No to opiszę to, po raz pierwszy też wygenerowałem obrazek przy AI do użycia w sesji... Więc macie jako przedsmak, szyld przed gabinetem Urlicha:

Rozumiem @dekline, że możemy wejść do środka?
Developers
Osoby pomagające w technicznym aspekcie forum
Posty
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze -
Sharn - Mrocznymi ScieżkamiKilka chwil ciszy zakłócane było knajpowym szumem. Zgromadzenie chwile milczało, pogrążone we własnych rozważaniach, planach i werbalizujących się taktykach.
- Dziś nie znajdę w sobie ochoty na cięższy kaliber - wskazał Borin butelkę na stole, wstając z krzesła - Ale zimne piwko… to insza rozmowa. Ktoś jeszcze reflektuje?Taer łagodnie zaprzeczył ruchem głowy, ale Gundrik pokiwał i mruknął aprobującą, tak samo jak Alestair, zaś Bekhesh krótko odmówił.
Borin skierował się do baru, wykorzystując czas aby dojrzeć grupy które wcześniej wskazał Taer. Jeśli spodziewano się konspiracji – a spodziewano się – to mogli być z tym powiązani…
– Dzięki wielkie, wszak skoro już nakreśliliśmy, jak będziemy działać, to czy nie czas czym prędzej wziąć się do roboty? – Thalamer zabębnił palcami o stół. – Tak czy inaczej moje kontakty zdradziłyby mi nieco więcej o rzeczach, które się wydarzyły ostatnimi czasy. Tak… – mag poskubał swoją siwą brodę, wybiegając myślami znacznie w przyszłość. – Acz trzeba by pomyśleć nad sensownym centrum dowodzenia. No chyba, że planujemy planować w Królu Ognia.
- Bekhesh zaoferował swoje studium; dlaczego by nie skorzystać? - elf bez specjalnego nacisku przypomniał propozycję hobgoblina - Tryby są nieco zbyt głęboko żeby wygodnie operować, ale ponoć akurat ono jest nieco wyżej -
- W dobrych porach roku mam tam odrobinę słońca, a położone jest blisko wind jadących zarówno w górę jak i dół Sharn. - podjął wywołany - Możemy też spotykać się u Alestaira, ale zakładam że nasze cele mogą być żywotnie zainteresowane śledzeniem jego ruchów. Nie ułatwiajmy im pilnowania nas poprzez regularne zbiórki u niego.
- Ech… zbiegowie i zorganizowana przestępczość. Zaraza. - mruknął tylko Gundrik.
- Nasz przyjaciel z pewnością by nas nie prosił o pomoc gdyby miało być prosto. I jest to okazja żeby zrobić coś “dobrego” dla Ja’Shaarat. Brak protestów traktuję jako zgodę, każę moim kontraktorom nieco zmodyfikować wystrój pod nasze potrzeby.
- Nie chciałbym, żebyś się zanudzał, Gundriku - śledczy kiwnął głową na propozycję hobgoblina - Zmiana lokalizacji to dobry pomysł, dostarczę tam też kopię moich akt. Mimo wszystko nie wydaje mi się, żeby zbiegowie mnie śledzili, ale zapewne ci, którzy zorganizowali wypadek, już to robią.
- Po prostu wcześniej się zamartwiałem w czym będzie trzeba ci pomóc, a teraz… a teraz… - krasnolud potarł dłonie patrząc na Alestara - Pomogę ci… a teraz widzę że to będzie dużo mniej lub bardziej skrytych i popieprzonych cieni… które przydałoby się nauczyć czym jest strach. Jeśli rozumiesz o co mi chodzi… - widać było że krasnolud chce coś powiedzieć ale ma problem w ubranie tego w okrągłe słowa - Nie znoszę bogolskich salonów i gierek. Są istoty do rozpieprzenia i trzeba je rozpieprzyć. I tych co staną na drodze do tego. A wiem że tymi drugimi będą typy których ruszysz… i zacznie się wszystko sypać w sposób kaskadowy.
W tym czasie
Borin rozmówił się kilka chwil z małżeństwem niziołków, z uśmiechem wymieniając się kilkoma bezsensownościami, które budowały przyjemne relacje. Poprosił o kilka piw i gdy były przygotowywane udał się do toalety, spuścić balast. Jeszcze wchodząc czuł na sobie spojrzenie i gnolli, i goblinów.Rozpoznał ich. Mniej więcej. Generalnie. Tyle ile do jakich grup należeli. Daask, których znał dobrze i Pakt Znir. Z tymi nie miał za bardzo do czynienia.
Zamknął za sobą drzwi. Zgodnie z planem opróżnił pęcherz, ale to nie było wszystko. Osłoniony od wzroku przymknął oczy i skupił się. Pozwolił magii płynąć, gdy wsłuchiwał się w głosy miasta, by z nich wyszukać czegoś o interesujących… i również drobne zaklęcie ochronne, na wypadek gdyby dalej poszło gorzej niż oczekiwał.
Kilka chwil później wracał do stolika, niosąc w rękach nie dwa, a sześć piw, chwytem który wyglądał na solidniejszy niż by wcześniejsze przypuszczenia mogły sugerować. Postawił jedno przed Gundrikiem, drugie przed Alestairem ale reszty nie puścił.
- Pójdę wybadać coś u naszych przyjaciół. Widzę, że co poniektórym nogi już same chodzą, więc poproszę tylko ciebie, Alestairze… nie znikaj mi sprzed oczu, bo nim zdecyduję się głębiej umoczyć ręce w tę sprawę, mamy jeszcze parę rzeczy do omówienia. A gdybyś ty, Gundriku, podarował mi tych kilka, może kilkanaście minut… byłbym szczerze zobowiązany.
- Nie ma problemu, staruszku. Będę mieć na ciebie oko, gdybyś chciał się pakować w kłopoty. - Gundrik wzniósł piwo z wdzięcznością.- Mam wrażenie że nigdy nie padły Wasze imiona - elf zwrócił się do Thalamera i dwóch zbrojnokutych
- Taer - przedstawił się sam jako pierwszy, uprzedzając oczywistą, acz uzasadnioną ripostę - Chciałbym pozyskać Waszą ekspertyzę…jeżeli miałbym tropić linie zaopatrzeniowe naszej dwójki zależnych od zaopatrzenia zbiegów, jakie rzeczy odróżnią zakupy dla nich od codziennego przemiału w warsztatach?
– Thalamer, zaś mój przyjaciel to Varok – Thal skłonił się, wzrok konstruktu zaś pozostawał tak samo niewzruszony, jak zawsze. – Ach, rzekłbym, że to dłuższa sprawa, wszakże jeśli są ostrożni, to mogą kupować po trosze u wielu kupców lub też zaopatrzać się drogami, które nie są takie oczywiste – zaproponował mag. – Rzekłbym jednak, że takie deliberacje wymagają swej własnej rozmowy, Scrimshaw zdaje mi się być tym, który mógłby zaopatrzać się w pewne trucizny, wedle jego, hmm, fachu. Sądzę, że znam parę osób… Które znają ów rynek lepiej, niż ja sam.Zamyślił się przez parę dłuższych chwil.
– Taerze, tak się składa, że sam nieco jestem, hmm, pasjonatem tematu środków afektujących umysł i ciało – wychylił ostatni łyk swej szklanicy. – Reflektujesz dołączyć do mnie? Twe rozmyślania rozbudziły we mnie prawdziwą inspirację do odświeżenia w pamięci paru miejsc. I znajomych! Interesująca teoria, zaiste, którą ongiś zasłyszałem o Smoczych Znamionach. Otóż, wystaw sobie, owe znamiona zawsze idą ramię w ramię z asocjacją z pokaźnymi zdolnościami magii, jednakowoż - o! - somatyczna część, jaka przejawia się podczas manifestacji znamienia to fizjologiczne oparzenie. Jeśli, jak rzecze ona teoria, mógłbyś rozwinąć dekokt, który rezonuje z energią danego Znamiona, ów nieszczęśnik nawet nie musiałby wchłonąć specyfiku, który rozprowadziłby toksynę wzdłuż linii energetycznych ciała. Wyborne, rzekłbym. Chciałbym to kiedyś zobaczyć. Może… Przy okazji naszych poszukiwań pana Scrimshawa będziemy mieli więcej czasu na eksperymenta tego rodzaju? Bez wątpliwości odpoczynek od wiecznych rozważań taktycznych i podatności na ból ludzkich ciał, które wiodę z Varokiem.
Na wspomnienie o Smoczym Znamieniu Gundrik zesztywniał i łypnął na Thalamera nieprzyjaźnie. By trochę się uspokoić upił więcej niż zwykle, ale nic nie powiedział.- Teoria niezwykle ciekawa. A może dałoby się tak rozprowadzić nieco bardziej dobroczynne substancje, wyostrzające muzyczny słuch czy wyczucie instrumentu? - elf nie przejawił żadnego znak dezaprobaty, a wręcz subtelnie ostrzegł że trucizny specjalnie dla członków Domu to być może nie najlepszy temat do karczmy.
- Żaden z naszych uciekinierów nie wydaje się nosić Znaku - o ile nie wierzymy że Wampir faktycznie nosi Znamię Śmierci. Chyba że sugerujesz że któryś z nich próbuje uwarzyć taki specyfik?
– Zaledwie doceniam to, jak bogate w materiał poznawczy będzie nasze polowanie – odparł Thalamer. – Cóż. Uznaję zatem, że jesteś zainteresowany? Wypuśćmy zatem nasze wici i porównajmy to, co odnajdziemy.
Thalamer powstał ze swego miejsca i zatarł ręce.
– Wprost nie mogę się doczekać. Alestair? – skinął na niego. – Będziemy w kontakcie. Zdaje mi się, że nasze cele zostały określone jasno. Będziesz zaiste zadowolony.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze@Dekline Ulepię coś w najbliższym czasie. Pytanie, mogę zastosować jakiś opis przybytku? Oczywiście bez fantów, ale opisać wnętrza (dokładając szaber) co tam cyrulik miał. I jak mu się łezka zakręci...
-
[WOD/MAG] Magowie na Dzikim ZachodzieMilena wybrała się z psami daleko poza skraj miasta, lecz zamiast spokoju i natury, przywitał ją zgiełk i wielkie stada bydła wraz z ich opiekunami, słusznie zwanymi cowboyami. Pozwoliła wybiegać się psom, korzystając mimo wszystko ze sporej przestrzeni, sama kucając przy piaskowym głazie.
Jak każda wiedźma, wiedziała, że należy przywitać się w nowym miejscu. Wbrew temu, co wielu pomyślałoby, nie miała zamiaru witać się z duchami, a przynajmniej nie z tymi, które są najaktywniejsze, duchami płytko zakorzenionymi w kulturze, plemionach i polityce… To ją nie interesowało, była verbeną, a jej korzenie sięgały głębiej. Nacięła dłoń nożem i skropiła głaz swoją krwią. Witała się z samą ziemią, tym co postrzega całe ludzie cywilizacja jak migracje plemion ptasich, zanuciła stary rytm, bez słów witając się z tutejszą emanacją matki ziemi, żywiołakami skał, gór, podziemnych źródeł, a przez z nie czyniąc mały pokłon przed samym korzeniem tej ziemi.
I po tym zostawiła na schnących śladach krwi pajdę czerstwego chleba, a na koniec wszystko zmyła wodą z manierki. I została jeszcze chwilę przed pastwiskami, mając obowiązek za sobą, pozwalając wyszaleć się wilczakom.
Szybko zauważyła, że niespiesznie dwaj jeźdźcy kierują się ku niej. Szerokie kapelusze, skórzane kamizelki na kraciastych koszulach. Płaszcze przerzucone przez siodło, rewolwery u pasa z nabojami. Trzydniowy zarost na ogorzałych twarzach. Blondyni, jeden koło dwudziestki, drugi dziesięć lat starszy. Może bracia, może spokrewnieni… z pewnością kowboje. Verbena w zasadzie to zignorowała, trochę inaczej postąpiły psy, biegając nieco bliżej swej pani.
- Witam.- odezwał się starszy z nich przyjaźnie i ujął palcami rondo kapelusza w geście powitania. - Panienka się zgubiła? Preria to niebezpieczne miejsce na samotne wycieczki.
- Rzeczywiście, temu nie jestem sama - Milena powiedziała z lekkim uśmiechem szczerząc zęby delikatnie.
- Z całym szacunkiem panienko, ale dwa pieski, nawet tak duże i potężne, to mimo wszystko niewielka pomoc w razie zagrożenia. My mamy ósemkę do pilnowania stada i co z tego… sami też musimy czuwać.- zażartował młodszy. A starszy się zapytał.- A czemu panienka tak daleko od miasta się zapuściła?
- Miałam na myśli was, dżentelmeni - wiedźma stwierdziła tonem który był trochę kpiący, a trochę jednak… nie? Na pewno mieszający w głowi. - Po podróży pociągiem postanowiłam wyprowadzić psy męża.
- Szczęśliwy małżonek. Nie dość, że piękna, to jeszcze uczynna.- rzekł młodszy kończąc słowa gwizdnięciem. A starszy dodał.- Pewnie by się zmartwił, gdyby dowiedział się jak daleko panienka się zapuściła. Tu w okolicy obecnie pełno wilków, które pociągnęły za stadami bydła, a i ślady pumy żeśmy znaleźli. Starego rosłego samca.
- Psy męża to półwilki - Milena rzuciła z podniesioną brwią - duża ta puma? Mąż przyjechał tu na polowanie, co prawda zaproszenie od znajomych obejmowało inne atrakcje, ale w tak zwanym międzyczasie może połakomić się na próby tropienia czegoś na własną rękę, co nie jest z kontynentu.
- Całkiem spora sądząc po śladach.- odparł młodszy z entuzjazmem.- Dopadła byka starego Rodgersa jakieś dwie noce temu. I ubiła. Co prawda byk był już stary i ślepy na lewe oko, ale…
- Niech panienka nie lekceważy miejscowych wilków. Widziałem raz takiego co był wielki jak koń.- rzekł staszy z kowbojów. A młodszy dodał ze śmiechem.- Po pijaku i z daleka.
- Wiem co widziałem! - obruszył się starszy.
- Takie i w Norwegii mamy - wiedźma zamyśliła się, pumę raczej kładła na karb zwyczajnych zwierząt, ale wilk wielkości konia to musiał być wilkołak.. lub pijackie zwidy - dziękuję za ostrzeżenie. Ja się zbyt daleko nie zapuszczam, tu wszędzie wokół stada, panowie pracujący, to i bezpiecznie.
- Trzeba uważać w dziczy panienko. Owszem teraz jest nas tu sporo, bo jutro spęd bydła na targ, ale każdy z nas ma kilkadziesiąt krów na głowie. Trzeba je przede wszystkim pilnować. Także… młody. - tu starszy skinął na swojego.- Dopilnuj by panienka bezpiecznie wróciła do miasta i objedź stado od strony parowu kojota.
- Nie ma problemu.- odparł “Młody”.
- Nie prosiłam - Milena odpowiedziała swobodnie ale też zadziwiająco ostro z czymś, co do tej pory nie wybrzmiało w rozmowie, stanowczością która potrafiła rozpruć człowieka na kilka części… a teraz po prostu uciekła z czarownicy jako pomruk delikatnej irytacji. Cowboye byli dość mili ale też z jakiegoś powodu ich towarzystwo wydawało się jej męczące. Może po prostu dziś łatwiej się irytowała niż zazwyczaj…
- Ciężko by mi było na sercu, gdyby się okazało że coś panience się stało… tylko dlatego, że nie wykazaliśmy się tym no… szarmanctwem…?- stwierdził starszy z mężczyzn, a Młody spytał. - Norwegia? To gdzieś w Appalachach, prawda?
- Panowie nie mogą porzucać swej pracy dla każdej damy - uśmiechnęła się - Europa, skandynawia. Zimno, śnieg, jeszcze zimniej i więcej śniegu.
- Aaaaa… Europa. To za oceanem, prawda?- zapytał Młody. A drugi mężczyzna rzekł.- Młody podprowadzi panienkę bliżej miasta. Niech się panienka nie martwi. Opuści panienkę zanim stać się może powodem do plotek.
Verbena westchnęła lekko i przystała na propozycję z zamiarem wpytania młodego o wielkie wilki w drodze.
Podróż z nim nie trwała zbyt długo, bo szybko zobaczyli światła miasta w blasku zmierzchu. I Młody nie okazał się szczególnie pomocny, jeśli chodzi o wilka. Wszak to nie on go widział. I zapewniał, że kuzynowi się przywidziało. Aż tak wielkich wilków nie ma na prerii.***
Odrobinę później, blisko czasu snu, Milena postanowiła odwiedzić ich gospodarza.
- Ja jeszcze z prywatą - jeśli można - zapytała kurtuazyjnie.
- Och… czy ta prywata wymaga tak konkretnego czasu?- zapytał zaskoczony mężczyzna zbierając naczynia po kolacji ze stołu.
- Nie - wiedźma odparła szczerze - ale jak nie macie nikogo do zmywania, to pomogę - dodała.
- To nie będzie konieczne. - przyznał wprost Horace wzruszając ramionami.- Przywykliśmy do domowych obowiązków. No chyba że ta prywata wymaga od mnie jakichś… prac?
- Nie, spokojnie… Jak mówili moi towarzysze, szukamy kogoś. Lecz poza pracą dla Loży, szukam też jednej przebudzonej. Stwierdziłam, że może u was zaciągnę języka..
- Pamiętam wszystkie niewiasty które zawitały pod ten dach.- zaśmiał się Horace ciepło. - Mogę je policzyć na palcach jednej dłoni.
- Wątpię aby tu nocowała, ale może słyszałeś coś. Moja uczennica, Olga, chociaż pewnie posługuje się innym imieniem wedle potrzeb. Pełnych kształtów, niższa ode mnie, blondynka. Gdy ją ostatni raz widziałam była już prawie adeptką życia więc wygląd być może też dopasowuje, ale raczej nie będzie fatygować się aby całą sylwetkę zmieniać. Jest rusinką, ma dość silny akcent które raczej nie ukryła. Być może jest całkiem dobra w Duchu, ale raczej nie adeptką… Chociaż trochę czasu minęło, a miała do tego smykałkę.
Milena rzuciła zgrubny opis magowi nieśpiesznie.
- Nie. Żadna Olga nie zawitała pod ten dach. Niemniej wiele osób zatrzymuje się w mieście, bo to dobre miejsce na przystanek przed wyruszeniem na naprawdę dziki zachód. - Horace odłożył na bok naczynia. - Linia czasowa… hmmm… do trzech lat wstecz wystarczy. Odrzućmy Sfery… to co potrafi nie ma znaczenia. To jak wygląda, jak się ubiera, co nosi przy sobie… bardziej. Możesz dostarczyć takie detale? - przymknął oczy i zaczął wykonywać ruchy palcami, jakby przesuwał korale na niewidzialnym liczydle.
- Blond włosy, końcówki lekko kręcone, możliwe, że nie równo podcięte. Blada karnacja, z wyraźnymi rumieńcami pod wpływem emocji, równe zęby, oczy bladobłękitne. Silny rezonans witalności, szersze uda. Lubi spódnice, w tym dłuższe. Krótkie paznokcie, jest dość młoda. Na pewno ma dwa sztylety - Milena sięgnęła po swoje noszone za plecami - będą podobne, athame i boline, typowe narzędzia wiedźm. Pewnie też miała podręczny kociołek. Nie pachnie ziołami, lubi nowoczesne perfumy.
Jej wypowiedź przerwało parsknięcie mężczyzny.- Doprawdy, uważasz mnie za tak śmiałego wobec kobiet, bym się mógł zbliżyć od obcej… na tyle wyczuć zapach?
- Może was przeceniłam, a może nie doceniłam - wiedźma odparła z błyskiem w oku.
- Nie.. ta… nie ta… oooo… Nie miała sztyletów przy sobie, ale miała kuferek, którego nie wypuszczała z dłoni. Kociołek mógł się tam zmieścić, sztylety też. Blada karnacja z brzydką opalenizną… ale poza tym pasuje do twojego opisu. Widziałem ją… jakieś ćwierć roku i dwa tygodnie temu, raz.. nie… dwa razy… Nie wymieniliśmy żadnych słów. Nawet nie wiem czy mnie zauważyła. Co robi…ła? No tak. Widziałem ją z Harrym Welshem. Zwą go Harrym Oposem. To traper i okazjonalny przewodnik do wynajęcia. Raczej solidna firma. Aaaa.. i miała wyraźnie podkrążone oczy. Dziwne jeśli życie jest jej domeną. Oczywiście nie mogę zagwarantować że to twoja Olga… niemniej to jedyna magiczka pasująca do twojego opisu.
Otworzył oczy.
Milena słuchała wypowiedzi mężczyzny z rosnącą uwagą. To był pierwszy solidny trop (to znaczy potencjalny, ale jedyny który wychodził poza skrawki rezonansu i silne wróżby) jaki dostała od długiego czasu. Widać było, że jej oczy się ożywiły.
- Dziękuję - powiedziała gdy skończył - z rana znajdę tego trapera?
- No z tym będzie problem, z którego sobie zdałem sprawę przed chwilą. - zamyślił się ponuro Horace.- Ostatni raz widziałem Oposa…. ćwierć roku i dwa tygodnie temu.
Wiedźma rzuciła krótkie, norweskie przekleństwo pod nosem.
- Nienawidzę przesłuchiwać trupy - powiedziała szczerze - strasznie konfabulują. Oby jednak żył…
- Może żyje…- wzruszył ramionami Horace.- Wasz lider potwierdzi moje słowa, że traperzy oddani swojemu rzemiosłu nie mają domów. Cały stan jest domem Oposa. Pewnie się gdzieś włóczy po prerii. I zapewniam że Harry nie próbował jej zrobić krzywdy. To żarliwy Irlandczyk i równie żarliwy katolik. Dlatego miejscowi nie lubią go.
- O to się nie martwię. Olga w obronie potrafi wywrócić człowieka na drugą stronę, w końcu to moja uuczennica - verbena zamyśliła się - ale zaprowadzenie w głuszę to co innego, dobrze wiedzieć, że nie należy do ludzi sprzedających innych bandytom. Dziękuję Horace… Naprawdę - wciąż o czymś myślała.
- Nie ma sprawy. Rzadko mam okazję wertować moją pamięć w poszukiwaniu czegoś innego niż techniczne detale. - zażartował mag.
- A właśnie… Nie mam zamiaru poszatkować wam zasłony, ale jeśli po drugiej stronie kręciłby się wieeelki wilk, to nie ma co panikować. On też szuka Olgi, zwykle zostawiamy sobie informacje, ale czasem musimy się spotkać.
- To co jest za zasłoną jest zmartwieniem miejscowych plemion. Wilkołaki kręcą się po okolicy i pilnują miejsc mocy z przyzwanymi przez siebie duchami. My… unikamy zaglądania tam. Na razie nie jesteśmy jeszcze gotowi na to.- wyjaśnił Horace.
- W takim razie macie jedno zmartwienie mniej. Chcesz coś za przysługę czy sobie to zapamiętamy? - Milena rzuciła standardową formułę honorową magów.
- Zapamiętamy. Poza tym co to za przysługa? Odpowiedziałem tylko na twoje pytanie.- wzruszył Horace podnosząc naczynia. - Chyba że… nadal jesteś gotowa na to zmywanie?
Milena zaśmiała się i po prostu wzięła od przebudzonego naczynia gotowa zająć się obowiązkiem domowym. -
Epitafium lastinn czyli atykuł o historii@JohnyTRS jest wszystko, dzięki.
-
Epitafium lastinn czyli atykuł o historii@Pipboy79 mam Twoją odpowiedź, dzięki wielkie.
-
Epitafium lastinn czyli atykuł o historiiSiedzę ponownie nad ankietą i mam wrażenie, że tych pytań jest więcej niż poprzednio. Na pewno niczego nie zmieniałeś?
Wydaje się mi, że nie. Mam dwie wersje ankiety, jedna to kopia ale w kopii też Tweg głosu nie ma gdybym się z klinkami pomylił... Ale wtedy musiałbym nowy link dać.
-
Epitafium lastinn czyli atykuł o historiiMasz jakiś deadline?
Chciałbym mieć to do końca miesiąca, a im prędzej tym lepiej. Jakbyś chciał więcej pisać to metoda którą poleciłem Pipowi.
Nie wiem czy ktoś może wyciągnąć z LI takie dane jak kiedy założyłem tam konto i w jakich latach prowadziłem jakie sesje ( nie było ich dużo).
Zarejestrowany: 12-12-2011
Jako MG:
[Horror. Storytelling. 18+]Miasteczko Diamond Taint
[storytelling, autorski] Morfa. Cz.2. W matni.
[storytelling, autorski] Morfa. Cz.1 i 1/2. W Afekcie.
[storytelling, autorski] Morfa. Cz.1. W sieci.
[storytelling] Wieża Czterech Wichrów.
[storytelling] Wilczy pazur.Jako gracz:
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
[EP2] Ciągłość
[WFRP 4ed] Złoto Gór Szarych
Cyberkult - Quantum Legion - Konwoj
[TR] Pierścień Sonaresu [18+]
Kult - Boiled Angel -Apokryf Pierwszy - Firestarter
[WFRP 2ed] Czarna Kolebka
[VtDA] красота требует жертв
Starbase ECHO-1
[TES] Pieśń Czerwonych Piasków
Kult - "Powrót/Potwór"
City of Mist - Złoto głupców
Bissel I DnD 3,5 Greyhawk
Mo-Czary - "Atrofia Baydura”
[Mothership] Coś próbuje nas zabić (18+)
Lost Station
[Autorski/Horror] Dreamcatcher (18+)
Ich oczami II - Oblężenie.
Id Inferno
[Horror 18+] SICARIOS
[Horror 18+] DOM MARZEŃ I KOSZMARÓW
[warsztaty DSA] Ślepy los
[Changeling: The Dreaming] Baśń o strzaskanych snach
[Numenera] Saga o końcu świata
Frères de Sang [Zew Cthulhu] 18+
WYKLĘCI [horror 18+]
[Yggdrasill] Saga I
Tramwaj 2022 - SESJA ZAWIESZONA
[PA] Odchodząc z 2770. - SESJA PRZERWANA
[sesja dla początkujących - horror 18+] SCS HARVESTER
[DnD+FR 3.0] Pieśń Kamienia
Wyprawa
[Gra o tron] Głód
[Storytelling] Czarne płaszcze
[Autorski] Królobójca -
Epitafium lastinn czyli atykuł o historii@Pipboy79 pewnie jest. Ja ustawiłem, w formularzu tylko długą wypowiedź, więc pewnie Google to limituje. Jeśli chcesz dłużej, to możesz odpowiedzieć na pytania na np. google doc i wysłać mi link. Formularza użyłem tylko dla waszej maksymalnej wygody, aby właśnie wszyscy nie musieli siębawić w dokumenty.
@johnytrs Twojej odpowiedzi nie ma, może nie zapisałeś? Czekałem, gdyż myślałem, że to jakiś lag u Google, ale mam już 2 zebrane, a po Tobie ani śladu.
-
Epitafium lastinn czyli atykuł o historiiNie wiem czy to ma znaczenie, bo każdy może odpowiedzieć tak, jak rozumie to pytanie. Gdyby jednak miało znaczenie, możesz chcieć nieco je zmodyfikować. Bo czy pytasz o prowadzone sesje? Czy ogólnie prowadzone/grane? Czy pod pojęciem rozbudowana masz na myśli długa? O największej ilości graczy? Skomplikowana?
Wybierz sobie najbardziej pasującą interpretację i po prostu odpowiedz, jeśli masz ochotę. Siłą rzeczy pytanie jest ogólne aby każdy dopasował je do osobistych odczuć i swej historii na Li.