Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [VtDA] красота требует жертв

[VtDA] красота требует жертв

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
owodwampir mroczne wiekithe night walkers18+
23 Posty 2 Uczestników 149 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • GreKG Niedostępny
    GreKG Niedostępny
    GreK
    napisał ostatnio edytowany przez
    #11

    text alternatywny

    Cholerne labirynty co to je pod Pskovem pobudowali. Na co to komu? Na pogubienie? Czy on kiedy słyszał co o tych lochach co się pod miastem, czort jeden wie jak głęboko ciągnęły klucząc i drogę myląc? I żeby chociaż myśli trzepoczące jak ptak we wnyki złapany uspokoić mógł to nie... alkohol ktoś popsuć musiał a on teraz jak ten kundel za suką skomlącą ze strachu lazł nie wiadomo dokąd i po co. Toć przecie kiedy ten ogarek ostatni ducha wyzionie nikt ich tutaj nigdy w tych kazamatach nie odnajdzie.
    Jął sobie Władimir przypominać co to mu babka o duchach mówiła, które dobre, które złe i do których jakie prośby słać trzeba, ale nijak nie mógł sobie przypomnieć czy były jakie duchy od zagubienia w podziemiach, tedy zaczął do Nadiejki swojej prośby słać, coby wyprosiła gdzie trzeba, żeby jej tato wrócił do niej cały, gdy wtedy wpadł był prawie na przewodnika, ratując się ścianą przed upadkiem. W tej chwili skopałby mu niechybnie dupsko kościste gdyby nie pobliźniony nieznajomy.

    - Interesujące.

    - Gospodin - Kuzniecjew ukłonił się tyle ile trzeba było, - na przesłuchanie mnie przysłali. To znaczy - poprawił się zaraz, - przesłuchiwać miałem.

    Młodzian uśmiechnął się nieznacznie, po czym wykonał oszczędny (acz uprzejmy?) ukłon w stronę Michaiła.
    - Mienya zovut Vsevolod z Uralu. - przedstawił się, nie podając patronimu - Wybacz żem rozbawion słowami... a raczej tym szybkim sprostowaniem niedopowiedzenia.

    Siegiej odważył się zwrócić na klęczkach w stronę stojącego tyłem do niego Vsevoloda i... tylko na tyle wystarczyło tej odwagi Suce, która utkwiła spojrzenie w kamieniach posadzki.

    Wladimirowicz rzucił szybkie spojrzenie na kulącego się ze strachu kulawca. Sytuacja i miejsce było niecodzienne ale…

    - Wybaczcie panie, zdrożonym, ledwiem z wozu zszedł, język plącze się jeszcze.

    …chyba, że to pobliźniony był jego oprawcą…

    - Michaił Wladimirowicz Kuzniecew - ukłonił się raz jeszcze, - do waszej dyspozycji.

    ...lecz czemu nie zbiegł pozostawało dla niego tajemnicą.

    - Jesteśmy radzi, żeś przybył do Pskova. Mówią żeś obeznany w rozmowie z niechętnymi do niej. - stwierdził - Ach, może ruszymy już w tym kierunku? Rozmowa nie ucieknie - Vsevolod wykonał ruch dłonią zachęcający Michaiła do ruszenia z nim - To w sumie sztuka nie być zwykłym brutalem pozbawionym pomysłu, - kontynuował myśl pospieszając Siergieja wymagającym spojrzeniem - inwencji.

    - Pochlebiacie mi panie - odrzekł idąc pół kroku z tyłu, - jednak bardziej znam się na urabianiu metalu niźli ludzi. Kowalem jestem z zawodu, oprawcą jedynie z przypadku. Macie własnego małodobrego mistrza w Pskovie, zaniemógł?
    - Małodobry jest w Pskovie, tak... - Vsevolod obserwował jak Siergiej wyglądający jakby był bliski omdlenia, niepewnie patrzy na niego, aby po zobaczeniu wzroku młodzieńca skinąć szybko głową i pobiec w głąb korytarza... zapewne z nadzieją, iż zrozumiał niewypowiedziany rozkaz.
    - Ale nie nazwałbym go... naszym, choć tereny Pskova... mają swojego pana. - urwał z dziwną dawką rozbawienia - Mimo, iż to nie pobliski Novgorod jest…

    Michaił powlókł wzrokiem za oddalającym się, po czym skupił go z powrotem na interlokutorze.

    - Wybaczcie panie ale nie rozumiem. Jestem tylko prostym człowiekiem.

    - Małodobry Pskova przynależy do Pskova. Nam trzeba innego. - odparł niezniechęcony Vsevolod - A do tego... - spojrzał na Michaiła - Dziki talent jest ważniejszy od wyuczonej umiejętności. Ty zaś takim nieobrobionym talentem się jawisz. - Skierował wzrok na korytarz, który przemierzali - Siergiej pięknie potrafi biec jak chce, mimo tego uszkodzenia. - Młodzian nie wyglądał na zadowolonego z jakiegoś powodu. - Partactwo.

    Michaił milczał chwilę, trawiąc odpowiedź nieznajomego. Zatem Vsevolod nic wspólnego z kniaziem nie miał. Nie znaczyło to wiele. Musiał mieć znaczne wpływy, skoro kniaź był mu posłuszny i wysłał straż do Trudowja.

    - Mógłbym spróbować kość nastawić - odparł na ostatnią uwagę, kierując wzrok na kulejącego.

    - W sumie... - Vsevolod spojrzał za Siergiejem - ...tak, to byłoby ciekawe. - Michaił mógł bez problemu wyczuć jakąś nutkę ekscytacji w tych słowach - Siergiej! - zawołał za oddalającym się kulawcem.

    I tylko tyle wystarczyło, by okulawiony mężczyzna zatrzymał się niby rażony, ledwo utrzymując równowagę, gdy doszło do niego jego imię. Odwrócił się i pokuśtykał w stronę Vsevoloda i Michaiła, jednak ze wzrokiem utkwionym w tym pierwszym, zginając grzbiet, gdy tylko znalazł się bliżej.

    - ...panie...? - wydusił z siebie przez zaciśnięte gardło.

    - Sposób, w jaki zajęto się twoją nogą pozostawia wiele do życzenia, Siergiej. Spowalnia cię. - Opanowany głos Vsevoloda nie okazywał ni grama odczuć w stosunku do mężczyzny. - Władimirowicz zaproponował, że na to zaradzi. - Michaił zobaczył jak Siergiej pobladł, a zaraz poczuł na sobie przenikliwe spojrzenie Vsevoloda - Potrzebujesz miejsca na ten mały zabieg? Przyrządów?

    Kowal wypuścił głośno powietrze. Nie nadążał za rozmówcą. Czuł się jak pionek w szachmatach, bez wpływu na ostateczny wynik rozgrywki, którą tutaj ku uciesze prowadzono.
    A co jakby tak poświęcić Siergieja?

    - Chcieliście gospodin indagować dziewuszkę - przypomniał. - Żeby należycie operację przeprowadzić potrzeba czasu.

    - Zaiste, zaiste. - przyznał - Sam w sumie też pośpiechu podczas tworzenia nie lubię... - Machnął ręką. - Zajmiemy się więc później tym problemem. - Odparł wprost nie przejmując się, iż "problem" wciąż stoi obok trzęsąc się jak osika. - Mam nadzieję, że nie jesteś w pośpiechu, drogi Władimirowiczu?

    Nie w pośpiechu? Nadjeżda, słońce jego sama z babką została w Trudowju. Babka niebogą się zajmie choć starowinka już, ale…

    - Nie gospodin. - Skinął lekko sztywny kark. O jakim tworzeniu on plecie? Pić się chciało. - Zajmę się dziewczyną z należytą atencją.

    Vsevolod uśmiechnął się przyjacielsko.
    - Dziewczyna, wiadomo, bardzo broni się przed współpracą. Nie chce wszak wystawić swojego ukochanego. Och, jakież naiwne to dziecię. - Młodzian spojrzał na struchlałego Siergieja. - Nie ma co dłużej zwlekać. - Odprowadził spojrzeniem mężczyznę, który bez rozkazu pobiegł w stronę, z której został zawrócony - Chodźmy zanim wpadnie on na pomysł jak stąd uciec nim się zorientuję. - Vsevolod zaśmiał się w ten prześmiewczy sposób i poprowadził Michaiła w ciemności lochów, które rozświetlały jedynie nieliczne pochodnie.

    ...ale jak długo sobie radę dadzą same, bez niego? Jak Nadjejka oczy będzie po nim wypłakiwać. Musi zatem szybko tutaj się sprawić i z niemoty słowa wydusić czem prędzej tym lepiej.

    Michaiłowi kołatały się po głowie różne myśli. Od Trudowja do Pskova. Od Nadjeżdy do Vsevoloda. Od tej kołomyji kręciło mu się w głowie. A może to nie od natłoku myśli, tylko od tego, że walnął czerepem w belkę?

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • ZellZ Niedostępny
      ZellZ Niedostępny
      Zell
      Moderator Obsługa
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #12

      text alternatywny
      ANNO DOMINI MCCXV, tunele pod Pskovem

      Vsevolod był przewodnikiem wydającym się o wiele bardziej pewnym niż Siergiej się prezentował. Tam, gdzie Siergiej szedł z obawą powoli stawiając każdy krok, niby bojąc się iż stopę pochwycić może stwór z każdego cienia, tam Vsevolod nie miał takiego strachu. Jak Suka czasem zatrzymywała się by rozejrzeć na boki na rozwidleniach, sam nowo poznany z Uralu wybierał każdą ścieżkę z pewnością osoby, jaka się w tych tunelach urodziła. Czasami sam Michaił mógł poczuł cię nieswojo, gdy zatrzymał się na chwilę rażony dźwiękiem z korytarzy roznoszącym się lodowatym podmuchem, zdającym się pochodzić gdzieś z trzewi podziemnych tuneli, a czasem gnanym pogłosem z gardzieli czegoś żywego?
      Ale Vsevolodowi nawet pojedynczy mięsień na to nie zadrżał.

      Oświetlenie tuneli było nikłe, światło dawały jedynie skąpo rozstawione pochodnie uczepione ścian gwarantując całkowitą ciemność po przekroczeniu granicy sztucznej jasności. Wtedy też jedynie można było zobaczyć punkt światła w odległości samemu będąc ogarniętym smolistym mrokiem otępiającym zmysły i pozostawiającym przez chwilę na łasce własnego umysłu biegającego luzem po niepojętych lasach wyobraźni.

      Nawet nie wiedział skąd i kiedy pojawił się Dragos, jaki zdawał się wyjść z ciemności przed nimi w jakiej nikogo wcześniej nie było. Tylko gdy zobaczył Vsevoloda, jaki ustępował mu fizyczną siłą będąc niższym oraz widocznie mniej tęgim, bez słowa padł na kolana, ale nie jak Siergiej z suczym przerażeniem, a dumnym gestem podległości wasala wobec swojego seniora. Sam Vsevolod nie zaszczycił go ni słowem czy dłuższym spojrzeniem, a jedynie przeszedł obok niego nawet nie próbując wymijać, a oczekując iż Dragos sam usunie się na czas z drogi co też nastąpiło bez potrzeby choćby gestu tego drugiego. Aura pewności siebie i władczości jaką roztaczał wokół siebie Vsevolod była wręcz zadziwiająca, szczególnie widząc jak ona działała na Dragosa, a wcześniej na Siergieja.
      Żaden dźwięk tuneli nie robił wrażenia na gościu z Uralu co mogło wprawić Michaiła w pewien podziw, bo nawet jego nerwy drgały na wiele nieoczekiwanych odgłosów roznoszących się echem w korytarzach.
      Dragos klęczał ze spuszczoną głową nim Vsevolod nie odszedł kawałka do przodu i dopiero, gdy Michaił idący kawałek dalej zrównał się z Dragosem ten uniósł głowę by spojrzeć kowalowi w oczy. Mimo że wciąż znajdował się poniżej to przez swój wzrost jak się wyprostował to już tak nisko się nie wydawał. Jego wzrok za to... wyraźnie świdrował dziurę w Kuzniecjewie z niewidzianą wcześniej ciekawością połączoną z czymś... bardziej pierwotnym. Niczym zainteresowanie dzikiego zwierza nowym osobnikiem, jakiego nie wie czy widzieć jako przyszłą ofiarę, czy jako coś... zupełnie innego.
      Temu gdy Michaił zrozumiał, że Dragos zaczął podążać za nim patrząc mu na plecy, gdy zniknął mu z oczu.



      - To już blisko.- niespodziewanie odezwał się Vsevolod swoim spokojnym tonem wtórującym jego niespiesznym krokom - Mam nadzieję, że nie znużyła cię ta droga.
      Vsevolod mówił do Michaiła odwróciwszy się w jego stronę, wydając się prawdziwie zasmucony, iż musiał on przejść tą drogą otoczony zimnem podziemnych tuneli. Zatrzymał się i położył dłoń na piersi, gdzie skryte jest serce by jednocześnie uprzejmie zgiąć kark w geście przeprosin.
      - Miejsce nie zostało odpowiednio przygotowane na twoje pojawienie się, jako że niestety nie miałem szansy osobiście tego dopilnować, jako że nie byłem obecny w Pskovie. Nie jest to oczywiście wytłumaczenie, ale mam nadzieję, że wynagrodzone zostanie to niedopatrzenie. Nie byliśmy przygotowani w czas na taką potrzebę. - delikatny skłon całym torsem poprzedził wskazanie kierunku wyciągniętą ręką kierunku.

      I faktycznie droga już długo nie zajęła.

      text alternatywny

      Zejście po kilku schodach na jeszcze niższy poziom (jak głęboko byli pod miastem?) rozpostarło przed mężczyznami coś, co Michaił mógł jedynie nazwać obszarem więziennym. Grube kraty były wbudowane po obu stronach korytarza, w którą stronę by nie spojrzał. Przytroczone do owych ścian pochodnie zdawały się zwiększać swoją jasność wraz ze zbliżaniem się do nich... choć może kowal już sobie wyobrażał to? Możliwe była to wina wszechobecnej mgiełki, jaka wisiała nad ziemią... choć nie mógł się pozbyć niepokojącego wyobrażenia, iż zwiększa się siła oświetlenia wraz z nadchodzeniem Vsevoloda.

      Blask oświetlił przykute do krat kości dawno zmarłego nieszczęśnika z jednej celi. Nie widział innych więźniów, ale miał pewne wrażenie, że w ciemnych celach czasem coś się panicznie szybko przemieszcza, jak ślepy na jedno oko Vsevolod z Uralu przechodzi przy danych kratach. Czuł podskórnie strach w powietrzu ciążący mu w płucach niczym gęsty, smolisty dym.

      Vsevolod zatrzymał się nagle przy jednej z cel gestem dając znak kowalowi by podszedł, a zaraz pojawił się Dragos, jaki wyszedł zza Michaiła z pękiem kluczy jakimi otworzył kartę.

      Początkowo nie widział dużo w pomieszczeniu nim Dragos nie wszedł ze świeczką. Oczom Mikchaiła ukazało się bardzo prosta cela więzienna, jakich widział już w swoim życiu wystarczająco wiele. Nie posiadało luksusów siennika, ale bardziej przypominało połączenie miejsca uwięzienia z salą tortur. Pod ścianą zobaczył butwiejący stolik zastawiony wieloma przyrządzami tortur, jakie wyraźnie nie były często używane. Niektórych przeznaczenia nawet sam Kuznicjew się nie domyślał.
      Domyślał się za to drugiego stołu z metalu, jaki zaplamion zaschniętą krwią nawet gdyby nie miał wbutych łańcuchów byłby zrozumiały w przeznaczeniu.

      I wtedy zobaczył ją. Delikatną krasą blondynkę o spojrzeniu wielkich niebieskich oczach skuloną na gnijących szmatach zakrywających lodowate kamienie celi, czyniąc z nich jedyne miejsce, w jakich niedola mogła zamknąć oczy i umysł wyłączyć na trochę. Krótkie łańcuchy przypięte były do ścian nad podłogą i dawały niewiele miejsca do ruchu więźniarce, jakiej zakuwały nadgarstki i kostki, a ku większemu dyskomfortowi zakucia też były na szyi nieszczęsnej.

      Długie włosy zlepione były potem, brudem i starą krwią, a Michaił zobaczył pomiędzy ich grubymi splotami przechodzącą wesz.

      text alternatywny

      Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • GreKG Niedostępny
        GreKG Niedostępny
        GreK
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #13

        text alternatywny

        Michaił szedł. Krok. Drugi. Jakby po rozżarzonych węglach, choć pod stopami był kamień. Tuk. Tuk.

        Młot w głowie. Za głośno.

        Strach nie walił od razu. Nie. Sączył się. Jak pot, co kapie z czoła w palenisko. Sssyk.

        Nie lubo. Nie po mnie eto.

        Vsevolod. Jednooki. Gospodin. Siergiej się go boi. Wszyscy się boją. Zbyt równo. Zbyt grzecznie. Jak żelazo, co już raz przeszło ogień i wodę. Nie sprężynuje. Leży, gdzie je położysz.

        A przecież Michaił wie — bez młota nic się samo nie ułoży. Bez ręki. Bez siły. Kto trzyma młot? Kto dmucha w ogień? Vsevolod? Czy ktoś nad nim, cięższy, cichszy? Myśl się rwie. Jak pęknięcie w stali, którego nie było widać przed hartowaniem.

        Jedno oko Vladyki ciąży jak spojrzenie kata. Spokojne. Pewne. Takie, co wie, że drewno już wyschło, a lina się nie zerwie. Michaił czuje to w karku. Jakby już mierzyli wysokość belki. Jeszcze bez pętli. Ale miarka w ręku.

        Chciałby stąd odejść. Teraz. Natychmiast. Do Nadiejki. Do izby, do pieca, co grzeje, nie pali. Do roboty, gdzie żelazo krzyczy tylko, kiedy trzeba. Dom… Myśl miękka. Za miękka. Nie na teraz.

        Oj jak suszy.

        Najpierw robota. Rabota jest rabota.
        Dziewczyna. Przypięta do ściany. Jak surowy pręt. Zimna. Drżąca. Jeszcze się broni. Trzeba ją „rozgrzać” — słowem, nie ogniem. Ogień zostawia ślady. Kat wie, że ślad to błąd. Kowal też. Za mocno — pęknie. Za słabo — zostanie twarda, głucha.

        Myśli skaczą. Rwą się.
        Vsevolod. Nadiejka. Woda. Pić.
        Nie teraz. Potem.

        Trzeba wybić prawdę. Jak żużel. Odsunąć czarne. Zostawić czyste. Bystro. Cicho. Bez fuszerki. Bo fuszerka wraca — w ręce, w oczy, w sny.

        A potem się napić. Samogona. Choćby łyk. Żeby spłukać z gardła smak strachu i sadzy. Bo Michaił czuje, że jeśli zostanie tu jeszcze chwilę za długo, ktoś spojrzy na niego jak na żelazo w ogniu i pomyśli: pora na wodę. A nie każde hartowanie da się przeżyć.

        Podszedł do Vsevoloda, którego obecność ciążyła jak młot nad kowadłem. Słowa musiały być krótkie, mocne i nie zostawiać cienia wątpliwości. Myśli rwie, serce bije nierówno, jak młot przy pierwszym uderzeniu w rozgrzane żelazo.

        — Gospodin Vsevolod, ja… muszę z nią porozmawiać. Szybko. Prosto. Chcę zrobić swoje, żeby nic się nie popsuło. Pozwól.

        Kark zgięty. Głos drżący wbrew sobie.

        Królestwo za samogona.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • ZellZ Niedostępny
          ZellZ Niedostępny
          Zell
          Moderator Obsługa
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #14

          Vsevolod delikatnie uśmiechnął się do stojącego przed nim kowala.
          - Szanowny Kuznicjewie, nie odciągano by cię od twoich obowiązków, gdyby nie było powodu. Oczywiście, że masz wolną rękę, by za jej magią wyciągnąć odpowiedź z dziewczyny. - zrobił krok bliżej rozmówcy - Niech powie gdzie ukrywa się jej... ukochany... Fyodor. Masz do dyspozycji co tylko zechcesz używać.. Ale nie zabijaj dziewczyny.

          Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • GreKG Niedostępny
            GreKG Niedostępny
            GreK
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
            #15

            text alternatywny

            — Gorzałki — wyrzucił z siebie kotłującą się pod czaszką myśl.

            Poleciały i nie miał możliwości złapać wyplutych bezmyślnie słów i wepchnąć ich nazad do pyska. Zgiął tylko kark i zaczął drapać nerwowo ledwie co zakrzepły czerep.

            — Do odkażenia ran, gospodin — dodał ciszej, spękanymi z pragnienia ustami.

            Cofnął się o krok.

            Skąd u niego ten strach? Nie ponimal. Unikając wzroku Vsevoloda odwrócił się do pojmanej.

            Stał tak i chłonął.

            Jej zapach.

            Jej strach.

            Karmił się nim.

            Po ogniu przychodzi woda.

            Po krzyku — cisza.

            Po bólu - niepewność.

            Czekał.

            Chciał by i ona czekała. Z nim. Niepewna co nadejdzie.

            Nachylił się ku jej twarzy. Czuł ciepło bijące od jej ciała. Widział dokładnie sploty jej włosów.

            — Byłaś już w ogniu — tchnął cicho. — Widzę.

            Otarł spocone czoło knykciem. Krew z rozdrapanej rany rozmazała się po skórze.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • ZellZ Niedostępny
              ZellZ Niedostępny
              Zell
              Moderator Obsługa
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #16

              Dziewczyna tylko na jeden oddech uniosła spojrzenie na twarz Michaiła, po czym opuściła ją jakby bez sił. Nie była skora mówić czegokolwiek ani wchodzić w kontakt wzrokowy. Mimo delikatnej sylwetki było w niej czuć jakąś determinację, jakiej nie odczuwał od Siergieja przerażonego każdym ruchem powietrza. Ta kobieta nie drżała jak liść na wietrze, a raczej wkopywała się w ziemię niczym samotna gałązka, jaka nie zdążyła stać się dumnym drzewem nim ktoś jej brutalnie nie odciął.

              Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • GreKG Niedostępny
                GreKG Niedostępny
                GreK
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #17

                text alternatywny

                Sapnął, jak miech przy palenisku. Ta dziewczyna była twarda jak stal a ci, co nad nią pracowali, tylko ją zahartowali. Za mocno. Za głupio.

                Wrócił się pod kraty.

                Vsevolod stał niewzruszony. Kamień. Słup.
                Czyli nie posłał po gorzałkę — przemknęło Władimirowiczowi przez głowę i aż go w środku ścisnęło.

                — Izwinitie, gospodin — zaczął nieskładnie, czując jak język plącze mu się w pysku. — Pozwolicie… na stronę.

                Korytarz przyjął ich chłodem. Kamień ciągnął wilgoć, a pot spływał Michaiłowi po plecach, tak jak po tych chłodnych ścianach kazamatów.

                — Jam prosty chłop — odezwał się ściszonym głosem — ale po mojemu… ten, co ją indagował, spartolił robotę. Baba się zamknęła. Zakuła od środka. Prędzej ducha wyzionie, nim coś powie. Choćby jej kości łamać, jedna po drugiej. Widziałem już takich.

                Brwi gospodarza drgnęły, uniosły się nieznacznie.

                Michaił przełknął ślinę. Ciągnął dalej, póki jeszcze miał odwagę.

                — Jeśli coś jeszcze chcecie z niej wydobyć… trzeba jej dać nadzieję. Choćby kłamliwą. A potem… — zawahał się na ułamek sekundy — potem ją złamać. Już na zimno.

                — Co sugerujecie, Kuzniecjew? — spytał jednooki chłodno, bez cienia ciekawości.

                — Rozkujcie ją — wyrzucił z siebie. — Dajcie jadła. I… samogona — przy tym słowie oblizał suche usta, jakby samo brzmienie paliło gardło. — Dajcie mi z nią sam na sam pogadać. Bez świadków. Niech się rozluźni. Jak się boicie, zamknijcie nas w celi. Kraty znam. One mówią prawdę.

                Dopiero wtedy spojrzał na dłoń.

                Krew na kciuku. Świeża. Z rany z czerepa co to ją rozdrapał i roztarł.
                Zaczął go trzeć nerwowo, jakby mógł zetrzeć nie tylko ranę, ale i to, co właśnie powiedział.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • ZellZ Niedostępny
                  ZellZ Niedostępny
                  Zell
                  Moderator Obsługa
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
                  #18

                  Vsevolod chwilę patrzył na Michaiła jednym okiem nim stwierdził niby w przestrzeń, niby do nikogo, gdzieś obok kowala.
                  - Przynieść.

                  I nie drgnął, a co najciekawsze - Dragos wciąż lekko kopał butem kamyczki jakie osypały się ze ścian, nie reagując na słowa Vsevoloda.

                  - Zostanie przyniesione tyle, co trzeba. Nie zajmie to długo.

                  Mimo słów ni on, ni Dragos nie ruszyli się z miejsca.

                  Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • GreKG Niedostępny
                    GreKG Niedostępny
                    GreK
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez GreK
                    #19

                    text alternatywny

                    Michaił zamarł.

                    Przynieść.

                    Jedno słowo. Rzucone nie do niego, nie do Dragosa — w bok. W pustkę. Jak rozkaz dany ścianie albo powietrzu.

                    Nie zrozumiał od razu.

                    Stał, patrzył w jednookie oblicze Vsevoloda i czekał… aż coś się wydarzy. A nic się nie wydarzyło. Nikt nie drgnął. Dragos dalej leniwie kopał kamyczki, jakby rozmawiali o pogodzie, nie o… czymś.

                    Szto?
                    Kto ma przynieść?
                    Skąd?

                    W głowie Michaiła myśli zaczęły się tłuc, jak gwoździe rozsypane na kamiennej posadzce. Jedna o drugą. Bez ładu.

                    On znał rozkazy. Rozkaz to był krzyk. Gest. Palec. Spojrzenie. A tu — słowo rzucone jak okruch chleba dla ptaka, którego nie widać.

                    Zostanie przyniesione tyle, co trzeba.

                    Tyle. Co. Trzeba.

                    Skąd oni wiedzą, ile trzeba? Kto liczy? Kto niesie?
                    Dlaczego nikt się nie rusza?

                    Michaił poczuł, jak po karku pełznie mu zimno. Nie strach jeszcze — raczej coś gorszego. Pęknięcie w porządku świata. Jakby młot uderzył, a kowadła pod nim nie było.

                    Ja z wariatami już bywał…
                    Ale tamci krzyczeli. Rzucali się. Albo milczeli po bólu.

                    Tutaj nie było ani jednego, ani drugiego.
                    Była pewność. Sucha. Cicha. Nieruchoma.

                    Michaił odruchowo zacisnął dłonie. Szukał w nich ciężaru młota. Czegokolwiek znajomego. Żelaza. Drewna. Prawdy.

                    Nic.

                    I pierwszy raz od dawna przyszła mu do głowy myśl, której nie chciał mieć:

                    Może ja tu nie jestem katem.
                    Może ja tu jestem… narzędziem.

                    Stał więc i milczał.
                    Bo nie wiedział już, co właściwie ma zostać przyniesione —
                    i kto to w ogóle ma przynieść.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • ZellZ Niedostępny
                      ZellZ Niedostępny
                      Zell
                      Moderator Obsługa
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #20

                      Vsevolod nie był w żaden sposób zdenerwowany oczekiwaniem. Wyglądał na całkowicie rozluźnionego, jak człowiek oczekujący na zagotowanie się wody w garnku na ognisku nim będzie mógł do niej wrzucić brukiew... a może wylać ją na osobę odmawiającą współpracy.
                      - Czy to przywołanie jest ci niemiłe? Czy zostałeś od innych obowiązków odciągnięty? - zapytał nagle nienagabywany o to i nie była widoczna jakakolwiek irytacja z jego strony.

                      Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • GreKG Niedostępny
                        GreKG Niedostępny
                        GreK
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #21

                        text alternatywny

                        Michaił drgnął, jakby wyrwany z myśli.

                        Nie odpowiedział od razu. Najpierw skinął głową — krótko, za głęboko.

                        — Niet, gospodin — odezwał się w końcu. Głos miał zachrypnięty, jak po dymie z paleniska. — Obowiązek to obowiązek. Jak w kuźni. Jak wołają, to się idzie.

                        Przełknął ślinę.

                        — Tylko… — zawahał się na moment, ostrożnie ważąc słowa — człowiek zawsze myśli, co zostawia za sobą.

                        Spojrzał w bok. Nie na Vsevoloda. Gdzieś w pustą przestrzeń.

                        — Mam Nadiejkę. Kaleką. Sama nie pójdzie po wodę, sama pieca nie rozpali. Czeka, aż wrócę. Dlatego pytam o czas, nie o sens.

                        Podniósł wzrok.

                        — Nie mówię tego z niechęci — dodał ciszej. — Tylko z chęci dobrze wykonać robotę i wrócić, zanim ogień w domu zgaśnie.

                        Zamilkł. Stał prosto. Czekał.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • ZellZ Niedostępny
                          ZellZ Niedostępny
                          Zell
                          Moderator Obsługa
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #22

                          - Dziecię kalekie mówisz? - Vsevolod skrzyżował ręce za plecami - Cóż za tragedia okaleczyła twoje dziecię? Narodziło się takie?

                          Dragos patrzył niecierpliwie w stronę korytarza ciągnącego się przed nimi i jakoby zirytowany oczekiwaniem czasem wykonał to jeden, to dwa kroki do przodu i z powrotem. W pewnej chwili przeciągle zagwizdał, a dźwięk odbijał się od ścian korytarzy niczym woda spuszczona ze zbiornika uderzająca w koryto rzeczne.

                          Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • GreKG Niedostępny
                            GreKG Niedostępny
                            GreK
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #23

                            text alternatywny

                            Słowo kalekie uderzyło w niego mocniej niż młot.

                            I nagle — nie korytarz. Nie kamień. Nie jednookie spojrzenie.

                            Koń.
                            Kopyta. Zbyt blisko. Zbyt głośno.
                            Ziemia przy twarzy.

                            Łeb wygolony, kita jasnych włosów skręcona przy uchu. Wąsiska. Orli nos. Wrzeszczy coś. Nahajka świszcze. Pręga pali policzek.

                            Deszcz.
                            Zapach mokrych liści.
                            Błoto w ustach.

                            Nadiejka.

                            Małe ręce na szyi. Paznokcie wbijające się w skórę. Płacz. Nie krzyk — płacz urwany, jakby zabrakło tchu.
                            Las. Bieg. Gałęzie tną twarz. Pośpiech.
                            Ból.

                            Migawki bez ładu. Bez kolejności. Jakby ktoś rozsypał wspomnienia na kamiennej posadzce i kopał je butem jak Dragos te kamyki.

                            Gwizd. Odbicie. Echo.

                            Michaił mrugnął. Wrócił.

                            Vsevolod wciąż stał naprzeciw. Ręce za plecami. Jedno oko.

                            Powietrze ugrzęzło kowalowi w gardle.

                            Michaił przełknął. Czuł smak żelaza.

                            — Nie — Warknął zirytowany gwizdaniem Dragosa. Szybko, krótko.

                            Zamilkł. Myśli dalej się tłukły. Koń. Nahajka. Błoto. Małe dłonie.

                            — To był wypadek.

                            Głos wyszedł chrapliwy, przytarty jak źle naostrzona klinga.

                            Nie podniósł wzroku. Patrzył gdzieś obok, w mur.

                            — Las. Pościg. Koń się spłoszył.

                            Tyle.

                            Dłoń zacisnęła się sama, jakby znów coś próbował utrzymać, co wymykało się z palców.

                            — Nie narodziła się taka — dodał ciszej. — Stało się.

                            I w tym stało się było więcej ciężaru niż w pięciu młotach kowalskich, które ktoś przewiązał i założył mu na barkach.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            2
                            Odpowiedz
                            • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                            Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                            • Najpierw najstarsze
                            • Najpierw najnowsze
                            • Najwięcej głosów


                            • Zaloguj się

                            • Nie masz konta? Zarejestruj się

                            • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                            Powered by NodeBB Contributors
                            • Pierwszy post
                              Ostatni post
                            0
                            • Kategorie
                            • Ostatnie
                            • Tagi
                            • Popularne
                            • Świat
                            • Użytkownicy
                            • Grupy