Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje fantasy
  3. Rozgrywka
  4. [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
Sprzysiężenie Czerwonej Księgi
RewikR
Rewik jako
Mistrzyni Wiedzy
Mistrz Gry
WiredW
Wired jako
Rorimak Brandybuck
GreKG
GreK jako
Paladin Tuk II
MarrrtM
Marrrt jako
Primula Brandybuck
GladinG
Gladin jako
Lobelia Bracegirdle
PaniczP
Panicz jako
Milo Makary Tuk
Pan ElfP
Pan Elf jako
Esmeralda Tuk

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sprzysiężenie czerwonej księgi
84 Posty 7 Uczestników 1.2k Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • GladinG Niedostępny
    GladinG Niedostępny
    Gladin jako Lobelia Bracegirdle
    napisał ostatnio edytowany przez
    #60
    Lobelia Bracegirdle
    Lobelia Bracegirdle Michel Delving pozwalało znaleźć odpowiednie miejsce na nocleg, nie to, co Rozstaje.

    Gdy więc Lobelia zadbała o rzeczy najważniejsze, oznajmiła towarzyszom podróży, czyli Milo oraz Rorimakowi iż planuje udać się na posterunek szeryfów odnaleźć Adę Burrows, by przekazać jej pozdrowienia od matki, z którą miała okazję spędzić czas na rozmowie w Rozstajach.

    Po drodze wstąpiła do piekarni Goodyeastów by zakupić bułeczki z nadzieniem z pieczonych jabłek i z cynamonem. Podobno właśnie za takimi przepadała panna Ada, jeżeli matczyne informacje były nadal aktualne. Kto wie, po wyprowadzeniu się z domowych pieleszy w wielki świat, jakim niewątpliwie było Michel Delving i zajęciu pracą szeryfa - która z kolei zbytnio wielkomiejska nie była, może się dziewczynie smaki zmieniły.

    Z parasolką pod pachą, paczuszką pysznie pachnących bułeczek (jedną Lobelia zjadła sama, gdyż była głodna), ruszyła w stronę Nory Ratuszowej. Po drodze przystanęła obejrzeć drewniane rzeźby Marcha i Blanca, założycieli Shire.

    Stojąc przed ratuszem zadumała się nieco. Mogłaby się odnaleźć na tym stanowisku. Z całą pewnością mogłaby lepiej urządzić całą ich krainę, niż wszyscy burmistrzowie razem wzięci. Niedawno wybrany Pott Whitfoor też zajmował się głównie celebrowaniem bankietów.

    Zatupała.

    Tak, tak. Zresztą nic dziwnego, że sprawę wybryków w Domu Mathom przekazał młodej Adzie. Lubił zamiatać pod dywan wszelkie problemy. Nie, żeby wybryki w muzeum były czymś nowym. Z tego co słyszała, to ulubione zajęcie młodych niziołków w tym mieście...

    Niestety, społeczeństwo uznawało, iż burmistrzem winien być mężczyzna. Lobelia rzadko kiedy uważała tradycję za coś złego, ale tym razem jej umysł nie mógł się pogodzić z takim bezsensownym postępowaniem. Kiedyś jeszcze tu wróci i zobaczymy, czyje będzie na wierzchu.

    Czas zobaczyć, czy da się znaleźć Adę i pozyskać od niej jakieś ciekawe informacje. Może uda się ustalić, jak urwisy dostały się do środka. A może udałoby się ustalić, kto to zrobił... Panna Bracegirdle chętnie by z nimi porozmawiała. I to wcale nie po to, aby im prawić kazania... Ale gdyby odkryła, kto to zrobił... mogłaby poprosić ich o małą przysługę, małego psikusa w zamian, za nie wyjawianie tajemnicy...


    Sesja Karak Varn | Gladinhammer

    A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    4
    • MarrrtM Niedostępny
      MarrrtM Niedostępny
      Marrrt jako Primula Brandybuck
      napisał ostatnio edytowany przez
      #61

      Prymula Brandybuck
      text alternatywny

      - Muszę przyznać kuzynie - odezwała się w drodze Prymula - że to nawet dość przerażające. Tak iść gdzieś… z zamiarem. Hmm… innym niż zawsze. Nie w odwiedziny, ani za sprawunkami… Tylko - wzdrygnęła się gdy przeszył ją dreszcz - Czegoś niedobrego. Nawet się nie uśmiechaj Esme! A wiecie, że w Norze Ratuszowej są jamy gdzie trzyma się hobbitów, którzy dopuszczą się… występku? Och… w książkach czytałam, że Duzi Ludzie nazywali to więzieniami. Wyobrażacie sobie? Pozwolicie proszę byśmy najpierw przykładnie odwiedzili Dom Mathom i porozmawiali z kustoszką? Och - widać było, że hobbitka przestała się zwracać do żadnego z nich konkretnie, a raczej głośno myśli - Tylko, że jeśli poruszymy temat mapy, a potem Wy uznacie, że należy ją wykraść to przecież kustoszka domyśli się kto jest winny. Nie. Nie możemy pytać o mapę. Musimy sprawić by sama o niej napomknęła. Już wiem. Może zakład? Założyliśmy się kuzynie o… spinki od mankietu! Pamiętasz tę historię? Ponoć ten czarodziej Gandalf dał Gerontiusowi magiczne spinki, które na polecenie się zapinały i rozpinały! Założyliśmy się, czy przekazał je Domowi Mathom. Ja będę twierdziła, że nie i że w Domu Mathom nie ma żadnych pamiątek po Starym Tuku. Ty przeciwnie. Wtedy kustoszka powinna sama z siebie nam pokazać mapę! - Co rzekłszy Prymula uśmiechnęła się do siebie i pokiwała głową, ale zaraz jednak zmarkotniała - Tylko co wtedy? - Zmarszczyła brwi. Poprawiwszy jednak kapelutek na wciąż o dziwo idealnej fryzurze wzruszyła ramionami - Wtedy zobaczymy co dalej.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      3
      • Pan ElfP Niedostępny
        Pan ElfP Niedostępny
        Pan Elf jako Esmeralda Tuk
        napisał ostatnio edytowany przez Pan Elf
        #62

        Esmeralda Tuk

        text alternatywny

        text alternatywny

        - Może zamkniemy Lobelię w takiej jamie? - zasugerowała pół żartem, pół serio Esmeralda, z nieco złośliwym uśmieszkiem błąkającym się po jej twarzy, gdy słuchała słów Prymuli.

        Sama nie do końca wierzyła w te, jak je nazwała, “więzienia” Dużych Ludzi. A już szczególnie trudno było jej sobie wyobrazić, by hobbici potrzebowali podobnych wynalazków! Może dlatego pozwoliła sobie na ten niezbyt uprzejmy żart? Szybciutko pożałowała bycia nieuprzejmą wobec nieobecnej hobbitki, aż policzki jej poczerwieniały ze wstydu.

        - Och, Prymulko, to naprawdę dobry plan! - klasnęła w dłonie Esmeralda, już w znacznie lepszym humorze.

        Sięgnęła do kieszeni swojej spódnicy i wyjęła kilka nasion słonecznika, które podała na otwartej dłoni sójce siedzącej na jej ramieniu.

        - Skoro ta mapa została sporządzona przez Starego Tuka, to czy nie jest tak, że Paladin i ja moglibyśmy ją sobie po prostu zabrać? - zastanowiła się na głos, choć w głębi duszy przeczuwała, że sprawy nie będą aż tak proste.

        - A gdyby tak… zaproponować wymianę? Tylko na co? Och, te czarodziejskie spinki do mankietów byłyby doskonałym podarkiem, gdybyśmy je mieli. Ach, no i pewnie kustoszka od razu się zorientuje, że coś spiskujemy z Bilbem, jeśli tylko wyjdzie na jaw, że interesujemy się tą mapą… Hm, hm, hm… No nic to! Będziemy musieli się nad tym zastanowić później, czyli zgodnie z twoim planem!

        Esmeralda posłała Prymuli promienny uśmiech, gotowa do przeprowadzenia rekonesansu. Ach, jakże to wszystko było ekscytujące!

        text alternatywny

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        3
        • RewikR Niedostępny
          RewikR Niedostępny
          Rewik jako Mistrzyni Wiedzy
          napisał ostatnio edytowany przez Gladin
          #63

          text alternatywny

          Nie trudno było zasięgnąć języka, by wywiedzieć się, że codziennie rano, po śniadaniu, burmistrz Pott Whitfoot wysłuchuje raportów pograniczników, a następnie pogranicznicy słuchają jego poleceń i zadań do wykonania. Toteż Lobelia po kilku rozmowach z miejscowymi, doskonale wiedziała gdzie szukać młodocianą Adę Burrows.

          Kiedy Lobelia dostrzegła ją po raz pierwszy, akurat przemawiała do stojącego na swoim patio i opartego o drewnianą barierkę burmistrza. Stała dumnie, prosto z wypięta piersią do przodu, w pełnym ubiorze pogranicznika. Właśnie kończyła zdawać swój raport, co dało się poznać po niecierpliwie drepczących z nogi na nogę pozostałych dwóch pogranicznikach. Reszta strażników najwyraźniej przebywała w innych rejonach Shire, zajęta ważkimi sprawami. Ada, pasowała do opisu jej matki doskonale, choć nawet i bez tego trudno byłoby nie dostrzec rodzinnego podobieństwa. Bynajmniej nie chodziło tu o kręcone, kasztanowe włosy, czy rumiane jak cynamonowe bułeczki poliki. Nic z tych rzeczy. Sposób w jaki Ada Burrows relacjonowała swoje poczynania w najmniejszych szczegółach i niezwyciężonym entuzjazmem, jak nic przypominał zapał pani Eglantyny Burrows, gdy ta opowiadała o swojej córce.

          text alternatywny

          – Panno Adaldriado Burrows, oby tak dalej – skwitował burmistrz, szczegółowe przygotowania swojej podopiecznej. – Czuję, że na efekty nie będzie dane mi długo czekać. Wypytajcie o to gospodarstwo w drodze do Małego Delving - chodzi zapewne o Panią Mirabellę. Jest pewna nowa sprawa... hmmm... – burmistrz potrzasnął, dzierżoną w dłoni kartką, by ta się rozwinęła, lecz zaraz sięgnął do kieszeni po kolejną – ...to nie ten, O! Burmistrzu Whitfoot... nad ranem... tak... Tolman Brody z Hobbitonu. Proszę, panie Headstrong, wierzę, że zajmiecie się sprawą. Macie doświadczenie w znikających płotach. Panie Brownlock, nie mam nowych rozkazów dla pana, ale widzimy się dzisiaj na urodzinach naszego kuzyna, prawda?

          text alternatywny

          – Ada? Ada Burrows! - ucieszyła się Lobelia podchodząc do młodej hobbitki. Adaldriada zaczęła machać w jej stronę życzliwie, lecz przestała po chwili, widocznie zdając sobie sprawy, że nie rozpoznaje do końca swojej rozmówczyni. – Jakże się cieszę, że udało mi się ciebie odnaleźć.

          – Miło mi powitać, ale proszę wybaczyć pytanie, czy my się znamy? - panienka zmrużyła oczy, lecz nie groźnie, w zamyśleniu tylko i próbie przypomnienia sobie.

          – Ah, pewnie mnie nie pamiętasz. Nieczęsto miałyśmy okazję się widywać, to prawda. Jestem Lobelia Bracegirdle. Z tych Bracegirdlów z Kamiennego Sioła. W drodze do Michel Delving spotkałam w Rozstajach twoją mamę i trochę sobie porozmawiałyśmy. Skończyłaś już poranną odprawę? Możemy gdzieś usiąść porozmawiać? Poza tym... mam coś dla ciebie.

          Hobbitka z zaciekawieniem patrzyła na Lobelię dużymi oczyma. Zapewniła swoją rozmówczynię, że już sobie przypomniała skąd ją kojarzy, ale czy było to prawdą, czy tylko grzecznościowym kłamstewkiem nie należało rozstrzygać.
          – Odprawa? Tak zakończona, ale mam dzisiaj dużo pracy, chyba, że mogę w czymś pomóc? Pogranicznicy są od pomagania, szanowna Lobelio z Bracegirdlów! Jestem zobowiązana! Może usiądziemy tam? - hobbitka wskazała na posąg Marcha i Blanca - Spójrz, jak rozkosznie świeci tam słońce!

          – Świetnie - ucieszyła się Lobelia na wskazane miejsce. - Proszę, poczęstuj się - przekazała bułeczki z pieczonymi jabłkami i cynamonem.

          – Mama opowiadała mi, że rzeczywiście masz dużo pracy. Wszyscy jesteśmy dumni, że czuwasz nad spokojem hobbitów w Shire - Lobelia pokiwała głową sama do siebie. - Wspominała też, że prowadzisz obecnie dochodzenie w sprawie Domu Mathom. Skaranie z tymi urwisami, nieprawdaż?

          – Moje ulubione! Skąd Pani wiedziała? – Ada nie broniła się przed poczęstunkiem, wręcz przeciwnie, przez całą późniejszą rozmowę upewniwszy się, że nie będzie to problemem, sięgała po kolejne kąski. – Ach tak... choć sprawa wydaje się być dziwna. Nic nie zginęło... no prawie, ale się znalazło, więc przynajmniej nie mamy tu złodziei, to byłoby straszne! Wyobraża sobie Pani coś takiego? Brrr! Za to pies Pani Slowfoot, głównie nad ranem ujada tak głośno, że budzi Panią Slowfoot. Wydaje się, że skutecznie płoszy intruzów, choć znalazłam ostatnio odrobinę błota z popiołem. Hmm... Ale dość o tym, nie mogę zdradzać szczegółów, póki śledztwo trwa. W czym mogę pomóc?

          – Ah, tak, jest coś, w czym możesz mi pomóc. Zanim jednak o tym opowiem, chciałbym zaproponować coś w zamian. Nie chcę, abyś sądziła, że chcą coś za nic, nikt czegoś takiego o Bracegirdlach nie powie!

          – Zatem, chciałam zapytać, czy nie chciałabyś pomocy ode mnie. Nie, żebym wątpiła w to, że sama też sobie świetnie poradzisz - zastrzegła od razu Lobelia. - Pomyślałam jednak, że może przydałby ci się tajny współpracownik. By zrobić... - tu wykonała pazuję - ...prowokację...

          – Tak, dobrze słyszysz. Prowokację. Już tłumaczę. Dajmy na to, że szukam kogoś, kto mógłby na zlecenie wynieść coś z Domu Mathom. I znajduję kogoś takiego. Obiecuję mu zapłatę. Umawiamy się, że przynosi mi skradzioną rzecz, a wtedy Ty, przyczajona, nakrywasz go na gorącym uczynku. Sama nie możesz tego zrobić, przecież wiedzą, kim jesteś i co planujesz zrobić, prawda?

          przyznano bonusową kość (bułeczki)!
          Lobelia Bracegirdle: zagadki (PT 12) - | text alternatywny | 1, 4, 4, text alternatywny | - wielki sukces!
          Lobelia Bracegirdle: przekonywanie (PT 12) - | 1 | 5, text alternatywny | - wielki sukces!

          Adaldriada z początku nastroszyła uszy i zmarszczyła nosek na ową p r o w o k a c j ę, ale Lobelia sprawiała wrażenie osoby bardzo uczciwej i była przecież z wielce szanowanej rodziny Bracegirdle'ów.
          – Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł – przyznała – Będziemy musiały to dobrze zaplanować, żeby przypadkiem ktoś trzeci nie wpadł w tę pułapkę! Ale dobrze, najpierw powiem ci co wiem.

          Lobelia indagowała młodą Adę, budując sobie w głowie obraz sytuacji.

          Zatem, od jakiegoś czasu dokonywano tajemniczych wizyt z Domu Mathom. To, co ją zaintrygowało to fakt, że uprzednio przez jakiś czas nie można było znaleźć zapisków Gerontiusa Tuka. Sądzono, że padły one łupem złodzieja, ale potem się okazało, że jednak się odnalazły. Brzmiało znajomo? Owszem...

          Jakby ktoś wypożyczył sobie coś na chwilę... wszedł do środka, zabrał, potem oddał. Bardzo ciekawe, czy Bilbo interesował się wcześniej tymi zapiskami. Jeden szczegół jej w tym wszystkim nie pasował. Książkę odnaleziono po dwóch dniach od jej zniknięcia. To za mało, aby trafiła do Bag Endu i z powrotem. Ale i na to miała rozwiązania. Albo zniknięcie zapisków zauważono dużo później, niż one nastąpiły, albo... Bilbo był wtedy w Michel Delving i dwa dni mu starczyły.

          Dowiedziała się też, że złodziej grasował zwykle nad ranem. Przynajmniej, jeżeli sądzić po szczekaniu Fajerwerka. Państwo Slowfootowie chodzili sprawdzać, co się dzieje, ale nigdy nikogo nie znaleźli. Zupełnie, jakby ten ktoś miał na sobie czapkę-niewidkę. Frapujące...

          Włamywacz też często zdaje się nic nie zabierał. Jedynym śladem jego obecności były poprzestawiane przedmioty. Jakby... czegoś szukał?

          Co jednak ze znalezioną kurą? Odbiegała od schematu. Raz, że coś znaleziono. Dwa, że pies szczekał około północy. Sprawa kury na razie była niejasna. Do tego kurę znaleziono w zamkniętym gabinecie...

          Za to ostatnie „włamanie” odbyło się noc przed tym, gdy wyruszyli z Bag Endu. Tym razem nocny gość pozostawił po sobie ślady błota (wszak mocno padało dnia poprzedniego) oraz popiołu. Bardzo wyraźny trop wskazywał więc na kominek. Trop może aż nadto wyraźny... Kominek był w gabinecie, a jednak śladów w gabinecie nie znaleziono. Znaleziono je zamiast tego u dołu schodów.

          text alternatywny

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • GreKG Niedostępny
            GreKG Niedostępny
            GreK jako Paladin Tuk II
            napisał(a) ostatnio edytowany przez GreK
            #64

            text alternatywny

            Paladin Tuk Drugi.

            Paladin szedł obok wozu, raz trzymając się burty, raz puszczając ją zupełnie bez powodu, jakby sprawdzał, czy wóz przypadkiem sam nie postanowi gdzieś pojechać.

            — Mapa, powiadacie… — mruknął, marszcząc nos. — Mapa Starego Tuka, w Domu Mathom, w środku miasta, gdzie jest więcej oczu niż rodzynek w porządnym cieście z rodzynkami.

            Spojrzał na Prymulę, potem na Esmeraldę, potem gdzieś przed siebie, gdzie nic szczególnego nie było.

            — Zakład ze spinkami… — powtórzył powoli. — To jest plan. Plan z historią. A plany z historią są lepsze, bo brzmią jak coś, co już się kiedyś udało.

            Podrapał się po brodzie.

            — Tylko że… — zawahał się — …jak ona nie pokaże mapy, to przegramy zakład. A ja nie mam spinek. I nie znam nikogo, kto ma takie, co się same zapinają, chyba że… — zmrużył oczy — …to był ten czarodziej. Ale czarodzieje mają swoje zwyczaje i raczej nie pożyczają spinek na poczekaniu.

            Spojrzał na Esmeraldę.

            — A zabranie jej tak po prostu… — ściszył głos — …to brzmi jak coś, co najpierw wydaje się bardzo rozsądne, a potem człowiek… znaczy hobbit… kończy w jamie. Tej z książek. Bez kolacji.

            Zadrżał lekko.

            — A ja jestem przeciwny pomysłom bez kolacji.

            Zamyślił się głębiej, aż prawie przystanął na środku drogi.

            — Wymiana… — mruknął. — Wymiana jest uczciwa. Tylko trzeba mieć coś, co kustoszka uzna za lepsze niż mapa. A mapa Starego Tuka… — pokręcił głową — …to nie byle marchewka z ogródka.

            Nagle podniósł głowę.

            — Albo nie musi być lepsze! — ożywił się. — Może być ciekawsze. Ludzie… znaczy hobbici… lubią rzeczy ciekawe. Jak coś jest wystarczająco ciekawe, to zapominają, że mieli coś jeszcze.

            Zaraz jednak jego mina zrzedła.

            — Tylko pytanie, czy my mamy coś ciekawego. — Rozejrzał się po nich wszystkich, jakby ktoś mógł mieć coś w kieszeni i o tym nie wiedzieć.

            Spojrzał na Oda. Potem na resztę. Potem znów na drogę.

            Poprawił kamizelkę, jakby to miało uporządkować sytuację.

            — Zatem — podsumował, choć wcale nie brzmiał jak ktoś, kto naprawdę podsumował — idziemy do Domu Mathom. Zakład. Spinki. Rozmowa. Bez słowa „mapa”. Patrzymy, słuchamy, kiwamy głowami jak porządni odwiedzający.

            Zawahał się jeszcze.

            — A jak się nie uda… — dodał ciszej — …to wtedy będziemy się martwić, jak się nie udało. Nie wcześniej. Wcześniejsze martwienie się jest marnowaniem dobrego nastroju.

            Po czym ruszył dalej, mrucząc pod nosem:

            — Mapa, sowa, łódka, płot… zupełnie zwyczajna podróż. Zupełnie.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            3
            • RewikR Niedostępny
              RewikR Niedostępny
              Rewik jako Mistrzyni Wiedzy
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
              #65

              text alternatywny

              Gdy już wszyscy z naszej wesołej gromadki zadomowili się w Michel Delving, zgodnie uznali, że chcą odwiedzić tutejsze muzeum. Myśli ich nierzadko wirowały i falowały, a to w stronę pożyczenia mapy, a to jej wymiany na elfie lusterko lub spinki, których nie mieli (ale mogliby mieć), a to jeszcze innych forteli, ale pewne było jedno - Dom Mathom warto odwiedzić i wiedziała to doskonale Prymulka, która już tu kiedyś wraz z Drogo była i wtedy to poznała (tylko trochę) przemiłą panią Malwę Slowfoot. Warto było to zrobić choćby dla licznych, ciekawych opowieści pana Slowfoot i dziedzictwa hobbitów. Toteż przed domem Mathom stanęli wystrojeni i pełni ciekawości.

              text alternatywny

              Ścieżynka z polnych kamieni zatopionych w trawie, wiodła, zakręcając lekko w górę, ku szkarłatnym drzwiom Domu Mathom. Drzwi w dzień zwykle były otwarte, zaś dziś nawet rozwarte na oścież i zapraszały ich do wnętrza dwupiętrowego budynku. Konstrukcja została wzniesiona z drewna, co uwidaczniało się wyeksponowanymi słupami i ryglami, pomiędzy którymi wzniesiono bielone wapnem murowane ściany. W oknach wstawione były okiennice w barwie pasującej do drzwi oraz dachówki ułożonej na wielospadowym dachu. Nadawało to budynkowi przepiękny wygląd, dodatkowo upiększony przez drewniane donice z pierwszymi kolorowymi bratkami, które ustawiono na parapetach, ale też przed samym wejściem, by przytrzymać drzwi. Sam dach, kryty wzorzyście, koronkową robotą, urozmaicony był tu i tam świetlikami, co oznaczało, że prócz dwóch pięter budynek miał tez niewielkie poddasze.

              Idąc ścieżynką minęli w pewnej odległości drzwi, wtopione w pagórek tuż obok ściany bocznej budynku - zapewne piwniczki, bardziej na podobieństwo smajali, urządzonej pod wystającą ponad pagórek bryłą muzeum. Nieduża altanka stała niedaleko tych drzwi, zaś krąg z nierównych kamieni sugerował, że urządzano tu czasem ognisko. Dzieci uwielbiały tu przychodzić latem na pieczone w popiele ziemniaczki, słuchać historii Bingo Slowfoot'a o czasach minionych i słuchając tych historii grać w grę, którą wymyślił kustosz, a dzieciaki przezwały jego imieniem.

              Kiedy byli już kilka kroków przed drzwiami, na ich spotkanie wybiegł brązowo szary terier, merdając ogonkiem i szczekając głośno. Pies obwąchał każdego z nich z osobna, nie przestając poszczekiwać, aż do momentu, gdy usłyszał swoje imię.

              – Fajerwerk! – Malwa Slowfoot wyjrzała za próg i pochwyciła wracającego w jej stronę zwierzaka. – Bingo! Mamy gości! – krzyknęła do wnętrza budynku, po czym powitała ich raczej zdawkowo, acz z wyjątkowo przemiłym uśmiechem i ciepłym spojrzeniem.

              text alternatywny

              – Mój mąż zaraz zejdzie, zapraszam, zapraszam.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              2
              • PaniczP Online
                PaniczP Online
                Panicz jako Milo Makary Tuk
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Panicz
                #66

                Milo Makary Tuk

                text alternatywny

                Przybycie do Michel Delving, choć nie można powiedzieć, by miejscowość wznosiła się jakoś widocznie ponad okolicę, Milo Makarego Tuka wzniosła na dużo-ludzką wysokość. Zapalony szwendacz dreptał sporo wokół rodzinnej Skarpy, a czasem zapuszczał się i dalej, ale ten wypad zgarniał go nie tylko poza znajomą okolicę, ale i poza znajome obyczaje.

                Intrygi, szpiegowanie, włamania, albo w najlepszym razie negocjacje-kombinacje... To były nieznane ziemie. Milo wkraczał na nie trochę z obawą, słysząc bicie własnego serca i jakoś dziwnie tak kręcąc się i ziewając z nerwów, cały napięty... Ale przy tym pełen werwy i niecierpliwy każdej kolejnej chwili.

                Był już kiedyś w Michel Delving, ale to było lata temu. Miasteczko robiło wrażenie na każdym hobbicie, a że Tuk nie zwykł prychać na to, co niezwykłe i traktować po prostu świat jakim jest, to jego entuzjazm wszyscy widzieli bardzo wyraźnie – od skocznego kroku po rozlatane spojrzenia.

                Na wizytę w Domu Mathom przygotował się starannie. Rezydencja była ostoją hobbiciej historii, więc należał jej się szacunek, jakby okazywać go samym przodkom. Milo uczesał starannie włosy, wyszczotkował stopy, założył najlepszą koszulę i kamizelkę z ulubionymi, rzeźbionymi w małe smoki guzikami. Do podręcznej torby wziął cytrynowe ciasto z marcepanem, które upatrzył w piekarni z samego ranka, przekonany, że choć niby idzie w miejsce publiczne, to jednak wciąż tak jakby do kogoś, więc z pustymi rękoma nie wypada... Wiedząc zaś jeszcze, że posesji pilnuje ogar (tak z budowania planu na później, jak i sympatii dla czworonogów), zakupił dla zwierzaka kawałki polędwicy, żeby i on poczuł, że goście nie wchodzą z niczym.

                Dla siebie miał zaś piórnik pełen naostrzonych ołówków i gruby zeszyt, gdzie planował notować wszystko, co go zaciekawi (wziął najgrubszy, pewny swej ciekawości) i szkicować podobizny interesujących go eksponatów.

                Stojąc przed Malwą (której ogar okazał się naręcznym obrońcą), Milo zdjął kapelusz i ukłonił się dystyngowanie, ale nie chciał ze słowami wyrwać się pierwszy, przekonany, że ta rola przystoi najstarszemu z grona. Widząc jednak, że nikt nie pali się do startu – a trochę odzwyczajony, że to jemu już teraz może przyjść robić za seniora – wystąpił o krok i przedstawił się.

                – Milo Makary Tuk, sługa szanownej pani. – Hobbit cofnął się po przedstawieniu, by oddać pole reszcie Kompanii, ze szczególnym uwzględnieniem niewiast. – Pozwoliłem sobie wyjść przed szereg, bo cały jestem podekscytowany na myśl o obcowaniu z historią naszego Shire... Ale przepraszam i oddaję pola towarzyszkom i towarzyszom, bo są tutaj ze mną przedstawiciele najzacniejszych rodzin tego to Shire!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                3
                • MarrrtM Niedostępny
                  MarrrtM Niedostępny
                  Marrrt jako Primula Brandybuck
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #67

                  Prymula Brandybuck
                  text alternatywny

                  Zawsze lubiła domy. Panowało po zachód od Brandywiny przekonanie, że właściwym domem dla hobbita mogła być tylko norka. Prymula jak na Brandybuckównę przystało, nie podzielała tego zdania. Dom dawał znacznie więcej możliwości. Poza urządzeniem wnętrza, które i w norkach i w domach bywało wszelakie (a gościła niegdyś w ulokowanym pod groblą smajalu Oldbucków podmywanym przez rzekę i z przykrością stwierdziła, że nawet trolla by tam nie zadomowiła!), dom pozwalał dodatkowo na popisowe wykończenie elewacji. I trzeba było przyznać, że Państwo Slowfoot w tej kwestii stawali na wysokości zadania. Dom Mathom był uroczym miejscem. Była tego zdania teraz, była wtedy gdy odwiedzili go z Drogo i była jako dziewczęcie gdy zdarzyło jej się kosztować pieczonych ziemniaków z ogniska pana Bingo lata temu.

                  Dygnęła wdzięcznie przed gospodynią, rumieniąc się lekko co mogło świadczyć o jej wrodzonej skromności, ale po prawdzie wywołane było myślą, że mieliby włamać się do domu Pani Slowfoot. Z niejaką obawą zerkała też na psa, którego czarne oczka nie wzbudzały jej zaufania. Nigdy nie przepadała za psami. Za kotami z resztą też nie. Ani za innymi drobnymi stworzeniami. Największą bodaj estymą darząc kucyki.

                  - Milo jest nazbyt skromny proszę Pani - rzekła zerkając na starszego Tuka z uśmiechem i zrozumieniem dla jego ekscentryczności, która zrzuciła obowiązek przedstawienia towarzystwa na karby pań, a przecież w dobrym guście było by czynił to najstarszy z obecnych panów. Był jednak Milo przy tym tak słodki, że nie sposób go było winić - Proszę nam wybaczyć, że tak bez listownej zapowiedzi się zjawiamy Pani Slowfoot i to w dniu powszednim. Bardzo tuszę, że to nie kłopot, a jeśli tak, to oczywiście zjawimy się kiedy indziej. Oto są po mojej prawej stronie Esmeralda i Paladin Tukowie z Tukonu. Po lewej zaś wielce szacowna panna - bardzo, ale to bardzo delikatny uśmieszek pojawił się na ustach Prymuli przy słowie “panna” - Lobelia Bracegirdle, oraz mój brat Rorimak Brandybuck. Ja zaś jestem Prymula Brandybuck.

                  Spuściła zasłonę czarnych rzęs i spojrzenie jak na dobrą hobbitkę przed starszą panią przystało nie próbując się nawet powołać na fakt, że już się widziały i poznały, co mogłoby być odebrane za spoufalanie się.

                  - A sprowadza nas sprawa, która i dla nas jest poniekąd zaskoczeniem. Podczas naszego spotkania odnośnie - znów się zarumieniła choć tym razem już bez cienia fałszu. Celowo jednak pominęła szanowną osobę przyszłego małżonka w następnej wypowiedzi by jego nazwisko nie naprowadziło Pani Slowfoot na niepożądane tory - mojego zamążpójścia, rozmowa nam zeszła na historie rodzicieli i przodków. Nic zobowiązującego i zaskakującego, ale… wtedy padło na brylantowe spinki Gerontiusa Tuka. A raczej domniemanych czarów jakie miałyby się nad nimi roztaczać. Esmeralda, oraz Paladin są przekonani, że czary takie w istocie miały miejsce. Natomiast ja i mój brat… Zawsze sądziliśmy, że każda dobra historia warta jest podkolorowania. Rozsądzić nie było jak, choć przecież zwady między nami żadnej nie ma i nie będzie. Och nie… Ale wspólnie uznaliśmy, że zagadnienie to jest bardzo ciekawe i jeśli w Tukonie nie znajdziemy wyjaśnienia to chyba tylko w Domu Mathom. Bo przecież Gerontius był Thanem i wielokrotnie bywał w Michel Delving. Może zostawił w spadku owe spinki? Albo pomóc by mogła jakaś opowieść od szanownego Pana Slowfoot? Albo coś innego co by rozwiało wątpliwość?

                  Prymula sama aż się zdziwiła jak gładko przyszło jej kłamać w żywe oczy Pani Slowfoot, co wywołało w jej sercu dziwną mieszankę wstydu i podekscytowania.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  4
                  • RewikR Niedostępny
                    RewikR Niedostępny
                    Rewik jako Mistrzyni Wiedzy
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
                    #68

                    text alternatywny
                    Malwa wciąż trzymając Fajerwerka w ramionach wysłuchała Milo i każdego z hobbita i hobbitkę z osobna, po czym sama dopełniła powitań, przedstawiając siebie oraz swojego męża, który zdążył po tym czasie już zejść do nich.

                    Przyznano dodatkową kość!
                    Prymula Brandybuck: uprzejmość (PT 12) - | 3, 8 | 2, 2, text alternatywny| - zdany!

                    Bingo uśmiechał się tajemniczo, gdy Prymula Brandybuck z taką pasją rozważała możliwość zobaczenia Tukowych spinek, zaś Malwa naprawdę wcale nie była taka cięta, jak mówili inni!

                    Kustosz był hobbitem rosłym, choć z pewnością nie tak jak Bullroarer Tuk, którego podobizna, wystrugana w drewnie stała gdzieś wewnątrz Domu Mathom. Był też "grubokościsty", włosy miał ciemne, kędzierzawe i wiecznie w nieładzie. Choć Bingo według wielu wyglądał na wiecznie niewyspanego, głos miał donośny i energiczny, a kiedy tylko się odezwał, jego bas wypełniał każdą przestrzeń, jaką mógł tylko znaleźć. A to jak nagle wszyscy znaleźli się wewnątrz Domu Mathom było zagadką dla wszystkich, bowiem nie pamiętali przekraczania progu. Bingo potrafił oczarować gości swoimi opowieściami, niemal jak czarodziejskie fajerwerki Gandalfa tutejszą dziatwę. Nikt nawet nie miał mu za złe, że nie odpowiedział jeszcze na pytanie, czy znajdują się tu czarodziejskie spinki. Z pewnością chcąc zachować tę informację na finał zaplanowanej podróży w przeszłość.

                    W środku budynek również był okazały. Stropy zostały wysoko wzniesione, by i człowiek (gdyby tu zawędrował) był w stanie stać swobodnie. Lecz nie konstrukcyjne, czy architektoniczne okazałości były tu ważne, a rekwizyty, same w sobie opowiadające niesamowite historie. Parter był ich pełen, zaś piętro nie stanowiło części otwartej wystawy. Tam państwo Slowfoot mieszkało, tam znajdował się gabinet Pani Malwy i magazyny, ale tez strefa poczęstunku. Hobbickie historyczne wycieczki, rzecz jasna zawierały w sobie także podróże kulinarne.

                    Bingo Slowfoot z humorem rozpoczął swą opowieść o czasach minionych tak dawno, że niewiele zapisków się po nich ostało i nie było pewne wszystko co wiedzieli o nich hobbici dzisiaj. Z początku ograniczył się do suchych faktów, lecz szybko przeszedł do anegdot, często wywołujących rozbawienie. Mnogość legend i historii, jakie potrafił przywołać z pamięci budziła podziw nawet najstarszych z hobbitów. Wśród legend rzecz jasna nie zabrakło tej o Marcho i Blanko, w której to goście domu Mathom dowiedzieli się z jakimi problemami borykali się pierwsi hobbici zamieszkujący Shire.

                    Nie uniknęła ich również opowiastka o początkach fajkowego ziela, ani domysły skąd Tobold Hornblower nauczył się sztuki uprawy i palenia fajkowego ziela, a co ważniejsze skąd pochodziło samo zioło (Bingo utrzymywał, że choć zwyczaj najpewniej wziął się z Bree, to samo Fajkowe Ziele Hornblowera mogło być darem od istoty zwanej Złotą Jagodą lub jej małżonka Toma Bombadila, zamieszkujących Stary Las).

                    Była też opowieść o ataku goblinów z Góry Gram, która wśród hobbitów była tak powszechnie znana, że jej opowiadanie stało się osobliwym żartem. Każdy ją znał, lecz nigdy nikt nie przerywał, gdy ktoś po raz kolejny zaczynał opowiadać o Bandobrasie Tuk z Long Cleeve. Nie mogło jej zabraknąć więc i tutaj.

                    text alternatywny

                    – Żaden hobbit nie ma pojęcia, cóż podkusiło wodza goblinów Golfimbula, by na czele hordy z Góry Gram przekroczyć granicę Północnej Ćwiartki. Ale każde dziecko od Michel Delving do najdalszych skrajów Bucklandu zna historię o tym, jak to Bandobras Tuk z Long Cleeve, o przydomku Bullroarer, zwołał wiosną roku 1147 Hobbickie Ruszenie i powiódł je przeciwko najeźdźcom. – Kiedy nadszedł czas na tę opowieść, Bingo powiódł ich do drewnianego posągu, najokazlszego w całej sali. – Bullroarer Tuk mierzył dobrze ponad cztery stopy wzrostu i mógł dosiadać konia – Kustosz poklepał bok zwierzęcia, wystrugany z dębowego drewna. Posąg przedstawiał rzecz jasna wspomnianego bohatera hobbickiego ruszenia. Bullroarer był przedstawiony jako nieco roślejszy niż Bingo, lecz znacznie muskularniejszy. W lewej ręce przytroczoną miał okrągłą tarczę, zaś prawą miał wzniesioną wysoko ponad głowę, gotową do ataku. Nie było jednak tam słynnej maczugi. – Na jego grzbiecie... – kontynuował kustosz – ...ruszył z wrzaskiem do ataku przez Zielone Pola. Wystarczył jeden cios straszliwej maczugi nieustraszonego hobbita, by głowa władcy goblinów spadła z karku. Podobno przeleciała nad caaałym szeregiem nieprzyjaciół i zaryła w króliczą norę. Na ten widok wroga armia pierzchła w popłochu! Przy okazji... – Bingo uśmiechnął się porozumiewawczo ze swoimi słuchaczami – ...wynaleziono też grę w golfa.

                    Pozwolono im popodziwiać posąg i to z jaką dbałością o szczegóły został wykonany, lecz po chwili Bingo znów podjął swą przemowę:
                    – Jak widzicie, nasz drewniany Bandobras nie posiada słynnej maczugi, a jest ku temu powód. Może ktoś z was wie, lub domyśla się jaki? Podpowiem, ma to związek ze Starym Tukiem. – Tutaj kustosz, mrugnął porozumiewawczo Prymuli, choć chodziło mu raczej tylko o samo wspomnienie o Gerontiusie, a nie o spinki. Jeszcze nie. Chyba?

                    text alternatywny

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    4
                    • GreKG Niedostępny
                      GreKG Niedostępny
                      GreK jako Paladin Tuk II
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #69

                      text alternatywny

                      Paladin Tuk Drugi.

                      Paladin przez dłuższą chwilę stał z rękami założonymi za plecami, kiwając się lekko na piętach i przyglądając to posągowi, to kustoszowi, to znów… psu.

                      A właściwie psu przede wszystkim.

                      Zmrużył oczy.

                      — No proszę… — mruknął pod nosem. — Człowiek całe życie słyszy, że pies to stworzenie hałaśliwe, nieuprzejme i skore do szczekania bez zapowiedzi… a tu proszę…

                      Zerknął, jak Fajerwerek wtula się w ramiona Malwy.

                      — …wskakuje na ręce jak jakiś przerośnięty kociak. Bez żadnego „hau”, bez uprzedzenia, bez ceremonii. — pokręcił głową z dezaprobatą — To jest właśnie brak konsekwencji.

                      Zamyślił się chwilę.

                      — Bo albo się jest psem i się szczeka, jak należy… — tu uniósł palec, jakby wygłaszał niezwykle ważną tezę — …albo się jest czymś innym i wtedy się nie szczeka wcale. A nie tak, że raz człowiek myśli „to wilk”, a potem „to poduszka z uszami”.

                      Westchnął ciężko.

                      — To wprowadza niepotrzebne zamieszanie.

                      Dopiero po tej głębokiej analizie świata zwierząt Paladin łaskawie powrócił myślami do spraw naprawdę istotnych, czyli maczugi.

                      Podszedł bliżej posągu, przyjrzał się dłoni Bullroarera, potem podłodze, jakby maczuga mogła się po prostu gdzieś zawieruszyć i czekać, aż ktoś ją uprzejmie podniesie.

                      — Hm.

                      Obszedł figurę raz.

                      — Skoro ma to związek ze Starym Tukiem… — zaczął powoli — …to znaczy, że sprawa jest albo bardzo prosta, albo bardzo niepotrzebnie skomplikowana.

                      Zatrzymał się i spojrzał na resztę, już wyraźnie ożywiony.

                      — Stawiam, że ją… pożyczył.

                      Krótka pauza.

                      — Na chwilę.

                      Jeszcze krótsza.

                      — Która trwa do dziś.

                      Skinął głową sam do siebie, coraz bardziej przekonany.

                      — Albo uznał, że skoro maczuga raz dobrze zadziałała, to szkoda, żeby się marnowała w ręku posągu. Przedmiot o takiej historii powinien krążyć. Być w użyciu. Może do rozbijania szczególnie opornych drzwi. Albo… — zawahał się — …orzechów. Bardzo dużych orzechów.

                      Zmrużył oczy podejrzliwie.

                      — Chyba że… — dodał ciszej — …ktoś ją ukrył, żeby nikt nie próbował powtarzać wyczynów. Bo to się zwykle źle kończy dla wszystkiego dookoła.

                      Wyprostował się nagle i poprawił kamizelkę, jakby właśnie rozwiązał sprawę o wielkiej wadze.

                      — W każdym razie — podsumował — jestem niemal pewien, że maczuga nie zniknęła sama.

                      Rzucił jeszcze jedno spojrzenie na psa.

                      — W przeciwieństwie do niektórych rzeczy, które… znikają ostatnio podejrzanie często.

                      I odchrząknął niewinnie.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      4
                      • GreKG Niedostępny
                        GreKG Niedostępny
                        GreK jako Paladin Tuk II
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez GreK
                        #70

                        text alternatywny

                        Paladin Tuk Drugi.

                        Paladin nachylił się jeszcze bliżej, mrużąc oczy tak, jakby samym spojrzeniem chciał wydobyć z drewna prawdę.

                        — Oho… — mruknął cicho, wyciągając palec, ale w ostatniej chwili powstrzymał się od dotknięcia dłoni posągu. — No proszę. To nie jest zwykła ręka do machania w powietrzu.

                        Przekrzywił głowę.

                        — To jest ręka przygotowana. Z zamysłem. Z planem.

                        Obszedł posąg jeszcze raz, tym razem wolniej, z rosnącą powagą.

                        — Tu było miejsce — oznajmił półgłosem, bardziej do siebie niż do innych. — Nie „mogło być”. Nie „dałoby się wsadzić”. Tylko było. Jest! — poprawił się triumfalnie.

                        Zerknął na dłoń jeszcze raz, jakby liczył, że maczuga z czystej przyzwoitości jednak się pojawi.

                        — Czyli ktoś ją wyjął — stwierdził. — Świadomie. Z pełną premedytacją. To nie jest sprawa przypadku ani… — tu zawahał się — …naturalnego zużycia.

                        Wyprostował się i poprawił kamizelkę.

                        — A skoro była, a jej nie ma… to znaczy, że gdzieś jest.

                        Krótka pauza.

                        — I ktoś wie gdzie.

                        Paladin zmarszczył brwi, wyraźnie zaintrygowany.

                        — Albo co gorsza — dodał ciszej — ktoś jej używa.

                        Po czym odsunął się o krok, jakby uznał, że stanie zbyt blisko miejsca po maczudze może jednak nie być najlepszym pomysłem.

                        — W każdym razie — westchnął — to już nie wygląda na niewinną lukę w rzeźbie. To wygląda na historię, która komuś się… odczepiła.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        2
                        • MarrrtM Niedostępny
                          MarrrtM Niedostępny
                          Marrrt jako Primula Brandybuck
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #71

                          Prymula Brandybuck
                          text alternatywny

                          Bitwy zawsze były tym aspektem historii, który przyprawiał Prymulę o ziewanie. Oczywiście skrywała je bardzo umiejętnie i pozwalała sobie tylko na ziewnięcia "w środku", a na zewnątrz nie omieszkała patrzeć z zaciekawieniem na Pana Bingo i rzeźbę. Nie było to trudne gdyż do reszta opowieści była bardzo ciekawa, nawet jeśli już zasłyszana. Ale z dobrymi opowieściami było jak z dobrą kolacją. Można było przecież powtarzać ją co dzień i niczego na tym nie tracić!

                          Ożywiła się jednak nieco na pytanie Bingo o los maczugi i bardzo zabawne, a jednak słuszne rozumowanie jakiemu poddał tę sprawę kuzyn.
                          - Och Paddy, przecież nie odczepiła się Staremu Tukowi - zachichotała, ale jej ton stracił na pewności, bo zaraz zerknęła na Pana Bingo pytająco - Prawda?

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          3
                          • GladinG Niedostępny
                            GladinG Niedostępny
                            Gladin jako Lobelia Bracegirdle
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                            #72
                            Lobelia Bracegirdle
                            Lobelia Bracegirdle Lobelia była wyjątkowo nieobecna duchem podczas wizyty.

                            Nie wtrącała swoich trzech groszy, nie pouczała. Z zainteresowaniem za to obserwowała wszystko i wszystkich.

                            Architekturę budynku: którędy najlepiej złodziej mógł wejść na dach, jakie elementy fasady ułatwiały wspinaczkę, ile kominów widniało na dachu. Zwróciła uwagę, że słupy i rygle budowli, które miały nadawać jej charakteru, tworzyły dość wygodne elementy wspinaczkowe. Nawet okiennice, zamknięte na noc, mogły pomóc. Wielospadowy dach też stwarzał możliwości. Donice z kwiatami... przyjrzała się im. Czy któreś kwiaty wyglądały na uszkodzone ostatnimi czasy jakby zdeptała je nieostrożna stopa? No i te świetliki z poddaszem...

                            Miejsce na ognisko. Popiół mógł więc i stąd pochodzić, niekoniecznie z kominka. Należało dyskretnie podpytać gospodarzy, kiedy ostatnio takie ognisko się odbyło. Piwniczka ukryta we wzgórzu też mogła skrywać niejedne tajemnice.

                            Rozkład pomieszczeń: gdzie znajdowały się okna, czy i jak były zamknięte, z którego pomieszczenia można było przejść do innego. Szukała też miejsca, w którym spał nocą Fajerwerk.

                            Szukała też okazji, aby odciągnąć panią Malwę na stronę, by móc dyskretnie wypytać ją o ostatnie gorszące wydarzenia, ponarzekać na dzisiejszą młodzież, wyrazić współczucie i wykazać zainteresowanie zapiskami Gerontiusa Tuka. Może widząc, gdzie się one znajdują, obserwując pomieszczenia z tego miejsca, zauważy coś, co ją naprowadzić na trop?


                            Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                            A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            3
                            • RewikR Niedostępny
                              RewikR Niedostępny
                              Rewik jako Mistrzyni Wiedzy
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
                              #73

                              text alternatywny

                              Bingo Slowfoot chwycił szelki swymi dłońmi, gdy Paladin przedstawił swoje rozumowanie i kiwał głową twierdząco, zachęcając, by nie przestawał.
                              – Doskonała odpowiedź, panie Paladinie! Obawiam się, panienko Brandybuck, że jednak nasze przeczucie jest właściwie. Przejdźmy może do tego to podwyższenia.

                              Skierował ich w miejsce, gdzie ścianę zdobiły skrzyżowane laski podróżne nietypowego kształtu i gdzie postawiono piedestał, na którym to, pod szkiełkiem spoczywała para pięknych diamentowych spinek do mankietów.
                              – Gerontius Tuk, bardzo pragnął posiadać w swojej kolekcji maczugę Bullroarer'a. Przystał więc na układ, w którym podzielił się swoją wiedzą, przelewając ją na pergamin i obiecał oddać Domu Mathom spinki, które otrzymał od czarodzieja Gandalfa... wraz z kilkoma innymi przedmiotami o wartości bardziej historycznej. Dzięki temu mógł cieszyć się dziedzictwem swego pradziada do końca swoich dni. Gerontius umowy dotrzymał...

                              – Nie dotrzymał - wtrąciła kustoszka.

                              – Dotrzymał, przynajmniej w swoim mniemaniu – Bingo natychmiast z uśmiechem załagodził spór – Ponoć informacja o miejscu przechowywania maczugi Bandobrasa Tuk znajduje się w jego zapiskach. Skrzętnie schowana i ubrana w liczne zagmatwane zagadki. Umysł Starego Tuka, zwłaszcza pod koniec jego dni, meandrował przedziwnymi ścieżkami. To nieodżałowana strata dla Domu Mathom, lecz jak dotąd żaden kustosz, czy kustoszka z Michel Delving nie rozwikłał jego zagadek.

                              Bingo westchnął, jak mógł westchnąć tylko wielki miłośnik historii i sztuki.
                              – W każdym razie spinki... tak, chcielibyście zobaczyć jak działają? Oto one, w całej swojej okazałości!

                              text alternatywny

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              3
                              • GladinG Niedostępny
                                GladinG Niedostępny
                                Gladin jako Lobelia Bracegirdle
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                                #74
                                Lobelia Bracegirdle
                                Lobelia Bracegirdle – Zagadki... interesujące - ozwała się Lobelia, gdy reszta skoncentrowała uwagę na spinkach.

                                – Chciałabym obejrzeć te zapiski Gerontiusa.


                                Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                                A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                1
                                • GreKG Niedostępny
                                  GreKG Niedostępny
                                  GreK jako Paladin Tuk II
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #75

                                  text alternatywny

                                  Paladin Tuk Drugi.

                                  Paladin, który jeszcze przed chwilą wyglądał na całkiem zadowolonego ze swojego rozumowania, nagle wyprostował się jak struna, gdy tylko padło słowo „spinki”.

                                  A już zwłaszcza „od czarodzieja Gandalfa”.

                                  Uniósł brwi tak wysoko, jakby próbowały dołączyć do stropu.

                                  — A więc jednak! — wyrwało mu się, z wyraźną satysfakcją, którą starał się natychmiast przykryć kaszlnięciem. — To znaczy… to wiele wyjaśnia. Bardzo wiele. Nawet więcej, niż się początkowo wydaje.

                                  Zbliżył się o krok do piedestału, ale nie za blisko — tak, żeby w razie czego zdążyć się cofnąć, gdyby spinki postanowiły… no, cokolwiek postanowić.

                                  — Skoro coś pochodzi od czarodzieja… — zaczął ostrożnie — …to należy zakładać, że działa. A jeśli działa, to niekoniecznie tak, jak człowiek, czy hobbit, by się spodziewał.

                                  Przekrzywił głowę, przyglądając się błyskowi diamentów pod szkłem.

                                  — Same się zapinają, powiadacie? — mruknął. — Hm. To brzmi… wygodnie. Podejrzanie wygodnie.

                                  Zerknął na resztę towarzystwa, jakby sprawdzał, czy ktoś już przypadkiem nie ma mankietów związanych w supeł.

                                  — Bo widzicie — ciągnął dalej, coraz bardziej w swoim żywiole — rzeczy, które robią coś „same”, rzadko poprzestają na jednym. Dziś zapinają się same, jutro zapinają się szybciej, pojutrze zapinają się komuś, kto wcale o to nie prosił…

                                  Zamilkł na moment.

                                  — …albo komuś, kto bardzo prosi, żeby przestały.

                                  Odchrząknął i poprawił kamizelkę, odzyskując pozory powagi.

                                  — Ale! — uniósł palec — Nauka wymaga odwagi. A przynajmniej… obserwacji z bezpiecznej odległości.

                                  Cofnął się pół kroku. Tak dla pewności.

                                  — Z wielką chęcią zobaczyłbym ich działanie — oznajmił uprzejmie. — Najlepiej… na kimś, kto ma odpowiednie doświadczenie w obchodzeniu się z przedmiotami historycznymi.

                                  Krótka pauza.

                                  — I silne nerwy.

                                  Jeszcze krótsza.

                                  — Oraz mankiety, których ewentualna utrata nie będzie wielką tragedią.

                                  Spojrzał znów na spinki, już wyraźnie zafascynowany.

                                  — Bo jeśli one rzeczywiście zapinają się same… — dodał ciszej — …to chciałbym bardzo zobaczyć, czy równie łatwo dają się odpiąć.

                                  text alternatywny

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  4
                                  • MarrrtM Niedostępny
                                    MarrrtM Niedostępny
                                    Marrrt jako Primula Brandybuck
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #76

                                    Prymula Brandybuck
                                    text alternatywny

                                    - Och, oczywiście! - Prymula była naprawdę pod wielkim wrażeniem. Zarówno przygotowania Pana Bingo, jak i całej sytuacji. Wisienką na torcie było pojawienie się owych spinek, które co prawda wywróciło cały jej zamysł do góry nogami, ale Brandybuckówna (jeszcze) wcale, a wcale się tą sytuacją nie zraziła. Utwierdziła się jednak w przekonaniu, że Państwo Slowfoot są po prostu arcysympatyczni i najzwyczajniej w świecie chyba zapłacze się na śmierć, jeśli przyjdzie im zabrać im cokolwiek podstępem z ich wyraźnie ukochanego Muzeum.

                                    - Milo? Wyglądasz bez dwóch zdań najbardziej godnie z nas wszystkich. A poza tym... to jakby Twoja krew. Zgodziłbyś się przymierzyć spinki?
                                    Zapytała patrząc na starszego z Tuków ze szczerą nadzieją i tym uroczym, prymulowym spojrzeniem wyrażającym bezmiar okrucieństwa jakim byłaby wobec Brandybuckówny odmowa.

                                    Zaraz jednak zmarszczyła brwi poprawiając włosy, gdy w jej głowie fakty ukrytej w zapiskach zagadki i bilbowej prośby o dokonanie kradzieży zaczęły samoistnie i wręcz wbrew dobrej woli Prymuli, łączyć się ze sobą w jakąś trudną na razie do pojęcia, ale wcale nieciekawą teorię spisku uknutą w Bag End.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    3
                                    • Pan ElfP Niedostępny
                                      Pan ElfP Niedostępny
                                      Pan Elf jako Esmeralda Tuk
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #77

                                      Esmeralda Tuk

                                      text alternatywny

                                      text alternatywny

                                      Wycieczka po Domu Mathom okazała się mniej ekscytująca, niż Esmeralda sobie wyobrażała. Trudno było orzec, czy to wina Bingo Slowfoota i jego sposobu opowiadania, czy też po prostu młoda Tukówna nie przepadała za bardziej statecznymi “przygodami”, takimi jak przechadzanie się korytarzami i oglądanie starych pamiątek.

                                      Ziewnęła raz czy dwa, starając się ukryć to najlepiej, jak potrafiła. Próbowała też wsłuchać się w opowieści, lecz jakoś niespecjalnie ją one zajmowały. Widocznie przygody nad rzeczką zawiesiły poprzeczkę zbyt wysoko, bo teraz Esmeralda wolała przeżywać je na własnej skórze, niż tylko o nich słuchać.

                                      Na całe szczęście miała przy sobie sójkę, z którą naprawdę się zaprzyjaźniła i która wiernie dotrzymywała jej towarzystwa. Esmeralda co jakiś czas dokarmiała ją ziarnami, przyglądając się jej z zaciekawieniem. Doszła nawet do wniosku, że coś je łączy. Zew przygody i ciekawość świata! Bo jakiż inny powód mógłby sprawić, że ptak na tak długo przyłączył się do gromadki hobbitów?

                                      - Nikt dotąd nie rozwikłał tych zagadek? Ojej! A czy przewidziana jest jakaś nagroda dla hobbita, który je rozwiąże? Może jakaś pamiątka? Hm? - ożywiła się nagle Esmeralda, gdy jej uwagę przykuł temat zagadek Gerontiusa Tuka.

                                      Pamiętała, by o mapie nie wspominać, lecz rzuciła przy tym pozostałym hobbitom bardzo znaczące spojrzenie. I uśmiech, który mówił więcej, niż same słowa.

                                      text alternatywny

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      3
                                      • RewikR Niedostępny
                                        RewikR Niedostępny
                                        Rewik jako Mistrzyni Wiedzy
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
                                        #78

                                        text alternatywny

                                        Posłuchanie - 5 prób, opór nieznany (zależny od ostatecznej prośby)
                                        Prymula Brandybuck: zagadki (PT 13) - | 5, 7 | 1, 3, text alternatywny | - wielki sukces!
                                        Paladin Tuk II: zagadki (PT 14) - zdany bez rzutu!

                                        Bingo wyciągnął spinki, celem pokazania ich gromadce hobbitów. Nie miał też nic przeciw, by jedno z nich użyło spinek do mankeitów.
                                        – Hmmm, w zasadzie dlaczego by nie? Pomyślmy... – Bingo, chyba nawiązywał do słów Lobelii i Esmeraldy – Uprzejme z was hobbity i potrafiliście rozwiązać moją zagadkę. Są wśród was nawet potomkowie Gerontiusa Tuka, a kto lepiej zrozumie go, jak inny Tuk? Jak myślisz Malwa? Może nasi goście faktycznie byliby w stanie pomóc?

                                        – Te zagadki to tylko bełkot starca, szkoda na to czasu kochanie. – Kustoszka nawet nie spojrzała w ich stronę. Ustawiała pod ścianą rząd dziwacznych drewnianych ram na kołach. To najwyraźniej najnowszy nabytek muzeum. Malwa Slowfoot przyczepiała właśnie do każdego urządzenia karteczkę o treści „bicykl”.
                                        – Prócz paru przepisów i kilku patentów nie ma tam nic przydatnego. Dość czasu już na tym zmarnowaliśmy.

                                        Malwa wyprostowała się, poprawiła jedną z zawieszonych karteczek i obróciła się do swoich rozmówców.
                                        – Ale jeśli tak to naszych gości interesuje, zapiski są w naszej biblioteczce na piętrze, w drugiej alejce. Chyba, że znów nie odłożyłeś ich na miejsce... Samo przestudiowanie ich to ze dwa dni czytania. A potem zapraszam na maślane bułeczki z konfiturą według przepisu Złotogłówki Noakes. Zbliża się pora na herbatę.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        3
                                        • PaniczP Online
                                          PaniczP Online
                                          Panicz jako Milo Makary Tuk
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #79

                                          Milo Makary Tuk

                                          text alternatywny

                                          Milo na wizycie w Domu Malthom był spięty jak spinki Gerontiusa (kiedy się już, oczywiście, magicznie spięły). Grzeczność, a i dominująca chyba nad wszelkimi innymi cząsteczkami w jego ciele ciekawość, wzywały, by nasłuchiwać pary kustoszy z uwagą i spacerować przez muzeum wyznaczoną ścieżką. Tuk chciał i próbował, ale stopy klapały mu nerwowo na parkiecie, gdy zezował na mnogość eksponatów i tabliczek z opisami, które pragnął poznawać.

                                          Milo miał problem ze skupieniem na jednej rzeczy na raz, gdy wokół wołały go dziesiątki ciekawostek, a sama ich obecność łaskotała go po umyśle, nie dając spokoju. Hobbit chciał i lubił poznawać rzeczy po swojemu, na własną rękę i we własnym tempie. Malwa i Bingo wydawali się przemili, a opowiadali na jego uszy ciekawie, więc nie w tym rzecz, że Makary nudził się pod ich przewodnictwem...

                                          Nie, Milo po prostu znów uginał się pod obyczajem grzecznego, szkolnego wysłuchiwania, gdy serce wyrywało mu się już do przebiegania po korytarzach w pędzie i poznawania wszystkiego z bliska. A potem przysiadania eksponat po eksponacie i notowania, szkicowania, malowania i dłubania w pamięci, co do czego dopasować i co-z czym-o czym.

                                          Trzymał pion i kurs za resztą drużyny, bo jednak pozycja starszego w gronie gości zobowiązywała podwójnie. Opłaciło się, bo dzięki uprzejmości Prymulki spotkało go nie lada wyróżnienie. Zaszczyt i przygoda sama w sobie... Magiczne spinki Gerontiusa miałyby się spiąć na jego mankietach! Na jego skromnych, acz wykrochmalonych jak trzeba, mankietach!

                                          Milo stanął przed Bingiem jak zamurowany i szepnął chyba, że to byłby zaszczyt, ale nie miał już pewności, czy aby nie mlasnął tylko czegoś ustami, które także zwolniły wobec emocji. Widząc zachętę ze strony kustosza, Tuk wyprostował ręce i wysunął naprzód nadgarstki. Zreflektował się, że do spięcia mankietów, musi najpierw zdjąć własne spinki, więc nerwowo pozbył się ich z koszuli i raz jeszcze stężał z łapami z przodu. Teraz już w pełni gotów na czary.

                                          Parę chwil później, kiedy uniesiony pod sufit Milo powoli lądował, na ziemię sprowadziła go konieczność protestu. Kustosz zachęcał do zagadek, a pani Malwa odwodziła od marnotrawienia czasu na takie głupoty. Tuk nie mógł nie stanąć w obronie babrania się w rzeczach nieprzydatnych i szalonych, które mogą prowadzić do mizernych efektów.

                                          – Jeśli Państwo pozwolą, to dla nas... Dla nas będzie wielkim honorem móc przestudiować te zapiski dla samego tylko obcowania z pamięcią o przodkach, którzy tworzyli nasze Shire jakim jest dziś. – Milo faktycznie czuł, że wzniosła to sprawa i to na tyle, że zbył na razie wspomnienie o konkretniejszych i dających konkretne efekty maślanych bułeczkach. – Jeżeli w ogóle mógłbym-moglibyśmy korzystać z gościny Państwa domu i w kolejnych dniach, by poznać lepiej naszą historię...

                                          Hobbit zatrzymał się w pół zdania i poczerwieniał, świadomy, że lapsusem może narobić tu nie lada niegrzeczności.

                                          – Naturalnie, przepraszam najmocniej, chodzi mi o możliwość, aby w czasie, kiedy Dom jest otwarty dla zwiedzających, móc czytać i poznawać eksponaty. – Milo skłonił głowę, jakby kajał się za faktyczne przewinienie. Było-nie było, wpraszać się tak do kogoś byłoby skrajnie obcesowym, a funkcja sfery dóbr publicznych, jaką pełniło muzeum nie była wśród hobbitów oklepaną codziennością. – Nie chodzi, by Państwa nachodzić... Jedynie, gdy można, gdy nie przeszkadza... Zapoznawać się na tyle, na ile się da z tym dziedzictwem naszym hobbicim w spokoju. Wiem... Wiem, że każdy inaczej trochę patrzy, czego innego potrzebuje, inaczej myśli, kiedy tak stoi oko w oko z historią przodków...

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          4
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy