Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Davy KneeD

Davy Knee

@Davy Knee
Informacje
Posty
12
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    doc_sleep.png

    Davy O’Collan otworzył oczy z przekonaniem, że ktoś zaparkował mu w czaszce prom kosmiczny, po czym uruchomił silniki manewrowe. Najpierw zobaczył tylko mleczną poświatę kapsuły i własny oddech osiadający na szybie. Potem świat wrócił falami: zimno w kościach, metaliczny smak w ustach, ból w mięśniach i ten charakterystyczny zapach hypersnu — jak klinika wojskowa, stara lodówka i bardzo zła decyzja w jednym.

    Spróbował poruszyć palcami. Udało się. Niestety, oznaczało to, że reszta ciała też wkrótce przypomni sobie o swoim istnieniu. Kapsuła syknęła, puściła zamki i uniosła pokrywę z takim dramatyzmem, jakby chciała dostać premię od działu PR Kelland Mining.

    — Dobra wiadomość: chyba żyjemy — wychrypiał Davy, rozglądając się po sali. — Zła: ktoś nadal uważa, że to jest dopuszczalny sposób podróżowania.

    Usiadł za szybko, więc świat natychmiast wykonał beczkę. Jako pilot docenił manewr, choć niepotrzebnie odbywał się on wewnątrz jego głowy. Złapał krawędź kapsuły, odkaszlnął resztki farmakologicznego błota z płuc i spróbował wyglądać jak człowiek, który ma wszystko pod kontrolą. Efekt musiał być średni, bo jego nogi poinformowały go, że są na urlopie, a żołądek zgłosił formalny protest.

    Mimo to gdzieś pod całym tym lodowatym odrętwieniem pojawiła się iskra prawdziwego zadowolenia. Po miesiącach hypersnu mógł zobaczyć swój statek. Swój — przynajmniej na tyle, na ile pilot może nazwać „swoim” coś, co według dokumentów należy do firmy, według ubezpieczyciela jest ryzykiem, a według mechaników nigdy nie działa tak, jak powinno.

    Zsunął się na zimną podłogę, z gracją staruszka. Lampy sali hibernacyjnej zaczynały świecić ostrym blaskiem, pompy sapały gdzieś pod ścianami, a elektronika ćwierkała nerwowo jak rekrut przed pierwszym lądowaniem bojowym.

    — Ktokolwiek wymyślił hypersen, powinien być budzony codziennie o szóstej przez własny wynalazek — mruknął. — Przez rok. Bez kawy.

    Dopiero wtedy zauważył kapitana. Stał nieco dalej, już na nogach, spięty i zbyt przytomny jak na człowieka świeżo wyjętego z lodówki. Rozmawiał cicho z pokładowym androidem, tym spokojnym, medycznie nieskazitelnym typem, który wyglądał, jakby nigdy w życiu nie miał kaca, wyrzutów sumienia ani normalnej rozmowy przy kantynowym stole.

    To akurat było pierwsze naprawdę złe przeczucie tego poranka. Bo jeśli załogę budzi automat, a kapitan szepcze z androidem zanim ktokolwiek dostanie kawę, to znaczy, że wszechświat znowu postanowił być zabawny cudzym kosztem.

    Davy oparł się ciężko o kapsułę, przeciągnął kark i spojrzał w stronę kapitana.

    — Kapitanie… wszystko w porządku?

    Materiały

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    Witam!

    To wtedy chciałbym , aby moja postać była tam już od wielu misji. W tle mojej postaci stoi, że ona przywiązuje się mocno do statków na których lata, dodatkowo mam talent Like the Back of Your Hand (KM-164) - który mówi w skrócie, że znam statek od podszewski z każdym jego zakątkiem.

    Co do Pull Rank - nie mam z tym problemu - w tle mojej postaci jest niesubordynacji trochę, ale szef jest szefem , szefie - jak będę przeciwko rozkazowi a zdasz test - no cóż, życie...

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Davy KneeD Davy Knee

    doc.png

    Imię i nazwisko: Davy O'Collan
    Wiek: 42
    Profesja: Pilot


    Davy oparł się wygodnie o kantynowy stół, stuknął metalowym kubkiem o blat i uśmiechnął się tak, jakby właśnie wygrał zakład, o którym reszta załogi jeszcze nie wiedziała.

    — No dobra, skoro już mamy razem latać tą piękną, zardzewiałą księżniczką, to wypada się przedstawić. Davy O’Collan. Urodzony na Alpha Caeli Vh, czyli na takim kawałku skały, gdzie dzieciaki szybciej uczą się przeklinać na awarie generatorów niż pisać własne nazwisko.

    Ktoś z załogi parsknął śmiechem.

    — Miałem swoją przygodę z USCMC. W sumie z bardzo prostego powodu — ciągnął Davy. — Chciałem latać. Nie siedzieć w kolonialnym autobusie z silnikiem przyklejonym taśmą, nie wozić skrzynek z ziemniakami między kopułami, tylko naprawdę latać. A Marines mieli najlepsze statki, najlepsze szkolenie i najwięcej okazji, żeby sprawdzić, czy człowiek ma jaja, czy tylko ładnie wygląda w kombinezonie.
    Uniósł kubek w pół-toaście.

    — Marine Space Force, Eridani. Outer Veil, Rimward Frontier, Tartarus Sector, okolice Alpha Caeli… latałem tam, gdzie normalni piloci pytali: „ile płacą?”, a ja pytałem: „czy ten złom da radę wejść ostrzej w atmosferę?”. I zwykle dawał. Bo ja byłem za sterami.

    Ktoś zapytał:
    — To czemu odszedłeś?

    Davy przez chwilę tylko patrzył w kubek. Uśmiech został, ale oczy zrobiły się zimniejsze.

    — A bo przydarzyła sie taka jedna misja. Tajna. Cicha. Taka, o której nikt nie powinien gadać po pijaku w kantynie.
    Przerwał, po czym wzruszył ramionami.
    — Lecieliśmy nieuzbrojonym transportem. Miało być wejście po cichu, żadnych fajerwerków. Stacja miała być prawie pusta. Tyle że ktoś, kurwa, zapomniał jej powiedzieć, że ma być pusta.

    W kantynie zrobiło się ciszej.

    — Zaczęli walić do nas z ciężkiej broni, zanim zdążyliśmy dobrze podejść. Nie z jakiegoś tam działka do straszenia przemytników. Z czegoś, czym rozcina się okręty jak konserwy. Robiłem, co mogłem. Obrót, zejście, awaryjne uszczelnienia, pełna moc na boczne ciągi… wszystko. Ale transport dostał. Kurwa...

    Zacisnął palce na kubku.
    — Moja kabina się zamknęła. Hermetycznie. Reszta statku… nie miała tyle szczęścia.

    Nikt nic nie powiedział.
    Davy odchrząknął i znów założył ten swój pewny, bezczelny uśmiech.

    — Marines, którzy przybyli później, wyciągnęli mnie z dryfującego kokpitu. Półżywego, wściekłego i wciąż lepszego pilota niż większość z nich razem wzięta. Dali mi medal. Ładny kawałek metalu. Przez tydzień leżał w szufladzie, potem zrobiłem z niego otwieracz do butelek. Wreszcie zaczął mieć jakieś praktyczne zastosowanie...

    Ktoś cicho zapytał:
    — Kto do was strzelał?

    Davy spojrzał na niego długo.
    — Nie pytaj o rzeczy, które mają czarne paski w raportach.

    Potem dopił z kubka i klepnął dłonią w ścianę kantyny.

    — No i tak trafiłem tutaj. Jakoś nie mogłem dalej latać z chłopakami. Postanowiłem przejść do cywila. Kelland Mining Company dało mi kontrakt, a ja dostałem Kardhasiankę. Stara, głośna, uparta, kapryśna suka. Czyli dokładnie mój typ. Jestem tu tylko trochę a juz mam wrażenie, że znam każdy jej kabel, każdy zawór, każdy przeklęty dźwięk silnika, kiedy udaje, że jeszcze wszystko jest w porządku.
    Uśmiechnął się szerzej.

    — Traktujmy ją dobrze, a dowiezie nas wszędzie, gdzie zechcemy. Kopnijcie ją bez potrzeby, a najpierw ja was skopię. A potem ona. I uwierzcie mi — ona bije mocniej.

    Materiały

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Davy KneeD Davy Knee

    Dlatego potrzebuje wątku , żeby pogadać jak bardzo się znamy , faktycznie się poznać i określić relacje - czy się lubimy czy nie 😉 Proponował bym format , gdzie w jednej części opiszemy swoje postacie publicznymi info - wygląd , zachowanie, co robimy, co lubimy lub nie, krótka historia dostępna dla innych . A później sobie przepleciemy losy we wspólnej pogawędce … Ew czekam na format od Matki.

    Archiwum alien

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Davy KneeD Davy Knee

    Zastanawiam się , czy może gdzieś nie zacząć się poznawać ? Taka sesja zero o pierdolach ? Czy nie ma sensu na razie i czekamy na start ?

    Archiwum alien

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Davy KneeD Davy Knee

    Już chyba za późno - biorę pilota 🙂 Wita Was Davy O’Collan i zapraszam w „moje” progi… Tylko zachowujcie się proszę…

    17FEAE4C-F035-4353-B233-2FDB465891BE.png

    Archiwum alien

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Davy KneeD Davy Knee

    @jedrzej-gruszczynski to mogę pilota ? 🙂

    Archiwum alien

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Davy KneeD Davy Knee

    W sumie jak pilot jest wolny - to ja z chęcią oddam mojego szeryfa i zrobię sobie pilota.

    Archiwum alien

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Davy KneeD Davy Knee

    Mi pasuje najbardziej UA, jako że mam tło postaci oparte o ten polityczny byt , więc jak mogę to głosuje za United Americas.

    Archiwum alien

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Davy KneeD Davy Knee

    Ja przygotuję postać cyferkową. Rozumiem, że na private wysyłamy ?

    Archiwum alien

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Davy KneeD Davy Knee

    @ketharian - zaktualizowałem post wyżej... na razie ogólnie, bo brak detali...

    Archiwum alien

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Davy KneeD Davy Knee

    Witam! Można się jeszcze dołączyć ?

    Nie zostałem stróżem prawa dlatego, że wierzyłem w prawo.

    To by była ładna historia. Czysta. Dobra do raportu, do akademii, do przemówienia przy awansie. Prawda jest brzydsza. Zostałem stróżem prawa, bo na pograniczu ktoś musiał wejść pierwszy do kopalni, kiedy górnicy przestawali odpowiadać. Ktoś musiał zapytać, dlaczego śluza otworzyła się „przypadkiem”, kiedy sześciu ludzi było jeszcze po złej stronie. Ktoś musiał stać pomiędzy rodziną z kontenera mieszkalnego a człowiekiem w garniturze, który miał kontrakt, ochronę i prawo własności do powietrza.

    Przez lata robiłem brudną robotę na małych koloniach. Zaginieni pracownicy. Sabotaże. Bójki o racje. Korporacyjne wypadki, które zawsze pachniały tak samo: spaloną izolacją, strachem i fałszem w dokumentach. Tam prawo nie było systemem. Było sugestią. Czasem groźbą. Czasem tylko odznaką przypiętą do człowieka z pistoletem, który jeszcze nie sprzedał własnego sumienia.

    Myślałem, że widziałem już wszystko.

    Kilka miesięcy temu dostałem sprawę niewielkiej placówki badawczej. Załoga zniknęła. Oficjalnie: bunt, kradzież sprzętu, ucieczka. Ładna formułka. Krótka. Wygodna. Taka, którą można zamknąć w systemie i zapomnieć przed końcem zmiany.

    Ale ja znalazłem ślady paniki.

    Nie buntu. Nie planowanej ucieczki. Paniki.

    Porzucone narzędzia. Niedokończone transmisje. Wycięte fragmenty nagrań. Drzwi otwierane ręcznie, jakby ktoś nie ufał już systemowi. I nazwę statku — tego statku — wpisaną w rejestrach jako ostatnia jednostka, która odwiedziła placówkę przed ciszą.

    Normalnie może bym odpuścił. Może zamknąłbym oczy, jak wielu przede mną. Może podpisałbym raport, wypił tanią kawę z automatu i udawał, że nie czuję smrodu korporacyjnej przykrywki.

    Ale na liście zaginionych była moja córka.

    Od tamtej chwili nie prowadzę już śledztwa.

    Poluję.

    Uruchomiłem stare kontakty. Takie, z których nie byłem dumny. Dałem w łapę ludziom, których kiedyś sam bym skuł i wsadził do celi. Skłamałem w kilku raportach. Zgubiłem parę dokumentów. Znalazłem inne. W końcu dostałem się na pokład.

    Oficjalnie jestem pasażerem. Podstarzały stróż prawa eskortujący dowody w ważnej sprawie. Cichy, zmęczony funkcjonariusz, który nie chce nikomu przeszkadzać.

    Gówno prawda.

    Obserwuję pilota. Sprawdzam manifesty. Słucham głosów w korytarzach i porównuję je z uszkodzonymi nagraniami ze stacji. Patrzę ludziom w oczy trochę za długo. Zadaję pytania, które brzmią przypadkiem, ale nie są przypadkiem. Nie ufam nikomu, choć rozmawiam z każdym. Bo zawsze ktoś coś wie. Zawsze ktoś coś widział. Zawsze ktoś prędzej czy później zaczyna mówić, kiedy statek robi się zbyt cichy, a światła zaczynają mrugać nie w tym rytmie.

    Nie mam jej ciała.

    Więc ona może żyć.

    Dopóki nie zobaczę jej martwej, dopóki nie dotknę zimnej skóry, dopóki ktoś nie spojrzy mi w oczy i nie powie, co naprawdę stało się na tej placówce — moja córka żyje. Choćby tylko w jednym procencie szansy. Choćby tylko w kłamstwie, którym karmię się, żeby nie rozpaść się na kawałki.

    A jeśli nie żyje…

    Wtedy chcę nazwisk. Nazwisk.

    Chcę wiedzieć, kto zamknął raport. Kto wyciął nagrania. Kto wydał rozkaz. Kto uznał, że kilkunastu ludzi można skreślić, bo tak było taniej, ciszej, wygodniej.

    Kiedyś wierzyłem w procedury. Nadal je znam. Nadal potrafię nimi mówić. Potrafię cytować paragrafy, wypełniać formularze, stawiać pieczątki i robić wszystko tak, jak każe regulamin.

    Ale coraz częściej używam procedur tylko po to, żeby ukryć, że działam poza nimi.

    Jestem spokojny. Bo gniew trzeba oszczędzać.

    Jestem cierpliwy. Bo ludzie w końcu popełniają błędy.

    Jestem uprzejmy. Bo uprzejmy człowiek z odznaką budzi mniej strachu niż zdesperowany ojciec z bronią.

    Ale kiedy kładę rękę na kaburze, nikt nie musi pytać, co to znaczy.

    Nazywam się Davy Knee. Jestem stróżem prawa, a na tym statku ktoś wie, co stało się z moją córką...

    DavyKnee

    Archiwum alien
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy