Okej, wygląda na to, że się spóźniłem... 
Gordian
Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
Posty
-
[Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja -
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@ketharian Ooo, ciekawe pytania, dzięki

No to może tak. Statek nazywa się SS Providence, pływa pod banderą amerykańską, załoga to w większości Amerykanie, choć jest tu też paru Latynosów, Włochów i Chińczyków. Kapitan nazywa się Henry Phillips.
Standard zakwaterowania jest raczej niski (to nie jest statek pasażerski), ale nie katastrofalny. Każdy ma do dyspozycji pryczę z cienkim materacem w małej kajucie, pod pryczami stoją metalowe skrzynie na wasze rzeczy osobiste. Kajuty są małe i ciasne, dzielone po 3-4 osoby, o prywatności zapomnijcie. Posiłki dwa dziennie, śniadanie i obiadokolacja, jedzone w małej stołówce na metalowych talerzach (cóż, dla wielu z was to i tak wysoki standard, jak na te czasy...). Na śniadanie dostajecie kawałek razowego chleba, jajko na twardo i mocną kawę, raz na tydzień, w niedziele, do tego plasterek bekonu. Obiadokolacje to najczęściej ryby z puszki (czasem świeże, jak uda się coś złowić na bieżąco) z fasolą i ziemniakami, czasem w formie zupy, a w niedziele gulasz wieprzowy. Toalety to raczej wspólne śmierdzące i wąskie wychodki spłukiwane ręcznie wodą morską. Umyć się można co najwyżej w morskiej wodzie, która jest zbierana w miskach.Zakwaterowanie:
- Kobiety, czyli Violet (@agnes), Eleonora (@kaworu) I Rosa plus jeszcze jakaś enpecka (możecie sobie wymyślić),
- Walter (@cygan), Ren (@elvis), Samuel i Franny,
- John (@ketharian), Nate, Biggy i jakiś enpec,
- Red, Ticky i dwóch innych enpeców
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]JOHN
John podszedł bliżej czwórki podejrzanie wyglądających mężczyzn, co do których trudno było stwierdzić, czy są częścią wyprawy, czy są tu z innego powodu. Widział wszak ich przed dwoma dniami na wykładzie profesora, uznał więc zapewne, że jednak się zaciągnęli. "Gruby" wygrywał akurat jakąś nieskładną melodię na harmonijce, a "wąsaty" robił sobie skręta. Dwóch pozostałych siedziało na skrzyniach. Zanim traper się do nich odezwał, usłyszał skrawki ich rozmowy:
- No i kurwa git fajeczkę ukręciłem - "wąsaty" wyraźnie się cieszył, odpalając ukręconego papierosa.
- I gitara - odpowiedział mu "stary". - No, to kopsnij działkę, Franny! - uśmiechnął się krzywo, zapinając swoją kurtkę w barwach Konfederacji.
- Kopsnę działkę, jak ty oddasz za polewajkę, bo już od czwartku czekam - "wąsacz" nazwany Frannym mruknął pod nosem, zaciągając się z niezbyt wyraźną miną.
- Wiesz przecież, że bym ci kurwa oddał - "stary" był wyraźnie poirytowany - ale wczoraj mi Biggy całą jebaną ramkę wyjarał i nie miałem jak opchnąć! No weź, nie bądź żyd!
"Biggy", na którego wskazał (czyli gruby z harmonijką) wyraźnie się na to obruszył, a "łysy" tylko się zaśmiał.
- Ej ej ej, pierdol się Red! Sam żeś gdzieś zapił, ktoś ci zajebał i teraz nawet nie wiesz kto i gdzie, bucu jeden! - warknął i zagrał wyraźnie groźny dźwięk na swojej harmonijce w kierunku "Reda".
- Te, te, wypluj to, grubasie, bo cię zaraz pod kozaki wezmę!
Napięcie zawisło w powietrzu. Zanim jednak "Biggy" zdołał coś opowiedzieć, pojawił się John. Cała czwórka zwróciła wówczas na niego swój wzrok i uwagę.
- Siemano - rzucił stary, nazwany "Redem". Podszedł do Johna i wyciągnął rękę w jego kierunku. - Red mi mówią. A to jest Biggy, Franny i Ticky - wskazał na resztę.
- A to co, zapomniałeś że my mówić umiemy? - odezwał się Biggy, będący w wyraźnie bojowym nastroju. Podszedł i dość mocno poklepał Johna po ramieniu. - Strzała! Biggy jestem. Jak będziesz potrzebował coś opchnąć, a nie będziesz wiedział gdzie, to przyjdź do mnie. Znajdę kupca i sprzedam, pobieram tylko dziesięć procent!
Wąsacz, palący papierosa, wstał i również podszedł przywitać się z Johnem.
- Siemańsko, Franny jestem. Kręcisz się trochę po mieście? Wyglądasz mi na kumatego... - wycedził Franny przez zęby, a Ticky znów się głupkowato zaśmiał.WSZYSCY
Chance pojawił się z około półgodzinnym opóźnieniem względem umówionego terminu. Miał na sobie jesionkę i melonik, ubrany był więc zupełnie inaczej, bardziej elegancko i dostojnie, niż wtedy kiedy widzieliście go po raz pierwszy. Niósł w rękach dwie duże walizki, jednak to nie one przykuwały uwagę. Tym z kolei było... coś, co za Chancem nieśli, a właściwie pchali i ciągnęli, robotnicy portowi: długie, ciężkie deski, starannie oznaczone kredą. Niektóre pachniały jeszcze świeżo ściętym drewnem.
- Materiał na skrzynię! - powiedział z dumą, kiedy podszedł bliżej was. - Skrzynię transportową, znaczy się. Na giganteusa. Jak go już znajdziemy!Wchodzicie na pokład. Ciężar waszych zmartwień musicie zostawić na brzegu. Jak przekroczycie ten próg, nie będzie już odwrotu. Przed wami Ocean Spokojny, a za nim Syberia i wszystko, co może się tam wydarzyć.
Fala odbija się od burty, gdy po ostatnim gwizdku trap zostaje podniesiony. Statek z wolna odsuwa się od nabrzeża, a widok chłodnego San Francisco topnieje we mgle, niczym nierzeczywisty sen. Za sobą zostawiacie sznur kontenerów, krzyki portowców i stukot łańcuchów w porcie. Teraz przed wami już tylko Pacyfik.
Po kilku godzinach na otwartym morzu, gdy horyzont zlał się już z niebem, Chance zaprasza was do swojej kajuty. Jego kabina jest duszna, pełna papierów i przedmiotów, które wydają się mieć swoje życie: mapy, plany, próbki ziemi w słoikach, fotografia niedźwiedzia polarnego przypięta do drzwi, uschnięty storczyk w puszce po herbacie. Na stole leży ogromna broń myśliwska, z lufą grubości przedramienia, oparta na troczkach jak na ołtarzu. Obok niej – ampułki i strzykawki, starannie oznaczone, a także kilka arkuszy z tabelami i wzorami chemicznymi.
- Środek usypiający! - wyjaśnia profesor z dumą. - Tylko jeden strzał, precyzyjnie obliczony na osobnika o masie trzech i pół tony. Mniej może nie wystarczyć, więcej – serce nie wytrzyma.
Kiwa się na krześle, które wydaje protestujący jęk, po czym sięga pod stół i wyciąga zniszczoną, skórzaną teczkę. Rozkłada przed wami z teatralnym rozmachem dokumenty. Każdy z was dostaje paszport australijski, sfatygowany, ale kompletny. W środku wbita wiza ZSRR, ze stemplami konsulatu w Sydney. Do tego dołączony dokument w języku rosyjskim i angielskim, opatrzony pieczęciami instytucji, której nikt nie zna – rzekoma zgoda na „prowadzenie obserwacji tundrowej fauny dla celów porównawczych, w imieniu Muzeum Zoologicznego Uniwersytetu w Melbourne”.- Nie powinni nas zatrzymać. A przynajmniej nie od razu... - rzuca Chance, po czym dodaje z dumą: - Niektóre z tych pieczątek robiłem sam! Własnoręcznie! Co prawda trochę rozlała mi się tu fioletowa farba, ale nadrabiają kompozycją!
Profesor zdejmuje okulary, przeciera oczy i opiera się o ścianę. Wy patrzycie najpierw na dokumenty, potem po sobie, z wyrazem pewnego powątpiewania… Chance wyciąga z teczki wyrwany fragment czarno-białej fotografii, blady i wyblakły. Przedstawia jakiegoś Azjatę w mundurze, z twarzą smagłą i oczami patrzącymi gdzieś w dal.
- To Kazuo Nakamura. W trakcie wojny rosyjsko-japońskiej został wzięty do niewoli i zesłany na Syberię. Tam… widział coś, o czym później nie chciał nigdzie powiedzieć. Przekazy, które zdołałem odnaleźć, mówią o stworzeniach, które „nie istnieją od dziesiątek tysięcy lat”. Zapewne widział giganteusy, w każdym razie… musimy to zbadać. To kolejny trop, który bardzo może nam pomóc. Syberia jest ogromna, przeszukiwanie całej zajęłoby nam długie lata. Spróbujemy go odnaleźć i wypytać, może chociaż w lokalizacji nam pomoże... Wiem, że po jakimś czasie wrócił do Japonii i zamieszkał w Jokohamie, tam ślady się urywają. Znajdziemy go, a wraz z nim – klucz do naszej wyprawy!
Zatem wszystko jasne. Statek, którym podróżujecie, nie płynie na Syberię. Płynie do Jokohamy. Wasza wyprawa w rzeczywistości rozpocznie się właśnie tam. "Czwórka" wydaje się tu wyraźnie nudzić, widać że nie obchodzi ich to, co Chance mówi. Dla nich sprawa jest prosta - robią to, za co im płacą. Inne rzeczy ich nie obchodzą.
- A czy ktoś tu właściwie zna japoński? - zapytał w końcu rozsądnie Samuel, który w swoim notesie zapisywał każdą uwagę profesora. Większość odruchowo spojrzała na Rena (@elvis), który z jakiegoś powodu wyglądał jakby właśnie poraził go prąd.
No dobrze, a nocleg? Wyżywienie? Mapy? Przewodnik? Cokolwiek? - odezwała się przytomnie Rosa swoim dziwnym akcentem. Chance wydawał się być w lekkim szoku, szybko jednak się otrząsnął, a na jego twarzy zagościł nerwowy uśmiech.
- Oj no, nie zdążyłem się tym zająć, no... Ale dajcie spokój, poradzimy sobie! - rzucił i machnął ręką. - To przecież Japonia - kraj wybitnej organizacji i harmonii. Wszystko się znajdzie, prawda?
Wszyscy spojrzeli po sobie. Beztroska profesora Chance'a była wręcz porażająca.
- Ach, byłbym zapomniał - profesor zaśmiał się cicho i sięgnął do swojej walizki. - Trochę środków na pokrycie kosztów podróży. Nie jest tego dużo, ale przyda się. W Japonii można je normalnie wymienić na ichniejszą walutę. W Rosji... no cóż, będzie trzeba sobie radzić.
Każdemu z was Chance wręczył po 300$.KONIEC PROLOGU
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@ketharian @kaworu @cygan @elvis @agnes
Jest odpis.
- Ponieważ jestem wrednym MG, wszyscy muszą wykonać rzut na kondycję, czy nie złapie ich choroba morska - porażka w teście oznacza, czujecie się fatalnie i macie -10 do wszystkich testów dopóki nie opuścicie statku.
- Wpiszcie do ekwipunku 300$ i fałszywy paszport. Wymyślcie sobie wszyscy fałszywą tożsamość, którą macie wpisaną w dokumenty.
- Podróż statkiem zajmie około 3 tygodni (w fabule). Możecie tu robić, na co macie ochotę. Jak nie macie pomysłu, możecie np. rozwijać umiejętności (np. ucząc się z zakupionych książek, pomagać na statku, uczyć się od innych, trenować z "czwórką" - cokolwiek wam przyjdzie do głowy), socjalizować się (npc są do waszej dyspozycji i możecie robić z nimi co chcecie, byleby ich nie zabijać), uprawiać pokładowy hazard, co tam się wam podoba. Jak nie będziecie mieli pomysłów i nic się nie będzie działo, to się zastanowię czy przyśpieszać podróż, czy wprowadzać tu jakieś rzeczy.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Kaworu spoko, napisałem wam że takie rzeczy są za tyle, więc są.
-
Twórczość własna i zastrzyki dopaminy, czyli co tu robimyOoo, ale fajny pomysł
Moich rzeczy większość jest niedokończona, ale może coś później wrzucę z tego, co mam. -
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarzeMacie odpis. W następnym poście dalej możecie jeszcze jeszcze pisać retrospektywnie o przygotowaniach, ale wątki w klubie już kończcie. Mój następny post będzie już końcem prologu, na statku wejdzie już prawdziwa fabuła.
Jeśli chcecie, możecie wprowadzić jakiegoś enpeca ze sobą, którego przejmiecie, jeśli wasza postać by zginęła.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]Ranek 14 marca 1932 r., port
Chłodna mgła nad zatoką leniwie wślizguje się w ulice San Francisco, jakby uciekała przed porannym słońcem, nie chcąc jeszcze zbyt szybko ustąpić miejsca dniowi. Na nabrzeżu przy Union Station jest jeszcze cicho. Może nie całkiem, bo tu nigdy nie jest całkiem cicho, ale to ta szczególna cisza portu o świcie, w której każdy dźwięk brzmi wyraźniej niż zwykle: zgrzyt kół wózka transportowego, metaliczny stuk łańcucha, krzyk mewy, nawet przeciągłe ziewnięcie jakiegoś portowego robotnika jest o wiele bardziej słyszalne. W powietrzu zaś unosi się zapach zapach soli i ropy.
Zbieracie się w umówionym miejscu w dokach. Kiedy pojawiacie się tu rankiem, niektórzy już tu są. W oczach wszystkich widać brak snu poprzedniej nocy. Na twarzach wymalowaną macie świadomość stania na granicy czegoś, czego jeszcze nie do końca potraficie nazwać. Wierzycie jednak, że jesteście o krok od przekroczenia granicy szaleństwa. Co jest za tą zaciągniętą przez mgłę zasłoną nad oceanem? Już niedługo poznacie odpowiedź. O ile, oczywiście, przez nią zajrzycie. Doskonale o tym wiecie, że dopóki wasze stopy trzymają się na stałym lądzie, jeszcze możecie się wycofać. Jak tylko wejdziecie na statek, a ten z hukiem silnika odbije od brzegu, nie będzie już odwrotu.
Statek już na was czeka. Wygląda jak egzemplarz, który już dawno powinien przejść na emeryturę. Farba łuszczy się z burt szerokimi płatami, odsłaniając warstwy wcześniejszych kolorów. Nadbudówka nosi na sobie ślady setek podróży: przetarcia, wgięcia, smugi brudu, który wżarł się w metal już na dobre. Z wnętrza dobiega wasze nozdrza zapach ropy i przypalonej kawy. Silnik warczy równo, trap skrzyni stoi przy każdym kroku, a cumy są napięte niczym wasze nerwy przed podróżą w nieznane.
Nie jesteście tu sami. Nieco z boku, pośród stosu skrzyń, Eleonora (@kaworu) zauważa znajomą już sobie trójkę. Samuel, ten w okularach, który na spotkaniu wszystko notował i wyraził przed nią swoje obawy, choć ma na sobie dokładnie ten sam cienki płaszcz, co wtedy, dziś wygląda nieco bardziej... zdecydowanie. Nie ma już przy w dłoni ołówka i notesu, ale wpatruje się w ocean z wyraźnie zadowoloną miną. Nate, ten najmłodszy entuzjasta, krąży wokół niego, wyraźnie pobudzony. Co chwilę poprawia beret, coś mówi do reszty żywo gestykulując. Rosa stoi nieco dalej, popalając papierosa.
Jeszcze dalej, nieco bliżej trapu, stoi równie wam znajoma czwórka. Rozstawieni luźno, jakby przypadkiem, ale zbyt dobrze ustawieni względem siebie, żeby po prostu uznać to za przypadek. Łysy w zielonkawej kurtce stoi najbliżej wejścia na pokład, a jego głowa porusza się dokładnie tym samym dziwnym ruchem co wcześniej. Stary z wąsami pali papierosa, obserwując otoczenie przez swoje ciemne szkła. Tak, nawet we mgle nie wyzbył się swoich ciemnych okularów. Gruby mówi coś półgłosem do starego, ubranego dziś, dla odmiany, we flagę Stanów Skonfederowanych pod cienką kurtką z napisem z tyłu głoszącym White Power. Pałki nadal mają przy sobie, nawet nie próbując ich ukryć.
Chance'a jeszcze nie ma. Ale wraz z jego przybiciem minie wasza ostatnia, nomen omen, szansa na ewentualne wycofanie się. Czy jesteście gotowi? Za moment nie będzie już czasu na dalsze przygotowania i zastanawianie się, czy przejść przez tę granicę, czy jednak zostać tu. Bo tu jest może ciężko i przaśno, ale przynajmniej znajomo. Tam jest zupełnie inny świat.

-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Ketharian nie tyle wynosiła, tylko tyle mogła maksymalnie wynosić
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Elvis powiedzmy, że jak wyżej 4$ za całość
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Kaworu a nie ma tego w cenniku?
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Kaworu nie ma czegoś takiego jak bazowa majętność, równie dobrze można mieć zero
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarzeAle fajna dynamika wam wyszła, podział na "inteligencję" i "ludzi czynu", fajnie to wygląda

-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Cygan powiedzmy, że za wszystko zapłacisz 4$
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarzeOjej, długo by opowiadać xD Ja w erpegi wciągnąłem się na etapie podstawówki, czyli jakieś 20 lat temu. Kolega miał bitewnego Warhammera, do tego drudycję, więc graliśmy właściwie na każdej przerwie i później po szkole, mega mnie to wtedy wciągnęło. W gimnazjum i liceum też trochę grałem, ale mniej, a później jakoś od tego odszedłem. Wróciłem pod koniec studiów, a jak skończyła się pandemia i zaczęły być na nowo robione eventy erpegowe w Warszawie, wszedłem w to całą mocą i siedzę do dziś. Jeśli chodzi o pisane rpg, to po raz pierwszy zetknąłem się z tym ok. 2013 r. poprzez tzw. AARy (czyli after action report, to takie opowiadania pisane na podstawie stoczonych rozgrywek w jakąś grę, najczęściej strategiczną, której nadaje się fabułę) na forum wayofwar. Tam ktoś zaproponował zabawę, że będziemy grać Hiszpanią w Victorię i podejmować na forum decyzje jako parlament, a później mistrz gry będzie te nasze decyzje wprowadzał w grze i nas informował o skutkach. Potem się dowiedziałem, że nie był to jego oryginalny pomysł i faktycznie istnieje coś takiego, jak pbf. Później zdarzało mi się grywać na forach, ale ponieważ po mniej więcej 2018 r. zaczęły one masowo znikać, to i ja przestałem się w to bawić, bo już mnie to irytowało. Na LastInn trafiłem właśnie dzięki sesji w tę kampanię, którą teraz prowadzę wam, którą ktoś mi polecił do przeczytania i która była absolutnie genialna. Ale LI już nie ma, czytać już nie mogę, więc... przyszedłem tutaj i tym razem prowadzę to samo
Co do settingów, to lubię dużo. ZC prowadzę najczęściej, bo ma bardzo niski próg wejścia, ale lubię też Warhammera, 7th Sea, Harry'ego Pottera, no i oczywiście wszystkie możliwe settingi historyczne. -
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Kaworu wszystko mi wysyłałeś na priv, jeśli chodzi o "umiejki", a cennik wrzuciłem wyżej
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@cygan jeśli chcesz badać ten kieł, musisz rzucić na wiedzę o naturze, ewentualnie jakąś naukę
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarzeJeśli chodzi o naukę umiejek w samej grze, to wygląda to tak, że w trakcje sesji zaznacza się na karcie postaci rzeczy, na które się rzucało. Później, po sesji, na każdą z nich rzuca się najpierw k100, żeby sprawdzić czy się czegoś jeszcze nauczyło, i trzeba wyrzucić przynajmniej tyle, ile wynosi wartość umiejki (czyli im bardziej się umie, tym trudniej uczyć się tego dalej). Jeśli się czegoś nauczyło, rzuca się k10 i o tyle podnosi umiejkę. Natomiast w naszej kampanii, gdzie taki system jest nie do wprowadzenia, będę wam dawał właśnie takie możliwości jak tutaj, czyli rozwój fabularny, ewentualnie właśnie na zasadzie takiej, jak działają przestoje w blades in the dark, czyli jak nic nie robicie, to możecie się uczyć. Czyli na statku będzie na to czas (taki statek płynie ok. 3 tygodni, zresztą... nie płyniecie prosto do ZSRR, ale to już... niespodzianka
) -
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Elvis to możesz sobie w karcie dopisać 9 do psychologii

-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Elvis Widzisz bardzo dokładnie, ponad wszelką wątpliwość, że Chance ma coś do ukrycia. Jest też bardzo zmieszany, wygląda tak, jakbyś uderzyła w jego czuły punkt. Albo się czegoś boi, albo wstydzi. A jak masz 1/5, to mogę Ci jeszcze pozwolić rozwinąć umiejętność. Możesz podnieść sobie psychologię o k10.