[image: yGhjIS2.jpeg]
Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi
Jeszcze raz rhunki powiódł wzrokiem po jaskini. Rozbili obozowisko, ognisko rozpalone, posłania rozłożone. Sam Galeb też miał coś do roboty, bo uszkodzeń sprzętu z walki było więcej. Trzeba było jednak jeszcze zająć się ich... jeńcem? Runiarz ćmił fajkę a w myślach kołatały mu się myśli. Pojedynczy snotling był istotą tak małą i tak... nieznaczącą że trudno było czuć do niego nienawiść. Galeb widział co zgraja takich maluchów potrafi, acz one były dzikie i przypominały miniaturowe gobliny.
- Tfardy. Moje imię to Galeb. Będziemy pilnować wejścia. Chodź ze mną.
Siadwszy w pobliżu wejścia krasnolud wskazał snotowi by i ten usiadł
- Usiądź sobie. Odpocznij. Widzę że ty jesteś porządny snotling. Ty nie knujesz. Ty mnie chcesz o coś zapytać?
- Wy mnie nie kszyfcić?
- Nie. - odpowiedział krótko Galeb gładząc się po brodzie - Ty nam pomagać to my ciebie nie krzywdzić.
- Ty i ja pilnujemy. Możemy porozmawiać. Ty możesz mnie pytać. Ja też pytać ciebie.
- Bendem mógł potem sobie pójść?
Galeb pamiętał co Hagrid proponował a czego nie proponował. Widział też na czym zależy snotlingowi. Dostać się do skarbca i sobie pójść. Runiarz przypatrzył się małemu zielonoskóremu. Co mógł Tfardy chcieć ze skarbca orczego watażki?
- Jak ty nam nie szkodzić to dla mnie ty móc sobie pójść. - powiedział w końcu - Ja myśleć że w skarbcu Snagrog różne skarby. Krasnoludzkie, ludzkie też. Snotlingowe też. Ty szukać snotlingowy skarb?
- Nie, Tfardy nie szuka skarbu - pokręcił głową. - Chcem tylko dostać siem do środka.
- Mhm. Trudno się tam dostać? Orkowie pilnują?
- Zamkniente na klucz. Tylko Snagrog może tam wejść.
- Trudna sprawa. Trzeba nad tym pomyśleć. Te drzwi to drewniane, metalowe czy kamienne? Mają zamek na klucz jak w drzwiach co ludzie robią?
- Cienszko powiedzieć. Trochem takie żelazne, a trochem takie kamienne. Nie wyglondajom jak ludziowe.
Galeb nabrał dymu z fajki. Wyglądało na to że ork zdołał pozyskać klucz lub kamień runiczny do krypty.
- Tak. Cienszka sprawa. Trzeba by Snagroga przechytrzyć lub ubić. Pomyślimy.
- Ty chcesz coś wiedzieć? Opowiedzieć ci coś?
Snotling wzruszył ramionami i zaczął dłubać w nosie.
Skoro snotling nie naciskał to Galeb milczał dłuższą chwilę rozważając to co usłyszał od snotlinga. Pytań było sporo. Ale widać też było że Tfardy ma jakiś cel i dotąd po prostu czekał na okazję by wejść do skarbca.
- Kiedyś walczyłem przeciw szczuroludziom. Dużo knują i dużo kombinują. Mają wredne czarowniki. Kiedyś zgubiłem się w ich tunelach. Widziałem ich legowisko. Widziałem ich potwory. Prawie mnie złapali i bym był ich więzień. Widziałeś szczuroludzi w pobliżu twierdzy Snagrog?
- Tak - snotling ucieszył się wyraźnie. - Dużo ludziów i dużo szczurów. Szczury dobre.
Chwilę Rhunki trawił słowa bo nie zrozumiał w pierwszej chwili o co chodzi snotowi.
- Dużo ludziów? Ludzie więźnie Snagrog?
- Wienźnie. Tak.
- Co im orki każą robić?
Snotling spojrzał się nieco zaskoczony na krasnoluda.
- Pracować każom - odrzekł i podłubał palcem w uchu.
- No jak wszystkim więźniom. Ale przy czym? - przytaknął Galeb i zaczął powoli wymieniać tak by Tfardy miał czas odpowiedzieć - Kopać tunele? Budować twierdzę? Budować balony? Robić broń w kuźni?
– Kopać, tak. Budować, tak. Tfardy chciał latać, ale mu nie pozwolili. Tylko gobosom.
- A pamiętasz więźnia od którego wziąłeś ten łachman? - zadał w końcu pytanie na którym najbardziej mu zależało
– Łachman? - zdziwił się snotling.
- O tą szmatkę. - wskazał materiał z symbolem klanu odlewników.
– To? - Tfardy wstał i wypiął dumnie pierś. - Gub pozwolił mi sobie wzionć od krasnoluda. Pamientam!
- Opowiedz jak to się stało - powiedział uprzejmie rhunki
Snotling poskrobał się po głowie i zadumał. W końcu pokiwał głową, zaczęrpnał oddech i jął snuć opowieść.
– To było tak. Gub powiedział: Tfardy, możesz sobie z nich wzionć, co chcesz. I ja pokazałem, że chcem to - zakończył dumny z siebie wskazując na ubranie.
Dobrze że Galeb miał wielkie pokłady cierpliwości. Snot wszak nie rozumiał pewnie nawet że może na sobie mieć urazę i co ona znaczy. Runiarz wiedział też że może w pewnym momencie uzyskać odpowiedź której wolałby nie usłyszeć.
- To w twierdzy było? Ten krasnolud to żywy czy martwy był?
– No w tfierdzy. Najpierf orki biorom rzeczy wieńźnóf. A potem Gub pozwolił mi sobie wybrać. Krasnolud był żywy, jak sobie brałem.
- Pamiętasz jak wyglądał? Jakiego koloru miał brodę? Był łysy na głowie czy miał włosy? Miał szramę o w tym miejscu? - Galeb wskazał na swojej twarzy linię włosów i przeciągnął ją aż po lewy policzek.
Wątpił by Orik dostał się do niewoli, bo by o tym usłyszał, ale gdyby udało się uwolnić jego krewnego to Uraza wobec dostawcy stali mogła być lewarem przy rozmowie z klanem Azulkul
– Wyglondał? - Tfardy ściągnął brwi w skupieniu. - Włosy miał. Jasne. Szramy tesz miał.
Galeb pokiwał głową i spojrzał w dal. Jego mysli odeszły w strefę rozważania. Orik z klanu Azulkul. Uraza była drobna, ale jednak była Urazą. Opóźniona dostawa stali dla warsztatu runmistrza Redmane'a i runiarza Galvynssona. Jeden dzień. Błachostka. Napisali list do Orika ze skargą, ale nie było odpowiedzi.
Moment. Ostatni raz widzieli Orika przecież parę tygodni temu. W porządku. Powiedzmy... na przykład... pojechał do Barak Varr z karawaną w interesach. Napadli go orkowie. Czy Azulkulowie wiedzieli o tym? Wiedzieli, uruchomili procedurę awaryjną, przez to było opóźnienie. Czemu klan nie powiadomił nikogo? Szukają awanturników którzy go uwolnią. Albo... albo nie wiedzą że jest w niewoli... albo uznali że nie żyje.
Tak czy tak musiał brać margines błędu na słowa Tfardego. To mógł być Orik.
Ale było coś ważniejszego. W Karak Varn byli więźniowie. Najpewniej dużo więźniów.
To znaczyło że dałoby się zorganizować trochę sił na miejscu.
Dla Logrima będzie to z pewnością cenna informacja.
Galeb dalej w milczeniu siedział z Tfardym i czekał na powrót zwiadu. Niedługo będzie trzeba podzielić się wartami i turami na spanie. Póki co warto było cieszyć się chwilą spokoju.