[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
-
Prymula Brandybuck

Spinki może w istocie nie były tak spektakularne jak się Prymuli zdawało, że będą. Ale dla niej i tak było to niesamowite przeżycie, bo po prawdzie tak do końca nie wierzyła, że miejsce będą mieć jakieś czary. A tu i owszem. Miały. Dotyk czarodzieja był tu niezaprzeczalny!
Ale należało czym prędzej wrócić na ziemię, bo rozmowa z kustoszami wróciła na pożądane tory mapy Starego Tuka. I to zgodnie z planem tak, że pierwszy wspomniał o tym Pan Bingo. Czy okaże się, że nie będą musieli uciekać się do żadnego występku? I czemu Bilbo wolał jednak kradzież od pożyczenia?
Hobbitka powachlowała się swoim kapeluszem, bo zrobiło się jej gorąco. A tymczasem Pan Bingo i Esmeralda rozłożyli mapę, którą wszyscy wraz z nią poczęli studiować uważnie.
- Widzę lisa, wilka... bociany... owcę... kozę... jakieś ptaki... Oooo jest i koń. Albo osioł?-Obok Kamienia Trzech Ćwiartek. A ten kamień... nie pamiętam. Czy on jest naprawdę okrągły?
-
Esmeralda Tuk


Esmeralda z zapartym tchem przysłuchiwała się treści zagadki, którą wyrecytował Bingo, a potem rozważaniom Lobelii i Prymuli. Jednocześnie przyglądała się rozłożonej na stole mapie - uważnie i badawczo, jakby chciała przejrzeć ją na wskroś.
Gdy pozostali rozprawiali na głos, Esmeralda półszeptem powtarzała zapamiętany wers zagadki, krążąc wokół stołu - raz w jedną stronę, raz w drugą. Pochylała się nad mapą, by zaraz potem cofnąć się o kilka kroków i spojrzeć na nią z oddalenia. Od czasu do czasu zerkała na swojego brata i na Mila - bo któż inny miałby rozwiązać tę zagadkę, jeśli nie jedno z nich? W końcu wymyślił ją tukowy umysł, a więc i pojąć ją mógł tylko umysł tukowy!
- A co, jeśli to wcale nie jest żaden koń na mapie? - zasugerowała w końcu, mrużąc oczy i wpatrując się w podstępną kartę. - Może to coś, co jedynie przypomina konia? Jakiś kamień, na przykład? Mamy w Shire coś takiego? Kamień, który wygląda jak koń?
Zamyśliła się, mówiąc już niemal bardziej do siebie niż do innych.
- “Obok koła stoi”… Hej, a jeśli to nie chodzi o dosłowne koło? Może… może o Rozstaje? - zaproponowała, wskazując palcem odpowiednie miejsce na mapie. Po chwili cofnęła się znów i spojrzała na nią pod innym kątem. - O! A zauważyliście, że całe Shire wygląda trochę jak jedno wielkie koło?
Nie potrafiła jednak tak łatwo rozwikłać tej zagadki, jakby sobie tego życzyła. Być może jej umysł nie był jeszcze dość tukowy… choć z pewnością bardzo się starał.

-

Paladin Tuk Drugi.
Paladin od początku stał trochę z boku, ale nie dlatego, że nie słuchał.
Wręcz przeciwnie — słuchał aż za bardzo.
I to był właśnie problem.
— „Tam, gdzie ryby nie pływają…” — powtórzył półgłosem, marszcząc czoło tak intensywnie, jakby próbował zmusić zagadkę do współpracy. — To jest bardzo podejrzane miejsce. Niepokojące wręcz. Rzeki bez ryb to już jest sprawa dla kogoś… wyżej postawionego.
Zerknął na mapę, po czym szybko na zwoje, jakby jedno mogło nagle ugryźć.
— A góry bez wiatru? — dodał. — To już brzmi jak miejsce, gdzie coś jest nie tak z naturą. Albo z opisem.
Podszedł bliżej stołu, nachylił się i zmrużył oczy, wpatrując się w mapę z takim skupieniem, jakby chciał ją zastraszyć.
— Morza i jeziora suche… — mruknął. — Czyli… to wszystko nie jest prawdziwe.
Wyprostował się nagle, wyraźnie poruszony własnym odkryciem.
— To nie jest miejsce! — oznajmił, wskazując palcem najpierw na zwoje, potem na półki wokół. — To są… rzeczy!
Zrobił szeroki gest obejmujący bibliotekę.
— Księgi! Rysunki! Ilustracje! — mówił coraz szybciej. — W nich są rzeki bez ryb, góry bez wiatru i morza bez wody, bo są tylko… narysowane!
Spojrzał triumfalnie na resztę.
— „To tam informacje się chowają” — powtórzył z naciskiem. — W papierach. W zapiskach. W mapie. Nie w terenie.
Krótka pauza.
— Co by tłumaczyło, czemu nikt ich nie znalazł, biegając po łąkach.
Zadowolony z siebie, przeniósł uwagę na drugi fragment i… natychmiast znów się skrzywił.
— A teraz koń.
Westchnął ciężko.
— Z końmi zawsze są problemy.
Nachylił się nad mapą, śledząc palcem wskazania Prymuli.
— Koń, co stoi obok koła… i nie słyszy… — powtórzył, po czym spojrzał na Esmeraldę. — Kamień brzmi rozsądnie. Kamienie z zasady nie słyszą. To ich główna zaleta.
Przyjrzał się wskazanemu miejscu.
— Ale koło… — tu zawahał się — …koło może być wszystkim. Rozstajem, młynem, rondem… a nawet… — zmrużył oczy — …całym Shire.
Spojrzał jeszcze raz na mapę, tym razem z większym dystansem, jak wcześniej robiła Esme.
I nagle parsknął cicho.
— A jeśli… — zaczął powoli — …to nie jest koń?
Odwrócił mapę lekko na bok.
— Bo widzicie… z tej strony to wygląda bardziej jak… coś pomiędzy osłem a bardzo zdezorientowaną kozą.
Wyprostował się i splótł ręce.
— Stary Tuk miał skłonność do komplikowania rzeczy prostych — zauważył. — Więc równie dobrze mógł narysować coś, co tylko udaje konia. Żeby wszyscy szukali konia.
Pokiwał głową z uznaniem, choć nie było jasne, czy dla siebie, czy dla Gerontiusa.
— A ogień… — dodał ciszej — …to już brzmi jak znak. Coś, co trzeba zrobić, żeby zobaczyć więcej. Albo coś się ujawniło.
Zerknął na mapę jeszcze raz, tym razem z mieszaniną podejrzliwości i ekscytacji.
— W każdym razie — podsumował — jedno jest pewne.
Krótka pauza.
— To nie jest zwykła mapa. I zdecydowanie nie chce być łatwo zrozumiana.
Spojrzał na resztę, unosząc brew.
— Czyli jesteśmy na właściwym tropie. Niestety.
Paladin przez dłuższą chwilę wpatrywał się w mapę, marszcząc brwi tak mocno, jakby próbował je zawiązać w supeł.
— Dobrze… — mruknął w końcu. — Rzeki bez ryb, góry bez wiatru… czyli nie świat, tylko papier. To już ustaliliśmy. I bardzo dobrze, bo papier przynajmniej nie ucieka.
Przesunął palcem po mapie, zatrzymując się przy wskazanym przez Prymulę zwierzęciu.
— A teraz koń… który nie słyszy… — spojrzał na innych. — Czyli rysunek. Albo znak. Albo coś, co udaje konia, ale nim nie jest, co byłoby bardzo w stylu Starego Tuka.
Nachylił się bliżej.
— I stoi obok koła…
Uniósł głowę, jakby nagle zirytowany brakiem współpracy upartej mapy i rozejrzał się po biblioteczce.
— Panie Slowfoot — odezwał się w końcu, już konkretniej — czy wśród tych map, zwojów i ksiąg mamy coś z wyraźnym okrągłym znakiem? Kompasem, pieczęcią, czymś… kołowatym? Najlepiej takim, przy którym ktoś mógłby sobie dla żartu dorysować konia.
Nie czekając nawet na pełną odpowiedź, zrobił krok wzdłuż stołu i zaczął uważniej przyglądać się mapie oraz leżącym obok dokumentom.
— Bo jeśli to jest to miejsce… — dodał półgłosem — …to nie chodzi o znalezienie konia.
Zatrzymał się.
— Tylko o to, żeby zobaczyć go we właściwy sposób.
Wyprostował się nagle, jakby coś go tknęło.
— „Na noc ogień tam rozpali”… — powtórzył. — To nie brzmi jak metafora. To brzmi jak instrukcja.
Spojrzał na kustoszy, już z wyraźnym błyskiem w oku.
— Czy moglibyśmy… na chwilę... Świecę. Albo lampę. Nie zamierzam niczego podpalać — dodał szybko. — Tylko sprawdzić, czy światło czegoś nie ujawni.
Krótka pauza.
— Bo mam bardzo silne przeczucie… — spojrzał znów na mapę — …że ktoś tu coś ukrył tak, żeby było widać dopiero wtedy, kiedy człowiek przestaje patrzeć jak w dzień. A może trzeba nam będzie, w rzeczy samej, poczekać do zmroku.
I już bez pytania nachylił się nad mapą, gotów sprawdzić to w praktyce.

-
– Taaak... - Lobelia zatupała.
–Taaak... oczywiście, możemy się mylić i może wcale w pierwszej zagadce nie chodzi o mapę. Może chodzi i o cały Dom Mathom, w którym przechowywane są te wszystkie informacje. Żaden z tropów na razie nie wydaje się być lepszy od innych. A zatem, aby rozwiązać zagadkę, należałoby sprawdzić wszystkie, prawda?
– Panie Slowfoot... Podejmował pan już próby odnalezienia maczugi? Pomysł Paladina nie jest pozbawiony słuszności. Być może odpowiednie instrukcje pojawiają się po ogrzaniu mapy, spisane atramentem sympatycznym. A może trzeba spojrzeć na nią pod światło, aby ukazało się to, czego nie widać normalnie. Jeżeli nie próbował Pan ani jednego ani drugiego to warto sprawdzić to od razu.
– Co jeszcze... Rzeczywiście mamy konia przy kamieniu. Albo osła. Osioł to trochę taki koń, co nie słucha. Więc spostrzeżenie Prymuli również jest słuszne. Do tego zaprzężony jest on w wóz, a wóz ma koło. Ale by to sprawdzić, należałoby się tam wybrać, obejrzeć miejsce, wytypować gdzie ogień rozpalić no i go skrzesać. Przypadkiem panie kustoszu, nikt nie podejmował tej próby?
– I jeszcze jedna rzecz. Przechodziliśmy podczas zwiedzania, obok drewnianego konia. Gdybyśmy uznali, że nie o mapę tu chodzi, lecz o Dom Mathom, to mamy konia. Nie pamiętam, czy nie ma tam koła w pobliżu. Czy jest tam może kominek bądź inne miejsce, gdzie możnaby płomień rozpalić? -

Bingo pogrążył się w zadumie, ale wyraźnie słuchał przemyśleń hobbitów. Przejawiało się to od czasu do czasu potakiwaniem lub kręceniem głową.
– Też myślę, że nie o konia tutaj chodzi. Jak mówicie, Gerontius z pewnością wymyślił coś znacznie mniej oczywistego i zdecydowanie bardziej nieodgadnionego niż szukanie konia na mapie i dla mnie też wygląda on bardziej jak osioł. – Kustosz, odszedł na chwilę od stołu, by otworzyć okrągłe okienko, bo słońce akurat wyjrzało zza chmur i zrobiło się w środku dużo cieplej. – Czy wśród map, zwojów i ksiąg jest coś z okrągłym znakiem, cóż... z całą pewnością coś by się znalazło, musiałbym wszystko przejrzeć raz jeszcze, ale o ile nic nie przeoczyłem, dorysowanego konia nigdzie nie widziałem. Nie raz też zdarzało mi się (w dawniejszych latach szczególnie) myśleć nad tą łamigłówką po nocach i przy blasku świec i przy księżycowej łunie, jednak i wtedy niczego tajemniczego przede mną nie odkryła, nie wydaje się być magiczna jak jego spinki. Malwa na pewno rozpaliła już w kuchni, żeby zagrzać herbatę, ale na pewno nie spodoba jej się pomysł wchodzenia tutaj nawet ze świecą, lepiej weźmy ją ze sobą.Zaczęli już nawet się zbierać, ale wtedy usłyszeli tupanie Lobelii. Bingo Slowfoot, spojrzał z zaciekawieniem i wysłuchał jej pytań, stanął też z mapą, wyciągając ją przed siebie pod oknem, ustawiając pod słońce.
Przypatrywali się oczekując niezwykłego, lecz nic takiego się nie stało. Mapa jaka była przedtem, taka była i pod promieniami Słońca.
– Jeśli chodzi o osła przy Kamieniu Trzech Ćwiratek... - podjął po pełnej napięcia, acz rozczarowującej ciszy- ...to nie, odrzuciłem tę opcję jako zbyt oczywistą. Koń pod rzeźbą Bandobrasa faktycznie pasuje i jest tam okrągły postument. Kominek też jest, niedaleko klapy do piwnicy przy schodach. Całą zimę ogień tam palimy i jakoś "odnaleźć resztę nie podołałem. Ale wiecie co? Poprosze Malwę, by przygotować herbatę i maślane bułeczki przy kominku. Tam podjemy, a ja rozpalę ogień. Macie dobre pomysły, to się chwali, a bardzo! Znów nabrałem ochotę by zająć się tą sprawą na poważnie. Sprawdzimy też jak z tym ogniem... kto wie, kto wie... Stary Tuk często zadawał się z czarodziejem Gandalfem, jak i jego wnuk Bilbo.
Zeszli na dół i mieli trochę czasu na ponowne oględziny mathomów, kiedy Bingo, poszedł do kuchni porozmawiać z Malwą i potem wrócił i korzystając z przygotowanego przy palenisku drewna ułożył stosowny stosik szczap. Zerkał przy tym, jak goście bacznie oglądali pomnik Bandobrasa.
Pani Slowfoot pojawiła się z bułeczkami i herbatą, kiedy ogień w kominku zaczynał się radośnie panoszyć po palenisku. Nie było z nią już Fajerwerka i też nigdzie nie było go widać, ani co dziwniejsze słychać.
– Dzisiaj przygotowałam bułeczki według przepisu Złotogłówki Noakes z konfiturą z malin. Z tych Noakesów od miodu, z którego słynie kaczma "Pod Zielonym Smokiem" i też oczywiście z użyciem miodów od ich pszczół zostały upieczone. Proszę częstujcie się, a jak wam zasmakuje, a na pewno tak będzie, mogę zapisać przepis. Tylko trzeba pamiętać by stosować miód jabłkowy, pasuje idealnie!Malwa przysiadła również przy kominku, na przygotowanym zawczasu dla niej przez Bingo siedzisku, skrzyżowała nogi i spojrzała chłodno na mapę Starego Tuka.
– Mój mąż mówił mi, że macie odświeżające pomysły, co do tych... – słowo "bzdurnych" zawisło w powietrzu, lecz ostatecznie nie zostało wypowiedziane – ...co do jego rozmyślań, gdzie została ukryta maczuga Bandobrasa. Udało się wam ustalić jakie jest hasło do tej zagadki? -
Prymula Brandybuck

- Haszło? - Prymula zakryła pośpieszenie w zawstydzeniu pełne usta, z których nietaktownie posypało się kilka okruszków pysznego wypieku. Przełknęła, odchrząknęła i uśmiechnęła się przepraszająco - Cudowne te bułeczki. Miód jabłkowy i konfitura… Mhmmm… Ale racja. Hasło. Oczywiście. Można powiedzieć, że wymieniamy się pomysłami, ale bez Pani to nie będzie to samo. Dołączy pani do nas? Z rozwiązywaniem zagadek jest troszkę jak z pieczeniem. Bo o ile wypiek tak jak rozwiązanie są ważne, tak… - spojrzała ostrożnie w oblicze pani Malwy - samo pieczenie jak i rozwiązywanie bywają nieraz jeszcze przyjemniejsze.
I trzeba przyznać, że Prymula mówiła to zupełnie szczerze. Gdzieś zapomniała kompletnie o tym, że ich celem było przejęcie mapy i oddanie ją Bilbowi. Zupełnie właściwsze wydawało się pomóc Bingo w rozwiązaniu zagadki i przywrócić Malwie wiarę w słowność Gerontiusa niż spisek z Bag End. A sama zagadka w istocie ją zainteresowała i podekscytowała.
- Może błąd robimy, że zaczynamy od konia - powiedziała do reszty zebranych - Spróbujmy ugryźć “koło”. To musi być jakieś miejsce gdzie da się zawędrować i rozpalić w pobliżu ogień. Małe miejsce. I na tej mapie widoczne… A co powiecie na młyn nad wodą w Hobbitonie?
-
Milo Makary Tuk

Objawienie mapy i gra w zagadki całkiem odsłaniały już spod osłony ogień przygody, buchając z całą mocą, aż Milo zrobił się czerwony i otworzył usta, jakby brakło mu tlenu. Miarkując się w nieprzystojności takiego rozdziawiania, Tuk zatrzasnął jadaczkę i trzymał ją długo zwartą, obserwując mapę bardzo dokładnie, ale zza pleców innych i bez słowa.
Nasłuchiwał wypowiedzi każdego i mielił je w głowie, zaprawiając własnymi strzałami i przypuszczeniami. Czując lekki 'upust' przy mapie, zbliżył się, oglądając ją z bliska przez lupę. Szkiełko wodziło nad mapą od jednego końca do drugiego, nie pomijając żadnego detalu. Milo mógłby przeciągać wzrok po dokumencie, jakby każde spojrzenie było dziergane na drutach, ale Bingo wezwał na bułeczki i herbatę.
Słusznie. Mózg potrzebował posilenia, żeby pracować. A maślane bułeczki Złotogłówki? Czy same w sobie nie były skarbem, do którego mapę warto byłoby ukrywać i szyfrować?
– Stary Gerontius mógł sobie z nas podkpiwać swoim rozumieniem spraw, ale zakładając, że zagadkę należałoby czytać dosłownie... – Milo wzniósł oczy do góry, patrząc pod sufit, jakby czegoś tam szukał. – Oba wierszyki zdają się pasować do siebie, jakby były przerwaną całością. Pierwszy prowadzi do mapy, więc drugi chyba... Kontynuuje poszukiwanie na mapie?
- Prymulka może mieć rację z młynem - w młynach są koła, a przy nich czasem osły, czyli nieposłuszne konie – Tuk uśmiechnął się, na to wspomnienie kiwając po koleżeńsku Lobelii. – Myślę, że trop warty sprawdzenia. Ale gdyby czytać tak dosłownie... To chyba chodzi o zobaczenia konia 'tam', czyli na mapie. A że ważne, 'kto dostrzeże', to pewnie nie jest po prostu namalowany, tylko jest czym innym, coś go skrywa... Może trzeba obrócić mapę, albo może ją zgiąć? Albo...
Milo zawstydził się nieco, ale przecież nie było głupich pomysłów!
– Nie wiem, jak dla Was Kochani, ale dla mnie las między Zielonym Pogórzem a Moczarami wygląda całkiem-całkiem jak końska głowa. Jest na mapie niedaleko koła miniatury w lewej dolnej części mapy... A jeśli miałbym jeszcze szukać innych kół, to Rzeka Graniczna pod tym końskim lasem zawija się koliście, prawie zamykając obwód na pagórku. – Hobbit rozglądał się po twarzach zebranych, śledząc jak odbierają jego wrażenia-wynurzenia. Faktycznie, nie walił kawy na ławy, a przy impresjach zamiast jasnych rozwikłań, czasem można było namotać jeszcze bardziej. – Może to w tym 'Końskim Lesie' powinniśmy rozpalić ogień?
– Inne naturalne koła to wyspy lub stawy... Albo same te okrągłe obszary na mapie - może trzeba czegoś podobnego koniom wyglądać na ich skraju? – Milo nie wiedział, czy przypadkiem nie sprowadza wszystkich na manowce i ścieżka nie jest dużo konkretniejsza (albo przeciwnie - znacznie mniej dosłowna). – Tam na mapie, przy jednym z kół kicały zające... One skaczą niemal jak konie. A jeśli szukać by przy tych stawach czy wyspach... I żaby skaczą jak konie... Oczywiście jak to w porównaniu z dziecięcej zagadki, nie dosłownie przecież, nie dosłownie.
Makary wgryzł się w bułeczkę, niepewny reakcji reszty i niechętny już, by ciągnąc swe gdybania dalej.
Jakie jeszcze głuche konie można było napotkać? Posągi, koniki szachowe... Pasikoniki? Konie na biegunach? Trzeba by przyjrzeć się jeszcze mapie, czy aby nie przy pierwszym przejrzeniu nie pominęli żadnego detalu...
-
– Koń obok koła... Jak jest koło, to jest wał... Czyli wałkoń.. - Lobellia krążyła wokół myśląc na głos, nawet nie będąc tego świadoma.
– Koń, ogier, rumak, wałach, klacz, szkapa, źrebię, źrebak...
Tup, tup, tup...
– Kuc, kucyk, tarpan...
Tup, tup, tup...
– Skoczek... szachowy... tak... - przytaknęła nieświadomie Milo.
– Muł. Koń, co nie słucha. Muł przy kole Młyńskim. Muł w zamku rzeki. Tak, zgadzam się - rzuciła w powietrze potwierdzając zarówno wypowiedzi Prymuli, jak i Makarago.
– Nie, nie! - zaprotestowała nagle, gdy jedno słowo wyrwało ją z zamyślenia. - Jak to stary Tuk mógł podkpiwać!? To niezgodne z prastarą sztuką zagadek! Każde słowo ma swoje znaczenie! Skoro wskazuje nam mapę, to nie można jej pominąć. Chyba, że to nie mapa. Ale jedna część zagadki musi się wiązać z drugą.
– Jest rzeźba konia, kto ogień rozpalić tam zdoła...
Spojrzała na płonący kominek...
– Zagadka mówi o rozpaleniu kominka nocą. Może wtedy ujawni się jakieś ukryte przejścia lub skrytka? Może moglibyśmy dziś nocą spróbować?
–Drodzy Państwo, ile macie kominków w Domu Mathom? - zwróciła się do Slowfootów. - I czy ta mapa nie znajdowała się kiedyś powieszona na przykład w tym pomieszczeniu? Żeby światło z kominka nocą mogło ją jakoś oświetlać?
– A gdybyśmy tak spędzili tu noc próbując rozwiązać tę zagadkę? A kto wie, może byśmy i złapali kogo, kto się tu nocą włamuje?! -

Pani kustoszka nalewała Prymuli herbaty, kiedy ta zwracała się bezpośrednio do niej. W powietrzu rozszedł się zapach coś jakby świerkowy, ale Prymula też widziała w naparze pływające jakieś płatki kwiatów.
– Ja miałam tyle lat, co i Esmeralda, czy Paladin, dość czasu straciłam klęcząc nad tymi zapiskami. Jeśli kryją one w ogóle jakąkolwiek odpowiedź, to potrzeba tam świeżego spojrzenia moja droga. Choćby takiego jak Twoje. Młyn to ciekawy pomysł, nawet ja musżę to przyznać. – uśmiechnęła się, jakby świadoma, że w pewnym kręgu młodych hobbitów uchodzi za dość "ciętą" hobbitkę.Dzbanuszek powędrował nad kubeczek Esmeraldy, potem zaś skierował się do Milo, który mówił o lesie między Igielniczką, Wierzbiną i Leśnym Dworem. Milo bardzo uważnie przestudiował mapę i teraz dzielił się swoimi spostrzeżeniami. Na mapach nie znał się może jakoś szczególnie, ale kilka w życiu widział i zważywszy na jego liczne zainteresowania możliwe, że nawet sam jakąś kiedyś rysował.
Milo Makary Tuk: wiedza (PT 13) - |
3, 7 | 1, 2 | - porażka!– Może to w tym 'Końskim Lesie' powinniśmy rozpalić ogień? Inne naturalne koła to wyspy lub stawy... Albo same te okrągłe obszary na mapie - może trzeba czegoś podobnego koniom wyglądać na ich skraju? Tam na mapie, przy jednym z kół kicały zające... One skaczą niemal jak konie. A jeśli szukać by przy tych stawach czy wyspach... I żaby skaczą jak konie... Oczywiście jak to w porównaniu z dziecięcej zagadki, nie dosłownie przecież, nie dosłownie...
– I ryby skaczą i wiewiórki, nawet hobbici... – odezwał się nagle Rorimak – Nie, to nie może być coś tak... no obszernego! Nigdy byśmy tego nie odnaleźli. Ten las. Nawet jeśli to on, to mamy do przeszukania bardzo dużo drzew. Myślę ja sobie, że moja młodsza siostrzyczka może mieć rację z tym młynem. To młyn wodny, ale nawet te trzeba czasem w suszy zasilić, czy końmi mąkę przewieźć. Nie wiem, czy Sandyman ma konia, czy woła, czy osła, ale przynajmniej dwa te słowa są w zagadce.
Malwa podała Rorimakowi jego kubeczek i wreszcie nadszedł i czas, by nalać herbatki Lobelii i rozmowa przeszła nagle na temat kominków. Całe szczęście, że Malwa skończyła nalewać, nim Lobelia mówić dokończyła.
– Dwa - ozwał się Bingo, gdy padło pytanie o liczbę kominków. – Ten tutaj i w gabinecie. Ale...
– Moja mama trzymała ją kiedyś na ścianie w gabinecie. – ucięła Malwa, uwagę o włamaniach puszczając chwilowo mimo uszu – Ale nie bardzo rozumiem do czego zmierzasz, droga Lobelio. To by znaczyło, że Gerantius ukrył coś w NASZYM domu? Bez NASZEJ wiedzy? Może jeszcze powiedzcie że ta maczuga cały czas jest gdzieś tutaj? To byłoby okrutne! I jak niby miałby to zrobić?! – Malwa wstała i założywszy dłonie na biodrach zagniewana spojrzała za okno.
– O! Mirta już wraca z Ferkiem! Słuchajcie, może zrobimy pożegnalne ognisko dziś wieczorem? Mirta wraca do Oatbarton. Będzie jej i Fajerwerkowi bardzo miło, a wy będziecie mogli sprawdzić w nocnej porze co potrzebujecie.
-
Prymula Brandybuck

- Och, ognisko to doskonały pomysł! - przytaknęła entuzjastycznie Prymula aż jej kapelutek niesfornie nasunął się na oczy, co też delikatnie i z namaszczeniem poprawiła przywracając jego ułożenie do właściwej pozycji, po czym dodała - Chętnie z Esme pomożemy przy przygotowaniu sprawunków! Chłopcy zakasają rękawy i wyręczą Pana Bingo z drwem. A może w tym czasie Lobelia mogłaby przerysować mapę? Bo… nie śmielibyśmy prosić o pożyczenie jej…
Co rzekłszy zawiesiła głos w charakterystyczny dla grzecznych hobbitów sposób będący niczym innym jak... prośbą o pożyczenie. -
Esmeralda Tuk


- Ojejku, tak! Ognisko to świetny pomysł! - zawtórowała Esmeralda, posyłając Prymuli promienny uśmiech i ochoczo kiwając głową na znak, że oczywiście zgadza się pomóc w przygotowaniach.
Sójka, która do tej pory siedziała na czubku jej głowy, sfrunęła na ramię, najwyraźniej uznając, że tam będzie jednak bezpieczniej.
Wizja wspólnego ogniska zupełnie wyparła Esmeraldzie z głowy wszystkie zagadki Starego Tuka, niesłyszące konie i koła, obok których owe uparte stworzenia miały stać. Prawdę mówiąc, młoda Tukówna zaczynała już być nieco zmęczona i znużona tą nierozwiązywalną łamigłówką.
I, jeśli tak całkiem szczerze spojrzeć na sprawę, gdzieś z tyłu głowy zaczynała już knuć plan, jak by tu po nocy podprowadzić ową mapę niepostrzeżenie.

-
– Dobrze - zgodziła się Lobelia. - Ognisko wieczorem. A w budynku... proponuję rozsypać mąkę przy każdym z kominków i wszędzie tam, gdzie znaleziono ślady włamywaczy... Jeżeli tej nocy również przyjdą, to może uda nam się ustalić, którędy dostają się do środka? Oczywiście, potem wszystko sprzątniemy, prawda? - spojrzała na pozostałych z ich gromadki.
– A co do tego, jak Gerontius miałby coś ukryć w Domu Mathom... Jeżeli ktoś mógł podrzucić kurę, to czemu nie maczugę? My, szanujące się hobbity, nie spodziewamy się, by ktoś chciał takie psikusy robić. To i nic dziwnego, że łatwo nam przeoczyć takie psikusy i knowania. Podobno, żeby złapać złodzieja, trzeba myśleć jak złodziej...
– Cóż, jeżeli jesteśmy zgodni, co do ogniska, pójdę zająć się sprawunkami. Oprócz mąki, zakupię ziemniaków. Takie z ogniska, z chrupiącą skórką i odrobiną soli... a jeszcze lepsze są, gdy się je ponakłuwa kminkiem....
– A rano... rano może przyniesie nam rozwiązania, lub przemyślenia... -
Milo Makary Tuk

Mapa porywała patrzących w przygodę, kolorami i malunkami obiecując wgląd w tajniki świata, jakich stacjonarnie nie doświadczysz. I chociaż była ledwie-nieledwie mapą samego, słodkiego Shire, działała na wyobraźnię jak atlas gwiezdnego nieba. Miejscowości na skrajach, bagniska i lasy, może znane z wędkarskich wypraw albo ognisk, liźnięte przy tym czy owym młodzieńczym zrywie, albo zasłyszane na podwieczornych plotkach, wszystkie te drobne i prawie, że przypadkowe literki budujące nazwy siół, puszcz i pagórków, obiecywały kuszącą obcość gwiazdozbioru, który umie się nazwać i pokazać z daleka. Który jest znajomą Niedźwiedzicą, Smokiem czy - co by daleko nie szukać - Koniem w geometrycznym umówmy się granatu nad głową, ale realnie skrywa światy tak obce i odległe, że rozumu nie starczy.
Hobbici żyli w bajce beztroskiej krainy, gdzie praca i przyzwoitość niosą spokój i spełnienie. Starzy ubierali przygodę w żałobne szaty, od razu wiążąc niepewność z niebezpieczeństwem, a niebezpieczeństwo z tragedią i śmiercią. Przygoda miała odstraszać, burząc leniwie ciepły porządek Shire. Ale jak w każdej bajce, zawsze trafiali się ci, których nienazwane kusiło i których imiona ryto potem grubym dłutem. Czasem na pomnikach, czasem na nagrobkach.
Milo był takim właśnie narwańcem, we wszystkim, co dostępne choćby jako nazwa, widząc obietnicę i zaproszenie do drogi. Kiedy każdy obejrzał już dokument dokładnie i po swojemu, Tuk rozpoczął swoje studia. Zeszło mu na tym kawał czasu, bo każdy es-flores na mapie, każdy malunek, dorysowany zwierzaczek, kamień i las, każda uchu znana, a nieodwiedzona miejscowość, ciągnęły myślą do siebie.
– Ale zagadka, zagadka. - Uspokajał się raptus, wznawiając przepatrywanie mapy od ostatniego kwadratu, albo i całkiem od nowa. Proces ułatwiała (albo i utrudniała, jeśli brać wydłużenie za utrudnienie) wierna lupa, którą amator botanicznych i zoologicznych przybliżeń zawsze miał ze sobą.
– Te malunki... - Milo oderwał się od oglądania dobrą chwilę po wszystkich, zdając sobie sprawę, że resztę grupy zajmuje już bardziej temat wieczornego ogniska niż poszukiwań. – Te zwierzęta, hobbici... Łódki... W zasadzie wszelkie zdobienia...
– Co, co? - zainteresował się pan Slowfoot. – Co z nimi?
– One powstały dużo później niż sama mapa... Są domalowane po wszystkim, na koniec. - Milo zastanowił się chwilkę, raz jeszcze przykładając szkło nad dokument. – Widać niepewność ruchów... Rozmazania, dziabnięcia... Musiała je domalować już stara dłoń. Wprawna, ale niestabilna. Trzęsąca...
– Ha! - Kustosz złapał się pod boki i pokiwał głową w uznaniu. – Czyli trzeba skupić się na którejś z domalowanych wskazówek?
– Tak bym zgadywał... Jak tak przepatrywałem mapę pod zagadkę, nie natrafiłem na konia, który by mi pasował... Może ten wół przy Kamieniu Trzech Ćwiartek? - Milo podrapał się w brodę. – Tam zbiegają się okręgi mapy, a wół... Bywa, że nieposłuszny to zwierz, który nie słyszy, gdy się go woła. Ale może zawołajmy młodsze i świeższe umysły... Może z tym detalem będzie im łatwiej odgadnąć?
Slowfoot potwierdził ochoczo, wyszczerzony w nowozrodzonym entuzjazmie dla sprawy i zaraz bryknął, by jeszcze na moment poprosić o rzut oka wśród młodych, lotnych głów nowego Shire.
-

POSŁUCHANIE
Prezentacja:
Prymula Brandybuck: uprzejmość (PT 12) - |3, 8 | 2, 2,
| - wielki sukces! (dostępnych 5 prób)Rokowania:
Prymula Brandybuck: zagadki (PT 13) - |5, 7 | 1, 3,
| - wielki sukces!
Paladin Tuk II: zagadki (PT 14) - zdany bez rzutu!
Milo Makary Tuk: przekonywanie (PT 13) - | 2, 3 | 2, 5 | - porażka!
Prymula Brandybuck: uprzejmość (PT 12 - | 5, 7 | 2, 6 | - wielki sukces!
Wykorzystano 4/5 próbZakończenie posłuchania przez Prymulę Brandybuck:
Opór: 3- Och, ognisko to doskonały pomysł! - przytaknęła entuzjastycznie Prymula aż jej kapelutek niesfornie nasunął się na oczy, co też delikatnie i z namaszczeniem poprawiła przywracając jego ułożenie do właściwej pozycji, po czym dodała - Chętnie z Esme pomożemy przy przygotowaniu sprawunków! Chłopcy zakasają rękawy i wyręczą Pana Bingo z drzewem. A może w tym czasie Lobelia mogłaby przerysować mapę? Bo… nie śmielibyśmy prosić o pożyczenie jej…
Co rzekłszy zawiesiła głos w charakterystyczny dla grzecznych hobbitów sposób będący niczym innym jak... prośbą o pożyczenie.
– Doskonale, zrobimy ognisko, dziękuję Wam za zaoferowaną pomoc. – Malwa rzeczywiście zdawała się byc bardzo rada z tej propozycji – Trzeba tak dużo przygotować, a do wieczoru czasu wcale nie tak wiele. – Malwa z uśmiechem przywitała Mirtę Mudfoot, która wkroczyła właśnie do domu Mathom z wypiekami na twarzy i z rozwianymi włosami. Młoda hobbitka, prowadziła przy nodze nadzwyczaj spokojnego Fajerwerka, który gdy tylko zobaczył innych hobbitów zaczął znowu szczekać. – A co do mapy, usta Kustoszki w zamyśleniu napieły się i powędrowały nieco ku prawemu policzkowi. Zgoda. Ale musicie wyznaczyć kto będzie za nią odpowiadał! Nie chcę nawet słyszeć, że się zabrudziła, zgubiła czy podarła, jasne?
Pan Bigno klasnął w dłonie, niejako pieczętując układ.
– A jeśli uda się wam rozwikłać naszą zagadkę, chce wiedzieć o tym pierwszy!
Zasiedzieli się u Państwa Slowfoot, co tu dużo mówić dokładnie tak, jak przystało dobrze wychowanym hobbitom. Nie należało wszak z gościny umykać zbyt prędko, ani głodnym, ani śpiącym będąc, jeszcze gospodarz pomyślałby, że niemiło z tego, czy innego powodu drogim gościom było. Wizyty takie bardzo często rozciągały się w dni kilka i tygodni, toteż całodzienny pobyt, mający być zwieńczonym ogniskiem krótkim się jednak zdawał.
W czasie tym, jedni gorąco dalej dysputowali nad mapą, lecz do ostatecznych wniosków nie sposób było im dotrzeć, mimo pewnych postępów. Prym tu wiedli głównie Panowie - Milo, który nie obył by się bez pomocy Paladina, czy Rorimaka. Panie zaś w szczególności pochłonięte zostały przygotowaniami do ogniska. Pomagała im też Mirta, choć później zaintrygowana przeszła do obozu... tego mniej praktycznego.
Kiedy Lobelia wróciła z zakupów, z taktem i parasolką przegoniła Panów do przygotowania drzewa na opał, zaś Mirta pobiegła zwołać swoich przyjaciół, których zdążyła pozyskać podczas pobytu u swoich dziadków w Michel Delving co nie miara.
Jakiś czas później do Domu Mathom zawitała również Adaldriada Burrows i choć nie była ubrana w swój uniform, trudno było orzec, czy były to czysto prywatne odwiedziny. Lobelia i Ada wiele słów wymieniły na osobności. Z jakiś względów, reszta hobbitów z Sprzysiężenia Czerwonej Księgi została "poproszona" przez Lobelię, by sprawdzanie po nocy domu Kustoszów i rozpalanie ognisk, pozostawili na czas po zakończeniu ogniska.
Zresztą który hobbit, chciałby spędzić tak wspaniały wieczór zamknięty w czterech ścianach?Na zewnątrz było wszystko co potrzeba i choć nikt nie zakładał tak wielkiej liczby hobbitów, każdy z nich przybył ze swoimi specjałami i podarunkami. Ktoś przyniósł pajdy świeżego chleba, ktoś zamarynowanego chrzanu, Milo miał zakupione wcześniej kiełbaski, ktoś przyniósł wędzone nieopodal Świerkowego Dworu przepyszne okonie, które były chyba nawet lepsze, jak te w Słupkach, smażone w gospodzie Pod Złotym Okoniem. Nie zabrakło tez przeróżnych ciast, ciasteczek, czy suszonych owoców. Najistotniejszemu momentowi, a więc grę w Bingo przy pieczeniu ziemniaczków towarzyszyły tańce, zabawy, a nawet nauka jazdy bicyklem - najnowszym i nie najbardziej praktycznym dziwadle, jakie dane było im oglądać. A jednak dzieciaki jakoś się na tym utrzymywały. Był też konkurs pieśni, do którego zapraszano w szczególności Esmeraldę, bowiem zauważono, że nieodłączna sójka wtóruje jej ilekroć, hobbitka podśpiewywała sobie coś pod nosem, co wzbudziło niesłychane zainteresowanie innych hobbitów.
Wszystko co dobre, jednak dobiegało końca. Z całą pewnością Mirta dobrym mogła nazwać swój pobyt poza rodzinnym Oatbarton i on własnie nazajutrz miał dobiec końca.
– Przemowa!
– Przemowa! PRZEMOWA! - zasygnalizował gawiedzi Bingo Slowfoot
Mirta podziękowała mu skinieniem i gdy gwar nieco ucichł, zwróciła się do wszystkich hobbitów.
– Nawet nie wiecie jak bardzo mi miło było spędzić dzisiejszy wieczór razem z Wami. Taka niespodzianka! Dziękuję bardzo Pani Slowfoot za przygotowania i Panu Slowfoot za barwne opowieści. W szczególności tej o chodzącym drzewie! Z radością będę wspominać swój pobyt tutaj u moich dziadków i wami wszystkimi. Będę też tęsknić za Fajerwerkiem! – Brązowo-szary terier zaszczekał w odpowiedzi, wywołując salwę śmiechu. – Niestety jest już późno, a jutro czeka mnie długa podróż, dlatego - choć wspaniale się bawię chciałabym się już z Wami pożegnać.Zainicjowane przez gospodarza klaskanie, rozległo się chyba po całym Michel Delving, jednakże coś było nie tak i Lobelia doskonale wiedziała już co. Ze zmrużonymi oczyma obserwowała oddalającą się Mirtę.
Lobelia Bracegirdle: czujność (PT 16) - |
| 3,
| - wielki sukces!
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się