Wiedział Noa tyle o zachowaniach socjalnych, że warto dać się ludziom wygadać ile chcą, ale za język nikt nie lubi być ciągniętym. Usłyszał zresztą dość by się sprawą zainteresować. Bo dawne rządowe obiekty i ich tajne projekty kusiły możliwościami, kusiły wiedzą i artefaktami.
Podziękował, rację przyznał, strach odegrał i udał się na poszukiwania Agi. Uwagę zwrócił mężczyzna, który w niewielkiej kawernie ozdobionej celowo obiektami sakralnymi, tłumaczył coś grupce młodzieży. Osobiście znalazłby im lepsze zajęcie niż wysłuchiwanie kazań moralnych, ale ani był u siebie, ani dobrze znał zwyczaje Jaru. Totez przystanął tylko i podsłuchał, co raz się oglądając, czy gdzieś nie zobaczy Liory, czy tez samej Agi.
Skoro się z pomocą zdeklarował, zadania podjął, pragnął, by jak najszybciej już się do owego zabrać.