The Walking Dead – Zielona Wyspa
-
Witam wszystkich. O zdrowie nie pytam, bo widzę ze dobrze...

John Crowe, mężczyzna około czterdziestki, były członek Gwardii Narodowej Illinois oraz pracownik socjalny z Chicago. Dołączył do grupy, szukając swojej żony i córki w Luizjanie. W Gwardii Narodowej zajmował się między innymi zabezpieczeniem sprzętu oraz pracą w warsztacie polowym – zna się na mechanice, naprawach i improwizowanych rozwiązaniach technicznych. Jego zdolności bojowe odpowiadają poziomowi standardowego żołnierza. John w odbiorze jest otwarty, rozmowny i jest typem tzw. dobrego faceta, który w razie czego potrafi wesprzeć, pocieszyć i zmotywować do działania. Z każdym stara dojść do porozumienia i porozumieć, potrafi dostosować się od swojego rozmówcy. Można na im polegać w potrzebie, potrafi, w razie potrzeby też być przywódcą.

Do grupy trafił razem z Elen Hart. Elen Hart to młoda kobieta, obecnie około dwudziestopięcioletnia. Tak jak John pochodzi z Chicago. Przyłączyła się do grupy razem z nim. Jest w zaawansowanej ciąży, na oko w piątym lub szóstym miesiącu. Bardziej skryta i mniej rozmowna od Johna, bywa złośliwa, również dla niego. John wyraźnie się nią opiekuje, choć sama jest zaradna i „ogarnięta”. W przeciwieństwie do Johna, prawie nic o sobie nie opowiada.

Rzut na komplikację: 2+6=8 (porażka)
-
Pierwszy post fabularny pojawił się tutaj. Z racji, że miał pojawić się w poniedziałek, a nie dziś, umowny czas na odpisy graczy w pierwszej turze będzie wydłużony do piątku; później wrócimy do 72h. Oczywiście traktujcie to z przymrużeniem oka, jeśli komuś coś wypadnie to proszę o informację.
-
Fajne otwarcie.
Mam od razu garść kwestii do poruszenia:1. "Obrzeża Nowego Orleanu" jest nieco zbyt ogólnikowe dla mnie, biorąc pod uwagę pochodzenie TJ-a. Czy mógłbyś to nieco doprecyzować? Zachodnie, wschodnie, przy brzegu Pontchartrain? Bo to rzutować będzie na kolejne kwestie.
2. Znajomość okolicy przez TJ-a. Pochodzi z Metairie, więc od tamtej strony powinien znać teren lepiej. Sam Nowy Orlean nieco słabiej, ale to część jednej metropolii, więc wiedza nadal niezerowa. Nawet jeśli dwa lata apokalipsy przemeblowały miasto.
2a. Czy TJ zna miejsca, które przed apokalipsą wykorzystywano jako schronienia przed huraganami, albo jakieś landmarki, które mogłyby się do tego nadawać? Superdome przychodzi tu na myśl, nawet jeśli ma nieciekawą historię pod tym względem.
3. O ile jako-tako rozumiem chęć zatrzymania wszystkich BG w obozie, to rozumiem że w tym obozie nie muszą jednak pozostać? Bo ta Jesse idąca samotnie na zwiad, gdy TJ jest lokalsem, do tego mającym rolę zwiadowcy na mechanicznej karcie, trochę mnie razi szczerze powiedziawszy.
Dlaczego nie poszedł od razu z nią mogę sobie wytłumaczyć (mam już pomysł), ale nie będę ukrywać że drobny retcon, gdzie idą razem byłby o wiele sensowniejszy z punktu widzenia fabuły.EDIT:
4. Jak wygląda obecnie kwestia paliwa? Mamy trzy pojazdy, w tym żrącego benzynę kampera, więc zakładam że dysponujemy jakimś zapasem, ale przy ogólnym deficycie zasobów dobrze byłoby wiedzieć, jak daleko realnie możemy nimi dojechać (zakładając względną przejezdność dróg).
-
Fajne otwarcie.
Mam od razu garść kwestii do poruszenia:1. "Obrzeża Nowego Orleanu" jest nieco zbyt ogólnikowe dla mnie, biorąc pod uwagę pochodzenie TJ-a. Czy mógłbyś to nieco doprecyzować? Zachodnie, wschodnie, przy brzegu Pontchartrain? Bo to rzutować będzie na kolejne kwestie.
2. Znajomość okolicy przez TJ-a. Pochodzi z Metairie, więc od tamtej strony powinien znać teren lepiej. Sam Nowy Orlean nieco słabiej, ale to część jednej metropolii, więc wiedza nadal niezerowa. Nawet jeśli dwa lata apokalipsy przemeblowały miasto.
2a. Czy TJ zna miejsca, które przed apokalipsą wykorzystywano jako schronienia przed huraganami, albo jakieś landmarki, które mogłyby się do tego nadawać? Superdome przychodzi tu na myśl, nawet jeśli ma nieciekawą historię pod tym względem.
3. O ile jako-tako rozumiem chęć zatrzymania wszystkich BG w obozie, to rozumiem że w tym obozie nie muszą jednak pozostać? Bo ta Jesse idąca samotnie na zwiad, gdy TJ jest lokalsem, do tego mającym rolę zwiadowcy na mechanicznej karcie, trochę mnie razi szczerze powiedziawszy.
Dlaczego nie poszedł od razu z nią mogę sobie wytłumaczyć (mam już pomysł), ale nie będę ukrywać że drobny retcon, gdzie idą razem byłby o wiele sensowniejszy z punktu widzenia fabuły.EDIT:
4. Jak wygląda obecnie kwestia paliwa? Mamy trzy pojazdy, w tym żrącego benzynę kampera, więc zakładam że dysponujemy jakimś zapasem, ale przy ogólnym deficycie zasobów dobrze byłoby wiedzieć, jak daleko realnie możemy nimi dojechać (zakładając względną przejezdność dróg).
@Kynikos Dziękuję

-
Przyjąłem, że jest to północna strona jeziora Pontchartrain, dokładniej Florida Parishes. Przy geografii pomagał mi internet, więc ustaliłem odległości - około 20 minut jazdy do najbliższej autostrady, mniej więcej tyle samo do wspomnianego jeziora. Jesteście na polanie w lesie sosnowym ok. 35 mil od Nowego Orleanu. Nie stricte obrzeża, więc przepraszam za wprowadzenie w błąd; chciałem dać jednak punkt odniesienia do kluczowego dla fabuły miasta.
-
Możesz uznać, że TJ dość dobrze zna ten rejon i wykorzystać tę wiedzę w praktyce.
-
Świadomy zabieg. Nie chcę decydować o Waszych poczynaniach, ale zostawiłem tę zahaczkę otwartą między innymi dla Ciebie. Spróbuj, może jeszcze ją dogonisz - nie mogła zapuścić się głęboko.

-
Dobre pytanie. Założyłem, że jesteście przygotowani do relokacji, ale od jakiegoś czasu już podróżujecie - myślę, że macie około pół baku paliwa w kamperze. Inaczej sprawa ma się z terenówką, której częściej używacie do wyjazdów po zaopatrzenie - wykonaj proszę test 2k10. Sukces będzie oznaczać, że po drodze udało wam się znaleźć źródło paliwa, więc bak będzie zapełniony przynajmniej do połowy. Sukces z komplikacją zdefiniuje około 1/4 baku (wystarczająco, by dojechać do NO i zawrócić). Porażka to jazda na oparach i kolejne tarapaty dla drużyny.
-
-
Jasne, z tymi obrzeżami bardziej chodziło mi zwyczajnie o to, jak blisko jesteśmy domowego podwórka TJ-a, żeby to oddać w fabularnym wpisie.
Rzut na paliwo: 2d10 = 15 [7, 8]
Papa Legba czuwa.
-
Postać
Karen Holloway pochodzi z Eatonton w Hrabstwie Putnam w stanie Georgia. Jest białą, bezdzietną, z wolna siwiejącą 52-letnią wdową, która całe życie spędziła ciężko pracując na farmie. Całkiem krzepką, co zawdzięcza zajmowaniu się gospodarstwem (przez wiele lat samotnie) i morderczej walce o przetrwanie od momentu wybuchu apokalipsy zombie. Do tego grubokościstą, z mocnymi biodrami i udami oraz szeroką obręczą barkową i silnymi plecami. Mimo to widać, że miewa pewne problemy i dolegliwości związane z wiekiem, np. bóle kolan i w okolicy kości śródstopia.
Do obecnej grupy dołączyła po tym, jak jej poprzednia ekipa została otoczona przez stado zainfekowanych i zmasakrowana, kiedy sama była na polowaniu.
Mąż nauczył ją myślistwa i strzelania ze sztucera. Ponadto świetnie radzi sobie z pracą zespołową i potrafi nieźle zabezpieczyć obóz przed zagrożeniami. W grupie pełni rolę wartowniczki, z kolei podczas marszu pilnuje tyłów pochodu dbając o bezpieczeństwo dzieci i słabszych.
Nie jest zbyt wylewna, sprawia wrażenie zdystansowanej — wiecznie analizującej i oceniającej. Niewiele konkretnego mówi o swojej przeszłości, być może nie uważa, że jest o czym, lub jest ona dla niej zbyt bolesna. Jest bardzo lojalną osobą i zawsze można na niej polegać. Dużą wagę przywiązuje do bezpieczeństwa, po rozbiciu obozu zawsze wszystko sprawdza po kilka razy. Potrafi być zaskakująco szorstka, gdy ktoś wykazuje się skrajną niekompetencją. Jednak nigdy nikogo nie zostawia z tyłu i nie ma najmniejszego problemu z nadstawianiem karku za innych.
Nie wiadomo skąd jej bliska paranoi ostrożność i asekuracyjność, zadręczana pytaniami odpowiada jedynie, że przez ostatnie dwa lata straciła stanowczo zbyt wielu ludzi. Mimo że pochodzi z prowincji w słynnym Bible Belt, daleko jej do rozmodlonej republikanki. Chyba cierpi na bezsenność i jest bardzo przywiązana do swojego dobytku — nie lubi, jak grzebie się w jej rzeczach. Możliwe, że jest gun freakiem, albo jej mąż był, bo bardzo dużo wie o obsłudze i konserwacji broni. Zdarza jej się z tego powodu dawać wskazówki, czy poprawiać komuś postawę strzelecką. Nie przepada za psami i ptakami domowymi, ale wydaje się szanować koty.
Rzut na komplikację: 2k10 = 13 [4, 9]. MG zyskuje 1 punkt Wpływu.
Postacie Niezależne
Theresa Mayne — Kobieta po trzydziestce, była nauczycielką wychowania przedszkolnego. Przed apokalipsą straciła własne dziecko i nigdy nie pogodziła się z tą tragedią. Trauma przerodziła się w obsesyjną potrzebę chronienia wszystkich dzieci, objawiającą się nadopiekuńczością, lękiem i gotowością do poświęcenia wszystkiego dla ich bezpieczeństwa. To postać niezwykle empatyczna, ale jej największa siła jest jednocześnie jej największą słabością.
Caroline Knowles — 29-latka, architektka. Dawniej należała do elity artystyczno-kulturalnej i żyła karierą oraz prestiżem. Była skrajną liberałką i hedonistką, pseudouduchowioną (popezoteryka z Twittera) i oderwaną od problemów zwykłego człowieka. Zaniedbanie związku w poszukiwaniu kolejnych doznań i realizacji wysokich ambicji doprowadziło do tragicznej śmierci jej partnera, co pozostawiło w niej głębokie poczucie winy. Pech chciał, że wkrótce potem rozpoczęła się również apokalipsa zombie.
Troy Parker — 42-latek. Przed upadkiem cywilizacji był znaną osobą publiczną, typowym politykiem-karierowiczem. Co prawda apokalipsa odebrała znaczenie dawnym problemom i podziałom, ale on żyje w ciągłym strachu, że ktoś go rozpozna i osądzi za przeszłość. Z tego powodu stał się neurotyczny i ostrożny. Ogółem jednak sprawia wrażenie pomocnego i przyjaznego.
-
Informacje o Camp Villere wziąłem z netu, na podstawie naszej lokalizacji. Jak coś zepsułem MG w planach to (nieszczerze) kajam się , (prawie) żałuję i obiecuję (rozważyć) samobiczowanie. W takim przypadku niech ustami kogoś mądrzejszego mnie poprawi

-
Uznajemy, że w tym uniwersum istnieje koncepcja zombie w kulturze/popkulturze? Bo w serialu The Walking Dead twórcy założyli, że nigdy nie wymyślono czegoś takiego. I nikt nie zna takiego słowa. Co potęguje zaskoczenie i grozę bohaterów, a zarazem nie budzi dziwnych skojarzeń. Za to w pierwowzorze komiksowym znane są zombie, ale postacie komentują, że to określenie brzmi brzmi wręcz zabawnie i nieadekwatnie w odniesieniu do tych koszmarów, z którymi muszą się zmagać.
-
Uznajemy, że w tym uniwersum istnieje koncepcja zombie w kulturze/popkulturze? Bo w serialu The Walking Dead twórcy założyli, że nigdy nie wymyślono czegoś takiego. I nikt nie zna takiego słowa. Co potęguje zaskoczenie i grozę bohaterów, a zarazem nie budzi dziwnych skojarzeń. Za to w pierwowzorze komiksowym znane są zombie, ale postacie komentują, że to określenie brzmi brzmi wręcz zabawnie i nieadekwatnie w odniesieniu do tych koszmarów, z którymi muszą się zmagać.
@Marika Czytałem na ten temat różne wpisy w sieci i rozkminiałem, która wersja do mnie bardziej przemawia. Osobiście optuję za serialowym rozwiązaniem, choć obydwa mają swoje mocne strony. W ramach smaczku nie obrażę się, jeśli taka koncepcja już gdzieś się przewinęła, ale nie przebiła się do szerszej popkultury.
-
Uznajemy, że w tym uniwersum istnieje koncepcja zombie w kulturze/popkulturze? Bo w serialu The Walking Dead twórcy założyli, że nigdy nie wymyślono czegoś takiego. I nikt nie zna takiego słowa. Co potęguje zaskoczenie i grozę bohaterów, a zarazem nie budzi dziwnych skojarzeń. Za to w pierwowzorze komiksowym znane są zombie, ale postacie komentują, że to określenie brzmi brzmi wręcz zabawnie i nieadekwatnie w odniesieniu do tych koszmarów, z którymi muszą się zmagać.
Uznajemy, że w tym uniwersum istnieje koncepcja zombie w kulturze/popkulturze? Bo w serialu The Walking Dead twórcy założyli, że nigdy nie wymyślono czegoś takiego. I nikt nie zna takiego słowa.
Ale w sensie romerowskim nie istnieje takie pojęcie w serialu? Tj. to najbardziej popkulturowe, jako właśnie zombie apokalipsa? Bo samo słowo ma bardzo stare korzenie, a różne odmiany revenantów przewijają się w folklorze naprawdę od dawna. W sumie jakby obrać kanon serialowy i uznać, że słowo "zombie" by miało nie istnieć, to powstaje mały problem z voodoo wpisanym nieco w TJ-a.
-
Uznajemy, że w tym uniwersum istnieje koncepcja zombie w kulturze/popkulturze? Bo w serialu The Walking Dead twórcy założyli, że nigdy nie wymyślono czegoś takiego. I nikt nie zna takiego słowa.
Ale w sensie romerowskim nie istnieje takie pojęcie w serialu? Tj. to najbardziej popkulturowe, jako właśnie zombie apokalipsa? Bo samo słowo ma bardzo stare korzenie, a różne odmiany revenantów przewijają się w folklorze naprawdę od dawna. W sumie jakby obrać kanon serialowy i uznać, że słowo "zombie" by miało nie istnieć, to powstaje mały problem z voodoo wpisanym nieco w TJ-a.
@Kynikos To właśnie warto rozdzielić. Mało osób wnika, z czego tak naprawdę biorą się legendy o żywych trupach, w aspekt religijno folklorowy tej terminologii. Natomiast w uniwersum serialowym, jak również naszym, apokalipsa zombie to abstrakcja, a postaci przy wybuchu epidemii nie wiedziały, co się właściwie dzieje - bo nikt nie robił na ten temat filmów, nie pisał książek, nie tworzył komiksów (a przynajmniej jak ustaliliśmy - nie znanych dla szerszej publiki). Także perspektywa TJ'a jest bezpieczna i integralna z odgrywanym uniwersum.
-
@Kynikos To właśnie warto rozdzielić. Mało osób wnika, z czego tak naprawdę biorą się legendy o żywych trupach, w aspekt religijno folklorowy tej terminologii. Natomiast w uniwersum serialowym, jak również naszym, apokalipsa zombie to abstrakcja, a postaci przy wybuchu epidemii nie wiedziały, co się właściwie dzieje - bo nikt nie robił na ten temat filmów, nie pisał książek, nie tworzył komiksów (a przynajmniej jak ustaliliśmy - nie znanych dla szerszej publiki). Także perspektywa TJ'a jest bezpieczna i integralna z odgrywanym uniwersum.
@silentsuicide, dobrze wiedzieć, chociaż to o TJ-u to było bardziej żartobliwie, taka tam integracja drużynowa.
Czyli tl;dr wersji serialowej jest taki, że konwencja zombie apokalipsy nie jest znana żeby postaci nie miały żadnego wygodnego odniesienia do reguł takiej konwencji (typu dekapitacja najlepsza, "nie daj się ugryźć", itp.), a musiały się ich uczyć od początku, metodą prób i błędów. A sam koncept żywych trupów istnieje w folklorze i kulturze. Marika zwyczajnie zaintrygowała mnie tą wspominką i zacząłem się zastanawiać, czy twórcy serialu pomyśleli jak szeroki byłby ten efekt motyla.
-
Uznajemy, że w tym uniwersum istnieje koncepcja zombie w kulturze/popkulturze? Bo w serialu The Walking Dead twórcy założyli, że nigdy nie wymyślono czegoś takiego. I nikt nie zna takiego słowa.
Ale w sensie romerowskim nie istnieje takie pojęcie w serialu? Tj. to najbardziej popkulturowe, jako właśnie zombie apokalipsa? Bo samo słowo ma bardzo stare korzenie, a różne odmiany revenantów przewijają się w folklorze naprawdę od dawna. W sumie jakby obrać kanon serialowy i uznać, że słowo "zombie" by miało nie istnieć, to powstaje mały problem z voodoo wpisanym nieco w TJ-a.
According to Robert Kirkman in episode 2 of Talking Dead, in the TV Series, the works of George A. Romero were never made, and thus zombies do not appear in fiction.
"Zombie" has not been used in the TV series; when interviewed, Lauren Cohan (Maggie) stated that Romero movie zombies never existed in the popular fiction of the TV Walking Dead universe.
Można by założyć, że zombi istnieją, ale w znanych garstce haitańskich wierzeniach voodoo (praktykach magii hoodoo) itp. Jednak zgodnie z tą tradycją, są to pogrzebane ciała, którym w okresie przejściowym czarownik (bokor) ukradł duszę. I dzięki temu może kontrolować ich zwłoki.
To nie to samo co popkulturowe zombie.
W popkulturze zombie to efekt popkulturowej nekromancji (bo tradycyjnie to słowo ma nieco inne znaczenie) lub infekcji. No i wiąże się z masą klisz (niektóre wspomnialeś, jak podatność na ataki w mózg).
E. W sumie to okazuje się, że w komiksie zombie też nie istnieją, ale autor kilka razy użył tego słowa w tekście, ponieważ... się zapomniał

-
According to Robert Kirkman in episode 2 of Talking Dead, in the TV Series, the works of George A. Romero were never made, and thus zombies do not appear in fiction.
"Zombie" has not been used in the TV series; when interviewed, Lauren Cohan (Maggie) stated that Romero movie zombies never existed in the popular fiction of the TV Walking Dead universe.
Można by założyć, że zombi istnieją, ale w znanych garstce haitańskich wierzeniach voodoo (praktykach magii hoodoo) itp. Jednak zgodnie z tą tradycją, są to pogrzebane ciała, którym w okresie przejściowym czarownik (bokor) ukradł duszę. I dzięki temu może kontrolować ich zwłoki.
To nie to samo co popkulturowe zombie.
W popkulturze zombie to efekt popkulturowej nekromancji (bo tradycyjnie to słowo ma nieco inne znaczenie) lub infekcji. No i wiąże się z masą klisz (niektóre wspomnialeś, jak podatność na ataki w mózg).
E. W sumie to okazuje się, że w komiksie zombie też nie istnieją, ale autor kilka razy użył tego słowa w tekście, ponieważ... się zapomniał

@Marika napisał:
Można by założyć, że zombi istnieją, ale w znanych garstce haitańskich wierzeniach voodoo (praktykach magii hoodoo) itp. Jednak zgodnie z tą tradycją, są to pogrzebane ciała, którym w okresie przejściowym czarownik (bokor) ukradł duszę. I dzięki temu może kontrolować ich zwłoki.To nie to samo co popkulturowe zombie.
W popkulturze zombie to efekt popkulturowej nekromancji (bo tradycyjnie to słowo ma nieco inne znaczenie) lub infekcji. No i wiąże się z masą klisz (niektóre wspomnialeś, jak podatność na ataki w mózg).
E. W sumie to okazuje się, że w komiksie zombie też nie istnieją, ale autor kilka razy użył tego słowa w tekście, ponieważ... się zapomniał

Komiksowym autorom już tak często się zdarza.
Etymologię słowa "zombie" oraz różnice między tymi popkulturowymi a tymi z voodoo/hoodoo znam.
Swego czasu mocno zainteresowała mnie postać Marie Laveau, co naturalnie skończyło się wieloma otwartymi zakładkami, między innymi o różnych formach voodoo oraz zachodnioafrykańskich wierzeniach, z których częściowo się wywodzą. Przy okazji kreacji TJ-a odświeżyłem sobie nawet część tej wiedzy, choć jest agnostykiem i sam nie praktykuje (ale szanuje tę tradycję ze względu na rodzinę).
Jako że nie wiem, czy macie włączone powiadomienia o edycji postów (ja musiałem wyłączyć bo zbyt częste notyfikacje [w pewnym przypadku co minutę-dwie
] zaczęły mnie irytować), więc informuję, że dopisałem parę rzeczy do mojego pierwszego tutaj, w komentarzach. Głównie relacje. Te z BG nieco przepisałem, więc zerknijcie w wolnej chwili, czy Wam pasuje, osoby współgrające.
Te z BN-ami powinny być ok, ale jakby co, to daj znać, Mistrzu. -
-
Mimo wszystko chciałam dać szansę, bo tylko sithowie dealują w absolutach, ale widzę, że stare nawyki nigdy nie giną. Niemniej doceniam wybitny trolling, gdy ma się nawyk porzucania sesji po k3 odpisach, a proponuje poprowadzenie gigakampanii w stylu Masek Nyarlathotepa
Oczywiście zakładając, że to był trolling, a nie zupełny brak samoświadomości (ale daję benefit of the doubt) 
-
W Wired odniósł się do tego tematu
-
Zapytam puki ktoś tu jeszcze zachodzi i zombi nie wyżarło mu mózgu
Do sesji bardziej skusiło was TWD czy Kult?@malahaj Setting TDW. Mechanika, w tym przypadku miała dla mnie drugorzędne znacznie, choć jednak wolałbym zagrać na dedykowanym systemie od Free League bo nie przepadam za PBTA.
-
Zapytam puki ktoś tu jeszcze zachodzi i zombi nie wyżarło mu mózgu
Do sesji bardziej skusiło was TWD czy Kult?@malahaj TWD, uwielbiam komiks. Bardzo spodobał mi się motyw przewodni, gdzie apokalipsa zombie stanowi jedynie scenografię, tło dla rozważań o człowieczeństwie, a nie clue show. Zombie to wyłącznie siła natury, która napędza dramaturgię. Nie ma tu taniego horroru ani kampowości, gore nie jest istotą rzeczy. Tak samo efektowne pokonywanie potworów. Dlatego tytuł odnosi się do ludzkich bohaterów, nie nieumarłych.
Wybranie mechaniki Kult było leniwym wyborem. W trakcie kreacji postaci od razu wyszła niska kompatybilność z sesją, a wcale nie jest prostsza w obsłudze, czy obszerniejsza i trudniejsza do zapoznania się, niż ta dedykowana do TWD na Year Zero Engine.
Oczywiście nie jest zła, ale stworzono ją z myślą o zupełnie innym gatunku.
-
Zapytam puki ktoś tu jeszcze zachodzi i zombi nie wyżarło mu mózgu
Do sesji bardziej skusiło was TWD czy Kult?@malahaj, Luizjana. TWD znam przelotnie i nie przepadam za zombie apokalipsami, a KULT... Powiedzmy, że jeśli wycina się z niego całe czary-mary, mambo-dżambo i ezobełkot, to nie wiem po co brać ten system, gdy istnieją inne, o wiele wygodniejsze. Skoro pytasz się nas, to teraz sam powiedz, co Ciebie bardziej skusiło?
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się

