Jeszcze do tego trochę zioła i każdy obcy stanie się z miejsca ziomalem 
ReRebirth
Posty
-
Krzyk Pustki -
Krzyk PustkiGleeson zwrócił Calebowi uwagę na możliwy problem z drzwiami wyżej.
Teoretycznie po drugiej stronie jes chyba czujnik wykrycia kabiny, który otwiera drzwi, ale nie wiem jak działa iczy w ogóle
-
Krzyk PustkiKiedy ciężki wózek runął w przepaść szybu, pociągając za sobą huk gniecionego metalu, z Joshuy uszły absolutnie wszystkie siły. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Opadł ciężko na zimną, usianą łuskami podłogę ładowni tuż obok dyszącego Eliasa, opierając plecy o stalową grodź. Był całkowicie otępiały, wyprany z jakichkolwiek emocji poza miażdżącym zmęczeniem. Całkowicie zignorował wybuchającą właśnie nad krawędzią szybu wściekłą kłótnię między powracającym kapitanem a Sadzą.
– Doktorze? – wychrypiał, nie patrząc nawet na naukowca, wlepiając pusty wzrok gdzieś w mrok pomieszczenia. – Ja chyba nie dam już rady. Co mogę jeszcze zrobić? To za dużo... Za dużo.
Serce w jego klatce piersiowej przypominało zacierający się tłok, odzywając się tępym bólem przy każdym, najpłytszym wdechu. W mroczkach przed oczami zamajaczyła mu pokryta smarem twarz siostry i wspomnienie obietnicy, którą złożył jej przed wylotem. Obiecał, że wróci z kredytami, że w końcu wyrwie ich oboje z rdzewiejących trzewi kolonii. Tylko to jedno wspomnienie, niczym napięta stalowa linka, trzymało go jeszcze w ryzach, nie pozwalając mu po prostu zamknąć oczu i oddać się ciemności.
Przez otępienie przebił się w końcu twardy, wojskowy ton Hannigana, wydającego kolejne rozkazy. Wspinaczka w górę. Zablokowanie drzwi. Joshua zacisnął zęby, zaparł się dłońmi o pokład i z ogromnym wysiłkiem dźwignął na drżące nogi. Powłócząc stopami niczym wrak człowieka, ruszył powoli w stronę szybu. Mijając dowódcę, zatrzymał się na ułamek sekundy i spojrzał na dymiącą lufę jego karabinu
– Zabiłeś to? – zapytał głucho, ze zrezygnowaniem. Nie czekał nawet na odpowiedź. Znał ją, widząc napięcie na twarzach dowódcy i Holta. Koszmar wciąż żył.
Podszedł do wyrwy i oparł dłoń na obudowie roztrzaskanego wcześniej panelu. Spojrzał w dół, na zablokowany zrzuconym wózkiem i przysypany gruzem dach zrujnowanej windy, a następnie zadarł głowę w czarną gardziel szybu, szukając wzrokiem zarysów wyższego pokładu. Wypuścił z płuc długie, bolesne westchnienie.
– Kapitanie – odezwał się spokojnym, pozbawionym złudzeń głosem – Nic z dołu tu przez windę nie wyjdzie. Nasz wózek zaklinował wyjście z kabiny na amen. A jeśli chodzi o wspinaczkę... Na górze są dokładnie takie same, żelaznr drzwi szybu jak tu. Tyle że ich panel sterowania znajduje się po drugiej stronie, na korytarzu tamtego pokładu. Nie znam się na telepatii, więc jeśli nie mamy palnika plazmowego albo sprzętu do siłowego otwarcia grodzi, to nie przejdziemy na piętro. Może spróbujmy inną drogą?
-
Krzyk Pustki -
Krzyk PustkiZ tego co wiem M41A mają fabrycznie podwieszone wyrzutnie granatów 30mm typu pump-action i z reguły amunicja jest kontaktowa i granat leci prosto z dużą siłą. Granat rozwali i drone, i warriora, a przy dobrych wiatrach nawet predaliena. Jedynie ryzyko, że zrobi gdzieś dziurę jak nie trafi

Czy nasze M41A mają granaty?

-
Krzyk PustkiPytanie - który to ksenomorf. Jak drone, to oberwie wózkiem, ale otrzepie się i wstanie. A jak to warrior, to pewnie odskoczy. Wózek raczej jest węższy od windy.
Ps. A jak to preatorian, to one się nie wspinają...

-
Krzyk PustkiGleeson pcha z Eliasem, ale jako iż ma stan przedzawałowy, to krwi w mięśniach brakuje i jego pomoc to bardziej myślenie życzeniowe

-
Krzyk PustkiWąski, metaliczny snop latarki z karabinu Holta przeciął mrok szybu, oświetlając dach zniszczonej kabiny. Kiedy górny właz windy wyrwało z zawiasów z ogłuszającym hukiem, to, co z niego wypełzło, zamroziło krew w żyłach Gleesona. Nie było to nic, co jego umysł, nawykły do widoku korporacyjnej maszynerii, błota z kopalni czy żołnierskiego rynsztunku, potrafiłby sklasyfikować. To był żywy, płynny cień, ucieleśnienie najczystszej, nieskrępowanej niczym dzikości. Czarny kształt przelewał się przez poszarpaną stal z przerażającą, niemal senną gracją. Połyskiwał w świetle, jakby pokryty lepką, smolistą wydzieliną, a giętkie kończyny i nieludzka, obła, pozbawiona jakichkolwiek widocznych oczu głowa zdawały się pochłaniać samo światło.
Zamiast sięgnąć po broń, zamiast wrzeszczeć, albo icieka,
Joshua po prostu... Znieruchomiał.To było jego pierwsze zderzenie z prawdziwie obcą, pozaziemską formą życia i przez jedną, długą sekundę był całkowicie, absolutnie zahipnotyzowany. Wlepiał szeroko otwarte, przekrwione oczy w to koszmarne, surrealistyczne cielsko, czując niewytłumaczalną fuzję panicznego strachu i patologicznej fascynacji. Co za przeklęte środowisko mogło zmusić naturę do ewolucji czegoś tak doskonałego w zabijaniu? Ta jedna chora myśl przemknęła przez jego przegrzany umysł, kiedy z mroku wysunęły się długie, zakrzywione szpony.
Trans przerwał ostry zgrzyt kół. Gleeson drgnął konwulsyjnie, oderwał wzrok od ksenomorfa i w całkowitej, odruchowej panice rzucił się w tył, padając ciężko na metalową podłogę ładowni. Odepchnął się nogami, niemal wpełzając w ciemność, dławiąc się świszczącym oddechem. I wtedy kątem oka dostrzegł Eliasa. Nawet nie zwrócił uwagi, że siedzi na czyiś szczątkach. Widział jak zdesperowany doktor nadludzkim wysiłkiem pchał w stronę otwartego szybu ciężki wózek transportowy z roztrzaskaną szklaną kapsułą. Joshua chciał uciekać dalej. Chciał wczołgać się pod najbliższy kontener i zamknąć oczy. Ale widząc zmagającego się Crowe'a – jedynego człowieka na tym przeklętym statku, który okazał mu chociaż krztę zrozumienia i z którym nawiązał bladą namiastkę więzi – coś w nim pękło. Nie zapytał, co doktor robi. Nie kalkulował, czy zrzucenie tego na bestię w ogóle odniesie jakikolwiek skutek. Empatia wygrała z egoizmem. Z mroczkami przed oczami, dygocząc cały, wgramolił się na równe nogi i doskoczył do wózka, zapierając się obok Eliasa.
Ale sił po prostu nie było. Kaskada adrenaliny zaczęła zbierać mordercze żniwo. Chore, nadwyrężone serce skurczyło się boleśnie, wchodząc w dziki, nieregularny rytm. Ciśnienie tętnicze leciało w dół na łeb na szyję, a obraz przed oczami Joshuy zaczął niebezpiecznie pulsować czernią. Pchał ten przeklęty ciężar naprzód, resztkami woli, czując, jak nogi uginają się pod nim z każdym centymetrem. W jego otępiałej, dotleniającej się z coraz większym trudem głowie kołatała się już tylko jedna ponura myśl: co ostatecznie go zabije:
Rozszarpujące wszystko szpony tej lśniącej czarnej bestii z szybu, czy jego własny, przegrzewający się właśnie organ pompujący krew... ? -
Krzyk PustkiGleeson proponuje efektowne filmowe katapultowanie się za pomocą lin nośnych.
To oczywiście propozycja. Jak coś, to nie on będzue skrobał resztki kapitana z sufitu w razie wtopy

-
Krzyk PustkiMetaliczny wrzask rozdzieranej stali potęgował się z każdą sekundą. W mroku szybu, rozświetlanym jedynie chaotycznymi snopami latarek taktycznych, Joshua widział wyraźnie, jak Sadza pnie się po drabince z desperacją zaszczutego zwierzęcia. Siergiej był szybki, brutalnie zdeterminowany, by przeżyć – minął Hannigana, niemal po nim depcząc, i parł w górę, prosto pod lufy karabinów Gleesona i Holta.
Ale kapitan... Kapitan zdawał się na ułamek sekundy zamrożony w czasie. Utknąwszy na dachu kabiny, wyglądał jak skazaniec czekający na egzekucję. Próba uruchomienia windy z poziomu dachu kabiny była skazana na porażkę. Joshua wiedział to od razu. Wygięte do środka grodzie zablokowały czujniki nacisku. Mechanizm bezpieczeństwa odciął napęd. Puszka była martwa, a bestia, która właśnie się do niej dobijała, zaraz rozerwie Caleba na strzępy.
Palce Gleesona drżały na spuście M41A, a oddech rzęził w krtani. I nagle...Nagle pośród tego paraliżującego chaosu, tej całej symfonii chaosu i szarżującej śmierci, w umyśle inżyniera coś przeskoczyło. Jakby niewidzialny kluczyk przekręcił się w stacyjce, a zardzewiałe zębatki jego wypartego doświadczenia z lądowiska nagle wskoczyły na właściwe miejsce.
Tak! Przecież znał ten typ przemysłowych wind towarowych! Weyland-Yutani montowało je na każdym kroku, wszystkie hurtowo niczym z fabryki. Miały potężny udźwig, tak by służyły do przewozu ludzi i uzbrojenia (chyba mieli jakąś obsesję), a co oznaczało jedno: gigantyczną, wielotonową przeciwwagę ukrytą w prowadnicach szybu. Przeciwwagę, która była cięższa niż sama pusta kabina. Strach wyparował, ustępując miejsca inżynieryjnej, desperackiej kalkulacji.– Hannigan! – wrzasnął Joshua na całe gardło, a jego głos echem odbił się od ścian szybu, zagłuszając na sekundę łoskot uderzeń ksenomorfa. Lufa jego karabinu przestała na moment drżeć, gdy wskazał nią na system nośny windy. – Zostaw tę jebaną drabinkę! Winda nie ruszy, czujniki są zwarte!
Inżynier wychylił się niebezpiecznie nad przepaścią.
– Chwyć liny nośne! Te grube, stalowe kable nad kabiną! – ryczał, gestykulując gorączkowo. – Owiń ręce i nogi, i odstrzel z karabinu główne zaczepy na dachu!
Z punktu widzenia fizyki i brutalnej mechaniki był to plan tyleż genialny, co samobójczy. Jeśli Caleb zdoła przestrzelić trzpienie łączące liny z klatką windy, ciężka uwolniona od balastu, wielotonowa przeciwwaga zacznie bezwładnie spadać w dół swoimi prowadnicami, z potworną siłą wyciągając liny nośne w górę szybu. A że winda jest na dole, to efekt będzie niczym uruchomiona katapulta w myśliwcu.
– Zrób to, a przeciwwaga wyciągnie cię tu jak z katapulty! – darł się Gleeson, ocierając pot z oczu. – Trzymaj się kurwa mocno i odstrzel zaczepy, a na naszym piętrze skacz ile sił! Spróbujemy cię zlapać! Słyszałeś Holt? Elias?
Dla Gleesona to czysta, brutalna, robotnicza inżynieria. Pomysł był jednak dość ryzykowny. Choć mniej, niż zostanie tam w dole choć minutę dłużej...
-
Krzyk PustkiCzy to klasyczna winda na zaczepy z obciążnikiem?
I czy kapitan ma jakiś karabin zabrany od trupa?
Gleeson mógłby dostrzec i krzyknąć by Caleb chwycił się liny i odstrzelił zaczepy. Mógłby szybciej do góry się transportowaći przebić głową sufit.Jakby nie miał karabinu, to Gleeson mu chętnie podrzuci.
-
Krzyk PustkiChłód bijący z szybu windy mieszał się z duszącym odorem kwasu i starej krwi. Jego dłonie dygotały w spazmatycznym, niekontrolowanym rytmie. Patrzył w dół, na ostrożnie schodzącego po drabince Hannigana i czuł całkowity mętlik. Z jednej strony podziwiał dowódcę za próbę wyciągnięcia podwładnego z gówna, z drugiej - uważał to za skrajny, samobójczy idiotyzm. Zwłaszcza że stawką było życie kogoś takiego jak Sadza.
Gleeson nigdy nie trawił pierwszego oficera. Siergiej był głośny, prostacki, chlał na potęgę i był niestabilny niczym zubożony uran. Nawet teraz, gdy pierwsze emocje po ucieczce z korytarza opadły, Joshua uważał wyciągnięcie broni i celowanie w dowódcę za absolutnie kretyński wybryk, który mógł ich wszystkich zabić. Rosjanin, ze swoją brawurą i impulsywnością, wydawał mu się tutaj po prostu... OBCY.
Technik odwrócił na sekundę głowę, łapiąc spojrzenie rannego oficera bezpieczeństwa, który ubezpieczał szyb z drugiej strony.
– Trzymasz się, chłopie? – szepnął chrapliwie Gleeson. – Bo mi się łapy trzęsą jak cholera. Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam... Czemu wciąż jesteśmy w tym cholernym grobowcu?
Odpowiedź przyszła z dołu. I too w najgorszej możliwej formie. Dźwięk uderzenia metalu o metal przerwał ciszę, a zaraz po nim rozpętał się koszmar, a w zasadzie jego drugi akt.
Ogłuszający łoskot, zgrzyt wyginanej, pękającej pod niewyobrażalnym naciskiem stali i trzask maltretowanych grodzi uderzyły w nich echem z głębi szybu. Chore serce Joshuy podskoczyło prosto do gardła, dławiąc oddech. W ułamku sekundy dotarło do niego coś potwornego. Ten okręt nie padł ofiarą awarii. On nie został po prostu zaatakowany przez lokalną faunę. Bleinert został w pełni zdobyty. Ktokolwiek lub cokolwiek tam było, traktowało te pancerne grodzie jak zamek z piasku. Hannigan, wiszący na drabince, oraz Sadza, zamknięty w stalowej puszce, mieli w tym momencie absolutnie, nieodwracalnie przesrane.– Kurwa! Chyba robicie sobie pierdolone jaja! - wrzasnął Joshua w głąb szybu, a jego głos złamał się w połowie.
Rozpaczliwie zaparł kolbę karabinu o ramię, próbując zgrać przyrządy celownicze z włazem w dachu kabiny. Ale jego ręce skakały na wszystkie strony. Lufa M41A tańczyła w mroku, kreśląc chaotyczne ósemki, a drżenie mięśni było tak silne, że niemal uniemożliwiało utrzymanie palca na spuście bez ryzyka przypadkowego wystrzału.
– Elias, obserwuj tyły! - krzyknął do medyka, nie odrywając przekrwionych oczu od celownika, po czym rzucił desperackie spojrzenie na Holta. – Cholera mać, Holt. Tylko tam, kurwa, nie schodź, błagam... Zastrzelę skurwysynów, choćby nie wiem co!
Palec na spuście drżał. Wiedział, że w tym stanie nie trafiłby nawet w ścianę stodoły z dziesięciu kroków, ale te słowa... Te słowa były jedynym pancerzem, jaki mu jeszcze pozostał. Musiał blefować już nawet przed samym sobą, by po prostu nie zwariować.
-
Krzyk PustkiJeśli Joshua ma Trembling dalej, to przypuszczam ma spread shot'a jak w Contrze?


Na pewno którymś nabojem trafi (coś/kogoś/wszystko)

Ps.

-
Krzyk PustkiJesli p Joshkę chodzi, to czeka na rozwoj sytuacji, nie ma bata, że zejdzie, nawet pod rozkazem.
-
Krzyk PustkiTechnik powoli odzyskiwał równowagę. Spojrzał w dół szybu i przełknął z trudem ślinę. Słysząc propozycję kapitana, pierwszym odczuciem w skołatanym umyśle Gleesona była niedorzeczność.Spróbował sklecić wypowiedź tak by brzmiała profesjonalnie, a jednicześnie nieco zniechęcająco.
– Technicznie rzecz ujmując, skoro nie zdołałem odciąć zasilania, powinniśmy mieć kontrolę. Sęk w tym, że panel w windzie ma funkcję nadrzędną. W obecnej chwili najwyrwźniej system windy blokuje konendy paneli ściennych. Zresztą, to nie ma znaczenia. Jeśli Sadza bardzo nie chce wrócić do nas, to znów zatrzyma kabinę. Jak chce wrócić, to wystarczy że wciśnie ten sam przycisk, którym zatrzymał windę i ta przyjedzie do nas. .Obawiam się, że jesteśmy zdani na jego wolę, kapitanie.
-
Krzyk PustkiCzyli jakoś się Gleeson pozbierał do kupy po tym rzucie z paniką, jak rozumiem? Bo przez moment był niedysponowany i powinien się trząść.
Jak rozumiem zatrzymałem windę w drodze?
Czy mógłbym ją przywołać z powrotem, czy mój stan niezbyt pozwoli? -
Krzyk PustkiCóż.
6 +3 +2 +2 +3 +2 +2 +1 +6 +2 +1
Test paniki: 4 + 4 = 8 (czyli trembling)
Zedytowałem. Joshua zatrzymał windę (dwie szóstki) ale okupił to trzęsawką. Odradzam stawanie mu na linii strzału. A nawet trochę obok

-
Krzyk PustkiJoshua puścił karabin, pozwalając, by zawisł na pasie nośnym. Dopadł do nienaruszonego panelu windy i bez odrobiny finezji, wykorzystując brutalną siłę, zerwał jego osłonę. Zignorował ból w palcach; wpiął się prosto w główną wiązkę zasilania i brutalnie zwarł odpowiednie styki. Rozległ się pisk przeciążonych hamulców i potężny, metaliczny zgrzyt. Winda szarpnęła i zatrzymała się z głośnym łoskotem, nie dojeżdżając na sam dół.
Wtem poczuł, że chyba przesadził. Chwilowy spokój zwiódł go, broń dodała naiwnej odwagi, a przecież był po ataku serca i potrzebował nitrostymulantów na teraz.Zachwiał się. Odruch szarpnął karabinem, który uderzył w klatkę piersiową Gleesona. Joshua opadł na kolano tuż przy krawędzi. Jego serce uderzało o żebra z bolesną, nieregularną furią, a z płuc wyrywał się chrapliwy świst. Wyciągnął dłonie, by chwycić z powrotem za karabin, ale z przerażeniem zorientował się, że nie potrafi zacisnąć palców. Całe jego ciało, od barków aż po koniuszki palców, ogarnęło gwałtowne, niekontrolowane drżenie.
– Szlag... Przepraszam. Przeholowałem. Muszę... Muszę dostać się... Do ambula...
Nawet nie dokończył. Obniżył głowę i wlepił wzrok w podlogę, próbujac odzyskać choć ułamek równowagi, bo dygotał obecnie jakby miał febrę. W tym stanie wolalby nie musieć strzelać.
-
Krzyk PustkiNaprawdę życzysz sobie, żeby te drzwi otworzyły się automatycznie?

-
Krzyk PustkiA jak szybka to winda i jak długi jest jej kurs na dolny pokład? Bo nie wiem, na którym etapie jej kursu zobaczy ją Gleeson.
