Słowa, słowa, słowa...
Słowa padały jedno po drugim, a Oswald zastanawiał się, czy wielomówni kompani mają zamiar długo jeszcze wymieniać poglądy.
- Nie znam miasta na tyle, którędy iść - powiedział, gdy nastąpiła chwila ciszy - i czy ten północny zachód jest lepszy od innych kierunków świata. Gdzie jest bliżej, do portu, czy do bramy?
Kerm
Posty
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen -
[WFRP 2ed] BögenhafenZłoto, zdaniem Oswalda, miało swój urok. Podobnie zresztą jak i srebro. Ale mimo wszystko Oswald uważał, iż własny żywot cenniejszy jest niż wszystkie skarby świata, będące (mimo wszystko) jedynie miłym dodatkiem do życia. Trupowi błyszczące krążki na nic by się zdały. Z drugiej strony... gdyby się dało je zdobyć bez zbytniego ryzyka...
- Najważniejsze to jednak ujść z tego miasta - powiedział. - Nawet bez złota. Papier od kapłana i worek jedzenia - spojrzał na Nadję i skinął głową z aprobatą - będą najważniejsze.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunOswald nie do końca rozumiał tego, co mówił niedoszły dzwonnik. To znaczy rozumiał każde słowo z osobna, ale jako całość... Nijak do niego to nie mogło dotrzeć.
- No cóż... - Wzruszył ramionami. - Będziesz dokładniej opowiadał tym na dole.
Z wysokości dzwonnocy spojrzał w dół, by zorientować się, co się dzieje w okolicy, a potem z innymi ruszył w dół.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunOswald był nieco zaskoczony dziwnym zachowaniem uciekiniera. No chyba że tamten głupca udawał, by wyjść cało z opresji. A pytanie, jakie zadała Nadja, było całkiem słuszne.
- Taaa... - powiedział, stale trzymając pałkę w garści. - Po co żeś tu przyszedł? Za dzwonnika chciałeś robić?Uderzenie w dzwon mogłoby coś znaczyć, ale po co to by było? I komu?
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunOswald nie przejmował się tym, że jedna z kobiet leży z rozbitą głową. Ważniejsza była pozostała dwójka, z której też można było wydobyć jakieś informacje.
/- Stój, draniu, albo ci łeb rozwalę! - krzyknął za uciekinierem (prawdę mówiąc nie licząc na to, że słowa przyniosą jakiś sukces), po czym popędził za mężczyzną, który wdarł się do dzwonnicy.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunCzy Nadia miała rację, tego Oswald nie wiedział, ale postanowił iść w ślady kompanów.
Chwytając w dłoń dębową (zapewne, bowiem drzewa Oswald odróżniał po liściach) nogę od stołka, odziedziczoną po jednym z opętańców, zaatakował najbliższego z przeciwników. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunOswald nie do końca wiedział, co myśleć o tej trójce. Albo uciekali, bo mieli coś na sumieniu, albo uciekali, przerażeni atakiem na kapłana. Na dwoje, jak powiadano, babka wróżyła.
- A dokąd chcecie uciekać? - spytał. - Między tych szaleńców, co atakują każdego, co im wpadnie w łapska?
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzePisz, pisz

Idziemy podziwiać świat (znaczy miasto) z wysokości dzwonnicy
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunTo było co najmniej dziwne. Zwykle, gdy komuś przytrafiło się jakieś nieszczęście, tłum gapiów zbiegał się, by radować się cudzymi kłopotami. A ta trójka wprost przeciwnie - uciekła, jakby nie chciała się rzucać w oczy.
/- Może sprawdzimy, co wymyślili? - Szturchnął Ulricha w bok, równocześnie wskazując głową ludzi, którzy zmierzali w kierunku dzwonnicy.Z drugiej strony - gdyby szaleństwo, jakie dopadło strażnika, miało się rozprzestrzenić, to im dalej od źródła zarazy, tym lepiej.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunOd bogów należało się trzymać z dala. Nie lekceważyć, ale nie pchać im się przed oczy. I nie zawracać im zbytnio głowy, bo bogowie mogą kopnąć w zadek zbyt upierdliwego osobnika.
Tak przynajmniej uważał Oswald, który z udawaną pobożnością uczestniczył w nabożeństwie ku czci Sigmara. Która to uroczystość, dzięki bogom, w końcu się skończyło.
Było to nudne, a Oswald, prawdę mówiąc, miał nadzieję, że dalszy ciąg dnia będzie równie leniwy. I, niestety, srodze się rozczarował.
- Niech to... - zaklął ze świadomością, że nic nie zdoła zrobić. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunZmarłe ofiary Chaosu nie raczyły ponownie ożyć, dzięki czemu praca była łatwa, chociaż niezbyt przyjemna. Ale w sumie opłaciło się, przynosząc zdobycz w postaci garści monet i paru przydatnych drobiazgów.
Ale radość Oswalda została przyćmiona przez słowa Kurta.
/- Widziałeś coś, czy to tylko przeczucie? - spytał równie cicho. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunWidły... Zdaniem Oswalda nie był to najlepszy oręż, ale nadzianie napastnika na cztery żelazne zęby powinno wspomnianego oponenta zniechęcić, a może nawet wysłać onego do królestwa Morra.
A takoweż widły pozwalały na całkiem bezpieczne przenoszenie nie tylko siana na wóz, ale i truposza na taczkę. I trzymanie się z dala od potencjalnego źródła Chaosu. A z takim źródłem Oswald bratać się nie zamierzał.
Co nie znaczyło, że był przeciwny sprawdzeniu, czy skazane na spalenie ciała nie mają przy sobie czegoś wartościowego, co truposzowi zdecydowanie nie jest potrzebne. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunOswald, z oczywistych powodów, nie obawiał się trupów. Ale słowo Chaos zdecydowanie mu się nie podobało.
- Ojcze Święty - powiedział. - Chętnie pomogę w usuwaniu zwłok, ale jeśli to m coś wspólnego z Chaosem... Czy dotykanie zarażonych nim nie jest groźne? -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald Braun- Chwała Sigmarowi - powiedział Oswald, gdy już zdołał odzyskać oddech. Wiernym wyznawcą Sigmara nie był, ale to w jego świątyni znalazł ratunek, więc jakoś wpadało się odwdzięczyć. - Oswald - przedstawił się. - Podróżny z Altdorfu. Pomogę chętnie, chociaż lepiej piórem niż mieczem władam.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunNie dało się ukryć, że sytuacja była kiepska, ale nie beznadziejna. Wystarczyło odrobinę się wysilić, by znaleźć się po odpowiedniej stronie barykady. I mieć odrobinę pecha, by wpaść w łapska ścigających. Nie można było się dziwić obrońcom, że nie otworzyli szeroko ramion... przejścia znaczy... by powitać tych, co uciekali przed przemienionymi mieszkańcami miasta.
Oswald postanowił nie oglądać się na innych, tylko ruszył najszybciej jak mógł w stronę wąskiego przejścia. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunNa szczęście oponenci nie władali orężem tak sprawnie, jak to się niekiedy zdarzało. Na szczęście dla Oswalda, bowiem Modi został porzucony przez tych, co go ciągnęli. Ale Oswald nie trudził się rozważaniami nad motywami tegoż uczynku. Wziął nogi za pas kierując się w stronę świątyni.
Z nadzieją, że ci, co stoją przy barykadzie przepuszczą niezbyt porządnie przyodziane towarzystwo. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunRaz na wozie, raz w nawozie...
Tak Oswaldowi nieraz powiadał jego mentor, dzięki któremu Oswald zaczął się parać niepopieranym przez niektórych zawodem.
No i sprawdzać się powiedzenie poczęło, bowiem oponentom fortuna sprzyjać zaczęła. Co prawda to nie Oswald na ziemi się znalazł, ale pierwsza strata nie oznaczała ostatniej. Na szczęście Modi dychał jeszcze, wiec mu pomóc należało.
Oswald zwolnił nieco, by w razie konieczności osłaniać odwrót tych, co wspomogli poszkodowanego kompana. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunJak to powiadają - żarło, żarło i zdechło. W końcu nie udało się wiecznie uciekać, a liczba osób, niezbyt pozytywnie nastawionych do uciekinierów zrobiła się nagle dziwnie duża. A Oswald miał wrażenie, że, na demony, znaczna część tych nieprzychylnych spojrzeń skierowanych było właśnie na niego.
- Wygląda, jakby ich zaczarowano - skomentował.
Na czarach się nie znał, ale zachowanie napotkanych mieszkańców miasta było zdecydowanie nietypowe.
Dziwne.- Nie ma co z nimi rozmawiać - skomentował słowa kompanów.
Z tasakiem w dłoni ruszył na oponentów. Miał nadzieję, że w razie kłopotów kolczuga uchroni mu skórę.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunPusto wszędzie, cicho wszędzie.
Miasto wyglądało, jakby wszyscy mieszkańcy nagle zniknęli. Idelna okazja dla bandy rabusiów, ale rozsądek nakazywał jak najszybsze opuszenie mało gościnnego miasta.
- Most jest kiepskim pomysłem - powiedział. - A jeśli o statki chodzi, to wszak na każdym niemal załoga jest, można do współpracy namówić.
Uśmiechnął się, może nieco krzywo.
- Ale skoro większość chce do świątyni... - Wzruszył ramionami. - Już widzę, jak kapłani chętni są do pomocy. Ale lepiej się nie rozdzielać... -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Oswald BraunPokonanie opornej kraty nie równało się z ucieczką z więzienia, a znaleziony w kuchni pokaźnych rozmiarów tasak, który Oswald przyczepił do pasa, nie stanowił poważnej broni. W każdym razie nie w razie walki z groźnym przeciwnikiem.
Włóczący się po podwórzu tłum wyglądał co najmniej dziwnie i nie zachęcał do pójścia w tamtą stronę.
- Lepiej trzymać się od nich z daleka - rzucił Oswald. - Zejdźmy po linie - zaproponował, wskazując na drogę, którą, zapewne, uciekli strażnicy. Ci, którzy przeżyli.
Przygarnął jedną kolczugę, ale nie zamierzał jej jeszcze ubierać.
Lepiej zrzucić kolczugę na ulicę, potem zejść