Z pewnym opóźnieniem, gdy już natarli na stojących na ich drodze, Oswald pomyślał, iż trzeba było szkapę dowódcy nakierować na oponentów, a potem żgnąć czworonogie bydlę w zad, by to ono rozproszyło żywą przeszkodę, ułatwiając życie uciekinierom.
Ale, dzięki bogom, i bez tego pomysłu się udało... Podobnie jak i dzięki bogom zapewne hieronimowy bełt powalił diabelskie nasienie, co za nimi postępowało ze zbyt wielkim, zdaniem Oswalda, zapałem.
Co to był za pomiot diabelski, tego Oswald nie wiedział i nie zamierzał wracać i sprawdzać. Brak wiedzy można przeżyć, a nadmierną ciekawość niekiedy nie.
- To co robimy? - spytał, przenosząc wzrok z budynku na Hieronima, potem na drogę, skąd przybyli, by skończyć na Nastji. Z innych niż poprzednie powodów. - Zastukać trza, czy obwołać? - zadał kolejne pytanie, znów na Boscha spoglądając.


