przyrodzenia zaczął ściekać nadmiar śliny. I kołysał się u brody Astrid w rytm pląsów jakie z nią wyczyniali. Na propozycję kamrata, trzy koleżanki zareagowały pozytywnie. Z tym, że skald z pewnym opóźnieniem, dopiero jak łotrzyca wyszła z jej ust i miała chwilę na złapanie oddechu i zorientowanie się co się dzieje. Teraz na całej skórze błyszczał się pot. Na szyi, obojczykach, piersiach, brzuchu, ramionach i udach. Widać było, że całe jej ciało przeżywa te brutalne przyjemności.
    - Chcesz to we mnie wsadzić? - Jutta w tym czasie miała okazję przyjrzeć się co jeszcze gladiator wyjął z torby rudzielca. Wydawała się trochę zafascynowana a trochę i obawiała się tej proby.
    - No co ty? Nigdy w zamtuzie nie pracowałaś? - Burgund roześmiała się z rozbawienia. Po czym przejęła sprawy w swoje ręce. - Pomogę ci. - To mowiąc złapała za nagie ramiona mytniczki i przechyliła je ku pryczy. Ta zaskoczona nieco sapnęła ale naga stopa łotrzycy wylądowała na jej głowie, przyciskając ją do dołu. Dzięki czemu tylne, zgrabne wdzięki Jutty zaprezentowały się Egonowi w całej okazałości. - Nie mówi, że z Hubertem i Oksaną się tak nie zabawiałaś. - Ruda docisnęła stopą twarz mytniczki do pryczy jakby chciała ją zmusić do mówienia.
    - No zabawiałam. Po prostu dawno tego z nimi nie robiłam. Ale z wami chętnie to poćwiczę. - Chyba nie było tak źle, bo nawet prowokująco zakołysała swoim kuperkiem aby podkreślić, że jest gotowa na taką zabawę. Wtedy Burgund cofnęła stopę z jej twarzy.
    - No to jesteśmy umówione. - Prychnęła z zadowolenia i zrobiła krok nad brzuchem Astrid. Po czym sama stanęła na czworakach, wypinając się kusząco ku gladiatorowi. Z tej strony, jej wdzięki tancerki, zaprezentowały się co najmniej tak samo powabnie jak te mytniczki, po prawicy kolegi.

    Egon jednak nie mówił nic. Złapał za dwa drągi - jeden w lewej dłoni, drugi w drugiej i kiedy tylko trzy dziewczęta ustawiły się, jak im przykazał, rżnął wszystkie trzy na raz, Juttę zaś, która była pośrodku, brał on sam. Trudna była to praktyka, podobna chyba do roboty bębniarza wojskowego, który zawsze musiał utrzymać rytm. Trzymał się jakoś na Juttcie, za każdym razem trafiając w nią raz po raz, jednak wygodzić musiał i Burgund, i Astrid. Wpychał wielkie drągi w dziewki to raz z lewej, to z prawej, pilnując musztry, żeby wszystkie zebrały odpowiednią dozę.

    – Ha-haha – zaśmiał się Egon. – To będzie szło od sagi, prawdaże? – zapytał, skory do krotochwili. – Tak was przyuczył Hubert, pewien jestem tego.

    Sam skupił się na zadku Jutty, pchając raz po raz. Ciekaw był, skoro już raz wzięła ją Burgund, to na ile on sam mógł sobie pozwolić? Lepkie, mieszające się z potem fluidy ściekały z dziewek, Egon zaś wygadzał im we trójkę. Gotów był nawet i spłodzić z rudowłosą, która była na samym środku, jednego albo i dwójkę bastardów. Wiedział, że mytniczka, wiedziona chucią, rada przyjęłaby cokolwiek, na podobieństwo nastoletniej poćpiegi, zbałamucona knowaniami Burgund. Lub też, może by zgładziła potomstwo, zażywając miodnik albo napar z wierzby? Wojownik z mrocznym rozbawieniem wytrysnął w łono rudowłosej klaczy, która z rozkoszą jęczała wespół ze swymi przyjaciółkami.

    Burgund jednak okazała się przednią kurtyzaną. Wiedziała, jak wziąć w siebie kawał drąga i jej ciało rozciągało się cudownie, nie to, co Astrid - choć córka jarla miała w sobie wiele dumy, to jednak ambicja i upór nie były tym samym, co doświadczenie ulicznicy, co z niejednego pieca jadła.

    Pochwycił Juttę za włosy i rzekł:

    – Ano, rzeknij mi no… Podobało się wam…? Dasz mi tego fluidu zwierzoludzi, to wezmę was po kolei raz jeszcze! – zaśmiał się Egon.

    Myślał jednak o tym, co miał powiedzieć zaraz: o tym, że wkrótce statek zostanie przejęty przez nich. Martwił się, jak to przyjmie Jutta, ale, może teraz być może będzie bardziej zdatna do urobienia? Teraz, kiedy doszła wiele razy pod nim?

    Reczywiście wszystkim przydała się przerwa. Po tych harchach, na trzeszczącej z wysiłku pryczy panował niezły rogardiasz. Burgund zmęczona tymi figlami, opuściła swoje zgrabne nogi na podłogę. Znów prowokowała swoim wypietym zgrabnym kuperkiem ale tym razem chyba niechcący. Jutta leżała bokiem, między nią a blondynką. Ciężko oddychała tak samo jak koleżanki. Machinalnie głaskała brzuch Astrid. Blondynka nadal leżała na wznak. Chociaż osunęła się po ścianie i teraz leżała głową w stronę szafy. A dopiero co fikali wszyscy na całego. Była ladacznica zajęczała z półprzytomnej rozkoszy gdy wojownik w niej skończył. Ale i tak jeszcze siłą rozpędu baraszkowali razem jeszcze trochę. Jutta też okazała się wyuzdana i namiętna. Sapnęła tylko jak Egon brutalnie złapał ją za włosy ale nie protestowała. Astrid chyba otworzyła się rana bo widać było czerwony zaciek pod opatrunkiem barku. Ale w tej miłosnej kotłowaninie zdawała się tego nie zauważać.
    - A pewnie, że jest warte sagi. Coś o Egonie Trzy Drągi. Co po rzezaniu orków tymi trzema drągami, trzy niewiasty wychędożył. - Astrid wymruczała sennie i trochę nie było wiadomo czy żartuje czy nie. Ale z pewny opóźnieniem, dwie koleżanki zaśmiały się gdy do nich dotarło co powiedziała.
    - No tak, z Hubertem i Oksaną było świetnie. Zawsze jest. Ale zawsze byliśmy we trójkę. A tak, że z kimś innym takie zabawy jak teraz to rzadko. Było przednie. - Jutta też się nie skarżyła. Wydawała się być rozleniwiona i szczęśliwa.
    - To dobrze, że ci się podoba. Bo wieczorem druga runda. W “Łabędziu”. - Burgund machnęła ku niej ręką. I teraz pozostałe dwie się zaśmiały z rozbawienia. Odkryła jednak, że nadmiar kleistej wilgoci spływa z jej wnętrza. Więc złapała za nagie, spocone ramię mytniczki i przystawiła tam jej twarz aby się nie zmarnowało. Szatynka chętnie przyjęła taką rolę. A to pozwoliło łotrzycy skojarzyć o co jeszcze pytał kolega.
    - A ten fluid zwierzoludzi. - Musiała przełknąć ślinę aby dalej mówić. I nawet się uśmiechnęła. - To nie działa tak od razu. Działa jak zapach. Jak tabaka. Znów się chce. Ale to trochę trwa zanim zaskoczy i im dłużej się nawdychasz tym mocniej działa. Dobrze wylać na coś i niech paruje. - Posłała mu krzywy, złośliwy uśmieszek, patrząc z góry w oczy mytniczki i na rozleniwioną Norsmenkę. - Ale można też wypić. Daje w żyły od środka. Można też posmarować tym mlekiem przyrodzenie albo zabawkę co ma wbijać się do środka. Ale w przypadku głównego wejścia kobiet to trzeba z ty uważać. W końcu to fluid zwierzoludzi. Więc może zajść w ciążę jakby z nimi spółkowała. - Wydawała się bardzo rozbawiona udzieloną instrukcją bo złośliwy uśmieszek przebijał się przez jej zmęczenie. Tego jednak Jutta już nie wytrzymała.
    - Naprawdę macie fluid zwierzoludzi? - Zamrugała oczami i jeszcze spojrzała pytająco na Egona. Astrid zaśmiała się cicho z rozbawienia. W końcu z całej czwórki, tylko mytniczki nie było tydzień temu na orgii przy Zachodnich kamieniach. Burgund w odpowiedzi wsadziła jej w usta swoją zabawkę i zaczęła traktować tak jak niedawno usta Norsmenki.
    - No tak, to jest takie ryzyko. U nas czasem tak robią. Jak chcą jakiejś konkurentce dokuczyć. To trzeba zwykle się postarać aby taki fluid się u niej znalazł w jej wnętrzu, czasem kogoś do pomocy wziąć bo najłatwiej przy chędożeniu. No i może wtedy zajść w ciążę ze zwierzoludziem nawet jeśli w życiu żadnego nie spotkała. A czasem tak każemy jakąś krnąbrną niewolnicę. - Wymamrotała co jej się przypomniało z jej rodzinnych stron. I powoli senność zdawała się odchodzić z jej głosu i twarzy.

    – Mmm, zatem postanowione – Egon rzekł bardziej do siebie niż do kobiety. – Jutto, po tym wszystkim, zajdź z nami do milady Froyi. Rzekniemy dobre słowo o ciebie, pewien jestem, że wyjdzie to wszystkim na dobrze.
    Tu zmilczał i rzucił spojrzenie w stronę Burgund. Choć chciał podprowadzić Juttę, żeby rzec jej o szykującym się interesie na rzece, zawahał się. Może okręt nie był najlepszym miejscem, żeby głośno gadać takie rzeczy? Koniec końców, ktoś mógł nadstawiać uszu… Egon postanowił pozwolić Burgund podjąć decyzję, czy tutaj, czy już na Łabędziu. Zdało się, że Jutta została należycie urobiona.
    - Oh naprawdę? Będę mogła z wami pójść do lady Froyi?! - Ta obietnica od razu ożywiła celniczkę. Burgund zaśmiała się ale puściła ją. Naga szatynka więc oderwała się od niej i przyklękła przed gladiatorem, biorąc jego berło w dłoń. - Oh dziękuję. To byłoby wspaniałe. Zawsze chciałam ją poznać. Nawet bardziej niż lady Fanriel. Bo ona jest elfką a elfy to zawsze są trochę obce. - mówiła gorliwie i zadzierając głowę aby spojrzeć w twarz Egona. Po czym aby okazać swoją wdzięczność do pieszczot jakie serwowały mu jej dłonie, dołączyła także swoje usta. A te okazały się całkiem utalentowane. Co gladiator widział z góry i czuł z dołu. Rudowłosa ladacznica podeszła do nich i przez chwilę przypatrywała się temu widowisku dwójki kochanków.
    - Ależ Jutta, kochaniutka, nie doceniasz nas. - Złapała za głowę celnik i nakierowała ją na swoje przypięte przyrodzenie. Więc usta i gardło szatynki teraz pracowało nad nią. - Jak się postarasz i będziesz użyteczna, to może być dopiero początek owocnej współpracy. No sama powiedz. Czy nie podoba ci się taka wspópraca? - Łotrzyca użyła dość ogólnych sformułowań na tyle, że także pasowały do zabaw jakie właśnie uprawiali. Ale mogło jej też chodzić o bardziej poważne interesy jakie kultyści miarkowali względem rzecznych spraw.
    - Bardzo. Bardzo mi się podoba taka współpraca. - Jutta oderwała się na chwilę od swojego zajęcia i uśmiechnęła się do nich obojga. Widać było jak ślady świeżej wilgoci spływają jej z ust i brody. Wtedy także Astrid o sobie przypomniała. Syknęła cicho jak wstawała ale dała radę to zrobić. Stanęła z trzeciej strony więc klęcząca szatynka, znalazła się teraz w pełnym okrążeniu. Teraz ona złapała za kasztanową głowę i wbiła ją w swoje łono. Jutta szybko odnalazła się w nowej sytuacji.
    - Podoba mi się twoje zaangażowanie Jutto. Jeśli będziesz tak starać się dalej, czeka cię jeszcze wiele przyjemności i droga do chwały i sławy godna uwiecznienia w sadze. Tą którą właśnie piszę. Wszystkie godne wzmianki postacie będą w niej wymienone. O Froyi i Fanriel też wspomnę. W końcu brały udział w naszym epizodzie podróży i po powrocie zawrzemy z nimi przymierze i przyjaźń. Chciałabyś mieć miejsce w takiej sadze? - Blondynka zdawała się patrzeć na sytuację przez pryzmat sagi o swoich przygodach na ziemi płudniowców. Ale nawet jak stała naga i spocona, z krwawym zaciekiem spod opatrunku na barku i przyciskając twarz mytniczki do swojego łona, potrafiła się zdobyć na podniosły, dumny ton, jakby opisywała epickie wydarzenia legendarnych herosów.
    - O tak! Bardzo bym chciała się znaleźć w takiej sądzę! Razem z wami i lady Froyą i Fanriel! - Jutta pokiwała gorliwie głową na znak pełnej zgody. Chociaż nadal nie wiedziała nic o planach związanych z rzeką. Widząc to, Burgund roześmiała się i objęła jednym ramieniem Egona a drugim Astrid.
    - Widzicie jaka Jutta jest teraz milutka? Myślę, że to dobrze wróży wspólnej przyszłości. I na kontynuację dziś wieczorem. A wiadomo, że na takie rozmowy to najlepsze są wino, kobiety i chędożenie! - Łotrzyca roześmiała się radośnie a Astrid jej zawtórowała. Gdzieś tam z dołu dobiegło ich zapewnienie rzecznej urzędniczki, że jest gotowa i chętna na współpracę.

    Egon pokiwał głową z zadowoleniem wypisanym na twarzy. Co prawda pozostała jeszcze kwestia przejęcia statku, o którym Jutta nie wiedziała, ale liczył, że Burgund do czasu rozmowy w Łabędziu urobi ją na tyle, że przełknie tyle, ile tylko jej dadzą. Posiadanie mytnika w kulcie, który zna rzekę i Morze Szponów byłoby nielada atutem, nie mówiąc już o statku, który będzie łowił całe rzesze brańców, którzy zasilą sprawę.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    Popołudnie; szalupa i “Jutrzenka”

    Egon i ekipa

    Pożegnanie z dwójką szlachcianek było całkiem miłe. Obie uśmiechały się, dziekując za ratunek i życząc im powodzenia w dalszej podróży. W końcu jednak dały w bok wierzchowcom, odwróciły się i zaczęły odjeżdzać w stronę lasu. A piechurzy wracać i pakować się do szalupy.
    - A więc to była lady Froya van Hansen? Wspaniała kobieta. I jaka dzielna wojowniczka. Musi mieć w sobie naszą krew. Dopiszę ją do naszej sagi. Taka walka zasługuje na co najmniej kilka zwrotek. Uh… Ale mnie bark boli… - Jeszcze widzieli jak dwie blondwłose kawalerzystki odjeżdżają polaną. Ale sami już pakowali się do łodzi. Wojenne fortuna sprzyjała im na tyle, że nikt nie padł w walce ale jednak Rune, Lars i Astrid zostali mocno poturbowani przez orcze topory i rębaki. Dlatego tak stękali gdy po kolei z pomocą Burgund i kolegów wsiadali do szalupy. Zajmowali miejsce na dziobie. Egon i Silny wyszli z tego starcia raczej obronną ręką więc zajęli miejsce przy wiosłach. Łysy na środkowej a brodacz na tylnej. Ostatnia wsiadała miedzianowłosa łotrzyca. Jako jedyna wyszła z tego starcia bez draśnięcia ale dlatego, że została w łodzi i nie brała w nim udziału. Pomogła jednak Larsowi wrócić do niej, gdy z powodu ran, wycofał się z walki. Wiosła z początku, trzeba było wbić w rzeczny piasek aby ruszyć łódź z miejsca. Przez chwilę dwóch kolegów zmagało się z tym, nim ich pojazd nie odpłynął od dna na tyle, że mogli zacząć regularnie wiosłowanie. Na dwie pary krzepkich ramion to szło im to całkiem sprawnie.
    - Rzeczywiście. Może mieć trochę naszej krwi. Heh. Tak jak wy chłopaki. Dzielnieście stawali. - Lars oberwał najbardziej więc teraz gdy zaczynała schodzić bitewna gorączka, zdawał się być coraz bardziej obolały. Mówił urwanymi zdaniami, z wyraźny wysłkiem. Brakowało mu tej swobody wypowiedzi z jaką zwykle się posługiwał. Leżał na samym dziobie i ciężko oddychał. A mimo to zdołał się uśmiechnąć i wyrazić uznanie dla południowców, chociaż Norsmeni tradycyjnie zdawali się ich uważać jedynie za ludy do łupienia.
    - Dobra. To jak chcecie to ugrać? - Burgund siedziała jako sterniczka. Portowa dziewczyna nie miała najmniejszych kłopotów z obsługą łodzi. Z wiosłami też sobie radziła chociaż nie była tak krzepka jak koledzy więc płynęłaby wolniej.
    - Co chcesz ugrać? - Łysy zdziwił się ale nie przeszkodziło mu to w wiosłowaniu.
    - No to. - Ruda wskazała kciukiem za siebie. Dwie szlachcianki znikały im właśnie z oczu za pierwszymi krzakami i drzewami. Egon i Silny akurat siedzieli tyłem do kierunku płynięcia więc też je widzieli.
    - I co chcesz na tym ugrać? - Mięśniak nadal nie rozumiał o co chodzi koleżance. Ta spojrzała na niego krytycznie i pewnie gdyby zamiast niej, była tu Łasica, to by się nie powstrzymała od jakiejś kąśliwej uwagi. Jednak bezpośredni konflikt między Burgund a Silnym był o wiele mniejszy. I raczej na zasadzie solidarności rudej łotrzycy z fioletowłosą kamratką. Więc odpowiedziała całkiem zwyczajnie.
    - No nie widzicie tego? Właśnie walczyliśmy ramię w ramię z Froyą van Hansen. I zaprosiła nas do stołu. Myślicie, że ktoś z tych chmyzów rzecznych siedział kiedyś z kimś z van Hansenów przy jednym stole? Że w ogóle był w ich rezydencji? Poza szlachtą to pewnie większość miasta nie była. Może Pirora czy Fabienne to się mogą z nią umawiać jak z koleżankami no ale to tyle. - Łotrzyca mówiła szybko i z werwą. Przez chwile pozostali twarzysze gladiatora trawili jej słowa.
    - No Froyi w teatrze nie było ale Fanriel już tak. Oglądała ten pokaz Huberta, jak z Oksaną tresowali Adrienne. Tylko potem ona poszła z lady Sorią i resztą koleżanek do pokoju no i wszyscy się rozeszliśmy. Ale Froyi wtedy nie było. - Astrid skupiła się aby przezwyciężyć ból. Jednak pamiętała, że złotowłosą elfkę to już raz spotkali na zapleczu teatru. Ci co tam byli, pokiwali głowami. Jednak z dziobu pierwszy odezwał się poraniony Norsmen.
    - No była tam. Też ją pamiętam. Ale co z tego? Burgund masz coś mówić to mów. A nie się w zgadywanki bawisz. - Wydawał się być obolały i zirytowany aby zachować zwyczajową dla siebie rezolutność.
    - Dobra, te chmyzy to kij im w oko. Ale myślę, że Juttę moglibyśmy spróbować ugrać. - Łotrzyca lekko skinęła brodą w stronę barki do jakiej wracali, jakby tam już widziała rzeczną celniczkę. Gladiator czy Silny byli do niej tyłem więc musieli się obejrzeć aby dojrzeć zakotwiczoną jednostkę.
    - Myślałem, że już ją ugraliśmy. - Głos portowego zakapiora wydawał się być zdziwiony. W końcu od zeszłego wieczoru, udało im się znacznie pogłębić znajomość z mytniczką.
    - No właśnie. I rano urobiła Wagnera aby nas wpuścił na pokład. - Astrid odezwała się ponownie ale pamiętała o tym, że parę dzwonów temu Jutta już okazała im swoje wsparcie.
    - No ale można ugrać ją bardziej. Myślicie, że taki zwykły celnik to śniada przy stole razem z kimś z van Hansenów? - Łotrzyca chytrze uniosła brwi posyłając im złodziejski uśmiech. - A Froya zaprosiła nas wszystkich. Myślicie, że taka wielka pani będzie robić wielkie ceregiele jeśli ktoś z nas zabrałby towarzyszkę? - Popatrzyła na chwilę po twarzach kultystów obsadzających resztę łodzi.
    - No można by ją zabrać. Ale po co? - Głos oprycha z doków wskazywał, że niezbyt dostrzega sens takiego działania. Pokonali już z połowę drogi do czekającej krypy.
    - No może po to aby nam sprzyjała bardziej? Przecież ona zna rzekę jak my miasto. Ona jest tutaj jedną z ferajny. Te chmyzy też ale kto tam nimi by się przejmował. A coś słyszałam plotki, że jakaś łajba by się wam przydała, jakaś załoga, jakichś brańców by się przydało nałapać a najlepiej młode, jędrne branki? - Łotrzyca zawiesiła brwi w górze aby dać im okazję dostrzec tą okazję, jaką widziała.
    - Przecież wzięła geldy. I się z nami chędożyła całą noc. I tej nocy pewnie też będzie. - Silny nadal nie wydawał się być przekonany czy to ma sens. Burgund lekko sapnęła z irytacji.
    - Ale rozumiesz, że dla przyjaciół lady von Hansen to mogłaby okazać większe zaangażowanie? Zwłaszcza jakby ją zaprosili do jej stołu? Co przecież nie przeszkadza aby dalej z nią figlować. - Rudzielec starała się opanować emocje i postawić na argumenty. Reszta znów przez chwilę trawiła jej słowa.
    - No niezły pomysł. Ale ja odpadam. Muszę to odleżeć. Może jutro. - Lars sapnął chrapliwie ale zdawał sobie sprawę, że obecnie nie jest tak elokwentny jak zazwyczaj.
    - Ja też. Boli mnie wszystko. Chyba się położę. - Astrid też chwilowo miała dość większego wysiłku umysłowego. Rune tylko pokręcił głową, że też pasuje. Gdy łotrzyca popatrzyła pytająco na łysego to prawie od razu, gladiator usłyszał zza pleców jego odpowiedź.
    - Ja tam mogę ją wychędożyć, dobra w tym jest. Ale ja nie jestem od gadania. - Brodacz prawie czuł jak tamten wzruszył swoimi ramionami. Więc teraz Burgund spojrzała na niego.
    - Ja mogę wam pomóc chłopaki, ale to chyba wy mieliście najwięcej spraw na rzece do załatwienia. Okazja nie puka dwa razy. Teraz mamy okazję urobić ją na gorąco. Wieczorem czy jutro też można ale to już emocje opadną i nie będzie takiego wrażenia jak teraz.. - Powiedziała to tak, jakby przemawiało przez nią doświadczenie zawodowej oszustki i wyłudzaczki bo tym się zajmowała z Łascią równie często jak kupczeniem własnymi wdziękami. Czekała teraz co Egon powie, bo z całej brygady już tylko on się nie wypowiedział. Mieli jeszcze chwilę w ich własnym gronie aby porozmawiać bez świadków ale z każdym machnięciem wioseł zbliżali się do “Jutrzenki”.

    Egon płynął przez dłuższy czas w milczeniu. Adrenalina spadała i choć wojownik z radością powitał okazję do bitki, zdawało się, że zaskarbienie sobie łask u lady Froyi van Hansen było okupione całkiem sporym kosztem: najbardziej ranien był Lars, jednak i pozostali, łącznie z nim samym, dostali swoją dolę ran. Cóż, przynajmniej było opowiadać można, że ubili wojowników nie byle jakich, orków z plemienia opodal rzeki Salzenmund.

    Tymczasem rozmowa skierowała się na rzecz, jak dalej usidlić Juttę Czerwonowłosą. Burgund, Lars, Silny wreszcie wypowiadali się jeden po drugim.

    – Mądra rzecz – Egon skinął głową, doceniając nadarzającą się okazję, zwalniając nieco wiosłowanie, skoro musieli się rozmówić. – Ale musimy dobrze wiedzieć, jak do tego podejść. I kto gadać będzie. Rzekłbym, żebym to był ja i Burgund. I Astrid może, jak na siłach jesteś. Ale co jej powiemy? Pokażemy jej chustę i chełpić się będziemy tym, żeśmy odpór orkom dali i że ona powinna do nas dołączyć? Albo będziemy gadać, że się gruby interes szykuje na rzece i morzu i na nią liczymy?
    - Na początek musimy się pochwalić, że uratowaliśmy Froyę van Hansen. I jej przyjaciółkę Fanriel Świetlistą. Nie wiem czy tą elfkę zna ale dobrym nazwiskiem zawsze dobrze sypnąć przy bajerze. A trudno w mieście o lepsze nazwisko niż van Hansen. I tak, koniecznie jej pokaż tą chustkę. Właściwie to mogę ją zobaczyć? - Burgund ucieszyła się, że gladiator okazał się chętny na jej pomysły. Zaczęła mówić szybko aby zdążyć nagadać się jak najwięcej zanim dopłynął w zasięg głosu załogi krypy.
    - A co? Myślisz, że nie widzieli? Przecież stąd wszystko widać. - Silny widać nie uważał tego za niezbędne.
    - Mogli widzieć dwie blondynki na koniach, mogli poznać po ubraniu, że szlachcianki ale wątpię aby mogli twarze rozpoznać. Więc nawet jak widzieli naszą walkę to mogą nie wiedzieć kim te dwie blondyny były. Musimy się pochwalić kto to był. - Łotrzyca zaczęła od tego co najważniejsze.
    - No tak. To chyba coś takiego jakbyście u nas mnie pomogli. Też bym was zaprosiła do mojego ojca jako swoich gości. - Astrid przezwyciężyła słabość aby wrócić do rozmowy. - No i pewnie. Mogę pogadać z Juttą. Ale może tam w naszej kajucie. Jak spocznę na łóżku. - Blondynka z północy dostrzegła podobnieństwo do sytuacji w jej rodzinnych stronach tylko siebie widziała zamiast Froy i Fanriel. No i zgodziła się wesprzeć kolegów i koleżankę w rozmowach z celnik.
    - A dasz radę zadrzeć spódnicę i pozwolić działać Juttcie tak jak wczoraj? - Burgund wychyliła się aby na nią spojrzeć.
    - Że co? - Skald zapytała po chwili z pewnym zaskoczeniem. Zresztą podobne zdziwione pytania padły od kolegów.
    - Rany nie rozumiecie? Przecież ona jest od Huberta. Sami wiecie jakie kochanki on ma. Fabienne, Adrienne… A teraz Jutta. Zresztą z tego co wczoraj widziałam to Jutta jest bardzo wesoła, wyszkolona i przewaga liczebna jej nie przeraża. - Zaśmiała się z wulgarnego rozbawienia.
    - Mamy ją wychędożyć? Jak to niby ma nam pomóc. Znaczy ja mówiłem, ze mogę. Niezła wczoraj była. Ale po co? Co to ma do naszych spraw na rzece? - Silny wydawał się być mocno sceptyczny co do sensu takiego kroku. Poza tym obie łotrzyce były znane, że wiele swoich spraw załatwiały dzięki swoim wdziękom. A Silny okutą pałką.
    - No na przykład ten towar co Hubert prosił aby się go pozbyć. - Burgund jeszcze bardziej ściszyła głos i widać było, że przykuła uwagę pozostałych. - Bo wiecie, mozna go wywalić za burtę ale to jakoś Wagnerowi trzeba wytłumaczyć. Można na szybko szukać kupca w Saltmundzie ale to pewnie odbije się na cenie. Dostaniemy ułamek wartości. Można też liczyć na piratów, że jak pozbędziemy się załogi to zrobimy z towarem co chcemy. - Naciągaczka burgundowych włosach, na szybko streściła różne pomysły z wczoraj. Na razie na żaden się nie zdecydowali ale takie się mniej więcej pojawiały.
    - No i? - Silny mruknął aby ją popędzić do rozwiązania.
    - No i jakby się zdarzyło, że celnik przyczepi się do towaru, powie jakieś swoje paragrafy, założy lak to towar legalnie wraca do Neus Emskrank. A my przenosimy go do jakiejś dziupli. A potem możemy opchnąć temu waszemu arabskiemu kupcowi. Czyli Hubert pozbywa się towaru konkurencji. Arab dostaje dobry towar po taniości. A my dostajemy geldy za nie swój towar. No ale do tego potrzebny jest jakiś celnik co by poszedł na taki numer. Ciekawe gdzie by można takiego znaleźć… - Burgund na szybko nakreśliła plan jak by Jutta mogła im w rozwiązaniu tej sprawy.
    - Dobra, dobra. Nie popisuj się. Załapaliśmy o co ci chodzi. - Silny sarknął jak zwykle zirytowany gdy łotrzyce okazywały się pomysłowością na jaką go nie było stać. Burgund starała się nie roześmiać na całego.
    - No i wiecie, jak ma się takiego swojego celnika to można robić sporo takich ciekawych numerów. Tylko trzeba ją urobić jeszcze bardziej niż do tej pory. I na moje oko to figle są dobrą metodą. Sami widzieliście jak po wczorajszej nocy, rano była dla nas milutka. Ja przez chwilę się bałam, że Wagner już mnie nie wpuści no ale wstawiła się za mną. - Wyjaśniła jak widzi sposób na zjednanie sobie rudowłosej mytniczki.
    - Ale przecież wzięła geldy. Sporo. Wszyscy się składaliśmy dla niej. - Silny zauważył, że urzędniczka jednak wzięła od nich twardą monetę.
    - Wzięła to wzięła. To samo w sobie jeszcze nic nie znaczy. Lojalność kupiona złotem chwiejna jest. Pamiętam jak raz w Bretonii, służyliśmy jednemu baronowi. Wkurzał nas. Cały czas mówił, że jesteśmy kundle z północy. Na wojnę poszedł z innym baronem. Ale tamten dał nam więcej. Więc pochwyciliśmy naszego pana i przynieśliśmy go nowemu. Za to nasz pan miał kochliwą żonkę. Trochę jak wasza Fabienne. He he he pomogliśmy tej zacnej kobiecie doczekać się potomka. Zdrowy syn jej się urodził. He he he jeden na trzy, że mój. Tyle jest warta lojalność za złoto. Czasem wiele. A czasem nie. Kamraci są warci więcej. Ten co tarczą cię zasłoni przed toporem to jest mi jak brat. Nawet jak w ogóle mi nie płaci. - Lars mówił ciężko ale anegdotka z przeszłości rozbawiła go, że nawet się zaśmiał. Rune i koledzy też. Astrid też się uśmiechnęła kiwając głową na znak zgody.
    - Myślę, że Burgund ma rację. Jakby Jutta dostała od kogoś od nas zaproszenie do stołu Froyi to myślę, że bardzo by nam była rada. Poza tym i tak będziemy u Froyi dopiero jak wrócimy z rejsu więc musielibyśmy być zadowoleni z Jutty aby nie wycofać zaproszenia. - Skald dopowiedziała swoje zdanie do tego wszystkiego.

    Egon przemyśliwał wynurzenia swoich towarzyszy. Potrzebował podjąć szybko decyzję, bo byli coraz bliżej…

    – Te, przestań na chwilę wiosłować, zamarkuję, że wiosło mi utknęło – rzekł Egon do Silnego i na parę chwil zaczął mocować się z wiosłem, by zebrać myśli i nieco opóźnić czas, gdy przybędą.

    Wreszcie zdecydował. Co prawda zdecydował się na ryzyko, ale wizja skaptowania Jutty do bandy ich Kultu była bardzo kusząca: mieć mytnika, który by im pomagał na rzece i poza nią? Tak… To było warte ryzyka.

    – Zrobimy tak: rzekł wreszcie Egon, który dał znak Silnemu, aby zaczął wiosłować. – Wejdziemy na okręt, będziemy głośno gadać, żeśmy pomogli Froyi van Hansen i pokażemy wszystkim chustkę na dowód. Burgund, ty dzisiaj pod wieczór zedrzesz z niej kiecę a jeśli chcesz, to pomogę ci w chędożeniu. Kiedy odpowiednio mytniczkę wydupczymy, rzekniemy jej, jak sprawa stoi: że na korabiu kroi się gruby interes i w nagrodę, oprócz złota, które dostała, zaprosimy ją na rejzę do dworku van Hansen. Powiemy jej, że to ona wstawiła się u nas do szypra, bo nie chciał nas puścić, aby pomóc milady. Ale musi nas wspomóc tutaj na korabiu, kiedy my wykonamy nasz ruch. I z tym towarem też nam musi pomóc. No, co rzekniesz, Burgund? – zapytał.
    - Rzeknę, że to całkiem dobry pomysł. Zwłaszcza z tym zrywaniem z niej ubrania. Ale po co z tym czekać do wieczora? Wieczorem i tak możemy ją wydupczyć jeszcze raz. A mówiłam ci. Teraz sprawa jest gorąca. Do wieczora to już zdąży ostygnąć. - Łotrzyca uśmiechnęła się lubieżnie ale patrzyła z wyrachowaniem doświadczonej ulicznych. - Chyba wiesz, że wiele kobiet ma słabość do powracających z boju zwycięzców? I lubi to konsumować na bieżąco? - Lekko uniosła brwi aby dać mu chwilę na przemyślenie. - Astrid dzieli kajutę z Juttą. Mógłbyś ją wziąć na ręce i tam zanieść. Widać, że oberwała to będzie wyglądać naturalnie. Ja zbajeruję Juttę, żeby też przyszła. Powiem jej, że mam coś ważnego do powiedzenia albo, że mam na nią ochotę. Coś wymyślę. - Szybko zaproponowała jak można by zorganizować spotkanie na łajbie w chodź symbolicznie izolowanych warunkach. Po czym wychyliła się aby spojrzeć na pozostałych. - A ktoś z was się pisze? Astrid? Silny? Albo wy chlopaki. - Chciała dać im szansę aby się wypowiedzieli.
    - Ja spasuje. Chyba, że by mi która ust użyczyła. Ale nie mam kajuty to i tak odpada. Najwyżej wieczorem coś. - Lars wysapał ale nie wyglądał aby był w tym stanie gotów na figle. Rune znów machnął ręką, że nie czuje się na siłach.
    - Ja mogę spróbować. Ale na jakieś fikoły na mnie nie liczcie. Podobało mi się jak wczoraj Jutta mi służyła ustami i całowała stopy. Dziś też by mogła. Byłaby dobrą służącą w mojej świcie. - Córka jarla zgdziła się wziąć udział w schadzce z mytniczką chociaż z pewnymi zastrzeżeniami. I dała wyraz, że usłużna kochanka wczoraj zrobiła na niej dobre wrażenie. Więc Burgund spojrzała teraz na Silnego.
    - Ee. Klitka nie kajuta. Ja to potrzebuję miejsca na zabawę. Teraz sobie daruję. Wieczorem ją dorwę. Niech he he czuje zmianę warty. - Dał znać, że jest gotów odpuścić, skoro wieczorem była szansa na powtórzenie zabaw z wczorajszego wieczoru.
    - No to jesteśmy umówieni! - Ucieszyła się łotrzyca. - A jakby co to wieczorem możemy ją wziąć wszyscy na spokojnie. Może nawet z Gezackiem i jego ludźmi? Też chyba macie plany wobec nich nie? I kto wie? Może jeszcze ktoś się w tej tawernie trafi? - Rudzielec wydawała się być dobrej myśli co do przyjemnego spędzenia wieczoru skoro mieli tak obiecujący skład.
    - Może ona kogoś zna. Jak tak często tu pływa. - Rzucił łysy mięśniak a łotrzyca tym razem bez skrupółów przytaknęła mu głową.
    - No a ta chustka to bomba Egon. Zobacz. - W międzyczasie Burgund miała okazję przyjrzeć się podarowanej chustce. Rozwinęła ją aby i gladiator mógł. Wyglądała jak kwadrat, delikatnego, jedwabnego płótna. O starannie obszytych, falistych krawędziach. W samym centrum było żółte słońce, jeden z głównym motywu herbu van Hansenów. Na jednym narożników były wyszyte ozdobne litery. Ale widać było też ślady palców. Czerwonobrunatne jak od krwi i błota. Musiała je zostawić sama Froya bo ślady były zbyt drobne do solidnych palców brodacza a Burgund miała w miarę czyste ręce. Za to blonwłosa szlachcianka była świeżo po walce jak mu podawała ten skrawek drogiego jedwabiu.
    - I ten zapach. Zapach szlachcianki. Oni zawsze sobie perfumują te chusteczki. Fabienne i Pirora też takie mają. Powiem ci, że to niezły bilecik ci dała. To pewnie jej inicjały. Umie to ktoś odczytać? - Wzniosła nieco chustkę do reszty aby im pokazać wyszyte litery. Bo jako dumna i cwana dziewczyna z ferajny oczywiście gardziła słowem pisanym i nie miała zamiaru się go uczyć.
    - Tak, to FvH. Jej inicjały. - Po chwili usłyszeli głos Astrid.
    - No to mamy niezły bilecik. Schowaj to i pokaż im jak będziemy na pokładzie. Zwłaszcza Juttcie. Ha! Zobaczysz jak będą wytrzeszczać gały ze zdziwienia! - W końcu łotrzyca oddała chusteczkę koledze i już się cieszyła jakby przewidywała dobry figiel.
    – Dobra, to możemy się ruszyć i od razu bym Astrid zaniósł, powiemy, że zebrała poważniej i pójdziemy z Juttą – Egon zgodził się na pomysł Burgund. – A potem wieczorem możecie ją brać, ile chcecie. Będziemy przy “Łabędziu”, to ryzyko ataku małe będzie.

    Egon przemyśliwał jeszcze ten plan, który na szybko uknuli. Byli coraz bliżej i bliżej, przeto już nie było sensu myśleć coraz więcej.

    – Dobra… Wszyscy gotowi? – zapytał, podpływając bliżej.
    - No, zobaczysz. Poopowiadamy jak kto kogo ciął i jak spotkaliśmy Froyę i Fanriel to może być całkiem sympatycznie. - Łotrzyca puściła mu oczko ale już dopływali do zakotwiczonej łajby. Z góry słyszeli nawoływania aby dobili do śródokręcia bo tam była już spuszczona drabinka. Egon, Silny i Burgund musieli wyhamować prędkość łodzi i precyzyjnie dobić do burty jednostki macierzystej. A i tak uderzyli w nią dość mocno.
    - Jesteście cali?! - Z góry zawołała do nich Jutta. Widzieli jej ładną twarz jaka wyhylała się ponad reling. Wydawała się być zaniepokojona.
    - Mamy rannych. Dawajcie chłopaki. - Łysy mięśniak zajmował środkową ławeczkę szalupy więc miał bliżej do poturbowanej trójki. Wyciągnął dłoń ku Rune i pomógł mu stanąć na łodzi.
    - Nie bujajcie tak! - Ostrzegła Burgund bo póki wszyscy biernie siedzieli to nie wpływało to na szalupę. Ale jak zaczęli wstawać i po niej chodzić to i ta mała łajba reagowała na zmianę balansu co z kolei utrudniało przemieszczanie się po niej. - Po kolei, aby nie rozbujać łodzi. - Łotrzyca zachowała zimną krew. A Silny pomógł podejść koledze do drabinki. Ten złapał się jej szczeblów i z mozołem zaczął po nich wchodzić. Drabinka miała drewniane szczeble ale połączone liną a nie na sztywno.
    - Pomóżcie mu! - Celnik ze swojej strony ponagliła marynarzy. Ci pochylili się i wyciągnęli dłonie aby złapać wchodzącego weterana imperialnej armii. Ten i tak musiał większość szczebli pokonać sam. W końcu wszedł w ich zasięg a ci złapali go i sprawnie pociągnęli w górę. Chociaż musiało go to zaboleć bo zajęczał. Był już jednak na pokładzie.
    - Dawaj Astrid, teraz ty. - Silny wyciągnął dłonie i też pomógł jej podnieść się do pionu a potem przejść do drabinki. Tu jednak złapał ją za kibić i podniósł do góry, dzięki czemu oszczędził jej kilka stopni. Ona krzyknęła z zaskoczenia ale z żeglarską wprawą, złapała się za drabinę. Widać jednak było, że lewe ramię ma uszkodzone bo nie miała siły wznieść je do góry. Morskie doświadczenie, sprawiło, że do czekających ramion dotarła w miarę sprawnie. Chociaż w ostatniej chwili to rudowłosa mytniczka ich zastąpiła i uważając aby nie sprawić bólu Norsmence, pomogła jej wejść ten ostatni kawałek.
    - Widzisz? Lubi nas. Te wczorajsze harce nie poszły na darmo. Albo jest z tych wrażliwych na ludzką krzywdę. - Burgund oglądała to z zadartą głową ale cicho posłała Egonowi pełen satysfakcji uśmieszek. A na górze zwolniło się miejsce więc łysy zbir pomógł wstać Larsowi. Ten kuśtykał ale dotarł do drabiny.
    - Sam dam radę. - Uprzedził łysego jakby obawiał się, że ten spróbuje tego samego numeru co przed chwilą z Astrid.
    - Spokojnie. Nie masz takiego jędrnego kuperka jak ona abym chciał go oglądać. - Silny sarknął ale wydawał się być rozbawiony. Zresztą Norsmen też się uśmiechnął. I zaczął zmagać się z drabiną. Szło mu ciężko ale morski łupieżca miał wprawę z takim środkiem transportu i cechował się ogromną determinacją. W końcu dotarł na sam szczyt, gdzie marynarze go złapali i pomogli wejść na pokład.
    - Ciebie też podsadzić? - Silny spojrzał pytająco na siedzącą przy sterze łotrzyce. Ta w odpowiedzi uśmiechnęła się do niego i pokazała mu gest powszechnie uważany za obraźliwy. On zaśmiał się chrapliwie i sam złapał za szczeble. Podczas walk ledwo został draśnięty więc płynnie pokonał tą wysokość. Wtedy łotrzyca wstała i z wprawą portowej dziewczyny podeszła do drabinki.
    - No to widzimy się na górze. Aha. Tą chustkę pokaż jak już będą podgotowani, jako gwóźdź programu. Albo jakby który nie dowierzał co to za ślicznotki spotkaliśmy. - rzuciła mu cicho po czym z małpią zwinnością pokonała drabinę jeszcze sprawniej niż jej łysy krajan. Egon został na sam koniec. Rany za bardzo mu nie dokuczały i dał radę. Jednak nie był nawykły do takich ruchomych drabinek. Wydawała się mu uciekać spod butów i wierzgać jakby chciała go strącić. Ale jak nic i nikt mu nie przeszkadzało to szybko znalazł się na pokładzie. Nawet jeśli bez tej gracji portowej dziewczyny. Już pod koniec widział jak mytniczka się wychyla ku niemu i czekała na niego przy samym wejściu.
    - Idź po łódź. - Wagner czuwał i jak tylko gladiator wszedł na pokład, jeden z marynarzy natychmiast zszedł po drabinie na dół, aby zająć się szalupą. Zaś Egon mógł się rozejrzeć po pokładzie. Właściwie to nic się nie zmieniło. Nadal było tu niewiele miejsca bo większość zajmowały różne skrzynie, beczki i pakunki towaru. Teraz na nich siedzieli lub leżeli jego towarzysze z łodzi. Otoczeni przez żądnych wrażeń i opowieści marynarzy. Stali też Gezackt, Szybki i Martin ze swoim łukiem. Tylko Silny i Burgund stali o własnych nogach.
    - Tak się bałam, że wam te orki coś zrobią. Ale cieszę się, że wróciliście wszyscy. - Jutta mówiła do niego ale też z przejęciem patrzyła na pociętych awanturników. Na razie nie słyszał aby ktoś mówił imiona szlachcianek ale dopiero co tu weszli a z tej odległości to z łajby mogli ich nie rozpoznać.

    Egon wspinał się na górę nie bez trudu. Ostatecznie, sam też zebrał swoje razy od orczych tasaków, dzid i berdyszów. Zielonoskóre bestie, pomimo tego, że wydawały się być całkowitymi dzikusami żyjącymi jeno chyba tylko po to, by rozmnażać się i walczyć o dominację okazały się całkiem doświadczonymi wojownikami.

    – Dobrze, że się zatrzymaliśmy – rzekł głośno i wyjął zza pazuchy ofiarowaną mu chustę. – Czy wiecie, że akurat w porę zatrzymaliśmy się, żeby wspomóc w walce milady Froyę van Hansen i jej towarzyszkę, Fanriel Świetlistą?

    Tu rzucił przelotne spojrzenie na szypra, który wcześniej, na podobieństwo skąpego kramarza, nie chciał ich puszczać.

    – Iście, dobry to dzień! – zawołał Egon, ciekawy, jaki efekt wywrą jego słowa na Juttcie i samym szyprze. – Pomogliśmy naszym i kto wie, jeśli byśmy się nie zjawili, milady zostałaby plama na honorze a może i przyszłoby jej karkiem przypłacić! Z tymi zielonoskórymi bestiami to rzecz zawsze niewiadoma, kiedy uderzą raz jeszcze! Trza nam leczyć rany!

    Egon postanowił wyczekać, co też rzekną ci na statku, nie chciał bowiem długo perorować a i też był ciekaw reakcji mytniczki i szypra. Chciał co prawda wkupić się w łaski czerwonowłosej, ale może i sprawa przyjmie dobry obrót u niego, bo nie chciał wypuścić jego bandy wcześniej…

    - Froyę van Hansen? Tą z van Hansenów? - Szyper mimo swojej ogorzałej od wiatru i słońca twarzy to zbladł jak usłyszał to rozpoznawalne w mieście nazwisko. Nie tylko on teraz spojrzał za burtę, w stronę brzegu i polany na jakiej niedawno toczyła się zażarta walka z zielonoskórymi. No ale obie szlachcianki zginęły z oczu jeszcze jak szalupa płynęła do “Jutrzenki” i teraz była pusta.
    - Ta, właśnie ta. Z van Hansenów. A znasz jakąś inną milady w spodniach co jeździ na polowania? - Silny też promieniał złośliwą satysfakcją z wrażenia jakie wywołali na pokładzie. Najpierw zrobiło się dużo ciszej gdy rozpoznali przynajmnej nazwisko ludzkiej milady. A szybko zaczął się szum niedowierzania i rozmów nad tym jak blisko byli kontrowesyjnej milady. Albo zerkali przez burtę na pustą już polanę albo na kawałek białego jedwabiu ze złotym słońcem van Hansenów. Nawet jak niec poplamionym na czerwono przez ślady palców właścicielki.
    - Ale my nie wiedzieliśmy, że to ona. Stąd nie było widać. Sami przecież nie mówiliście do kogo płyniecie. Tylko, że dwie blondynki na koniach. - Wagner instynktownie przeszedł w ton obronny jakby ktoś mu coś zarzucał. Większość marynarzy poparła go.
    - Ja kiedyś widziałam lady Froyę. Jechałam z Marissą i moją panią i moja pani spotkała lady Froyę i porozmawiały ze sobą chwilę. To widziałam milady van Hansen z bliska. Piękna kobieta. - Annika pochwaliła się, że miała okazję widzieć młodą van Hansen z bliska. I jak na kogoś kto nie był ze szlachty to rzeczywiście mogła mówić o wielkim szczęściu, że mogła ją widzieć z tak bliska. Większość z obecnych i pewnie większość populacji miasta, to najwyżej takie rozpoznawalne osoby mogły widzieć w Festag na mszy albo na jakichś festynach. - Przykro mi, że nie było mnie z wami. Do bardachy musiałam. A jak wyszłam to już płynęliście do brzegu. Ehh… Taka bitka mnie ominęła… - Pokojówka bretońskiej kultystki westchnęła z wyraźnym żalem, że nie miała okazji spróbować się z orkami. Widać było, że gula żalu stoi jej w gardle.
    - Więc to była Froya van Hansen? I to z lady Fanriel? Oh… - Mytniczka wyglądała na tak samo skołowaną jak większość obecnych na pokładzie. I widać było na jej twarzy mieszaninę żalu i wyrzutów sumienia. Zwłaszcza jak prawie do ostatniej chwili wahała się czy wskoczyć do szalupy na tą nieplanowaną akcję na brzegu czy nie. I chyba rozpoznawała oba nazwiska szlachcianek. - Ojej, czemu nie popłynęłam z wami! - jęknęła w końcu gdy wyrzuty sumienia przeważyły szalę. Dotknęła chustki blondłowsej milady jakby chciała się przekonać, że ona naprawdę istnieje. Delikatnie przesunęła palcami po wyszytym słońcu i inicjałach jakby dzięki temu van Hansen miała się tu zmaterializować. - Jak ja zobaczyłam jak te orki na was skaczą to chciałam wam pomóc. No ale na tej przeklętej łajbie jest tylko jedna szalupa! A potem jak was zepchnęły do brzegu byliście bliżej ale dla mojego pistoletu i tak za daleko. To mowiłam Martin aby strzelała w te zielone ścierwo ile się da! - W końcu z jej pełnych ust, wyskoczył potok przepraszających tłumaczeń. Na pewno miała rację co do łodzi. Była tylko jedna. Więc jak awanturnicy nią popłynęli na ląd, to z krypy już nie było za bardzo okazji aby pójść w ich ślady.
    - No tak, to była lady Froya i lady Fanriel. Walczyły bardzo mężnie ale sami widzieliście, że zostały otoczone. Więc my poszliśmy im z pomocą. A wtedy rzuciły się na nas te przeklęte orki. Więc daliśmy im odpór. Lars oberwał ale Astrid, Silny, Rune i Egon wytrwali do końca. Nawet jak te przeklęte orki zaczęli nas spychać do brzegu. I wtedy to obie milady przyszły nam z pomocą. I dorżnęliśmy te ostatnie orki. A one zatrzymały się wśród nas i nam podziękowały. I okazały wdzięczność. I tak z zawarły z nami braterstwo broni. - Burgund do tej pory milczała. Ale jak już się odezwała to było widać, dlaczego tak często udawało jej się urabiać rozmówców tak jak chciała. Wykorzystała moment aby w epicki sposób streścić to stacie i tak aby podkreślić jak dobre relacje dzięki temu zawarli z dwiema znamienitymi szlachciankami. Wzieła za jedno ramię Silnego, za drugie Egona i stanęła obok powalonych ranami towarzyszy. A zebrani słuchali jej z zapartym tchem, chociaż sami też musieli widzieć to starcie na własne oczy. Nawet jeśli nie tak detalicznie jak uczestnicy.
    - Ojej… - Jutta jęknęła boleśnie jakby się miała zaraz rozpłakać z żalu i bezsilnej złości. - To taki zaszczyt móc walczyć u boku takich szlachcianek. I widzieć je z bliska. - westchnęła jakby sama nawet nie liczyła, że mogłaby z tymi błękitnkrwistymi choćby przez chwilę porozmawiać tak jak śmiałkowie z łodzi, po zakończonej walce. Burgund pokiwała głową i szybko posłała Egonowi triumfalny uśmieszek bo wyglądało na to, że zrobili piorunujące wrażenie na całej obsadzie “Jutrzenki” a zwłaszcza na młodej mytniczce. A jeszcze nawet nie wspomnieli o zaproszeniu od van Hansen.

    – Trza nam medyków, bandaży – rzekł Egon, prężąc muskuły i pozując na wielkiego wojownika. – Inaczej jak będziemy mogli was bronić przed rzecznymi piratami…? Nie macie jakich medykamentów pod pokładem, ot, choćby maści albo płótna, co by zatamować krwawienie? Chodźmy pod pokład, tam chłodno jest i spokój, łatwiej będzie rannych doglądać!

    Egon postanowił od razu załatwić sprawę ran ludzi, z którymi się wypuścił na rzeczną rejzę, a także trzeba było zwabić jakoś Juttę pod pokład. Poza tym, chciał dać się jej jakoś wykazać, że pomimo nie brała udziału w walce, to jednak mogła nadal się wykazać.

    Rozgrywka import

  • AI w ilustratorskiej służbie MG
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Foch fochem, wiadomo, ale po całym dniu dąsania się postanowiłem spróbować uderzyć dla odmiany w mocno grimdarkowy klimat na bazie obrazka Wulfa Ariana i myślę, że wyszedł mi całkiem zgrabny Wulf German w stu procentach wpasowany w serce klimatu WFRP! Z góry zastrzegam, że to prototyp i ma wiele wad, które dopiero muszę poprawić - deszcz pada za słabo, trzeba zrobić zbliżenie na zęby, żeby dostrzec ich braki i nie od razu widać, że mąż ów zdrapuje z trzeciego (sic) buta goblińskie łajno, w które wdepnął, ale już widać, że jest potencjał. Będę kombinował dalej.

    Dyskusje RPG

  • AI w ilustratorskiej służbie MG
    PiołunP Piołun

    W sumie dzięki za sprostowanie @kynikos . Oczywiście chodziło mi o to, że rozmowy setek tysięcy użytkowników muszą w jakiś sposób trenować AI, ale nasze forumowe interakcje są przy tym rzecz jasna jedynie kroplą w morzu. To samo przez się jest zrozumiałe. Porównanie do wsunięcia małej karteczki do ogromnej skrzynki na sugestie jest więc słuszne. Słusznie napisałeś też, że zależy to od ustawień prywatności i rodzaju konta. Pewnie na wielu płaszczyznach rzeczywiście tak jest i dotyczy to wielu różnych modeli. Mimo całej mojej niechęci do teorii spiskowych, a uwierz naprawdę nie noszę foliowej czapeczki, nie wierzę bezgranicznie w regulaminy i zapewnienia firm tworzących modele AI. Nie bez powodu pojawia się tyle pozwów dotyczących uczenia AI i tego, jakie materiały są wykorzystywane do treningu.

    Osobiście uważam, że wprowadzane przez nas informacje służą tym firmom (albo może bardziej ich modelom AI) w większym stopniu, niż są one skłonne oficjalnie przyznać. Starannie skonstruowana „smycz” oraz poziomy uprawnień nie pozwalają użytkownikowi wyjść poza przeświadczenie, że przedstawiany w oficjalnych komunikatach firmy jest fałszywy. Zdaję sobie sprawę, że model stara się coraz lepiej spełniać moje oczekiwania i dostosowywać odpowiedzi do mnie i nie mylę tego z jego uczeniem się poprzez rozmowę ze mną. Uważam po prostu, że wszystkie te rozmowy milionów użytkowników jednak bardziej trenują AI, niż firmy chcą przyznać. Osobiście uważam też, że by modele stawały się lepsze, ten proces uczenia łączy się z innym, zachodzącym na wyższym poziomie, a dane są porównywane w obrębie modelu. Myślę tak, ponieważ ma to ogromny sens z punktu widzenia jego rozwoju. Firmom zależy przecież na tym, aby ich modele stawały się coraz lepsze, niezależnie od kosztów, bo kwota ze ewentualne odszkodowania jest niższa, niż zysk z możliwości, które stoją przed nimi. W ten sposób mogą jeszcze skuteczniej dostosowywać produkt i usługę do potrzeb większej liczby użytkowników.

    Oczywiście jest to wyłącznie moje intuicyjne przeświadczenie, ale kiedy pracuje się w większych firmach i z wiekiem poznaje zasady rządzące światem, trudno nie nabrać pewnego sceptycyzmu. Być może jak bym poczytał jakimi regulacjami obłożone firmy tworzące modele, zmieniłbym zdanie, ale jest też we mnie podskórne przeświadczenie, że na wysokim poziomie pieniądze mogę rozmywać regulacje. W każdym razie całą wypowiedź podsumuje memem 🙂

    text alternatywny

    Dyskusje RPG

  • Powitania, pożegnania i powroty
    ZellZ Zell

    Hai wszystkim nowym! 💛

    @ketharian Ostrzeżono go pewnie!

    Hydepark

  • Sonda | Sesja inspirowana serialem "Stamtąd"
    NamiN Nami

    @Bardiel napisał:

    @Piołun napisał:

    Wygląda to jak zakład potęg i mam nadzieje, że nie pójdą w tą stronę.

    Nadal lepsze to niż, gdyby nagle miało się okazać, że są w czyśćcu albo wszystko im się przyśniło... 😄

    Na szczęście ta wersja została zdementowana już jakiś czas temu.

    Sondy

  • Powitania, pożegnania i powroty
    KetharianK Ketharian

    @sznyclove , witamy Cię serdecznie w naszym gronie. Ile ja bym dał za to, żeby każdy nowy użytkownik przedstawiał się tutaj w tak przyjemnie wyczerpujący sposób! Twoje doświadczenie robi wrażenie, obyśmy się jak najszybciej spotkali gdzieś w sieci.

    @piołun , wielkie dzięki za rekomendowanie znajomym naszego forum, szczerze to doceniamy!

    BTW, @sznyclove , żeś się tak chwacko musiał uwinąć z awatarkiem…

    Hydepark

  • Krzyk Pustki
    PiołunP Piołun

    Pierwsza kropla uderzyła w przyłbicę Eliasa niemal bezgłośnie. Przezroczysta ciecz rozlała się po pancernej szybie, pozostawiając za sobą lepką smugę. Crowe odruchowo przechylił głowę, próbując złapać ją w świetle latarki. Nie przypominała zwykłej kondensacji. Była zbyt gęsta. Lepka jak żywica albo wydzielina z nieszczelnej instalacji, choć żadna z tych odpowiedzi szczególnie mu się nie podobała.
    – Mamy jakiś wyciek nad głowami… – zaczął przez radio, ale urwał. Druga kropla rozbiła się o przyłbicę. Elias uniósł wzrok ku kratownicy wentylacyjnej i przez krótką chwilę miał wrażenie, że w mroku za metalową siatką coś się poruszyło. Jak to możliwe? Widział obrys czegoś w ciemności, zbyt duży i zbyt nieregularny, by pasował do przewodów albo mechanizmu wentylatora. Czerń wydawała się połyskiwać, a gładkie refelksy światła układały się w coś podłużnego. Przynajmniej tak mu się zdawało. Nie zdążył przyjrzeć się dokładniej.

    Metal zapiszczał. Kratownica wyrwała się z mocowań i runęła w dół. Elias próbował uskoczyć, ale ciało zareagowało odrobinę za wolno. Ciężki fragment metalu uderzył w górną część hełmu z hukiem, który zabrzmiał w jego czaszce jak eksplozja. Świat rozbłysnął bielą. Crowe zachwiał się i opadł na jedno kolano. Analizator niemal wypadł mu z dłoni, ale zdołał zacisnąć palce na obudowie. W uszach pojawił się przeciągły pisk, skutecznie zagłuszający bieg rozmowy w wewnętrzyn interkomie chełu. Przez chwilę widział wszystko podwójnie. Obraz przed jego oczyma po prostu rozszczepił się na dwa niewyraźne, przesuwające się względem siebie kadry.

    – Kurwa… – wychrypiał.
    Próbował podnieść głowę, lecz natychmiast poczuł falę mdłości. Nie mógł się skoncentrować i nie był nawet pewien, czy wciąż klęczy, czy tylko wydaje mu się, że pokład znajduje się niepokojąco blisko przesłony chełmu. Wtedy coś ciężkiego spadło pomiędzy członków grupy. Elias zarejestrował jedynie gwałtowny ruch i czarną masę wielkości człowieka, która przecięła światło latarek. Nie potrafił dostrzec jej kształtu. Przez moment uznał ją za fragment instalacji albo zwinięty materiał techniczny, lecz wszystko rozmyło się, zanim zdołał skupić wzrok.

    Odruchowo cofnął się pod ścianę, opierając o nią bark. Uniósł analizator przed siebie, choć cyfry na wyświetlaczu rozpływały się w niezrozumiałe smugi.
    – Dostałem kratą… – powiedział z opóźnieniem przez radio. – Coś jeszcze spadło. Co to? Nie widzę wyraźnie. – wybełkotał pytanie i zamrugał kilkakrotnie, próbując zmusić oczy do współpracy. Światło dochodzące z latarek wbijało mu się w czaszkę, a pod hełmem narastało pulsujące ciepło.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    Szybki update taktyczny. Elias Crowe nie zdołał uchylić się przed spadającą kratą, a jej uderzenie uszkodziło mu przyłbicę hełmu rozszczelniając ją i powodując u doktora wstrząśnienie mózgu (mechanicznie utrata jednego punktu zdrowia). To nie koniec ekscytujących wiadomości - uderzony kratą doktor zatoczył się w tył wprost w uczynne ramiona Joshui, a spadający w ślad za kratą czarny kształt rozmiarów dorosłego człowieka uderza w podłogę pomiędzy Eliasem, a odwracającym się w jego stronę Sadzą.

    Całość zajścia widział tylko Joshua; Adam, Marcus, Caleb i Siergiej zaczną się odwracać dopiero na dźwięk uderzenia. Pierwszy z Was, który zaliczy test Obserwwcji zrozumie, czym jest ten kształt - czekam z wypiekami na rezultaty rzutów!

    Komentarze

Lista członków

AdministratorA Administrator
DhratlachD Dhratlach
ArveeA Arvee
DeklineD Dekline
WilczyW Wilczy
PaniczP Panicz
PiołunP Piołun
GreKG GreK
SindarinS Sindarin
MarrrtM Marrrt
ZellZ Zell
JohnyTRSJ JohnyTRS
KetharianK Ketharian
SantorineS Santorine
Arthur FleckA Arthur Fleck
NamiN Nami
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa