Przejdź do treści
Pipboy79P
Pipboy79 jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
DhratlachD
Dhratlach jako
Marcus Schleiffer (ex BG)
Niekatywny
SeachS
Seach jako
Otto "Puste Oko"
SantorineS
Santorine jako
Egon Herschkel
ZellZ
Zell jako
Heinrich von Achterberg
  • Rozgrywka

    Rozgrywka import
    345
    1 Głosy
    345 Posty
    8k Wyświetlenia
    SantorineS
    - Nie wciskaj mi kitu. Dzwon opóźnienia co najmniej. Nie, nie, nie. Tu gdzieś grasują ci przeklęci piraci. Nie widziałeś, że tylko my byliśmy na tyle szaleni aby popłynąć w górę rzeki? Musimy przepłynąć ten kawałek jak najszybciej. Jak dobrze pójdzie to może do wieczora będziemy już w Salzenmund. Albo chociaż w Tettens. To już prawie na rogatkach Salzenmund. Tam już powinniśmy być bezpieczni. Ale na razie żadnych przestojów. Zresztą zobacz, nie dość, że deszcz zaczął padać to jeszcze mgła się podnosi. - Stary szyper wydawał się być zirytowany prośbą. I widać było, że nie chciał tracić czasu na coś innego niż bezpośrednia podróż do stolicy. A przed dziobem widać było, że opary zaczynają się unosić. Jeszcze dość rzadkie ale nie wiadomo jak bardzo zgęstnieją. Rolf ze zniesmaczoną miną odszedł od niego i przeszedł przez krypę, na dziób do Egona i Burgund. - No weźcie z nim pogadajcie co? Przecież ja nie do Salzmundu chciałem płynąć. Tylko aby naszych ludzi zgarnąć. - Popatrzył na nich prosząco. Okazało się, że w porannym zamieszaniu, Wagner zgodził się zabrać go jako dodatkowego ochroniarza. Ale teraz, jak padał deszcz i jeszcze mgła zaczynała się podnosić, to nie chciał tracić czasu na dodatkowe kursy w poprzek rzeki. I nawet jeśli by zyskał z pół tuzina zbrojnych to tylko chwilowo. Musieliby mieć ogromne szczęście aby akurat w tym momencie zaatakowali ich piraci. A każdy pacierz opóźnienia, to był dłuższy czas przebywania na niebezpiecznych wodach. Uznał więc, że gra jest niewarta świeczki. Rolf był więc mocno niepocieszony, bo gdyby Wagner nie ustąpił, to w ogóle by się nie spotkał ze swoją bandą. A przecież liczył, że dzięki niemu, przewiezie ich na drugi brzeg. - Faktycznie mgła się podnosi. - Lars pokiwał głową i siedział po sąsiedzku na jakiejś skrzyni. Starał się nie wpadać w oko obu Skaeligom więc trzymał się przy samym dziobie. Ale liczył, że zaabsorbowani Anniką, nie rozpoznają w nim wrogiego współplemieńca. Nie groziło mu to aż tak, jak blondwłosej córce wodza. Burgund i Rolf na chwilę spojrzeli na niego i przed dziób. Miał rację. Widać było coraz więcej oparów unoszących się nad wodą ale na razie nie przeszkadzało to w podróży. – Pogadamy, pogadamy – rzekł Egon, puszczając oko do Larsa. Póki co, podróż z Norsmenami, jak i ich samo zaakceptowanie przez szypra przebiegały bez żadnych kłopotów. Rzecz nieco przyprawiała Egona o podejrzenia, że mogło kroić się coś grubszego ze strony ludzi z północy, jednak, nie: Astrid posłusznie podziewała się pod pokładem i jak najdalej od dwójki brodaczy, Lars zaś ciągle był na dziobie. Pozostało wszak dopełnienie słowa danego Rolfowi. Egon, który w gruncie rzeczy planował, żeby ich piraci zaatakowali, miał ochotę na sporą dozę ryzyka. Mgła zaś… Mgła zaś była dobrym znakiem, że coś wkrótce miało się wydarzyć. – Czuj duch – mruknął do towarzyszy i podszedł do szypra. – Ano, panie Haynrich Wagner – rzekł Egon, przypominając sobie, aby wymówić jego imię poprawnie. – Cóż to za sprawa, z tym Rolfem? Człek dołączył do nas, bo chciał jeno w pół drogi przejść. Czegóż to się boicie? Macie nas i dwóch berserkerów z Norsci na pokładzie. Po mojemu, to ci piraci powinni bać się nas, a nie my ich – zaśmiał się pokrótce. - A tak, oni. - Stary szyper zmarszczył brwi i nieco wychylił się aby spojrzeć w stronę dziobu. Ale dwaj Norsmeni dalej gadali z Anniką. Więc chociaż wyglądali jakby dopiero co wysiedli z długiej łodzi, to zachowywali się w miarę spokojnie. Jeszcze za nimi widać było Larsa i Burgund. On opierał się ramionami o mokrą burtę a ona usiadła na beczce jak na krześle, skrzyżowała ramiona i oboje obserwowali przebieg rozmowy z Wagnerem. - Oni się dziś pobili z tymi żołnierzami. Wczoraj wieczorem też się bili. Z tymi Norsmenami to niepewna rzecz. Nigdy nie wiada co im do łba strzeli. - Stary marynarz gderał jak zwykle imperialni mieli w zwyczaju gdy mówili o ludziach z północnych wybrzeży Morza Szponów. Zupełnie jakby spodziewał się, że ci dwaj zaraz rzucą się z toporami na niego i jego załogę. Pokręcił trochę głową i wrócił spojrzeniem do gladiatora. - No może bić się w karczmie umieją. Krzepko wyglądają. Ty i twoi koledzy też. Tylko ta dziewczyna to w ogole. - Przyznał jakby doceniał możliwości bijatyki u całej piątki. Ale przy Annice się a tyle zawahał, że znów spojrzał w stronę dziobu. Ona w ogóle nie wyglądała krzepko. Raczej jak jakaś córka szefca czy kramarza. Ale pewnie też widział jej bójkę z dzisiejszego poranka. I sądząc po twarzy w ogóle nie spodziewał się po niej takiego numeru. Pokręcił głową z lekkim niedowierzaniem i znów wrocił do gladiatora. - Taka chuda raczej. Jak ona dała radę tak im przywalić? - Nie mógł się nadziwić nad tym kontrastem. Zwłaszcza, jak teraz pokojówka bretońskiej szlachcianki, spokojnie siedziała okryta płaszczem i rozmawiała z Norsmenami. - No dobra ale to was jest może z pól tuzina. A skąd wiesz ile jest tych piratów? Może dziesięciu? Może tuzin? Może stu? Nie wiadomo. Ale gdzieś tu grasują. A widziałeś, że tylko my ruszyliśmy w górę rzeki? No to jak oni gdzieś tu grasują to za bardzo nie będą mieć wyboru kogo napaść. A ten cały Rolf mi mówi, że mam przybić do brzegu i przewieźć jego ludzi na drugi brzeg. Żartowniś! Normalnie to czemu nie. Zapłaciłby za nich to bym ich przewiózł. Ale teraz? W każdej chwili mogą się pojawić ci piraci. Tylko nie wiadomo kiedy i gdzie. Teraz? W obiad? Przy kolacji? Dopiero w Salzenmund będziemy naprawdę bezpieczni. Tak wielkiego miasta to ci piraci nie odważą się napaść. Czemu ich nie dopadną wilcze statki! Na co ja płacę podatki?! Eh wszystko by tylko mewy pożarły. Jeszcze, żeby ten Rolf z nami płynął to mógłbym się zastanowić. Mówi, że u nich wszyscy mają łuki to by nawet mogło nam się przydać. Ale on mówi, że do Salzenmund płynąć nie chce tylko na drugi brzeg. To co ja z tego mam? Stratę dzwonu albo dwa. A tyle może nam zabraknąć aby dotrzeć do Salzenmund. Wtedy trzeba będzie nocować w Tettens. O ile i po drodze nie będzie innych opóźnień. - Stary szyper kręcił głową i wydawał się być zirytowany propozycją Rolfa. Zapewne też odczuwał zdroworozsądkowy poziom obawy przed napaścią piratów i wolał jak najszybciej przebyć niebezpieczny teren. A w obecnej sytuacji, tylko stolica prowincji zdawała mu się bezpiecznym portem. Egon uśmiechnął się lekko pod nosem. Wojownik przyznał, że logika szypra miała pewien sens - gdyby on sam miał okręt pod sobą, to zapewne też unikałby czegokolwiek, co mogło nosić jakiekolwiek znamiona niebezpieczeństwa. Zaiste, Egon podejrzewał, że sam wkrótce mógł znaleźć się w takiej właśnie sytuacji, mając kogę albo krypę jakiego innego rodzaju, do której będzie ładował brańców. To były jednak deliberacje, na które Egon zostawił sobie czas na później. Musiał sprawić, żeby szyper dostrzegł w tym i swój zysk. – Cóż, jak byśmy tego Rolfa nie spotkali, to tak czy inaczej byśmy płynęli bez nich w górę rzeki – zauważył gladiator. – Jeno z nami i z tymi północnikami, co żem ich spotkał w Błękitnym Łabędziu. A co, jak byśmy kazali mu opłacić rzecz z góry albo żeby dał łuki w zastaw? Coś zyskać na tym musimy… Uzbroimy tym ludzi i sprzęt będziemy mieli, albo niechaj płacą z góry spory grosz. Ile byś rzekł? Co myślisz o tym? Egon czekał na odpowiedź Wagnera. Sam był ciekaw jego odpowiedzi i sam nie był do końca pewien, czy przypadkiem nie było lepsze dla nich, aby Rolf został na pokładzie… W istocie, im dalej się nad tym zastanawiał, stanowisko szypra było mu chyba bliższe, niż samego Rolfa. Być może - myślał Egon - może udałoby się zmusić Rolfa do współpracy? Ciekawa rzecz. Choć chciał usłyszeć, co powie szyper. I, rzecz inna, szyper mógł mieć rację, że piratów mogło być więcej, niż ich samych. Egon co prawda nie znał się na kaperstwie tak, jak Lars, ale spodziewał się, że skoro dotychczas piraci rzeczni byli tak efektywni, słowa szypra mogły mieć w sobie ziarno prawdy. Mogli i spotkać statek z ponad czterdziestoma wojownikami. Tedy, imaginował Egon, zostawienie Rolfa mogło mieć sens. Tylko… Egon chciał, żeby ich napadli. - E. A co mi po ich łukach? Miejsce będą zawalać, potem trzeba będzie je sprzedać w którymś porcie. - Szyper skrzywił się na taki pomysł i widać było, że w ogóle mu nie podpasował. Nad kolejnym jednak zastanawiał się chwilę dłużej. - No może. - Zaczął kręcić głową na boki, jakby go przymierzał jak pasuje. - Takie dodatkowe ryzyko. Jeśli już tak koniecznie im zależy. A przecież sam widzisz, że mało statków na rzece teraz pływa więc nie mają zbyt wielkiego wyboru. - Po kolei obracał te kolejne punkty w myślach. - No to jak już to dwadzieścia monet za każde pół klepsydry na czekanie na nich lub kurs w poprzek rzeki. Mnie to w ogóle nie na rękę. Mnie pasuje płynąć jak najszybciej w górę rzeki aby przed zmrokiem dotrzeć do Salzenmund. I nie czekam na nich dłuzej niż klepsydrę. I po dziesięć monet od głowy za każdego z nich. Może być pięć jeśli dopłynął z nami do Kurtenwalden. I po jednej jeśli do Titten. - Podał swoją cenę. I chociaż Egon nie znał rzeki i te nazwy nic mu nie mówiły, to jednak szyper wydawał się być gotów zaryzykować za dodatkowy zarobek. Klepsydra na jaką wskazał miała wielkość kilku pacierzy więc pewnie przesypanie się piasku do końca oznaczało jeden dzwon lub podobnie. Egon wzruszył ramionami na te rewelacje. Nie był do końca przekonany co do opuszczenia statku przez Rolfa, teraz, kiedy czekał na nich najtrudniejszy odcinek. W gruncie rzeczy, Egon wolałby, żeby banda zaatakowała już zaraz, przynajmniej mogliby się obronić przed nią przyzwoicie. Z drugiej strony, nie mógł nie przyznać szyprowi racji, przynajmniej co do logiki, dla której miałby zatrzymywać się dla Rolfa. Rolf jednak wiedział, na co się pisze - mógł pogadać z szyprem co do kwestii schodzenia na ląd. Zdecydowawszy więc, że nie obchodziła go cała sprawa Rolfa, postanowił zdać rzecz człekowi. – Dobry pomysł – pokiwał do szypra. – Pogadam z nim. Podszedłszy z powrotem do Rolfa, rzekł prosto: – Wagner gada, że jak chcecie wejść na ląd, to dwadzieścia koron za pół godziny postoju – rzekł wojownik. Z góry. I zamilkł, ciekaw reakcji Rolfa. - Ile?! No chyba zwariował! On ma w sobie krasnoludzkich przodków!? - Rolf aż poczerwieniał ze złości jak usłyszał cenę za tak krótki transport. - No ale wiesz, on by musiał zatrzymać całą łajbę. Więc to trochę jakbyś chciał wynająć całą łódź i załogę na te pół dzwonu czy ile. - Burgund zwróciła mu uwagę na ten portowy aspekt. Łucznik sapnął, złapał się za biodra i popatrzył za burtę na mijany las. Ten wydawał się być ciemną, ponurą ścianą. Na jej tle widać było krople padającego deszczu. - Robi ci przysługę. Jak ja bym dowodził łodzią, to w ogóle bym się nie zatrzymywał na niebezpiecznych wodach. Kazałbym płynąć aż będziemy bezpieczni. Ale pewnie liczy, że ci twoi nas wzmocnią, gdyby doszło do ataku. - Lars niespodziewanie odezwał się. Łucznik spojrzał na niego jakby rozważał w głowie jego słowa. - Jak mu nie zapłacisz, to popłyniemy dalej. Aż do Salzmundu albo aż nas napadną. Tam będziesz mógł wysiąść i szukać chętnych co będą płynąć z powrotem. Ale sam widziałeś rano jak szyprowie chętnie rwą się na rzekę. - Burgund zrobiła małe podsumowanie dla nowego kolegi. Ten pokręcił głową i ze złością splunął za burtę. - Dobra, niech będzie. Zapłacę mu. Ale więcej nie mam, nasza szefowa ma. Więc to ona będzie mogła zapłacić resztę. - Rolf westchnął i chociaż uważał, że to droga zabawa to jednak postanowił się zgodzić na takie warunki. Egon wzruszył ramionami. Koniec końców, nie jego złoto pójdzie do szyprowej kiesy, toteż złość Rolfa spłynęła po nim, niby krew po futrze Gnakowych gorów. Pokręcił głową, bo nie podobała mu się jednak ta robota jako chłopca na posyłki między szyprem a Rolfem, jednak cóż zrobić, życie potrafiło przywieść na najdziwniejsze ścieżki. Wróciwszy do Wagnera, rzekł: – Gada, że zapłaci, ale całego złota nie ma – rzekł Egon. – Weźmiesz złote korony od niego, może i wyrobią się w ten czas, ale Rolf gada, że resztę zapłaci ci jego pryncypałka. Co rzekniesz? Chyba lepszego interesu nie ubijemy, bo mało kto by w kiesie tyle złota tachał, szczególnie na tej rzece. Stary szyper obracał ten pomysł w myślach. Trochę pokiwał głową, trochę nią pokręcił. I w końcu spojrzał w dal, ku dziobowi, na czekającego łucznika. - Dobra. Niech będzie. Jak zapłaci za pół klepsydry to poczekam na niego pół klepsydry. - Wskazał ręką na piaskowy czasomierz widoczny przy rufowej nadbudówce. - A jak ta jego szefowa zapłaci za przejazd i resztę, to popłyniemy na drugi brzeg aby ich wysadzić a nie to płyniemy dalej aż do samej stolicy. - W końcu niechętnie ale się zgodził na taki układ. Gdy Egon wrócił a dziób przekazać wieści Rolfowi to ten skinął mu głowa. - Dzięki. Co za sknera z niego. - westchnął cicho ale poszedł na rufe. Po krótkiej rozmowie z szyprem obaj zniknęli z widoku gdy poszli do wnętrza nadbudówki. A gdy wyszli obaj wydawali się ciut weselsi. Łucznik wrócił na dziób “Jutrzenki”. - Dobra, powiedział, że przybije gdzie trzeba. I będzie odmierzał czas tą jego przeklętą klepsydrą. Mam nadzieję, że nasza ekipa jest w tej tawernie na miejscu i nie trzeba będzie ich szukać. - mruknął do Egona i jego towarzyszy. Egon zerknął na Larsa, dał też znak Silnemu. Zebrawszy swych towarzyszy, milczał parę dłuższych chwil, aby zebrać swe myśli, przemówił w te słowa: – Widzicie tą mgłę? Po mojemu, jak ta banda rzecznych kutasów zoczy, że jakaś barka będzie marudzić albo przybijać do brzegu, obskoczą nas, jak psi sukę. Silny, weź to. I położył eliksir wzmacniający do Silnego. – Dałem już łucznikom Gezackta dekokty na wzmocnienie wzroku, może im to coś pomoże, może nie. Jak tamci przypłyną jaką kogą, możecie ich siekać do woli, ale jeśli będzie to lądowa zasadzka, walczcie tak, żeby wycięli załogę, a myśmy mieli przetrwać. Silny, Rune, my będziemy wbijać się klinem, ty Lars, boś był ranien, walcz po flankach. Gezackt i jego ludzie, a także Rolf ostrzelają ich, zanim się zbliżą. Będzie ciężko, ale poradzimy se… Już moja w tym głowa, hehe. Norsmeni niechaj siekają po swojemu, oni będą naszym wsparciem. Jak wpadną w szał bitewny, ciężko będzie na nich polegać. Zwrócił się jeszcze do Anniki: – Annika, trzymaj się blisko mnie – rzekł Egon. – Srebrnym Hełmom w mordę dałaś, ale ci tutaj to okrutne diabły, gdyby mogli, to oskórowaliby nas żywcem. Walcz przy drugiej flance. Egon poklepał swój topór zakasany za pasem. – No? To gotowi? Czuj duch, myślę, że niedługo zrobi się znacznie ciekawiej. ~ W miarę jak płynęli w górę rzeki, deszcz padał dalej a mgła gęstniała. W ciągu kilku zakrętów zrobiła się na tyle gęsta, że widać było tylko z pół setki kroków przed i za “Jutrzenką”. - To już niedaleko. Przybijemy do molo i spotkam się z moimi kamratami. I niech ten sknera nas przewiezie. - Rolf już cieszył się na myśl o spotkaniu z twarzyszami. I wcale nie ukrywał swojej niechęci do starego szypra, który wykorzystał sytuację aby zedrzeć z niego ostatnie pensy. - Ta mgła robi się coraz gęstsza. - Lars mruknął pod nosem. Teraz już ledwo widzieli zarys brzegów. - Statek przed dziobem! - Okrzyk z rufy, zaalarmował załogę i pasażerów. Wiele osób wychyliło się przez burty aby lepiej widzieć. Z gęstej mgły wyłonił się ciemny dziób. Potem zarys kadłuba i żagla. [image: gdulZoD.jpeg] Żagiel był w czerwono - białe pasy. Łajba wydawała się większa niż “Jutrzenka” i miała wyższe burty. Ale te morskie kogi co przypływały do Neus Emskrank, były jeszcze wyższe i większe. Nawet “Stara Adele” była większa niż ta krypa co płynęła z przeciwka. Nie różniła się jednak za bardzo od łajb jakie mijali wczoraj lub były przycumowane do pomostów “Błękitnego łabędzia”. Z powodu jednak gęstej mgły, dojrzeli ją gdy była już dość blisko. Ponieważ była to pierwsza jednostka jaką spotkali od opuszczenia rzecznego zajazdu, to wzbudziła ciekawość i załogi i pasażerów. Wagner nieco odbił w bok aby mogli się swobodnie minąć. Ale łajba z przeciwka też powtórzyła jego manewr. - Co ten dureń robi! Ślepy jest! - Szyper krzyknął rozzłoszczonym tonem. Dał znak aby sternik jeszcze bardziej naparł na wiosło sterowe aby uniknąć kolizji. “Jutrzenka” coraz bardziej kierowała swój dziób ku brzegowi. - Stwarza zagrożenie rzeczne. - Jutta też wyglądała na zaskoczoną i zirytowaną zachowaniem większej jednostki. Wzięła gwizdek w swoje gościnne usta i zaczęła gwizdać jakieś sygnały. Nie widać było jednak żadnej reakcji u drugiej jednostki.
  • Komentarze

    Komentarze
    57
    1 Głosy
    57 Posty
    2k Wyświetlenia
    SantorineS
    @Pipboy79 No to przywróciłem ten kawałek na doku