Ścieżki Przeklętych
-
Ralf stał obok Wulfa, raz zerkając na ślady, a raz na okolicę, żeby wypracować jakiś plan działania. Ich koń wyczuwał jakiś niepokój. Zachowywał się niespokojnie, pomimo że stali samotnie wśród ciszy.
Na gniewny komentarz Wulfa odpowiedział jedynie:
– Plugastwo... zapewne zamęczają teraz jakiegoś nieszczęśnika.
Pomimo, że myśliwy nadal nazywal go sierżantem, Rolf nie był na służbie i nie obowiązywała żadna szarża. Mimo to nienawiść do plugastwa i poczucie obowiązku, ukształtowane przez wieloletnią służbę, nie pozostawiały cienia wątpliwości. Trzeba było pomóc nieszczęśnikowi, póki istniał jeszcze choć cień szansy, że może się to udać. Rolf zerknął na swój pistolet, upewniając się, że nadal ma komplet naboi. Następnie zwrócił się do myśliwego:
– Jestem spokojny o to, że Auriel i Viktor, ze swoimi umiejętnościami, poradzą sobie z plugastwem na otwartej przestrzeni. Zresztą doskonale powinni wiedzieć, że z tych chaszczy może coś na nich wyleźć. A możliwe, że właśnie ktoś zamęcza w lesie człowieka – ciągnął dalej. – Jeśli zwierzoludzie poszli tam na noc rozbić obóz, nie mogli wejść nie wiadomo jak głęboko.
– Nie ma czasu do stracenia – rzekł Rolf z pełnym przekonaniem. – Podejdźmy i zorientujmy się, co się tam dzieje. Tylko uważajmy, żeby nie wpaść na Mathiassa i Adolfa, aby przez przypadek się wzajemnie nie ostrzelać. Jeśli usłyszą odgłosy walki, powinni przyjść nam z pomocą... albo my im. -
Na skraju Drakwaldu
Rapecke kiwnął głową przyjmując do wiadomości decyzję sierżanta, musnął opuszkami palców amulet z jeleniej kości, po czym ruszył pomiędzy prastare strzeliste drzewa mrocznej kniei. Niepokój walczył w jego sercu o lepsze z gniewem i żądzą krwi. Zwierzoludzie i mutanci, istoty stworzone przez bogów, których imiona wypowiadali na głos jedynie głupcy; bestie plugawiące uświęconą z woli Taala przyrodę, wynaturzające ją poprzez odrażające rytuały. Nawet Wielki Las Talabeclandu nie był od nich wolny i zdarzało się Wulfowi natrafiać w gęstych matecznikach na ślady po obozowiskach kozłorogich: na zagrzebane w popiołach kości pożartych ludzi, na truchła padłych od chorób lub zwaśnionych ostrzy zwierzoludzi i na ich runiczne kamienie, które samą swoją aurą potrafiły zabijać lub wynaturzać otaczający je las.
Bezwzględne zwalczanie tych zdegenerowanych istot Wulf postrzegał za powinność, zanim jeszcze dołączył do kapłanów Króla Bogów, zaś pobierane od nich nauki tylko go utwierdziły w tym przeświadczeniu potęgując jednocześnie sprawiedliwą nienawiść.
- Mnie łatwiej się w gąszczu ukryć bez zbroi takiej jak wasza, sierżancie - rzucił półgłosem przez ramię, wyciągając z kołczanu opatrzoną czerwonymi piórami strzałę - Trzymajcie się w tyle, ostrzegę was, kiedy nastanie taka potrzeba.
I nie czekając na odpowiedź Stahla zniknął wśród wypełnionych głębokim cieniem zarośli.
-
Auriel trwał jeszcze przez chwilę nieruchomo, opierając obie dłonie na kosturze. Świat po otwarciu zmysłów na emanacje eteru zawsze wydawał mu się przez moment zbyt płaski, zbyt pozbawiony głębi. Blade smugi Wiatrów Magii gasły powoli, jak świetliste powidoki zostające pod powiekami po zbyt długim patrzeniu w słońce. Zostawała po nich tylko zwyczajna rzeczywistość, czyli teraz głównie chłód osiadający na karku i ciężka cisza rozpięta pomiędzy polaną a Drakwaldem. Brak wyczuwalnego spaczenia Dhar powinien był przynieść ulgę i w pewien sposób rzeczywiście to zrobił, ale pewne podskórne poczucie niepokoju nadal mu towarzyszyło.
Las milczał. Nie było w nim niczego, co zdradzałoby się błyskiem, szelestem czy nagłym poruszeniem gałęzi. Bez kontekstu tej ciszy zielona toń pozostawała po prostu cichą połacią drzew i głupio byłoby dalej trwać w przeświadczeniu, że coś jest nie tak, zwłaszcza że wszystko wyglądało zwyczajnie. Znaczy się, pomijając dojmujący brak odgłosów lasu.
– Cóż – mruknął w końcu. – Może okolica jest cicha przez drapieżniki. Jeśli tak, wizja pieczonego pająka może wcale nie być taka abstrakcyjna.
Rzucił te słowa do stojącego nieco dalej Viktora, który właśnie coś mu wskazywał.Skrawek czarnego sukna i wygnieciona trawa zatrzymały uwagę Auriela na dłużej. Próbował odczytać to miejsce tak, jak mógłby zrobić to tropiciel, ale brakowało mu w tej dziedzinie umiejętności. Dlatego skupił się na materiale. Skąd w tym miejscu wzięło się coś takiego? Srebro i czerwień haftu wyróżniały się na tle ciemnego sukna, a samo wykonanie wyglądało na zbyt kosztowne, by należało do przypadkowego włóczęgi. Mag długo wpatrywał się w kawałek materiału, próbując zmusić umysł do pracy, lecz w końcu dał za wygraną i przeniósł wzrok dalej, ku granicy lasu. Zmierzch zdążył zgęstnieć. Ślad w trawie ginął właśnie tam, gdzie kończyła się otwarta przestrzeń i zaczynała właściwa część Drakwaldu.
Auriel poczuł, jak coś nieprzyjemnego zaciska mu się pomiędzy łopatkami. Nie strach jeszcze. Raczej świadomość, że niepokój, który od jakiegoś czasu podskórnie mu towarzyszył, mógł jednak mieć jakieś podłoże.
– Nie podoba mi się do końca spacer w tamtym kierunku – powiedział w końcu ciszej. – A jeszcze mniej podoba mi się myśl, że ktoś mógł zostać tam zaciągnięty i nadal żyć.
Zawiesił głos, patrząc w ciemność. Przez moment wyglądał tak, jakby rozsądek i ciekawość prowadziły w jego głowie bardzo krótką, ale wyjątkowo zażartą dyskusję. W końcu zwyciężyło coś pomiędzy jednym a drugim.
– W innym wypadku zaproponowałbym, byśmy poczekali na resztę, ale to może być kwestia czasu. Nie proponuję, żebyśmy zapuszczali się daleko – wyjaśnił. – Ale możemy podejść kawałek. Tylko tyle, żeby sprawdzić, czy ślad prowadzi dalej i czy dowiemy się czegoś więcej.
Spojrzał na Viktora.
– A jeśli okaże się, że to głupi pomysł, będziemy mogli wrócić i z pełnym przekonaniem powiedzieć reszcie, że osobiście to sprawdziliśmy. Pójdziesz ze mną? – zapytał, bo wprawdzie wolałby nie iść tam sam, ale zrobiłby to, jeśli musiał. Idea niesienia pomocy była zbyt mocno wpleciona w jego naturę, by pozwolić mu po prostu odwrócić wzrok.Ujął kostur pewniej i ruszył w stronę skraju lasu. Trawa stawała się tam niższa i bardziej wilgotna, a ziemia pod stopami miększa. Powietrze przy drzewach było chłodniejsze, cięższe od zapachu kory, mchów i mokrej ziemi. Mag nie wahał się, ale przy pierwszych pniach zatrzymał się jeszcze na moment i wsłuchał w ciemność, próbując wyłapać wszystko, co nie pasowało do tej martwej ciszy.
Dopiero gdy nic nie odpowiedziało, położył dłoń na górskim krysztale wieńczącym jego kostur. Na ułamek chwili przymknął oczy. Hyish był subtelniejszy od innych Wiatrów, bardziej uporządkowany, chłodny i czysty. Auriel nie próbował go pochwycić siłą. Pozwolił raczej, by cienka smuga światła spłynęła ku niemu przez eter i zebrała się wokół kryształu. Kamień pod jego palcami stał się nagle chłodniejszy, jakby przez jego wnętrze przepłynęła woda ze źródła ukrytego głęboko pod ziemią.
– Solaeth... – wyszeptał.
Przez wnętrze kryształu przebiegła cienka, mlecznobiała żyłka. Po chwili rozgałęziła się na dziesiątki drobnych refleksów, aż cały kamień rozjarzył się równomiernym, jasnym blaskiem. Nie przypominał płomienia pochodni. Było to raczej światło chłodne i czyste, niemal srebrzyste, rozlewające się miękko na leśnym runie. Mroczna osnowa Darkwaldu cofnęła się, a najbliższe drzewa wyłoniły się z czerni jedno po drugim, ukazując splątane korzenie i głębsze warstwy lasu, które jeszcze przed chwilą stanowiły jednolitą ścianę cieni. Kryształ na szczycie kostura wyglądał teraz jak fragment bladej gwiazdy zamknięty w kamieniu. Auriel uniósł go nieco wyżej.
– Chodźmy – rzucił do Viktora, a potem zrobił pierwszy krok pomiędzy drzewa. -
Kiedy Wulf kwinął głową Rolfowi na zgodę, ten delikatnie odgonił konia między pagórki. Ruszył za myśliwym w stronę lasu. Zgodnie z jego sugestią, sierżant szedł w bezpiecznej odległości, ostrożnie, zważając na to, gdzie stawia nogi i pozostając w pochylonej pozycji. Cały czas zachowywał czujność.
-
Kalten podniósł palec do ust dając towarzyszowi znak by ani drgnął.
Dłuższą chwilę celował, sarna sprawiała wrażenie osłabionej ucieczką, ale adrenalina nadal płynęła w jej żyłach. Nie chciał by ranna biegła przez las i zaalarmowała obcych ktokolwiek tam obozował. Zapach pieczonego mięsa, który do nich dotarł rozkojarzył zwierzę i właśnie wtedy, gdy spojrzała w tamtym kierunku, wypuścił strzałę. Trafił centralnie pod łopatkę w okolicach serca. Zwierzyna padła jak rażona piorunem, kilka drgawek kończyn później i jej ślepia straciły już na zawsze blask życia.
- Wezmę sarnę, pozbieraj drewna w drodze powrotnej. Cicho jak się da. Ktokolwiek w lesie obozuje lepiej by o nas nie wiedział. To oni pewnie spłoszyli zwierzynę, nie wiemy ilu ich, ani jak daleko, i oby oni też nie wiedzieli o nas - wyszeptał do Adolfa Kalten nauczony życiem w Sylvanii, że dłużej żyją Ci co nie są nazbyt ciekawscy. Planował zawiadomić swoją grupę i wraz z innymi zdecydować co robią, ale błądzenie po lesie Drakwald za zapachem nie brzmiało jak rozsądny plan, mieli własne mięso a obca grupa może okazać się wobec nich wroga, po co kusić los?
Najciszej jak potrafił podniósł zwierzę z ziemi, przerzucił przez ramię i zaczął powoli wracać w kierunku skąd przybyli, tym razem uważniej zwracając uwagę by nie narobić zbędnego hałasu.
Kruk Karl dostosował się natychmiast, usiadł na głowie sarny i nie czekając na zaproszenie do stołu zaczął wydziobywać jej oko, w ogóle nie zważając na to co robi jego Pan.
-
Wytrawny strzał.
Adolf już kilkakrotnie widział jak Kalten posługuje się łukiem i to nie była pierwszyzna. Argumenty towarzysza były jak najbardziej trafne. Eiche mniej więcej orientował się, co właściwie można znaleźć w imperialnych lasach po przejściu armii chaosu, a już wcześniej nie były one wcale bezpieczne.O ile o Drakwaldzie można powiedzieć, że to "las imperialny", bo to raczej Drakwald posiadał sam siebie, a imperium znajdowało się wokół niego, w trudzie i znoju próbując wyrywać zeń zasoby - drewno, mięso, skóry, ukryte pod drzewami metale, a gdy i tego wszystkiego nie stanie - nowe pola pod budowę siół i pod siew.
Tarczownik zaczął się rozglądać za co lepszymi, grubszymi kawałkami chrustu, które zapewnią im światło i ciepło, jak również dadzą ognisko dość gorące, ażeby oprawioną sarnę upiec. Nie ma nic gorszego niż niedopieczona dziczyzna.
Niestety, rzecz jasna, obaj ze swoim żelastwem byli tutaj obcymi, a las słyszał każdy nieostrożny krok, każdą pękniętą pod krokiem gałązkę, każdy szelest odgarnianych liści. Mimo swoich wysiłków aby choć trochę ograniczyć hałasy, Adolf nadal dawał o sobie znać, zbierając kolejne kawałki chrustu i krocząc za Matthiasem w stronę obozu.
-
Mroczna gęstwa Drakwaldu
Wulf poruszał się z nadzwyczajną ostrożnością, co rusz zastygając w bezruchu i nasłuchując w poszukiwaniu wieszczących niebezpieczeństwo dźwięków. Nawykły do nocnych polowań, czuł mimo wszystko wielką niepewność w tej złowieszczej kniei. Wielki Las w Talabeclandzie również pełen był gęstych mateczników, gdzie kolczasta roślinność tworzyła niemal litą całość, a jej zbita masa ogromnie utrudniała poruszanie, ale Drakwald wydawał się Wulfowi zupełnie innym lasem od tego rosnącego w jego ojczystych stronach. Tutaj drzewa były bardziej powykręcane, ich kora mocniej spękana, a zwisające ku ziemi gałęzie unosiły w powietrzu grube zasłony z mchu i porostów. Masywne korzenie wyzierały ponad powierzchnię gruntu, wiły się po niej na podobieństwo sękatych wężowideł czyhając na nieostrożny krok wędrowca, a głębokie wykroty ziały nieprzeniknioną ciemnością niczym wyrwane w ziemi dziury wiodące wprost do królestwa Morra.
Najgorsza była cisza - przerażająca, nieprzenikniona, martwa cisza, która tylko podkreślała obcą naturę tego lasu. Nie przerywało jej żadne nawoływanie nocnego drapieżnika, nigdzie nie pohukiwały sowy, nie popiskiwały żadne gryzonie. Było w tym stanie rzeczy coś tak dalece nienaturalnego, że Rapecke ustawicznie dotykał palcami wiszącego na szyi taalickiego symbolu, w myśląc odmawiając znajome słowa modlitwy do Króla Bogów.
Niespokojny i skonsternowany, tropiciel szedł mimo wszystko do przodu, jedną ręką przesuwając po gruncie w poszukiwaniu odciśniętych w nim śladów stóp, drugą odsuwając bezgłośnie na boki połamane przez zwierzoludzi gałęzie.
W głębi tego mrocznego lasu ktoś być może stracił już nadzieję na ratunek - nie wiedząc, że Taal o nim nie zapomniał.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się