Ulrich (von) Guttenluft
![]()
Ulrich, ten co zbójem nie był, ucieszył się z widoku sigmarytów. Pierwsze co zrobił, to odruchowo przetrzepał się w odruchu rękami, rzecz o której nigdy nawet nie pomyślałby przed burzą chaosu, a co weszło mu w krew - ranny człowiek może jeszcze kilka dobrych chwil nie czuć jak krew ucieka z ciała, szczególnie gdy jest się chwilę po walce. Upewniwszy się, że sam jest cały, podszedł od prawej do Ulricha, tego co zbójem był.
- Lekarzem co ma pacjenta, który raczył się przedstawiać gdy leci zeń jucha - rzekł szorstko i po prostu fachowo wziął swego imiennika pod ramię aby bez zbędnej kurtuazji pomóc mu oprzeć się o najbliższą ścianę, niekoniecznie od razu siadać, i sprawdzić co mu dokładnie jest.
- Przydałaby się woda, Panienka - rzekł do Nadji rozpoczynając inspekcję.
Developers
Osoby pomagające w technicznym aspekcie forum
Posty
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen -
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeŻaden problem, więcej takich wkrętów proszę

-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeDziwię się, że poza "niesamowitą szybkością reakcji" to:
@Dekline napisał w [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze:
Zell - 8 minut temu "co do $#%$#@$#? "
Ket - 5 minut temu "co do $#%$#@$#? "
Arbuz - 4 minut temu "co do $#%$#@$#? "
Gladin - 1 minut temu "co do $#%$#@$#? "Nie odpaliły się naszemu drogiemu MG wszystkie alarmy. Bo mi jako MG wyłyby już na potęgę. Na razie zostanę głównie temu, że Zell poprosiła, ale generalnie, w ramach zaznaczenia komunikacji (zakładam, że jakimś cudem to powyżej nie jest wystarczająco wymowne), że zastanawiałem się poważnie nad ewakuacją z imprezy na którą wciska się drugi wodzirej, a nie było go w zaproszeniu.
-
[WFRP 2ed] BögenhafenUlrich Rotzniesser 
– Chwała Sigmarowi! – Rotzniesser machinalnie odparł na powitanie kapłana zachrypłym głosem.
Czuł się fatalnie: rana w brzuchu pulsowała tępym, nieznośnym bólem, Rotzniesser wiedział zaś, że z każdą chwilą z jego trzewi upływała jucha i potrzeba było medyka jakiego, aby zatamować krwawienie i zadbać o to, by nie wdało się zakażenie. Nie raz wiercił Ulrich bowiem dziury w brzuchach i choć agonalne jęki jego ofiar słuchał niby pieśń, sam wolał żyć, by móc owe dziury wiercić dalej.
Myślał też o dziwnym głosie, który usłyszał i który go doprowadził do tego stanu. Poniechał. Będzie czas na to.
– Moiściewy, zwą mnie Ulrich – tu skłonił się w pas. – Podróżny z Marienburga. Na wasze usługi, choć ranien jestem.
Gadać mógł więcej, ale zostawił rzecz. Zamierzał pozwolić pozostałym przekonać klechę i jego pobratymców, żeby wstawili się za nimi. Klasztornicy zdawali się rozumieć, że nie wszyscy zostali przemienieni, zatem… Zabijanie nieznajomych było nie w interesie? Oczywisty wniosek. Ale od kiedy to rozum chadzał wespół z klechami?
Cyrulik zdawał się umieć gadać, może klecha zapatrzy się w to, co ze swych mądrych ksiąg wyczytał? Albo kto inny podprowadzić gadkę umiał? Oby tylko prędzej, zanim go zemdli z tej rany.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeUlrich, ten co zbójem nie jest, ustawi się za zbójem aby wejść przedostatni, w miarę możliwości koordynując wchodzenie aby nagle dwie osoby nie zapchały nam bramy, łącznie z drobnym użyciem siły aby korek uporządkować.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeEwentualnie jeśli kompani w akcie miłosierdzia przepuszczą Ulricha, bo krwawi niby zarżnięty wieprz, to skwapliwie skorzysta z tej oferty.