Witam wszystkich na tej tratwie 
Oby się nam udało żeglować długo i szczęśliwie xD
Kerm
Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
Posty
-
Powitania, pożegnania i powroty -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald Braun
Kraty tu, kraty tam, na dodatek w tej samej celi spora garść podejrzanych typów, z których niejednemu z oczu źle patrzało. Ale nawet z tymi mniej podejrzanymi Oswald nie zamierzał nawiązywać bliższych kontaktów. Bo i po co? Przynajmniej na razie, dopóki jest nadzieja, iż skończy się sprawa jak już kiedyś się zdarzyło i rankiem (lub kolejnego ranka) Oswald znów ujrzy niebo nad głową.
Dumania nad niesprawiedliwością losu przerwały mamrotania jakiegoś oszołoma. Czy tamten nawiedzony był, czy rozumu niespełna, tego Oswald nie wiedział, ale i tak słuchać nie zamierzał takich bredni.
Już miał zamiar zatkać uszy, odciąć się od (jak to słusznie określił jeden ze współlokatorów) pierdolenia i zdrzemnąć się nieco, gdy sprawy przybrały niespodziewany, acz zgoła nieprzyjemny obrót. Fakt, trochę ciepła w zimnej celi by się zdało, bo lepiej siedzieć w cieple, niż zimnie, ale nadmiar ciepła dla zdrowia szkodliwy bywał, o czym Oswald przekonał się, nie na własnej skórze co prawda. Wiedźma, co ją palili w jednej z wiosek, nijak z ognia zadowolona nie była, chociaż mróz srogi trzymał...
Szambonurkiem nie był, ale uznał, iż lepiej w gównach się kąpać, niż spłonąć czy zadusić w dymie.Nie tracąc czasu i oddechu na gadanie ruszył w stronę dziury, która dawała szansę na wyrwanie się na wolność.
Po drodze oderwał rękaw, by - wzorem jednego z sąsiadów - usta i nos sobie obwiązać. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunOd bogów należało się trzymać z dala. Nie lekceważyć, ale nie pchać im się przed oczy. I nie zawracać im zbytnio głowy, bo bogowie mogą kopnąć w zadek zbyt upierdliwego osobnika.
Tak przynajmniej uważał Oswald, który z udawaną pobożnością uczestniczył w nabożeństwie ku czci Sigmara. Która to uroczystość, dzięki bogom, w końcu się skończyło.
Było to nudne, a Oswald, prawdę mówiąc, miał nadzieję, że dalszy ciąg dnia będzie równie leniwy. I, niestety, srodze się rozczarował.
- Niech to... - zaklął ze świadomością, że nic nie zdoła zrobić. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunTo było co najmniej dziwne. Zwykle, gdy komuś przytrafiło się jakieś nieszczęście, tłum gapiów zbiegał się, by radować się cudzymi kłopotami. A ta trójka wprost przeciwnie - uciekła, jakby nie chciała się rzucać w oczy.
/- Może sprawdzimy, co wymyślili? - Szturchnął Ulricha w bok, równocześnie wskazując głową ludzi, którzy zmierzali w kierunku dzwonnicy.Z drugiej strony - gdyby szaleństwo, jakie dopadło strażnika, miało się rozprzestrzenić, to im dalej od źródła zarazy, tym lepiej.