@Ketharian możemy uznać, że jest szansa, że zostaną zauważeni
Gordian
Posty
-
Ścieżki Przeklętych - komentarze -
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Kaworu wiem, wiem, przepraszam
trochę nie mam czasu ostatnio. Do piątku powinienem się z tym uporać -
Ścieżki Przeklętych - komentarzePoproszę o rzut k8 na komplikacje dla Wulfa i Rolfa
- Nadepnięcie na suchą gałąź, co zwraca uwagę zwierzoludzi.
- Nadepnięcie na kamienie, które zaczynają się osuwać - ściągnięcie uwagi zwierzoludzi + konieczny rzut na zręczność, nieudany oznacza -1hp
- Wiatr zmienia kierunek i zwierzoludzie czują wasz zapach.
- Jeden ze zwierzoludzi idzie z jakiegoś powodu w waszym kierunku.
- Zostajecie zauważeni przez kapłana, który gwałtownie się porusza, co nie umyka uwadze zwierzoludzi.
- Zwierzoludzie zaczynają mordowanie kapłana.
- Ktoś ze zwierzoludzi dorzuca drewna do ogniska, co daje im wyraźne światło na zwiadowców.
- Okazuje się, że zwierzoludzi jest więcej (o k4+1), a reszta zachodzi zwiadowców od tyłu i alarmuje resztę.
-
Ścieżki Przeklętych - komentarze@Ketharian macie mocny element zaskoczenia, więc szansa jest 80/20. Możesz rzucić k100, jak wyjdzie powyżej 80, to wymyślę wam jakiś encounter.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Kaworu kurczę, faktycznie 🥺 uzupełnię to jutro, sorki
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Lubesz sprawdzasz wartość punktów szczęścia, rzucasz k100 i musisz rzucić mniej, niż masz punktów szczęścia. Jeśli nie masz na karcie szczęścia, to jego wartość wynosi 3k6*5
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Lubesz Dobrze, to załóżmy że nie będą mieli nic przeciwko, żeby ktoś się dosiadł. A jeśli chodzi o wynik, to możesz rzucić na szczęście - udany test oznacza, że wygrałeś tyle, o ile ci się rzut udał, a przegrany - odwrotnie.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu]WALTER, ELEONORA I VIOLET
Violet ledwie zdążyła przyłożyć maskę do twarzy, kiedy powtórzyło się to, czego byli świadkami ledwie kilka minut temu. Tym razem jednak nikt już nie miał wątpliwości do tego, co za moment nastąpi. Znów drewno na twarzy dziewczyny się rozgrzało, macki drgnęły i oplotły jej twarz, a niewielkie przyssawki wbiły się w jej skórę, pobierając daninę z krwi. Ciemne drewno ponownie nabrało cielistego koloru, a potem znikło, wtapiając się w twarz Violet, choć ta nadal czuła obecność maski na twarzy.
Oto przed Walterem, Eleonorą i madame Beaumont stała... Violet Shane. Ta sama Violet Shane, którą znali, z tymi samymi rudymi włosami, piegami - nie zmieniło się w niej absolutnie nic. Przeszło ich wówczas ukłucie zaskoczenia, nawet samą Violet, która w lustrze widziała dokładnie tę samą siebie, co wcześniej. Może maska na nią nie działa... Tylko czy aby na pewno?
Violet opuściła oczy w wyrazie smutku, i w ten sposób jej wzrok w naturalny sposób padł na aparat, który jeszcze przed chwilą trzymała w dłoniach. I wtedy to przyszło. Jeszcze kilka minut temu wiedziała o tym aparacie tyle, że robi zdjęcia. Nie miała bladego pojęcia o tym, w jaki on właściwie sposób działa, i właśnie dlatego tak ją fascynowały opowieści Waltera, który zdawał się wiedzieć o takich rzeczach wszystko. Ale teraz... teraz wszystko wydawało się być zupełnie inne, takie... proste. Śmieszne wręcz, że ona mogła tego nie wiedzieć! Mechanizm migawki, przysłona, układ soczewek, sposób prowadzenia kliszy, zależność czasu naświetlania od ilości światła - jak w ogóle ktokolwiek może tego nie wiedzieć? Nawet nie trzeba rozkręcać aparatu, żeby wiedzieć co znajduje się w środku - przecież to jest banalnie proste, nawet mały bobas to wie i rozumie dlaczego każde z tych rozwiązań działa właśnie w taki sposób i co należy zmienić, jeśli chce się osiągnąć inny rezultat. Przecież to jest wręcz banalnie proste!
I wtedy przypomniała sobie szlifierkę, którą "pożyczyła sobie" ze sklepu rodziców. Uśmiechnęła się pod nosem. Przecież zasada działania silnika elektrycznego była tak banalna... Nawet sposób, w jaki Walter pokazywał jej jak należy trzymać szlifierkę stał się oczywisty, wiadomo przecież że kierunek obrotu tarczy, wszystkie siły działające podczas kontaktu z materiałem czy ryzyko odrzutu - wszystko to było ze sobą połączone w tak prosty i logiczny sposób, że tego się nie da nie wiedzieć.
Podniosła głowę, na której malował się teraz uśmiech, i rozejrzała się dookoła. Dostrzegła obraz wiszący na ścianie pokoju madame. Wystarczyło na niego popatrzeć i już wiedziała o nim absolutnie wszystko: płótno lniane, grunt klejowo-kredowy, farby olejne, warstwy nakładane w kilku etapach... Spojrzała poniżej. Biurko - orzech, fornir na tańszym drewnie konstrukcyjnym, francuska robota, II połowa XIX wieku. Szuflada po lewej była naprawiana, a ktoś użył tam innego materiału. Fotel - mahoniowy. Dywan - perski, wełna, ręcznie wiązany, wzór charakterystyczny dla konkretnego regionu - Violet nie musiała się nawet tego uczyć. Ona to wszystko po prostu wiedziała.
Przenosiła wzrok z przedmiotu na przedmiot, włącznie z całą resztą swoich towarzyszy, patrząc na ich ubiór i akcesoria, które nosili. To nawet nie tak, że ona sobie teraz nagle o tym wszystkim przypomniała. Nawet nie zastanawiała się nad tym skąd ona właściwie ma wszystkie te informacje, nie przypominała sobie żadnej książki, wykładu ani niczego w tym rodzaju - ona to po prostu wiedziała.
Najdziwniejsze było jednak to jak bardzo banalne jej się to wydawało. Jeszcze przed chwilą nie wiedziała nic lub prawie nic o otaczającym ją świecie. Teraz - wystarczyło spojrzeć, i nagle wszystko stawało się jasne.
Reszta obserwowała jej poruszającą się we wszystkich kierunkach z wypisaną na niej fascynacją twarz. Oczekiwali przekształcenia jej w boginię piękna, tymczasem zupełnie tego nie dostrzegli. Nie dało się jednak nie spostrzec, że coś się z nią jednak zadziało. Coś o wiele bardziej subtelnego, niż w przypadku Waltera, ale nadal widocznego.
I...? - w końcu odezwała się pijanym głosem madame. - Co się stało?Violet otrzymuje WYKSZTAŁCENIE 130 na czas noszenia maski oraz testuje poczytalność (strata 1 pkt przy sukcesie lub k8 przy porażce). Może ją teraz zdjąć dokładnie tak samo jak Walter. Walter, Eleonora i madame wykonują test MOCY. Violet również wykonuje test MOCY, jeśli spróbuje maskę zdjąć lub zgodzi się ją komuś oddać. Nieudany test nie zmusza automatycznie nikogo do konkretnego działania, oznacza natomiast, że pragnienie posiadania/noszenia maski staje się na tyle silne, że powinno zostać uwzględnione w odgrywaniu postaci.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarzeZrobię teraz odpis dla @cygan, @agnes i @kaworu, linia @ketharian i @lubesz nie wymaga w tym momencie ingerencji, więc niech chłopaki grają dalej.
-
Ścieżki Przeklętych - komentarze@Ketharian Załóżmy, że będzie za. I myślę, że może zginąć podczas tej misji, żeby rozwiązać jego problem.
Czy potrzebujecie w tym momencie posta fabularnego, czy wystarczą wam udzielone wyżej informacje? Bo z racji tego, że i tak poszliście już do walki i Wulf wszystko opisał, nie wiem czy jest konieczne żebym coś tam w tej kolejce dodawał... -
Ścieżki Przeklętych - komentarze
staty zwierzoludzi, jeśli chcecie rozgrywać walkę, cała czwórka to ungory
-
Ścieżki Przeklętych - komentarzeTak, wszystko to co @ketharian napisał było uzgodnione ze mną, więc traktujcie to jako kanoniczną informację
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarzeZostał jeszcze @cygan prawda?
-
Ścieżki Przeklętych - komentarzeJak coś, to ja spokojnie dla 2-3 osób poprowadzę. Jak ktoś chce odejść - jego sprawa, ale ja kampanię mogę do ostatniego chętnego gracza prowadzić.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Ketharian masz wartość bazową. Zobacz sobie na wzór karty postaci, np. na stronie black monków, i tam w nawiasie masz wartość bazową. Tu jest chyba 20 albo 25%.
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Ketharian rzuć na gadaninę albo zastraszanie, wtedy zobaczysz czy się udało
-
Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze@Kaworu spoko, zasadniczo nikt tutaj nie jest wyrywny, i tak jesteś pierwszy
już się chyba ludziom ta sesja znudziła. Ale spoko, już macie haka na wyjazd z Japonii. -
Morphameron"Biała łuna" i "The king in the silver mask" - jestem zainteresowany

-
Ścieżki PrzeklętychDrakwald
MATTHIAS I ADOLF
Strzała Matthiasa trafiła sarnę czysto i zwierzę po kilku krokach padło martwe pomiędzy paprocie. Dopiero z bliska obaj zauważyli, że wcześniej musiała przed czymś uciekać: na nodze miała świeże rozcięcie, na sierści utkwiły krótkie czarne włosy, a w miękkiej ziemi wokół odcisnęły się ślady rozdwojonych racic prowadzące z tego samego kierunku, z którego docierał zapach dymu. Adolf zaczął tymczasem zbierać drewno, lecz mimo starań nie poruszał się bezszelestnie i po chwili obaj usłyszeli wyraźny ruch w lesie. Ktoś się do nich zbliżał. Niedługo później pomiędzy drzewami dostrzegli bladą łunę światła bijącą z magicznego kostura.
ROLF I WULF
Trop, którym szli, był świeży i stosunkowo łatwy do odczytania. Zwierzoludzie nawet nie próbowali zacierać śladów, nie było to w ich naturze ani nie byli na tyle inteligentni. Połamane gałązki, rozdeptane paprocie i głębokie odciski racic prowadziły coraz dalej w mrok, ale po kilkudziesięciu krokach do uszu tropiciela dotarł wyraźny trzask. Nagle pomiędzy drzewami zamajaczył ruch. Mężczyźni już zdążyli się przestraszyć, kiedy dostrzegli Matthiasa i trzymaną na jego ramionach sarnę.
AURIEL (I VICTOR?)
Kostur szybko odpowiedział na wyszeptaną inkantację. Przez chwilę pomiędzy palcami maga zatańczył chłodny, biały blask. Nie przypominał ciepłego światła pochodni ani drżącego płomienia świecy. Było to czyste, niemal nierzeczywiste światło, które wydobyło z mroku korę najbliższych drzew, źdźbła trawy oraz postrzępiony skrawek czarnej tkaniny z symbolem Sigmara. Wkrótce jednak blask światła rozświetlił najpierw Matthiasa, później Wulfa, a na końcu całą resztę.
-
Format PBF - zalety (i ewentualne wady)Ja lubię jedno i drugie. Przez forum więcej rzeczy można przemyśleć, też można odpisać w wolnym czasie, nie trzeba szukać na siłę miejsca w grafiku na kolejną sesję, jeśli tego po prostu brakuje. U mnie np. w wakacje spoko, ale poza nimi właściwie każde moje popołudnie jest zajęte albo potencjalnie zajęte przez różne moje zobowiązania, a weekendy wolę zostawić bez odgórnych planów, żebym mógł pozwolić sobie na jakiś wyjazd od czasu do czasu, lub po prostu czas dla siebie. Na sesję realną mam wygospodarowane jedno popołudnie w tygodniu z moją stałą drużyną, ale to jednocześnie trochę mało, bo czasem chce się zagrać coś innego, niż to co gramy razem. I właśnie stąd forum. Choć oczywiście to dla mnie alternatywa, podobnie jak sesje online, po które sięgam tylko w absolutnej ostateczności - nic dla mnie nie zastąpi sesji na żywo przy stole, bo to przede wszystkim element życia społecznego.