Siadł Cohen z powrotem na tyłku. Uderzył się w uda dłońmi z głośnym klaśnięciem.
-Dobra. Dziś już nic nie uradzimy. Muszę się z tym przespać i zastanowić, czy to ma sens. Bo jak ktoś ma tam iść to przygotowany. Jeśli nie spróbujemy jakoś się zabezpieczyć to nie ma po cholerę tam iść. Nic się nie dowiemy, a tylko wystawimy na działanie. Może powinniśmy się wcześniej jeszcze czegoś dowiedzieć. No ale tu w Jarze mamy warunki cieplarniane do eksperymentowania. Pogadasz jutro z tym Bartho, a ja z Szept.
-Wół i Liora, a co wy o tym sadzicie? Warte świecy?