Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
GordianG

Gordian

@Gordian
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
213
Tematy
10
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
2
Obserwowani
1

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Mój dom murem podzielony [Glina]
    GordianG Gordian

    Mój dom murem podzielony

    obrazek

    Berlin, rok 1958. Miasto ciągle nosi blizny wojny. W wielu miejscach między odbudowanymi kamienicami widać jeszcze ruiny zbombardowanych i zniszczonych przez artylerię domów. Po ulicach jeżdżą nowe samochody, otwierają się sklepy, kina czy bary, a mieszkańcy w gazetach coraz częściej widzą informacje o "cudzie gospodarczym". Życie zdaje się wracać do normy.

    Ale Berlin nie jest zwykłym miastem. To wyspa zachodu pośrodku wschodniego świata. Przechodzisz przez ulicę i już jesteś w innym kraju, z innym systemem gospodarczym, politycznym i społecznym. Granica wciąż jest porowata. Ludzie przechodzą przez nią codziennie, odwiedzając rodzinę, handlując, a czasami uciekając. W powietrzu czuć napięcie, choć większość mieszkańców stara się o nim nie myśleć.

    Policja w Berlinie ma szczególne zadanie. Musi pilnować porządku w mieście, które nigdy nie śpi, a co gorsza - w którym każde przestępstwo może się okazać czymś więcej. Każda kradzież to potencjalna próba przemytu przez granicę sektorową. Każde zabójstwo to potencjalny zamach lub likwidacja szpiega. Każda bójka w barze równie dobrze może stać się pretekstem do rozpętania III wojny światowej.

    W takim właśnie mieście toczy się ta historia. Jej bohaterowie to członkowie berlińskiej Kriminalpolizei. Każdy z nich ma swoją przeszłość, swoje ambicje i tajemnice. Wszyscy jednak wiedzą jedno - w Belinie nic nie jest takie, jak na początku się wydaje. Zwłaszcza, że nad miastem zaczynają zbierać się czarne chmury...

    ***

    Jak powyższy opis wspomina, gracze wcielą się w berlińskich policjantów pod koniec lat 50. XX w. Będziemy grać w "Glinę" - polski system oparty na mechanice Gumshoe z elementami PbtA, który polega na odgrywaniu policjantów. Nie jest to zwykły system o prowadzeniu śledztw. Te oczywiście występują i są integralną częścią gry, tak szczególny nacisk kładzie się na osobiste przeżycia bohaterów graczy, na to jak praca w policji wpływa na ich życie prywatne i vice versa. Policjanci są tu zwykłymi ludźmi, z własnymi problemami, traumami, ambicjami i ogólnie pojętym życiowym bagażem.

    Nie wymagam znajomości systemu, będę pomagał. Natomiast dobrze by było, gdyby gracze mieli jakieś ogólne pojęcie o historii Niemiec i w ogóle Europy i świata w połowie XX wieku. Nie będę wymagał żadnych wielkich szczegółów, chodzi o wiedzę bardziej na poziomie "szkolnym", tzn. co się działo wtedy z Berlinem, w jakim położeniu znajdowały się wtedy Niemcy (podział na dwa państwa, potencjalny punkt zapalny zimnej wojny, nazistowska przeszłość i jej skutki) itp. Dobrze by było się też nastawić na to, że ten system jest wręcz stworzony do "ciężkiego" grania. Wątki różnego rodzaju traum, niejednoznacznych moralnie decyzji, rozsypującego się życia zawodowego lub/i prywatnego itp. to rzeczy, na które trzeba być tu gotowym.

    Podsumowanie

    • System: Glina
    • Ilość graczy: 3-5
    • Kryteria przyjęcia graczy: chęć do gry, akceptacja triggerów, przynajmniej pobieżna znajomość realiów epoki i przesłanie mi koncepcji swojej postaci.
    • Platforma: forum
    • Częstotliwość odpisów: 2 posty tygodniowo (w miarę możliwości, ale regularnie rzadsze odpisywanie uznam za rezygnację z gry i przejmę kontrolę nad postacią)
    • Dokumenty Google: może
    • Termin zakończenia rekrutacji: chwilowo zawieszona
    Archiwum

  • Warhammer - Ścieżki przeklętych
    GordianG Gordian

    Warhammer - Ścieżki przeklętych

    obrazek

    Siły Chaosu powoli ustępują. Wielka armia Archeona została rozbita pod Middenheim. Niedobitki plugawych istot kryją się jeszcze w mrocznych lasach Middenlandu, jednak armia imperialna systematycznie likwiduje ostatnie obozy najeźdźców. W powietrzu wyraźnie wyczuwalna jest woń triumfu. Chaos jednak nie zamierza tak łatwo złożyć broni, a zagrożenie tym razem nadejdzie z najmniej spodziewanej strony.

    ***

    Zagramy w trzyczęściową kampanię do drugiej edycji Warhammera. Gramy w jej domyślnym settingu, to znaczy zaraz po Burzy Chaosu. Nie jest wymagana znajomość świata, bardziej konwencja tej gry - z uniwersum chętnie pomogę. Początkowe postacie mogą być rasy i profesji dowolnej (aczkolwiek jakby ktoś chciał grać akolitą lub kapłanem Ulryka lub przynajmniej ulrykaninem, mogłoby być ciekawie xD), na pierwszym lub ewentualnie drugim poziomie profesji (1500 pd do rozdania na początek). Ta kampania to taki miszmasz wszystkich możliwych rzeczy: trochę walki, trochę eksploracji, trochę śledztwa, trochę intrygi, właściwie to po trochu wszystkiego. Założenie jest takie, że na początku wojny zostaliście wcieleni do armii imperialnej i ruszyliście w kierunku sił Chaosu, jednak graf Boris Todbrigen z Middenheim poradził sobie z Archeonem jeszcze zanim zdążyliście tam dotrzeć. Armia została rozpuszczona i teoretycznie możecie wrócić do domu, ale jest jednak coś, co każe wam zostać. Co? A to się już przekonacie... Zaczynać będziemy w małej wiosce w Middenlandzie, na brzegu Drakwaldu, gdzie rozbiliście swój obóz. Zakładam, że się już znacie, a przynajmniej połączył was ów krótki epizod w armii. Chciałbym też zauważyć, że ta kampania ma już swoje lata i w czasach, w których powstała, nie zawracano sobie głowy czymś tak przyziemnym jak "motywacja bohaterów", wychodząc z założenia, że są oni bohaterami i właśnie z tego powodu rzucają się w wir przygody.

    ZGŁOSZENIA TYLKO NA PRIV!!!

    Podsumowanie

    • System: Warhammer, domyślnie 2ed, ale osobiście wolałbym prowadzić to na czymś prostszym. Zwłaszcza sesje pisane, gdzie jeśli dojdzie do walki, mogą się one ciągnąć w nieskończoność. Więc najprawdopodobniej będziemy rozgrywać je prostymi rzutami i narracyjnie (hit=zabity), poza walkami z bossami, które rozgrywamy z pełnymi zasadami. Wiem, że to może trochę zabić to, co tygryski w starym, dobrym młotku lubią najbardziej, czyli bardzo wysoki poziom trudności, ale trudno - nie wyobrażam sobie prowadzić każdej walki z pełnymi zasadami. Chyba, że ma ktoś jakiś lepszy pomysł, wtedy wysłucham i zdecyduję.
    • Ilość graczy: 3-5
    • Kryteria przyjęcia graczy: Kto pierwszy, ten lepszy. Liczy się jednak nie samo zgłoszenie, ale zaakceptowanie przeze mnie karty postaci. Jeśli ktoś nie potrafi - piszcie, pomogę, choć w internecie jest tyle poradników i generatorów, nawet jak ktoś nie ma podręcznika, że idzie się o to potknąć. Polecam użyć tej z uwagi na wypisane wszystkie zdolności wraz z ich efektami.
    • Platforma: forum
    • Częstotliwość odpisów: Nie chcę wyznaczać sztywnych granic, bo i tak później życie wszystko weryfikuje. Ale jeśli nie pojawi się odpis przez dwa tygodnie, zacznę drążyć i zastrzegam sobie wówczas prawo do usunięcia z gry.
    • Dokumenty Google: Raczej nie, chyba że zdecydujemy się trzymać tam karty postaci.
    • Użycie AI: Jest to dla mnie okej, tylko pilnujcie proszę jakości tego tekstu, bo chatgpt lubi czasem np. zrobić angielskie wstawki. Generalnie proszę o zachowanie pewnej dozy poprawności językowej, więc jeśli ktoś ma z tym problem, lepiej już skorzystać z AI.
    • Przewidywana długość sesji: Nie wiem, trudno mi przewidzieć, ale długo. Prowadziłem na żywo tylko pierwszą część i było to około 8-10 sesji.
    • Termin zakończenia rekrutacji: Koniec lipca lub wyczerpanie limitu graczy.

    Aktualny stan rekrutacji:

    1. Dekameron
    2. Silentsuicide
    3. Kynikos
    4. Ketharian
    5. Piołun
    Archiwum warhammer ścieżkiprzeklętych

  • WFRP jest jak każdy widzi, ale jak widzicie swoją wymarzoną sesję Młotka?
    GordianG Gordian

    Hej! Zostałem wywołany, więc się wypowiadam 😅 Podobnie jak poprzednicy, w młotku lubię drogę od zera do bohatera. Poza tym, po prostu uwielbiam to uniwersum. Powstało w epoce strachu przed Czarnobylem i to bardzo wyraźnie widać, ale to uczyniło je bardzo ciekawym jak dla mnie, z wątkiem mutacji, łowców czarownic itp. Więc moja wymarzona sesja pewnie uderzałaby w te tony. Natomiast dla mnie, niezależnie od systemu, najważniejsza jest fabularność, odgrywanie i emocje, więc tego nie mogłoby zabraknąć. A ja lubiłem zawsze młotka właśnie za to, że, w przeciwieństwie do dnd, takie granie wspierał.

    Dyskusje RPG warhammer warhammer 4ed

  • Ścieżki Przeklętych
    GordianG Gordian

    ROLF I WULF

    Dwaj mężczyźni ruszyli wzdłuż ściany lasu, nie oddalając się od polany bardziej, niż było to konieczne. Początkowo ziemia nie zdradzała nic niepokojącego. Wyschnięta trawa uginała się pod butami, a wiatr poruszał jedynie najwyższymi gałęziami drzew. Nieopodal, w płytkim obniżeniu terenu, odnaleźli niewielki strumień. Woda była chłodna i przejrzysta, zdecydowanie nadawała się do picia, choć pewnie rozsądnie byłoby ją przegotować. W pobliżu nie brakowało również martwych gałęzi i suchego drewna, które bez problemu można było zebrać i rozpalić przy ich pomocy ognisko, bez zapuszczania się głębiej w las i narażania się na większe niebezpieczeństwo.
    Kiedy wracali, Wulfowi nagle rzuciło się coś w oczy. Pod miękką ziemią przy brzegu strumienia odcisnęło się kilka różnych śladów. Na pierwszy rzut oka trudno było powiedzieć do kogo należą. Obok śladów bosych, szerokich stóp ludzkich widniały głębokie odciski rozdwojonych racic. Grupa liczyła co najmniej pięć stworzeń, być może więcej. Przeszły tędy niedawno, kilka godzin temu, nie więcej.
    Między ich tropami ciągnęła się niewielka bruzda, jakby coś ciężkiego wleczono po ziemi. Wulf dostrzegł również odciski podkutych butów. Człowiek szedł nierówno, potykając się, a w kilku miejscach jego ślady zupełnie znikły, zastąpione przez bruzdę i pojedyncze krople krwi. Nie wyglądało to na ślad zabitego zwierzęcia. Kogoś prowadzono albo ciągnięto do lasu.
    Rolf zauważył natomiast coś innego. Trop przez dłuższy czas biegł równolegle do drogi, pozostając tuż za pierwszą linią drzew. Dopiero kilkaset kroków dalej stworzenia skręciły głębiej w Drakwald. Nie poruszały się przypadkowo, lecz obserwowały trakt, pozostając niewidoczne dla idących nim podróżnych. Ślady znikały gdzieś pomiędzy drzewami.

    AURIEL I VIKTOR

    Gdy reszta drużyny ruszyła, Auriel i Viktor pozostali na polanie, by zająć się obozem. Przez chwilę dochodził do nich jeszcze szelest kroków i trzask łamanych gałązek, lecz dźwięki te szybko rozpłynęły się po okolicy i stały się częścią wszechogarniającej ciszy. Wkrótce zostali sami pośród wysokich traw, z ciemniejącym lasem po jednej stronie i pustą drogą po drugiej.
    Wybrane miejsce nadawało się na obóz lepiej, niż mogło się początkowo wydawać. Pagórek wznosił się nieznacznie ponad otaczający teren, dzięki czemu nawet po deszczu nie powinna zbierać się tutaj woda. Z jego szczytu można było obserwować zarówno drogę, jak i znaczną część polany, a najbliższe drzewa znajdowały się wystarczająco daleko, by nikt nie mógł podejść pod osłoną gałęzi aż do samego ogniska. W trawie nie było nor ani świeżych śladów dużych drapieżników. Nic nie próbowało również ugryźć ich w nogę, gdy oczyszczali miejsce pod posłania.
    Kiedy mag uniósł swój biały kostur i otworzył zmysły na przepływ Aethyru, otaczający go świat na moment nabrał innego wymiaru. Blade, ledwie dostrzegalne smugi Wiatrów Magii przesuwały się ponad ziemią i prześlizgiwały pomiędzy pniami. Były kapryśne i niespokojne, jak zwykle w tak starym lesie, nie skupiały się jednak wokół żadnego konkretnego miejsca. Auriel nie odnalazł śladu niedawno rzuconego zaklęcia, magicznego przedmiotu ani istoty aktywnie kształtującej Wiatry. Cokolwiek kryło się w Drakwaldzie, nie zdradzało swojej obecności za pomocą magii.
    Viktor tymczasem obchodził wzniesienie, ugniatając butem wysoką trawę i wypatrując kamieni, korzeni oraz innych przeszkód, które po zmroku mogłyby utrudniać poruszanie się po obozowisku. Po zachodniej stronie pagórka zauważył, że źdźbła leżały płasko na ziemi. Nie był to skutek wiatru. Ktoś przebywał tam niedawno, ukryty w zagłębieniu pomiędzy trawami i niewielkim krzewem tarniny.
    Zdeptany obszar był zbyt duży, by pozostawił go jeden człowiek. Ziemię znaczyły rozmazane wgłębienia, lecz była zbyt twarda, aby zachować wyraźne tropy. Dopiero przy kolczastym krzewie Viktor dostrzegł coś jaśniejszego, zaczepionego o jedną z gałęzi. Był to wąski pas czarnego, grubego sukna, oderwany od dłuższej szaty. Jedna jego krawędź była postrzępiona, jakby materiał rozerwano gwałtownym szarpnięciem. Drugą zdobił haft wykonany srebrną i czerwoną nicią: ciężki młot na tle komety o dwóch ogonach.
    Kilka kroków dalej, tuż przy granicy lasu, trawa była przygnieciona w wąskim pasie prowadzącym między drzewa. Wyglądało to tak, jakby kogoś przewrócono, a następnie zaciągnięto w stronę Drakwaldu.

    MATTHIAS I ADOLF

    Matthias i Adolf zagłębili się pomiędzy drzewa, pozostawiając za sobą bladą poświatę otwartej polany. Już po kilkunastu krokach las zdawał się zamknąć wokół nich. Pnie rosły gęsto, niskie gałęzie zahaczały o ramiona, a ziemię pokrywała gruba warstwa zeszłorocznych liści, igliwia i wilgotnego mchu. Każdy nieostrożny krok mógł zdradzić ich obecność trzaskiem gałęzi.
    Początkowo nie znaleźli niczego, co nadawałoby się na kolację. Las pozostawał niepokojąco cichy, jakby zwierzyna opuściła tę część kniei albo ukryła się głębiej w swoich legowiskach. Nie widzieli ptaków, nie słyszeli szelestu drobnych zwierząt. Nawet owady zdawały się ucichnąć wraz z nadejściem wieczoru. Dopiero po pewnym czasie Matthias dostrzegł ruch pomiędzy drzewami. Na niewielkiej przecince stała młoda sarna.
    Nie uciekła od razu. Znieruchomiała z uniesioną głową, wpatrując się w przestrzeń szeroko otwartymi oczami. Jej boki poruszały się szybko, jakby zwierzę od dłuższego czasu biegło albo znajdowało się w stanie skrajnego wyczerpania. Na sierści widniały smugi błota, a jedna z tylnych nóg drżała przy każdym ostrożnym kroku. Nie zachowywała się jak zdrowe leśne zwierzę, nie poruszała się pewnie, nie próbowała również znaleźć osłony w gęstwinie. Obracała głowę raz w jedną, raz w drugą stronę, jakby sama nie wiedziała, skąd przyszła ani którędy powinna uciekać.
    Dzieliło ich od niej kilkadziesiąt kroków. Wiatr wiał od strony zwierzęcia, dzięki czemu nie mogło jeszcze wyczuć ich zapachu. Teren pomiędzy nimi porastały młode paprocie i niskie krzewy, zapewniające dość osłony, by spróbować podejść bliżej. Jeden nieostrożny ruch wystarczyłby jednak, aby sarna rzuciła się do ucieczki.
    Wtedy jednak do nozdrzy Adolfa dotarła woń dymu. Zapach napływał z głębi lasu, z kierunku położonego nieco na północ od miejsca, w którym stała sarna. Cóż, najwidoczniej ktoś kompletnie nie znał lub lekceważył zasady bezpieczeństwa w lesie... Chwilę później pojawił się kolejny zapach - pieczone mięso. Sarna także uniosła łeb w tamtym kierunku. Jej ciało napięło się, a uszy przylgnęły do głowy. Zrobiła jeden chwiejny krok w tył.
    Matthias i Adolf musieli zdecydować. Mogli skupić się na polowaniu, spróbować podejść zwierzę i zapewnić towarzyszom świeże mięso. Sarna była wystraszona i osłabiona, lecz wciąż mogła zniknąć pomiędzy drzewami przy najmniejszym błędzie. Mogli również porzucić łowy i ruszyć za zapachem dymu. Ktokolwiek rozpalił ognisko w głębi Drakwaldu, znajdował się poza zasięgiem wzroku pozostałych członków drużyny.
    A zmrok zapadał coraz szybciej...

    Archiwum

  • [Zew Cthulhu] Serce tajgi [REKRUTACJA ZAKOŃCZONA]
    GordianG Gordian

    Serce tajgi

    obrazek

    San Francisco, rok 1932. W ogarniętym wielkim kryzysem San Francisco szalony naukowiec głosi niedorzeczne teorie o znalezieniu śladów yeti, i to bynajmniej nie w Himalajach... Organizuje ekspedycję naukową, do której szuka śmiałków, obiecując sowitą zapłatę. W normalnych warunkach zapewne zostałby wyśmiany i zignorowany, a na jego wyprawę zgłosiłaby się może garstka podobnych szaleńców lub ludzi żądnych przygód. Aktualną sytuację jednak, w której ludzie stracili oszczędności swojego życia i chwytają się każdej pracy, jaka tylko wpadnie w ręce, byleby tylko mieć co położyć na talerzu i gdzie się przespać, trudno nazwać "normalną"...

    ***

    Zapraszam wszystkich na kampanię napisaną na podstawie tego arcyciekawego, acz nieco zapomnianego scenariusza do Zewu Cthulhu. Kilkanaście lat temu było on rozegrany na LastInn, i to właśnie lektura tej rozgrywki zainspirowała mnie do znacznego obudowania scenariusza i stworzenia kampanii na jego podstawie (wprowadziłem kilka istotnych modyfikacji w porównaniu z oryginałem). Poprowadziłem ją dwóm drużynom "na żywo", ale rozegranie jej też na forum jest bardzo kuszące.

    Zagramy według mechaniki siódmej edycji Zewu Cthulhu. Znajomość systemu nie jest wymagana, choć jest on banalnie prosty. Uniwersum to po prostu nasz realny świat z założeniem, że istnieją w nim nadprzyrodzone elementy, z czego wasze postacie mogą (ale nie muszą) zdawać sobie sprawę. Rzuty można wykonywać dowolnie, jakimkolwiek symulatorem lub fizycznymi kośćmi. Raczej ufam graczom, że nie oszukują w rzutach, bo to też mija się z celem, żadna wtedy jest z tego zabawa. Ze względu na specyfikę scenariusza, który ma charakter nieco survivalowy, wprowadzamy zasadę pilnowania pieniędzy i ekwipunku. Oznacza to, że jeśli postać nie określa, że coś ma lub w konkretny fabularny sposób coś zdobywa, to tego nie ma. Staram się nie zabijać postaci, chyba że gracz ewidentnie gra mocno ryzykownie lub sam wyrazi takie życzenie.

    Domyślnie postacie graczy są osobami, które na skutek kryzysu utraciły wszystko i są teraz zdesperowane do zrobienia czegokolwiek ze swoim życiem, aby tylko mieć jakąś nadzieję na lepsze jutro i jakiś cel w życiu inny, niż po prostu przeżycie. Traktujcie to jednak tylko jako pomoc w stworzeniu koncepcji postaci z logiczną motywacją rzucenia się w coś, co jest czystym szaleństwem. Jeśli macie swój pomysł, nie widzę żadnego problemu na samodzielne stworzenie pełnej koncepcji postaci.

    Podsumowanie

    • System: Zew Cthulhu, 7 ed.
    • Ilość graczy: 3-5
    • Kryteria przyjęcia graczy: chęć do gry i akceptacja zasad
    • Platforma: forum
    • Częstotliwość odpisów: 2 odpisy w tygodniu, w miarę możliwości - w przypadku dłuższego nieodpisywania zastrzegam sobie prawo do przejęcia kontroli nad postacią lub, jeśli gracz zniknie na dłuższy czas bez ostrzeżenia, zabicia jej
    • Dokumenty Google: raczej nie, ale zobaczymy
    • Termin zakończenia rekrutacji: koniec marca
    Archiwum zew cthulhu survival

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]
    GordianG Gordian

    PROLOG

    99f99898-cfe9-4493-98f1-4cae1bdb6fb1-image.png

    Przeznaczenie... Jakąż to ono rolę odgrywa w życiu człowieka? Czy w ogóle istnieje? Czy nasz los jest czymś odgórnie ustalonym, a wolna wola jest jedynie pozorem? Złudzeniem? Cienką zasłoną, za którą kryje się jakiś boski plan? A może jest odwrotnie i to my sami decydujemy o wszystkim, a ,,przeznaczenie" to tylko wygodne słowo na nazwanie czegoś, co nie potrafimy zrozumieć?

    Zatem czy to przeznaczenie, czy też zwykły przypadek sprawił, że pięcioro nieznajomych ludzi, pozornie niemających ze sobą nic wspólnego, rozrzuconych po różnych częściach miasta, ludzi o odmiennych historiach, sekretach i marzeniach, przeczytało ten sam artykuł w gazecie i postanowiło na niego odpowiedzieć? Kto wie... Może to zbieg okoliczności, a może - pierwsze ogniwo w łańcuchu zdarzeń, który właśnie zaczynał być wykuwany?

    San Francisco początku roku 1932 nie należało do najprzyjemniejszych miejsc na Ziemi. Miasto, którego krwiobieg jeszcze kilka lat wcześniej stanowiły handel, żądza przygody i złudna obietnica dobrobytu, teraz zdawało się zupełnie martwe. Wielki Kryzys uderzył tu z całą bezwzględnością: banki upadały, sklepy zamykały się jeden po drugim, a na ulicach, pod drzwiami dworców i kościołów pojawiało się coraz więcej ludzi wraz z tabliczkami z błagającymi o choćby drobny datek. Ludzi, którzy jeszcze kilka lat temu wiedli całkiem normalne życie.

    Chłodna mgła znad zatoki wciskała się w miasto niemal każdego poranka, spowijając wzgórza i drewniane domy wilgotnym, mlecznym półmrokiem. W porcie skrzypiały maszty statków, a ciężkie dźwigi powoli przesuwały skrzynie z towarami z odległych krajów: herbatą z Chin, gumą z Indonezji, ryżem z Filipin. Zapach soli mieszał się z zapachem smoły, ropy i ryb. Bo port, mimo wszystko, wciąż pracował. Był największym międzynarodowym portem na całym zachodnim wybrzeżu i dla wielu ludzi stanowił ostatnią nadzieję. Przypływali tu marynarze z Azji, robotnicy z południa, awanturnicy, przemytnicy, ludzie uciekający przed przeszłością i tacy, którzy desperacko szukali przyszłości.

    Na nabrzeżach można było spotkać ich wszystkich: bezrobotnych śpiących na ławkach przykrytych gazetami, byłych farmerów, których ziemię zabrały banki, marynarzy z tatuażami wyblakłymi od słońca i morskiej wody, chińskich kupców z Chinatown czy hazardzistów liczących na to, że szczęście się do nich uśmiechnie i odmieni ich los.

    Gazety sprzedawane były wszędzie, niemal na każdym rogu. Chłopcy w znoszonych czapkach wykrzykiwali najnowsze nagłówki, wymachując plikami świeżo wydrukowanych arkuszy:
    Sensacyjny wykład! Naukowiec twierdzi, że yeti istnieje! Ekspedycja do Związku Radzieckiego! Kupujcie Chronicles, tylko 10 centów!
    Dla większości był to tylko kolejny dziwaczny artykuł. Ot kolejny taki, który miał przyciągnąć uwagę i sprzedać te kilka egzemplarzy więcej. Ale nie dla tej piątki... Oni przeczytali go bardzo uważnie i równie poważnie go potraktowali:

    51de3fa7-d214-4694-aea7-78c7043fd4ed-image.png

    Czym to ogłoszenie było dla nich? Obietnicą? Szansą? Ostatnią deską ratunku? Być może nawet tego nie wiedzieli. Jedno zaś nie ulegało żadnej wątpliwości - to początek historii, która odmieni ich życie.

    @agnes @cygan @ketharian @elvis @kaworu

    Rozgrywka sercetajgi zew cthulhu

  • Format PBF - zalety (i ewentualne wady)
    GordianG Gordian

    Ja lubię jedno i drugie. Przez forum więcej rzeczy można przemyśleć, też można odpisać w wolnym czasie, nie trzeba szukać na siłę miejsca w grafiku na kolejną sesję, jeśli tego po prostu brakuje. U mnie np. w wakacje spoko, ale poza nimi właściwie każde moje popołudnie jest zajęte albo potencjalnie zajęte przez różne moje zobowiązania, a weekendy wolę zostawić bez odgórnych planów, żebym mógł pozwolić sobie na jakiś wyjazd od czasu do czasu, lub po prostu czas dla siebie. Na sesję realną mam wygospodarowane jedno popołudnie w tygodniu z moją stałą drużyną, ale to jednocześnie trochę mało, bo czasem chce się zagrać coś innego, niż to co gramy razem. I właśnie stąd forum. Choć oczywiście to dla mnie alternatywa, podobnie jak sesje online, po które sięgam tylko w absolutnej ostateczności - nic dla mnie nie zastąpi sesji na żywo przy stole, bo to przede wszystkim element życia społecznego.

    Dyskusje RPG

  • Ścieżki Przeklętych
    GordianG Gordian

    PROLOG


    Wieczorne słońce powoli chowało się za wysokimi koronami drzew Drakwaldu, pozostawiając po sobie jedynie czerwoną poświatę rozlewającą się po niebie. Droga, którą od wielu dni podążaliście na południe, biegła wzdłuż granicy lasu. Po drugiej stronie ścieżki rozlegały się łagodne pagórki i porośnięte trawą polany, lecz od strony Drakwaldu wszystko ginęło w cieniu starych dębów i sosen.

    Zmierzaliście wszyscy do domu po tym, jak wcześniej powołano was do armii. Inwazja Archaona na Imperium skończyła się jednak szybciej, niż w ogóle zdołaliście dotrzeć na front. Wieści o zwycięstwie grafa Borisa Todbrigena pod Middenheim dotarły do was wraz z rozkazem wycofania się. Większość żołnierzy została zdemobilizowana. Mogliście wracać do domu. Ten był jednak daleko...

    Miejsce, w którym aktualnie się znajdowaliście, wydawało się wystarczająco dobre, aby właśnie tutaj zakończyć dzisiejszą część waszej wędrówki. Do najbliższej osady było jeszcze kilka godzin drogi, a noc w tych stronach zapadała szybko. Zmęczenie dawało się wam wszystkim we znaki.

    Pozostawało jednak zrobić to, co każdy rozsądny podróżnik robi przed nadejściem ciemności. Trzeba było wybrać miejsce na ognisko, przygotować drewno na całą noc, rozłożyć posłania, upewnić się że nic nie zaskoczy was po zmroku a także zorganizować pożywienie i kolejne warty. Odcięci od zaopatrzenia wojskowego, teraz musieliście polegać już tylko na sobie. I zapewne właśnie to zbliżyło was do siebie.
    Las milczał. Nie było słychać ani śpiewu ptaków, ani odgłosów zwierzyny. Jedynie wiatr poruszał gałęziami gdzieś wysoko nad ziemią. Wiedzieliście jednak, że las jest bardzo niebezpieczny. Był dla was aktualnie źródłem zarówno przetrwania, jak i lęku. Słyszeliście bowiem, że niedobitki armii Chaosu krążą gdzieś po Drakwaldzie, próbując się przegrupować. I mimo tej świadomości obecności wielu niebezpieczeństw jednocześnie wszyscy wiedzieliście, że to, czego potrzebowaliście do przetrwania najbliższej nocy, znajdowało się właśnie tam - między drzewami...

    ChatGPT Image 31 lip 2026, 14_26_42.png

    @ketharian @piołun @wired @silentsuicide @dekameron @garanil

    Archiwum

  • Mój dom murem podzielony [Glina]
    GordianG Gordian

    @Zell I generalnie tyle wystarczy, jeśli chodzi o historię 😉 Natomiast system to odgrywanie "życia" policjantów, którym życie prywatne i zawodowe mocno się ze sobą mieszają. Zapraszam 😉

    @jhnw Owszem 😉

    Archiwum

  • Ścieżki Przeklętych - komentarze
    GordianG Gordian

    @ketharian bardzo dziękuję 🥰
    @piołun byłbym wdzięczny, bo na razie to wszystko wygląda jak naparzanki fanatyków uniwersum, które dotyczą rzeczy nie mających większego znaczenia dla samej fabuły. Nie będę kłamał, trochę mnie to zniechęca do dalszego prowadzenia. Kiedyś miałem taką sytuację, gdzie grałem (przy stole) w one ringa, gdzie sesja wyglądała mniej więcej tak, że gracze na każde słowo mg reagowali w stylu "o, a to nie jest kuzyn w czwartym pokoleniu w dziesiątej linii tego, co w bitwie o Helmowy Jar walczył w dwunastym szeregu?" (wyolbrzymiam, ale wiadomo o co chodzi). Nie zachęca to szczególnie do grania w takim gronie, jeśli przyszło się na sesję głównie po to, żeby się dobrze bawić... Zresztą podejrzewam, że nowi gracze mogą się tu czuć podobnie.

    Archiwum warhammer ścieżkiprzeklętych

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    Ale fajna dynamika wam wyszła, podział na "inteligencję" i "ludzi czynu", fajnie to wygląda 😊

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    Odpis pojawi się dziś późno lub jutro, ale ponieważ po raz pierwszy część drużyny zetknie się na własne oczy (a w przypadku Waltera na własnej skórze) z mitami, wyjaśniam jak to działa od strony mechanicznej.

    1. Każda osoba mająca jakikolwiek kontakt z mitami, czy to widząc ich działanie, czy czując - cokolwiek, wykonuje test poczytalności. Jeśli nie przydzieliliście sobie tej statystyki, to jej początkowa wartość wynosi tyle samo, ile wartość waszej mocy.
    2. Efekt zdania i niezdania tego testu interpretuje mg, ale niezdanie na pewno skutkuje utratą poczytalności (a czasem nawet zdanie, zależy od typu kontaktu i mocy mitów, z jakimi macie kontakt). Trzeba to wówczas odegrać fabularnie - utratę poczytalności jako chwilowy obłęd, paraliż itp., a jej zachowanie jako zracjonalizowanie sobie tego.
    3. Jeśli jednorazowa utrata poczytalności (czyli na skutek jednego testu, a nie że w sumie) wynosi 5 punktów lub więcej, musicie wykonać test na inteligencję. Co ciekawe, jest to jedyny test w grze, którego chcecie nie zdać, ponieważ niezdanie go oznacza, że do waszego mózgu zwyczajnie nie dociera to, co się wydarzyło, a zatem szybko to wyprzecie i nie będziecie mieli w związku z tym żadnych większych konsekwencji. Zdanie natomiast oznacza, że uzmysłowiacie sobie co tu się właśnie odwaliło, a to z kolei odciska trwały ślad w waszej psychice. Następuje chwilowy obłęd (na k10 godzin wasza postać jest wyłączona, bo nie może się pozbierać i nie ma nad sobą kontroli), a poza tym mg dostaje prawo do ingerencji w kartę postaci. W naszym przypadku możemy uznać, że dostaniecie wówczas traumę albo manię, którą sobie wylosujecie.
    4. Każdy kontakt z mitami oznacza wpisanie sobie określonej przez mg liczby punktów Mitów Cthulhu na kartę postaci (jako umiejętności). Mechanicznie działa to tak, że z jednej strony będziecie od tej pory rozpoznawać różne rzeczy związane z mitami (po prostu działa to jako umiejętność), dostaniecie również dostęp do rzucania czarów, o ile się jakoś ich nauczycie, ale z drugiej strony zmniejsza wam się wówczas maksymalna wartość poczytalności. Bazowo jest to 99, bo macie od razu na karcie 1 punkt mitów, ale każdy kolejny punkt zmniejsza wam maksymalną poczytalność o 1. W związku z czym, jak w pewnych momentach będzie opcja odzyskania poczytalności, będzie trzeba uwzględniać ten limit wynikający ze spaczenia mózgu mitami.
    5. Spadek poczytalności do zera oznacza, że wasza postać popadła w całkowity i trwały obłęd. Tracicie wówczas nad nią kontrolę, de facto jest ona uznana za martwą (fizycznie żyje, ale jest niezdolna do niczego).
    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]
    GordianG Gordian

    @kaworu

    Gdy Eleonora podchodzi do stolika, i tak wcześniej przyciszone rozmowy w jednym momencie niemal gwałtownie cichnie. Trójka młodych ludzi szybko, trochę za szybko, natychmiast zwraca ku niej parę swoich oczu. Kobieta o śniadej cerze, czarnych, spiętych z tyłu w niewielki kucyk włosach, ciemnych oczach i nieco pulchnej twarzy z widocznymi siniakami i strupami, rzuca jej twarde, badawcze spojrzenie. Obok niej siedzi szczupły, około trzydziestoletni mężczyzna, z krótką brodą i okrągłymi okularami w drucianych oprawkach na nosie. Zwraca uwagę zwłaszcza jego płaszcz - zdecydowanie zbyt cienki jak na tę porę roku - oraz zwisający, nieudolnie zapięty krawat będący jadłospisem z ostatniego tygodnia. Wcześniej zdawał się coś notować w niewielkim kajecie, który teraz stara się dyskretnie (a przynajmniej tak mu się pewnie wydaje) schować pod stół. Trzeci z nich, wyglądający na najmłodszego, chłopak o wąskiej twarzy, z poczochranymi włosami i małym wąsikiem pod nosem, szybko wypala:
    "Jeśli przyszłaś pytać o demonstrację, to jest jutro, na Market Street!"
    Na jego twarzy zagościł lekki uśmiech, który jednak natychmiast zbladł, kiedy dostrzegł na sobie oskarżycielskie spojrzenia pozostałej dwójki. Szybko zwiesił głowę, zrobił kwaśną minę i utkwił wzrok w podłodze. Przez kilka sekund panuje cisza, po której drugi mężczyzna w końcu się odzywa:
    Proszę wybaczyć... - mówi spokojnym, starannie dobieranym tonem. - Czy możemy się dowiedzieć kim szanowna panienka jest? Nie chcemy być nieuprzejmi, po prostu... chcemy się dowiedzieć, z kim mamy przyjemność.

    Rzuć na spostrzegawczość lub psychologię, w przypadku sukcesu - na priv dostaniesz wskazówkę.

    Rozgrywka sercetajgi zew cthulhu

  • Ścieżki Przeklętych - komentarze
    GordianG Gordian

    Tu będziemy się komunikować i załatwiać sprawy organizacyjne. Na początek przedstawcie proszę swoje postacie. Jak już będą gotowe, zaczynamy.

    @garanil @ketharian @silentsuicide @dekameron @wired @piołun

    Archiwum warhammer ścieżkiprzeklętych

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    @Cygan spoko, nie mam nic przeciwko używaniu AI do pisania postów, ale weź chociaż to przeczytaj wcześniej i pousuwaj takie głupotki jak angielskie wstawki, które wciska najnowsza wersja chata gpt 😉

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]
    GordianG Gordian

    WSZYSCY

    Czarnoskóry muzyk kończy śpiewać i schodzi ze sceny. Kilka minut potem wreszcie pojawia się na niej wyczekiwana przez was postać - profesor Broephyle E. Chance. Żadne z was nigdy go nie widziało, w gazecie przy ogłoszeniu nie pojawiło się też jego zdjęcie, więc założenie, że to właśnie on, jest dosyć arbitralne. Jest w tym człowieku jednak coś, co sprawia, że nie macie co do jego personaliów żadnych wątpliwości.
    Mężczyzna jest olbrzymi, spokojnie mierzy około dwóch metrów wzrostu i jest bardzo "postawny" (żeby nie powiedzieć "otyły"). Ma pięćdziesiąt, góra sześćdziesiąt lat, ale ciało zdaje się nosić jak ktoś, kto już dawno się z niego wyprowadził i przestało ono należeć do niego. Ma gęste, czarne, zmierzwione włosy, które kręcą się na końcach, podobnie jak jego pokaźna broda. Przekrzywione, okrągłe okulary, tak grube, że jego oczy wyglądają jak dno kieliszka, ledwo trzymają się na jego nosie. Mają tylko jeden zausznik - drugi zapewne się wyłamał. Ma na sobie szary, pognieciony garnitur z krawatem robiącym za jadłospis z ostatniego tygodnia. Jednak pomimo dość nietypowego wyglądu, kiedy tylko się pojawia wraz ze swoją brązową, skórzaną torbą na scenie, cały klub cichnie.
    "Drodzy poszukiwacze prawdy", zaczyna grubym, tubalnym głosem pełnym emfazy, nadmiernie pobudzonym, niczym jakiś bardzo zafiksowany na punkcie czegoś wykładowca. "Ziemia, jak wiemy, nie wydała jeszcze wszystkich swoich sekretów. My, ludzie czwartej dekady dwudziestego wieku, patrzymy na niego z wyżyn, na które wyniosły nas maszyny i elektryczność. I, można powiedzieć, to dobrze - wszak patrząc z wysoka mamy o wiele lepszy widok. Jednak bez odpowiednich szkieł powiększających, których się wyzbyliśmy i uważamy, że nie potrzebujemy, nie jesteśmy w stanie dostrzec pewnych istotnych szczegółów..."
    Profesor sięga do swojej torby, z której wyjmuje małe zawiniątko. Odwija je i unosi do góry, pokazując wszystkim.
    "To jest, proszę państwa, kieł. Został znaleziony przez odbytą niecałe trzydzieści lat temu ekspedycję na Syberii." Faktycznie, przedmiot uniesiony w górę przez Chance'a to bladoróżowy kieł, nieco wilgotny, z lekkim połyskiem. Schodzi ze sceny i podchodzi do każdego z osobna aby pokazać mu ząb z bliska, dając wszystkim poznać przy okazji również swój własny, niezbyt przyjemny, zapach. "Włókna kolagenowe, znakomicie zachowana struktura tkanki... Proszę tylko spojrzeć. Wilgoć nie tylko zachowana, ale i aktywna biologicznie. Nie jest ani zamarznięta, ani zmumifikowana, jest ewidentnie świeża. Zamrożony pod torfem, bez dostępu powietrza, z minimalnym tylko skażeniem bakteryjnym. Warunki idealne do przetrwania, ale co najwyżej przez kilka dekad, na pewno nie przez tysiąclecia. Próbka wykazuje ślady aktywnej kreatyny. Czyli..." - zawiesza głos, unosząc palec i zwalniając tempo, aby zabrzmieć nieco bardziej dramatycznie. "...czyli zdechł co najwyżej kilkadziesiąt lat temu. I nie należy do żadnego zwierzęcia znanego nauce. Nie znaleziono w nim żadnego potwierdzenia tego, że jest to kieł jakiegokolwiek ze zwierząt żyjących na Syberii. A to tylko potwierdza moją tezę. Tezę, która mówi o tym, że dryophitecus giganteus, popularnie zwany 'yeti', 'człowiekiem śniegu' lub 'wielką stopą', w zależności od kultury, naprawdę istnieje! A to, że przez tyle lat nauka nic nie była w stanie na ten temat powiedzieć, wynika tylko i wyłącznie z tego, że naukowcy źle szukali. Nie w tych miejscach, gdzie trzeba. Wbrew temu, co sądziliśmy, dryophitecus giganteus zdaje się żyć nie w Himalajach, ale w syberyjskiej tajdze!"
    Po sali przebiegł lekki szmer, głównie ze stolika "amatorów wody brzozowej". W końcu jeden z nich się odezwał: "I co, może jeszcze ten yeti nosił zafajdane krawaty?". Pozostali członkowie ekipy wybuchli śmiechem. "Bo patrząc na pańskie wymiary, to równie dobrze pan możesz być tym całym giganteusem...". Tym razem zaczęli już niemal krztusić się ze śmiechu. Chance jednak, niezrażony, kontynuował.
    "Mam dowody na to, by sądzić, że jednak mam rację". Wyciągnął z torby jakieś kolejne materiały, które położył na rzutniku. Na ekranie tuż za nim pojawiło się czarno-białe, niewyraźne zdjęcie, wyglądające jak zrobione w pośpiechu. Widać na nim coś przypominającego gigantyczny, eliptyczny kształt. Jakby coś ciężkiego i ciepłego zapadło się w wilgotnym gruncie. "Te odciski są symetryczne. Przemieszczają się w parach. Analiza nacisku wskazuje na masę sięgającą od trzech do pięciu ton". Klik, nowe zdjęcie - kłębek szarej sierści z wbitymi drobinkami torfu. "Sierść. Mikroskop ujawnia nienaruszoną strukturę łodygi włosa, zachowane resztki tłuszczu, brak krystalizacji komórkowej, włókno świeże, reagujące na światło. A to oznacza jedno - to żadna skamielina ani zmumifikowana tkanka!"
    Panowie od "wody brzozowej" kręcą głowami i wzdychają znacząco, komuniści coś notują i szepczą między sobą, a "kolorowi" wyraźnie się nudzą i mają coraz większą ochotę coś rozwalić. Chance jednak zdaje się nie zwracać uwagi na audytorium, lecz mówi sam do siebie, co zwłaszcza Eleonorze i Renowi bardzo przypomina wykłady na ich studiach. "Proszę zresztą przyjrzeć się bliżej kłowi. Wciąż elastyczny na powierzchni, analiza kreatyny wykazała aktywne białka. Nie ma tego w materiale starszym, niż mniej więcej czterdzieści lat. Zresztą, proszę dotknąć! Pan wygląda na takiego, co się na tym zna!" - Chance wyciąga kieł w kierunku Johna (@ketharian). Amatorzy "wody brzozowej" nie dają jednak za wygraną.
    "Czyli co, według pana yeti żyją sobie na Syberii? A może jeszcze prowadzą swoje rady robotnicze, zgodnie z wolą rządzącej tam partii komunistycznej? Jak miał ten na imię? Towarzysz Yeticzenko?" - znów zanoszą się śmiechem, tworząc coraz bardziej wymyślne, rosyjskobrzmiące imiona dla giganteusa. "Szanowny panie Chance, yeti nie istnieje! To naukowy fakt, o którym wszyscy wiedzą. A to, co nam pan tu próbuje udowodnić, to zwykła bajka!"
    Profesor stoi jednak niewzruszony. Po chwili, z uśmiechem i powoli, odpowiada: "Faktem, drogi panie, jest to, co powszechnie za fakt uznajemy. Ale historia zna rzeczy, które za fakty uznawano przez całe wieki, a potem znalazł się ktoś, kto je podważył i wykazał, że wcale faktami nie są! Wspomnę tu tylko Kopernika, Galileusza i innych". Po chwili znów wraca na scenę, pozostawiając kieł w rękach Johna. "Nie mam jeszcze pełni dowodów. Dlatego właśnie muszę tam pojechać! Ale nie sam. Potrzebuję ludzi silnych, otwartych i gotowych! Nie obiecuję wam sławy, ale obiecam wam, że jeśli odnajdziemy to, co myślę, że tam jest... zmienimy bieg historii!"
    Gdy tylko Chance milknie, amatorzy "wody brzozowej" zakładają płaszcze i opuszczają klub. Słyszycie jeszcze szczątki ich rozmowy: "Powinien wysłać to do 'Weird Tales'. Może znajdą dla niego miejsce między smokami a Atlantydą...". Chance siedzi na zapadającym się pod nim, brudnym fotelu i w końcu mówi:
    "No dobrze, skoro szumowiny już poszły, to teraz... czy są jeszcze jakieś pytania? Kto jest zainteresowany dołączeniem do ekspedycji i zaryzykowaniem życia dla przygody i miejsca w historii?"

    74a087e4-7e4a-4a39-9294-cf0936548299-ChatGPT Image 25 mar 2026, 20_16_10.png

    Rozgrywka sercetajgi zew cthulhu

  • Ścieżki Przeklętych - komentarze
    GordianG Gordian

    @Wired niby możemy, ale ja nie mam za bardzo czasu śledzić discorda, a w mojej drugiej sesji wychodzi to całkiem sprawnie, więc da radę

    Archiwum warhammer ścieżkiprzeklętych

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    GordianG Gordian

    Ojej, długo by opowiadać xD Ja w erpegi wciągnąłem się na etapie podstawówki, czyli jakieś 20 lat temu. Kolega miał bitewnego Warhammera, do tego drudycję, więc graliśmy właściwie na każdej przerwie i później po szkole, mega mnie to wtedy wciągnęło. W gimnazjum i liceum też trochę grałem, ale mniej, a później jakoś od tego odszedłem. Wróciłem pod koniec studiów, a jak skończyła się pandemia i zaczęły być na nowo robione eventy erpegowe w Warszawie, wszedłem w to całą mocą i siedzę do dziś. Jeśli chodzi o pisane rpg, to po raz pierwszy zetknąłem się z tym ok. 2013 r. poprzez tzw. AARy (czyli after action report, to takie opowiadania pisane na podstawie stoczonych rozgrywek w jakąś grę, najczęściej strategiczną, której nadaje się fabułę) na forum wayofwar. Tam ktoś zaproponował zabawę, że będziemy grać Hiszpanią w Victorię i podejmować na forum decyzje jako parlament, a później mistrz gry będzie te nasze decyzje wprowadzał w grze i nas informował o skutkach. Potem się dowiedziałem, że nie był to jego oryginalny pomysł i faktycznie istnieje coś takiego, jak pbf. Później zdarzało mi się grywać na forach, ale ponieważ po mniej więcej 2018 r. zaczęły one masowo znikać, to i ja przestałem się w to bawić, bo już mnie to irytowało. Na LastInn trafiłem właśnie dzięki sesji w tę kampanię, którą teraz prowadzę wam, którą ktoś mi polecił do przeczytania i która była absolutnie genialna. Ale LI już nie ma, czytać już nie mogę, więc... przyszedłem tutaj i tym razem prowadzę to samo 😄 Co do settingów, to lubię dużo. ZC prowadzę najczęściej, bo ma bardzo niski próg wejścia, ale lubię też Warhammera, 7th Sea, Harry'ego Pottera, no i oczywiście wszystkie możliwe settingi historyczne.

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]
    GordianG Gordian

    Chance wysłuchał uważnie uwag i pytań padających od potencjalnie zainteresowanych wyruszeniem wraz z nim na ekspedycję, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Mierzwił swoją gęstą brodę, a jak usłyszał coś konkretnego, tylko kiwał raptownie głową, strącając z niej masę łupieżu, i uśmiechał się niczym małe dziecko, które właśnie dostało od kogoś propozycję zabawy w coś, co uwielbia.

    "Ma pani całkowitą rację!", odpowiedział Eleonorze (@kaworu) z wielkim entuzjazmem, jakby zachęcając ich do kontynuowania. "Tak się składa, że nie jestem jedynym, który stawia tak śmiałe tezy o znalezieniu tam nowego gatunku. Otóż natrafiłem na pewne ślady tego, że istnieje inny dowód, związany z innym człowiekiem, który całkiem niedawno widział yeti właśnie na Syberii. I pierwszym etapem naszej ekspedycji będzie próba dotarcia do tego człowieka. Mam pewne poszlaki wskazujące na to, że nadal żyje i może nam pomóc."

    Słysząc teorię Waltera (@cygan) uśmiechnął się pod nosem i, gestykulując znacząco, natychmiast ją zripostował, nie pozwalając myśliwemu nawet na dokończenie zdania.

    "No właśnie widzi pan... nie. Otóż nie. Podania o człowieku śniegu znajdują się nie tylko w kulturach himalajskich, lecz także u rdzennych mieszkańców Syberii. Wiem, że istnieją tam wioski tubylców... albo raczej 'tambylców', którzy wciąż oddają cześć giganteusowi, uważając że broni ich przed złymi duchami. Tyle wiem, zaś dokładniejsze informacje zdobędziemy, jak mniemam, od naszego kontaktu."

    Pytania Rena (@elvis) sprawiły, że Chance lekko się zachwiał i nie odpowiedział od razu. możesz wykonać rzut na psychologię

    "Emm... tak, tak... jeśli chodzi o podróż, to dostaniemy się tam drogą morską, przez Ocean Spokojny. Statek odpływa w przyszły poniedziałek rano. Co do zapłaty, to moi sponsorzy są w stanie zaoferować pokrycie wszelkich kosztów podróży. Te planowane już im przedstawiłem. Niestety, w chwili obecnej nie mogę zaoferować konkretnej sumy pieniędzy za sam udział w wyprawie. Co najwyżej zaproponować, że wszystko to, co zdobędziecie w jej trakcie, będzie należało do was. Ja jestem zainteresowany jedynie znalezieniem dowodów na istnienie dryophitecusa giganteusa. Gwarantuję panu jednak, że jeśli ta wyprawa się powiedzie - a gwarantuję, że się powiedzie - nie odpędzi się pan od dziennikarzy i innych pismaków, którzy zasypią pana gradem pytań. Proszę tylko pomyśleć o tym, w ilu egzemplarzach sprzedałaby się książka, którą mógłby pan napisać po powrocie! Ludzie może i są biedni, ale tak tęsknią za czymś 'normalnym', że są w stanie wydać ostatniego pensa na takie opowieści..."

    Rozgrywka sercetajgi zew cthulhu

  • Ścieżki Przeklętych - komentarze
    GordianG Gordian

    kurczę, nie nadążam z czytaniem waszych postów xD gdyby tylko moi gracze w Zew byli tak aktywni... xD będę to sukcesywnie nadrabiał i pilnował, ale czasem mogę mieć opóźnienie, bo ja przeczytam jeden post i zastanowię się co z nim zrobić, a tu już mam dwa kolejne... xD

    Archiwum warhammer ścieżkiprzeklętych
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa