Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I

[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sprzysiężenie czerwonej księgi
44 Posty 7 Uczestników 602 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • GladinG Niedostępny
    GladinG Niedostępny
    Gladin
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #21
    Lobelia Bracegirdle
    Lobelia Bracegirdle Ten Bilbo! Musial przerobić norę! Kto to widział, by kredens nie sięgał sufitu!? I kto to widział, by ubrania trzymać na kredensie!?

    Oczywiście, dziwactwa Bagginsa nie skończyły się dobrze. Chętnie dowiedziałaby się, co z nogą Drogo, ale ten był obecnie przez opieką Prymuli, więc pewnie i tak zaraz się dowie.

    Gdyby ona, Lobelia, była panią Bag Endu, coś takiego nie miało prawa się stać!

    Zatupała nerwowo nogą. Jeżeli pozwoli Bilbo dalej ciągnąć sprawę, szkód będzie więcej! Nie żeby jakoś specjalnie jej zależało na pozostałych gościach. Sami sobie ściągnęli to na głowy. Czy jak w przypadku Drogo - na nogi. Tak, jeżeli coś miałoby się im stać, to byli równie winni jak i Baggins.

    Niestety, pozostanie w tym towarzystwie również jej groziło uszczerbkiem. I to zarówno na zdrowiu jak i na reputacji.

    Zatem... co robić? Stłuczona czy skręcona, noga Drogo nie nadawała się, by mógł na niej ruszać samodzielnie. Trzeba go zatem zostawić. Oczywiście Prymula zostanie się nim opiekować. To już zmniejsza liczebność grupy, dobrze. Ale nadal jest ich zbyt dużo.

    Lobelia czuła, że musi wziąć towarzystwo w karby i wyznaczyć im drogę. Inaczej zestarzeje się tutaj czekając, aż podejmą decyzję.

    – Co za nieszczęście! - wykrzyknęła na głos. - Prymulo, moja droga, co z nim? Oh, z pewnością nie będzie mógł teraz nigdzie iść! Trzeba go będzie do domu odwieźć.

    Odwieźć... no tak...


    Sesja Karak Varn

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    4
    • MarrrtM Niedostępny
      MarrrtM Niedostępny
      Marrrt
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #22

      Prymula Brandybuck

      - Słodka fortuno! - zawołała Prymula na widok upadającego lubego. Drogo był odważny i niejednokrotnie porywczość go ponosiła. Nie była więc specjalnie zaskoczona gdy rzucił się ku kredensowi. Niestety jednak niezgrabą też mu zdarzało się bywać. Choć… nie mogła odmówić sobie spostrzeżenia, że było to na swój Bagginsowy sposób, urocze - Drogo, miły nic Ci nie jest? Daj. Pokaż mówię. Przecież spójrz, że nie jest w porządku - delikatnie acz stanowczo odtrąciła opędzające się od pomocy dłonie Droga - Esme, kochanie, przyniesiesz coś na okład? Ach… na to się nie przygotowaliśmy. Czy masz może Bilbo w ogródku jakieś stosowne zioła? Doktór polecał mi zdaje się żywokost, ale ja kompletnie nie wiem jak wygląda! Ależ jest Milo! Kto by się lepiej znał niż Ty, mój drogi! Czy pomógłbyś proszę? - zwróciła się do hobbita w ten swój prymulowy dystyngowany, a jednocześnie w jakiś sposób osobisty sposób dzięki któremu rozmówcy Prymuli czuli wewnętrzną niechęć do uchybienia jej, czy odmówienia czegokolwiek - No ładnie Drogo. Zwichnięta jak nic. Usiądź proszę i nie wierć się.

      - Całkowita racja Lobelio - Przyznała lekko zaskoczona rezolutnej hobbitce - Nie ma mowy o żadnych przełajach ani eskapadach. Wracamy do Brandy Hallu. I na moje oko Drogo tydzień co najmniej spędzi pod pierzyną. A myślę, że nie obejdzie się też bez wizyty u…

      I w tym momencie Prymula urwała nieoczekiwanie. Tym bardziej nieoczekiwanie, że była hobbitką, która zawsze wiedziała co chce powiedzieć i nie zwykła plątać się w słowach ani szukać odpowiednich wyrażeń. Tym razem jednak język jakby uwiązł jej w gardle, a najmłodsza córka Gorbadoca zastygła na dobrych kilka sekund. W jej głowie bowiem urodziła się myśl. Taka zupełnie nie jakby jej myśl. Jakby czyjaś inna, ale przeciwnie bo jej własna. Bardzo własna i pełna prymulowatości, której nie mogłaby się wyrzec nawet gdyby bardzo chciała. A dobre hobbickie maniery sugerowały właśnie wyrzeczenie się tej myśli. Cóż jednak było począć. Myśl już się zalęgła i wygodnie rozsiadła w eleganckim saloniku prymulowego rozsądku.

      - Paddi, kuzynie - zwróciła się do starszego z Tuków - Czy dobrze pamiętam, że na Tukowej Skarpie, które jest znacznie bliżej od Brandy Hallu mieszka doktor... ach... nie pomnę imienia... Rattlebee zdaje się?

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • GreKG Niedostępny
        GreKG Niedostępny
        GreK
        napisał(a) ostatnio edytowany przez GreK
        #23

        text alternatywny!

        Paladin Tuk Drugi.

        Paladin zareagował natychmiast — choć „natychmiast” w jego wydaniu oznaczało serię ruchów i myśli, które niekoniecznie układały się w logiczną kolejność.

        Najpierw poderwał się z krzesła tak gwałtownie, że to krzesło cofnęło się o pół stopy, urażone.
        — O-ho! — wyrwało mu się, gdy zobaczył Droga na podłodze, stołek przechylony pod nieodpowiednim kątem, a całą sytuację wyraźnie nie tam, gdzie powinna być.

        Zrobił krok w przód, potem drugi… po czym zatrzymał się nagle.
        — Mówiłem — mruknął, wskazując palcem stołek — stołki są zdradliwe. Zawsze były. Człowiek… to znaczy hobbit… wchodzi na nie z ufnością, a one tylko czekają.

        Prymuli, która już klęczała przy Drogo, przyglądał się z rosnącym niepokojem, kręcąc głową w sposób drobny, nerwowy, jakby próbował roztrząsnąć myśl, która ugrzęzła mu za uchem. Gdy padły słowa o zwichniętej kostce, Paladin skrzywił się wyraźnie — jak ktoś, kto doskonale wie, jak bardzo kostki potrafią być nielojalne.

        — Kostka… — powtórzył. — Wiedziałem. Zawsze mówię: kolana, kostki i buty — żadnemu nie można ufać.

        Zaczął krążyć wokół sceny drobnym półkolem, ostrożnie stawiając bose stopy, żeby przypadkiem nie nadepnąć na czyjąś dłoń ani na sytuację, która i tak już była wystarczająco skomplikowana. Co chwilę pochylał się, jakby chciał pomóc, po czym prostował się znowu, bo właśnie przypomniało mu się coś bardzo ważnego.

        — Nie ruszaj nim — rzucił nagle, po czym od razu dodał: — To znaczy… ruszaj, ale powoli. Albo wcale. Albo tylko tyle, ile trzeba.

        Potarł dłonie o kamizelkę.
        — Zwichnięcie to nie żarty. Raz widziałem, jak hobbit zwichnął kostkę i przez tydzień kulał, a przez drugi tydzień wszyscy mu o tym przypominali.

        Pochylił się wreszcie bliżej, ostrożnie, z miną człowieka, który absolutnie nie chce zaszkodzić, ale czuje, że powinien coś zrobić.
        — Drogo — powiedział łagodniej, niż można by się spodziewać. — Ty się nie przejmuj. Leż. Leż to masz opanowane bardzo dobrze.

        Potem spojrzał na Prymulę, kiwając głową z uznaniem.
        — Dobrze mówisz. Kostka. To ona wszystko psuje. — Zawahał się. — Trzeba ją potraktować stanowczo… ale delikatnie.

        Zamilkł na moment, po czym dodał, jakby dochodząc do oczywistego wniosku:
        — A stołek… stołek należy usunąć z pomieszczenia. Żeby nie kusił innych.

        I zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, odsunął zdradliwy mebel pod ścianę, po czym wrócił na swoje miejsce przy Drogu, wyraźnie uspokojony, że przynajmniej jedno zagrożenie zostało właśnie opanowane. I to przez Paladina Tuka Drugiego.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        3
        • GreKG Niedostępny
          GreKG Niedostępny
          GreK
          napisał(a) ostatnio edytowany przez GreK
          #24

          text alternatywny!

          Paladin Tuk Drugi.

          Paladin — a właściwie Paddi, bo w takich chwilach wszyscy mówili do niego miękcej — zatrzymał się w pół ruchu. Jeszcze przed chwilą poprawiał poduszkę pod nogą Droga, po czym nagle znieruchomiał, jakby dopiero teraz usłyszał, że ktoś zwrócił się wprost do niego.

          — Ja…? — mruknął, prostując się zbyt szybko. — To znaczy… pytasz mnie?

          Na moment wyraźnie się zakłopotał. Potarł kark, potem brodę, potem — zupełnie niepotrzebnie — sprawdził, czy kamizelka nadal jest zapięta. Spojrzał na Prymulę, potem na Droga, na Bilba, jakby odpowiedź mogła leżeć gdzieś na podłodze obok stołka.

          — Doktor… tak… — zaczął, przeciągając słowo, jakby chciał dać sobie czas na dogonienie własnych myśli. — Rattlebee. Rattlebee, oczywiście że Rattlebee.

          Kiwnął głową z rosnącym przekonaniem, choć nadal wyglądał, jakby sam siebie upewniał.
          — Mieszka na Tukowej Skarpie. Albo przy Skarpie. Znacznie bliżej niż Brandy Hall, to na pewno. Ma dom z tym… krzakiem przed wejściem. Zawsze za wysoki. Nigdy go nie przycina.

          Zamilkł na ułamek sekundy.
          — Albo przycina, tylko krzak się nie słucha. Tak czy inaczej — doktor jest porządny.

          Znów spojrzał na kostkę Droga i skrzywił się lekko.
          — Zwichnięcia zna. Bardzo dobrze zna. A i nie zadaje głupich pytań, tylko od razu mówi, co boli i jak długo będzie bolało, co jest uczciwe.

          Westchnął i rozłożył ręce, trochę bezradnie.
          — Przepraszam… w tym całym zamieszaniu… stołki, kostki, psy w wyobraźni… — machnął dłonią. — Tak. Dobrze pamiętasz. Rattlebee. I jeśli mamy iść po kogoś, do kogoś to właśnie do niego.

          Po czym dodał ciszej, z tym swoim tukowym zawstydzeniem:
          — Czasem człowiek… hobbit… musi najpierw posprzątać myśli, zanim przypomni sobie oczywiste rzeczy.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          3
          • PaniczP Niedostępny
            PaniczP Niedostępny
            Panicz
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Panicz
            #25

            Milo Makary Tuk

            Przygody, jak to przygody, nie działy się w cichości i szyte liniowym haftem. Zawsze było w nich trochę rabanu, ścieżki kluczyły, a bóle i wątpliwości bohaterów, gdy stali u chwili krytycznej były nieodzowne dla dobrej historii, jak deser po drugim.

            Znać było zatem, że moment stanął krytyczny, bo upadek Droga, huk, jęk, stęk i ogólne wzmożenie wpisywały się w pełny przygodowy rejestr. Oto śliski przypadek rozsupłał wątpliwości spojrzeń i pchnął hobbitów prawie, że już na szlak. Na razie do doktora, na razie na południe w znajome strony, ale czy nie to pierwsze pchnięcie na znajomy skraj gniazda otwiera drogę do lotu?

            Milo kiwnął Prymulce na potwierdzenie, że robi się i chwytając kapelusz z wieszaka (ale bez straty chwili, bo przecież zdrowie kuzyna) wyrwał pędem szukać roślinnych remediów. Długo nie trzeba było szukać, bo Bilbo prowadził swój ogródek bezbłędnie - arnika żółciła się już pierwszymi pąkami, a purpurowe dzwonki żywokostu dyndały na przydomowej grządce. Tuk odciął właściwe fragmenty roślin małym nożykiem (listownym, ale niezgorszym i w chwili takiej potrzeby) i zaraz walił do domku z powrotem, uszykować okłady.

            Na miejscu zgrabiał nieco w ruchach, jakby szybka przebieżka ujęła mu dechu, bo zdał sobie nagle sprawę, że o ile czytał jak przygotować odpowiednie lekarstwa i znał się na ziołach, tak ciągle była to tylko wiedza książkowa, której dotąd w życie nie wcielił. Miał wprawę w pichceniu przydatnych i przydatnych mniej dziwactw z własnego ogródka (i ogrodu Natury), ale tego akurat dotąd nie robił.

            - Za trudne przecież być nie może, pomyślał i uśmiechając się nerwowo, zagaił Bilba o bandaże i moździerz do roztarcia ziółek. - W najgorszym razie... Najwyżej nie pomoże.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            3
            • WiredW Niedostępny
              WiredW Niedostępny
              Wired
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
              #26

              text alternatywny
              Rorimak Brandybuck

              Zamieszanie jakie się zrobiło sprawiło że stary Rorik postanowił zapalić fajkę i odciąć się do zgiełku.
              - Wizyta u doktora to dobre wytłumaczenie naszej podróży - wtrącił
              - a przynajmniej dla części z nas

              - Dla mnie obojętne co jako grupa wybierzemy, osobiście byłbym za drogą na przełaj, przynajmniej ja i Milo możemy ją obrać i umówić gdzie się spotkamy z resztą

              - Bilbo, mój drogi, jak rozumiem moje zobowiązania wobec Ciebie, o których kiedyś żywo dyskutowaliśmy, różniąc się co do zasad gościnności i opieki nad Twoim domem gdy byłeś poza Shire, to po tej przysłudze będą spłacone z nawiązką i zamkniemy definitywnie ten temat? - zapytał gospodarza, nieco ciszej, gdy inni zajęci byli Drogo i jego kostką

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              2
              • GladinG Niedostępny
                GladinG Niedostępny
                Gladin
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                #27
                Lobelia Bracegirdle
                Lobelia Bracegirdle – Kto chce iść przez wodę, niechaj się zatem udaje przez wodę. Bronić przecież nie będę.

                – Po tym, jak dzisiaj padało, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby poziom wody był wysoki a przeprawa trudniejsza, niż nasz gospodarz sobie to zaplanował.

                – Ale ja z Prymulą zajmę się Drogo.

                – Późno już, dzisiaj jakoś musimy poradzić sobie samemu. Ale z rana ruszę do Hobbitonu zobaczyć, czy nie uda mi się znaleźć brata lub ojca, ich wóz jest duży. Mógłby nas zawieźć do doktora. Kto wie... może większą grupą będziemy mogli się zabrać. Niektórzy mogliby nawet schować się wśród materiałów budowlanych lub przebrać za robotników dla niepoznaki.

                – A gdyby kto chciał w rzeczy samej za krasnoluda się przebrać, to ma okazję swym kunsztem się popisać i przebranie zrobić.

                – A potem... wszyscy moglibyśmy się w Tukowej Skarpie spotkać. Ale Milo winien podróżować z nami - nie zgodziła się z Rorimakiem. - Co by to było, gdybyśmy do Tukowej Skarpy dotarli przed nim?

                – A skoroś skory do przeprawy na przełaj, to weźże ze sobą Esmeraldę, bo widać ciekawa niebezpieczeństw - rzekła wyrzucając z siebie „niebezpieczeństw”, jakby to trucizna była.

                – A i Paladin z wami iść może na wypadek, gdyby wasza grupa jednak pierwsza do Tukowej Skarry dotarała.

                – Zatem moi drodzy? Bilbo? Wskażesz nam posłania na noc? Zróbcie trochę miejsca, zamiast przeszkadzać. Widzicie przecież, że Prymula nie ma jak się narzeczonym zająć.


                Sesja Karak Varn

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                5
                • WiredW Niedostępny
                  WiredW Niedostępny
                  Wired
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
                  #28

                  text alternatywny
                  Rorimak Brandybuck

                  - Milo zna się na chodzeniu po lesie nie gorzej ode mnie, stąd pasuje do takiej podróżu, nie rozumiem skąd to rozstawianie Tuków, niech sami decydują - odparł stary Rori akcentując słowo rozstawianie, widząc że Tuków chciała przydzielać jak pionki

                  WiredW 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • PaniczP Niedostępny
                    PaniczP Niedostępny
                    Panicz
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Panicz
                    #29

                    Milo Makary Tuk

                    text alternatywny

                    Lobelia, ach chorąża Kompanii, Lobelia!

                    Przygody przygodami, a bohaterowie bohaterami, ale trzeba było prawdziwej odwagi, by wyrwać się poza protokół i rozporządzać planami wobec towarzystwa z taką swadą, gdy obok czuwał gospodarz i opiekun całego przedsięwzięcia. Milo nie miał wątpliwości, że gdyby na jedną ze swych wycieczek do Dzikich Krajów zebrał ich tu sam Gandalf, rezolutna hobbitka wyłożyłaby mu jak krowie na rowie, gdzie się myli, o czym zapomniał i co można zrobić lepiej. Pomijając oczywiście, że nie omieszkałaby spróbować wybić mu z głowy wciągania porządnych (małych) ludzi w niebezpieczne, czarodziejskie fanaberie.

                    Bilbo uśmiechał się i marszczył na przemian, zbity z pantałyku przez damę, która nie dała się zawinąć w przygodę nieswoim przepisem. Właściwie to zdawała się w ogóle niechętna samej koncepcji tej dziwacznej aktywności, przygód, ale Los pchał ich na szlak czy tego chcieli, czy nie chcieli.

                    Milo chciał. On był za, całkowicie i w zupełności. Wolałby pewnie ruszyć pieszo, czując, że z Rorimakiem, Esme czy Paddym mógłby odbyć niczego sobie wędrówkę, pokazując im to i owo po drodze, bez obawy, że oprychają go i obejdą z daleka.

                    Ale też nie sposób było odmówić Lobelii słuszności w sprawnym zarządzaniu operacją. Jeśli mieli bawić się w pozory, miała słuszność, że jadąc na Tukową Skarpę nie powinni się rozdzielać w podróży.

                    – Kuzynko. – Milo skłonił głowę i uśmiechnął się do Lobelii całą swą starokawalerską uprzejmością.
                    – Kuzynie. – Tym razem skinął Rorimakowi w balansie między koleżeńskim luzem a poprawnością okazji.

                    – Wierzę, że jesteśmy w tej sytuacji, gdzie słuszność może mieć dwoje, bo prawda i spryt brzmią w waszych słowach. Żeby jednak nie okopywać się bez potrzeby, obaczmy może zatem najpierw, co z wozem? – Tuk zagrał na czas. Liczył, że Drogo dostanie pomoc, której mu trzeba, ale też nie obraziłby się, gdyby wozu akurat nie było i konieczna była pielgrzymka. – Wtedy rozsądzimy, kto może jechać, a komu przyjdzie droga piesza? Jeśli przyjdzie nam nie znaleźć dla siebie miejsca na utartym szlaku, zawsze mamy bezpieczną wymówkę by z niego zejść... W polowaniu na króliki. Niejeden przecież hobbit, spóźniony choćby i na obiad - wiem, wiem, wiem jak to brzmi - tłumaczył tak wszelkie wypadki i nieobecności.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    3
                    • RewikR Niedostępny
                      RewikR Niedostępny
                      Rewik
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
                      #30

                      Esmeralda zużywa punkt nadziei!
                      Prymula Brandybuck zużywa punkt nadziei!
                      Prymula Brandybuck: uzdrawianie (PT 12) - | 8 | 4, 5, 5, text alternatywny, text alternatywny | - nadzwyczajny sukces!
                      rana będzie doskwierać przez 7 dni

                      text alternatywny

                      Bilbo wielce przejął się wypadkiem oraz stanem kuzyna i dołożył wszelkich starań, by zapewnić im wszystkiego co potrzeba do opieki nad Drogo Bagginsem, a także później podczas dalszych dywagacji, gdy emocje już nieco opadły. Czując się może nieco winnym wypadkowi, zgadzał się praktycznie na wszystko, w tym także na pytania o zobowiązania Rorimaka.

                      Nadszedł w końcu i czas, gdy senność zmorzyła ich wszystkich. Gospodarz pościelił im wygodnie w jednym z licznych pokojów gościnnych Bag End. Była to noc przed wyruszeniem w drogę, a te bywały niespokojne, wreszcie jednak posnęli wszyscy, a nad ranem obudził ich zapach świeżo pieczonego chleba i suto zastawione śniadanie.

                      centered paragraph

                      Drużyna zarówno chciała, jak i musiała podążyć dwiema ścieżkami. Esmeralda Tuk, Paladin Tuk Drugi, Rorimak Brandybuck oraz Milo Makary Tuk wyruszyli, tak jak Bilbo sugerował - drogą wiodącą na północ od Bag End, do przysiółka Za Pagórkiem. Większość tamtejszych domów była pobudowana na powierzchni. Widok wędrujących na północ hobbitów nie był tu niezwykły. Mieszkańcy słynęli tu z wycieczek na grzybobranie, polowanie albo łowienia ryb gdzieś w zaciszu na brzegu, albo w zacumowanej łodce.

                      Ich droga skręcała potem na zachód i przez kilka mil wiodła na przełaj przez pola. Towarzyszyły im wesołe przyśpiewki, ciepłe promienie słońca oraz trele ptaków. Minęli sioło, przecięli pola i... o zgrozo! Lobelia miała rację! Woda wezbrała na wskutek wczorajszej ulewy, a płycizna wskazana przez Bilbo, wcale już taką łatwą do przebycia się nie zdawała! Sójki siedzące na drzewie po przeciwnej stronie rzeki przyglądały im się badawczo i jakby trochę prześmiewczo? Ale przecież nie mogli teraz zawrócić i przyznać Lobelii rację!

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • RewikR Niedostępny
                        RewikR Niedostępny
                        Rewik
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
                        #31

                        text alternatywny

                        Lobelia Bracegirdle: przekonywanie (PT 12, test trudny) - | 8 | 2 | - porażka!

                        Ranek był słoneczny, lecz rześki. Jeszcze przed drugim śniadaniem, Lobelia udała się do swojego ojca, który przebywał gdzieś między Hobbitonem, a Nad Wodą. Celem tej przedwczesnej podróży było uzyskanie wozu do transportu Drogo oraz wiarygodna wymówka - na wypadek gdyby ktoś pytał w jakim celu to taka gromadka, w taką stronę się udaje. Niestety wóz o którym myślała był załadowany towarami, które miały nazajutrz wyruszyć dalej, w stronę Yale i nikomu nie było w smak go teraz rozładowywać. Ojciec Lobelii zgodził się udostępnić wóz, tylko w ostateczności, wskazując jej kilka miejsc, gdzie mogłaby najpierw spróbować pożyczyć wolne wozy. Na szczęście przez okno dojrzała wtedy kolaskę, którą przybyli do Bag End Prymula, Rorimak i Drogo.

                        text alternatywny

                        Kolaska wesoło podskakiwała co rusz na nierównościach drogi z Bag End do Hobbitonu. Przekroczyli kamienny most, mijali kolejne nory hobbitów. Rzecz jasna, podobnie jak w samym Bagshot Row, nie były to szkaradne, brudne, wilgotne nory, rojące się od robaków i cuchnące błotem, ani też nie były to suche, nagie, piaszczyste nory bez stołka, na którym by można usiąść, i bez dobrze zaopatrzonej spiżarni; były to nory hobbitów, a to znaczy: nory z wygodami... i nory z oczami.

                        Lobelia Bracegirdle: zagadki (PT 12) - | 1 | 2, 4, 6 | - wielki sukces!
                        Prymula Brandybuck: zagadki (PT 13) - | 3, 3 | 4, 5, 6 | - wielki sukces!
                        Drogo Baggins: zagadki (PT 13) - | 1 | 3, 4, 6 | - wielki sukces!

                        Uprzejmie obserwowani i pozdrawiani i zagadywani jechali nad brzegiem Wody, aż do szarego stawu, którego obecność znaczyła, że dotarli do miejscowości o nazwie "Nad Wodą".

                        Pierwszym budynkiem miejscowości uznawało się gospodę Pod Zielonym Smokiem, popularne miejsce spotkań mieszkańców całej okolicy, lecz tym razem musieli z trudem odmówić sobie miodu i piwa, czy innych frykasów. Miejscowość opuścili Aleją Południową i jak dotąd żadne z nich nie dało po sobie poznać, że ich powód podróży do Tukowej Skarpy, nie był celem jedynym i samym w sobie.

                        Tutaj okolica stała się bardziej otwarta i mogli nieco się rozluźnić tym bardziej im dalej zagłębiali się w Kraj Tuków. Gościniec Wschodni stanowiła szeroka jabłoniowa aleja. Krajobraz znaczyły liczne gospodarstwa, gdzie ten i ów kuzyn Tuk sieje pszenicę i jęczmień na chleb i piwo, dogląda pasieki, w której pracowite pszczoły wytwarzają miód, albo poluje na drobną zwierzynę dla skór i mięsa.

                        Drogo zaproponował Prymuli oraz Lobelii i sam zapalił fajkowe ziele i zatracając się w tej czynności i rozmowach jechali tak czas jakiś. Nie ujechali jednak dość daleko na tyle, by podróż zdążyła się znudzić, kiedy po lewej stronie drogi, niedaleko niewielkiego stawu dostrzegli, a później usłyszeli ambaras. Jedno z dzieci Noakesów wykrzykiwało coś i odpędzało niewidocznego napastnika. Młody Noakes biegał pośród uli, bijąc z początku w powietrze kijem. Potem zaś odpędzając się już samymi rękoma i biegając w popłochu!

                        – Zostawcie je, wy paskudy! AAAaa!! Pomocy!
                        text alternatywny

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        3
                        • GladinG Niedostępny
                          GladinG Niedostępny
                          Gladin
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #32
                          Lobelia Bracegirdle
                          Lobelia Bracegirdle – Zatrzymaj się Odo. Myślę, że to dobry moment, aby skorzystać z twojej propozycji, Drogo.

                          Lobelia miała na myśli ziele, którym częstował ich kuzyn. Wcześniej uprzejmie odmówiła. Podróż do tej pory toczyła się przerywana a to komentarzem (od czasu do czasu z nutą braceigrdlowej uszczypliwości) na temat mijanych nor czy osób, a to obserwacjami natury, czy też wymianą grzeczności.

                          Wstrzymała się też od komentarza na temat powierzania powożenia kolaski dwudziestoczteroletniemu Odovacerowi Bolgerowi. A także to, że akurat jej wujeczny bratanek służył za woźnicę u Prymuli.

                          Zapewne to efekt tego, że się szalenie dużo kręcił wokół bratanicy Makarego, Rosamundy. Miała jedynie nadzieję, że chłopakowi ktoś wybije zadawanie się z Tukami, kiedy przecież są rodziny mniej... kontrowersyjne. Ale różnie mogło być, bo sam Odo miał wszak babkę Tukównę, rodzoną siostrę matki Prymuli.

                          – Prymulo, może również i ty zapalisz i pójdziemy zobaczyć, co ten Noakes nawyrabiał? Ty nie, Odo, jesteś jeszcze za młody.

                          W myślach zacierała już ręce na to, jakąż to nowinę uda jej się zdobyć i jakiż to przykład złego wychowania będzie miała okazję obnażyć.

                          Chwyciła za swoją parasolkę, która miała stanowić - obok dymu z fajkowego ziela - jej osłonę przed natrętnymi owadami, w razie potrzeby.


                          Sesja Karak Varn

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          4
                          • MarrrtM Niedostępny
                            MarrrtM Niedostępny
                            Marrrt
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
                            #33

                            Prymula Brandybuck
                            |-text alternatywny

                            Było jej odrobinę przykro, że ani Paddy, ani Milo nie pojechali z nimi do ich rodzinnego Tukonu. Panowie najwyraźniej uznali, że ciekawiej będzie podróżować po bezdrożach bez obu hobbitek i rannego Drogo. Co ponownie rozbudziło wznieconą wczoraj w prymulkowej duszy iskrę… ciekawości. Swoją drogą nie mogła sobie odmówić wrażenia, że Lobelia w jakiś taki Bracegirdlowy sposób dawała się lubić. Nawet jeśli ciepła w jej spojrzeniu było tyle ile czarodziejach przewidywalności.
                            - Czy myślisz Lobelio, że spróbują… włamać się do Domu Mathom? - spytała tonem pozornie bezbarwnym, ale dla kogoś tak spostrzegawczego jak Lobelia, czytelnie pełnym sprzecznych uczuć od obawy po rozdrażnienie.

                            ***

                            Mimo licznych prób, z klasą i niewątpliwym taktem wyszli zwycięsko ze wszystkich napotkanych prób zagajenia przez mieszkańców Nadwodzia. Nawet Lobelii nie dało się zarzucić grubiaństwa o jakie ją chyba niesłusznie jednak posądzano. Zanosiło się więc na całkiem spokojną i zaskakującą przyjemną przejażdżkę gdy nagle dało się słyszeć wołanie o pomoc i… bzyczenie?

                            - Dziękuję bardzo. Drogo. Lobelio. Zapalcie sobie śmiało. Dla mnie to nieco zbyt wczesna pora. - Nie dodała już uprzejmie, że jej osobiście dym fajkowy przeszkadzał nieco. Choć nie aż tak jakby byli w norce. Jednak w powożonej przez Odo kolasce było przyjemnie i przewiewnie. I gdy Drogo i wychodząca z kolaski Lobelia zapalili swoje fajki uznała, że to był dobry pomysł i z pewnością narzeczonemu na zdrowie dobrze zrobi.

                            - Jestem z tobą Lobelio - powiedziała Prymulka wysiadając pośpiesznie z kolaski - Drogo, upewnij się, że Odo zostanie z Tobą.

                            - Ależ Prymko! - zaprotestował pan Baggins - To może być niebezpieczne jeśli Noakes rozdrażnił pszczoły.

                            - Może o tym nie wiesz kochany. Ale w wieku Esme zwano mnie Zaklinaczką Pszczół.
                            Nie było to kłamstwo. Choć tylko raz zdarzyło się, że ją tak nazwano, przez starą piosenkę, której ją babcia nauczyła. Prawdą też było, że Prymula nigdy pszczół się nie bała i lubiła te stworzenia. Zaraz więc przypomniała sobie słowa, które po chwili złotoustym głosem Prymuli popłynęły po ogrodzie.

                            Urocza panna młoda,
                            gdy ślubny włoży tren,
                            swym pszczółkom wieść niech poda!
                            Inaczej, pierzchną hen!

                            Odlecą hen pierzchną jak sen,
                            w świat pomkną w rojnej czeredzie!
                            ale kto kłamstwem nie zwodzi pszczół,
                            to pszczoła go nie zwiedzie!

                            O chrzcinach czy pogrzebie,
                            wieść smutną czy wesołą,
                            z za mórz przybyłą do ciebie,
                            wyjawić musisz pszczołom!

                            Przez wrota do stodoły
                            wlatywać pozwól im zawsze,
                            bo tak ciekawe są pszczoły,
                            jak człek, a może ciekawsze!

                            Pod drzewem zły przytułek,
                            gdy grom się zacznie jawić!
                            Gdzie krążą roje pszczółek,
                            nikogo nie nienawidź!

                            Bo one wnet odlecą het
                            i nigdy już nie wrócą.
                            Lecz kto nie smuci nigdy pszczół,
                            pszczółki go nie zasmucą...

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            5
                            • Pan ElfP Niedostępny
                              Pan ElfP Niedostępny
                              Pan Elf
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Pan Elf
                              #34

                              Esmeralda Tuk

                              text alternatywny

                              text alternatywny

                              Zaklasnęła w dłonie, gdy kolejnego dnia stanęli wreszcie na progu domu kuzyna Bagginsa. Otóż to był ten dzień! Dzień, w którym ona - Esmeralda Tuk - wyrusza na swoją pierwszą przygodę! A czy aby na pewno? Może zaczęła się już wcześniej, gdy razem z Paddim przekroczyli próg własnego domu? A może jeszcze dawniej, w chwili, gdy w ich ręce trafił list z zaproszeniem od Bilba? A może…

                              - Ależ piękna pogoda, nie sądzisz, braciszku? - rzuciła radośnie i z entuzjazmem zaczerpnęła powietrza.
                              Zastukała kilka razy tukowym kijem o próg - na szczęście, zgodnie z tradycją przejętą po babuni Rosalii - po czym postawiła bosą, hobbicią stopę na trawie przed drzwiami, przepuszczając resztę niewielkiej kompanii. Chciała mieć pewność, że wszyscy są równie wesoło nastawieni na zbliżającą się wędrówkę. A gdyby dostrzegła choć ułamek niepewności, zwątpienia czy niezadowolenia? Cóż, tukowy kostur pozostawał cały czas pod ręką.

                              - Milo, Milo, Milo! - zawołała entuzjastycznie, gdy maszerowali drogą wiodącą na północ od Bag End.
                              W dłoniach trzymała kilka grzybów, których właściwości były jej zupełnie nieznane. Gdyby okazały się trujące, a ona głodna, pewnie już bolałby ją brzuch. Na szczęście śniadanie u Bilba było nader obfite, a i drugie śniadanie spakowane na drogę w niczym mu nie ustępowało.
                              - Jadalne? Jak sądzisz? Ten nie wygląda zbyt apetycznie, ale za to ten - oj, ten to niezły okaz, przyznaj!

                              Entuzjazm i szeroki uśmiech nieco jednak zrzedły Esmeraldzie, gdy dotarli do miejsca, w którym mieli przekroczyć Wodę. Na widok wezbranej rzeki po jej plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz, a w głowie pojawił się obraz drwiąco uśmiechniętej Lobelii, pyszniącej się niczym paw, dumnej z tego, że to ona miała rację. Dreszcz ten miał chyba więcej wspólnego z wyobrażeniem niż z samą wodą.

                              - Bohaterowie wielkich przygód zawsze napotykają na swej drodze przeciwności losu! - oznajmiła po dłuższej chwili, podpierając się pod boki i przytakując sama sobie z nad wyraz poważną miną.
                              - Nie inaczej jest i z nami! Paddie, spakowałeś może linę? Gdybyśmy ją mieli, moglibyśmy się przewiązać, a jeden z końców przywiązać do drzewa. Wtedy bezpiecznie przekroczylibyśmy Wodę tam, gdzie płycizna jest największa!

                              A co, jeśli nurt porwie któregoś z nich? Albo ktoś się poślizgnie? Wtedy wszyscy polecą jego śladem i będą musieli wrócić na brzeg - przemoczeni i wcale nie o krok bliżej celu. Zamyśliła się jeszcze przez chwilę.

                              - O! Albo możemy wybrać ochotnika - tu wskazała na samą siebie, oczywiście, po czym kontynowała - i jego przewiązać liną, a reszta będzie mocno trzymać! Ochotnik przedrze się na drugi brzeg i przywiąże linę do tamtego drzewa!
                              Wskazała końcem tukowego kostura drzewo, na którym siedziały sójki, przyglądające im się badawczo.
                              - Wtedy reszta bezpiecznie przejdzie jego śladem!

                              Plan był iście wspaniały! Tylko czy któryś z tych zaradnych hobbitów pomyślał, by zabrać ze sobą linę?

                              text alternatywny

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              2
                              • PaniczP Niedostępny
                                PaniczP Niedostępny
                                Panicz
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #35

                                Milo Makary Tuk

                                text alternatywny

                                Wątpliwości, którędy mu droga miotały Milem przez całą noc. Ułożony na wygodnym, świeżym posłaniu obracał się z jednej na drugą i co i raz przerzucał poduszkę z ciepłej strony na zimną, aż obie zrobiły się równie ciepłe. Podciągał kołdrę to wyżej, to niżej, a słysząc sapania i pochrapywania kuzynostwa zamierał, niepewny czy aby jego niepokoje nikogo nie wybudzą. Myślał nawet, czy aby nie wstać i nie rozchodzić myśli w ogrodzie, ale obawa, że po ciemku narobi rabanu i pobudzi gości wygrała.

                                Rano, gdy było im ruszać, Milo miał nietęgą minę, rozdarty między podróżą kolaską do Tukonu, gdzie mógłby usłużyć krewnym jako gospodarz, a ujmującą wycieczką przez wodę. Zaproszony na wóz przez Lobelię wybąkał przeproszenie i uśmiechnął się rozkładając ręce, zapewniając, że bardzo chciałby im towarzyszyć, ale w drugiej obranej drodze jego umiejętności przydadzą się bardziej.

                                – Ma się rozumieć, nie chodzi o mnie, ale o wspomożenie naszej grupy – zapewnił Tuk. – Znam tamte ścieżki, więc zadbam, żeby ta wycieczka była dla nas możliwie najbezpieczniejsza.

                                Kiedy Kompania rozdzieliła się już i Milo mógł dreptać po trakcie z podobnymi mu łazikami, zaraz nabrał wigoru i lekkości w krokach. Tak było do czasu aż dotarli nad wodę, gdzie wyszło na Lobeliowe. Rzeka faktycznie wezbrała i panna Bracegirdle miała rację, że trzeba było szukać innego kursu.

                                Esmeralda - błogosławiona werwa młodości! - szybko pokazała, że przygodę ma we krwi i przeszkody są do pokonywania, a nie po to by je omijać. Milo spojrzał jednak na sunący żywo nurt rzeczki i zamyślił się.

                                – Spróbujmy może wybadać głębokości, dopóki będzie to bezpiecznym - zasugerował, podwijając wysoko spodnie i brodząc przy brzegu, by pokazać o co mu chodzi. – Póki będzie można bezpiecznie przystanąć, wbijmy tam kij czy kołek do oparcia przy przekraczaniu wody.

                                – Woda zmyje je pewnikiem - żachnął się Paladin. - To musiałoby być mocne drewno... I dobrze wbite.

                                –To prawda - przyznał otwarcie Makary. - Myślałem, że może skorzystamy ze słupków, które są w tym płocie na skraju pola... Nie naruszymy całej konstrukcji, więc nikt nie ucierpi. Zresztą, stary Brody i tak nie trzyma już tu zwierząt... Kiedy wrócimy wystrugam mu nawet nowe, żeby miał przyzwoity parkanik...

                                - Ale tam dalej... Będzie głęboko - zafrasowała się Esme.

                                – Dlatego masz rację, że lina się przyda - przyznał Milo. - Ale mając i linę i mogąc oprzeć każdy krok o wbity pachołek, będzie nam na pewno łatwiej. Ja też mogę iść na spróbowanie... I tak już się zamoczyłem.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                4
                                • MarrrtM Niedostępny
                                  MarrrtM Niedostępny
                                  Marrrt
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
                                  #36

                                  Prymula Brandybuck
                                  text alternatywny

                                  Słowa popłynęły słodko i miękko poprzez niwy i ogródki. Prymula miała bardzo ładny głos. Już on sam był niczym plaster miodu, do którego pszczoły lgnęły równie łacno co inni hobbici. A gdy dodało się do tego śpiewną i łagodną kantylenę w rytm której hobbitka ułożyła obłaskawiające słowa piosenki, to nie było tu miejsca na jakąkolwiek porażkę. Wisienką na tym wdzięcznym torcie aż proszącym się o jakiś dyskretny pląs, był Drogo, który z kolaski włączył się w pieśń całkiem przyjemnym basem. Tak wzruszająco dobrze dobrana para skruszyła by serce każdego hobbita i każdej choćby i najbardziej oburzonej na głupie zabawy młokosów pszczoły. Prymula widząc więc kilka owadów, które złaknione jej atencji poleciały ku niej jak gąski do swej pasterki, uśmiechnęła się i przeszła do następnej zwrotki wyciągając swoją zgrabną rączkę by ugościć udobruchane pszczółki.

                                  Ale to nie były pszczółki.

                                  Gdy Prymula spostrzegła swój błąd było już za późno. Trzy duże szerszenie obleciały ją gniewnie wywijając żądłami. Hobbitka krzyknęła przerażona, a kierowany rycerskością Drogo postanowił popędzić jej na pomoc. Zapomniawszy jednak o swojej usztywnionej kostce zahaczył nią próg kolaski i… od razu poleciałby jak długi na nos gdyby nie dzielny Odo. Dzielny acz nie dość tęgi by utrzymać Droga przez co obaj hobbici runęli w pokrzywy i ich krzyk dołączył do prymulkowych pisków niosących się teraz poprzez niwy i ogrójce.

                                  Sytuacją mogła uratować już wyłącznie Lobelia.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  3
                                  • RewikR Niedostępny
                                    RewikR Niedostępny
                                    Rewik
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Rewik
                                    #37

                                    text alternatywny

                                    Zadanie złożone : opór 3, dostępnych 5 testów
                                    Ochocza Esmeralda Tuk zużywa nadzieję (+2k6)
                                    Esmeralda Tuk: inspiracja (PT 11) - | 6, 8 | 1, 3, 4, 6 | - wielki sukces! opór spada o 1!
                                    (runę wydano na niespodziankę)

                                    Szum wody, może nie tak gwałtowny jak szum wodospadu, lecz zauważalny sprawiał, że musieli mówić głośniej niż zazwyczaj. Woda była głęboka i z całą pewnością mogły czyhać w niej miejsca, gdzie sięgałaby wyżej nosa! Początkowe zafrasowane miny Esmeralda szybko swym pogodnym nastawieniem przemieniła w rozpromienione lica na myśl o czekającej ich przygodzie. Hobbici zaczęli rozprawiać o możliwych rozwiązaniach i dość szybko rozdzielili między sobą zadania.

                                    Milo zabrał się za zbieranie odpowiednich palików, które mogliby wykorzystać podczas przeprawy, Rorimak oraz Paladin ruszyli w poszukiwaniu łódki, bo przecież musiała być przy rzece jakaś łódka, wszak hobbici - wędkarze często tu przychodzą. Ruszyli najpierw w dół rzeki, ale po jakimś czasie bezowocnych poszukiwań zawrócili i poszli w górę, w myśl zasady, że lepiej znaleźć łódkę tam i wiosłować z nurtem niż odwrotnie.

                                    Zapytacie pewnie czym to zajmowała się w tym czasie Esmeralda, przecież nie stała nieruchomo w miejscu... Nic bardziej mylnego!
                                    – Milo! – szeptała krzykiem – Milo! Jest tam jeszcze?

                                    Milo z uśmiechem zezował gdzieś ponad jej czoło.
                                    – Tak Esme, jeszcze tam jest. Długo nie wracają, nie sądzisz? Paladin i Rorimak.

                                    Esmeralda była zbyt przejęta by kiwnąć głową.

                                    Zadanie złożone : opór 2
                                    Milo Makary Tuk: rzemiosło (PT 13) - | runa | 5 | - sukces! (opór spada o 1)

                                    Konstrukcja hobbita Milo, zaczęła już nabierać kształtu, wprawdzie działo się to kosztem starego ogrodzenia szanowanego Brody'ego, ale te miał zamiar naprawić później. Ważne było to, że nurt rzeki zdobiły już pierwsze oparcia dla przyszłych podróżnych. Wystarczyłaby już tylko lina. Łódka też sprawę by załatwiła, ale lepsza byłaby lina. Przecież szkoda byłoby jego pracy.

                                    – Milo! Milo! Spójrz! – głos Esmeraldy znów wyrwał go z zamyślenia – Siedzi mi na ramieniu, prawda?

                                    – Tak Esme, siedzi. Spróbuj może ją nakarmić. To chyba sójka. Z tego co wiem... jedzą różne rzeczy. Mam nadzieję, że nic im się nie przytrafiło...

                                    – Oj! To byłoby straszne! Może chodźmy ich poszukać? We trójkę? – ostatnie pytanie było skierowane do jej nowego naramiennego przyjaciela.

                                    text alternatywny

                                    – Grrrrchh… khrrrr… grrruuuh…

                                    Paladin i Rorimak zrobili sobie przerwę i coś podjedli. Potem ruszyli dalej na przełaj przez zarośla, podmokłe tereny i drobne odnogi i starorzecza. Czasem gdy wymagał tego teren, rozdzielali się, żeby szybciej przeszukać brzeg. Trzeba było przyznać, że ich krewniak Bilbo, rzeczywiście wybrał najdogodniejsze miejsce do przeprawy, tutaj Woda była jeszcze bardziej wartka. Dopiero dalej na północ, dużo dalej na północ, Woda tworzyła rozległe rozlewisko i przemieniała się w Bagnisko, ale to było już niedaleko Świerkowego Dworu, a oni byli ledwie ledwie za Pagórkiem.

                                    Zadanie złożone : opór 1
                                    Rorimak Brandybuck: rekonesans (PT 13) - | 3 | - | - porażka!
                                    Paladin Tuk II: rekonesans (PT 14) - | text alternatywny | 5, text alternatywny | - porażka!

                                    – Khrrr… gHrrr… RRRrrrch…

                                    Wędrówka po tych terenach była mecząca, nie rzadko stopy ślizgały im się na mokrych, obłoconych kamieniach, zaś cała okolica oraz odgłosy, które czasem słyszeli w oddali ożywiły w Rorimaku wspomnienia o potworze zza Zielonego Muru. Nie wiedział o nim zbyt wiele, lecz zdecydowanie zbyt często rozmawiało się o nim ostatnio w Bucklandzie. Dlatego też ciężko było cokolwiek o nim wiedzieć. Co opowieść to inne rewelacje. Na szczęście byli wiele staj dalej. Odgłosy te, które słyszeli tutaj to były zapewne porykiwania jeleni daleko w Błędnym Lesie, nierzadko ptactwa, czy słyszalne wszędzie rechoty żab i ropuch. Może trochę wyolbrzymione przez ich wyobraźnię. Znów zrobili sobie - krótką przecież - przerwę.

                                    – Grrr… chRR… KRhraaa!

                                    Tylko ten jeden odgłos, czasem słyszalny lepiej, czasem gorzej, ale jakby narastający i nie do rozpoznania. Ruszyli dalej.

                                    – GRRRrraUgh! khrrRrch… rrrGH!”

                                    W dodatku zdawał się być tym bliżej im dalej wędrowali w górę rzeki.

                                    – Coś jakby dzik, ale taki mało dziki. Ale też nie warchlak... - Paladin najwyraźniej też to słyszał.

                                    – To chyba stamtąd. – Rorimak rozchylił zarośla. Jego oczom ukazała się łódka, bezpiecznie zadokowana na brzegu i przywiązana długą liną do drzewa. Z jej wnętrza zaś dobiegało chrapanie Starego Brody'ego.

                                    – Khrrr… chrrrap… khrrrr…

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    3
                                    • RewikR Niedostępny
                                      RewikR Niedostępny
                                      Rewik
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #38

                                      text alternatywny

                                      Zadanie złożone : opór 3, dostępne 3 testy
                                      Drogo Baggins zużywa nadzieję (pomaga w śpiewaniu)!
                                      Prymula Brandybuck: pieśni (PT 14) - | c9bb223d-514f-4708-ba1b-b3059d9c9029-image.png | 1, 1, 2 | - porażka!

                                      Zadanie złożone: opór 3
                                      Bystrooka Lobelia Bracegirdle zużywa nadzieję (+2k6)!
                                      Lobelia Bracegirdle: przenikliwość (PT 12) - | 1, text alternatywny | 1, 3, 5, 6 | - wielki sukces!
                                      (opór zmniejsza się o 2)

                                      Griffo Noakes był przerażony wszędobylskim bzyczeniem. Biegał w kółko, a to pacając się po karku, a to wymachując ramionami w bezładzie. Nie mógł być jednak bardziej przerażony niż owadzi napastnicy na widok, podążającej w ich stronę, owianą dymem postać z siejącą postrach parasolką. Lobelia szybko zorientowała się w sytuacji i poznała wroga, z którym przyszło jej się mierzyć. Wiedziała też, że tak rozwścieczone szerszenie, nie dadzą łatwo za wygraną.
                                      – Wskakuj do wody młodzieńcze, ale już! Tylko nie potop się tam! – Gdyby głos potrafił pchnąć kogoś od razu do pobliskiego stawu, to z pewnością byłby to jej głos.

                                      Zadanie złożone: opór 1
                                      Lobelia Bracegirdle zużywa nadzieję!
                                      Lobelia Bracegirdle: wiedza (PT 12) - | 4 | 2, 3, 5 | - sukces!
                                      Zadanie złożone powiodło się!

                                      Ukontentowana, widząc, jak młody Griffo mknie do stawu, postanowiła zając się pszczołami. Osłaniając się fajkowym dymem, powkładała ramki na miejsce i zasłaniała otwarty ul, z którego to najpewniej ten nicpoń, pod nieobecność Noakesa chciał wyjeść cały miód! Chwile potem dobiegła do niej już Prymulka i razem upewniły się, że ani chłopcu, ani pszczołom nie stanie się już więcej krzywda. Wszak pszczoły potrafiły obronić się same, o ile ul nie był otwarty, a wylotki dostatecznie małe.

                                      Chłopiec był użądlony w dwóch miejscach, ale wyglądało na to, że bardziej teraz doskwierało mu zimno z przemoczenia. Okazało się, że mieszka, zaraz obok dziadków, gdzie też Odo powiódł kolaskę w pierwszej kolejności. Na miejscu stary Noakes podziękował im serdecznie za ratunek wnuka, wręczając dzbanuszki miodu, a zaraz potem zebrał się w drogę by poszukać gniazda intruzów.

                                      Zyskujecie pożyteczny przedmiot: dzbanki miodu (uprzejmość)!

                                      text alternatywny

                                      Dalsza droga wiodła stale prosto przez Gościniec Wschodni, aż do Rozstajów. W prawdzie rozważali podróż prosto do Tukowej Skarpy, lecz ostatecznie stanęło na tym, że to w Postoju Wędrownika zdecydują co dalej. Gospoda ta znajdowała się w samym środku Rozstajów. Spodziewali się, że dotrą na miejsce szybciej od reszty i nie mylili się, mimo że gdy to nastało, dzień nawet dla nich już się kończył.

                                      Rozstaje nie miały jednak zamiaru jeszcze się kłaść. Większość stołów przed gospodą Postój Wędrownika była wciąż zajęta. Pogoda wszak dopisała, zmrok z każdym dniem wiosny zapadał coraz dłużej, a nie było niczego przyjemniejszego niż wieczór w piwiarni pod otwartym niebem.

                                      Większość gości stanowili hobbici, radośnie gaworzący ze sobą, ale dało się dostrzec też grupę krasnoludów. Popijali ciemne piwo i grali w młynka, którego nauczyli się zapewne od jakiegoś Tuka. Gdyby naostrzyć uszy, dałoby się usłyszeć tu niejedną historię. Tutaj także nie obyło się bez uprzejmych zagadywań i pytań o cel ich podróży i zdrowie Drogo. Na szczęście to już mieli przećwiczone. Niestety znalezienie miejsca na noc zakrawało już o większy wyczyn. Wszystkie łóżka w Postoju Wędrownika były już zajęte przez dużą grupę kupców fajkowego ziela, zmierzających do Longbottom.

                                      Tutejszy ruch nie był wcale aż taki dziwny. Rozstaje - nazwa ta była podwójnie akuratna, wszak przecinały się tu szlaki, ale też schodzili się i rozchodzili hobbici z całej Zachodniej Ćwiartki, by wymienić zarówno towary, jak i najnowsze wieści. Przy większości domów stoją tu szopy, które w każdej chwili posłużyć mogą za skład albo stragan, gdy trzeba sprzedać coś podróżującym Gościńcem Wschodnim. Ruch był więc tu częsty i pożądany, nie zmieniało to jednak naglącej sprawy - nie mieli gdzie przenocować tej nocy, a drugiej grupy, jak nie było widać, tak wciąż nie było widać.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      2
                                      • GreKG Niedostępny
                                        GreKG Niedostępny
                                        GreK
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #39

                                        text alternatywny!

                                        Paladin Tuk Drugi.

                                        Paladin zatrzymał się tak gwałtownie, że niemal wpadł na Rorimaka.

                                        — Słyszysz?! — wyszeptał, choć szept w jego wykonaniu był tylko odrobinę cichszym mówieniem. — To nie jeleń. Jeleń nie robi „ghrrraugh”. Jeleń robi… no… bardziej godnie.

                                        Znów rozległo się:

                                        — GRRRrraUgh! khrrRrch…

                                        Paladin skulił ramiona.

                                        — Mówiłem, że to coś między dzikiem a niedzikiem. Takie… pół na pół. Może dzik, który się zastanawia nad swoim życiem.

                                        Kiedy Rorimak rozchylił zarośla, Paddi instynktownie cofnął się o pół kroku.

                                        — Jak wyskoczy, to ja mówię, że my tylko przechodzimy. Bardzo przechodzimy. I że...

                                        Jeszcze jedno:

                                        — Khrrr… chrrrap… khrrrr…

                                        Paladin zmrużył oczy.
                                        — To… to chrapie.

                                        Zrobił ostrożny krok naprzód, jakby spodziewał się, że łódka zaraz go ugryzie. Spojrzał do środka. Zobaczył Starego Brody’ego. Zobaczył jego brodę. Zobaczył, że źródłem potwora zza Zielonego Muru jest hobbit, który śpi jak rozwścieczony borsuk.

                                        Przez chwilę milczał.

                                        — To on? — zapytał z niedowierzaniem. — To całe „RRRghraugh” to… śpiący hobbit?

                                        Wyprostował się powoli, z miną kogoś, kto właśnie został obrażony przez rzeczywistość.

                                        — Ja się pytam, czy to jest w ogóle dozwolone, żeby tak chrapać w przestrzeni publicznej. — Pokręcił głową. — Hobbit śpi, a pół Bucklandu myśli, że potwór wyszedł zza muru.

                                        Nachylił się bliżej łódki i przyjrzał linie przywiązanej do drzewa.

                                        — A ja już rozważałem, czy wspinać się na drzewo.

                                        Kolejne potężne:

                                        — Khrrrrrr…

                                        Paladin podskoczył mimo wszystko.

                                        — No dobrze! — sapnął. — To nie dzik. Nie potwór. Nie nawet niedzik. To Brody.

                                        Odetchnął głęboko, po czym dodał z urazą:

                                        — Ale przyznam, że gdyby tak chrapał bliżej Tukowej Skarpy, to byśmy go wybrali na oficjalne ostrzeżenie przeciwko lisom.

                                        Spojrzał na Rorimaka, poprawiając kamizelkę.

                                        — Widzisz? Mówiłem, że nie wszystko, co brzmi strasznie, jest straszne. Czasem to tylko ktoś, kto zjadł za dużo kolacji i położył się w łódce.

                                        Paladin zamarł z ręką uniesioną w pół gestu, gdy z łódki znów wyrwało się:

                                        — Khrrr… chrrrap… khrrrr…

                                        Spojrzał na Rorimaka.
                                        Spojrzał na łódkę.
                                        Spojrzał na linę.

                                        A potem bardzo powoli, bardzo uroczyście wskazał na tę ostatnią.

                                        — No i masz — szepnął. — Lina.

                                        Podszedł bliżej, zginając się w pół jak ktoś, kto chce być mniejszy niż jest. Co chwilę zerkał na śpiącego hobbitа.

                                        — To jest zwykła lina — mruczał pod nosem. — Lina jak lina. Nikogo nie budzi. Liny są z natury ciche. Ja też potrafię być cichy. Czasami...

                                        Kolejne potężne chrapnięcie sprawiło, że Paddi podskoczył i niemal przywarł do drzewa.

                                        — On oddycha jak kuźnia w Michel Delving — syknął. — Jakby miech połknął.

                                        Nachylił się znów do Rorimaka.

                                        — Opcje są trzy. — Uniósł trzy palce, po czym jeden zaraz opuścił. — Dwie i pół.

                                        Ściszył głos jeszcze bardziej.

                                        — Pierwsza: bierzemy linę. Cichutko. Delikatnie. Jakby sama postanowiła się odwiązać. — Zrobił palcami ruch, który miał oznaczać subtelność, ale wyglądał raczej jak nerwowe skubanie. — Tylko że wtedy łódka… — spojrzał na wodę — …może odpłynąć. A wtedy Brody się obudzi, a jak się obudzi i nie ma łódki, to zacznie robić „RRRRAUGH” już świadomie.

                                        Zamyślił się.

                                        — Druga: budzimy go. Uprzejmie. Bardzo uprzejmie. Mówimy, że potrzebujemy łódki. Oficjalnie. — Skrzywił się. — Tylko że wtedy trzeba mu powiedzieć po co. A my… — zawahał się — …my mamy różne powody. I nie wszystkie są do opowiadania przy pierwszym śniadaniu.

                                        Westchnął ciężko.

                                        — No i jest jeszcze płot.

                                        Spojrzał w dal, jakby gdzieś między drzewami czaiło się sumienie.

                                        — On jeszcze nie wie. Ale się dowie. Płoty mają to do siebie, że ktoś zawsze wie, czy były całe.

                                        Podrapał się po karku.

                                        — Jak go obudzimy, to możemy powiedzieć: „Brody, drogi Brody, twój płot wyglądał na zmęczony i sam się położył”. — Zamyślił się chwilę. — Tylko że to brzmi jak coś, w co ja bym nie uwierzył. A ja jestem bardzo wyrozumiały.

                                        Znów zerknął na linę.

                                        Kolejne:

                                        — KHrrrrrRRR…

                                        Paladin znów drgnął.

                                        — Dobrze — zdecydował nagle, choć w jego tonie było więcej nerwów niż pewności. — Ja podejdę do liny. Ty patrz na niego. Jak przestanie chrapać, to mnie kopnij. Tylko nie za mocno. Mam wrażliwe kostki. Wszyscy mamy dziś jakieś kostki.

                                        Zrobił dwa ostrożne kroki w stronę drzewa, po czym zatrzymał się jeszcze raz.

                                        — Rorimaku… — wyszeptał. — Jak mnie złapie, mów, że przyszedłem sprawdzić jakość węzła. Z troski. Ja wyglądam na kogoś, kto troszczy się o węzły.

                                        I z miną hobbita, który sam nie wie, czy jest bohaterem, czy właśnie popełnia największą głupotę dnia, wyciągnął rękę w stronę liny.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        4
                                        • Pan ElfP Niedostępny
                                          Pan ElfP Niedostępny
                                          Pan Elf
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #40

                                          Esmeralda Tuk

                                          text alternatywny

                                          text alternatywny

                                          - Wiesz co, drogi kuzynie Milo? - zagaiła w pewnym momencie Esmeralda. - Masz rację, długo ich nie ma.

                                          W jej głosie nie było jednak ani krzty zafrasowania - zupełnie jakby wcale nie przejmowała się ich losem. Nic bardziej mylnego.

                                          - Skoro jest tam Paladin, to na pewno nic im strasznego nie grozi. Poradzą sobie! - dodała tonem pełnym pokrzepienia i posłała hobbitowi promienny uśmiech.

                                          - Poczekajmy tu na nich. Pogoda taka ładna, a i ty prawie już skończyłeś z tymi palikami! No, chodź tutaj, klapnij obok i może wrzucimy coś na ząb? Przyznam, że zgłodniałam!

                                          Jak wymyśliła, tak też uczyniła. Przysiadła na miękkiej, zielonej trawie i zaczęła przeszukiwać swój tobołek. Wyjęła kawałek placka od Bilba, trochę suszonych owoców i kilka innych rozmaitości, które przezornie zabrała na drogę.

                                          - O, a gdybyś był tak miły i rozpalił małe ognisko, moglibyśmy zagotować wodę na herbatę! W sam raz, by przywitać Paladina i Rorimaka, gdy wrócą!

                                          A sójka? Najwyraźniej musiała upodobać sobie Esmeraldę, bo wciąż siedziała na jej ramieniu, przekrzywiając łepek i badawczo przyglądając się wszystkiemu, co młoda hobbitka czyniła. Ona - to jest sójka - również doczekała się kilku przysmaków: paru jagód zebranych po drodze oraz kilku ziaren starannie zdrapanych z bochenka chleba, który Esmeralda zabrała jeszcze z domu.

                                          text alternatywny

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          2
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy