Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. 21 dni Kwarantanny
21 Dni
GaranilG
Garanil jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
MilobM
Milob jako
Maksymilian Kruk
MaReenkM
MaReenk jako
Karol Wysocki
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Michał Owczarek
NamiN
Nami jako
Wiktoria Wrońska

21 dni Kwarantanny

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
27 Posty 5 Uczestników 479 Wyświetlenia 1 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • MilobM Online
    MilobM Online
    Milob jako Maksymilian Kruk
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #11

    Maksymilian Kruk

    token_1.png

    Wypuścił siwą chmurę przez nos i spojrzał na Sebastiana z lekkim, niemal ironicznym uśmiechem.

    – Zombie? – parsknął cicho, kręcąc z niedowierzaniem głową.

    – Za dużo filmów i gier, Seba. Zejdź na ziemię. Zgodzę się, że pewnie przywlekło się tu jakieś ostre choróbsko, może i to gówno z Niemiec, ale żywe trupy nie zaczną nam zaraz drapać w szyby. Nie rozśmieszaj mnie.

    Strzepnął popiół do stojącej obok metalowej popielniczki.

    – Ale zakład przyjmuję, darmową paczką nie pogardzę – powiedział, ściskając dłoń Sebastiana z uśmiechem, jakby przed chwilą usłyszał świetny żart.

    Przez chwilę palił w milczeniu, a jego umysł przestawił się na chłodną, pragmatyczną analizę przetrwania, której uczył się latami. Odrzucił na bok wizje z gier wideo Sebastiana, skupiając się na rzeczywistości.

    Wypuścił ostatnią smugę dymu i głośnym pstryknięciem zamknął zapalniczkę Zippo, po czym wsunął ją do kieszeni bojówek.

    – Skoro uwięzili nas w tej szklanej puszce, musimy znaleźć sensowną metę na przeczekanie -stwierdził rzeczowo, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Spojrzał twardo na Sebastiana.

    – Zapomnij o wyjściu o szesnastej i wieczorze na własnej kanapie z Netflixem. Trzeba działać, zanim inni się zorientują. Na razie jeszcze nie panikują tylko kręcą filmiki, nagrywają stories i traktują to jako coś śmiesznego, ale za kilka godzin dotrze do nich, że muszą gdzieś to przesiedzieć. A biurowe fotele to kiepskie prycze.

    Maksymilian starannie przygniótł niedopałek w metalowej popielniczce.

    – Wspomniałeś, że wolisz dwudzieste piąte piętro. Podpisuję się pod tym. Z góry mamy lepszy widok na ulicę, a poza tym... tam siedzą też technicy. Mają tam swoją kanciapę. O ile dobrze kojarzę, stoi tam stara, całkiem znośna kanapa. Najlepiej będzie, jak pójdziemy tam teraz i zaklepiemy sobie bazę, zanim reszta tego spanikowanego stada zacznie szukać wygodnego kąta. Zbieramy się.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    2
    • NamiN Niedostępny
      NamiN Niedostępny
      Nami jako Wiktoria Wrońska
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #12

      text alternatywny

      Wiktoria Wrońska

      Wiktoria zatrzymała się tak, aby między nią a Wójcikiem był tylko niewielki odstęp, po czym skinęła mu lekko głową.

      — Panie Kazimierzu. — przywitała się spokojnie, z ledwie zauważalnym uśmiechem. — Widzę, że koniec świata nadal nie przeszkadza działowi technicznemu w funkcjonowaniu. Gdybym jednak przychodziła tu za każdym razem, kiedy Bartek opowie komuś niewłaściwy dowcip, musiałabym mieć w tym dziale własne biurko.

      Dopiero po chwili wskazała lekko dłonią stojących za sobą mężczyzn.

      — Karol, dział techniczny z zewnątrz. Michał, ratownik medyczny.

      Zerknęła krótko na kubek kawy w jego dłoni.

      — A kawa brzmi obecnie bardziej jak procedura ratunkowa niż propozycja.

      Rzuciła krótko, z delikatnie rozbawionym tonem głosu, choć wyraźnie nie było jej do śmiechu. Wolała jednak, żeby atmosfery nie dało się kroić nożem jak deseru do rzeczonej kawy.

      — Potrzebujemy dostępu do central wentylacyjnych i technicznych. Karol zwrócił uwagę, że jeśli ktoś zaczął odcinać część obiegów albo system działa nieprawidłowo, możemy bardzo szybko pogorszyć sytuację w budynku zamiast ją opanować.

      Na moment zamilkła, aby po chwili dodać

      — W obecnym chaosie wolałabym uniknąć scenariusza, w którym ludzie zaczną panikować również dlatego, że nie da się oddychać.

      Michał przywitał się krótkim skinieniem głowy

      — Czarną poproszę — rzucił sucho.

      Wycofał się pod drzwi i wyciągnął komórkę.

      — W tym dziale, kawa to paliwo, a najpoważniejszym problemem zdrowotnym jest odstawienie kofeiny. — Oznajmił poważnie Kazimierz.

      Spojrzał na kompanów Wiktorii i polecił jednemu ze swoich pracowników zrobić kawę.
      — Dział techniczny, jak dobrze pani wie, będzie pracował swoim swoim życiem i bezpieczeństwiem, tak długo jak ja tu jestem. Z resztą, nie pani pierwsza o to pyta. Był tu już dziś Rosiński, z zarządu. I kazał natychmiast wstrzymać cały system wentylacyjny z powodu kwarantanny. A ja kazałem mu spierdalać, bo wtedy wszyscy się tutaj poduszą. Groził mi konsekwencjami, zwolnieniem, grzywną, rozstrzelaniem i chuj go tam wie czym jeszcze. Oczywiście powiedziałem mu to grzecznie i w żargonie korporacyjnym, ale oczywiście, nie przyjął tego zbyt dobrze. — Stwierdził główny technik.

      Wiktoria dość szybka zdała sobie sprawę, że zarząd improwizuję. Teraz była pewna, że coś faktycznie było nie tak.

      🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • MaReenkM Niedostępny
        MaReenkM Niedostępny
        MaReenk jako Karol Wysocki
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #13

        -Karol słuchał Kazimierza z coraz większym niedowierzaniem, ale też czymś na kształt ulgi. Po raz pierwszy od wejścia do tego budynku miał wrażenie, że rozmawia z kimś, kto nie próbuje przykryć problemu korporacyjnym bełkotem.
        Parsknął cicho pod nosem, gdy technik wspomniał o „rozstrzelaniu”.
        -Brzmi jak standardowy poniedziałek w administracji.-mruknął.
        Oparł torbę narzędziową o jedno z biurek i przesunął wzrokiem po monitorach oraz schematach instalacji rozwieszonych po pomieszczeniu. Im dłużej tu stał, tym bardziej nabierał przekonania, że decyzje podejmowane na górze są kompletnie oderwane od rzeczywistości.
        -Jeśli serio chcieli wyłączyć cały obieg, to ktoś tam chyba nigdy nie był w tym budynku po godzinie dziesiątej. Powiedział już bardziej rzeczowo.
        -Przy tylu ludziach i zamkniętych oknach powietrze zrobiłoby się nie do wytrzymania jeszcze przed wieczorem.
        Podszedł bliżej jednego z ekranów.
        -Ale częściowe odcięcie sekcji dałoby się zrobić. Izolować konkretne piony albo piętra, zamiast dusić wszystkich naraz.
        Karol mówił teraz bardziej jak technik niż przestraszony człowiek. Problem był konkretny, więc łatwiej było mu się na nim skupić niż na panice piętro niżej.
        -Pytanie brzmi, czy oni wiedzą czego właściwie szukają… czy po prostu usiłują wyglądać, jakby mieli sytuację pod kontrolą.

        text alternatywny

        Wiktoria wysłuchała Wójcika w milczeniu, krzyżując ręce na wysokości talii. Musiała przyznać, że techniczne aspekty funkcjonowania budynku nigdy nie były jej specjalnością.

        Przy wzmiance o Rosińskim i próbie wyłączenia całego obiegu powietrza przymknęła na moment oczy, jakby właśnie potwierdziło się coś, czego podświadomie zaczynała się obawiać.

        — Czyli jednak improwizują. — powiedziała ciszej niż wcześniej. Niemal półgłosem.

        Zerknęła krótko na rozłożone schematy, potem na Karola. Słuchała go z wyraźnym zainteresowaniem. Mówił konkretnie i skupiał się na realnym problemie, zamiast na tym, jak problem powinien brzmieć w oficjalnym komunikacie.

        — Jeśli zarząd zaczyna podejmować decyzje techniczne bez konsultacji z ludźmi, którzy faktycznie utrzymują ten budynek przy życiu, sytuacja jest gorsza, niż przypuszczałam.

        Na moment zamilkła.

        — I szczerze mówiąc, wolę, żeby wentylacją zajmował się pan niż ktoś, kto zna ten budynek wyłącznie z prezentacji w PowerPoincie.

        Skinęła lekko głową panu Kazimierzowi, ale uznanie należało się również Karolowi. Zamiast siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż sytuacja sama się rozwiąże, próbował działać.

        Nawet jeśli ostatecznie miało okazać się to fałszywym alarmem, Wiktoria wiedziała jedno — zajęcie się czymś pomagało ludziom psychicznie. Dawało poczucie sprawczości i kontroli. A w obecnej sytuacji było to niemal równie cenne jak dostęp do tlenu.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • Arthur FleckA Niedostępny
          Arthur FleckA Niedostępny
          Arthur Fleck jako Michał Owczarek
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #14

          text alternatywny

          Michał Owczarek

          Michał przywitał się krótkim skinieniem głowy i rozejrzał po pomieszczeniu. Spodziewał się profesjonalnej sterowni a władował się do graciarni, przy której nawet jego zasyfione mieszkanie wyglądało jak sala operacyjna. Jego uwagę od razu przyciągnęła piramida brudnych kubków ułożonych na biurku. Szanse na to, że w tym chlewie znajdzie się choć jedno wyparzone naczynie, oceniał na zerowe, ale potrzebował kofeiny. A właściwie to wódy, ale Wójcik i jego koledzy pewnie nie odważyliby się przy Wrońskiej zaoferować obcemu rozchodniaczka. Nie mówiąc o tym, że w tyłku wciąż miał wszywkę.

          – Czarną poproszę – rzucił sucho.

          Kierownik ewidentnie miał ochotę na słowne potyczki z blondynką, ale Michał nie zamierzał w tym uczestniczyć. Potrzebował informacji z zewnątrz. Wycofał się pod drzwi i wyciągnął komórkę. Wybrał numer Zbyszka.

          Po paru sygnałach kolega z karetki w końcu odebrał.

          – Zbychu, co tam się dzieje? – Owczarek nie bawił się w uprzejmości i od razu przeszedł do pytań. – Dlaczego odcięli budynek?

          – A tego to ja nie wiem. Pół godziny temu zjechała się nagle kawaleria. Nie pozwolili mi wejść. Powiedzieli, że jest jakaś kwarantanna.

          – A ty gdzieś jesteś?

          – Dyspozytor kazał mi zjechać na bazę. Szpitale mają być w pogotowiu, tyle wiem. Aha. Jak się skończy kwarantanna masz się zgłosić na służbę.

          Owczarek wycedził ciche przekleństwo.

          – Co?

          – Nic. Jak się dowiesz czegoś więcej daj mi znać.

          – Jasne. Uważaj tam na siebie.

          Ratownik się rozłączył. Nie wydawał się zbytnio przejęty ani podekscytowany tym, że w ciągu kilku minut służby nagle odcięły budynek pełen setek ludzi.

          Jakby takie rzeczy działy się codziennie, kurwa.

          Sprawdził stan baterii i schował telefon do kieszeni. Odpuść. Zostaw to. Tak mu powtarzał terapeuta z ośrodka. Tłumaczył mu, że chlanie, ten cały pijacki ciąg to efekt uboczny brania na siebie zbyt dużej odpowiedzialności. Że zgubiła go potrzeba pełnej kontroli. Nazwał to kompleksem Boga. Michał wiedział, że mądrala w sweterku ma rację. Przesadzał. Próbował nosić na barkach cały oddział ratunkowy, nakładał na siebie rzeczy, których żaden człowiek by nie udźwignął, a potem musiał zalać to wódą by w ogóle zasnąć. Od miesięcy uczył się odpuszczać, mieć wyjebane na rzeczy, na które nie miał żadnego wpływu. Trenował znieczulicę na sucho, bez procentów. Tylko jak miał odpuścić teraz, kiedy zamknięto go w epicentrum strefy zero? Gdyby to był tylko kolejny szczep covidu albo innego grypopodobnego gówna, nikt by nie zadawał sobie trudu, by nagle odcinać cały wieżowiec. Kiedyś rozmawiał z kolegą z roku, który od razu po stażu zrobił specjalizację z zakaźnego i wyjechał do Konga. Krzychu potrafił zepsuć każde piwo opowieściami o Eboli i Marburgu. Opisywał pacjentów rzygających czarną krwią, ludzi, których narządy wewnętrzne rozpuszczały się i wyciekały każdym otworem ciała. „Misiek, przy tym, co tam siedzi w dżungli, ta nasza pandemia to niewinna igraszka” - mawiał między jednym a drugim kielichem. Jeśli sanepid i gliny ich zamknęli w piętnaście minut, nie bawiąc się w żadne ostrzeżenia, to nie szukali tu nikogo z dusznością. Bali się czegoś innego.

          I ta myśl nie dawała mu spokoju.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • GaranilG Niedostępny
            GaranilG Niedostępny
            Garanil jako Mistrz Gry
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #15

            Muzyka!

            Cóż. Trio ratownika medycznego, gwiazdy działu Human Resource, oraz kontraktora technicznego, wskórało relatywnie niewiele, poza faktem, iż ustalili, że system wentylacji budynku jest w kompetentnych rękach. Pozostało rozejść się do swoich zajęć...

            Atmosfera w Darpolu była... napięta. Coś wisiało w powietrzu. Ludzie "próbowali" pracować, ale świadomość, że nie możesz tak po prostu wyjść po 16 do domu, bardzo przeszkadzała w produktywności. Dlatego z ludzi pracujących, tak naprawdę pracowali jedynie technicy, utrzymujący budynek w należytej kondycji. Oraz prawdopodobnie dział IT. W końcu Internetu nikt kwarantanną nie objął.

            Kolejne godziny minęły każdemu inaczej.

            Wiktoria
            Wiktoria wróciła do swojego gabinetu, zaparzyła sobie kawę i zaczęła metodycznie przeszukiwać bazę danych firmy, maile, media społecznościowe, media internetowe, a nawet najnowsze papierowe dokumenty działu HR. Sama nie była do końca pewna, czego szuka. Śladów, że ktoś jest chory, a może śladów spisku mającego zamknąć budynek w absurdalnej kwarantannie. Im dalej w sytuację, tym bardziej zaczynała rozumieć stwierdzenie "Paranoja to tylko znajomość wszystkich faktów."


            Maksymilian
            Maksymilian ruszył razem z Sebastianem na górę, na piętro 25. Wpadli to techników właściwie zaraz po Wiktorii, Karolu i Michale. Technicznie rzecz biorąc, minęli się w drzwiach.
            Tylko po to, żeby Kazimierz po chwili powiedział im, że mają grzecznie odstosunkować się od ichniej kanapy, jako iż dział techniczny to jedyny, który faktycznie pracuje.
            Właściwie, to chłopaki zdążyli zauważyć, że dział techniczny też pracuje na pół gwizdka, bo jego pracownicy zaczęli już przygotowywać sobie bety na dzisiejszą noc. Cóż. Zgrane chłopaki.
            Sebastian zniknął w palarni, a Maksymilian miał dłuższą chwilę dla siebie, unikając roboty.
            Właściwie nie było to specjalnie trudne, bo jego manager już dawno powinien się odezwać, a tymczasem w krótkofalówce służbowej cisza. Zupełnie jakby zmywacze okien i ludzie zajmujący się konserwacją wymagającą uprawnień wspinaczkowych, też zaczęli się zajmować własnym losem, aniżeli pracą.


            Karol
            Wysocki został w dziale technicznym. Wziął od Kazimierza byle jaką robotę która akurat była do zrobienia i poszedł dokręcać śrubki, byle zająć czymś głowę. Praca mu nie szła. Rozmyślał o tym, że jest uwięziony w cholernym budynku i nie ma pojęcia co się właściwie dzieje. To o czym mówił Michał też nie dawało mu spokoju, a jedynie podsycało niepokój...


            Michał
            Owczarek zajął się przeglądaniem własnego telefonu oraz rozmowami z ludźmi. Próbował się dostać do Rosińskiego, ale bezskutecznie. Karolina Maj - sekretarka zarządu - poinformowała go, że członkowie zarządu mają bardzo ważne spotkanie, omawiają sytuację w kwestii bezpieczeństwa i mają na łączach pracowników Państwowej Inspekcji Sanitarnej, oraz przynajmniej jednego eksperta od chorób zakaźnych. W większości były to puste frazesy, które Michał znał aż za dobrze, więc ostatecznie skończył siedząc na krześle w poczekalni przed gabinetem Wiktorii. Wrońskiej., przeglądając swój telefon. i szukając informacji na temat tego, co się do cholery zaczęło odpierdalać w mieście wraz z nadejściem dnia dzisiejszego.


            około godziny drugiej po południu, ponownie odezwał się system radiowęzła budynku. Dwa razy jednego dnia - to ani przypadek, ani nic przyjemnego. Jednak tym razem to była dobra wiadomość.
            -Uwaga, uwaga! W związku z faktem iż kwarantanna była nagła i niezapowiedziana, aby ograniczyć dyskomfort związany z sytuacja, zostały dostarczone racje żywnościowe. Proszę się zgłosić do lobby budynku, celem odebrania swojej porcji. Prosimy o zachowanie ładu, porządku i spokoju. Dla wszystkich wystarczy.

            k*rwa...Skąd to wrażenie, że coś się zaraz spierdoli jeszcze bardziej niż powinno?

            Lobby

            Nie wiadomo co byłoby głupsze - unikanie ludzi i w związku z tym, unikanie swojej porcji, czy może właśnie stanąć wraz ze wszystkimi w kolejce. A więc również z potencjalnymi nosicielami choroby, którą "chyba" tropiły służby. Chyba, ponieważ nie było widać żadnych oznak. Żadnych testów, wymazów z nosogardzieli, badań... Samo to było niepokojące.

            Policja, w pełnym służbowym umundurowaniu i uzbrojeniu, wjechała do budynku wraz z wózkiem widłowym. Paleta reklamówek z logo każdego możliwego marketu w mieście, paleta wody pitnej. Policjanci mieli na sobie maseczki, rękawiczki i widać było, że sami też nie chcą tutaj być. Rozdawali bardzo prostą rację żywnościową. Każdy dostawał litrową butelkę wody (-jak ci się skończy, to sobie z kranu dolejesz.-), oraz reklamówkę z jedzeniem. Cholerną, foliową reklamówkę, której skład wydawał się być wyciągnięty żywcem z lotto. Komora maszyny losującej jest pusta, następuje zwolnienie blokady, rozpoczynamy losowanie twojej kolacji na podstawie tego co akurat funkcjonariusz znalazł w sklepie i czego było akurat więcej niż 5 sztuk na krzyż.

            To jeszcze bardziej podsycało atmosferę nagłej kwarantanny bez celu, sensu i przygotowania. W jednej siatce były 2 kajzerki, pasztet drobiowy, paczka Draży-Korsarzy, obite jabłko i soczek z rurką. W drugiej konserwa turystyczna, 5 mandarynek i pół kilo margaryny "Delmy"...
            A w trzecim wagonie siedzą grubasy, siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
            A tych wagonów jest ze 40, sam nie wiem co się w nich jeszcze mieści, kurwa jego mać!

            Wiktoria stała już w kolejce, kiedy nagle przed nią wepchnął się jeden z pracowników.

            token_1 (4).png

            -Ja tu stałem, Lala. Poszedłem się tylko odlać. - Zarechotał wrednie, jakby to był dowcip godny gwiazdy stand-upu.

            Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            3
            • MaReenkM Niedostępny
              MaReenkM Niedostępny
              MaReenk jako Karol Wysocki
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #16

              Karol przez dłuższą chwilę stał z reklamówką w ręce, patrząc na jej zawartość tak, jakby próbował znaleźć w niej ukryty sens. Dwie kajzerki, pasztet, jabłko i jakieś draże. Im dłużej przyglądał się ludziom odbierającym swoje losowe racje, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nikt nie miał planu.
              To nie wyglądało na przygotowaną akcję. To wyglądało na gaszenie pożaru wiadrem pełnym paniki. Westchnął ciężko i odszedł kawałek od kolejki. Sięgnął do kieszeni po telefon. Przez moment zawahał się nad ekranem. Potem wybrał numer. Po kilku sygnałach usłyszał znajomy głos teścia.
              -Halo?
              -Dzień dobry, panie Andrzeju. Karol z tej strony.
              -Karol? Wszystko w porządku?
              -Tak... chyba tak. Utknąłem w pracy przez tę całą kwarantannę. Chciałem tylko sprawdzić, czy u was wszystko dobrze.
              Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
              -W telewizji cały czas o tym mówią. Twoja teściowa już od rana ogląda wiadomości. Zosia też słyszała i trochę się martwi.
              Karol poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku.
              -Mogę z nią chwilę porozmawiać?
              -Jasne, poczekaj.
              Przez chwilę słyszał tylko przytłumione głosy gdzieś dalej w mieszkaniu. Potem odezwała się ona.
              -Tato?
              Na twarzy Karola pojawił się pierwszy tego dnia szczery uśmiech.
              -Cześć, młoda.
              -Dziadek mówi, że zamknęli cię w pracy.
              -Brzmi gorzej niż jest. Po prostu siedzimy w budynku i czekamy, aż mądre głowy uznają, że możemy wracać do domu.
              -Jak w szkole podczas alarmu?
              -Mniej więcej.
              -A są tam zombie?
              Karol zamknął oczy i parsknął śmiechem.
              -Nie ma zombie.
              -Na pewno?
              -Na sto procent.
              Zosia milczała przez chwilę.
              -Mama też by powiedziała, że nie ma zombie.
              Uśmiech zniknął z twarzy Karola równie szybko, jak się pojawił. Przez moment nie wiedział, co odpowiedzieć.
              -Pewnie tak. -powiedział w końcu cicho.
              -To kiedy wrócisz?
              Spojrzał na ludzi kręcących się po lobby. Policjantów. Taśmy na drzwiach.
              -Jak tylko mnie wypuszczą.
              -Obiecujesz?
              Poczuł znajome ukłucie w piersi. Po śmierci Magdy bardzo uważał z obietnicami.
              -Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby wrócić jak najszybciej.
              -To dobrze.
              Po drugiej stronie ktoś najwyraźniej zawołał dziewczynkę.
              -Muszę iść.
              -Jasne.
              -Kocham cię, tato.
              Karol przez moment nie odpowiedział.
              -Ja ciebie też, Zosia.
              Rozłączył się. Przez kilka sekund patrzył w wygaszony ekran telefonu. Potem schował go do kieszeni, mocniej ściskając foliową reklamówkę z jedzeniem. I nagle jeszcze bardziej chciał znaleźć się poza tym budynkiem. Stanął gdzieś przy ścianie, oparł się o nią plecami i czekał na dalszy rozwój sytuacji.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              3
              • NamiN Niedostępny
                NamiN Niedostępny
                Nami jako Wiktoria Wrońska
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #17

                text alternatywny

                Wiktoria Wrońska

                Wiktoria spojrzała na mężczyznę przez kilka sekund w całkowitym milczeniu.

                — Fascynujące. — odparła w końcu spokojnie. — Zawsze zastanawiałam się, ilu dorosłych ludzi potrafi użyć słowa „Lala” i nadal uważać się za poważnych.

                Ukryła rozbawienie.

                — Ale proszę bardzo.

                Wiktoria przepuściła go bez protestu, wskazując ręką miejsce przed sobą. Nie robiło jej to żadnej różnicy.

                — Skoro już był pan tutaj przede mną, to może wie pan coś, czego reszta nie wie? — Skinęła głową w stronę policjantów. — Bo wygląda to tak, jakby wszyscy improwizowali.

                Grubas wyglądał, jakby był gotowy na zaczepkę, zadymę. Zaczerwienił się, ale najwidoczniej nie przewidział scenariusza, w którym Wiktoria po prostu będzie miła i nie sprowokuje bójki.

                — No, i tak ma być. — Burknął.

                — I nie, nie wiem nic więcej niż inni. Jak to w Polsce, każda pierdoła jest klejona na ślinę, taśmę i karton.

                — To chyba najbardziej profesjonalna analiza sytuacji, jaką dziś usłyszałam.

                Rzuciła krótko.

                — Brzmi pan jak ktoś, komu ten dzień dołożył właśnie jeszcze jeden problem za dużo. — Przez chwilę obserwowała kolejkę. — Wiktoria Wrońska. HR. — Wyciągnęła rękę. — A Pan?

                — Hmf. Jeden tuzin problemów za dużo. — mruknął, zupełnie jakby Wrońska nie doceniła skali problemu, jakie może mieć tak szlachetna persona zmuszona do pracy w tym kołchozie.

                — Janusz Skrzypek, Archiwa i dokumentacja. — Burknął.

                Wiktoria skinęła głową.

                — Rozumiem.

                Na moment zatrzymała wzrok na identyfikatorze Janusza, jakby porządkowała nową informację w pamięci. Potem wróciła do obserwowania kolejki.

                Wiktoria cierpliwie przesuwała się wraz z kolejką. Po wymianie kilku zdań z Januszem wróciła do obserwowania ludzi i całego zamieszania wokół. Im bliżej była końca kolejki, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że nikt tutaj nie ma pojęcia, co właściwie robi.

                W pewnym momencie dostrzegła Michała. Ratownik nie stał w kolejce. Trzymał się z boku, wyraźnie niezainteresowany walką o konserwę, jabłko czy losową paczkę żywnościową.

                Gdy przyszła jej kolej, postawiła swoją reklamówkę na prowizorycznym stanowisku wydawania.

                — Mogę wziąć jeszcze jedną dla pana ratownika? — zapytała, wskazując dyskretnie Michała. — Tam stoi. Wątpię, żeby sam przyszedł się o nią upominać.

                Policjant spojrzał na nią, jakby właśnie zaproponowała sprzedaż budynku na Allegro. Przez chwilę milczał. Potem dorzucił do jej siatki jedno jabłko.

                — Masz.

                Wiktoria spojrzała wymownie na jabłko, oczekując jednak czegoś więcej. Jej wzrok próbował przewiercić go na wylot, ten jednak był nieugięty.

                — A teraz spierdalaj.

                Przez kilka sekund patrzyła jeszcze na owoc leżący pośród losowo dobranych produktów spożywczych.

                — Cóż. — westchnęła biorąc swoje zdobycze. — Przynajmniej negocjacje zakończyły się częściowym sukcesem.

                Chwyciła reklamówkę i odeszła, uznając, że dalsza dyskusja mogłaby skończyć się otrzymaniem drugiego jabłka. Albo śliwki, ale tego wolała uniknąć. Swoje kroki pokierowała w kierunku Michała Owczarka. Miała pewien pomysł, który był z nim związany.

                🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                ♥
                3
                • Arthur FleckA Niedostępny
                  Arthur FleckA Niedostępny
                  Arthur Fleck jako Michał Owczarek
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #18

                  Michał czuł się jak duch włóczący się bez celu po szklanym więzieniu. Sieć - jego jedyne okno na świat - milczała. Z uporem maniaka co chwilę odświeżał X-a i Wykop i choć serwisy były zbieraniną foliarzy i antyszczepionkowców o dziwo tym razem nie znalazł żadnego punktu zaczepienia, żadnych faktów ani nawet niepotwierdzonych plotek. Dowiedział się jedynie, że Darpol to nie jedyny budynek w stolicy, który został objęty kwarantanną a służby medyczne zostały postawione w stan najwyższej gotowości.

                  W końcu odpalił Facebooka i to był błąd, kurewski błąd. Ekran wyświetlił mu to, czego bał się najbardziej. Ola z noworodkiem i jej uśmiechnięty mąż, trzymający ją w objęciach. Zdjęcie uderzyło go prosto w splot słoneczny i przypomniało, że jest już tylko wrakiem, bez żadnego powodu by trzymać się na powierzchni. Na odwyku przekonywali go, że najgorsze już za nim. Że ma dopiero trzydzieści osiem lat i wystarczająco dużo czasu, żeby poskładać ten burdel do kupy. Że każdy dzień w trzeźwości to czysta karta. Ale Michał wiedział, że to tylko naiwne pieprzenie dla ludzi, którzy potrzebują tanich pocieszeń. Pod skórą czuł, że nie ma dla niego ratunku i nie czeka go już nic dobrego. Bo wszystko co dobre zdążył już przeżyć a potem to zniszczyć. W głowie usłyszał melodię która będzie mu towarzyszyć już chyba do końca jego dni.

                  Ta dziewczyna, którą miałem
                  Chciała w życiu tylko mnie
                  Teraz z innym jest na stałe
                  Każdy kocha tak jak chce

                  Na chwiejnych nogach pomaszerował prosto do męskiego kibla. Odkręcił kran i przechlapał twarz zimną wodą gapiąc się w lustrze na swoje zmęczone odbicie. Mózg nałogowca zaczął podrzucać mu pomysły. Gdzie w tym biurowcu dyrektorzy trzymają koniak? Na którym piętrze znajdzie piersiówkę w szufladzie biurka? Gdzieś tu musiał być alkohol. Gdziekolwiek. O ile wszystko byłoby prostsze gdyby się po prostu znieczulił, przestał się przejmować i zastanawiać. Niech inni się martwią, on nic nie jest winien światu.

                  Przestań kurwa, przestań.

                  Trzeźwy Michał przebił się przez żałosne podszepty pijaka. Uniósł pięść gotowy wymierzyć cios prosto w taflę lustra, z której gapiła się na niego udręczona dusza, Tantal umierający z pragnienia, uwięziony w piekle trzeźwości. Powstrzymał się w ostatniej chwili. Przetarł papierem mokrą twarz i wrócił na korytarz. Odświeżył X, potem Wykop, potem znów X. Na Facebooka zabrakło mu odwagi.

                  Po czternastej usłyszał komunikat z radiowęzła i zjechał windą na dół. Lobby wyglądało jak mrowisko. Policjanci w maskach i rękawiczkach rozdawali z palet foliówki z jakimś gównianym prowiantem, a korposzczury ustawiali się w coraz dłuższym ogonku. Michał zmarszczył czoło. Zbijanie się w stado na tak małej przestrzeni, kiedy w budynku mógł krążyć nieznany patogen to samobójstwo. Wystarczyło jedno kaszlnięcie w tej kolejce, żeby cała ta prewencja straciła sens. Nie zamierzał do nich dołączać.

                  Ruszył korytarzem w drugą stronę. Stał tam podświetlony automat z przekąskami. Medyk wsadził dłoń do kieszeni kurtki, szukając drobnych. Wygrzebał pognieciony paragon i dwie pięciozłotówki. Wrzucił monetę w wąską szczelinę i wcisnął przycisk z numerem przypisanym do Snickersa. Skoro o alkoholu mógł na razie zapomnieć to chociaż nafaszeruje się cukrem.

                  Sprężyna za szybą drgnęła. Przesunęła batonik do przodu, ten zsunął się z krawędzi, ale zamiast wpaść do podajnika, zaklinował się między szybą a metalową półką.

                  -Co jest kurwa?

                  Uderzył otwartą dłonią w pleksiglas, ale baton ani drgnał. Już miał chwycić automat oburącz i nim szarpnąć kiedy nagle obok niego pojawiła się Wiktoria Wrońska.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • MilobM Online
                    MilobM Online
                    Milob jako Maksymilian Kruk
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #19

                    Maksymilian „Maks” Kruk

                    token_1.png

                    Kolejka po darmowe jedzenie. Scena stara jak świat, niezależnie od tego, czy rozgrywa się pod namiotem Czerwonego Krzyża, czy na marmurach prestiżowego biurowca przy Domaniewskiej. Maksymilian stał w tłumie, starając się nie rzucać w oczy, i uważnie obserwował policjantów. Pełen rynsztunek, maski, rękawiczki, nerwowe ruchy. Nawet nie próbowali udawać, że panują nad sytuacją; po prostu chcieli zrzucić ten towar i zmyć się stąd jak najszybciej.

                    Gdy nadeszła jego kolej, odebrał ciężką, foliową reklamówkę i butelkę wody. Odszedł na bok, opierając się o chłodny filar, i zajrzał do środka, spodziewając się wojskowych racji MRE albo chociaż puszek z mielonką.

                    Zamiast tego w środku znalazł absurdalny zestaw wyciągnięty wprost z koszyka jakiegoś przypadkowego klienta w markecie: kostka masła, dwa jogurty naturalne, serek wiejski ,paczka paluszków słonych ,jedna, samotna mandarynka

                    Maks wypuścił powietrze przez nos w cichym, ironicznym prychnięciu. Dział nabiału dostał rykoszetem ,pomyślał, ważąc w dłoni serek wiejski.

                    Zwinął siatkę, postanawiając zjeść jogurty przy pierwszej nadarzającej się okazji. Miał właśnie ruszyć z powrotem w stronę klatki schodowej, gdy jego uwagę przykuł podniesiony, chamski rechot. Spojrzał w stronę kolejki. Jakiś typ przyciasnej koszuli właśnie bezczelnie wepchnął się przed Wiktorię – tę samą elegancką blondynkę z HR-u, która rano tak gładko spacyfikowała nastroje w lobby.

                    Maksymilian nie znosił HR-u, korporacji i całej tej fasadowej kultury. Ale jeszcze bardziej nie znosił chaosu, braku dyscypliny i cwaniaków, którzy wykorzystywali stresującą sytuację, by wejść innym na głowę. W warunkach kryzysowych takie zachowanie było jak iskra rzucona na rozlane paliwo. Jeśli reszta stada zobaczy, że przepychanie się działa, za pięć minut z tej kolejki zostanie walcząca o soczki dżungla.

                    Ruszył w ich stronę szybkim krokiem, gotowy chwycić faceta za fraki i uciąć ten kabaret u samego źródła.

                    Zatrzymał się jednak w pół kroku.

                    Wiktoria nie potrzebowała ratunku. Maks wycofał się z powrotem pod filar, skrzyżował ramiona na klatce piersiowej i z fascynacją godną ornitologa obserwującego rzadkiego ptaka, słuchał, jak blondynka z HR-u rozbraja napuszonego grubasa.

                    Niezła jest przyznał w myślach Maks, lekko unosząc brwi.

                    Odpuścił interwencję. Skoro radziła sobie sama, nie było sensu zdradzać swoich możliwości ani zwracać na siebie uwagi. Otworzył jogurt i jedząc go metodycznie, obserwował kobietę dalej.

                    Wyrzucił puste opakowanie po jogurcie do kosza. HR-ówa ewidentnie grała w swoją własną, przemyślaną grę, a w tym szklanym ulu stawała się właśnie najciekawszym punktem orientacyjnym. Była spostrzegawcza, opanowana i zbierała sojuszników. Maksymilian poprawił komin na szyi. Postanowił na razie trzymać się z boku, ale nie zamierzał spuszczać z niej wzroku. Jeśli ktoś w tym budynku miał plan, to najprawdopodobniej była to ona.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    2
                    • NamiN Niedostępny
                      NamiN Niedostępny
                      Nami jako Wiktoria Wrońska
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Nami
                      #20

                      text alternatywny text alternatywny

                      ꧁Wiktoria Wrońska ꧂ ꧁Michał Owczarek꧂

                      text alternatywny

                      Wiktoria podeszła do Michała, trzymając reklamówkę w jednej ręce. Jej ruch był płynny i pewny siebie, już z daleka mógł się domyślić, że idzie do niego.

                      — Negocjacje zakończyły się otrzymaniem jabłka. Uznaję to za częściowy sukces.

                      Kącik ust drgnął jej lekko. Od razu przeszła do rzeczy.

                      — Wiem, że nie jesteś zachwycony pomysłem zebrania wszystkich ludzi w jednym miejscu. Szczerze mówiąc, ja też nie. Dlatego mam propozycję.

                      Skinęła głową w stronę wind.

                      — W moim gabinecie jest kawa, laptop i dostęp do internetu. Ja mogę szukać informacji, ale nie jestem medykiem. Jeśli rzeczywiście dzieje się coś poważnego, istnieje spora szansa, że zauważysz rzeczy, które mnie umkną.

                      Na moment spojrzała na krzątających się policjantów.

                      — A ponieważ nikt tutaj nie wygląda na człowieka, który wie, co robi, zaczynam dochodzić do wniosku, że będziemy musieli pomóc sobie sami.

                      Przechyliła lekko głowę i wyciągnęła rękę z jabłkiem w stronę Michała

                      — Wynegocjowałam to dla ciebie

                      Michał odwrócił głowę od automatu i spojrzał na Wiktorię zupełnie zbity z tropu. Odruchowo zaczął węszyć podstęp. Tacy ludzie jak Wrońska nie rozdawali przysług za darmo, tu musiał być jakiś haczyk. Z drugiej strony, zachowała się w porządku u techników, załatwiła sprawę z Wójcikiem bez słowa sprzeciwu. Teraz jej twarz też nie zdradzała ani jednej nuty fałszu. Może się jednak pomylił i niepotrzebnie wrzucił ją do jednej szufladki z bezużytecznymi biurwami?

                      Popatrzył na snickersa, który wciąż wisiał zaklinowany w maszynie a potem na owoc, który blondynka trzymała w swojej wypielęgnowanej dłoni.

                      — Ostatni facet, który wziął jabłko od kobiety skończył marnie — rzucił, a na jego zmęczonej twarzy pojawił się cień gorzkiego uśmiechu — Ale dzięki za fatygę. I udane negocjacje. Chyba właśnie uratowałaś firmowy sprzęt przed dewastacją.

                      Wskazał na baton uwięziony za szybą automatu a potem wziął od niej jabłko.

                      — Twoja propozycja to chyba najlepsza rzecz jaką usłyszałem od rana — dodał, odrywając się od maszyny — Doceniam zaufanie.

                      Wiktoria uśmiechnęła się mimowolnie na porównanie teologiczne.

                      — To zależy od interpretacji. Niektórzy twierdzą, że dzięki temu zdobył wiedzę.

                      Odpowiedziała spokojnie.

                      — Cieszę się, że tak uważasz. W takim razie zapraszam.

                      Wskazała ręką w kierunku wind, po czym ruszyła w ich stronę, dając Michałowi możliwość dołączenia.

                      Michał zarzucił czerwoną torbę na ramię i ruszył za blondynką. Zanim dotarli do windy, spojrzał jeszcze raz na hol, gdzie wciąż tłoczyli się ludzie. Nikt nie robił im wymazów z nosa, nikt nie mierzył temperatury. Po prostu ich tu zamknęli jak bydło, czekając, aż problem sam się rozwiąże. Niepojęte. Odwrócił wzrok z wyraźnym niesmakiem, po czym wszedł za Wiktorią do kabiny. Zanim kobieta zdążyła zbliżyć dłoń do panelu, Michał wyciągnął z kieszeni zużyty paragon. Szybkim ruchem wdusił przycisk przez cienką warstwę papieru, izolując skórę od plastiku.

                      — Odruch — skwitował krótko — Pracuje tu z tysiąc osób, a pewnie połowa z nich nie myje rąk po wyjściu z kibla. Ostrożności nigdy za wiele.

                      — To chyba rozsądniejsze niż większość decyzji podjętych dziś w tym budynku.

                      Powiedziała to spokojnie, bez śladu ironii. Przez moment przyglądała się paragonowi w jego dłoni, jakby odnotowywała ten drobny odruch w pamięci, po czym przeniosła wzrok na wyświetlacz nad drzwiami windy.

                      — Ktoś bardzo nisko zawiesił poprzeczkę — skomentował obserwując jak na panelu zmieniają się cyfry z oznaczeniami pięter. — Będę zdziwiony jak TVN nie zrobi z tego odcinka do "Uwagi".

                      — Czyli bierzesz pod uwagę, że jednak nie jesteśmy skazani na zagładę?

                      Zapytała z autentyczną ciekawością.

                      — Obawiam się, że dział PR może już nie odzyskać kontroli nad narracją, gdy taki odcinek nadejdzie.

                      Kącik jej ust uniósł się nieznacznie.

                      — Zagładę? — uniósł brew przyglądając się Wiktorii uważniej — Dobre pytanie. Problem w tym, że nie znam odpowiedzi.

                      Westchnął i zmęczonym ruchem przeczesał włosy.

                      — W ciągu paru minut zamknęli cały budynek, bez żadnego ostrzeżenia. A w mediach cisza. Jakby nikt się za bardzo nie przejmował tym, że nagle setki ludzi zostało odciętych od świata. Nikt nie pyta o przyczynę. I ta przyczyna mnie najbardziej martwi.

                      Zamilkł na chwilę próbując pozbierać myśli, które przypominały teraz jedno wielkie wysypisko śmieci.

                      — Biorę pod uwagę różne możliwości. Że to tylko fałszywy alarm albo dziwny eksperyment. Może ćwiczenia. Nadgorliwość kogoś tam na górze. Może tego samego jełopa, który zamykał lasy podczas Covidu. Ale…

                      Jego oczy pociemniały i zognistkowały się na blondynce.

                      — …nie mogę też wykluczyć, że zamknęli nas z czymś…. — zrobił wymowną pauzę. “Może nas zabić” nie chciało mu przejść przez usta. Zdanie innych już dawno przestało go obchodzić, ale nie chciał by Wrońska pomyślała, że ma doczynienia z nadgorliwym wariatem. — …na co nie ma lekarstwa.

                      Kabina nagle zatrzymała się. Skrzydła drzwi rozjechały się na boki, otwierając przed nimi korytarz dwudziestego piątego piętra.

                      — A ty? — zapytał. — Co o tym myślisz? Tylko tak szczerze, bez tej gładkiej gadki dla stada baranów.

                      Wiktoria wyszła z windy pierwsza, ale nie od razu ruszyła korytarzem. Na moment zatrzymała się przy otwartych drzwiach.

                      — Szczerze? — Przez chwilę wyglądała, jakby ważyła słowa. — Myślę, że ktoś jest przerażony.

                      Spojrzała na Michała.

                      — Nie wiem czym. Nie wiem czy słusznie. Ale kiedy ludzie mają plan, zwykle zachowują się inaczej.

                      Powoli ruszyła korytarzem.

                      — To wszystko wygląda na reakcję. Chaotyczną, pospieszną i częściowo improwizowaną. — Na moment uniosła reklamówkę z żywnością. — Te racje są chyba najlepszym przykładem.

                      Westchnęła cicho.

                      — Nie wiem, czy zamknęli nas z czymś, czy przed czymś. — Jej spojrzenie na chwilę powędrowało w stronę okien. — Ale jestem niemal pewna, że osoba podejmująca decyzję o tej kwarantannie była przekonana, że nie ma lepszego wyjścia.

                      Zatrzymała się przy drzwiach swojego gabinetu i otworzyła je kluczem. Weszła pierwsza, zostawiając je otwarte dla Ratownika. Po niedługiej chwili odezwała się, a Michał mógł odnieść wrażenie, że też uśmiechnęła się pod nosem.

                      — Mam nadzieję, że ta odpowiedź była dla ciebie wystarczająco szczera. Nie chciałabym zostać pomylona z pasterzem.

                      Michał milczał. Za odpowiedź musiało wystarczyć jego spojrzenie. Nieważne jakby się starał, nie potrafił ukryć uznania, z jakim popatrzył na elegancką blondynkę z HR.

                      Cholera, ma babka łeb na karku.

                      Ojciec zawsze mu powtarzał by trzymał się mądrzejszych od siebie, ale Owczarek nie spodziewał się że taką osobę znajdzie w miejscu, które z założenia tłamsiło niezależne myślenie i produkowało osobników poddawanych praniu mózgu za pomocą owocowych czwartków i bezmyślnego klepania regułek. Wyglądało na to, że tego gównianego dnia przynajmniej raz dopisało mu szczęście.

                      Za późno zorientował się, że za długo milczy. Wszedł do biura i rozejrzał się bez większego zaciekawienia.

                      — Całkiem przyjemny gabinecik. — mruknął od niechcenia, żeby przerwać ciszę. Odłożył torbę ratownika w kąt.

                      — Jeśli masz rację i zamknęli nas z czymś czego się boją, lepiej to szybko znajdźmy.

                      — Zapraszam.

                      Wskazała ręką fotel przy biurku. Na blacie czekał już otwarty laptop podłączony do sieci. Podeszła i wpisała hasło.

                      — Ekspres jest tutaj. — Skinęła głową w stronę niewielkiego ekspresu kapsułkowego stojącego na szafce. — Nie jest imponujący, ale spełnia swoje zadanie.

                      Zdjęła reklamówkę z ramienia i odstawiła ją obok biurka.

                      — Mam nadzieję, że uda nam się znaleźć powód, zanim on znajdzie nas.

                      Powiedziała to lekkim tonem, choć trudno było stwierdzić, czy żartowała. Uruchomiła przeglądarkę i odsunęła się od biurka.

                      — Zobaczmy, czego nie chcą nam powiedzieć.

                      Po chwili zawahała się.

                      — A kiedy już ustalimy od czego zacząć, skoczę jeszcze do pokoju socjalnego. Jeśli ta kwarantanna potrwa dłużej niż kilka godzin, kawa może okazać się równie cenna, co informacje.

                      Michał klapnął przed laptopem. Kawa brzmiała dobrze, ale potrzebował czegoś mocniejszego niż kofeina. Prędzej czy później dobierze się do butelki, ale teraz mieli robotę do wykonania.

                      — Zwykła przeglądarka to strata czasu — przyznał szczerze — Pół dnia siedziałem na różnych portalach i nic nie znalazłem.

                      Obrócił się w fotelu, żeby na nią spojrzeć.

                      — Sprawdziłaś tych ludzi z urlopów, o których rozmawialiśmy w windzie? Wyciągnęłaś jakieś nazwiska? Bo myślę, że to od nich powinniśmy zacząć.

                      Wiktoria odstawiła kubek na biurko i oparła się lekko o jego krawędź.

                      — Kilka nazwisk mam.

                      Sięgnęła po notatki.

                      — Znalazłam wzmianki o kilku pracownikach, którzy niedawno wrócili z wyjazdów służbowych do Niemiec. Nic spektakularnego. Żadnych raportów o zachorowaniach, zwolnień lekarskich ani zgłoszeń do HR.

                      Zmarszczyła lekko brwi.

                      — Właśnie to mnie niepokoi.

                      Przesunęła kartkę w jego stronę.

                      — Gdyby ktoś był wyraźnie chory, mielibyśmy przynajmniej jakiś punkt zaczepienia. Tymczasem wygląda to tak, jakby ktoś podjął bardzo radykalną decyzję przy wyjątkowo skąpej ilości informacji.

                      Przez chwilę przyglądała się ekranowi laptopa.

                      — Albo przy informacjach, do których my nie mamy dostępu.

                      Spojrzała na Michała.

                      — Jeśli miałbyś wybierać, od czego zacząć jako ratownik, to czego szukałbyś w pierwszej kolejności?

                      Michał wziął od niej kartkę. Przeleciał wzrokiem po kilku obcych nazwiskach.

                      — Brak objawów to nie argument. W medycynie zakaźnej istnieje coś takiego jak okres wylęgania. Ludzie nie muszą kaszleć krwią, żeby być nosicielami. Wystarczy, że byli w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie, gdzie odjebało się coś na tyle paskudnego, że ktoś na górze wcisnął czerwony guzik.

                      Odłożył notatki z powrotem na blat. Elementy układanki powoli zaczynały do siebie pasować. Przynajmniej takie miał wrażenie. Tak naprawdę niczego nie mógł być pewien. Poruszał się po omacku.

                      — Przez ostatnie parę godzin czytałem różne wysrywy na Twitterze i Wykopie. Gdzieś tam w tle przewijały się właśnie Niemcy. Jeśli tam jest ognisko, to służby po prostu zdjęły listy pasażerów z lotów do Warszawy. Prześwietlili ich, sprawdzili, gdzie pracują, i w piętnaście minut zaryglowali im drzwi. A przy okazji wszystkim, którzy mieli z nimi kontakt. To jedyne logiczne wyjaśnienie tego cyrku.

                      Stuknął w kartkę knykciem.

                      — Jako ratownik wziąłbym tę listę i od razu ściągnął tych ludzi tutaj. Musimy ich odizolować od reszty, zrobić szczegółowy wywiad i zbadać. Nazwijmy to kwarantanną w kwarantannie.

                      Spojrzał na nią z wyczekiwaniem. Przez chwilę znów poczuł się jak lekarz na oddziale.

                      — Pytanie brzmi czy dasz radę wyłowić ich z tego tłumu po cichu? Umiesz im sprzedać taką bajkę, żeby poszli za tobą na dobrowolną obserwację? Zresztą, widziałem jak uspokoiłaś ludzi w holu, więc to chyba retoryczne pytanie.

                      — Mogę spróbować ich znaleźć.

                      Zamilkła na chwilę.

                      — Ale jeśli rzeczywiście podejrzewamy zagrożenie biologiczne, to nie jestem przekonana, że najlepszym pomysłem jest wysyłanie mnie na bezpośrednie rozmowy z potencjalnymi nosicielami. Poza tym, jeśli mamy ich izolować, potrzebujemy powodu, który nie wywoła paniki.

                      — Wiem. Ostatnia rzecz jaką chcę, to cię narażać. Dlatego pomyślałem, że mogłabyś użyć radiowęzła. Zwabić ich w jakieś miejsce, które można zamknąć od zewnątrz. Sala konferencyjna albo jakaś świetlica.

                      Spojrzał na swoje dłonie, które kiedyś ratowały życie.

                      — Resztę biorę na siebie.

                      Wiktoria przez chwilę milczała. Miała obiekcję do kilku punktów tego spontanicznego planu.

                      — Zanim zaczniemy izolować ludzi, chciałabym mieć pewność, że są właściwymi ludźmi.

                      Oparła się lekko o biurko.

                      — W tej chwili mamy kilka nazwisk, wyjazd służbowy do Niemiec i bardzo dużo domysłów. To trochę mało, żeby zamykać kogokolwiek w sali konferencyjnej.

                      Przez moment obracała w dłoniach długopis.

                      — Mogę wykonać kilka telefonów. Prywatnych i służbowych. Sprawdzić, czy te osoby w ogóle są dziś w budynku, kiedy wróciły i czy wydarzyło się coś, czego nie odnotowano w systemie.

                      Spojrzała na Michała.

                      — A potem zdecydujemy, czy mamy do czynienia z tropem, czy tylko zbiegiem okoliczności.

                      Na chwilę zamilkła.

                      — I jeszcze jedno. — Jej ton pozostał spokojny. — Nie podoba mi się sposób, w jaki mówisz o braniu wszystkiego na siebie.

                      Zmarszczyła lekko brwi.

                      — Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z czymś niebezpiecznym, ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest ratownik medyczny, który pierwszy wystawi się na ryzyko.

                      Kącik jej ust drgnął nieznacznie.

                      — Bohaterowie zwykle umierają w pierwszym akcie. Ja liczę na dłuższą współpracę.

                      Michał wpatrywał się w długopis obracany między jej palcami. Milczał, bo prawda wyglądała inaczej niż sądziła. Gdyby dalej bezczynnie włóczył się po korytarzach do wieczora leżałby już schlany w trupa stając się balastem. Izolatka w sali konferencyjnej rozwiązywała problem, przynajmniej chwilowo. Gdy Wiktoria skończyła mówić, złapał się na tym, że opanowana blondynka odciąga jego uwagę od butelek pochowanych w gabinetach dyrektorów. Dopóki rzucała konkretami, jego mroczny pasażer pozostawał uśpiony na tylnym siedzeniu.

                      — Bohater? Sorry, nie ten adres — odezwał się w końcu przerywając przeciągającą się ciszę — Jestem lekarzem.

                      Za późno się zorientował, że sprzedał Wiktorii paskudne kłamstwo, w które sam czasem jeszcze wierzył. Ta jedynie mimowolnie uniosła brew z zaciekawieniem i słuchała dalej, jak się plącze.

                      — Byłym lekarzem. — poprawił się szybko — Co nie zmienia faktu, że składałem przysięgę. Znam procedury i ryzyko, przeżyłem szczyt pandemii na oddziale ratunkowym. Byłem jak to mówią na pierwszej linii frontu.

                      Przeniósł wzrok z długopisu na Wiktorię.

                      — Ale punkt dla ciebie, twój plan ma więcej sensu — przyznał po czym dodał — Dłuższa współpraca oznacza, że musielibyśmy spędzić w tym ulu więcej czasu niż to koniecznie a chyba oboje tego nie chcemy. Chyba, że pasuje ci towarzystwo upierdliwego dupka.

                      Wiktoria zmrużyła nieznaczenie oczy. Nie spuszczała spojrzenia z rozmówcy.

                      — Dotychczas największym problemem byłeś tylko dla automatu ze słodyczami.

                      Przez chwilę wyglądała, jakby rozważała coś jeszcze.

                      — Więc myślę, że dam radę. A skoro już zgodziłeś się nie poświęcać dla dobra ludzkości, mam dla ciebie inne zadanie.

                      Uśmiechnęła się uprzejmie.

                      — Potrzebuję kogoś, kto nie boi się zadawać ludziom niewygodnych pytań.

                      Podeszła do biurka, zgarnęła kartkę z nazwiskami i położyła ją obok telefonu.

                      — Tutaj jest telefon, a tutaj są numery naszych niemieckich celebrytów.

                      Spojrzała na niego znacząco.

                      — Zostałeś sekretarką HR-u. Gratuluję.

                      Na moment uśmiechnęła się kącikiem ust, lustrując go ze spokojem wzrokiem.

                      — Przeżyłeś pandemię, dasz radę.

                      Pozwoliła sobie na krótki, rozbawiony uśmiech, po czym odwróciła się i sięgnęła po pustą już reklamówkę.

                      — Wrócę za kilka minut. Skoro już zostaliśmy zamknięci w biurowcu na czas nieokreślony, chciałabym sprawdzić, co jeszcze zostało w pokoju socjalnym, zanim ktoś uzna kawę za walutę.

                      Ruszyła w stronę drzwi.

                      — Jeśli któreś z nazwisk okaże się interesujące, nie zaczynaj śledztwa beze mnie.

                      Po tych słowach opuściła gabinet, zostawiając Michała sam na sam z telefonem, listą nazwisk i nowo odkrytą karierą w administracji.

                      Wiktoria faktycznie miała w planie zajrzeć do socjalnego na tym piętrze. Właściwie, na jedną noc mogło się przydać wiele rzeczy. Mleko do kawy, większa ilość wody, jej pudełka kateringowe, może herbata. Nie wzgardziłaby też paroma kocami, jeśli takie by się znalazły oraz jakimiś poduszkami. Zwykle kanapy w pokojach socjalnych miały za zadanie wyglądać, a nie być funkcjonalne, więc nie spodziewała się znaleźć czegoś co poprawiłoby ich wygodę na całą noc. Nie mniej jednak miała w sobie jeszcze trochę nadziei.

                      text alternatywny

                      🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • GaranilG Niedostępny
                        GaranilG Niedostępny
                        Garanil jako Mistrz Gry
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #21

                        Muzyka!

                        Życie w biurowcu toczyło się swoim tempem, po wydaniu racji przez Policję, ludzie się rozeszli. Atmosfera przygnębienia i beznadziei jeszcze pogłębiła się, podczas gdy wśród ludzi kwitł niepewny barter. Ja tobie kromkę chleba, ty mi margarynę na moją kromkę. Ja tobie serek wiejski, ty mi pół cebuli.
                        Najgorzej mieli przypadkowo schwytani w pułapkę cywile, którzy okupowali pokój socjalny parteru i Lobby. Wpadli na chwilę do budynku załatwić jakąś sprawę i niestety, tak już zostali.
                        Najgorsze było to, że nie było wdać żadnych objawów choroby. Kaszlu. Kichania. Żadnych zgłoszeń. Każdy patrzył na każdego, nie jak na "zdrowego", ale jak na potencjalne źródło śmiertelnego patogenu.
                        Nie ma "Zdrowych". Są tylko "niezdiagnozowani"...

                        Karol zajmował się swoimi sprawami. Krążył wśród techników, dokręcał śrubki, rozmawiał z ludźmi. Jako że był "prawie swój" chociaż zewnętrzny kontraktor, to jednak przyjęli go jak swego i miał okazję spędzić noc właśnie w dziale technicznym. Dostał własne legowisko - co prawda złożone, jak wszystkie, ze wszystkiego co było dość miękkie i pod ręką, ale przynajmniej techniczni mieli własny zapas kawy, oraz nie patrzyli na każdego jak na potencjalne zagrożenie. Trzymali się razem.

                        Maksymilian miał najtrudniej - mycie okien zostało odwołane. Wszyscy ci, którzy zajmowali się wielkomiejską alpinistyką na wieżowcach, byli obecnie bez zajęcia. Z braku lepszego pomysłu, unikał ludzi. Miejsce do sprania przygotował sobie w jednym ze schowków, o którym wiedział, że może go po prostu zamknąć od zewnątrz, jest tam dość miejsca żeby się położyć, oraz dość suchych, świeżych mopów, aby umościć sobie coś w stylu łóżka.
                        Śmierdziało wszelkiego rodzaju chemią, ale było bezpiecznie, a to najważniejsze.

                        Muzyka!

                        Tymczasem, w gabinecie Wiktorii, ona i Michał prowadzili szeroko zakrojone śledztwo, szukając potencjalnych zarażonych, którzy mogli przywlec choróbsko z Niemiec. Zamiast biernego obserwowania sytuacji, próbowali coś zrobić. Coś o co nikt nie prosił, nikt nie potrzebował, może nawet nikt nie zasłużył.
                        Może nawet nikt nie był świadomy potrzeby takiego działania. Ale to pozwoliło im się czymś zająć.

                        Do wieczora mieli już gotową listę 10 nazwisk, która po paru telefonach, skróciła się do zaledwie 5 pozycji - ponieważ właśnie tylu z listy znajdowało potwierdzenie swojej obecności w budynku w dniu dzisiejszym. Problemem był brak objawów, jak również destynacje lotów - cholera, wszystko wskazywało na to, że znowu dobrnęli do ślepego zaułka. Że to bogu ducha winni ludzie, którzy są zdrowi, a zawinili jedynie tym, że mieli przesiadkę w Niemczech, w miejscu w którym nawet techncznie nie było ogniska choroby.

                        Przyniesiona przez Wiktorię z socjalnego Kawa szybko została otwarta, a jej zapasy podczas śledztwa zaczęły niebezpiecznie topnieć.


                        Oczywiście Wiktoria i Michał w jakiś sposób umościli się w jej gabinecie na noc. Pierwszy - i jak mieli płonną nadzieję, ostatni - dzień kwarantanny, dobiegł końca. Zapadła noc. Niepewna, wątła. Z rzadka przerywana przejazdami na ulicy, bądź pojazdami na sygnale. Z ludźmi, śpiącymi w różnych zakamarkach, niekiedy najbardziej zapomnianych przez Bogów miejscach w tym cholernym budynku. Okupując kanapy, stoły, podłogi, przestrzenie pod biurkami, próbując umościć sobie w miarę wygodne legowisko, że wszystkiego co było pod ręką.

                        Poranek przywitał wieźniów Darpolu w nietypowej porannej rutynie. Duży ruch w łazienkach - mycie rąk, twarzy, załatwianie potrzeb, oraz zużywanie papierowych ręczników w ilości, której nikt by nie podejrzewał. o godzinie dziesiątej kwarantanna miała się zakończyć. Mieli wyjść do domu.
                        Nikt nie pracował, może z wyjątkiem ochroniarzy. W lobby powoli zbierał się coraz większy tłum, gotowy do wyjścia. Praca w budynku uległa całkowitej dysrupcji i było jasnym, że czy ktokolwiek tego chce, czy nie - czy zarzuci zwolnieniami, zagrozi karami, czy nie - zaraz po zakończeniu kwarantanny budynek będzie świecić pustkami.

                        Jakże głęboko się zawiedli. Jakże straszliwie się pomylili. I jak bardzo niszczący psychicznie był to zawód.
                        Tuż przed godziną ósmą, dało się słyszeć syreny pojazdów uprzywilejowanych. Za oknami Lobby zrobiło się niebiesko od charakterystycznych szklanek. Otworzyły się drzwi, a do środka weszła grupa ludzi, którzy zmrozili Michałowi Kaczmarskowi krew w żyłach.

                        Sytuacja właśnie przestała być zabawna.
                        text alternatywny

                        Chłopcy i dziewczęta w ołówianych Piżamach zabezpieczających CBRN (Chemical, Biological, Radiological Nuclear) weszli do budynku razem z uzbrojoną ochroną. Zaczęli wnosić ze sobą sprzęt.
                        U policjantów też było widać różnicę - nosili teraz gumowe rękawice sięgające im daleko za nadgarski, a jednorazowe maseczki zostały zastąpione przez bardziej porządne z filtrem. Jeden z nich wszedł, razem z tą dziwną ekipą i megafonem.
                        -Uwaga, Uwaga wszyscy...- Zaczął. Tylko po to, żeby ktoś w kombinezonie zabrał mu megafon. Dało się słyszeć kobiecy głos, nakazujący kretynowi spierdalać. Po chwili ten sam głos mówił już przez megafon.
                        -Uwaga, uwaga. Kwarantanna została przedłużona o kolejne 48 godzin, z powodu wiarygodnego zagrożenia biologicznego. Rządowa Jednostka Ds. Zwalczania zagrożeń biologicznych zajmuje lewe skrzydło lobby. Wszyscy tam obecni mają natychmiast się stamtąd wynieść. Jestem epidemiologiem, Doktor Alicja Wójcik. Jesteście w dobrych rękach, nie ma powodu do obaw. Wkrótce zaczniemy pobieranie wymazów. Darpol został zamknięty prewencyjnie, ale jestem przekonana, że wszyscy jesteście zdrowi. Niestety moje przekonanie to zbyt mało, żeby kwarantannę zakończyć. Prosimy o współpracę.-

                        HAZMAT-ciarze zaczęli rozkładać swoją placówkę - ściany z grubej folii ochronnej, dekontaminacja, wnoszenie sprzętu medycznego...Chryste, czy oni tu urządzają szpital polowy, czy co?!

                        Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        4
                        • MaReenkM Niedostępny
                          MaReenkM Niedostępny
                          MaReenk jako Karol Wysocki
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez MaReenk
                          #22

                          token_1 (2).png
                          Karol od rana był na nogach. Nie dlatego, że się wyspał — spał fatalnie. Co chwilę budziły go odgłosy budynku, czyjeś chrapanie albo świadomość, że śpi na prowizorycznym legowisku zrobionym z koców, kartonów i wszystkiego, co techniczni zdołali znaleźć. Ale to nie miało znaczenia. Liczyło się tylko jedno.
                          Dziesiąta.
                          O dziesiątej miał wyjść z tego cholernego budynku. Już kilka razy sprawdzał telefon. Wysłał wiadomość do teścia. Napisał Zuzi krótkie „wracam dziś”. Nawet zaczął zastanawiać się, czy nie kupić jej czegoś po drodze do domu. Po ostatniej rozmowie nie mógł pozbyć się z głowy jej głosu.
                          "Obiecujesz?"
                          Nie powinien był obiecywać. Dlatego kiedy za oknami rozbłysły niebieskie światła, poczuł jak coś nieprzyjemnego zaciska mu się w żołądku. Stał wtedy w lobby razem z innymi. Najpierw patrzył. Potem słuchał. A z każdą kolejną sekundą robił się coraz bardziej wściekły. Kolejne radiowozy. Ludzie w kombinezonach. Maseczki z filtrami. Sprzęt medyczny. Foliowe ściany. Szpital polowy. I jeszcze ten pieprzony komunikat o kolejnych czterdziestu ośmiu godzinach.
                          Karol przez chwilę po prostu stał nieruchomo. Potem pokręcił głową.
                          -Nie, no ja pierdolę...
                          Nie powiedział tego głośno. Wokół niego i tak rozległy się przekleństwa, krzyki i pytania. Przez moment wyglądał, jakby chciał podejść do tej całej doktor Wójcik i zażądać odpowiedzi. Ale wiedział, że niczego nie wskóra. Ludzie w takich kombinezonach nie przychodzą tłumaczyć. Przychodzą wykonywać rozkazy.
                          Karol zacisnął szczęki. Miał dość. Dość spania na podłodze. Dość korporacyjnego pieprzenia o procedurach. Dość słuchania, że wszystko jest pod kontrolą.
                          Najbardziej jednak miał dość tego, że nie miał pojęcia, kiedy zobaczy córkę. Wyciągnął telefon. Brak nowych wiadomości. Przez chwilę patrzył na zdjęcie Zuzi ustawione na ekranie blokady. Potem schował telefon z powrotem do kieszeni.
                          -Wczoraj miało być dwadzieścia cztery godziny. -odezwał się w końcu do stojących obok techników.
                          -Dzisiaj są kolejne dwie doby. Ciekawe co będzie jutro. Tydzień? Miesiąc?
                          Westchnął ciężko.
                          -Jeśli oni naprawdę wiedzą, co robią, to niech w końcu zaczną mówić ludziom prawdę. Bo na razie wygląda to tak, jakby wszyscy improwizowali.
                          Po czym zamilkł i patrzył na rozstawiany szpital polowy. Po raz pierwszy od początku kwarantanny zaczął się zastanawiać, czy w ogóle wróci do domu tak szybko, jak obiecał.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          3
                          • NamiN Niedostępny
                            NamiN Niedostępny
                            Nami jako Wiktoria Wrońska
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #23

                            text alternatywny

                            Wiktoria Wrońska

                            Blondynka wstała dość wcześnie, aby być w łazience nim wzmoży się tam ruch. Potrzebowała się umyć i doprowadzić do ładu. Gdyby wiedziała, że sytuacja ma się przeciągnąć jeszcze bardziej, zadbałaby o środki higieniczne, a tak nie miała prawie nic. Lubiła harmonię, spokój i ład. W aktualnej sytuacji, nawet jej włosy były chaosem. Nie mogła się doczekać, kiedy wróci do domu, nawet jeśli ten był dla niej pusty od kilku już lat. Stojąc przed lustrem, zamyślona błądziła palcami po gumce Mai. Krótka myśl o tym, że “przynajmniej jest bezpieczna” wywołała w niej uczucie porażenia prądem. Była dziwna, niekontrolowana i… przyniosła więcej bólu, niż ulgi.

                            Wiktoria szybko pozbierała się do siebie, wróciła do biura, gdzie Michał jeszcze spał. Była czwarta nad ranem, więc blondynka stwierdziła, że jeszcze chwilę spróbuje się zdrzemnąć. Niedługo wyjdzie z tej sytuacji, zajmie się swoją pracą, cyniczny ratownik wróci do swoich zajęć, a wszystko inne do znanej im, bezpiecznej normy. Choć w głowie miała wiele myśli, które przeczyły temu wszystkiemu, chciała przynajmniej mieć nadzieję. Poczucie kontroli i stabilność, pomagały jej utrzymać się na powierzchni oceanu życia.
                            Rano z Michałem zdążyli wypić kawę, nim udali się do lobby. W sumie po pracowitym wieczorze chciała rzucić Ratownikowi parę suchych komplementów w swoim oszczędnym stylu, powiedzieć, żeby uważał na siebie i zażartować jak to bardzo nie poleca powrotu w progi korporacyjnego chaosu. Niestety, sytuacja wyprzedziła jej zamiary.
                            Po zjechaniu windą na parter, charakterystycznie uniosła brew. Weszła w tryb obserwatora.

                            Wiktoria przez dłuższą chwilę śledziła wzrokiem ludzi w kombinezonach CBRN, sposób w jaki rozkładali sprzęt i zajmowali kolejne fragmenty lobby.
                            Nie odezwała się ani słowem.
                            Wczoraj miała pytania. Dziś ktoś najwyraźniej przyjechał z odpowiedziami. Pozostało ostatnie pytanie: czy ktoś zechce się z nimi tymi odpowiedziami podzielić?

                            Skrzyżowała ręce na wysokości talii i odnalazła wzrokiem Michała.
                            — Chyba właśnie awansowaliśmy z teorii spiskowych do oficjalnego problemu.

                            Po chwili wróciła do analizowania pracy epidemiologów oraz emocji postronnych więźniów sytuacji. Na razie zamierzała słuchać, choć obawiała się reakcji zebranego tu tłumu. Mimo to uważała, że nieproszona nie powinna się wtrącać. Po raz pierwszy od początku kwarantanny miała wrażenie, że ktoś inny przejął stery.

                            🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            2
                            • Arthur FleckA Niedostępny
                              Arthur FleckA Niedostępny
                              Arthur Fleck jako Michał Owczarek
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
                              #24

                              text alternatywny

                              Michał Owczarek

                              Michał obudził się z twarzą wciśniętą w firmową wykładzinę. Odkąd przestał pić i dał sobie wszyć esperal co noc śniła mu się butelka i zrywał się z łóżka zlany potem z posmakiem wódki na podniebieniu. Tym razem, mimo że klepnął się na twardej podłodze, spał jak zabity. Od wczoraj, kiedy zaczęli z blondynką szukać potencjalnych nosicieli z Niemiec ani razu nie pomyślał o koniakach pochowanych w gabinetach dyrektorów. Jego mózg dostał problem do rozwiązania i głowa zaczęła pracować na właściwych obrotach.

                              Podniósł się ciężko z wykładziny przeciągając jak stary dachowiec. Wiktoria już była na nogach, ale nie zauważył po niej śladów nocowania w spartańskich warunkach. Musiała się doprowadzić do porządku, kiedy spał. Mruknął "dzień dobry' i spojrzał na zegarek. Niedługo kwarantanna dobiegnie końca. Dzień wcześniej o tej porze jadł ze Zbyszkiem hotdogi pod Orlenem i słuchał jego kazań. Miał wrażenie, że od tego czasu minęły całe dekady. Przez myśl mu przeszło, że to wszystko jest za proste. Że służby nie zadawałyby sobie tyle trudu, by w ciągu paru minut odciąć cały wieżowiec na dwadzieścia cztery godziny. No i pamiętał o tej piątce namierzonych turystów. Znali już ich nazwiska, wiedzieli, że są w budunku. Michał nie doszedł do tego czy mogą stwarzać zagrożenie biologiczne. Ale to już nie jego problem. Za godzinę wyjdzie z tego kurwidołka, zgłosi się na oddział tak kazał Zbyszek i wszystko stanie się wspomnieniem.

                              Zdążył jeszcze dopić ostatnią kawę, choć wieczorna kofeina wciąż jeszcze krążyła w krwiobiegu. Potem zabrał medyczną torbę i ruszył za Wiktorią w kierunku wind. Gdy zjeżdżali na dół już układał w głowie podziękowania. Blondynka podzieliła się miejscem do spania, częścią prowiantu i kawą, dała dostęp do komputera i dokumentów, ale to nie za to był wdzięczny. Gdyby nie podeszła wtedy z wyżebranym od gliniarza jabłkiem, pewnie by się złamał. Najpierw rozpierdolił automat z przekąskami a potem ruszył na poszukiwania alkoholu. Dzięki niej przetrwał ten gówniany dzień. Nie zamierzał się z wszystkiego spowiadać, ale uznał, że na koniec należy się jej choć parę ciepłych słów. Na ogół ich ludziom szczędził, więc choć raz chciał zachować się przyzwoicie.

                              Żadne podziękowania nigdy jednak nie padły.

                              Gdy drzwi windy się otworzyły ułożone w głowie słowa utknęły mu w gardle. Główny hol przypominał strefę zero. Pomiędzy zdezorientowanymi ludźmi krążyły ekipy epidemiologiczne zakute w kombinezony CBRN. Metodycznie rozkładali sprzęt, przejmując kontrolę nad kolejnymi sektorami parteru.

                              Nie, nie, nie. Kurwa, nie.

                              Zanim kobieta, która przedstawiła się jako Alicja Wójcik zdążyła się odezwać już wiedział co usłyszy, wiedział co oznacza w budynku obecność Rządowej Jednostka Do Spraw Zwalczania Zagrożeń Biologicznych. Jako lekarz nigdy nie miał z nimi styczności, nawet w czasach Covidu, ale pojawiali się czasem jako wzmianka w biuletynach wysyłanych do szpitali przez ministerstwo. Jeśli służby medyczne przysłają tu najcięższą artylerię musi być naprawdę źle. Gorzej niż źle.

                              Mają przejebane.

                              Wiktoria coś powiedziała, ale nie zrozumiał, bo szumiało mu w uszach. Wiedział, że nie wytrzyma tu kolejnych czterdziestu ośmiu godzin. Jeśli nie wykończy go choróbsko, to dopadnie w końcu demon w butelce.

                              Spojrzał na blondynkę a potem na lekarkę. Zawahał się, ale w końcu wychrypiał do Wiktorii.

                              -Zaraz wracam. Spróbuję się czegoś dowiedzieć.

                              Ruszył w kierunku kobiety z megafonem. Wiedział, że nie dadzą mu podejść bliżej niż to konieczne więc odezwał się na tyle głośno by go usłyszała.

                              -Nazywam się Michał Owczarek, byłem internistą na Lindleya. Jeśli potrzebujecie kogoś do pomocy po drugiej stronie barykady, jestem do dyspozycji.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              2
                              • MilobM Online
                                MilobM Online
                                Milob jako Maksymilian Kruk
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Milob
                                #25

                                token_1.png
                                Maksymilian „Maks” Kruk

                                Noc spędzona na stercie czystych mopów w schowku na szczotki miała tylko jedną zaletę: nikt mu nie przeszkadzał. Smród chemii gospodarczej, drażniący nozdrza przy każdym oddechu, skutecznie odstraszał innych szukających azylu. Jednak miejsce to nie było idealnym, więc maks obudził się cały połamany

                                Kiedy przed ósmą usłyszał wycie syren, stał przy wielkim oknie na półpiętrze, z widokiem na główny plac przed biurowcem. Światła radiowozów malowały wnętrze budynku na niebiesko, ale to nie policja przykuła jego uwagę. To sylwetki, które wysypały się z ciężarówek. Zakład z Sebastianem o paczkę fajek właśnie chyba został oficjalnie przegrany

                                „Ołowiane piżamy” – pomyślał, czując, jak mięśnie karku same mu się spinają.

                                Z góry, z bezpiecznego dystansu, obserwował, jak ekipa w kombinezonach CBRN wkracza do środka i zaczyna rozstawiać śluzy dekontaminacyjne oraz foliowe tunele. To nie była kwarantanna. To była strefa zero. Gładkie słowa doktor Wójcik z megafonu o „prewencji” i „braku powodów do obaw” brzmiały w zestawieniu z tym widokiem jak kiepski, makabryczny żart. Skoro wnosili sprzęt medyczny na taką skalę, to znaczyło, że spodziewali się trupów albo masowych zakażeń.

                                Maksymilian podszedł bliżej szyby, opierając o nią dłonie. Zmarszczył brwi, skanując wzrokiem przestrzeń na zewnątrz.

                                Jeśli główne wyjścia są obstawione, to jedyna droga prowadzi w dół po elewacji.

                                Oceniał rozstawienie sił na zewnątrz. Radiowozy blokowały główne dojazdy, ale tyły budynku, tam gdzie znajdowały się rampy rozładunkowe i ślepe zaułki, wydawały się słabiej oświetlone i mniej obstawione. To trzeba by było sprawdzić. Gdyby zdołał dostać się na dach lub do okna technicznego na jednym z wyższych pięter pod osłoną nocy, mógłby zjechać na pełnej prędkości po zewnętrznej szybie. Musiałby to zrobić cicho i bezbłędnie. Złapanie przez specjalsów w strefie skażenia oznaczało w najlepszym razie izolatkę na kilka tygodni, w najgorszym – kto wie.

                                Odszedł od okna. Nadszedł czas na "wariant Z". W jego głowie już skrystalizował się plan: musiał niepostrzeżenie dostać się na piętro techniczne albo dach, by ocenić dostęp do elewacji.

                                Bez wahania ruszył w stronę cichej, rzadko używanej klatki schodowej, gotowy na długą wspinaczkę.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                2
                                • GaranilG Niedostępny
                                  GaranilG Niedostępny
                                  Garanil jako Mistrz Gry
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Garanil
                                  #26

                                  Karol, Michał, Wiktoria.

                                  Nie trzeba być geniuszem, żeby się domyślić, że przybycie chłopców i dziewczyn w ołowianych piżamach w normalnych warunkach spowodowałoby chaos i zamieszki, oraz próbę panicznej ucieczki. Ochrona budynku stanęła jednak na wysokości zadania.

                                  Tym razem dla odmiany, ochroniarze uspokajali ludzi, oraz podeszli do sprawy o wiele bardziej profesjonalnie, niż to miało miejsce dzień wcześniej. Zmiana była zauważalna, chociaż chłopcy z ochrony zdawali się nie być przekonani co do swojego położenia. Najwidoczniej ich szef, Tomek, przejął stery nieco mocniej, niż "Góra" by tego chciała. Chwilowo trudno było ocenić, po czyjej stronie stanie ochrona Darpolu w momencie próby.

                                  I oby ten moment nie nadszedł, a jeżeli trzeba - nadszedł jak najpóźniej.

                                  Karolowi i Wiktorii pozostawało obserwować co się dzieje, a Michał zdaje się miał jakiś plan. Epidemiolożka opuściła megafon i przez chwilę biła się z myślami. Następnie dała znać ochronie, żeby go przepuścili.

                                  Michał Owczarek
                                  ||Co ustaliłeś? Możesz się odprężyć, jeżeli wirus tu jest, przenosi się jedynie przez płyny ustrojowe. Krew, ślina, limfa, ugryzienie. Pierwszymi objawami są gorączka, z reguły wysoka, osłabienie, czasami anemia. Okres inkubacji wynosi do tygodnia. Nie sądzę, zeby ktokolwiek tutaj był zarażony.-Powiedziała mu cicho.||


                                  Tymczasem Maksymilian, jedynie na poły świadomy tego jak bardzo sytuacja się pogorszyła, ruszył za pomocą jednej z klatek shodowych, na górę budynku. Jak się okazało, żarówno dojście na piętra techniczne, jak i na dach, były wolne i otwarte. Większość ludzi była albo zajęta wydarzeniami na parterze, albo "uchylaniem się od pracy".

                                  Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  2
                                  • Arthur FleckA Niedostępny
                                    Arthur FleckA Niedostępny
                                    Arthur Fleck jako Michał Owczarek
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
                                    #27

                                    text alternatywny

                                    Michał Owczarek

                                    Michał wcale nie czuł się uspokojony wyjaśnieniami Wójcik, choć kobieta sprawiała wrażenie osoby wierzącej w to co mówi. W pamięci zaczął kartkować podręczniki do medycyny z których lata temu, w lepsze dni zakuwał go egzaminów. Objawy i sposób przenoszenia wirusa mogły pasować do gorączek krwotocznych. To by tłumaczyło nagłe zesrańsko służb sanitarnych. Ebola w centrum dwumilionowego miasta to przepis na katastrofę. Miał już niemal pewność z czym się mierzą i tylko jedno słowo mu nie pasowało w tym wszystkim.

                                    Ugryzienie.

                                    Dlaczego epidemiolożka wspomniała o ugryzieniu?

                                    Jedynym znanym mu wirusem przenoszonym przez ugryzienie była wścieklizna, ale to nie miało sensu. Wirus wścieklizny potrzebował chorego zwierzęcia, a w tej szklanej pułapce nie było nawet gołębi srających na parapety, o nietoperzach czy psach nie wspominając. Nikt normalny nie odpalałby protokołów CBRN i nie odcinał setek ludzi z powodu choroby, na którą wystarczyło podać serię zastrzyków. Na dodatek lekarka twierdziła, że nikt z korposzczurów nie jest chory.

                                    Michał wyrwał sie z rozmyślań, przypominając sobie, że Wójcik zadała mu wcześniej pytanie.

                                    — Próbowałem zlokalizować źródło na własną rękę by odzolować potencjalnych nosicieli od reszty — odpowiedział rzeczowo. — Szukałem osób, które w ostatnich dniach wróciły z zagranicy. Mam w telefonie pięć nazwisk. Wszyscy po przylocie z Niemiec, wszyscy wczoraj rano odbili tu karty. Jeśli potrzebujecie punktu zaczepienia, proponuję zacząć wymazy od nich.

                                    Skinął głową w stronę stojącej w korytarzu blondynki.

                                    — Ale bez niej gówno bym zdziałał. Nazywa się Wiktoria Wrońska i pracuje w kadrach. Bardzo mi pomogła, wyciągnęła dla mnie akta z systemu, dała sprzęt. Wczoraj opanowała chaos, tu na dole, z którym ochrona ani Borkowski sobie nie radzili. Jeśli szukacie kogoś ogarniętego wewnątrz, kto wam to wszystko skoordynuje, bierzcie ją. Ludzie jej ufają, a nawet jeśli nie to przynajmniej słuchają i robią co im każe.

                                    — Rozumiem... Więc potencjalnie pięciu pacjentów 0 na cały budynek. Rozumiem, że żadnych przypadków agresji, gorączki, anemii czy ataków z użyciem zębów, bo już byś mi powiedział. Rozstawimy się. Powiedz Wrońskiej, żeby przygotowała listę nazwisk. Potem zaczniemy badania, wymazy i tak na wszelki wypadek, postaram się oddzielić część budynku dla ludzi, którzy są na pewno zdrowi. Tak naprawdę, żeby was stąd wypuścić a chorych zatrzymać, wystarczyłaby przeszkolona małpa z termometrem, ale wyjaśnij to, cholera, misistrowi zdrowia. Jakieś jeszcze spostrzeżenia?

                                    Michał popatrzył na kobietę niepewnie. Bagatelizowała sprawę, choć stali przed nim ludzie w ciężkich kombinezonach a parter przypominał plan zdjęciowy apokaliptycznego horroru. Nie wiedział czy to minister zdrowia jest nadgorliwym idiotą, czy Alicja Wojcik to jednak ignorantka. Nie miał siły tego rozstrzygać.

                                    — Wczoraj rano miałem pacjenta z dusznościami — odpowiedział — Atak paniki połączony z astmą. Nikt inny nie zgłaszał gorączki ani innych objawów o których pani wspominała.

                                    Rozejrzał się dookoła, po czym znów przeniósł zmęczony wzrok na epidemiolożkę.

                                    — Przekażę Wiktorii, żeby dała wam nazwiska. Ale mam prośbę. Właściwie dwie. Chcę iść na pierwszy ogień do wymazu, żeby mieć to już za sobą. I potrzebuję jakiegoś zajęcia. Nie widzi mi się siedzieć dwa dni na dupie, więc może się do czegoś przydam?

                                    — Jasne, jak tylko się rozstawmy, jesteś pierwszy w kolejce. I tak, będę miała dla ciebie zajęcie. Jeżeli potrzebujesz "teraz" zabrać się za robotę, to możesz pomóc chłopakom rozstawiać sprzęt. Tylko... Nie mogę ci zagwarantować, że stąd wyjdziesz, nawet jeżeli będziesz w pełni zdrowy i będzie to potwierdzone testem, jednym, dwoma, dziesięcioma. Góra zareagowała paniką. Nikt nic nie wie, wiadomo tylko, że granicę z Niemcami zamknięto wczoraj w nocy. U nich chaos. U nas też, typowo polski, sami sobie wprowadziliśmy w reakcji na to u sąsiada. Oficjalna narracja jest taka jak zwykle i mało przekonująca. — Stwierdziła Wójcik. Ukradkiem rozejrzała się, czy nikt ich nie słyszy. —Nieoficjalnie mówi się o... patologicznej agresji zwłok. — dodała cicho.

                                    Na czole Michała pojawiła się widoczna bruzda jakby próbował przetworzyć co własnie usłyszał. Popatrzył na lekarkę bez zrozumienia.
                                    — Patologicznej...co? Co to do cholery jest patologiczna agresja zwłok?

                                    — Naukowa nazwa na to co się dzieje w horrorach klasy B o zombie. Tylko nie kłap ozorem. Ogarnij listę nazwisk i możemy się brać do roboty. — odparła Epidemiolog.

                                    Zombie? O czym ona kurwa mówi? Ratownik przyglądał się jej jakby wcale nie dowodziła oddziałem epidemiologów lecz uciekła z zakładu zamkniętego. Już otworzył usta by zapytać czy robi sobie z niego jaja, ale zamknął je gdy zrozumiał, że babka chyba jednak mówi poważnie. Skinął więc tylko w odpowiedzi i odwrócił się na pięcie by wrócić do Wiktorii. W głowie miał pustkę. Spojrzał na blondynkę bez wyrazu, próbując sobie przypomnieć czego właściwie od niej chce. Rozejrzał się czy nikt nie słucha po czym zaczął niepewnie.

                                    — Wójcik chce byś przygotowała dla niej listę tych pięciu "turystów" z Niemiec.

                                    Zastanawiał się czy powiedzieć coś więcej, ale uznał że hol pełen przestraszonych ludzi i służb sanitarnych to nie jest najlepsze miejsce by dzielić informacjami o...patologicznej agresji zwłok.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    1

                                    Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                    Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                    Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                    Zarejestruj się Zaloguj się
                                    Odpowiedz
                                    • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                    Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                    • Najpierw najstarsze
                                    • Najpierw najnowsze
                                    • Najwięcej głosów


                                    • Zaloguj się

                                    • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                    • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                    Powered by NodeBB Contributors
                                    • Pierwszy post
                                      Ostatni post
                                    0
                                    • Kategorie
                                    • Ostatnie
                                    • Tagi
                                    • Popularne
                                    • Świat
                                    • Użytkownicy
                                    • Grupy
                                    • Strona startowa