Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite

Mecenasi

Prywatna

Osoby sponsorujące utrzymanie fotum.

Posty


  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    DeklineD Dekline

    Dobrze proszę Państwa, mija sobie czas, Ergo i Kurt się opierdzielają, ok, rozumiem. Ale reszta, proszę się nie krepować przejść do działania.

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Informacja o stanie baterii miernika ruchu była zła. Zła, ale spodziewana i ogłoszona we właściwym czasie. Znacznie gorzej by było gdyby miernik wysiadł nieoczekiwanie. A tak, mieli czas by zorganizować zasilanie.
    - Da się go jakoś podładować ze źródeł napięcia Bleinerta? - zapytał cicho Eliasa i Joshuę gdy z szybu windy dochodziło do nich sapanie Sadze mocującego się z drzwiami - Albo wymienić akumulator?

    Nie znał się na technikaliach, ale idea podboju kosmosu wymusiła na ludzkości bardzo szeroko zakrojoną kompatybilność podzespołów. Procedury nie mogły sobie pozwolić na trzymanie odrębnych części zamiennych dla każdego urządzenia i celowo narzucały na producentach korzystanie z tych samych komponentów.

    - Holt, idź do niego - powiedział gdy Sadza zameldował dotarcie do wyższych pomieszczeń - Joshua, Ty za nim. Potem Elias i ja na końcu. Nie możemy nigdzie zostać na długo.

    - Sadza, czekaj przy windzie. Spróbuj wywołać Davy'ego i Nadię - Nadał jeszcze do interkomu. Liczył, że zdołają w końcu nawiązać kontakt z Kardashianem. Bez tego nie mogli liczyć na ucieczkę z tego przeklętego miejsca.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Delilah le Fey

    Drań milczał, ale Delilah nie miała zamiaru tracić zimnej krwi. Wciąż zachowywała się jakby jego był przesądzony. Właściwie godziła się z tym, że Purcell następne trzy miesiące spędzi z trupem. Jeśli nie dotrzyma obietnicy, każda kolejna groźba wymierzona w następną ofiarę pozostanie tylko walutą bez pokrycia.

    Bo najlepiej kłamie ten, kto przynajmniej raz udowodnił, że nie blefuje.

    To, co powiedziała Nadii, okazało się prorocze. Purcell nie zamierzał zdradzić, co dzieje się na Bleinercie. Agentka widziała tylko dwa wyjaśnienia. Pierwsze, że rzeczywiście nic nie wiedział i odrzuciła je niemal od razu. Drugie podsunęła mu jego reakcja, kiedy drgnął na wzmiankę o potworach. Wiedział za dużo, a ten sekret był wart tego, żeby za niego umrzeć albo oszaleć w izolatce.

    Niech tak i będzie.

    Ruszyła z noszami w stronę śluzy, nie oglądając się na nikogo. Korytarze Kardashian wciąż były zalane czerwonym, alarmowym światłem. Zaskoczyło ją, jak lekko pchało się wózek. Jakby była laborantką, która odwozi szczura do klatki, z której już nie wyjdzie. Purcella czekał jednak znacznie gorszy los niż stół sekcyjny i spalarnia odpadów biologicznych. I jeśli nie był głupcem musiał już rozumieć, że Delilah się nie cofnie. Nie pójdzie na żadne ustępstwa, bo z odpadami się nie rozmawia i nie negocjuje. Nie zamierzała mu tego tłumaczyć. Wystarczyło na nią spojrzeć by zrozumieć że w jej niebieskich oczach nie ma co szukać litości ani zrozumienia. Była tam tylko czysta pogarda. Pogarda dla ludzkich słabości, dla małych, śmiesznych marzeń, dla fałszywych wyobrażeń, jakie ludzie mają na swój temat i ich kłamstw powtarzanych przed lustrem. Jeremiah Purcell mógł uważać się za dobrego żołnierza, twardego i niezłomnego. Mógł mieć własny plan, tajną agendę. Ale w ostatecznym rozrachunku liczyło się, kto trzyma poręcz wózka. Cokolwiek o sobie myślał Purcell, Delilah zamierzała to zetrzeć w pył.

    W świetle lamp awaryjnych mogła wyglądać jak dziewczyna z reklamy Chanel no 5, lecz niewiele różniła się od potworów, które teraz polowały na Hannigana i jego ludzi.

    Różnił ich tylko rodzaj głodu.

    One łaknęły krwi, ona sekretów.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Update taktyczny. Sadza ostrożnie wychodzi z windy na górnym poziomie, na korytarz łączący pomieszczenia mieszkalne z podstawą wieży dowodzenia. Szybko natrafi na pierwsze zwłoki, jakieś półtora metra dalej na podłodze siedzi oparty plecami o ścianie martwy człowiek w mundurze marynarki, z niemal oderwaną lewą nogą, ewidentnie wykrwawiony na śmierć. Poza nim pierwszy oficer nie dostrzega nikogo więcej, ale korytarz ma sporo nieoświetlonych wnęk technicznych, a niedaleko trupa w suficie zieje pustką otwarty właz układu wentylacyjnego.

    Marcus stoi na ścianie szybu, na poprzecznej belce, skąd ma dobre pole widzenia i na dach windy i do korytarza na trzecim poziomie. Joshua jest na drabince tuż pod wyjściem na korytarz, Caleb i Elias albo na drabince albo jeszcze w ładowni piętro niżej.

    Ważne info dla @piołun - detektor pochłania sporo mocy z akumulatora i chociaż na dotychczasowym etapie zabawy machnąłem ręką na rozliczanie stanu baterii, od teraz urozmaicimy sobie zabawę dodając ten właśnie wątek. Aktualny Power Supply 3. Przy kolejnym użyciu detektora rzuć proszę 4k6.

    I pytanie do wszystkich poza @grek o kolejne deklaracje działania.

    Komentarze

  • The Haunting of Harrowstone
    PaniczP Panicz

    Warczące na grobowy pochód stado rozpierzchło się, pogonione nadludzkim głosem kapłana. Przyjemnie było patrzeć, jak ci szubrawcy karleją, cofają się, jak uchodzi z nich gniew, a w ucieczce chcą osłonić się od zwierzecęgo lęku pozorami kultury. Wymówką, pomyłką, niedomówieniem. Przemyśleniem sprawy. Pokracznym ukłonem zapowiadającym zejście ze sceny.

    Vald chłonął to wszystko żarłocznie, przebiegając spojrzeniem po każdym, kto stanął barykadą na ostatniej drodze Profesora. Zapamiętywał twarze, ruchy i szczegóły, jakby miał odmalować każdy detal na obrazie. Gibsa praktycznie rozrysował sobie na planszy notując, jak prowadzi kończyny, jak odgina się w tył przy wzburzeniu, jak gestykuluje dłońmi i bardziej obciąża lewą nogę przy ruchu.

    Obserwował każdy z ruchomych punktów, dopóki nie zniknęły w cmentarnej szarości. W końcu uwolniony z napięcia, wypuścił cicho powietrze i z szacunkiem schylił głowę przed krasnoludem. Pochód mógł trwać i poniesiona na nowo trumna dopłynęła kresu drogi.

    Vald odstąpił od niej powoli, delikatny i należycie stonowany w ruchach. W środku czuł złość i wzbierającą żółć. Złość na bydlaków, którzy znieważyli jego przyjaciela i złość na siebie. Że nie mógł teraz skupić się na deszczowej kontemplacji śmierci, na słowach Kendry, na wspomnieniach i odpowiednio posępnym spojrzeniu przy sypaniu ziemi na trumnę.

    Że zamiast uspokoić myśli i wzrok, cały czas wypatrywał zagrożenia i szukał śladów Gibsowego stada. Że nie ma kontroli, jakiej od siebie wymaga. Że miota się pod emocją, zamiast dostojnie smutnieć i dać Kendrze pokrzepienie jakimś pięknym wspomnieniem o Profesorze. A nieboszczykowi, w zgodzie z tą nekromancją, którą prawdziwie się parał – historią – przedłużyć życie przez pamięć. Dobrą mową czy epitafium zapadając w głowy tych, którzy dzisiaj szli dalej.

    Zły na siebie, pokornie skłonił się nad trumną, sypiąc garść ziemi i odszedł w tłum. Ulżyło mu dopiero, kiedy grabarze ubili ziemię na mogile. Goście zaczęli znikać w deszczu, wzmagając ciszę i pewność, że historia Profesora dobiegła końca.

    – Tyle o ile, Profesorze. – Pomyślał, na krótkie mgnienie uśmiechając się pod nosem.

    Petros Lorrimor był człowiekiem nietuzinkowym. O ile nie lubił zadęcia i pompy, o tyle nie zwykł też traktować rzeczy, które dla innych były ważne czy święte lekko. Nawet, jeśli sam uznawał je za banialuki. Choć wielu dał się poznać jako poważny i oficjalny, nie stronił od groteski i miał poczucie humoru, które brało na rogi sprawy, jakie niektórzy obchodzili z nabożnym lękiem.

    Jakkolwiek Profesor współczułby każdemu znajomemu pogrążonemu w żałobie i składał wymowne kondolencje, zawsze dostojnie dojrzały w obliczu śmierci, tak Vald był przekonany, że w swoim odejściu na pewno widziałby przestrzeń na coś więcej niż lamenty. Pewnie zawczasu nie spodziewałby się, że może to być miejsce na tajemnicę i śledztwo, ale ucieszyłby się.

    Tak przynajmniej sądził jego dawny student, gdy znalazł się już w domu mentora, znów blisko jego pogodnego ducha, a dalej od tych, którzy chcieli go podeptać. Myśli uspokoiły się, a wspomnienia na widok tysiąca ksiąg, których znajome grzbiety Vald widział w szkolnej bibliotece chyba wieki temu zaczęły grzać.

    – Szanowne Panie. – Vald złożył lekki, dzielony na trzy ukłon, w stronę Kendry, niziołki i tajemniczej zakonnicy. – Szanowni Panowie.

    – Wielki to zaszczyt być pod jednym dachem z ludźmi, których Profesor nazywał przyjaciółmi. – Na bladą twarz wpłynął skromny uśmiech. – Jestem Vald Bendic. Przed wieloma laty byłem studentem Profesora. Jednym z wielu, pewnikiem nie wśród jego najwybitniejszych uczniów. Ale Profesor, tak oddany samemu nauczaniu, jak i nauce – co przy uczonym jego formatu mówi niemało – zawsze miał czas i serce dla studentów, których porwały jego pasje.

    – Zaszczepił we mnie zamiłowanie do historii i kultury tych ziem. Choć studiowałem prawo i przez parę lat to był mój zawód... – Vald niemal prychnął na odległość i dziwność wspomnienia, które przez lata stanowiło o jego osobie. – To od wielu lat żyję zupełnie inaczej. Na co dzień z dala od liter i ludzi. Jako myśliwy, można powiedzieć.

    – Profesor był przez te ostatnie dekady moim głosem ze świata i – powiem to z dumą, bo sam tak mnie nazywał – przyjacielem. Korespondowaliśmy, kiedy tylko się dało, co może nie było relacją tak bliską i częstą, jaka może była zaszczytem tu obecnych, ale dla mnie niezwykle cenną.

    – Jestem – Panie, Panowie – do waszych, jako przyjaciół Profesora, usług. Przede wszystkim zaś. – Vald symbolicznie podniósł się na ten fragment przemowy. – Pani, Pani Kendro. Ostatnie listy od Pani Ojca wzbudziły już mój niepokój, więc jeśli jest coś w jego śmierci, co można wyjaśnić, nie pozostawię tego nierozstrzygniętym.

    Dopytania pozostałych jasno stanowiły o tym, że oni też nie chcieli zostawiać sieroty wśród wątpliwości i nie opuszczą sprawy wypadku bez wyjaśnienia. Vald pociągnął łyk wina, pokrzepiony oddaniem przyjaciół Profesora. Tym, że wliczał się w ich grono i że nie stał sam wobec sprawy.

    To, że grono stanowili krasnolud, niziołka i zielonooki czarownik, a on tylko – dawny żak, którego życie rzuciło w dzicz – był zwykłym człowiekiem, nie odbierało śmiałości. Przeciwnie, pasowało do Profesora i jego historii, w której to co z ksiąg, splatało się z tym, co za miedzą.

    Rozgrywka

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    JohnyTRSJ JohnyTRS

    Hartley "Mack" Mackinaw

    Megablok, parking na -1


    Ostatnie co Hartley chciał, to być członkiem gangu na krucjacie. Albo być z tym, albo innym gangiem w położeniu bojowym. Trzymał się z tyłu, krew zdołał zmyć, a obecnie nie marzył o niczym innym jak porządnym żarciu i prysznicu, by móc się uwalić na materacu i iść spać. Bo jutro musi wstać jeszcze wcześniej, sprawdzić stan tej małej i wstrzyknąć kolejną dawkę painkillerów. O ile dożyje jutra.

    Nie wyciągał broni. Przy tej ilości luf jego pistolecik na nic się nie zda, w wąskich korytarzach trzeba będzie się chować, a nie udawać Rambo na Wrzecionie w Straylight (stary film - "Rambo 10" z czterdziestego piątego).

    Parking. Mack nigdy tu nie był, nie miał po co. Chakkasi prawie rozstrzelali Switcha. Kiedy tamci omiatali bronią podziemną halę, Hartley stał z tyłu. W słabym świetle gówno było widać. Sufit, ściany, słupy, betonowa podłoga z ledwo co czytelną numeracją miejsc parkingowych. Odpływ liniowy z metalową kratą. Mack z automatu ocenił ją jako niebezpieczną - szerokie szczeliny, koło roweru bez problemu wpadnie, a on zrobiłby przewrót przez kierę.

    To było naprawdę interesujące jak zawód zmienia postrzeganie świata. Kiedyś by nawet nie zwrócił na to uwagi. Kratka jakich wiele. Ale od kiedy wyszedł i zdobył tak absurdalną robotę, nauczył się czytać nawierzchnię, nauczył się przewidywać ruchy pojazdów, zwracać uwagi na sygnały pieszych mających zaraz się wtoczyć na jezdnię.

    Zauważył to, słabo migające na zielono światełko w korycie odpływowym, nigdy nie czyszczonym. Odpalił latarkę w telefonie, poświecił.
    - Mam! Tutaj! - założył kolejną lateksową rękawiczkę i czubkami palców wydobył mrugający przedmiot - bezprzewodową słuchawkę, ciągle mającą naładowany akumulator oraz nadal sparowaną ze smarthingiem.

    Nikt tego ot tak nie gubi. Chyba że doszło do szarpaniny a właściciel nie mógł po to wrócić. Albo porywacz, albo porwana dziewczyna.

    - Brazil, spójrz na to!

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    JohnyTRSJ JohnyTRS

    Przepraszam za opóźnienie, mój post będzie jeszcze dziś.

    EDIT:

    Tak sobie myślę, że Kosiarze pasują najbardziej. Chakkasi mają blok poza parterem. Na parterze, gdzie są sklepy i poważne pieniądze, są Tygersi. A podziemia? Chakkasi nie kontrolują, Tygersi nie mają czego tam szukać (nic, z czego dałoby się ściągnąć opłatę za ochronę). Więc w piwnicy rządzi ktoś inny, w Night City pojęcie próżni nie istnieje. Brzytwiarze odpadają, oni nie kryliby się po piwnicach, tylko w miarę możliwości naskoczyli na Tygersów albo Chakkasów.

    Zostają więc Kosiarze. Albo inni, nieznany jeszcze gang).

    Komentarze cyberpunk2077

  • XIII - Martwa godzina
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    @morph , nie deklarowałem zbyt daleko posuniętych działań, bo nie wiedziałem, czy wolno nam skakać tak daleko w przyszłość bez wiedzy o tym, co FBI w tym samym czasie robi z resztą sekcji. Jeśli mamy od Ciebie zielone światło na szersze poczynania, chętnie coś dorzucę do listy akcji i @cavallino pewnie tak samo,

    Tu od razu pytanie do koleżanki - miałabyś ochotę i czas, aby opisać drogę powrotną z perspektywy pasażera w samochodzie Alejandro, razem ze spostrzeżeniami Vivienne na temat zajść w bibliotece?

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    GreKG GreK

    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

    text alternatywny

    Bleinert

    Sadza przez chwilę wpatrywał się w otwarty korytarz. Czerwone światło alarmów wydobywało z ciemności tylko fragmenty ścian i podłogi. Reszta tonęła w cieniu. Do tego smród. Znał zapach martwych ludzi, ale w zamkniętym kadłubie, wśród metalu i wychłodzonej instalacji, wszystko wydawało się bardziej intensywne.

    — Wchodzę.

    Nie czekał na odpowiedź. Nie wyciągał pistoletu. Na to kurestwo i tak niewiele by pomógł, a Sadza wolał mieć wolne ręce. Sprawdził mocowanie motoklucza przy pasie i oświetlił podłogę, potem ściany i sufit, przesuwając snop latarki powoli, kawałek po kawałku. Nie zamierzał wpakować się w pierwszą ciemną wnękę tylko dlatego, że na progu nic się nie ruszało.

    Przez moment nasłuchiwał. Szum komunikatora, własny oddech, gdzieś głębiej metaliczne trzaski stygnącego wraku. Żadnych kroków. Żadnego szurania. To jeszcze niczego nie dowodziło.

    Przesunął się przez otwór bokiem, ostrożnie stawiając stopy i zachowując równowagę na wąskim przejściu. Dopiero gdy znalazł oparcie dla obu stóp, odsunął się od wejścia, robiąc miejsce pozostałym. Nie szedł daleko. Najpierw chciał sprawdzić najbliższy odcinek korytarza i upewnić się, że nie ma tam niczego, co mogłoby wyskoczyć im na plecy.

    — Trzymajcie mnie na oku — mruknął przez komunikator. — Jak coś się ruszy, nie czekajcie, aż wam pomacham.

    Zacisnął szczękę i ponownie skierował światło w ciemność.

    — I uważajcie na krew. Nie wiemy, co tu zdechło.

    Rozgrywka

  • XIII - Martwa godzina
    KetharianK Ketharian

    Myślę, że zadeklarowałbym to MG, a @morph sam zdecyduje, czy zmieścimy to w tej kolejce czy przeniesiemy na kolejną - pytanie zadałem przede wszystkim ze względu na Ciebie, bo może jako graczka miałabyś inne plany.

    Komentarze

Lista członków

AdministratorA Administrator
Janusz PodziemiJ Janusz Podziemi
DhratlachD Dhratlach
ArveeA Arvee
DeklineD Dekline
WilczyW Wilczy
PaniczP Panicz
PiołunP Piołun
GreKG GreK
SindarinS Sindarin
MarrrtM Marrrt
ZellZ Zell
JohnyTRSJ JohnyTRS
KetharianK Ketharian
SantorineS Santorine
Arthur FleckA Arthur Fleck
NamiN Nami
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa