[image: jg.jpg]
Imię i nazwisko: Joshua Gleeson
Wiek: 24 lata
Profesja: inżynier
Wprowadzenie:
— Czyli nie zostaniesz?
— Wiesz, że nie mogę.
Młoda i ponętna czarnoskóra dziewczyna objęła go w pasie i przyległa do jego ciała, chcąc niewątpliwie utrudnić mu decyzję, którą musiał podjąć niemalże z przymusu.
— Jak tylko sytuacja się poprawi obiecuję, że wrócę.
— I co wtedy? Zaczniemy znów od nowa? - zapytała smutnym, depresyjnym tonem.
— Nie wiem — odrzekł szczerze — Ale może po prostu odlecimy stąd i osiądziemy na jakiejś spokojnej, farmerskiej kolonii...
Młoda dziewczyna puściła go i spojrzała z ukosa.
— To czemu nie zabierzesz mnie teraz?
Joshua westchnął. Jak najbardziej przeszło mu to przez myśl nie raz. Wiedział, że rozłąka nie będzie ani łatwa, ani krótka. Może gdyby udało się zdobyć odpowiednie papiery...
Sytuację wyprostował niespodziewany gość, który od dobrej chwili najwyraźniej przyblokował automatyczne drzwi i oparty o framugę przysługiwał się ich ckliwemu rozstaniu.
— Trochę za późno na to. Żeby skombinować takie papiery potrzeba dobrych kilku dni, a tobie czas kończy się za trzy godziny.
— Enyo... Cholera, nie musiałeś. Wszystko mam ogarnięte.
Ubrany w zbyt wąski frak i jeszcze bardziej niedopasowane spodnie typu rurki, blondas elegancik zawsze był pedantyczny i nieufny, ala charakter jego pracy premiował czujnych.
—Transport? Papiery? Sprzęt? Papiery? Pampersy hibernacyjne?
— Cholera Enyo... Że co, pampersy jakie?
— Nieważne. Aerodyna będzie tu za dwie godziny. Mam też informację. Miko chce z tobą porozmawiać.
Ciało Joshuy wyprostowało się jak porażone taserem.
— Mi... Miko? Ale... Myślałem, że.
— Że cię nienawidzi? — wtrąciła się dziewczyna —To prawda, ale mimo wszystko to twoja...
— Gdzie chce się spotkać?! — wypalił nerwowym tonem
— Czeka na zewnątrz — odparł ze spokojem Enyo, po czym rozłożył ręce i odszedł od śluzy. Ta zaczęła zamykać się powoli.
Nie zdążyła. Joshua mimo kołatania schorowanego serca wiedział, że musi się z tym zmierzyć. Wziął głęboki oddech, zmrużył powieki i ruszył na miejsce spotkania. Wiedział, że każda minuta teraz to być może ta ostatnia szansa by nie został sam w całym kosmosie.
Siedzieli teraz na dachu starego garażu dla transportowców. Przez dobre kilka minut milczeli.
Ołowiane, zasnute toksycznymi chmurami niebo nad kolonią wydawało się cięższe i niższe niż zwykle. Miko kopnęła zardzewiały wentylator, posyłając go w dół ze stukotem, który echem rozszedł się po pustym zaułku.
— Więc to tak? Znowu spierdalasz? — rzuciła w końcu, nie patrząc na niego. Jej głos był ostry jak krawędź blachy, ale Joshua znał ją zbyt dobrze, by nie wyłapać w nim żalu.
— Miko, tłumaczyłem ci... To tylko na jakiś czas — zaczął szybko Joshua, uruchamiając swój stały, słowotokowy mechanizm obronny. — Podłapałem świetny kontrakt jako inżynier na frachtowcu. Zarobię trochę kredytów i wyciągnę nas z tego bagna. Przecież i tak zamykają tę dziurę. Każdy dzień tutaj to czekanie na wyrok, kiedy korporacja w końcu odetnie nam tlen i prąd.
Dziewczyna prychnęła, krzyżując ręce na piersi.
— Jasne. Kontrakt. Ty i twoje gładkie gadki. Myślisz, że jestem ślepa? Ten pośpiech, ten twój nowy elegancik Enyo... Słyszałam plotki, Josh. Żandarmeria węszy w sektorze. Ktoś odjebał oficera Colonial Marines. A ty akurat teraz, nagle, potrzebujesz nowej roboty, żeby na gwałt opuścić układ? Znowu się zajebałeś gównem?
— Bzdury! — żachnął się, nie zwracając uwagi na wulgaryzmy, były dla niej typowe.— Po prostu... nie zgrałem się z wojskiem. Wylali mnie, bo nie pasowałem do ich zakuwanych w pancerze łbów. To wszystko. Chcę tylko naszej przyszłości, rozumiesz? Z dala od tego przeklętego pyłu.
Zawsze miał gadane, ale Miko potrafiła przejrzeć go na wylot. Ta tylko potarła ramię, wpatrując się w mroczne majaki rdzewiejącej rafinerii.
— Tego samego pyłu, który zabił matkę — powiedziała po chwili już spokojniej, ciszej, niemal do siebie. — Ty chcesz naszej przyszłości, a ja nawet nie wiem, czy ty masz jeszcze jakąkolwiek własną.
Joshua westchnął ciężko i przysunął się do niej. Odruchowo potarł lewe przedramię — to samo, które ojciec złamał mu lata temu. Spojrzał na jej gładką, nieco pokrytą drobnymi bliznami twarz.
— Wiesz... Zawsze dbaliśmy o siebie nawzajem. Od dzieciaka. Zobaczysz, ułoży się.
— Ta... Ty dbałeś o mnie, a stary dbał o to, żebyś ty miał co wspominać — mruknęła cierpko, zerkając na bliznę tuż pod jego okiem. — Czasem myślę, że gdyby tamtego wieczoru pijany nie złamał ci tej ręki i prawie nie wybił oka, nigdy byśmy z tego patologicznego syfu nie uciekli.
— Przynajmniej u sąsiada w warsztacie nie było bicia, tylko smar, kable i klucze francuskie — Joshua uśmiechnął się blado na wspomnienie ich dawnego azylu. — Bez narzędzi starego Connorsa nigdy nie nauczyłbym się majsterkować. Nie miałbym teraz fachu w ręku i nie miałbym szans na miejsce na tym statku.
— I nie uciekałbyś teraz w kosmos — skwitowała bezlitośnie Miko, choć kącik jej ust minimalnie drgnął w górę.
Przez chwilę znów zapadła cisza, przerywana jedynie odległym wyciem syren na niższych poziomach dogorywającej kolonii. Joshua postanowił zagrać odważniej, by ostatecznie rozładować napięcie.
— Nie rób z siebie takiej bezbronnej ofiary, siostrzyczko. Nie zawsze ja musiałem zgrywać bohatera. Pamiętasz, co odwaliłaś z tym młodocianym gangiem z Sektora Gamma Cztery, jak mnie dorwali za stacją pomp?
Miko wreszcie się uśmiechnęła, szeroko i drapieżnie.
— Zaskoczyłam skurwieli, co?
— Zaskoczyłaś?! — Joshua zaśmiał się szczerze, czując jak kamień spada mu z serca. — Rozebrałaś się do naga w środku brudnego zaułka! Stanęli jak wryci! Zanim zdołali podnieść szczęki z podłogi, ty już biegłaś prosto na terytorium chłopaków z Rdzawej Szajki, ciągnąc tych napalonych idiotów za sobą!
— I wpadli prosto w ich łapy — dodała z satysfakcją, wyraźnie ożywiona wspomnieniem. — A my co zrobiliśmy?
— Siedzieliśmy dokładnie tak jak teraz, na dachu — Joshua rozejrzał się z nostalgią. — Patrzyliśmy z góry, jak te dwa gangi nawzajem się wyżynają.
Miko spojrzała mu prosto w oczy. Jej twarda, zadziorna maska na ten jeden, krótki moment całkowicie opadła.
— Nie daj się tam zabić, Josh. Nieważne, co zrobiłeś i przed kim naprawdę uciekasz. Po prostu... nie daj się zabić. I jeśli faktycznie masz zamiar kiedyś wrócić, upewnij się, że masz obok siebie miejsce dla mnie.
— Obiecuję, Młoda. Wyciągnę nas stąd oboje.
Joshua wstał, wyciągając do niej rękę, którą uścisnęła z całych sił. Wiedział, że ją okłamuje, nie kłamał jednak w jednym — zamierzał przetrwać i po nią wrócić.
USCS Kardashian
Joshua jest najmłodszym stażem członkiem załogi USCS Kardashian. To jego pierwsza misja. Stara się nie wchodzić w konflikty i unikać zwracania na siebie uwagi. Niechętnie opowiada o sobie, choć gdy już zacznie gadać, może mówić długo i o wszystkim i niczym zarazem. Wedle danych pokładowych to utalentowany i certyfikowany przez Akademię Weyland-Yutani inżynier 2-go stopnia dla promów kosmicznych i lądowników. Ma także roczne szkolenie wojskowe w Colonial Marines, ale jest obecnie zwolniony ze służby. Jego hobby to majsterkowanie i kolekcjonowanie starych nośników audio. Nie lubi dymu z papierosów i gdy ktoś budzi go w środku nocy. Boi się kotów i utonięcia. Choruje na serce i musi brać stale leki.