Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
Davy KneeD

Davy Knee

@Davy Knee
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
54
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Hola amigos - pytania techniczne do MG:
    A) jak wspominałem wcześniej , zamknąłem grodzie Kardasiana - widzę metaforycznie, ze się mi ludzie pętają po statku więc prośba o określenie które części są zamknięte grodziami (Grodzie na pin)
    B) pytanie czy Davy zobaczy gdzieś w kamerkach że pani z korporacji chodzi po statku
    C) pytanie czy ew otwarcie grodzi też będzie alarmowane - mniemam że tak (hack nie hack fizycznie się otworzy )

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Ej weźcie mnie nie straszcie - nie po to zostałem pilotem na statku górniczym, żeby mnie jakieś alieny zjadły… mam całe życie przed sobą …

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    @Arthur-Fleck napisał:

    @davy-knee @rerebirth Jeszcze pożałujecie trefnisie, że nie poszliście dać się pożreć ksenomorfom na Bleinerta 😜

    Edit: A nie, Joshua jednak na swoje szczęście jest w ekipie samobójców.

    text alternatywny

    Come to daddy 😉

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    @ReRebirth napisał:

    @Davy-Knee

    Nie myśl, że ją zapłodnisz...
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    ... pierwszy 🙂

    Znając jej background to ona zapłodni Ciebie 😉 …. lokówką 🙂

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Ja na to patrzę jak na szansę - piękna kobieta z lokami, przystojny pilot, cały statek kosmiczny dla nas … 😉

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Davy siedzi z popcornem 🍿i ogląda na kamerkach film akcji w ambulatorium 🙂

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Nie jestem pewien, czy zamrażalka to teraz dobry manewr - zawsze można by było pytać kolesia o informację podczas abordażu - typu gdzie coś jest, jaki jest kod, a co to w tej ładowni , etc.

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Ja chciałybym ogolnie sledzic wydarzenia pracujac w tle. Poproszę informacje co jest dostępne:

    • komunikacja audio - wszyscy w skafandrach
    • komunikacja na caly statek - radiowezel
    • video feed - wszyscy w skafandrach (?)
    • kamery Kardashian ? - korytarze scan? ambulatorium ?

    Dodatkowo chciałem zamknąć po wyruszeniu ekipy grodzie na statku (w razie jakiejś akcji, dekompresii etc. statek podzielony na moduły wtedy). Pytanie czy sterowanie grodziami mozna autoryzowac - jakies haslo - czy to raczej sie po prostu otwiera na przycisk...

    Reszta się z mojej perspektywy zgadza sie.

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Davy chce zostać. Broń mam, biorę jeszcze SSDD - urządzonko, do grzebania w elektronice - tak na wszelki wypadek. Gdy ekipa wyruszy, chciałbym być na mostku:

    • pracować z Nadią nad możliwością transportu obu statków
    • monitorować biometrię + ew. feed z ekipy
    • zamknąć na 4 spusty więźnia - dać mu wody, i niech se leży i czeka na powrót ekipy
    • La Fey też bym "poprosił" by ze względu na okoliczności nie kręciła się po statku i czekała na powrót ekipy
    • zabezpieczyć mostek i śluzy statku - tak na wszelki wypadek
    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Davy O'Collan - narada na mostku

    Davy przez chwilę milczał, opierając dłonie o konsolę nawigacyjną. Wpatrywał się w sylwetkę Bleinerta na ekranie, jakby już układał w głowie kolejne etapy całej operacji. W końcu odwrócił się do kapitana.

    — Kapitanie...

    Skinął głową w stronę hologramu z danymi jednostki.

    — Jeśli faktycznie nie znajdziemy tam żywych... to przestajemy patrzeć na wrak. Patrzymy na nagrodę.

    Przesunął palcem po parametrach statku.

    — Wojskowy transportowiec klasy M, do tego z pełnowymiarową sekcją ładunkową. Taki kadłub jest wart grubo ponad trzydzieści milionów dolarów. Minimum trzydzieści. Nawet jeśli Kelland odzyska go za ułamek wartości, a załoga dostanie standardowy udział w akcji ratowniczej... powiedzmy dziesięć procent... — gwizdnął cicho. — Po podziale na siedmioro ludzi każdy z nas byłby całkiem nieźle ustawiony. Chyba pierwszy raz od dawna los postanowił oddać mi premię za wszystkie nadgodziny.

    Uśmiech szybko zniknął, ustępując miejsca profesjonalizmowi.

    — Dlatego myślę, że to dobry pomysł, żebym został na Kardashianie. Znam ten statek lepiej niż własną kieszeń. Będę monitorował wasze biosygnatury, telemetrię skafandrów, ruch obu jednostek i całą komunikację. Ktoś musi mieć sytuację pod kontrolą z bezpiecznej strony.

    Wyciągnął dwa palce.

    — W międzyczasie z Nadią przygotujemy dwa warianty holowania. Pierwszy, klasyczny — Bleinert na holu FTL Kardashiana, z przeliczeniem naprężeń i masy całego zestawu. Drugi, jeśli okaże się, że jego napęd nadświetlny nadal jest sprawny, spróbujemy wykorzystać własny FTL Bleinerta i zsynchronizować oba statki do wspólnego skoku. To może być bezpieczniejsze dla naszej jednostki.

    Klepnął się lekko w kaburę na udzie.

    — O mnie się nie martwcie. Broń mam przy tyłeczku, jak zawsze. Zanim wyruszycie, skoczę może jeszcze do kajuty po moje SSDD i wtedy naprawdę nie będę miał powodów do narzekania.

    Wzruszył ramionami.

    — Jak tylko przejdziecie na Bleinerta, zarygluję śluzy Kardashiana. Purcell niech siedzi pod kluczem dopóki nie wrócicie. Mam też szczerą nadzieję, że nasza korporacyjna pasażerka zrozumie sytuację i będzie łaskawa posiedzieć cicho w swojej kajucie. Im mniej osób będzie mi się tu plątać pod nogami, tym lepiej dla wszystkich.

    Spojrzał z wyraźną sympatią na główną konsolę pilota i przeciągnął dłonią po jej krawędzi.

    — Ja z Nadią ogarniemy mostek. Będziemy mieć na was oko przez cały czas. Jeśli coś się wydarzy, zauważymy to pierwsi. A kiedy wrócicie... mam nadzieję, że będziemy już mieli gotowy plan, jak odholować tego kolosa do najbliższej stacji i zamienić go na największą premię, jaką którekolwiek z nas widziało...

    — I jeszcze jedno: żadnego bohaterstwa przy tej wyrwie. Jeśli coś potrafi zrobić dziurę w wojskowym kadłubie, to zasługuje na odrobinę szacunku.

    Spojrzał na Holta z uśmiechem.

    — Wróćcie w komplecie. Kapitan będzie zadowolony, Nadia przestanie marudzić, a pan Holt nie będzie musiał liczyć, ilu ludzi wysłał i ilu przyprowadził z powrotem.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Mam jeszcze pytanie - tak z ciekawości. Czy nasze postacie będą jakoś exp dostawały i się rozwijały - czy gramy z tym co mamy - do naszego końca lub ich ? 🙂

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Hold my beer 🍺… jak będzie szansa jeszcze sie przelecieć z sukcesami to nawiąże … 🙂 zawsze lubiłem tą postać 🙂

    W sumie można mój post przesunąć na koniec - bo chyba za szybko napisałem - sorki , wydawało mi się że już można …

    Komentarze

  • Tryb hardkor
    Davy KneeD Davy Knee

    Przeczytane. W sumie czyta się sympatycznie i lekko - można pewnie pomyśleć o kilku usprawnieniach w fabule (o ile mogę się wypowiiedzieć jako czytelnik). Ebook z Empiku ma kilka literówek 🙂

    Twórczość

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Davy O’Collan — Mostek Kardashiana

    Davy siedział w fotelu pilota tak, jak inni ludzie siedzieli w barze przy ostatniej szklance przed końcem świata.

    Wygodnie i swobodnie. Z irytującą pewnością, że wie, co robi.

    Przed nim, w półprzezroczystej projekcji nawigacyjnej, wisiały dwie bryły: ciężki, górniczy Kardashian i martwy Bleinert, czarny, cichy i nieprzyjemnie spokojny. Pomiędzy nimi pulsowały linie podejścia, kąty martwe, zakres promieniowania, masa względna, kompensacja obrotu, planowane punkty zaczepu cum magnetycznych i trajektoria późniejszego odsunięcia obu jednostek.

    Opiekun wyliczył trasę jako pierwszy.

    Davy spojrzał na nią przez pół sekundy.

    — Nie — powiedział.

    Kasował ją krótkim ruchem dłoni.

    — Proponowany wektor podejścia mieści się w bezpiecznym marginesie operacyjnym — odezwał się spokojny głos statkowej SI.

    — Mieści się też w kategorii „babcia parkuje cysternę pod kościołem” — mruknął Davy. — Za grzecznie i za nudno.

    — Korekta: obecność niestabilnego kadłuba, aktywnego źródła promieniowania i niezweryfikowanego uzbrojenia wymaga zwiększonego marginesu bezpieczeństwa.

    — Właśnie dlatego nie będziemy robić tego tak, jak ty chcesz.

    Nadia Volkov, stojąca przy stanowisku inżynieryjnym, uniosła wzrok znad danych.

    — Davy...

    — Spokojnie, Volkov. Jak będę próbował nas zabić, dam ci znać trzy sekundy wcześniej.

    — To nie jest uspokajające.

    — Dla mnie jest. Trzy sekundy to luksus.

    Kapitan Hannigan siedział w fotelu dowodzenia, milczący i obserwujący poczynania Davyego. Ten czuł jego spojrzenie na karku, ale nie odwracał się. Teraz nie było miejsca na dyskusję. Teraz była matematyka. Ta właściwa, lekko szalona lecz ścisła.

    Nie ta od Opiekuna, który liczył, jakby wszechświat był czystą tabelą ryzyka, a statki poruszały się po niej grzecznie jak pionki w korporacyjnej symulacji. Davy liczył inaczej. Ręcznie. Po staremu. Z poprawką na masę Kardashiana, na dryf Bleinerta, na asymetrię kadłuba, na tę przeklętą wyrwę, której nie widzieli, na ramiona górnicze, które nie były stworzone do tańca, ale mogły udawać partnera, jeśli poprosić je odpowiednio brutalnie.

    Palce pilota przesuwały się po panelach.

    Jedna linia znikała.

    Druga pojawiała się niżej.

    Kąt podejścia ciaśniejszy.

    Rotacja skompensowana krótkim impulsem z dysz manewrowych.

    Cumy magnetyczne: przednia lewa, tylna lewa, potem para stabilizująca górna...

    Ramiona górnicze: nie na poszycie a na wzmocnienia konstrukcyjne przy pierścieniu ładunkowym i ramie śluzy. No, powinno się udać - mrukną do siebie...

    — Opiekunie, symulacja — rzucił.

    — Prawdopodobieństwo powodzenia manewru według aktualnych parametrów: trzydzieści jeden procent.

    Davy cmoknął.

    — Czyli nie zrozumiałeś. Chłopie...

    — Parametry przekraczają zalecenia producenta dla bezpiecznego dokowania jednostki klasy przemysłowej.

    — Producent nie znał mnie osobiście.

    Nadia spojrzała na kapitana z miną człowieka, który właśnie odkrył, że pracuje w cyrku, ale niestety to ona odpowiada za stan lin zabezpieczających.

    Davy sięgnął do kieszeni kombinezonu, wyciągnął gumę i wsunął ją do ust. Potem założył słuchawki. Stare i poobijane, z pęknięciem na lewym pałąku i naklejką męskiego przyrodzenia, która dawno straciła kolor.

    W mostku przez chwilę było słychać tylko ciche buczenie aparatury, a potem z jego stanowiska popłynęły cicho pierwsze takty starego amerykańskiego kawałka. Coś z czasów, kiedy ludzie jeszcze wierzyli, że wystarczy gitara, bębny i trochę bezczelności, żeby wygrać z całym światem.

    Davy uśmiechnął się pod nosem. Johnny Cash – “Ghost Riders in the Sky”. Zaczął nucić, ale opanował się, przypominając sobie, że nie jest tu sam...

    — No dobra, maleńka — powiedział zamiast tego do Kardashiana. — Pokażmy martwemu chłopcu, jak tańczy kombajn.

    — Panie O’Collan — odezwał się kapitan.

    — Tak jest, kapitanie - lecimy. Czekam tylko na "Engage", jak w Star Treku...

    — Panie O’Collan — odezwał się mocniejszym tonem kapitan.

    — No dobra, wio..

    Kardashian ruszył. Niezbyt gwałtownie i z cicha muzyką w tle.

    Davy nie walczył z masą statku.

    On ją namawiał do współdziałania.

    Krótkim impulsem ustawił dziób minimalnie niżej, potem zdjął rotację boczną ledwie zauważalnym kopnięciem dysz korekcyjnych. Ogromny kombajn przesunął się względem Bleinerta jak śpiące zwierzę, które nie chciało jeszcze wstać, ale już zaczynało rozumieć, że nie ma wyboru.

    Na projekcji linia podejścia zwężała się.

    Sto metrów.

    Osiemdziesiąt.

    Sześćdziesiąt.

    — Odchylenie od bezpiecznego wektora: cztery koma dwa stopnia — poinformował Opiekun.

    — Wiem.

    — Zalecam korektę.

    — Ja też. Tylko inną.

    Davy pchnął manetkę boczną o milimetr.

    Kardashian zareagował z opóźnieniem. Jak zawsze. Wielki, stary, górniczy drań najpierw udawał, że nie słyszy, potem robił dokładnie to, czego chciał Davy, a na końcu jeszcze miał pretensje w hydraulice.

    Yippie-yi-o, Yippie-yi-yay, Ghost riders in the sky

    Bleintert zbliżył się do nich burtą. Martwy kadłub wypełnił podgląd z kamer. Blacha, kratownice, wypalone panele, ciemne ślady po mikrouderzeniach. Żadnych świateł czy ruchu.

    — Dystans trzydzieści metrów — powiedziała Nadia.

    — Widzę.

    — Prędkość względna nadal za wysoka.

    — Wiem.

    — Davy.

    — Nadia.

    — Nie podoba mi się to.

    — Mnie też nie. Dlatego robię to szybko, zanim ktoś zakuma.

    Opiekun odezwał się niemal natychmiast:

    — Aktualny wariant manewru może doprowadzić do kontaktu kadłubów poza osią dokowania.

    — To się nazywa „plan”.

    — Kontakt poza osią dokowania jest błędem proceduralnym.

    — Nie, kochanie. Błąd proceduralny jest wtedy, kiedy udajesz, że dokowanie do zniszczonego statku wojskowego, w środku nicości, w strefie zabójczego promieniowania jest standardową procedurą pomocy rozbitkowi.

    Davy odłączył jedną z automatycznych blokad korekcyjnych.

    Na panelu Nadii zapalił się czerwony znacznik.

    — Davy! — warknęła.

    — To była tylko ta głupia.

    — Ona jest opisana jako stabilizacja awaryjna!

    — Właśnie mówię. Głupia i niepotrzebna.

    Kardashian zszedł po łuku ciaśniej, niż powinien. Przez jedną długą sekundę wyglądało, jakby cały górniczy kolos miał po prostu przyłożyć bokiem w tender i rozsmarować własny kołnierz dokujący o jego pancerz. Nadia złapała krawędź konsoli tak mocno, że pobielały jej knykcie.

    Kapitan nie powiedział nic. Davy przyznał w myślach z uznaniem, że było to bardzo kapitańskie.

    — O’Collan — odezwał się Hannigan dopiero po chwili.

    — Jeszcze nie.

    — Panie O’Collan.

    — Jeszcze nie.

    Davy liczył w głowie ostatnie metry.

    Nie patrzył już na wszystkie ekrany. Tylko na trzy: odległość, rotację, naprężenia ramion przygotowanych do uchwytu.

    Cztery metry.

    Trzy.

    Dwa i pół.

    — Kontakt za dwa koma jeden metra — podał Opiekun. — Zalecam natychmiastowe hamowanie.

    — Nie.

    — Manewr niemożliwy do zatwierdzenia.

    — To dobrze, że nie prosiłem o podpis.

    Davy przegryzł gumę, wypluł powietrze nosem i wykonał sekwencję tak szybko, że dla obserwatora wyglądało to jak przypadkowe dotknięcie panelu.

    Krótkie szarpnięcie boczne.

    Minimalna kontra na ogonie.

    Zamknięcie prędkości względnej.

    Otworzenie magnetycznych cum.

    — Cuma pierwsza poszła i siedzi! — rzuciła Nadia.

    Na ekranie błysnął znacznik.

    Potem drugi.

    — Cuma druga... złapała. Trzecia... Davy, trzecia idzie za wysoko!

    — Ma iść za wysoko.

    — Ona nie ma punktu zaczepu!

    — Jeszcze nie ma.

    Davy przesunął Kardashianem o pół metra w dół.

    Pół metra.

    Przy dwóch kadłubach tej masy było to mniej więcej tak rozsądne, jak poprawianie kieliszka na stole młotem pneumatycznym.

    Trzecia cuma złapała z trzaskiem magnetycznego zamka.

    Czwarta weszła zaraz po niej.

    Kardashian i Bleinert drgnęły względem siebie.

    Nadia wydała z siebie krótki dźwięk, którego z całą pewnością by się wyparła, gdyby ktoś pytał.

    — Naprężenie na tylnej parze! — powiedziała ostro. — Za duże, za duże, za duże...

    — Widziałem większe.

    — Na czym?!

    — Na moim pierwszym małżeństwie.

    — Davy!

    Ramiona górnicze Kardashiana wysunęły się z wolna, ciężkie i brudne, zbudowane do chwytania skał, kontenerów i wszystkiego, co korporacja kazała rozciąć, skruszyć albo przeciągnąć przez próżnię. Teraz miały złapać martwy tender tak delikatnie, jak chirurg łapie tętnicę.

    Czyli absolutnie niezgodnie z projektem.

    — Ramię pierwsze, punkt konstrukcyjny A — powiedział Davy.

    — Potwierdzam obraz — rzuciła Nadia. — Masz przesunięcie o dwadzieścia centymetrów.

    — Piętnaście.

    — Dwadzieścia.

    — Piętnaście, bo jestem optymistą.

    Zacisk wszedł.

    Metal przeniósł drganie przez oba kadłuby. Gdzieś w głębi Kardashiana coś jęknęło, jakby statek uznał, że jednak chciałby złożyć skargę.

    — Ramię pierwsze trzyma — powiedziała Nadia.

    — Ramię drugie.

    — Punkt B ma uszkodzoną kratownicę.

    — Nie biorę B. B jest dla lamerów.

    — To co bierzesz?

    — C.

    — C jest poza zakresem.

    — Według Opiekuna.

    — Według geometrii!

    Davy uśmiechnął się szerzej.

    — Geometria to tylko Opiekun z lepszym PR-em.

    Drugie ramię przesunęło się pod kadłubem Bleinerta. Przez moment kamera pokazała tylko ciemność, potem poszarpany fragment konstrukcji i cień wyrwy daleko po niebezpiecznej stronie. Wskaźnik promieniowania skoczył.

    — Mamy pik! — krzyknęła Nadia.

    — Krótki kontakt.

    — Za krótki na komfort, za długi na mój puls!

    — Puls jest przereklamowany.

    — Opiekun, potwierdź dawkę!

    — Ekspozycja chwilowa mieści się w granicach akceptowalnych. Manewr nadal niezalecany.

    — Słyszałaś. Nawet nasz elektroniczny księgowy mówi, że żyjemy.

    Drugie ramię zacisnęło się na wzmocnieniu.

    Tym razem Bleinert odpowiedział. Kadłubem. Cała martwa jednostka zadrżała, a projekcja środka masy skoczyła nagle w bok.

    Na ekranach pojawiła się czerwona kaskada ostrzeżeń.

    — Przesunięcie masy! — rzuciła Nadia.

    — Mam.

    — Nie masz, ono idzie poza zakres!

    — Już nie.

    Davy wcisnął sekwencję ręczną, odciął automatyczną próbę kompensacji i dał Kardashianowi krótki impuls przeciwny.

    Mostek przechylił się minimalnie, ale wystarczająco, żeby komuś za plecami pilota wyrwało się przekleństwo.

    Opiekun, bez emocji i bez najmniejszego wyczucia dramatyzmu, oznajmił:

    — Uwaga. Bieżący manewr nie występuje w zarejestrowanych procedurach dokowania.

    — Bo jeszcze go nie nazwałem.

    — Zalecam przerwanie.

    — Odrzucam.

    — Zalecam ponowne rozważenie.

    — Też odrzucam.

    — Prawdopodobieństwo uszkodzenia kołnierza dokującego wzrosło do—

    Davy ściszył Opiekuna jednym ruchem.

    Nie wyłączył. Tego kapitan mógłby się czepić.

    Po prostu sprawił, że statek zaczął marudzić ciszej.

    — O’Collan — powiedział Hannigan.

    Tym razem głos kapitana był spokojny, ale twardszy. Dużo twardszy.

    Davy nie odwrócił głowy.

    — Już kończę, kapitanie.

    Przez chwilę wszystko sprowadziło się do oddechu, muzyki w słuchawkach i trzech migających wartości.

    Dystans.

    Rotacja.

    Naprężenie.

    'Cause they've got to ride forever
    On that range up in the sky
    On horses snorting fire
    As they ride on, hear their cry

    Kardashian przesuwał się ostatnie centymetry. Cumy magnetyczne trzymały jak cztery uparte diabły. Ramiona górnicze kompensowały martwy ciężar Bleinerta. Kołnierz dokujący wysunął się z sykiem hydrauliki, szukając pierścienia śluzy tendera.

    — Kołnierz aktywny — powiedziała Nadia, już ciszej.

    — Wiem.

    — Nie widzisz go z tej kamery.

    — Czuję.

    — Nie wolno ci czuć kołnierza dokującego.

    — A jednak jesteśmy sobie bliscy.

    Na ekranie pojawił się żółty znacznik kontaktu.

    Potem drugi.

    Potem zielony.

    Pierścień uszczelniający dopasował się do śluzy Bleinerta. Automatyczne zatrzaski zaryglowały się jeden po drugim.

    Klak.

    Klak.

    Klak.

    Klak.

    Na mostku zapadła cisza. W słuchawkach Davyego też - utwór właśnie się skończył...

    Opiekun odezwał się po chwili, wyraźnie ciszej niż zwykle:

    — Kontakt dokujący ustanowiony. Czworopunktowa stabilizacja magnetyczna aktywna. Ramiona górnicze w pozycji nośnej. Kołnierz śluzy szczelny. Połączenie jednostek potwierdzone.

    Davy zdjął jedną słuchawkę z ucha.

    — Możesz powtórzyć tę ostatnią część? Tę, w której brzmisz, jakbyś mnie przepraszał.

    — Połączenie jednostek potwierdzone — powtórzył Opiekun.

    Davy obrócił się lekko w fotelu i spojrzał na kapitana.

    Twarz miał spokojną a uśmiech niewielki. Bezczelny dokładnie w takim stopniu, żeby irytować, ale jeszcze nie zapracować na formalną naganę.

    — Kardashian zadokowany z Bleinertem, kapitanie. Cumy magnetyczne trzymają, ramiona górnicze stabilizują, kołnierz śluzy uszczelniony. Przejście jest dostępne.

    Przeżuł gumę i dodał:

    — A ten manewr nazwiemy „Świder Hannigana” - na pana cześć, panie kapitanie...

    — Palant - rzuciła do niego Nadia z lekkim uśmiechem i otarła czoło, na którym widniały delikatne krople potu...

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    @Ketharian napisał:

    @davy-knee , rzucaj już teraz, natomiast zostaw jakąś przyjemność zgrzybiałemu cynicznemu MG, który chętnie wymyśli samemu jakieś odpowiednio dramatyczną konsekwencję fiaska. Pamiętaj, że masz kostkę stresu w puli, ale nie musisz rzucać nią osobno, to będzie ostatni wynik w ciągu formuły.

    No to niech stracę 😉

    3 sukcesy , no stress. Flawless docking baby , jedną ręką 🙂

    ac39206b-b9de-48bd-8737-ff85d7bf84e7-image.jpeg

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    To dajcie znać kiedy można dokować to zrobię rzut i post - jak się rzut nie uda to wymyślę jakąś komplikacje by było wesoło 🙂 Matka będzie musiał kombinować wtedy 😉

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    No dobra, to moja postać gotowa do manewru. Pytanie czy to robimy fabularny manewr, czy rzucamy kostkami? Jak chcemy trochę emocji, to możemy rozbić manewr dolotu (pilotaz), manewr cumowania (ciezkie maszyny) - jakis inzynier z zalogi, manewr holowania (pilotaz) - i w zaleznosci od poprzedniego etapu budowac lub odejmowac pule kostek do sukcesu / stresu. Ale to juz w gestii MU/TH/UR naszego...

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Davy O'Collan - Ambulatorium Kardashiana i droga na mostek

    Davy patrzył na kapitana przez dłuższą chwilę.

    Nie tak długo, żeby nazwać to niesubordynacją. Wystarczająco długo, żeby każdy na tyle przytomny, by znać O’Collana, zrozumiał, że pilot właśnie przełyka komentarz, który nie do końca mu się podoba.

    W końcu westchnął.

    — Czyli jednak świder — mruknął.

    Przesunął dłonią po karku, po czym spojrzał w stronę, gdzie za pancerzem Kardashiana czekał Bleinert. Martwy, milczący i coraz mniej zachęcający z każdą kolejną minutą.

    — Bakburta do bakburty, ekranowanie tendera, bez wchodzenia w starburtę, bez wystawiania się wyrzutni i bez całowania źródła promieniowania. Potem sprzężenie jednostek i przesunięcie całego układu ciągiem bocznym Kardashiana. Tak?

    Nie czekał właściwie na odpowiedź.

    — Da się. Nie będzie to eleganckie. Tender może mieć poszycie nadgryzione bardziej, niż widzimy. Jeżeli dam za dużo ciągu, możemy pogłębić uszkodzenia albo zerwać połączenie. Jeśli dam za mało, będziemy wisieć przy nim jak pijany przy barze, tylko mniej stabilnie. A jeśli Bleinert ma aktywne systemy, których jeszcze nie pokazał, to będziemy dużym, grzecznym celem przyklejonym do jego burty.

    Zrobił pauzę i skrzywił się lekko.

    — Poza tym naprawdę nienawidzę przesuwać dwóch jednostek naraz, kiedy jedna z nich jest martwa, napromieniowana i prawdopodobnie pełna niespodzianek.

    Davy spojrzał jeszcze raz na kapitana. Przez moment wyglądał, jakby chciał dodać coś więcej. Coś o tym, że mała kapsuła była lepszym pomysłem. Coś o tym, że pilotowanie kombajnem przy uszkodzonym tenderze to mniej manewr, a bardziej próba przekonania góry, żeby zatańczyła walca.

    Ale nie powiedział tego.

    Rozkaz był rozkazem. A Hannigan, w swoim nieznośnie kapitańskim stylu, podjął decyzję.

    O’Collan kiwnął głową.

    — Przyjąłem, kapitanie. Zadokuję Kardashianem od bakburty Bleinerta. Bez ekspozycji na starburtę. Potem przesunę obie jednostki poza strefę najgorszego promieniowania. Powoli, na krótkich impulsach, z pełnym monitoringiem naprężeń na połączeniu.

    — Najpierw złapię Bleinerta cumami magnetycznymi z dziobu i rufy, potem posadzę ramiona górnicze na jego punktach konstrukcyjnych. Kołnierz dokujący pójdzie osobno — tylko dla ludzi i atmosfery. Krótkie impulsy powinny dać radę ruszyć tą górę złomu z miejsca...

    — Proszę tylko uprzedzić wszystkich, żeby w czasie manewru nie bawili się w bohaterów przy śluzach, grodziach i luźnych elementach. Jeśli coś puści, nie chcę, żeby ktoś mi potem mówił, że „tylko na chwilę odpiął zabezpieczenie”.

    Dopiero wtedy na jego twarz wrócił cień krzywego uśmiechu.

    — I dla jasności: jeśli to się uda, będę mówił, że to był mój pomysł i poproszę o wpis do logu statku, że lata pan z zajebistym pilotem oraz podwyżkę. Jeśli się nie uda, od początku byłem przeciwny i to wina kapitana.

    Ruszył w stronę mostka szybkim, zdecydowanym krokiem. Marudzenie zostało za nim w korytarzu, ale w głowie miał już tylko procedury.

    Masa Kardashiana. Masa Bleinerta. Punkt dokowania. Kąt podejścia. Martwe pole wyrzutni. Promieniowanie. Ekranowanie. Ciąg główny. Margines błędu.

    Coraz mniejszy margines błędu.

    — No dobra, maleńka — rzucił z czułością do ścian korytarza, którym szedł. — Kapitan chce, żebyśmy zatańczyli z trupem. To pokażmy mu, że jeszcze pamiętamy kroki kosmicznego cha-cha-cha.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Davy O'Collan - Ambulatorium Kardashiana

    Davy nie odezwał się od razu.

    Stał z boku, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, i słuchał, jak kapitan mówi do Purcella. Też jakoś nie ufał rozbitkowi i gdyby to od niego zależało, facet siedziałby przypięty do koi - tak na wszelki wypadek.

    Kiedy kapitan zadał pytanie i spojrzał na niego znacząco, O’Collan tylko lekko przekrzywił głowę.

    — Panie kapitanie — powiedział spokojnie. — No jak trzeba, to się dołącze do naszej wesołej gromadki. Jednak zastanawiam się, jak tam dolecimy? Moja propozycja jest następująca...

    — Nie mamy pełnego obrazu starburty, nie wiemy, czy ta wyrzutnia jest martwa, śpiąca, czy tylko czeka, aż ktoś większy podejdzie jej pod nos. Kardashian jest za duży, za cenny i ma za dużo ludzi na pokładzie, żeby robić nim za tarczę testową.

    Davy przesunął palcem po krawędzi konsoli, jakby kreślił w powietrzu niewidzialną trajektorię.

    — Ale mamy przecież naszą D-klasę - EEVałkę, którą możemy użyć.

    Przywołał w pamięci dane modułu ratunkowego.

    — Małe, zwrotne, z własnym ciągiem. Zrobione do odrywania się od jednostek FTL i przeżywania rzeczy o których nie śniło się filozofom. Na papierze wejdzie tam nawet dwudziestu ludzi, a realnie pięć, sześć osób w skafandrach, jeśli wszyscy wciągną brzuchy.

    — Proponuję więc: nie podchodzimy Kardashianem do Bleinerta. Trzymamy statek na bezpiecznym dystansie, poza potencjalnym kątem pracy wyrzutni i poza najgorszym pasmem promieniowania. Ja pilotuję D-klasę i podejdziemy po łuku od strony, którą już częściowo widzieliśmy, potem zejdę niżej i zrobię wolny oblot kadłuba. Bez bohaterstwa i gwałtownych korekt. Tempo spacerowe.

    Wskazał palcem w stronę niewidocznego tendera.

    — Najpierw sprawdzamy starburtę z bliska: wyrwa, źródło promieniowania, ewentualne ruchome elementy, aktywne systemy obrony. Jeśli moduł zacznie łapać za dużo radów albo ta zabawka na burcie choćby kichnie, odchodzę na bocznych i wracamy. Jeśli będzie czysto, siadam przy najbezpieczniejszym włazie albo robię miękki kontakt przy śluzie. Bez twardego dokowania, dopóki nie będę miał pewności, że Bleinert nie rozpadnie nam się pod uszczelką.

    Przez moment zawiesił spojrzenie na kapitanie.

    — Ja pilotuję. Adam i Holt idą z panem, jeśli taka decyzja. Do tego ktoś z technicznym okiem albo medycznym zestawem. Ja poczekam w gotowości w module lub będę stanowić pomoc w razie W.

    Davy westchnął cicho i dopiero wtedy pozwolił sobie na cień dawnego, krzywego uśmiechu.

    Oparł dłonie na biodrach.

    — To jest moja rekomendacja, kapitanie. Kardashian zostaje z tyłu. D-klasa robi za igłę. Wkłuwamy się ostrożnie, wyciągamy kogo się da, nie przynosimy na pokład niczego, co próbuje gryźć, strzelać albo udawać martwe.

    — Dajcie mi ze dwadzieścia minut na sprawdzenie modułu i mogę być gotów do startu...

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Pytania Davyego:

    — Dobra, synu. Zacznijmy prosto. Nazwisko, funkcja, statek i pracodawca. Potem powiesz mi, czemu strzelałeś do ludzi, którzy wyciągali cię z trumny ratunkowej. Kogo się spodziewałeś po drugiej stronie śluzy? Co rozwaliło wasz statek: awaria, atak, bunt, skażenie czy sabotaż? Kto gnił obok ciebie w kapsule i dlaczego? Czy na waszym pokładzie zostało coś żywego? I na koniec najważniejsze: co tam w ogóle się odwaliło …

    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa