Gry, które wciągnęły was bez reszty
-
Jeśli chcesz sobie sprawdzić CK3, to Paradox dla swoich gier (chyba wszystkich) oferuje od dłuższego czasu model subskrypcji na Steam. Za $10 na miesiąc dostajesz dostęp do całości contentu, jaki zdążyli naprodukować dla danego tytułu. Zawsze to tańsza opcja na sprawdzenie, niż pełna cena za gołą podstawkę. Chyba że wpadnie jakaś dobra promocja.
-
Nazwanie "Pillars of Eternity" wielką produkcją, gdy Obsidian ciułał na nie przez Kickstartera, był na skraju upadku przed wydaniem i których sukces uratował studio, jest zabawne. Zestawienie ich z tymi tytułami mocno kłuje w oczy, biorąc też pod uwagę że np. najprościej napisany Edér nadal deklasuje dowolnego kompana napisanego przez Larianów. (A Durance czy Grieving Mother to peak writing, jedne z najlepszych w RPG).
Co ja mógłbym polecić? Dowolny w sumie tytuł z kuźni Obsidianów.
I w mojej liście będzie ich sporo. Za kryterium obiorę sobie ogólnikowe i subiektywne "to jest to", które wspomniał Piołun, jak i sam tytuł wątku. Kolejność względnie losowa.Disco Elysium, ZA/UM – fenomen 11/10. Wcielamy się w postać detektywa, życiowego przegrywa, z amnezją wywołaną alkoholem i narkotykami, musimy rozwiązać morderstwo. Fikcyjne Martinaise, w którym toczy się akcja, jest osiedlem nadal nawiedzanym przez duchy przegranej rewolucji komunistycznej, zamieszkałym przez żywe i wielowymiarowe postaci, z których każda jest swoją osobą, o swoich poglądach i przekonaniach. Kluczowo, tutaj serio gramy detektywem. Nie ma strzelanin, pościgów czy generalnie akcji. Chodzimy, rozmawiamy, zbieramy poszlaki, dedukujemy. Wszystko to oparte o system umiejętności, które są głosami w głowie protagonisty. Writing nie stroni od poważnych tematów, polityki, social commentary, krytyki. Na wspomnienie zasługuje też ścieżka dźwiękowa i charakterystyczny artstyle, które dopinają tytuł z duszą i o własnej tożsamości. Gra jedyna w swoim rodzaju (nawet jeśli jej sukces zainspirował klony).
Red Dead Redemption 2, Rockstar Games – wielka produkcja, którą chyba każdy kojarzy. Historia Arthura Morgana, bandyty i członka gangu Van der Linde'a. Jak sugeruje "redemption" w tytule, motyw mierzenia się z własną przeszłością, czynami, wyborami i ich konsekwencjami. Z nielubianych przeze mnie westernów Rockstar wyciągnęło to, co najlepsze, osadzając akcję u schyłku epoki Dzikiego Zachodu, więc dodatkowo dostajemy też nadejście cywilizacji (ze wszystkimi tego implikacjami). Kluczowo, gra nie stroni też od poruszania polityki, i co dla mnie najważniejsze, nie wybiela ani nie ignoruje tego, jak rdzenni Amerykanie byli traktowani. Otwarty świat, nie dość że ładny i różnorodny, to do tego nieprzesadnie wielki i nieprzesycony bezsensownymi znajdźkami. Jak dla mnie mogłoby być o wiele mniej strzelanin z armiami mooków, ale to już kwestia preferencji. Fabuła i tak peak Rockstar, więc ratuje wiele.
Tyranny, Obsidian Entertainment – niedoceniana i szerzej nieznana perełka, która zasługuje na o wiele więcej. Izometryczny RPG w autorskim świecie, gdzie zły overlord wygrał. Wcielamy się w postać Fatebindera, agenta reżimu którego zadaniem jest stabilizacja ostatniego podbitego regionu Tiers. Świat high fantasy ściągnięty w grimdark, o własnej tożsamości i przede wszystkim oryginalny. Nie pseudośredniowieczny, ale na przełomie epoki brązu i żelaza. Co ważne, to całe zło nie jest karykaturą, a funkcjonalnym imperium, pełnym żywych NPCów. Writing na wysokim poziomie i, jak przystało na prawdziwego RPGa, ufający graczowi. Decyzje podjęte już podczas prologu rzutują na reputację postaci w świecie, są wspominane podczas gry oraz mogą zamykać lub otwierać niektóre ścieżki/zakończenia. Do tego fajne smaczki jak tzw. developer's foresight, gdzie jedno z praw zabrania nazywania dzieci Kyros (to ten overlord), więc gra blokuje to imię w kreatorze postaci, czy – nie zdradzając zbyt wiele – możliwość wygrania rules lawyeringu z postacią praktycznie będącą uosobieniem prawa.
Horizon Zero Dawn, Guerrilla Games – kolejna perełka, która miała to nieszczęście być przyćmiona przez większe produkcje przy premierze. Postapokaliptyczna (a właściwie post-postapokalipsa) Ziemia, w której ludzie żyją w plemiennych społeczeństwach, a ekosystem zdominowany przez maszyny. Wcielamy się w postać Aloy, która jako dziecko jest odrzucona przez społeczeństwo i oddana na wychowanie wyrzutkowi. Historia opiera się początkowo na jej misji przejścia próby, by stać się członkinią plemienia, ale później... cóż, to już należy doświadczyć samemu. Fabuła wysokiego poziomu, gdzie stopniowe odkrywanie kolejnych sekretów rodzi więcej pytań niż odpowiedzi, a ostateczne odkrycie jak świat się skończył i jak ludzkość przetrwała są jednym z najlepszych twistów w medium. Nie dość że ta postapokalipsa jest oryginalna, to do tego otwarty świat jednym z najlepszych, ładny i kompaktowy, poboczne wątki ciekawe a nie zapychacze, a znajdźki mają fajne smaczki. Do tego plemiona nie są płaskimi tworami, a realnie napisanymi społeczeństwami o własnych wartościach, strukturach i kulturach, niepozbawione uprzedzeń (mniej lub bardziej zrozumiałych). Sequel i jego DLC (Forbidden West i Burning Shores) są też warte zagrania, ale jak na mój gust nieco przeskalowane w spektakl i uciekające zbyt mocno w dopasowanie pod współczesne oczekiwania.
Fallout: New Vegas, Obsidian Entertainment – nie wiem czy tę serię trzeba komukolwiek przedstawiać.
Jedyny ze współczesnych Falloutów rozumiejący uniwersum, gdzie Mojave to nie themepark, a rzeczywiste miejsce w którym ludzkość odbudowała się po końcu świata. Obsidian w 18 miesięcy i na nieswoim silniku dostarczył kawał solidnego RPGa na wysokim poziomie, który ma wszystko to, co czyni Fallouta Falloutem. Grę można dostać względnie tanio ze wszystkimi dodatkami, z zastrzeżeniem że jednak wymaga nieco modowania (głównie fiksów i patchy stworzonych przez fanów). Remaster został potwierdzony nie tak dawno, więc zawsze można też poczekać na niego.Pillars of Eternity & Pillars of Eternity II: Deadfire, Obsidian Entertainment – wspomniane już wyżej, tzw. spiritual successor Baldur's Gate, Icewind Dale i Planescape: Torment czyli ikonicznych klasyków gatunku. Autorski świat Eory, gdzie bogowie istnieją, wpływają na świat i są równie skomplikowani co ludzie, oparty na cyklu reinkarnacji. Wcielamy się w postać Widzącego (lub Widzącej), który jest "zestrojony" z tym metafizycznym cyklem i widzi dusze lub pozostałości dusz w świecie, co jest błogosławieństwem i przekleństwem w jednym. Kawał solidnego i prawdziwego RPGa, gdzie nawet znajome elementy (jak klasy czy rasy) są osadzone w świecie i nie są kalkami, praktycznie każdy wybór – nawet pochodzenia czy rasy – ma znaczenie i jest wspominany wiele razy. Cechy charakteru są śledzone, więc postać buduje swoją reputację, ale bycie znanym za np. szczerość nie oznacza uniwersalnie pozytywnych reakcji. Dyrwood, miejsce akcji pierwszej gry, to ponura kraina dalej zbierająca się po wojnie, targana kryzysem dzieci które rodzą się bez dusz, a jeszcze dalej przepychanką o legalizację animancji. Writing wysokiego poziomu na całej rozciągłości, gdzie dominuje szara wielowymiarowość. Sequel z kolei rzuca nas w tropikalny archipelag, bardziej kolorowy, wygładzony i uproszczony mechanicznie, ale nie mniej skomplikowany. Konflikt kolonialnych sił i lokalnych społeczności nie jest czarnobiały, żadna ze stron nie oferuje rozwiązania wolnego od przemocy, wyzysku, podporządkowania albo społecznej stagnacji. Jeśli ktoś lubi prawdziwe RPGi, to pozycje obowiązkowe.
Ghost of Tsushima, Sucker Punch – gra, która zaskakująco wciągnęła mnie na tyle, że wyrobiłem pierwszą w życiu platynę. Historia samuraja stawiającego opór najazdowi Mongołów na Cuszimę, stopniowo łamiącego kod honoru i uciekającego się do coraz brutalniejszych rozwiązań. Gra piękna, otwarty świat ciekawy i w sam raz rozmiarowo, widać inspiracje kinem samurajskim (przez co jest mocno filmowa, w dobrym tego słowa znaczeniu). Fabuła wysokiego poziomu dla mnie ratowała gameplay loop wyrzynania obozów mongolskich i mechanik skradankowych jak z Assassin's Creed. Dla lepszej immersji polecam japoński dubbing z napisami, jak ktoś lubi to nawet jest tryb Kurosawy który stylizuje całość na jego filmy.
This War of Mine, 11 Bit Studios – rodzima produkcja, która dla mnie jest jedyną strawną grą o tematyce wojennej. Surwiwal inspirowany oblężeniem Sarajewa, gdzie wcielamy się w grupę cywili, ofiar wojny próbujących ją przetrwać i zmuszonych do podejmowania ciężkich decyzji. Wojna nie jako spektakl bohaterstwa, tylko piekło którym realnie jest. Nawet teraz za niecałe pięć dolarów można kupić edycję z dodatkami, chociaż spokojnie zasługuje na pełną cenę. Nie bez powodu włączona w polski program nauczania.
Papers, Please, 3909 LLC – indyk, gdzie wcielamy się w rolę oficera na przejściu granicznym w dystopijnej Arstotzce. Sprawdzamy dokumenty pod presją czasu i decydujemy, czy wpuszczamy, czy nie. Tylko tyle, i aż tyle.
Z każdym kolejnym dniem ilość regulacji rośnie, przez co mamy coraz więcej dokumentów do sprawdzenia, każdy błąd potrąca część z wypłaty, a utrzymanie rodziny kosztuje. Do tego jest parę wątków fabularnych, gdzie podejmujemy decyzje czasami rzutujące na zakończenie, oraz Endless Mode jako zabijacz czasu dla tych, którzy lubią sprawdzać dokumenty. Glory to Arstotzka.God of War (2018) & God of War Ragnarök, Santa Monica Studio – oryginalna seria niespecjalnie mi się podobała przez wiele rzeczy, ale Santa Monica dojrzało i w nowych odsłonach dostarczyło solidną opowieść, której głównym motywem jest relacja ojciec–syn, a Kratos mierzy się z własną przeszłością i staje realną postacią. Jedynka ma problem powtarzalności bossów z racji ograniczonego budżetu, ale fabularnie trzyma poziom. Ciekawa interpretacja mitologii nordyckiej, duży plus za biblijnie zgodnego Thora w dwójce.
No i za techniczny flex, jakim była reżyseria całości obu gier jako jeden long take. Zbędne, ale zasługujące na uznanie.Hades & Hades 2, Supergiant Games – roguelike'i, które nie miały prawa być tak dobrze napisane. Gry bliskie ideału pod kątem fabularnym, reinterpretacje mitów, charakterystyczna kreska i styl, własny głos, tożsamość, genialna oprawa muzyczna. Czuć pasję, jaka została włożona, na każdym kroku. Motywy przewodnie, wbrew wcielaniu się w dzieci Hadesa, niezwykle ludzkie: łamanie cyklu, rodzina (biologiczna i wybrana), przyjaźnie, dawne błędy. Do tego Supergiant wiernie oddało charakter greckich bogów, gdzie są jednocześnie sympatyczni, pomocni i do polubienia, jak i niezwykle małostkowi, próżni i dumni (czyli jak należy).
Z kategorii, którą ja lubię nazywać pożeraczami czasu:
Crusader Kings 3, Paradox Interactive – strategia i symulator dynastii osadzony w średniowieczu. Mocno sandboksowa gra, w której sami obieramy sobie cel, kontrolując kolejnych przedstawicieli ziemiańskiej dynastii. Można wybrać w zasadzie dowolną historyczną postać posiadającą ziemię albo stworzyć własną, a to, co będziemy robić dalej, zależy już od nas. Gra oferuje też rozmaite wydarzenia i aktywności: pielgrzymki, polowania, romanse, przyjaźnie czy intrygi. Jak dla mnie najlepiej sprawdza się przy odgrywaniu kontrolowanej postaci zgodnie z jej cechami, zamiast wiecznych podbojów i malowania mapy, ale co kto lubi. Do tego dochodzi mnóstwo modów, w tym osadzonych w światach The Elder Scrolls, Pieśni Lodu i Ognia czy Świata Mroku. Niektóre potrafią jednak stopić słabszy sprzęt.
RimWorld, Ludeon Studios – symulator kolonii. W podstawowym scenariuszu trójka losowych osób rozbija się na losowo generowanej planecie klasyfikowanej jako tytułowy rimworld, czyli słabo zaludnione obrzeże cywilizacji, coś w rodzaju kosmicznego Dzikiego Zachodu. Gra oferuje cel w postaci opuszczenia planety w ten czy inny sposób, ale sama rozgrywka jest sandboksem, w którym robimy właściwie to, co chcemy. Całość działa jako generator opowieści, z narratorami AI podrzucającymi wydarzenia, kryzysy i katastrofy. W fandomie gra bywa prześmiewczo nazywana "symulatorem zbrodni wojennych”, co nie jest dalekie od prawdy, gdzie ekonomię kolonii można oprzeć choćby na handlu organami wycinanymi niedobitkom najazdów. Podobnie jak CK3, ma też ogromną liczbę modów rozwijających podstawową grę.
Stellaris, Paradox Interactive – mój główny pożeracz czasu. Akcja toczy się w losowo generowanej galaktyce, w której prowadzimy własne państwo międzygwiezdne, zaczynając krótko po zjednoczeniu ojczystej planety i odkryciu napędu nadświetlnego. Określamy przy tym gatunek założycielski i jego cechy, etos cywilizacji (np. egalitaryzm i fanatyczną ksenofilię albo fanatyczny autorytaryzm i duchowość) oraz ustrój, taki jak demokracja czy monarchia. Podobnie jak CK3, gra najlepiej sprawdza się dla mnie wtedy, gdy wiernie odgrywam charakter państwa, zamiast skupiać się wyłącznie na podboju galaktyki. Najciekawszy dla mnie jest początek rozgrywki, gdzie każda planeta przeskanowana przez okręt badawczy może skrywać anomalię prowadzącą do kolejnego wydarzenia, badamy nowe systemy, kolonizujemy planety i po raz pierwszy spotykamy obce cywilizacje. Jak dwa poprzednie tytuły, to sandbox z ogromną liczbą dostępnych modów. Minusem jest fakt, że wiele mechanik i treści narracyjnych zamknięto w DLC. Paradox niestety bardzo lubi ten model. Mimo wszystko ponad 1000 godzin nie nabiło się u mnie znikąd.
Mógłbym wypisywać tutaj jeszcze więcej, bo są tytuły warte polecenia, które niekoniecznie idealnie wpisują się w obrane przeze mnie kryteria, ale to już i tak ściana tekstu. Może kiedy indziej, jak mi się znowu będzie nudzić.
@Kynikos fajne, wyczerpujące zestawienie.
Z mej strony wrzucęœ trzy grosze. Mnie Pillarsy czy Tyrany nie siadły (obydwa były rozdawane na Epicu) ale łączą dwa elementy których nie lubię - drużynowe rpg z walką w czasie rzeczywistym (tak wiem, aktywna pauza...) oraz RPG skupione na walce. Więc jak ktoś ma podobny gust, raczej mu nie będzie pasować.
Disco Elysium - świetna gra. Świetny RPG, pokazuje, że dobre RPG nie musi mieć walki, że to wcale nie o to chodzi. Fajny świat, fajne tematy, ale gra miejscami depresyjna. Obiecuję sobie, że przejdę drugi raz i.. ten.. jak na razie tylko obiecuję. Ale tak, fenomen.
Horizon Zero Dawn fajny, ale czy wybitny? Grałem w jedynę i dwojkę, oba z DLC, bawiłem się śœietnie ale tak samo jak w innych dobrych grach z otwarym światem typu ostatnie Assassin’s Creed czy Wiedźmin. Jak ktoś lubi model ubi-gry to tutaj jest dobrze zrobiony, mimo, że to nie gra od Ubi

Chciałem do podobnego worka wrzucić God of War, ale nie mogę, gdyż należy się mu jeden dodatkowy komentarz. Ta gra pokazuje jak zmieniły się narracje w grach. Z opowieści o wiecznie wkurwionym facecie mamy fabułę o relacji syna z emocjonalnie zdystansowanym synem. Średnia wieku gracz wzrosła, to i tematy trochę się przesunęły. Poza tym fajna gra

Może kiedyś wrzucę swąję listę...
-
Od siebie polecę Age of Wonders 4.
Nie jest to tytuł co wstrząsa czy wzrusza, ale solidne 4X i dobra strategia turowa, o co ciężko po HoMM3 od lat.
Gra jest pewnym połączeniem HoMM i Cywilizacji, mi bardzo siadła.
W dodatku tytuł należy do Paradox Interactive, firmy która obecnie odpowiada za Świat Mroku (taki mały smaczek, że kasa idzie do ludzi co odpowiadają również za RPGa w którego grywam, więc tym chętniej kupiłem). -
@Kynikos fajne, wyczerpujące zestawienie.
Z mej strony wrzucęœ trzy grosze. Mnie Pillarsy czy Tyrany nie siadły (obydwa były rozdawane na Epicu) ale łączą dwa elementy których nie lubię - drużynowe rpg z walką w czasie rzeczywistym (tak wiem, aktywna pauza...) oraz RPG skupione na walce. Więc jak ktoś ma podobny gust, raczej mu nie będzie pasować.
Disco Elysium - świetna gra. Świetny RPG, pokazuje, że dobre RPG nie musi mieć walki, że to wcale nie o to chodzi. Fajny świat, fajne tematy, ale gra miejscami depresyjna. Obiecuję sobie, że przejdę drugi raz i.. ten.. jak na razie tylko obiecuję. Ale tak, fenomen.
Horizon Zero Dawn fajny, ale czy wybitny? Grałem w jedynę i dwojkę, oba z DLC, bawiłem się śœietnie ale tak samo jak w innych dobrych grach z otwarym światem typu ostatnie Assassin’s Creed czy Wiedźmin. Jak ktoś lubi model ubi-gry to tutaj jest dobrze zrobiony, mimo, że to nie gra od Ubi

Chciałem do podobnego worka wrzucić God of War, ale nie mogę, gdyż należy się mu jeden dodatkowy komentarz. Ta gra pokazuje jak zmieniły się narracje w grach. Z opowieści o wiecznie wkurwionym facecie mamy fabułę o relacji syna z emocjonalnie zdystansowanym synem. Średnia wieku gracz wzrosła, to i tematy trochę się przesunęły. Poza tym fajna gra

Może kiedyś wrzucę swąję listę...
Z mej strony wrzucęœ trzy grosze. Mnie Pillarsy czy Tyrany nie siadły (obydwa były rozdawane na Epicu) ale łączą dwa elementy których nie lubię - drużynowe rpg z walką w czasie rzeczywistym (tak wiem, aktywna pauza...) oraz RPG skupione na walce. Więc jak ktoś ma podobny gust, raczej mu nie będzie pasować.
Hmm, na 10 lecie Pillarsy dostały update i można rozegrać teraz przygodę w formie walki turowej. Jakiś czas temu skończyły się beta testy i wszedł oryginalny patch od twórców. Może cię to zachęci. Gra ma specyficzny klimat, a muzyczka działa na mnie w trochę zły sposób, ale ma masę fajnej fabuły.
Jeśli chcesz sobie sprawdzić CK3, to Paradox dla swoich gier (chyba wszystkich) oferuje od dłuższego czasu model subskrypcji na Steam. Za $10 na miesiąc dostajesz dostęp do całości contentu, jaki zdążyli naprodukować dla danego tytułu. Zawsze to tańsza opcja na sprawdzenie, niż pełna cena za gołą podstawkę. Chyba że wpadnie jakaś dobra promocja.
Dzięki za tip. Może skorzystam, ale muszę wpierw zadbać o swój kącik gamingowy, by ponownie cieszyć się grami na PC. Obecnie jestem konsolowcem z przymusu, ale jak zrobię remont piętra i kupię porządny komputer to będę nadrabiać. Kto wie, może jeszcze w tym roku. Wiem, że część z tych gier nie wymaga cudów techniki, ale laptopa używam głównie do pisania, a sesje z grami na PC, muszą chwilkę poczekać. Nie mniej dzięki za radę.
-
Z mej strony wrzucęœ trzy grosze. Mnie Pillarsy czy Tyrany nie siadły (obydwa były rozdawane na Epicu) ale łączą dwa elementy których nie lubię - drużynowe rpg z walką w czasie rzeczywistym (tak wiem, aktywna pauza...) oraz RPG skupione na walce. Więc jak ktoś ma podobny gust, raczej mu nie będzie pasować.
Hmm, na 10 lecie Pillarsy dostały update i można rozegrać teraz przygodę w formie walki turowej. Jakiś czas temu skończyły się beta testy i wszedł oryginalny patch od twórców. Może cię to zachęci. Gra ma specyficzny klimat, a muzyczka działa na mnie w trochę zły sposób, ale ma masę fajnej fabuły.
Jeśli chcesz sobie sprawdzić CK3, to Paradox dla swoich gier (chyba wszystkich) oferuje od dłuższego czasu model subskrypcji na Steam. Za $10 na miesiąc dostajesz dostęp do całości contentu, jaki zdążyli naprodukować dla danego tytułu. Zawsze to tańsza opcja na sprawdzenie, niż pełna cena za gołą podstawkę. Chyba że wpadnie jakaś dobra promocja.
Dzięki za tip. Może skorzystam, ale muszę wpierw zadbać o swój kącik gamingowy, by ponownie cieszyć się grami na PC. Obecnie jestem konsolowcem z przymusu, ale jak zrobię remont piętra i kupię porządny komputer to będę nadrabiać. Kto wie, może jeszcze w tym roku. Wiem, że część z tych gier nie wymaga cudów techniki, ale laptopa używam głównie do pisania, a sesje z grami na PC, muszą chwilkę poczekać. Nie mniej dzięki za radę.
@Piołun napisał:
Dzięki za tip. Może skorzystam, ale muszę wpierw zadbać o swój kącik gamingowy, by ponownie cieszyć się grami na PC. Obecnie jestem konsolowcem z przymusu, ale jak zrobię remont piętra i kupię porządny komputer to będę nadrabiać. Kto wie, może jeszcze w tym roku. Wiem, że część z tych gier nie wymaga cudów techniki, ale laptopa używam głównie do pisania, a sesje z grami na PC, muszą chwilkę poczekać. Nie mniej dzięki za radę.Wersja na konsole też jest (PS5 i Xbox X/S), ale nie mogę ręczyć za komfort gry bez klawiatury i myszy. Nawet zawarta w katalogu gier PS Plus.
-
To może ja też coś polecę
Mimo że rzadko coś jest w stanie mnie mocno wciągnąć, to — paradoksalnie — lista wyszła mi dość długa (także ostrzegam od razu). Z góry przepraszam za niedopracowaną formę i nierównomierność opisów, ale tekst powstał dość spontanicznie. No i ze względu na całkowitą objętość nie chciało mi się go przesadnie rozbudowywać, profesjonalnie redagować i drobiazgowo szlifować. W końcu to tylko niezobowiązujący komentarz na forum, a nie poważny artykuł prasowy. Pozwoliłam sobie również pominąć te pozycje, które już wcześniej wspomniano (Fallout: New Vegas, Tyranny, Disco Elysium i Pillars of Eternity).Alien versus Predator (1999)
W grze otrzymujemy możliwość wcielenia się w trzy zupełnie różne gatunki, z których każdy posiada własną kampanię i oferuje całkiem inny, dość unikalny system rozgrywki. To, co najbardziej sprzedaje tę grę, moim zdaniem, to niesamowicie gęsty, klaustrofobiczny klimat. Czuć to, zwłaszcza jak gramy nieszczęsnym marine’em i desperacko walczymy o życie (pamiętam, że przy pierwszym podejściu ostatnie dwie mapy praktycznie przebiegłam w panice
). Alieny wydają mi się szybsze, skoczniejsze i bardziej niebezpieczne, niż w kolejnych odsłonach (a już na pewno bardziej od anemików z AvP3), co tylko podkręca survival w roli człowieka (a ułatwia polowanie na nieświadome ofiary w roli Obcego). A predator? Jak to predator — relaksuje się podczas kosmicznego safari.Aliens: Dark Descent
Jedna z najlepszych gier, jakie osadzono w uniwersum Obcego. Taktyczny survival horror w czasie rzeczywistym, polegający zarządzaniu drużyną uderzeniową customizowalnych marines. Każda misja przypomina tu desperacką operację wojskową, gdzie jeden błąd naprawdę potrafi kosztować życie całego oddziału. Świetna pozycja dla fanów brutalnego science fiction.Seria “The Walking Dead” od Telltale
Przypominająca interaktywny komiks seria gier osadzonych w niebezpiecznym świecie po apokalipsie zombie. Pełna niezwykle ciężkich moralnie wyborów i wolna od tanich zagrań czy naiwnych klisz. To potężna i poruszająca opowieść w pełni oparta na świetnie napisanych ludzkich dramatach i relacjach. W przeciwieństwie do serialu o tej samej nazwie od AMC, od samego początku do końca świetnie oddaje ducha i klimat surowego komiksu Kirkmana.Fallout 1 i 2
Prawdziwe, surowe i kultowe izometryczne arcydzieła z mrocznym klimatem postapo. Świat jest naturalistyczny i nie oferuje taryfy ulgowej, a konsekwencje decyzji mają faktyczny ciężar, co jest teraz w straszną rzadkością w grach. Mechanika oraz gameplay trochę zardzewiały i wymagają solidnego główkowania, ale za to dają gigantyczną swobodę i satysfakcję z opanowania. Wszystko to uzupełnia znakomite, wielopoziomowe pisarstwo z nutką czarnego humoru.Wasteland (seria)
Pierwsza część to wspaniałe postapokaliptyczne RPG, bez którego prawdopodobnie nie byłoby Fallouta. W każdej części kierujemy w grupą arizońskich strażników, którzy próbują zaprowadzić porządek na ogarniętych chaosem i barbarzyństwem pustkowiach. Seria stawia na trudne decyzje, świetne questy i szorstki świat, który reaguje adekwatnie na działania gracza, zamiast prowadzić go za rączkę. Zwłaszcza druga i trzecia odsłona to obowiązkowe pozycje dla fanów klasycznych cRPG, choć jedynka doczekała się całkiem niezłego remastera.Atom RPG + Trudograd
To fantastycznie skrojony hołd dla klasycznych falloutów z niesamowitą wręcz dbałością o roleplay, statystyki i rozwój postaci. Mechanika oferuje całkiem sporo możliwości kreacji postaci, a świat to responsywny i spójnie napisany, postsowiecki naturalizm, ze świetnie oddanym tamtejszym folklorem, przesądami, ideologiami i dziwactwami. Pozycja konieczna dla każdego turbofana interplayowych falloutów, któremu podchodzą wschodniosłowiańskie klimaty.S.T.A.L.K.E.R. (seria)
Ta wzorowana na „Pikniku na skraju drogi” seria semi-survivalowych FPS-ów ma klimat, który wciąga jak bagno. Dzięki systemowi A-Life ukraińska Zona żyje własnym życiem, potrafi zaskoczyć nawet po wielu godzinach rozgrywki, a eksploracja daje poczucie, że naprawdę jest się intruzem w niebezpiecznym miejscu. Jedna z najbardziej klimatycznych serii — i nut w menu głównym — jakie kiedykolwiek powstały.Metro (seria)
Metro to FPS-y od dawnych twórców S.T.A.L.K.E.R-a świetnie łączące postapokalipsę z kameralną historią i bardzo mocnym klimatem. Tunele moskiewskiego metra są jednocześnie piękne, przygnębiające i zwyczajnie przerażające (a na zewnątrz jest jeszcze gorzej!). Do tego dochodzi świetna fabuła oraz naprawdę immersyjny survival na wyższych poziomach trudności (polecam grać na Ranger Hardcore) i fajny, ukryty system moralności, który wpływa na zakończenia.GreedFall
To pięknie napisane aRPG osadzone w realiach wzorowanych na wczesnej epoce kolonialnej, ze świetnymi mechanizmami politycznymi, które niesamowicie go uprawdopodabniają. Gra silnie kładzie nacisk na logiczną dyplomację, dbanie o statystyki relacji z frakcjami i eksplorację struktury społecznej. Choć mamy dużą swobodę w działaniu i odgrywaniu, nasza postać nie jest kompletnie pustą kartą, nadal wypowiada się zgodnie z wyuczoną etykietą i pełnioną rolą, co tylko dodaje immersji. Walka pozwala na klasyczną szermierkę, operowanie bronią czarnoprochową, rzemiosło inżynieryjno-alchemiczne i polową manipulację magią. Niszowa, ale bardzo solidna pozycja.Arcanum: Of Steamworks and Magick Obscura
To chyba najbardziej niedocenione cRPG w historii. Przedstawia świat, w którym drapieżna rewolucja przemysłowa zderza się z tradycyjną magią, a każda decyzja podczas tworzenia postaci w sposób naprawdę istotny zmienia nasz sposób grania. Mimo zaawansowanego wieku wciąż zachwyca wyjątkową swobodą, unikalnym klimatem i soundtrackiem oraz genialnym writingiem i worldbuildingiem, którego wiele współczesnych RPG-ów zwyczajnie nie potrafi przebić.Pathfinder: Wrath of the Righteous i Pathfinder: Kingmaker
Świetne klasyczne heroic fantasy cRPG w pełnym znaczeniu tego słowa. Fabularnie, lorowo, worldbuildingowo i roleplayowo wybitne (jak na standardy rynkowe), z całą plejadą niezwykle interesujących wydarzeń i postaci niezależnych. Oferują wyjątkową okazję, by samotnie rozegrać dwie całe kilkuksięgowe pathfinderowe kampanie, tzw. Adventure Paths (do tego w znacznie ulepszonej fabularnie formie!). Cieniem na tym kładą się irytujące wady, takie jak na przykład przesadna presja czasu w początkowym etapie kampanii Kingmakera (dla tych lubiących eksplorację), ciężkostrawna i dodatkowo popsuta przez Owlcat mechanika pierwszej edycji PF i sztucznie podbijany (przez przeskalowanie statystyk w kosmos) poziom trudności mający na celu ukryć fakt jak kiepskie jest AI. Tak czy inaczej, mus dla każdego fana fantasy TTRPG i cRPG (po prostu jak nie trawicie mechaniki, to zapodajcie sobie story mode).Neverwinter Nights
Pierwszy w pełni trójwymiarowy dedekowy cRPG. Świetna i kompleksowa konwersja zasad 3e do formatu cyfrowego. Co prawda podstawowa kampania, poza zaskakująco mrocznym i świetnie napisanym pierwszym aktem (kiedyś zrobiłam nawet jego konwersję na przygodę do WFRP), nie jest zbyt powalająca. Ale to zaledwie rozgrzewka, bo prawdziwą potęgą są dodatki oraz tysiące genialnych, autorskich modułów od niezwykle kreatywnej społeczności. Oficjalne wydawnictwa pod względem możliwości roleplayu nieco ustępują starej trylogii Baldur’s Gate i Icewind Dale 2, ale gra nadrabia satysfakcjonującym gameplayem. Poza tym z szacunkiem trzyma się lore Zapomnianych Krain.Sacred
Inna ikona klasycznych gier hack 'n' slash. Tym razem w świecie heroicznego fantasy. Główny wątek fabularny jest może niezbyt oryginalny i ciekawy, ale gra nadrabia sporą mapą, szeregiem zadań pobocznych i plejadą ciekawych postaci do wyboru z unikatowymi dla siebie mechanikami (np. krasnolud strzelający armatą z pleców
). A przede wszystkim satysfakcjonującym masakrowaniem tabunów wrogów.Baldur’s Gate
Pewnie każdy kojarzy. Świetna adaptacja AD&D 2e na format komputerowy. Metaplot i główny wątek fabularny są naprawdę wspaniale, wielowątkowo rozpisane, z genialnie nakreślonymi postaciami i frakcjami. Oprawa dźwiękowa niesamowicie nastraja, co uzupełniają estetyczne tła. Sekwencje senne uważam za niezwykle klimatyczne i literacko wybitne. W ogóle podoba mi się filozoficzna podbudowa całej historii. Polski dubbing jest wyjątkowo dobry i tylko dodaje jakości wielu pamiętnym tekstom. Bardzo podoba mi się też wierność lore i polityce Wybrzeża Mieczy. Oczywiście gra ma też swoje wady, głównie wnikające z zaawansowanego wieku: ograniczony banter towarzyszy, mało zadań pobocznych (które są dość liniowe), w większości słabo zaprojektowane lokacje na mapie do eksploracji (zazwyczaj wypełnione zbitką potworów i krótkich encounterów). Najlepiej grać w najnowszą wersję Enhanced Edition (choć klasyczna grafika i UI mają swój urok) od Beamdog, bo przywraca cały wycięty z oryginału content (no, chyba że sięgniemy po mod Unfinished Business).Icewind Dale 2
Powrót do mojej ukochanej Doliny Lodowego Wichru. Jest to kolejna świetna konwersja zasad 3e D&D na grunt cRPG. Co prawda gra ma problem z niektórymi, dość słabo zaprojektowanymi encounterami bojowymi, ale za to posiada rozbudowane dialogi, większy potencjał kreacji postaci niż poprzedniczka i jedną z najlepszych fabuł w historii komputerowych RPG (kręcącą się wokół problematyki konsekwencji, uprzedzeń, dyskryminacji i wykluczenia).Dragon Age: Origins i Dragon Age 2
Oba to mroczne heroic fantasy z fantastycznym systemem walki (zwłaszcza jedynka). Kontynuacja wprawdzie cierpi na recykling lokacji, ale za to jest jeszcze bardziej ponura i ma świetnie napisane postacie oraz niesamowitą chemię między nimi. Obie gry oferują twarde, spójne lore i pozwalają na swobodne podejmowanie trudnych decyzji.Darkest Dungeon
Hardkorowa gra turowa dla czystych masochistów w ponurej gotycko-lovecraftiańskiej oprawie artystycznej 2D. Zarządzanie drużynami najemników eksplorujących podziemia kryjącej mroczne tajemnice posiadłości zmusza do ciągłego szacowania ryzyka i uczy pokory. Tym bardziej że gra bazuje na autozapisach i nie pozwala na cofanie pomyłek. Piekielnie satysfakcjonująca, upiorna perełka, która udowadnia, że dobrze zaprojektowane zasady to podstawa solidnej gry.Warhammer: Mark of Chaos + Battle March
Wszyscy fani uniwersum zdają się zachwycać WH: Total War, natomiast biedny, stary Mark of Chaos popadł w zapomnienie. A niesłusznie! Ma bardzo świetną kampanię, wiernie odwzorowane jednostki z uniwersum i masę klimatu (który podnosi do potęgi potężny soundtrack, do którego do tej pory lubię wracać podczas pisania tekstów osadzonych w WHF).Grim Dawn
Dla mnie jeden z najlepszych hack'n'slashy ostatnich lat. Przypomina mix Diablo i Warhammera Fantasy. Daje ogrom możliwości budowania postaci i świat, który jest mroczny bez popadania w przesadę. Grafika może nie powala na kolana, ale za to fabuła jest całkiem przyzwoita. A gameplay niezwykle przyjemny.Diablo 1, 2/Resurrected i 4
Chyba każdy zna te ikony mrocznego hack 'n' slash. Jedynka i dwójka to surowe, gotyckie retro-złoto, które zdefiniowało gatunek. Czwórka na szczęście zmywa niesmak po trzeciej części, wracając do ukochanego brudnego, posępnego klimatu, oferując dodatkową zaletę w postaci retconu części głupot z poprzedniczki, świetnej ścieżki dźwiękowej i znacznie rozbudowanej fabuły.Dark Souls (seria)
To fenomenalne studium cierpliwości i uporu, które intencjonalnie sprzęga mechaniczne wyzwanie z narracyjnym przekazem. Architektura poziomów jest po prostu genialna, pełna logicznych skrótów, które ostatecznie układają się w piękny i spójny trójwymiarowy model całego świata. Gry są nie tyle trudne, co wymagające zrozumienia i szacunku. Odpłacając nam za to niesamowitą satysfakcją. To marka sama w sobie, z której wyewoluował odrębny gatunek gier aRPG (soulsborne/soulslike). Ogółem nastrojowe — choć nieco depresyjne — medieval dark fantasy z głębokim jak ocean lore i unikatowym podejściem do storytellingu.Elden Ring + Shadow of the Erdtree
Ze względu na filozofię designu tych samych twórców, bardzo podobna do Dark Soulsów. Poza tym, że jest dużo przystępniejsza i posiada prawdziwy otwarty świat. No i chyba jest jeszcze lepiej napisana niż inne gry FromSoftware. W czym z pewnością jest niemała zasługa G R.R. Martina. Ponadto estetycznie Lands Between po prostu powalają na kolana.Bloodborne
Mówiąc oględnie: dark soulsy w lovecraftiańsko-wiktoriańskich klimatach. Gra emanuje bardzo gęstą i posępną atmosferą grozy nieodstępującą nas na krok podczas eksploracji mrocznego i śmiertelnie niebezpiecznego Yharnam. Sountrack wyróżnia się nawet na tle innych monumentalnych ścieżek dźwiękowych od tego samego studia. Bardzo podobają mi się też zakończenia, niezwykle w duchu prozy Samotnika z Providence. Podobno gra stanowi prywatne magnum opus Miyazakiego, z czym naprawdę trudno się nie zgodzić. Nadal czekam na wersję PC.Dead Space
S-F survival horror, który w niewielkim stopniu ucieka się do jumpscare’ów, stawiając raczej na gęstą atmosferę i ciągłe napięcie. Eksplorujemy w nim ciemne i klaustrofobiczne wnętrze statku kosmicznego zainfekowanego przez unikalną, body-horrową odmianę zombiaków. Gra posiada satysfakcjonujący system odcinania kończyn przeciwnikom zamiast standardowego pakowania headshotów. Do tego całkiem niezłą fabułę i immersyjny interface. Gramy w niej inżynierem, który walki używa zmodyfikowanych narzędzi, co też jest całkiem oryginalne i dość pomysłowe.Silent Hill 1-4 + Remake SH2 i SH f
Absolutna czołówka pierwszej ligi komputerowych horrorów. Majstersztyk psychologicznego dramatu i metafizyczno-okultystycznej grozy. Wymieniam pierwsze cztery części dlatego, że tworzone były przez oryginalny Team Silent, który nietypowo dla gamedevu składał się głównie z niepowiązanych mocno z branżą artystów (i to jakich!). Dlatego też ich gry wciąż oferują niepowtarzalne doświadczenia i niespotykany klimat. Dołączam do zestawu remake od naszych rodaków, bo jest niezwykle wierne oryginałowi, a zarazem nie bało się wprowadzić własnych zmian (zwłaszcza warto tu wymienić dodanie dwóch nowych, absolutnie genialnych zakończeń). A także nowe Silent Hill f, które jest chyba jedyną naprawdę pasującą do uniwersum grą spoza obozu Team Silent (choć trochę przeszkadza fakt, że trzeba ją ukończyć 3 razy, by poznać całą historię). Jej fabuła skupia się na trudach prozy życia i konfliktach między osobistymi aspiracjami a zobowiązaniami wynikającymi z kultury.NieR: Automata
Choć pozornie wygląda jak zwykły japoński slasher z atrakcyjnym kobiecym protagiem, to nie warto dać się zwieść. To fenomenalna gra, która z każdym kolejnym zakończeniem odsłania nowe warstwy nietuzinkowej i pełnej niespodzianek fabuły. Ma niesamowity soundtrack, wyjątkowy klimat i poruszającą historię o głębokiej filozoficznej podbudowie, która zostaje w głowie na bardzo długo. Produkcja jest niesamowicie przemyślana i dopracowana, dzięki czemu nawet najbardziej prozaiczna misja spełnia jakiś większy cel w perspektywie całej opowieści. Dla mnie osobiście 11/10 i najlepsza gra ever. Jeśli ktoś by się wkręcił, to zaręczam, że to dopiero początek bardzo długiej drogi, bo uniwersum jest niesamowicie zagmatwane i obejmuje wiele cykli/wersji w odwróconej pętli czasowej rozbitych na koncerty, przedstawienia sceniczne, opowiadania, powieści, komiksy i wszystkie inne gry Yoko Taro.NieR: Replicant
Replicant jest trochę bardziej surowy od swojego sequelu: Automaty, ale w żadnym razie gorszy (dla wielu nawet lepszy). To jedna z tych gier, które z pozoru opowiadają prostą historię, a potem wywracają wszystko do góry nogami.Call of Cthulhu
Bardzo solidny, choć niedoceniany detektywistyczny RPG oparty na śledztwie i rozmowach. Klimat lovecraftowskiej grozy jest wybitny, a nasze wybory fabularne i odnośnie rozwoju postaci faktycznie mają wpływ na rozgrywkę. Dla fanów mitów Cthulhu pozycja obowiązkowa.Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth
Stary i dość toporny klasyk, ale atmosfera zaszczucia i narastającego obłędu nadal robi ogromne wrażenie. Początkowo gra bardziej stawia na ucieczkę i przetrwanie niż walkę, dzięki czemu naprawdę czuć naszą bezsilność wobec kosmicznego horroru. I jest to zdecydowanie jej najlepsza część, bo potem robi się trochę zbyt akcyjniakowo-strzelankowo. Kolejną wadą, przynajmniej dla mnie, jest czerpanie lore z TTRPG od Chaosium Inc. (spaczonego komercją i durnotami Derletha) zamiast z czystej prozy samego HPL-a. Niemniej esencja mitów Cthulhu pozostaje zachowana i wciąż uważam, że to pozycja obowiązkowa dla fanów tychże.Sherlock Holmes: The Awakened
Świetna przygodówka detektywistyczna łącząca klasyczne śledztwo z licznymi elementami prozy Lovecrafta. Zamiast tanich straszaków oferuje gęsty klimat, logiczne dedukowanie i zbieranie poszlak. Bardzo dobry wybór, jeśli ceni się inteligentnie napisane zagadki i lubi opowiadania HPL-a.The Sinking City
Odwiedzamy w niej ponure i deszczowe miasto skrywające mnóstwo lovecraftiańskich tajemnic. Choć jest tu trochę strzelania, zdecydowanie kluczowe są śledztwa — nie akcja. Klimat tonącego świata i moralnie niejednoznaczne historie (na większość których mamy realny wpływ poprzez podejmowane wcześniej wybory [z których żaden nie jest czarno-biały]), potrafią mocno wciągnąć. Gameplay bywa nierówny, a open-worldowe miasto nie oferuje zbyt wiele pod względem eksploracji, ale atmosfera i fabuła wynagradzają wszystkie z tych potknięć.The Thaumaturge
Nietypowe RPG osadzone w Warszawie z 1905 roku, które stawia mocny nacisk na fabułę, psychologię i śledztwa. Sterujemy w niej Wiktorem Szulskim, taumaturgiem (takim okultystą i psychometrą), który potrafi kontrolować istoty zwane salutorami, łączące w sobie cechy zarówno duchów, jak i bytów mocno zakorzenionych w mitologii słowiańskiej. Świetnie napisane dialogi, ciekawy system moralnych wyborów (z systemem Skaz) i bardzo autentyczne tło historyczne tworzą tu naprawdę wyjątkową całość. To jedna z najbardziej oryginalnych polskich gier.Deus Ex (seria)
Gry przedstawiają fascynujące, cyberpunkowe wizje świata pełnego technologicznych dylematów, konspiracji, tajnych organizacji, rządowych machlojek i filozoficznych pytań. Pierwsza część jest najbardziej kultowa i wszechstronna pod kątem starć, reakcji na poczynania gracza i podchodzenia do rozwiązywania problemów. Wszystkie jednak oferują wciągające fabuły i ciekawe mechaniki wszczepów. Według mnie chyba najciekawsze uniwersum cyberpunkowe znane z gier komputerowych. Dla fanów gatunku pozycja obowiązkowa.Half-Life (seria)
Klasyka, która zestarzała się zaskakująco dobrze. To jedna z tych serii, które pokazały, że FPS może mieć gameplay wykraczający poza samo strzelanie i opowiadać historię bez długich ekspozycji oraz wyrywania co chwilę gracza do przerywników filmowych. Half-Life 2 do dziś ma fizykę i projekty poziomów, których wiele nowych gier mogłoby mu pozazdrościć.Unreal Tournament (1999)
Genialny klasyczny arena shooter. Jeden z najprzyjemniejszych w graniu FPS-ów, oferujący tęgą rozwałkę z masą soczystego języka i adrenaliny. Mimo że najważniejsze jest tu strzelanie, to lore cyberpunkowego świata, które możemy odkrywać podczas opisów przed misjami single player, jest naprawdę bardzo przyzwoite. Obecnie dostępny zupełnie za darmo i całkiem legalnie na fanowskiej stronie, choć niestety serwery multi trochę wymierają.Hunted: The Demon’s Forge
Przyjemna, niedoceniona gra akcji od twórców Wasteland. Osadzona w klimacie mrocznego fantasy z dużym naciskiem na relacje i współpracę dwójki bohaterów. Nie rewolucjonizuje gatunku, ale oferuje solidną walkę, humorystyczny banter, klimatyczne lokacje i całkiem podstępne zakończenie dla zbyt żądnych mocy. Dobry wybór, jeśli ma się ochotę na krótszą, dynamiczną przygodę bez zbędnego kombinowania. Dodatkowa zaleta to tryb co-op.South Park: Kijek Prawdy i South Park: The Fractured But Whole
Totalnie absurdalna jazda po bandzie z bezkompromisowym humorem, która mechanicznie okazuje się świetnie skrojonym turowym RPG. Doskonale robi to, co South Park robi najlepiej i posiada masę nawiązań do serialowego lore i wydarzeń, które od razu wyłapie każdy fan, niemniej sprawdza się nawet wtedy, gdy jest to nasze pierwsze spotkanie z sardonicznym uniwersum Treya Parkera and Matta Stone’a. Oczywiście pod warunkiem, że nie jesteśmy z tych przesadnie wrażliwych i miłujących poprawność polityczną.Seria gier LEGO (przed dodaniem dubbingu)
Esencja urzekającego, eleganckiego designu w klockowym świecie. Klasyki opowiadające historie ze znanych filmów i uniwersów poprzez genialną pantomimę i uroczy, slapstickowy humor. Rozwalanie wszystkiego wokół daje masę frajdy i nagradza ukrytymi sekretami. Idealna, bezstresowa rozrywka. Zaznaczyłam, że przed dodaniem dubbingu, bo potem fabuła stała się zbyt mocno odtwórcza względem inspiracji, a poziom humoru mniej kreatywny.Fable (seria)
To urocza, nieco przerysowana baśń, w której można być nieskazitelnym bohaterem albo okrutnym draniem kopiącym kurczaki dla samej satysfakcji. Mechaniki może nie są wybitnie skomplikowane, ale specyficzny, brytyjski humor i ekscentryczny klimat Albionu sprawiają, że trudno nie ulec tym tytułom. Każda część ma swój unikalny urok i mnóstwo swobody w kreowaniu własnej historii, oczywiście z lekkim przymrużeniem oka.L.A. Noire
Gra rzuca nas w środek mrocznego, brutalnie realistycznego Los Angeles z lat czterdziestych. Podstawą jest tu zaawansowana jak na swoje czasy technologia motion-capture pozwalająca na czytanie emocji z twarzy, co sprawia, że każde przesłuchanie nabiera charakteru mentalnego pojedynku i zmusza nas do trafnego identyfikowania półprawd i kłamstw. Do tego dochodzi świetnie napisana intryga i bardzo autentyczny, spójny klimat z moich ukochanych filmów noir — i to bez żadnych tanich uproszczeń. Nie ma tu aż tak dużo strzelania, większy nacisk jest położony na zbieranie dowodów, logiczne myślenie i chłodną dedukcję. Dodam, że gra daje możliwość włączenia filtru z klasycznych czarno-białych filmów, co dodatkowo dodaje klimatu.Jagged Alliance 2 + Unfinished Business i Jagged Alliance 3
Świetna satyra popularnych filmów akcji z lat 80. oraz 90. A przy tym ikona taktycznych turowych RPG. Sterujemy w niej oddziałami barwnych najemników mających za zadanie opanowanie sytuacji w targanych niepokojami w mikropaństewkach. Dwójka pozostaje legendą dzięki kapitalnej mechanice (zwłaszcza z fanowskim overhaulem v1.13), zaś trójka bardzo udanie rozwija tamtejsze pomysły we współczesnej formie, zarazem dodając więcej roleplayu i fabularnych wyborów. Gwarantuje mnóstwo kombinowania, planowania i satysfakcji z dobrze rozegranej operacji. -
Kilka z powyższych tytułów podbijam. Fallouty 1/2/Vegas. This war of mine. Dead Space. Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth.
Dodam od siebie:
Knights of the old republic.
Co tu dużo mówić. Świetna historia z początków świata Star Wars. Ogromny nacisk na relacje bohatera/bohaterki z resztą drużyny, która jest niezwykle barwna i żywa. Do tego wciągająca fabuła, która wręcz błaga o sprawdzanie różnych sposobów na rozwiązywanie questów. 100 % emocji.Children of Morta
Ponownie świetna historia. Gracz prowadzi całą rodzinę, której świętym zadaniem jest obrona Góry przed pradawnym zepsuciem przybierającym postać potworów. Niezwykle fajne przerywniki z ich życia codziennego stanowią ukoronowanie levelów pokonywanych w stylu Diablo.Heavy Rain
Kryminał, który szczególnie wgryza się w emocje jeśli jest się rodzicem. Choć zakończeń jest kilkanaście nie byłem w stanie obejrzeć tych złych. No po prostu nie byłem.Star Wars Jedi Fallen Order & Survivor
Może nie cudo. Ale kurde ze dwa razy uroniłem łezkę śledząc historię Kestisa więc się liczy.Penumbra 1 i 2
Survival horror w najczystszej postaci. I ponownie ciekawa historia okraszona inuicką mitologią. Do tej pory mam ciary po starciu z Clarencem.Amnezja
Kolejna seria horrorów od tego samego wydawcy, choć w nieco innym klimacie. Szczególnie mi przypadła do gustu Amnesia Rebirth.Life is Strange
Trochę kryminał... trochę serial o dziewczynie z supermocą. Ponownie jednak arcywciągająca historia i jej bardzo naturalne relacje z BN-ami. -
Miałem coś więcej napisać, zatem to uczynię. Na wstępie zaznaczę, iż ta lista nie będzie wyczerpująca, a raczej dość chaotyczny zbiór poleceń. Jako, że mają być to polecenia, warto kojarzyć gust polecającego - bardzo, ale to bardzo lubię gry z otwartym światem, wciągam znaczniki nosem jak cukier puder. Lubię też gry trudne, ale nie lubię gier wymagających grindu lub mających rozwiązania nie szanujące mego czasu - stąd rogaliki tak, souls-like nie
Jestem też dość uczulony na drewniane rozwiązania, stąd wiele starszych tytułów nie mogę ścierpieć, bo zanim utworzyły się pewne standardy designe gier, tylko prawdziwe perełki były dopracowane - przez to notabene kiedyś grałem dużo mniej. Nie lubię również drużynowych rpg z walką w czasie rzeczywistym oraz... Gier które przypominają mi pracę. Zawodowo zajmuję się inżynierię, i gdy widzę gry typu Factorio czy niektóre city buldiery to wkręcam się za bardzo w optymalizacje, iż za bardzo przypomina mi to pracę (przy okazji, nie dajcie się nabrać, City Skylines to nie gra o budowie miasta tylko o korkach i przepływie grafów
). Nie lubię też fps.
Mając ten wstęp za sobą, zaczynajmy.Assassin’s Creed
Nie lubię tej serii jeśli liczyć przewagę tytułów które mi nie podeszły. Cały klimat bractwa assasinów z tych ich śmiesznymi strojami, fabuła o obcych, gameplay, to coś, co nie jest kompletnie co mi podchodzi. Po prostu nie. Ale... Zakochałem się w nowych odsłonach serii, w których Ubisoft trochę przeprojektował grę pod ludzi takich jak ja (i ty drogi czytelniku jeśli podzielasz me odczucia) gdzie de facto w żadnej dużej części nie gramy nawet członkiem bractwa.- Assassin’s Creed Origins to część cyklu od którego jego odświeżenie się zaczyna. Walka bardzo w stylu Wiedźmina, fantastyczne zwiedzanie starożytnego Egiptu, granie de facto nie assassinem tylko starożytnym komandem, który potrafi się skradać, szyć z łuki i walczyć mieczem i tarczą. Od tej pory tak raczej trzeba myśleć o postaciach z cyklu - jak o komandosach. Bayek, główny bohater gry dla niektórych był niestrawny na premierę, ale chyba na koniec zyskał fanów. To taki dobroduszny buc oraz pełna kipiącego gniewu maszyna do zabijania - napędza go chęć zemsty na zbójcach syna. Zresztą, spójrzcie tylko na to. Przy okazji egipskiej odsłony, należy zaznaczyć jedną ważną rzecz - te gry nie są wiernym przedstawieniem historii. Niektórym zdaje się tak, gdyż twórcy robią naprawdę dobrą robotę w materii opracowaniu źródeł. Tylko mając to, ściskają dany okres w bardzo ciasne ramy. Stąd Egipt będzie was zachwycać oddaniem przeróżnych detali, uzbrojeniem które się z nim kojarzy, funkcjami politycznymi, stosunkami z Rzymem, kultem Amona... A potem jak historycznie prześledzicie stan rzeczy, to większości tych rzeczy już dawno w Egipcie nie było w czasach, w jakich rozgrywa się gra. To jest pigułka która ma spakować kilka tysięcy lat historii i klimatu w jedną grę. To nie jest wada, tyczy wszystkich gier z serii, ale myślę, że warto o tym wspomnieć o tym jak bardzo niektórzy wyczulili się na inne kształty lampionów w japońskiej częśći, których w tym czasie nie było. No cóż, nasz bohater tutaj jest medżajem (taki egipski szeryf) których najpewniej nie było od co najmniej kilkuset lat licząc od poczatku gry. I co z tego?
Polecam również dlc, ale nie wnoszą specjalnie dużo. - Assassin’s Creed Odyssey jest moją ulubioną częścią cyklu. Tutaj twórcy poszli dużo bardziej w elementy rpg, mamy małe drzewka umiejętności, zestawy ekwipunku dające dodatkowe zdolności oraz mityczny klimat. Starożytna Grecja z tej części łączy w sobie elementy fantastyczne z realnymi. Niektóre mity pozostają tłem, inne odżywają. Nasza broń jest też z gatunku nadnaturalnych, ale czy to źle? Wspaniała mapa, świetne dlc. Jedno z nich zabiera nas do Elizjum, Hadesu i na Atlantydę. Z ważnych rzeczy, to jest gra bardzo o systemach. Niektóre są ledwo zaznaczone, inne pełnią ważną rolę. Systemy ekwipunku, system najemników, łamania prawa, łowców nagród którzy na nas polują, walki okrętami... Sporo tego. Fabuła? A kogo to... Ale jest raczej ok, ot przyjemny pretekst. Niektóre zadania poboczne są naprawdę ciekawe. W grze wybieracie czy będziecie grać postacią żeńską czy męską. Szczerze polecam grę Kasandrą, mimo tych samych kwestii, Kasandra jest zabawna, podczas gdy męski wariant brzmi jak dupek. No i to babka w stylu Ellen Ripley z Obcego, twarda babka po prostu

- Assassin’s Creed Valhalla mnie zmęczyła. Miejscami za bardzo rozwlekła, płaska mapa, dużo grindu, mimo grania komandosem lubiłem się "skradać" w tych grach, a tutaj często jesteśmy bardzo mocno wypychani przez grę do walki twarzą w twarz. Historia o pokojowych wikingach też średnio się spina. Mam też wrażenie, że dla nas sam świat jest bardziej obcy niż inne. Egipt czy Grecję kojarzy każdy. Ale już kto rozróżnia czas normańskich inwazji na brytanie? Kim są Sasi? Co to ma cetlów, kto był kiedy, co i jak... Jeśli ktoś nie lubi historii, to nie liznął tego przy okazji. DLC ponownie wysyła nas w fantastyczne rejony, ale w samej grze jest mniej elementów fantastycznych w głównym scenariuszu.
- Assassin’s Creed Shadows czyli najnowsza i dość kontrowersyjna odsłona cyklu. Też wolałbym aby postać samuraja była Japończykiem, mimo, że jest naprawdę dobrze napisana. Znowu widać powrót do gry systemów, tylko miejscami jest za łatwo aby działały. Granie samurajem jest w sumie mocno opcjonalne. Z grania komandsem znowu wracamy do bardziej assasyna. Mimo wszystko, bawiłem się bardzo dobrze. Gra wygląda fenomenalnie, ma raytracking, świetnie zrobiony, twórcy nie boją się ciemości. System pór roku zamiast klimatycznych biomów to rozwiązanie które z chęcią widziałbym w innych tytułach.
Far Cry 3+
Nie ma co tu rozpisywać poszczególnych odsłon, to z grubsza to samo
Ale czy to źle? W przeciwieństw do gier serii o skrytobójcach które opisywałem, tutaj nie grałem w dlc, zresztą są one zrobione w sposób bardzo odcinający się od głównej gry. Współcześnie to są jedyne fpsy w które gram bo to fps w wersji dietetycznej, otwary świat, można się trochę poskradać, jak strzelasz to jest prosto.Fallout
Powinienem chyba rozróżnić na części, ale na wstępie dodam, że dobre są i stare, i nowe, tylko na inny sposób.- Fallout 1 i Fallout 2 to jedne z moich ulubionych gier. Ogólnie, gdybym miał wybierać, to trafiłyby do serii top. Nie zestarzały się nawet mocno, grafika straciła na rozdzielczości w porównaniu do współczesnych standardów ale dalej ma klimat i jest ładna - to nie czasy wczesnego 3d które jest paskudne. 2d starzeje się godniej. Mechanika, gameplay, fabuła? Od wybitnych po dobre. Nie ma tu drewna, zadziwiająco współczesne rozwiązania w materii sterowania... Gdybym miał polecić jedną, to wybrałbym część drugą. Jest to po prostu ulepszona jedyna. I jeszcze jedno, jedynka ma limit czasu - trzeba osiągnąć określony punkt fabuły przed końcem czasu lub game over... Jest to element który mnie prywatnie zawsze stresuje. W dwójce tego nie ma - gra fabularnie będzie nas ponaglać ale bez konsekwencji.
- Fallout 3 nie wiem czy współcześnie bym polecił. Zestarzało się mocno, kiedyś miałem straszny hype bo jednak kolejna część mojej ukochanej serii. Ale myślę, że cierpieć ogrywając nie będziecie. Ba! Polecam bardziej niż następną grę na liście...
- Fallout: New Vegas czyli gra zrobiona na silniku Fallouta 3, będąca Falloutem 3 tylko podobno z lepszą fabułą... I ja nie wiem, naprawdę. Seria Fallout nigdy nie traktowała się specjalnie poważnie, ale też potrafiła balansować pewne rzeczy. Nawet gadające szpony śmierci miały więcej sensu niż wmawianie nam, że banda cosplayerów jest takim zagrożeniem. Podobało się mi, co zrobili z nimi w serialu i jak ich pokazano, jako pajaców z bronią...
- Fallout 4 uch, bardzo odbiega od legendarnej 1 i 2. Ale czy to zła gra? Raczej nie, fajna eksploracja jak w Skyrim tylko w postapo. System rozwoju postaci nawet doceniam, jest to kontrowersyjna opinia...
Timberborn
Mówiłem, że nie lubię wielu gier w budowanie miasta. Ale ta jest świetna! W postapokaliptycznym świecie budujemy osadę naszych zmutowanych bobrów. Fajny, lekki klimat, jednocześnie gra wymagająca, z bardzo dynamiczną pętlą rozgrywki. Mapa gry jest w pełni modyfikowalna oraz występuje w niej mechanika wody, z obligatoryjnymi suszami. Trzeba zatem na czas suchy budować tamy które spiętrzą wodę i wytworzą zbiorniki retencyjne na suche czasy. Tylko bez przepływu wody nie działają koła młyńskie, a energia obrotu wałów i trybów jest tutaj odpowiednikiem elektryczności. A co gdy przjdzie toksycznej wody? Trzeba ją przekierować... To wszystko wraz z sadzeniem lasów, ścinaniem drzew, budową, domów, produkcją żywności i tym wszystkim co robi się w innych grach o budowie miast.Disco Elysium
Jak już wspomninałem, jeden z najlepszych rpg ostatnich lat. Trochę depresyjne, lecz wciąż świetne. Jeśli kogoś martwi limit czasowy o którym przeczytał, to uspokajam - jest bardzo miękki i do obejścia w kilku aspektach. Można generalnie grać bez stresu.Divinity: Original Sin 1 oraz 2
Mam pewne opory nazwać te gry rpg jako gry fabularne. RPG to są Fallouty 1 i 2, to jest Disco Elysium* a to tak jak pierwsza i druga część baldura, to są gry taktyczne z rozwojem postaci. Ale tutaj jest system walki turowy. Jeśli pomyślicie o nich jak o XCom w wersji fantasy, to lepiej zrozumiecie. Gry bardzo dobre i piekielnie trudne. Walkę na platformach wiertniczych w drugiej części projektował sadysta. Jedynka ma trochę zepsutą walkę finałową, nie przejmujcie się jeśli na niej utkniecie - całą grę nie ma potrzeby nikogo chronić, a w finale trzeba... Co tu jeszcze dodać... Widać, że na drugiej części Larian uczył się użycia muzyki. Finałowa ścieżka dźwiękowa spowodowała mój opad szczęki. Zresztą koniec fabuły jest super
Baldur’s Gate III
Nie lubię Baldura 1 i 2. Miałem z nim kontakt po Falloucie i miałem rekację którą można streścić słowami "i to ma być rpg?". Ale trzecia część ma o wiele więcej wspólnego właśnie ze starymi Falloutami niż ze starymi baldurami. Jest dość prostą grą (i dobrze, gdyby poziom trudności był taki jak w Divinity to podziękuję...), ma turową walkę oraz dobrą fabułę. I rozwiązywanie spraw dialogiem, wyborem, kradzieżą czy inną misją zamiast tylko walki. Chociaż oczywiście walki też mamy tutaj dużo. Świętna gra, chociaż moim zdaniem ludzie zachwycający się masą możliwości trochę przesadzają. Jest tego trochę, można nawet pominąć jedną, dużą lokację, ale koniec końców gra nie jest bardzo nieliniowa. Szczerze polecam
Dead Cells
Rogalik, gra 2d gdzie skaczemy po platformach, siekamy wrogów, unikamy ataków, parujemy, zbieramy ekwipunek i giniemy... Aby powtórzyć. Jeden z moich ulubionych rogalików.Hades
Rogalik, również polecam. Na razie ograłem tylko pierwszą część. Ma jedną ciekawą cechę na którą wiele osób nie zwraca uwagi. Wraz z kolejnymi podejściami ta gra zaskakuje. Nie tylko fabularnie, po prostu otwierając opcje, dodając coś lub stawiając nowe cele. Zwykle w rogalikach jak ogarniesz o co chodzi to już wiesz co możesz odblokować. Hades jest bardziej dynamiczny.Enter the Gungeon
Rogalik połączony z bullet hell. Fajny, acz nie skończyłem go. Ma świetny humor. Jeśli w jakiejś sesji zagram bronioksiężnikiem wspominającym o walce z amunokondą to wiecie skąd to pożyczyłem
Loop Hero
Kolejny rogalik. Tym razem nie sterujemy postacią, a odbudowujemy świat. Elementem progresu jest nasza osada w której stawiamy budowle. Właściwa rozgrywka toczy się sama - postać przechodzi przez zapętloną drogę i automatycznie walczy ze spawnującymi się przeciwnikami. My tylko możemy zmieniać ekwpunek, wybierać kilka wspomnień z poziomem i... budować świat. Dostajemy kafelkami którymi uzupełniamy świat wokół drogi. Może to wpłynąć na rodzaj spawnujących się przeciwników, bonusy naszej postaci, szybkość pojawienia się bossa danej fazy i końcowe nagrody.Puzzle Quest: Challenge of the Warlords
Od razu zaznaczam, mówię o orginalnym ydaniu jakie mam na płycie. Nie grałem w odświeżoną wersję ze Steama, ale podobno jest ok. Kolejny RPG umownie mówiąc gra oparta na walce i rozwoju postaci. Tylko, że walka polega na leceniu w kulki
Możemy w naszej turze zamienić jedną kulkę miejscem z drugą - cztery kolorowe dają nam manę danego koloru, a czaszki powodują tak wręcz. Po przesenięciu, robi to przeciwnik. Całośc dopełniają czary i zdolności. Co powiecie na usunięcie wszystkich czaszek z planszy aby się uleczyć? Albo fireball który usuwa obszar 3x3 powodując efekt wszystkich zniszczonych kulek? Chorobę która zada przeciwnikowi tyle obrażeń, ile ma zielonej many? Świetna gra, dobra też na krótkie sesje. Jeśli ktoś ma opinie o dalszych seriach cyklu, z chęcią posłucham i może ogram.I... Na razie na tyle, jak temat nie umrze to czekajcie na kolejną część...
- Assassin’s Creed Origins to część cyklu od którego jego odświeżenie się zaczyna. Walka bardzo w stylu Wiedźmina, fantastyczne zwiedzanie starożytnego Egiptu, granie de facto nie assassinem tylko starożytnym komandem, który potrafi się skradać, szyć z łuki i walczyć mieczem i tarczą. Od tej pory tak raczej trzeba myśleć o postaciach z cyklu - jak o komandosach. Bayek, główny bohater gry dla niektórych był niestrawny na premierę, ale chyba na koniec zyskał fanów. To taki dobroduszny buc oraz pełna kipiącego gniewu maszyna do zabijania - napędza go chęć zemsty na zbójcach syna. Zresztą, spójrzcie tylko na to. Przy okazji egipskiej odsłony, należy zaznaczyć jedną ważną rzecz - te gry nie są wiernym przedstawieniem historii. Niektórym zdaje się tak, gdyż twórcy robią naprawdę dobrą robotę w materii opracowaniu źródeł. Tylko mając to, ściskają dany okres w bardzo ciasne ramy. Stąd Egipt będzie was zachwycać oddaniem przeróżnych detali, uzbrojeniem które się z nim kojarzy, funkcjami politycznymi, stosunkami z Rzymem, kultem Amona... A potem jak historycznie prześledzicie stan rzeczy, to większości tych rzeczy już dawno w Egipcie nie było w czasach, w jakich rozgrywa się gra. To jest pigułka która ma spakować kilka tysięcy lat historii i klimatu w jedną grę. To nie jest wada, tyczy wszystkich gier z serii, ale myślę, że warto o tym wspomnieć o tym jak bardzo niektórzy wyczulili się na inne kształty lampionów w japońskiej częśći, których w tym czasie nie było. No cóż, nasz bohater tutaj jest medżajem (taki egipski szeryf) których najpewniej nie było od co najmniej kilkuset lat licząc od poczatku gry. I co z tego?
-
Ten post został usunięty!
-
Miałem coś więcej napisać, zatem to uczynię. Na wstępie zaznaczę, iż ta lista nie będzie wyczerpująca, a raczej dość chaotyczny zbiór poleceń. Jako, że mają być to polecenia, warto kojarzyć gust polecającego - bardzo, ale to bardzo lubię gry z otwartym światem, wciągam znaczniki nosem jak cukier puder. Lubię też gry trudne, ale nie lubię gier wymagających grindu lub mających rozwiązania nie szanujące mego czasu - stąd rogaliki tak, souls-like nie
Jestem też dość uczulony na drewniane rozwiązania, stąd wiele starszych tytułów nie mogę ścierpieć, bo zanim utworzyły się pewne standardy designe gier, tylko prawdziwe perełki były dopracowane - przez to notabene kiedyś grałem dużo mniej. Nie lubię również drużynowych rpg z walką w czasie rzeczywistym oraz... Gier które przypominają mi pracę. Zawodowo zajmuję się inżynierię, i gdy widzę gry typu Factorio czy niektóre city buldiery to wkręcam się za bardzo w optymalizacje, iż za bardzo przypomina mi to pracę (przy okazji, nie dajcie się nabrać, City Skylines to nie gra o budowie miasta tylko o korkach i przepływie grafów
). Nie lubię też fps.
Mając ten wstęp za sobą, zaczynajmy.Assassin’s Creed
Nie lubię tej serii jeśli liczyć przewagę tytułów które mi nie podeszły. Cały klimat bractwa assasinów z tych ich śmiesznymi strojami, fabuła o obcych, gameplay, to coś, co nie jest kompletnie co mi podchodzi. Po prostu nie. Ale... Zakochałem się w nowych odsłonach serii, w których Ubisoft trochę przeprojektował grę pod ludzi takich jak ja (i ty drogi czytelniku jeśli podzielasz me odczucia) gdzie de facto w żadnej dużej części nie gramy nawet członkiem bractwa.- Assassin’s Creed Origins to część cyklu od którego jego odświeżenie się zaczyna. Walka bardzo w stylu Wiedźmina, fantastyczne zwiedzanie starożytnego Egiptu, granie de facto nie assassinem tylko starożytnym komandem, który potrafi się skradać, szyć z łuki i walczyć mieczem i tarczą. Od tej pory tak raczej trzeba myśleć o postaciach z cyklu - jak o komandosach. Bayek, główny bohater gry dla niektórych był niestrawny na premierę, ale chyba na koniec zyskał fanów. To taki dobroduszny buc oraz pełna kipiącego gniewu maszyna do zabijania - napędza go chęć zemsty na zbójcach syna. Zresztą, spójrzcie tylko na to. Przy okazji egipskiej odsłony, należy zaznaczyć jedną ważną rzecz - te gry nie są wiernym przedstawieniem historii. Niektórym zdaje się tak, gdyż twórcy robią naprawdę dobrą robotę w materii opracowaniu źródeł. Tylko mając to, ściskają dany okres w bardzo ciasne ramy. Stąd Egipt będzie was zachwycać oddaniem przeróżnych detali, uzbrojeniem które się z nim kojarzy, funkcjami politycznymi, stosunkami z Rzymem, kultem Amona... A potem jak historycznie prześledzicie stan rzeczy, to większości tych rzeczy już dawno w Egipcie nie było w czasach, w jakich rozgrywa się gra. To jest pigułka która ma spakować kilka tysięcy lat historii i klimatu w jedną grę. To nie jest wada, tyczy wszystkich gier z serii, ale myślę, że warto o tym wspomnieć o tym jak bardzo niektórzy wyczulili się na inne kształty lampionów w japońskiej częśći, których w tym czasie nie było. No cóż, nasz bohater tutaj jest medżajem (taki egipski szeryf) których najpewniej nie było od co najmniej kilkuset lat licząc od poczatku gry. I co z tego?
Polecam również dlc, ale nie wnoszą specjalnie dużo. - Assassin’s Creed Odyssey jest moją ulubioną częścią cyklu. Tutaj twórcy poszli dużo bardziej w elementy rpg, mamy małe drzewka umiejętności, zestawy ekwipunku dające dodatkowe zdolności oraz mityczny klimat. Starożytna Grecja z tej części łączy w sobie elementy fantastyczne z realnymi. Niektóre mity pozostają tłem, inne odżywają. Nasza broń jest też z gatunku nadnaturalnych, ale czy to źle? Wspaniała mapa, świetne dlc. Jedno z nich zabiera nas do Elizjum, Hadesu i na Atlantydę. Z ważnych rzeczy, to jest gra bardzo o systemach. Niektóre są ledwo zaznaczone, inne pełnią ważną rolę. Systemy ekwipunku, system najemników, łamania prawa, łowców nagród którzy na nas polują, walki okrętami... Sporo tego. Fabuła? A kogo to... Ale jest raczej ok, ot przyjemny pretekst. Niektóre zadania poboczne są naprawdę ciekawe. W grze wybieracie czy będziecie grać postacią żeńską czy męską. Szczerze polecam grę Kasandrą, mimo tych samych kwestii, Kasandra jest zabawna, podczas gdy męski wariant brzmi jak dupek. No i to babka w stylu Ellen Ripley z Obcego, twarda babka po prostu

- Assassin’s Creed Valhalla mnie zmęczyła. Miejscami za bardzo rozwlekła, płaska mapa, dużo grindu, mimo grania komandosem lubiłem się "skradać" w tych grach, a tutaj często jesteśmy bardzo mocno wypychani przez grę do walki twarzą w twarz. Historia o pokojowych wikingach też średnio się spina. Mam też wrażenie, że dla nas sam świat jest bardziej obcy niż inne. Egipt czy Grecję kojarzy każdy. Ale już kto rozróżnia czas normańskich inwazji na brytanie? Kim są Sasi? Co to ma cetlów, kto był kiedy, co i jak... Jeśli ktoś nie lubi historii, to nie liznął tego przy okazji. DLC ponownie wysyła nas w fantastyczne rejony, ale w samej grze jest mniej elementów fantastycznych w głównym scenariuszu.
- Assassin’s Creed Shadows czyli najnowsza i dość kontrowersyjna odsłona cyklu. Też wolałbym aby postać samuraja była Japończykiem, mimo, że jest naprawdę dobrze napisana. Znowu widać powrót do gry systemów, tylko miejscami jest za łatwo aby działały. Granie samurajem jest w sumie mocno opcjonalne. Z grania komandsem znowu wracamy do bardziej assasyna. Mimo wszystko, bawiłem się bardzo dobrze. Gra wygląda fenomenalnie, ma raytracking, świetnie zrobiony, twórcy nie boją się ciemości. System pór roku zamiast klimatycznych biomów to rozwiązanie które z chęcią widziałbym w innych tytułach.
Far Cry 3+
Nie ma co tu rozpisywać poszczególnych odsłon, to z grubsza to samo
Ale czy to źle? W przeciwieństw do gier serii o skrytobójcach które opisywałem, tutaj nie grałem w dlc, zresztą są one zrobione w sposób bardzo odcinający się od głównej gry. Współcześnie to są jedyne fpsy w które gram bo to fps w wersji dietetycznej, otwary świat, można się trochę poskradać, jak strzelasz to jest prosto.Fallout
Powinienem chyba rozróżnić na części, ale na wstępie dodam, że dobre są i stare, i nowe, tylko na inny sposób.- Fallout 1 i Fallout 2 to jedne z moich ulubionych gier. Ogólnie, gdybym miał wybierać, to trafiłyby do serii top. Nie zestarzały się nawet mocno, grafika straciła na rozdzielczości w porównaniu do współczesnych standardów ale dalej ma klimat i jest ładna - to nie czasy wczesnego 3d które jest paskudne. 2d starzeje się godniej. Mechanika, gameplay, fabuła? Od wybitnych po dobre. Nie ma tu drewna, zadziwiająco współczesne rozwiązania w materii sterowania... Gdybym miał polecić jedną, to wybrałbym część drugą. Jest to po prostu ulepszona jedyna. I jeszcze jedno, jedynka ma limit czasu - trzeba osiągnąć określony punkt fabuły przed końcem czasu lub game over... Jest to element który mnie prywatnie zawsze stresuje. W dwójce tego nie ma - gra fabularnie będzie nas ponaglać ale bez konsekwencji.
- Fallout 3 nie wiem czy współcześnie bym polecił. Zestarzało się mocno, kiedyś miałem straszny hype bo jednak kolejna część mojej ukochanej serii. Ale myślę, że cierpieć ogrywając nie będziecie. Ba! Polecam bardziej niż następną grę na liście...
- Fallout: New Vegas czyli gra zrobiona na silniku Fallouta 3, będąca Falloutem 3 tylko podobno z lepszą fabułą... I ja nie wiem, naprawdę. Seria Fallout nigdy nie traktowała się specjalnie poważnie, ale też potrafiła balansować pewne rzeczy. Nawet gadające szpony śmierci miały więcej sensu niż wmawianie nam, że banda cosplayerów jest takim zagrożeniem. Podobało się mi, co zrobili z nimi w serialu i jak ich pokazano, jako pajaców z bronią...
- Fallout 4 uch, bardzo odbiega od legendarnej 1 i 2. Ale czy to zła gra? Raczej nie, fajna eksploracja jak w Skyrim tylko w postapo. System rozwoju postaci nawet doceniam, jest to kontrowersyjna opinia...
Timberborn
Mówiłem, że nie lubię wielu gier w budowanie miasta. Ale ta jest świetna! W postapokaliptycznym świecie budujemy osadę naszych zmutowanych bobrów. Fajny, lekki klimat, jednocześnie gra wymagająca, z bardzo dynamiczną pętlą rozgrywki. Mapa gry jest w pełni modyfikowalna oraz występuje w niej mechanika wody, z obligatoryjnymi suszami. Trzeba zatem na czas suchy budować tamy które spiętrzą wodę i wytworzą zbiorniki retencyjne na suche czasy. Tylko bez przepływu wody nie działają koła młyńskie, a energia obrotu wałów i trybów jest tutaj odpowiednikiem elektryczności. A co gdy przjdzie toksycznej wody? Trzeba ją przekierować... To wszystko wraz z sadzeniem lasów, ścinaniem drzew, budową, domów, produkcją żywności i tym wszystkim co robi się w innych grach o budowie miast.Disco Elysium
Jak już wspomninałem, jeden z najlepszych rpg ostatnich lat. Trochę depresyjne, lecz wciąż świetne. Jeśli kogoś martwi limit czasowy o którym przeczytał, to uspokajam - jest bardzo miękki i do obejścia w kilku aspektach. Można generalnie grać bez stresu.Divinity: Original Sin 1 oraz 2
Mam pewne opory nazwać te gry rpg jako gry fabularne. RPG to są Fallouty 1 i 2, to jest Disco Elysium* a to tak jak pierwsza i druga część baldura, to są gry taktyczne z rozwojem postaci. Ale tutaj jest system walki turowy. Jeśli pomyślicie o nich jak o XCom w wersji fantasy, to lepiej zrozumiecie. Gry bardzo dobre i piekielnie trudne. Walkę na platformach wiertniczych w drugiej części projektował sadysta. Jedynka ma trochę zepsutą walkę finałową, nie przejmujcie się jeśli na niej utkniecie - całą grę nie ma potrzeby nikogo chronić, a w finale trzeba... Co tu jeszcze dodać... Widać, że na drugiej części Larian uczył się użycia muzyki. Finałowa ścieżka dźwiękowa spowodowała mój opad szczęki. Zresztą koniec fabuły jest super
Baldur’s Gate III
Nie lubię Baldura 1 i 2. Miałem z nim kontakt po Falloucie i miałem rekację którą można streścić słowami "i to ma być rpg?". Ale trzecia część ma o wiele więcej wspólnego właśnie ze starymi Falloutami niż ze starymi baldurami. Jest dość prostą grą (i dobrze, gdyby poziom trudności był taki jak w Divinity to podziękuję...), ma turową walkę oraz dobrą fabułę. I rozwiązywanie spraw dialogiem, wyborem, kradzieżą czy inną misją zamiast tylko walki. Chociaż oczywiście walki też mamy tutaj dużo. Świętna gra, chociaż moim zdaniem ludzie zachwycający się masą możliwości trochę przesadzają. Jest tego trochę, można nawet pominąć jedną, dużą lokację, ale koniec końców gra nie jest bardzo nieliniowa. Szczerze polecam
Dead Cells
Rogalik, gra 2d gdzie skaczemy po platformach, siekamy wrogów, unikamy ataków, parujemy, zbieramy ekwipunek i giniemy... Aby powtórzyć. Jeden z moich ulubionych rogalików.Hades
Rogalik, również polecam. Na razie ograłem tylko pierwszą część. Ma jedną ciekawą cechę na którą wiele osób nie zwraca uwagi. Wraz z kolejnymi podejściami ta gra zaskakuje. Nie tylko fabularnie, po prostu otwierając opcje, dodając coś lub stawiając nowe cele. Zwykle w rogalikach jak ogarniesz o co chodzi to już wiesz co możesz odblokować. Hades jest bardziej dynamiczny.Enter the Gungeon
Rogalik połączony z bullet hell. Fajny, acz nie skończyłem go. Ma świetny humor. Jeśli w jakiejś sesji zagram bronioksiężnikiem wspominającym o walce z amunokondą to wiecie skąd to pożyczyłem
Loop Hero
Kolejny rogalik. Tym razem nie sterujemy postacią, a odbudowujemy świat. Elementem progresu jest nasza osada w której stawiamy budowle. Właściwa rozgrywka toczy się sama - postać przechodzi przez zapętloną drogę i automatycznie walczy ze spawnującymi się przeciwnikami. My tylko możemy zmieniać ekwpunek, wybierać kilka wspomnień z poziomem i... budować świat. Dostajemy kafelkami którymi uzupełniamy świat wokół drogi. Może to wpłynąć na rodzaj spawnujących się przeciwników, bonusy naszej postaci, szybkość pojawienia się bossa danej fazy i końcowe nagrody.Puzzle Quest: Challenge of the Warlords
Od razu zaznaczam, mówię o orginalnym ydaniu jakie mam na płycie. Nie grałem w odświeżoną wersję ze Steama, ale podobno jest ok. Kolejny RPG umownie mówiąc gra oparta na walce i rozwoju postaci. Tylko, że walka polega na leceniu w kulki
Możemy w naszej turze zamienić jedną kulkę miejscem z drugą - cztery kolorowe dają nam manę danego koloru, a czaszki powodują tak wręcz. Po przesenięciu, robi to przeciwnik. Całośc dopełniają czary i zdolności. Co powiecie na usunięcie wszystkich czaszek z planszy aby się uleczyć? Albo fireball który usuwa obszar 3x3 powodując efekt wszystkich zniszczonych kulek? Chorobę która zada przeciwnikowi tyle obrażeń, ile ma zielonej many? Świetna gra, dobra też na krótkie sesje. Jeśli ktoś ma opinie o dalszych seriach cyklu, z chęcią posłucham i może ogram.I... Na razie na tyle, jak temat nie umrze to czekajcie na kolejną część...
Assassin’s Creed
W sumie celowo czy nie własną serią rekomendacji przypomniałeś mi o absurdzie płaczu o Yasuke. Egipt-pigułka mieszający tysiące lat historii w Origins i ostatni medżaj wrzucony dla klimatu? Co z tego! → Mity okazujące się prawdą i nadnaturalny ekwipunek w Odysei? Czy to źle? → Czarnoskóry samuraj w Shadows? Nie no, ja to jednak wolałbym Japończyka, mimo że sama postać jest "naprawdę dobrze napisana". Dziwne te progi tolerancji, ale okej.
Generalnie wspominanie o historyczności, gdy mowa o tej serii, jest naprawdę zabawne. W ukochanych przez fandom przygodach Ezio bohater kumpluje się z Leonardem da Vincim, korzysta z jego maszyny latającej nad Wenecją, a na koniec obija mordę Aleksandrowi VI w Kaplicy Sykstyńskiej, by dostać się do krypty Isu – upadłej cywilizacji, która stworzyła ludzi jako niewolników, zaś Adam i Ewa byli uciekinierami spod jej reżimu. Niemal wszyscy główni protagoniści serii to twory fikcyjne; a Yasuke przynajmniej naprawdę istniał.
Przy Odysei wspomniałeś o lokacjach z dodatków, ale w takiej rekomendacji moim zdaniem warto nadmienić, że Ubisoft zamknął istotną część fabularnego domknięcia – zwłaszcza wątek współczesny i Isu – w płatnym The Fate of Atlantis. W podstawce historia Layli zwyczajnie się urywa, a dodatek ją kontynuuje i doprowadza do finału. Darmowe wakacje na Korfu to już raczej późniejszy epilog historii Kassandry/Alexiosa, ustawiający jej dalsze losy, a nie zamiennik finału tamtego wątku per se.
Ubisoftu nie szanuję i nie zamierzam zaczynać, ale przy AC oddam im jedno: przynajmniej solidnie pracują ze źródłami. Rekonstrukcje historycznych lokacji i zabytków są zwykle najbardziej dopracowanym i wiarygodnym elementem całej tej otoczki, a przy Egipcie czy Grecji świetnie pokazali też, jak kolorowe były te cywilizacje. Zamiast jak wiele innych produkcji po prostu serwować marmurowo-piaskowy filtr.
Historia o pokojowych wikingach też średnio się spina. Mam też wrażenie, że dla nas sam świat jest bardziej obcy niż inne. Egipt czy Grecję kojarzy każdy. Ale już kto rozróżnia czas normańskich inwazji na brytanie?
Ty w tym ustępie na pewno nie.
Normańska inwazja na Brytanię (a precyzyjniej Anglię) miała miejsce w 1066. Valhalla to okres wikińskich inwazji i wojen. To niemała różnica. Historia nie jest poza tym "o pokojowych wikingach", bo przecież można łupić klasztory, główne wątki mają szturmy na zamki i "pokojowi wikingowie" wyrzynają małe armie. Można mówić co najwyżej o narracji wybielającej Eivor(a) i klan Kruka, ale to Ubisoft. To oczywiste, że główni bohaterowie muszą być sympatyczni, lekkostrawni i marketingowo bezpieczni.
Disco Elysium
Jak już wspomninałem, jeden z najlepszych rpg ostatnich lat. Trochę depresyjne, lecz wciąż świetne. Jeśli kogoś martwi limit czasowy o którym przeczytał, to uspokajam - jest bardzo miękki i do obejścia w kilku aspektach. Można generalnie grać bez stresu.To może wprowadzać w błąd. Disco Elysium nie ma limitu czasowego. Są tylko pewne wydarzenia, które następują określonego dnia, jak choćby naprawa śluzy. Czas wpływa na dostępność niektórych wydarzeń i rozmów, ale nie istnieje termin, przed którym trzeba rozwiązać śledztwo. Nawet przy dwóch kluczowych testach gra ma zabezpieczenia przed utknięciem wskutek marnych rzutów: w jednym Kim przejmuje stery, a w drugim Visual Calculus wprost stwierdza, że sprawa jest zbyt ważna, by pozwolić na porażkę.
Knights of the old republic.
Co tu dużo mówić. Świetna historia z początków świata Star Wars. Ogromny nacisk na relacje bohatera/bohaterki z resztą drużyny, która jest niezwykle barwna i żywa. Do tego wciągająca fabuła, która wręcz błaga o sprawdzanie różnych sposobów na rozwiązywanie questów. 100 % emocji.+1, oba KOTORy są świetnymi grami. Poza tym dwójka od Obsidianów (jakżeby inaczej
) ma najlepiej napisanego Lorda Sithów w całej franczyzie. Nie chodzi mi tutaj oczywiście o bardzo, bardzo głodnego Sitha czy mężczyznę zbyt wkurzonego, by umrzeć, lecz o Darth Treyę. Antagonistka wysokiej klasy, której filozofia i motywacje są przerażająco zrozumiałe; można odrzucać jej wnioski, ale nie sposób nie rozumieć, skąd się wzięły.
Life is Strange
Trochę kryminał... trochę serial o dziewczynie z supermocą. Ponownie jednak arcywciągająca historia i jej bardzo naturalne relacje z BN-ami.Cała seria jest w zasadzie warta polecenia. Mi osobiście, pomimo niedociągnięć, najbardziej podobała się dwójka. Historia braci uciekających przez Amerykę wskutek traumatycznego wydarzenia wciągnęła mnie mocno.
Podstawą jest tu zaawansowana jak na swoje czasy technologia motion-capture pozwalająca na czytanie emocji z twarzy
Z bardzo mocnym naciskiem na "jak na swoje czasy".
L.A. Noire jednak zdecydowanie świetne, choć koncepcyjnie wyprzedzało swoje czasy i możliwości dostępnej technologii.
Pathfinder: Wrath of the Righteous i Pathfinder: Kingmaker
Ja dodałbym tutaj jeszcze jako wadę częste mobswarmy, czyli po prostu walkę dla samej walki z licznymi, słabymi wrogami na strzała. Przynajmniej można swobodnie przełączać tryb starcia pomiędzy turowym a płynnym z pauzą. Same gry jednak to wysoka półka, z kompanami na długo zapadającymi w pamięć.
Kiedy wrzucałem swoje top polecajki, mówiłem, że może jeszcze kiedyś tu wrócę i dorzucę inne tytuły, niekoniecznie wpisujące się w tamte kryteria. Sporo z tych tytułów zostało tu już jednak wymienionych od tamtego czasu, więc nie będę powtarzać. ALE na śmierć zapomniałem o jednym tytule, który zdecydowanie powinien był znaleźć się na tamtej liście. Co też prędko naprawiam:
Hi-Fi Rush, Tango Gameworks – rytmiczna gra akcji, w której wcielamy się w "przyszłą gwiazdę rocka", Chaia. Chłopak zgłasza się do eksperymentu, ulega wypadkowi wskutek którego jego odtwarzacz muzyki zostaje zamontowany w jego klatce piersiowej i zyskuje nie tylko mechaniczne ramię, ale też formę synestezji. Muzyka w tle nie tylko wprawia w ruch cały świat, lecz nawet roboty, przez które się przebijamy, atakują i wykonują uniki w jej rytm. Wyczucie rzeczonego rytmu nie jest wymagane od gracza, bo gra automatycznie synchronizuje ataki i oferuje ułatwienia wizualizujące rytm; po prostu zwiększa zadawane obrażenia i wpływa na wyższą notę końcową poziomu. Fabuła jest nieskomplikowana i oparta na dobrze znanych schematach, ale serwowana w tak zręcznie napisanym komediowym stylu, że to wcale nie przeszkadza. Gra najzwyczajniej w świecie nie udaje czegoś, czym nie jest. Jest radosną nawalanką z robotami i obalaniem korporacyjnych władców, czego chcieć więcej. Fajnym motywem jest fakt, że im wyższy wynik osiągamy podczas walki, tym głośniej wyimaginowana przez Chaia widownia skanduje jego imię. No i genialna oprawa muzyczna, gdzie każda walka z bossem jest projektowana pod utwór. Noga sama chodzi. Na specjalne wyróżnienie zasługuje cała sekwencja z użyciem Invaders Must Die od The Prodigy. Zwiastun premierowy na YouTube ma raptem dwie minuty – można spokojnie obejrzeć w wolnej chwili, a jeśli humor i muzyka trafią w Wasz gust, to zagrania na pewno nie pożałujecie. Jako ciekawostka: grę robiło studio od The Evil Within. Po horrorach dowieźli jedną z najbardziej stylowych i radosnych gier tej dekady.
Pozwolę sobie też dodać garść tytułów, które są warta polecenie, chociaż w moim osobistym rankingu plasuję się nieco niżej od wcześniej wymienionych.
Warhammer 40,000: Rogue Trader, Owlcat Games – cRPG w świecie 40k, które mnie osobiście przekonało do zagłębienia się w to uniwersum. Grimdarkowa historia dziedzica jednej z dynastii Wolnych Handlarzy, który początkowo stabilizuje swoją własną, kruchą pozycję, a następnie zostaje wplątany w wydarzenia całej Ekspansji. Imperium jest tutaj brudne, cyniczne i pełne hipokryzji, a sama gra wiernie oddaje realia i lore 40k. Absurdalne przywileje płynące z Gwarantu Handlu produkują czasami czarnokomediowe momenty, np. jeżeli mamy w drużynie seneszala Abelarda, często możemy wybrać opcję, w której nasza postać uznaje rozmówcę za tak niewartego jej uwagi, że ogranicza się do poleceń w styl "Abelard, przedstaw mnie" czy "Abelard, uświadom mu, do kogo się właśnie zwraca". Tutaj już jest o wiele mniej wspomnianych wyżej mobswarmów, chociaż walki nadal są częste (oraz jedyną opcją jest system turowy, który sztucznie wydłuża rozgrywkę). DLC solidnie rozbudowują podstawową wersję gry i każde z nich ma swój własny klimat oraz charakter (Lex Imperialis, pokazujący absurd i rozmiar imperialnej biurokracji najbardziej przypadł mi do gustu). Mechanika jest bolesna, bo oparta na TTRPG, ale na to nic nie można poradzić. Dodatkowo, poziom trudności miewa srogie skoki, szczególnie przy pierwszym dodatku. Zwłaszcza, że questy tego dodatku aktywują się automatycznie i zmuszają nas do ich rozegrania już-teraz, przez co można wwalić się na minę ze zbyt słabą drużyną. Podpowiem jednak, że jeśli odłoży się nieco w czasie quest, w którym musimy odszukać pewną świątynię ukrytą gdzieś na naszym okręcie flagowym, unikniemy tego problemu. Poza tym, na plus fakt, że w ten czy inny sposób można pozbyć się każdego kompana i żaden z nich nie jest nam wpychany na siłę. Do tego luźny system moralności rozbity na Dogmatyzm, Ikonoklasizm i Herezję, gdzie rzeczony Dogmatyzm bywa gorszy od otwartej Herezji.
Frostpunk & Frostpunk 2, 11 bit studios – gry łączące elementy strategii, symulatora budowy miasta i surwiwalu w alternatywnej, steampunkowej wersji rzeczywistości po mroźnej apokalipsie. W pierwszej wcielamy się w Kapitana, a naszym zadaniem jest zarządzanie Nowym Londynem i zapewnienie mu przetrwania oraz utrzymanie jedności społeczności. Tryb fabularny ma pięć rozdziałów, gdzie z każdym kolejnym problemy nasilają się i zmuszeni jesteśmy do coraz trudniejszych wyborów. Mini-kampania kończy się... swego rodzaju boss fightem. Tak, strategia ma walkę z bossem. Więcej nie zdradzę, ale jak ktoś zagra, to ścieżka dźwiękowa tego momentu zapewne na długo zapadnie mu w pamięć.
Druga część rozgrywa się ok. 30 lat później, na krótko po śmierci Kapitana. Wcielamy się w demokratycznie wybranego Zarządcę, którego zadaniem jest rządzenie rozrośniętym już Nowym Londynem. Tryb kampanii nie skupia się już tyle na samym przetrwaniu, ile na zarządzaniu zasobami, rosnącymi frakcjami i społecznymi niepokojami. Sequel jest większy skalą, ale niezwykle klimatyczny i ma minimalistyczny, a jednocześnie przepięknie stylowy interfejs. Tutaj w sumie pozwolę sobie w ogóle polecić przejrzenie katalogu 11 bit studios, bo raz, że to polskie studio i dwa, znają się naprawdę na rzeczy. Nawet tagline'y obu Frostpunków ("The City Must Survive" i "The City Must Not Fall") mówią w paru słowach więcej, niż niektóre wielkie produkcje przez 100 godzin.
A Plague Tale: Innocence, Asobo Studio – przygodowa gra akcji z elementami skradanki i sporadycznie survival horroru, osadzona w ogarniętej plagą Akwitanii podczas wojny stuletniej, gdzie hordy szczurów roznoszą czarną śmierć. Wcielamy się w rolę Amicii de Rune, która wraz z bratem Hugo ucieka przed francuską inkwizycją. Uziemiona historia rodzeństwa, gdzie bohaterka zmuszona jest chronić chorowitego, młodszego brata, polegając na własnym sprycie, dyskrecji i prostej procy. Przyzwoicie napisana fabuła, chociaż momentami przewidywalna, ale nie mniej poruszająca. Gameplay przeplata sekwencje narracyjne, zagadki, skradanie oraz, znacznie rzadziej, typowo akcyjne starcia (aczkolwiek boss fightów jest niewiele). Plus za to, że gra pokazuje, że proca to wcale nie taka głupia broń, jak często traktują ją TTRPGi i dostanie rozpędzonym kamieniem w łeb wyrządza więcej szkód, niż 1d4 obrażeń.
Sequel jest spoko, ale większa skala i wyraźnie skłania się ku bardziej mainstreamowym rozwiązaniom, robiąc z Amicii typową bohaterkę akcji i maszynę do zabijania, a nie dziewczynę zmuszoną przez okoliczności do zapewnienia przetrwania sobie i bratu. Niemniej, co warto nadmienić: pod koniec gry de Rune rzeczywiście wygląda jak dziewczyna po traumatycznych przejściach, której historia wyrządziła wiele trwałych krzywd. - Assassin’s Creed Origins to część cyklu od którego jego odświeżenie się zaczyna. Walka bardzo w stylu Wiedźmina, fantastyczne zwiedzanie starożytnego Egiptu, granie de facto nie assassinem tylko starożytnym komandem, który potrafi się skradać, szyć z łuki i walczyć mieczem i tarczą. Od tej pory tak raczej trzeba myśleć o postaciach z cyklu - jak o komandosach. Bayek, główny bohater gry dla niektórych był niestrawny na premierę, ale chyba na koniec zyskał fanów. To taki dobroduszny buc oraz pełna kipiącego gniewu maszyna do zabijania - napędza go chęć zemsty na zbójcach syna. Zresztą, spójrzcie tylko na to. Przy okazji egipskiej odsłony, należy zaznaczyć jedną ważną rzecz - te gry nie są wiernym przedstawieniem historii. Niektórym zdaje się tak, gdyż twórcy robią naprawdę dobrą robotę w materii opracowaniu źródeł. Tylko mając to, ściskają dany okres w bardzo ciasne ramy. Stąd Egipt będzie was zachwycać oddaniem przeróżnych detali, uzbrojeniem które się z nim kojarzy, funkcjami politycznymi, stosunkami z Rzymem, kultem Amona... A potem jak historycznie prześledzicie stan rzeczy, to większości tych rzeczy już dawno w Egipcie nie było w czasach, w jakich rozgrywa się gra. To jest pigułka która ma spakować kilka tysięcy lat historii i klimatu w jedną grę. To nie jest wada, tyczy wszystkich gier z serii, ale myślę, że warto o tym wspomnieć o tym jak bardzo niektórzy wyczulili się na inne kształty lampionów w japońskiej częśći, których w tym czasie nie było. No cóż, nasz bohater tutaj jest medżajem (taki egipski szeryf) których najpewniej nie było od co najmniej kilkuset lat licząc od poczatku gry. I co z tego?
-
Assassin’s Creed
W sumie celowo czy nie własną serią rekomendacji przypomniałeś mi o absurdzie płaczu o Yasuke. Egipt-pigułka mieszający tysiące lat historii w Origins i ostatni medżaj wrzucony dla klimatu? Co z tego! → Mity okazujące się prawdą i nadnaturalny ekwipunek w Odysei? Czy to źle? → Czarnoskóry samuraj w Shadows? Nie no, ja to jednak wolałbym Japończyka, mimo że sama postać jest "naprawdę dobrze napisana". Dziwne te progi tolerancji, ale okej.
Generalnie wspominanie o historyczności, gdy mowa o tej serii, jest naprawdę zabawne. W ukochanych przez fandom przygodach Ezio bohater kumpluje się z Leonardem da Vincim, korzysta z jego maszyny latającej nad Wenecją, a na koniec obija mordę Aleksandrowi VI w Kaplicy Sykstyńskiej, by dostać się do krypty Isu – upadłej cywilizacji, która stworzyła ludzi jako niewolników, zaś Adam i Ewa byli uciekinierami spod jej reżimu. Niemal wszyscy główni protagoniści serii to twory fikcyjne; a Yasuke przynajmniej naprawdę istniał.
Przy Odysei wspomniałeś o lokacjach z dodatków, ale w takiej rekomendacji moim zdaniem warto nadmienić, że Ubisoft zamknął istotną część fabularnego domknięcia – zwłaszcza wątek współczesny i Isu – w płatnym The Fate of Atlantis. W podstawce historia Layli zwyczajnie się urywa, a dodatek ją kontynuuje i doprowadza do finału. Darmowe wakacje na Korfu to już raczej późniejszy epilog historii Kassandry/Alexiosa, ustawiający jej dalsze losy, a nie zamiennik finału tamtego wątku per se.
Ubisoftu nie szanuję i nie zamierzam zaczynać, ale przy AC oddam im jedno: przynajmniej solidnie pracują ze źródłami. Rekonstrukcje historycznych lokacji i zabytków są zwykle najbardziej dopracowanym i wiarygodnym elementem całej tej otoczki, a przy Egipcie czy Grecji świetnie pokazali też, jak kolorowe były te cywilizacje. Zamiast jak wiele innych produkcji po prostu serwować marmurowo-piaskowy filtr.
Historia o pokojowych wikingach też średnio się spina. Mam też wrażenie, że dla nas sam świat jest bardziej obcy niż inne. Egipt czy Grecję kojarzy każdy. Ale już kto rozróżnia czas normańskich inwazji na brytanie?
Ty w tym ustępie na pewno nie.
Normańska inwazja na Brytanię (a precyzyjniej Anglię) miała miejsce w 1066. Valhalla to okres wikińskich inwazji i wojen. To niemała różnica. Historia nie jest poza tym "o pokojowych wikingach", bo przecież można łupić klasztory, główne wątki mają szturmy na zamki i "pokojowi wikingowie" wyrzynają małe armie. Można mówić co najwyżej o narracji wybielającej Eivor(a) i klan Kruka, ale to Ubisoft. To oczywiste, że główni bohaterowie muszą być sympatyczni, lekkostrawni i marketingowo bezpieczni.
Disco Elysium
Jak już wspomninałem, jeden z najlepszych rpg ostatnich lat. Trochę depresyjne, lecz wciąż świetne. Jeśli kogoś martwi limit czasowy o którym przeczytał, to uspokajam - jest bardzo miękki i do obejścia w kilku aspektach. Można generalnie grać bez stresu.To może wprowadzać w błąd. Disco Elysium nie ma limitu czasowego. Są tylko pewne wydarzenia, które następują określonego dnia, jak choćby naprawa śluzy. Czas wpływa na dostępność niektórych wydarzeń i rozmów, ale nie istnieje termin, przed którym trzeba rozwiązać śledztwo. Nawet przy dwóch kluczowych testach gra ma zabezpieczenia przed utknięciem wskutek marnych rzutów: w jednym Kim przejmuje stery, a w drugim Visual Calculus wprost stwierdza, że sprawa jest zbyt ważna, by pozwolić na porażkę.
Knights of the old republic.
Co tu dużo mówić. Świetna historia z początków świata Star Wars. Ogromny nacisk na relacje bohatera/bohaterki z resztą drużyny, która jest niezwykle barwna i żywa. Do tego wciągająca fabuła, która wręcz błaga o sprawdzanie różnych sposobów na rozwiązywanie questów. 100 % emocji.+1, oba KOTORy są świetnymi grami. Poza tym dwójka od Obsidianów (jakżeby inaczej
) ma najlepiej napisanego Lorda Sithów w całej franczyzie. Nie chodzi mi tutaj oczywiście o bardzo, bardzo głodnego Sitha czy mężczyznę zbyt wkurzonego, by umrzeć, lecz o Darth Treyę. Antagonistka wysokiej klasy, której filozofia i motywacje są przerażająco zrozumiałe; można odrzucać jej wnioski, ale nie sposób nie rozumieć, skąd się wzięły.
Life is Strange
Trochę kryminał... trochę serial o dziewczynie z supermocą. Ponownie jednak arcywciągająca historia i jej bardzo naturalne relacje z BN-ami.Cała seria jest w zasadzie warta polecenia. Mi osobiście, pomimo niedociągnięć, najbardziej podobała się dwójka. Historia braci uciekających przez Amerykę wskutek traumatycznego wydarzenia wciągnęła mnie mocno.
Podstawą jest tu zaawansowana jak na swoje czasy technologia motion-capture pozwalająca na czytanie emocji z twarzy
Z bardzo mocnym naciskiem na "jak na swoje czasy".
L.A. Noire jednak zdecydowanie świetne, choć koncepcyjnie wyprzedzało swoje czasy i możliwości dostępnej technologii.
Pathfinder: Wrath of the Righteous i Pathfinder: Kingmaker
Ja dodałbym tutaj jeszcze jako wadę częste mobswarmy, czyli po prostu walkę dla samej walki z licznymi, słabymi wrogami na strzała. Przynajmniej można swobodnie przełączać tryb starcia pomiędzy turowym a płynnym z pauzą. Same gry jednak to wysoka półka, z kompanami na długo zapadającymi w pamięć.
Kiedy wrzucałem swoje top polecajki, mówiłem, że może jeszcze kiedyś tu wrócę i dorzucę inne tytuły, niekoniecznie wpisujące się w tamte kryteria. Sporo z tych tytułów zostało tu już jednak wymienionych od tamtego czasu, więc nie będę powtarzać. ALE na śmierć zapomniałem o jednym tytule, który zdecydowanie powinien był znaleźć się na tamtej liście. Co też prędko naprawiam:
Hi-Fi Rush, Tango Gameworks – rytmiczna gra akcji, w której wcielamy się w "przyszłą gwiazdę rocka", Chaia. Chłopak zgłasza się do eksperymentu, ulega wypadkowi wskutek którego jego odtwarzacz muzyki zostaje zamontowany w jego klatce piersiowej i zyskuje nie tylko mechaniczne ramię, ale też formę synestezji. Muzyka w tle nie tylko wprawia w ruch cały świat, lecz nawet roboty, przez które się przebijamy, atakują i wykonują uniki w jej rytm. Wyczucie rzeczonego rytmu nie jest wymagane od gracza, bo gra automatycznie synchronizuje ataki i oferuje ułatwienia wizualizujące rytm; po prostu zwiększa zadawane obrażenia i wpływa na wyższą notę końcową poziomu. Fabuła jest nieskomplikowana i oparta na dobrze znanych schematach, ale serwowana w tak zręcznie napisanym komediowym stylu, że to wcale nie przeszkadza. Gra najzwyczajniej w świecie nie udaje czegoś, czym nie jest. Jest radosną nawalanką z robotami i obalaniem korporacyjnych władców, czego chcieć więcej. Fajnym motywem jest fakt, że im wyższy wynik osiągamy podczas walki, tym głośniej wyimaginowana przez Chaia widownia skanduje jego imię. No i genialna oprawa muzyczna, gdzie każda walka z bossem jest projektowana pod utwór. Noga sama chodzi. Na specjalne wyróżnienie zasługuje cała sekwencja z użyciem Invaders Must Die od The Prodigy. Zwiastun premierowy na YouTube ma raptem dwie minuty – można spokojnie obejrzeć w wolnej chwili, a jeśli humor i muzyka trafią w Wasz gust, to zagrania na pewno nie pożałujecie. Jako ciekawostka: grę robiło studio od The Evil Within. Po horrorach dowieźli jedną z najbardziej stylowych i radosnych gier tej dekady.
Pozwolę sobie też dodać garść tytułów, które są warta polecenie, chociaż w moim osobistym rankingu plasuję się nieco niżej od wcześniej wymienionych.
Warhammer 40,000: Rogue Trader, Owlcat Games – cRPG w świecie 40k, które mnie osobiście przekonało do zagłębienia się w to uniwersum. Grimdarkowa historia dziedzica jednej z dynastii Wolnych Handlarzy, który początkowo stabilizuje swoją własną, kruchą pozycję, a następnie zostaje wplątany w wydarzenia całej Ekspansji. Imperium jest tutaj brudne, cyniczne i pełne hipokryzji, a sama gra wiernie oddaje realia i lore 40k. Absurdalne przywileje płynące z Gwarantu Handlu produkują czasami czarnokomediowe momenty, np. jeżeli mamy w drużynie seneszala Abelarda, często możemy wybrać opcję, w której nasza postać uznaje rozmówcę za tak niewartego jej uwagi, że ogranicza się do poleceń w styl "Abelard, przedstaw mnie" czy "Abelard, uświadom mu, do kogo się właśnie zwraca". Tutaj już jest o wiele mniej wspomnianych wyżej mobswarmów, chociaż walki nadal są częste (oraz jedyną opcją jest system turowy, który sztucznie wydłuża rozgrywkę). DLC solidnie rozbudowują podstawową wersję gry i każde z nich ma swój własny klimat oraz charakter (Lex Imperialis, pokazujący absurd i rozmiar imperialnej biurokracji najbardziej przypadł mi do gustu). Mechanika jest bolesna, bo oparta na TTRPG, ale na to nic nie można poradzić. Dodatkowo, poziom trudności miewa srogie skoki, szczególnie przy pierwszym dodatku. Zwłaszcza, że questy tego dodatku aktywują się automatycznie i zmuszają nas do ich rozegrania już-teraz, przez co można wwalić się na minę ze zbyt słabą drużyną. Podpowiem jednak, że jeśli odłoży się nieco w czasie quest, w którym musimy odszukać pewną świątynię ukrytą gdzieś na naszym okręcie flagowym, unikniemy tego problemu. Poza tym, na plus fakt, że w ten czy inny sposób można pozbyć się każdego kompana i żaden z nich nie jest nam wpychany na siłę. Do tego luźny system moralności rozbity na Dogmatyzm, Ikonoklasizm i Herezję, gdzie rzeczony Dogmatyzm bywa gorszy od otwartej Herezji.
Frostpunk & Frostpunk 2, 11 bit studios – gry łączące elementy strategii, symulatora budowy miasta i surwiwalu w alternatywnej, steampunkowej wersji rzeczywistości po mroźnej apokalipsie. W pierwszej wcielamy się w Kapitana, a naszym zadaniem jest zarządzanie Nowym Londynem i zapewnienie mu przetrwania oraz utrzymanie jedności społeczności. Tryb fabularny ma pięć rozdziałów, gdzie z każdym kolejnym problemy nasilają się i zmuszeni jesteśmy do coraz trudniejszych wyborów. Mini-kampania kończy się... swego rodzaju boss fightem. Tak, strategia ma walkę z bossem. Więcej nie zdradzę, ale jak ktoś zagra, to ścieżka dźwiękowa tego momentu zapewne na długo zapadnie mu w pamięć.
Druga część rozgrywa się ok. 30 lat później, na krótko po śmierci Kapitana. Wcielamy się w demokratycznie wybranego Zarządcę, którego zadaniem jest rządzenie rozrośniętym już Nowym Londynem. Tryb kampanii nie skupia się już tyle na samym przetrwaniu, ile na zarządzaniu zasobami, rosnącymi frakcjami i społecznymi niepokojami. Sequel jest większy skalą, ale niezwykle klimatyczny i ma minimalistyczny, a jednocześnie przepięknie stylowy interfejs. Tutaj w sumie pozwolę sobie w ogóle polecić przejrzenie katalogu 11 bit studios, bo raz, że to polskie studio i dwa, znają się naprawdę na rzeczy. Nawet tagline'y obu Frostpunków ("The City Must Survive" i "The City Must Not Fall") mówią w paru słowach więcej, niż niektóre wielkie produkcje przez 100 godzin.
A Plague Tale: Innocence, Asobo Studio – przygodowa gra akcji z elementami skradanki i sporadycznie survival horroru, osadzona w ogarniętej plagą Akwitanii podczas wojny stuletniej, gdzie hordy szczurów roznoszą czarną śmierć. Wcielamy się w rolę Amicii de Rune, która wraz z bratem Hugo ucieka przed francuską inkwizycją. Uziemiona historia rodzeństwa, gdzie bohaterka zmuszona jest chronić chorowitego, młodszego brata, polegając na własnym sprycie, dyskrecji i prostej procy. Przyzwoicie napisana fabuła, chociaż momentami przewidywalna, ale nie mniej poruszająca. Gameplay przeplata sekwencje narracyjne, zagadki, skradanie oraz, znacznie rzadziej, typowo akcyjne starcia (aczkolwiek boss fightów jest niewiele). Plus za to, że gra pokazuje, że proca to wcale nie taka głupia broń, jak często traktują ją TTRPGi i dostanie rozpędzonym kamieniem w łeb wyrządza więcej szkód, niż 1d4 obrażeń.
Sequel jest spoko, ale większa skala i wyraźnie skłania się ku bardziej mainstreamowym rozwiązaniom, robiąc z Amicii typową bohaterkę akcji i maszynę do zabijania, a nie dziewczynę zmuszoną przez okoliczności do zapewnienia przetrwania sobie i bratu. Niemniej, co warto nadmienić: pod koniec gry de Rune rzeczywiście wygląda jak dziewczyna po traumatycznych przejściach, której historia wyrządziła wiele trwałych krzywd.s? Nie no, ja to jednak wolałbym Japończyka, mimo że sama postać jest "naprawdę dobrze napisana". Dziwne te progi tolerancji, ale okej.

A tu z innego powodu, po prostu z chęcią dostałbym postać o wiele mocniej zakotwiczoną w tamtym społeczeństwie. Naoe nie jest kompletnie reprezentatywną przedstawicielką klasy niższej (pomijając to, że de facto nie jest), a tu jeszcze dostajemy postać która również weszła w świat feudałów z zewnątrz. Tak samo wolałbym Japończyka od kogokolwiek spoza Japonii. Po prostu chciałbym pograć "tutejszym" samurajem

Historia nie jest poza tym "o pokojowych wikingach", bo przecież można łupić klasztory, główne wątki mają szturmy na zamki i "pokojowi wikingowie" wyrzynają małe armie.
Nie można zabijać duchownych podczas łupienia, a wszystkie wątki militarne obracają się wokół prób pokoju, który jakoś nie wychodzi. Chociaż trafiają się przy tym naprawdę fajne wątki np. Ivara Bez Kości.
To może wprowadzać w błąd. Disco Elysium nie ma limitu czasowego.
Jest i nie jest. Nie chcę wchodzić w spoilery więc tylko delikatny:
W grze jest o ile kojarzę skończona liczba zasobów - pieniędzy, którymi musimy płacić za hotel. Po naprawie śluzy można zdobyć bez problemu darmowe miejsce do noclegu, ale jeśli się o tym nie wie, to czuć niebezpośredni limit czasu.
Korzystając z okazji dorzucę jeszcze jeden tytuł który mi wypadł z głowy, a nie chciałem edytować posta bo jeszcze ktoś by nie zauważył edycji i tej świetnej gry...
Immortals: Fenyx Rising
Czyli mamy Zeldę w domu. Nieco bardziej komercyjną, wygładzoną, mniej bezkompromisową, taką która podejdzie większości... Ale właśnie to dobrze! Gra bardzo inspirowana The Legend of Zelda: Breath of the Wild ale wnosząca wiele swego. Walka jest bardzo, ale to bardzo slasherowa (jest dość łatwo ale podrzucanie przeciwników i combosy w powietrzu bardziej przypominają przygody Dantego...), mamy paski wytrzymałości do szybowania i wspinaczki, otwarty świat, sporo zagadek logicznych. Opowieść jest prosta ale fenomenalnie poprowadzona - w tle słyszymy narrację w postaci rozmowy Zeusa i Prometeusza którzy na bieżąco komentują nasze poczynania, kłócą się i dorzucają mitologiczne nawiązania.
Była to pierwsza gra od 10, a może nawet 15 lat przy której zarwałem nockę. Zainstalowałem ją wieczorem, gram, gram, ledwo patrzę, a tu po 4 na zegarku... Tak mnie wciągnęło. -
s? Nie no, ja to jednak wolałbym Japończyka, mimo że sama postać jest "naprawdę dobrze napisana". Dziwne te progi tolerancji, ale okej.

A tu z innego powodu, po prostu z chęcią dostałbym postać o wiele mocniej zakotwiczoną w tamtym społeczeństwie. Naoe nie jest kompletnie reprezentatywną przedstawicielką klasy niższej (pomijając to, że de facto nie jest), a tu jeszcze dostajemy postać która również weszła w świat feudałów z zewnątrz. Tak samo wolałbym Japończyka od kogokolwiek spoza Japonii. Po prostu chciałbym pograć "tutejszym" samurajem

Historia nie jest poza tym "o pokojowych wikingach", bo przecież można łupić klasztory, główne wątki mają szturmy na zamki i "pokojowi wikingowie" wyrzynają małe armie.
Nie można zabijać duchownych podczas łupienia, a wszystkie wątki militarne obracają się wokół prób pokoju, który jakoś nie wychodzi. Chociaż trafiają się przy tym naprawdę fajne wątki np. Ivara Bez Kości.
To może wprowadzać w błąd. Disco Elysium nie ma limitu czasowego.
Jest i nie jest. Nie chcę wchodzić w spoilery więc tylko delikatny:
W grze jest o ile kojarzę skończona liczba zasobów - pieniędzy, którymi musimy płacić za hotel. Po naprawie śluzy można zdobyć bez problemu darmowe miejsce do noclegu, ale jeśli się o tym nie wie, to czuć niebezpośredni limit czasu.
Korzystając z okazji dorzucę jeszcze jeden tytuł który mi wypadł z głowy, a nie chciałem edytować posta bo jeszcze ktoś by nie zauważył edycji i tej świetnej gry...
Immortals: Fenyx Rising
Czyli mamy Zeldę w domu. Nieco bardziej komercyjną, wygładzoną, mniej bezkompromisową, taką która podejdzie większości... Ale właśnie to dobrze! Gra bardzo inspirowana The Legend of Zelda: Breath of the Wild ale wnosząca wiele swego. Walka jest bardzo, ale to bardzo slasherowa (jest dość łatwo ale podrzucanie przeciwników i combosy w powietrzu bardziej przypominają przygody Dantego...), mamy paski wytrzymałości do szybowania i wspinaczki, otwarty świat, sporo zagadek logicznych. Opowieść jest prosta ale fenomenalnie poprowadzona - w tle słyszymy narrację w postaci rozmowy Zeusa i Prometeusza którzy na bieżąco komentują nasze poczynania, kłócą się i dorzucają mitologiczne nawiązania.
Była to pierwsza gra od 10, a może nawet 15 lat przy której zarwałem nockę. Zainstalowałem ją wieczorem, gram, gram, ledwo patrzę, a tu po 4 na zegarku... Tak mnie wciągnęło.A tu z innego powodu, po prostu z chęcią dostałbym postać o wiele mocniej zakotwiczoną w tamtym społeczeństwie. Naoe nie jest kompletnie reprezentatywną przedstawicielką klasy niższej (pomijając to, że de facto nie jest), a tu jeszcze dostajemy postać która również weszła w świat feudałów z zewnątrz. Tak samo wolałbym Japończyka od kogokolwiek spoza Japonii. Po prostu chciałbym pograć "tutejszym" samurajem
To mam dla Ciebie dobre wieści: w wielu innych grach możesz zagrać taką postacią.
Bo to trochę opis konceptu na inną grę. Yasuke i Naoe stoją na obrzeżach dominującego porządku z różnych powodów, ale to celowy zabieg narracyjny. Chociażby ekspozycję dotyczącą japońskich struktur feudalnych można dzięki temu podawać graczowi względnie organicznie, zamiast tłumaczyć samurajowi urodzonemu i wychowanemu w systemie oczywiste oczywistości, jak ten system właściwie funkcjonuje. Taką historię wymyślił sobie Ubisoft. Argument jest sensowny jako osobista preferencja, ale słabszy jako zarzut wobec tej konkretnej gry, bo wymagałby zmiany jej podstawowych założeń. Czyli zwyczajnie brzmi to jak "wolałbym inną historię".
@JhnW napisał:
Nie można zabijać duchownych podczas łupienia, a wszystkie wątki militarne obracają się wokół prób pokoju, który jakoś nie wychodzi. Chociaż trafiają się przy tym naprawdę fajne wątki np. Ivara Bez Kości.Duchowni przeżywają, ale klasztor i wioska przy nim pozostają złupione. Próby pokoju są podjęte, ale ostatecznie "jakoś nie wychodzą" i kończy się jatką. Czyli to, o czym mówiłem: narracja wybielająca wikingów i zapewniająca pozytywne kadrowanie moralne. Nadal jednak nie czyni to ich pokojowymi. Innymi słowy: "próbowaliśmy być mili, ale źli ludzie nie zostawili nam innego wyboru".
Jest i nie jest. Nie chcę wchodzić w spoilery więc tylko delikatny:
Semantycznie to nie limit czasowy. Tylko specyficzny fail state wynikły z braku kasy, tudzież zwykła presja ograniczonych zasobów. Wiem jednak o co chodzi, bo sam tę presję odczuwałem przy pierwszym podejściu. Rozwiązanie jest jednak proste. Wystarczy najpierw opłacić nocleg, zanim zacznie się wydawać reale na głupoty.
Gra przecież mówi wprost, że Garte żąda opłaty, i daje związane z tym zadanie. -
To może ja też podzielę się grami, które w jakiś sposób mnie fabularnie wciągnęły, przeorały psychicznie, zaciekawiły bądź po prostu wbiły się pozytywnie w pamięć i zostały w moich wspomnieniach na dłużej.

-
Life is Strange - klimat tumblra z lat 2010s oraz pacific northwest wylewa się tam potężnie. Dodatkowo dla mnie jako osoby, która lubuje się w muzycznych klimatach indie, oprawa muzyczna tej gry była dla mnie niespodziewanym prezentem (Jose Gonzales, Syd Matters, Angus & Julia Stone, Alt J, Foals... no i później moja ulubiona Daughter z całym ost do serii Before the Storm). Fabularnie... jest w porządku. Jeden z ciekawszych plot twistów, postaci są całkiem interesujące, dużo storytellingu dzieje się w tle i w przedmiotach interaktwnych. Ogrywam teraz ponownie i ta gra to dla mnie trochę sentymentalny wehikuł czasu.
-
Mafia: The City of Lost Heaven - stara gra z 2002 roku, do której regularnie wracam z dużym sentymentem (dla wybrednych, można odpalić wersję Remake z 2020, jest milsza dla oka i gameplayu). Fabuła opowiada historię taksówkarza Tommy'ego Angelo, który pod wpływem nieszczęśliwego zbiegu wydarzeń staje się członkiem jednej z mafijnej rodziny. Jak się z czasem okazuje, zasady panujące w rodzinie bywają dość okrutne, o czym się przekonujemy w kolejnych misjach. Oprawa muzyczna jest przepiękna, fabuła bardzo filmowa i szczerze - widziałbym ją na wielkim ekranie, gdyby ktoś się za to porządnie wziął. Polecam zagrać chociaż raz, również w dwójkę - serie są pewnym stopniu powiązane. Odradzam jednak Mafię 3, zawiodłem się na niej całkowicie.
-
Baldurs Gate 3 - nie wiem nawet czy jest sens się więcej rozpisywać niż to, co mówiliście wyżej. Wolność opcji dialogowych i decyzji, charyzmatyczni towarzysze z bardzo dobrymi aktorami głosowymi, można przechodzić w co-op, wiele różnych zakończeń. Perełka dzisiejszych czasów, drzazga w oku chciwych korposów - oby więcej podobnie dopracowanych gier z sercem twórców, oby mniej chciwego developmentu nastawionego wyłącznie na zysk z półproduktów nazywanych "pełnymi grami".
-
Divinity Original Sin 2 - w jedynkę nie grałem, dwójka oczywiście polecana. Wciągająca fabuła, mechaniki walki trzeba się nieco nauczyć (i czytać ataki, bo w grze istnieją dwa typy pancerza), ale jest bardzo wynagradzająca. Pamiętam jak z kolegą graliśmy w co-opie i wykorzystywaliśmy feature z umieraniem i wskrzeszaniem, dzięki czemu udało nam się utrzymać bossa w permanentnym zamrożeniu. Polecam serdecznie.
-
Clair Obscur: Expedition 33 - jak pierwszy raz zobaczyłem tę grę na trailerach i gameplayach - wiedziałem że chcę w nią zagrać. Bardzo podobał mi się styl graficzny i połączenie turowych mechanik znanych z jrpg z aktywnym unikaniem/parowaniem. A potem... potem się okazało że to jeszcze ma potężną fabułę, ciekawych towarzyszy/NPC i niesamowitą muzykę. Muzyka dla mnie jest bardzo ważnym elementem gier i tutaj jestem zwyczajnie pełen podziwu nad kompozytorem Lorien Testard. To ile złączył w tej grze różnych muzycznych stylów... wow. Jako gracz kompletnie nie spodziewasz się, jaki banger zaraz wleci - zaskakuje za każdym razem (Monocco theme to był dla mnie chyba największy szok).
-
Persona 5 Royal - zagrałem tylko w tę wersję więc o niej się wypowiem, ale część opinii będzie się aplikowała do pozostałych odsłon (głównie warstwa muzyczna). W necie śmieją się że Persony to tak naprawdę przede wszystkim albumy muzyczne i przy okazji bardzo dobre gry, z czym mogę się zgodzić. Muzyka w Personie to jej jeden z najmocniejszych elementów, tematy muzyczne zapadają w pamięć i zostają na długo. W trakcie grania ich pojawianie się również zaskakuje i (przynajmniej u mnie), maluje wielki uśmiech na twarzy. Nie grałem w choćby Persona 3 Reload czy Persona 4 Golden, ale znam chyba wszystkie utwory, bo są tak dobre. Wracając do 5... Wcielamy się w rolę ucznia japońskiego liceum z pewną skomplikowaną przeszłością, stopniowo poznajemy swoją grupę przyjaciół i cóż... żyjemy sobie jak zwykły nastolatek. Jest jednak druga część rozgrywki charakterystyczna dla serii, gdzie toczy się cała jrpgowa i w dużej mierze fabularna zabawa. Jesteśmy częścią grupy Phantom Thieves of Hearts, samozwańczą grupą nastolatków, incognito walczącą z niesprawiedliwością systemu i świata. Wolna wola i bunt przeciwko niesprawiedliwości to główne motywy tej serii. Nie chcę więcej opowiadać, karty są tu odkrywane stopniowo i zgrabnie spinają się w całość. Seria jest pełna energii, mechanicznie co chwile wprowadza jakieś nowe rozwiązania. Bawiłem się świetnie i pogram w inne części jak znajdę czas!
-
Disco Elysium - och... ta gra mnie psychicznie przeorała. Jest jednocześnie nostalgicznie magiczna oraz obrzydliwie brudna. Nigdy w coś takiego nie grałem i szczerze mówiąc, to jest jedna z tych pozycji, które zostawiły mnie z poczuciem, że nigdy nie dostanę podobnej gry - takie to było unikalne doświadczenie. Bardzo dużo czytania, wymagany jest jakiś wyższy poziom angielskiego żeby czerpać z tej gry w pełni (albo używac regularnie słownika). Można też grać oczywiście po Polsku, ale ja jestem przeciwnikiem polskich wersji językowych do narracyjnie wymagających, zagranicznych gier, bo nie wierzę że przekład będzie dostatecznie dobry. Wracając do samej gry - poznawanie świata oczami detektywa-alkoholika z amnezją jest ciekawe o tyle, że zarówno postać jak i ja (gracz) nie wiemy o co chodzi. Odkrywamy wszystko razem z naszym bohaterem i możemy poczuć jego dezorientacje. Fenomenalne dialogi i postaci, mówiące do nas części naszej psychiki czy ciała i regularnie wchodzące w konflikty między sobą, próbując nam na różny sposób przedstawić jak odbieramy świat. Niesamowity był dla mnie koncept gabinetu myśli, gdzie możemy zinternalizować nowe myśli rzucone nam przez świat, poświęcając trochę czasu i otrzymując z tego tytułu jakieś benefity, kary, albo nic nie otrzymując (bo w końcu nie nad wszystkim trzeba się rozwodzić i nie wszystko trzeba przemyśleć). Gra z początku wydaje się brudna, może odrzucać, możemy czuć niechęć do bohatera i tego świata, ale taka jest rzeczywistość w Revachol. Jak przebrniemy przez początek, potem jest już o wiele przyjemniej, nie tak odrzucająco. No i z pozytywnych kwestii, można powiedzieć że to historia o nadziei, porzuceniu starego bólu i odnalezieniu nowej drogi. Oczywiście jeśli się na to naszemu oficerowi pozwoli.
-
The Walking Dead - uwielbiam serie, przeczytałem komiksy i obejrzałem serial do samego końca (nie wszystkie serie poboczne oglądałem). Mam nostalgię do tej gry, głównie związane z kwestiami kiedy gra wychodziła w formie epizodów i całej otoczki czekania i budowania jakichś teorii. Pierwszy "sezon" ikoniczny i warto ograć, potem jest już różnie i moim zdaniem warto tylko, jeśli bardzo kogoś interesuje domknięcie historii niektórych bohaterów. Z czasem dosięgnęła mnie iluzja wyborów w grach Telltale i czar prysnął, niemniej polecam ograć chociaż ten pierwszy sezon.
-
The Wolf Among Us - inna gra z wyborami od Telltale, moim zdaniem najlepsza jaką zrobili. Gra zdaje się czerpie z serii komiksów Fables, gdzie postaci ze znanych nam baśni i bajek przeniosły się do naszego świata i żyją wśród ludzi. Wcielamy się w rolę detektyka, Wielkiego Złego Wilka i zostajemy wrzuceni w rozwiązanie śledztwa morderstw. Zapowiedziany jest remake więc można poczekać aż wyjdzie. Klasycznie, istnieje iluzja wyborów znana nam z Telltale, ale postaci i gra jest bardzo klimatyczna.
-
Dispatch - gierka to po prostu interaktywny serial z elementami dyspozytorni superbohaterów. Sama dyspozytornia spokojnie mogłaby być osobną grą i bardzo bym w taką zagrał. To co mnie urzekło w tej grze to muzyka, animacje, świetne postaci i bardzo naturalne, bystre dialogi. Fabuła jest po prostu dobra, choć z czasem widać pewne bolączki, gdzie decyzje nie mają sensu i otoczenie reaguje nieadekwatnie do tego, co się dzieje. Dla samych dialogów między postaciami, relacjami między nimi, muzyki, humoru i elementów dyspozytorni - naprawdę warto. Gra jest krótka, zajmie jakieś 10h, ale co się uśmiałem to moje. Polecam grać po angielsku, bo można zgubić żarty w tłumaczeniu.
Pewnie byłoby coś więcej bo ograłem też inne gry, ale zakładam że Skyrim czy Morrowind jest tak powszechnie znane, że nie ma co się nad tym rozwodzić

-
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się