Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. Krzyk Pustki
Krzyk Pustki [18+]
KetharianK
Ketharian jako
Alien
Mistrz Gry
ReRebirthR
ReRebirth jako
Joshua Gleeson
BeetleB
Beetle jako
Marcus Holt
Dawny użytkownik?
Dawny użytkownik jako
Nadia Volkov
MarrrtM
Marrrt jako
Caleb Hannigan
GreKG
GreK jako
Siergiej Kalashnikov
PiołunP
Piołun jako
Elias Crowe
CyganC
Cygan jako
William Biscuit
Macabra78M
Macabra78 jako
Adam Nexus Mk 7
Davy KneeD
Davy Knee jako
Davy O'Collan
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Delilah le Fey

Krzyk Pustki

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
122 Posty 11 Uczestników 2.2k Wyświetlenia 5 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Davy KneeD Niedostępny
    Davy KneeD Niedostępny
    Davy Knee jako Davy O'Collan
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Davy Knee
    #99

    Davy O’Collan — Mostek Kardashiana

    Davy siedział w fotelu pilota tak, jak inni ludzie siedzieli w barze przy ostatniej szklance przed końcem świata.

    Wygodnie i swobodnie. Z irytującą pewnością, że wie, co robi.

    Przed nim, w półprzezroczystej projekcji nawigacyjnej, wisiały dwie bryły: ciężki, górniczy Kardashian i martwy Bleinert, czarny, cichy i nieprzyjemnie spokojny. Pomiędzy nimi pulsowały linie podejścia, kąty martwe, zakres promieniowania, masa względna, kompensacja obrotu, planowane punkty zaczepu cum magnetycznych i trajektoria późniejszego odsunięcia obu jednostek.

    Opiekun wyliczył trasę jako pierwszy.

    Davy spojrzał na nią przez pół sekundy.

    — Nie — powiedział.

    Kasował ją krótkim ruchem dłoni.

    — Proponowany wektor podejścia mieści się w bezpiecznym marginesie operacyjnym — odezwał się spokojny głos statkowej SI.

    — Mieści się też w kategorii „babcia parkuje cysternę pod kościołem” — mruknął Davy. — Za grzecznie i za nudno.

    — Korekta: obecność niestabilnego kadłuba, aktywnego źródła promieniowania i niezweryfikowanego uzbrojenia wymaga zwiększonego marginesu bezpieczeństwa.

    — Właśnie dlatego nie będziemy robić tego tak, jak ty chcesz.

    Nadia Volkov, stojąca przy stanowisku inżynieryjnym, uniosła wzrok znad danych.

    — Davy...

    — Spokojnie, Volkov. Jak będę próbował nas zabić, dam ci znać trzy sekundy wcześniej.

    — To nie jest uspokajające.

    — Dla mnie jest. Trzy sekundy to luksus.

    Kapitan Hannigan siedział w fotelu dowodzenia, milczący i obserwujący poczynania Davyego. Ten czuł jego spojrzenie na karku, ale nie odwracał się. Teraz nie było miejsca na dyskusję. Teraz była matematyka. Ta właściwa, lekko szalona lecz ścisła.

    Nie ta od Opiekuna, który liczył, jakby wszechświat był czystą tabelą ryzyka, a statki poruszały się po niej grzecznie jak pionki w korporacyjnej symulacji. Davy liczył inaczej. Ręcznie. Po staremu. Z poprawką na masę Kardashiana, na dryf Bleinerta, na asymetrię kadłuba, na tę przeklętą wyrwę, której nie widzieli, na ramiona górnicze, które nie były stworzone do tańca, ale mogły udawać partnera, jeśli poprosić je odpowiednio brutalnie.

    Palce pilota przesuwały się po panelach.

    Jedna linia znikała.

    Druga pojawiała się niżej.

    Kąt podejścia ciaśniejszy.

    Rotacja skompensowana krótkim impulsem z dysz manewrowych.

    Cumy magnetyczne: przednia lewa, tylna lewa, potem para stabilizująca górna...

    Ramiona górnicze: nie na poszycie a na wzmocnienia konstrukcyjne przy pierścieniu ładunkowym i ramie śluzy. No, powinno się udać - mrukną do siebie...

    — Opiekunie, symulacja — rzucił.

    — Prawdopodobieństwo powodzenia manewru według aktualnych parametrów: trzydzieści jeden procent.

    Davy cmoknął.

    — Czyli nie zrozumiałeś. Chłopie...

    — Parametry przekraczają zalecenia producenta dla bezpiecznego dokowania jednostki klasy przemysłowej.

    — Producent nie znał mnie osobiście.

    Nadia spojrzała na kapitana z miną człowieka, który właśnie odkrył, że pracuje w cyrku, ale niestety to ona odpowiada za stan lin zabezpieczających.

    Davy sięgnął do kieszeni kombinezonu, wyciągnął gumę i wsunął ją do ust. Potem założył słuchawki. Stare i poobijane, z pęknięciem na lewym pałąku i naklejką męskiego przyrodzenia, która dawno straciła kolor.

    W mostku przez chwilę było słychać tylko ciche buczenie aparatury, a potem z jego stanowiska popłynęły cicho pierwsze takty starego amerykańskiego kawałka. Coś z czasów, kiedy ludzie jeszcze wierzyli, że wystarczy gitara, bębny i trochę bezczelności, żeby wygrać z całym światem.

    Davy uśmiechnął się pod nosem. Johnny Cash – “Ghost Riders in the Sky”. Zaczął nucić, ale opanował się, przypominając sobie, że nie jest tu sam...

    — No dobra, maleńka — powiedział zamiast tego do Kardashiana. — Pokażmy martwemu chłopcu, jak tańczy kombajn.

    — Panie O’Collan — odezwał się kapitan.

    — Tak jest, kapitanie - lecimy. Czekam tylko na "Engage", jak w Star Treku...

    — Panie O’Collan — odezwał się mocniejszym tonem kapitan.

    — No dobra, wio..

    Kardashian ruszył. Niezbyt gwałtownie i z cicha muzyką w tle.

    Davy nie walczył z masą statku.

    On ją namawiał do współdziałania.

    Krótkim impulsem ustawił dziób minimalnie niżej, potem zdjął rotację boczną ledwie zauważalnym kopnięciem dysz korekcyjnych. Ogromny kombajn przesunął się względem Bleinerta jak śpiące zwierzę, które nie chciało jeszcze wstać, ale już zaczynało rozumieć, że nie ma wyboru.

    Na projekcji linia podejścia zwężała się.

    Sto metrów.

    Osiemdziesiąt.

    Sześćdziesiąt.

    — Odchylenie od bezpiecznego wektora: cztery koma dwa stopnia — poinformował Opiekun.

    — Wiem.

    — Zalecam korektę.

    — Ja też. Tylko inną.

    Davy pchnął manetkę boczną o milimetr.

    Kardashian zareagował z opóźnieniem. Jak zawsze. Wielki, stary, górniczy drań najpierw udawał, że nie słyszy, potem robił dokładnie to, czego chciał Davy, a na końcu jeszcze miał pretensje w hydraulice.

    Yippie-yi-o, Yippie-yi-yay, Ghost riders in the sky

    Bleintert zbliżył się do nich burtą. Martwy kadłub wypełnił podgląd z kamer. Blacha, kratownice, wypalone panele, ciemne ślady po mikrouderzeniach. Żadnych świateł czy ruchu.

    — Dystans trzydzieści metrów — powiedziała Nadia.

    — Widzę.

    — Prędkość względna nadal za wysoka.

    — Wiem.

    — Davy.

    — Nadia.

    — Nie podoba mi się to.

    — Mnie też nie. Dlatego robię to szybko, zanim ktoś zakuma.

    Opiekun odezwał się niemal natychmiast:

    — Aktualny wariant manewru może doprowadzić do kontaktu kadłubów poza osią dokowania.

    — To się nazywa „plan”.

    — Kontakt poza osią dokowania jest błędem proceduralnym.

    — Nie, kochanie. Błąd proceduralny jest wtedy, kiedy udajesz, że dokowanie do zniszczonego statku wojskowego, w środku nicości, w strefie zabójczego promieniowania jest standardową procedurą pomocy rozbitkowi.

    Davy odłączył jedną z automatycznych blokad korekcyjnych.

    Na panelu Nadii zapalił się czerwony znacznik.

    — Davy! — warknęła.

    — To była tylko ta głupia.

    — Ona jest opisana jako stabilizacja awaryjna!

    — Właśnie mówię. Głupia i niepotrzebna.

    Kardashian zszedł po łuku ciaśniej, niż powinien. Przez jedną długą sekundę wyglądało, jakby cały górniczy kolos miał po prostu przyłożyć bokiem w tender i rozsmarować własny kołnierz dokujący o jego pancerz. Nadia złapała krawędź konsoli tak mocno, że pobielały jej knykcie.

    Kapitan nie powiedział nic. Davy przyznał w myślach z uznaniem, że było to bardzo kapitańskie.

    — O’Collan — odezwał się Hannigan dopiero po chwili.

    — Jeszcze nie.

    — Panie O’Collan.

    — Jeszcze nie.

    Davy liczył w głowie ostatnie metry.

    Nie patrzył już na wszystkie ekrany. Tylko na trzy: odległość, rotację, naprężenia ramion przygotowanych do uchwytu.

    Cztery metry.

    Trzy.

    Dwa i pół.

    — Kontakt za dwa koma jeden metra — podał Opiekun. — Zalecam natychmiastowe hamowanie.

    — Nie.

    — Manewr niemożliwy do zatwierdzenia.

    — To dobrze, że nie prosiłem o podpis.

    Davy przegryzł gumę, wypluł powietrze nosem i wykonał sekwencję tak szybko, że dla obserwatora wyglądało to jak przypadkowe dotknięcie panelu.

    Krótkie szarpnięcie boczne.

    Minimalna kontra na ogonie.

    Zamknięcie prędkości względnej.

    Otworzenie magnetycznych cum.

    — Cuma pierwsza poszła i siedzi! — rzuciła Nadia.

    Na ekranie błysnął znacznik.

    Potem drugi.

    — Cuma druga... złapała. Trzecia... Davy, trzecia idzie za wysoko!

    — Ma iść za wysoko.

    — Ona nie ma punktu zaczepu!

    — Jeszcze nie ma.

    Davy przesunął Kardashianem o pół metra w dół.

    Pół metra.

    Przy dwóch kadłubach tej masy było to mniej więcej tak rozsądne, jak poprawianie kieliszka na stole młotem pneumatycznym.

    Trzecia cuma złapała z trzaskiem magnetycznego zamka.

    Czwarta weszła zaraz po niej.

    Kardashian i Bleinert drgnęły względem siebie.

    Nadia wydała z siebie krótki dźwięk, którego z całą pewnością by się wyparła, gdyby ktoś pytał.

    — Naprężenie na tylnej parze! — powiedziała ostro. — Za duże, za duże, za duże...

    — Widziałem większe.

    — Na czym?!

    — Na moim pierwszym małżeństwie.

    — Davy!

    Ramiona górnicze Kardashiana wysunęły się z wolna, ciężkie i brudne, zbudowane do chwytania skał, kontenerów i wszystkiego, co korporacja kazała rozciąć, skruszyć albo przeciągnąć przez próżnię. Teraz miały złapać martwy tender tak delikatnie, jak chirurg łapie tętnicę.

    Czyli absolutnie niezgodnie z projektem.

    — Ramię pierwsze, punkt konstrukcyjny A — powiedział Davy.

    — Potwierdzam obraz — rzuciła Nadia. — Masz przesunięcie o dwadzieścia centymetrów.

    — Piętnaście.

    — Dwadzieścia.

    — Piętnaście, bo jestem optymistą.

    Zacisk wszedł.

    Metal przeniósł drganie przez oba kadłuby. Gdzieś w głębi Kardashiana coś jęknęło, jakby statek uznał, że jednak chciałby złożyć skargę.

    — Ramię pierwsze trzyma — powiedziała Nadia.

    — Ramię drugie.

    — Punkt B ma uszkodzoną kratownicę.

    — Nie biorę B. B jest dla lamerów.

    — To co bierzesz?

    — C.

    — C jest poza zakresem.

    — Według Opiekuna.

    — Według geometrii!

    Davy uśmiechnął się szerzej.

    — Geometria to tylko Opiekun z lepszym PR-em.

    Drugie ramię przesunęło się pod kadłubem Bleinerta. Przez moment kamera pokazała tylko ciemność, potem poszarpany fragment konstrukcji i cień wyrwy daleko po niebezpiecznej stronie. Wskaźnik promieniowania skoczył.

    — Mamy pik! — krzyknęła Nadia.

    — Krótki kontakt.

    — Za krótki na komfort, za długi na mój puls!

    — Puls jest przereklamowany.

    — Opiekun, potwierdź dawkę!

    — Ekspozycja chwilowa mieści się w granicach akceptowalnych. Manewr nadal niezalecany.

    — Słyszałaś. Nawet nasz elektroniczny księgowy mówi, że żyjemy.

    Drugie ramię zacisnęło się na wzmocnieniu.

    Tym razem Bleinert odpowiedział. Kadłubem. Cała martwa jednostka zadrżała, a projekcja środka masy skoczyła nagle w bok.

    Na ekranach pojawiła się czerwona kaskada ostrzeżeń.

    — Przesunięcie masy! — rzuciła Nadia.

    — Mam.

    — Nie masz, ono idzie poza zakres!

    — Już nie.

    Davy wcisnął sekwencję ręczną, odciął automatyczną próbę kompensacji i dał Kardashianowi krótki impuls przeciwny.

    Mostek przechylił się minimalnie, ale wystarczająco, żeby komuś za plecami pilota wyrwało się przekleństwo.

    Opiekun, bez emocji i bez najmniejszego wyczucia dramatyzmu, oznajmił:

    — Uwaga. Bieżący manewr nie występuje w zarejestrowanych procedurach dokowania.

    — Bo jeszcze go nie nazwałem.

    — Zalecam przerwanie.

    — Odrzucam.

    — Zalecam ponowne rozważenie.

    — Też odrzucam.

    — Prawdopodobieństwo uszkodzenia kołnierza dokującego wzrosło do—

    Davy ściszył Opiekuna jednym ruchem.

    Nie wyłączył. Tego kapitan mógłby się czepić.

    Po prostu sprawił, że statek zaczął marudzić ciszej.

    — O’Collan — powiedział Hannigan.

    Tym razem głos kapitana był spokojny, ale twardszy. Dużo twardszy.

    Davy nie odwrócił głowy.

    — Już kończę, kapitanie.

    Przez chwilę wszystko sprowadziło się do oddechu, muzyki w słuchawkach i trzech migających wartości.

    Dystans.

    Rotacja.

    Naprężenie.

    'Cause they've got to ride forever
    On that range up in the sky
    On horses snorting fire
    As they ride on, hear their cry

    Kardashian przesuwał się ostatnie centymetry. Cumy magnetyczne trzymały jak cztery uparte diabły. Ramiona górnicze kompensowały martwy ciężar Bleinerta. Kołnierz dokujący wysunął się z sykiem hydrauliki, szukając pierścienia śluzy tendera.

    — Kołnierz aktywny — powiedziała Nadia, już ciszej.

    — Wiem.

    — Nie widzisz go z tej kamery.

    — Czuję.

    — Nie wolno ci czuć kołnierza dokującego.

    — A jednak jesteśmy sobie bliscy.

    Na ekranie pojawił się żółty znacznik kontaktu.

    Potem drugi.

    Potem zielony.

    Pierścień uszczelniający dopasował się do śluzy Bleinerta. Automatyczne zatrzaski zaryglowały się jeden po drugim.

    Klak.

    Klak.

    Klak.

    Klak.

    Na mostku zapadła cisza. W słuchawkach Davyego też - utwór właśnie się skończył...

    Opiekun odezwał się po chwili, wyraźnie ciszej niż zwykle:

    — Kontakt dokujący ustanowiony. Czworopunktowa stabilizacja magnetyczna aktywna. Ramiona górnicze w pozycji nośnej. Kołnierz śluzy szczelny. Połączenie jednostek potwierdzone.

    Davy zdjął jedną słuchawkę z ucha.

    — Możesz powtórzyć tę ostatnią część? Tę, w której brzmisz, jakbyś mnie przepraszał.

    — Połączenie jednostek potwierdzone — powtórzył Opiekun.

    Davy obrócił się lekko w fotelu i spojrzał na kapitana.

    Twarz miał spokojną a uśmiech niewielki. Bezczelny dokładnie w takim stopniu, żeby irytować, ale jeszcze nie zapracować na formalną naganę.

    — Kardashian zadokowany z Bleinertem, kapitanie. Cumy magnetyczne trzymają, ramiona górnicze stabilizują, kołnierz śluzy uszczelniony. Przejście jest dostępne.

    Przeżuł gumę i dodał:

    — A ten manewr nazwiemy „Świder Hannigana” - na pana cześć, panie kapitanie...

    — Palant - rzuciła do niego Nadia z lekkim uśmiechem i otarła czoło, na którym widniały delikatne krople potu...

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    💙 🦅
    4
    • GreKG Niedostępny
      GreKG Niedostępny
      GreK jako Siergiej Kalashnikov
      Mecenas
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #100

      Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

      text alternatywny

      Wezwany na mostek przez Starego, wyszedł z kapsuły z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony zadowolony, że mógł opuścić to miejsce cuchnące śmiercią. Z drugiej rozczarowany, że ani nic nie dowiedział się od soldatika, ani nic nie odkrył w tej latającej trumnie.

      Na mostku Sadza siedział oparty o ścianę z kubkiem wystygłej kawy w dłoni, słuchając jak Mient i Stary przerzucają się paragrafami, traktatami i mądrościami o syntetykach.

      Trzy prawa... konwenans... paragraf siódmy...

      Brzmiało to wszystko mądrze. Nawet bardzo.

      Ale dla Siergieja Nikołajewicza były to głównie słowa ludzi, którzy nigdy nie musieli wybierać między wejściem do zalanej chodni a powrotem na powierzchnię z pustymi rękami.

      Milczał, dopóki Holt nie skończył.

      Podrapał się po zaroście.

      — Czysto teoretycznie, panie kapitanie...

      Spojrzał na Hannigana.

      — Załóżmy, że ten cały Bleinert świeci tak, że jeszcze chwila i sami zaczniemy świecić po ciemku... i dalsza akcja ratunkowa oznacza pewną śmierć załogi...

      Zawahał się na moment.

      — Więc zawracamy. Odchodzimy i nikt nie ma prawa się przypierdolić.

      Wzruszył ramionami.

      — Bo sygnał odebraliśmy. Sprawdziliśmy. Oceniliśmy zagrożenie. Jak statek jest nie do podejścia, to przecież nie ma sensu dokładać do jednego wraku drugiego.

      Przez chwilę obracał kubek w dłoniach.

      — Pytam, bo nie znam się na tych wszystkich traktatach. Ale wiem jedno. Trup jeszcze nigdy nikogo nie uratował.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      2
      • MarrrtM Niedostępny
        MarrrtM Niedostępny
        Marrrt jako Caleb Hannigan
        Mecenas
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #101

        Kapitan bębniąc palcami po pulpicie swojej konsoli słuchał z wyraźną uwagą wszystkiego o czym opowiedział mu konwojent. Patrzył przy tym cały czas na czołowy iluminator na mostku, w którym powoli acz metodycznie rósł imponujący gabaryt tendera. W końcu pokiwał głową.

        - Dziękuję panie Holt - i choć wydawało się przez chwilę, że to wszystko co miał do powiedzenia, kontynuował - Ponieważ nie jest pan moim regularnym załogantem to wyjaśnię panu jak widzę tę sprawę. Zasługuje pan na to choćby za samo zaangażowanie, które pan wykazuje, a które doceniam i szanuję. Skupiamy się na faktach. Potwierdzonych twardych faktach. Nie na domysłach. Od każdego członka załogi wymagam tylko tyle i aż tyle by był skupiony na wykonywaniu swoich obowiązków. Bo tylko dzięki temu ten kombajn ma szansę przetrwać kursy międzygwiezdne. Jeśli każdy da z siebie wszystko, mamy największą szansę przeżyć do następnej wypłaty.

        Tu Caleb przerwał i zaczął wskazywać na poszczególnych członków swojej załogi, to jest Nadię, Davy’ego, Sadzę, siebie samego, a na końcu Holta. Po czym zaczął wymieniać.

        - Radiostacja…

        - Wolant…

        - Śrubokręt..

        - Pulpit…

        - Młotek. Pan panie Holt to młotek. Certyfikowany i akredytowany przez Kelland Mining młotek. I oczekuję, że będzie pan w pełni skupiony na potencjalnych gwoździach. Nie na moich domysłach, które póki nie będą konkretami, niczego nie zmieniają, a mogą tylko niepotrzebnie rozpraszać załogę, tak jak pana Kalashnikova. Domysłach, które zresztą można przejrzeć. Jeśli coś zabiło załogę Bleinerta to nie było to promieniowanie, które choć mordercze wymaga czasu. Mielibyśmy więcej kapsuł z ciałami. Zatem zginęli z innego powodu, którego się domyślam. Ale to dla was panowie jako załogi Kardashian, tak jak mówiłem, niczego nie zmienia. Nadal obowiązuje nas akcja ratunkowa. AKCJA RATUNKOWA panie Kalashnikov, bo i pan jak widzę utknął w domysłach. Po to właśnie odsuwam Bleinerta od źródła radiacji by zabezpieczyć akcję. Promieniowanie gamma panie Kalashnikov to nie choroba. Nie można się nim zarazić, bo to fala elektromagnetyczna. Proszę porozmawiać z oficerem naukowym panem Crowe’m jeśli ma pan wątpliwości. Zakładając, że ocalałym udało się znaleźć ekranowane pomieszczenie, to tam ich znajdziemy. Bo Bleinert po odsunięciu nie będzie świecił, ani promieniował. Co najwyżej jego starburta, ale tylko od zewnętrznej strony. A teraz jeśli mamy tę część za sobą, to pan panie Kalashnikov zostaje na mostku. Pani Volkov i pan Crowe również na Kardashianie. Proszę nie zostawiać rozbitka… ani pasażerów bez opieki. Za to pójdzie z nami pan O’Collan ze swoją bronią i pan Gleeson. Proszę poinformować młodszego inżyniera o tym fakcie i poinstruować panie Holt. A teraz na stanowiska panowie, bo rozpoczynamy zbliżenie.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        3
        • CyganC Niedostępny
          CyganC Niedostępny
          Cygan jako William Biscuit
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #102

          Wiliam od wybudzenia doskonale zdawał sobie sprawę ze swojego statusu zbędnej jednostki marnującej tlen. Miał zamiar poczekać na koniec akcji i wrócić do hipersnu. Okazało się jednak, że wcale nie jest tak dojrzały, jak sobie myślał. Po kilku godzinach bezczynności i odbijania się z kąta w kąt, był znudzony do tego stopnia, że postanowił pozaczepiać kapitana. Niestety ten postanowił zlać młodego archeologa. Nie miał mu tego za złe. Zadanie kapitana to dowodzenia załogą a nie zabawianie pasażerów.

          W końcu natrafiła się okazja, idealne zajęcie dla naukowca. Pilnowanie rozbitka, osoby, która wiele przeżyła, posiadała ogromną wiedzę a także była w stanie, który Bill widział po raz pierwszy. Kapitan i załoga ustalali jakieś mało interesujące sprawy, podczas gdy chłopak oczami wyobraźni widział, jak żołnierz opowiada mu o katastrofie. Jedynym, co wybiło Wiliama z wizji rozmowy była decyzja kapitana o podleceniu do Bleinerta kombajnem. Było to dziwne, z jego punktu widzenia dokowanie małym poręcznym statkiem jest dużo lepszą opcją. Zwinniejsza jednostka, a jak coś się nie powiedzie umiera tylko część załogi. Naprawdę bycie przyczepionym do wojskowego statku nie wydawało się dobrym pomysłem. Aczkolwiek Wiliam był tylko pasażerem, nie miał doświadczenia, może za tym krył się jakiś ważny powód. Niezbyt się tym przejął. Teraz liczył się tylko rozbitek.

          W pomieszczeniu został tylko on, Siergiej i skarbnica wiedzy. Naukowiec usiadł wygodnie i już miał zadawać pytanie, gdy nagle po pomieszczeniu rozprzestrzenił się dźwięk sygnału. Siergiej musiał stawić się na mostku. Stary załogant wstał i bez żadnych emocji wskazał Wiliamowi, że musi opuścić pomieszczenie.

          Bill patrzył przez chwilę na zamknięte drzwi do ambulatorium, westchnął i odszedł w stronę jedynej osoby, która mogła go zrozumieć.
          -Panie Crowe. Czy mógłbym obejrzeć akcję ratunkową na kamerach? - spytał z wyrazem twarzy dziecka, któremu ktoś zabrał lizaka.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          4
          • BeetleB Niedostępny
            BeetleB Niedostępny
            Beetle jako Marcus Holt
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Beetle
            #103

            Marcus Holt

            Młotek.

            Holt patrzył przez chwilę na kapitana z twarzą która nie powiedziała absolutnie nic. Ewidentnie myślał.

            Młotek.

            Dobrze zatem. Niech będzie młotek.

            -Rozumiem kapitanie - powiedział spokojnie, bez żadnej szczeliny w głosie przez którą mogłoby przejść cokolwiek więcej. Skinął głową krótko, raz, i odwrócił się w stronę interkomu przy ścianie mostka.

            Wcisnął przycisk.

            -Tu ochroniarz kontraktowy Holt. Pan Gleeson zgłosi się przy śluzie w pełnym skafandrze z bronią osobistą za pięć minut. Broń ma być załadowana, bezpiecznik aktywny. Spóźnienie nie wchodzi w grę.

            Puścił przycisk na sekundę. Wcisnął ponownie.

            -Jeśli pan Gleeson ma wątpliwości co do wyposażenia lub instrukcji - zgłasza się do mnie przy śluzie. Nie przez interkom. Osobiście.

            Wyłączył kanał.
            Wziął M41A i ruszył w stronę śluzy nie odwracając się.


            5512ceab-fedf-47d3-b2f8-a305e980caf5.png

            -Słuchajcie uważnie bo powiem to raz - zaczął spokojnie, bez podnoszenia głosu. - Każdy sprawdza teraz broń przy mnie. Magazynek, komora nabojowa, bezpiecznik. Jeśli ktoś ma wątpliwości jak to zrobić, mówi teraz.

            Poczekał sekundę na wszelki wypadek i kontynuował.

            -Bezpiecznik aktywny dopóki nie powiem inaczej. Palec poza kabłąkiem dopóki nie ma celu. Na zamkniętym statku kula która mija cel szuka następnego - i tym następnym możecie być wy albo ja. Rykoszety lubią być wredne. Tego nie chcemy.

            Przeszedł wzdłuż grupy sprawdzając broń każdego bez pytania o zgodę - krótki rzut okiem, sprawdzenie bezpiecznika, ocena jak ktoś trzyma.
            - Formacja. Kolumna dwójkowa, zredukowana do warunków korytarzowych czyli kolumna jedynkowa z zabezpieczeniem tylnym.
            Spojrzał po reszcie, westchnął lekko.

            -Układ przy śluzie. - Wskazał kolejno. - Android idzie pierwszy. Wysoki, szeroki, zatrzyma pierwszą serię jeśli coś na nas czeka za progiem. Do tego widzi w ciemności lepiej niż my wszyscy razem wzięci. Wykorzystujemy to.
            Wskazał na siebie.
            - Za Adamem ja. Broń gotowa, lufa skierowana w przestrzeń między Adamem a sufitem - żebym mógł strzelać ponad nim jeśli zajdzie potrzeba bez przestrzeliwania go w plecy. Odstęp między mną a Adamem - dwa kroki.
            Spojrzał na Hannigana.
            -Kapitan za mną, po mojej lewej stronie, pół kroku z tyłu. Nie bezpośrednio za mną - jeśli ktoś strzela w korytarzu w pierwszą sylwetkę to druga sylwetka dokładnie za nią dostaje rykoszetem lub drugą serią. Lewa strona daje kapitanowi pole widzenia i pole ognia na prawy sektor korytarza.
            Spojrzał na O'Collana.
            -O'Collan za kapitanem, prawa strona, pół kroku z tyłu względem kapitana. Lustrzane odbicie. Lewy sektor korytarza. Wasza dwójka krzyżuje pola ognia - jeśli coś wychodzi z bocznego odgałęzienia jeden z was ma kąt.

            Na końcu Gleeson.

            -Gleeson zamyka. Odwrócony tyłem do kierunku marszu, przodem do tego skąd przyszliśmy. Twoje zadanie to to co za nami, nie to co przede mną. Nie oglądasz się do przodu żeby sprawdzić co robimy. Słuchasz moich komend i idziesz razem z grupą nie odwracając się dopóki nie powiem inaczej lub dopóki nie usłyszysz czegoś za plecami co wymaga reakcji. Wtedy mówisz głośno co widzisz, nie strzelasz samodzielnie.

            Przeszedł jeszcze raz wzrokiem po całej grupie.

            -Odstępy między ludźmi - dwa kroki. Nie zbijamy się w kupę przy zatrzymaniu bo jeden granat albo jedna seria z ciasnego korytarza kończy całą akcję ratunkową. Nie rozciągamy się za bardzo bo tracimy kontakt wzrokowy i słuchowy.

            Stanął przy śluzie i położył dłoń na panelu.

            -Gdy otworzy się śluza - stoimy. Adam wchodzi na mój rozkaz, ja za nim, reszta czeka aż dam sygnał że przestrzeń jest czysta. Sygnał - otwarta dłoń skierowana do tyłu oznacza stój. Zaciśnięta pięść i ruch naprzód oznacza wchodzimy. Zaciśnięta pięść i ruch w tył oznacza wracamy bez pytań.

            Spojrzał na wszystkich po kolei.

            -Gdy śluza się otworzy nie ruszamy się dopóki nie ocenię przestrzeni po drugiej stronie. Nikt nie wchodzi przede mną. Nikt nie wyprzedza szyku bez mojego słowa. Jeśli powiem stop - wszyscy stoją natychmiast, bez pytania dlaczego. Jeśli powiem wracamy - wszyscy wracają natychmiast, bez negocjacji.

            Zrobił krótką pauzę.

            -Decyzyjność operacyjna należy do kapitana Hannigana. W środku szyk i kierunek ruchu należą do mnie. To nie jest dyskusja, to jest podział który kapitan zatwierdził.

            Spojrzał na Gleesona, potem na O'Collana. W jakiś sposób ominął Kapitana.

            -Ktokolwiek obejdzie rozkaz w środku jest zdany wyłącznie na siebie. Jeśli sytuacja będzie zbyt gorąca, nie będę miał czasu ani obowiązku go szukać. I zanim spytacie: tak, to zgodność procedury korporacyjnej

            Odwrócił się w stronę śluzy.

            -Pytania teraz. Nie w środku.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            🔫
            5
            • Arthur FleckA Niedostępny
              Arthur FleckA Niedostępny
              Arthur Fleck jako Delilah le Fey
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #104

              Delilah le Ley

              To nie był jej dzień.

              Maszyna potwierdziła, że usunięcie dowódcy w trakcie lotu wymagało ofiar w ludziach lub krytycznych uszkodzeń statku. Żadne z tych kryteriów jeszcze nie zaistniało. Jeszcze. Gdy Opiekun podał listę zastępców Hanningana w łańcuchu dowodzenia Kardashian pokręciła głową zrezygnowana.

              Sergiej Kalashnikov, pierwszy oficer.

              O litości.

              Nie, zdecydowanie to nie był jej dzień.

              Rosjanin nie wyglądał na człowieka, z którym można prowadzić wyrafinowane negocjacje. Był zwykłym robolem, wyrobnikiem bez ambicji i gdyby od niej zależało nie wpuściła by go na nawet pokład statku nie mówiąc już o przyznawaniu jakichkolwiek stopni oficerskich. Trzeba było przyznać, że kapitan rozegrał to wyjątkowo sprytnie. Otoczył się ludźmi celowo gorszymi od siebie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie usunie dowódcy, jeśli jego miejsce zajmie skończony prymityw.

              Chyba że prymityw uległby niespodziewanemu wypadkowi. Wtedy następny w kolejce byłby oficer naukowy. Wystarczyłoby tylko...

              Delilah zmrużyła oczy i szybko odrzuciła tę nieproszoną myśl. Lasalle Bionational zatrudniało negocjatorów, nie zabójców. Niezależnie od tego, co wygadują pijani piloci w kantynach i górnicy w koloniach, agenci korporacji nigdy nie posuwają się do morderstw.

              O ile ktoś nie zagraża interesom firmy.

              Delilah na spokojnie zaczęła analizować fakty. Hannigan odebrał sygnał SOS, uratował rozbitka i zadośćuczynił kosmicznemu prawu. Procedura ratunkowa została zamknięta. Dlaczego więc ten drań ryzykował zniszczenie potężnego kombajnu i życie załogi dla napromieniowanego wraku? Tam nie było już kogo ratować. Wniosek nasuwał się sam. Chodziło o ładunek, o to tajemnicze cargo z Wallandera. Wiedziała, że nie może pójść na mostek i go zatrzymać, bo decyzja została już podjęta a ona sama była ostatnią osobą, ze zdaniem której liczyłby się ktoś taki jak Caleb Hanningan. A hołota jej nie poprze, bo jest agentką korporacji i z założenia nie można jej ufać.

              — Maszyno — rzuciła chłodno w stronę czujnika na suficie. — Poinformuj mnie natychmiast, gdy zespół ratunkowy przekroczy śluzę Bleinerta.

              — Rozkaz przyjęty.

              Delilah stanęła przed szafką i wbiła autoryzacyjny kod. Drzwiczki puściły. Wyjęła ze środka walizkę, w której większość miejsca zajmowały dokumenty, kosmetyki i zmysłowa bielizna, ale na jej dnie znajdowało się coś jeszcze. Coś po co sięgała jedynie w ostateczności.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              👚 ♥
              3
              • KetharianK Online
                KetharianK Online
                Ketharian jako Alien
                Obsługa Moderator Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #105

                Mostek Kardashiana w trakcie odprawy


                Napięcie pomiędzy kapitanem Hanniganem i kontraktowym ochroniarzem urosło w tak dalece, że dało się odczuć innym obecnym na mostku członkom załogi kombajnu. Nie dało się nie zauważyć jak umiejętnie Marcus Holt manewrował na granicy niesubordynacji, dość otwarcie, aby każdy dostrzegł jego niezadowolenie z decyzji dowódcy jednostki, a jednocześnie wystarczająco spolegliwie, by jego zachowania nie można było uznać za deklarację buntu.

                Dotąd przewijający się gdzieś w tle konwojent w obliczu kryzysu zaczął prezentować wszystkim swoją prawdziwą twarz: profesjonalisty nie cofającego się przed kwestionowaniem autorytetu zwierzchnika, ale jednocześnie dość zdyscyplinowanego, aby nie przekraczać pewnych granic.

                Nadia Volkov chrząknęła znacząco ponad elektronicznymi piskami pracującej wokół aparatury, odchyliła się w fotelu spoglądając na znacząco w stronę Hannigana.

                - Kapitanie, powinien pan coś zobaczyć… wszyscy powinniście coś zobaczyć - dodała przenosząc wzrok na Holta i O’Collana - Powiększyłam zdjęcia z oblotu, zanim go nie przerwaliśmy. Pierwsze tutaj.

                Rosjanka obróciła przegubowy wyświetlacz tak, by pozostali członkowie załogi ujrzeli prezentowany przez nią obraz, nieco rozmazany z tytułu daleko posuniętego powiększenia.

                - To wyrzutnia rakiet umocowana na przeciwnej burcie zaopatrzeniowca - powiedziała Nadia postukując palcem w ekran - Na ten moment jedyny element uzbrojenia, jaki udało się zidentyfikować. Na maksymalnym powiększeniu można zauważyć na krawędziach prowadnic, że w górnej części wyrzutni rury nośne mają przekręcone w górę tylne zaślepki, na przykład tu i tu. To oznacza, że odpalono umieszczone w nich rakiety. Sądzę, że poszło ich dziesięć, połowa zasobnika. A skoro Bleinert odpalił rój dziewięciu rakiet, mamy chyba pewność, że zniszczył na minimalnym dystansie Wallandera.

                Inżynierka kliknęła myszą swojej konsolety, zmieniła fotografię na inną i chociaż za pierwszym razem wszyscy zgromadzeni wokół jej stanowiska mężczyźni natychmiast rozpoznali wyrzutnię rakiet, o tyle teraz większość z nich zmarszczyła czoła.

                - Wiem, że to niepodobne do czegokolwiek w ujęciu pod takim kątem, ale to powiększenie dziury, którą sfotografowaliśmy również po tamtej stronie okrętu. Myślałam w pierwszej chwili, że to efekt ostrzału ze strony Wallandera albo wybuchu w głębi struktury Bleinerta, ale to pasuje do kształtu tej dziury. Jej krawędzie nie wydają się być wygięte w żadną stronę, nie wskazują wektora energii kinetycznej.

                - Więc co to jest pani zdaniem? - zapytał Hannigan pochylając się nad ekranem i pocierając dłonią podbródek - I jak duża jest ta dziura?

                - Szacunkowo trzy na trzy metry - odpowiedziała Nadia prowokując swoją oceną znaczące gwizdnięcie Davy’ego - I przychodzi mi na myśl tylko jedna przyczyna takiego uszkodzenia. Korozja chemiczna, innymi słowy kwas. Niebywale silnie żrący środek chemiczny. Latam całe życie we flocie kosmicznej, ale nie wiem jakie standardowe chemikalia na pokładzie mogłyby spowodować takie zniszczenia. Nie wiem, czy tutaj nie chodzi o ten tajny ładunek z drugiego statku, kapitanie.

                Nadia urwała na chwilę pozwalając, aby jej słowa zapadły w pamięć słuchaczy.

                - Silnie żrąca substancja o zastosowaniu militarnym, w bardzo dużej ilości i stężeniu, przeładowana na Bleinerta. Jeśli w trakcie przeładunku doszło do rozszczelnienia zbiorników, to by tłumaczyło ten wybuch, o którym mówił ten marynarz. Cokolwiek to jest, przeżarło się na zewnątrz kadłuba. Musicie się liczyć nie tylko z dehermetyzacją, ale i skażeniem chemicznym. Kapitanie, będziecie tam potrzebowali zaufanych osób. Myślę, że Siergiej i Elias powinni pójść z panem, Elias na pewno. Ja i Davy poradzimy sobie z wszystkim, ten chłystek, korposuka i gość w ambulatorium to pestka. Wy będziecie potrzebowali więcej oczu na miejscu niż my tutaj.

                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                ☠
                3
                • MarrrtM Niedostępny
                  MarrrtM Niedostępny
                  Marrrt jako Caleb Hannigan
                  Mecenas
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #106

                  Ponownie. Domysły. Dlaczego Bleinert ostrzelał Wallandera. Czy miał z tym coś wspólnego wyciek żrących substancji ze specjalnego ładunku. Pytania bez odpowiedzi.
                  - Dziękuję pani Volkov - Hannigan sięgnął po interkom i przywołał na mostka Crowe'a po czym długo zastanawiał się nad propozycją techniczki. Na ekranie wciąż widoczna była wyrwa w poszyciu. Poszyciu, które przy wojskowych transportowcach było wielokrotnie bardziej wytrzymałe niż w górniczych jednostkach.

                  Gdy Holt zniknął by znaleźć Gleesona, a Elias wrócił i Caleb miał już całą swoją podstawową załogę bez pasażerów, wpisał w swoją konsolę kapitański kod zabezpieczeń i wydał polecenie.
                  - Opiekunie, odetnij mostek.
                  Oświetlenie zamigotało nieznacznie, a drzwi i włazy zatrzasnęły się. Zgasły też czerwone diodki feed'ów kamer monitoringu.
                  - To nie jest oficjalna odprawa - zaczął kapitan gdy cztery pary zaskoczonych spojrzeń zwróciło się ku niemu. Piąta para oczu należała do Chaplina, który pojawił się obok Nadii nie wiadomo skąd i jako jedyna nie była zaskoczona. Odcięcie mostka było procedurą awaryjną w razie buntu załogi, lub ataku piratów. I uniemożliwiało dotarcie i podgląd wnętrza z pokładu. Kapitan wskazał palcem na tender - Przeprowadzamy regulaminową akcję ratunkową. Ustawa o prawie kosmicznym przewiduje określoną rekompensatę za coś takiego. A wojsko, to nie korporacje. Tam się liczy procedura. Połowę tej rekompensaty otrzymuje Kelland. Połowę załoga biorąca udział w akcji. Ale. Ale jeśli nie ma kogo ratować i jednostka jest opuszczona, to prawo kosmiczne w przypadku odholowania przyznaje nie określoną kwotę, a od dziesięciu do trzydziestu procent... wartości odholowanej jednostki z jej ładunkiem włącznie. A mówimy o tenderze floty wojskowej. Ale akcja ratunkowa musi być wykonana regulaminowo od A do Z. Wszystko wskazuje na to, że na tenderze nikt nie ocalał. Ale musimy to potwierdzić. Dlatego przychylam się do tego co powiedziała Nadia. To nie jest rozkaz. Ale Twoja Sadza i Twoja Elias obecność w naszej grupie rzeczywiście znacząco ułatwi zadanie. Davy weź broń i miej ze sobą. Jeśli oni pójdą, Ty zostaniesz. Mamy na pokładzie więźnia więc chcę, żebyś był gotowy. Tak, to więzień w pierwszej kolejności. Dopiero w drugiej rozbitek. Jego historia nie jest niczym potwierdzona i nie bierzemy jej pod uwagę. Równie dobrze, on mógłby być załogantem Wallandera i zamienić się z trupem na uniformy. To co wiemy na pewno, to to że zabił drugiego rozbitka.
                  Spojrzał każdemu z załogantów w oczy upewniając się, że sens i waga tych słów dotarły do nich. Po czym ponownie wpisał kapitański kod dostępu.
                  - Opiekunie, zdejmij blokadę mostka.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  🤑 🤔
                  4
                  • PiołunP Niedostępny
                    PiołunP Niedostępny
                    Piołun jako Elias Crowe
                    Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #107

                    Elias nie spieszył się z odpowiedzią na wezwanie na mostek bardziej, niż musiał. Nie dlatego, że lekceważył kapitana. Po prostu ciągle nachodziły go myśli o tym, jak bardzo nie podoba mu się ta sytuacja. Był starszym naukowcem w zawodzie dla ludzi, którzy powinni z wyprzedzeniem planować swoją emeryturę. Trzeba było przestać latać parę lat temu. A teraz te coraz częstsze bóle w klatce piersiowej trochę go osłabiły. Ból zelżał, ale nie zniknął całkiem. Czaił się pod mostkiem, tępy i uparty, jak źle dokręcona śruba, którą trudno poprawić. Szedł więc wolniej niż zwykle, z twarzą trochę bardziej bladą niż na co dzień. Jego dłoń od czasu do czasu przesuwała się po piersi w geście, który można było pomylić z poprawianiem ubrania. W rzeczywistości jednak rozmasowywał bolący punkt.

                    Kiedy wszedł na mostek, od razu wyczuł atmosferę. Ludzie mają jakąś dziwną zdolność wyczuwania napiętej sytuacji, choć nie mówi się o tym często. W każdym razie rozejrzał się szybko. Najbardziej iskrzyło między Holtem a kapitanem Hanniganem, choć bez kontekstu trudno było ocenić, jak bardzo było poważnie. Tylko miny reszty, uciekającej wzrokiem do innych punktów w pomieszczeniu, mogły podpowiedzieć, że całkiem poważnie. Mimo wszystko Elias nie skomentował tego. Nie jego cyrk. Nie jego małpy. Zamiast tego, żeby poczuć się lepiej, sięgnął do swojej piersiówki i pociągnął mały łyk. Smak mocnego alkoholu brzydko wykrzywił mu twarz.

                    Kiedy uwaga obecnych przesunęła się z powrotem na ekran Nadii, Elias skinął krótko głową kapitanowi, a potem samej techniczce. Ktoś streścił mu najważniejsze... powiększenie wyrwy w kadłubie, brak typowych śladów po trafieniu, możliwa korozja chemiczna. Podszedł bliżej, opierając jedną dłoń o krawędź konsoli. Nie za mocno. Tak tylko, żeby wyglądało, że odczytuje parametry, a nie że przez sekundę potrzebuje punktu podparcia. Na powiększeniu widniała wyrwa w kadłubie Bleinerta. Crowe zmrużył oczy.
                    – Paskudne – mruknął, kręcąc nosem.
                    Przez chwilę patrzył na obraz w milczeniu, przesuwając wzrokiem po krawędziach uszkodzenia. Nie do końca się na tym znał, więc trzeba było dać wiarę ocenie Nadii, która przecież brzmiała sensownie.

                    – Jeśli pani Volkov ma rację i to faktycznie korozja chemiczna, to nie mówimy o przewróconej bańce z chłodziwem – powiedział w końcu. – Wojskowe kadłuby są testowane na różne sposoby i zabezpieczane substancjami, które powinny wytrzymać praktycznie wszystko – skomentował na tyle, na ile się znał. – Jeśli coś przeżarło się przez poszycie w taki sposób, to musi być jakaś eksperymentalna mieszanka. Możliwe, że coś wymknęło się spod kontroli przy testach? – zaproponował.

                    Zamilkł, kiedy kapitan wpisał kod i kazał Opiekunowi odciąć mostek. Uniósł lekko brwi. To było dość radykalne posunięcie i nie do końca zrozumiał, czemu miało służyć. Włazy zatrzasnęły się, światło zamigotało, a czerwone diody kamer zgasły jedna po drugiej. Przez ułamek sekundy Crowe poczuł coś dziwnie podobnego do ulgi, jaką zawsze odczuwał w miejscach pozbawionych form inwigilacji. Słuchał Hannigana bez wtrącania się. Nie za bardzo znał się na prawie kosmicznym, a kapitan to kapitan. Bardzo przemawiał do niego argument o tym, że opuszczony tender wojskowy z ładunkiem może być wart więcej, niż ich portfel kiedykolwiek wcześniej przetrawił. Tak, to mogło pomóc mu w przejściu na emeryturę.

                    – Co do wejścia na Bleinerta... – westchnął. – Nie powiem, że marzyłem o takim spacerze po wojskowym grobowcu, ale jak zawsze możecie na mnie liczyć.
                    Na moment przyłożył dłoń do piersi, ale zaraz ją opuścił. Na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech.
                    – Wiem, że to nie rozkaz, ale chcę iść. Będę waszym kanarkiem w kopalni. Tylko takim starym, wrednym i z własnym analizatorem, ale ostrzegę was w porę. No i jakoś trzeba zasłużyć sobie na ten procent z udziału. No to co, ekipa? – zapytał wesoło, ale nie oczekiwał odpowiedzi.
                    Kiedy drzwi mostka ponownie zostały odblokowane, zaczął przygotowywać się do tej eskapady.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    👍 🥃 ♥
                    5
                    • Davy KneeD Niedostępny
                      Davy KneeD Niedostępny
                      Davy Knee jako Davy O'Collan
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Davy Knee
                      #108

                      Davy O'Collan - narada na mostku

                      Davy przez chwilę milczał, opierając dłonie o konsolę nawigacyjną. Wpatrywał się w sylwetkę Bleinerta na ekranie, jakby już układał w głowie kolejne etapy całej operacji. W końcu odwrócił się do kapitana.

                      — Kapitanie...

                      Skinął głową w stronę hologramu z danymi jednostki.

                      — Jeśli faktycznie nie znajdziemy tam żywych... to przestajemy patrzeć na wrak. Patrzymy na nagrodę.

                      Przesunął palcem po parametrach statku.

                      — Wojskowy transportowiec klasy M, do tego z pełnowymiarową sekcją ładunkową. Taki kadłub jest wart grubo ponad trzydzieści milionów dolarów. Minimum trzydzieści. Nawet jeśli Kelland odzyska go za ułamek wartości, a załoga dostanie standardowy udział w akcji ratowniczej... powiedzmy dziesięć procent... — gwizdnął cicho. — Po podziale na siedmioro ludzi każdy z nas byłby całkiem nieźle ustawiony. Chyba pierwszy raz od dawna los postanowił oddać mi premię za wszystkie nadgodziny.

                      Uśmiech szybko zniknął, ustępując miejsca profesjonalizmowi.

                      — Dlatego myślę, że to dobry pomysł, żebym został na Kardashianie. Znam ten statek lepiej niż własną kieszeń. Będę monitorował wasze biosygnatury, telemetrię skafandrów, ruch obu jednostek i całą komunikację. Ktoś musi mieć sytuację pod kontrolą z bezpiecznej strony.

                      Wyciągnął dwa palce.

                      — W międzyczasie z Nadią przygotujemy dwa warianty holowania. Pierwszy, klasyczny — Bleinert na holu FTL Kardashiana, z przeliczeniem naprężeń i masy całego zestawu. Drugi, jeśli okaże się, że jego napęd nadświetlny nadal jest sprawny, spróbujemy wykorzystać własny FTL Bleinerta i zsynchronizować oba statki do wspólnego skoku. To może być bezpieczniejsze dla naszej jednostki.

                      Klepnął się lekko w kaburę na udzie.

                      — O mnie się nie martwcie. Broń mam przy tyłeczku, jak zawsze. Zanim wyruszycie, skoczę może jeszcze do kajuty po moje SSDD i wtedy naprawdę nie będę miał powodów do narzekania.

                      Wzruszył ramionami.

                      — Jak tylko przejdziecie na Bleinerta, zarygluję śluzy Kardashiana. Purcell niech siedzi pod kluczem dopóki nie wrócicie. Mam też szczerą nadzieję, że nasza korporacyjna pasażerka zrozumie sytuację i będzie łaskawa posiedzieć cicho w swojej kajucie. Im mniej osób będzie mi się tu plątać pod nogami, tym lepiej dla wszystkich.

                      Spojrzał z wyraźną sympatią na główną konsolę pilota i przeciągnął dłonią po jej krawędzi.

                      — Ja z Nadią ogarniemy mostek. Będziemy mieć na was oko przez cały czas. Jeśli coś się wydarzy, zauważymy to pierwsi. A kiedy wrócicie... mam nadzieję, że będziemy już mieli gotowy plan, jak odholować tego kolosa do najbliższej stacji i zamienić go na największą premię, jaką którekolwiek z nas widziało...

                      — I jeszcze jedno: żadnego bohaterstwa przy tej wyrwie. Jeśli coś potrafi zrobić dziurę w wojskowym kadłubie, to zasługuje na odrobinę szacunku.

                      Spojrzał na Holta z uśmiechem.

                      — Wróćcie w komplecie. Kapitan będzie zadowolony, Nadia przestanie marudzić, a pan Holt nie będzie musiał liczyć, ilu ludzi wysłał i ilu przyprowadził z powrotem.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      ♥
                      3
                      • GreKG Niedostępny
                        GreKG Niedostępny
                        GreK jako Siergiej Kalashnikov
                        Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #109

                        Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                        text alternatywny

                        Sadza położył na stole dwie łuski.

                        Na pierwszy rzut oka niczym nie różniły się od innych, które walały się po podłodze kapsuły. Dopiero z bliska było widać, że są krótsze i wyraźnie mniejszego kalibru.

                        — Znalazłem je w kapsule. Holt obejrzał je wcześniej.

                        Skinął głową w stronę Holta.

                        — Mówi, że to pistoletowe. Tyle że pistoletu w kapsule nie znaleźliśmy.

                        Przesunął łuski bliżej kapitana.

                        — Albo ktoś go schował. Albo ktoś go zabrał. W każdym razie coś tu się nie zgadza. Proponuję przycisnąć soldatika przed abordażem.

                        Umilkł, pozwalając, żeby każdy wyciągnął własne wnioski.

                        Kiedy Hannigan wyjaśnił zasady pryzowego i kwoty, które mogły czekać za odholowanie Bleinerta, Sadza przeciągnął dłonią po zaroście.

                        — Nu vot... Wojskowy tender to już nie byle prom.

                        Gwizdnął cicho.

                        — Jak uda się go dociągnąć do portu, to chyba pierwszy raz od lat wypłata będzie większa niż lista potrąceń.

                        Kącik ust drgnął mu w czymś na kształt uśmiechu, ale zaraz zniknął.

                        — O ile oczywiście najpierw nie zostaniemy na nim trupami.

                        Westchnął ciężko, kiedy padła propozycja udziału w abordażu.

                        — Moim zdaniem powinien iść Holt. Może i Crowe. A na Kardashianie powinien zostać pierwszy oficer. Tak jest podręcznikowo.

                        Pokręcił głową z wyraźnym niezadowoleniem.

                        — Ktoś musi pilnować tego złomu, gdy reszta będzie łazić po wojskowym wraku.

                        Spojrzał na kapitana.

                        — Ale pan tu dowodzi, kapitanie. Jak mam iść, to pójdę.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        2
                        • KetharianK Online
                          KetharianK Online
                          Ketharian jako Alien
                          Obsługa Moderator Mecenas
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #110

                          Ambulatorium Kardashiana


                          Widziany zza szybki w drzwiach pomieszczenia, amerykański wojskowy sprawiał wrażenie pogrążonego w śnie, ale dźwięk towarzyszący grupie wchodzących do środka mężczyzn sprawił, że niemal natychmiast otworzył oczy przyoblekając twarz w grymas głębokiego niepokoju.

                          - Wywołaliście w końcu kogoś z moich? - zapytał przeskakując nerwowym spojrzeniem po przybyszach - Potwierdzili status?

                          - Nie to nas sprowadza - oznajmił szorstkim tonem Hannigan - W twojej kapsule znaleźliśmy pewną zgubę, która dała nam do myślenia. Wiesz może, o czym mowa?

                          Purcell zmarszczył czoło, pokręcił powoli głową w geście zaprzeczenia.

                          - W środku było dużo łusek, ale nie wszystkie od Armata. Znaleźliśmy dwie mniejsze, pistoletowe. Skąd się tam wzięły? Gdzie jest ten pistolet? Gdzie go schowałeś?

                          Bezbłędnie odczytując tonację głosu kapitana, Marcus Holt wyrósł po drugiej stronie łóżka ze złowieszczym wyrazem twarzy.

                          - To był jego pistolet - odpowiedział Purcell - Gościa, który mnie napadł. Przecież wam mówiłem, zaatakował od tyłu za progiem kapsuły, walnął mnie klamką, żeby mnie ogłuszyć, ale przekręciłem w ostatniej chwili głowę, trafił w kark aż mnie zamroczyło. Szarpaliśmy się, trzymałem mu rękę swoją, wystrzelił być może ze dwa razy na oślep, potem walnąłem go w łokieć kolbą karabinu i pistolet mu z ręki wyleciał za próg kapsuły. A potem właz się zamknął. Chryste, znajdziecie ten jebany pistolet na korytarzu przy pomocniczej centralce komunikacyjnej!

                          Żołnierz napiął odruchowo pasy, szarpnął nimi w bezwiednej próbie podniesienia się do pozycji siedzącej.

                          - Jaki rodzaj dostępu umożliwia twoja karta kodowa? - Holt zmienił w jednej sekundzie temat, zauważalnie zbijając rozbitka z tropu - I podaj mi swój PIN.

                          - Nie macie prawa do korzystania ze służbowej wojskowej karty - niepokój Purcella ustąpił miejsca złości, objawionej kolejnym szarpnięciem za pasy - Uwięziliście bezprawnie członka sił zbrojnych Zjednoczonych Ameryk, za kogo wy się macie?!

                          - Ta rozmowa dobiegła końca - odpowiedział chłodno kapitan - Nie wykorzystałeś swojej szansy.

                          Hannigan odstąpił od łóżka rozbitka kiwając znacząco głową Kalashnikovowi. Purcell dostrzegł ten gest i chociaż nie mógł znać jego precyzyjnego znaczenia, musiał się domyślić, że jego sytuacja właśnie drastycznie się pod jakimś względem pogorszyła.

                          - Kapitanie, sir, proszę zaczekać - rzucił zmienionym głosem, pozbawionym wściekłości i dźwięczącym w zamian czystą desperacją - Kod do karty to dwa dziewięć dziewięć dwa pięć pięć. Otwiera wszystkie pomieszczenia z wyjątkiem kabiny kapitana Becketta, innych oficerów, zbrojowni sprzętu ciężkiego i ładowni specjalnego przeznaczenia, sir. Nie nawiązaliście łączności z Bleinertem, prawda?

                          Hannigan odwrócił się w stronę łóżka, przekręcił w bok głowę unosząc znacząco brew.

                          - Ja pierdolę, nie nawiązaliście łączności - powtórzył Purcell - To dlatego chcecie moją kartę dostępu. Chcecie przejść na pokład tendera, ale nikt tam się nie odzywa i potrzebujecie klucza. Sir, podałem wam kod w geście dobrej woli, chociaż trzymacie mnie tutaj w kajdankach jak jakiegoś kryminalistę. Ja myślę, że może być inny powód braku łączności. Moi mogą nie ufać waszemu transponderowi. Wcześniej zaatakowała nas inna jednostka cywilna. Możecie być w zmowie z tamtymi. Jeśli moja załoga żyje, może utrzymywać milczenie myśląc, że wiedząc o nich otworzycie ogień, żeby zniszczyć okręt. A jeśli uznacie ich za martwych, będziecie bardziej chętni do abordażu. Mogą milczeć i czekać, aż wejdziecie na pokład, żeby was wciągnąć w zasadzkę, a potem przebić się na wasz statek.

                          Jeremiah Purcell mówił coraz szybszym tempem, pod koniec dosłownie wystrzeliwując z siebie słowa i zaciskając dłonie w pięści.

                          - Proszę mnie zabrać na mostek, spróbuję ich wywołać przez radio - zaproponował wpijając się wzrokiem w Caleba Hannigana - Mogę uwiarygodnić waszą tożsamość, potwierdzić autentyczność misji ratunkowej. Proszę dać mi szansę, kapitanie!

                          - Skąd masz taką pewność, że tamto starcie wygrali twoi, chłopcze - wycedził lodowatym tonem Holt - Również dobrze mogli tam zostać tylko ci z Wallandera, prawda? I nawiązując z nimi łączność mógłbyś pogorszyć naszą pozycję. Co powiesz na to?

                          Purcell otworzył usta, ale zaraz zamknął je ponownie, spoglądając z niemą frustracją na swoich rozmówców.

                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          👍
                          5
                          • MarrrtM Niedostępny
                            MarrrtM Niedostępny
                            Marrrt jako Caleb Hannigan
                            Mecenas
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #111

                            Na cokolwiek liczył uwięziony człowiek, kompletnie nie trafił z adresatem. Mnożenie możliwości było tym na co Hannigan był odporny. Nie to, że nie dopuszczał do siebie możliwości mniej prawdopodobnych scenariuszy. Ale nauczony był postępowania w kosmosie metodycznie. Krok po kroku. A nie chaotycznego miotania się od jednej zmiennej do drugiej.

                            - Nie panie Purcell. Nie wpuszczę pana na mostek. Tylko dzięki sprawności naszego pokładowego androida i trzeźwości umysłu załogi, nie zabił pan nikogo z nas i nie uszkodził statku. A pana historii nic nie potwierdza. Równie dobrze to pan może być załogantem drugiej jednostki i przejął pan personalia swojej ofiary z Bleinerta. Zostanie pan umieszczony w kriośnie i przekazany posterunkowi na Borodino. To wszystko.

                            Mieli 30 gotowych komór dla górników. Adam powinien się szybko uwinąć z procedurą, toteż kapitan niezwłocznie poinformował androida o nowym rozkazie. Cokolwiek się stało z brakującym pistoletem, lepiej żeby ten człowiek nie miał okazji go użyć.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            ♥ 😱 🛏
                            5
                            • Macabra78M Niedostępny
                              Macabra78M Niedostępny
                              Macabra78 jako Adam Nexus Mk 7
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #112

                              Adam pracował w ciszy, przygotowując wyposażenie do wejścia na pokład obcej jednostki. Na stalowym blacie leżały już uporządkowane narzędzia: detektor ruchu, miernik skażeń, zestaw medykamentów oraz podręczna apteczka interwencyjna.
                              Każdy element sprawdzał metodycznie.
                              Zasilanie.
                              Kalibracja.
                              Zakresy pomiarowe.
                              Następnie przeszedł do skafandrów kosmicznych. Jeden po drugim poddawał je szybkiemu przeglądowi — integralność powłoki, szczelność złączy, poziom tlenu, sprawność systemów podtrzymywania życia. Wszystko działało zgodnie z normą.
                              Wtedy odezwał się interkom.
                              — Adam. Więzień Purcell ma zostać wprowadzony w kriosen. Bezwarunkowo.
                              — Przyjąłem, kapitanie.
                              Bez chwili zwłoki skierował się do sekcji kriogenicznej. Jedna z trzydziestu zapasowych komór, przeznaczonych pierwotnie dla górników, pozostawała nieaktywna. Adam uruchomił ją, inicjując procedurę rozruchu. Systemy zaczęły podnosić gotowość operacyjną.
                              Temperatura.
                              Ciśnienie.
                              Sekwencja stabilizacji.
                              Wszystko przebiegało prawidłowo.
                              Syntetyk odwrócił się i sięgnął po dozownik medyczny. Na podstawie zapisanych parametrów Purcella szybko obliczył odpowiednią dawkę środka nasennego. Wprowadził dane, przygotowując aplikator do użycia.
                              Następnie ruszył do ambulatorium.
                              Drzwi rozsunęły się bezgłośnie.
                              W środku znajdował się kapitan Hannigan, prowadzący rozmowę z przypiętym do łóżka Purcellem. Adam zatrzymał się na moment, skinął głową.
                              — Panie kapitanie.
                              Podszedł bliżej i stanął przy łóżku, spoglądając na żołnierza z tą samą, niezmienną neutralnością.
                              — Panie Purcell — odezwał się spokojnym, rzeczowym tonem. — W związku z nowymi wytycznymi kapitana jestem zmuszony użyć wszelkich metod, by doprowadzić pana do komory kriosnu i umieścić tam do czasu przybycia na Borodino.
                              Krótka pauza.
                              — W związku z dotychczasowym pana zachowaniem na pokładzie tego statku uznaję pana za zagrożenie dla załogi. W związku z czym za zasadne uznaję podanie środka uspokajającego.
                              Nie czekał na odpowiedź.
                              Jednym płynnym ruchem przyłożył dozownik do szyi Purcella i aktywował iniekcję.
                              Cichy syk.
                              Preparat został podany.
                              Adam cofnął rękę i obserwował reakcję organizmu, gotowy na kolejne etapy procedury transportu do komory kriogenicznej.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              5
                              • ReRebirthR Niedostępny
                                ReRebirthR Niedostępny
                                ReRebirth jako Joshua Gleeson
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
                                #113

                                Joshua stał w półmroku korytarza, przyklejony plecami do zimnej grodzi tuż za progiem ambulatorium. Słyszał wszystko. Każde słowo zdesperowanego Purcella, chłodny ton Hannigana i niebezpieczne groźby Holta. Z każdym wypowiedzianym zdaniem jego i tak schorowane serce gubiło rytm. Wizja wejścia na wrak, gdzie mogła na nich czekać wroga załoga z Wallandera, zastawiona przez lojalistów pułapka, albo – co gorsza – broń chemiczna, doprowadzała go do skrajnej paniki.
                                ​Wiedział, że powinien milczeć. Wychylanie się przy oficerze bezpieczeństwa i kapitanie było jak proszenie się o kłopoty. Ale strach przed abordażem okazał się silniejszy niż strach przed dowództwem. W przypływie rozpaczliwej, bojaźliwej odwagi, Gleeson oderwał się od ściany i stanął w sterylnym świetle jarzeniówek ambulatorium.
                                ​Wszyscy zgromadzeni wokół łóżka odwrócili głowy w jego stronę.
                                ​— Kapitanie... — zaczął Joshua. Jego głos lekko drżał, choć inżynier starał się za wszelką cenę zachować profesjonalny ton. Przełknął głośno ślinę i skrzyżował ręce na piersi w odruchowo obronnym geście. — Z całym szacunkiem, ale to właśnie przestało być misją ratunkową.
                                ​Hannigan zmarszczył brwi, a Holt zmierzył go ciężkim, lodowatym spojrzeniem. Gleeson jednak nie przerwał, napędzany czystą adrenaliną i własną paranoją.
                                ​— Przechodziłem obok. Słyszałem. Jeśli zdecydujemy się wejść na pokład Bleinerta z jego kartą dostępu, pchamy się prosto w strefę potencjalnego oporu zbrojnego. To jest operacja ewakuacyjna, a patrząc na okoliczności – wręcz bojowa. Jesteśmy tylko górniczym kombajnem, na litość boską, a nie oddziałem szturmowym!
                                ​Wskazał nerwowym gestem dłoni gdzieś w stronę sufitu, jakby próbował wskazać zawieszony w próżni wrak.
                                ​— Podczas skanowania kadłuba tendera znaleźliśmy dziurę. Wypaloną kwasem siarkowym! To oznacza, że albo doszło tam do katastrofalnej awarii i eksplozji jakiegoś zbiornika, albo ktoś użył tam broni chemicznej. Jeśli to drugie, wchodzimy prosto pod lufy kogoś, kto nie waha się używać chemii do topienia okrętowych pancerzy.
                                ​Joshua wziął głęboki, drżący oddech, próbując opanować dygoczące dłonie. Użył argumentu, który uważał za swoją kartę przetargową, przypominając sobie skrawki znienawidzonej przeszłości.
                                ​— W Akademii uczono nas bardzo wyraźnie, jak reagować na takie sytuacje. Jeśli uszkodzona jednostka nosi ślady ataku chemicznego lub istnieje ryzyko kontaktu ogniowego, procedury nakazują natychmiastowe wycofanie się na bezpieczny dystans i powiadomienie najbliższego posterunku armii lub dowództwa floty. Nie powinniśmy bawić się w bohaterów. Jeśli tam wejdziemy, wystawimy ten statek i nas wszystkich na rzeź.
                                ​Zapadła ciężka, dzwoniąca w uszach cisza. Joshua stał w progu, oddychając płytko, w pełni świadomy, że właśnie podważył decyzje kapitana w obecności ocalałego z kapsuły. Zrobił to jednak z pełnym przekonaniem, że to jedyny sposób, by uratować własną skórę.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                🐔
                                5
                                • MarrrtM Niedostępny
                                  MarrrtM Niedostępny
                                  Marrrt jako Caleb Hannigan
                                  Mecenas
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #114

                                  Hannigan nie śpieszył się z odpowiedzią. Pozwolił, żeby słowa Joshuy wybrzmiały i każdy miał sposobność przetrawić je w zaciszu własnych myśli.

                                  Potem podszedł do technika i wyciągnął swój służbowy pistolet...

                                  ... który ku zaskoczeniu wszystkich i zapewne najbardziej samego technika, skierował kolbą ku niemu.

                                  - Proszę panie Gleeson - powiedział na zachętę jakby czekając aż ten chwyci broń - Jeśli to nie jest zwykła niesubordynacja i bunt i odkrył pan właśnie, że kapitan działa na szkodę statku, załogi i firmy, to ma pan obowiązek wszelkim sposobem odebrać mi dowodzenie. Sam nie mogę go panu przekazać, bo nie podzielam pańskiej opinii, ale może mnie pan do tego zmusić. Proszę. Ułatwiam panu zadanie panie Gleeson.

                                  Kolba wysłużonego M4A3 zbliżyła się do technika jeszcze bardziej zarówno kusząc jak i przerażając możliwościami i konsekwencjami jakie dawało przejęcie stanowiska kapitana. Nieprzyjemna cisza jaka ponownie zapanowała była przerywana wyłącznie odgłosami pracującej aparatury. Nawet Chaplin w milczeniu spoglądał na załogę Kardashiana wodząc leniwym spojrzeniem od kapitana do młodszego technika, którego strach był tak namacalny, że aż głośny i lepki.

                                  Nie doczekając się reakcji Joshuy, Hannigan spojrzał na pozostałych nie omijając, a przeciwnie poświęcając sekundę szczególnie Holtowi i Sadzy.
                                  W ślad za jego spojrzeniem powędrowała nieznacznie kolba broni i nieme pytanie. Ile było w nim blefu, ile prowokacji, by sprawdzić kto się skusi, a ile zwykłego całkiem szczerego zmęczenia nad użeraniem się z podwładnymi, trudno powiedzieć, bo jak na oficera przystało, Caleb umiał zachować nieokreślony wyraz twarzy.

                                  Ale pistoletu nikt nie wziął. I nikt nie skorzystał z ostatniej możliwości, by nie wchodzić na pokład Bleinerta.

                                  - Jeśli to koniec tych bredni, to wszyscy znają swoje zadania. Panie Gleeson, proszę dla odmiany wziąć się w garść i choć raz okazać się przydatnym skupiając się na swoich obowiązkach. Bo naprawdę uznam pana postawę za bunt i zostanie pan potraktowany tak samo jak pan Purcell.

                                  Pistolet kapitański wylądował w kaburze.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  🦁
                                  4
                                  • KetharianK Online
                                    KetharianK Online
                                    Ketharian jako Alien
                                    Obsługa Moderator Mecenas
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                    #115

                                    text alternatywny


                                    Śluza tranzytowa pomiędzy statkami


                                    Joshua Gleeson szedł w tyłach grupy abordażowej, lecz chociaż od włazu Bleinerta oddzielał go Adam i czterech innych noszących ochronne skafandry oraz broń mężczyzn, młody technik nie potrafił się wyzbyć lodowatego dreszczu strachu. Krucha konstrukcja rozpiętego pomiędzy śluzami korytarza tranzytowego tylko ten niepokój pogłębiała.

                                    Pole grawitacyjne słabło z każdym kolejnym krokiem, aby od połowy tunelu tranzytowego znów zacząć przybierać na mocy.

                                    Istnienie sztucznej grawitacji na Bleinercie było jedyną dobrą informacją w tym przerażającym gównie, w jakie uparty jak osioł kapitan wpakował Joshuę wraz z resztą załogi kombajnu.

                                    Ciemnoszara burta tendera wypełniała niemal całkowicie pole widzenia czarnoskórego młodzieńca; jego niespokojne oczy dostrzegały zimne punkciki światła gwiazd tylko wtedy, gdy zadzierał w górę głowę spoglądając pomiędzy kadłubami obu jednostek na wąski pas rozgwieżdżonego kosmosu wciąż dostrzegalny w niewielkim wycinku pola widzenia technika.

                                    W eterze rozbrzmiewały krzyżujące się radiowe transmisje, punktujące kolejne etapy misji ratunkowej.

                                    - Śluza jest dostępna - w głośnikach hełmu odezwał się Adam, który otworzył zewnętrzną osłonę panelu wejścia do luku i przyglądał się jego instrumentom - Brak ruchu wewnątrz, brak ruchu za wewnętrznym włazem. Przystępuję do fazy dehermetyzacji za trzy, dwa, jeden, teraz.

                                    Gleeson nie widział poruszających się pewnie rąk androida, przesuwanych jego ukrytymi w rękawicach dłońmi dźwigni. Nie słyszał też syku uciekającego w próżnię powietrza, kiedy pokrywa włazu drgnęła i przesunęła się w bok odsłaniając wejście do śluzy transportowca.

                                    - Wejście otwarte, wciąż brak zagrożeń - w eterze zatrzeszczał ponownie głos Adama - Wchodzimy, panie kapitanie?

                                    - Wchodzimy wszyscy, obserwujcie przyrządy - odpowiedział Caleb Hannigan.

                                    Poprzedzający Gleesona mężczyźni ruszyli z miejsca, jeden po drugim dotarli do końca łącznika przekraczając próg śluzy. Wpatrzony w nich mesmerycznym wzrokiem Joshua nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że mroczna przestrzeń śluzy połyka ich jednego po drugim niczym paszczą jakiegoś potwora.

                                    - Panie Gleeson, czeka pan na specjalne zaproszenie? - sarknął dowódca Kardashiana.

                                    Ponaglony tymi słowami technik przekroczył właz śluzy Bleinerta jako ostatni członek ekipy abordażowej, raz jeszcze oglądając się ponad ramieniem na jasny kadłub kombajnu. Złe przeczucie ścisnęło mu zimnymi cęgami gardło, kiedy Adam uderzył palcami w przycisk panelu wewnątrz śluzy zamykając grupę ratowników w środku zaopatrzeniowca.


                                    Mostek Kardashiana


                                    Davy i Nadia wpatrywali się ze skupieniem na ekrany swoich konsolet, analizując obraz przekazywany z sześciu kamer nahełmowych członków ekipy ratunkowej.

                                    - Potwierdzam integralność łącznika między śluzami - rzucił do mikrofonu O’Collan - Przestrzeń wokół nas czysta.

                                    - Zamykam zewnętrzną śluzę Bleinerta - odpowiedział medyczny android - Właz zamknięty. Pompy tlenowe śluzy sprawne. Pokład przylegający do śluzy posiada zadowalające ciśnienie atmosferyczne i sprawne generatory sztucznej grawitacji. Brak oznak życia. Otwarcie wewnętrznego włazu za trzy, dwa, jeden.

                                    - Pamiętajcie o szyku - w radiu zabrzmiał głos Holta - Jeśli ktoś mi wejdzie jak baran pod lufę, przypilnuję, aby nie został objęty ubezpieczeniem.

                                    Widziany na wyświetlaczach kamer wewnętrzny właz śluzy otworzył się z cichym sykiem serwomechanizmów, odsłonił zarysy sąsiadujących ze śluzą pomieszczeń.

                                    - Wchodzimy, oczy szeroko otwarte - polecił kapitan Hannigan, którego kamera pokazywała ujęcie na plecy androida i widoczną z boku kadru lufę karabinu Marcusa - Mostek, oświetlenie wygląda na sprawne, w zasadzie cała elektryka. Brak źródeł ruchu. Brak ciał.

                                    - Tutaj, plan ewakuacyjny tego pokładu - w eterze rozległ się głos Eliasa - Jesteśmy pośrodku przedziału zaopatrzeniowego, przy ścianie ładowni. Tam jest zejście na pokład inżynieryjny, a tam schody na pokład załogi i mostek.

                                    - Słyszycie to? - wtrącił lekko spanikowanym tonem Joshua - Uciszcie się! Słyszycie to? Co to kurwa jest?

                                    Davy wymienił pytające spojrzenie z Nadią, kliknął myszką próbując wzmocnić nagłośnienie przekazu, ale dźwięk zarejestrowany przez Gleesona musiał być zbyt znikomy, by urządzenia rejestrujące zdołały go przekazać na mostek Kardashiana.

                                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    👽 🎹
                                    4
                                    • GreKG Niedostępny
                                      GreKG Niedostępny
                                      GreK jako Siergiej Kalashnikov
                                      Mecenas
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #116

                                      Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                                      text alternatywny

                                      Ambulatorium

                                      Siergiej uśmiechnął się krzywo.

                                      Durak.

                                      Naprawdę myślał, że ktoś sięgnie po broń tutaj? Na mostku? Przy całej załodze, kamerach i Opiekunie zapisującym każdą sekundę?

                                      To byłby nie bunt. To byłoby samobójstwo.

                                      Co innego na obcej jednostce.

                                      Tam kamery mogły od miesięcy nie działać. Tam nikt nie wiedział, co naprawdę wydarzyło się w środku. Tam łatwiej było zginąć przez "nieszczęśliwy wypadek" niż udowodnić, że ktoś pomógł losowi. Tam sprawiedliwość mógł wymierzyć "niezidentyfikowany obcy".

                                      Stary chyba o tym nie pomyślał.


                                      Bleinert

                                      Sadza zatrzymał się przy planie pokładu, przesuwając po nim grubym palcem.

                                      — Mostek nie ucieknie.

                                      Przesunął palec niżej.

                                      — Załoga też nie.

                                      Zatrzymał go na oznaczeniu maszynowni.

                                      — Ale jak serce statku przestanie bić, to niczego się już nie dowiemy.

                                      Spojrzał na kapitana.

                                      — Zacząłbym od maszynowni. Jak ktoś przeżył, prędzej znajdziemy go tam niż przy automacie z kawą. A jak nie przeżył... to reaktor powie nam więcej niż dziesięciu trupów.

                                      W tym momencie odezwał się Gleeson.

                                      Sadza przekrzywił głowę.

                                      — Nic nie słyszę.

                                      Chwilę nasłuchiwał.

                                      — Ale jak coś stuka rytmicznie...

                                      Spojrzał w stronę grodzi prowadzącej do ładowni.

                                      — ...to albo pompa. Albo zawór. Albo coś, co jeszcze próbuje pracować.

                                      Wzruszył ramionami.

                                      — Duchy nie stukają równo.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      ♥
                                      4
                                      • BeetleB Niedostępny
                                        BeetleB Niedostępny
                                        Beetle jako Marcus Holt
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #117

                                        Marcus Holt

                                        Holt usłyszał głos Gleesona w radiu i zatrzymał się natychmiast.

                                        Otwarta dłoń skierowana do tyłu.

                                        Grupa stanęła.

                                        Holt nie ruszył się z miejsca. Stał przy prawej ścianie korytarza, lufa M41A uniesiona, plecy do ściany, i przez pięć sekund nie robił nic poza słuchaniem. Aktywny nasłuch - nie szukanie konkretnego dźwięku, tylko rejestrowanie wszystkiego co jest w przestrzeni i oddzielanie tego od tego czego nie ma.

                                        Cisza. Elektryka pracująca w tle. Wentylacja, albo coś co brzmi jak wentylacja. I coś jeszcze - na granicy słyszalności, zbyt odległe żeby nazwać.

                                        -Gleeson - odezwał się przez radio spokojnie, bez pośpiechu. - Kierunek. Skąd to słyszysz. Przód, tył, góra, dół, lewa, prawa ściana.

                                        Nie pytał co to jest. To było drugie pytanie. Pierwsze było zawsze kierunek.

                                        Jednocześnie prawą ręką wykonał sygnał do Adama - wskazał na android, potem na własne uszy, potem w głąb korytarza. Android miał lepszy słuch niż cała reszta grupy razem wzięta. Niech pracuje.

                                        Sam przykucnął przy prawej ścianie zmniejszając sylwetkę i czekał na odpowiedź Gleesona z lufą skierowaną w ciemność przed grupą.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        🔫
                                        4
                                        • PiołunP Niedostępny
                                          PiołunP Niedostępny
                                          Piołun jako Elias Crowe
                                          Mecenas
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #118

                                          Elias zatrzymał się natychmiast, gdy Holt uniósł dłoń. Nie próbował przekrzykiwać Gleesona, ani dorzucać własnych domysłów. Znał mechanizmy, które rządziły grupą w obliczu zagrożenia. Każdy chciał coś powiedzieć, choć właśnie wtedy należało się zamknąć i spróbować usłyszeć to, co wychwycił Joshua. Na tym więc się skupił.

                                          Spojrzał na wskazania analizatora. Ciśnienie, skład atmosfery, obecność lotnych substancji i pyłów. Potem przesunął wzrok na plan ewakuacyjny, próbując dopasować położenie grupy do sąsiednich przedziałów i biegnących w ścianach instalacji. Jeśli po bokach nie było żadnych korytarzy, dźwięk mógł dochodzić z szybu, a szyby wentylacyjne były jego działką.

                                          – Jeśli to pracująca pompa albo zawór, analizator powinien wychwycić zmianę ciśnienia albo przepływu – powiedział cicho przez radio. – Dajcie temu cacku chwilę. Zaraz się dowiemy.
                                          Uniósł detektor i skierował go w stronę wskazaną przez Gleesona, ale nie ruszył się z miejsca.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          💈
                                          4

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa