Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
GordianG

Gordian

@Gordian
Informacje
Posty
94
Tematy
5
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
1
Obserwowani
1

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]
    GordianG Gordian

    JOHN I WALTER

    Riksze wiozące całą grupę do hotelu ruszają pośpiesznie ulicami Yokohamy. Żadne z was nie doświadczyło nigdy czegoś podobnego. Pojazd ciągnięty przez człowieka wydaje się być czymś pomiędzy taksówką a... wyjątkowo ponurym żartem. Siedząc na niewielkim siedzeniu, podczas gdy przed wami drobnym truchtem biegł ciągnący was mężczyzna, trudno było pozbyć się uczucia niezręczności. Sam i Rosa wyglądali tak, jakby właśnie zobaczyli kogoś, kto rozdeptał małemu dziecku zamek z piasku na plaży. Mruknęli coś o "nieludzkim kapitalizmie" i zdecydowali się iść na pieszo, rzucając gniewne spojrzenia na całą resztę. "Pałkarze" zdawali się jednak nie mieć podobnych rozterek...
    No ja pierdolę, że te żółtki samochodu na oczy nie widziały, to się domyślałem, ale że ludzi zamiast koni używają... - zarechotał Biggy, rozsiadając się tak, że jego rikszarz aż obejrzał się na niego z niepokojem. U nas z czarnuchami tak powinni zrobić. Przynajmniej do czegoś się przydadzą...
    Tylko jak cię wywali, to będzie twoja wina - mruknął Franny z pewnym niepokojem.
    Zamknij japę, Franny, i podziwiaj widoki! - odpowiedział mu beztrosko Biggy. A widoki rzeczywiście były warte uwagi.
    Im dalej od portu, Yokohama zaczęła coraz bardziej przypominać miejsce, które mogliście sobie wyobrażać, myśląc o Japonii. Nie dało się tego porównać z żadnym amerykańskim miastem. Ulice były wąskie, budynki dość niskie. Właściwie nie było tu budynków wielopiętrowych, o wieżowcach już nie wspominając. Ren opowiadał wam, że tutejsze budownictwo tak wygląda, ponieważ Japonia bardzo często doświadcza trzęsień ziemi. Nad waszymi głowami wisiały pionowe szyldy pokryte znakami, które wydawały się dla was być niczym skomplikowane wzory, jakieś dzieła sztuki. Co kilka przecznic pojawiały się niewielkie kapliczki, bramy torii albo kamienne posążki, zapewne jakichś bóstw, stojące zwyczajnie pomiędzy sklepami i warsztatami.
    Miasto pachniało inaczej. Nie był to smród benzyny i dymu z fabryk, do którego przywykliście w Kalifornii. Tutaj w powietrzu mieszały się zapachy ryb, gotowanego ryżu, węgla drzewnego, herbaty i czegoś słodkiego, czego żadne z was nie potrafiło nazwać. Co chwilę mijaliście uliczne stragany, na których sprzedawcy przygotowywali jedzenie na oczach klientów, nakładając je z wysokich garnków, z których buchała gęsta para. Gdzieś obok starsza kobieta sprzedawała wachlarze, a kilka metrów dalej mały chłopiec siedział na małym dywaniku na ziemi i naprawiał sandały ludziom, którzy podeszli.
    Wielu przechodniów odwracało głowy w waszym kierunku. Patrzyli zwłaszcza na Biggy'ego. Trudno było się dziwić - nawet w Ameryce był człowiekiem zwracającym uwagę, ale tutaj... musiał wyglądać zupełnie jak przybysz z innej planety. Zwróciliście uwagę też na to, że było tu niepokojąco dużo ludzi w mundurach. Pojawiali się właściwie wszędzie, niemal na każdej ulicy, idąc w kilkuosobowych grupach. Co prawda nie zachowywali się w żaden sposób agresywnie, ale ich obecność była stała i oczywista. Ludzie reagowali na nich dość odruchowo, bez słowa ustępując im z drogi i kłaniając się nisko.
    Minęliście również szkołę, do której właśnie szła prowadzona przez starszą kobietę grupka dzieci. Recytowali jakiś wierszyk, a kiedy obok nich pojawiła się grupka żołnierzy, wszyscy natychmiast zesztywnieli. Dla większości z was wyglądało to niewinnie, ale Walter, który był na froncie Wielkiej Wojny i widział już podobne obrazki, przeżył niespodziewane deja vu.
    W końcu zabudowa zaczęła się zmieniać. Coraz gęściej pojawiały się budynki w stylu zachodnim, z szerokimi oknami, ceglanymi elewacjami i szyldami w języku angielskim, niemieckim i francuskim.
    No, kurwa, wreszcie cywilizacja! - oznajmił Biggy z ulgą.
    Powiedział człowiek, który parę chwil temu próbował gwizdnąć ośmiornicę od ulicznego handlarza... - odpowiedział mu Franny.
    Bo wyglądała zajebiście! - zaśmiał się Biggy.
    Riksze zwolniły, a przed wami piętrzył się hotel. Dość wysoki jak na tutejsze standardy budynek z jasnej cegły i kamienia wyróżniał się z okolicznej zabudowy. Nad wejściem wisiał elegancki szyld z napisem zarówno po angielsku, jak i po japońsku (dzięki czemu każdy z obecnych zdobywa +k10 japońskiego). Przed drzwiami stał portier w eleganckim i idealnie skrojonym mundurze, który powitał was na wejściu po angielsku.
    Dzień dobry, mieli państwo rezerwację? - spytał, kłaniając się.
    Tak, tak... - odpowiedział profesor, grzebiąc w kieszeniach, aż w końcu wyjął z niej małą karteczkę i podał portierowi. Ten spojrzał na nią, kiwnął głową i uśmiechnął się. - Zapraszam - otworzył drzwi.
    Ja pierdolę... - wydyszał jakby z lekkim niedowierzaniem Biggy, stojąc nadal na środku ulicy.
    Co? - spytał Franny.
    Chyba pierwszy raz w życiu będę spał gdzieś, gdzie nie ma szczurów...
    Jeszcze nie widziałeś pokoju, więc nie ciesz się za szybko - odrzekł Red.
    Właśnie dlatego powiedziałem "chyba"...
    Franny prychnął pod nosem.
    Podobno w takich miejscach dają darmowe ręczniki. Jeśli będą też tutaj, to zabieram dwa...
    Tylko dwa? - spytał Biggy, z wyczuwalną pewną kpiną w głosie.
    Nie jestem zachłanny - odpowiedział spokojnie Franny.
    Przekroczyliście próg hotelu i niemal natychmiast poczuliście się nieswojo: wysoki sufit, polerowana drewniana podłoga, miękki dywan, mosiężne lampki, wiszące lustra, zapach palonej kawy i drogich cygar... Wszystko to wydawało się dla was, prostych ludzi z Kalifornii lub Alaski, czymś jeszcze bardziej egzotycznym, niż sama Japonia. Nawet Sam i Rosa, kiedy was dogonili, wydawali się być mniej pewni siebie, niż zwykle.
    I oto kolejny przejaw kultury kapitalizmu, lub raczej jej braku. Bogacze opływają w luksusy, popalając cygara, a biedni muszą ciągnąć riksze... - Rosa nie mogła się powstrzymać od komentarza. Razem z Samem i trochę zagubionym Natem stanęli na progu i stwierdzili, że nie spędzą nocy w takim miejscu.
    Ale to wszystko jest już opłacone! - zdenerwował się Chance.
    Trudno - odpowiedział stanowczo Sam. - To twój problem, jeśli wolisz wydawać pieniądze na wyzyskiwaczy klasy robotniczej. Ale my nie weźmiemy w tym udziału. Będziemy spać na ulicy lub w noclegowni, gdziekolwiek gdzie nie będziemy przez to wspierać wyzysku.
    I wyszli. Chance stał przez chwilę w miejscu, wpatrzony w drzwi, którymi trzasnął Sam, ale w końcu wzruszył ramionami. On jeden zresztą zdawał się nie być nijak speszony tym miejscem. Podszedł do recepcji i w kilka minut załatwił formalności.
    No dobrze, moi drodzy - powiedział wyraźnie ucieszony. - Pokoje są gotowe - odrzekł i przystąpił do rozdawania kluczy. - Wszystkie dwuosobowe. Panienki oczywiście razem, dam im klucze później. Panie Carter, proszę klucz, będzie pan z panem Watanabe, kiedy ten wróci. Pan Murdock... z panem... Frannym? A pan Red z panem Biggym.
    O nie, kurwa! - wysyczał Biggy.
    Co "nie"? - zdenerwował się Red.
    Bo będziesz chrapał!
    Ja nie chrapię!
    Jak to, kurwa, nie? Chrapiesz jak silnik tamtego statku! - wyglądali, jakby zaraz mieli się pobić.
    No dobrze, dobrze, to niech będzie pan Ticky z panem Biggym, a pan Red ze mną. Może być? - starał się uspokoić sytuację Chance. Ci tylko spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami. - Doskonale! No, to rozgośćcie się, odpocznijcie, umyjcie się i nie zapomnijcie o tym, że wieczorem idziemy na przyjęcie! No, a ponieważ udało mi się wynegocjować zwrot za tamtą trójkę - oznajmił z dumą - proponuję, żebyśmy spotkali się za godzinę lub dwie na lunchu. Tu, w hotelowej restauracji. Posiedzimy sobie, zagramy w karty, a wieczorem przyjęcie. A jutro... wrócimy do poszukiwania Nakamury - uśmiechnął się szeroko i odszedł w kierunku pokoju, najwidoczniej przekonany, że właśnie rozwiązał wszystkie problemy.

    REN

    Podczas gdy reszta grupy udała się do hotelu lub na zakupy, Ren postanowił na chwilę odłączyć się od pozostałych. W przeciwieństwie do większości towarzyszy nie czuł się tutaj zagubiony, wręcz przeciwnie - po raz pierwszy od lat czuł się jak w domu. Niemniej, Jokohama była nieco inna, niż ją zapamiętał. Z jednej strony pełna dźwięków i zapachów z dzieciństwa, z drugiej - bardziej zatłoczona i nerwowa. Na wielu budynkach wisiały flagi, na ulicach widział mnóstwo żołnierzy. Miasto żyło swoim rytmem, ale oprócz tego było w nim coś jeszcze. Coś nieco bardziej obcego.
    Najpierw jednak należało się zająć sprawami praktycznymi. Amerykańskie dolary były tutaj użyteczne tylko w określonych miejscach i określonych kręgach. A jeśli grupa miała spędzić w Japonii więcej niż kilka godzin, potrzebowała jenów. A skoro i tak musiał znaleźć kantor, być może przy okazji uda się dowiedzieć czegoś więcej.
    Profesor Chance najwyraźniej zamierzał szukać Kazuo Nakamury, pokazując jego fotografię przypadkowym przechodniom. Ren podejrzewał, że istnieją skuteczniejsze metody. Poprawił kołnierz płaszcza i ruszył w głąb miasta, pozostawiając za sobą hotel, grupę i ich coraz bardziej chaotyczną ekspedycję. Przed nim rozciągała się Jokohama — ogromna, głośna i pełna ludzi. A gdzieś pośród nich być może znajdował się pierwszy ślad prowadzący do człowieka, którego szukali.

    Rozgrywka sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    no to brakuje nam tylko deklaracji @elvis co dokładnie robi

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    @kaworu @agnes macie ochotę na jakiś encounter na zakupach, czy po prostu uznajemy że były i idziemy dalej?

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    Czy ktoś zamierza cokolwiek pisać? @ketharian @kaworu @cygan @elvis @agnes
    Ja bym napisał, ale nie wiem nic jakie akcje kto deklaruje

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    @Kaworu jeśli chcecie, to spoko 😉 możesz napisać, w takim razie będą dwa równoległe wątki

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    Nie wiem, czy jest taka potrzeba, żeby odgrywać chodzenie po urzędach. Reszta również może się czymś zająć, tylko zdeklarujcie co dokładnie chcielibyście zrobić, a ja wam powiem co z tym zrobimy, czy jest to możliwe i na co będzie ewentualny rzut.

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    Macie odpis. Nie musimy odgrywać sceny w kantorze, możemy założyć, że wymiana waluty udaje się wam bez problemu. Możecie napisać jak próbujecie szukać Nakamury i wykonać odpowiedni test, w zależności od wykorzystywanej umiejętności/cechy. Jeśli wam wyjdzie, bazując na tym ile będziecie mieli przebić udzielę wam odpowiednich informacji. Potem, o ile coś ciekawego nie wydarzy się po drodze, możemy iść na przyjęcie (o ile zamierzacie tam iść, bo, jak mówiłem, to quest poboczny).

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]
    GordianG Gordian

    Profesor patrzył na próbujących go przekonać do tymczasowego odcięcia się od ekspedycji wraz z "ochroną" z pewnym zakłopotaniem, jednak z biegiem czasu jego wyraz twarzy łagodniał. Pod koniec wyglądał, jakby się nad czymś poważnie zastanawiał.
    Hmm... - mruczał pod nosem, gładząc się po brodzie, stojąc na środku ulicy i nie zwracając uwagi na dość nieprzychylne spojrzenia rzucane mu przez Japończyków. - Być może i macie rację. Weźmiemy wszystkie bagaże i zaniesiemy je do hotelu. Spotkamy się wieczorem, na przyjęciu u madame. No, panowie! Bierzemy bagaże i jedziemy do hotelu! - kiwnął na "pałkarzy", którzy mieli takie miny, jakby odejście było ostatnią rzeczą, na jaką mieli ochotę, ale ostatecznie wypełnili polecenie tego, który im płacił. - Panie Watanabe, może nam pan zatrzymać rikszę i poprosić o przetransportowanie do hotelu? Zapłacę temu panu na miejscu.

    Rozgrywka sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    Jeśli wszyscy będziecie ich przekonywać, to mogę się zastanowić nad jakimś ułatwieniem

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    @Ketharian Broephyle E. Chance. Co do statku - wy tego nie wiecie. A co do twojego działania, to będzie to wymagało rzutu na gadaninę, ewentualnie urok osobisty. Względnie zastraszenie, bo w sumie to John próbuje ich podejść strachem.

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]
    GordianG Gordian

    Młody oficer przez kilka sekund milczał, nie spuszczając wzroku z Eleonory. Wokół nadal napięcie wisiało w powietrzu, a grupka młodzieńców stojących za plecami oficera wyglądała tak, jakby tylko czekała na powód, żeby rozpętać tu rozróbę. To samo zresztą można było powiedzieć o Biggym, Tickym, Redzie i Frannym, którzy wyczuwając zbliżającą się okazję do spuszczenia komuś lania zaczęli szukać dookoła czegoś, co mogłoby im zastąpić tradycyjne sztachety. Na szczęście, w samą porę pojawił się Ren.
    Samo usłyszenie z jego ust czystej, poprawnej japońszczyzny zrobiło na nich większe wrażenie, niż chcieliby przyznać. Oficer powoli przeniósł wzrok na mecenasa Watanabego. Przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu, jakby próbował ocenić kim on właściwie jest i dlaczego podróżuje z obcokrajowcami. Potem powoli skinął przed nim głową, bardziej formalnie, niczym urzędnik przyjmujący wyjaśnienie, a niekoniecznie jak człowiek okazujący szacunek.
    W takim razie pilnuj swoich gości lepiej - odpowiedział chłodnym, idealnie opanowanym tonem. Tu emocji się nie okazywało, ale ten chłód bywał o wiele gorszy, niż krzyk. - Bo chyba nie do końca wiedza, gdzie się znajdują.
    Mówiąc to, demonstracyjnie ignorował Eleonorę, jakby od chwili pojawienia się przed oficerem rodowitego Japończyka kobieta przestała być godna bezpośredniego zwracania się do niej. To było równie obraźliwe, jak wcześniejsze "omae".
    Coraz więcej ich tu ostatnio! - burknął w końcu jeden z młodzieńców, najwidoczniej szukając zaczepki. - Zachowują się, jakby świat należał do nich!
    Oficer uniósł lekko rękę, a ci natychmiast ucichli. To również mówiło samo za siebie. Dyscyplina, niemal wojskowa, z jaką reagowali, sprawiała że nie mogli być tylko grupką ulicznych awanturników. Tak się wam przynajmniej wydawało... Nie budziło jednak wątpliwości, że żołnierz ma tu ogromny posłuch.
    A jeśli naprawdę szukacie tego człowieka... - spojrzał krótko na fotografię Nakamury, którą później oddał Renowi, a nie Eleonorze. - ...to radziłbym robić to ciszej. W dzisiejszych czasach nie wszystko wypada mówić publicznie.
    Po tych słowach oficer odwrócił się na pięcie i odszedł, a grupka młodych nacjonalistów ruszyła za nim niemal natychmiast, rzucając wam jeszcze chłodne spojrzenia. Dopiero, kiedy zniknęli w tłumie, wciąż stojąca obok Japonka odetchnęła wyraźnie i niemal odbiegła w przeciwnym kierunku.
    Uff, mało brakowało... - skwitował to wszystko Chance głosem, który zapewne wydawał mu się rozładowującym napięcie, po czym zaśmiał się cicho. - No dobrze, no to... jaki mamy plan? Kantor, tak? Zaraz... powinien tu być jakiś drogowskaz do niego prowadzący, prawda? Panie Watanabe, to może ten? - spytał profesor, wskazując na szyld sklepu rybnego.

    Rozgrywka sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    @elvis twoje przekonywanie oficera wymaga rzutu na perswazję/gadaninę/urok osobisty (co wybierzesz)

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    okej, jeśli nie forsujesz, to czekamy co zrobi reszta, a jeśli nikt nie wpadnie na żaden pomysł, to zadziałam enpecami

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    Aha, ponieważ uczyliście się japońskiego na statku, to hipotetycznie możecie sobie rzucić na to, czy cokolwiek zrozumieliście. Szansę są marne, ale zawsze jakieś, a porażka niczym nie grozi.

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    Zrobiłem odpis, teraz decyzja po stronie @kaworu. Dopuszczam forsowanie rzutu, jeśli chce iść na konfrontację, ale w przypadku porażki konsekwencje będą naprawdę opłakane. Sukces natomiast pozwoli wam zdobyć jakąś informację (choć wydaje mi się, że i tak zastosowałem tutaj "fail forward"), ale reputacji w oczach "tutejszych" raczej już tak łatwo nie naprawicie. Inni też mogą reagować na to, co się dzieje, ale pamiętajcie, że chociaż jako gracze wszyscy widzicie, co napisałem, to jako postacie tylko @kaworu i @elvis wiedzą co ci ludzie mówią i rozumieją co się tutaj dzieje.
    A dla was informacja jako dla graczy - to jest okres, kiedy Japonia jest de facto wojskową dyktaturą, państwem ultranacjonalistycznym, militarystycznym i imperialistycznym. Inwazja na Chiny już właściwie się zaczęła, rok wcześniej Japończycy zajęli Mandżurię, choć pełnoskalowa wojna kinetyczna zacznie się tam dopiero w 1937 r. Te informacje raczej są wiedzą powszechną, nie musicie na nią rzucać, zakładam że wasze postacie to wiedzą, chyba że kompletnie żyliście pod kamieniem, nie czytaliście gazet i nie bywaliście w towarzystwie, w którym mogliście słyszeć takie rzeczy (@cygan @agnes @ketharian)

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]
    GordianG Gordian

    Kiedy Walter i Ren rozmawiali na boku o kantorze i potencjalnych planach, zbierając uwagę całej reszty, Eleonona (@kaworu) zwróciła uwagę profesorowi i poszła naprawić jego błąd. Odebrała mu fotografię i podeszła do kobiety przechodzącej obok nich, kłaniając się jej nisko. Ta, w średnim wieku i eleganckim kimonie, odwzajemniła jej ukłon po chwili wpatrywania się w nią twarzą pozbawioną wyrazu. Słuchała tego, co dziewczyna do niej mówi, ale kiedy Eleonora pokazała jej zdjęcie, jej powieki nieco się uniosły. Chwilę później jej wzrok powędrował w innym kierunku. Kiedy Amerykanka pyta ją o urzędy bądź detektywów, kobieta wyraźnie sztywnieje, a jej ciało zdradza oznaki niepokoju. Kiedy zaś padły z ust Eleonory słowa "Nakamura Kazuo", Japonka gwałtowanie się odwraca, rzuca jedynie szybkie "proszę wybaczyć, Anna-san, rodzina czeka na mnie w domu", po czym cofa się o krok. Próbuje odejść, ale za jej plecami jak diabeł z pudełka pojawia się młodzieniec w wojskowym mundurze.
    Widzieliście już nie raz amerykańskich żołnierzy. Jeśli nie na wojnie, to wracających z wojny. Większość z nich była, owszem, schludna i zdyscyplinowana, choć i tak nadchodzący oficer wywołał u was niemałe osłupienie. Jego czarne buty były wypastowane i wypolerowane na glanc, świecąc nawet mimo mgły. Jego kroki były pewne i regularne, jakby nigdy nie przestawał maszerować. Mundur miał idealnie równy, podobnie jak niewielkie, przystrzyżone wąsy. Przy jego boku zwisała szabla, a z jego piersi - kilka orderów. Japonka, z którą Eleonora dopiero rozmawiała, zamarła w bezruchu, choć oficer zdawał się zupełnie nie zwracać na nią uwagi. Patrzył za to na Eleonorę dość zimnym wzrokiem. Ktoś stojący z boku mógłby uznać tę scenę za dość groteskową, ponieważ wojskowy był niższy od dziewczyny niemal o głowę, było w nim jednak coś wzbudzającego autorytet, który nie pozwalał choćby pomyśleć o czymś takim.
    "Czego tu szukasz, omae?" - oficer zwrócił się do Eleonory nie tylko bez ukłonu, gdzie samo to byłoby już formą okazania pogardy, co jeszcze przy okazji w sposób właściwy do zwracania się do podwładnych. - "Japonia nie jest miejscem dla ludzi, którzy myślą, że mogą tu przyjechać jak do siebie i wypytywać o poddanych cesarza. To nie Ameryka!"
    Zanim Eleonora zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, została otoczona przez grupkę młodych mężczyzn, którzy patrzyli na nią w sposób wyjątkowo nieprzyjazny.
    "Zjeżdzaj stąd, gaijin!" - odezwał się w końcu jeden z nich. - "To niepodległy kraj, a nie kolejna z waszych kolonii!"
    Wszyscy ludzie dookoła zdają się omijać zarówno Eleonorę, jak i całą resztę grupy, szerokim łukiem, nie zdobywając się choćby na spojrzenie w ich kierunku. Nawet rikszarze przyśpieszają, kiedy zbliżają się do miejsca, w którym stoi ktokolwiek z was.

    Rozgrywka sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    @Ketharian nie udaje ci się, więc próbujesz jeszcze raz, opisujesz co twoja postać robi próbując ponownie, ty rzucasz jeszcze raz i jak ci się uda, to masz sukces, a jak nie, to konsekwencje są większe, niż w przypadku zwykłej porażki. Tutaj natomiast, ponieważ mamy wynik >97, czyli pecha, konsekwencje porażki i tak są poważne, więc konsekwencje porażki w forsowaniu będą już ekstremalnie poważne.

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    @Kaworu albo forsowanie rzutu, jak wolisz

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    A 98 to jest pech xD możesz odjąć od szczęścia, jeśli Ci nie szkoda tylu punktów, albo forsować się, ale wtedy porażka będzie miała gorsze konsekwencje. A te w przypadku pecha i tak są... duże xD @kaworu

    Aaa, wykonaj jeszcze rzut na wykształcenie, żebym wiedział jaki odpis zrobić, czy Eleonora zrozumie co się tam będzie działo. Mogę Ci tu dać ułatwienie, bo to w końcu orientalistka. Czyli możesz rzucić dwa razy i wybrać bardziej korzystny wynik.

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    @kaworu no i to wymaga rzutu na japoński oraz gadaninę/urok osobisty

    Komentarze sercetajgi
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa