Przez pierwszą sekundę O’Collan po prostu patrzył na transmisję. Kolejne klatki pojawiające się na bocznych ekranach z kamer załogi. Całą jego uwagę pochłonął obraz z kamery Holta — rozedrgany, nieostry, szarpany gwałtownymi ruchami człowieka walczącego o życie.
Czarny kształt runął z sufitu.
— Co do kurwy… — wymknęło mu się cicho.
M41A1 odpowiedział długą serią. Błyski wystrzałów na moment wydobywały stworzenie z ciemności, zamieniając transmisję w chaotyczny ciąg pojedynczych obrazów: połyskliwy pancerz, wydłużona głowa, ściana, czyjaś przyłbica, znowu czarne ciało.
Holt strzelał dalej.
— Nie, nie, nie… Co ty, kurwa, robisz…
Davy pochylił się nad pulpitem, jakby skrócenie dystansu do ekranu mogło pozwolić mu zobaczyć coś więcej ale przed oczami miał tylko chaos.
— Nadia… widzisz to?
Nie czekał na odpowiedź. Cofnął zapis o kilka sekund, ale zanim zdążył przyjrzeć się obrazowi, z głośników dobiegł charakterystyczny trzask pustej komory - suchy i metaliczny.
Davy znał ten dźwięk aż za dobrze.
— Holt, magazynek! — rzucił odruchowo do mikrofonu.
Stwór skoczył.
Na ekranie wszystko wydarzyło się niemal jednocześnie. Smolista sylwetka wypełniła kadr, ogon przeciął obraz, kamera szarpnęła gwałtownie, a Holt zniknął z pola widzenia.
O’Collan poderwał się z fotela.
— Marcus!
Odpowiedział mu tylko chaos: ściana, podłoga, fragment cudzego skafandra. Przez moment zobaczył Adama z kawałkiem metalowej płyty w dłoniach, potem obraz ponownie zadrżał.
— Marcus! Odpowiedz!
Nic.
Z głośników przebijał się krzyk Hannigana nakazującego odwrót do ładowni, odpowiedź Gleesona, że zamyka drzwi, wrzaski pozostałych i ten pieprzony syk topionego metalu.
Davy stał nad pulpitem z dłońmi wbitymi w jego krawędź. Dopiero po chwili zorientował się, jak mocno ją ściska.
— Ja pierdolę…
Na ekranie Adam napierał na stworzenie. Za nim poruszali się ludzie. Dalej ciężka gródź ładowni zaczynała się zamykać.
Przez krótką chwilę O’Collan nie zrobił nic.
Potem wziął głęboki oddech. Nie uspokoiło go to. Strach nadal tkwił gdzieś pod mostkiem, zimny i ciężki, ale został odsunięty na miejsce, które znał z dawnych lat. Tam, gdzie nie przeszkadzał wykonywać roboty.
Kiedy ponownie usiadł, twarz miał już nieruchomą.
— Dobra.
Przeciągnął transmisję z Bleinerta na główny monitor.
— Nadia, zapisuj wszystko. Pełny strumień. Obraz, audio, timestampy. Bez filtrów i bez żadnego czyszczenia danych.
W głowie analizował to, co zobaczył. Stworzenie. Trafienia z M41A1. Brak natychmiastowego zatrzymania. Ciecz wypływająca z ran. Reakcja z metalem. Holt trafiony w prawą stronę korpusu. Adam w bezpośrednim kontakcie. Reszta wycofująca się w stronę ładowni.
— Kontakt nieznanego typu — mówił spokojnie do siebie, właściwie już bardziej dla zapisu niż dla Nadii. — Prawdopodobnie organiczny. Wielokrotnie trafiony z karabinu pulsacyjnego, nadal mobilny. Płyny ustrojowe silnie korozyjne. Holt trafiony… okolice prawej pachy. Stan nieznany. Adam pozostaje w kontakcie. Zespół wycofuje się do ładowni.
Sięgnął do panelu łączności.
— Kardashian do zespołu Bleinerta. Radio check.
Wskaźnik nośnej drgnął, ale odpowiedź nie nadeszła.
O’Collan zmienił częstotliwość.
— Hannigan, tu O’Collan. Potrzebuję SITREP. Liczba ludzi, liczba rannych, aktualna pozycja i status zagrożenia. Tylko fakty. Odbiór.
Czekał kilka sekund.
— Kapitanie, potwierdź odbiór.
Nic.
Przeszedł na kolejny kanał.
— Sadza, zgłoś się.
Potem następny.
— Crowe?
Kiedy na ekranie pojawiła się częstotliwość Holta, palec Davy’ego zawisł na moment nad przyciskiem.
Tylko na moment.
— Marcus. Jeśli mnie słyszysz, odezwij się. Jedno słowo wystarczy.
Cisza była teraz znacznie gorsza od wcześniejszych krzyków.
O’Collan przełączył kanał.
— Adam, tu O’Collan. Jeżeli masz sprawny nadajnik, podaj status zespołu. Priorytet: Holt.
Jego dłonie poruszały się już automatycznie. Kanał główny. Awaryjny. Indywidualne częstotliwości skafandrów. System łączności Bleinerta. Wszystko, do czego Kardashian był jeszcze w stanie się dostać.
Ponownie nacisnął nadawanie.
— Bleinert, tu Kardashian. Ktokolwiek mnie słyszy, zgłosić się. Nie interesuje mnie teraz, co to jest. Potrzebuję pozycji, stanu ludzi i potwierdzenia, czy macie między sobą a tym czymś zamkniętą gródź.
Puścił przycisk i znieruchomiał, wpatrując się we wskaźnik odbioru.
Sekunda.
Druga.
Trzecia.
Davy pochylił się odrobinę nad pulpitem.
— No dalej, chłopaki… — mruknął już znacznie ciszej.
Na jego twarzy nie było nawet śladu wcześniejszego uśmiechu.
— …gadajcie do mnie.