Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Hydepark
  3. Conan Bibliotekarz

Conan Bibliotekarz

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Hydepark
19 Posty 8 Uczestników 440 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • PiołunP Piołun

    No cóż. Z wykształcenia jestem polonistą-bibliotekarzem i choć nigdy nie pracowałem w zawodzie, to dalej połykam książki. Od paru lat jestem jednak raczej fanem audiobooków, na które całkiem zachorowałem. Statystycznie słucham ich około 40–50 rocznie.

    Także lista książek godnych polecenia jest dla mnie długa i szczerze mówiąc, nie wiem trochę, od czego zacząć. Może więc wymienię kilka moich ulubionych serii z ostatnich lat. Z racji tego, że kocham zarówno fantastykę, jak i sci-fi oraz horrory, podzielę tę polecajkę na trzy sekcje, a na końcu dorzucę jeszcze parę moich nowszych odkryć.

    W każdej sekcji będą po cztery pozycje, żeby nie zalać materiałem, a trochę więcej znajdzie się w odkryciach. Jest to lista absolutnie nieuczciwa i niestopniowana względem tego, co podoba mi się najbardziej. Po prostu te tytuły jakoś same wyszły na wierzch. Gdybym miał faktycznie robić ranking, pewnie bardziej bym się postarał, ale chyba nie o to chodzi. Może raczej o to, żeby coś polecić. Także spróbuję to zrobić.

    Fantastyka

    • Joe Abercrombie, Seria „Pierwsze Prawo”

    To taka brudna, darkfantasy seria, w której nikt nie jest do końca dobry. Pierwsze tomy przeskakują między historią dość dzikiej grupki barbarzyńców, z mnóstwem czarnego humoru, a opowieścią o mistrzu tortur ze stolicy, plus rozdziałami „Pierwszego wśród Magów”. Dużo tu cynizmu, polityki, czarnego humoru i postaci, które naprawdę zapadają w pamięć.

    • Jay Kristoff, Seria „Wampirze Cesarstwo”

    Mroczna historia o świecie, w którym wampiry właściwie wygrały, a ludzie żyją w cieniu i strachu. Jest krwawo, ponuro i bardzo klimatycznie. Całość pisana jest trochę jak spowiedź. Są sceny erotyczne, ale raczej w dobrym smaku i nie ma ich dużo. Przede wszystkim to dark fantasy z przekleństwami, czarnym humorem i autentycznymi postaciami.

    • Anthony Ryan, Seria„Kruczy Cień”

    To fantasy o chłopaku oddanym do zakonu wojowników. Brzmi banalnie, ale autor opisuje naprawdę surowo ich pierwsze lata bez żadnego owijania w "Youn Adult". Sporo tu szkolenia, wojny, honoru, religii i takiej klasycznej drogi od ucznia do legendy. Fajny jest też wątek ukrytej potęgi mroku, który naprawdę przyprawił mnie o ciarki. Końcówka pierwszego tomu miażdży.

    • Brandon Sanderson, Seria „Droga Królów”

    Ogromna, epicka fantasy o świecie niszczonym przez burze (dosłownie wielka burza okrąża rotacyjnie cały glob). Jest tu bardzo dużo budowania świata, magii, wielkich bitew, ale też osobistych historii ludzi. To wielkie, bardzo długie high fantasy z mnóstwem wątków, ale też ze scenami totalnie chwytającymi za serce. Końcówki są hollywoodzkie, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.

    Sci-Fi

    • Martha Wells, Seria „Pamiętniki Mordbota”

    To historia cyborga ochroniarza, który zhakował samego siebie i najchętniej miałby święty spokój oraz czas na oglądanie seriali. Jest zabawnie i lekko, ale pod spodem to też opowieść o wolności, samotności i uczeniu się bycia osobą. Seria nie jest nowa, ale sięgnąłem po nią niedawno przez serial (nakręcono 1 sezon przez Apple TV) i audiobooki. Bawiłem się dobrze, choć jest w niej parę sprzeczności technologiczno-logicznych.

    • Peter Watts, „Ślepowidzenie”

    To bardzo gęste i niepokojące sci-fi o pierwszym kontakcie z czymś naprawdę obcym. Bardziej niż o kosmitach jest to książka o świadomości. Dla mnie to naprawdę ważna pozycja i dowiedziałem się z niej sporo o życiu i nauce. Generalnie sięgnąłem po nią dlatego, że wampiry są tam wysyłane w kosmos, a ich lęk przed światłem jest rozkminiany w kategoriach hard sci-fi, czyli przez kogoś z wiedzą naukową. Co za świeże podejście do tematu! Zdecydowanie nie jest to pozycja dla wszystkich, bo hard sci-fi jest bardzo niepopularną gałęzią fantastyki, ale świetną, jeśli ktoś akurat jara się tematem.

    • Remigiusz Mróz, „Chór zapomnianych głosów”

    Dobrze rozegrana, mroczna historia o człowieku, który budzi się na statku kosmicznym i szybko orientuje się, że coś poszło bardzo nie tak. Ma klimat thrillera, trochę horroru i tajemnicy zamkniętej w kosmosie. Osobiście żałuję, że nie ma więcej książek napisanych w takim klimacie. Niewiele osób wie też, że Mróz zaczynał od sci-fi, a nie od kryminałów. Ten tytuł wyszedł mu świetnie, ale drugiej części już nie polecam.

    • Dennis E. Taylor, Seria „Bobiwersum”

    To lekkie, pomysłowe sci-fi o człowieku, którego świadomość zostaje przeniesiona do sondy kosmicznej. Potem zaczyna się eksploracja kosmosu, kopiowanie samego siebie, dużo humoru i fajnych pomysłów naukowo-przygodowych. Najbardziej chyba lubię tę serię za odtworzenie hipotetycznych struktur fizyków z ubiegłego wieku, a zwłaszcza Sond von Neumanna i sfery Dysona.

    Horror / Suspens

    • Blake Crouch, Seria „Wayward Pines”

    To historia agenta, który trafia do dziwnego miasteczka, z którego nie da się po prostu wyjechać. Na początku wygląda jak thriller z tajemnicą, ale im dalej, tym bardziej robi się niepokojąco i dziwnie. Trochę jak serial „Stamtąd”, choć tajemnica skręca w zupełnie inną stronę. Autor był zajarany „Twin Peaks” i trochę to widać.

    • Maciej Lewandowski, Seria Audiobooków „Cienie Nowego Orleanu”

    To mroczny audioserial w klimacie kryminału i lovecraftowskiego horroru. Nowy Orlean jest tu duszny, brudny, pełen sekretów, magii i rytuałów. Generalnie polecam fanom Cthulhu. Świetnie się bawiłem, a mam wrażenie, że mało kto o tym tytule wie.

    • Stephen King, „Langoliery”

    To opowieść o ludziach, którzy budzą się w samolocie i odkrywają, że prawie wszyscy inni zniknęli. King robi z tego bardzo dziwny, klaustrofobiczny horror o czasie i pustce. To dość krótka pozycja, ale mega działa na wyobraźnię. Coś jak odcinek „Strefy Mroku” w wersji premium. Książki Kinga można lubić albo nienawidzić i w sumie to rozumiem, bo sam mam z nimi różnie. Ta jest w porzo.

    • Jozef Karika, „Szczelina”

    To horror oparty na tajemniczych zaginięciach w górach, podany trochę tak, jakby ktoś odkrywał prawdziwą historię. Najbardziej działa tu atmosfera niepewności. Nie wiadomo, czy to legenda, szaleństwo, mistyfikacja, czy coś naprawdę obcego. Taki trochę klimat found footage, bo narracja jest pierwszoosobowa (jeśli dobrze pamiętam, ale przysiągłbym, że właśnie taka).

    Odkrycia

    • Paweł Kolarzyk, Seria „Niko”

    Generalnie chłopak nagle rozumie, że umie czytać ludziom w myślach. Żaden spoiler, bo to pierwsze 15 stron czterotomowej historii. Naprawdę zręcznie to wykorzystuje. Majstersztyk. Świeże podejście do tematu.

    • James Islington, Seria „Hierarchia”, pierwszy tom „Wola wielu”

    To fantasy w świecie przypominającym brutalny Rzym, gdzie całe społeczeństwo działa na zasadzie przekazywania swojej siły wyższym warstwom. Autor naprawdę zręcznie opisał przekazywanie ułamka siły życiowej i zbudował wokół tego konceptu całą strukturę historii. Tak naprawdę nie da się tego łatwo opisać, ale choć pomysł jest stosunkowo prosty, zrobił z niego naprawdę dobrą opowieść. Główny bohater nigdy nie „cedował”, jak w tym świecie nazywa się przekazywanie siły. Szuka też luki w społeczeństwie, by nigdy tego nie robić, mimo że ten obowiązek jest właściwie wpisany w konstytucję.

    • Kel Kade, Seria „Kroniki Mroku”

    Wyobraź sobie, że wychowano cię od małego tak, byś wierzył w pewien kodeks, i każdą chwilę twojego życia wykorzystano, żeby ci go wpajać. Wtedy zbiór abstrakcyjnych zasad, jak na przykład zasada 34: "zawsze sprawdzaj pokój, w którym wcześniej nie spałeś", staje się twoimi codziennymi nawykami, a ty kompletnie nie rozumiesz zasad normalnych ludzi. Genialna, fenomenalna seria. Przezabawna, przelogiczna, przemądra, a jednocześnie fest lekka. Jeśli miałbym coś nieśmiało położyć na półce niedaleko „Świata Dysku”, chyba postawiłbym właśnie to, choć pierwsze 100 stron książki może jeszcze na to nie wskazywać. Na razie jest chyba 6 części (+jedna z kategorią 0,5).

    • Brian Staveley, „Czaszkowiercy”

    To mroczna fantasy o kobiecie związanej z kultem boga śmierci, która musi przejść bardzo osobistą i brutalną próbę. Ma zabić sześć osób w określonych warunkach i w określonej kolejności. Problemem jest ostatni podpunkt. Nie chodzi o jej lojalność ani wiarę. Ma zabić osobę, którą kocha, a ona trochę nie kuma, co to właściwie znaczy. W gruncie rzeczy wraca więc do rodzinnego miasta, żeby znaleźć człowieka, którego chyba (może) obdarzyła tym uczuciem, ale w sumie to nie wiadomo. W żadnym wypadku nie jest to jednak „romantasy”. Raczej dojrzała rozkmina bezuczuciowego zabójcy w wersji dark fantasy.

    • Krzysztof Haladyn, „Złodziej”

    Motyw stary jak świat, ale jak miło i atrakcyjnie podany. Jest złodziej. Jest zlecenie. Są komplikacje. Jest trudna przeciwność losu. Jest uczeń. Jest czarny humor. Jest dobry język. Jest zapowiedź kontynuacji i jest to też książka, którą przeczytałem ostatnio, więc czemu nie.

    GladinG Niedostępny
    GladinG Niedostępny
    Gladin
    napisał ostatnio edytowany przez Gladin
    #7

    @Piołun napisał:

    Remigiusz Mróz, „Chór zapomnianych głosów”

    Szedłem sobie po kolei przez podane książki sprawdzając, co jest dostępne w bibliotece. I ta okazała się pierwszą.

    text alternatywny

    Poniżej moja prywatna opinia na jej temat.

    Pierwsza strona książki super, jak początek przygody sesji obcego pisana dla @Ketharian'a 🙂 Niby nic wielkiego, ale robi robotę, chce się czytać dalej (zwracam na to uwagę, bo są książki, gdzie przez pierwsze 50-100 stron się męczę strasznie, a dopiero później książka zaczyna być dobra).

    Ale po tej pierwszej stronie już tak różowo nie jest. Książkę się czyta dość dobrze, chociaż gdybym tak prowadził przygodę dla moich graczy jak leci fabuła, to by mnie zakrzyczeli. Niestety, autor strasznie grubymi nićmi szył całość, czasami coś doklejał butaprenem, a czasami coś tam luźno latało. Książka też nie ma spójnego klimatu. Dałbym jej 5/10. Jeżeli macie możliwość pożyczenia jej i przeczytania, to warto. Ale na kupno jej raczej byłoby mi szkoda pieniędzy.


    A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

    Arthur FleckA 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRS
      Mecenas
      napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
      #8

      Można powiedzieć, że właśnie streściłeś wszystkie książki tego autora. Przebrnąłem kilka jego "kryminałów", które czytało się na zasadzie tekst-tekst-tekst, a na sam koniec wyskakuje rozwiązanie jak diabeł z pudełka, w sumie bez większego powiązania z tekstem wcześniej. Po prostu strata czasu.

      178.255.46.143
      Pan Psuj
      Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • GladinG Niedostępny
        GladinG Niedostępny
        Gladin
        napisał ostatnio edytowany przez
        #9

        No cóż, nie on jeden tak ma.

        Pewnie nie zaskoczę, że lubię fabułę, gdzie większość faktów masz podanych, coś dochodzi w trakcie, ale ustalenie KTO nie jest wcale takie oczywiste. Ale to chyba najwyższa półka autorska jest. Często za łatwo jest mi przewidzieć KTO to jest dosyć wcześniej w książce/filmie. Nie wiem tylko, czy to jest tak pisane, aby mnie jako odbiorcę dowartościować 🤔 Czy też może kwestia ogrania w RPG, że się pewne rzeczy dostrzega szybciej, niż nie-RPGowcy?


        A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

        MarikaM 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • KetharianK Online
          KetharianK Online
          Ketharian
          Obsługa Moderator Mecenas
          napisał ostatnio edytowany przez
          #10

          Zdecydowanie kwestia ogrania w RPG, sam się często na tym łapię, że zamiast normalnie oglądać film natychmiast rozkładam jego fabułę na kawałki pod kątem logiki scenariusza.

          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • GladinG Gladin

            @Piołun napisał:

            Remigiusz Mróz, „Chór zapomnianych głosów”

            Szedłem sobie po kolei przez podane książki sprawdzając, co jest dostępne w bibliotece. I ta okazała się pierwszą.

            text alternatywny

            Poniżej moja prywatna opinia na jej temat.

            Pierwsza strona książki super, jak początek przygody sesji obcego pisana dla @Ketharian'a 🙂 Niby nic wielkiego, ale robi robotę, chce się czytać dalej (zwracam na to uwagę, bo są książki, gdzie przez pierwsze 50-100 stron się męczę strasznie, a dopiero później książka zaczyna być dobra).

            Ale po tej pierwszej stronie już tak różowo nie jest. Książkę się czyta dość dobrze, chociaż gdybym tak prowadził przygodę dla moich graczy jak leci fabuła, to by mnie zakrzyczeli. Niestety, autor strasznie grubymi nićmi szył całość, czasami coś doklejał butaprenem, a czasami coś tam luźno latało. Książka też nie ma spójnego klimatu. Dałbym jej 5/10. Jeżeli macie możliwość pożyczenia jej i przeczytania, to warto. Ale na kupno jej raczej byłoby mi szkoda pieniędzy.

            Arthur FleckA Niedostępny
            Arthur FleckA Niedostępny
            Arthur Fleck
            napisał ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
            #11

            @Gladin napisał:

            Niestety, autor strasznie grubymi nićmi szył całość, czasami coś doklejał butaprenem, a czasami coś tam luźno latało. Książka też nie ma spójnego klimatu

            Wynika to zapewne z pośpiechu, Mróz wydaje kilka powieści rocznie a w wywiadzie przyznał, że napisanie książki zajmuje mu około miesiąc, dlatego jego fabuły często są dramatycznie niedopracowane. W jednej z książek tworzy legendę najcięższego rosyjskiego więzienia z którego nikt nigdy nie uciekł. Do więzienia trafia w końcu główny bohater, który po dziesięciu stronach ucieka przez szyb wentylacyjny, czyli w najbardzej sztampowy, generyczny sposób. Na pewno nie jest jednak tak złym pisarzem, jakby chcieli to widzieć jego antyfani, choć jego książek lepiej się słucha niż czyta. Mróz ma ucho do dobrych dialogów i nieźle żongluje współczesną popkulturą, w jego książkach jest pełno odniesień do różnych internetowych zjawisk co pomaga czytelnikowi w imersji ze światem. A jeśli ktoś lubi klimaty piłki nożnej polecami audiobook "Z pierwszej piłki" z rewelacyjną rolą Adama Woronowicza.

            Co do propozycji, które padały w komentarzach polecam z czystym sercem trylogię "Wampirze cesarstwo" Jaya Kristoffa. Proza na najwyższym poziomie, ze świetnie napisanymi bohaterami. To pierwsze (dark) fantasy od czasów "Gry o tron", które autentycznie mnie wciągnęło.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • GladinG Gladin

              No cóż, nie on jeden tak ma.

              Pewnie nie zaskoczę, że lubię fabułę, gdzie większość faktów masz podanych, coś dochodzi w trakcie, ale ustalenie KTO nie jest wcale takie oczywiste. Ale to chyba najwyższa półka autorska jest. Często za łatwo jest mi przewidzieć KTO to jest dosyć wcześniej w książce/filmie. Nie wiem tylko, czy to jest tak pisane, aby mnie jako odbiorcę dowartościować 🤔 Czy też może kwestia ogrania w RPG, że się pewne rzeczy dostrzega szybciej, niż nie-RPGowcy?

              MarikaM Niedostępny
              MarikaM Niedostępny
              Marika
              napisał ostatnio edytowany przez
              #12

              @Gladin napisał:

              Czy też może kwestia ogrania w RPG, że się pewne rzeczy dostrzega szybciej, niż nie-RPGowcy?
              @Ketharian napisał:

              Zdecydowanie kwestia ogrania w RPG, sam się często na tym łapię,

              Może akurat w waszym przypadku tak jest, ale nie wybiegałabym aż tak daleko z hipotezami typu erpegowcy "inquisitive master race". Z mojego doświadczenia gracze i współgracze bardzo często wychodzą z najbardziej absurdalnymi hipotezami na bazie prostych wskazówek, potrafią oskarżyć najbardziej niewinną postać w scenariuszu, potem głupio się tłumacząc, że "niczego nie można wykluczać", a do tego polegają na zagadkach dla uczniów szkoły podstawowej. Dlatego zazwyczaj unikam przygód śledczych.

              Co do Mroza i innych autorów od masówki, to nie ma co się spodziewać po nich dobrze przemyślanej fabuły. To kategoria "kibloliteratury", czyli zamiennika gazetki podczas posiedzenia w toalecie, czy zabijacza czasu w trakcie podróży komunikacją miejską. Nie coś, co należy skrupulatnie rozkładać na czynniki pierwsze. W blockbusterowych filmach akcji fizyka potrafi działać bardzo wybiórczo, ale generalnie uważa się wytykanie takich rzeczy za czepialstwo. Kwestia odpowiedniego nastawienia. A jak ktoś naprawdę nie daje rady zdzierżyć takich zabiegów (np. ja), to po prostu powinien sobie darować tego typu dzieła.

              Przyznanie się do błędu to nie słabość, lecz zwycięstwo prawdy nad ignorancją.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              ♥ 🏆
              1
              • KetharianK Online
                KetharianK Online
                Ketharian
                Obsługa Moderator Mecenas
                napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                #13

                Chciałbym wyrazić w tym miejscu opinię na temat wpisu przedmówczyni. Zawsze czułem uznanie wobec osób, które są w pełni świadome swojego ponadprzeciętnego intelektu i które zarazem nie skrywają go pod maską fałszywej skromności i nie boją się iść pod nurt poprawności społecznej, która - przynajmniej w moim odczuciu - sugeruje, aby jednostki wybitne równać w dół do tych przeciętnych, by nie sprawić im przykrości. Jest to pod wieloma względami bardzo inspirujące.

                Dość tych komplementów, przepraszam za off-topic.

                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • GladinG Niedostępny
                  GladinG Niedostępny
                  Gladin
                  napisał ostatnio edytowany przez Gladin
                  #14

                  Dawno miałem napisać, ale ciągle czasu brakowało.

                  Gdy przygotowywałem sondę szukałem książek na temat Numidów i to, co udało mi się wtedy dostać i przeczytać to stare wydanie (tzw. seria ceramowska) Masynissa Tadeusza Kotuli.

                  text alternatywny

                  I powiem wam, jak na książkę historyczną, bardzo mnie wciągnęła. Opowieść o człowieku, który od zera, wyzuty ze swej spuścizny przez stryjów czy wujów (już nie pamiętam), bez niczego, lawirujący między ścierającymi się mocarstwami (Rzym i Kartagina) wykuwa sobie potężne królestwo na terenie północnej Afryki. Królestwo, którego jego spadkobiercy nie dali rady utrzymać. Królestwo, o którym praktycznie nie słyszałem. Ani o samym Masynissie. Rzym - tak. Kartagina - tak. Ale że był tam jakiś Masynissa? Nie.

                  Dla tych, którym niestraszna książka faktograficzna (tak to chyba należy nazwać?) nieokraszona beletrystyką. I dla tych, którzy losów Masynissy nie znają - polecam.

                  Ja swoją książkę wypożyczyłem w miejskiej bibliotece. Ale potem się okazało, że u mojego Taty na półce stoi taka sama. Więc jest spora szansa, że i wam uda się ją gdzieś znaleźć.

                  Nie wystawiam jej oceny, bo ze względu na rodzaj książki, nie czuję się na siłach.

                  Jej lektura podtrzymała we mnie chęć zagrania kiedyś Galami u Numidów (mimo, że po długowiecznym i - jak mawiali rzymianie - jurnym Masynissie pozostała u mieszkańców Numidii jedynie pamięć po wielkim wodzu).

                  Pomysłu na tę sesję nie zrealizuję w tym roku, ale będzie gdzieś u mnie wysoko na liście.


                  A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • GladinG Niedostępny
                    GladinG Niedostępny
                    Gladin
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #15

                    A tak z ciekawostek, na FB rzuciło mi się info, że Copernicus sprzedaje polską wersję Salzenmundu. Cena 150zł.


                    A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • GladinG Niedostępny
                      GladinG Niedostępny
                      Gladin
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #16

                      W swoim wątku w inny miejscu @Kynikos podał kilka książek jego zdaniem wartych uwagi:

                      • Kleopatra. Biografia, Stacy Schiff.
                      • Najwspanialsze miasta w dziejach świata, redagowane przez Johna Juliusa Norwicha
                      • Medyceusze. Mecenasi sztuki, tyrani, kochankowie, Paul Strathern.

                      Po szerszy opis odsyłam do w/w wpisu.


                      A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • KynikosK Niedostępny
                        KynikosK Niedostępny
                        Kynikos
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #17

                        Raczej wątek mojego autorstwa, a nie "mój wątek", nie roszczę sobie do niego własności. 😛 Ale tak, jak najbardziej polecam tamte tytuły również tutaj. Dlaczego? To już możecie przeczytać tam.

                        Tutaj wrzucę parę tytułów, bo akurat ostatnio wziąłem się za porządkowanie swojej biblioteki (i czemu nie). Chociaż czuję się zobligowany do wspomnienia o swoich ulubionych klasykach, jak choćby Pratchetcie, Le Guin czy Christie, to sobie odpuszczę. Myślę, że w oczytanym towarzystwie nie ma co o takich wspominać. Ograniczę się też do trzech tytułów, których rekomendacje będą mocno zabarwione nostalgią. Młody-ja bardzo je lubił i czytał z wypiekami na twarzy, stary-ja podchodzi do nich już krytyczniej.


                        Grom, Dean Koontz – thriller opowiadający o losach Laury Shane, urodzonej podczas burzy i mającej swojego własnego anioła stróża. Jego przybycie zawsze poprzedza tytułowy grom, pojawia się w kluczowych momentach na przestrzeni lat i nierzadko ratuje jej życie. Nie zdradzając zbyt wiele, Koontz tutaj wszedł na śliski grunt podróży w czasie, ale twist pod tym względem, wg młodego-mnie, był naprawdę dobry i przypadł mi do gustu. Stary-ja jednak już zdaje sobie sprawę z problematyki fabuły, gdzie anioł stróż powinien dostać sądowy zakaz zbliżania się do Laury. Akcentem thrillerowym tej książki dla mnie dzisiaj jest właśnie obsesja tego "anioła", jego "miłość" do bohaterki i absolutna kontrola nad tym, co w jej życiu ma prawo się wydarzyć, a co nie. Poza tym, nie zdradzając wiele (choć to nadal spojler) – good Nazi exception. Książka jako luźna lektura krytycznym okiem jednak do polecenia, z zastrzeżeniem że to Koontz z lat 80. Problematyczny w inny sposób niż King, ale nadal problematyczny. 😛 Tutaj też wykazuję się powściągliwością, bo powinienem wspomnieć o serii Odd Thomas, ale to może kiedy indziej.


                        Trylogia Czarnego Maga, Trudi Canavan – seria, której główną bohaterką jest Sonea, dziecko ze slumsów Imardinu, stolicy państwa, w którym magowie stanowią odrębną, elitarną klasę rządzącą. Co roku rzeczeni magowie zbierają się, by wypędzić z ulic biedotę, żebraków i włóczęgów, sami osłonięci magiczną tarczą. Podczas jednego z takich zgromadzeń młoda Sonea rzuca w nich kamieniem (zgodnie z tradycją ciskania przedmiotami przez wypędzanych) który, napędzany jej emocjami, przebija barierę i rani jednego z panów magów. Wybucha panika i rozpoczyna się polowanie na rzekomego renegata, bo magom nawet nie przychodzi do głowy, że szukają prostej dziewczyny ze slumsów. Bohaterka zostaje oczywiście ostatecznie złapana i niechętnie przyjęta do szkoły magicznej, ale to dopiero początek jej losów.

                        Seria może pachnieć typowym YA fantasy, zwłaszcza że Sonea rzeczywiście okazuje się ponadprzeciętnie silna w magii, ale wytłumaczenie działa: magowie po prostu ignorują biedotę i nawet nie testują jej pod kątem zdolności magicznych. Niektóre postaci zresztą wprost punktują to w fabule. Książki nie boją się poruszać tematów uprzywilejowania, klasizmu, elitaryzmu, uprzedzeń czy prześladowania, a przyjęcie Sonei do szkoły nie sprawia magicznie, że jej pochodzenie przestaje mieć znaczenie. Ba, jest wręcz źródłem wielu konfliktów.

                        Później pojawia się jednak znacznie większy problem, gdy bohaterka trafia pod osobistą pieczę Akkarina, najmłodszego w historii arcymaga, również niezwykle silnego w magii i – jakżeby inaczej – przystojnego, a między nimi zaczyna rozwijać się "romans". Tutaj YA wchodzi o wiele silniej. Młody-ja już patrzył na ten wątek krzywo; starego-mnie zwyczajnie skręca, bo przepaść w tej relacji jest ogromna na wielu polach. Trylogia ledwo, ale jednak, broni się wspomnianymi wyżej motywami oraz wątkami pobocznymi, zwłaszcza historią maga Dannyla. To właśnie tutaj pojawia się arcyciekawy motyw magicznego tłamszenia "nienaturalnych tendencji" oraz dochodzenia do akceptacji samego siebie. Głównie przez ten wątek seria zapadła mi w pamięć.


                        Trylogia "Czarodzieje", Lev Grossman – seria współczesnego fantasy opowiadająca o losach Quentina Coldwatera, outsidera-intelektualisty z depresją i obsesją na punkcie fikcyjnej serii Fillory and Further (takiej Narnii) który odkrywa, że magia naprawdę istnieje. Zdaje egzamin wstępny i dostaje się do Brakebills, uczelni kształcącej magów.

                        Wiem, że brzmi to jak YA fantasy i seria ma trochę jego elementów, ale broni się ciekawymi, nierzadko oryginalnymi motywami. Przede wszystkim porusza tematy alienacji, depresji czy eskapizmu, odwracając przy tym większość założeń podobnych historii. Nauka magii jest żmudna i wymaga realnego wysiłku, a jej praktykowanie potrafi poważnie odbić się na organizmie. Fillory okazuje się prawdziwym światem równoległym, ale nie spełnieniem eskapistycznej fantazji, a samo Brakebills jest rzeczywistą uczelnią z całym jej instytucjonalnym bagażem.

                        Seria ma jednak znaczący problem: chociaż porusza dojrzałe tematy, bardzo lubi popadać w edżyzm i sygnalizować tą "dojrzałość" wyświechtanym zestawem seksu, alkoholu i narkotyków – czyli nastoletnim wyobrażeniem o dorosłości. Mimo to przyzwoita seria. Motyw polimorfii w pierwszej książce i gęsiego lotu na biegun pamiętam do tej pory.

                        Trylogię mógłbym podsumować prosto: Hogwart, gdyby był prawdziwą uczelnią magiczną pełną dysfunkcyjnych studentów; Narnia, gdyby była rzeczywistym światem równoległym, a nie chrześcijańską alegorią dla dzieci.


                        Trzy tytuły (no dobra, jeden i dwie trylogie, oszukiwałem trochę) barwione nostalgią spisane, ale dorzucę też jeszcze jeden, który czytałem nie tak dawno temu:

                        Ogień i krew, George R.R. Martin – nie byłbym sobą, gdyby nie pojawił się tutaj Martin. 😂 Książka opowiada wcześniejszą historię rodu Targaryenów, będąc swojego rodzaju lorebookiem. Ma jednak oryginalny format, całość jest bowiem stylizowana na królewską kronikę powstałą w Westeros: zbiór tamtejszych źródeł historycznych zredagowany ręką maestera Gyldayne’a. Nie dostajemy wobec tego jednej słusznej wersji historii, lecz często sprzeczne ze sobą relacje, teorie i przypuszczenia, nierzadko zabarwione stronniczością autorów. To właśnie jest w niej najlepsze, zręczne wykorzystanie motywu unreliable narrator. Sami musimy śledzić te przekazy z uwagą i czytać pomiędzy przysłowiowymi wierszami, by wyłuskać coś zbliżonego do neutralnej wersji wydarzeń. Dla fanów Westeros i worldbuildingu jest to w zasadzie pozycja obowiązkowa.

                        Oczywiście, jak to u Martina, początkowo książka miała objąć całość historii Targaryenów, ale rozrosła się i została rozbita na dwa tomy. Ten kończy się na regencji Aegona III, już po Tańcu Smoków, więc dostajemy wzlot, zenit i katastrofalne załamanie potęgi smoczej dynastii. Kontynuacja ma objąć jej późniejszy zmierzch i ostateczny upadek. Narracyjnie wyszło zatem nawet lepiej.


                        Your boos mean nothing, I've seen what makes you cheer.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        ♥
                        2
                        • GladinG Niedostępny
                          GladinG Niedostępny
                          Gladin
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #18

                          Czy ktoś czytał przygody Gotreka z serii z Maleneth i może się o nich wypowiedzieć?

                          4 pierwsze omnibusy, jeszcze z Felixem, mam przeczytane. Poziom tamtych czterech był... różny, częściej słabszy niż lepszy, ale nie odbiegający od czytadeł ze świata D&D. Nie są to książki warte polecenia, ale dla tych, którzy badają świat WH do przeczytania.

                          Aczkolwiek po przeczytaniu tych 4 pierwszych omnibusów nie mam jakiegoś mocnego przekonania, czy chcę kupować kolejny.


                          A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • PiołunP Niedostępny
                            PiołunP Niedostępny
                            Piołun
                            Mecenas
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #19

                            Okej, mały update z tego co ostatnio słuchałem i na temat czego mogę się wypowiedzieć.

                            text alternatywny

                            Trylogia Licaniusa to długa, rozbudowana opowieść i zdecydowanie nie dla każdego. Widać tu inspiracje Brandonem Sandersonem i epicką fantastyką w stylu Drogi Królów. Historia rozwija się stopniowo, a kolejne tomy odsłaniają coraz większą prawdę o świecie, jego historii i zależnościach między bohaterami. Największą zaletą cyklu są dla mnie liczne problemy filozoficzne i społeczne. Wolna wola, przeznaczenie, pamięć, tożsamość, magiczne narzucanie swojej woli jako forma zniewolenia, współdzielenie wspomnień czy zbiorowa świadomość. Autor naprawdę ma tu sporo ciekawych pomysłów i potrafi interesująco je rozwijać. Do tego dochodzą ograniczone time-jumpy oraz ciekawa struktura społeczna Strażników i magów.

                            Największym minusem są natomiast sami główni bohaterowie, którzy momentami podchodzą do bardzo złożonych problemów zbyt naiwnie i idealistycznie. Paradoksalnie bardziej racjonalni wydawali mi się długowieczni, odradzający się dzięki zachowanym wspomnieniom antybohaterowie, którzy patrzą na świat zdecydowanie bardziej pragmatycznie. Początek pierwszego tomu, zwłaszcza pierwsze około 200 stron, może sprawiać wrażenie fantasy skierowanego do młodszego odbiorcy. Później jednak fabuła bardzo wyraźnie się komplikuje i wymaga już znacznie większej uwagi. Możliwe, że młody wiek bohaterów miał częściowo tłumaczyć ich idealizm?

                            Całość to około 90-100 godzin audiobooka w 3 tomach, więc jest to naprawdę ogromna przygoda. Subiektywnie dałbym około 4/5, może odrobinę mniej. Głównie przez naiwność części postaci, która nie pozwoliła mi całkowicie zanurzyć się w historii. Mimo tego zdecydowanie rozumiem wysokie oceny trylogii i raczej polecam, zwłaszcza fanom długiego, złożonego fantasy i fabuł opartych na stopniowym odkrywaniu prawdy.

                            text alternatywny

                            Może pare słów o trylogii, którą obecnie kończe też. Trylogia „Krwiopijcy” Jarosława Dobrowolskiego to dla mnie naprawdę ciekawy przykład urban dark fantasy, które łatwo mogło skręcić w stronę przesady albo zwyczajnej śmieszności, a jednak autorowi udało się tego w dużej mierze uniknąć. Ma przy tym dość charakterystyczny styl pisania, który ostatecznie mnie kupił, choć po pierwszym tomie nie byłem jeszcze do końca przekonany, w jakim kierunku całość pójdzie.

                            Przy „Delirium” zastanawiałem się jeszcze, czy podobieństwa do Wampira Maskarady są zamierzone, czy po prostu wynikają z poruszania podobnej tematyki. Pierwszy tom sprawia trochę wrażenie, jakby autor dopiero badał grunt i szukał własnej wersji tego świata. Mamy wampira próbującego zaszyć się w Bieszczadach, sporo jego moralnych problemów związanych z własną naturą, trochę motywów kojarzących się z wilkołakami i do tego całkiem sporo słowiańskiego folkloru. Wszystko jest jeszcze stosunkowo kameralne i mocno skupione na samym bohaterze.

                            Przy „Cyjanie” moje wątpliwości właściwie zniknęły. Tutaj inspiracje Maskaradą są już bardzo wyraźne. Akcja przenosi się do miasta, pojawiają się koterie, lokalna polityka wampirów, władcy domen będący bardzo czytelnymi odpowiednikami książąt i cała sieć zależności między poszczególnymi grupami. Formalnych klanów nie ma, ale ich duch zdecydowanie jest obecny. Jedna z ekip pojawiających się w drugim tomie od pierwszych scen bardzo mocno kojarzyła mi się chociażby z Brujah.

                            Momentami podobieństwa są wręcz na tyle duże, że zacząłem się zastanawiać, gdzie właściwie przebiega tutaj granica praw autorskich. Autor dość zręcznie omija charakterystyczną terminologię WoD i nie kopiuje tego świata jeden do jednego, ale niektóre koncepty, zależności i określenia są na tyle bliskie, że inspiracja przestaje być tylko domysłem.

                            Nie nazwałbym jednak „Krwiopijcy” polskim Wampirem Maskaradą. To nadal osobny świat, z własnymi bohaterami, mitologią i pomysłami, zwłaszcza że autor mocno miesza klasyczne motywy wampiryczne z elementami słowiańskimi. Gdybym miał bardzo roboczo określić stopień podobieństwa do World of Darkness, powiedziałbym może około 60%. Wystarczająco dużo, żeby fan Maskarady bez problemu rozpoznawał kolejne tropy, ale nadal za mało, żeby można było mówić o prostym przeniesieniu settingu.

                            I właśnie dlatego dla fanów Świata Mroku wydaje mi się to naprawdę ciekawą propozycją. Jest tu sporo znajomych mechanizmów i klimatów, ale podanych przez polskiego autora, osadzonych częściowo w naszych realiach i przepuszczonych przez słowiańską mitologię. Im dalej w serię, tym wyraźniej widać też, że autor nabiera pewności co do świata, który tworzy.


                            A wychodząc z butów recenzenta...

                            @Gladin napisał:

                            Ale po tej pierwszej stronie już tak różowo nie jest. Książkę się czyta dość dobrze, chociaż gdybym tak prowadził przygodę dla moich graczy jak leci fabuła, to by mnie zakrzyczeli. Niestety, autor strasznie grubymi nićmi szył całość, czasami coś doklejał butaprenem, a czasami coś tam luźno latało. Książka też nie ma spójnego klimatu. Dałbym jej 5/10. Jeżeli macie możliwość pożyczenia jej i przeczytania, to warto. Ale na kupno jej raczej byłoby mi szkoda pieniędzy.

                            Rozumiem te zarzuty i w sumie trudno mi się z częścią z nich nie zgodzić. Sam też nie polecałem Chóru dlatego, że uważam go za jakąś wybitnie spójną czy perfekcyjnie skonstruowaną książkę. U mnie bardzo mocno zadziałał przede wszystkim klimat z początku, noszący znamiona space horroru i motyw wychodzenia z kapsuły. Muszę przyznać, że mam słabość do takiej tematyki i mogłem nieco przez to zawyżyć ocenę.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            1

                            Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                            Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                            Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                            Zarejestruj się Zaloguj się
                            Odpowiedz
                            • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                            Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                            • Najpierw najstarsze
                            • Najpierw najnowsze
                            • Najwięcej głosów


                            • Zaloguj się

                            • Nie masz konta? Zarejestruj się

                            • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                            Powered by NodeBB Contributors
                            • Pierwszy post
                              Ostatni post
                            0
                            • Kategorie
                            • Ostatnie
                            • Tagi
                            • Popularne
                            • Świat
                            • Użytkownicy
                            • Grupy
                            • Strona startowa